Enii napisał/a:Nie ma nic gorszego jak usłyszeć od osoby, którą się darzy wielkim uczuciem ''już Cie nie kocham''. Cios poniżej pasa i świat nagle przestaje mieć sens. Minęło już trochę czasu z tego co zauważyłam więc pewnie widzisz minimalną poprawę życia bez niej. Smutku się szybko nie pozbędziesz ważne żebyś czuł, że dajesz rade. Nie będę Ci pisała znajdziesz lepsza dziewczynę, jesteś młody, bo co to za słowa jak się nikogo innego nie chce. Nawet jak się próbuje z kimś być cały czas i tak w głowie ma się tą jedyną miłość i kończy się na porównaniach.
Sama siedzę na tym forum i szukam jakiejś małej nadziei na lepsze jutro dlatego napiszę tylko, że nie jesteś z tym sam.
Chyba już taka nasza natura a przynajmniej tych wrażliwych, że muszą swoje wycierpieć.
Pozdrawiam!
Tak wlasnie to jest to, nie dosc ze "juz Cie nie kocham" to na dodatek po probach ratowania, skakania jak piesek, blagania na kolanach zostac wyzwany, wysmiany, obarczony winna...
Zycie z nia, wiazanie planow, marzenia, wszystko obgadane na cacy, czego chciec wiecej? Przeciez zawsze wiadomo ze milosc po 5 latach zamienia sie w przywiazanie... Nie ma juz tak pieknie jak na poczatku, znamy sie od stop do glow, o czym mamy pisac, rozmawiac?
Wiem ze kobieta potrzebuje byc zdobywana, wyjsc na spacery, kino i inne sprawy. Poprostu nie wiem myslalem ze wszystko mamy ustalone, zapiete do ostatniego guzika to bedzie dobrze... A teraz wiem ze trzeba inaczej, chcialbym zeby byc z nia, ale chyba juz za duzo czasu minelo zeby choc byla iskierka nadzieji, a nawet nie wiem czy jak by wrocila jakims cudem, utulila czy nie byl bym oblakanym czlowiekiem. Pewnie bym sie czul jak na poczatku zwiazku, mysle ze to lepiej, ale czy by tak chciala, nie potrafilbym odrazu byc czuly jaki bylem.
Boli bardzo boli, sa dni ze potrafie pojsc na jakies maszyny przegrac cale pieniadze, codziennie sie szykuje na jakis totalny syf, nie mam sil na jedzenie, spanie... Tylko mysli o niej, staram sie to wybijac z glowy, ale totalnie sobie nie radze, bym chyba musial trafic na 5 lat na jakas bezludna wyspe, ale czy cokolwiek by to zmienilo... Czego nie dotkne, czego nie sprawdze, wszedzie ona w glowie, najgorsze ze jestem taki ze moje mysli wytwarzaja obraz tego wszystkiego... Z jednej strony chcialbym zeby byla przy mnie, a z drugiej strony balbym sie ze znowusz ja strace.
Na prawde chcialbym juz zasnac i sie nie obudzic, to chyba byloby najlepsze rozwiazanie... Walcze dla niej ze smiercia, zeby ona nie miala przykrosci przezemnie, choc wiele mi jej wyrzadzila, ja nie chce zeby ona sie czula jak ja...
Ta kobieta nawet tego nie docenia, lub ja juz wszystko wyolbrzymiam, nie wiem na prawde gubie sie sam ze soba...
Inni ludzie by juz zapomnieli, tak jak ona, a ja to wiem jakie bledy zrobilem i chcialbym to naprawic, ale nic nie moge zrobic... Sieczka w glowie.
Pozdrawiam rowniez.