netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Uwodzicielki żonatych - dyskusja o artykule

150 odpowiedzi19 663 wyświetleniazałożony przez Clint Jones, 12.02.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Uwodzicielki żonatych - dyskusja o artykule

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 151 z 151 ]

131

Odp: Uwodzicielki żonatych - dyskusja o artykule
znikam napisał/a:

No dokładnie, ja widzę inaczej pojęcie szczęścia niż ty, mi kasa nie daje tego szczęścia, ale właśnie romans.

znikam napisał/a:

Sama święta nie jestem. Od ślubu miałam wielu kochanków.

znikam napisał/a:

Żaden nie spełniał mnie całkowicie seksualnie. Tak jak mój mąż.

znikam napisał/a:

Umawiałam się głównie z kolesiami z internetu. Bywało super, ale nigdy nie było to to co ma być. Zawsze czułam pustkę mimo iż co poniektórzy szaleją na moim puncie.

znikam napisał/a:

Powoli tracę nadzieję na lepsze życie.

Na prawdę uważasz ze jesteś szczęśliwa ???

znikam napisał/a:

Tylko mąż nie spełnia mnie seksualnie, w tym widzę duży problem. Rozmawialiśmy na ten temat, stara się jak może, może nie do końca w prost mówiłam że mnie nie zaspokaja, ale ogólne moje wrażenia i zdanie na ten temat zna. ale po części mąż nie wie że jest aż tak źle,

Mąż tez jest szczęśliwy wiedząc ze nie spełnia Twoich oczekiwań ??

132

Odp: Uwodzicielki żonatych - dyskusja o artykule
Araquelle napisał/a:

Tia, był taki sam szczery jak ci co mają kochanków i kochanki na boku ;-)

Nie.

Araquelle napisał/a:

Co miał mi powiedzieć? Że lubi raz na miesiąc jakąś babkę zaliczyć dla higieny psychicznej? (a to dużo łatwiej ukryć niż romans z tą samą osobą)

Tak.

Araquelle napisał/a:

No to miłej bazy by nie było bo bym się nie zgodziła. I szczerze wątpię, że znalazłby taką co by była na tak.

Prawdopodobnie masz rację.

Araquelle napisał/a:

On wychodził z takiego założenia jak tutejsi zdradzacze - przecież jest dobrze, ja nie wiem, wszyscy jesteśmy szczęśliwi, kochamy się a jak mu zabronię to zacznie się psuć.

Nie wychodził z takiego założenia. Twój koleś od razu Cię okłamał. Już w punkcie 0. Gdyby nie skłamał to byś z nim związku nie założyła. On od początku wiedział, że Cię kantem puści. Tym się różni od tych, o których ja piszę. Ja piszę o tych co szczerze weszli w związek, z dobrymi intencjami. I w trakcie związku coś poszło nie tak.

Araquelle napisał/a:

No to jak? Raz ta zasada jest dobra a raz nie?

Nie, wszystko z nią OK.

133 Ostatnio edytowany przez znikam (2015-02-16 14:58:31)

Odp: Uwodzicielki żonatych - dyskusja o artykule
ryba81 napisał/a:

Na prawdę uważasz ze jesteś szczęśliwa ???

jak jest romans to czuję się o wiele bardziej szczęśliwa, bywało różnie, ale przy romansie tak jest, mi to dawało dużo pozytywnej energii, ale czy taka szczęśliwa jestem- zależy kiedy. Na pewno o wiele bardziej szczęśliwsza dzisiaj robiąc co robię niż wcześniej gdy byłam całkiem wierna.

ryba81 napisał/a:

Mąż tez jest szczęśliwy wiedząc ze nie spełnia Twoich oczekiwań ??

z tym seksem to czasami lipa, faktycznie, ale czy jest szczęśliwy?
- musiałaby go o to zapytać, sądzę że jest przy mnie szczęśliwy, nieraz mi to mówił, poza tym widzę to po nim,
czy wie o tym że do końca nie spełnia małżonki?- nie, tego nie wie, nie zdaje sobie z tego sprawy, i nie musi już wiedzieć, bo rozmawialiśmy na ten temat wiele razy, i jakoś efektów nie ma. Więc rozwiązuję swoje problemy na swój sposób.

Wiesz, podam ci przykład: mąż nie wraca do domu na noc, zawsze mówi że idzie na jedno piwko , a to bzdury, spóźnia się 12 godzin....  co ja kiedyś robiłam? Głównie to całą noc siedziałam w kuchni i czekałam na niego płacząc że go znowu nie ma. Jak zasnęłam to na chwile i budziłam się cała w nerwach. Dziś co robię? włączam kompa i gadam z kochankiem albo z innymi kolesiami. Nerwy moje zaoszczędzone, świetnie się przy tym bawię, rzadko się żalę ale rozmowa w tym momencie daje mi na prawdę dużo. Potem jak się fajnie rozmawia i przypadniemy sobie do gustu , to się umawiam. I tak się to ciągnie. Jest to mój sposób na radzenie sobie z problemami. Mąż przychodzi wstawiony, a tu żonka zamiast płakać, to wita go z uśmiechem na twarzy, bo zadowolona że za niedługo się z kimś fajnym spotka. Tak to działa.

134

Odp: Uwodzicielki żonatych - dyskusja o artykule
znikam napisał/a:

jak jest romans to czuję się o wiele bardziej szczęśliwa, bywało różnie, ale przy romansie tak jest, mi to dawało dużo pozytywnej energii, ale czy taka szczęśliwa jestem- zależy kiedy. Na pewno o wiele bardziej szczęśliwsza dzisiaj robiąc co robię niż wcześniej gdy byłam całkiem wierna.

znikam napisał/a:

Żaden nie spełniał mnie całkowicie seksualnie.

Kochankowie tez do końca sie nie sprawdzają ( dlatego ich zmieniasz )  nie uważasz to nie z nimi jest coś nie tak tylko może z Tobą.

135

Odp: Uwodzicielki żonatych - dyskusja o artykule
ryba81 napisał/a:
znikam napisał/a:

jak jest romans to czuję się o wiele bardziej szczęśliwa, bywało różnie, ale przy romansie tak jest, mi to dawało dużo pozytywnej energii, ale czy taka szczęśliwa jestem- zależy kiedy. Na pewno o wiele bardziej szczęśliwsza dzisiaj robiąc co robię niż wcześniej gdy byłam całkiem wierna.

znikam napisał/a:

Żaden nie spełniał mnie całkowicie seksualnie.

Kochankowie tez do końca sie nie sprawdzają ( dlatego ich zmieniasz )  nie uważasz to nie z nimi jest coś nie tak tylko może z Tobą.

możliwe.

136

Odp: Uwodzicielki żonatych - dyskusja o artykule
Clint Jones napisał/a:
Araquelle napisał/a:

On wychodził z takiego założenia jak tutejsi zdradzacze - przecież jest dobrze, ja nie wiem, wszyscy jesteśmy szczęśliwi, kochamy się a jak mu zabronię to zacznie się psuć.

Nie wychodził z takiego założenia. Twój koleś od razu Cię okłamał. Już w punkcie 0. Gdyby nie skłamał to byś z nim związku nie założyła. On od początku wiedział, że Cię kantem puści. Tym się różni od tych, o których ja piszę. Ja piszę o tych co szczerze weszli w związek, z dobrymi intencjami. I w trakcie związku coś poszło nie tak.

Problem polega na tym, że wcale nie zamierzał mnie kantem puścić. Wszedł w związek z dobrymi intencjami ale nieszczerze. I tak, chciał ślubu ale ja nie chciałam. Są takie przypadki. Byliśmy razem ale bez ślubu. A pisałam, że sądem się skończyło bo po zasadzeniu kopa przeze mnie nachodził mnie, moich rodziców, znajomych. Skopiował kontakty z mojej komórki i wydzwaniał do wszystkich z prośbą aby ze mną rozmawiali i żebyśmy znowu byli razem. Szantażował mnie. Tak więc była policja a potem sprawa w sądzie. Potem zaczęło się picie i próby powrotu co jakiś czas. Dwa lata po naszym rozstaniu zmarł (alkohol się przyczynił) i nie był z nikim w stałym związku. A ja mam uraz do teraz i długie zęby na zdradzaczy. Nie dopasowuj mojej sytuacji do twoich twierdzeń. Facet wszedł w związek od razu kłamiąc i zdradzał bo miał taką naturę. Nie popsuło się nic w trakcie, nie stałam się zołzą (chcielibyście, bo wtedy zdrada byłaby "usprawiedliwiona"). Część ludzi po prostu tak ma. Zdradzają bo nie są w stanie być tylko z jedną osobą, potrzebuję innych ciał i emocji. I jak myślisz, tacy nie tworzą związków? Nie potrzebują cieplutkiego domku? Ależ potrzebują, ale osiągną to tylko wchodząc w relację z kłamstwem na ustach.

137

Odp: Uwodzicielki żonatych - dyskusja o artykule
Clint Jones napisał/a:

W romansie uczestniczą na ogół dwie dorosłe osoby, świadomie wybierające taką formę relacji, którym nie dzieje się przeważnie krzywda fizyczna a i swoją działalnością nie ograniczają w żaden sposób praw innych. Tym bardziej sami nie łamią prawa. ... Więc analogicznie - małżonek jest szczęśliwy? JEST. Zadziała się komuś krzywda? NIE.

Zgadzam się z tym. Tak właśnie jest.



Jak długi związek ci się trafił? No na pewno nie na taki 10- 15 lat. A uwierz, w takim czasie dużo w życiu i małżeństwie się zdarza. Miłe sprawy pominę, wymienię raczej choroby, problemy finansowe, problemy w pracy, złe stopnie dziecka itd. Nie jest możliwa sielanka bez ani jednej kłótni. ... nowe fascynacje (po 10 latach motyle zdechły, jest miłość ale nie zakochanie).

U mnie: prawie 20 lat razem. Może i motyle zdechły, albo nie zdechły. Namiętność dalej jest. Poza zazdrością i zaborczością żony, która ogranicza życie poza związkiem, nie mam problemów wewnętrznych.


Do tego dochodzi brak nowości jeśli idzie o ciało (wiesz, cycki, pupa, noga, twarz taka sama mimo wszystko). Tak więc często ta zdrada to wynik chęci odskoczni do nowego ciałka, oderwania się od choroby teściowej czy kłopotów w pracy,

Różne są motywy zdrady. Seks z nie tylko jedną kobietą faktycznie jest pociągający. Ja bym się przespał z żoną kolegi, a kolega z moją żoną. Albo z zupełnie obcą, albo z przyjaciółką, albo z fajną koleżanką. Chyba mało facetów jest w stanie temu zaprzeczyć? To chyba jest tak samo rdzenna potrzeba jak jedzenie.


Tam czeka piękna, zafascynowana tobą kobieta z czystym kontem dla ciebie. A poza tym duża część mężczyzn zdradza bo po prostu lubi. Pisał tu jeden pan, to jest sprawa poza małżeństwem. I moje doświadczenie w tej materii potwierdza to. Nie miał nic do zarzucenia nam jako związkowi, absolutnie nic się nie psuło a wręcz było super ale on po prostu potrzebował nowych ciał. Do czynności fizjologicznej. Ot cała filozofia.

Fizjologicznej? Gdyby chodziło tylko o potrzebę fizjologiczną, to wystarczyłoby samemu zrobić dobrze -- nie ma spermy, nic nie boli. Ale to nie wystarcza, chyba jest coś więcej... można mówić o chemii, a może to aż poziom uczuć i emocji? Dla faceta seks to też emocje i uczucia... radość po seksie.

138

Odp: Uwodzicielki żonatych - dyskusja o artykule

Araquelle, dużo napisałaś. I potwierdziłaś to co ja napisałem. A zaprzeczyłaś sobie.

Problem polega na tym, że wcale nie zamierzał mnie kantem puścić.

Facet wszedł w związek od razu kłamiąc i zdradzał bo miał taką naturę.

Znaczy wszedł w związek, mimo że miał naturę "zdradzacza", okłamał Cię, że nie ma takiej natury, bo wszedł w związek jak napisałaś "nieszczerze".
Więc wszedł związek z Tobą już na początku wiedząc, że zdradzi. Prędzej lub później. W czym jest to inne od tego co napisałem ja wcześniej na ten temat?

139 Ostatnio edytowany przez Clint Jones (2015-02-16 15:29:22)

Odp: Uwodzicielki żonatych - dyskusja o artykule
Gary napisał/a:

Do tego dochodzi brak nowości jeśli idzie o ciało (wiesz, cycki, pupa, noga, twarz taka sama mimo wszystko). Tak więc często ta zdrada to wynik chęci odskoczni do nowego ciałka, oderwania się od choroby teściowej czy kłopotów w pracy,

Różne są motywy zdrady. Seks z nie tylko jedną kobietą faktycznie jest pociągający. Ja bym się przespał z żoną kolegi, a kolega z moją żoną. Albo z zupełnie obcą, albo z przyjaciółką, albo z fajną koleżanką. Chyba mało facetów jest w stanie temu zaprzeczyć? To chyba jest tak samo rdzenna potrzeba jak jedzenie.

Rozumiem, że nie poruszamy tzw. związków otwartych.
Oczywistym jest i nie podlegającym dyskusji, to co napisałeś powyżej. Pozostaje tylko kwestia opłacalności ryzyka. Jak bardzo wiele można zyskać skacząc w bok, a jak dużo stracić w przypadku nakrycia. Jak duże jest prawdopodobieństwo że partner się dowie, jak to zminimalizować? Czy to opłacalne?
I o to się rozchodzi.
Jasne, że każdy związek ma mniejsze, większe problemy, ale czasem pojawia się (dla każdego indywidualna) masa krytyczna problemów, za którą partner jest już gotów zaryzykować.

Myślałem, że to oczywiste. Nie trzeba studiować teorii gier aby to wiedzieć.

140

Odp: Uwodzicielki żonatych - dyskusja o artykule
Clint Jones napisał/a:

Araquelle, dużo napisałaś. I potwierdziłaś to co ja napisałem. A zaprzeczyłaś sobie.

Problem polega na tym, że wcale nie zamierzał mnie kantem puścić.

Facet wszedł w związek od razu kłamiąc i zdradzał bo miał taką naturę.

Znaczy wszedł w związek, mimo że miał naturę "zdradzacza", okłamał Cię, że nie ma takiej natury, bo wszedł w związek jak napisałaś "nieszczerze".
Więc wszedł związek z Tobą już na początku wiedząc, że zdradzi. Prędzej lub później. W czym jest to inne od tego co napisałem ja wcześniej na ten temat?

Może po prostu się nie zrozumieliśmy. Tak, wszedł w związek wiedząc, że zdradzi. Ale chciał być ze mną "na zawsze" tak sobie czasem zdradzając. Ja twoje puści kantem zrozumiałam, że traktował to jako chwilowe bycie razem, dlatego zdradzał i miał zamiar poznać kogoś innego na stałe.

141

Odp: Uwodzicielki żonatych - dyskusja o artykule

Araquelle, być może użyłem złego sformułowania na wyrażenie poglądu wink Ale wg tego co napisałaś, to tak samo to rozumiemy. A więc z moimi punktami jest wszystko OK smile

142

Odp: Uwodzicielki żonatych - dyskusja o artykule
Clint Jones napisał/a:

Araquelle, być może użyłem złego sformułowania na wyrażenie poglądu wink Ale wg tego co napisałaś, to tak samo to rozumiemy. A więc z moimi punktami jest wszystko OK smile

No tak, generalnie tak. Punkty są logiczne.  Ale życie to życie. Nie przewidzisz wszystkiego. Np. Niby chcemy mieć dzieci. Dziecko się rodzi i zaczyna się. Kupki, zupki, nie spanie, codzienne użeranie. I często tu następuje rozdźwięk między ustaleniami a życiem. Zamiast pilnować chorego 2-latka i oglądać zmęczoną i zaniepokojoną żonę czyż nie łatwiej pożalić się koleżance a potem samo jakoś tak wyszło. Punkty były ale się tak nie wiadomo jak posypało. Tak dywaguje tylko

143

Odp: Uwodzicielki żonatych - dyskusja o artykule
Gary napisał/a:

Różne są motywy zdrady. Seks z nie tylko jedną kobietą faktycznie jest pociągający. Ja bym się przespał z żoną kolegi, a kolega z moją żoną. Albo z zupełnie obcą, albo z przyjaciółką, albo z fajną koleżanką. Chyba mało facetów jest w stanie temu zaprzeczyć? To chyba jest tak samo rdzenna potrzeba jak jedzenie.

No taka bardzo rdzenna potrzeba... ale jak widzisz kogoś w restauracji nad porcją pysznego posiłku to dosiadasz się bez pytania i zaczynasz wyżerać łapami z cudzego talerza? Czy jednak powstrzymujesz zwierzęce odruchy i zamawiasz u kelnera własną porcję?

znikam napisał/a:

no owczszem, zawsze istnieje taka możliwość że romans wyjdzie na jaw, ale wtedy to zdradzający musi przyjąć na klatę skutki tego wszystkiego (żal, kłótnie w domu, przebaczenie bądź rozwód). Natomiast romans jest szczęściem a nie jego iluzją, bo człowiek tak się czuje, sama to przeżyłam.

Przecież nie pisałem o Tobie! Twój mąż żyje w iluzji szczęścia i on też będzie musiał przyjąć na klatę skutki tego wszystkiego jak się wyda.

Clint Jones napisał/a:

Oczywistym jest i nie podlegającym dyskusji, to co napisałeś powyżej. Pozostaje tylko kwestia opłacalności ryzyka. Jak bardzo wiele można zyskać skacząc w bok, a jak dużo stracić w przypadku nakrycia. Jak duże jest prawdopodobieństwo że partner się dowie, jak to zminimalizować? Czy to opłacalne?

Ja widzę, że chyba nie zrozumiemy się na tej płaszczyźnie z niektórymi osobami. Bo z tego co piszesz Ty i znikam wynika, że taki romans i wszystkie działanie dla niego podjęte to się odbywają w jakiejś osobnej rzeczywistości i nie mają wpływy na nikogo prócz Was. Dopuszczacie do siebie myśl, że jak zdrada wyjdzie na jaw to najgorsze konsekwencje może ponieść osoba zdradzona ("ukochany" partner)? Że taka osoba może już nigdy nie zaufa nikomu, że będzie już do końca życia niepełnosprawna emocjonalnie i zniszczona psychicznie. Niektórzy jednak nie mają w sobie takiej empatii i wyobraźni żeby to pojąć. Albo mają to po prostu w dupie bo własne szczęści jest ważniejsze od wszystkiego.

144 Ostatnio edytowany przez Gary (2015-02-16 16:09:28)

Odp: Uwodzicielki żonatych - dyskusja o artykule
am0k napisał/a:

No taka bardzo rdzenna potrzeba... ale jak widzisz kogoś w restauracji nad porcją pysznego posiłku to dosiadasz się bez pytania i zaczynasz wyżerać łapami z cudzego talerza? Czy jednak powstrzymujesz zwierzęce odruchy i zamawiasz u kelnera własną porcję?

Nie. Kupię sobie inną porcję, bo to niekulturalne tak zrobić jak Ty proponujesz. I już reagujesz emocjonalnie. Po prostu wierność się nie obroni -- ludzie pożądają innych ludzi -- takie są fakty.

145

Odp: Uwodzicielki żonatych - dyskusja o artykule
Gary napisał/a:
am0k napisał/a:

No taka bardzo rdzenna potrzeba... ale jak widzisz kogoś w restauracji nad porcją pysznego posiłku to dosiadasz się bez pytania i zaczynasz wyżerać łapami z cudzego talerza? Czy jednak powstrzymujesz zwierzęce odruchy i zamawiasz u kelnera własną porcję?

Nie. Kupię sobie inną porcję, bo to niekulturalne tak zrobić jak Ty proponujesz. I już reagujesz emocjonalnie. Po prostu wierność się nie obroni -- ludzie pożądają innych ludzi -- takie są fakty.

Ludzie pożądają prawie wszystkiego czego jeszcze nie mieli/nie mają, pytanie czy powinniśmy ulegać wszystkim swoim popędom. Cieszę się, że moją propozycję uznałeś za niekulturalną (bo o to chodziło), ale czy przespanie się z żoną kolegi też uznałbyś za niekulturalne?

146 Ostatnio edytowany przez Gary (2015-02-16 16:34:32)

Odp: Uwodzicielki żonatych - dyskusja o artykule
am0k napisał/a:

... czy przespanie się z żoną kolegi też uznałbyś za niekulturalne?

Myślę, że kolega mógłby przespać się z moją żoną, ale nie chciałbym być z tym konfrontowany.

Ludzie pożądają prawie wszystkiego czego jeszcze nie mieli/nie mają,

Niekoniecznie. Np. nie miałem Ferrari, a go nie pożądam. Nie miałem w łóżku ani Cindy Crawford, ani Carmen Electry, ani Waginy Pietrasińskiej, ani Natalii Siwiec, i jakoś ich w ogóle nie porządam.

Wracając do tematu tego wątku... Dziewczyna się dowartościowuje, bo poderwała żonatego. Wyrwać żonatego to chyba nie takie trudne. On ją przeleci, zadowolony, bo tak chciał, bo zdradził, bo tak wybrał. Czy to jest sukces tej dziewczyny? Chyba nie. Ma też takich kochanków, którzy się wahali, nie chcieli zdradzić, ale w końcu jej ulegli. Czy to jest sukces wyrwać faceta, który sam nie wie czego chce? Wydaje mi się, że dziewczyna ma dość dziwną hierarchię wartości... Chyba, że ją podnieca, że bzyka ją facet, który "należy" do innej kobiety, podnieca ją aura tajemniczości i zdrady. Wtedy jest to taki fetysz -- jak uprawianie seksu w miejscu publicznym ze szczyptą ryzyka.

147

Odp: Uwodzicielki żonatych - dyskusja o artykule
mariola856 napisał/a:

współczuje twojej rodzinie, serio

A mnie nie współczujesz? Poświęciłam dla nich wszystko dosłownie wszystko, są szczęśliwi.
Ja nie mam nic. Chcę żeby mieli wszystko co najlepsze, za wszelką cenę, nawet moim kosztem.
Wiem, że tak trzeba, tak należy, ale ja umieram, powoli każdego dnia kocham ich ponad wszystko, mimo, że to mnie zabija.

148

Odp: Uwodzicielki żonatych - dyskusja o artykule
śliczna nielogiczna napisał/a:
mariola856 napisał/a:

współczuje twojej rodzinie, serio

A mnie nie współczujesz? Poświęciłam dla nich wszystko dosłownie wszystko, są szczęśliwi.
Ja nie mam nic. Chcę żeby mieli wszystko co najlepsze, za wszelką cenę, nawet moim kosztem.
Wiem, że tak trzeba, tak należy, ale ja umieram, powoli każdego dnia kocham ich ponad wszystko, mimo, że to mnie zabija.

ale dlaczego ty nie masz nie mieć nic, dlaczego poświęcasz siebie, przecież nie o to chodzi..

149

Odp: Uwodzicielki żonatych - dyskusja o artykule
śliczna nielogiczna napisał/a:
mariola856 napisał/a:

współczuje twojej rodzinie, serio

A mnie nie współczujesz? Poświęciłam dla nich wszystko dosłownie wszystko, są szczęśliwi.
Ja nie mam nic. Chcę żeby mieli wszystko co najlepsze, za wszelką cenę, nawet moim kosztem.
Wiem, że tak trzeba, tak należy, ale ja umieram, powoli każdego dnia kocham ich ponad wszystko, mimo, że to mnie zabija.

Grasz cierpiętnice. Takie osoby nigdy nie są szczerze dobre. Czego tu współczuć gdy to twoja decyzja co ze swoim życiem robisz, czy bierzesz za nie odpowiedzialność czy zrzucasz to na innych. Zazdroszczenie innym, lub mówienie "gdyby nie oni to bym..." jest tym samym. Jeśli dawałabyś im wszystko szczerze to nie musiałabyś o tym mówić i by to uszczęśliwiało. Dawcy są potrzebni w przyrodzie, ale nie gdy cierpią głośno jakby to nie był ich wybór.

150

Odp: Uwodzicielki żonatych - dyskusja o artykule
Araquelle napisał/a:
Clint Jones napisał/a:
Araquelle napisał/a:

On wychodził z takiego założenia jak tutejsi zdradzacze - przecież jest dobrze, ja nie wiem, wszyscy jesteśmy szczęśliwi, kochamy się a jak mu zabronię to zacznie się psuć.

Nie wychodził z takiego założenia. Twój koleś od razu Cię okłamał. Już w punkcie 0. Gdyby nie skłamał to byś z nim związku nie założyła. On od początku wiedział, że Cię kantem puści. Tym się różni od tych, o których ja piszę. Ja piszę o tych co szczerze weszli w związek, z dobrymi intencjami. I w trakcie związku coś poszło nie tak.

Problem polega na tym, że wcale nie zamierzał mnie kantem puścić. Wszedł w związek z dobrymi intencjami ale nieszczerze. I tak, chciał ślubu ale ja nie chciałam. Są takie przypadki. Byliśmy razem ale bez ślubu. A pisałam, że sądem się skończyło bo po zasadzeniu kopa przeze mnie nachodził mnie, moich rodziców, znajomych. Skopiował kontakty z mojej komórki i wydzwaniał do wszystkich z prośbą aby ze mną rozmawiali i żebyśmy znowu byli razem. Szantażował mnie. Tak więc była policja a potem sprawa w sądzie. Potem zaczęło się picie i próby powrotu co jakiś czas. Dwa lata po naszym rozstaniu zmarł (alkohol się przyczynił) i nie był z nikim w stałym związku. A ja mam uraz do teraz i długie zęby na zdradzaczy. Nie dopasowuj mojej sytuacji do twoich twierdzeń. Facet wszedł w związek od razu kłamiąc i zdradzał bo miał taką naturę. Nie popsuło się nic w trakcie, nie stałam się zołzą (chcielibyście, bo wtedy zdrada byłaby "usprawiedliwiona"). Część ludzi po prostu tak ma. Zdradzają bo nie są w stanie być tylko z jedną osobą, potrzebuję innych ciał i emocji. I jak myślisz, tacy nie tworzą związków? Nie potrzebują cieplutkiego domku? Ależ potrzebują, ale osiągną to tylko wchodząc w relację z kłamstwem na ustach.

Dorzucę swoje trzy grosze...Miałam-mam ? takiego typa. Też potrzebującego "odmiany'.Na początku słowa o tym nie było, bo która normalna kobieta wejdzie w związek z facetem oświadczającym, że --- kochana, tylko od czasu do czasu przelecę inna bo tak mam.Początek to przekonywanie-zdobywanie, więc ciemną stronę swej osobowości naturalnie się skrywa.Skrywają ci, co mają coś do ukrycia.Skąd kobieta ma wiedzieć, że on będzie zdradzał?No tak, może stąd, że skoro wchodzi w nowy związek, co coś jest na rzeczy, ale skoro kocham, to ufam że on jest ok, itp.Związek , początki związku to nie umowa kredytowa z tzwmałym druczkiem.
Faceci z taką naturą chcą właśnie związku szczerze, ale inaczej go widzą, nawet czynią założenie, że tej to juz nie będa zdradzać, ale ...samo wychodzi...
poza tym własnie ta baza, dom, wszystko z tym związane, a wulgarnie i brutalnie- ktoś gacie uprać musi.
Będąc w trakcie takiego romansiku są szczęśliwi, szczęściem obdarzając również swoją partnerkę, która może nawet mieć poczucie, iż znalazła się w siódmym niebie- tak ją misiu kocha...Ale misiu tylko zadymia swoja zdradę, więc co to za szczęście dla partnerki?Szczególnie gdy geneza tego szczęścia wyjdzie na jaw...To nie mój widok wywołuje jego uśmiech, on się uśmiecha do mnie patrząc na mnie i myśląc o niej...
I ja taki szczęśliwy związek to mam gdzieś...Kto tu szczęśliwy?Tylko zdradzacz, ale do czasu, gdy nie usłyszy -pa pa!
Inna sprawa- wchodzący w leciutkie podobno romanse na boku musi się liczyć z tym, że leciutki skok w bok przerodzi się w coś więcej, większość współuczestniczek jego zdrad też ma jakies oczekiwania, itp, itd..
Nie wsiadam za kierownice po alkoholu - bo MOGĘ spowodować wypadek, nie wchodzę na lód, bo MOGĘ sie utopić, itd.

Posty [ 131 do 151 z 151 ]

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Uwodzicielki żonatych - dyskusja o artykule

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026