Dziewczyny- juz po wszystkim jesli tak to mozna nazwac. Zadnej z was scenariusz sie nie sprawdzil, bo to co sie stalo w przedziale sroda-piatek przeszlo moje najsmielsze oczekiwania. Oczywiscie w tym negatywnym znaczeniu. Pewnie bedzie to elaborat i czesc z was nie bedzie chciala,ani miala ochoty tego czytac. Zrozumiem. Ale moze mnie zrobi sie lepiej jak wyrzuce wszystko z siebie.
Zaczne od srody- po pracy pojechalam do niego. Impuls... kiedy napisal ze teskni za mna wiedzialam ze musze go zobaczyc. Stojac przed drzwiami i naciskajac dzwonek zastanawialam sie czy dobrze robie. Kiedy mnie wpuscil nie kryl zdziwienia. Poprosilam zeby mnie przytulil, emocje puscily i polaly sie lzy. Zaprosil mnie na gore na herbate. Rozmawialismy ze 4 h. Spokojnie i ze wzajemnym zrozumieniem. Opowiedzial mi o tym jak strasznie gnebily go wyrzuty sumienia po tym jak sie zachowal wobec mnie ostatnio. swiadomosc ze mnie juz nigdy wiecej nie zobaczy, nie moze do mnie pojechac wjasnic, bo przeciez nie wie gdzie mieszkam dodatkowo go depresjonowalo. Mowil o tym jak strasznie przez te 1.5 miesiaca cierpial, kiedy zostawal sam w domu, zwlaszcza w weekendy kiedy dziecko jest u matki, on zamykal sie w domu i plakal. bywaly momenty kiedy bylo mu bardzo zle, wtedy wlasnie by sobie pomoc pisal do mnie i przyznal sie do tego ze bylo to egoistyczne. Ale bol byl tak duzy, ze nie umial inaczej sobie pomoc. Mowil ze mu brakowalo mnie, opowiedzial co sie zmienilo w pracy, w relacjach z ojcem (tu bez zmian, co troche sa wojny) i ogolny update sytuacji zyciowej. Przeprosil za swoje zachowanie kiedy to nawet mnie do domu nie zaprosil, powiedzial ze cieszy sie iz przyjechalam, bo moglismy porozmawiac jak dorosli ludzie, dzieki czemu on teraz osiagnal jakis wewnetrzny spokoj. Pomyslalam sobie- no tak, po raz kolejny swoim zachowaniem wyswiadczylam tobie przysluge. Ja przyjechalam, ja sie ugielam, a tobie jest lepiej... Niewazne. Opowiedzialam tez co u mnie, ze tez cierpialam ale staralam sie byc silna i nie reagowac na zadne sms. Ale i ja w ktoryms momencie peklam jak napisal ze teskni i stad tez przyjechalam. Przytulilismy sie do siebie. Byl baaardzo czuly i opiekunczy. W efekcie wyladowalimsy w lozku.. Bylo super. Zupelnie jak na poczatku, Oboje sie staralismy. Zapytalam wowczas czy fakt ze oboje tesknimy, jest nam zle a jak widac jest miedzy nami chemia co zmienia miedzy nami? Odpowiedzial- jestem w takim szoku ze tu jestes, ze cie tule i cala sytuacja ze nie umiem odpowiedziec na to pytanie teraz. pozniej powiedzial zebym nie zadawala teraz trudnych pytan.. Oczywiscie zapalila sie lampka. Rano zbieralam sie do pracy, odprowadzil mnie jak nigdy do auta, wycalowal, kazal na siebie uwazac i dac znac jak zajade do siebie. Tak tez zrobilam. Pozniej w ciagu dnia wymienilismy moze dwa sms, ale juz byla z jego strony jakas oschlosc. W piatek napisalam sms- tesknisz za mna? Po 5 h doczekalam sie odpowiedzi- nie wiem czy tak to mozna nazwac. Pomyslalam- nie moge tego tak zostawic. Wiedzialam na co sie decyduje jadac, ale czulam ze musze to zrobic, zwlaszcza po tym co zaszlo w srode.
Czyli przechodzac do piatku- pojechalam do niego niezapowiedzianie co nie do konca mu odpowiadalo.Padly pytania- a co jesli nie zastalabys mnie w domu? co jesli ktos u mnie by byl? Co jesli bylbym z jakas kolezanka tutaj, napewno byloby ci przykro. Ale zaraz po chwili przytulil mnie, przywital sie czule i zaczal sie dopierac. Wtedy padly z mojej strony znamienne slowa-CHCE POROZMAWIAC POWAZNIE. No i mina juz zrzedla i erekcja opadla...usiedlismy, zapytalam jak to mozliwe ze we srode mowisz mi jak bardzo ci bylo zle, jak bardzo tesknisz, kochamy sie czule i dlugo a piatek na moje pytanie czy tesknisz potrafisz powiedziec ze nie wiesz czy tak mozna to nazwac?! zapytalam tez czy to co sie stalo miedzy nami nie ma dla nieg zadnego znaczenia? On do mnie- zrobilem to z senstymentu! Na co ja zeby nie pieprzyl bo z senstymentu to moze mi czekoladki kupic a nie isc ze mna do lozka, jest miedzy nami chemia i tyle. A jesli wiedzial ze ten sex nic z jego strony nie zmienia to sie swinia bo po prostu mnie wykorzystal i czuje sie jak szmata. Na co on- przeciez oboje tego chcielismy, nic ci nie obiecywalem, no ale tez nie powiedziales wprost ze to nic nie zmienia, ZE NIE DA SIE TEGO SKLEIC! Probowalam z nim rozmawiac, przekonywac swoje racje ale on powiedzial ze tak sobie to wszystko w glowie juz poukladal ze nie, na pocatku bylo mu mega ciezko, ale rozmowa nasza we srode pozwolila mu osiagnac spokoj i teraz pociag zaczal bedzic i idzie innym torem, nie do pogodzenia z moim. Ze on nie wierzy ze to sie uda, i nawet nie chce juz probowac. Zebym sie z tym pogodzila. Ja dalej swoje, ze wierze ze mozemy byc szczesliwi, ze on sie zmienil napewno, ja pewne swoje bledy tez zrozumialam, ze mozemy byc razem,przeprowadze sie do niego, bedziemy tworzyc rodzine itd. Na co on- 3 lata na to czekalem, sa to lata zmarnowane. Moje zycie przez zwiazek z toba w zaden sposob sie nie zmienilo. znow jestem w punkcie w ktorym bylem zanim cie poznalem.Nie umielismy stworzyc normalnej rodziny. Pozatym jak powiedzial- nie da sie budowac czegos gdy wokol sa zgrzyty. Jakie masz stosunki z moim ojcem? Odpowiedzialam ze nie stalo sie nic, czego nie mozna naprawic i zeby mnie nie obarczal wina za swoje relacje. Na co on- moja mama tez jest na nie wobec ciebie i napewno nie bylaby zadowolona gdyby cie tutaj zobaczyla. Tak w ogole to jutro czyli dzis o 7 rano ma do mnie przyjsc i lepiej zeby cie tutaj nie zastala. Slucham???? zapytalam. To ty masz 34 lata i boisz sie ze mama bedzie zla bo zobaczy mnie u ciebie w mieszkaniu??!!!! czy ty slyszysz co do mnie mowisz? to nie jest mile, to jest wrecz upadlajace mnie. Na co on, przeprasam ale taka jest prawda. Wole jej oszczedzic szoku. Wszyscy wiedza ze to koniec. Powiedzialam mu ze mam wrazenie ze w tym wszystkim najmniej patrzy na siebie, tylko co powie mama albo tata jak sie dowie ze sie zeszlismy. No jak to bedzie wygladalo....???? przeciez skonczyl ze mna. poczulam sie bardzo zazenowana ale jeszcze mialam sile kontynuowac dalej rozmowe... i znow mu tlumacze ze rodzice napewno nie chca dla niego zle, jak zobacza ze jest szczesliwy to napewno tez beda, ze wszystko sie ulozy i stosunki rodzinne i nasze itd. Na co on- byc moze bede kiedys tego zalowal ze kiedy walczysz o mnie ja podejmuje taka decyzje, moze jak spotkam 1,2,3 dziewczyne i okaze sie niewypalem to bede sobie plul w brode... a moze nie.... Ty tez napewno kogos poznasz kto da ci wiecej niz ja. Wiec mu mowie ze ja nie chce kogos, chce jego. Ze przeciez widzi jakie sa emocje miedzy nami, zeby pomyslal dal nam szanse... On- czemu nie przyjechalas wczesniej, kiedy bylo mi zle. 1.5 miesiaca sie nie odzywalas..... czemu ty nie napisales zebysmy sie zobaczyli, pogadali wyjasnii wszystlko??? powiedzialam ze te 1.5 m-ca uswiadomilo mi tez pewne rzeczy. W ktoryms momencie powiedzial - jutro np umowilem sie z kolezanka do kina... zapytalam- jaka?- przeciez ty nie masz kolezanek. Odpowiedzial z taka jedna. Zapytalam wprost- masz jutro randke? Na co on- randke??... moze nie. Wiec ostatnie moje pytanie- czy to jest nowo poznana dzieczyna z neta? Jego milczenie powiedzialo mi wszystko.
Przez glowe przelecialo mi milion mysli, to ze sie kochalismy, wykorzystal mnie, ze dla niego to nic nie znaczylo bo w miedzy czasie i tak szukal panien, chodzil jak przyznal po dyskotekach..i to bylo juz za duzo. Tak siedzialam tak wstalam bez slowa. Probowal mnie zatrzymac mowiac- nie zachowuj sie tak jak zawsze, nie wychodz tak, ale dla mnie to bylo juz za duzo.
zabralam sie i przyjechalam do krakowa o 12 w nocy. O 2 dzwonil do mnie, pewnie po to zeby zapytac czy dojechala. Pozniej napisal sms z pytaniem gdzie jestem? Teraz kiedy pisze ten post tez dzwonil... po co? Nie wiem i nawet nie chce sie domyslac.
MAM TO CZEGO CHCIALAM.
czy czuje sie jak gowno? - tak
czy czuje sie wykorzystana jak dziwka- tak
czy czuje sie upokorzona? tak
czy mnie ostrzegalyscie?- tak
czy boli? jak cholera!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
jak sobie teraz pomoc, pozbierac sie,zwlaszcza po tym co sie wydarzylo?- nie wiem.
jak wyrzucic z siebie poczucie krzywdy, zeszmacenia i wykorzystania? - nie wiem.
Tyle. Nic dodac, nic ujac.