netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

pomocy- nie daje rady po rozstaniu

651 odpowiedzi67 257 wyświetleńzałożony przez marzimagia, 01.02.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Strony Poprzednia 1 … 4 5 6 7 8 … 11 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 326 do 390 z 652 ]

326

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu
marzimagia napisał/a:

A wszystko tylko dlatego ze sie odzywalam czasem mowiac jak mu zle, ostatnia noc spowodowala ze wrocilo wszystko.
Coz pozwolcie ze przekonam sie o tym sama.... choc BOJE SIE STRASZNIE CO ZASTANE, JAK WIECZOR BEDZIE WYGLADAL!!!!!!!!!!!!!! Nie oczekuje za wiele... ale nadzieja umiera ostatnia, moja tez. Ja sie dziwie ze on kiedys sie tak staral a teraz potrafi tak sie odciac od tego.... wyrachowany? czy naprawde mu to jebie? zobaczymy....

Ostatnia noc nie spowodowała niczego.
Nic nie wróciło do Ciebie Marzi, bo nic nie odeszło.
Obsesyjnie rozmyślałaś o tym facecie i kurczowo trzymałaś się iluzji jaką sama sobie stworzyłaś.

Nie ma się czego bać.
Wieczór będzie wyglądał jak zawsze, z tym, że on będzie dla Ciebie miły.
Jesli dotychczas robiliście coś razem wieczorami - nie wiem, posiłki, oglądanie filmów, telewizja, czytanie - to tak będzie i tym razem.
On będzie się zachowywał dokładnie tak samo jak wcześniej, po prostu tak, JAKBY NIC SIĘ NIE STAŁO.
Pójdziecie do łóżka, będzie seks. Tylko nie będzie żadnej rozmowy. Nawet jeśli będziesz pytała i te pytania będą ukierunkowane i konkretne - to nie otrzymasz na nie żadnej odpowiedzi.
Usłyszysz - nie wiem, nie męcz mnie, oj daj już spokój Myszko, sam nie wiem Kochanie, Słoneczko czy możemy o tym porozmawiać innym razem ....

Tak właśnie będzie wyglądał ten wieczór big_smile

Dziwna, Tamta ... słuchajcie, może napiszemy razem książkę hm ?
Coś w formie poradnika jak NIE schrzanić sobie życia kiedy się trafi na takiego typka ?
Ja myślę, że to mógłby być bestseller ...

327

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Przydała by się taka książka, ale tylko pod warunkiem, że czytelnik wziął by sobie to do serca sad
Marzi ja walczyłam. Bardzo mocno. Straciłam przy tym swoją dumę. Myślałam że wygrywaM. Tymczasem on zwodzil mnie przez 4 miesiące, dokładnie w sposób że on nie wie, że pogadamy o tym kiedy indziej a teraz cieszmy się sobą itp. Nawet we wtorek poprosił żebyśmy to co było odcieli gruba kreską a o trudnych sprawach rozmawiali tylko u psychologa. I wiesz gdzie ja teraz jestem? Dokładnie tu gdzie byłam 4 miesiące temu. Z tą różnicą że na dokładkę zostałam zdradzona. I muszę sobie jeszcze z tym poradzić. Że spał że ze mną i z nią, na zmianę. A ja głowę dałabym sobie obciąć że on tego by nie zrobił. I teraz mam. Chyba wpadam w depresję. A jeszcze lepsze jest to ze jakby teraz przyszedł i blagal o wybaczenie to możliwe że bym wybaczyla.
Przemyśl to na chłodno, bez brania pod uwagę uczuć.

328

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu
IsaBella77 napisał/a:

No właśnie po to, żebyś nie oddaliła się od niego zbyt daleko w sensie emocji.
Ten typ mężczyzn tak ma.

I to chyba dokładnie tak jest. I u mnie i u Ciebie. Jak w grudniu eks zauważył że gdzieś się oddalam to sam zaczął się odzywać. Po to żeby poukładać sobie na boku życie na nowo a mnie kopnac w doope.
I on jest teraz wygrany, a ja jestem w czarnej rozpaczy.

329

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Uwierz mi, że nie ...
Jeśli rozpatrywać to w ogóle w kategoriach rozgrywki, to właśnie Ty wygrałaś.
Wygrałaś, bo uwolniłaś się od grzechotnika, i na dodatek masz dopiero 25 lat smile

330

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Pomysł z książka jest bardzo dobry, tylko te wątki utwierdziły mnie w przekonaniu ze alby któraś się czegoś nauczyła to sama przez to musi przejść.
Sama kiedyś szukałam na forach odpowiedzi czy "on do mnie wróci?". A kiedy zdarzały się wypowiedzi, że lepiej aby nie wracał to sobie myślałam " u mnie jest inaczej, on jest inny, a ja nie przestane go nigdy kochać" bla bla bla....
Ale tamte wypowiedzi były bez argumentów, i wydawało mi się, że chociaż trochę uda mi się to nadrobić i wtedy taka wypowiedź zadziała..  no jednak nie....

331

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

nie nie nie... jsli zdecyduje sie pojechac, to tylko po to zeby szczerze naprawde porozmawiac. Juz ostatnim razem kiedy bylam tzn 1.5 miesiaca temu zanim oznajmil mi ze to koniec, oczekiwalam konretow... jak dobrze wiecie uslyszalam tyele ze ho ho.... dzis nawet nie mam pewnosci ze mnie wpusci do domu, to po pierwsze a po drugie czy bedzie chcial rozmawia. Wlasnie sobie teraz zdaje sprawe piszac to ze przeciez ja wiem z gory ze tam pojade.... upokoze sie tym? nie wiem... wiem jedno ze musze to zrobic. Ale boje sie bardzo.....jakbym szla nie wiem na jak trudny egzamin... jesli mnie nie wpusci w ogole to paradoksalnie bedzie mi latwiej... ostatnim razem jadac do niego zrobilam jemu przysluge. Jak stwierdzil bardzo go gryzlo ze tak sie zachowal osttanio i swiadomosc ze mnie juz nie zobaczy dodatkowo go gnotla. Zobaczyl, przeprosil- moze czuc sie rozgrzeszony. Co bedzie dzis.... zobaczymy. Ale dziwna ma racje- wiem ze chcecie mi oszczedzic smutku, przykrosci ale kazdy musi sie przekonac o tym na wlasnej skorze... ja tez. Boje sie  niestety tylko ze jutro to wasze wsparcie bedzie mi niezwykle potrzebne....

332 Ostatnio edytowany przez dziwna (2015-03-06 15:15:05)

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Owszem będzie CI potrzebne... jak nie jutro to za 3 miesiące.


Aaaa i ja nie chce Ci oszczędzić smutku i przykrości, ja Ci chce oszczędzić ewentualnych comiesięcznych wizyt u lekarza i zmarnowanych kolejnych miesięcy a może nawet lat Twojego życia.

333

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Pojedziesz i nie dostaniesz żadnych konkretów. Tylko wkręty ubrane w piękne słowa. Wtedy one Ci wystarczą. A później wrócisz do domu, będziesz o tym myśleć i dojdziesz do wniosku, że halo przecież niczego się nie dowiedzialas. Jak to możliwe? I pojedziesz kolejny raz i kolejny raz będzie to samo.

334

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Pomijając to co napisałaś Marzi ... jakby do mnie kto wpadł niezapowiedzianie z wizytą, na którą ani nie wyraziłam zgody, ani nie zaprosiłam, to bardzo prawdopodobne, że pocałowałby klamkę, nawet gdybym była w domu.

Jadąc w takiej sytuacji jak teraz jesteś - jest tylko Twoja wola. Jednocześnie zwiększasz szanse odniesienia porażki.
Bo zobacz.
Pojedziesz tak jak mówisz, bo Ty musisz, bo Ty chcesz, bo Ty potrzebujesz.
Załóżmy, że wpuszcza Cię do domu, jest na miejscu i możecie porozmawiać.

Niezależnie od tego jakie pytanie zadasz, ja już teraz mogę Ci powiedzieć jakie odpowiedzi usłyszysz.

Nie jestem gotowy na taką rozmowę.
Potrzebuję czasu.
To za trudne.
Sam nie wiem.
Nie wiem co powiedzieć, nie byłem przygotowany na Twoja wizytę.
Nie spodziewałem się.
Czy możemy wrócić do tego za jakiś czas ?
Czy możemy na razie o tym nie rozmawiać ?

BLA.
BLA.
BLA.

I wiesz co ?
Nie dowiesz się niczego konkretnego, a jeszcze wracając od niego z niczym, wytłumaczysz sobie wszystko i usprawiedliwisz go.
Będziesz rozkminiała dalej, wypisywała, pytała o interpretację każdego jego gestu, spojrzenia czy sylaby.

Tylko wiesz co, nie opowiadaj więcej głodnych kawałków, że on chciał przeprosić, wyjaśnić i gryzło go sumienie.
Gówno za przeproszeniem. Dupatam.
Jakby chciał to zrobić - to raczej Z PEWNOŚCIĄ nie czekałby na to, aż do niego w tym celu przyjedziesz.
Tak wiem, on nie wie gdzie mieszkasz.
Ale wie jak się nazywasz, wie gdzie pracujesz i ma Twój numer telefonu, czyli wystarczająco dużo żeby się z Tobą skontaktować gdyby rzeczywiście chciał Cię przeprosić.

Autentycznie szkoda mi Ciebie, bo przed Tobą ocean cierpienia.
Ale z drugiej strony .... cóż mogę zrobić, poza podzieleniem się z Tobą własnym doświadczeniem.
Ty nikogo i niczego nie chcesz słuchać.
I najwyraźniej bardzo chcesz sama zrobić sobie krzywdę.

335

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Nie brzmi to zachecajaco ze przedemna jeszcze ocean cierpienia.... A moze to ja jestem toksykiem. on mowi nie.. w chwilach slabosci do mnie pisze, ale poki co nie zminil zdania. Wlasnie dostalam odpowiedz na pytanie czy teskni- nie wiem czy tak moge to nazwac. No i wez badz madry. W srode pisze ze teskni, mowi ze bardzo mu brakuje a w piatek juz nie wie czy tak mozna to nazwac. Cokolwiek nie powiecie- pojade, po prostu musze to zrobic, mimo ze skrzywdze tym najbardziej siebie. Mam nadzieje ze choc w 1% rozumiecie moje zachowanie, mimo ze  z waszego puntku widzenia jazda tam jest zupelnie, totalnie bez sensu!
Jesli bym mu sie zapowiedziala jestem wrecz pewna ze napisze mi zebym tego nie robila, albo ze go nie bedzie itd. trudno, moze zrobie sobie wycieczke 150 km.... oby jednak tak sie nie stalo. Dlaczego to wszystko jest takie trudne???????

336

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

To nie jest trudne.
To jest proste.
Tylko że Ty nie chcesz dostrzec prawdy, ani jej zaakceptować.
Bo jeśli się już dopuści prawdę do siebie, to to wszystko staje się banalne.

Myślę, że masz duży problem z poczuciem własnej wartości ...
Ja mam prawie 40 na karku, ale uwierz mi, facet za którym latałabym tak jak Ty za tym faciem - JESZCZE SIĘ NIE URODZIŁ.

337

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

jest pierwszym za ktorym tak latam? dlaczego???? nie wiem.... czemu jade mimo tego ze wiem wszystko o czym piszecie? nie wiem...

338 Ostatnio edytowany przez dziwna (2015-03-06 16:18:50)

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu
marzimagia napisał/a:

jest pierwszym za ktorym tak latam? dlaczego???? nie wiem.... czemu jade mimo tego ze wiem wszystko o czym piszecie? nie wiem...

Boś sobie go ubzdurała i myślisz, że jest jedynym który wzbudzi u Ciebie emocje i uczucie.
Dlaczego jedziesz? Bo jeszcze tych kopniaków i posiniaczonego tyłka trochę Ci za mało.. ale spoko, z czasem Ci się to znudzi. Tylko pytanie jak już Ci się znudzi, to ile czasu będziesz leczyć bardziej skopany tyłek..

339

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu
marzimagia napisał/a:

jest pierwszym za ktorym tak latam? dlaczego???? nie wiem.... czemu jade mimo tego ze wiem wszystko o czym piszecie? nie wiem...

Bo CHCESZ.
Bo ciągle masz nadzieję, że on nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zamieni się w księciunia z Twoich wyobrażeń.
Bo liczysz na to że za pomocą niezwykle użytecznego narzędzia jakim jest seks zdołasz go zbliżyć do siebie.

Naprawdę nie jesteś już chyba 14-to letnią gimnazjalistką, która na każde trudne pytanie robi buźkę w ciup i odpowiada płaczliwym głosikiem: nie wiem, nie wiem ...

Po prostu, robisz to wszystko, BO CHCESZ TO ROBIĆ.

340

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Dziewczyny- juz po wszystkim jesli tak to mozna nazwac. Zadnej z was scenariusz sie nie sprawdzil, bo to co sie stalo w przedziale sroda-piatek przeszlo moje najsmielsze oczekiwania. Oczywiscie  w tym negatywnym znaczeniu. Pewnie bedzie to elaborat i czesc z was nie bedzie chciala,ani miala ochoty tego czytac. Zrozumiem. Ale moze mnie zrobi sie lepiej jak wyrzuce wszystko z siebie.
Zaczne od srody- po pracy pojechalam do niego. Impuls... kiedy napisal ze teskni za mna wiedzialam ze musze go zobaczyc. Stojac przed drzwiami i naciskajac dzwonek zastanawialam sie czy dobrze robie. Kiedy mnie wpuscil nie kryl zdziwienia. Poprosilam zeby mnie przytulil, emocje puscily i polaly sie lzy. Zaprosil mnie na gore na herbate. Rozmawialismy ze 4 h. Spokojnie i ze wzajemnym zrozumieniem. Opowiedzial mi o tym jak strasznie gnebily go wyrzuty sumienia po tym jak sie zachowal wobec mnie ostatnio. swiadomosc ze mnie juz nigdy wiecej nie zobaczy, nie moze do mnie pojechac wjasnic, bo przeciez nie wie gdzie mieszkam dodatkowo go depresjonowalo. Mowil o tym jak strasznie przez te 1.5 miesiaca cierpial, kiedy zostawal sam w domu, zwlaszcza w weekendy kiedy dziecko jest u matki, on zamykal sie w domu i plakal. bywaly momenty kiedy bylo mu bardzo zle, wtedy wlasnie by sobie pomoc pisal do mnie i przyznal sie do tego ze bylo to egoistyczne. Ale bol byl tak duzy, ze nie umial inaczej sobie pomoc. Mowil ze mu brakowalo mnie, opowiedzial co sie zmienilo w pracy, w relacjach z ojcem (tu bez zmian, co troche sa wojny) i ogolny update sytuacji zyciowej. Przeprosil za swoje zachowanie kiedy to nawet mnie do domu nie zaprosil, powiedzial ze cieszy sie iz przyjechalam, bo moglismy porozmawiac jak dorosli ludzie, dzieki czemu on teraz osiagnal jakis wewnetrzny spokoj. Pomyslalam sobie- no tak, po raz kolejny swoim zachowaniem wyswiadczylam tobie przysluge. Ja przyjechalam, ja sie ugielam, a tobie jest lepiej... Niewazne. Opowiedzialam tez co u mnie, ze tez cierpialam ale staralam sie byc silna i nie reagowac na zadne sms. Ale i ja w ktoryms momencie peklam jak napisal ze teskni i stad tez przyjechalam. Przytulilismy sie do siebie. Byl baaardzo czuly i opiekunczy. W efekcie wyladowalimsy w lozku.. Bylo super. Zupelnie jak na poczatku, Oboje sie staralismy. Zapytalam wowczas czy fakt ze oboje tesknimy, jest nam zle  a jak widac jest miedzy nami chemia co zmienia miedzy nami? Odpowiedzial- jestem w takim szoku ze tu jestes, ze cie tule i cala sytuacja ze nie umiem odpowiedziec na to pytanie teraz. pozniej powiedzial zebym nie zadawala teraz trudnych pytan.. Oczywiscie zapalila sie lampka. Rano zbieralam sie do pracy, odprowadzil mnie jak nigdy do auta, wycalowal, kazal na siebie uwazac i dac znac jak zajade do siebie. Tak tez zrobilam. Pozniej w ciagu dnia wymienilismy moze dwa sms, ale juz byla z jego strony jakas oschlosc. W piatek napisalam sms- tesknisz za mna? Po 5 h doczekalam sie odpowiedzi- nie wiem czy tak to mozna nazwac. Pomyslalam- nie moge tego tak zostawic. Wiedzialam na co sie decyduje jadac, ale czulam ze musze to zrobic, zwlaszcza po tym co zaszlo w srode.
Czyli przechodzac do piatku- pojechalam do niego niezapowiedzianie co nie do konca mu odpowiadalo.Padly pytania- a co jesli nie zastalabys mnie w domu? co jesli ktos u mnie by byl? Co jesli bylbym  z jakas kolezanka tutaj, napewno byloby ci przykro. Ale zaraz po chwili przytulil mnie, przywital sie czule i zaczal sie dopierac. Wtedy padly z mojej strony znamienne slowa-CHCE POROZMAWIAC POWAZNIE. No i mina juz zrzedla i erekcja opadla...usiedlismy, zapytalam jak to mozliwe ze we srode mowisz mi jak bardzo ci bylo zle, jak bardzo tesknisz, kochamy sie czule i dlugo a piatek na moje pytanie czy tesknisz potrafisz powiedziec ze nie wiesz czy tak mozna to nazwac?! zapytalam tez czy to co sie stalo miedzy nami nie ma dla nieg zadnego znaczenia? On do mnie- zrobilem to z senstymentu! Na co ja zeby nie pieprzyl bo z senstymentu to moze mi czekoladki kupic a nie isc ze mna do lozka, jest miedzy nami chemia i tyle. A jesli wiedzial ze ten sex nic z jego strony nie zmienia to sie swinia bo po prostu mnie wykorzystal i czuje sie jak szmata. Na co on- przeciez oboje tego chcielismy, nic ci nie obiecywalem, no ale tez nie powiedziales wprost ze to nic nie zmienia, ZE NIE DA SIE TEGO SKLEIC! Probowalam z nim rozmawiac, przekonywac swoje racje ale on powiedzial ze tak sobie to wszystko w glowie juz poukladal ze nie, na pocatku bylo mu mega ciezko, ale rozmowa nasza we srode pozwolila mu osiagnac spokoj i teraz pociag zaczal bedzic i idzie innym torem, nie do pogodzenia z moim. Ze on nie wierzy ze to sie uda, i nawet nie chce juz probowac. Zebym sie z tym pogodzila. Ja dalej swoje, ze wierze ze mozemy byc szczesliwi, ze on sie zmienil napewno, ja pewne swoje bledy tez zrozumialam, ze mozemy byc razem,przeprowadze sie  do niego, bedziemy tworzyc rodzine itd. Na co on- 3 lata na to czekalem, sa to lata zmarnowane. Moje zycie przez zwiazek z toba w zaden sposob sie nie zmienilo. znow jestem w punkcie w ktorym bylem zanim cie poznalem.Nie umielismy stworzyc normalnej rodziny. Pozatym jak powiedzial- nie da sie budowac czegos gdy wokol sa zgrzyty. Jakie masz stosunki z moim ojcem? Odpowiedzialam ze nie stalo sie nic, czego nie mozna naprawic i zeby mnie nie obarczal wina za swoje relacje.  Na co on- moja mama tez jest na nie wobec ciebie i napewno nie bylaby zadowolona gdyby cie tutaj zobaczyla. Tak w ogole to jutro czyli dzis o 7 rano ma do mnie przyjsc i lepiej zeby cie tutaj nie zastala. Slucham???? zapytalam. To ty masz 34 lata i boisz sie ze mama bedzie zla bo zobaczy mnie u ciebie w mieszkaniu??!!!! czy ty slyszysz co do mnie mowisz? to nie jest mile, to jest wrecz upadlajace mnie. Na co on, przeprasam ale taka jest prawda. Wole jej oszczedzic szoku. Wszyscy wiedza ze to koniec. Powiedzialam mu ze mam wrazenie ze w tym wszystkim najmniej patrzy na siebie, tylko co powie mama albo tata jak sie dowie ze sie zeszlismy. No jak to bedzie wygladalo....???? przeciez skonczyl ze mna. poczulam sie bardzo zazenowana ale jeszcze mialam sile kontynuowac dalej rozmowe... i znow mu tlumacze ze rodzice napewno nie chca dla niego zle, jak zobacza ze jest szczesliwy to napewno tez beda, ze wszystko sie ulozy i stosunki rodzinne i nasze itd. Na co on- byc moze bede kiedys tego zalowal ze kiedy walczysz o mnie ja podejmuje taka decyzje, moze jak spotkam 1,2,3 dziewczyne i okaze sie niewypalem to bede sobie plul w brode... a moze nie.... Ty tez napewno kogos poznasz kto da ci wiecej niz ja. Wiec mu mowie ze ja nie chce kogos, chce jego. Ze przeciez widzi jakie sa emocje miedzy nami, zeby pomyslal dal nam szanse... On- czemu nie przyjechalas wczesniej, kiedy bylo mi zle. 1.5 miesiaca sie nie odzywalas..... czemu ty nie napisales zebysmy sie zobaczyli, pogadali wyjasnii wszystlko??? powiedzialam ze te 1.5 m-ca uswiadomilo mi tez pewne rzeczy. W ktoryms momencie powiedzial - jutro np umowilem sie z kolezanka do kina... zapytalam- jaka?- przeciez ty nie masz kolezanek. Odpowiedzial z taka jedna. Zapytalam wprost- masz jutro randke? Na co on- randke??... moze nie. Wiec ostatnie moje pytanie- czy to jest nowo poznana dzieczyna z neta? Jego milczenie powiedzialo mi wszystko.
Przez glowe przelecialo mi milion mysli, to ze sie kochalismy, wykorzystal mnie, ze dla niego to nic nie znaczylo bo w miedzy czasie i tak szukal panien, chodzil jak przyznal po dyskotekach..i to bylo juz za duzo. Tak siedzialam tak wstalam bez slowa. Probowal mnie zatrzymac mowiac- nie zachowuj sie tak jak zawsze, nie wychodz tak, ale dla mnie to bylo juz za duzo.
zabralam sie i przyjechalam do krakowa o 12 w nocy. O 2 dzwonil do mnie, pewnie po to zeby zapytac czy dojechala. Pozniej napisal sms z pytaniem gdzie jestem? Teraz kiedy pisze ten post tez dzwonil... po co? Nie wiem i nawet nie chce sie domyslac.
MAM TO CZEGO CHCIALAM.
czy czuje sie jak gowno? - tak
czy czuje sie wykorzystana jak dziwka- tak
czy czuje sie upokorzona? tak
czy mnie ostrzegalyscie?- tak
czy boli? jak cholera!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
jak sobie teraz pomoc, pozbierac sie,zwlaszcza po tym co sie wydarzylo?- nie wiem.
jak wyrzucic z siebie poczucie krzywdy, zeszmacenia i wykorzystania? - nie wiem.

Tyle. Nic dodac, nic ujac.

341

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Marzi no to jesteśmy teraz w podobnym stanie.....

342 Ostatnio edytowany przez dziwna (2015-03-07 13:20:31)

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Nie przewidziałyśmy scenariusza Kochana bo nie wiedziałyśmy co tak naprawdę się dzieje między wami od środy.
Teraz zaczynasz od początku, wiec przeleć posty od początku, idź w końcu do psychologa, przespaceruj się nad Wisłą, idź do cupcake corner na Bardzkiej na babeczkę (orzechowa najlepsza), przepłacz i odczekaj. Chciałabym napisać coś więcej ale niestety czas mnie  w tym momencie goni sad

A mogę napisać coś więcej, jesteś naiwna i się nie szanujesz (nie chodzi o sprawę łóżkową, tylko fakt że go przekonywałaś że może sie wam udać), sama mu pozwoliłaś na takie traktowanie znowu, ale on jest doooopkiem! Nie ma za kim płakać! Pomyśl, ze go wykorzystałaś i niech spiernicza do innych zdesperowanych lasek na czacie.

343

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

jestem naiwna? nie szanuje sie? moze... albo po prostu zakochana, wierzaca ze mozna wszystko odbudowac, naprawic...

344

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu
marzimagia napisał/a:

jestem naiwna? nie szanuje sie? moze... albo po prostu zakochana, wierzaca ze mozna wszystko odbudowac, naprawic...

Marzi naiwna napewno. Mam to samo. To czego Ci bardzo zazdroszczę i z czego Ty szczerze powinnaś się cieszyć,  że u Ciebie cała ta sytuacja nie trwała tyle co u mnie.

345

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Nawet jeśli się bardzo chce Marzi - to jednostronna chęć nie wystarczy.
On jasno powiedział, że nie chce, dając Ci jednocześnie do zrozumienia, że jeśli zechcesz to chętnie skorzysta z Twojego ciała w postaci pogotowia seksualnego.

Potwierdza się to co napisałam Ci wcześniej ... że on będzie starał się utrzymać Ciebie blisko w sensie emocjonalnym.
Sama zobacz - pisał sms-y do Ciebie i podczas rozmowy też mówił o tym, że robił to kiedy było mu bardzo źle i bardzo za Tobą tęsknił .... a jednocześnie zobacz jaki jest już zaangażowany w randkowanie z innymi kobietami ...
Masz chyba świadomość, że to się działo w tym samym czasie ?
Jak mógł za Tobą tak bardzo tęsknić, cierpieć i płakać podczas samotnych weekendów i jednocześnie pisać z innymi kobietami ?!
Dla mnie się to kupy nie trzyma.

Spodziewam się, że jeszcze kilkukrotnie będzie pisał do Ciebie rzewne wyznania tęsknoty ....

346

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Jak dzisiaj się trzymasz?

Ten facet to naprawdę straszny gbur, sam się przyznał, że jest egoistą pisząc do Ciebie, czyli potwierdził dokładnie to co my pisałyśmy wcześniej.
Dalej się wykręca mamusią której by nie pasowało, tatusiem który jest beznadziejny i sąsiadką która pierdnie jak Cie zobaczy. Ale to wszystko wymówki,on po prostu nie chce związku i nie ma jaj żeby się do tego przyznać. Paskudny sposób na zerwanie. Nie dawaj mu już satysfakcji..ja wiem, kochasz go więc jesteś w stanie się poniżyć znowu. Ale prawdziwy związek z odpowiednim mężczyzną nie będzie wymuszał takiego zachowania na Tobie.

Tak, jesteś naiwna bo wierzysz, że go zmienisz, otóż nie zmienisz. Wiem, że takie słowa bolą, ale To nie jest Twoja wina, że tak sytuacja wygląda. Nie szanujesz się, bo znowu za nim jeździsz i płaszczysz się, a przy kochającym mężczyźnie nawet by Ci do głowy robienie takich rzeczy by nie przyszło. Zaweźmij się..bierz się za siebie, nie daj się temu gnojowi (strasznie obrzydliwie się zachował). Potrzeba Ci zdrowego egoizmu, a wiarę, że oddając komuś serce na talerzu wzbudzisz w nim uczucie (a w przypadku Twojego byłego, zrobisz z niego człowieka) włóż między bajki.

347

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Kochane jestescie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
wczorajszy dzien byl dla jakas masakra.... swiadomosc tego jak pieknie bylo w srode (jak za starych dobrych czasow- cudnie!), co miedzy nami sie wydarzylo (sex) i tego co wszystkiego co uslyszalam w piatek i tego ze dla niego nic sie nie zmienilo bardzo mnie zabolalo. Czulam sie jak szmata- wykorzystana, ponizona. Powiedzialam to zreszta jemu. Tekst o tym ze spotkac sie ma w sobote z jakas laska juz przelal wszystko. Bylo mi wczoraj tak zle, tak nie moglam sie pozbierac, ze wieczorem wylaczylam telefon, by nie miec absolutnie z nikim kontaktu. Myslalam ze z rozpaczy i tego jak mnie potraktowac uwiaze sobie kamien u szyi i skocze z mostu( zart oczywiscie). nie potrafie nawet opisac co czulam... dzis juz jest lepiej, ale tez bez rewelacji.
Ale powiedzcie mi czy ten czlowiek ma po kolei w glowie, czy to mnie juz cos nie trybi.... Wrocilam od niego w piatek w nocy po tej calej litanii ktora uslyszalam, dzwonil do mnie jeszcze tej samej nocy, pozniej sms, pozniej znow dzwonil. Dzisiaj kiedy wlaczylam telefon dostalam wiadomosci ze wczoraj probowal sie do mnie dodzwonic dwa razy, wkoncu napisal sms- szkoda ze wylaczylas telefon. Ja z nikim sie nie umowilem dzisiaj, ale ty chyba tak... pozdrawiam.
Ja sie tylko grzecznie zapytuje- czy on jest normalny? Wie ze mi zalezy i sie mna bawi?????!!!!!! Menda jedna! No i po poludniu jeszcze przyslal zyczenia na dzien kobiet. Nawet zasranego ;dziekuje; nie napisalam (choc tez nie mam przekonania czy slusznie) No jak tak mozna czlowieka traktowac? juz nie chodzi o mnie, jako jego byla, ale czlowieka????? Czy ja naprawde jestem taka zla, zeby matka z ojcem mogla mnie tak nienawidziec?? nie wydaje mi sie... a swiadomosc tego ze mnie wykorzystal, a pozniej potraktowal jak jakas znajde to juz  w ogole dramat. Oczywiscie on byl baaaaaaardzo mily w piatek kiedy to wszystko mowil.Bardzo! Co z tego skoro nie liczyl sie w ogole z tym co mowi, moimi uczuciami. Jeszcze troche i zwariuje przez niego i jego zachowanie i nie wygrzebie sie z tego nigdy jak tak bedzie sie bawil. Ale ja oczywiscie glupia mam jeszcze rozkminke...... czy dobrze robie nie odzywajac sie... no bo moze jednak, wlasnie probuje wyciagnac reke do mnie przez te sms, przeprosic, a ja sie nie odzywam.... Glupa ja!!!

A tak w ogole to kobietki- wszystkiego najlepszego dla nas!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

348

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Kochana wszystkiego najlepszego również dla Ciebie!
Hahahaha mocno mnie rozbawilas smsem z życzeniami od niego, bo uważaj.... MÓJ EX ZROBIŁ TO SAMO. W środę mi pisze ze znika z mojego życia, nawet na facebooku się nie pojawia w ogóle, a dzisiaj sms, że wie że nie powinien pisać...ale wszystkiego dobrego z okazji dnia kobiet. Ja nie odpisałam i nie mam zamiaru. A teraz jeszcze lepiej, po jakiś 2 mniej więcej godzinach od smsa, kiedy to mu nie odpisałam nawet na facebooka wszedł... TRAGIFARSA normalnie...
Matko kochana oni w swoich działaniach są niemal identyczni....

349

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Wykorzystał i potraktował Cie jak jakąś znajdę bo mu na to pozwoliłaś!!! NIE RÓB TEGO WIĘCEJ!!! Nie zasłużył nawet na smsa z kupą muchy! Gdzie Ty mieszkasz? Zaraz przyjadę i zabiorę Ci ten telefon!
Nie odzywaj się do niego nigdy więcej bo znowu Cie skrzywdzi!
Teraz wypisuje bo widzi, że może Cie całkiem stracić ( to jest to co wcześniej pisała IsaBella, ten sam schemat) tak jak z tymi poprzednimi ememesami i pewnie ma wyrzuty sumienia za ostatnią waszą rozmowę. Znowu chcesz mu pomoc wyczyścić sumienie? Ewidentnie chce Cie wpędzić w poczucie winy a Ty mu na to nie pozwól. "Ja się z nikim nie umówiłem..." o boziu jaką łaskę robi, wyślij mu lizaka w nagrodę... No żałosny po prostu.
On nie jest całkiem normalny, typ totalnie niestabilny emocjonalnie i jego mama i tata nie maja nic wspólnego z waszym związkiem. Nie jesteś złą, tylko zbyt łagodna dla takiego gnojka i zbyt surowa dla siebie.

350

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

No szczerze powiem ze dzis pierwszy raz od momentu rozstania z nim  jestem nastawiona bojowo do niego. Wczoraj bylo mi strasznie smutno, dzis mysle jaka glupia bylam ze tak dalam sie traktowac, a jutro mam nadzieje, ze nie przyjdzie gorszy dzien i sie nie zlamie...:(
Dziwna- dzis S.O.S nie potrzebuje, nie zamierzam odpisywac- chamowi jednemu. Tak sobie mysle..... moze faktycznie zdal sobie sprawe ze przegiął juz zupelnie pałę z tym umowieniem sie do kina, wiec czul sie w obowiazku wytlumaczenia sie.... Tak szczerze? swiadomosc tego, ze w srode calowal, dotykal mnie, a w sobote potencjalnie moze robic to z inna byla dla mnie nie do zniesienia. Zupelnie jakbym miala byc zdradzona. Myslalam ze oszaleje wczoraj! No i to ze mama przychodzi o 7 rano i lepiej zeby mnie nie zastala w mieszkaniu bo napewno nie bedzie zadowolona, a on chce jej oszczedzic zawodu.... dwie rzeczy ktorych przebolec nie moglam po ich uslyszeniu...Dlatego wylaczylam tel. Co do wyrzutow sumienia- myslisz ze taki czlowiek w ogole moze je miec???? Mam nadzieje ze kiedys ktos bedzie na tyle madry by potraktowac jego w taki sposob, jak on mnie.I mam nadzieje ze kiedys zateskni za mna jeszcze, napisze to a wtedy powiem mu - spieprzaj dziadu! Mam rowniez nadzieje ze bede miec na tyle sily by sie nie ugiac i ze jeszcze ktos mnie pokocha i bedzie mi z kims rownie dobrze co z nim.
No bo przeciez gdyby mu zalezalo naprawde to chyba by sie postaral prawda???? sa faceci ktorzy sa zdolni do tego prawda????? ale to nie ten...... on sie nie stara.....?
Tamta- wczoraj zaczelam czytac twoj watek, niestety nie moglam usiedziec w miejscu z nerwow i nie dobrnelam do konca. Nie mniej jednak, przykro mi ze cierpisz, zwlaszcza jesli pokladalas duze nadzieje w tym kolesiu. Nie musze ci mowic ze doskonale cie rozumiem. Obysmy obie byly silne. Roznica miedzy nami jest taka ze ty masz 25 a ja 31 lat. Swiadomosc mojego wieku, tego ile czasu jeszcze zajmie mi odchorawanie tego wszystkiego, tego ze czas leci.... troszke mnie przeraza. No nic, co ma bycm niech bedzie.

351

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Trochę mnie martwi, że teraz jesteś nastawiona bojowo, a jak emocje opadną to znowu zaczniesz się łamać...
On może mieć wyrzuty sumienia, w końcu to człowiek...albo zwyczajnie zdał sobie sprawę, że przegiął i może zmaleć w Twoich oczach.
Jak się weźmiesz w końcu za siebie to będziesz mieć głęboko w zadoopiu czy go ktoś tak potraktuje czy kiedyś przejrzy na oczy, albo czy mu broda urośnie i zafarbuje ją na zielono... Serio, takie myśli mijają, tylko nie dopuszczaj by Ci tak jeździł po psychice teraz, odrzucaj złe myśli i walcz o siebie. Masz tylko jedno zdrowie i jedno serce, napraw je by móc kiedyś dostrzec porządnego człowieka a nie kolejnego dziada.

"Będzie mi z kimś równie dobrze co z nim" - no mam nadzieje, że miałaś na myśli tylko sprawy łóżkowe bo ogólnie z nim to za dobrze Ci nie było, nie koloryzuj teraz;) Przypomnij sobie co on wyprawiał...masz wszystko napisane we własnych postach.

352

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Tak wiem kochana..... wiem co wyprawial..... i wiem rowniez ze wiele mu wybaczylam. Czemu?? no tego wlasnie nie wiem:)
Ale ja tez swieta nie bylam, nasze zycie w ciagu ostatnich 2 lat to pasmo niesutannych klotni. Oboje tak sobie zorganzowalismy zycie. Kazdy odpowiada za siebie, a skroro tal to ja dumna z siebie nie jestem. Ale na przyszlosc wiem ze musze czasem trzymac nerwy na wodzy, i nie mowic wszytskiego co mysle. Jakakolwiek bym jednak nie byla, uwazam ze nie zasluzylam na takie potraktowanie na sam koniec, na te wszystkie slowa... Swoja droga zabawne- za pierwszym razem mial ogromne wyrzuty sumienia, ze tak sie zachwal, nie wpuscil do domu itd. Przyjezdzajac do niego po 1.5 miesiecznej przerwie w kontaktach pomoglam mu uzdrowic sumienie. Teraz druga sytuacja.... pytanie czy to ze pisze to rowniez z wyrzutow sumienia.....
A to czy bedzie mi dobrze tak jak z nim- oczywiscie mam na mysli te dobre chwile, nasze wspoolne pasje, poczucie humoru, ogolne dopasowanie i same mile chiwle ktore w chwili obecnej mam wrazenie nie spotkaja mnie w takim stopniu jak z nim.

353

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Dziwna.... a ty rowniez  z krakowa jestes?

354

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu
marzimagia napisał/a:

Tak wiem kochana..... wiem co wyprawial..... i wiem rowniez ze wiele mu wybaczylam. Czemu?? no tego wlasnie nie wiem:)

a ja wiem... dlatego bo:

marzimagia napisał/a:

oczywiscie mam na mysli te dobre chwile, nasze wspoolne pasje, poczucie humoru, ogolne dopasowanie i same mile chiwle ktore w chwili obecnej mam wrazenie nie spotkaja mnie w takim stopniu jak z nim.

..mimo, że:

marzimagia napisał/a:

nasze zycie w ciagu ostatnich 2 lat to pasmo niesutannych klotni. Oboje tak sobie zorganzowalismy zycie.

I ciągle się kurczowo tych myśli trzymasz zamiast patrzeć na całokształt. To tak jakbym z sadystą żyłą bo lubimy takie same filmy i miedzy dniami kiedy mnie tłucze potrafi również rozbawić..


marzimagia napisał/a:

pytanie czy to ze pisze to rowniez z wyrzutow sumienia.....

a kogo to obchodzi z jakiego powodu? Ciebie już nie powinno! Lepiej się nad tym już nie zastanawiaj bo wydaje mi się ze on sam nie wie co mu w tej pokręconej głowie siedzi.


a co do Twojego pytania to tak, jestem z Krk;)

355

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

No dzisiaj juz taka pewna siebie nie jestem.... wczoraj odezwala sie do mnie moja psiapsiolka, ktora na stale mieszka w turcji.Opowiedzialam jej o tym wszystkim co zaszlo kilka dni temu miedzy mna a moim exxxxxx...... No i o tych zyczeniach na dzien kobiet za ktore nawet nie podziekowalam. Napisala mi ze jesli chce moge odpisac mu ze dziekuje za zyczenia ale ze bylam u niego i probowalam z nim rozmawiac, wyciagnac reke wiec generalnie niech teraz da mi spokoj. No i tak mysle...... Ale zgodnie z tym co napisalyscie- nie chce zeby Jemu zrobilo sie lepiej, tym ze odpisze. Jakie to wszystko jest chore!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! i ciezkie dla serca!!!!!!!:(

356

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

No ale za co Ty chcesz dziękować i komu?? Potraktował Cie jakbyś była nikim, cierpisz już tyle czasu, bo on jest na tyle beznadziejnym egoistą, że jeszcze bezczelnie po tym wszystkim mąci Ci w głowie(To Twoja wina, ze chciałem Cie przelecieć a moja mama nie chce cie widzieć... no ŻAL), a Ty chcesz mu jeszcze dziękować za jakieś ochłapy? To był TYLKO SMS, a sms-y same w sobie nie maja żadnej wartości. Słowo przyjmie wszystko, a to właśnie czyny się liczą, a z tego co on pokazał raczej dumny być nie powinien. Ale zrobisz co sama będziesz uważała za słuszne.. oby się nie skończyło jak ostatnio.

357

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

dziekuje za to co napisalas kochana! dzieki temu nie napisze - a przynajmniej dzisiaj. I moze takimi malymi kroczkami jakos przetrwan ten czas. I blagam..... utrzymujcie mnie w przekonaniu ze jedyna sluszna droga to milczec. Kiedys wspomnialas ze za kazdym razem po rozstaniu z bylym kiedy bylo ci zle i kiedy chcialas zadzwonic, mialas przy sobie kolezanke/przyjaciolke ktora ci na to nie pozwalala. Ja nie mam takiej osoby przy sobie. Swoja droga to takie smutne i dolujace ze osoba ktora kiedys chciala spedzic z toba zycie, oswiadczyla ci sie teraz jakby sie ciebie wstydzi i nie chce pokazywac sie z toba swiatu.... no a pozniej jeszcze nie potrafi odejsc tylko moj spokoj maci:(

358

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Ale jak to jedyna słuszna droga to milczeć? Zawsze możesz znowu do niego napisać, potem jeszcze pojechać, on powyciera swoje sumienie znowu o Ciebie, pewnie się prześpicie a później usłyszysz ze mamusia nie chce Cie widzieć i a on chce jechać zaszaleć z inna. Hmmm.. całkiem możliwe, że ta opcja też jest słuszna...

Twój szacunek do samej siebie, pewność siebie i wszystko z tym związane jest na samym dnie! Czemu jeszcze nie byłaś u psychologa, żeby w końcu odkryć dlaczego sobie pozwalasz tak wejść na głowie? (gwarantuje Ci, że to nie jest z miłości).. Nie masz nikogo to idź do psychologa. Na forum jak widać za wiele nie zdziałamy bo mimo tego co piszemy to i tak jesteś w stanie do niego jechać. Ewidentnie przyczyna leży gdzieś głębiej w Twojej psychice i powinnaś właśnie tam uderzyć aby z tego w końcu wyjść.

Dlaczego się zachowuje jakby się Ciebie wstydzi? Bo Cie nie szanuje! A jak ma Cie ktokolwiek szanować jak sama tego nie robisz?
Sama mu pozwalasz na to aby tak ingerował w Twoje życie, wszystko siedzi w Twojej głowie, ta cała "miłość" też, ale da się to wytępić. Potem już będzie tylko lepiej.

359

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

dziwna- teraz to pocisnelas... jadac do niego nie zakladalam ze bedziemy sie kochac. gdybym rowniez myslala ze przez lozko cokolwiek wskuram to w piatek stalo by sie to samo co we srode, tym bardziej ze on chcial. Jak pisalam wczesniej taka historia nie miala miejsca, dlatego ze JA nie chcialam. To ze do niego jezdzilam nie wynika tylko z faktu ze mi na nim zalezy-ok to stanowi 90%. Ja uwazam ze w wielu sytuacjach postapilam zle, nie fair i te sytuacje mocno nadszarpnely ten zwiazek. Swidomosc tego powoduje, ze jadac i przekonujac go do powrotu chcialam powiedziec ze takie sytuacje nie bede miec juz miejsca, bo ja najzwyczajmniej swiecie cos zrozumialam. Nie znaczy to rowniez ze zaraz wsiade do samochodu i bede czekac pod jego drzwiami az je otworzy.
Nie wiem jak chcesz to nazwac- ;moja; milosc, czy jakos inaczej- fakt jest jeden. Napewno go kochalam, kocham i dlatego wiele rzeczy wybaczalam i znosilam. Czy problem tkwi we mnie? a kto dal jakas granice ile mozna wybaczyc a ile nie? ludzie sie zdradzaja i wracaja do siebie. Wiadomo- jesli oboje chca, i sie staraja. Slowo oboje jest tutaj kluczowe, ale czy nie jest tez tak ze w milosci jesli jedna osoba ciagnie w dol i ma dosc to druga powinna to ciagnac? Nie bylo tez tak ze on sie nie staral ani nie zabiegal, bo wiele razy ja mialam szczerze dosc.
Boli mnie bardzo fakt tego jak sie zachowal. Kiedy rozmawialam z nim stanowczo mowil nie, pozniej ze mace mu w glowie a on sobie juz wszystko ulozyl... Ale fakty sa takie ze nie robi nic- niestety, co tez mnie boli.
A z psychologiem nie jest tak ze nie chce, ale jak juz 3 razy odbijesz sie od sciany to zanim pojdziesz kolejny raz dobrze wybierzesz.

360

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

On nie robi nic, bo NIE CHCE !
Musisz zrozumieć, że dla niego to co powiedział, oznacza definitywny koniec relacji emocjonalnej między Wami.
Dlaczego więc miałby cokolwiek robić ?

361 Ostatnio edytowany przez dziwna (2015-03-09 19:18:36)

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Ale ja nie twierdze, ze Ty pojechałaś tam z założeniem że przez łózko coś wskórasz. Nie o to mi chodziło. Poniosły emocje, zależy Ci, miałaś nadzieje ze coś to dla niego znaczy .. no jednak nie znaczyło. Pytanie moje brzmi , czy chcesz tak jeszcze raz? Czy sama nie możesz się utwierdzić w tym, że milczenie to słuszna droga.
Ja patrze na ta sprawę bez emocji (chociaż już możne nie do końca bo zaczęły mi się śnic wasze - Twoje i tamta89- problemy tongue ), jednak jestem tylko człowiekiem i mogę się mylić, wiec sama musisz wyznaczyć tą granice, sama musisz wiedzieć na ile możesz sobie pozwolić, ile jeszcze jesteś w stanie wytrzymać, ale patrząc na Twoje niskie poczucie wartości to zastanawiam się czy jesteś w stanie to oszacowac.

Ja wiem, że jadąc chciałaś również naprawić swoje błędy, żeby potem sobie nie pluć w brodę że nic nie zrobiłaś. Ja tez tak robiłam, potrafiłam przejechać pół polski i czekać cała noc sama na dworcu na niego, bo "przecież o miłość warto walczyć".. no otóż nie zawsze. Za facetami nigdy się nie jeździ. NIGDY! Kiedyś myślałam, że przecież kobieta też powinna się starać.. teraz wiem , ze powinna ale nigdy nie na zasadzie ze poleci za facetem bo oni to nawet podświadomie później to wykorzystują. A on już wie, że Ci zależy, że żałujesz i że chcesz Was ratować i ma to gdzieś. Wiec ile razy chcesz się jeszcze płaszczyć?
Nikt nie jest nieomylny, popełniłaś błędy, no trudno, bywa, on nie musi Ci tego wybaczyć (o ile jest co wybaczać tak naprawdę), ale w tym momencie on wykręca się Twoja domniemana wina od swojej odpowiedzialności, a Ty dalej myślisz o swoich błędach...
Dobra, jak tak wszystkie winy przyjmujesz na siebie, to ja już wiem czyja wina będzie jak nie zdam egzaminu. O!

(Ludzie się zdradzają i wybaczają, albo też ratują związki na siłę a potem całe życie cierpią.)

362

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

nie rozumiem jednej rzeczy- dlaczego niemalze wszyscy uwazacie ze mam niskie poczucie wartosci?
Zawsze wydawalo mi sie ze jestem pewna siebie babka- przynajmniej w pracy i w zyciu, poza sytuacjami gdzie wchodza w gre uczucia....

363

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Dlatego, że ciągle chcesz go przepraszać, udowadniać mu, że jesteś warta starań i uczuć.
Ale przede wszystkim dlatego, że bezustannie stawiasz jego opinie ponad swoimi. Jego dobro ponad swoim dobrem.
Dlatego, że ciągle masz poczucie, że bylas niewystarczająco dobra, że nie zrobilas wszystkiego, że w którymś momencie moglas być jeszcze grzeczniejsza, jeszcze lepiej gotować, jeszcze mocniej się starać.
Ze wszystkiego co piszesz, przebija przekonanie, że większą odpowiedzialność za rozpad związku ponosisz swoim zdaniem Ty ...
Więc albo tak skuteczne okazało się pranie mózgu jakiemu Cię poddał, albo masz problem z poczuciem własnej wartości i wyjątkowości.
Zupełnie jakbys nie dawała sobie prawa do własnych emocji, uczuć, zachowań czy reakcji, ciągle rozpatrując że powinnas była zachować się inaczej, bądź coś innego powiedzieć ...

364

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu
marzimagia napisał/a:

. Napewno go kochalam, kocham i dlatego wiele rzeczy wybaczalam i znosilam. Czy problem tkwi we mnie? a kto dal jakas granice ile mozna wybaczyc a ile nie? ludzie sie zdradzaja i wracaja do siebie.jl

Sama wyznaczasz granicę. To od Ciebie zależy, na jak wiele pozwolisz komuś. Zdecydowanie częściej po zdradzie jest koniec. Ja osobiście sobie nie wyobrażam, jak mogłabym być z kimś, komu nie ufam, kto mnie nie szanuje. To Ty decydujesz o jakości swojego związku i swojego życia.

365

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Dziewczyny- ustalmy moze jedno- odkad padlo ze sie rozstajemy nie przeprosilam go ani razu. No bo za co? za to ze zyje? fakt- to ze pojechalam do niego mozna uznac jako forme przeprosin, choc nie do konca bo to nie bylo na zasadzie- ja sluga unizony prosze i blagam bys zgodzil sie byc ze mna. Nie! ok, przyznawalam sie do wielu zlych zachowan, ktorych zaluje i mowilam ze z MOJEJ strony one musza sie zmienic. ale staralam sie tez pokazywac jego zachowania. czy stawialam jego dobro? raczej dobro ogolu- ok, czasem swoim kosztem, kiedy po calym dniu obowiazkow bylam juz tak padnieta ze nie mialam sily na nic. Ale czy zwiazek to tez nie poswiecenia. Zapytacie co on poswiecil... nie wiem, moze nic,bo nic nie musial...To tez nie jest tak ze mam poczucie iz nie bylam wytarczajaco dobra. Czasami chyba odbijala mi juz palma i tylko takich sytuacji sie wstydze, jest mi z nimi zle.
Kiedys matka jego w zlosci powiedziala ze jestem wielce ksiezniczka.... moze momentami tak bylo... bo oczekiwalam ze jak zarabie to przeprosi, ze jak zrobi zle to bedzie naprawial swoj blad a dopoki tego nie zrobi bedzie zle... to jest to moje pokazywanie wyzszosci..???
a moze faktycznie mam mozg sprany....
wiem- zadna z was nie pochwala tego ze choc raz do niego pojechalam. Upokorzylam sie, moze osmieszylam nie wiem... wiem jednak ze ja ze swojej strony zrobilam wszystko co moglam, wiecej sie nie da. Ale nie dziwcie sie tez ze jesli ten zwiazek nosil znamiona toksycznego a wszystko wskazuje na to ze tak, ciezko mi patrzec na to trzezwym okiem.

366

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

A ja się Tobie wcale nie dziwię. Wcale. I wcale się nie dziwię że próbowalas. Tak jak ja. Przynajmniej wiesz, że zrobiłaś co mogłaś i nigdy sobie nie powiesz że poprostu odpuscilas. I jestem pewna, że tak jak mnie, Ciebie również to doświadczenie wiele nauczyło. Ja mimo tego co mnie spotkało nie żałuję że próbowałam. Może walczyłam za długo, ale ja nie odpuszczam łatwo jeśli mi zależy.

367

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu
marzimagia napisał/a:

Dziewczyny- ustalmy moze jedno- odkad padlo ze sie rozstajemy nie przeprosilam go ani razu. No bo za co? za to ze zyje? fakt- to ze pojechalam do niego mozna uznac jako forme przeprosin, choc nie do konca bo to nie bylo na zasadzie- ja sluga unizony prosze i blagam bys zgodzil sie byc ze mna. Nie!

a wcześniej :

marzimagia napisał/a:

Ja dalej swoje, ze wierze ze mozemy byc szczesliwi, ze on sie zmienil napewno, ja pewne swoje bledy tez zrozumialam, ze mozemy byc razem,przeprowadze sie  do niego, bedziemy tworzyc rodzine

Sama sobie przeczysz....naprawde tego nie dostrzegasz?
To, że nie powiedziałaś słowa "przepraszam" nie oznacza, że się przed nim płaszczysz i w zasadzie nie szanujesz.

marzimagia napisał/a:

staralam sie tez pokazywac jego zachowania.

A co Ty myślisz, ze on nie jest świadomy tego co robi? Oby był, bo jeżeli nie to nadaje się tylko do psychiatryka. Myślisz, że jak coś mu "pokażesz" to coś to zmieni?

marzimagia napisał/a:

wiem- zadna z was nie pochwala tego ze choc raz do niego pojechalam. Upokorzylam sie, moze osmieszylam nie wiem... wiem jednak ze ja ze swojej strony zrobilam wszystko co moglam, wiecej sie nie da. Ale nie dziwcie sie tez ze jesli ten zwiazek nosil znamiona toksycznego a wszystko wskazuje na to ze tak, ciezko mi patrzec na to trzezwym okiem.

No i znowu sobie zaprzeczasz, to że pojechałaś to jest niewerbalne pokazanie, że błagasz go o powrót.

Możesz nas przekonywać, ale oceniamy co widzimy, przynajmniej ja. Zresztą mi nie musisz nic udowadniać, nie piszę nic po to by Ci zaszkodzić tylko pomóc.
Widać, że masz bałagan w głowie dlatego idź wreszcie do tego psychologa! On pomoże Ci to przepracować, bo jeszcze trochę pobędziesz w takim stanie, a sama ze sobą zwariujesz. Jest internet, znajdziesz jakieś opinie, wybierz jakiegoś i w końcu idź.
Zobacz, minęło 1,5 miesiąca a Ty wróciłaś do punktu wyjścia, chcesz żeby Cie to latami męczyło? My Ci negatywnych myśli z głowy na siłę nie wybijemy, sama musisz je wytępić.

368

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

ja mam nie tylko balagan ale wielkie wysypisko smieci we lbie... jak stwierdzila Isabella- pranie mozgu chyba bylo dosc skuteczne....

369

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Postaraj się wyciszyć...

370

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

jak???? jak uspokoi emocje??
Tak na mnie nakrzyczalas z tym psychologiem... wlasnie zapisalam sie na przyszly poniedzialek.

371

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

To nie możesz się uspokoić bo "nakrzyczałam"? dobrze rozumiem?

372

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

nieeeee:) mowisz zebym sie wyciszyla... nie wiem jak to zrobic. Napewno nie jestem w tym samym pukncie w ktorym bylam 1.5 miesiaca temu. Wtedy dzien bez placzu, dzien stracony, obsesyjne patrzenie na telefon itd. Teraz jest mi po prostu zal samej siebie czasami i bardzo przykro z powodu tego jak on sie zachowal i jaki byl nieugiety. No i zazdroszcze takiego podejscia, zdecydwania... Ja chyba jestem jednak cienki bolek  w tych tematach....

373

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Jak nie? Odrzucaj te negatywne myśli od siebie i rób coś, cokolwiek, nawet coś bezsensownego i bezproduktywnego byle zając myśli czymś innym. Dość analizowania sytuacji, nic to nie da. Ale wszystko da się wypracować. I następnym razem nawet jeżeli będzie miało boleć to nie dasz sobie więcej wejść na głowę. Psycholog na pewno pomoże, ja nie potrafię wszystkiego przekazać tak jak bym chciała.

374

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

ojjjj uwierz mi ze niejednokrotnie juz pomoglas. Nawet dzis kiedy napisalas zebym nie zadwala sie jakimis ochlapami. Wiele razy tez mnie rozsmieszylas swoimi postami i jakos trafia do mnie to co mowisz.
Zreszta tak naprawde to dzieki wszystkim osobom ktore poswiecaja dla mnie swoja uwage, energie i sile udalo mi sie prztrwac ten najgorszy czas.
Powiedz mi- teraz juz jestes napewno na innym etapie zycia, bardziej swiadoma siebie itd. Ale to znaczy tez ze nie walczylabys teraz o zwiazek? czekala az facet zacznie dzialac? W ktoryms momencie odnioslam takie wrazenie ze latanie za kimkolwiek nie ma sensu. Pytanie kiedy to jest ratowanie zwiazku a kiedy juz latanie....?

375

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Miło czytać:)

Jasne, że bym walczyła, walczyłam nawet o faceta który nigdy nie był mój... Ale tym razem robiłabym to głową a nie sercem, emocje do kieszeni, albo zachowuje dla siebie patrze (czasami przez łzy) obiektywnie na sytuacje, tylko tak jestem w stanie wyjść tego z twarzą wiedząc ze zrobiłam wszystko co mogłam. Latanie jest w momencie kiedy czujesz, że to co robisz to już poniżanie się, kiedy przestajesz czuć się kobieta. I nie ma, że w imię miłości trzeba się czasami poświecić... a gówno prawda. Poświecić się mogę kiedy mój ukochany się rozchoruje a ja mu będę tyłek podcierała bo sam sobie nie da rady, tak mogę się poświecić dla faceta, ale nie jak ten po mnie skacze a ja jeszcze może go za to przeproszę... nigdy więcej! Jak jest miłość i szacunek z dwóch stron to nie trzeba za nikim latać.

376

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

wychodzi na to ze u mnie tego szacunku nie bylo... a przynajmniej od pewnego moementu.
Dzisiaj jadac do pracy, myslalam nad tym co powiedziala Isabela-niestety musze przyznac jej racje i powiedziec ze przedemna ocean cierpienia.
chcac nie chcac jadac do niego, jemu pomoglam oczyscic sumienie a sobie rozdrapalam rane. nie rozumiem czasami tego swiata... po co to wszystko....?

377

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

2015-03-06 11:14:22
IsaBella77

Jeśli mam być szczera, to od początku wiedziałam, że Marzi jest jeszcze na etapie - kiedy nie będzie jej można w żaden sposób pomóc. Moim zdaniem pomoc jest możliwa, ale najpierw taka zaplątana kobieta musi sama chcieć wyjść z chorego układu ...


A byl chory???

378

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Nie rozumiem tego pytania ....

A co, to był zdrowy związek ?? Czy co masz konkretnie na myśli ?

379

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Boze sama juz nie wiem:(:(:(:(:(:(((((((((((((((((( od rana dzis wyje- w pracy, po pracy, rano. Dlaczego ja w to wszystko dalej brnelam choc pierwsze sygnaly mialam juz po roku.. teraz zrobily sie 3 lata i co gorsze tak strasznie boje sie ze bede sama, nie zaloze rodziny, nikogo ja nie pokocham, nikt nie pokocha mnie:(

380

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Nie kochana, tak dobrze to nie będzie.
Jak tylko puscisz od siebie to co teraz tak kurczowo trzymasz, to ani się obejrzysz jak będziesz mężata z super fajnym facetem i będziecie oczekiwali gromadki rozwrzeszczanych dzieciaków ...

381

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

a sa jeszcze tacy na swiecie? i do tego wolni???????

382

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Też się nad tym zastanawiam...

383

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Są, ale spotyka się ich tylko wtedy, kiedy przestaje się szukać i pragnąć miłości.
Wtedy jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wszystko się odmienia.
Długa droga przed Tobą, ale jesteś silna i twarda babka. Poradzisz sobie.

384

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

oj kochana jestes ze mnie i nie tylko mnie tak wspierasz:) Mozemy sobie z tamta89 podac rece w niedoli:(
co do tej twardosci to wlasnie widzialas jaka jestem twarda- taka ze wkoncu sie zlamalam i pojechalam do niego, bo on taki super i przeciez jak chodzi o milosc to nie wolno odpuscic.... Byl dzisiaj u mnie moj brat, i delikatnie mowiac powiedzial ze jestem glupia iz pojechalam po tym wszystkim do niego, tymbardziej ze on ukoil swoje sumienie i podbudowal ego... A pozatym  mina mojego brata mowila wszystko.... glupi czlowiek jest i tyle!!!!!!!!!!!!!!!! a mimo wszystko i tak cierpi, teskni.....
swiadomosc tego- jak sama zreszta mowisz- ze przede mna dluga droga, nie dziala pozytywnie. Choc zdaje sobie tez sprawe z tego, ze nie odkocham sie z dnia na dzien... a z drugiej strony 31 lat na karku....i czas biegnie. A najgorsze ze niczego nie da sie przyspieszyc. Najchetniej chcialabym zasnac i obudzic sie za pol roku:(

385

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu
marzimagia napisał/a:

taka ze wkoncu sie zlamalam i pojechalam do niego, bo on taki super i przeciez jak chodzi o milosc to nie wolno odpuscic....

Tu też czytam swoje myśli sprzed roku i domyślam....błąd!... i WIEM jak strasznie męczące potrafią być te ciągle myśli.
Ale jak jest prawdziwa miłość to się tak nie rozpada, tu jeszcze dochodziło do manipulacji ze strony ex a to już w ogóle dyskwalifikuje miłość. Znajdziesz coś piękniejszego i to w momencie w którym najmniej będziesz się spodziewać.

marzimagia napisał/a:

swiadomosc tego- jak sama zreszta mowisz- ze przede mna dluga droga, nie dziala pozytywnie. Choc zdaje sobie tez sprawe z tego, ze nie odkocham sie z dnia na dzien... a z drugiej strony 31 lat na karku....i czas biegnie. A najgorsze ze niczego nie da sie przyspieszyc. Najchetniej chcialabym zasnac i obudzic sie za pol roku:(

Bez paniki, ja myślałam, że mi nie przejdzie po 13latach tak jak gdzieś przeczytałam xD a po za tym myślałam, że "kiedy w gimnazjum się zakochałam i chłopak mnie nie chciał to później myślałam o nim i tęskniłam przez rok, no to co to będzie po 5letnim prawdziwym związku" big_smile żenada, aż mi wstyd za to co mi wtedy chodziło po głowie tongue
To ile czasu będzie trwała żałoba po związku, zależy praktyczni tylko od Ciebie, im szybciej zaczniesz nad sobą pracować i walczyć z tymi podłymi emocjami związanymi z ex, tym szybciej ból minie.
A i w sumie myślę, że dobrze że do niego pojechałaś, taki kopniak czasami pomaga... ja ich zarobiłam kilkadziesiąt przez kilka lat. Aż w końcu powiedziałam dość. Może u Ciebie ten ostatni był kluczowy.
I zakochasz się Ty tez, jeszcze Ci się przypałęta jakiś Pan na widok którego będziesz się ślinić nie wiedząc do końca co w nim takiego jest smile

386

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Jest tyle we mnie emocji, ktorymi chcialabym sie podzielic z Wami..., a czasami zwyczajnie nawet nie wiem jak je opisac i to co czuje, bo to ciagla mieszanka tesknoty, zlosci zalu i nie wiem czego jeszcze. Wtedy wiec nie pisze nic.  Czasami jesli juz nawet wiem co czuje, to nie pisze bo nie chce tez po raz trylionowy pisac jak mi zle, boje sie uslyszec zebym przestala gadac wkolo jedno i to samo i ze macie mnie szczerze dosc, bo zachowuje sie jak dziecko:(
Wczoraj przeczytalam swoj watek sama i wniosek mam jeden- wije sie w tym wszystkim strasznie. Czasami jestem zla sama na siebie, ze tyle czasu to ciagnelam, ze nie przerwalam tego zwiazku wczesniej, no i mojego oststniego wyjazdu do niego (nawet dwoch!). A po co pojechalam?? bo jestem glupia, gluuuuupia i jeszcze raz glupia!!!!!!!!!! Swiadmosc tego jaki byl w styczniu- oschly i podly- poniekad pomagala mi. Ale serce cierpialo... wiec pojechalam. No i wtedy juz bylo cudownie i on mily- tylko ze to dla niego nic nie znaczylo. To tak strasznie boli wiedzac ze ktos nie dosc ze cie rzucil, oczyscil swoje sumienie dzieki mojemu przyjazdowi to jeszcze wytarl buty w ciebie. Czuje sie nic nie warta- przeciez wszyscy w jego domu mnie teraz nienawidza. A ja sie pytam dlaczego? co ja takiego zrobilam? On byl moja nadzieja na lepsze jutro. Cieszylam sie ze wkoncu opuszcze to zatloczone miasto, zmienie cos w zyciu, bedziemy razem szczesliwi... Czy to naprawde moja wina ze sie nie przeprowadzilam? Zazdroszcze mu bardzo tej sily i determinacji w swoim postanowieniu o zakonczeniu zwiazku, a z drugiej strony to tak strasznie boli kiedy osoba z ktora jeszcze niedawno planowalam zycie generalnie nie chce miec z toba nic wspolnego (padly slowa: jak chcesz mozemy byc przyjaciolmi...). Ale jak? No i to ze przespal sie ze mna z sentymentu do tego co bylo......Tyle mi nagadal ostatnio...Staram sie odpychac te mysli, ale wracaja. kupil sobie motor- pewnie bedzie wyrywal laski na niego, a ze jest przystojny szybko sie pocieszy.. zwlaszcza teraz kiedy juz zadne wyrzuty sumienia go nie drecza. A ja? dla mnie wszystko sie zatrzymalo...

387

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Kochana jak bardzo ja Ciebie rozumiem.... To co opisalas to prawie wyjelas mi to z ust. Prawie, bo ja nie potrafię przypomnieć sobie złych chwil, kiedy był dla mnie nie dobry, wiem, że był tylko tego nie pamiętam sad
Są momenty kiedy myślę, wsiadam w busa i przyjeżdżam do Krakowa na weekend i będziemy szaleć po mieście, rozmawiać i płakać razem... Takie bliskie mi się stalyscie smile

388

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Byloby super!!!!!!!!!!!!! wpadaj! Mnie tez bardzo pomagaja rozmowy z Wami. Wiem ze czasami gadam to samo do wyrzygania, ale tyle ile wsparcia tutaj dostalam, ile razy plakalam po przeczytaniu jakiegos posta, ile razy mnie rozbawilyscie.... no duzo tego. Wiem ze pewnych dni, trudnych chwil nikt za mnie nie przezyje, tylko czemu to wszystko musi tak cholernie bolec,,,,, i po raz n-ty sie pytam- po co to wszystko? czemu akurat mnie to musialo spotkac i czemu akurat mnie mialoby spotkac teraz szczescie i ksiaze z bajki??? przeciez jest tyle samotnych dziewczyn:(:(

389

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Bo sobie na niego zasłużyłaś i Ci się należy. Kropka.
A poza tym Kochana ... nie istnieje jeden idealny model Księcia ze Bajki wink
Ponieważ każda kobieta ma taki swój ideał, który ma spełniać właśnie jej oczekiwania Księcia ze Bajki - tak więc ile dziewczyn, tyle i królewiczów !

390

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Kochana, ja???? taki nerwus, zlosnik, niewdziecznica z pretensjonalna natura (jak to powiedzial moj ex), ja????
Nawet nie wyobrazasz sobie jak bardzo pragnelabym wejsc tutaj za jakis czas i przyznac Ci racje...

Posty [ 326 do 390 z 652 ]

Strony Poprzednia 1 … 4 5 6 7 8 … 11 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026