Ja wiem, że bardzo ciężko o takie wsparcie ze strony bliskich. Psycholog nie może mieć dość patrzenia na całą sytuacje, albo nawet jeżeli to nie może tego zademąstrować bo to jego praca. Ja chyba dosłownie każdego, kogo spotkałam na swojej drodze zamęczałam tematem byłego. Ale szukaj, ludzie, sposobów, czegokolwiek, alby wyrzucić wszystko z siebie.
Z brakiem tchu miałam podobnie, szczególnie po stresujących chwilach takich jak egzamin, czy nieudane spotkanie z kimś nowo poznanym (dlatego zaznaczałam, żeby nie robić tego na siłę). Wtedy własnie cały smutek sie nasilał. Ja pomagałam sobie dzwonieniem do osoby która mnie wspierała i lekami, przepisanymi przez lekarza, ale z tym trzeba naprawdę baaaardzo ostrożnie, aby się w jakiś niepotrzebny nałóg nie wpędzić.
Jeżeli wstajesz rano z nową nadzieją, to świetny znak... jak Ci się zrobi znowu gorzej to wróć na chwile do swojej "jaskini", wykrzycz, wypłacz i rano od nowa walcz, z nowymi siłami!
Prawda jest ze mam zaburzone poczucie wartosci + duze poczucie winy, ktore dodatkowo zostalo poglebione przez jego slowa i obarczeniem mnie za rozpad tego z chwila kiedy sie nie przeprowadzilam. Bedac przy temacie przeprowadzki. To nie jest tak ze on nie wiedzial nigdy gdzie mieszkam. Zna moj dom rodzinny ktory jest daleko, byl tam wielokrotnie. Ale ten dom opuscilam z chwila kiedy poszlam na studia. I tak jest do dzis. Takze znal moje poprzednie mieszkanie, problem pojawil sie gdy w momencie wyprowadzki z niego, zamiast zamieszkac u niego w miescie, ja znalazlam nowe mieszkanie ale dalej w swoim miescie w ktorym mam prace. W akcie protestu, zemsty, ukarania mnie powiedzial ze skoro tak to jego noga tam nie postanie.. i tak sie stalo.
Już go sobie pousprawiedliwiałaś? No to teraz czytaj!
To, że najpierw wiedział gdzie mieszkasz a "dopiero" potem nie wiedział bo chciał sobie potupać nóżkami wcale, ani troszeczkę go nie usprawiedliwia! Facet powinien wiedzieć gdzie jego druga połowa mieszka, bez żadnego ale.. to w ogóle nie podlega dyskusji! I karał Cie za cokolwiek? a w związku przypadkiem nie powinno się grać do jednej bramki? Co to w ogóle za karanie ukochanej osoby? to sie kupy nie trzyma. Tak jak wspominałam wcześniej, jeżeli nie czułaś się na siłach, żeby rzucić wszystko i się do niego wprowadzić, to w tym nie ma żadnej winy. Nie można się zmusić żeby komuś zaufać.. Próbował to zaufanie na Tobie wymusić bo widocznie nie potrafił swoim zachowaniem go w Tobie wzbudzić i za to powinien mieć pretensje tylko do siebie i swojej "mamusi", że nie zrobiła z niego mężczyzny. Swoja drogą, odnoszę wrażenie, że ta bezczelna kobieta chciała zrzucić odpowiedzialność wychowania swojego syna na Ciebie. A Ty nie byłaś i nie jesteś jego matką! Nie do Ciebie należy obowiązek, zmieniania go czy naprawiania. Teraz jest dorosły i jakby chciał to by sam coś zmienił, ale jest na to za wygodny.. tak go wychowali. (pewnie owa "mamusia" rekompensowała mu brak ojca(?))
Z tym tańcem to też nie głupi pomysł. W tańcu, szczególnie walcu wiedeńskim (pewnie angielskim jak i innych też, ale osobiście uważam, że wiedeński jest bardzo pięknym tańcem), można zobrazować związek. Faktem jest, że i partner i partnerka musza znać kroki (akurat w wiedeńskim są stosunkowo bardzo proste), ale to partner prowadzi! Jeżeli partnerka nie zaufa partnerowi, to nie da sie mu prowadzić i taniec będzie na siłę. A w jaki sposób partnerka ma zaufać partnerowi? Kiedy ten jej powie "ufaj! ja Cie poprowadzę!" i jeszcze tupnie sobie przy tym nogą a potem zdepta jej stopy? No chyba nie bardzo... Partner musi to zademonstrować, po to są treningi i próby. A kiedy już partnerka zaufa, wtedy w tańcu będzie mogła nawet zamknąć oczy i tańczyć, a taniec i tak będzie wyglądał pięknie...
Nie musisz tańczyć, oczywiście staraj sie robić to co lubisz, powoli, małymi krokami, tak jak z wychodzeniem do ludzi.. Pielęgnuj swój ogródek krok po kroku i dbaj teraz przede wszystkim o siebie.
Nie dziękuj. Podziękujesz jak juz z tego wyjdziesz:)