netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

pomocy- nie daje rady po rozstaniu

651 odpowiedzi67 253 wyświetleniazałożony przez marzimagia, 01.02.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 … 11 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 196 do 260 z 652 ]

196 Ostatnio edytowany przez dziwna (2015-02-19 03:43:09)

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Ja wiem, że bardzo ciężko o takie wsparcie ze strony bliskich. Psycholog nie może mieć dość patrzenia na całą sytuacje, albo nawet jeżeli to nie może tego zademąstrować bo to jego praca. Ja chyba dosłownie każdego, kogo spotkałam na swojej drodze zamęczałam tematem byłego. Ale szukaj, ludzie, sposobów, czegokolwiek, alby wyrzucić wszystko z siebie.
Z brakiem tchu miałam podobnie, szczególnie po stresujących chwilach takich jak egzamin, czy nieudane spotkanie z kimś nowo poznanym (dlatego zaznaczałam, żeby nie robić tego na siłę). Wtedy własnie cały smutek sie nasilał. Ja pomagałam sobie dzwonieniem do osoby która mnie wspierała i lekami, przepisanymi przez lekarza, ale z tym trzeba naprawdę baaaardzo ostrożnie, aby się w jakiś niepotrzebny nałóg nie wpędzić.
Jeżeli wstajesz rano z nową nadzieją, to świetny znak... jak Ci się zrobi znowu gorzej to wróć na chwile do swojej "jaskini", wykrzycz, wypłacz i rano od nowa walcz, z nowymi siłami!

marzimagia napisał/a:

Prawda jest ze mam zaburzone poczucie wartosci + duze poczucie winy, ktore dodatkowo zostalo poglebione przez jego slowa i obarczeniem mnie za rozpad tego z chwila kiedy sie nie przeprowadzilam. Bedac przy temacie przeprowadzki. To nie jest tak ze on nie wiedzial nigdy gdzie mieszkam. Zna moj dom rodzinny ktory jest daleko, byl tam wielokrotnie. Ale ten dom opuscilam z chwila kiedy poszlam na studia. I tak jest do dzis. Takze znal moje poprzednie mieszkanie, problem pojawil sie gdy w momencie wyprowadzki z niego, zamiast zamieszkac u niego w miescie, ja znalazlam nowe mieszkanie ale dalej w swoim miescie  w ktorym mam prace. W akcie protestu, zemsty, ukarania mnie powiedzial ze skoro tak to jego noga tam nie postanie.. i tak sie stalo.

Już go sobie pousprawiedliwiałaś? No to teraz czytaj!
To, że najpierw wiedział gdzie mieszkasz a "dopiero" potem nie wiedział bo chciał sobie potupać nóżkami wcale, ani troszeczkę go nie usprawiedliwia! Facet powinien wiedzieć gdzie jego druga połowa mieszka, bez żadnego ale.. to w ogóle nie podlega dyskusji! I karał Cie za cokolwiek? a w związku przypadkiem nie powinno się grać do jednej bramki? Co to w ogóle za karanie ukochanej osoby? to sie kupy nie trzyma.  Tak jak wspominałam wcześniej, jeżeli nie czułaś się na siłach, żeby rzucić wszystko i się do niego wprowadzić, to w tym nie ma żadnej winy. Nie można się zmusić żeby komuś zaufać.. Próbował to zaufanie na Tobie wymusić bo widocznie nie potrafił swoim zachowaniem go w Tobie wzbudzić i za to powinien mieć pretensje tylko do siebie i swojej "mamusi", że nie zrobiła z niego mężczyzny. Swoja drogą, odnoszę wrażenie, że ta bezczelna kobieta chciała zrzucić odpowiedzialność wychowania swojego syna na Ciebie. A Ty nie byłaś i nie jesteś jego matką! Nie do Ciebie należy obowiązek, zmieniania go czy naprawiania. Teraz jest dorosły i jakby chciał to by sam coś zmienił, ale jest na to za wygodny.. tak go wychowali. (pewnie owa "mamusia" rekompensowała mu brak ojca(?))

Z tym tańcem to też nie głupi pomysł. W tańcu, szczególnie walcu wiedeńskim (pewnie angielskim jak i innych też, ale osobiście uważam, że wiedeński jest bardzo pięknym tańcem), można zobrazować związek. Faktem jest, że i partner i partnerka musza znać kroki (akurat w wiedeńskim są stosunkowo bardzo proste), ale to partner prowadzi! Jeżeli partnerka nie zaufa partnerowi, to nie da sie mu prowadzić i taniec będzie na siłę. A w jaki sposób partnerka ma zaufać partnerowi? Kiedy ten jej powie "ufaj! ja Cie poprowadzę!" i jeszcze tupnie sobie przy tym nogą a potem zdepta jej stopy? No chyba nie bardzo... Partner musi to zademonstrować, po to są treningi i próby. A kiedy już partnerka zaufa, wtedy w tańcu będzie mogła nawet zamknąć oczy i tańczyć, a taniec i tak będzie wyglądał pięknie...
Nie musisz tańczyć, oczywiście staraj sie robić to co lubisz, powoli, małymi krokami, tak jak z wychodzeniem do ludzi.. Pielęgnuj swój ogródek krok po kroku i dbaj teraz przede wszystkim o siebie.

Nie dziękuj. Podziękujesz jak juz z tego wyjdziesz:)

197 Ostatnio edytowany przez marzimagia (2015-02-19 13:31:15)

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Dziwna- czytam Twoje posty i normalnie mi sie buzia usmiecha!:) Po pierwsze dlatego ze momentami twoje teksty sa naprawde dobre, z taka przyjemna ironia,humorem a po drugie ciesze sie ze w taki sposob rozumiesz to, przez co teraz przechodze. Prawda jest ze najchetniej opowiedzialabym calemu swiatu co mnie spotkalo, jak mi zle, niedobrze. Ja moge go zwyzywac w myslach ale napewno wszyscy tutaj zauwazyli ze mimo wszystko ciagle staram sie go bronic. Moze dlatego ze nie chce, aby Wasz odbior byl taki ze ciagle on cos nawalal, bo tak nie bylo. OK- moze w diametralnych kwestiach okazywal sie niedojrzaly, ale na nasza codziennosc skladaly sie inne tematy w ktorcyh ja nie zawsze bylam fair. Jestem dosc uparta, stanowcza. Niestety kiedy ktos kaze mi cos zrobic, zrobie dokladnie na odwrot. ON jest dyrektorem w firmie i prezesem w domu. Czasami chyba nawet nieswiadomie cos nakazal, oczekiwal mowiac wprost ze jest cos niezrobione, a na mnie dzialalo to jak plachta na byka i klotnia byla na poczekaniu. Bardzo, baaardzo brakuje mi takiej osoby ktorej codzinnie moglabym truc i opowiadac o tym wszystkich, przegadac temat na 1000 strone, wyplakac sie... Ale w duzej mierze ukojenie znajduje przy Was. Czasami sie nawet zastanawiam ile jeszcze zniesiecie...No bo ilez mozna wkolko pisac jedno i to samo???Ale ja wlasnie tego potrzebuje i mam wrazenie ze Dziwna tego nie potepia, nie krytukuje, nawet rozumie.
Wracajac do mieszkania- to ze chcial mnie ukarac to moje wrazenie. Nigdy tego od niego nie uslyszalam. Za to uslyszalam-" dobrze wiesz ze fakt iz zmienilas mieszkanie z jednego na drugie, ale ciagle u siebie, zamiast przeprowadzic sie do mnie bylo gwozdziem do trumny! Mowilem ci zebys sie do mnie przeprowadzila od dawna, ze nie wyobrazam sobie mieszkania samemu, kiedy dziecko od wrzesnia idzie do pierwszej klasy, beda nowe obowiazki i ja z tym wszystkim sam! Mowilem ci ale ty mialas to gdzies. Wolalas sobie poszukac mieszkania z kolezanka. No to sobie z nia mieszkaj teraz. To ze tak zrobilas spowodowalo ze nie mam ochoty jezdzic tam i obiecalem sobie ze nie pojade". Odpowiedzialam tylko tyle- twoja postawa swiadczy tak naprawde tylko o tobie.
Ale jak sie nad tym pochylic to ja rozumialam i rozumiem jego racje. Firma, dziecko, dom w ciul obowiazkow. Nic dziwnego ze potrzebowal kogos kto chco troszke go odciazy. I ja sie przed tym bron boze nie uchylalam. Ale oczekiwalam jakies rozmowy na ten temat- obgdadania tematu. Wkoncu to nie kupno nowej pary butow tylko zmiana calego mojego zycia. Chcialam od niego ulyszec zapewnienia ze mi pomoze, zrobi wszystko zebym czula sie u niego jak u siebie a co najwazniejsze ustalenia naszej wspolnej przyszlosci. Czyli np siadamy i ustalamy- to ok, przeprowadzisz sie do mnie, w miedzy czasie poszukamy dla ciebie pracy, pozniej slub i bedziemy zyc jakos razem. No ale kiedy ostatni raz rozmawialismy zostalo mi wrecz zarzucone- no tak, bo ksiezniczka potrzebowala specjalnych rozmow, ustalen jakby nie wiadomo co trzeba bylo ustalac! przeciez wszystko jest jasne! A ja chcialam tylko czuc ze to jest 'nasza decyzja' i ze nie jestem z tym sama. A moj ex mowil- mialas szukac pracy u mnie, raz weszlas popatrzylas na ogloszenia i na tym sie skonczylo. Nic w tym kierunku nie zrobilas, ciagle tylko wymowki. Ale i on tez nie zrobil zeby mi to umozliwic... Nasze klotnie, szarpaniny ktore byly miedzy nami, chora atmosefra z jego ojcem ktory sie wpieprza do wszystkiego, matka jego dziecka ktora tez wyzywala mnie od kochanek, no i sama postawa mojego ex powodowala ze sie balam rzucic wszystko. Kiedy na sam koniec zaproponowalam ze sie przeniose ale bede do pracy dojezdzac on powiedzial- 3 lata czekalem az sie przeprowadzisz i sie nie doczekalem, a teraz jak sie wali bedziesz sie przeprowadzac??? teraz to ja juz nie chce! Na nic byly moje tlumaczenia ze od wrzesnia byly inne tematy- mialam dziadka w szpitalu, zmienilam dzial i duzo sie dzialo- zwyaczajnie nie mialam do tego glowy.:( ale moze zagubilam sie juz w tym wszystkim:(:( sama nie wiem na ile by to zmienilo sprawe:(
A co do jego rodzicow- jego ojciec to typ despoty, tyrana. Ok, ma przejawy dobroci ale przejawy to duzo powiedziane.  Kiedy mnie poznali cieszyli sie ze poznal taka dziewczyne. Zarabiam sama na siebie, wydaje mi sie ze znam troche zycia i nawet powiem cos madrego na wiele tematow. Ale z czasem tak jak sie cieszyl ojciec tak zaczal mnie nienawidziec. Odkad zaczelismy sie spotykac on weekendy spedzal u mnie- nie podobalo mu sie to, ciagle mial pretensje ze sie zabiera i nic go nie obchodzi. Nie rozumialam tego- bo z jednej strony cisnal na niego zeby znalazl sobie kogos i matke dla dziecka, a kiedy kogos poznawal to zaczelo mu przeszkadzac ze za czesto go nie ma. chore. Ale tak ma- nie dogodzi mu sie. W kazdym badz razie zaczely sie coraz czestrze klotnie, wyzwiska ich stousnki byly coraz gorsze. I kto byl oczyiwscie winien tego- ja!!!!!!!! Z mama tez- na poczatku ladnie pieknie, ona jest kosmetologiem robila mi maseczki, chodzila ze mna na zakupy niby ciocia dobra rada. A na sam koniec wygarnela ze nie pasujemy do siebie, ja go nie motywuje do zadnych zmian, ze nic w domu nie zrobilam- nic nie urzadzilam, odkad zaczelam przyjezdzac jest tak samo. A to mialam za swoje pieniadze urzadzac??? No i oczywiscie ze mi nie zalezy na nim ,ze go nie kocham, ze chcialam go sobie wychowac pod siebie, ze nie pasowalo mi ze spi do pozna i nie pomaga w domu. ok ale wedlug niej to kobieta powinna robic 90% prac domowych no i ogolnie ze jestem wygodna bo przyjechalam na wwekend i swietnie sie bawilam:(

198

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Kochana to nie tak, że my jego wyjątkowo demonizujemy. Chodzi o pewne sytuacje, które nam opisalas. I ja Ci napisałam wcześniej że Ty też pewnie popelnialas błędy. Coś mogłaś zrobić inaczej. Moim zdaniem zabrakło u Was kompromisów i nie potrafiliscie się komunikować między sobą. Tak uważam.
Widzisz mówisz że rodzice się najpierw ucieszyli. Może tak było, bo po tym co napisałaś że:On chciał żebyś zamieszkala bo wrzesień, bo dziecko, i tak samo z rodzicami. Uważam, że mieli nadzieję, że będziesz perfekcyjna w ich mniemaniu. Tzn. Będziesz pracować, dbać o dom, dziecko i niczego nie będziesz wymagać w zamian. A Ty miałaś czelnosc ododrywac go od nich i od siedzenia w domu. Być może on do końca nie odciął pempowiny i to co rodzice mówili uważał za swoje zdanie. Tylko widzisz uważam, że bez pomocy psychologa, bez terapii dla par nie udało by wam się nic naprawić. Bo Ty.się czulas nie zrozumiana i być może do końca nie potrafilas mu wytłumaczyć dlaczego, tak żeby on to zrozumiał, a on uważał, że to Twoje wymówki itp. Poza tym dochodzi kwestia pracy nad relacjami z rodzicami.
Nie zmienia to jednak faktu zdrad i tego jak Cie potraktował. Nie przekonasz mnie również że normalne jest toto, że w związku jedna osoba nie wie gdzie mieszka druga. Mógł być zły, to rozumiem poniekąd, ale to ze przez tyle czasu nie dowiedział się gdzie mieszkasz jest śmieszne poprostu.
Widzisz próbujesz zrozumieć jego racje, poniekąd go usprawiedliwić, ale czy on spróbował zrozumieć Twoje? Czy spróbował zrozumieć czego się boisz, czego obawiasz? Wydaje mi się że nie. On się obraził.
NNapisałaś, że on jest prezesem w domu. A Ty zniosła byś bycie w domu pracownikiem szeregowym, który wypełnia swoje obowiązki i  w zależności od ich wykonania otrzymuje wypłatę? Chyba nie, a tak by było.
Widzisz on potrzebuje kobiety uległej, która zrobi wszystko czego on wymaga, bez zbędnych dyskusji.

Ja rozumiem Cię doskonale. To co przezywasz. Dlatego tutaj jestem. Piszę to co uważam po Twoich postach żeby pomóc Ci uświadomić sobie parę rzeczy, które pomogą Ci się pozbierać. Dziwna doskonale opisuje Twoje uczucia, a ja raczej skupiam się na Twoich myślach.
I wiem, że to jeszcze będzie bolało. Wiem, że będziesz płakać i analizować. Szukać powodów i błędów. Taka jest kolej rzeczy u osoby, która mimo wszystko kocha. Tylko pamiętaj, że do tanga trzeba dwojga.

199

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Hej.
Śledzę Twój wątek od początku, a to dlatego że po części utożsamiam się z Twoimi odczuciami po zerwaniu. Ze mną zerwał 1,5 miesiąca temu.Zabolało to tak że musiałam wyjechać i nie dałam rady podejść do sesji w pierwszym terminie(jesteśmy razem w grupie).W międzyczasie mój ex zablokował mnie na FB i kazał znikać ze swojego życia, bo ludzie z uczelni zaczęli się go wypytywać gdzie ja jestem i stwierdził, że robię z siebie poszkodowaną. Po 3 tygodniach wróciłam jako tako silniejsza i w ciągu 3 dni zaliczyłam wszystkie egzaminy i wróciłam do swojego rodzinnego miasta.Stwierdziłam że nie mogę tak żyć, ciągle się użalając itp itd. Zaczęłam ćwiczyć codziennie.Na początku było to tylko 10 przysiadów a teraz jest to ok 15 min ćwiczeń.Ścięłam i ufarbowałam włosy, zaczęłam czytać więcej książek(polecam zacząć od Bóg nigdy nie mruga), zaczęłam oglądać więcej filmów, wyszłam do ludzi.I mimo tak krótkiego czasu czuje się lepiej.Miłość oczywiście mi nie minęła(wątpię czy kiedykolwiek minie) ale zaczęłam po prostu naprawiać siebie.Kilka dni temu napisał do mnie kolega z grupy ze studiów o tym że mój ex jest jakiś dziwny, nie może sobie miejsca znaleźć, że ciągle pracuje i podobno nawet najlepszy przyjaciel nie chce już z nim pić i że najlepiej bym zrobiła jakbym już wróciła na studia.Nie powiem serce mi ścisnęło, chciałam rzucić wszystko i jechać jak najszybciej.Ale po dłuższym namyśle stwierdziłam że wrócę jak JA tego będę chciała.On dobrze wiedział w jakim ja byłam stanie po zerwaniu i nic z tym nie zrobił, więc ja mu nie będę leciała na pomoc.Zresztą jakby chciał to by się odezwał, chociaż to ciężkie by było bo on miał takie założenie że przy kłótniach itp najlepiej jest się nie odzywać i czekać aż druga strona się odezwie.Nie tak nie będzie.Ja wiem przez co sama przeszłam przez tyle dni, jestem sobie winna pracę nad sobą.

Naprawdę polecam zająć się sobą to pomaga.Zacznij od ćwiczeń codziennie rano.Dzisiaj się wypłacz ile wlezie a jutro zacznij zupełnie nowy dzień.

200

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Wiecie co jest najgorsze- ze ja mam poczucie winy. Tamta ma racje- nie umielismy wypracowac kompromisu, to mnie bardzo boli bo wiem teraz ze wiele klotni bylo bez sensu, niepotrzebnych, o nic. Boli mnie to ze ja- moge odpowiadac tylko za siebie, nie potrafilam odpuscic, ze oczywiscie jak zawsze uparta, zawzieta. Pozniej dochodzilismy do porozumienia ale z kazda klotnia oddalalismy sie od siebie coraz bardziej. W czasie tych klotni on w nerwach zaczal mnie szarpac, czasem pchnal, a ze ja sobie nie dam to mu oddawalam tym samym. Ale jak przegial i np mialam siniaki na rekach bo mnie tak mocno chwycil, pozniej strasznie przepraszal. I juz nie chodzi o nic, tylko mnie samej jest wstyd ze moze w 2-3 sytuacjach znizylam sie do takiego poziomu. Boli mnie rowniez to ze potrafil wywolywac we mnie tak skrajne emocje o jakie samej siebie nigdy nie podejrzewalam. No a przeciez pasowalismy do siebie- lubimy te same rzeczy, tak samo spedzac czas itd.
Kolejny temat sexu- ktory z czasem zaczal nas bardzo dzielic. W dziale seks, seksualnosc zalozylam watek podejscie facetow do sexu- jak to jest. Przeczytajcie i powiedzcie co o tym myslicie. Generalnie on oczekiwal ze bedzie tak jak na poczatku, kochac sie bedziemy non stop a ja bede wielce aktywna. Ja, jak tylko weszly w gre obowiazki domowe i jego zerowa pomoc przy nich coraz mniej maialm na to ochote. I to byl kolejny gwozdz do trumny.
Z mieszkaniem- zeby miec pelna jasnosc opowiem jak bylo. We wrzesniu ubieglego roku przeprowadzilam sie z kolezanka na nowe mieszkanie. On oczywiscie mi w tym nie pomogl nic,byl zly ze nie do niego sie wprowadzam, wiec atmosfera miedzy nami byla srednia. Moze z tydzien minal jak mieszkalam na nowym miejscu i kiedy na czacie zlapalam go jak szuka panny. Oczywiscie zrobilam raban, nie odbieralam tel, 3 tygodnie sie nie widzielimsy. On dzwonil, przepraszal itd. Chcial przyjechac, prosil wtedy o adres. Poniewaz nie wiedzialam jak sie miedzy nami sprawy potocza, spotkalam sie z nim na neutralnym gruncie- w restauacji. Chcialam zeby wobec tej sytuacji moje miejsce zamieszkania bylo dla niego niejasne, zeby na wypadek rozstania nie nachodzil mnie w mieszkaniu. Spotkanie sie odbylo, przeprosil, obiecal ze nigdy ok. Pogodzilismy sie, ale pozniej zawsze bylo tak ze to ja jezdzilam do niego. W pazdzierniku zachorowal moj dziadek. Kazdy weekend spedzalam w moim rodzinnym miescie, w szpitalu przy dziadku. I tak do grudnia. Moze w okresie paz- gr byly dwa weekendy kiedy nie jechalam do domu. wowczas jechalam do niego. On jakos nie czul potrzeby odwiedzania mnie,i nigdy nie dopytywal gdzie ja tak naprawde mieszkam. No a w styczniu kiedy sie rozstawalismy wykrzyczal mi ze to ze zlosci itd....
I kolejna rzecz- wiem, nie jestem pierwsza ani ostatnia ktorej cos sie rozsypalo. Same mowicie o tym jaka przezywalyscie/ przezywacie gehenne z tego powodu. Tylko ze ja juz mam 31 lat, najpierw 5 letni zwiazek za soba z ustalona data slubu, teraz 3 letni rowniez z okresem narzeczenskim i zwyczajnie juz nie mam sily. Nie mam sily sie podnosic, nie wiem na cholere to wszytsko i co najgorsza nie potrafie jeszcze zobaczyc tego co wy widzicie- nie mialo to sensu, tak bedzie lepiej, wyjdzie mi na dobre. Ja tego nie widze. Czuje pustke i ogromny zal. I tak jak dziwna powiedziala- bywaja dni kiedy wszystko cie przygniecie ze masz ochote wziac za telefon, poraz n-ty sie upokorzyc i zadzwonic. Ale wiem ze nie moge. I to tak strasznie boli. Swiadomosc ze z kobiety w ktorej on upatrywal matke swoich dzieci, z wielkiej milosci stalas sie dla kogos obojetna totalnie sa dla mnie nie do przejscia. No a to ze zostawil mnie w takim momencie, 2 tyg po smierci dziadka, w zalobie ze zupelnie nie interesowalo go co czuje, jak sobie poradze, czy poradze to juz w ogole. Dla niego wazne bylo tylko zeby odeslac mu pierscionek....

201 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2015-02-20 01:03:36)

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Autorko,
Po wnikliwym przeczytaniu całego wątku, doszlam niestety tylko do jednego wniosku, który nasunal mi się niejako automatycznie.
To nie był żaden związek na Boga.
To nie była żadna relacja. Żaden układ nawet.
To była klasyczna TRESURA.
Gość tresowal Cię tak, jak się tresuje psa.
Mialas reagować tak jak on tego chciał, szczekac kiedy Ci pozwolił.
Mialas wykonywać natychmiast wszystkie jego polecenia i nie zapominać przy tym o bezustannym merdaniu ogonkiem.
Za posłuszeństwo była dla grzecznego psa nagroda, poklepanie po grzbiecie, i slowa "dobry pies" ...
A za jakikolwiek, najdrobniejszy choćby przejaw własnej woli - natychmiastowa, dotkliwa i bolesna KARA.
Tak właśnie wygląda tresura.

202

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Isabella chcesz mi powiedziec ze to z gory skazane bylo na niepowodzenie?? To na cholere sie oswiadczal... nie ogarniam tego..

203

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Po pierwsze, nikt nie chce nowego psa.
Wolimy zatrzymać tego, którego już sobie bardzo dobrze wytresowalismy i ulozylismy.

Po drugie, ten człowiek nie wydaje się być zdolnym do podejmowania wyważonych decyzji.
Sądzę, że oświadczyny mogły być kwestią porywu chwili.

I to nie tak, że to było z góry skazane na porażkę.
Byłoby dobrze, gdybyś nadal ulegle pozwalała się tresowac.
Pan treser byłby zadowolony.

204

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Ale bywaly chwile kiedy bylo super i bylam szczesliwa. Chyba ze to byly te niby nagrody za posluszenstwo... Czlowiek sie stara, wierzy ze bedzie ok, poswieca czas, sile i energie komus kto lekkim ruchem potrafi przekreslic wszystko nie ogladajac sie za siebie i nie patrzac w ogole na druga osobe:(

205

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Czytam jeszcze raz caly ten watek. Wylania sie z tego co pisalam obraz czlowieka ktory chcial mnie sobie podporzadkowac. Ale tak po prawdzie- wiele razy slyszalam od niego, jego mamy ze jestem straszna ksiezniczka, albo wielka ksiezniczka i tak sie przyjelo. A czemu? bo nie chcialam robic wszystkiego sama, chcialam sie dzielic obowiazkami, wrecz oczekiwalam pomocy w domu od partnera, czasami nie gotowalam szlismy jesc na miasto, no i ze nic mi powiedziec nie mozna bylo bo od razu foch. Tylko zanim on byl, nigdy nie zostawilam parterea z rpzterka- domysl sie o co sie obrazilam! Zawsze albo mu wykrzyczalam, albo powiedzialam co mnie boli i przestalam sie odzywac czujac sie zraniona.
Ja zwariuje z tymi myslami....!!!!!!!!!!!

206

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Marzi .... niezależnie od tego, co się stało, jak było, co kto powiedział i co miał na myśli - czy jesteś w stanie zmienić przeszłość ?!
Nie Kochana, nie masz takiej mocy.
To co się stało, i w jaki sposób się stało - to się stało. Wydarzyło się. Było.
Koniec kropka.

Jedyne co możesz zmienić, to swoje nastawienie do tego.

Powiem Ci jedno.
Dojeżdżam do pracy 150 km w obie strony codziennie.
To coś tak jak Ty, kiedy byłaś u niego, prawda ?
Podczas tygodnia pracy, od poniedziałku do piątku w domu nie robię niczego, albo prawie niczego.
Niezbędne zakupy robi mój partner, bo będąc szybciej w domu po pracy ma taką możliwość.
Córka je obiady w szkole, ja w pracy, on jakoś sobie radzi - jeśli nie jakieś szybkie jadłodajnie, to pozostaje naprędce przyrządzony posiłek po powrocie do domu, który on robi sobie sam - ja w tym czasie albo jestem w biurze, albo w drodze do domu.
Rozpala w kominku, odrabia pracę domową z dzieckiem.
On pomaga przy kąpieli, ja przy zasypianiu, albo odwrotnie.
Jedyne co ja robię, to jakieś drobne zmywanie po powrocie, rozwieszenie prania jeśli nastawiam rano pralkę, poskładanie suchych rzeczy - czego przecież nie robi się codziennie ...

Chcę też mieć kilka chwil na poczytanie książki, rozmowę z partnerem, zabawę z córką.
Nie mogę żyć jedynie dojazdami do pracy, pracą i powrotami z pracy.
Nie chcę mieć poczucia, że moje życie to tylko i wyłącznie kierat, związany z tym co zrobić wypada, albo co zrobić muszę.
Musi być czas na rzeczy, które zrobić CHCĘ.

Nie mogę się nadziwić, jakim cudem mogłaś ciągnąć to wszystko tak długo....
Musisz być niezwykle wytrzymałą osobą.
Dla mnie to co opisujesz, czyli dalekie dojazdy, praca zawodowa, zakupy, opieka nad jego dzieckiem, dbanie o dom, porządki, kolacyjki, posiłki, kanapeczki do pracy czy do szkoły i jeszcze fajerwerki w sypialni pierdylion razy na dobę ... ?
Wow, musisz być jakimś fenomenem normalnie. Dla mnie to o czym piszesz jest nawet jedynie w fizycznym wymiarze niemożliwe.

207

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

IsaBella- moze sama sobie taki kierat narzucilam, sama sie w tym zaplatalam. W sumie przyzwyczaic kogos do dobrego, wygody nie jest trudno. Na poczatku chcialam pomoc, mozliwie jak najwiecej a kiedy zaczelam sie z tego wycofywac nagle pojawilo sie niezadowolenie, a ja wtedy juz czulam niejaka presje/ oczekiwania ze powinnam to robic. Zreszta, predzej czy pozniej pojawialy sie jakies zarzuty tak- czyli zabiore sie do siebie, nie maja obiadu, nie interesuje mnie to i tamto, nie sprzatam.....Mama jego miala tez zarzuty ze nie umiem tego jakos zoorganizowac, jednym slowem mierzyla mnie swoja miara. Ona zapier..., pierze, sprzata, goptuje, prasuje, pozniej caly tydzien narzeka jak ja wszystko boli. Tego samego oczekiwala odemnie, a wrecz moze nawet wmowila synowi (on zreszta do tego przyzwyczajony) ze tak powinno byc.
Ciezko zapomniec. Brakuje mi wielu rzeczy, przede wszytskim jego obecnosci, pomimo tego wszystkiego:(

208

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Rozumiem, to jak najbardziej normalne.
Ale myślę, że najbardziej brakuje Ci swoich własnych projekcji na ten związek i Twoich wyobrażeń o tym, jak mogłoby być pięknie ....

209

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

dokladnie tak- i to cholerne poczucie- moze gdybym zrobila inaczej, inaczej by bylo teraz....

210

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Jaki jest Twoj stan ducha dzisiaj?Pzdr.

211

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Kochana, ale nie zrobiłaś inaczej.
Zrobiłaś właśnie tak.
On też postąpił tak jak postąpił.

NIE MOŻESZ ZMIENIĆ PRZESZŁOŚCI.

Ani Twoje zamartwianie się nic nie pomoże, ani roztrząsanie.
Myślę, że takie postępowanie przysparza Ci tylko bólu ...
To co teraz przechodzisz, jest naturalne i nieuniknione.
Ale nie przedłużaj tego na własne życzenie. To bardzo wyczerpujące doświadczenie jest ... przebyć żałobę po nieudanym związku ...

212

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu
IsaBella77 napisał/a:

Kochana, ale nie zrobiłaś inaczej.
Zrobiłaś właśnie tak.
On też postąpił tak jak postąpił.

NIE MOŻESZ ZMIENIĆ PRZESZŁOŚCI.

Ani Twoje zamartwianie się nic nie pomoże, ani roztrząsanie.
Myślę, że takie postępowanie przysparza Ci tylko bólu ...
To co teraz przechodzisz, jest naturalne i nieuniknione.
Ale nie przedłużaj tego na własne życzenie. To bardzo wyczerpujące doświadczenie jest ... przebyć żałobę po nieudanym związku ...

Istotne jest aby ta "zaloba po zwiazku"trwala jak najkrocej.Bo ona musi potrwac-to naturalne.Ale mozna starac sie to skrocic.Pzdr.

213

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Odpowiadajac Ismenie- generalnie caly dzien bylo wzglednie. Nawet w pracy momentami o dziwo zazartowalam. Ale przyszlam na mieszkanie- jestem sama. Dzis piatek, wiec mam w glowie ze normalnie siedzielibysmy we dwoje itd... Pozatym nie mam do kogo zadzwonic, doluje mnie to ze nie mam rodzicow ktorych cale zycie pewnie bedzie mi brakowac, nie mam komu sie wyplakac, nie ma kto przytulic. No i do tego jeszcze jego nie ma. Wlasnie zajelam sie sprzataniem... Ale co troche ryczec mi sie chce.
Pytanie do Isabelli albo do wszystkich- skoro padlo stwierdzenie-postapil jak postapil... czyli jak wedlug was?

214

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu
marzimagia napisał/a:

Odpowiadajac Ismenie- generalnie caly dzien bylo wzglednie. Nawet w pracy momentami o dziwo zazartowalam. Ale przyszlam na mieszkanie- jestem sama. Dzis piatek, wiec mam w glowie ze normalnie siedzielibysmy we dwoje itd... Pozatym nie mam do kogo zadzwonic, doluje mnie to ze nie mam rodzicow ktorych cale zycie pewnie bedzie mi brakowac, nie mam komu sie wyplakac, nie ma kto przytulic. No i do tego jeszcze jego nie ma. Wlasnie zajelam sie sprzataniem... Ale co troche ryczec mi sie chce.
Pytanie do Isabelli albo do wszystkich- skoro padlo stwierdzenie-postapil jak postapil... czyli jak wedlug was?

Naucz sie zyc  w samotnosci.Nie opieraj swojego szczescia na tym ,ze musisz z kims byc.Tak naprawde kazdy czlowiek ma tylko siebie-do konca zycia.Pzdr.

215

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Tesknisz za nim czy za wyobrazeniem o nim?Pzdr.

216

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Tego, że masz ochotę wałkować w kółko temat na pewno nie potępiam (zresztą niby gdzie ja mam takie prawo?), ważne jednak jest, żebyś starała się z tego wychodzić powoli.. w końcu i Tobie się znudzi ciągłe myślenie o nim.

Tak, doskonale wiem dlaczego go usprawiedliwiasz, dlatego zaznaczyłam w którymś z wcześniejszych postów, że oceniam suche fakty, wiec nawet dodatkowe informacje które podałaś w związku z tym mieszkaniem nie zmienia faktu, że powinien wiedzieć gdzie mieszkasz i to od początku a nie strzelać fochy jak rozwydrzony bachor. Tak samo nie sądzę, że ciągle coś zawalał, każdy ma swoje wady i zalety i jestem tego świadoma, ale jego wady nie są niestety do zaakceptowania w związku. Nawet jak się kocha, to lepiej sie z tej miłości wyleczyć niż walczyć ooo.. no właśnie o co? ...związek?...układ?.. ja bym powiedziała w tym wypadku: udrękę do końca życia (to nie tylko z byłym ale dodatkowo z całą jego dziwną rodzinką). Miłość "mimo wszystko" oznacza np. w chorobie, w trakcie problemow finansowych,a nie mimo tego że tłucze Cie po głowie fizycznie albo,jak w Twoim przypadku, psychicznie za każde niedociągnięcie. I na pewno popełniłaś wiele błędów plus nie podporządkowałaś mu życia w 120% , nie podrapałaś za uszkiem, itd... No nie zrobiłaś tego . I co teraz?? Weź idź teraz i się ukrzyżuj z tego powodu! Mam kilka gwoździ, chcesz? Gdyby chciał to by walczył o wasz związek, tym bardziej, że Ty tego chciałaś nie zważając na jego wady i na to co on zepsuł. Więc skoro naprawdę mu było źle to by wystarczyło stwierdzenie, że to koniec bo nie pasujecie do siebie ... a nie " ja Cie tak mocno kocham, ale i tak Cie zostawię bo jesteś tak strasznie złaaaa i nie dooobraaaa i wgl", jakby on sam miał nad łbem aureole...To się nazywa manipulacji,  a nie normalne zachowanie.

Powiadasz, że jego ojciec to typ tyrana? No to już wiesz jakby zachowywał się ex gdyby doszło do ślubu. Miałaś to pokazane czarno na białym obserwując jego rodziców. Chciałabyś mieć taki układ jak oni? On JUŻ sie zachowywał jak tyran, miało być jak on chce bo jak nie to poskacze Ci po głowie.
Jego matka miała racje-nie pasowaliście do siebie. Z tym, ze zapomniała dodać, że on do nikogo nie będzie pasował, bo tak wychowała swojego dziubdziusia, że teraz wypadałoby mu kupić praczkę, sprzątaczkę i sexualną niewolnice najlepiej w wersji mechanicznej bez własnego mózgu... no nic tylko jej medal za to wręczyć - wycięty z papieru toaletowego...
W głowie mi sie nie mieści jak ta kobieta mogła Cie obarczać wina za cokolwiek albo wmawiać Ci że nie kochasz swojego partnera, a co ją to? Taki dziubdziuś pokrzywdzony? no to niech go idzie po główce pogłaskać  a nie rozkazywać jak masz się zachowywać w Twoim własnym związku.. Skoro wie jak wasz związek powinien wyglądać to może niech jeszcze zademonstruje jak powinniście się zachowywać w łóżku...
Pomijając już ją (bo w ogóle nie powinnaś analizować tego co ona mówiła) wiadomo, że nie skreśla sie partnera patrząc tylko na jego rodziców bo nie jego wina, że takich ma takich pokręconych. ALE JEST JEGO ABSOLUTNA WINĄ FAKT, ŻE POZWALAŁ IM SIĘ WTRĄCAĆ. Powinien to jakoś ukrócić, nie powinien pozwolić się komukolwiek do waszego związku mieszać.. Wiec nie ważne co matka czy ojciec mówili, ważne, że on im na to pozwolił...pokazuje jaki jest niedojrzały..  I jeszcze jakaś była w tle która Cie wyzywała? Co to za patologia w ogóle? Ciesz się, że Cie od tego uwolnił!

Ciesze się, że pomagają Ci moje słowa:) Ironizuje, aby przede wszystkim pokazać Ci jak pewne rzeczy naprawdę są niedorzeczne i absurdalnie brzmią.

Ja rozumiem, że tęsknisz, że brakuje.. no w końcu za 3 lata człowiek zdąży się do drugiego przyzwyczaić.. ja też tęskniłam za chomikiem których zdechł przez tydzień, za psem przez miesiąc... a za byłym przez 2 :] Nie boj nic.. przejdzie ta tęsknota. Skoro przyzwyczaiłaś się do takiego człowiek, to przyzwyczaisz się też do życia bez niego. Teraz mając czas tylko dla siebie, wykorzystaj go jak najlepiej się da i zadbaj o siebie!

I dalej myśl o psychologu. Wspominałaś, że bardzo wcześnie umarła Ci mama a potem było tylko gorzej. To może być powodem tego, że nie potrafiłaś się uwolnić od tego człowieka już wcześniej (a sadzę, że nawet podświadomie czułaś, że coś tu bardzo nie gra.. wnioskuje to po tym że nie potrafiłaś odpuścić jak się kłóciliście, jak człowiek czuje, że może zaufać i ogólnie związek jest ok, to uwierz mi,łagodnie), że pozwoliłaś sobie na takie traktowanie z jego strony a nawet jego rodziców. To niskie poczucie wartości może być związane z Twoja przeszłością, warto by było to przepracować, by podobne sytuacje się nie powtórzyły.

217

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu
Ismena1976 napisał/a:

Tesknisz za nim czy za wyobrazeniem o nim?Pzdr.

W kazdym poście "pzdr"?? w każdym jednym????? no błagam....

218

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

A i jeszcze jedno? Co to znaczy, że masz 31 lat i myślałaś że będziesz miała życie poukładane? Bo mąż? Bo dzieci? To jest poukładane? A wiesz ile kobiet które maja męża i dzieci zamieniłyby się tym za wolność? Nie jest idealne to co wydaje się idealne, jeżeli będziesz czuła się dobrze sama ze sobą, to idealnie będzie tu gdzie jesteś w danym momencie. Tylko właśnie, musisz nad tym popracować, a i dzięki temu będziesz w przyszłości potrafiła stworzyć zdrowy związek, a tyrana wyczujesz i wyeliminujesz już na wstępie..

219

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu
dziwna napisał/a:
masajka napisał/a:

Tak, rozumiemy. Ale czy Ty rozumiesz naszą?

My nie możemy Ci pisać: tak płacz, tęsknij itd. bo coraz bardziej się będziesz roztkliwiać.

My piszemy , żebyś się wzięła w garść, żebyś przestała rozpaczać. A Ty się na nas wkurzasz. Ale to dobrze, bo jak się wkurzasz, to nie myślisz o nim, nie tęsknisz.

Taaaak... na pewno "wkurzając" się na was, nie myślała o byłym.. Bo w okresie leczenia się z byłego, priorytetem jest wkurzanie się na innych .. no błagam....n/c. Nie masz lepszych sposobów?
.

Dziwna, a ja BŁAGAM, abyś przestała analizować nasze posty.......

220 Ostatnio edytowany przez dziwna (2015-02-20 21:01:28)

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu
masajka napisał/a:
dziwna napisał/a:
masajka napisał/a:

Tak, rozumiemy. Ale czy Ty rozumiesz naszą?

My nie możemy Ci pisać: tak płacz, tęsknij itd. bo coraz bardziej się będziesz roztkliwiać.

My piszemy , żebyś się wzięła w garść, żebyś przestała rozpaczać. A Ty się na nas wkurzasz. Ale to dobrze, bo jak się wkurzasz, to nie myślisz o nim, nie tęsknisz.

Taaaak... na pewno "wkurzając" się na was, nie myślała o byłym.. Bo w okresie leczenia się z byłego, priorytetem jest wkurzanie się na innych .. no błagam....n/c. Nie masz lepszych sposobów?
.

Dziwna, a ja BŁAGAM, abyś przestała analizować nasze posty.......

Dlaczego nie? To jest forum publiczne wiec, tak jak każdy inny, mogę wyrazić opinie odnośnie każdego postu. Podaj jakiś konkretny argument dlaczego miałabym tego nie robić.

221

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Ismena- tesknie za wspolnymi chwilami, fajnymi. Za chwilami kiedy byl ostatnim, bucem, ignorantem i mialam ochote gnoma wbic w ziemie za jego zachowanie zdecydowanie nie. No i w ogole za obecnocia, mimo wszystko. To sie nazywa milosc chyba- ktora jak pozakuje moze byc slepa....

Dziwna- no ja Ci dziekuje za ten post, ciesze sie ze znow zawitalas. Masz wyjatkowy daarr- bozy dar rozsmieszania mnie. Dla mnie komentarze ktore podajesz sa mega w deche,a do tego sposob i nawet ta ironia ktora absolutnie zupelnie mnie nie dotyka, drazni, wrecz przeciwnie:)
Temat matki- ona juz takim typem jest, chce wiedziec wszystko o wszystkich bo swojego zycia nie ma. Znalazla by sobie chlopa to by sie zajela czyms, a tak ma synusia ktorego nianczy w wieku 34 lat, a jemu to odpowiada. Ja zreszta w trakcie tego zwiazku nie pozwalalam za bardzo ingerowac jej w nas, albo ucinalam temat mowiac ze nie chce o tym rozmawiac, albo mowilam ze to sa nasze tematy, nie jej.
To co mi wygadala i co jest przedmiotem rozprawki tutaj wydarzylo sie juz na sam koniec. Ona chyba juz wtedy wiedziala z jakim zamiarem nosi sie na tamten czas jeszcze moj obecny narzeczony, ze to koniec bedzie wiec pojechala po calosci co jej lezalo na watrobie.
A jesli chodzi o poczucie wlasnej wartosci- wielokrotnie tutaj pisalam o tym ze ja jestem osoba dosc mocno stapajaca po ziemi, wiem czego chce, staram sie dazyc do celow ale i bywam bezkompromisowa w niektorych kwestiach. Tego mnie nauczylo zycie. Kiedy poznalam jego imponowalo mu to wszystko co soba reprezentowalam. W trakcie jak poznawalismy sie oczywiscie widzialam jakies sygnaly ktore mowily ze cos jest nie halo, byly sytuacje czy jego przekonania i wyobrazenia o swiecie ktore uznawalam wprost za chore! Ale oczywiscie wierzylam, ze ja ze swoim uporem, konsekwencja a przede wszystkim wielka miloscia naucze go jak zyc, pokaze ze mozna inaczej. sytaucja w domu od poczatku wydawala mi sie conajmiej dziwna, ale i tutaj myslalam ze zawojuje swiatem, ulecze wszystko i bedzie cudownie i wspaniale. No a stalo sie tak, ze to oni wyssali ze mnie cala energie, emocjonalnie 'zgwalcili' i zostawili. Czasami sama mysle co z dawnej mnie pozostalo, chyba tylko cien...
Nieprawda tez jest ze pozwalalam sie im wtracac. Juz na poczatku postawilam jasno granice no i sie zaczelo... A zaczelo sie od sytuacji z kupnem dla mnie samochodu. Poniewaz przeznaczalam niemala sume pieniedzy na jego zakup, to chcialam juz miec taki jak zawsze marzylam- czarny, 5 drzwi, fajna linia itd. No i szukalismy z moim tego auta, jezdzac po roznych gieldach. A z dobre 2 miesiace szukalismy. No ale tatusiowi przestalo sie to podobac bo syn zamiast poswiecac sie pracy w firmie poswiecal czas na szukanie mi samochodu, a ksiezniczce (czyli mnie) nic nie pasowalo. No i w trakcie jednej wizyty wypalil do mnie-ze sama nie wiem czego chce, ze jak mam takie wymagania to zebym auto z salonu sobie kupila to bedzie takie jak chce. Ozesz jak sie wkurzylammmm no i bardzo stanowczym glosem ale grzecznie mowie- to nie jest kupno butow ktore jak mi sie znudza rzuce w kat i kupie druga pare. Przeznaczam na zakup samochodu cale moje oszczednosci i kupie taki, jaki mi sie podoba. No i podobno to ze jak ja smialam tak powiedziec( chociaz nie uwazam ze bylam niemila) spowodowalo ze tak jak mnie lubil tak nagle przestal. No i tak pielegnowal w sobie ta nienawisc, przekazujac ja tez mojemu chlopu.
A z poczuciem wlasnej wartosci- napewno ja mialam na poczatku, ale jedna druga i piata akcja powodowala ze gdzies powoli ja zatracalam. Wiele sytuacji bylo takich ktore mnie bolaly, widzialam ze sa zle ze tak byc nie moze. Wtedy sie klocilismy, czasem bardzo nawet. Ale mimo wszystko trwalam w tym- dlaczego? Nie wiem- dla mnie pewnie z milosci- tlumaczylam ze kazdy zwiazek ma lepsze gorsze dni, ze nasz nie jest wyjatkiem. A problemow nie ubywalo, tylko przybywalo, a ja w tym tkwilam chociaz nie zawsze bylam szczesliwa. Ale byly tez dobre chwile, czasami zajebiste ktore zaburzaly mi obraz tego wszystkiego, dawaly nadzieje, moze sama mnie ludzily. mysle ze gdyby ciagle bylo zle nie wytrzymalabym tyle z nim.
Co do bycia samej- to nie jest tez tak ze nie umiem byc sama. W pewien sposob nawet bedac w zwiazku musialam podejmowac samodzielne decyzje, odmienne od czyjegos zdania i tez czulam sie samotna. Pozatym zycie w jakis tam sposob zmusilo mnie do samotnosci i radzenia sobie z nia.
Ale wiem tez ze nie jestem stworzona do zycia w pojedynke. I to nie jest tak ze uzalezniam swoje zycie od czyjegos. Gdyby tak bylo od razu przeprowadzilabym sie do niego i jeszcze po nogach calowala ze mi sie trafil i dostapilam zaszczytu bycia z nim... Tak nie bylo. Jak powiedziala dziwna- nie czulam sie przy nimw pelni bezpieczna, nie czulam ze moge zaryzykowac (albo ze nie ryzykuje niczym bo on taki cudowny), obawialam sie atmosfery jego z rodzicami, matka jego dziecka i cala seria roznych sytuacji z tym zwiazanych. To mnie mocno hamowalo i powodowalo ze sie balam.
Pozatym gdbym zycie uzalezniala od niego odcielabym sie tez od znajomych (ktorzy tez mu przeszkadzali, tzn chyba to ze ich mam, ze rozmawiam z nimi az tyle przez telefon no bo przeciez po co, moj brat tez mu przeszkadzal jak mi kiedys powiedzial), a nie zrobilam tego. Staralam sie zachowac zdrowy rozsadek i umiar w tym wszystkim. Ale zycie mimo wszytsko mialam ukladac i wiesc z nim. Wiec to czego mi brakuje to samej obecnosci jego, nawet kiedy nic do mnie nie mowil. Ja nie jestem stworzona do bycia samej. Potrzebuje miec wokol siebie ludzi, ale nie takich z ktorymi bede mogla sie spotkac raz na 2-3 tygodnie, tylko na co dzien. Mam potrzebe rozmowy, dzielenia sie  z innymi, wspolnego przebywania, spozywania posilkow itd. Nie jestem typem samotnika, wiec chocbym siedziala godzinami na terapii to zaden psycholog nie wzbudzi we mnie poczucia szczescia i spelnienia w takim stopniu jak moznosc przebywania z druga osoba.


Dziwna- piszesz ze rok temu przezywalas to samo. Czy teraz poukladalas sobie to wszystko w glowie? Mozesz z czystym sumieniem powiedziec ze wyszlo Ci to na dobre??

222 Ostatnio edytowany przez marzimagia (2015-02-20 22:11:20)

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

i jeszcze jedno- bardzo bym chciala zeby te wszystkie zajebiscie trudne chwile ktore teraz przezywam z czasem obrocily sie w dobro.
Czulabym tez mega satysfakcje gdybym kiedys otrzymala od niego sms ze zaluje iz tak sie to skonczylo, ze cos stracil waznego...i ze zaluje....ale jesli to nastapi (choc znajac jego mocno watpie, przeciez on nigdy nie widzi swojej winy) to chcialabym juz byc na tyle daleko ze bedzie to pozamna....

223

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu
marzimagia napisał/a:

Odpowiadajac Ismenie- generalnie caly dzien bylo wzglednie. Nawet w pracy momentami o dziwo zazartowalam. Ale przyszlam na mieszkanie- jestem sama. Dzis piatek, wiec mam w glowie ze normalnie siedzielibysmy we dwoje itd... Pozatym nie mam do kogo zadzwonic, doluje mnie to ze nie mam rodzicow ktorych cale zycie pewnie bedzie mi brakowac, nie mam komu sie wyplakac, nie ma kto przytulic. No i do tego jeszcze jego nie ma. Wlasnie zajelam sie sprzataniem... Ale co troche ryczec mi sie chce.
Pytanie do Isabelli albo do wszystkich- skoro padlo stwierdzenie-postapil jak postapil... czyli jak wedlug was?

Nie rozumiem tego pytania Marzi ...
Postąpił tak jak to wielokrotnie opisywałaś.

Szukasz teraz potwierdzenia, że postąpił bardzo źle ?
Albo zaprzeczenia, i utrzymania Ciebie w przekonaniu, że jednak nie tak źle, że zachowywał się w sumie ok, tylko Ty niepotrzebnie tak ostro zareagowałaś i że jest nadzieja na to, że zejdziecie się jeszcze ?
Nie mogę zrozumieć, w jakim celu takie pytanie ...
Nie potrafisz ocenić jego zachowania samodzielnie ? Musisz przepuścić fakty przez filtr innych ludzi ?

224

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Tak szukam potwierdzenia ze tak wlasnie zrobil, ze to nie moje 'widzi mi sie', tylko kazdy zdrowy, normalny czlowiek tak uwaza.
Sama juz nie wiem co ja potrafie a czego nie- woda z mozgu...

225

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Musisz zaufać sobie i słuchać swojego wnętrza.
Jeśli czujesz, że Cię skrzywdzono - to właśnie ta było.
Jeśli czujesz, że coś jest nie tak - to jest nie tak.
Ufaj sobie. Masz prawo do wszelkich uczuć i emocji które Ci towarzyszą.
Fakt, że ktoś uważa tak samo i zgadza się z Twoją opinią, o niczym nie świadczy.
Fakt, że ktoś uważa, że przesadzasz, też o niczym nie świadczy.
Ufaj sobie ....

226

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

w tym wlasnie problem- sama sie juz w tym wszystkim pogubilam. Nie wiem co bylo nie tak, co wyolbrzymialam, czego nieslusznie sie czepialam i co bylo krzywdzace.

227

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Wszystko co czujesz, JEST PRAWDĄ.

228 Ostatnio edytowany przez dziwna (2015-02-21 00:17:58)

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

No to skoro mamusia tak ma, i tatuś też jakoś dziwnie ma, i lepiej im w życiu kiedy wyrzucili Ci wszystko co na wątrobie mieli to niech teraz idą i się zdrzemną, to musiało być wyczerpujące... a Ty o tym nie myśl.  To nie o to chodzi, że Ty im nie pozwalałaś się wtrącać, to chodzi o to, że on im na to pozwalał. Ty w tej kwestii powinnaś leżeć tyłkiem do góry i czuć sie spokojna, że to Twój facet nie pozwoli swoim rodzicom Cie napiętnować. Moja mama nigdy nie śmiała zwracać uwagi mojemu byłemu bezczelnie, prosto w twarz (o samochód czy o czas), a gdyby tak zrobiła, to ja bym na pewno z nią o tym porozmawiała. Jak miała do niego jakiś problem to mówiła o tym mnie, a to już była moja brożka, żeby wyjaśnić, czy w ogóle cokolwiek z tym robić... na pewno nie przenosiłam jej zdania do naszego związku, jeżeli sama tego nie chciałam zrobić (a z reguły nie chciałam).

Dalej mnie nie przekonujesz z Twoim poczuciem własnej wartości.. Uważasz, że jesteś osobą twardo stąpającą po ziemi i wiedzącą czego chce, oraz bezkompromisową (eeee...serio jest aż taka uparta? jaki znak zodiaku?) to wynika prawdopodobnie z Twojego charakteru i dotychczasowych przeżyć. Także jak wiesz czego chcesz to też wiedziałaś, że nie chce faceta tyrana, co nie? No ale co z tego jak w momencie kiedy doszły emocje (uczucie, miłość, włączył się tryb "matki teresy")do tego mężczyzny i chęć pozostania z kimś w związku , to już tak twardo po tej ziemi nie stąpałaś.. nie umiałaś powiedzieć sobie "dość", tak związek nie powinien wyglądać (tak wiem, chciałaś skończyć ale on się wtedy starał itd itp.. no raz można dać szanse, a Ty ile ich dawałaś?) i czas to zakończyć. Dlaczego nie pomyślałaś, że stać Cie na kogoś lepszego? Próbujesz naprawić/uzdrowić świat faceta bo go tak strasznie kochasz? Czy aby tylko dlatego? To dlaczego, kiedy nie docenił Twoich starań to czujesz, że to Ty zawaliłaś a nie pomyślałaś że to on jest dziadem który nawet nie potrafi docenić czegokolwiek?

IsaBella77 napisał/a:

Musisz zaufać sobie i słuchać swojego wnętrza.
Jeśli czujesz, że Cię skrzywdzono - to właśnie ta było.
Jeśli czujesz, że coś jest nie tak - to jest nie tak.
Ufaj sobie. Masz prawo do wszelkich uczuć i emocji które Ci towarzyszą.
Fakt, że ktoś uważa tak samo i zgadza się z Twoją opinią, o niczym nie świadczy.
Fakt, że ktoś uważa, że przesadzasz, też o niczym nie świadczy.
Ufaj sobie ....

Tu jest ładnie wszystko podsumowane. Ale musisz to przepracować w głowie. Znaleźne przyczynę, dlaczego nie jesteś pewna swoich odczuć, dlaczego tak często stawiasz pod znakiem zapytania to czy dobrze robisz. Psycholog by pomógł bo oni się uczą takie rzeczy analizować.

Pociesze Cie, NIKT NA TYM ŚWIECIE nie jest stworzony do życia w samotności, nawet "typy samotnika" potrzebują kogoś bliskiego i tu jest z Tobą wszystko ok, ale to że sobie z samotnością nie radzisz już nie jest ok. Ja też był chciała mieć kogoś na co dzień do spożywania wspólnych posiłków, przytulenia się... oooo Boże co ja bym jeszcze nie chciała.. tu się aż wstyd przyznać:] ale póki co tego nie mam, no i co? myślisz, że idę do konta sobie popłakać, a nuż jakiś aniołek z nieba mnie zauważy, przyfrunie na swoich niebieskich skrzydełkach i mnie przytuli?.. yyyyy nie... Bo mam np do nauczenia sie na egzamin, bo muszę pamiętać o kursie, posprzątać, iść na moja ulubioną babeczkę do kawiarni (niejednokrotnie sama, ale co z tego jak ta babeczka to niebo w gębie), pomęczę trochę koleżanki na smsy, a jak nie odpiszą to muszę się zebrać na siłownie bo tak się objadłam, że ryzykuje kolejne 5 kg na plusie... I też mi czasem smutno, kiedy myślę, że Gerard Butler nie weźmie mnie w ramiona, nie zabierze na Dominikanę i nie powie, że będziemy tam żyli długo i szczęśliwie, tak jak w moich snach, ale zbieram się do kupy i zajmuję się codziennością. A jak przyjdzie czas to z pewnością potknę się o tego jedynego.

Pytasz czy już sobie wszystko w głowie poukładałam.. owszem, i to dawno temu. Po zerwaniu zawalił mi się cały świat. Myślałam, że już nigdy tak nikogo nie pokocham, że mi nigdy nie przejdzie, bo gdzieś na jakimś forum przeczytałam, że jakaś babka tęskni za byłym przez 13lat(!?), "skoro po zwykłym zauroczeniu w koledze z liceum, myślałam o nim prawie rok, to po ponad 5letnim związku z tak Fspaniałym MeNSZyznOM, też będę latami tęsknić". Wstyd mi teraz, ale serio tak myślałam. Byłam przekonana, że już nic mnie nie będzie w życiu cieszyć. To był toksyczny związek (też to wszystko moja wina była, bo on sie tak starał a ja się czepiałam...ojojoj straszne), odchorowałam go bardzo intensywnie (fizycznie i psychicznie) przez równe 2 miesiące... mało? tak dokładnie 2 miesiące, też byłam w szoku, że pewnego dnia się budzę i okazuje się że wszystko mnie zaczyna cieszyć, że w sumie już mnie nie boli myśl o nim..nie tęsknie. Euforia przez 3 miesiące, aż spać nie mogłam (w pozytywnym sensie), odżyłam, mama mówiła że wreszcie się szło ze mną dogadać... i zauroczyłam się, na szczęście Pan mnie do siebie nie dopuścił (ale jeszcze do niedawna za nim kwiczałam, za co też mi jest głupio:P), dzięki czemu, jak już ochłonęłam, mogłam przeanalizować sytuacje bez emocji, obserwować inne związki, innych mężczyzn, swoje zachowanie, czy podejście do pewnych spraw. Próbowałam siebie odbudować i dalej nad sobą pracuje. Ale śmiało mogę powiedzieć, że mam w głębokim poważaniu czy mój były żałował/żałuje. To, że sobie poszedł w jasną ch...rę, to była najlepsza rzecz jaką dla mnie zrobił, a dzisiaj chętnie bym mu za to podziękowała.

229

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Marzimagio,
przeczytałam Twój wątek. Oczywiście, że jest Ci potrzebny czas na przetrawienie tej sytuacji i zawiązanego z nią bólu, ale potrzebna Ci jest przede wszystkim zmiana perspektywy.
Twoja interpretacja związku, jego rozpadu i związanych z nim wątpliwości czy możliwych zaniedbań, jest niezmienna, jakby w kanale mono.
Możesz to interpretować inaczej (z tego, co wyczytałam, w sposób bardziej zgodny z prawdą).
Jak piszesz, w związku nie czułaś się bezpiecznie, czułaś za to, że Twoje potrzeby nie są do końca brane pod uwagę, a Twoje słowa nie do końca wysłuchiwane. Wykasuj "nie do końca".
Piszesz, że dobrych chwil, w których czułaś spełnienie, było dużo i że za nimi tęsknisz. Piszesz, że było też dużo kłótni, szarpania się z partnerem, sytuacji, w których - po fakcie - nie byłaś zadowolona ze swojego zachowania.
W swojej interpretacji odnosisz się do modelu związku dwojga ludzi, którzy się kochają, ale popełniają błędy. Gdy między dwojgiem ludzi jest podobna wibracja, jeśli czują do siebie miłość, wzorzec zachowań jest inny niż w Twoim związku (ze strony byłego partnera). Obydwoje inwestują w związek, dają tyle ile mogą (nawet na zasadzie "wdowiego grosza") i jak najbardziej - zawsze - biorą pod uwagę uczucia partnera i nie wyrządzają przykrości ani krzywdy CELOWO. Coś może pójść nie tak, ale jeśli chodzi o intencje - to się wyczuwa bezbłędnie.
Twój partner ma określoną sytuację życiową i potrzebował pasującego puzzla. To nie znaczy, że żadne z ciepłych uczuć nie było szczere, ani że szczęśliwe momenty były takimi tylko w Twojej głowie.
To znaczy jednak, że o ile dla Ciebie to była potrawa główna, sens bycia blisko kochanej osoby, dla niego to był przyjemny efekt uboczny. Celem nie było budowanie szczęśliwego związku, ale szczęśliwe (dla niego) wpasowanie Ciebie w jego sytuację życiową. Dowodem na to są pretensje o niezostawianie obiadów na cały tydzień, niebranie pod uwagę znalezienia odrębnego mieszkania dla was, sytuacja z Twoją przeprowadzką, pretensje o niedobór seksu, itd, itd. Sama czujesz, że ok Cię KARAŁ / urabiał / wymuszał, gdy coś było mu nie w smak. Tak się nie zachowuje osoba kierowana miłością. Dużo dawał, był zadowolony i to okazywał - kiedy się udawało, był zimny i odrzucający - kiedy nie. Stąd Twoje rozterki: gdybym go zadowoliła (w każdym sensie), mogło się to udać. Gdybyś się naginała i naginała, związek by pewnie trwał, ale Ty robiła byś się coraz cieńsza i cieńsza, aż byś znikła zupełnie. Nawet gdybyś dała wszystko, czego oczekiwał (kosztem zupełnego zatracenia siebie), i tak by się nie zmienił wzorzec. Nie dostałabyś w zamian miłości, o którą Ci chodzi, dostałabyś manifestację zadowolenia z obrotu sprawy. Straciłabyś o niebo więcej, niż zyskała.
Twoja intuicja zadziałała, nie czułaś się na tyle pewna, żeby się do niego przeprowadzić.
To jest Twój nieomylny kompas.
Więzisz się w wyrzutach sumienia i mam nadzieję, że szybko zrozumiesz, że robisz sobie tym krzywdę.
Czujesz tęsknotę za miłymi momentami - rozumiem, ale wasz związek nigdy by nie byłby niczym innym, jak paroma miłymi momentami, jak on byłby z Ciebie zadowolony.
Nie rozpaczaj za straconą miłoscią - to nie to, to jeszcze przed Tobą.
A czas spędzony samotnie, jest teraz dla Ciebie niezbędny. Trzydziestka to świetny moment. Wykorzystaj go dla siebie na przemyślenia, na budowanie takiej oceny samej siebie, żeby żaden podobny osobnik nie wywołał w Tobie poczucie, że robisz źle, kiedy działasz intuicyjnie w zgodzie ze sobą i kiedy się bronisz przed czymś, co Cię krzywdzi. Potrzebny jest też czas na poradzenie sobie z poczuciem straty - nie miłości Twojego życia, ale swoich czystych intencji i szczerego zaangażowania, które zainwestowałaś.
Przemyśl, dlaczego sama siebie przekabaciłaś na kolejne próby, choć w głowie Ci już huczało od alarmów.
Trzymam kciuki

230

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu
marzimagia napisał/a:

przede wszystkim ze da wlasnemu synowi zyc swoim zyciem i nie bedzie sie wp....c do jego zycia.
jak widac ma zdecydowany wplyw na to co sie dzieje... temat zostal zapewne naswietlony mu odpowiednio przez nia. Chlop 34 lata, z dzieckiem..... patrzacy na opinie rodzicow.... i w tym wszystkim ja, ktora pokochala go, chciala nauczyc zycia, zmienic. Tymczasem sama stalam sie wrakiem.

Marzimaga, wiele razy pytałaś, czy Wasz związek naprawdę nie miał sensu. Myślę, że tu sama sobie odp . ,,Chciałaś go zmienić, nauczyć życia...."
On też ciągle Cię zmieniał, chciał, żebyś mu się podporządkowała. Nie można zmienić człowieka. On sam może się zmienić jesli tego będzie chciał.
Wy obydwoje chcieliście się zmieniać, a więc nie byliście dla siebie takimi wymarzonymi osobami. Bo jeśli się spotyka taka osobę, to się jej nie chce zmieniać, bo się jest nią zachwyconym. Owszem, po czasie wychodzą wady, ale jeśli zalety przeważają nad wadami, to się  po prostu wady  akceptuje, bo nie istnieją ludzie bez wad. Jeśli facet nie zakręca pasty do zębów, jeśli rozrzuca po domu ciuchy-- irytujące to jest, ale nie rzucisz kogoś z tego powodu, jeśli wiesz, że Cię kocha, szanuje i zawsze za Tobą murem stanie.

231

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Jestem zodiakalnym Rakiem. Prawda jest ze jestem konsekwentna i stanowcza. W zyciu, poza uczuciami. Jak tylko wchodza w gre uczucia, czy to do faceta, czy to bliskich mi osob- rodzina, jestem dupa wolowa. I ten przyklad najlepiej to obrazuje. Taka strasznie stanowcza a chlop wlazl mi na glowe. I to nie bylo tak ze ja nie widzialam jego zlych zachowan i od razu widzialam wine swoja nawet jesli wyciagalam do niego reke. Pametam kiedy taka sytuacje- mial do mnie przyjechac, wyszlam wczesniej z pracy. Poniewaz dobrze gotuje i lubie to, postanowilam zrobic romantyczna kolacje. Grzebalam sie z tym..... przystawka, danie glowne, deser, przystroic stol, swiece, szmery bajery. Przyjechal, byl zaskoczony ale pozytywnie. Zjedlismy i polozylismy sie na chwile. Ja po takim pracowitym popoludniu i najedzona nawet nie wiem kiedy zasnelam. A on co? awantura! Ze jak to, romantyczna kolacja bez sexu? to rownie dobrze moglam nic nie robic, bo tylko zaostrzylam apetyt i co?! nic?! no wiec w pierwszym odruchu powiedzialam mu ze jest pojebany i nawet nie potrafi docenic tego co zrobilam dla niego, liczy sie to ze nie bylo jak on chcial! no ale skoro klocil sie ze mna caly weekend o to, to w niedziele (kolacja byla w piatek) zaczelam sie faktycznie zastanawiac... moze on ma racje????moze cos zrobilam zle.... rozumiecie? w pierwszym odruchu widzialam ze cos z nim nie tak, ale jak ktos ciagle ci powtarza ze jestes ta zla to w koncu w to uwierzysz.
I takich sytuacji, w takim schemacie bylo pelnoooo.....
A co do mamusi- on jej nie pozwalal sie wtracac. Albo inaczej- nie rozmawial z nia na tematy prywatne. Byl skryty i wiele razy mi sie zalila ze nie moze z nim porozmawiac (czytaj uzyskac informacji jakich potrzebuje, najlepiej wszystkich wlacznie z tym jak mu ze mna w lozku). kiedy bylo jeszcze miedzy nami 'dobrze' mowila- ze ona tylko ze mna moze sobie porozmawiac. Jasne- bo ja jak zadala mi pytanie co dalej zamierzacie? czy szukasz pracy tutaj? nie moglam powiedziec nie bede z pania na ten temat rozmawiac i wstac od stolu. Przeciez wyszloby ze jestem niewychowana, arogancka i beszczelna. A on tak wlasnie robil. Ale wiele razy tez mowiam mu zeby powiedzial mamie zeby ta zajela sie swoim zyciem.. robil to, po czym ona przyletywala do mnie i mowila ze ona to w trosce wszystko...
A ojciec tez sie wpieprzal- jak dziecko ubrales? czemu takie spodnie, czemu srakie, czemu tak ostrzyzony. I to mnie meeeeeeeeeeeeeeeeega irytowalo. I o to tez sie klocilam, mowiac- powiedz mu ze to twoje dziecko, twoja sprawa i bedzie robil tak jak TY uwazasz! No ale wowczas slyszalam ze przeciez on nie chce zle itd. Bal sie mu sprzeciwic zeby znow nie zaczal go wywalac z roboty, zeby bylo mniej stresu (ciekawe dla kogo?)
A z codziennymi obowiazkami- nie zaniedbuje sie. Nie jest tak ze zaszylam sie w domu, nigdzie nie wychodze i dzien w dzien rycze. Chodze do pracy,dbam o swoj wyglad zewnetrzny (ale napewno nie z takim zapalem jak kiedys) od czasu do czasu ide do kolezanki, zakupy itd. Ale nie czerpie z tego zadnej przyjemnosci, albo minimalna. Ciagle gdzies mysli kraza wokol jednego.
Wczoraj kiedy siedzialam sama w mieszkaniu- pomyslalam wejde na czat, spotkam sie z kims, rozerwe sie. A zaraz pozniej? po co? zeby sie rozczarowac i poczucie zawiedzenia swiatem bylo podwojne/ potrojne. pozniej stwierdzilam ze chyba nie jestem jeszcze na to gotowa.Ciagle myslami jestem przy nim. Oczywiscie staram sie wypierac te mysli, raz sie uda az nie. Mysle- odkad dostal paszporty+ pierscionek zamilkl. Dostal to co chcial, nie pisze mi sms ze mu zle, ciezko itd. Pewnie sie juz pocieszyl i nowa panne obraca....

232

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Jeszcze jedno pytanie z mojej strony- myslicie ze taka osoba jak moj ex zawsze, w kazdym kolejnym zwiazku bedzie staral sie podporzadkowywac druga strone swoim potrzebom? taki to juz typ, schemat dzialania? Czy raczej jest to kwestia odpowiedniej osoby dla ktorej sie zmieni, zmieni swoje podejscie, czy moze kwestia osoby ktora bedzie w stanie to zaakceptowac?

233

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu
marzimagia napisał/a:

Jeszcze jedno pytanie z mojej strony- myslicie ze taka osoba jak moj ex zawsze, w kazdym kolejnym zwiazku bedzie staral sie podporzadkowywac druga strone swoim potrzebom? taki to juz typ, schemat dzialania? Czy raczej jest to kwestia odpowiedniej osoby dla ktorej sie zmieni, zmieni swoje podejscie, czy moze kwestia osoby ktora bedzie w stanie to zaakceptowac?

Nie wiem tego, bo go nie znam, a czytałam jedynie Twoje opisy Waszego związku.
I nawet gdybym znała odpowiedź na to pytanie - to jakie to ma w tej chwili znaczenie ?!

To co się dzieje teraz z Tobą to TWOJE życie.
Oś Twojego życia jest tutaj, Ty nią jesteś - a u Ciebie Marzi jest jakieś chorobliwe przeniesienie ośrodka życia na niego.
Nie jesteście razem, ba ! facet od czasu przypomnienia się o zwrot paszportu i pierścionka napisał jednego głupiego sms-a - a u Ciebie Marzi nic innego, tylko: ON, JEGO, JEMU, dla NIEGO.
No sama powiedz, co Ciebie to obchodzi, jaki on będzie dla innej kobiety ?
Czy to coś wnosi konstruktywnego do Twojego życia ? Czy taka wiedza wpłynie jakkolwiek na Twoją sytuację ?
To nie ma żadnego, najmniejszego nawet znaczenia jak on będzie traktował inne kobiety.

Między Wami jest "game over" i tak naprawdę oprócz bolesnych przeżyć, nie ma jego już w Twoim życiu.
Nie stawiaj go na piedestale.
Nie pozwól mu zawładnąć sobą bez końca, bo oszalejesz, a przynajmniej zmarnujesz na niego wiele pięknych, cennych lat swojego życia.

234

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Isabelle- ja to wszystko wiem, rozumiem, ale serce niestety nadal mi krwai. Wczoraj na noc zaprosilam do siebie kolezanke, siedzialysmy, rozmawialysmy dzis rano pojechala do siebie. Taka straszna pustka mnie ogarnela..Moj telefon milczy od wielu tygodni. Jedyne sms jakie dostaje to te z CCC o promocjach. Znow jakies przygnebienie, tesknota za wspolnymi chwilami. Ja chce do niego, przeciez bylo nam tak dobrze razem, nikt inny jak on nie umial mnie pocieszyc. Chce wziaz za telefon zadzwonic, a wiem ze nie moge tego zrobic, bo przeciez on nie szuka ze mna zadnego!!! kontaktu:( Nie cieszy mnie pogoda. Wyszlam dzis na spacer, dookola pary, ja oczywiscie sama ze zlamanym sercem. Nie wiem czemu tak jest- poznajesz kogos na chwile, pozniej z oczu tracisz i tylko tesknota za te chwile placisz! Po co to???????!!!!!!jak to ma sens???!!!! no i ile jeszcze???!!!! ile razy mam przez to pieklo przechodzic??

235

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu
dziwna napisał/a:
Ismena1976 napisał/a:

Tesknisz za nim czy za wyobrazeniem o nim?Pzdr.

W kazdym poście "pzdr"?? w każdym jednym????? no błagam....

Co Ci w tym przeszkadza?Nie rozsmieszaj mnie.Pzdr.pzdr.pzdr.

236

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Marzi,
Wszystko o czym piszesz, to są normalne etapy żałoby po związku.
I choćby nie wiem co, musisz je przeżyć.
No nie ma innego wyjścia. Nie da się tego procesu zatrzymać, cofnąć, czy wyciszyć.
Możesz nawet oczywiście pojechać do niego i paść mu wycieraczką do stóp .... ale nie powiedziane, że będzie chciał wytrzeć w Ciebie buty.
Wtedy będziesz się czuła o wiele gorzej.
Nie skupiaj się aż tak bardzo na świecie zewnętrznym. Pamiętaj o tym, że to co widzisz, to pozory.
Nie znasz prawdziwej istoty wszystkich napotykanych ludzi, czy zdarzeń.
Nie wiesz, czy te zakochane pary które widujesz na spacerach za rączkę to taka pełnia szczęścia, jak Ci się wydaje.
Skąd wiesz, czy się nie kłócą, nie zdradzają, i czy naprawdę są tak szczęśliwi jak Ci się wydaje, że są ?

Myślę, że nadszedł dla Ciebie czas, aby zmierzyć się z tym, co w Tobie, w środku, powodowało że on mógł zachowywać się w stosunku do Ciebie podle, a Ty na to przez długi czas pozwalałaś, a teraz jeszcze za tym tęsknisz.
Jest jakiś powód. Czas go odkryć ...

237

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Isabelle juz Ci odpowiadam dlaczego sobie na to pozwalalam- bo jestem ostatnia pierdola!!!! Dopoki imponowal mi i wszystko miedzy nami bylo ok nie bylo powodu do szukania lasek na necie, fochow, watow itd. A jak te sytuacje sie zaczely ja bylam juz na tyle 'uzalezniona', zakochana, ze kiedy po kazdej akcji wykazywal skruche, przepraszal to ja ulegalam. Bywalo ze on sam zawalil i jeszcze na dodatek udawal obrazonego, nie odzywal sie. Wtedy mysle sobie- nie no bez sensu tracic czas na takie klotnie, przeciez sie kochamy i wyciagala reke. Co dziwne to on zawsze mi wypominal ze jesli on pierwszy nie zadzwoni po klotni to ja sie nie odezwe. A to wcale nie byla prawda. Kazdy widzi to co chce widziec. Ja widze swoje bledy, niedociagniecia. Wiem ze przeszlosci nie zmienie, czasu nie cofne, ale zal jest. Byl pierwsza osoba dla ktorej bylam w stanie poswiecic wiele a nawet wiecej! A mimo wszystko nie zdecydowalam sie na przeprowadzke, mimo ze bardzo mi na nim zalezalo... intuicja? strach?a moze jednak jak powiedziala mama jego brak milosci z mojej strony wzgledem niego...

238

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Nie mogę się z tym zgodzić Kochana smile
Przeczytałam cały ten wątek i jeszcze inny założony przez Ciebie bardzo wnikliwie i uważnie.
Przenigdy nie wyciągnęłabym z Twoich wypowiedzi wniosku, że jesteś ostatnią pierdołą.

Wręcz przeciwnie, powiedziałabym, że czytam wyjątkowo samodzielną, świadomą i dojrzałą kobietę, która się po prostu nieszczęśliwie zakochała w nieodpowiednim typku ... ot co.

239

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Oj Moja Droga- bardzo Ci dziekuje za to co napisalas. Ale gdybym byla taka rozwazna, dojrzala to moze ustrzeglabym sie tego wszystkiego. Gdzie ja mialam rozum??? nie wiem....Mam rozne dni, raz lepsze raz gorsze. Wczoraj mialam taki zjaaaazd ze dramat. Nie nadawalam sie do niczego. Kilka problemow w pracy, ogolnie ciezki dzien no i sie zaczelo... ze chce do niego, przeciez on taki dobry i cudowny- zawsze przytulil pocieszyl. Myslalam zeby zadzwonic. A pozniej weszlam tutaj, przeczytalam n-ty raz to wszystko no i pomyslalam- co mi to da? co mu powiem? przeciez jestem mu zupelnie obojetna, nie pisze, nie dzwoni, jie interesuje sie mna totalnie jak sobie daje rade- nie tylko po rozstaniu, ale ogolnie w sytuacji gdzie zbieglo sie to ze smiercia dziadka. Nic!
No i ta objetnosc straaasznie boli, a z drugiej strony pokazuje ze nie ma po co sie odzywac- prawda?

240 Ostatnio edytowany przez dziwna (2015-02-25 03:41:32)

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Prawda! I odrzucaj z głowy złe myśli z całych sił... Chociażby miała skrobać podłogę szczoteczką do zębów żeby zająć myśli czymś innym. Odrzucaj je i dbaj o swój stan ducha. Przepraszam, że dzisiaj tylko tyle, ale jak nadrobię jutro trochę czasu to odpisze na wcześniejsze posty :-)

241

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

I jeszcze jedno.... Skąd jesteś jeśli wolno spytać?

242 Ostatnio edytowany przez marzimagia (2015-02-25 11:09:26)

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

No oczywiscie ze mozna- zadna tajemnica:) Jestem z Krakowa.
Zapomnialam Wam opowiedziec jednej z najwazniejszych sytuacji jaka miala miejsce tuz przed rozstaniem i ktora napewno w znacznym stopniu przyczynila sie do tego co jego matka mi nawygadywala. A wspominam o tym dlatego ze sama mam kaca moralnego, moze nie powinnam sie byla tak zachowac... Generalnie przez caly czas naszej znajomosci mialam z nia dobry kontakt. Ona generalnie sie tez wydawala nieszkodliwa. Taka ciocia dobra rada- wprawdzie do wszystkiego sie wpieprzala ale zawsze zaznaczala ze to w dobrej mierze. Na poczatku to docenialam ale z czasem zaczelo mnie to irytowac, ale to juz zupelnie inna kwestia. O oto wspomniana sytuacja.
Jak niejednokrotnie juz wspominalam moj byly prowadzil firme z ojcem- mieli razem spolke. Czas przeszly jest tutaj nie bez znaczenia. jak go poznalam prowadzili ja razem, ale odkad moj ex zaczal coraz wiecej czasu spedzac ze mna, coraz mniej poswiecac sie firmie, ojciec sie wkurzyl i go wykoleil z biznesu. Zalozyl sam wiec dzialalnosc na siebie ale dalem razem wspolpracowali- ojciec zlecal mu robote. Jak sie okazalo w mniemaniu ojca mialo to nauczyc mojego samodzielnosci, odpowiedzialnosci rozwagi i pokazac ze nie moze byc tak ze jak sie ma firme to sie zabierze gdzies (czytaj do mnie na wwekend) bo firma dziala caly czas. Poniekad jakos miala to byc kara/ pouczenie dla niego??? no dziwny sposob. W kazdym badz razie miesiac przed swietami ojciec dal mu jakies dokumenty do podpisu. Poniewaz niejednokrotnie ojciec pokazal ze nie ma skrupolow i w zasadzie takie dokumenty i ich podpisanie moga oznaczac klopoty dla mojego przed faktycznym ich podpisaniem chcial sie skonsutlowac z kims czy ma to robic czy nie. Ja to wszystko rozumiem. Cala sytuacja miala miejsce w czwartek. Ojciec w pon chcial miec podpisane dokumenty na biurku. W czwartek rozmawialismy o tym przez tel. powiedzialam ze w weekend na spokojnie jak sie zobaczymy przejrzymy to przedyskutujemy i zadecydujemmy co zrobic. W piatek po pracy przyjechalam do niego. W ogole nie bylo na ten temat rozmowy. W sobote moj byl w pracy. Okolo 15 dzwoni do mnie i mowi ze zaprosil swoja mame zeby ta doradzila mu co ma zrobic. No poczulam sie zepchnieta na drugi plan. mysle sobie- skoro mamusia ma ci doradzac to ok. Zabolalo mnie to. Bo uwazam ze mogl zadzwonic i powiedziec- kochanie chcialbym zebysmy przepatrzyli te dokumenty, zaprosilbym moze tez mame zawsze to lepiej jak wiecej osob przejrzy. No cokolwiek! A on w zasadzie zaprosil zeby mama mu doradzila. No wiec kiedy ta faktycznie przyszla ja sie przywitalam z nia i poszlam do pokoju obok ogladac tv. skoro tak mieli sie naradzac...... tak sie akurat zlozylo ze w  ten dzien mialam okres i strasznie bolal mnie brzuch. Moj ex widzac ze poszlam sie polzoyc a nie siedziec z nimi przy stole i debatowac oschlym tonem zapytal z sasiedniego pokoju gdzie siedzieli- a ty nawet tutaj nie przyjdziesz??!!! na co ja odpowiedzialam- zaprosiles mame zeby ci pomogla, to sie naradzajcie, nie bede wam przeszkadzac. On cos tak jeszcze zaczal sie burzyc, oczywiscie przy niej. W efekcie mama powiedziala- daj spokoj, widac nie wszystkich to interesuje i dotyczy (czytaj mnie). Naradzili sie, ona wziela go do swojej jakies znajomej ktora powiedziala czy to podpisywac czy nie. Pzoniej wieczorem kiedy bylysmy sami sie zaczelo....- jak ty sie moglas tak zachowac, zlekcewazyc moja mame? Ona przyszla NAM pomoc, a ty sie nawet z lozka nie ruszylas i jescze fochy masz! Na co ja mu odpowiedzialam, ze ta sytuacja zostala rozdmuchana przez niego. Gdyby nie jego zachowanie juz przy niej, kiedy ostentacyjnie zapytywal czy nie przyjde, ze tak bede lezec, nawet by nie zauwazyla ze cos jest nie tak. Ja sie z nia przywitalam jak weszla do mieszkania, po czym poszlam do drugiego pokoju. Rownie dobrze mogla by uznac, ze syn ja zaprosil zeby mu doradzac, siedza i radza, tyle. Ale on swoim zachowaniem ewidetnie zwrocil jej uwage, ze cos jest nie tak. Pozatym powiedzialam mu, ze gdyby chcial to sam nawet moglby mnie wytlumaczyc typu- moja boli brzuch, odpoczywa w drugim pokoju i bylo by ok. Ale po co??? No i sam fakt tego, ze zaprosil sobie ja na cialo doradcze, wczesniej tej NASZEJ sprawy nie dysktujuac ze mna.... No a pozniej pretensje ze jak ja sie zachowalam! W kazdym badz razie tak mi nagadal ze sobie mysle- moze faktycznie zle zrobilam, zlekcewazylam, ponizylam..... Uznalam ze ja przeprosze. Kiedy sie nastepny razem widzialysmy(bylo to juz po swietach, po smierci dziadka) powiedzialam ze chce wrocic do ostatniej syuacji jaka miala miejsce, ze nie bylo moim celem ponizenie jej ani upokorzenie. Powiedzialam ze zle sie czulam dlatego poszlam do innego pokoju i nie chcialam z nimi siedziec, zwlaszcza ze oboje sie mieli sie doradzac, ale jesli poczula sie zlekcewazona to ja przepraszam.
Na co ona- ostatnia sytuacja uswiadomila mi jaka jestes naprawde! niewazne gdzie jestes, u kogo zachowasz sie tak jak ci pasuje nie zwazajac na nic! To prawda poczulam sie zle i tak jak kiedys bylam na ciebie otwarta i zawsze bylam za toba tak przestalam byc! staralam sie rozumiec ciebie, twoje racje, argumenty. Wiele razem rozmawialysmy i mam w glowie wiele zdan ktore powiedzialas. Ja nie wiem czy ty sobie chcialas go wychowac tak jak ci pasuje czy o co chodzi?!! I kim ty dla niego jestes?- dziwczyna na wekendy? kochanka?? Jemu napewno nie o to chodzilo. Wiesz ze jesr dziecko i trzeba mu stworzyc dom a ty w ogole o tym nie msylisz. Zabierzesz sie do krakowa i tyle sie interesujesz co tutaj sie dzieje itd itd..... no ulalo jej sie, ulalo.....Smierc dziadka mocno mnie przybila, kazdy to widzial, nawet  w pracy. Nie uslyszalam od niej chociaz glupiego - bardzo mi przykro, wspolczuje. Byla zla i zawiedziona na moje zachowanie i dala temu wyraz. Co smieszne, kiedys tez sie wtracala do nas, pouczala i ja nie wytrzymalam i powiedzialam ze ciagle to ja jestem osoba ktora musi tego sluchac, zbierac jej wywody itd i ze jest mi przykro z tego powodu ze ciagle to wisi na mnie. Na co ona mi mowi ze ona nie chce dla nas zle, ze sie martwi bo szkoda mnie i jego , naszego czasu i w ogole to ona mnie KOCHA!!!!!! no to wlasnie dala wyraz na koniec tej milosci wielkiej:(:(:(:(
No a ja do dzis mam kaca moralnego czy tak strasznie zle postapilam?? pozatym mam wrazenie ze moj dolal tylko oliwy do ognia swoim zachowaniem kiedy ona juz byla....i tez nie zachowal sie fair tak zebym ja czula sie z tym fajnie. Ale kiedy to wszystko mu powiedzialam uslyszalam- no tak, bo ksiezniczke trzeba osobno zaprosic, zapytac o zgode itd. Przeciez to bylo jasne ze on chce abym tam byla, ale zamiast 3 razy mowic z osobna kazdej o co chodzi zaprosil ja zeby powiedziec to raz i podjac decyzje. Zebby bylo jasne, ja absolutnie nie mam ZADNEJ pretensji ze ja o to poprosil, chodzi o fakt w jaki sposob sie to odbylo. No a kiedy sie klocilismy o ta sytuacje powiedzial tez- a ty co mi doradzisz? zaprowadzilabys mnie do jakiegos adwokata tak jak ona??? ona ma znajomych duzo ktorzy jak widzisz mi pomogli, a ty co bys zrobila??? wszystko ok, ale skoro tak to po cholere w takim razie mialam tam byc??? najpierw ustalamy ze bedziemy sie naradzac sami, pozniej zaprasza mame, ja czuje sie odepchnieta i nie jestem z nimi, ma o to waty, po czym jest klotnia i mi mowi a co ty bys mi pomogla??? no to po cholere sie wscieka jak z nimi nie siedzialam przy stole????co myslicie?

243

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

W Twojej obecnej sytuacji to wszystko NIE MA JUŻ ŻADNEGO znaczenia przecież .....

244

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Tak nie ma, nic to nie zmieni. Ale mnie samej jest z tym zle. Nie lubie miec poczucia ze wobec kogos bylam nie fair/ podla zwlaszcza jezeli ktos nie jest niczemu winny. Tutaj poniekad tak bylo. Oberwalo sie komus za kogos i z tego wlasnie powodu jest mi zle, dlatego prosze o obiektywna opinie co myslicie????

245

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu
marzimagia napisał/a:

Tak nie ma, nic to nie zmieni. Ale mnie samej jest z tym zle. Nie lubie miec poczucia ze wobec kogos bylam nie fair/ podla zwlaszcza jezeli ktos nie jest niczemu winny. Tutaj poniekad tak bylo. Oberwalo sie komus za kogos i z tego wlasnie powodu jest mi zle, dlatego prosze o obiektywna opinie co myslicie????

to co Ty tu uprawiasz to jest wampiryzm.Meczysz innych pytajac w kolko o to samo,nie wyciagajac przy tym zadnych wnioskow.dziwie,sie niektorym kolezankom,ze maja jeszcze cierpliwosc.Pzdr.

246

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu
marzimagia napisał/a:

Tak nie ma, nic to nie zmieni. Ale mnie samej jest z tym zle. Nie lubie miec poczucia ze wobec kogos bylam nie fair/ podla zwlaszcza jezeli ktos nie jest niczemu winny. Tutaj poniekad tak bylo. Oberwalo sie komus za kogos i z tego wlasnie powodu jest mi zle, dlatego prosze o obiektywna opinie co myslicie????

Myślimy, że to NAPRAWDE NIE MA ŻADNEGO ZNACZENIA w sytuacji w jakiej jesteś teraz ....
Po co się katujesz ciągłym i drobiazgowym roztrzasaniem tego ?
Czy to sprawia, ze czujesz się lepiej ??

247

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Chyba każdy ma jakieś wspomnienia, z których nie jest szczególnie dumny, ale po co to roztrząsać?
Było, minęło, koniec, kropka. Wyciągnąć wnioski i zapomnieć

248 Ostatnio edytowany przez marzimagia (2015-02-26 21:46:20)

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

wnioski???? adekwatnie do tej sytuacji nie nasuwa mi sie zaden- pozatym zeby czasem zrobic dobra mine do zlej gry- aby wszyscy byli szczesliwi- no prawie wszyscy....
odpowiadajac Isabelle- czy jest mi lepiej?- wogole nie jest mi latwo. Od ponad miesiaca zle sypiam i nie ma dnia zebym nie myslala. Oczywiscie ten zal i bol ktory czulam na poczatku jest ciut mniejszy. Doszlo do mnie ze to koniec, nic sie nie zmieni, ze nie bedzie walczyl itd. moj telefon milczy juz od bardzo dawna. nie znaczy to jednak ze nie boli, nie tesknie, nie brakuje itd:(

249

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Oczywiście, że nie jest Ci łatwo Kochana, i ja to doskonale rozumiem.
Jednak uporczywe roztrzasanie wszystkiego w najdrobniejszych szczegółach, wciąż od początku i mielenie w kółko tych samych rzeczy - to sprawia, że czujesz się jeszcze gorzej.
Nie musisz sobie tego robić.
Potrzebna jest Ci niewielka samo dyscyplina, żeby chęć grzebania w przeszłości odsunąć od siebie, kiedy przychodzi.
Inaczej zostaniesz w miejscu w którym jesteś na bardzo, bardzo długo.
Żyjąc ciągle przeszłością nie masz kontaktu z rzeczywistością, a to właśnie tu i teraz płynie właściwy nurt Twojego życia.
Na to co było, nie masz i nigdy nie będziesz miała już wpływu.
NIGDY.
Masz jednak wpływ na teraźniejszość i na przyszłość.
Nie zmarnuj tego, ani nie przegap, bezustannie rozmyślając o tym co to kto powiedział, jak spojrzał, jak drzwi otworzył, jak usiadł a jak wstał ....
To droga donikąd.
A jeśli jest w stanie do czegokolwiek Cię zaprowadzić, to tylko i wyłącznie do jeszcze gorszego samopoczucia.
Nie musisz sobie tego fundowac ....

250

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

POMOZCIE JAK WYJSC Z MALZENSTWA TOKSYCZNEGO JESTESMY JUZ 7 LAT, OD 2 NIE MEISZKAMY RAZEM MOJ DUZO MLODSZY MAZ WYPROWADZIŁ SIE DO MAMUSI MA 35 LAT KIEROWNICZE STANOWISKO W PRACY,A W ZYCIU OSOBISTYM JEST KLAMCĄ UWIKLANYM W KREDYTY NA SWOJE GADZETY TELEFONY, BYC Z NAMI NIE CHCE BO MOWI ZE NIE CHCE GO ZAEMELDOWAC I BOI SIE BYC WYRZUCONY NA BRUK,KASY ODDAWAC NEI CHCE JAK NA POCZATKU MALZENSTWA BO BEDZIE ODE MNEI ZALEZNY TAK SOBIE WMAWIA, DZIECKIEM SIE NIE INTERESUJE BO ZASLANIA SIE PRACA ZAWODOWA, ZA TO CODZIENNIE PRZYJEZDZA PO PRACY JEDZIE DO MATKI ZJE OBIAD KTORY TAM NA NIEGO CZEKA, POTEM KUPUJE SOBIE TRZY PIWA WYPIJA JE DZIEN W DZIEN I PRZYJEZDZA DO NAS POKONUJAC DZIEN W DZIEN AUTKIEM 50KM TYLKO PO TO BY MNIE BZYKNAC CZASEM KIEDY TO ON MA CHEC LUB WIDZIEC SIE Z DZIECKIEM, BO MATKA BABCIA NASZEGO DZIECKA JEST .....WYKROPKOWALAM BRAKUJE MI OKRESLENIA NIE KOCHA TEGO DZIECKA POWIEDZIAL MI KIEDYS MAZ NIE MA SERCA WNERWIA JA DZIECKO ZE PRZESUNIE JEJ JAKAS RZECZ W DOMU, DWA LATA POZWALAM BY CIAGNAL SIE TEN KOSZMAR, MAZ OBIECUJE ZE DO NAS WROCI ZWIEZIE RZECZY BEDZIE PRZELEWAŁ PIENIADZE ŁOZYŁ NA RODZINE WSPIERAŁ MNIE POMAGAL, PO CZYM JAK DOSTANIE SEKSU ZMIENAI ZDANIE I MOWI WRACAJMY DO SIEBIE POWOLI, WIEM ZE GRA NA MOICH EMOCJACH DZIECKO ZARAZ IDZIE DO 1 KLASY I NIE WIE CZY DZIS TATUS WROCI DO DOMU CZY NIE
JEST KTOS KTO JEST W STANIE MI POMOC??? JAK BYC SILNA JAK NIE DAWAC PUPY JAK NIE WPUSZCZAC DO DOMU JESTEM PSYCHICZNIE ZDEMOLOWANA

251

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Po pierwsze Michalino, wyłącznie Caps Lock kiedy piszesz.
A po drugie, proszę, załóż własny osobny wątek.
W ten sposób łatwiej będzie wszystkim wypowiadać się i radzić Ci, bez pomieszania Twoich problemów z kłopotami Marzimagii, która w tym wątku opisuje swoje perypetie ...

252

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Droga Isabelle- zyje (a przynajmniej mocno sie staram zyc) normalnie. Usmiecham sie, zagaduje do ludzi w pracy. Ale przychodza rozne chwile...po pracy najczesciej zostaje sama, przychodze do mieszkania i niekoniecznie mam co ze soba zrobic. Z drugiej strony nie mam tez- poki co-ochoty na wychodzenie gdziekolwiek. Jesli kolezanka mnie czasem wyciagnie, ok. Sama jednak nie mam jakiegos parcia na to, pomijajac tez fakt ze kompanow do takich wypadow jest coraz mniej. W jednym z postow 'wyszka' napisala zebym nie rozpaczala za stracona miloscia bo to nie to..... w tym momencie przychodzi mi do glowy pytanie czy w ogole dostapie takiego zaszczytu... napewno nie jestem ani pierwsza, ani ostatnia osoba ktorej cos sie posypalo... swiadomosc jednak ze jestem sama (nie moge np. pojechac do rodzicow na wekend oderwac mysli itd) dodatkowo mnie dobija. Chcialam tylko zeby ktos mnie mna zaopiekowal.... i myslalam ze on ta osoba bedzie.
Napewno kiedys tez przezylas zawod milosny- wierzysz ze wszystko jest po cos? ma jakis sens ktorego teraz jeszcze moge nie rozumiec??

253

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

W moim przypadku miało sens.
Przeżyłam dwa bardzo bolesne rozstania ...
Wierzę w to, że w życiu nie ma przypadków, i że są ZNAKI.
Bo się o tym przekonałam na własnej skórze.

254

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

No wlasnie- ja wlasnie przezywam swoje drugie.. teoretycznie powinno byc latwiej- znam ten bol, jestem starsza, rozsadniejsza, mam nadzieje ze tez madrzejsza. A tu guzik! Boli jak jasna cholera! zawiedzione nadzieje, zaczynanie wszystkiego od poczatku, jedna wielka niewiadoma co dalej jak to bedzie...? jakkolwiek nie bylo mi z bylym mielismy jakis plan na zycie. Spodziewalam sie ze 'jakos' zamieszkamy razem, bedziemy miec dzieci itd. Oczywiscie przychodzilo mi czasem przez mysl czy jest sens powolywania na swiat istoty zeby wychowywala sie w takiej stmosferze, ale jakkowiek by nie powiedziec mialam jakis puknt zaczepienia. 31 lat na karku.....i znowu od zera-...:(

255

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Może były momenty w których przesadziłaś.. być może ich nie było... Są osoby które stwierdzą, że przesadziłaś i takie które powiedzą, że się dziubdziusiowi należało. Ale to jest nasza subiektywna opinia, sama musisz być pewna tego co robisz! A nie, ze nagle czyjaś mamuśka zaczyna oceniać Twoje zachowanie a Ty zaprzątasz sobie jedna sprawą głowie nie wiadomo ile czasu. To Ci jest zupełnie niepotrzebne. To przeszłość, której nie zmienisz..wiec jak żałujesz czegoś co zrobiłaś to nic tylko wyciągnąć wnioski i odrzucać złe myśli od siebie..albo iść się ukrzyżować, ew. się powiesić tak, jak mi sugerowała pani profesor po niezdanym egzaminie:]

Pisałam wcześniej abyś teraz o siebie dbała, ale nie miałam na myśli: wstań, umyj się i nakarm kota, nie rycz.. wierze, że starasz się żyć jak każdy normalny człowiek. Chodziło mi o to być zadbała o swój stan psychiczny, teraz masz czas żeby przeanalizować siebie swoje zachowaniem, czego oczekujesz, dlaczego popełniasz błędy które prowadzą do tego że dajesz się skrzywdzić i jak żyć szczęśliwie nawet samotnie. I rycz jak ma Cie to oczyścić.. Dalej przystaje na tym że psycholog by bardzo pomógł szczególnie, że twierdzisz że jesteś sama i nie masz z kim o tym porozmawiać. Jak zadbasz o siebie i wyzbywszy się w końcu tych natarczywych myśli, gwarantuje Ci, że sama podziękujesz wać panu, że raczył zabrać swoje doopsko z Twojego życia i pozwolił Ci je sobie poukładać. Wtedy sama sobie odpowiesz co miało sens.

I co to znaczy czy dostąpisz "takiego zaszczytu"? Jakiego zaszczytu? Że ktoś będzie chciał się Tobą zaopiekować? No mam nadzieję, że źle zrozumiałam.. Masz wierzyć, że to dla kogoś zaszczytem będzie wiązanie się z Tobą. Nie mówię, żebyś zgrywała wielką księżniczkę, ale żebyś uwierzyła w siebie. To co miałaś to nawet nie był związek... to nie było to... kiedy spotkasz tego właściwego, to poczujesz się lekko i nie będziesz się martwiła co jego mamusia powie i czy jakiegoś numeru znowu nie odwinie. Ale zanim to nastąpi, zadbaj o siebie.. o swój stan ducha, żeby znowu nie wdepnąć w jakieś bagno.

256

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Nie opieraj swojego szczęścia na związku. No masz lat ile masz, taka jest Twoja droga i co? Lepiej myśleć, że masz ile masz (31 to nie jest dużo, bez przesady;)) niż brnąć z całych sił do przodu i wykorzystać swój czas jak najlepiej się da?

257

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu
Ismena1976 napisał/a:
dziwna napisał/a:
Ismena1976 napisał/a:

Tesknisz za nim czy za wyobrazeniem o nim?Pzdr.

W kazdym poście "pzdr"?? w każdym jednym????? no błagam....

Co Ci w tym przeszkadza?Nie rozsmieszaj mnie.Pzdr.pzdr.pzdr.

Odnoszę wrażenie, że nawet nie wiesz co ten skrót oznacza. Razi mnie to w oczy.
Ale biorąc pod uwagę Twój "popis" w w.w poście, wole w tym momencie zakończyć temat. Wydaje mi się, ze jakiekolwiek dalsze dyskusje byłby tu bezproduktywne.

Mam nadzieję, że Autorka się nie obrazi za wyrażenie zdania na inny temat w tym wątku:)

258

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Starsi ludzie od Ciebie odnajdują miłość:) Czasem trzeba zacząć wszystko "od zera" żeby pewne rzeczy zrozumieć, docenić, zmienić. Czasami dostajemy tak bolesną szansę tylko po to by w końcu zbudować coś pięknego:) Też jestem po trudnym rozstaniu, wspólne mieszkanie, wyznaczona data ślubu, plany na przyszłość i myśli o dziecku, ale stało się inaczej. Mój związek był chory i nawet gdyby był ślub to by się rozpadł. Musiałam dostać tak mocnego kopa w dupę (opisywałam moją historię w innych wątkach) żeby dać sobie samej szansę na coś lepszego. U Ciebie jest tak samo. Zasługujesz na coś więcej, a czemu tak boli? Bo ból uszlachetnia i pozwala docenić to co nas spotka w przyszłości oraz dzięki niemu unikamy błędów z przeszłości. Uszy do góry!!!

259

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Rozumiem twój smutek. Sama jestem w twoim wieku i rozpada mi się drugi poważny związek z kolei. Boli jak cholera. Ale gdy czytam twój post to własnie mam wielką ochotę napisac Ci, że jeżeli chcesz być z kimś w przyszłości, mieć szczęśliwy związek i dzieci to będziesz to miała. Niektórzy piszą, że swoje szczęście opierasz na związku. Ale dla mnie to bardzo naturalna rzecz. Chęć posiadania rodziny, bycie z kimś to jest nasza natura i dla mnie jest to normlana potrzeba. Niektórzy mogą być szczęśliwi bez związku, a niektórzy wlaśnie tylko tego potrzebują do szczęścia. Ja cię rozumiem.
Rozumiem twój ból po rozstaniu. Może Cię to trochę pocieszy, ale wyobraź sobie, że za 3 miesiące będziesz się czuła znacznie lepiej. Może za 5 miesięcy będziesz już na tyle silna by zacząć spotykać się z kimś innym. Ważne żebyś miała teraz przyjaciół koło siebie, rodzinę.
Piszesz też, że mężczyźni rozkochują się w Tobie bez pamięci a potem jakoś uczucie gaśnie. Mam to samo. Najpierw szaleją za mną a potem odchodzą bo ze mną nie wytrzymują ( być może dlatego, że jestem osobą która nie da się podporządkować, a partnerzy moi chcą być dominujący). Ja kiedyś miałam bardzo silny syndrom ofiary, może jeszcze gdzieś to we mnie siedzi i może osoby z którymi byłam wybierali mnie dlatego bo myśleli, że da rady mną sterować, że dam się podporządkować tak samo jak miałam te 18-20 lat. A ja teraz jasno mówię o swoich oczekiwaniach, mówię co mi się podoba a co nie i oni tego nie potrafią ogarnąć, może dlatego odchodzą. Może masz podobnie...

Może też są pewne rzeczy które musisz w sobie przepracować by wybierać odpowiednich facetów i ich przyciągać. Bo ten o którym piszesz, no to nie za bardzo nadawał się do stworzenia dojrzałego związku.
Może chciałabyś przejść przez ustawienia rodzinne albo jakąś terapię?

260

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

martyna83 - ewidentnie nie przeczytałaś wszystkich postów w tym wątku. Napisałam jakiś czas temu, że NIKT nie jest stworzony do życia w samotności (nawet tzw typy samotnika). Ale bardzo nie mądre jest twierdzenie, że do szczęścia potrzeba faceta.. bo jak nie ma tego faceta to co? rzucić się z mostu czy na pierwszego lepszego napotkanego na ulicy? Jaki sens miałoby życie gdyby nie było ani odrobiny szczęścia bo np nie ma tego wymarzonego księcia z bajki? Sęk w tym, żeby czuć szczęście i spokój wewnętrzny nawet jak nie jest wszystko po naszej myśli, a kiedy przyjdzie moment to Autorka spotka w życiu kogoś odpowiedniego dla niej. Ważne jest teraz, aby teraz nabrała sił i nie poddawała się natarczywym myślom o byłym..

Posty [ 196 do 260 z 652 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 … 11 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026