netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

pomocy- nie daje rady po rozstaniu

651 odpowiedzi67 251 wyświetleńzałożony przez marzimagia, 01.02.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 … 11 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 195 z 652 ]

131

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu
marzimagia napisał/a:

Marmolada- wlasnie tutaj, przy Was szukam pocieszenia, wsparcia. Wiem ze czasami nie macie juz do mnie sily (Ismenie dzisiaj to juz chyba naprawde sie cisnienie podnioslo, albo poczula bezradnosc bo ma do czynienia z nieuleczalnym przypadkiem). Wiem ze ciagle walkujemy temat, ale pomaga mi to, pomaga mi rozmowa tutaj i naprawde doceniam to ze odpisujecie, wspieracie i jestescie.

Ismena zyje...wlasnie sie usmiechnelam.rozumiem stany przez,ktore przechodzisz .I nie mam o to do ciebie pretensji.Ale o to,ze sie plawisz w cierpieniu-tak.przez kogo Ty cierpisz?ON cie mial totalnie w d....czy ktos ,kto ma nas w tym miejscu szanownym ,zasluguje na nasza jedna chocby mysl?Masz siebie,zajmij sie soba.a dziwaka zostaw w spokoju.Pzdr.

132

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Hmm.... no to moze jeszcze nie jest ze mna tak zle. Jak za miesiac bede dalej non stop o tym mowic i rozkminiac nakrzyczcie na mnie, a najlepiej od razu przejdzcie do rekoczynow. A poki co pozwolcie mi jeszcze przetrawic jakos to wszystko. Chyba potrzebuje zapewnien ze to naprawde nie mialo sensu. Wiem mowilyscie to tryzylion razy. Ale wkoncu i to moze do mnie dotrze.
Plany-Moje?? no wlasnie poki co zadnych. widzialam ze ma byc ladna pogoda, wiec moze spacer w ciagu dnia. Wieczor pewnie spedze przed kompem- moze w Waszym towarzystwie:) a Wasze?

133

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu
marzimagia napisał/a:

Hmm.... no to moze jeszcze nie jest ze mna tak zle. Jak za miesiac bede dalej non stop o tym mowic i rozkminiac nakrzyczcie na mnie, a najlepiej od razu przejdzcie do rekoczynow. A poki co pozwolcie mi jeszcze przetrawic jakos to wszystko. Chyba potrzebuje zapewnien ze to naprawde nie mialo sensu. Wiem mowilyscie to tryzylion razy. Ale wkoncu i to moze do mnie dotrze.
Plany-Moje?? no wlasnie poki co zadnych. widzialam ze ma byc ladna pogoda, wiec moze spacer w ciagu dnia. Wieczor pewnie spedze przed kompem- moze w Waszym towarzystwie:) a Wasze?

nie,nie ,moja droga...Nie jest z Toba za wesolo.wizyta u terapeuty jest u Ciebie konieczna.Pzdr.

134

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Tak? to skoro rozumiesz moje stany rozumiem ze sama przez to przechodzilas. Co w takim razie uwazasz za zdrowy objaw? Albo inaczej. Opowiedz jak ty sobie radzilas, co przezywalas i jak przetrwalas i wyszlas na prosta. Bo zakladam ze tak sie stalo, skoro masz sile i energie sluchac i pomagac innym.

135

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu
marzimagia napisał/a:

Tak? to skoro rozumiesz moje stany rozumiem ze sama przez to przechodzilas. Co w takim razie uwazasz za zdrowy objaw? Albo inaczej. Opowiedz jak ty sobie radzilas, co przezywalas i jak przetrwalas i wyszlas na prosta. Bo zakladam ze tak sie stalo, skoro masz sile i energie sluchac i pomagac innym.

Ja juz o tym nie pisze...to mi szkodzi na zdrowie.Ja juz przechodze inny etap.Poczytaj sobie moje watki w dziale "Zdrady,rozstania"pt "ON bedzie mial dziecko z inna!" i w dziale Psychologia_"Psychopaci sa wsrod nas!">Pzdr.

136

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Nooo z samych tytulow juz wiele sie domyslam. Mysle ze rozumiesz moje stany lepiej niz ktokolwiek. Widzisz... ty juz jestes poza tym, przeszlam etap prze ktory ja przechodze teraz. Dla ciebie pewne rzeczy sa oczywiste bo wyciagnelas wnioski, znasz pewne zachowania i wiesz co moga za soba niesc. Ja jeszcze do tego nie doszlam, ale spokojnie- musze samej sobie dac szanse:) Ale poki co potrzebuje slyszec ze to dziad, mial mnie w dupie i moje potrzeby. Chyba tak sie sama zatracilam w tym zwiazku i tak mam sprany mozg ze sama nie wiem co jest czarne a co biale.

137

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Ismena dobrze prawi, że potrzebujesz pomocy również w realu.

Jedną rzeczą jest, że facet z którym byłaś to dziad i egoista i to należy do niego, a kompletne inną rzeczą należącą do Ciebie jest to :

- dlaczego się z nim związałaś,
- dlaczego nie stawiałaś granic,
- dlaczego nie egzekwowałaś granic, które postawiłaś,
- dlaczego zignorowałaś niepokojące sygnały na początku znajomości,
- dlaczego brnęłaś w to pomimo braku szacunku z jego strony,
- dlaczego tak się zatraciłaś, itd

Odpowiedzi tkwią zakopane w Twojej podświadomości a dobry terapeuta, może pomóc Ci je wydobyć i przepracować.

138

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Cleopatra, spiesze odpowiedziec na pytania,
1. podobal mi sie, imponowal mi swoim podejsciem do zycia, dojrzaloscia, poczuciem humoru, charakterem
2-5 to chyba mozna ujac w jedno. Granice stawialam, ale nie bylam konsekwentna w ich egzekwowaniu. Mowilam zloscilam sie, odchodzilam ale suma sumarum zawsze wracalam. Dlaczego? bo mi mimo wszystko zalezalo, bo kochalam, bo wierzylam ze sie zmieni. Proby odejscia mialy nim potrzasnac, za kazdym razem kiedy prosil o szanse staral sie, wierzylam ze teraz bedzie juz ok. Pozatym zawsze myslalam sobie- przeciez nie jest tak zle, kazdy przechodzi kryzys i my tez.Nie pije, nie bije, nie cpa,pracuje- zawsze moglo byc gorzej, i zastanawialam sie wiele razy ze o co w sumie ja sie czepiam
6. Dlaczego sie zatracilam- nie umiem znalesc odpowiedzi na to pytanie.
Czytalam wlasnie posty o toksycznych zwiazkach- w jakims stopniu widze tam siebie....

139

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Poczytaj o Kobietach Kochających Za Bardzo. To problem z samooceną, gdy uznaje się siebie za kogoś mniej wartościowego niż partner smile

140

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Wracam do Was po jednodniowej nieobecnosci liczac ze wesprzecie mnie jakos. W piatek mialam naprawde fatalny dzien, kryzys na maxa. Wtedy Ismena i marmolada i kilka innych osob dosc mocno mnie wspieralo. Pomoglo mi to. No i wyobrazcie sobie w ten sam dzien w nocy godz 24 dzwoni on... Raz drugi, 3,4... wkoncu za 5 odebralam- mysle sobie moze sie cos stalo..? odbieram i slysze ze dzwoni bo chcial mnie tylko uslyszec. Z jednej strony wyrywa sie- tez mi ciebie brakuje, a z drugiej- przeciez sam tego chciales. Rozmowa trwala minute, ale wystarczylo bym znow zaczela nad tym myslec. Uwierzcie ze po tym wszystkim przelecialo mi przez glowe  zeby nawet do niego pojechac, zobaczyc. A zaraz druga mysl- po co zeby kolejny raz sie ponizyc? przeciez z tego telefonu nic nie wynika, zadzwonil by pomoc sobie... Chyba lepiej zeby sie wcale nie odzywal, ani na gg, ani sms, ani tel moze nie mialabym wtedy zadnych zludzen. A tak wszystko wrocilo. I jak zapomniec, co robic?//

141

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Ale beznadziejny koleś. Tragedia. Spróbuj wykrzesać z siebie trochę złości na niego! Ale skąd wytrzasnęłaś takiego beznadziejnego gościa?????

142 Ostatnio edytowany przez marzimagia (2015-02-15 13:22:36)

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Marmolada czemu beznadziejny??? w sumie to ucieszylam sie ze zadzwonil, ale myslalam ze jak padlo dzwonie zeby cie uslyszec, to bedzie jakas kontynuacja a tu nic. Fakt rozmawialam dosc obojetnie, bez emocji. Moze to go zmrozilo. A moze to byl nieudolny sposob zaczecia rozmowy i czekal co wyjdzie odemnie..? nie wiem....
A ja widzisz taka d..a jestem! Moze on sie swietnie bawi,a ja przezywam. Ale jak juz bylo powiedziane. Mam w sobie jeszcze zbyt duzo emocji i uczuc do niego zeby przejsc do zlosci.
Jedynie o co prosze tutaj- utrzymujcie mnie w przekonaniu ze to nie ma sensu,zebym sie nie zlamala, zadzwonila i pojechala tam:(:( przynajmniej nie ja pierwsza.

143

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu
marzimagia napisał/a:

Marmolada czemu beznadziejny??? w sumie to ucieszylam sie ze zadzwonil, ale myslalam ze jak padlo dzwonie zeby cie uslyszec, to bedzie jakas kontynuacja a tu nic. Fakt rozmawialam dosc obojetnie, bez emocji. Moze to go zmrozilo. A moze to byl nieudolny sposob zaczecia rozmowy i czekal co wyjdzie odemnie..? nie wiem....
A ja widzisz taka d..a jestem! Moze on sie swietnie bawi,a ja przezywam. Ale jak juz bylo powiedziane. Mam w sobie jeszcze zbyt duzo emocji i uczuc do niego zeby przejsc do zlosci.
Jedynie o co prosze tutaj- utrzymujcie mnie w przekonaniu ze to nie ma sensu,zebym sie nie zlamala, zadzwonila i pojechala tam:(:( przynajmniej nie ja pierwsza.

A ja myślę, że
nieważne ile razy Ci to napiszemy, to do Ciebie to i tak nie dotrze. Ty nie co chcesz źle o nim myśleć, bo chcesz do niego wrócić.
I cały czas udajesz, że złych chwil nie było, tylko czepiasz się tych dobrych, jak tonący brzytwy.

144

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Nie do konca sie z tym zgodze. Tak jak napisalam- kiedys nie sluchalam rozumu, tylko serca. Dzis mimo tego ze serce wciaz kocha rozum mowi ze skoro tak zadecydowal, to tak ma byc. To nieprawda tez ze nie pamietam zlych chwil. Ale to wszystko jest zbyt swieze i nie potrafie od tak przestawic sie. Gdybym chwytala sie brzytwy, to pojechalabym do niego n-ty raz proszac o rozmowe, sama bym do niego dzwonila pisala itd. Nie robie tego, malo tego jak on dzwoni czy pisze nie odpowiadam. Wiec wymaga to naprawde odemnie meeeega sily, ale to tez nie znaczy ze kiedy to robi jest mi to obojetne. Napewno znow przywoluje wspomnienia, mysli po co sie odzywa, czy chce cos naprawic itd. Co do powrotu- nie zakladam tego, zwiazalam sie umowa na mieszkanie wiec powoli zaczynam organizowac zycie bez niego. Ale gdzies w glebi serca mam nadzieje ze moze jednak.... moze zawalczy. Czy wrocilabym gdyby tak zrobil- nie umiem odpowiedziec.
Tak jak napisalam- minely 3 tygodnie. Wszystko jest jeszcze dla mnie baardzo swieze. Teraz przypominam sobie dobre chwile, moze go idealizuje, mam nadieje ze za kolejne  3 zaczne dostrzegac realia i to co wy widzicie teraz a czego ja dostrzec nie potrafie bo mi zaslaniaja obraz emocje. Nie myslicie  w ten sposob????? A moze tez potrzebuje od was slyszec milion razy ze to nie ma sensu zeby wkoncu to zrozumiec. Widac taki moj urok- zniesiecie to i bedziecie mnie wspierac??

145

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

marzimagia, pogadaj sama ze sobą, ale tak szczerze
wsłuchaj się w siebie, to może jakaś cząstka Ciebie powie Ci, że to nie miało szans przetrwania......

146

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Masajka, poki co jak o tym mysle i jak napewno zauwazylas doszukuje sie bledow w swoim postepowaniu- czyli, gdybym sie tyle nie czepiala, nie byla zrzedliwa jedza,bardziej okazywala milosc byc moze byloby inaczej. Wiem... roztrzasanie teraz tego niczego dobrego nie przyniesie, ale mimo wszystko tak sie dzieje.

147

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Ale ja mam na myśli inną rozmowę, zapytaj siebie: czy byłaś z nim szczęśliwa? Czy czułaś się spełniona w tym związku? A może byłaś z nim z przyzwyczajenia? Albo ze strachu przed samotnością?

i odp SZCZERZE!!!! SOBIE!

148

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu
marzimagia napisał/a:

Marmolada czemu beznadziejny??? w sumie to ucieszylam sie ze zadzwonil,

Ręce opadają. Koleś się dowartościowuje, jedzie na Tobie jak chce. Dzwoni do Ciebie, żeby co?????? Zero klasy, burak, ćwok.

149

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Dlatego tez mimo iz to nie byl pierwszy telefon zawsze ignorowalam sms, tel. Oczywiscie nie przychodzilo mi to latwo. Teraz dzwonil pierwszy raz 5 razy pod rzad, wiec uznalam ze moze cos sie stalo dlatego odebralam no i uslyszalam ze dzwoni zeby mnie uslyszec. OK, minuta rozmowy i tyle bylo. Wiec tak naprawde nie wiem czy to byla prawda czy mial jakis cel ukryty.
Odpowiadajac masajce- napewno nie bylam ze strachu przed samotnoscia. Nie zawsze bylam z nim szczesliwa ale nie znam osoby ktora zylaby w wiecznej sielance. Mielismy i przeszlismy razem wiele- dobrych i zlych momentow. Kiedy bylo zle, robil mi przykrosc nie bylam szczesliwa. Ale kochalam go takim jakim jest. Ja tez wiele razy zaszlam mu mocno za skore i tez napewno nie byl szczesliwy z tego powodu. Czy czulam sie spelniona???? Nie zawsze.... Nie chce zebyscie mialy odbior ze ciagle bylo zle, a ja bylam zawsze pokrzywdzona i biedna. Napewno to ja wiecej musialabym zaryzykowac dla tej milosci. Fakt ciaglych klotni nie ulatwial mi decyzji... stad to wszystko.

150

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

No ale co się mogło stać? Cokolwiek by się nie stało to ten Pan nie powienien się zwracać po pomoc pod Twój adres. Nie mowię, że masz mu życzyć źle, ale jeśli Pan zachoruje na raka to to nie jest już Twoja sprawa.

Wiadomo, że związek to nie jest wieczna sielanka i spoko że było raz lepiej raz gorzej, ale to i tak nie ma już takiego wielkiego znaczenia.

151

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu
marzimagia napisał/a:

Dlatego tez mimo iz to nie byl pierwszy telefon zawsze ignorowalam sms, tel. Oczywiscie nie przychodzilo mi to latwo. Teraz dzwonil pierwszy raz 5 razy pod rzad, wiec uznalam ze moze cos sie stalo dlatego odebralam no i uslyszalam ze dzwoni zeby mnie uslyszec. OK, minuta rozmowy i tyle bylo. Wiec tak naprawde nie wiem czy to byla prawda czy mial jakis cel ukryty.
Odpowiadajac masajce- napewno nie bylam ze strachu przed samotnoscia. Nie zawsze bylam z nim szczesliwa ale nie znam osoby ktora zylaby w wiecznej sielance. Mielismy i przeszlismy razem wiele- dobrych i zlych momentow. Kiedy bylo zle, robil mi przykrosc nie bylam szczesliwa. Ale kochalam go takim jakim jest. Ja tez wiele razy zaszlam mu mocno za skore i tez napewno nie byl szczesliwy z tego powodu. Czy czulam sie spelniona???? Nie zawsze.... Nie chce zebyscie mialy odbior ze ciagle bylo zle, a ja bylam zawsze pokrzywdzona i biedna. Napewno to ja wiecej musialabym zaryzykowac dla tej milosci. Fakt ciaglych klotni nie ulatwial mi decyzji... stad to wszystko.

Zaczyna sie faza "iluzji",marzenia w stylu "co by bylo gdybysmy jednak byli razem.Ja tez nie bylam dobra...".W kolo analiza analiza....w jednym z poprzednich postow piszesz,ze chcesz sie do niego udac.Ty?????Przeciez to on Cie porzucil?I to Ty chcesz to latac?Pzdr.

152

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Witaj Ismeno- tak napisalam ze przechodza mi takie mysli (GLUPIE!) przez glowe zeby pojechac. Po tym jak w telefonie ulyszalam glos zbitego psa, ktory dzwoni zeby mnie ulyszec zrobilo mi sie go przykro. Ale staralam sie rozmawiac stanowczo i konretnie- to go zmrozilo i rozmowa szybko sie skonczyla. Ale zaraz pozniej przychodzi mi do glowy mysl- po co chcesz tam jechac? Przeciez to jest jego decyzja, on cie olal, nie chcial, obarczyl wina za swoje stosunki z ojcem- na cholere ci to?? no i zostaje w punkcie wyjscia ze nigdzie nie jade. Dzisiaj mam nawet ok samopoczucie, w duzej mierze to tez wasza zasluga. Naprawde wsparcie ktore tutaj dostaje- nie do ocenienia. Chce wierzyc ze jak juz stane na nogi bede mogla rowniez wspierac inne osoby. Mam tez nadzieje ze doly takie jak mialam w piatek beda pojawialy sie rzadziej. Ale nie bede ukrywac- wciaz to cholernie boli i nie ma godziny zebym o nim nie pomyslala. Niestety brakuje mi tej hustawki nastrojow, emocji jakkolwiek to zabrzmi.

153

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu
marzimagia napisał/a:

Niestety brakuje mi tej hustawki nastrojow, emocji jakkolwiek to zabrzmi.

Nawet nie wiesz, ale tym razem pomogłaś mnie zdefiniować, czego mi brakowało...

154

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Mam rozumiec ze teraz jestes juz wyciszona wewnetrznie i pogodzilas sie z rozstaniem?

155

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu
marzimagia napisał/a:

Mam rozumiec ze teraz jestes juz wyciszona wewnetrznie i pogodzilas sie z rozstaniem?

Za ex nie tęsknię. Tak pogodziłam się z rozstaniem.

Ale nie - nie jestem wyciszona wewnętrznie. Wciąż zmagam się sama z sobą. Ciężko radzę sobie z samotnością, tym bardziej, że jestem introwertyczna, nie dostrzegam szansy na odwrócenie trendu smile

156

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

no wlasnie... ja jeszcze nie przeszlam nawet pierwszego poziomu. Wciaz wszystko jest swieze i rozmyslam czasem ze czy aby napewno zrobilam wszystko zeby to ratowac, Czy aby nie zmarnowalam zadnej szansy... Ale w sumie slowa padly, ze to koniec mimo moich staran. Wiec co jeszcze moglabym zrobic????
Tez mi jest ciezko- od 3 lat mialam w miare "poukladane" zycie, teraz ten schemat zupelnie sie zaburzyl i zdalam sobie sprawe ze wiekszosc ludzi wokol mnie ma swoje, poukladane zycie. Tymbardziej nie jest lekko:(

157

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu
marzimagia napisał/a:

no wlasnie... ja jeszcze nie przeszlam nawet pierwszego poziomu. Wciaz wszystko jest swieze i rozmyslam czasem ze czy aby napewno zrobilam wszystko zeby to ratowac, Czy aby nie zmarnowalam zadnej szansy... Ale w sumie slowa padly, ze to koniec mimo moich staran. Wiec co jeszcze moglabym zrobic????
Tez mi jest ciezko- od 3 lat mialam w miare "poukladane" zycie, teraz ten schemat zupelnie sie zaburzyl i zdalam sobie sprawe ze wiekszosc ludzi wokol mnie ma swoje, poukladane zycie. Tymbardziej nie jest lekko:(

No baaa smile

158

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu
marzimagia napisał/a:

Niestety brakuje mi tej hustawki nastrojow, emocji jakkolwiek to zabrzmi.

Zaburzone poczucie bezpieczenstwa
rodzice chyba nie kochali jak trzeba

159

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

skoro juz wywolales temat- rodzicow stracilam bardzo wczesnie. Od 13 lat jestem zdana sama na siebie.

160

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

No i stalo sie... dzis znow gorszy dzien. Pogoda super, slonko swieci, a ja myslami znow przy nim. Tesknie:( miejsca sobie znalesc nie moge:(

161

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

To poczytaj sobie swój wątek od początku !! Wszystko już zostało chyba powiedziane i napisane...

162

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu
Reynevan von Bielau napisał/a:

To poczytaj sobie swój wątek od początku !! Wszystko już zostało chyba powiedziane i napisane...

Racja.Ja juz nie umiem do Autorki trafic-napisalam juz Jej wszystko,co mogloby Jej pomoc.Bylam wyssana z energii,a ona dalej swoje.Mysle,ze dziala celowo.jest na tym forum sporo ludzi,ktorzy cieerpia ,ale mimo to wyciagaja wnioski.A tu nic...Pzdr.

163

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Wiecie.. troche poczulam sie zaatakowana. Ja nie napisalam nigdzie ze chce walkowac temat od poczatku. Napisalam ze jest mi zle, nie moge sobie znalesc miejsca, wiec chyba chcialam uslyszec ze rozumiecie, ze to wszystko trwa i na wszystko potrzeba czasu, ze to normalne- cokolwiek....

164

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu
marzimagia napisał/a:

Wiecie.. troche poczulam sie zaatakowana. Ja nie napisalam nigdzie ze chce walkowac temat od poczatku. Napisalam ze jest mi zle, nie moge sobie znalesc miejsca, wiec chyba chcialam uslyszec ze rozumiecie, ze to wszystko trwa i na wszystko potrzeba czasu, ze to normalne- cokolwiek....

Bo to ogólnie trwa i potrzeba czasu. Tylko widzisz Ty ciut za długo przechodzisz pierwszy etap. Jak na moje oko to powinnaś już być w fazie wściekłości na niego. A nie jesteś. Koniecznie musisz pójść do psychologa. Koniecznie jak najszybciej. I nie mów mi, że się nie da bo jest mnóstwo darmowych psychologów gdzie nie trzeba czekać 8 miesięcy. Do prywatnego też nie musisz chodzić codziennie. Ja się zapisałam na jutro do psychologa. Wizyta 80 zł. Zarabiam miesięcznie w porywach do 1000 zł. Ale wiem, że bez tego nie mam szans na to żeby poradzić sobie z myślami. A ja jestem akurat w fazie prób ratowania związku. Czyli teoretycznie powinnam latać pod sufitem. Ale wiem też że często psycholog to jedyna osoba która może pomóc człowiekowi samemu ze sobą.

Czytasz wątek który Ci podrzucilam?

165

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Tak, czytalam o chlopaku ktory dla dziewczyny byl w stanie poswiecic wszytsko a ona delikatnie mowiac robila go w h...
Jesli chodzi o mnie- nie potrafie zdobyc sie na zlosc, nie potrafie zalowac tych 3 lat ktore mi zmarnowal. Dodatkowo jego wiadomosci- codziennie cierpie,jest mi zle albo ten telefon gdzie zadzwonil bo chcial mnie ulyszec nie zalatwiaja sprawy. Wrecz na odwrot. Ok przyjelam postawe dosc zachowawcza, ale to nie znaczy ze bylo mi latwo. Teraz mysle ze on zadzwonil mimo wszystko, a ja potraktowalam go dosc oschle, moze nie powinnam.Moze powinnam tez powiedziec ze tesknie... nie wiem sama. A nad psychologiem coraz bardziej zaczynam rozmyslac, skoro tyle osob mi mowi ze jest konieczny, moze faktycznie mam ze soba problem......

166

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Możesz zmienić numer telefonu, albo go zablokowac?

167

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Może, tylko nie chce.

168

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Nie wiem czy moge zablokowac, natomiast zmienic absolutnie nie moge i nawet nie chce.  chcecie zebym zupelnie sie odciela???? prawda jest tak ze ja nie szukam kontaltu, on w sumie tez nie- dzwonil od 4 tygodni raptem raz....

169

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

A dlaczego nie chcesz się odciąć?

170 Ostatnio edytowany przez dziwna (2015-02-17 23:34:02)

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Chciałam napisać osobny wątek, aby chociaż trochę pomóc kobietom w takiej sytuacji jak obecnie znajdujesz się Ty, ale coś nie mam zapału. Mimo tego, trochę nie mogę czytać niektórych z powyższych komentarzy, dlatego postanowiłam, że się udzielę. Sama jakiś rok temu przeżywałam gehenne i myślałam, że to się nigdy nie skończy.. Skończyło i to szybciej niż myślałam.

Nic się nie martw, wszystko przejdzie. Ale to czy przejdzie zależy przedewszystkim od Ciebie i od czasu...poprostu daj sobie czas, ile tylko potrzebujesz...na płakanie, słuchanie smutnych piosenek i poukładanie sobie wszystkieg w głowie i życiu(oczywiście nie zaniedbuj tych ważnych i codziennych spraw, nawet jeżeli się do nich zmuszasz), poprostu musisz to odchorować. Pomysł z psychologiem nie jest zły, ale też nie jest konieczny, poprostu potrzebujesz kogoś kto każdego dnia Cię wysłucha, przed kim będziesz mogła wyrzucić swoje emocje i kto Cię utwierdzi w tym, że nic złego nie robiłaś. To jest w tym wszystkim bardzo ważne! Nie możesz zostać z tym całkiem sama. Opcja forum też jest jakimś rozwiązaniem..

I tu zwracam się do reszty wypowiadających się w tym wątku: to, że już "wszystko w temacie zostało napisane", " musi poczytać sobie wątek od początku" i "powinna na tym etapie wyciągnąć wnioski" lub że "za długo ten stan już trwa"(swoją drogą gdzie jest jakiś limit wskazany? każdy ma swój, czas byle by to się nie zamieniło w lata) być może dla autorki jest jasne, ale potrzeba jej jeszcze CZASU żeby te informacje trafiły w końcu do serca i żeby w końcu przestała ta sytuacja boleć... Teraz widocznie autorka potrzebuje, aby jej to jeszcze..jeszcze ... iii jeszcze powtarzano. Więc jak już nie macie ochoty tłumaczyć czegokolwiek to darujcie sobie "pretensje" bo każde słowo w takim stanie może zaboleć.

A co do egoisty który zrywa a potem żeby się pocieszyć gnębi Cię jeszcze bardziej głupimi wiadomościami, to przy następnej okazji napisz grzecznie panu, skoro ewidentnie swoim ograniczonym mózgiem tego nie pojmuje, że sam  zadecydował o zakończeniu związku nie licząc się z tym jak Ty się czujesz, więc teraz niech o sobie więcej nie przypomina lub bez wyrzutów sumienia, olej i zablokuj na telefonie. Im mniejszy z nim kontakt, tym krótsza droga do wyzdrowienia. Gdyby chciał i był godny Ciebie już dawno przyjechałby z kwiatami błagając o wybaczenie a nie wysyłał jakieś nic nie warte wiadomości jak gimnazjalista.. I nie, NIE byłaś zbyt oschła...TO ON CIĘ ZOSTAWIŁ (przypomnij sobie jak) i nie zasłużył na to żebyś Ty (osoba przez niego poszkodowana) wspierała go w jakikolwiek sposób! Czy mu źle czy nie, to już jego sprawa. Ty musisz siebie odbudować! Skoro jemu nie wystarczało jak dbasz o Wasz związek (z tego co pisałaś to sam nawet tego nie potrafił) to teraz dbaj o siebie jak najlepiej potrafisz.
I nie bój się, że już nigdy nie poczujesz tego co czułaś do ex, też tak myślałam, ale to bzdura. Od Ciebie zależy ile chcesz w tym siedzieć.
Wszystko przechodzi, teraz walcz o siebie.

171

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Dziwna- bardzo, bardzo dziekuje Ci za ten post. Mysle ze dotknelas sedna sprawy. Tak jak pisalam wczesniej, doceniam kazda osobe ktora wsparla mnie podczas tego niemalze miesiecznego mega trudnego okresu, kazda ktora wysluchala, poradzila, czasem 'opieprzyla', poglaskala itd. Ale w ktoryms momencie faktycznie wszytsko juz bylo powiedziane, ja dalej mialam mam wyrzuty sumienia. Mowiac to czulam od moich rozmowcow zniechecenie, zlosc, zrezygnowanie no bo ilez mozna walkowac wkolo jedno i to samo. To jeszcze jak mowicie ze nie wyciagam wnioskow, nie slucham, nie przyjmuje do siebie itd, powodowalo ze czasami kiedy bylo mi zle juz nawet o tym nie wspominalam. Dostaje od wszystkich mega wsparcie, za co bardzo dziekuje i obiecuje kiedys sie zrewanzowac. Nie mnie jednak 'Dziwna' ma racje- potrzebuje przegadania n-ty raz tematu, zapewnienia ze to nie mialo sensu, nie moglo sie udac itd. Codziennie sie zastanawiam czy moglam zrobic cos inaczej typu- nie wciekac sie, nie krzyczec, byc bardziej kompromisowa, ulegla i na ile to zmieniloby wszystko. To nieprawda ze on byl tylko zly, ja tez wielu zachowan sie wstydze, z wieloma mi zle do dzisiaj. Ciezko mi przejsc obok tego wszystkiego, zbyt wiele wspomnien. Ale powoli wychodze z wlasnego cienia i dzieki Waszej pomocy wierze ze bedzie jeszcze lepiej.

Pomysł z psychologiem nie jest zły, ale też nie jest konieczny, poprostu potrzebujesz kogoś kto każdego dnia Cię wysłucha, przed kim będziesz mogła wyrzucić swoje emocje i kto Cię utwierdzi w tym, że nic złego nie robiłaś. To jest w tym wszystkim bardzo ważne! Nie możesz zostać z tym całkiem sama.

Pod tym zdaniem podpisuje sie rekoma i nogami. Tak potrzebuje zeby ktos mnie codziennie wysluchal, komu opowiem ze boli, tesknie cierpie, mam ochote zadzwonic, pojechac ale wiem ze nie moge tego zrobic i kogos kto bedzie mnie przed tym powstrzymywal/ ewentualnie utwierdzal w przekonaniu ze to nie ma sensu.
Czy rozumiecie moja postawe???

172

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Tak, rozumiemy. Ale czy Ty rozumiesz naszą?

My nie możemy Ci pisać: tak płacz, tęsknij itd. bo coraz bardziej się będziesz roztkliwiać.

My piszemy , żebyś się wzięła w garść, żebyś przestała rozpaczać. A Ty się na nas wkurzasz. Ale to dobrze, bo jak się wkurzasz, to nie myślisz o nim, nie tęsknisz.

173 Ostatnio edytowany przez marzimagia (2015-02-18 22:53:53)

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

smile Pytanie Masajka ile wy jeszcze wytrzymacie....
Odnoszac sie jeszcze do postu Dziwnej- Jesli chodzi o jego przyjazd z kwiatami i przeprosinami, to sie nigdy nie uda i nie stanie. On nie wie nawet gdzie mieszkam teraz. Kiedy w sierpniu minionego roku zmienialam mieszkanie z jednego na drugie ale dalej w 'moim' miescie, byl tak wkurzony ze nie przeprowadzam sie do niego ze nawet nie pomogl mi rzeczy przewozic i powiedzial ze nigdy do mnie nie przyjedzie. To jest jedyna obietnica ktorej dotrzymal. W efekcie nie wie gdzie teraz mieszkam nawet.... Wiec sila rzeczy, nawet gdyby to jedyny sposob zeby sie ze mna skontaktowac to tel, ewentualnie kwitniecie pod moja praca i wyczekiwanie czy mnie spotka. Nie podejrzewam go o taki masochizm. Zreszta o czym tu mowic. Od ostatniego i jedynego  telefonu od niego kiedy to chcial dopytac czy i kiedy odeslalam mu paszport+ pierscionek zareczynowy, wogole nie mamy kontaktu. Ja nigdy nie pisalam, on z kolei zaprzestal.
Nie znaczy to jednak ze nie mysle....A moze wlasnie kiedy zadzwonil o tej 24 mowiac ze chcial mnie ulyszec to byla proba wyciagniecia reki????....... nie.... nie moge sobie tego wkrecac!

174

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Ja rozumiem Twoją postawę. Poważnie. I nie, nie irytuje mnie, że poraz enty chcesz to analizować, bo niestety jeśli komuś zależy to szuka powodów, analizuje itp. Napewno mogłaś w wielu sytuacjach postąpić inaczej i pewnie w kolejnym związku tak właśnie będzi,  ale musisz wyciągnąć wnioski z tego co się stało. Tylko musisz też pamiętać, że tak jak Ty, tak i on w wielu sytuacjach mógł postąpić inaczej. Mówisz ze się starał, że potrafił być cudowny. Pewnie tak. Tylko sama popatrz w jaki sposób on Cie zostawił. Tak nie zrobiła by osoba, która kocha, ale mimo wszystko ma dość. On nie okazał Ci za grosz szacunku. I dlatego uważam, że jeśli ugieła byś się to nie miałoby prawa się Wam udać. Bo on nie widzi swojej winy, a nigdy nie ma tak że jedna strona jest winna. A skoro nie widzi swojej winy to nic by w sobie nie zmienił czyli to Ty musiała byś zmienić się całkiem. Całkiem jemu podporządkować, bo inaczej byście się rozstali znowu. Czemu myślę że on nie widzi swojej winy? Choćby dlatego, że Kiedy Cię zdradzał to mówił że to Twoja wina. Nie jego, bo może ma z tym jakiś problem a ty mu nie ułatwiasz, tylko Twoja (chociaż uważam że żaden powód w zachowaniu partnera nie uprawnia do zdrady).

Dlaczego do Ciebie dzwoni i pisze? Bo potrzebuje wiedzieć, że wyplakujesz za nim oczy i go to podbudowuje. Być może ma zniżone poczucie wartości, o czym mogłyby też świadczyć zdrady.
Wg mnie on nie chce do Ciebie wrócić, a nawet jeśli by chciał to tylko i wyłącznie na jego warunkach, tzn ze Ty się zmienisz, Ty będziesz robić to czego on oczekuje bez kompromisów oraz, że nic nie powiesz jak poczuje potrzebę skoku w bok.

Napewno jeszcze trochę potrwa zanim dojdziesz do siebie, ale wierzę że co dnia będzie ciut lepiej. Tylko nanapewno jaki kolwiek kontakt z nim Ci tego nie ułatwi dlatego proponowalam, żebyś go zablokowała.

Ja dzisiaj byłam u psychologa i wyszłam z tamtad dużo szczesliwsza i pełna nadziei, dlatego uważam że Tobie też by to pomogło.

Mocno trzymam za Ciebie kciuki!!!

175 Ostatnio edytowany przez marzimagia (2015-02-19 00:06:26)

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Tamta, dziekuje:) ale jedno mnie zastanawia- dla ciebie on mnie zdradzil??ok, trzy razy go zlapalam kiedy szukal laski na necie. Pierwszy raz zabolalo mnie to bardzo, zwlaszcza ze to ja podszylam sie pod jakas kobiete i pamietam co do mnie pisal. Ale de facto na zdradzie go nie zlapalam. Pytanie co ktos pojmuje jako zdrade. No i kolejna rzecz- 3 razy go zlapalam, pytanie ile bylo razow o ktorych nie wiem???? nawet nie chce o tym myslec! łudzę sie że wcale:) Co do psychologa, mysle o tym codziennie i chyba sama siebie oswajam z mysla ze takie rozwiazanie dla mnie samej bedzie najlepsze. Co do niego? Probuje sobie tlumaczyc ze gdyby faktycznie chcial to inaczej powinien sie zachowac, wkoncu jeden telefon nic nie znaczy. pozatym mam swiadomosc ze jego rodzice sa teraz na nie w stosunku do mnie, jego slowa- co zrobilas zebym pogodzil sie z ojcem pokazuja ze tak naprawde musialby sprzeciwic sie rodzicom zeby moc byc ze mna. PO co??? przeciez on tez sie meczyl, a stanowisko rodzicow tylko pomoglo podjac mu decyzje ze to koniec, mimo ze 2 tygodnie temu zmarla mi bliska osoba.
Ale moj mozg mimo wszystko plata mi figle i podsuwa czasami jakies glupie mysli typu- a moze w ten sposob - dzwoniac,chcial cos powiedziec???? Ok, nie odpisuje na sms na tel, na gg, odebralam jeden tel myslac ze cos sie stalo. Trudno. Moze jest tak jak mowicie. Odebralam, chlop polechtał swoje ego, niestety znow moim kosztem:(:( ale moze teraz na dlugi czas bede miec spokoj...
ojjj jak ja bym chciala zeby kiedys zrozumial jaka zajebista laska byla kolo niego......

176

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu
marzimagia napisał/a:

ojjj jak ja bym chciala zeby kiedys zrozumial jaka zajebista laska byla kolo niego......

Oj kiedyś będziesz to miała w d.pie co on rozumie a czego nie smile

177

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Mało, że będziesz mieć w dupie, to napewno kiedyś będzie żałował :-) a odpowiadając na Twoje pytanie, to tak wg mnie on Ciebie zdradził. Popełnił przynajmniej zdradę emocjonalną. A czy nie fizyczną (chociaż flirt internetowy może też można do niej zaliczyć) tego też tak naprawdę nie wiesz. Bo od jednego do drugiego jest już bliziutko. I jeśli nie teraz to kiedyś napewno by to zrobił.

178

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Kiedys mam nadzieje ze spotkam faceta ktory podobnie jak  on bedzie mi sie podobal, fascynowal, i ktory pokocha mimo wszystko, nie za cos. Poki co ciezko mi w to uwierzyc...swoja droga- na cholere mi sie oswiadczal? slubu brac nie chcial (przynajmniej na razie), wszystko na kocia lape... zareczyny mialy mi wystarczyc. Najpierw chcial pomieszkac razem, zebym zamieszkala na stale, znalazla u niego w miescie prace i zobaczymy jak bedzie... fajnie, ale jak nie wypali to ja zostane bez mieszkania, sama w obcym miescie.....no a sam fakt zareczenia sie mial mi wystarczyc i byc gwarancja ze chcemy byc razem. No to wlasnie sie przekonalam- nawet pierscionek chcial zebym odeslala. to jest normalne postepowanie/ podejscie??? tak sie robi teraz?

179

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu
marzimagia napisał/a:

nawet pierscionek chcial zebym odeslala. to jest normalne postepowanie/ podejscie??? tak sie robi teraz?

No normalne. Ale gnojek jakby szybciutko załatwia "najważniejsze Kwestie":)

180

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu
marzimagia napisał/a:

Kiedys mam nadzieje ze spotkam faceta ktory podobnie jak  on bedzie mi sie podobal, fascynowal, i ktory pokocha mimo wszystko, nie za cos. Poki co ciezko mi w to uwierzyc...swoja droga- na cholere mi sie oswiadczal? slubu brac nie chcial (przynajmniej na razie), wszystko na kocia lape... zareczyny mialy mi wystarczyc. Najpierw chcial pomieszkac razem, zebym zamieszkala na stale, znalazla u niego w miescie prace i zobaczymy jak bedzie... fajnie, ale jak nie wypali to ja zostane bez mieszkania, sama w obcym miescie.....no a sam fakt zareczenia sie mial mi wystarczyc i byc gwarancja ze chcemy byc razem. No to wlasnie sie przekonalam- nawet pierscionek chcial zebym odeslala. to jest normalne postepowanie/ podejscie??? tak sie robi teraz?

No i wszystko jasne. Zareczyl się po to żebyś nie zwiała. Najpierw to on chciał zobaczyć czy mu się podporzadkujesz, a nie jak się mieszka. To nie ta kolejność. I on nie kochał Cie mimo Wszystko. Bo zauważ że gdy zaczęłaś się w jaki kolwiek sposób stawiać i nie robić dokładnie tak jak on chciał, to on nagle co? Przestał Cię kochać? No błagam. Jeśli mam być szczera to nie wiem czy on Cie w ogóle kochał, czy raczej miał nadzieję że Cię sobie wychowa. I dlatego nie interesowało go wcale, że masz obawy, że będziesz sama w obcym mieście. Miało być tak jak on chciał, a ponieważ się opieralas to postanowił Cie zostawić.

181

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

nie no dziewczyny... to ze mna cos bylo nie tak - kiedy powiedzialam mu ze bez slubu nie przeprowadze sie na stale i nie zamieszkamy razem, wysmial mnie, ze cos to niby za warunki stawiam?! co to za podejscie?! przeciez jak ludzie chca byc razem to nie ma znaczenia czy maja slub czy nie.... odpowiadalam- jasne, a czym ty ryzykujesz?? tym ze zamiast mieszkac sam z synem ja dolacze do waszej dwojki? bo ja ryzykuje wszystkim- praca, mieszkaniem, znajomymi, itd. Wowczas slyszalam- a co ci slub zagwarantuje?? jak bedzie zle to i tak sie rozwiedziemy... odpowiadalam ze wieksza pewnosc ze bedziemy sie wzajemnie starac o ten zwiazek i wzgledne poczucie bezpieczenstwa. Ale nawet na sam koniec mi wypomnial ze wymyslilam sobie taie ultimatum. Jego mama podczas naszej ostatniej rozmowy dolozyla swoje mowiac- nie zalezy ci na nim, to nie ma sensu. Gdyby ci zalezalo nie patrztlabys jaki jest ojciec, jaka matka, po prostu przeprowadzilaby sie i juz. Nie zalezy ci na nim- koniec cytatu. No i wez badz madry czlowieku....

182

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu
marzimagia napisał/a:

nie no dziewczyny... to ze mna cos bylo nie tak - kiedy powiedzialam mu ze bez slubu nie przeprowadze sie na stale i nie zamieszkamy razem, wysmial mnie, ze cos to niby za warunki stawiam?! co to za podejscie?! przeciez jak ludzie chca byc razem to nie ma znaczenia czy maja slub czy nie.... odpowiadalam- jasne, a czym ty ryzykujesz?? tym ze zamiast mieszkac sam z synem ja dolacze do waszej dwojki? bo ja ryzykuje wszystkim- praca, mieszkaniem, znajomymi, itd. Wowczas slyszalam- a co ci slub zagwarantuje?? jak bedzie zle to i tak sie rozwiedziemy... odpowiadalam ze wieksza pewnosc ze bedziemy sie wzajemnie starac o ten zwiazek i wzgledne poczucie bezpieczenstwa. Ale nawet na sam koniec mi wypomnial ze wymyslilam sobie taie ultimatum. Jego mama podczas naszej ostatniej rozmowy dolozyla swoje mowiac- nie zalezy ci na nim, to nie ma sensu. Gdyby ci zalezalo nie patrztlabys jaki jest ojciec, jaka matka, po prostu przeprowadzilaby sie i juz. Nie zalezy ci na nim- koniec cytatu. No i wez badz madry czlowieku....

Oj już nie analizuj. Tobie ma prawo na czymś zależeć i masz prawo o tym mówić. A już argument co myśli JEGO MAMA... No błagam a czego spodziewasz się po JEGO MAMIE>>>>>>????

183 Ostatnio edytowany przez marzimagia (2015-02-19 00:35:05)

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

przede wszystkim ze da wlasnemu synowi zyc swoim zyciem i nie bedzie sie wp....c do jego zycia.
jak widac ma zdecydowany wplyw na to co sie dzieje... temat zostal zapewne naswietlony mu odpowiednio przez nia. Chlop 34 lata, z dzieckiem..... patrzacy na opinie rodzicow.... i w tym wszystkim ja, ktora pokochala go, chciala nauczyc zycia, zmienic. Tymczasem sama stalam sie wrakiem.

184

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

A co do zaręczyn. Inaczej teraz to odpisałaś. W takim razie ciut zmieniam zdanie. Zareczyl się bo Ty tego chciałaś. Dla niego to nic nie znaczyło. Zresztą ślub też kompletnie nic by nie znaczył i nie zmienił. Sam Ci to powiedział.

Co do mamusi. Serio chciałabyś do końca życia walczyć z teściowa? O co i po co? Ona zawsze byłaby ważniejsza i wiedziała lepiej. Idąc tokiem myślenia mamusi to gdyby jemu zależało to by nie słuchał jej i tatusia i na Twoją prośbę zamieszkali byście bez nich.

185

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

No tak, ale wina za cale 'zlo' zostalam obarczona ja. Ja sie nie chcialam przeprowadzic, szukalam kolejnych wymowek czytaj zmiana dzialu w pracy i zwiazane z tym nowe obowiazki, zmiana mieszkania na inne w MOIM miescie zamiast do niego, nie szukanie pracy w jego miejscowosci, mowienie wprost o tym ze zaleznosc od rodzicow jego jest chora i zwiazane z tym moje watpliwosci itd itd. sporo tego. Zabawne- matka powiedziala tez ze od zareczyn minelo 8 m-cy i dalej nic nie zrobilam, dalej zyjemy osobno a on ma dziecko i ono powinno miec normalny dom ktorego ja stworzyc nie umiem... ciekawe czy choc raz powiedziala jemu madra rade...ehhh.... czyli ogolem co?- zycia by nie bylo?????

186

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu
masajka napisał/a:

Tak, rozumiemy. Ale czy Ty rozumiesz naszą?

My nie możemy Ci pisać: tak płacz, tęsknij itd. bo coraz bardziej się będziesz roztkliwiać.

My piszemy , żebyś się wzięła w garść, żebyś przestała rozpaczać. A Ty się na nas wkurzasz. Ale to dobrze, bo jak się wkurzasz, to nie myślisz o nim, nie tęsknisz.

Taaaak... na pewno "wkurzając" się na was, nie myślała o byłym.. Bo w okresie leczenia się z byłego, priorytetem jest wkurzanie się na innych .. no błagam....n/c. Nie masz lepszych sposobów?
Patrząc na niektóre posty, wcale nie odniosłam wrażenie że mają podbudować. wręcz bardziej brzmiały jakby "jesteś tępa bo ci się powtarza a ty dalej swoje".. no mi po takich tekstach byłoby głupio w ogóle cokolwiek o tym mówić, nawet gdyby dalej ból siedział we mnie. Nawet po postach autorki, dopytywaniu czy aby na pewno została dobrze zrozumiana i podkreślaniu jak bardzo jest wdzięczna za pomoc mam wrażenie, że czuje sie winna, że w ogóle tej pomocy szuka. No bez przesady.. Bywają sytuacje sytuacje tak bardzo delikatne, że polecałabym niektórym uczestnikom ostrożniej dobierać słowa.

Faktem jest, że ludzie nawet z forum maja też swoje problemy i nie zawsze potrafią być oparciem dla innych. Mogą nie wytrzymać ciągłego powtarzania w kółko tego samego i mogą niepotrzebnie to podkreślić, w końcu to tylko ludzie, dlatego pomysł z psychologiem jest jak najbardziej dobry. Kiedy ja byłam w podobnej sytuacji (rozstałam sie po 5,5letnim, toksycznym związku), mój były wręcz wmówił mi, ze jestem nienormalna i poszłam do psychiatry(!), który stwierdził, że jednak mi nie pomoże bo ze mną jest wszystko ok, jedyne co go uprosiłam to jakieś leki doraźnie w razie gdybym nie mogła naprawdę sobie poradzić, czy zasnąć. Zalecił mi jednak pójście do psychologa w celu odbudowania własnej wartości- uważam, że Tobie teraz, po rozstaniu bardzo tego brakuje. Ja na szczęście miałam bliską osobę która dzień w dzień była, można powiedzieć, na moje zawołanie. Zdarzały się jej też chwile bezradności(i wkurzania się na mnie) kiedy widziała jak strasznie cierpię, ale wytrwała do końca. Była kiedy miałam wątpliwości czy nie popełniłam jakiegoś większego błędu, czy mogłam nas ratować, kiedy budziłam się i chciałam do byłego dzwonić, kiedy roztrzęsiona wybiegałam z sali egzaminacyjnej i nie wiedziałam co ze sobą zrobić..."bo ja chce znowu do niego, bo on taki dobry, kochany i umiał mnie pocieszyć" (były zerwał tuż przed sesją) lub kiedy miałam pierwszy raz w swoim życiu 40 stopni gorączki i było mi żal, że jego przy mnie nie ma (mimo, że to on mi taki stan zafundował). Jeżeli Ty nie masz takiej osoby to nie uciekaj przed psychologiem. To, że do niego pójdziesz absolutnie nie oznacza, że jesteś nienormalna czy chora psychicznie. Masz prawo ratować siebie i swoje zdrowie.


I oczywiście, że popełniłaś błędy, pokaż mi osobę która tego nie robi a zacznę się do niego modlić.. Ale zgadzam się z poprzedniczką, że facet jest zakompleksiony i choćbyś na rzęsach stawała to nie uratowałabyś tego związku i nie dlatego, że Ty popełniłaś błędy,  tylko dlatego, że on nie był w stanie nic budować. Jesteś indywidualną, dorosłą osobą i nie możesz podporządkować swojego zdania całkowicie pod faceta, bo jak nie będzie tak jak "pan i władca" chce to jak dziecko się obrazi, pozbiera zabawki i pójdzie do innej piaskownicy. Związek się buduje we dwoje i jak się chce to sie rozwiązuje na bieżąco problemy a nie zrywa, zrzucając odpowiedzialność na druga stronę. Gdyby był to dojrzały mężczyzna to wiedząc, że nie odpowiada mu coś w Tobie rozstałby sie bez wpędzania Cie w poczucie winy.
Nie chciałaś dla niego rzucić wszystkiego i się wprowadzić bo czułaś, że coś nie gra, że nie daje Ci w pełni poczucia bezpieczeństwa.. jak dotrze to do serca to jeszcze mu podziękujesz, że poszedł sobie w czorty i nie zmarnował Ci reszty życia.

Telefon o północy to próba wyciągnięcia reki, aha.. no to się chłop wysilił, wybrał Twój nr spośród kontaktów.. no po bólu jaki Ci zadał to naprawdę wyczyn! Pomyśl, że może sobie trochę wypił i sam nie do końca wiedział co robi, albo miał tylko gorszy dzień i przypomniał sobie, że w sumie zawsze go podbudowałaś to i może teraz też Cie do tego wykorzysta. A nie posądzałam go o taki wysiłek jak kupienie Ci kwiatów, pewnie wolałby, żebyś to jeszcze Ty z nimi do niego przyszła, by móc się jeszcze bardziej podbudować. Serio wierzysz, że nie stać Cie na faceta który sam z kwiatami za Tobą będzie latał(nie wiedząc nawet gdzie mieszkasz)? Który będzie wdzięczny, że ma przy boku taką kobietę jak Ty? A nieeee, bo to nie będzie to, nie będzie taki "cudowny" jak były, który Cie zdradzał!!!! który nawet nie wie gdzie mieszkasz! No po prostu żal..rozwaliłaś mnie totalnie tą informacją..... to jest niewyobrażalne, aby mężczyzna nie pomógł własnej kobiecie w przeprowadzce , już nie wspominając o tym, że nawet nie wie gdzie mieszka... Co to za facet w ogóle? On widocznie chciał, żeby skakać tylko w okół niego, a reszta go nie interesowała.. i może jeszcze dupcie mu podetrzeć, bo jak nie to foch (?).

I nie myśl, że Ty w jakiś sposób zasugerowałaś tak nieprzychylną opinię względem niego. Osobiście oceniam tylko fakty.

Na pewno były miłe momenty w waszym związku i może ma wiele zalet, bo nie może być ciągle źle. Ale są sprawy i sytuacje w związku w których muszą być jakieś kryteria, limity... Inaczej wychodziłybyśmy za kumpli z np. potwierdzona opinia casanovy tylko dlatego, że miło się z nim spędza czas..

I jeszcze jedna sprawa, próbuj wyjść do ludzi, po trochę, powoli, małymi kroczkami.. a nuż może się ktoś trafi przy kim nie będziesz miała ochoty myśleć o byłym. Nie mam na myśli związku, bo do tego musisz odbudować wewnętrzną siłę, aby nie wpakować się w byle co, czy widywania sie z kimś na siłę. Ale nie zamykaj się całkiem na świat.

187

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Dość długo pisałam ostatniego posta i nie zauważyłam sprawy z ową "mamusią". Kiedy ja chciałam być z facetem, to mojej mamie nawet nie mówiłam co odpiernicza bo twierdziłam, że to nasza sprawa, a miałam wtedy naście lat. Może nie tyle gdyby mu zależało, bo na pewno były momenty w których na pewno mu zależało (przynajmniej w jego mniemaniu), ale gdyby był dojrzałym mężczyzną to nie pozwoliłby  żeby "mamusia" właziła z buciorami do waszego życia. Dziękuj Bogu, że nie będziesz musiała się z tą całą rodzinką użerać, a z pewnością by tak było.

I co miałaś zrobić żeby były się z ojcem pogodził? Napisać list miłosny i wysłać do każdego w imieniu drugiego... (aż ciężko uwierzyć, że zadał tak niedorzeczne pytanie)

188

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Serio wierzysz, że nie stać Cie na faceta który sam z kwiatami za Tobą będzie latał(nie wiedząc nawet gdzie mieszkasz)? Który będzie wdzięczny, że ma przy boku taką kobietę jak Ty? A nieeee, bo to nie będzie to, nie będzie taki "cudowny" jak były, który Cie zdradzał!!!! który nawet nie wie gdzie mieszkasz! No po prostu żal..rozwaliłaś mnie totalnie tą informacją.....

Generalnie masz dużo racji. Problem w tym ze ten z kwiatami się znudzi po paru miesiącach. Ten co będzie pomagał przy przeprowadzce też.

189

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu
dziwna napisał/a:

Dość długo pisałam ostatniego posta i nie zauważyłam sprawy z ową "mamusią". Kiedy ja chciałam być z facetem, to mojej mamie nawet nie mówiłam co odpiernicza bo twierdziłam, że to nasza sprawa, a miałam wtedy naście lat. Może nie tyle gdyby mu zależało, bo na pewno były momenty w których na pewno mu zależało (przynajmniej w jego mniemaniu), ale gdyby był dojrzałym mężczyzną to nie pozwoliłby  żeby "mamusia" właziła z buciorami do waszego życia. Dziękuj Bogu, że nie będziesz musiała się z tą całą rodzinką użerać, a z pewnością by tak było.

I co miałaś zrobić żeby były się z ojcem pogodził? Napisać list miłosny i wysłać do każdego w imieniu drugiego... (aż ciężko uwierzyć, że zadał tak niedorzeczne pytanie)

Pięknie to przedstawilas smile aż się zasmialam smile jeszcze zawsze mogłaś ich wytargać za uszy, ewentualnie za owe uszy zaprowadzić do psychologa.

Życia napewno z nim by nie było. Jak dla mnie to nie podlega dyskusji. Ja mam trochę mniej lat od niego, ale jak mi mama powiedziała, że uważa że robię błąd schodząc się z moim to jej powiedziałam, że to moje życie i moje błędy. Także wiesz... Mamusia być może była również świetną wymowką...

190

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu
Max901 napisał/a:

Serio wierzysz, że nie stać Cie na faceta który sam z kwiatami za Tobą będzie latał(nie wiedząc nawet gdzie mieszkasz)? Który będzie wdzięczny, że ma przy boku taką kobietę jak Ty? A nieeee, bo to nie będzie to, nie będzie taki "cudowny" jak były, który Cie zdradzał!!!! który nawet nie wie gdzie mieszkasz! No po prostu żal..rozwaliłaś mnie totalnie tą informacją.....

Generalnie masz dużo racji. Problem w tym ze ten z kwiatami się znudzi po paru miesiącach. Ten co będzie pomagał przy przeprowadzce też.

No na pewno, jeżeli nie będzie miał,  innego życia po za ubóstwianiem swojej luby to sie znudzi...
Nie czepiaj sie kwiatów, tu rzecz polega na tym, że dwoje ma sie dopasować, a facet ma być facetem a nie dzieciątkiem nieporadnym emocjonalnie, któremu nie można powiedzieć NIE, a kwestie zaufania potrafię jedynie wymusić..( i tez nie mylcie tego stwierdzenia, z bezdusznym tyranem)

191

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Dziwna, przeczytalam Twoj post i szczerze Ci powiem ze wywolal w niektorych momentach usmiech na mojej twarzy:) Niektore okreslenia naprawde mnie rozbawily:) Ale jest wiele,nawet bardzo wiele racji w tym co piszesz. W sumie to mega sie ciesze ze rozumiesz do tego stopnia moje emocje, stany, zachowania. Mowi sie ze przyjaciel to skarb... mam kolezanke bliska memu sercu. Niestety dla mnie jest mezatka, ma dziecko, drugie w drodze i sila rzeczy nie jest w stanie poswiecac mi tyle czasu ile ja potrzebuje. Ja rowniez nie chce usilnie komus sie narzucac ze swoim bolem i zalem. Ale bywaja dni kiedy placze tak ze nie moge zlapac tchu. Dlaczego? z poczucia bezsilnosci, z powodu utraconych nadzieji, marzen, z tesknoty za nim, za czyms co bylo nasze, z milosci, zalu itd... Prawda jest ze mam zaburzone poczucie wartosci + duze poczucie winy, ktore dodatkowo zostalo poglebione przez jego slowa i obarczeniem mnie za rozpad tego z chwila kiedy sie nie przeprowadzilam. Bedac przy temacie przeprowadzki. To nie jest tak ze on nie wiedzial nigdy gdzie mieszkam. Zna moj dom rodzinny ktory jest daleko, byl tam wielokrotnie. Ale ten dom opuscilam z chwila kiedy poszlam na studia. I tak jest do dzis. Takze znal moje poprzednie mieszkanie, problem pojawil sie gdy w momencie wyprowadzki z niego, zamiast zamieszkac u niego w miescie, ja znalazlam nowe mieszkanie ale dalej w swoim miescie  w ktorym mam prace. W akcie protestu, zemsty, ukarania mnie powiedzial ze skoro tak to jego noga tam nie postanie.. i tak sie stalo.
Jesli chodzi o mnie sama- mam rozne momenty. Czasami wstaje i mysle ze bedzie dobry dzien, ze dam rade, ze bedzie lepiej. A  za chwile wszystko wraca, porblemy dnia codziennego, czasami w pracy i ich nawarstwienie powoduje ze tak jak napisalas mam ochote do niego zadzwonic, pojechac, cokolwiek! Ale hamuje sie- nie wiem jak dlugo.
Do ludzi staram sie wychodzic ale na bezpiecznym gruncie. Sprowadza sie to do tego ze poki co umawiam sie od czasu do czasu z  kolezankami na kawe. z jednej strony chcialabym zeby ktos wyrwal mnie z tego letargu, z drugiej nie mam sama sily z niego wyjsc, z  innej jest mi juz nawet w nim dobrze.
Wlasnie wyszukuje jakiegos psychologa, czytam opinie. Nie chcialabym po raz ktorys odbic sie od sciany kiedy zdecyduje sie juz udac po pomoc. A prawda jest taka ze wielu pseudo psychologow istnieje. Ale jesli pozwolicie popisze sobie jeszcze tutaj- przeleje swoje emocje na klawiature....

192

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu
dziwna napisał/a:
Max901 napisał/a:

Serio wierzysz, że nie stać Cie na faceta który sam z kwiatami za Tobą będzie latał(nie wiedząc nawet gdzie mieszkasz)? Który będzie wdzięczny, że ma przy boku taką kobietę jak Ty? A nieeee, bo to nie będzie to, nie będzie taki "cudowny" jak były, który Cie zdradzał!!!! który nawet nie wie gdzie mieszkasz! No po prostu żal..rozwaliłaś mnie totalnie tą informacją.....

Generalnie masz dużo racji. Problem w tym ze ten z kwiatami się znudzi po paru miesiącach. Ten co będzie pomagał przy przeprowadzce też.

No na pewno, jeżeli nie będzie miał,  innego życia po za ubóstwianiem swojej luby to sie znudzi...
Nie czepiaj sie kwiatów, tu rzecz polega na tym, że dwoje ma sie dopasować, a facet ma być facetem a nie dzieciątkiem nieporadnym emocjonalnie, któremu nie można powiedzieć NIE, a kwestie zaufania potrafię jedynie wymusić..( i tez nie mylcie tego stwierdzenia, z bezdusznym tyranem)

A ta odpowiedz mi się podoba, serio smile

193

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Pisz ile masz potrzebę smile
A może zapisz się na tańce tylko dla kobiet, albo kurs języka? Zajmie Ci to czas i umysł, a przy okazji się czegoś nowego nauczysz.
Masz zniżone poczucie wartości, dlatego proponujemy psychologa, bo z tym to nam tutaj raczej ciężko Ci będzie pomóc.
Jeśli chodzi o przeprowadzkę, to nie zrobiłaś tak jak on chciał, więc Cie ukarał. Jak dziecko, które może sobie wychować (patrz mój poprzedni post).

I taka jeszcze propozycja z przymrużeniem oka. Może zrób narazie swoim mottem życiowym hasło: I BĘDĘ SZCZĘŚLIWA, CHOĆBYM TO SOBIE NAMALOWAĆ MIAŁA big_smile (tak w temacie, że rano wstajesz a źle Ci się robi później)

194

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu

"Dziękuj Bogu, że nie będziesz musiała się z tą całą rodzinką użerać, a z pewnością by tak było"

Poki co, dziekuje Wam- wszystkim!!!!!

195

Odp: pomocy- nie daje rady po rozstaniu
marzimagia napisał/a:

"Dziękuj Bogu, że nie będziesz musiała się z tą całą rodzinką użerać, a z pewnością by tak było"

Poki co, dziekuje Wam- wszystkim!!!!!

Aj tam, aj tam smile nie trzeba dziękować, jakieś wakacje na Krecie wystarczą smile

Posty [ 131 do 195 z 652 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 … 11 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » pomocy- nie daje rady po rozstaniu

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026