masajka napisał/a:Tak, rozumiemy. Ale czy Ty rozumiesz naszą?
My nie możemy Ci pisać: tak płacz, tęsknij itd. bo coraz bardziej się będziesz roztkliwiać.
My piszemy , żebyś się wzięła w garść, żebyś przestała rozpaczać. A Ty się na nas wkurzasz. Ale to dobrze, bo jak się wkurzasz, to nie myślisz o nim, nie tęsknisz.
Taaaak... na pewno "wkurzając" się na was, nie myślała o byłym.. Bo w okresie leczenia się z byłego, priorytetem jest wkurzanie się na innych .. no błagam....n/c. Nie masz lepszych sposobów?
Patrząc na niektóre posty, wcale nie odniosłam wrażenie że mają podbudować. wręcz bardziej brzmiały jakby "jesteś tępa bo ci się powtarza a ty dalej swoje".. no mi po takich tekstach byłoby głupio w ogóle cokolwiek o tym mówić, nawet gdyby dalej ból siedział we mnie. Nawet po postach autorki, dopytywaniu czy aby na pewno została dobrze zrozumiana i podkreślaniu jak bardzo jest wdzięczna za pomoc mam wrażenie, że czuje sie winna, że w ogóle tej pomocy szuka. No bez przesady.. Bywają sytuacje sytuacje tak bardzo delikatne, że polecałabym niektórym uczestnikom ostrożniej dobierać słowa.
Faktem jest, że ludzie nawet z forum maja też swoje problemy i nie zawsze potrafią być oparciem dla innych. Mogą nie wytrzymać ciągłego powtarzania w kółko tego samego i mogą niepotrzebnie to podkreślić, w końcu to tylko ludzie, dlatego pomysł z psychologiem jest jak najbardziej dobry. Kiedy ja byłam w podobnej sytuacji (rozstałam sie po 5,5letnim, toksycznym związku), mój były wręcz wmówił mi, ze jestem nienormalna i poszłam do psychiatry(!), który stwierdził, że jednak mi nie pomoże bo ze mną jest wszystko ok, jedyne co go uprosiłam to jakieś leki doraźnie w razie gdybym nie mogła naprawdę sobie poradzić, czy zasnąć. Zalecił mi jednak pójście do psychologa w celu odbudowania własnej wartości- uważam, że Tobie teraz, po rozstaniu bardzo tego brakuje. Ja na szczęście miałam bliską osobę która dzień w dzień była, można powiedzieć, na moje zawołanie. Zdarzały się jej też chwile bezradności(i wkurzania się na mnie) kiedy widziała jak strasznie cierpię, ale wytrwała do końca. Była kiedy miałam wątpliwości czy nie popełniłam jakiegoś większego błędu, czy mogłam nas ratować, kiedy budziłam się i chciałam do byłego dzwonić, kiedy roztrzęsiona wybiegałam z sali egzaminacyjnej i nie wiedziałam co ze sobą zrobić..."bo ja chce znowu do niego, bo on taki dobry, kochany i umiał mnie pocieszyć" (były zerwał tuż przed sesją) lub kiedy miałam pierwszy raz w swoim życiu 40 stopni gorączki i było mi żal, że jego przy mnie nie ma (mimo, że to on mi taki stan zafundował). Jeżeli Ty nie masz takiej osoby to nie uciekaj przed psychologiem. To, że do niego pójdziesz absolutnie nie oznacza, że jesteś nienormalna czy chora psychicznie. Masz prawo ratować siebie i swoje zdrowie.
I oczywiście, że popełniłaś błędy, pokaż mi osobę która tego nie robi a zacznę się do niego modlić.. Ale zgadzam się z poprzedniczką, że facet jest zakompleksiony i choćbyś na rzęsach stawała to nie uratowałabyś tego związku i nie dlatego, że Ty popełniłaś błędy, tylko dlatego, że on nie był w stanie nic budować. Jesteś indywidualną, dorosłą osobą i nie możesz podporządkować swojego zdania całkowicie pod faceta, bo jak nie będzie tak jak "pan i władca" chce to jak dziecko się obrazi, pozbiera zabawki i pójdzie do innej piaskownicy. Związek się buduje we dwoje i jak się chce to sie rozwiązuje na bieżąco problemy a nie zrywa, zrzucając odpowiedzialność na druga stronę. Gdyby był to dojrzały mężczyzna to wiedząc, że nie odpowiada mu coś w Tobie rozstałby sie bez wpędzania Cie w poczucie winy.
Nie chciałaś dla niego rzucić wszystkiego i się wprowadzić bo czułaś, że coś nie gra, że nie daje Ci w pełni poczucia bezpieczeństwa.. jak dotrze to do serca to jeszcze mu podziękujesz, że poszedł sobie w czorty i nie zmarnował Ci reszty życia.
Telefon o północy to próba wyciągnięcia reki, aha.. no to się chłop wysilił, wybrał Twój nr spośród kontaktów.. no po bólu jaki Ci zadał to naprawdę wyczyn! Pomyśl, że może sobie trochę wypił i sam nie do końca wiedział co robi, albo miał tylko gorszy dzień i przypomniał sobie, że w sumie zawsze go podbudowałaś to i może teraz też Cie do tego wykorzysta. A nie posądzałam go o taki wysiłek jak kupienie Ci kwiatów, pewnie wolałby, żebyś to jeszcze Ty z nimi do niego przyszła, by móc się jeszcze bardziej podbudować. Serio wierzysz, że nie stać Cie na faceta który sam z kwiatami za Tobą będzie latał(nie wiedząc nawet gdzie mieszkasz)? Który będzie wdzięczny, że ma przy boku taką kobietę jak Ty? A nieeee, bo to nie będzie to, nie będzie taki "cudowny" jak były, który Cie zdradzał!!!! który nawet nie wie gdzie mieszkasz! No po prostu żal..rozwaliłaś mnie totalnie tą informacją..... to jest niewyobrażalne, aby mężczyzna nie pomógł własnej kobiecie w przeprowadzce , już nie wspominając o tym, że nawet nie wie gdzie mieszka... Co to za facet w ogóle? On widocznie chciał, żeby skakać tylko w okół niego, a reszta go nie interesowała.. i może jeszcze dupcie mu podetrzeć, bo jak nie to foch (?).
I nie myśl, że Ty w jakiś sposób zasugerowałaś tak nieprzychylną opinię względem niego. Osobiście oceniam tylko fakty.
Na pewno były miłe momenty w waszym związku i może ma wiele zalet, bo nie może być ciągle źle. Ale są sprawy i sytuacje w związku w których muszą być jakieś kryteria, limity... Inaczej wychodziłybyśmy za kumpli z np. potwierdzona opinia casanovy tylko dlatego, że miło się z nim spędza czas..
I jeszcze jedna sprawa, próbuj wyjść do ludzi, po trochę, powoli, małymi kroczkami.. a nuż może się ktoś trafi przy kim nie będziesz miała ochoty myśleć o byłym. Nie mam na myśli związku, bo do tego musisz odbudować wewnętrzną siłę, aby nie wpakować się w byle co, czy widywania sie z kimś na siłę. Ale nie zamykaj się całkiem na świat.