netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

on chce rozwodu po 6 miesiącach.

84 odpowiedzi13 554 wyświetleniazałożony przez nemesis890, 14.01.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » on chce rozwodu po 6 miesiącach.

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 85 z 85 ]

66

Odp: on chce rozwodu po 6 miesiącach.

No ale dobra, tak czytam te odpowiedzi tutaj i większość osób pisze, że to Ty, że tak powiem przejęłaś inicjatywę ślubu - wesela. A jak to w ogóle jest u innych par. Ile znajdzie osób u których to facet wychodził z inicjatywą i zajmował się większością spraw ślubnych?

67

Odp: on chce rozwodu po 6 miesiącach.

Nie do końca tak było ze to ja. Ale owszem ja zaczęłam rozmowy i załatwianie, ale on do nich dołączał i mu wszystko pasowało i tego wszystkiego chciał. Dopiero gdy doszło do organizacji i zobaczył że to na poważnie jest to się przestraszył i zaczęło mu odwalać... On dużo mówi a mało robi- dopiero teraz tak naprawdę zobaczyłam (m in. dzięki wam) że jak coś powie i to on to robi dla świętego spokoju a potem czeka aż sprawa przycichnie i ja zapomnę....

68 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2015-07-13 12:01:12)

Odp: on chce rozwodu po 6 miesiącach.
nemesis890 napisał/a:

Nie do końca tak było ze to ja. Ale owszem ja zaczęłam rozmowy i załatwianie, ale on do nich dołączał i mu wszystko pasowało i tego wszystkiego chciał. Dopiero gdy doszło do organizacji i zobaczył że to na poważnie jest to się przestraszył i zaczęło mu odwalać... On dużo mówi a mało robi- dopiero teraz tak naprawdę zobaczyłam (m in. dzięki wam) że jak coś powie i to on to robi dla świętego spokoju a potem czeka aż sprawa przycichnie i ja zapomnę....

Nemesis witaj.
Myslalam o Tobie...przykro ze tak wyszlo ale wiesz przynajmniej ze walczylas. Do tanga trzeba dwojga a Twoj maz chyba nie dorosl do tego małzenstwa. Przytulam Cie kochana.
Tak sobie jeszcze pomyslalam ze moze wizja wyprowadzki i rozwodu podziala na niego jak zimny prysznic ...moze wtedy doceni ze stracil COŚ cennego.

69

Odp: on chce rozwodu po 6 miesiącach.

Nie wiem czy to podziała... Czuje że on to robił specjalnie żebym od niego odeszła, to teraz będzie miał swój upragniony święty spokój... Ja mu powiedziałam że jeżeli nas nie umówi to koniec z naszym małżeństwem i jakoś nie podziałało na niego...

70 Ostatnio edytowany przez nemesis890 (2015-07-13 12:18:17)

Odp: on chce rozwodu po 6 miesiącach.

nie uwierzycie! zadzwonił właśnie i powiedział że nas umówił na przyszły tydzień, bo wtedy ma wolny termin terapeutka. Może troszkę jednak mu zależy. Tonący brzytwy się chwyta...

71

Odp: on chce rozwodu po 6 miesiącach.
nemesis890 napisał/a:

nie uwierzycie! zadzwonił właśnie i powiedział że nas umówił na przyszły tydzień, bo wtedy ma wolny termin terapeutka. Może troszkę jednak mu zależy. Tonący brzytwy się chwyta...

smile Badz teraz konsekwentna ...nie wystarczy ze umowil ma byc i aktywnie  uczestniczyc a nie robic łaske ze sie zjawil. Moze jeszcze nie wszytko stracone wink

72

Odp: on chce rozwodu po 6 miesiącach.

Mam nadzieję że sam zrozumiał to, że potrzebujemy tego bardzo... teraz już będę konsekwentna, mam nadzieję że siły mi starczy...

73

Odp: on chce rozwodu po 6 miesiącach.

Oj Nemesis to co napiszę zaboli i to mocno...

nemesis890 napisał/a:

Witam,
Byliśmy przed ślubem 5 lat ze sobą. 3 lata mieszkaliśmy razem. Wydawało mi się że się dotarliśmy, przynajmniej w większości spraw. Okazuje się że niestety ale nie. Odkąd pojawił się temat ślubu mój, wtedy jeszcze narzeczony zaczął "robić" kłopoty. Nie robiliśmy wesela więc planowanie i organizację zaczęliśmy na 3 m-ce wcześniej. Większość załatwiałam ja, bo to ja "uparłam" się na ślub.

To w końcu kiedy te kłopoty zaczął robić, skoro od początku wiedział, godził się i planowaliście?

Pierwsze było to że  on nagle postanowił że on ślubu kościelnego nie chce! choć wiedział od pięciu lat że tylko taki ślub wchodzi w grę i do tej pory na to się zgadzał.prawie się rozeszliśmy. poszliśmy wtedy do psychologa choć on uważał że to strata pieniędzy ale pomogła nam i dalej organizowaliśmy ślub. Na miesiąc przed ślubem znów była sytuacja że prawie się rozstaliśmy. Sami jakoś ten konflikt rozwiązaliśmy. był skromy ślub potem tydz miodowy. Wróciliśmy do rzeczywistości i mój mąż pokazał pazurki.

Jak najbardziej wierzę Ci, że ty planowałaś od samego początku, ślub, kościół i założenie rodziny, pewnie mu o tym mówiłaś, zastanawiam się czy ewentualny seks był obwarowany promesą ślubu kościelnego w przyszłości? No chyba, że przez te 3 lata wykazałaś żelazną konsekwencję w kwestiach przestrzegania nakazów religijnych. W każdym razie moje gratulacje, choć wiele dziewczyn powołując się na religię często na wstępie "chodzenia" zapowiada, że ona tylko z mężem, a żaden chłopak w to nie wierzy i na ogół ma rację, bo albo kobiece hormony przemówią skuteczniej niż pseudoreligijne uprzedzenia, ewentualnie chłopak straci cierpliwość i pod groźbą odejścia zażąda "dowodu miłości" (tak to się w czasach mojej młodości nazywało), w najlepszym razie chłopak małżeństwo może zawsze ... obiecać. Wtedy dopiero panie mają ciśnienie i żeby ten ślub wziąść gotowe są na wszystko, także na wrobienie chłopaka w dziecko. Gratuluję Nemesis bo jej środki były jak widzę stosunkowo łagodne - zgaduję bo wiele nie napisała, ale szantażyk moralny, psycholog to takie drobne formy nacisku nic nie znaczące wobec celu. Tak w ogóle pomysł na leczenie psychiatryczne niewierzących to w dzisiejszej Polsce pomysł z perspektywami, kto wie czy niedługo nie będzie stałym elementem polityki zdrowotnej kato-państwa.

Po tygodniu przestał się w ogóle odzywał i nie reagował na moje pytania co się stało.po 3 dniach ciszy zaczął się zachowywać jak gdyby nigdy nic. Do tego przy każdej kłótni nawet najmniejszej grozi mi rozwodem i wyprowadzką.  teraz jest tak samo... Mam wrażenie że on dąży tylko do tego żeby to małżeństwo się rozpadło...   co mam zrobić? jesteśmy raptem 6 m-cy po ślubie.... ja nie chce rozwodu.

.

A czym ma ci grozić przepraszam bardzo, w swoim poście nie napisałaś nawet pól zdania czy go kochasz, jak się wam układa w seksie itd... W normalnych relacjach najpierw jest miłość i seks (może być w dowolnej kolejności, albo równocześnie), a ślub jest przy okazji, jako dopełnienie tematu, facet oświadcza się kobiecie sam z siebie gdy się zakocha i gdy jest dobry seks, no i gdy dojrzał już do tej decyzji i robi to z reguły po kliku miesiącach związku, (choć ślub z różnych przy czyn może odbyć się sporo później). Jest taka fajna staroświecka instytucja zaręczyn, paradoksalnie ma ona dzisiaj taki sam sens jak 100 lat temu, zmienił się jedynie zakres swobody obyczajowej i poziom społecznej tolerancji. 100 lat temu tak jak dzisiaj było zwyczajem, że narzeczeni chodzili razem np. na imprezy rodzinne w obydwu rodzinach, mogli się publicznie obejmować całować itp... dzisiaj żyją sobie pod jednym dachem i to nie budzi żadnych kontrowersji nawet wśród konserwatywnych katolików (a wiem co mówię, bo mam żonę z gór). Ja stary komuch też wziąłem ślub kościelny, dwa lata po cywilnym chociaż wcześniej umawialiśmy się, że będzie tylko cywilny i moja żona choć wierząca uszanowała to. Gdy urodziła nam się córka sam jej to zaproponowałem, zrobiłem to dla niej z miłości, bez wizyty u psychologa.

Na tym forum jest masa cierpiących osób, opuszczonych przez TŻ, cierpią, płaczą, bo utracili osobę którą wciąż kochają. Czy ty Nemesis choć jednym zdaniem wspomniałaś o tym, że kochasz tego biedaka którego zawlekłaś przed ołtarz, czy choćby półsłówkiem wspomniałaś jak układa wam się w seksie. Nic z tych rzeczy, nie napisałaś "on chce odejść, ja nie przeżyję jego straty bo go kocham", tylko "on chce rozwodu, ja nie chcę!" nic dziwnego skoro ślub był twoim głównym, albo wręcz jedynym celem związku to wizja szybkiego rozwodu jest przerażająca, tyle wysiłku tyle starań a tu bach. Co jeszcze jesteś gotowa zrobić, żeby powstrzymać rozwód, namówić męża na kredyt hipoteczny, wrobić w dziecko, podjąć kontrolowaną próbę samobójczą, tak żeby go przestraszyć, zaprowadzić do psychologa? Do czego jeszcze posuniesz się w desperacji?

Być może jednak osądzam Cię zbyt surowo, być może presja na ślub spowodowana była tym, że faceta kochasz i bałaś się, że w wolnym związku może cię po prostu zostawić. Jeśli tak to przynajmniej motywy szlachetne, to rozwiązanie które wybrałaś wyjątkowo niemądre, choć wyobrażam sobie wiele innych znacznie gorszych. Traktowanie ślubu jako narzędzia przywiązującego TŻ jest szaleństwem, przecież ponad 1/3 małżeństw się rozpada, nawet dzieci i kredyt hipoteczny nie uratują upadającego związku, oczywiście na pewno skomplikują obu stronom życie, dadzą zarobić adwokatom i na pewno utrudnią późniejsze ułożenie sobie życia z nowym TŻ.|

Dam Ci radę Nemesis, po pierwsze zastanów się co jest dla Ciebie ważniejsze, co byś zrobiła gdybyś stanęła przed takim oto wyborem, twój mąż przestaje być formalnie twoim mężem, ale jako twój facet spędza z tobą z własnej woli resztę życia, macie dzieci, kiedyś wnuki, w jakimś tam szczęściu dożywacie swoich dni, drugi wariant, to zakładając że z jakichś przyczyn do rozwodu nie dojdzie nigdy, masz męża z którym poza papierem nie łączy Cię nic, nawet jeśli nie będzie mógł odejść, będzie cię zdradzał, czy wręcz będzie żył w innym nieoficjalnym ale prawdziwym związku z inną kobietą, ale na papierze będziecie małżeństwem. Jeśli wybierasz wariant drugi, to kończymy temat, jeśli jednak pierwszy, to najpierw sobie uświadom, że walczysz o miłość swojego faceta, a nie o małżeństwo jako takie, to najprostsza ale też najtrudniejsza rzecz do zrozumienia.

Co możesz zrobić? Pytanie czy chcesz coś robić? Po pierwsze nie szukaj racjonalnych podstaw zachowań twojego męża, on jest wściekły na siebie, że go do tego ślubu przymusiłaś, na siebie, że nie miał dość jaj żeby odmówić i pewnie do całego otoczenia, które go do tego ślubu przymuszało znając życie. Być może nie będzie umiał sobie z tym poradzić, może być tak, że po prostu przestał cię kochać (choć pewnie z miłości i strachu przed tym, że odejdziesz wziął z Tobą ślub). W jakiś tam sposób odgrywa się na Tobie, jednocześnie próbuje egzekwować jakieś korzyści z sytuacji w której się znalazł w jego rozumieniu ponosząc znaczne koszty emocjonalne. Po pierwsze spróbuj go przekonać i powiedz mu to szczerze, że choć zależało Ci na ślubie być może zbyt bardzo to jednak bardziej zależy Ci na nim. On o tym doskonale wie, dlatego w czasie kłótni straszy Cię tym czego ty się najbardziej obawiasz, ale gdy usłyszy to od Ciebie może to zmienić jego podejście. Twoje groźby rozwodem mogą go co najwyżej śmieszyć, z czasem żeby utrzymać małżeństwo na papierze będziesz wybaczać więcej o wiele więcej. Nauczysz się kłaść makijaż tak aby nie było widać siniaków, przyzywczaisz się do zapachu innej kobiety w waszym łóżku, człowiek nie świnia, wszystko zniesie.

Wracając do ewentualnego ratowania związku (niekoniecznie małżeństwa), to zamiast budować fundamenty w postaci urządzania domu, (czy nie daj Boże zrobienia dziecka), zacznij odbudowywać mocno podmyte fundamenty waszego związku. Najpierw musisz przyznać się do tego co tak naprawdę wiecie doskonale oboje, że ślub to była przede wszystkim twoja decyzja, a jego zgoda co do której miał poważne wątpliwości, to że ślub był w kościele było dodatkową traumą, ja wiem, że typowa dla katolików odpustowa religijność jest na tyle płytka, że nie robi im różnicy tak naprawdę do kogo, czego i gdzie się modlą, ważne co ludzie powiedzą, ale bycie niewierzącym wymaga nieco większej wrażliwości i moralnej podbudowy, nie dostajesz od księdza dobrodzieja gotowych recept na życie ani nie masz spowiedzi, która świetnie zastępuje prawdziwe sumienie i przemyślenia własnego postępowania. Więc czego większość katolików nie rozumie, że dla osoby niewierzącej udział w katolickim ekschibicjoniźmie religijnym jest dosyć traumatycznym przeżyciem, szczególnie gdy do tego udziału jest się przymuszonym w dowolny sposób. Popatrz na to z tej strony Nemesis i powiedz to mężowi, że zdajesz sobie sprawę, że zrobił coś dla Ciebie, że to doceniasz i przez resztę życia przekonasz go, że warto było, bo jako katolicka żona będziesz dla niego lepsza niż byłaś przed ślubem, z drugiej strony zamiast się kłócić i straszyć zadeklaruj gotowość zwrotu "prezentu - wolności", jeśli nie będzie się układało zaproponuj czasowe rozstanie, niech sobie pożyje na wolności pół roku i po tym czasie się określi czy zostaje z Tobą czy nie, jeśli wtedy wróci wygrałaś, jeśli nie to nic się nie zmieni, bo i tak od Ciebie odejdzie i tak.

74

Odp: on chce rozwodu po 6 miesiącach.
nemesis890 napisał/a:

Oczywiście że bym odeszła, bo nie zamierzałam żyć na kocią łapę do końca życia. Więc to moja wina że on się na coś zgodził i przysięgał a teraz się tak zachowuje?!

Twoja wina, że wymusiłaś na nim tę obietnicę, wbrew jemu samemu grożąc odejściem. To mniej więcej tak jak u nastolatków kiedy chłopak żąda o dziewczyny "dowodu miłości" (tak to się nazywało w moich czasach), grożąc dziewczynie, że innym wypadku odejdzie, a ona bidula we łzach, bo z jednej strony jest zakochana po uszy, z drugiej często niegotowa na seks i nie wie co zrobić, często mu daje, wychodzi beznadziejnie bo ona nie chce, a on nie umie, a potem i tak ją zostawi dorzucając jej parę kompleksów na tle seksu, jakby Polki miały ich mało.

75

Odp: on chce rozwodu po 6 miesiącach.
Leila01 napisał/a:

Mogłaś poczekać skoro nie było tak różowo, zatrzymać się i zastanowić.

Uważam, że nieładnie postąpił Twój mąż bo jednak skoro miał wątpliwości to powinien o nich powiedzieć a nie teraz "psychicznie"
wyładowywać się na Tobie.
Nie można Cię obwiniać bo "naciskałaś" na ślub, mogłaś jednak przystopować.

Pytałaś się męża skąd w ogóle takie zachowanie? Co mu tak bardzo"przeszkadza"?

No przecież mówił! Tylko najpierw nikt go nie słuchał, a potem Nemesis zaprowadziła go do psychologa, bo nie chciał kościelnego i na dodatek zagroziła odejściem, podejrzewam, że nie były to jedyne formy nacisku, chociaż te już same w sobie były niezłe.

76

Odp: on chce rozwodu po 6 miesiącach.
Leila01 napisał/a:
LUSILJU napisał/a:
nemesis890 napisał/a:

Pytałam i się okazało że jemu się dużo tego zebrało i on nie ma o czym ze mną rozmawiać już. Myślałam żeby iść z nim do psychologa znów, ale wątpię czy to coś da oprócz jęczenia że strata pieniędzy... zaczyna mi się już po prostu nie chcieć, walczyć o ten związek... ale gdybym dalej czekała to nadal byłoby dobrze, a poruszenie tematu ślubu nawet później pewnie to samo by wywołało...

ech tak to jest jak sie na kims wymusza małżeństwo,a tu tak bylo...

No ale nie przesadzajmy.
Byli ze sobą ponad 5lat, poza tym facet też ma chyba rozum i jak czegoś niechce, niepodoba mu się, jest czegoś niepewny to zwyczajnie mówi.
Wcześniej było pięknie, ładnie i bum. Mąż autorki jest dorosłym człowiekiem(prawdopodobnie) i zamiast stroić fochy mógł porozmawiać.

Autorko, po co się męczyć z tak infantylym kimś?
Wątpię aby coś zmieniło się na plus, chyba czas się z tym pogodzić i spojrzeć prawdzie w oczy.

Ciekaw jestem kiedy on się na to małżeństwo zgodził?
- 5 lat temu na pierwszej randce?
- przed pierwszym seksem bo pewnie Nemesis zastrzegła, że tylko z mężem i po ślubie
- na trzy miesiące przed terminem po wizycie u psychologa i groźbach zerwania

77

Odp: on chce rozwodu po 6 miesiącach.
assassin napisał/a:

Ty się lepiej ciesz, że nie ma kredytów (chyba?) i dzieci i innych atrakcji... Gość nie chciał nie trzeba było dociskać, tylko się go pozbyć.

A tak na marginesie...chłop jest dorosły, nikt mu chyba strzelby do łba nie przystawiał, żeby przed księdzem stanąć.

Strzelby nie (chociaż cholera wie), ale psycholog plus groźby odejścia to dosyć mocne argumenty motywujące do wzięcia ślubu.

78

Odp: on chce rozwodu po 6 miesiącach.
korektorka napisał/a:

Witaj, jeśli nie zakończyłaś tego związku, to zrób to natychmiast. Z takim dupkiem nie można układać sobie życia. Im szybciej to zrobisz, tym lepiej dla Ciebie. Tylko pamiętaj, że rozpad małżeństwa nastąpił z jego winy.

Niestety sąd w Bolandii może się z tym zgodzić, właściwe byłoby najpierw ustalenie z czyjej winy do tego ślubu w ogóle doszło.

79

Odp: on chce rozwodu po 6 miesiącach.
oliwka86 napisał/a:

Bierz nogi za pas, poki mozna to jeszcze odkrecic, bo za chwile napiszesz ze odbylas z nim kolejna rozmowe i jest sialankowo, a za kolenych kilka miesiecy napiszesz tutaj znowu, ze jestes z dupkiem w ciazy!

\

To będzie ostateczny argument przeciwko rozwodowi, ja pierdziu!

80

Odp: on chce rozwodu po 6 miesiącach.
chomik9911 napisał/a:

Mi się wydaję, że on nie chciał tego ślubu i teraz wszystkie żale i frustracje przelewa na Ciebie - kłócąc się i obrażając Ciebie, bo nie mam jaj żeby powiedzieć Ci wprost o co chodzi. A Wy się non stop kłócicie? Słyszysz od niego miłe słowa? W seksie Wam się układa?

Ale jaki tam seks i jaka miłość, tu o ślub chodziło nie widzicie tego, a teraz nawiększe przerażenie budzi, nie to że facet odejdzie, że zdradzi, tylko że będzie rozwód. Nie wiem czym może chłopa nastraszyć Nemesis, bo straszenie rozwodem może sprawić, że chłopu co najwyżej zajady ze śmiechu popękają, natomiast on najwyraźniej wie na czym małżonce tak naprawdę zależy i czym należy ją motywować.

81

Odp: on chce rozwodu po 6 miesiącach.
nemesis890 napisał/a:

Ja po prostu chciałam być szczęśliwa z facetem którego kocham i który twierdził że mnie również kocha. Czy to zbrodnia?!

Żadna zbrodnia, przeciwnie największy problem w tym, że te słowa znalazły się gdzies daleko w dyskusji, a od nich powinnaś rozpocząć pierwszy post, Twoje słowa o pragnieniu szczęścia i miłości brzmią zastanawiająco, skoro zgodę na ślub poparłaś groźbą zerwania. W dodatku jak sama napisałaś na forum, to nie był blef, tylko jak najbardziej realna groźba, którą zamierzałaś spełnić gdyby chłopak dalej ociągał się z ożenkiem. Czy przed ślubem byłaś szcześliwa i kochałaś obecnego męża, czy do tego szczęścia i miłości niezbędny był ślub.

82

Odp: on chce rozwodu po 6 miesiącach.

Paweł, musisz tak spamować? Jest opcja ''edytuj''.

Autorko, jak się sprawy miewają?

83

Odp: on chce rozwodu po 6 miesiącach.
nemesis890 napisał/a:

Specjalnie o wszystkim z nim rozmawiałam bo wiem jakie jest jego podejście do wiary i oczywiście wszystko przegadaliśmy, oboje w różnych kwestiach poszliśmy na kompromis.

.
Buhahaha, to tak jak się mówi w polityce np. o kompromisie aborcyjnym. W każdym razie jak sądzę o tym wiesz akurat, że z punktu widzenia Twojej religii, po ewentualnym rozwodzie znajdziesz się w sytuacji o wiele gorszej niż żyjąc z narzeczonym bez ślubu. Pewnie o tym wiesz, ale będac rasowym bolszewikiem (takim z nożem w zębach, a nie europejskim genderem) też trochę konkurencyjną ideologię poczytałem.

Więc tak jeśli parka jest zaręczona i uprawia seks przedmałżeński, którego źródłem jest miłość, to jest to co prawda grzech, ale z kategorii tych lekkich, trzy zdrowaśki i sumienie czyste. Jeśli kogoś wyjątkowo drażni życie w takim grzechu, to nie ma problemu żeby latać do spowiedzi po każdym numerku. Paradoksalnie nawet ci, którzy zdradzają żony i mężów mają łatwiej niż to co czeka Nemesis po rozwodzie. To akurat rozumiem, w sumie lepiej iść do spowiedzi, opowiedzieć dobrodziejowi o zdradzie, uspokoić sumienie i wyjść z kościoła czystym jak dziwka po wzięciu prysznica, niż w napadzie wyrzutów sumienia wyznać winę nieświadomemu partnerowi i zrujnować życie jemu i całej rodzinie.

Ale po rozwodzie tu zaczynają się schody, dla twojego jeszcze obecnego męża to żaden problem, tak to jest gdy na siłę bierze się ślub kościelny. W każdym po rozwodzie występuje jak to mówią typowy pat. Z jednej strony dla kościoła jesteś dalej mężatką, bo małżeństwo nawet wymuszone to fikcyjne jeśli skonsumowane to nierozerwalne przynajmniej bez dużej kasy. Więc życie z innym facetem to już grzech, w dodatku nie da się zawrzeć  nowego związku drugiego ślubu kościelnego nie będzie, więc znowu grzech ciągły. Na szczęście nie oznacza to potępienia, tylko czyściec, dużo dłuższą drogę do zbawienia, ale szansa jest. Zostają jeszcze dwa warianty życie w pojedynkę (ale onanizm też jest grzechem, choć nie rozumiem dlaczego u kobiety), ale można go wyspowiadać, tylko podobno włosy na rekach od tego rosną ale to chyba facetom, chociaż u siebie nie widziałem. No i życie w klasztorze. Jak widzisz Nemesis marny interes przynajmniej w aspekcie religijnym zrobiłaś na tym ślubie. No jest jeszcze jedna forma uwolnienia się od małżonka, która co prawda obciąża grzechem śmiertelnym, ale na ukatrupienie niewiernych kościół często dawał dyspensę, nawet robił świętymi w końcu pamiętamy ("zabijajcie wszystkich Bóg rozpozna swoich" albo "Gott mit uns")

84

Odp: on chce rozwodu po 6 miesiącach.

Paweld1974 czemu maja sluzyc te wywody ponad miesiac po ostatnim poscie Autorki? Sadze ze juz podjela jakies kroki od tego czasu i Twoje rady to musztarda po obiedzie. Słaby refleks tongue

85

Odp: on chce rozwodu po 6 miesiącach.

Bardzo się Pawle rozpisałeś na temat mojego związku ze strony wiary. Nawet chyba za mocno trochę. Owszem wiara jest dla mnie ważna ale nie najważniejsza. ślub kościelny byl dla mnie ważny i nie ukrywałam tego od samego początku i od samego początku wiedział że ja nie zgodzę się żyć na kocią łapę. Więc po raz kolejny powtarzam- jest dorosłym i myślącym facetem więc powinien wiedzieć na co pisze! Nigdy nie stałam nad nim z siekierą, to były jego świadome decyzje. Wielokrotnie rozmawialiśmy o ślubie, chciałam wziąć z nim w pewnym momencie  ślub niepełny- żeby wyrzekł się wiary i wtedy i ja będę zadowolona i jemu powinno to pasować, ale powiedział że tego nie zrobi. Więc po raz kolejny podjął świadomą decyzję. nie zastrzegałam żadnego seksu, był seks zaraz po tym jak poczułam że to coś więcej niż zauroczenie.
Byliśmy u psychologa i jasno dostał sygnał że nie umie żyć w związku bo nie miał żadnego przykładu w domu i zostal wychowany jak jedynak (jego rodzeństwo jest dużo starsze).. 
Juz przestałam bać się jego gadania o rozwodzie- na pewno nie będzie to moja wina. Jeżeli po raz kolejny mi to wykrzyczy to się zgodzę i jeszcze pozew napiszę.

Posty [ 66 do 85 z 85 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » on chce rozwodu po 6 miesiącach.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026