Cześć, postanowiłem napisać na kobiecym forum, bo może tutaj znajdę jakieś porady, które być może zaważą na losie mojego małżeństwa. Ogółem nie chce się rozwodzić z żoną - żal mi przede wszystkim córki (ma niecałe 4 lata), ale dłużej nie mogę tak żyć. Jestem nieszczęśliwy od lat i moje wszelkie próby ratowania małżeństwa po prostu upadły. Głównie przez brak chęci mojej żony do podjęcia jakiejkolwiek pracy nad związkiem. Po prostu wygląda to tak jakby się usadowila wygodnie w domu I myśli że tak będzie całe życie. A ja mam tego serdecznie dosyć. Ale po kolei.
1. Oboje mamy po 33 lata. Znamy się od ok. 16 lat i prawie tyle samo ze sobą jesteśmy. Od 7,5 roku jesteśmy małżeństwem.
2. Mamy 3,5 letnia córkę, która była wyczekiwana i zaplanowana. Bardzo ja kochamy i oboje chcielibyśmy mieć więcej dzieci- żona na pewno jedno ja najchętniej z dwójkę.
3. Mieszkamy w dużym mieście mamy dwupokojowe mieszkanie, które w naszym przeświadczeniu jest trochę za małe i mieliśmy plany aby je zmienić.
4. Obecnie tylko ja pracuję. Żona rok temu nie dogadała się z szefem i w efekcie zwolniła się z pracy. Nie musze dodawac ze bez porozumienia ze.mna. Ogółem nie chciała słyszeć o przejściu na cały etat, czego jej szef wymagał. I to pomimo że mieliśmy po jej przejściu na caly etat starac sie o wieksze mieszkanie. Tak zasadniczo mielsimy ustalone. Ale zona stwierdziła że ona nie da rady na cały etat pracować. Ostatecznie zwolniła się za porozumieniem stron.
5. Przez ostatni rok żona siedziała w domu I przez długi okres czasu udawała że szuka pracy. Ogółem opiekowała się dzieckiem bo córka często chorowala. Zasugerowałem jej że nie jest w domu aby opiekować się dzieckiem tylko, aby szukać pracy- to jest jej priorytet itd. Nie raz się zdarza że córka jest w przedszkolu A moja zona w domu siedzi i nie może się wyrobić z niczym. Tzn. Zrobi pranie, coś ugotuje, ale np. W kuchni taki syf zostawi, że nawet nie ma gdzie sobie kanapki ukroic.
6. Ogółem nie zarabiam tyle, aby nasz budżet na dłuższą metę wytrzymał dalsze siedzenie żony w domu. Na szczęście mamy jakieś oszczędności to czasami ten budżet tak reperujemy, ale bardzo tego nie.lubię, gdy podbieramy z oszczędności. Niby żona dostała pracę od września br i ma iść pracować.
7. Niestety od kwietnia narzeka na dolegliwości wskazujące że prawdopodobnie ma boreliozę. Dlatego mam obawy czy w ogóle w tej pracy wytrzyma. A nie jest to ciężka robota fizyczną tylko biurową. Sam również mam biurową, która przez długi okres czasu byla niedoceniany przez żonę i jej rodzinę. Chodzi o to, ze żona pochodzi ze wsi i w jej rodzinie jest kult pracy fizycznej. Co oznacza mniej więcej tyle że jeśli siedzisz przy kompie w pracy to nie pracujesz. Zarobki mam ok, sporo ponad srednia krajową, ale jednak ciągle trochę brakuje- m.in przez brak gospodarności żony.
8. Starałem się budżet podreperowac, dlatego tne koszty. Kupiłem rower, który wprawdzie kosztował trochę, ale kupiłem go za moja juhileuszowke z pracy, której się nie spodziewałem. Pozwala mi to na zaoszczędzenie paliwie ok. 200 zl miesięcznie. Poza tym podpisałem inna umowę na telefony komórkowe, dzięki czemu zamiast 150 zł płacimy 50 zł. Ponadto staram się zawsze wyszukiwać okazje czy podczas zakupów.zywnoaciowych czy innych. Ganiam rodzinę aby wylaczala światło bo moja żona potrafiła np. Włączyć 3 lampy w kuchni A potem przyjść do pokoju i oglądać telewizję przez godzinę.
9. Wynioslem z domu oszczędność ale umiarkowaną. Nie jestem sknera i lubilem mojej zonie kupowac ciuchy czy biżuterie lub zabierac ja na jakis wyjazd np na weekend. Ale ona niczego nie szanuje i nie docenia. Łańcuszek złoty ktory jej kupiłem zostal zerwany bo dala corce.do zabawy. Kosmetyki ma drogie gdzie puder kosztuje np. 300 zł. Też dała córce do zabawy. To samo okulary przeciwsłoneczne itd.
10. Nie znoszę wyrzucania żywności. Moja żona ogółem ma to w pompie. Potrafi ugotować nowy obiad i to pomimo tego że w lodówce jest stary niezjedzony z wczoraj lub sprzed np. 2 dni. Potem bez żadnego żalu te jedzenie wyrzuca. A mnie szlag trafia. Po prostu nie potrafię zrozumieć że nie może spojrzeć do lodówki zrobić przegląd co jest, co trzeba zjeść itd. Ona woli sobie nowe ugotować.
11. Przez pierwsze 1,5 roku po urodzeniu córki robiłem wszystko. Chodziłem do pracy. Przechodziłem z pracy sprzątałem po księżniczce, bo przecież ona nie mogła bo się dzieckiem opiekuje. Nie raz wchodziłem do domu i miałem prawie wręczane dziecko. Gotowałam obiady, sprzątałem także po żonie. Karmilem dziecko, kąpałem, usypialem, myłem i gotowałam butelki, przebieralem itd. Na drugi dzień przechodziłem i znowu to samo. Bo moja zona nawet nie potrafiła w kuchni po sobie posprzatac. Nawet śmieci nie.umiala wyrzucić. Jak jej kiedyś zwróciłem uwagę aby wyrzuciła plastik bo nie jest ciężki to była na mnie oburzona. Cały czas oczywiście mi wmawiala że ja sobie tylko rachuneczki place i siedzę przy komputerze. A kiedyś dałem jej do zapłacenia rachunek za telefon i Oczywiście nie zapłaciła i prawie nam telefony odcieli. Ogółem przez te 1,5 roku robiłem praktycznie wszystko- załatwiłem sprawy, robiłem zakupy itd. A jak ona to komentuje do dzisiaj? Że.to nic takiego bo przecież mężczyźni tak dzisiaj robia. Tak oczywiście na pewno 100% facetów tak robi.
12. Po upływie 1,5 roku od urodzenia dziecka- moja zona najpierw była na macierzyńskim, potem wymogla na mnie zgodę na przejście na wychowawczy- odezwał się do niej szef, aby przyszła do pracy na pół etatu. Ona nie chciała, ale wyszedłem z założenia że już najwyższy czas aby się ogarnela bo w domu się zasiedziala i zaczęła się jak hrabina zachowywać. Poszła do tej pracy i wtedy zaczęła.mi dopiero robić sceny. Ogółem miała do mnie żal że.musi do pracy chodzić. Zaczęła mi ublizac itd. Jej mamusia też ja podjudzala. Ostatecznie pomiędzy klotniami zaczęła przebakiwac o drugim dziecku. Oboje chcieliśmy dziecko, tylko że pierwsze było poczęte w wyniku naszej miłości. Oboje je chcieliśmy i marzylismy o nim. A moja zona ubzdurala sobie drugie dziecko bo chciała się z pracy wyrwać i pójść na zwolnienie. Ja twardo stałem że musi przejść na cały etat popracować 3-6 miesięcy i trzeba nowe mieszkanie kupić. Poza tym nie oszukujmy się zawsze miałem za malo seksu. Nie raz się zdarzało się kochalismy się raz na 2 tygodnie. Jak zaszła w ciążę to w ogóle przestaliśmy się kochać żeby przypadkiem nie doprowadzić do jakieś infekcji itd. Czyli przez prawie 8 miesięcy nic. Potem jak trzeba było poród wywoływać, to ok. A po porodzie nie nalegalem byłem zachwycony córka. Ale w każdym razie 2-3 miesiące po porodzie chyba po raz pierwszy się kochalismy. Ale.potem to już tak rzadko następowało że czasami 1 w miesiącu się zdarzało. Moja żona oczywiście zasłanial się dzieckiem lub złym samopoczuciem czy zmęczeniem. Ja to rozumialem, ale codziennie? Z.tego względu powiedziałem że albo propagujemy nad naszym życiem małżeńskim albo nie ma mowy o dziecku. Bo ja nie mam ochoty resztę życia być odsuwany, bo w odpowiednim momencie już oddałem te dwa najważniejsze strzały.
13. Prosiłem ja wielokrotnie że musimy sobie poświęcać trochę czasu, bo inaczej milosc umrze itd. Kiwala glowa mówiła że mnie kocha i że jej zależy A potem znowu to samo. I nawet nie chodziło o seks, ale o wspólne spędzanie czasu. Nie wiem wyglądało to tak jakby nasze malzenstwo miala gdzies.
14. Chciałem ja trochę rozgrzać. Kupowałem jej jakaś seksowna bieliznę. Proponowałem jakies urozmaicenia w łóżku. No Ale uznała że bielizna to dla mnie prezent A nie dla niej. Przykro m sie zrobilo, bo jak rozmawialem z nie jedna koleżanka to mi mówiły że to Zajebiscie jak im facet kupi seksowna bieliznę. Że się czuja seksownie itd.
15. Wielorkotnie mowiłem jej że chodzi też o jej inicjatywę. Że nigdy ona niczego nie wymyśli. Złapałem się na tym że w sumie ona nigdy mnie nigdzie nie zaprosiła przez te 15 lat. Jak jej matka do nas przyjezdzala to nawet nie wpadla na to aby ja poprosic zeby z Mala zostala a my sobie gdzies wyjdziemy. Kiedys jej to wypomnailem to nastepnym razem kino mi zaproponowala- wow to sie wysilila. A jej matka na drugi dzien poejchala sobie do drugiej córki w tym samym mieście i cały dzień chodziły po sklepach na jakieś masaże czy coś i potem na obiad do knajpy. A potem na trzeci dzień wszyscy z zwalali się do nad i jeszcze trzeba było dla ich obiad gotować. Dodam tylko że siostra mojej żony jest bardzo nastawiona na siebie osoba. Nie ma.dzieci i nigdy nie myśli o innych. Kiedyś się żony zapytałem dlacz3go ona nie ugotuje dla.nas obiadu tylko my musimy dla nich A one się po restauracjach w swoim gronie woza. Zawsze wszytko ja organizowalem. A ona nic. Zasłania się jak zwykle zdrowiem zmęczeniem albo tym że nie chce marnować pieniedzy. Odpowiadalem jej że jak tak dalej pójdzie to nie będzie żadnych pieniędzy bo nasz związek się rozpadnie. I znowu niby jej zalezalo i kowala głowa i dalej tak samo.
16. Moja zona jest dość irytująca osoba. Ogółem dla otoczenia. Jest maruda. Potrafi człowieka zameczyc bo ciągle się o coś martwi. Do tego ciągle jej coś śmierdzi i mało co jej smakuje. Jest mocno wybredna chyba dlatego ze ja tak nauczylem. Za dużo jej pod gebe gotowego podstawialem. A kiedy przestałem to zaczęła się wkurzac. Nawet jej rodzice już maja dosyc tego jej marudzenia. Poza tym ciągle jest zmęczona i ciągle by tylko spała.
17. Jak przestaliśmy spędzać ze soba czas jako malzenstwo to jedyny kontakt był właśnie przez te jej marudzenia, ale ja nie.mialem ochoty ciągle tego samego słuchać. Dlatego się pewnie trochę odseparowalem.
18. Od początku 2017 moze od końca 2016 roku zacząłem jej przebakiwac że jestem nieszczęśliwy i nie chce tak dalej żyć. Że mi się nie podoba nasze małżeństwo i chciałbym żebyśmy coś zmienili w innym razie nie dam rady i się rozwiedziemy. Na początku to bagatelizowala i mnie wysmiewala że bzdury wymyślam. Potem w sierpniu 2017 r. Rzucila te prace, to już w ogóle nam się zaognilo. A parę lat wcześniej już jedna pracę rzuciła, studia podyplomowe też rzuciła przez co byliśmy w plecy ok 2000 zl. Oczywiście również wtedy się z moim zdaniem nie liczyła.
19. Moja zona jest osoba niezdecydowana. Nigdy nie ma swojego zdania. Tzn ma ale często muszę je z niej wyciągać. Najczęściej mi mówi: nie wiem. Najlepiej nie podejmować decyzji. Często ja musiałem podjąć decyzję bo inaczej tkwili byśmy w marazmie. Wszystko ok gdy decyzja jest trafna. Ale jak tylko pojawiają się negatywne skutki to wiesza na mnie psy. Ze to moja.wina bo se wymyśliłem itd.
20. Od razu pusze, ze nie jestem święty. Potrafię być wredny i jej dogryzac i odgrywać jej się. Potrafię ja zaatakować itd. Ale uważam że ona całkowicie przekroczyła wszelkie granice. Mogę.o tym później napisać, bo w sumie i tak w tym poscie już dużo napisałem. Ogółem sprawa wygląda dzisiaj tak. Ja mam totalnie dosyc. Powiedziałem jej że nie ma mi nic do zaoferowania, bo prać sprzątać gotować sam sobie mogę. Seksu nie uprawiamy już chyba od 2 miesięcy. A ja totalnie nie mam ochoty. Jestem na etapie takim że zaraz nie będę mógł nawet na nią spojrzeć. Po prostu mam jej dosyć. Ciągle mi jednak leży na sercu dobro mojego dziecka. I tylko to mnie powstrzymuje przed rozwodem. I tylko to powoduje ze jeazcze gdzies tam mam nadzieje że może się zmienić.
W marcu br mieliśmy 7 rocznicę ślubu. Moze i to bylo chamskie, ale W ramach prezentu procz kwiatow dałem jej projekt pozwu rozwodowego i zapytslem czy tego chce. Na marginesie dodam ze ona o rocznicy zapomniała zreszta jak zawsze. Powiedzialem ze nie chce się rozwodzić i nie chce tego pozwu wysyłać ona w sumie uznała podobnie. Ale kurde i tak nic się nie zmieniło. W międzyczasie miała urodziny- kupiłem jej prezent oficjalny i nieoficjalny. Tym drugim był wibrator. Ktory wyprobowalismy. Ponadto zabrałem ja do knajpy na sushi bo bardzo lubi. Niby było tak fajnie. Potem na.przelomie maja i czerwca zabrałem rodzinę do Grecji na wakacje. Ogółem co roku wyjedlzdzamy za granicę plus do tego mamy kilka mniejszych wyjazdów w weekendy.
Zapomniałem napisać, co dość istotne że pod koniec kwietnia 2018 zmarła moja mama. I wiecie że ja i tak bardziej przeżyłem kryzys w moim związku, fakt rzucenia pracy przez moja żonę niż śmierć mamy? Wprawdzie teraz ta śmierć.do mnie wraca, ale.jakos sobie radzę. Za.to w moim małżeństwie nie mogę w ogóle polegać na.zonie i to całkowicie mnie rozbija. Ona nawet jak mi jakies awantury robi to nawet nie beirdze pod uwage ze kwartal temu moja mam zmarla. Gdyby jej sie to przytrafilo to pewnie skonczylaby w psychiatryku. Nie raz zdarzało się że żona mi do pracy dzwoniła i o coś awanturę wszczynala przez co przez 3 godziny się z nerwów trzaslem i nie mogłem się.uspokoic.
Jak wczoraj z nią gadałem powiedziałem że mam jej dosyc jej marudzenia, tego że nic jej nie smakuje, wszystkich krytykuje, Wszystko jej śmierdzi i w ogóle zawsze wszystko jest źle. Że jedynie córka ja przed rozwodem broni. Mówiłem że może jeszcze jest szansa żeby nas ratować. A ona nawet się do tego nie odniosła. Jakbym rzucał grochem o ścianę. Powiedziałem że mnie nie kocha i swojego dziecka też nie bo tak postępując rozbija naszą rodzinę.
Nie ukrywam padło dużo brzydkich rzeczy przez kilka lat kłótni ale fakt jest taki że jej rodzina jest trochę niezaradna. Jej siostrę prawie siła do nas wziąłem bo siedziała na wiosce nie.miala pracy faceta i perspektyw. Ponad Trzy tygodnie nie umiała sobie pokoju na wynajem znaleźć. A potem jak już znalazła to nam nawrzucala jak to już na szczęście nie musi się z nami męczyć. Tylko że to my się meczylismy z nią. Moja zona podobnie całe życie z nia wszystko ja zalatwialem, ja myślałem i ciagnalem ja jak te kule u nogi. A ona tylko miała oczekiwania i mnie krytykowała. A ja jej od lat powtarzam że jak ma mnie krytykować to niech to będzie konstruktywne. Czyli nie zgadzasz się z tym to daj alternatywę. I z tym jest najgorzej.
Ogółem siedzę od paru dni zdolowany i myślę że ostatnia szansa to forum oraz ewentuslnie terapia. Ale troxhe mam obawy że trafię na słabego terapeutę. Nie.ukrywam że trochę się już pogodzilem z perspektywą rozwodu, nawet z tym że moja corka na tym ucierpi. Jestem co raz blizej żeby ten pozew złożyć.
Pisałem o boreliozie. Moja żona od kwietnia br się źle czuje. Dla mnie jest to tylko nasilenie jej objawow z ostatnich 15 lat. No Ale próbuje te boreliozę zdiagnozować. Nie musze mówić że wszystko prywatnie. W ciągu niecalego miesiąca na badania poszło ok. 1500 zł A i tak nie wiadomo jeszcze nic. Nie żałuję mojej żonie pieniedzy na badania czy leczenie, ale ostatnie właśnie podczas jej napadu dzwoniła do mnie do pracy i zrobiła ni Awanturę ze wycenilem jej zdrowie na 200 zł. A dlaczego? Bo nie chciałem się zgodzić na rezonans za 600 zl. Bo moja mądra znana 23 sierpnia ma wizytę u neurologa i chciała mieć wynik na te wizytę. Mówiłem jej że na rezonans się czeka.i żeby się zainteresowała. Od początku sierpnia wiedziała że ma zrobić. Ale jej się przypomniało dopiero 10.08. A na wynik się czeka z tydzień. No i szybko szybko i że mam jej dac 600 zł. A ja na to ze na grouponach sa za 350 zl. Ale jej termin nie odpowiada bo noe zdazy ma.wizyte. A to moja wina że się nie zainteresowala? Ostatecznie kupiłem kupion za 300 zł Bo była jeszcze zniżka o 50 zł A termin jednak się znalazł na 16.08. Ale ile.mi krwi kapsuła, że jej żałuję, że ona weźmie od rodziców itd.
Tak w ogóle to non stop mnie szantazuje że komuś powie, że rodzicom naskarzy itd. Ja mam to gdzieś mam 33 lata jestem samodzielnym dorosłym mężczyzną i mam się czyichś rodziców bać? Śmieszne
Nie ukrywam że fakt że nie mam drugiego dziecka mocno mnie zasmuca. Tym bardziej że moi znajomi i sąsiedzi już idą z druga tura.dzieci. Moja żona się popisał po raz kolejny i mi pocisnela że inni to wiedza jak się za dzieci brać A.ja jak zwykle.sie zgapilem.
Heh, tylko że ja bym mógł mieć jeszcze z 10 dzieci tylko nie z nią I w tym tkwi problem. Dopóki się nie zmieni i nie ogarnie to może.dostac ode mnie tylko rozwód.
Poradzicie mi cos? Tylko prosze nie piszcie widziały galy co brały. Bo to te nie fair. Ogółem o swoim życiu decydujemy jak jesteśmy młodzi i jesteśmy idiotami. I jak chyba też tak miałem, ale cały czas.wierze ze może być dobrze.