Dobra dobra, Ty mi tu mów o samych tuczących i niezdrowych pysznościach, a nie znowu o nim !
Podobne tematy
67 2015-03-06 16:48:43 Ostatnio edytowany przez tamta89 (2015-03-06 17:06:32)
A jakie ciasta i ciasteczka i torty pyszne piłkę
palce lizać. Chociaż przyznaję, że od listopada nie ugotowałam nic. Nie potrafię.
Dziewczyny a myślicie że powinnam zażądać od niego zwrotu pieniędzy? On po rozstaniu mówił że mi odda, ale w międzyczasie to ucichło. Chodzi o 1300 zł, to są pieniądze które poszły na kaucję mieszkania które wynajmowalismy razem, a teraz został tam on. To jest prawie moja dwu miesięczna wypłata. Z drugiej strony on w międzyczasie kupił sobie nowy telewizor, a "stary" oddał mi, łaskawca. Nie prosiłam o to. To była jego propozycja i on napewno tyle już nie jest wart. Za tyle to on go kupił 6 lat temu. Ale nie chcę żeby ktokolwiek mógł mi powiedzieć że jestem jakas pazerna. Mam możliwość żeby go poprosić o zwrot bez kontaktu z nim. On ma mój nr konta.
Jak myślicie?
I zaczynam się czuć coraz gorzej. Jakby mi ktoś jakiś ciężar na klatkę piersiową położył......
Jeśli zależy Ci na tych pieniądzach, to oczywiście, że powinnas zapytać o ich zwrot.
Mam jednak wrażenie, że wynajdujesz sobie tylko powody do kontaktu z nim.
Jeśli pieniądze są teraz dla Ciebie sprawą nadrzędną, to po pierwsze napisz do niego krótkiego maila z zapytaniem kiedy zwróci Ci tą kwotę.
A po drugie, zamow taksówkę, dogadaj się z kierowcą, że mu ten cholerny telewizor zawodzie i wniesie pod drzwi i tyle.
Przepraszam jeśli nie odpisuje od razu, żeby podtrzymać Cię na duchu, ale jestem bardzo daleko i nie dość, że tu jest inna strefa czasowa, to jeszcze monsun, bo pora deszczowa i pierwszy dzień mam na sobie nowy biustonosz, a to jest najgorsze ze wszystkiego ...
IsaBella, ja nie muszę się absolutnie z nim kontaktować. Wystarczy przekazać wiadomość przez przyjaciela i czekać na przelew. I z jednej strony tak, chciała bym je odzyskać bo to dla mnie mnóstwo pieniędzy jest, ale z drugiej nie chcę żeby ktokolwiek myślał, że jestem jakaś pazerna, że mi się związek rozwala a ja tylko o pieniądzach myślę, czy że chcę się mścić na nim w ten sposób. Bo to nie chodzi o żadną zemstę. Nie chce żeby się przez to ludzie ze mnie śmiali.
Już widzę, że najgorsze są u mnie wieczory i ranki. Siedzę teraz w pracy i z całych sił powstrzymuje się żeby nie wyć. Chciałabym być bardzo, bardzo silna, tak żeby spłynęło to po mnie jak po kaczce.
71 2015-03-06 22:58:18 Ostatnio edytowany przez tamta89 (2015-03-06 23:33:12)
I co mi teraz w głowie siedzi? Że to moja wina. Bo jakbym mu nie pozwoliła w październiku się z nią spotkać to on by się nie zauroczyl. To nie zaczął by nas porównywać. A wiadomo z góry że w takim porównaniu ja wyjdę gorzej. Że gdyby nie to, to nadal bylibyśmy razem szczęśliwi. A on musiał się wtedy zauroczyc. To zaczęło się wtedy. Gdybym dołączyła....
Mam do siebie o to ogromny żal.
Ja czuję że to moja wina.
I dlaczego ona jest taka świetna żeby z jej powodu zaprzepascic taki Związek? Co ona ma w sobie czego ja nie mam????
Jeżeli chcesz i potrzebujesz tych pieniędzy to się upomni. Jest jego psim obowiązkiem je oddać! A tym co myślą inni się nie przejmuj, pazerna nie pazerna..a kogo to obchodzi kto co powie? Jak ktoś będzie mądry to zrozumie jak głupi, nie warto sie tym przejmować. Pamiętaj, że ci co oceniają, na chleb Ci nie dają.. sama o to dbasz.
Jeżeli to Twoja "wina", że facet się z kimś spotkał i zauroczył to ciesz się, że takie "błędy" popełniasz..Jak nie ta to innym razem trafiłaby się inna i byłby ten sam scenariusz. Lepiej teraz niż po ślubie, jeszcze masz szanse odbudować sobie życie z czystą kartą i bez dzieci jakiegoś niezdecydowanego gbura.
I uważam, tak jak wcześniej wspomniałam, że pewnie on Was nawet nie porównywał, trafiła się świerzynka to się chłop cieszy, że jeszcze dla kogoś jest atrakcyjny.
Nie pozwoliła ??
On nie jest psem, żeby mu pozwalać wachac obce podwórka albo nie.
Nie jest też ani dzieckiem, żeby mu zabraniac czy wychowywać go ....
Musisz zrozumieć, że to jest dorosły człowiek, tak jak i Ty.
On jest obdarzony wolną wolą i ma prawo dokonywać wyborów ....
Jeśli cokolwiek zrobił, to zrobił to dlatego ze CHCIAŁ.
A z tego co piszesz wynika, ze szczęśliwi nie byliscie już od dawna, więc to nie było tak, że nagle jak nie pierdutnie, i jak piorun kulisty wpadła tamta dziewczyna i rozwalila Wasz bardzo solidny i udany związek ... To nieprawda.
Ona nie jest świetna. Ona jest po prostu inna niż Ty, to wszystko. To, że wybrał ją w niczym Ci nie umniejsza !!
To nie tak ze nie układało się od dawna. W październiku chciał już natychmiast ze mną ślub cywilny brać, a w listopadzie mnie zostawił. A w październiku też widział się z nią.... Gdzieś w pewnym momencie zaczęło się tak psuć i jak teraz o tym myślę, to jest całkiem możliwe że od tego spotkania.
Nadszedł wieczór to i mam takie myśli. I rozpacz mnie ogarnia. Bo skoro on jak poszedł to mnie zdradził, to znaczy że w przyszłym związku nie powinnam się godzić na spotkanie z inną dziewczyną beze mnie? To chyba bez sensu. A z drugiej strony znowu zaufać tak bezgranicznie? Jak?
I skoro tak łatwo mu poszło to znaczy, że co? Że ja nic nie znaczylam? Wytlumaczcie mi jak to Jest? Bo ja tego pojąć nie potrafię.
Myślę, że tak jak pisalas wcześniej, on ma problemy z emocjami.
Tak naprawdę zachował się jak głupi cwok, jednego dnia prawie ciągnąc Cię do USC, a w międzyczasie kombinujac już na boku z inną dziewczyną.
Sądzę, że to jest ten czynnik kuszacej nowości i niewiele więcej.
Cóż, życie zweryfikuje moją opinię ....
Bardzo prawdopodobne że on jednak po jakimś czasie ocknie się że nie ona, tylko jednak Ty, ale jak na prawie 30 letniego faceta on zachowuje się okropnie nieodpowiedzialnie i infantylnie.
Wiem, sama uważam że zachowuje się jak gowniarz, bo nawet jeśli coś źle się działo to w tym wieku i po tylu latach razem nie ucieka się do innej, tylko mówi co jest nie tak i próbuje znaleźć rozwiązanie.
Czasem mam wrażenie, że to ja jestem starsza od niego.....
I teraz jestem wściekła na niego.
Mam huśtawki nastrojów ![]()
Wzięłam tabletki uspokajające a snu ani widu ani słuchu....
Daleko od domu, na deszczowej ciepłej wyspie też nie można zasnąć, choć tu juz jest prawie 4 rano ...
Chciałbym być teraz tam z Tobą... Daleko, daleko stąd.
Zaraz zaraz.
Słuchaj no.
A weź może pojdz do lekarza, co ?
Może jakieś łagodne środki farmakologiczne pomoglyby Ci przejść ten najtrudniejszy pierwszy okres po rozstaniu ?
Nie mówię tu o jakimś zamulaczu, ale coś wyciszajacego byłoby dobre może.
Co o tym sadzisz ?
Może to dobry pomysł.
No właśnie, pomyśl żeby podejść do lekarza i niech Ci przepisze coś doraźnego kiedy nie będziesz mogła zasnąć albo jak zaczyna Cie za mocno ściskać.
I nie ważne gdzie jesteś, myślami byłabyś i tak blisko niego.. za jakiś czas będziesz daleko od tej sytuacji tylko daj sobie czas.
Umówiłam się już na poniedziałek do psychologa. Bo na psychiatre to chyba jeszcze za wcześnie? Poczekam, zobaczę co ona mi powie. Ale przydały by się takie leki... Niestety ![]()
Nie nie, do psychiatry wystarczy jedna wizyta żeby Ci coś przepisał, ja brałam Cloranxen właśnie doraźnie. Bez tego bym się wykończyła. Tylko trzeba ostrożnie z takimi lekami. Ty nie jesteś chora psychicznie i nie musisz chodzić na stałe wizyty do psychiatry ![]()
Zasnęłam w końcu, tyle że co jakiś czas się budziłam. Przynajmniej nie pamiętam żeby mi się snili dzisiaj.
Natomiast dzisiaj sobie myślę że przyjdzie taki dzień, że on zrozumie. Że się opamięta...
No to teraz czym prędzej bierz się za siebie, abyś w momencie kiedy przyjdzie taki dzień kiedy to się opamięta, była na tyle silna, żeby go do siebie więcej nie dopuścić... Po co Ci oszust?
Mam teraz takie myśli że on się zwyczajnie pogubił, że poczuł się wolny, że się nią zafascynowal. Nie będę na niego czekać. Nie w ten sposób. Zamierzam żyć tylko dla siebie i oglądać się tylko na siebi, np jak poczuje się gotowa to będę się z kimś umawiać, a nie czekać na niego. I być może kiedy on się ogarnie to ja już będę na takim etapie że go zwyczajnie wysmieje. Ale przynajmniej dzisiaj jakoś jest mi łatwiej kiedy myślę że on jeszcze zrozumie. Że przyjdzie, że będzie na mojej łasce.
Boję się jednak spotkać gdzieś teraz jego, albo jeszcze gorzej ich razem. Już wiem że mocno to mną wstrząśnie.
Czytając Twoją historię, pomyślałam, że masz 30 parę lat. 10 lat, to kawał życia i trudno dziwić się że tak przeżywasz zdradę i rozstanie.
Spójrz na to z innej strony; dobrze, że tak się stało teraz, gdy jesteś młoda i całe życie przed Tobą, niż za np. kolejnych kilka lat.
Nie usprawiedliwiaj go, że się pogubił, w ogóle go nie usprawiedliwiaj, zachował się wobec Ciebie paskudnie.
To niestety częste zjawisko w związkach, które trwają od nastoletniego wieku. Oczywiście nie jest to zasadą, ale często ludzie będąc w związku od wczesnej młodości dochodzą do wniosku, że niczego nie przeżyli, nie mają żadnych "fajnych" doświadczeń i zwyczajnie zaczynają być znudzeni "starym" związkiem i szukają nowych wrażeń z kimś nowym.
Rozumiem Twój ból, a jednocześnie nadzieję, że może coś się zmieni, że on zrozumie kogo stracił, a może powinie im się noga...?
Nie czekaj na niego, nie trać czasu na zastanawianie się - dlaczego to zrobił. Gdyby nagle zechciał do Ciebie wrócić, to możesz spodziewać się powtórki, nawet nie dlatego "bo jak zdradził, to zrobi to ponownie", ale już wiesz że stałaś się dla niego rutyną, że przestał Cię kochać.
Nie trać kolejnych lat życia na takiego faceta.
Pieniądze, które jest Ci winien, jak najbardziej, postaraj się odzyskać prosząc kolegę o pośrednictwo. Nie kontaktuj się z nim, im szybciej zerwiesz kontakt, tym lepiej dla Ciebie.
Spotkanie ich razem może być trudnym przeżyciem, (nie pomyliłaś się pisząc, że ona mieszka 800km od Was?), ale trzymaj fason, głowa do góry.
Nie pomyliłam się. Ona naprawdę mieszka tak daleko, tym bardziej jest to dla mnie absurdem. A wiem, że on firmy nie zostawi żeby przenieść się tam, a i ona na to zadupie nie wróci. To jest poprostu śmieszne. Ona ma tu tylko rodzinę. Podejrzewam, że to też może być dla niego plusem. Ot spotkają się raz na czas, będą ze sobą pisać, ale on nadal będzie jednak wolny. No chyba że są aż tak głupi że myślą że im się to uda. Ciekawa tylko jestem co będzie jak w ich życie wkradnie się rutyna. Jak ona pokaże jaka jest naprawdę i jak on pokaże kim jest. Bo teraz nie oszukujmy się, oboje się mocno starają, może poniekąd udają kogoś kim nie są.
Jedno jest pewne. Nawet jeśli kiedykolwiek on się opamięta, a ja jeśli kiedykolwiek postanowie dać mu szansę, to już NIGDY w życiu taka naiwna nie będę. Nigdy już sobie na coś takiego nie pozwolę. Nie będę za nim biegać, prosić go o cokolwiek. Będę ja, a on będzie musiał się z tym pogodzić albo spadać. I tym razem ja nie stanę się dla niego rutyną, bo już NIGDY przenigdy nie pozwolę żeby ktokolwiek był mnie zbyt pewien, nie oddam się cała, zapominając o sobie.
Nie pomyliłam się. Ona naprawdę mieszka tak daleko, tym bardziej jest to dla mnie absurdem. A wiem, że on firmy nie zostawi żeby przenieść się tam, a i ona na to zadupie nie wróci. To jest poprostu śmieszne. Ona ma tu tylko rodzinę. Podejrzewam, że to też może być dla niego plusem. Ot spotkają się raz na czas, będą ze sobą pisać, ale on nadal będzie jednak wolny. No chyba że są aż tak głupi że myślą że im się to uda. Ciekawa tylko jestem co będzie jak w ich życie wkradnie się rutyna. Jak ona pokaże jaka jest naprawdę i jak on pokaże kim jest. Bo teraz nie oszukujmy się, oboje się mocno starają, może poniekąd udają kogoś kim nie są.
Jedno jest pewne. Nawet jeśli kiedykolwiek on się opamięta, a ja jeśli kiedykolwiek postanowie dać mu szansę, to już NIGDY w życiu taka naiwna nie będę. Nigdy już sobie na coś takiego nie pozwolę. Nie będę za nim biegać, prosić go o cokolwiek. Będę ja, a on będzie musiał się z tym pogodzić albo spadać. I tym razem ja nie stanę się dla niego rutyną, bo już NIGDY przenigdy nie pozwolę żeby ktokolwiek był mnie zbyt pewien, nie oddam się cała, zapominając o sobie.
Nie wyjdziesz na prostą myśląc takimi kategoriami. Jest w Tobie wiele złości i goryczy, to zrozumiałe, tyle tylko, że takie uczucia blokują Cię i nie pozwalają rozpocząć nowego życia. Twój powyższy tekst świadczy o tym, że cały czas żyjesz jego życiem, dużo wiesz o nich, i ciągle masz nadzieję, że jednak będziecie razem - błąd.
"a ja jeśli kiedykolwiek postanowie dać mu szansę, to już NIGDY w życiu taka naiwna nie będę. Nigdy już sobie na coś takiego nie pozwolę."
O czym piszesz? przecież on już raz wrócił, a za chwilę się rozmyślił, na co sobie nie pozwolisz (ewentualnie)? będziesz go śledzić, zakazywać, ograniczać...w jakimś momencie napisałaś, że popełniłaś błąd, pozwalając mu gdzieś jechać w październiku, tam, gdzie pewnie się spotkali.
Naprawdę tak wyobrażasz sobie szczęśliwy związek? Chcesz mieć u boku dorosłego, odpowiedzialnego faceta, czy marionetkę, którą będziesz bezustannie kontrolować i mówić mu co mu wolno, a czego nie.
Dziewczyno, opamiętaj się, gdyby Cię kochał, nie zdradziłby Cię i nie odszedł do innej, nie zmusisz go do miłości! Przecież to jest dorosły facet, on wybrał i nawet jeśli tego pożałuje, to jego strata.
Ty też bądź dorosła i zajmij się sobą i swoją przyszłością, bez niego, nie trać czasu.
Masz bardzo dużo racji, dlatego mam nadzieję, że kiedy on się opamięta to ja będę już na takim etapie swojego życia że zwyczajnie go wysmieje.
Teraz mam zamiar skupić się wyłącznie na sobie. Przez 10 lat skupialam się na nim. Wystarczy. Mówisz ze dużo o nich wiem. To wszystko co wiem to są informacje które dostałam do środy. Ja nikogo o niego, o nich nie pytam. Nie chcę wiedzieć.
On tak naprawdę nigdy nie wrócił. Cały czas był gdzieś pomiędzy. W tym ze sobie nie pozwolę, nie myślałam o kontrolowaniu go, zabranianiu czegokolwiek. Raczej chodziło mi tylko o mnie. Że już w żadnym związku nie będę taka, jaka byłam teraz. Już nigdy nie zapomnę o sobie i nie będę cała dla kogoś. I Nie będę za nikim biegać, walczyć o kogoś. Nie będzie chciał być ze mną, to nie. Już wiem, że świat się z tego powodu nie zawali. Już wiem, że to ja jestem najważniejsza. Ze najważniejsze jest żeby mi było dobrze.
Chociaż bym nie chciała to nie zarzekam się, że nigdy nie dam mu szansy, że już nigdy nie zaufam, bo wiemy o sobie tyle na ile nas sprawdzono. Mam taką nadzieję, że on przyjdzie, a ja go wysmieje, że będę wtedy na tyle silna.
M.in. Po to idę do psychologa. Po to próbuje wychodzić jak najwięcej z domu, nawet jeśli mi się nie chce (a nie chce mi się przez większość czasu.
Masz bardzo dużo racji, dlatego mam nadzieję, że kiedy on się opamięta to ja będę już na takim etapie swojego życia że zwyczajnie go wysmieje.
Teraz mam zamiar skupić się wyłącznie na sobie. Przez 10 lat skupialam się na nim. Wystarczy. Mówisz ze dużo o nich wiem. To wszystko co wiem to są informacje które dostałam do środy. Ja nikogo o niego, o nich nie pytam. Nie chcę wiedzieć.
On tak naprawdę nigdy nie wrócił. Cały czas był gdzieś pomiędzy. W tym ze sobie nie pozwolę, nie myślałam o kontrolowaniu go, zabranianiu czegokolwiek. Raczej chodziło mi tylko o mnie. Że już w żadnym związku nie będę taka, jaka byłam teraz. Już nigdy nie zapomnę o sobie i nie będę cała dla kogoś. I Nie będę za nikim biegać, walczyć o kogoś. Nie będzie chciał być ze mną, to nie. Już wiem, że świat się z tego powodu nie zawali. Już wiem, że to ja jestem najważniejsza. Ze najważniejsze jest żeby mi było dobrze.
Chociaż bym nie chciała to nie zarzekam się, że nigdy nie dam mu szansy, że już nigdy nie zaufam, bo wiemy o sobie tyle na ile nas sprawdzono. Mam taką nadzieję, że on przyjdzie, a ja go wysmieje, że będę wtedy na tyle silna.
M.in. Po to idę do psychologa. Po to próbuje wychodzić jak najwięcej z domu, nawet jeśli mi się nie chce (a nie chce mi się przez większość czasu.
Tak trzymaj, zajmij się sobą. Niewiele czasu minęło, odkąd dowiedziałaś się o jego zdradzie więc trudno dziwić się Twojemu rozgoryczeniu.
Za czasem będzie lepiej, ale nie czekaj na niego, dla swojego dobra. Powodzenia
Masz bardzo dużo racji, dlatego mam nadzieję, że kiedy on się opamięta to ja będę już na takim etapie swojego życia że zwyczajnie go wysmieje.
Teraz mam zamiar skupić się wyłącznie na sobie. Przez 10 lat skupialam się na nim. Wystarczy. Mówisz ze dużo o nich wiem. To wszystko co wiem to są informacje które dostałam do środy. Ja nikogo o niego, o nich nie pytam. Nie chcę wiedzieć.
On tak naprawdę nigdy nie wrócił. Cały czas był gdzieś pomiędzy. W tym ze sobie nie pozwolę, nie myślałam o kontrolowaniu go, zabranianiu czegokolwiek. Raczej chodziło mi tylko o mnie. Że już w żadnym związku nie będę taka, jaka byłam teraz. Już nigdy nie zapomnę o sobie i nie będę cała dla kogoś. I Nie będę za nikim biegać, walczyć o kogoś. Nie będzie chciał być ze mną, to nie. Już wiem, że świat się z tego powodu nie zawali. Już wiem, że to ja jestem najważniejsza. Ze najważniejsze jest żeby mi było dobrze.
Chociaż bym nie chciała to nie zarzekam się, że nigdy nie dam mu szansy, że już nigdy nie zaufam, bo wiemy o sobie tyle na ile nas sprawdzono. Mam taką nadzieję, że on przyjdzie, a ja go wysmieje, że będę wtedy na tyle silna.
M.in. Po to idę do psychologa. Po to próbuje wychodzić jak najwięcej z domu, nawet jeśli mi się nie chce (a nie chce mi się przez większość czasu.
Niepokoi mnie, że u Ciebie tylko ON, ON, ON .... co on myśli, co on z tą dziewczyną, kiedy on się opamięta, i co on wtedy zrobi, a on wtedy przelezie, a on wtedy będzie na kolanach błagał o szansę .... on, on, on ....
MUSISZ teraz zacząć myśleć JA.
Ty jesteś na pierwszym miejscu w swoim życiu.
I tego się trzymaj.
Dziewczyny to się tylko łatwo mówi, że mam przestać myśleć on, a zacząć ja. Staram się, ale to nie jest proste kiedy człowiek prawie połowę życia myślał kategoriami on, my.
Byłam wczoraj z koleżankami na dyskotece. Bawiłam się naprawdę fajnie, tylko co z tego skoro w głowie ciągle siedział on?
Dzisiaj sobie uświadomiłam że zbliżają się święta. I zaczęłam się zastanawiać czy on ją zaprosi na święta do rodziny. I zwyczajnie przykro mi się zrobiło.
Tyle świąt spędzonych razem. Jego rodzina mnie uwielbia. A on teraz zaprowadzi ją? To jest cholernie przykre i trudne dla mnie.
Ja z całego serca chciałbym go wymazać z mojej głowy, zapomnieć o jego istnieniu. Chciałbym go już tylko nienawidzić. Nie potrafię. Rozumiecie? Nie potrafię. Zastanawiam się czy weekend spędził z nią, a może tylko ze sobą pisali.
Wiem ze poniekąd łatwiej by mi było, jakbym się z kimś związała ja. Ale wiem też że absolutnie nie jestem na to gotowa i to kompletnie nie miałoby sensu. Ja nawet nie potrafię sobie wyobrazić ze całuję kogoś innego. Nawet tyle nie potrafię, bo absurdalnie czuła bym się jakbym go zdradzała ![]()
Nie pozbędziesz się tego fragmentu mózgu z pamięcią w której tkwi on. To zupełnie naturalne, zwłaszcza, że sprawa jest świeża.
Przyjdzie taki moment, że spojrzysz na to bez większych emocji, tylko potrzeba czasu. Tego niestety nie przeskoczysz, ale spróbuj zająć sobie czas maksymalnie. Niektórym pomaga wysiłek fizyczny, sprzątanie, jak najwięcej spotkań ze znajomymi.
Jakiś czas temu ciężko zachorowałam, lęk przed śmiercią, osieroceniem dziecka nie dawał mi spokoju, nie mogłam pozbyć się natrętnych myśli, czytanie nie pomagało, kompletnie nie mogłam się skupić, ale pomogło mi słuchanie muzyki (dzisiaj nie słucham tamtych utworów, ponieważ przypominają mi ten okropny czas). Oglądałam też chętnie komedie, czy inne "lekkie" filmy, także śmieszne filmiki na you tube które, mimo koszmarnej rzeczywistości, rozśmieszały mnie. Inne pacjentki odbierały mnie jako silną osobę, mówiły, że zazdroszczą mi, że tak sobie radzę. Nie wiem, czy jestem silna, ale w tamtym trudnym dla mnie momencie życia, właśnie TO mi pomogło.
Przepraszam za osobiste wynurzenia, ale może spróbujesz "mojej" metody:)
Ja juz próbuje wszystkiego. Dzisiaj idę z koleżankami do kina...
A on? Napisał mi dzisiaj smsa. Że wie że nie powinien pisa... Ale życzy mi wszystkiego dobrego z okazji dnia kobiet. No poprostu tragifarsa. Oczywiście nie odpisałam i nie mam takiego zamiaru. Ale czy on zdurnial do reszty?
A ja nadal będę upierac się przy swoim ![]()
Nieważne co on, jego, jemu ...
Ważne co TY.
Dzisiaj nie mogłam zasnąć do około 2 w nocy. A teraz znowu jestem roztelepana, bo uwaga.... Myślę niemalże obsesyjnie O NIEJ. Wróciły tiki nerwowe, boli mnie brzuch, nie mogę oderwać myśli....
To idź do lekarza po coś na uspokojenie, bo jeszcze się nerwicy nabawisz. Taki silny stres bardzo źle wpływa na organizm.
Wytrzymaj jakoś, już prawie połowa dnia, a dzisiaj przecież masz wizytę u psychologa ?
Po południu będzie już lepiej ....
biedna:(:( Bardzo mocno trzymam kciuki za Ciebie! (za siebie zreszta tez).Ja dzis juz tez taka harda nie jestem....
moim zdaniem on zachował się jak dziecko, bez wyjaśnien, po prostu, a jak usuwasz informację na facebooku to robi raban - dziecinada, straszne!
101 2015-03-10 10:16:27 Ostatnio edytowany przez tamta89 (2015-03-10 11:02:55)
Wiecie Dziewczyny, mam takie wrażenie że ze swoimi uczuciami jestem sama. Mam przyjaciół, mam Was, ale czuję, że nikt mnie nie rozumie. Boje się już mówić/pisać o tym komukolwiek.
Ja wiem, że jestem głupia jeśli chodzi o to co do niego czuję. Ja wiem, że powinnam znienawidzić go całą sobą. Wiem. Ja to wszystko wiem. Tyle, że nie potrafię
czuję wręcz, że naprawdę bym mu wybaczyła. Nie było by to łatwe, ale bym to zrobiła. Myślę, że ten niedzielny sms naprowadził mnie znowu na te tory. Tylko sms. Nic więcej. Wiem, że on tak naprawdę nic nie znaczył, a jednak chciała bym żeby znaczył.
Próbuję sobie przypominać złe chwile naszego związku, ale tak naprawdę oprócz tej ostatniej sytuacji, nie potrafię ![]()
Doszukuję się w jego gestach, słowach rzeczy których pewnie nie ma, jak ten sms, jak to, że w niedzielę wieczorem napisał w komentarzach u naszej koleżanki, że jest baranem....
Wiecie zawsze mówiłam, że zdrady nigdy nie wybaczę. Tylko wtedy chyba nie wiedziałam, że kocham aż tak bardzo...
Teoretycznie wiem, że można przestać kochać, że z kimś innym mogę być szczęśliwsza, że lepiej teraz niż po ślubie, że na to wszystko potrzeba czasu. Ja to wiem, ale tylko teoretycznie, bo nie potrafię sobie wyobrazić życia bez niego. Nie chcę. Ja gdybym chciała to już mogłabym się z kimś spotykać. Już miałam propozycje. Poznałam ostatnio bardzo fajnego, wartościowego chłopaka, Pana przedszkolankę
tylko co z tego, skoro ja nie potrafię sobie wyobrazić nawet że kogoś innego całuję, już nie mówiąc o jakimkolwiek związku. Cały czas myślę tylko o nim. Cały czas.... Nie ważne co robię. Jak gdzieś idę do mam nadzieję, że go spotkam, a jednocześnie się tego boję. Tkwi we mnie takie poczucie, że jak poczuje, że stracił mnie naprawdę to wtedy się opamięta, zrozumie.... Po co mi to? Nie wiem. Ale nie potrafię inaczej
![]()
Wiecie tak sobie też myślę, że może nachodzą mnie takie myśli, że on jeszcze zrozumie, że ja poniekąd mam nadzieję dlatego, że jej tu nie ma. Że nie spotykają się codziennie, że mogą sobie co najwyżej popisać ze sobą. Wiem, wiem, jestem taaaaaka głupia.
102 2015-03-10 16:29:48 Ostatnio edytowany przez tamta89 (2015-03-10 17:24:02)
Muszę z Wami pogadać.
Dowiedziałam się właśnie, że "jakaś laska " po niego przyjechała w czwartek rano do pracy... Chociaż mogłam się tego spodziewać to zabolało....
Pewnie jest tak jak mówi moja przyjaciółka, czyli że ona się w środę do niego odezwała, przyjechała moze i dlatego on wybrał ją. Wiecie to tak mocno boli....
A z drugiej strony mam wielką ochotę dowiadywać się takich rzeczy, bo myślę, mam nadzieję że te informacje pozwolą mi go zwyczajnie znienawidzic....
Wydaje mi się ze wychodzi na to, że nie było go na fb do niedzieli bo pewnie ona była.
Mam niestety takiego pecha że mąż mojej przyjaciółki z nim pracuje i dowiedziałam się że tak się na zmiany pozamieniali że on będzie miał teraz prawie tydzień wolnego. Pewnie pojedzie do niej
Dziewczyny to tak strasznie boli..... Bardzo bym chciała go znienawidzic całkiem, odkochac się. Nie myśleć o nim, nie zastanawiać się.
Ale taka głupia jestem, że myślę sobie że skoro jak nie jest z nią, to "szuka" kontaktu ze mną, to może wróci....
Ja jestem nienormalna. Pomóżcie.
I znowu zaczynam żywic do niego mocno negatywne uczucia, a jednocześnie zastanawiam się po co on to robi? Wie, że to jest bez sensu.... Gad jeden. Najgorzej jest jak zostaję sama, wtedy wracają niestety dobre wspomnienia.... Boję się, że nie przestanę kochać.
Ale nawet gdyby wrócił, gdyby padł do nóg, gdyby Ci łzy lał na kolana ..... przyjęłabyś ?
Tak szczerze .... po tym wszystkim, kiedy grał na dwa fronty, kiedy równolegle spokojnie rozwijał sobie związek z inną kobietą .... przyjęłabyś go ? Naprawdę ?
104 2015-03-10 17:59:58 Ostatnio edytowany przez tamta89 (2015-03-10 18:20:48)
Tak szczerze to poprostu nie wiem. Raz myślę że jeśli szybko się ogarnie to wybaczę, że jeśli mi udowodni że wie że popełnił błąd to wybaczę, po to żeby za chwilę myśleć że jest ogromnym skurwy*** i może nawet chęć powrotu wynika z chęci zobaczenia jak im się nie udało i że on zobaczy co znaczy cierpieć. Prawda jest taka że nie wiem. Ze tak naprawdę na ten moment wszystko zależało by od tego, jakie w danej chwili żywiła bym uczucia i od tego jaki bajer by mi wcisnął. Chociaż już wiem, że dobry bajer by nie wystarczył. Wiele miesięcy musiał by mi udowadniać że żałuje i że kocha jednak mnie. Chciałbym wiedzieć, mieć pewność że już nigdy nie chce spotkać tego człowieka, bardzo bym chciała ![]()
Widzisz to jest trochę tak, że dla mnie przez 90% czasu nasz związek był świetny. I teraz mieliśmy w końcu wziąć ślub, mieszkaliśmy już razem. Już było tak jak powinno. I bardzo chcę i nie mogę sobie przypomnieć tych złych chwil. Wiem, że on ma wady, wiem jakie, tyle że ja jego akceptowalam ze wszystkimi wadami. I on mnie do listopada też
i może dlatego tak nie potrafię zrozumieć /pogodzić się z tym że on naprawdę przestał mnie kochać, że kocha ją, że nie jest to tylko zauroczenie, może znudzenie, może strach, i wiele innych, a nie ze nie kocha tak naprawdę.
Ale życia nie da się zbudować będąc targana emocjami ...
Jak dla mnie, to on ani myśli o powrocie ...
I z jednej strony wiem, jakie to jest straszne i bolesne dla Ciebie.
Jednak z drugiej strony ... pomyśl sama, o ile byłoby Ci teraz trudniej, gdyby on po tym jak się zachował chciał teraz na dodatek powrotu.
Myślę, że wtedy cały ten kipiacy kocioł uczuć byłby dla Ciebie nie do zniesienia ...
Teraz masz czystą sytuację.
Rozstaliscie się i o ile dasz sobie prawo, czas i emocje MŚ przepracowanie tego - to wyjdziesz z tego doświadczenia silniejsza, madrzejsza i bogatsza.
Dokładnie tak bym chciała. I naprawdę do niedzieli lepiej, lub gorzej ale jakoś się trzymalam. Nie sprawdzałam czy jest na facebooku, nic z tych rzeczy. Tym bardziej było mi łatwiej, bo wiedziałam że go nie ma. Nie zastanawiałam się wtedy co on robi. A teraz napisał (po co, skoro miał już zniknąć z mojego życia?) pojawia się na facebooku, pp co? Skoro mówił że on jemu nie jest do niczego potrzebny i go usunie? Żeby sprawdzać czy ja jestem? I teraz podejrzewam, że skoro jest aktywny to nie jest z nią.
Piszesz, że nie widzisz chęci jego powrotu, ale ja bym się nawet zdziwiła gdyby nastąpiło to teraz. Myślę, że jest za wcześnie na to, jeszcze nie minęła fascynacja, jeszcze nie rozumie że mnie stracił....
Dziwnym byłoby gdybyś już przepracowała rozpad wieloletniego związku ...
Na wszystko trzeba czasu, i Tobie go też teraz potrzeba ...
Postaraj się jednak zwrócić swoje myśli w jakąś inną stronę, chociaż wiem, że to niełatwe teraz ...
Ja też jestem na facebooku i pojawiam się tam czasami, a nie ma to nic wspólnego z Tobą ![]()
Wszystko jest dla ludzi i naprawdę nie poczujesz się lepiej, kiedy będziesz go śledzić na portalach społecznościowych, albo dorabiać ideologię do każdego jego kroku o którym się dowiesz.
Usluznym przyjaciołom którzy chcą Cię informować o tym, co, z kim, jak i gdzie on robi, powiedz STANOWCZE dziękuje - może nie wiecie że z X nie jesteśmy już parą, dlatego proszę nie informujcie mnie o tym co on robi, bo nie chcę tego wiedzieć.
To powinno pomóc im zrozumieć Twoje samopoczucie.
I proszę postaraj się nie nastawiać na to, że on zrozumie, że będzie chciał powrotu - ostatnią rzeczą jakiej Ci teraz potrzeba, są zawiedzione nadzieje.
Teraz stawiając na siebie.
Na swój rozwój. Na swoją siłę.
Teraz to Ty jesteś ośrodkiem wszechświata.
Właśnie o to chodzi, że ja to wszystko wiem.... Tylko rozum mówi jedno, a serce drugie....
Nie chcę robić sobie nadziei, to jest ostatnie czego chcę, to czego chcę to zacząć żyć bez niego, a co będzie później to czas pokaże....
Najgorsze jest to ze do niedzieli sprawa była dla mnie jasna. A później on zaczął takie rzeczy... I naprawdę myślę, że są one wycelowane we mnie, tylko nie widzę sensu... Jakby sam nadal nie był pewien czego chce
chce.
Z całych sił staram się odgonic te myśli. Najgorzej jest jak jestem sama, a on wtedy właśnie robi takie coś
Przyjaciele nie specjalnie mnie o tym poinformowali, to był raczej głupi przypadek.
Staram się być centrum wszechświata, bardzo się staram... Tylko mi nie wychodzi ![]()
Dla mnie jesteś tym centrum wszechświata, na którym powinna koncentrować się teraz cała dobroć i doświadczenie.
I będzie mi bardzo miło, jeśli od czasu do czasu że chcesz przyjąć ode mnie trochę wsparcia ...
110 2015-03-10 19:49:25 Ostatnio edytowany przez tamta89 (2015-03-10 20:19:20)
IsaBella tak mi się miło zrobiło po tym poście, że się popłakałam
dziękuję Ci bardzo, bardzo mocno!
Widzisz nie mam tu nikogo kto by mnie tak naprawdę rozumiał. Nikt nic takiego nie przeżył... I ciągle słyszę: daj sobie spokój, już powinno splynać po tobie jak po kaczce...
A dla mnie to tak nie działa
I naprawdę raz myślę, żeby wrócił, ogarnął się a wybaczę mu wszystko co zrobił, a zaraz że ja nie chcę tego, że będzie miał co chciał. Chciałbym umieć myśleć że on już nic dla mnie nie znaczy i może spadać na bambus, ale nie potrafię
nie potrafię odciąć się od myśli, że może jeszcze nie wystarczająco, ale poniekąd on już żałuje.
Boję się też trochę, tego że nikogo sobie nie znajdę, ale nie dlatego ze nie zasługuje itp, tylko raczej dlatego że będę miała za duże wymagania.
Tak naprawdę kiedy pomyślę, że muszę wszystko zaczynać od nowa, że nie uloze sobie życia tak jak to planowalam, tak jak miało być, życia z nim to nawet odechciewa mi się tego życia ![]()
111 2015-03-10 20:50:12 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2015-03-10 20:53:20)
Wiesz, ja osobiście zdziwiłabym się bardzo gdybyś teraz nagle potrafiła myśleć, że on ma spadać na bambus. Albo, że wszystko to, cała sytuacja spływałaby po Tobie emocjonalnie jak po kaczce.
Ty byłaś osobą głęboko i szczerze zaangażowaną w ten związek.
Jak miałabyś teraz przejść nad tym co się stało do porządku dziennego i tylko wzruszać ramionami na to wszystko ?
To by było właśnie nienormalne i psychopatyczne wręcz w mojej ocenie.
Twoja reakcja, smutek, żal, ból są jak najbardziej normalne i zrozumiałe teraz !
Tak ma być.
Masz to przeżywać, ten ból musi się wypalić, musisz wypłakać ten żal.
Taki jest porządek świata Kochana.
Utraciłaś kogoś, kto był dla Ciebie cenny i wartościowy. Czas przeżyć żałobę, właśnie tak jest normalnie.
Kiedy ja zakończyłam swój poprzedni bardzo toksyczny i niezdrowy związek, myślałam dokładnie tak samo.
Ale kropka w kropkę.
Już nigdy nie spotkam kogoś, kto by JEMU dorównywał.
Już nigdy z nikim nie będzie mi tak dobrze w łóżku jak z NIM.
Żaden nie dorówna JEMU intelektem, czy poczuciem humoru.
I owszem, wymagania i oczekiwania miałam w stosunku do potencjalnych kandydatów bardzo wysokie .... kolegów którzy robili do mnie podchody oceniałam bardzo surowo, przypinając im w myślach złośliwe łatki (głupek, nie potrafi się wysłowić, błazen, głupkowato żartuje, nosi głupie spodnie itp. itd.) ...
Z własnego doświadczenia mogę Ci powiedzieć tylko: TAK TRZYMAĆ.
Jeśli tylko przebolejesz, zamkniesz, poukładasz to wszystko i wreszcie w sposób naturalny - puścisz to co teraz tak kurczowo trzymasz - ten który spełni wszystkie Twoje wymagania sam stanie na Twojej drodze.
I wtedy będziesz mogła być pewna, że to jest właśnie TO.
P.S. I bez głupot Mała !
Nikt nie jest wart tego, abyś dla niego rezygnowała ze swojego życia !
Wiesz co Ci jeszcze powiem ... wiem, że teraz trudno Ci na całą sytuację spojrzeć w taki sposób, ale - nie ma nic złego w tym, że nie przeżyjesz swojego życia w taki sposób w jaki to dotychczas planowałaś.
To, czego nie zaplanowałaś, może być o wiele szczęśliwsze, lepsze i bardziej wartościowe.
Jeśli wydarzy się coś niezgodnego z Twoimi wyobrażeniami - to wcale nie oznacza, że będzie to gorsze niż to co planowałaś.
To będzie zwyczajnie INNE, ale nie gorsze.
Wykończysz się bezustannie śledząc jego poczynania.
Postaraj się z tym skończyć. Nie śledź go na FB, nie wypytuj o niego znajomych, nawet jak ktoś z własnej woli zechce Cię poinformować o jakiś wydarzeniach z nim związanych, utnij rozmowę, powiedz, że Cię to nie interesuje. Poproś wręcz, żeby Ci o nim nie opowiadali.
Nie trać na niego czasu. Twoje cierpienie jest oczywiste, ale nie dokładaj sobie jeszcze więcej.
Jeju, strasznie mi Cie żal, dosłownie to co tu czytam to tez tak jakbym czytała swoje własne myśli z przed roku, słowo w słowo. Myślę nawet, że teraz jak ktoś pisze, że w końcu przejdzie to gdzieś w tam w Tobie jakiś głos krzyczy żeby nie przechodziło to uczucie do niego. Popraw mnie jeżeli się mylę.
Jak przebolejesz i zabierzesz się za siebie, oczywiście małymi krokami, to gwarantuje Ci że wszystko się ułoży i w końcu i dla Ciebie zaświeci słoneczko. A o to, że nie zakochasz się już to się nie martw... to spada jak grom z jasnego nieba i to w najmniej spodziewanym momencie i może sama będziesz zaskoczona jaki facet Cie w sobie rozkochał.
Jak tak to forum czytam, to jestem jeszcze bardziej wdzięczna byłemu, że raczył zamilknąć na dobre. Jak się całkiem odetniesz od ex to szybciej Ci przejdzie.
Byłaś u psychologa?
Byłam u psychologa. M.in. Kazała mi przejść żałobę, umówiliśmy się, że mam na to czas do świąt. Mam płakać, krzyczeć, co tylko będę chciała. Mam przestać być silna i perfekcyjna.muszę się nauczyć opuszczać i zająć się sobą.
I dlatego ponieważ nie miałam siły to zwolniłam się dzisiaj wcześniej z pracy. Nie dałam rady tam siedzieć. A teraz płaczę sobie
Tak bardzo dzisiaj za nim tęsknię... Strasznie mocno.
Tak bardzo chciałabym móc wtulić się w niego, wrócić do niego po pracy, zjeść razem obiad itp.
Chyba miałam dzisiaj lekki atak paniki, bardzo krótki oddech, uczucie kamienia na piersi.
Dziwna ja bardzo bardzo chciałabym już przestać kochać, chciałbym żeby stał mi się obojętny. Tylko czuję że nie potrafię...
Zastanawiam się dlaczego on kiedy zaczęło się źle dziać to zamiast jakoś to ratować, wolał żeby "samo" się naprawilo. Zamiast walczyć ze mną o nas, to on coraz bardziej brnął w uczucie z nią.
Wiem, że tak naprawdę nie mam się już czego bać, już wszystko się wydarzyło, a jednak codziennie i bez ustanku czuję strach, cały czas boli mnie brzuch
Już mi się przynajmniej nie śnią.
Tylko ta tęsknota.... Ona tak bardzo boli, jakby mnie rozwalala na kawałeczki.
Kochana... tak mi Cie szkoda, autentycznie. Sama nie jestem w najlepszej formie do pocieszania, ale po tym co przeczytalam mam obraz naprawde rozsadnej dziewczyny. Zobacz, ja glupia i uganialam sie za chlopem, wiec gdzie byl rozum?? nie wiem. Wiem natomiast najlepiej przez co przechodzisz, tez czasem siadam na dywanie i rycze tak ze brakuje mi tchu, az do bolu glowy. Chce wierzyc i tym staram sie pocieszac ze moze faktycznie tak byc musialo. Wiem... 10 lat to w pizdziec czasu, ale z drugiej strony nic na sile. Ja tez chcialam, tez probowalam, jezdzilam bo tak czulam, tak nalezy. Ty wyszlas z podniesiona glowa. Cierpisz, ale do jasnej cholery przeciez nie moze byc wiecznie zle, no nie moze!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Inaczej przestaje wierzyc w cokolwiek:(
Ja tylko teoretycznie jestem rozsądna. Wszędzie tam, gdzie nie chodzi o niego... Byłam twarda, chciał to miał, do czasu kiedy w mojej ocenie dał mi znać, że on może jednak chciał by być ze mną. Wtedy jak głupia zaczęłam walczyć. Robiłam wszystko z terapeuta włącznie
a on cały czas mówił że nie wie, później że tak, a na końcu że idzie do niej.... Idiotka zze mnie
Dlatego teraz już kontaktu z nim nie szukam, a nawet właśnie nie odpisałam, bo ile można? I po co? Gdyby chciał to wie gdzie mnie szukać. Ale widać nie chce, przynajmniej na razie. A później to zobaczymy czy ja będę chciała.
Przyjaciele powiedzieli mi, że jeśli mu wybaczę to się do mnie już nie odezwą, a jeden się nawet wyprowadzi
I ja tak jak Ty, ppodniosłam mu samoocenę, chociaż to on zostawił mnie. Zabawne ![]()
Staram się szukać w każdym jego geście, słowie, ruchu zła.
IsaBella to nie tak, że będę miała za wysokie wymagania, bo on taki cudowny. Raczej boję się tego, że teraz jeśli jedna chociaż rzecz mi się nie spodoba to będę uciekać z krzykiem. Ja tego człowieka można powiedzieć zbudowałam od podstaw. Osmielilam, wyciągnęłam z hazardu, długów, dzięki mnie Założył firmę która teraz prosperuje rewelacyjnie, ja go nawet ubierać się nauczyłam. I nie chcę tego robić na nowo z kimś innym. Teraz chcę odrazu faceta "idealnego". Z pracą, bez nałogów, przystojnego, zabawnego, inteligentnego, takiego który będzie zabiegał o mnie i będzie dla mnie i tak dalej.... A jednocześnie boję się odrzucenia poraz kolejny. I nie odrazu, tylko znowu po paru latach, że się znudzę...
W tym związku ja prawie zawsze dawałam, a raczej nie brałam. Nie wiem jak można inaczej... A wiem, że powinno być inaczej. Boję się wszystkiego co jest związane z nowym związkiem. Wszystkiego.
Ale mysle ze to nie tylko w twojej ocenie. Moim zdaniem gdyby nie chcial zupelnie nic bys nie wskurala. Zupelnie inna rzecza jest natomiast, ze tak naprawde on sam nie wiedzial czego chce... Ale i tak potwierdzam to co powiedzialam- jestes bardzo rozdadna dziewczyna, ktora zna swoja wartosc. Ja tez juz nie odpisuje, ale i tak mam zal do samej siebie ze dalam chlopu powycierac swoje sumienie moim kosztem. I mam to na wlasne zyczenie, bo sama za nim pojechalam. Moze mi sie w twarz chlop wysmiac. Kontaktu tez nie szukam, on rowniez. Zreszta nawet gdyby chcial i tak nie wie gdzie mieszkam (a mysle czasami ze szkoda, ludzilabym sie ze moze wtedy by przyjechal....). I doskonale rozumiem twoje obawy odnosnie przyszlych potnecjalnych kandydatow, nie musisz mi nawet mowic co czujesz...
Wiecie ja chyba nie potrafię pogodzić się z tym, że nasza bajka się skończyła. I to w taki sposób. Bo wiecie mogę poniekąd zrozumieć, że on się przestraszył, że dlatego uciekł do niej, do nowego, do życia (pozornego) bez problemów. Ale jakoś nie mogę pojąć, że on mnie nie kocha. Że właściwie tak z dnia na dzień przestał. Cały czas, chociaż bardzo nie chcę, myślę, że to jest chwilowy kryzys, że przyjdzie dzień w którym on zrozumie, że może mnie nie odwołalnie stracić... Szczególnie po tym co mi mówił we wtorek. Że tęskni za mną, że mu mnie brakuje, że jest o mnie zazdrosny, że cieszy się na spotkania ze mną... To jest bez sensu...
Bardzo nie chce tak myśleć i staram się to odpychać od siebie. To wszystko pewnie jest nieprawdą, ale może jednak nie. To jest takie trudne...
Jeśli spojrzysz na jego czyny, to będziesz miała 100% pewność tego co on czuje i czego on chce.
Bo gadac to sobie można.
I czasem właśnie gadamy. I to co gadamy, a to co wiatr wieje, to często jedno i to samo ...
Jednak czyny, tu sprawa jest inna. Niezwykle trudno jest zmusić się do zrobienia czegoś, czego robić nie chcemy.
Albo powstrzymać się przed zrobieniem czegoś, na co mamy ochotę.
Nieprawdaz ?
Ano prawdaz.
Tak wiec mężczyzna, który rozstał się z Tobą, a wszedł w związek erotyczny i emocjonalny z inną kobietą, z pewnością nie zrobił tego z miłości do Ciebie.
Nie kocha Ciebie, tylko raczej darzy uczuciami tamtą ...
Nie wmawiaj sobie tego, że on Cię kocha, bo brniesz w ten sposób w koszmarna pułapkę.
Właśnie staram się sobie wmówić i uwierzyć w to że nie kocha. Bo wiem, że wtedy mi było by poprostu łatwiej.
I właśnie te czyny mi cały czas w tym przeszkadzają. Rzeczy, które mam wrażenie że są wycelowane we mnie na portalu, sms... Próbuję sobie wmówić że on to robi żeby uśpić swoje sumienie. Tylko nie do końca mi to wychodzi...
I świadomość, że przecież jest tyle związków, małżeństw, które paradoksalnie takie historie wzmacniają...
To bzdura.
Żadnego związku nie wzmacnia zdrada, kłamstwo, brak szacunku ... One go niszczą.
Każda z tych rzeczy to ogromna wyrwa w związku, katastrofa po której wszystko wali się w gruzy.
Każdy związek po czymś takim już nigdy nie będzie takim samym związkiem, jakim był przed.
Można na tym budować nową, inną relację, jednak jest to podwójnie trudne, i niesie ze sobą ogromny wysiłek, cierpienie i kolosalny wkład pracy.
Jednak osmiele się twierdzić, że 90? związków po czymś takim co Ty przeszlas - nieodwolalnie się kończy.
Nie trac kontaktu z rzeczywistością i nie interpretuj wszystkich złych i podlych zachowań jako dobrych i budujących.
Zaopatrzona się w książki: kobiety które kochają za bardzo i toksyczna miłość. Będę czytać i bardzo starać się uwolnić...
Polecam Ci jeszcze "Toksyczne słowa" Patricii Evans.
Bdb. Bardzo mi pomogła ...
Tak sobie myślę, że możliwe jest ze jestem kochająca za bardzo. I tak się zastanawiam czy to przez to mogło się rozpaść? Czy jeśli on byłby również inny to było by dobrze? Tzn gdyby okazywał mi tyle czułości, zainteresowania ile potrzebowała? staralam się go nie osaczac, nie przywiązywać do mnie. Więcej go w domu nie było niż był, tyle miał spraw plus siłownia, plus piłka. Jak zaczął jeszcze dwa razy w tygodniu chodzić na piłkę, to faktycznie marudzilam, ale dlatego że wtedy to już właściwie się nie widzieliśmy, no ale to było pod koniec, więc pewnie jedno z drugim się wiązało.
Tak myślę, analizuje na przyszłość. Żeby już nie popełnić tych błędów. I nie wiem jak to jest....
I dalej myślę. I dochodzę do wniosku, że z jednej strony bardzo bardzo chcę o nim już zapomnieć, już przestać kochać, a z drugiej strony jest taki głosik w mojej głowie, który mówi że nie może tak być. Że ja chcę żeby on wrócił. Że ja chcę z nim być i wszystko co robię przeciwko to jest oszukiwanie samej siebie.
Właśnie staram się sobie wmówić i uwierzyć w to że nie kocha. Bo wiem, że wtedy mi było by poprostu łatwiej.
I właśnie te czyny mi cały czas w tym przeszkadzają. Rzeczy, które mam wrażenie że są wycelowane we mnie na portalu, sms... Próbuję sobie wmówić że on to robi żeby uśpić swoje sumienie. Tylko nie do końca mi to wychodzi...
I świadomość, że przecież jest tyle związków, małżeństw, które paradoksalnie takie historie wzmacniają...
Ale jakie czyny? To, że Ci pisze, że tęskni i jest zazdrosny? To nie są czyny, tylko puste słowa. Tak samo pustymi słowami było gadanie o ślubie. Jego czyny są takie: wdał się w emocjonalny i fizyczny romans, zostawił Cię dla innej, nie wzięliście ślubu. To już wszystko mówi na temat jego miłości. Może kiedyś Cię kochał, ale tego już nie ma. A Ty masz szansę na zbudowanie życia od nowa, być może lepszego życia. Sama już zauważasz, że np. poświęcałaś się w tym związku i dawałaś całą siebie, co nie jest zdrowe. Wyciągniesz wnioski i Twój kolejny związek będzie dużo bardziej wartościowy, chociaż jeszcze w to nie wierzysz.
No i tak przez jakiś czas będzie, to przecież dopiero początek od definitywnego końca. Z czasem te myśli staną się mniej natarczywe, ale nie odpuszczaj i walcz o siebie. Dobrze, że zdecydowałaś się na psychologa, w prawdzie to co napisałaś to ameryki nie odkrył bo to chyba nawet ja pisałam, ale jak się wygadasz osobie która potrafi podejść do takich spraw to będzie Ci znacznie łatwiej.
Wszystko mija, a po burzy wychodzi słońce ![]()
Autorko, jak sie dzis trzymasz?
129 2015-03-12 09:43:33 Ostatnio edytowany przez tamta89 (2015-03-12 09:58:25)
Fatalnie. Mówiłam ze juz mi się nie śni? Yhym.... Całą noc Miałam o nim sny. Obudzilam się roztelepana i oczywiście nie mogę dojść do siebie....
Śniło mi się, że ona spodziewa się jego dziecka. I on jest taaaki szczęśliwy....
Nie wiem jak sobie radzić z tymi snami. One mnie wykańczają.
Powiem tak: w moim poprzednim, ponad 5 letnim zwiazku, tez przezylam to samo. Bylismy oczywiscie zareczeni, wyznaczona data slubu, orkiestra kucharka zamowiona, a tu mi pan wywinal numer, ze zaczal sie z kims spotykac. Byl na tyle beszczelny (lajza jedna!) ze nawet na poczatku sie wyparl do momentu az moi znajomi nie zobaczyli jak wozi sie z inna i mi o tym doniesli. Ja doskonale rozumiem co czujesz- pamietam, ze noce byly dla mnie istnym koszmarem- zasypialam z mysla o nim, w nocy snilo mi sie jak on ja caluje, dotyka, snili mi sie oni razem i porownania ze kiedys dotykal i tulil mnie. Wyobrazasz sobie jaka wstawalam po nocy? pierwsza reakcja po przebudzeniu byl ryk! Ale uwierz mi na slowo, to rowniez mija. Do dzis o tym mysle, ale juz bez emocji albo w kategoriach jakiego ch...a kochalam, bo inaczej powiedziec sie nie da. Na tamten czas poszlam do lekarza zeby przepisal mi mocniejsze tabletki nasenne, bo sen nie przynosil mi ukojenia tylko odwrotnie. I tak przetrwalam 1 miesiac na tabletkach, pozniej powoli odstawilam no a z czasem bylo juz lepiej. Nie chce namawiac cie do jakies lekomanii ale czasami dla wlasnego relaxu i wypoczynku dobrze z tego skorzystac. I od razu ci powiem ze tych mysli nie wykorzenisz z glowy. Tylko czas, ktory niestety wydaje sie byc wiecznoscia:( znam ten bol....