Kochani moi!
Piszę do Was z prośbą o radę i wsparcie.
Moja historia rozpoczęła się 10 lat temu. Poznałam Jego. Zakochaliśmy się i postanowiliśmy być razem. Od tamtej pory przeżyliśmy razem jego walkę z nałogiem (hazard), moją chorobę. Przez większość czasu było idealnie. Minimum raz w roku wspólne wakacje, ciągłe wyjścia do kina, spotkania ze znajomymi, ogólnie nigdy nie wiało nudą. Półtora roku temu postanowiliśmy razem zamieszkać. Było idealnie. Dzieliliśmy się obowiązkami, witaliśmy i żegnaliśmy się ciepło itp. Podczas naszego związku raczej się nie kłóciliśmy (teraz wiem, że to nie dobrze). We wrześniu zmieniliśmy stancję. Postanowiliśmy w końcu wziąć ślub. Zarezerwowaliśmy termin w kościele, salę itp. W październiku namawiał mnie na ślub cywilny już teraz, natychmiast. W listopadzie mnie zostawił. Z godziny na godzinę. Powiedział, że mnie już nie kocha. Płakał przy tym (do tej pory widziałam to tylko raz, na pogrzebie jego ojca). Pytałam dlaczego, mówił że nie wie. Spędziliśmy jeszcze razem dwa dni. Rozmawialiśmy, ale kompletnie nic z tych rozmów nie wynikło. Poprosiłam go żeby się wyprowadził i dał mi czas na wyprowadzkę. Minęły ok. 2 tygodnie podczas których widywaliśmy się, ale rzadko. W między czasie udało mi się wydobyć od niego informację, że skrzywdziłam go podczas ostatniego miesiąca i on ma dość, że jego serce się dla mnie zamknęło. Tutaj muszę wyjaśnić, że ja jestem choleryczką, a on flegmatykiem. Mieszanka wybuchowa, która jednak do tej pory się sprawdzała. Cały problem wynikł z tego, że on nie potrafił nigdy rozmawiać o uczuciach. Nigdy nie mówił, że coś mu odpowiada, albo nie pasuje. W związku z czym kiedy ja ostatnio krzyczałam na niego teraz widzę, że za dużo i bardzo często nie potrzebnie, on się bardziej na mnie zamykał, a im bardziej on się zamykał, tym bardziej ja krzyczałam próbując jakoś do niego dotrzeć. Widziałam, że coś się dzieje, ale kompletnie nie miałam pojęcia co. Przestaliśmy uprawiać seks, bo ja przez 2 miesiące byłam chora i to ostatnie o czym myślałam, bo wpadliśmy w rutynę, bo nie czułam, że jemu zależy na mnie, jako na mnie a nie na seksie ze mną. I to również był zarzut do mnie.
W dzień kiedy oddawałam mu klucze próbowałam jeszcze z nim rozmawiać, ale był wtedy wobec mnie taki zimny i obojętny. A mimo to widziałam strach w jego oczach kiedy patrzył na puste mieszkanie, na mieszkanie bez moich rzeczy. Wróciłam do mamy. Po ok. tygodniu on wyjechał sam na tydzień nad morze. W między czasie ścięłam włosy, ok. 50 cm. Było to o tyle znaczące, że ja wszystkim w około mówiłam, że włosy zetnę dopiero po ślubie. (Wiem, że zrobiło to na nim wrażenie, bo później wszystkim dookoła o tym opowiadał.) W dzień jego powrotu widzieliśmy się, ponieważ zapomniałam zabrać kilka rzeczy. Uśmiechał się do mnie, ale mówił że nie tęskni o jest mu tak dobrze. Nie płakałam, wyszłam. Byłam wściekła. Wróciłam do domu i oświadczyłam na facebooku, że jestem wolna. Szybko do mnie napisał ze złością, że już teraz pozostało mi usunięcie go ze znajomych. Wyjaśniłam mu, że zrobiłam to tylko i wyłącznie dla siebie. Później tego dnia widział się z naszymi przyjaciółmi i im również pokazał, że jest mu świetnie beze mnie.
Minął kolejny tydzień podczas którego mieliśmy mały kontakt smsowy. W sobotę on był na piwie ze znajomymi, ja byłam u koleżanki. Zrobiłam sobie ładne zdjęcie i wstawiłam na facebooka. Zaczął pisać mi komentarze. Nie chciałam żeby wszyscy czytali co on mi pisze, więc przeszłam na wiadomości prywatne. I tak pisał jakieś bzdury. Następnego dnia mnie przepraszał za to co pisał. Odpisałam mu, że widać świetnie się beze mnie bawił i jest mu tak wygodnie i dobrze jak jest. Napisał, że nie jest mu z tym ani dobrze, ani wygodnie, ale on nie wie czego chce. Zaczęliśmy pisać ze sobą. Pierwszy raz od dawna rozmawialiśmy naprawdę szczerze czemu się zepsuło i co czujemy i czuliśmy. Któregoś dnia napisałam mu żebyśmy gdzieś razem wyjechali na weekend. On mi zaproponował piwo. Poszłam. Był wobec mnie zimny. Wróciłam do domu i przestałam się z nim kontaktować, on ze mną również.
Po 5 dniach napisał mi życzenia świąteczne. Napisał, że ma nadzieję, że będziemy szczęśliwi. Zapytałam czy razem czy osobno. Napisał, że nie wie, czas pokaże. I przez okres świąt jeszcze trochę takich wiadomości między nami. On niezmiennie, że nie wie czego chce, że teraz nie, ale może za rok spędzimy święta wspólnie. Że boi się próbować, bo boi się, że za miesiąc, dwa sytuacja się powtórzy, a on nie chce żeby tak było. On chce być pewien, że chce ze mną być. Chce wiedzieć, że ja się zmieniłam i nie będę na niego bez powodu krzyczeć. Oraz, że on musi się nauczyć mówić o uczuciach i okazywać je. Zapytałam go skąd będzie wiedział, że się zmieniłam, jak ma zamiar się starać skoro się nie spotykamy. Odpowiedział, że pamięta jaka jestem i nie musi się ze mną spotykać. W sylwestra powinna być nasza 10 rocznica. Było strasznie. W między czasie pisaliśmy ze sobą czasem żartując, czasem pisząc o poważnych sprawach. Wyjaśniłam mu, że jest całym moim życiem (on bał się, że go nie kocham i jestem z nim z przyzwyczajenia), przypomniałam mu wiele cudownych momentów z naszego życia, chciałam mu pokazać, że źle między nami było tylko przez 1 miesiąc na prawie 10 lat. Gdzieś podczas tych wiadomości zapytałam go czy mam na niego czekać. Odpisał, że on wie, że jest mi mega ciężko i jeśli ma być mi łatwiej to żebym nie czekała, ale jednocześnie on nie wyobraża sobie żebym mogła być z kimś innym. 2 stycznia (piątek) chciałam sobie pożartować i trochę z nim pisałam. Zanim napisał mi ostatnią wiadomość zasnęłam. Zapytał czy chcę się spotkać w poniedziałek pogadać. Rano odpisałam mu, że mogę chcieć.
Spotkaliśmy się w poniedziałek na piwie. Zapytałam czemu się ze mną spotkał odpowiedział, że chciałam (?) i zmienił temat (jest w tym mistrzem). Powiedział mi, żebym spróbowała się z tym pogodzić, a jeśli mamy być razem to będziemy. Później poszliśmy do niego i jeszcze trochę posiedzieliśmy (jego inicjatywa). I u niego w domu zaczął być czuły. Ponieważ zrobiło się mocno późno, wróciłam do domu. Nasza rozmowa była nie dokończona, więc następnego dnia przyjechałam do niego. Znowu był czuły. Przytulał mnie, trzymał za rękę głaskał po plecach (nie pamiętam kiedy robił te wszystkie rzeczy, a już nigdy wszystkie na raz). Kiedy wychodziłam mocno mnie przytulił i poprosił żebym nie była smutna. Wieczorem zapytał co robiłam resztę dnia (do tej pory pytał naszych znajomych co u mnie). W środę widział się z naszym przyjacielem i powiedział mu, że zauważył moją zmianę i mu się to podoba. Tegoż dnia poprosiłam go o wymianę żarówki w samochodzie. Wymienił i pożegnał się ze mną żółwikiem. Zgłupiałam.
Postanowiłam mu pokazać, że możemy fajnie spędzać ze sobą czas. Pokazać mu co traci. Umówiliśmy się na wczoraj. Zjedliśmy razem obiad, poszliśmy do niego. Rozpracowywaliśmy wspólnie jego nowy telewizor, poprzytulaliśmy się, obejrzeliśmy wspólnie dwie komedie leżąc na łóżku i on w tym czasie przytulał mnie, albo się do mnie. Trzymał mnie za rękę. Na pożegnanie cmoknął mnie w policzek. Dzisiaj do niego pojechałam na kawę, bo chciałam o tym wszystkim porozmawiać. Usłyszałam co następuje: On nie wie czy chce ze mną być. Na ten moment nie. Tęskni za mną ale nie tak żeby ze mną być. Ale cały czas o tym myśli, zastanawia się itp. Dobrze mu jest jak jesteśmy razem, ale to nie wystarczy. Myśli co u mnie, ale nie chce się pytać żeby nie robić mi nie potrzebnych nadziei, a z drugiej strony chce się ze mną od czasu do czasu widywać żeby móc zobaczyć jak to między nami będzie. Brakuje mu mnie jak się Kładzie czy wstaje ale nie wie czy wystarczająco mocno. A on musi być pewien, że chce ze mną być żeby taka sytuacja się nie powtórzyła. Dla niego minęło zbyt mało czasu. On musi albo za mną zatęsknić albo o mnie zapomnieć. Powiedziałam mu że mam wrażenie, że on robi wszystko żeby zapomnieć o nas, odpowiedział że po prostu stara się żyć. Powiedziałam, że mam wrażenie że on o mnie, o nas nie myśli i się ode mnie coraz bardziej oddala. Powiedział, że to nie prawda, bo przecież jak był z kolegami na piwie to do mnie pisał. Jak wychodziłam to złapał mnie za ręce i cmoknął w policzek. Zaczęłam się z tego śmiać. Cmoknął mnie w usta.
Nie wiem czy da się to jeszcze uratować. Nie wiem na ile on nie wie co do mnie czuje, a na ile to ukrywa. Podejrzewam, że powinnam teraz zamilknąć i czekać na kontakt z jego strony. Mam rację? Co o tym myślicie? Bardzo Was proszę o opinię i wsparcie w nie pisaniu do niego.