netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Po 10 latach on nie wie...

145 odpowiedzi18 757 wyświetleńzałożony przez tamta89, 11.01.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Po 10 latach on nie wie...

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 146 ]

1 Ostatnio edytowany przez tamta89 (2015-01-12 00:19:18)

Temat: Po 10 latach on nie wie...

Kochani moi!
Piszę do Was z prośbą o radę i wsparcie.
Moja historia rozpoczęła się 10 lat temu. Poznałam Jego. Zakochaliśmy się i postanowiliśmy być razem. Od tamtej pory przeżyliśmy razem jego walkę z nałogiem (hazard), moją chorobę. Przez większość czasu było idealnie. Minimum raz w roku wspólne wakacje, ciągłe wyjścia do kina, spotkania ze znajomymi, ogólnie nigdy nie wiało nudą. Półtora roku temu postanowiliśmy razem zamieszkać. Było idealnie. Dzieliliśmy się obowiązkami, witaliśmy i żegnaliśmy się ciepło itp. Podczas naszego związku raczej się nie kłóciliśmy (teraz wiem, że to nie dobrze). We wrześniu zmieniliśmy stancję. Postanowiliśmy w końcu wziąć ślub. Zarezerwowaliśmy termin w kościele, salę itp. W październiku namawiał mnie na ślub cywilny już teraz, natychmiast. W listopadzie mnie zostawił. Z godziny na godzinę. Powiedział, że mnie już nie kocha. Płakał przy tym (do tej pory widziałam to tylko raz, na pogrzebie jego ojca). Pytałam dlaczego, mówił że nie wie. Spędziliśmy jeszcze razem dwa dni. Rozmawialiśmy, ale kompletnie nic z tych rozmów nie wynikło. Poprosiłam go żeby się wyprowadził i dał mi czas na wyprowadzkę. Minęły ok. 2 tygodnie podczas których widywaliśmy się, ale rzadko. W między czasie udało mi się wydobyć od niego informację, że skrzywdziłam go podczas ostatniego miesiąca i on ma dość, że jego serce się dla mnie zamknęło. Tutaj muszę wyjaśnić, że ja jestem choleryczką, a on flegmatykiem. Mieszanka wybuchowa, która jednak do tej pory się sprawdzała. Cały problem wynikł z tego, że on nie potrafił nigdy rozmawiać o uczuciach. Nigdy nie mówił, że coś mu odpowiada, albo nie pasuje. W związku z czym kiedy ja ostatnio krzyczałam na niego teraz widzę, że za dużo i bardzo często nie potrzebnie, on się bardziej na mnie zamykał, a im bardziej on się zamykał, tym bardziej ja krzyczałam próbując jakoś do niego dotrzeć. Widziałam, że coś się dzieje, ale kompletnie nie miałam pojęcia co. Przestaliśmy uprawiać seks, bo ja przez 2 miesiące byłam chora i to ostatnie o czym myślałam, bo wpadliśmy w rutynę, bo nie czułam, że jemu zależy na mnie, jako na mnie a nie na seksie ze mną. I to również był zarzut do mnie.

W dzień kiedy oddawałam mu klucze próbowałam jeszcze z nim rozmawiać, ale był wtedy wobec mnie taki zimny i obojętny. A mimo to widziałam strach w jego oczach kiedy patrzył na puste mieszkanie, na mieszkanie bez moich rzeczy. Wróciłam do mamy. Po ok. tygodniu on wyjechał sam na tydzień nad morze. W między czasie ścięłam włosy, ok. 50 cm. Było to o tyle znaczące, że ja wszystkim w około mówiłam, że włosy zetnę dopiero po ślubie. (Wiem, że zrobiło to na nim wrażenie, bo później wszystkim dookoła o tym opowiadał.) W dzień jego powrotu widzieliśmy się, ponieważ zapomniałam zabrać kilka rzeczy. Uśmiechał się do mnie, ale mówił że nie tęskni o jest mu tak dobrze. Nie płakałam, wyszłam. Byłam wściekła. Wróciłam do domu i oświadczyłam na facebooku, że jestem wolna. Szybko do mnie napisał ze złością, że już teraz pozostało mi usunięcie go ze znajomych. Wyjaśniłam mu, że zrobiłam to tylko i wyłącznie dla siebie. Później tego dnia widział się z naszymi przyjaciółmi i im również pokazał, że jest mu świetnie beze mnie.

Minął kolejny tydzień podczas którego mieliśmy mały kontakt smsowy. W sobotę on był na piwie ze znajomymi, ja byłam u koleżanki. Zrobiłam sobie ładne zdjęcie i wstawiłam na facebooka. Zaczął pisać mi komentarze. Nie chciałam żeby wszyscy czytali co on mi pisze, więc przeszłam na wiadomości prywatne. I tak pisał jakieś bzdury. Następnego dnia mnie przepraszał za to co pisał. Odpisałam mu, że widać świetnie się beze mnie bawił i jest mu tak wygodnie i dobrze jak jest. Napisał, że nie jest mu z tym ani dobrze, ani wygodnie, ale on nie wie czego chce. Zaczęliśmy pisać ze sobą. Pierwszy raz od dawna rozmawialiśmy naprawdę szczerze czemu się zepsuło i co czujemy i czuliśmy. Któregoś dnia napisałam mu żebyśmy gdzieś razem wyjechali na weekend. On mi zaproponował piwo. Poszłam. Był wobec mnie zimny. Wróciłam do domu i przestałam się z nim kontaktować, on ze mną również.

Po 5 dniach napisał mi życzenia świąteczne. Napisał, że ma nadzieję, że będziemy szczęśliwi. Zapytałam czy razem czy osobno. Napisał, że nie wie, czas pokaże. I przez okres świąt jeszcze trochę takich wiadomości między nami. On niezmiennie, że nie wie czego chce, że teraz nie, ale może za rok spędzimy święta wspólnie. Że boi się próbować, bo boi się, że za miesiąc, dwa sytuacja się powtórzy, a on nie chce żeby tak było. On chce być pewien, że chce ze mną być. Chce wiedzieć, że ja się zmieniłam i nie będę na niego bez powodu krzyczeć. Oraz, że on musi się nauczyć mówić o uczuciach i okazywać je. Zapytałam go skąd będzie wiedział, że się zmieniłam, jak ma zamiar się starać skoro się nie spotykamy. Odpowiedział, że pamięta jaka jestem i nie musi się ze mną spotykać. W sylwestra powinna być nasza 10 rocznica. Było strasznie. W między czasie pisaliśmy ze sobą czasem żartując, czasem pisząc o poważnych sprawach. Wyjaśniłam mu, że jest całym moim życiem (on bał się, że go nie kocham i jestem z nim z przyzwyczajenia), przypomniałam mu wiele cudownych momentów z naszego życia, chciałam mu pokazać, że źle między nami było tylko przez 1 miesiąc na prawie 10 lat. Gdzieś podczas tych wiadomości zapytałam go czy mam na niego czekać. Odpisał, że on wie, że jest mi mega ciężko i jeśli ma być mi łatwiej to żebym nie czekała, ale jednocześnie on nie wyobraża sobie żebym mogła być z kimś innym. 2 stycznia (piątek) chciałam sobie pożartować i trochę z nim pisałam. Zanim napisał mi ostatnią wiadomość zasnęłam. Zapytał czy chcę się spotkać w poniedziałek pogadać. Rano odpisałam mu, że mogę chcieć.

Spotkaliśmy się w poniedziałek na piwie. Zapytałam czemu się ze mną spotkał odpowiedział, że chciałam (?) i zmienił temat (jest w tym mistrzem). Powiedział mi, żebym spróbowała się z tym pogodzić, a jeśli mamy być razem to będziemy. Później poszliśmy do niego i jeszcze trochę posiedzieliśmy (jego inicjatywa). I u niego w domu zaczął być czuły. Ponieważ zrobiło się mocno późno, wróciłam do domu. Nasza rozmowa była nie dokończona, więc następnego dnia przyjechałam do niego. Znowu był czuły. Przytulał mnie, trzymał za rękę głaskał po plecach (nie pamiętam kiedy robił te wszystkie rzeczy, a już nigdy wszystkie na raz). Kiedy wychodziłam mocno mnie przytulił i poprosił żebym nie była smutna. Wieczorem zapytał co robiłam resztę dnia (do tej pory pytał naszych znajomych co u mnie). W środę widział się z naszym przyjacielem i powiedział mu, że zauważył moją zmianę i mu się to podoba. Tegoż dnia poprosiłam go o wymianę żarówki w samochodzie. Wymienił i pożegnał się ze mną żółwikiem. Zgłupiałam.

Postanowiłam mu pokazać, że możemy fajnie spędzać ze sobą czas. Pokazać mu co traci. Umówiliśmy się na wczoraj. Zjedliśmy razem obiad, poszliśmy do niego. Rozpracowywaliśmy wspólnie jego nowy telewizor, poprzytulaliśmy się, obejrzeliśmy wspólnie dwie komedie leżąc na łóżku i on w tym czasie przytulał mnie, albo się do mnie. Trzymał mnie za rękę. Na pożegnanie cmoknął mnie w policzek. Dzisiaj do niego pojechałam na kawę, bo chciałam o tym wszystkim porozmawiać. Usłyszałam co następuje: On nie wie czy chce ze mną być. Na ten moment nie. Tęskni za mną ale nie tak żeby ze mną być. Ale cały czas o tym myśli, zastanawia się itp. Dobrze mu jest jak jesteśmy razem, ale to nie wystarczy. Myśli co u mnie, ale nie chce się pytać żeby nie robić mi nie potrzebnych nadziei, a z drugiej strony chce się ze mną od czasu do czasu widywać żeby móc zobaczyć jak to między nami będzie. Brakuje mu mnie jak się Kładzie czy wstaje ale nie wie czy wystarczająco mocno. A on musi być pewien, że chce ze mną być żeby taka sytuacja się nie powtórzyła. Dla niego minęło zbyt mało czasu. On musi albo za mną zatęsknić albo o mnie zapomnieć. Powiedziałam mu że mam wrażenie, że on robi wszystko żeby zapomnieć o nas, odpowiedział że po prostu stara się żyć. Powiedziałam, że mam wrażenie że on o mnie, o nas nie myśli i się ode mnie coraz bardziej oddala. Powiedział, że to nie prawda, bo przecież jak był z kolegami na piwie to do mnie pisał. Jak wychodziłam to złapał mnie za ręce i cmoknął w policzek. Zaczęłam się z tego śmiać. Cmoknął mnie w usta.
Nie wiem czy da się to jeszcze uratować. Nie wiem na ile on nie wie co do mnie czuje, a na ile to ukrywa. Podejrzewam, że powinnam teraz zamilknąć i czekać na kontakt z jego strony. Mam rację? Co o tym myślicie? Bardzo Was proszę o opinię i wsparcie w nie pisaniu do niego.

2

Odp: Po 10 latach on nie wie...

On zachowuje się jak pies ogrodnika. 10 lat związku to bardzo długo więc nie dziwię się Jemu jak i Tobie, że od pewnych rzeczy będzie ciężko Wam się odzwyczaić. Powiedział Ci, że już Cię nie kocha, nie wiem czemu ale po przeczytaniu całego Twojego postu uważam, że tak właśnie jest. Daj mu sobie układać życie, nie pisz, nie szukaj z nim kontaktu, żyj swoim życiem, a czas pokaże co będzie dalej. Jednak radziłabym Ci, żebyś zamknęła ten rozdział w życiu, chociaż wiem i zdaje sobie z tego sprawę, że nie będzie łatwo.

3

Odp: Po 10 latach on nie wie...

A czemu w takim razie zaczął się zastanawiać? Był taki pewien, aż nagle zaczął się zastanawiać po co skoro miał czego chciał? Zaczął się starać (ja naprawdę widzę, że się stara). Mam czasem takie wrażenie, że już na pstryknięcie palców i usłyszę, że kocha, że chce być, a za moment jakby się cofał. Tak jakby naprawdę się bał. Jakby naprawdę nie wiedział. Powiedział mi dzisiaj, że gdyby naprawdę nie chciał to by mi o tym powiedział i zakończył to definitywnie.

4 Ostatnio edytowany przez LadyAnette (2015-01-12 01:10:06)

Odp: Po 10 latach on nie wie...

To proste, zaczął mieć wątpliwości po Twoim zachowaniu, nie chce sobie zamykać furtki na możliwy powrót, a być może wróci jak sobie pożyje trochę życiem singla...

5

Odp: Po 10 latach on nie wie...

On mi coś takiego powiedział, że teraz jest mu o tyle dobrze, że wstaje sobie o której chce, że jak chce to posprzata, a jak nie to będzie miał syf. Dlatego zastanawiam się czy to nie jest tak, że zwyczajnie przestraszył się ślubu i tego ze juz zawsze będzie tak jak było przez ten ostatni miesiąc. Ja nawet próbowałam na nim wymoc żeby powiedział mi jeszcze raz ze nie kocha (powiedział to tylko jeden raz) ale nie chciał tego powiedzieć bo nie wie.

6

Odp: Po 10 latach on nie wie...

Skoro juz raz Ci to powiedzial to po co chcialas wyciagnac to od niego kolejny raz ? Moze nie chce juz tego powiedziec zeby Cie nie ranic dodatkowo takimi slowami.

7

Odp: Po 10 latach on nie wie...
tamta89 napisał/a:

On mi coś takiego powiedział, że teraz jest mu o tyle dobrze, że wstaje sobie o której chce, że jak chce to posprzata, a jak nie to będzie miał syf. Dlatego zastanawiam się czy to nie jest tak, że zwyczajnie przestraszył się ślubu i tego ze juz zawsze będzie tak jak było przez ten ostatni miesiąc. Ja nawet próbowałam na nim wymoc żeby powiedział mi jeszcze raz ze nie kocha (powiedział to tylko jeden raz) ale nie chciał tego powiedzieć bo nie wie.

Diabeł siedzi w tym, że tak naprawdę poznaliście się nawzajem dopiero w ciągu ostatniego półtora roku.
Codzienność, a co za tym idzie, zderzenie diametralnie różnych charakterów zrobiło swoje.
To, co Was łączyło przez osiem lat niby razem, ale osobno, przegrało z tym, co Was różni od siebie.
Moim zdaniem, jeśli kochacie się, to tęsknicie za tamtym życiem "na dochodzenie".
Zastanawiające jest właśnie to, dlaczego tak długo odwlekaliście wspólne zamieszkanie?

8

Odp: Po 10 latach on nie wie...

Nie mieszkaliśmy ze sobą tak długo ze względu na jego ogromne długi, których narobił sobie podczas uprawiania hazardu oraz dlatego ze ja studiowalam dziennie i nie miałam możliwości pracy w moim mieście. Ale to nie tak, że to był związek na dochodzonego. My spędziliśmy razem każdą chwilę. Tylko nocy ze sobą nie spędziliśmy a i tak powrót do domu jednego z nas zawsze był bardzo późno. Można powiedzieć ze wtedy spędziliśmy ze sobą nawet więcej czasu.

9 Ostatnio edytowany przez tamta89 (2015-01-12 09:20:35)

Odp: Po 10 latach on nie wie...
LadyAnette napisał/a:

Skoro juz raz Ci to powiedzial to po co chcialas wyciagnac to od niego kolejny raz ? Moze nie chce juz tego powiedziec zeby Cie nie ranic dodatkowo takimi slowami.

Chciałam tego, żeby łatwiej mi było to zaakceptować i się z tym pogodzić. Bywały momenty (i na dla są, dlatego widzę to jak krok w przód i krok w tył) kiedy widziałam znowu w jego oczach miłość. Właściwie te momenty zaczęły się pojawiać odkąd zaczął się zastanawiać. Wolałam jednak żeby mi to napisał jeśli trudno mu było powiedzieć. Nie chciał. Powiedziałam mu, że jeśli mnie nie kocha to niech mi to po prostu powie, albo napisze. Odpowiedział, że nie może bo nie wie sam co czuje i czego chce od życia.

A teraz wysłał mi wiadomość z życzeniem miłego dnia (do tej pory tylko ja tak robiłam, ale to też najwyżej 3 razy)

10

Odp: Po 10 latach on nie wie...

Zabawnie było przeczytać Waszą historię smile. Całe to forum jest usłane dramatycznymi rozstaniami, a Ty np. słodko zasypiasz jak Ci luby śle smsy. Good girl. Wydajecie mi się tacy poukładani smile.

Ale do rzeczy. Daj mu zatęsknić, sprawdzisz po prostu czy jego uczucia są na tyle do Ciebie silne, że będzie chciał wrócić i kontynuować waszą znajomość. Myślę, że przy tych 10 latach on miał prawo zacząć się zastanawiać nad sobą, związkiem, nad swoją przyszłością. To normalne w tym wieku. Widzisz, ludzi teoretycznie zmieniają się co 5 lat. Wy jesteście 10. Tamtego człowieka, którego poznałaś już nie ma. Ty też jesteś inna. Ktoś tutaj napisał, że Wy dopiero przez ostatnie 1,5 roku tak naprawdę mieliście okazję się poznać, i to jest prawda.

Daj mu czas, niech on sobie tam przemyśli co chce. Ty wydajesz się być rozsądną dziewczyną, stabilną emocjonalnie, pobądź trochę też sama. Zobacz jak to jest bez niego. Wykorzystaj ten czas. Być może odkryjesz coś w sobie, na co do tej pory nie miałaś czasu, nigdy byś nie wpadła, bo byłaś z nim. Jak będziecie mieli być razem to będziecie, jak nie to nie. Aha, ślubu na pewno się przeraził. Ile macie lat?

11

Odp: Po 10 latach on nie wie...

Ja mam 25 lat, on 29. Ja też uważam, że po takim okresie bycia razem, przed podjęciem powiedzeniem sobie tak przed ołtarzem, kiedy nigdy nie mieliśmy żadnego kryzysu, nigdy się nie rozstawaliśmy on miał prawo się pogubić i nie wiedzieć czego chce i co czuje, czy to jeszcze miłość czy już tylko przyzwyczajenie. Tym bardziej, że on zawsze miał problem z okazywaniem uczuć, czy rozmową. U niego w domu na poważne tematy nigdy się nie rozmawiało. I moi i jego rodzice są po rozwodach. U mnie konsekwencje tego są takie, że ja mam pragnienie stworzenia związku idealnego i nie biorę pod uwagę, że może być inaczej (pełen optymizm), u niego zaś jest strach o to żeby nie rozpadło się kiedy będziemy mieć dzieci, bo on nigdy nie chciał być takim ojcem, jaki był jego. A ostatnio naprawdę widzę, że on się stara być czuły i okazywać uczucie (nawet ta dzisiejsza wiadomość wysłana z pracy, kiedy nigdy nie miał czasu do mnie pisać będąc w niej). A jednocześnie mówi, że na razie nie potrafi ze mną być (nie wyklucza, że będzie inaczej) i tęskni, ale nie na tyle mocno by ze mną być.

12 Ostatnio edytowany przez tsukuru (2015-01-12 14:04:50)

Odp: Po 10 latach on nie wie...

Wszystko będzie dobrze. Związek nie zając, nie ucieknie. Poza tym wszyscy popełniamy błędy, mamy wątpliwości, gadamy niekiedy pierdoły, bo nawet sami nie wiemy co tak naprawdę czujemy. Uwierz mi, człowiek bardzo często potrafi postępować niby super logicznie, albo na odwrót, tylko w emocjach. A czasami to nawet nie wie jak. Każdy ma tez własne okresy życiowe - lepsze lub gorsze, kiedy wie czego chce lub nie.

Daj mu czas. Sobie też. Obserwuj. Wydajesz mi się być fajną dziewczyną. Chłopak zresztą też smile.

13

Odp: Po 10 latach on nie wie...

Niczego nie pragnę bardziej niż tego żebyśmy byli znowu razem. Bardzo, bardzo, bardzo za nim tęsknię. Kiedy się rozstaliśmy nie wiedziałam jak mam żyć, bo nie znałam życia bez niego. Teraz już znam i wiem, że można tak żyć, ale nie chcę :-(  Kiedy się rozstaliśmy absolutnie nikt nie chciał w to uwierzyć. Znajomi wydzwaniali do siebie nawzajem żeby się w tym upewnić. Dalej twierdzą, że to nie może tak być i że na pewno do siebie wrócimy.

On jest bardzo dumnym człowiekiem i podejrzewam, że jeśli bym mu pokazała, że już wcale mi nie zależy to on by odpuścił i przyjął to co się stało tłumiąc uczucia w sobie. Więc wiem, że nie mogę całkiem zerwać z nim kontaktu i udawać, że jest mi bez niego dobrze, bo to prosta droga żeby go stracić. Wiem też na 100%, że z nikim się nie spotyka i nawet nie w głowie mu to. Chociaż u mnie uaktywniła się zazdrość tak ogromna jakiej nigdy nie czułam i miewam dni kiedy nie myślę o niczym innym jak o tym, że on może się z kimś spotykać, czy rozmawiać np. na facebooku. Ja jemu powiedziałam jasno, że mogę mu wybaczyć właściwie wszystko, ale na pewno nie wybaczę jeśli zacznie się teraz z kimś spotykać. Nawet jeśli to będą spotkania na "herbatę" (tzn. z dziewczyną, którą gdzieś teraz poznał, nie zabraniam mu widywać ludzi :-P ) To będzie nasz definitywny koniec.

W czwartek ma mi przywieźć telewizor, więc chcąc nie chcąc się spotkamy. Podejrzewam, że będzie się czuł u mnie nieswojo po całej tej akcji (umówiliśmy się że przyjedzie jak mojej mamy nie będzie).

Zastanawiam się czy może powinnam jutro ja wysłać sms z życzeniem miłego dnia, czy się nie odzywać?

14

Odp: Po 10 latach on nie wie...

Widzicie on cały czas rozmyśla i rozpamiętuje jaka byłam pod koniec, czyli w sumie przez 1 miesiąc. I boi się, że dobrze będzie przez miesiąc, dwa, a później znowu wszystko szlag trafi. Nie wiem co zrobić żeby mógł zacząć o tym zapominać i zaczął widzenie tego jaka jestem teraz (chociaż podobno zauważył, że się zmieniłam)

15

Odp: Po 10 latach on nie wie...

Tamta89 , on jednak jest podobny do mojej byłej, z tym , że ona ma kogoś, lepiej dla Ciebie będzie jak nie będziesz się kontaktować, bo jak dla mnie to tak jak w moim przypadku on oczekuje przyjaźni na teraz, a później zobaczymy jak będzie, a Ciebie , tak jak też mnie to bardzo boli, i nie przestanie do póki będziesz z nim w kontakcie, wiem z własnego doświadczenia, a daje Ci rady które sam mam problem wprowadzić, ale to jest najlepsze wyjście z całej sytuacji.

16

Odp: Po 10 latach on nie wie...

Rozmawialiśmy wczoraj, oczywiście bez żadnych konkretów. Z jego inicjatywy rozmawialiśmy o tym jakby to było gdybyśmy wrócili, co by się zmieniło. Powiedział też, że przemyślał to i uważa, że do póki się nie określi to lepiej będzie jeśli nie będzie okazywał mi żadnych uczuć, żeby nie robić mi nadziei. Wiem, że tęskni bo powiedział to naszemu przyjacielowi.

17

Odp: Po 10 latach on nie wie...

o boze ...Armagedon normalnie.

Facet nie wie czego chce od zycia .Ma hustawki nastrojów jak kobieta w ciąży. Szczerze?

Nie dałabym rady tego dłuzej ciagnac.On ci wode z mózgu robi. Jest strasznie niezdecydowany . Ja na twoim miejscu przestałabym sie do niego całkowicie odzywac.

Nie lez mu po palcu w du..pe.Nie jest tego wart.!!!!!!!!!!!!!!!!

18 Ostatnio edytowany przez Excop (2015-01-14 12:57:56)

Odp: Po 10 latach on nie wie...

Ja podtrzymuję moją tezę, że rozczarował się życiem we dwoje w jednym miejscu, razem.
Chciałby wrócić, ale do tego, co było przed półtora rokiem, mieć jakieś nieokreślone poczucie wolności w ramach związku.
Wątpię, czy taka opcja odpowiadałaby Autorce, ale
może warto zapytać go o to, by mieć jasność?

19 Ostatnio edytowany przez tamta89 (2015-01-14 14:59:31)

Odp: Po 10 latach on nie wie...
Excop napisał/a:

Ja podtrzymuję moją tezę, że rozczarował się życiem we dwoje w jednym miejscu, razem.
Chciałby wrócić, ale do tego, co było przed półtora rokiem, mieć jakieś nieokreślone poczucie wolności w ramach związku.
Wątpię, czy taka opcja odpowiadałaby Autorce, ale
może warto zapytać go o to, by mieć jasność?

Kurcze tylko to nigdy nie było tak, że miał jakieś nieokreślone poczucie wolności. Nie było tak żebyśmy chodzili gdzieś osobno, tzn. na jakieś imprezy, czy wyjścia na piwo. Zawsze razem. Właściwie jeśli się rozstawaliśmy to tylko żeby pójść do pracy/szkoły i na parę godzin snu. To po zamieszkaniu razem daliśmy sobie więcej "luzu".
Wyznajemy takie same wartości, mamy takie same zdanie chyba na wszystkie sprawy, tak samo myśleliśmy o przyszłości.
Mówił nie dawno, że jeśli ma ze mną być to on chce tworzyć ze mną rodzinę. Myślę, że ja miałam za duże parcie na niektóre sprawy. Chyba chciałam być za bardzo idealna, zamiast czasem zwyczajnie odpuścić. Nie wiem jak mogę to naprawić?

On wcześniej nie mieszkał sam. Albo z mamą, albo z bratem, a później ze mną. Może jego faktycznie na ten moment zwyczajnie kręci stan "kawalerstwa". Chociaż z drugiej strony absolutnie nie zachowuje się jakby był kawalerem. Tzn. na imprezy nie chodzi, ze znajomymi w celach towarzyskich spotyka się bardzo rzadko, częściej to już ja się spotykam. Robi to co zawsze robił i wraca do domu.

Może to jest kwestia przesytu mną, tego że on naprawdę nie wie czy mnie jeszcze kocha. On zawsze miał problemy z uczuciami i m.in. dlatego zaczął uprawiać hazard.

Chciałabym dać mu się na nowo poznać. Żeby sobie przypomniał dlaczego mnie pokochał. Tylko nie mam pojęcia jak to zrobić. Ktoś ma jakieś pomysły?

20

Odp: Po 10 latach on nie wie...
tamta89 napisał/a:
Excop napisał/a:

Może to jest kwestia przesytu mną, tego że on naprawdę nie wie czy mnie jeszcze kocha. On zawsze miał problemy z uczuciami i m.in. dlatego zaczął uprawiać hazard.

Chciałabym dać mu się na nowo poznać. Żeby sobie przypomniał dlaczego mnie pokochał. Tylko nie mam pojęcia jak to zrobić. Ktoś ma jakieś pomysły?

Właśnie mówiłem o tym przesycie, tej przewidywalnej codzienności.
Pisząc o "nieokreślonym poczuciu wolności" miałem na myśli podejście do związku. Poprzednio, mimo, że tworzyliście długoletnią parę, miał podświadomą "furtkę" do wycofania się, choć w rzeczywistości nie brał tego pod uwagę.
Gdy zamieszkaliście razem, "furtka" została zamknięta, więc szybko zaczął się dusić.
Nie mówię, że tak jest, czy było, ale rozważ to jednak i weź pod uwagę, gdy będziecie rozmawiać.

Co możesz zrobić, poza tym?
Myślę, że powinnaś przestać pokazywać, jak się zmieniasz dla niego oraz ograniczyć kontakt.
Z Twoich słów wynika, że nie szuka nikogo i w dalszym ciągu prowadzi raczej nudnawy tryb życia.
Ograniczenie kontaktów z Twojej strony da mu do myślenia.
Choćby to, że zmęczyłaś się czekaniem na niego.
I zacznij rzeczywiście robić coś. Tak, jakbyś już o nim zapomniała.
Bo to jest Tobie potrzebne, dla Ciebie samej, czy kiedykolwiek będziesz z nim jeszcze, czy nie.

21

Odp: Po 10 latach on nie wie...

Z rozmowy z nim wywnioskowalam,  że on uważa że ja ciągle przesiaduje u swojej przyjaciółki, ewentualnie spotykam się z jeszcze jedną koleżanką. Powiedziałam mu z uśmiechem na twarzy, żeby się nie martwił bo mam się z kim spotykać i one nie są moimi jedynymi opcjami. Próbował delikatnie wypytac o kim mówię, ale ja nic konkretnego mu nie powiedziałam. (chociaż tak faktycznie to nie mam ochoty nosa z łóżka wystawiać). Powiedziałam mu też, że do tej pory byłam przerażona bo nie znałam życia bez niego, ale teraz już wiem że mogę tak żyć i mogę kiedyś być z kimś innym co nie oznacza ze na ten moment tego chcę.

22

Odp: Po 10 latach on nie wie...

Wiesz co, wygląda mi to na próbę ucieczki ze związku w bardzo pokrętny sposób... smile. Tzw. nie wprost. Będzie co będzie. W tej chwili powinnaś powiedzieć sobie stop i zrobić zwrot ku sobie, zająć się swoimi sprawami. On się zajmuje. Ty też powinnaś zejść z orbity i przestać jak krążownik krążyć wokół niego smile.

23

Odp: Po 10 latach on nie wie...

Wiecie dla mnie ślub nie jest konieczny. O wiele ważniejszy jest on. My i tak żyliśmy jak małżeństwo. Więc jeśli nie chce to nie musimy go brać teraz albo wcale. Rozumiem, że mógł nie być gotowy, przestraszyć się tego ci ze ślubu wynika.

Nie sądzę żeby to było pokretna ucieczka ze zwiazku, bo on ma pełną świadomość, że musi się określić w jedną albo drugą stronę i to nie umrze śmiercią naturalną.

24

Odp: Po 10 latach on nie wie...

Ale zobacz, cały czasz go bronisz, próbujesz analizować to co ma w głowie, nic nie robisz dla siebie, a on przeciwnie - wziął dla siebie wolne, jest ''na urlopie od związku" i całkiem na dobre mu to wyjdzie. Możesz wiernie czekać na powrót, ale na litość boską smile, wykorzystaj ten czas jakoś dla siebie. On myśli jakie on chce mieć to życie, jak ma wyglądać i z jaką kobietą chce żyć, a Ty? smile. Skupiona jesteś tylko na nim.

25 Ostatnio edytowany przez tamta89 (2015-01-14 20:52:38)

Odp: Po 10 latach on nie wie...

Ja wiem jakie chcę mieć życie i z kim je spędzić wink i zajmuję się sobą. Nie czekam grzecznie pod telefonem i nie czekam na wiadomość od niego. Oglądam zaległe seriale, czytam książki, zajmuję się swoją pasją, chodzę do pracy, czasem się z kimś spotykam, czasem pójdę do kina. No ale nie da się ukryć, że chciałabym żeby wrócił i oczywiście najlepiej jak najszybciej wink

Są jeszcze rzeczy o których zapomniałam napisać wcześniej. On cały czas od rozstania martwi się o mnie i dba o mnie. Zaraz po rozstaniu pojechał wymienić mi opony na zimowe, a przy tym zatankowal mi samochód. Jak wie, że późno wracam do domu to pyta się czy juz jadę taksówką i czy juz dotarłam. Ostatnio pilnował czy przerejestrowalam auto, wie że pozyczylam znajomemu pieniądze i że jeszcze nie oddał, a powinien, więc wiem że z nim o tym rozmawiał. I parę innych takich sytuacji. Niby nic ale chyba nie robimy takich rzeczy względem osób, które nic dla nas nie znaczą?

26

Odp: Po 10 latach on nie wie...
tamta89 napisał/a:

Są jeszcze rzeczy o których zapomniałam napisać wcześniej. On cały czas od rozstania martwi się o mnie i dba o mnie. Zaraz po rozstaniu pojechał wymienić mi opony na zimowe, a przy tym zatankowal mi samochód. Jak wie, że późno wracam do domu to pyta się czy juz jadę taksówką i czy juz dotarłam. Ostatnio pilnował czy przerejestrowalam auto, wie że pozyczylam znajomemu pieniądze i że jeszcze nie oddał, a powinien, więc wiem że z nim o tym rozmawiał. I parę innych takich sytuacji. Niby nic ale chyba nie robimy takich rzeczy względem osób, które nic dla nas nie znaczą?

Taa... Życie zweryfikuje, czy miałaś rację. Powodzenia smile.

27

Odp: Po 10 latach on nie wie...
tsukuru napisał/a:
tamta89 napisał/a:

Są jeszcze rzeczy o których zapomniałam napisać wcześniej. On cały czas od rozstania martwi się o mnie i dba o mnie. Zaraz po rozstaniu pojechał wymienić mi opony na zimowe, a przy tym zatankowal mi samochód. Jak wie, że późno wracam do domu to pyta się czy juz jadę taksówką i czy juz dotarłam. Ostatnio pilnował czy przerejestrowalam auto, wie że pozyczylam znajomemu pieniądze i że jeszcze nie oddał, a powinien, więc wiem że z nim o tym rozmawiał. I parę innych takich sytuacji. Niby nic ale chyba nie robimy takich rzeczy względem osób, które nic dla nas nie znaczą?

Taa... Życie zweryfikuje, czy miałaś rację. Powodzenia smile.

Ja nie mówię, że mam rację. Ja to tak odbieram. Być może totalnie się mylę, dlatego piszę tutaj o tym żeby móc poznać Wasze zdanie.

28

Odp: Po 10 latach on nie wie...
tamta89 napisał/a:
tsukuru napisał/a:
tamta89 napisał/a:

Są jeszcze rzeczy o których zapomniałam napisać wcześniej. On cały czas od rozstania martwi się o mnie i dba o mnie. Zaraz po rozstaniu pojechał wymienić mi opony na zimowe, a przy tym zatankowal mi samochód. Jak wie, że późno wracam do domu to pyta się czy juz jadę taksówką i czy juz dotarłam. Ostatnio pilnował czy przerejestrowalam auto, wie że pozyczylam znajomemu pieniądze i że jeszcze nie oddał, a powinien, więc wiem że z nim o tym rozmawiał. I parę innych takich sytuacji. Niby nic ale chyba nie robimy takich rzeczy względem osób, które nic dla nas nie znaczą?

Taa... Życie zweryfikuje, czy miałaś rację. Powodzenia smile.

Ja nie mówię, że mam rację. Ja to tak odbieram. Być może totalnie się mylę, dlatego piszę tutaj o tym żeby móc poznać Wasze zdanie.

Nikt nie twierdzi, że jesteś mu obojętna, bo 10 lat związku, to nie w kij dmuchał.
Nie wiem, czy on kocha Cię jeszcze, możliwe.
Ale w końcu przecież stchórzył i uciekł od byle kryzysu, Twoim zdaniem zresztą, wydumanego.
Piszesz, że mimo rozstania, martwi się o Ciebie, stara się pomóc w ten, czy inny sposób.
To jednak może świadczyć tylko, że czuje się podle po tym, jak się zachował i wyrzuty sumienia każą mu robić to, czy tamto.
I, wbrew swoim intencjom niepotrzebnie rozbudza w Tobie nadzieję, że Wasz związek nie przeszedł jeszcze do historii.
Jeszcze raz więc mówię, zacznij myśleć o sobie.
I tak nie masz wyboru, niż wziąć się za siebie.

29

Odp: Po 10 latach on nie wie...

Wiecie, on prawie codziennie wysyła mi wiadomość z życzeniem miłego dnia/pracy. Albo czy chcę od kogoś tam kupić perfumy, albo jak moja mama się czuje (akurat do mnie zadzwonił z tymi perfumami jak byłam z mamą w szpitalu). Mam takie wrażenie, że dokładnie tak jak ja od niego, tak on nie potrafi się odczepić ode mnie. Zastanawiam się czy w tym szaleństwie (czytaj utrzymywanie ze sobą takich kontaktów) jest metoda?  Nadal wiem, że on nikogo nie ma i nikogo nie szuka. Może jeśli będziemy się kontaktować tak, może z czasem coraz więcej to on po prostu zapomni co ostatnio było źle?

30

Odp: Po 10 latach on nie wie...
tamta89 napisał/a:

Wiecie, on prawie codziennie wysyła mi wiadomość z życzeniem miłego dnia/pracy. Albo czy chcę od kogoś tam kupić perfumy, albo jak moja mama się czuje (akurat do mnie zadzwonił z tymi perfumami jak byłam z mamą w szpitalu). Mam takie wrażenie, że dokładnie tak jak ja od niego, tak on nie potrafi się odczepić ode mnie. Zastanawiam się czy w tym szaleństwie (czytaj utrzymywanie ze sobą takich kontaktów) jest metoda?  Nadal wiem, że on nikogo nie ma i nikogo nie szuka. Może jeśli będziemy się kontaktować tak, może z czasem coraz więcej to on po prostu zapomni co ostatnio było źle?

31

Odp: Po 10 latach on nie wie...

Czemu mnie tylko zacytowales?  smile

32

Odp: Po 10 latach on nie wie...

Post mi się skasował, muszę powtórzyć.
Odnoszę wrażenie, że nie czytałaś mojego ostatniego postu.
Moim zdaniem, on kontaktuje się z Tobą z powodów, które opisałem poprzednio, a Ty reagujesz właśnie w ten, bardzo przewidywalny zresztą, sposób.
Nie wiem, czy te kontakty sprawią, że on wróci do Ciebie, ale jestem bardzo sceptyczny.
Radziłbym przerwać te kontakty, zapowiedzieć mu, by dał Ci spokój.
Dalsze tego rodzaju "przyjacielsko-opiekuńcze" kontakty sprawią, że ,wbrew Tobie, z byłej partnerki staniesz się jego "najlepszą przyjaciółką".
Obawiam się, że jeśli na to pozwolisz, za jakiś czas, Tobie jako "przyjaciółce" obwieści radosną nowinę, że poznał miłość swojego życia i będzie chciał, byś dzieliła jego radość.
A, tak przy okazji, zapyta o zdrowie mamy.

33

Odp: Po 10 latach on nie wie...

Obiecał mi, że do końca miesiąca podejmie decyzję. Albo wróci, albo to będzie definitywny koniec. Nie wiem jak mam przetrwać te dwa tygodnie oczekiwania.

34

Odp: Po 10 latach on nie wie...

Excop ma rację. Jeśli nie postawisz się to zostaniesz w czymś co on pewnie będzie nazywał przyjaźnią a Ty będziesz żyć nadzieją. Z tym określeniem terminu to bardzo wątpię że dotrzyma. Jeśli teraz nie wie to co się stanie przez 2 tygodnie że nagle się dowie.

35

Odp: Po 10 latach on nie wie...

Więc decyzję podjął. Postanowił, że chce i zrobi wszystko co w jego mocy żebyśmy byli razem szczęśliwi. Zrozumiał, że to co się działo to nie jest tylko moja wina i ze on nie świadomie przyłożył do tego rękę. Stwierdził, że jak trzeba będzie to do psychologa będziemy chodzić (po rozstaniu mówił że absolutnie nie pójdzie bo nie widzi potrzeby i nie chce). Rozmawialiśmy dużo o moich i jego błędach, wiemy co zrobiliśmy źle. Teraz jesteśmy zdeterminowani na sukces, chociaż oboje mamy świadomość, że może się nie udać. Trzymajcie kciuki, ok? :-)

36

Odp: Po 10 latach on nie wie...

Super. Tylko moja rada (bo wiesz, że większość takich powrotów kończy się klapą). Sprawdzaj teraz jego czyny. Nie to co mówi, ale czy to co mówi realizuje. A Ty bądź czujna, obserwuj i nie popadaj w szał zachwytu, bo on postanowił do ciebie wrócić. Bądź czujna. Miej lekki dystans. To jest dla was test. Sprawdź go i jego "mocne postanowienie poprawy".

37

Odp: Po 10 latach on nie wie...

Och w szał radości z całą pewnością nie popadlam. Mam świadomość, że przed nami długa i ciężka droga, która może zakończyć się klapą. Jednak uważam, że jest nadzieja bo on tego chce również. Odkąd zaczął się zastanawiać nad powrotem to mówił, że nie chce wracać po to żeby się rozstać, więc śmiem mieć nadzieję że będzie się starał. Ja widzę poprawę i widzę że się stara już od jakiegoś czasu. Przede wszystkim rozmawia. Mówi mi o swoich uczuciach szczerze, choć pewnie jeszcze trzeba będzie mocno nad tym pracować żeby mówił i rozmawiał tak jak powinien. Ale światełko w tunelu widzę smile

38

Odp: Po 10 latach on nie wie...

Informuj nas jak idzie smile.

39

Odp: Po 10 latach on nie wie...

No i ciąg dalszy nastąpił.
Przez ten czas widywaliśmy się częściej lub rzadziej. Urządził bardzo fajne walentynki. Bardzo się postarał. Potrafił być czuły.
Tydzień temu we wtorek poszliśmy razem do psychologa, żeby nam pomogła to wszystko poskładać. Terapeutka powiedziała że mamy się przez tydzień nie kontaktować a on ma się przez ten czas zastanowić czy napewno chce to ratować. Tak się stało. Spotkaliśmy się w ten wtorek. Powiedział mi, że on chce być ze mną, ale muszę o czymś wiedzieć i podjąć decyzję. Powiedział mi że przez ten czas spotykał się z jakąś dziewucha, nie chciał powiedzieć kto to, ale tylko na rozmowy. Bo dobrze im się razem rozmawialo, ona go rozumie. Zaprzeczył żeby było coś więcej oprócz tych rozmów. Spotkali się może 5 Razy. Byli w barze, on był u niej, ona u niego i raz byli razem w zoo z jej siostrzenica. Powiedział że poznał jej mamę, ale zaraz dodał że to żart. Powiedział że od 3 tygodni nie ma z nią kontaktu bo powiedział jej ze wraca do mnie, mimo że ona chciała od niego coś więcej. Stwierdziłam że ok, skoro to tylko rozmowy to nie ma o co się czepiać. Rozmawialiśmy jeszcze o niej jakiś Czas. Powiedział że pokasowal wiadomości od niej żeby go nie kusilo, ale o numerze telefonu nie pomyślał. Powiedziałam mu że jeśli mam z nim być to on nie ma prawa mieć z nią jakiegokolwiek kontaktu. Zgodził się ze mną. W pewnym momencie zaczął zastanawiać się czy może ze mną być. Zapytałam czy to wybór między mną a nią, odpowiedział że wybór czy chce być ze mną czy nie, że jej nie bierze pod uwagę. Powiedział mi że nie wie co do mnie czuje, ale ze tęskni za mną, że mu mnie brakuje, że zastanawia się co robię, że jest zazdrosny o mnie. Musiałam już wracać do domu, więc umówiliśmy się ze napisze mi w wiadomości jaka jest jego decyzja.
Minęło ok pół godziny, zapytał co będzie jeśli decyzja będzie negatywna odpowiedziałam że wtedy ja zaczynam zapominać, każdy idzie w swoją stronę i robi co uważa za stosowne. Jeszcze raz zapytałam czy zastanawia się nad nią. Zaprzeczył. Napisał ze chce być ze mną. Zapytałam czy jest tego pewien. Napisał ze na pewno. Wstępnie umówiliśmy się na kolejny dzień.
Kolejnego dnia chciałam potwierdzić godzinę spotkania i w wiadomości przeczytałam że on myślał całą noc i nie może ze mną być, bo nie wie że będzie mnie oszukiwal i z nią pisał, a nie chce się zejść po to żeby zaraz się rozstać. Zażądałam wyjaśnień. Napisałam żeby chociaż teraz miał odwagę się przyznać czy z nią spał. Napisał najpierw że to już nie ważne, a po moim naleganiu przyznał że spał. Że nie wiedział co czuje ale kiedy kazałam mu zerwać z nią kontakt to coś poczuł. I że kiedy rano się obudził to myślał o niej. Ja podejrzewam kto to jest i jeśli mam rację to ona mieszka ok 800 km od nas i jest w jego wieku. Napisałam mu co o nim myślę i pożegnałam się.

I teraz nie potrafię sobie z tym poradzić. Nie rozumiem jak można zrobić coś takiego, jak można grać tak na dwa fronty kiedy można spokojnie było zakończyć już to dawno. Nie potrafię przestać o niej myśleć. Co takiego w sobie ma że tak łatwo zostawił mnie, nasz związek dla niej. W czym jest ode mnie lepsza? Śni mi się po nocach. Biorę tabletki homeopatyczne na uspokojenie, ale to nie bardzo pomaga. Mam tiki nerwowe, trzesa mi się ręce. Nie mogę jeść. Nienawidzę go tak bardzo jak bardzo go kocham. Podobno jest zadowolony ze swojej decyzji. Pytał o mnie, ale oprócz tego że jest dla mnie nikim to niczego się nie dowiedział. Ja go mocno wyzwalam w wiadomości. Jakby powiedział mi to prosto w oczy to w twarz by dostał. Ale nie potrafię poradzić sobie z myślami. Z tym w czyn ona jest lepsza, że dla niej zostawił mnie, osobę z którą planował ślub, podobno kochał przez 10 lat. Nie jestem już zazdrosn.  Tylko nie potrafię zrozumieć. A najgorsze jest to ze gdyby przyszedł błagać  o wybaczenie to pewnie bym wybaczyla.
Błagam Was, pomóżcie!!!

40

Odp: Po 10 latach on nie wie...

Tamta, jeśli pozwolisz - to przekleję Ci post, który kiedyś skierowałam do innej użytkowniczki forum, będącej w bardzo podobnej sytuacji:

Wiać jak najdalej, tylko sprintem w podskokach.

Jeśli chcesz, na podstawie swojego przykładu powiem Ci jakie będą jego dalsze kroki i poczynania ....
Teraz o ile nie ma na boku aktualnie innej ofiary - a nawet jeśli ją ma - możemy zaobserwować włączenie funkcji romantiko.
Tej funkcji przez okres kilku tygodni maksymalnie będą towarzyszyły typowe do wyrzygu objawy.
Teraz jak widzisz, jest wzdychanie, niby nieprzespane noce, on sam pełen jest szarmanckich romantycznych gestów w stosunku do Ciebie.
Będą jeszcze kwiatki na wycieraczce, czekoladki w skrzynce pocztowej i tym podobne bzdety.

Później będzie trochę mniej romantiko, ale więcej wzbudzania w Tobie współczucia i poczucia winy.
Wszak mogłabyś jednym swym słowem uśmierzyć jego ból.
Mój ex psychopata manipulant w tym okresie padał na kolana, płakał. Pisał romantyczne emaile do mnie do których wstawiał moje, bądź nasze wspólne zdjęcia. Wyznał, że bliski jest śmierci, że cierpienie po utracie mnie tak go opętało.
Że nie może jeść, nie może pić, spać, chodzić, siedzieć, stać.
Że teraz już wie jak wygląda piekło.

Generalnie w tym okresie zaczniesz się już bardzo łamać, albo nawet wrócisz do niego.

Ja jednak nie wróciłam - więc proces poszedł dalej.
Romantiko się skończyło, a pozostało tylko wzbudzanie litości i obwinianie.
Zaczyna się tym, że zaczynasz mieć wrażenie że spotykasz go na każdym kroku, że mimo że miasto duże to jakoś cały czas na niego trafiasz. Tak naprawdę to on Cię śledzi i te przypadki nie są przypadkami.
Zaczyna wystawać pod Twoim domem / mieszkaniem, nawet w nocy nerwowo przechadza się paląc papierosa i patrząc w Twoje okna. Często sa to długie godziny. Jeśli macie jeszcze jakikolwiek kontakt, na tym etapie usłyszysz że zrujnowałaś mu życie, że nic Cie nie obchodzi jego cierpienie, że on nie może już tak dłużej żyć, po prostu nie potrafi już być bez Ciebie, jak możesz być taka nieczuła na jego ból. Ale taka jest prawda - nic Ciebie nie obchodzi jego niedola.

Najpóźniej na tym etapie będziesz gotowa na to, żeby do niego wrócić.

Jeśli nie - przejdzie do ofensywy.
Ja miałam nieszczęście mieszkać na parterze.
Więc bardzo często próbował wejść na mój taras, jako że zabudowany to było mu trudno.
Ale próbował. Po rynnie, albo najpierw do sąsiadów a później gzymsem okiennym do mnie.
Wielokrotnie spadał.
Rzucanie drobnymi kamyczkami w okna. Kiedy wyglądasz uśmiecha się po psiemu, żebrząc o jedno Twe spojrzenie.
Nie nie, on niczego nie chce. Tylko porozmawiać. Wpuść go na chwilkę, on chce przecież tylko porozmawiać. Wytłumaczyć Ci, bo Ty niczego nie rozumiesz.
On chce tylko powiedzieć Ci jak bardzo Cię kocha. Nie można przecież takiego pięknego związku jaki mieliście zostawiać z niedopowiedzeniami. Wysłuchaj go tylko.
Przez wszystkie te etapy będziesz zasypywana dowodami uznania i czułości.
Będziesz otrzymywać czułe smsy w środku nocy - żebyś była pewna tego, że on nie może spać myśląc o Tobie.

W tym momencie wracasz do niego. Przekonał Cię o swym dozgonnym uczuciu.
Macie miesiąc miodowy. Jest cudownie, sielanka. Jesteś taka szczęśliwa w tym Waszym 7 niebie. Idealnie.
Ale ... po jakimś czasie zauważasz, że on jakby odsuwa się coraz bardziej. Zaczynają się konflikty, kłótnie. Dużo Twoich łez, ale on nadal bardzo czuły, przeprasza Cię, zasypuje dowodami uczucia.
Jednak z tygodnia na tydzień niepostrzeżenie jest gorzej i gorzej.
I po jakimś czasie zauważasz, że ta zmiana na gorsze w Waszej relacji zaszła jakby niepostrzeżenie. W zasadzie nie umiesz określić momentu granicznego. Cierpisz skonfrontowana z rzeczywistością i musisz przyznać - że tak naprawdę to on wcale się nie zmienił. Przyznajesz to sama przed sobą i sprawia Ci to wielki ból.
Trwasz jednak w relacji, dopóki całkiem nie opadniesz z sił.
Wtedy decydujesz sie odejść.

Kiedy zdobędziesz się na ten krok - wszystkie etapy i kroki o których pisałam powyżej powtórzą się.
Tylko że każdy z nich będzie krótszy i szybciej zatoczycie pełne koło, aby znaleźć się w punkcie wyjścia.
I tak to się będzie powtarzało coraz szybciej i szybciej.

Jeśli jednak na ostatnim etapie nie zdecydujesz się do niego wrócić, nastąpi otwarty konflikt.
Najczęstszą emocją będzie agresja w stosunku do Ciebie.
Jak śmiałaś odrzucić jego miłość, uczucia ?! On Ci teraz za to pokaże.
Kiedyś wyszłam do sklepu osiedlowego wieczorem po kilka drobiazgów.
Odpowiedziałam na jego dobry wieczór, bo oczywiście spotkaliśmy się przypadkiem ... nie chciałam jednak rozmawiać, ani odpowiadać na pytania co u mnie. Ale on bardzo chciał, jak śmiałam odmawiać mu rozmowy ?!
Chciał rozmawiać tak bardzo, że aż oderwał mi rękaw od płaszcza.
Kobieta która z nim była (!) krzyczała za mną, że jestem niewychowaną suką bez serca, bo jak tak można potraktować drugiego człowieka ?! On krzyczał za mną, że o co mi chodzi, że przecież chciał tylko porozmawiać, że przecież jesteśmy przyjaciółmi ?!

Ja straciłam na przejażdżki na tej diabelskiej kolejce od miodu do gówna - 6 lat.
Dopiero po 6 latach po ostatnim etapie nie wróciłam, tylko poszłam dalej.
Teraz Twój ruch. Teraz Ty wybierasz ile lat swojego życia chcesz na ten diabelski młyn zmarnować.

41

Odp: Po 10 latach on nie wie...

Strasznie Ci współczuje. Jak to czytałam to aż mi się gorzej zrobiło i żołądek mnie rozbolał, wyobrażam sobie co musisz przezywać.

Ona nie jest w niczym lepsza, jest porostu NOWA i wzbudza w nim nowe, pozytywne emocje, tylko dlatego bo się jeszcze dobrze nie znają. Miedzy wami się tyle złego działo, że facet, który jest z natury dużo słabszy psychicznie ucieka właśnie do tego.

Błagam Cie, chociaż Ty nie daj mu wrócić i sobą pomiatać. Przyjdzie czas i znajdzie się ten który będzie wzbudzał pozytywne emocje w Tobie sam Cie na rekach będzie nosił...

Dlaczego kobiety pozwalają sobie na przyjmowanie takich ciosów? Po co? Uwierz, że on nie jest niezastąpiony...spróbuj uwierzyć na słowo.

42

Odp: Po 10 latach on nie wie...

IsaBella dziękuję Ci bardzo za ten post ale u mnie jest inaczej. On odszedł do innej i nie chce do mnie wracać.

43

Odp: Po 10 latach on nie wie...
dziwna napisał/a:

Strasznie Ci współczuje. Jak to czytałam to aż mi się gorzej zrobiło i żołądek mnie rozbolał, wyobrażam sobie co musisz przezywać.

Ona nie jest w niczym lepsza, jest porostu NOWA i wzbudza w nim nowe, pozytywne emocje, tylko dlatego bo się jeszcze dobrze nie znają. Miedzy wami się tyle złego działo, że facet, który jest z natury dużo słabszy psychicznie ucieka właśnie do tego.

Błagam Cie, chociaż Ty nie daj mu wrócić i sobą pomiatać. Przyjdzie czas i znajdzie się ten który będzie wzbudzał pozytywne emocje w Tobie sam Cie na rekach będzie nosił...

Dlaczego kobiety pozwalają sobie na przyjmowanie takich ciosów? Po co? Uwierz, że on nie jest niezastąpiony...spróbuj uwierzyć na słowo.

Dziwna, ja już wiem że nie jest niezastąpiony, jestem już o tyle silniejsza. Wiem ze jestem ładną inteligentna dziewczyną, poniekąd znam swoją wartość.
A jednak to bardzo bardzo boli. I przez to ze wiem jaka jestem to zastanawiam się w czym ona jest lepsza.
Boję się teraz mojego życia, bo mam dopiero 25 lat, a byłam z nim 10 lat w związku z czym nawet nie wiem jak, gdzie kogoś poznać. Nigdy nie sądziłam że będę musiała. To bardzo bardzo boli.

44 Ostatnio edytowany przez dziwna (2015-03-06 13:54:57)

Odp: Po 10 latach on nie wie...

W niczym naprawdę nie jest lepsza, on się pewnie nad tym nie zastanawia... cieszy się ze jakaś "nówka" na niego leci i tyle. Może będą razem, może za chwile nie, a może będzie chciał nawet wrócić (oby nie!).

Pewnie napisze coś podobnego co w wątku marzi... ale NIE BÓJ SIĘ! Teraz jest czas dla Ciebie i wykorzystaj go tylko i wyłącznie dla siebie. Wylecz się najpierw! Potem obserwuj świat, ludzi, związki i poszukaj drogi dla siebie. Wiem jak boli, jak cierpisz, ale po każdej burzy wychodzi słońce i jakby nie było to i tak będzie dobrze, ale to od Ciebie zależy.

I absolutnie nie pakuj się w nowy związek dopóki nie nabierzesz siły wewnętrznej! Lepiej być samemu niż w złym towarzystwie...

45

Odp: Po 10 latach on nie wie...

To nawet nie chodzi o nowy związek, tylko chociaż o to ze 90% moich "przyjaciół" po rozstaniu zostało z nim. Ja przez 10 lat związku straciłam prawie wszystkich bo on nieśmiały i nie lubił umawiać się z moimi znajomymi. Ci którzy mi zostali mają swoje rodziny i nawet nie specjalnie mam z kim wyjść. Jutro idę na dyskotekę. Pierwszy raz od 7 lat. Nawet tego się boję.

46

Odp: Po 10 latach on nie wie...

To znajdą się nowi ludzi, nowe towarzystwo, nic na siłę... powoli. Daj sobie czas! A teraz jak nie czujesz się na siłach iść na tą dyskotekę to lepiej nie idź, ryzykujesz tym że poczujesz się jeszcze gorzej i teraz Ty będziesz chciała zadzwonić do byłego bo "on taki cudowny, kochany i tylko on Cie rozumiał"

Ja pierwszy raz na dyskotece byłam miesiąc po rozstaniu (to była tragedia), a potem 3 miesiące po rozstaniu, ale już byłam wtedy wyleczona i wypominam ten wypad jak najbardziej pozytywnie.

47

Odp: Po 10 latach on nie wie...

Dziwna ja już wiem że nie napisze. Już to we mnie pękło. Już walczyć nie będę w żaden sposób. I nie powiem o nim że jest taki cudowny, że tylko on mnie rozumie, bo to nie prawda. Już mi klapki z oczu spadają. Tylko problem w tym ze mimo takich wad jednak go kocham. Ale tu liczę że w końcu obudzi się mój instynkt samozachowawczy.
Muszę iść po to żeby nie siedzieć w domu. To też jest mój problem bo po rozstaniu wróciłam do mamy i nie muszę robić zupełnie nic. W domu nie mam żadnych obowiązków w związku z czym tylko i wyłącznie leżę. Jak leżę to myślę  i płacze.

48

Odp: Po 10 latach on nie wie...

A tam kocham srocham... a może nie kochasz? możne się tylko przyzwyczaiłaś? To idź na tą dyskotekę, a jak wrócisz to napisz jak to się wszystko potoczyło.

I jak nie masz obowiązków w domu to sobie znajdź jakieś sama. A jak chcesz płakać to sobie popłacz a nie duś w sobie, byle nie cały dzień.

49

Odp: Po 10 latach on nie wie...

Nie płacze cały dzień. Jestem raczej otempiala. Jeśli w końcu szczęście się do mnie usmiechnie to mam w planach zakup mieszkania. Wtedy będę mogła się jemu "poświęcić" a teraz zwyczajnie nie chce mi się tu nic robić, bo jakby to powiedzieć to jest dom mojej mamy. Nie mój. Ja juz swój dom miałam i go straciłam. Myślę że przyzwyczajenie już minęło.
Umowilam się na poniedziałek do terapeutki. Mam nadzieję że mi pomoże.
Niestety jestem też osobą, która nienawidzi być sama, w związku z czym podejrzewam że wkrótce mogę zacząć szukać związku. Tym bardziej ze są mężczyźni którzy się do mnie odezwali kiedy dowiedzieli się ze jestem sama. Ale boję się też że moja chęć związania się z kimś może wynikać w części z chęci zrobienia mu na złość, pokazania mu (?).

50

Odp: Po 10 latach on nie wie...

Tak jak najbardziej.
Jest to przymus przyklejenia na ranę tzw. "plasterka"

Ale to też bardzo niebezpieczne i dla Ciebie i dla nieszczęsnego plasterka ...

51

Odp: Po 10 latach on nie wie...

Przyzwyczajenie minęło, ale płaczesz za nim i nie potrafisz być sama, widzisz że to się kupy nie trzyma?

Lepiej po takich przeżyciach i długim związku pobyć samemu, dać sobie czas na zrozumienie własnie siebie i odnalezienie własnego miejsca."podejrzewam, że mogę w wkrótce zacząć szukać związku", no ale chyba jesteś świadomym człowiekiem, zdajesz sobie sprawę z tego co robisz i potrafisz nad sobą panować? (jeżeli nie, to zamiast psychologa proponuje psychiatrę) Więc jeżeli jesteś świadoma, że to za wcześniej na nowy związek to po prostu nie szukaj.. jeszcze nie teraz.

52

Odp: Po 10 latach on nie wie...

Przyzwyczajenie minęło, bo już nie szukam na siłę kontaktu z nim, powoli przestaje zastanawiać się całymi dniami co on robi. Jak gdzieś wychodzę to nie mam już poczucia, że dziwnie jest ze go nie ma.
Prawda jest taka, że ja nie wiem co znaczy być gotowym na nowy związek. Jestem w stanie popatrzeć na innego faceta i pomyśleć że fajny jest i mógłby być fajnym partnerem.
Ja juz nawet nie cierpię z powodu że jego przy mnie nie ma. A raczej z tego powodu że tak to się zakończyło. Że tak niewyobrażalnie mnie skrzywdził, że podkopal moją samoocenę, że wykorzystał mnie ktoś kogo kocham i komu oddałam całą siebie.
Inwektywy które mu napisałam są nadal aktualne, a jednak zwyczajnie i po ludzku go kocham. Jak już pisałam tak bardzo nienawidzę jak bardzo kocham. Widzę że on na mnie nie zasługuje, mam tego świadomość. A jednak chciałbym żeby blagal mnie na kolanach o powrót. I są momenty kiedy myślę że wybaczyla bym i są też takie kiedy myślę że bym go wysmiala.
Najgorsze są poranki kiedy w nocy oni śnią mi się razem i po obudzeniu te sny są mocno żywe i nie potrafię sobie z nimi poradzić. Boję się że spotkam ich gdzieś razem. Wolałabym nie być wtedy sama.
Nie chcę też żeby on myślał że jestem sama bo nadal go tak bardzo kocham, albo że nikt mnie nie chce.
Mam poprzestawiane w głowie. Momentów płaczu mam nie wiele. Prawie w ogóle nie płakałam kiedy mi to napisał.
A jednak sprawdzam czy może jednak pojawił się na facebooku. Sama nie wiem po co. Staram się tego nie robić ale czasem jest silniejsze.
Boli mnie że tak bardzo mnie Okłamał prosto w oczy. Ja przez ten czas wiele razy pytałam czy się z kimś spotyka, mówił że do póki ze mną jest nie wyjaśnione to on o innych kobietach myślał nie będzie.
Jestem teraz bardzo bardzo skrzywdzona przez człowieka któremu bezgranicznie zaufalam. I boję się że już nigdy nie będę potrafiła tak naprawdę zaufać.

53

Odp: Po 10 latach on nie wie...

Na podstawie własnego przykładu powiem Ci, że będziesz umiała.
Słońce zaświeci i dla Ciebie i los odpłaci Ci dobrem za wszystko co musiałaś przecierpieć.
Ale najpierw musisz się po prostu z tej traumy i z tego wampira wyleczyć.

54

Odp: Po 10 latach on nie wie...

Póki co cieszę się że mój i jego przyjaciel powiedział mu, że jeśli kiedykolwiek się do mnie odezwie to go zwyczajnie pobije. A on odpowiedział że się nie odezwie bo nie wchodzi na facebooka. Jakby to była jedyna forma kontaktu. Ale mam nadzieję, że coś do niego dotrze i się nie będzie próbował ze mną kontaktować.
Bo może niestety być tak, że za jakiś czas bez kontaktu ze mną on się rano obudzi i stwierdzi ze o mnie pomyślał a nie o niej i ze nie może żyć bez kontaktu ze mną. A mnie chyba wtedy szlag trafi.

55

Odp: Po 10 latach on nie wie...

Nie, nie trafi ... bo Ty ciągle tego chcesz.
Zobacz ... nawet teraz, podmiotem, osią wszystkiego jest on, a nie Ty.
Co on zrobi za jakiś czas, co on pomyśli, i tak jak napisałam kiedyś Marzi - jak on czknie, a jak za przeproszeniem pierdnie.

Musisz wypracować przeniesienie wszelkich swoich starań, myśli, troski - na siebie samą.
Innej drogi nie ma.

56

Odp: Po 10 latach on nie wie...
tamta89 napisał/a:

Prawda jest taka, że ja nie wiem co znaczy być gotowym na nowy związek. Jestem w stanie popatrzeć na innego faceta i pomyśleć że fajny jest i mógłby być fajnym partnerem.

To jest stan w którym czujesz się wolna, nie przytłaczają Cie myśli o żadnym mężczyźnie, gdzie czujesz się dobrze w swoim i nie tylko towarzystwie, gdzie wiesz czego chcesz i do czego dążysz, patrząc na zdarzenia z przeszłości bez emocji.

tamta89 napisał/a:

Inwektywy które mu napisałam są nadal aktualne, a jednak zwyczajnie i po ludzku go kocham. Jak już pisałam tak bardzo nienawidzę jak bardzo kocham.

Taaa?? a za co? Może za to?:

tamta89 napisał/a:

A raczej z tego powodu że tak to się zakończyło. Że tak niewyobrażalnie mnie skrzywdził

tamta89 napisał/a:

A jednak chciałbym żeby blagal mnie na kolanach o powrót. I są momenty kiedy myślę że wybaczyla bym i są też takie kiedy myślę że bym go wysmiala.

mimo..

tamta89 napisał/a:

Że tak niewyobrażalnie mnie skrzywdził

..to na pewno "nie jest" przyzwyczajenie!

tamta89 napisał/a:

Najgorsze są poranki kiedy w nocy oni śnią mi się razem i po obudzeniu te sny są mocno żywe i nie potrafię sobie z nimi poradzić. Boję się że spotkam ich gdzieś razem. Wolałabym nie być wtedy sama.

wiec jednak dalej za często o nim myślisz, na pewno "nie" cierpisz z powodu, że jego nie ma...

a oto dowód:

tamta89 napisał/a:

Nie chcę też żeby on myślał że jestem sama bo nadal go tak bardzo kocham, albo że nikt mnie nie chce.

A co Cie interesuje co on sobie pomyśli?? A niech sobie myśli! Ty masz teraz zadbać o siebie!

....jak widać :

tamta89 napisał/a:

Mam poprzestawiane w głowie. Momentów płaczu mam nie wiele. Prawie w ogóle nie płakałam kiedy mi to napisał.

Bo te wszystkie emocje są jeszcze bardzo świeże.

tamta89 napisał/a:

A jednak sprawdzam czy może jednak pojawił się na facebooku. Sama nie wiem po co. Staram się tego nie robić ale czasem jest silniejsze.

..No bo przecież "nie jesteś" przyzwyczajona.. Tylko jesteś Jezusem i tak strasznie mimo wszystko go kochasz, jak ktoś Cie trzepnie w jeden policzek to nastawiasz drugi. Nie myślałaś, żeby przejąć role Matki Teresy?

tamta89 napisał/a:

Boli mnie że tak bardzo mnie Okłamał prosto w oczy. Ja przez ten czas wiele razy pytałam czy się z kimś spotyka, mówił że do póki ze mną jest nie wyjaśnione to on o innych kobietach myślał nie będzie.

Dlatego pytam za co go kochasz? przecież nawet nie wiesz kim on jest...

tamta89 napisał/a:

Jestem teraz bardzo bardzo skrzywdzona przez człowieka któremu bezgranicznie zaufalam. I boję się że już nigdy nie będę potrafiła tak naprawdę zaufać.

I tak byś się nie czuła gdybyś była gotowa na nowy związek.

57

Odp: Po 10 latach on nie wie...

Masz rację, wiem że muszę. Tylko to nie jest proste kiedy przez tyle lat wszystko kręciło się wokół niego. Ja się zwyczajnie muszę tego nauczyć.
Nawet teraz siedziałam i zastanawiałam się nad znakami które widziałam a rozumiem teraz ze on mnie zdradza. Po co?  Sama nie wiem. Ale myślę. Myślę jak łatwo on mnie oszukiwal a ja to łykałam, nie zważając na tą czerwoną lampkę. Bo skoro on mówi ze z nikim się nie spotyka to przecież to jest prawda.
Chciałbym już o tym nie myśleć, nie doszukiwać się. Tylko nie wiem jak to zrobić

58

Odp: Po 10 latach on nie wie...

Dyscypliną myślową Kochanie ....
Ja wiem, że to brzmi głupio.
Dla mnie to była jedyna droga.
Jak mnie tylko nachodziło jakieś rozrzewnienie, rozkminianie, jakaś mięta - to karciłam siebie samą.
W myślach, albo na głos: NIE BĘDĘ O TYM MYŚLEĆ.
I zmuszałam się do innych myśli. Albo zabierałam się do jakiejś pracy.
Szorowanie kibla jest rewelacyjne na takie rozkminy.

59

Odp: Po 10 latach on nie wie...

Dziwna wywołujesz uśmiech na mojej twarzy smile dziękuję za to smile
Nie wiem za co go kocham. Może za wspomnienie człowieka którym potrafił być, może za wszystkie wspaniałe chwile które razem przeżyliśmy. Może to wszystko tylko ułuda. Ale nawet jeśli to i tak nie wiem jak się z tego wyrwać.

60

Odp: Po 10 latach on nie wie...

Tak dokładnie, ilekroć nachodzą Cie głupie myśli to je po prostu odrzucaj z całych sił.

61

Odp: Po 10 latach on nie wie...

IsaBella Tobie też udało się mnie rozbawić smile pracuje nad tym. Staram się czymś zajmować. Dlatego ta dyskoteka, dlatego kino w niedzielę. Najgorsze są te poranki, bo nad snami nie mam najmniejszej kontroli. A rano budzę się roztelepana, z trzesacymi dłońmi i tikami nerwowymi.
Z drugiej strony zastanawiam się czy jeśli teraz zablokuje myśli o nim i o tym co mi zrobił, to czy za jakiś czas to nie wybuchnie.

62 Ostatnio edytowany przez dziwna (2015-03-06 16:19:22)

Odp: Po 10 latach on nie wie...

Wywołałam uśmiech? No ja chyba mam jakiś dar tongue

Czyli w skrócie, kochasz wyobrażenie o nim. Tylko czas pomoże i praca nad sobą. Dla Ciebie też zaświeci słońce, ale póki co walcz o siebie.

tamta89 napisał/a:

.
Z drugiej strony zastanawiam się czy jeśli teraz zablokuje myśli o nim i o tym co mi zrobił, to czy za jakiś czas to nie wybuchnie.

Dlatego dobrze, że idziesz do psychologa. On pomorze Ci to przepracować a nie tłumić tego w sobie.

63

Odp: Po 10 latach on nie wie...

Już z pewnością pozostała mi walka o samą siebie. O niego, o nas już nie mam nawet ochoty walczyć.
Dobrze mi tu z Wami pisać, nie pogrążam się wtedy w rozpaczy, w rozmyslaniu. Przyjedzie do mnie i juz zostańcie big_smile

64

Odp: Po 10 latach on nie wie...

Rozważę tą opcję, tylko powiedz, czy umiesz gotować Złotko big_smile smile ?

65

Odp: Po 10 latach on nie wie...

Śmieszna sprawa z tym gotowaniem. Nauczyłam się gotować DLA NIEGO. Żeby był zadowolony i codziennie miał ciepły obiad. Przeróżne dania żeby nic często się nie powtarzało.
Przez ten czas nauczyłam się bardzo dobrze i zdrowo gotować i czerpię z tego przyjemność.
A on? Gdzieś w grudniu pisał mi ze ma kaca i zjadł by mojego rosołu, takiego który tylko ja robię, ale musi mu wystarczyć zupka chińska big_smile

Posty [ 1 do 65 z 146 ]

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Po 10 latach on nie wie...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026