Trochę pół żartem/pól serio. Ewolucyjnie.:-)
Volver napisał/a:/.../
"Były" mojej koleżanki w krótkim czasie po zawarciu znajomości, zaprosił ją do siebie w celu przestawienia matki oraz sióstr na potwierdzenie, że ma wobec niej "poważne" zamiary. Pan "zapomniał" tylko wspomnieć, że w tym czasie równie poważne zamiary zadeklarował czterem innym paniom i każdą z nich także zapoznał z najbliższą rodziną
Ostatecznie facet okazał się być ostatnim gnojem i logistycznym geniuszem jednocześnie. Ciekawa jestem, czy rodzina miała świadomość w czym uczestniczy. Mam nadzieje, że nie... choć moim zdaniem trzeba było dobrze się postarać, żeby "oślepnąć' na tę okoliczność...
robert247 napisał/a:/.../człowiek nie moze wyjsc ze zdumienia jak pewne słowa,zwroty,gest działają na uczucia,jak taki delikwent potrafi w 3 smsach bez problemu przekonać kobiete do tego ze ta sama rzuca mu sie w ramiona,to po prostu im imponuje,taka adoracja.Takiego czegos nei potrafią robic ludzie z zasady empatyczni i uczciwi..po prostu nie umieją tak mówić,pisać....to jest wielki szwindel na psychice ofiar...i sądzę ze nie ma przed tym obrony.To mysle dlatego związki sie tez rozpadają że jest jakaś zdrada...ot tak nie wiadomo czemu,nic sie nie dzieje a nagle dzieje sie wszystko.
Rozbite rodziny,cierpiący ludzie nie mają dla kogos takiego żadnego znaczenia..sam czytałem wywody takiego kogoś,on nie rozumiał w ogóle co on robi..liczył sie cel.
robert247 napisał/a:[/.../.On sie z tego smiał:)..dosłownie i szczerze...zarówno z żony jak i z byłych ofiar-innych kobiet na chwilę. Na codzień m,iły sympatyczny facet,pracuje itd. Ja nie mogłem uwierzyć jak nie zobaczyłem.
Po tej nieszkodliwej prowokacjii...wyszło że on zdardzał jak w nałogu każdą swoją partnerkę od 16 roku życia..do dziś.Taki ktoś po prostu nie może mieć normalnej osobowości.
pozdrawiam
Właściwie to przypomniał mi się mój nieoceniony i dawno zmarły ojciec, który wprowadzał mnie w "teorię" spraw damsko męskich i w ramach "szkolenia" opowiedział historię swojego kolegi, który maniakalnie "zaliczał" wszystko co się rusza. Jego najlepszy numer dotyczył "niewiasty" (używam słownictwa stosownego do czasów, w których to się działo), która wykazywała się ponadnormatywną odpornością na jego adorację. On zaś przez kilka dni chodził i myślał że musi TO zrobić zawracając tym głowę mojemu ojcu. Ostatecznie kupił 25 czerwonych róż, udał się do domu dziewczyny i oświadczył w obecności jej rodziców. Spotkał się z przychylnością. 20 minut później w ogrodzie, "niewiasta" mu się oddała. Więcej już się nie pojawił.
Inna historia opowiedziana przez koleżankę z pracy:
K.Mój 23 letni kolega trafił do psychiatryka po próbie samobójczej.
Ja:Depresja???
K.Wręcz przeciwnie. Dowiedział się że jego trzy równoległe dziewczyny są z nim w ciąży.... :-)
Niektóre zwierzęta jak samce torbaczy - workowców drapieżnych, myszoworów i diabłów tasmańskich zachowują się dość podobnie. U tych gatunków okres rui u samic jest krótki i występuje jednoczasowo. Niektóre samce mogą, w wyniku wielokrotnych kopulacji z wieloma samicami ginąć z wyniszczenia po kilkunastu godzinach biegania od jednej samicy do drugiej. Zwierzęta zatracają wtedy całkowicie instynkt samozachowawczy - dominuje przymus "rozsiania" swoich genów po jak największej ilości samic.
Jak widać, również u ludzi strategia ewolucyjna polegająca na spłodzeniu niewielkiej liczby potomstwa i maksymalna inwestycja wychowawcza w to potomstwo nie jest jedyną.
Jednocześnie (nieznana liczebnie) część mężczyzn przyjmuje strategię "kukułki" podrzucającej swoje geny jak największej liczbie samic, najlepiej mężatek, ponieważ jest szansa, że kto inny dokona inwestycji wychowawczej a "kukułkarz" cały swój wysiłek koncentrować musi na bieganiu od samicy do samicy.
Pamiętam jak z wielkim zdziwieniem zareagowałem na słowa faceta, który w jakimś akademiku na wyjeździe przekonywał mnie, że najlepiej puszczać się z mężatkami./Bo ja tłumaczyłem mu że to nieetyczne i krzywdzące ludzi ;-))))/.Komletnie tego nie rozumiałem!!!!. "Słuchaj, przecież wtedy nawet gdy zrobisz dzieciaka, pójdzie to na konto męża. Odpadają alimenty!". W dwa dni później poszedł spać z moją koleżanką z roku (mężatką zresztą).
Pojawił się w naszej grupie "z zewnątrz". Dziewczyny bardzo go zresztą polubiły...Moja też...;-) Była mocno zdziwiona moimi rewelacjami, nawet jakby początkowo nie wierzyła...;-). No ale przynajmniej zwolniło się miejsce w pokoju i mogłem z dziewczyną pracować nad własną strategią ewolucyjną.
A teraz najlepsze (po tym chyba mnie zbanują). W tych warstwach społecznych w których dominuje niski i średni status socjoekonomiczny (badania robiono chyba w Stanach), wykazywano, że w niektórych grupach ludności 30% dzieci nie jest dziećmi biologicznymi, mimo przeświadczenia ojców że jest inaczej.
Może to oznaczać, że również części kobiet, które nie są przekonane o wartościowości genetycznej małżonka może odpowiadać istnienie osób o takiej strategii. Bezbłędnie rozpoznają "kukułkarzy" wśród innych ludzi.Reagują mięknięciem nóg. Mając zapewnioną inwestycję wychowawcza męża, zwiększając różnorodność genetyczną potomstwa, zwiększają szansę przekazania swoich genów. Bo przecież, jeśli ta tendencja jest uwarunkowana genetycznie, ta włąśnie ich latorośl stosować będzie w przyszłości strategię "kukułki"...
Tak to się geny bawią ludzkimi uczuciami, A na grupie pojawiają się kolejne wątki z serii:"Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód..."