Ja się kompletnie nie widzę w żółtym - z moją karnacją wyglądam w tym kolorze jak jajecznica. Podobnie beżowy nie pasuje mi specjalnie, chyba że łączony z jakimś żywszym kolorem. Czerwieni też prawie nie noszę, ale dlatego, że po prostu nie przepadam za tym kolorem.
Ja nic nie mam do neonowych kolorów na odzieży typowo sportowej. Zwłaszcza połączenie tych kolorów z odcieniami szarości wygląda bardzo fajnie. Ja nieraz praktykuję taki ubiór i wygląda to całkiem fajnie.
Z sukienkami to jest nieraz dramat - te niektóre złote wyglądają jak na wiejskie wesele. Może i sama sukienka nie jest czasami taka zła, ale jak sama jest mocnym akcentem, to łączenie tego wszystkiego z brokatem na wytapirowanych kudłach, tonie biżuterii i opaleniźnie z solarium albo bronzerem wygląda jak rodem z taniego burdelu. Co nie zmienia faktu, że to wciąż jest bardzo kobiece - żaden normalny facet przecież tak by się nie ubrał 
Długie kwadratowe, bogato zdobione tipsy też są kobiece, co nie zmienia faktu, że dla mnie wyglądają w 90% przypadków wulgarnie, karykaturalnie i tandetnie.
Ja mam jedną bladoróżową sukienkę. Jak się w nią samą ubiorę jest kompletnie nijaka przy mojej bladej skórze - za to z kurtką ramoneską z niebieskiego jeansu i czarnej skóry, czarnymi, lśniącymi szpilkami albo glanami, kryjącymi rajstopami i paskiem w talii wygląda to zjawiskowo. Po prostu jeans i czerń sprawiają, że ta sukienka wygląda na mnie świetnie. Zestawienie robi bardzo dużo.
Tak, czy inaczej dobór koloru ubrań jest ważny dla obu płci. Podobnie jak fasonów. Większość męskich ubrań co prawda ma takie mało wyszukane kolory w spokojnych tonacjach, ale jak ostatnio widziałam pastelowo seledynowe obcisłe męskie sweterki w jakimś sklepie, to pomyślałam, że nawet najbardziej męski i seksowny facet jakiego znam będzie w tym wyglądał beznadziejnie.
Z damskich ubrań kompletnie niekobiece i paskudne dla mnie są buty z kwadratowymi czubkami. Moja mama zawsze mówi, że to są buty do trumny.
Jakbym miała do wyboru ubrać do sukienki takie kwadraciaki albo buty taktyczne, to poszłabym w taktycznych. Najbardziej zgrabna i wąska stópka w butach z kwadratowymi noskami wygląda paskudnie.
Nieumiejętność doboru fasonu to jeszcze inna kwestia - ostatnio w kolejce w sklepie stały przede mną dwie ogromnie grube dziewczyny. Obie wciśnięte były w bardzo obcisłe leginsy, spod których cienkiego materiału odznaczały się na dupach szwy i cały krój majtek. Tu i ówdzie coś się wylewało albo robiły się jakieś wałeczki. Oczywiście, że były ubrane kobieco, ale wizualnie to była jakaś katastrofa.
Nadal podtrzymuję, że nie ubranie czyni kobietę kobietą, za to uważam, że tą kobiecość ubranie może podkreślać. Nie musi to jednakże oznaczać, że efekt końcowy będzie miły dla oka 