Może gdybym gorące podawała później? Ale dla mnie to dziwne. Jakoś tak z domu wyniosłam, ze wszystko na stole jest od razu, nie ma etapów, ze najpierw na zimno a potem na gorąco. Po prostu dzielimy się oplatkiem i siadamy do stołu, na którym jest wszystko. Zresztą, gdybym najpierw podała na zimno to potem pewnie mialabym problem, ze nie chcą jeść gorącego
A jak jest u Was na kolacji w tym względzie? Najpierw jecie na zimno, jakaś przerwa i gorące?
U mnie panuje taka tradycja, że od stołu wigilijnego się nie odchodzi, więc siłą rzeczy wszystkie gorące potrawy wjeżdżają na niego w tym samym czasie i ma to miejsce już na początku kolacji. Gospodyni też ma prawo usiąść i więcej nie biegać między kuchnią a salonem.
