nie ma Wigilii bez karpia, nie było i nie będzie! ![]()
Karp to podstawa. Uwielbiam karpia i mogę go jeść cały rok. Z zapachem mułu czy bez zapachu mułu... Kto tam by się przejmował nieistotnymi pierdołami ![]()
U mnie w ogóle ryby to podstawa kolacji wigilijnej. Smażone, duszone, w galarecie, faszerowane... Oprócz tradycyjnego karpia jest łosoś i pstrąg. Może to niezbyt tradycyjne ryby na wieczerzę, ale wszyscy uwielbiamy. Śledzi na różne sposoby i ryby po grecku nawet nie liczę...
Oczywiście jest mnóstwo innych potraw jak barszczyk z uszkami, pierogi z kapustą i grzybami, kapusta z grzybami, sałatka jarzynowa, jajka w różnych wariantach (z majonezem i faszerowane) duszone grzyby, kompot z suszonych owoców i ciasta przeróżne... Ale jednak ryby a zwłaszcza krol karp, zawsze sa hitem i idą jak woda ![]()
66 2015-12-21 23:37:03 Ostatnio edytowany przez adiafora (2015-12-21 23:39:25)
Podobne tematy
adiaphora chyba zapukam do Ciebie w wigilię jako ten zbłąkany wędrowiec... Menu idealnie dla mnie ![]()
adiaphora chyba zapukam do Ciebie w wigilię jako ten zbłąkany wędrowiec... Menu idealnie dla mnie
też rybiasta jesteś? wal jak w dym ![]()
Z wigilijnych potraw najbardziej nie znoszę tych na słodko, jakieś kutie, kluski z makiem i takie tam nie wiadomo co ![]()
Jak byłam w górach na święta, to tam zwłaszcza takie mało zjadliwe dla mnie rzeczy podawali. Ale co region, to obyczaj.
Ryby uwielbiam ! Wigilia bez karpia, to dla mnie nie wigilia. Robię go tyle, że jem przez następne dwa dni, na wszystkie posiłki. Mam też zawsze odłożoną i zamrożoną sporą porcję na sylwestrowy wieczór
Ze słodkości to makowca czasami skubnę... ale to już musi być "wypasiony", czyli własnej roboty i naprawdę dobry ![]()
to ja jestem lepsza, karpia robię tyle, że jem go do lutego ![]()
Zamrażam gotowe porcje zawinięte wcześniej w folię aluminiowa (wiem,wiem, niezdrowa) a potem cyk do piekarnika i jem, kiedy najdzie mnie ochota.
Makowca akurat szczerze nie cierpię, ale za to sernik mam zawsze boski - przekładany wiśniami i z czekoladową polewą. Do tego szarlotka z lodami plus rolada z bitą śmietaną i tiramisu dobrze nasączone %. Ale to już następnego dnia wciągam, bo w Wigilię nie daję rady wszystkiego obskoczyć ![]()
Ja w ogóle nie przepadam za rybami, nie smakują mi. U nas w domu na Wigilię zawsze jest karp, ale jestem jedyną osobą, która go nie je. Fuu ![]()
Bardzo lubię ryby, jem kilka razy w tygodniu. Karp znajduje się na końcu listy, smak mi nie podchodzi. Zasadniczo nie lubię ryb hodowanych w stawach, zawsze mają mulisty posmak, nie ważne jakich trików kuchennych się użyje. Preferuję ryby morskie.
Karpia zjem w święta kawałek, poza tym okresem nigdy go nie jadam. Jak mam do wyboru karp lub np. dorsz czy grenadier, karpik przegrywa.
73 2015-12-23 11:25:16 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-12-23 11:25:42)
a ja dodam, wszystko tam samo jak rok temu, więc pisała kolejny raz nie będę ![]()
wyruszam szukać karpia ...
Bardzo mnie zdziwiła wypowiedz Volwer że wigilia bez karpia to nie wigilia. A dla mnie wigilia bez bliskich, bez życzliwych to nie wigilia to co jem sprawa drugorzędna.
Ryby kupuje na jakie mnie stać w danym roku, nie biorę kredytów by mieć wszystko z górnej półki i siedzieć nadęta że patrzcie 12 potraw jest....
Karpia nie lubię , nie smakuje mi. Maż lubi więc kupuje sobie filety i robi po swojemu i je. Razem jemy inne postne potrawy bez napinki wazne by w miłej atmosferze.
U mnie w rodzinie na szczęście nikt nie lubi karpia wiec nigdy go jeszcze nie zastałam na wigilijnym stole imam nadzieje ze nie zastane.Tak mnie boli jak widzę jak pływają i jeszcze żyją,patrzą sie tymi małymi oczkami i czuja ze zaraz ktoś oderżnie im głowę ;((
niestety w tym roku u mnie będzie karp. drugi raz w ciągu całego mojego zycia. nie rozumiem tej tradycji i nie podzielam jej. karp jest obrzydliwy a jak widze przed swietami jak ludzie trzymają te biedne ryby w małych pojemnikach z minimalna ilością wody a kupujący nosza w reklamówkach je do domu a później zabijają jakby te stworzenia nic nie czuły, to się nóż w kieszeni otwiera.
z okazji narodzin Jezusa zabijamy karpia.. to z okazji moich urodzin zabijmy sobie po kocie. jakie to radosne święto.
Ja na stół karpia nie wpuszczam ;)nikt z domowników nie lubi,za to dorsz króluje na stole
Wigilia to nie ryby i inne rzeczy na stole tylko rodzina przy tym stole ![]()
U nas zawsze musi być karp.
Wyłowiony ze stawu, przewieziony w beczce z wodą. I wpuszczony do wanny na dworze.
Potem oczywiście dostaje w łeb - to przykre, ale takie jest życie, coś jeść trzeba. Lubię karpia, choć wolałabym np. sandacza.
Nieważne, jaka ryba jest u nas na stole w święta - musi zginąć, by można ją było zjeść.
79 2015-12-23 22:10:11 Ostatnio edytowany przez femte (2015-12-23 22:46:40)
Karp po kilku dniach niedotlenienia. Osocze krwi, a potem sama krew przedostaje sie do miesni (miesa) Bariera jelitowa niesprawna, bakterie z przewodu pokarmowego, w tym gnilne przedostaja sie do miesni.
Jakby przystosowac ocene dla ssakow czy ptakow - karp po kilku dniach meczarni to padlina. nawet jesli zdazycie go zabic to jest to "uboj w agonii".
Lepsza ryba zabita zaraz po wylowieniu - ja bede jesc lososia dzikiego - nie hodowlanego.
Dopisze jeszcze jak ten kar jest hodowany. Smierdzaca sruta kukurydziana lub inna z dodatkami antybiotykow, hormonow wzrostowych, preparatow grzybobojczych i tak dalej. Basen wypelniony rybami, jedna na drugiej. Nikt nie bedzie sypal karmy do normalnego stawu w ktorym sa inne zywe istoty - karma ma trafic w pysk karpia.
Pamietam na praktykach porownanie basenu z karpiami do chlewa- a mowil to wieloletni hodowca.
U nas jest karp, mąż jest tradycjonalistą i bez karpia się nie obędzie. Niech będzie raz do roku:-) Dodatkowo u mnie w domu nie zabija się żadnych zwierząt poza muchami i pająkami i nie pozwoliłabym na kupno żywego karpia. Zawsze kupujemy tuszkę i tak jest najłatwiej.
O to chodzi. Zwierze zabite w dobrej kondycji, zaraz potem schlodzone. Tuszka ma odpowiednia jakosc mikrobiologiczna i tak dalej. Jak trzeba byc glupim by w erze lancucha chlodniczego chciec zywej ryby?
O to chodzi. Zwierze zabite w dobrej kondycji, zaraz potem schlodzone. Tuszka ma odpowiednia jakosc mikrobiologiczna i tak dalej. Jak trzeba byc glupim by w erze lancucha chlodniczego chciec zywej ryby?
femte, albo jestem przewrażliwiona, albo ostatnio w którym wątku byś się nie wypowiadała, to nas głupków "pouczasz". W takiej lub innej formie. Taką masz osobowość, czy aktualnie przeżywasz trudniejszy okres w życiu ?
Nie przeczę, że często masz sporo racji w tym co piszesz, ale sposób w jaki ubierasz te swoje racje w słowa jest z lekka protekcjonalny... ![]()
Po prostu mam kierunkowe wyksztalcenie. Jak ktos chce jesc sztucznie wyhodowana padline to moge powiedziec "smacznego".
84 2015-12-24 01:55:03 Ostatnio edytowany przez luc (2015-12-24 01:55:38)
Po prostu mam kierunkowe wyksztalcenie. Jak ktos chce jesc sztucznie wychodowana padline to moge powiedziec "smacznego".
Robisz tak co roku.
Masz jakąś misję?
Cóż, powiem jak w zeszłym roku po Twoim "smacznego" (z dużym wyczuwalnym przekąsem) - dziękuję.
Misje owszem mam. Poprawic zycie na tej planecie. Wiec walcze z handlem zywymi rybami.
A na marginesie to sobie nie przypominam zeby zywe karpie byly polska tradycja. Moze dla meneli. Moja ciotka hrabina brzydzila sie karpiami.
Misje owszem mam. Poprawic zycie nantej planecie. Wiec walcze z handlem zywymi rybami.
A na marginesie to sobie nie przypominam zeby zywe karpie byly polska tradycja. Moze dla meneli. Moja ciotka hrabina brzydzila sie karpiami.
OK. Poprawiaj, najlepiej realnie, nie na forum.
Może Twoja ciocia hrabina (czy kimkolwiek była) się brzydziła, ale wielu arystokratów karpia jadało.
Meneli też sobie daruj.
Mimo wszystko - wesołych Świąt Bożego Narodzenia (tak, wiem, że nie obchodzisz, ale to właśnie ten czas).
87 2015-12-24 02:23:03 Ostatnio edytowany przez femte (2015-12-24 02:25:59)
Ciotka hrabina z Wronowej. Moja Babcia krzywila sie na karpie - mogly byc tylko w galarecie, wczesniej zrobione, inaczej smierdzialy. Wspominala szczupaki itp. Dla mnie ryby, a zwlaszcza zywe to swinstwo. Jak ktos to lubi - jego sprawa. Karp-komunistyczna ryba - ale nie mam nic do komunistow.
Misje owszem mam. Poprawic zycie na tej planecie. Wiec walcze z handlem zywymi rybami.
A na marginesie to sobie nie przypominam zeby zywe karpie byly polska tradycja. Moze dla meneli. Moja ciotka hrabina brzydzila sie karpiami.
Jak nic... mimo całkiem niezłego rodowodu upodobania miewam menelskie. Mimowolnie utwierdziłaś mnie w przekonaniu, że na nic arystokratyczna krew, kiedy u człowieka prymitywna dusza
femte jeżeli rzeczywiście chcesz aby ten Twój kaganek oświaty dotarł pod strzechy, to może "ugładź" proszę choć trochę, tę swoją formę przekazu... Choćby przez wzgląd na misje ![]()
Ciotka hrabina z Wronowej. Moja Babcia krzywila sie na karpie - mogly byc tylko w galarecie, wczesniej zrobione, inaczej smierdzialy. Wspominala szczupaki itp. Dla mnie ryby, a zwlaszcza zywe to swinstwo. Jak ktos to lubi - jego sprawa. Karp-komunistyczna ryba - ale nie mam nic do komunistow.
Karp powiązany z komunizmem?
Sprowadzony do Polski przez zakonników, wszakże... Wybaczcie ten off-top, lecz nie mogłem się powstrzymać ![]()
Ja tam jak mam być szczery to chyba karpia nigdy nie próbowałem. A przynajmniej sobie tego nie przypominam. I jakoś święta co roku przeżywam bez większego bólu a i też nie jest mi z tego powodu przykro. ![]()
Czyli jestem komunistką, bo jem karpia... Codziennie człowiek dowiaduje się czegoś nowego.
Femte, kurczaki też będziesz chronić? Jadasz drób? Jagnięcinę? Króliki? Zwierzę, żeby zjeść, trzeba zabić. Takie jest życie.
Szczerze, to uważam, że karp wcale nie ma tak źle - wyłowiony ze stawu, przewieziony w beczce z wodą, wpuszczony do sporej wanny z wodą ZE STAWU.
Popływał paręnaście godzin i zginął. Gdzie indziej by go nie zabili, czy jak?
92 2015-12-25 16:01:24 Ostatnio edytowany przez Summerka (2015-12-25 16:05:38)
Ciotka hrabina z Wronowej. Moja Babcia krzywila sie na karpie - mogly byc tylko w galarecie, wczesniej zrobione, inaczej smierdzialy. Wspominala szczupaki itp. Dla mnie ryby, a zwlaszcza zywe to swinstwo. Jak ktos to lubi - jego sprawa. Karp-komunistyczna ryba - ale nie mam nic do komunistow.
Pewnie, że arystokracja raczej nie jadała karpi. Jeśli miały być ryby, to tylko szlachetniejsze gatunki, które nie zalatywały mułem. W ogóle trzeba umieć przyrządzać takie mulaste ryby, żeby dobrze smakowały. A chłopstwo, jeśli już, zadowalało się śledziami z beczki, które wtedy były najtańsze. Dlaczego więc karp zwyciężył? Hodowla przynosiła spore zyski i była niekłopotliwa. Żywy karp sprzedawany prosto od hodowcy był tańszy i po prostu świeży. Ze śledziami trochę się teraz zmieniło.
Wielbicielu Lidji Bacic słusznie zwróciłeś uwagę, że zakonnicy rozpoczęli ich hodowlę, traktując je przy tym jako rybę postną.
Pierwszy pisany dokument o karpiu na ziemiach polskich pochodzi z 1466 roku, od znanego kronikarza bitwy grunwaldzkiej Jana Długosza (1415-1480). Wynika z tego, że już w XIII-XIV wieku karp był szeroko rozsiedlony w wodach Polski. (cyt. za Naszym Czasem).
Femte karp z komuną nie miał za dużo wspólnego, raczej z postem.
93 2015-12-28 00:12:57 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2015-12-28 00:17:22)
Nie przepadam za karpiem, zazwyczaj nie jem. No, ale u nas jedzą, nie wszyscy, ale jakoś idzie. Ja raczej nie jem, zjem częściej ryby po grecku, ości też się zdarzają, ale rzadziej i mniejsze, no i lepiej mi smakuje. Jadłam też np kotlety z morszczuka, pyszne
Ogólnie taka ryba bez niczego rzadziej mi smakuje, ja nie przepadam za smakiem ryby samym w sobie, dlatego wolę z czymś.
U mnie nigdy karpia nie było i raczej nie będzie.
U mnie będzie karp i nie zanosi się na to, że go nie będzie:) Odkryto niedawno "karpie" korzenie, z których wynika, że karp nie jest daniem pereleowskim. Karp w szarym sosie wcale nie zalatywał mułem, ponieważ karmiono go i przyrządzano inaczej. Nigdy takiego nie przygotowywałam, ale może znajdzie się ktoś, kto taką potrawę na wigilię przyszykuje.
u mnie nigdy nie bylo karpia,bo nikt nie lubil - wolelismy prostego mintaja czy morszczuka.
a jeszcze to kupowanie na wpół marrwych ryb,które ledwo dychaja w tych basenikach... masakra.
jem ryby, jem mieso, ale naprawde - kazde zwierze mozna zabic w taki sposob, zeby nie cierpialo. nie mowiac już o tym ze im większy stres dla zwierzęcia tym bardziej sie to odbija na jakosci miesa.
karp jest dla mnie za slodki i zbyt mulasty, i ma za duzo osci - ciezko go jeść. choc niektorzy w tym wyciaganiu osci sie lubuja.
Moim zdaniem karp da się spokojnie oddzielić od ości, gorzej u leszcza lub karasia. Nie kupuję żywego karpia, choć jest tańszy. Przyjęło się u mnie, że się go smaży, ale smakuje mi też w galarecie, mięso jest delikatniejsze.
mialam w tym roku sprobowac zrobic karpia bez osci wg przepisu Gesslerowej (faworki) ale balam sie eksperymentow, wiec tradycyjnie wymoczylam cala noc w mleku z dodatkiem czosnku i usmazylam na klarowanym masle bez panierki. Pychota.
Do tego, jak zwykle pstragi swieze i losos. Ubolewam, ze w tym roku praktycznie nic mi nie zostalo z ryb na potem bo rozdalam gosciom na wynos, tak im smakowaly, ze nie mogli sie odessac od talerzy ![]()
u mnie nigdy nie bylo karpia,bo nikt nie lubil - wolelismy prostego mintaja czy morszczuka.
I to ma sens!
u mnie też nikt nie lubi, ale co roku z niewiadomych przyczyn wszyscy się tym karpiem katują o.O
_v_ napisał/a:u mnie nigdy nie bylo karpia,bo nikt nie lubil - wolelismy prostego mintaja czy morszczuka.
I to ma sens!
u mnie też nikt nie lubi, ale co roku z niewiadomych przyczyn wszyscy się tym karpiem katują o.O
heh, podobno cierpienie uszlachetnia ![]()
u mnie w tym roku były bardzo rybne swieta: poledwica z dorsza,halibut, mintaj,sledzie - filety w zwyklej panierce - pychota ::
U mnie tradycyjnie w tym roku był karp, choć planowałam bez, bo wprawdzie sama bardzo go lubię, ale nienawidzę go sprawiać, no i te ości. Ile by nie dłubać zawsze są.
Jednakowoż mąż się postawił, bo też karpia lubi (bo przy nim nie robi
), to i był. Kupiłam filety, ale ości też trochę było. Dzieci karpia nie lubią, więc córka upiekła łososia i podała z guacamole. Starszyźnie (dziadkom) też łosoś smakował.
Tym sposobem wszyscy byli zadowoleni.
102 2016-12-27 13:35:12 Ostatnio edytowany przez adiafora (2016-12-27 13:38:05)
mnie tam osci nie przeszkadzaja, jako niereformowalna smakoszka karpia i ryb wszelakich, opanowalam sztuke wyciagania osci do perfekcji ![]()
edit: nie bardzo rozumiem idei katowania sie jedzeniem czegos, czego sie nie lubi. Ale masochistow nie brak na tym swiecie ![]()
opanowalam sztuke wyciagania osci do perfekcji
Wprosiłabym się na "naukie" ![]()
Próbowałam różnych metod. Nawet w necie oglądałam filmiki poglądowe, ale widać mało sprawna jestem :-)))
wigilia bez karpia to jak wielkanoc bez żurku. Właśnie zamówiłam zakwas z ogródka dziadunia, powinien jutro lub we wtorek przyjść ![]()
Byłam pewna, ze się komuś święta pomylily, skoro karpia wygrzebal z piwnicy. Ale karp na Wielkanoc tez dobry ![]()
Karp fuj niezależnie od dnia ;P
U nas zawsze był mintaj. Karp jest niesmaczny.
całe życie żyłam bez karpia w Wigilię. też wole mintaja lub morszczuka - to takie smakibz dziecinstwa
ale absolutnym hitem ostatnich świat jest dla mnie halibut - smazony w zwyklej panierce. palce lizac.
zreszta na ostatnia wigilię zrobiłam sobie kilka roznych ryb smażonych w psnierce: mintaj, dorsz, sledz, halibut
Prawdę mówiąc dla mnie panierka zabija smak ryby, dlatego staram się z niej rezygnować na rzecz na przykład pieczenia w piekarniku.
Łosoś i dorsz z pieca mniam
qrcze, ja właśnie takie w bezczelnej panierce lubię najbardziej ![]()
Ja ogólnie średnio za panierką chyba się po prostu odzwyczaiłam od mąki, pieczywa i tego typu rzeczy.
qrcze, ja właśnie takie w bezczelnej panierce lubię najbardziej
Nie Ty jedna
. Znam sporo osób, które ryby jadają niemal wyłącznie w takiej formie. O, na przykład mojej mamie w ogóle niespecjalnie przychodzi do głowy, że mogłaby inaczej
.
_v_ napisał/a:qrcze, ja właśnie takie w bezczelnej panierce lubię najbardziej
Nie Ty jedna
. Znam sporo osób, które ryby jadają niemal wyłącznie w takiej formie. O, na przykład mojej mamie w ogóle niespecjalnie przychodzi do głowy, że mogłaby inaczej
.
hihihii, ja probowalam inaczej... ale jakos nie potrafie sie najeść taka ryba ![]()
musi byc chamska panierka z bułki tartej ![]()
Ale na kotlety walę podwójną ;P
wiem, ze się powtarzam, ale juz nie mogę się doczekać, mniam ![]()
Szkoda, ze Wigilia jest raz w roku... Poza okresem świątecznym karpia nigdzie nie widuje w sklepach.
karp, brrrr
zawsze mi smakowal mulem, byl slodki i jeszcze te osci...
u mnie w domu nigdy nie bylo karpia
dopiero u rodziny eksa
ba, nawet raz zrobilam mu karpia w galarecie - musze przyznać, ze calkiem niezly mi wyszedl
ale ja wole inne ryby i w te swieta bede znow miala halibuta, dorsza, mintajs, morszczuka i sledzia - wszystko w ordynarnej,chamskiej panierce (jajko,bulka tarta) tak jak uwielbiam ![]()
Na szczęście u mnie nie było tradycji związanej z karpiem i raczej nigdy nie będzie (a na pewno nie w moim domu). Trochę się zdziwiłam czytając tyle wypowiedzi, które zachwalają karpia, bo osobiście nie znam i nie znałam nikogo, kto praktykowałby taki zwyczaj w Wigilię, dlatego myślałam, że to jakiś margines.
Rybna część Wigilii mogłaby dla mnie nie istnieć. Wolę barszcz z uszkami i pierogi. Wszystko koniecznie własnej roboty. Z dziwniejszych tradycji mamy zupę z suszonych śliwek.
Bardzo lubię karpia, jem go tylko raz w roku, w Wigilię.
Ale inną rybkę też bym zjadła, bardzo dobry jest szczupak i sandacz. Lubię też łososia i pstrąga.
Trochę się zdziwiłam czytając tyle wypowiedzi, które zachwalają karpia, bo osobiście nie znam i nie znałam nikogo, kto praktykowałby taki zwyczaj w Wigilię, dlatego myślałam, że to jakiś margines.
U nas wręcz przeciwnie, bo choć sama karpia nie jadam, to chyba nie znam domu, w którym nie pojawiałby się na wigilijnym stole. Dopiero tu, na forum, uświadomiłam sobie, że to wcale nie jest taka oczywistość
.
Rybna część Wigilii mogłaby dla mnie nie istnieć. Wolę barszcz z uszkami i pierogi. Wszystko koniecznie własnej roboty. Z dziwniejszych tradycji mamy zupę z suszonych śliwek.
Ja nie wyobrażam sobie Wigilii bez... śledzi. Zupę z suszonych śliwek pamiętam z dzieciństwa, bo mama tę tradycję wyniosła z własnego, rodzinnego domu, na szczęście od kilku lat zastąpił ją barszcz, a śliwki znajdują swoje miejsce w wigilijnym kompocie obok innych suszonych owoców.
Uwielbiam wszystkie ryby - oprócz karpia. Ohyda.
U mnie w rodzinnym domu nigdy karpia nie było - no, może raz - bo nikt go nie lubi. Ten jedyny raz, gdy był, był problem z zabiciem go, nikt się nie chciał podjąć, dopiero wujek przyjechał i niezbyt sprawnie pozbawił karpia życia. Traumatyczne wspomnienia na lata - byłam wtedy dzieckiem... ![]()
122 2017-12-19 16:15:14 Ostatnio edytowany przez adiafora (2017-12-19 16:41:12)
nie, no u mnie tez są inne ryby na wigilijnym stole - łosoś i pstrag na przykład. Ale bez karpia nie wyobrazam sobie świat. Raz, ze po prostu uwielbiam, dwa, karp to glowna ryba wigilijna odkąd pamięcią sięgnąć - zresztą wystarczy dzisiaj popatrzeć - gdzie się nie obejrzeć - karp. Może wiec uwarunkowana zostałam
W każdym sklepie, na każdym bazarku, na każdej ulicy niemal, stoją jakies balie i baseny z karpiami. Pomimo narzekan na nowoczesnosc, tradycja w narodzie jednak ma się dobrze
. Karp na wigilijnym stole wciaz rządzi.To chyba jednak ludzie tego karpia muszą lubić. Albo są masochistami
Choć ja nigdy żywych karpiii nie kupuje i szczerze to z tego powodu nie lubie przedswiatecznych zakupów bo właśnie wszędzie te biedne, żywe karpie pływają a raczej sie duszą. Powinni tego zabronić. Pamiętam kiedyś, będąc dzieckiem, jak u ciotki karp pływał w wannie. Wiele ludzi tak ponoć robiło - kupowali żywego karpia wczesniej, bo czasy byly inne i moglo braknac na ostatnia chwile, wpuszczali go do wanny i nieborak pkywal do Wigilii, az ktos mial odwage i go ukatrupil. Ciekawe jak sie kąpali? ![]()
btw, mnie zawsze dziwila wigilijna potrawa śledzie z ziemniakami. Macie u siebie taki zestaw? Moja znajoma w pracy mówi, ze u niej zawsze ziemniory ze sledziem się jadło.
U mnie takiej kombinacji nigdy nie było, stad jak uslyszalam pierwszy raz to oczy miałam jak spodki ![]()
Abstrahując od świątecznych dan... Jak moja córka studiowała w innym mieście to wynajmowala z dwiema dziewczynami mieszkanie i one wręcz patrzyly na nią jak na dziwolaga, gdy jadła biały ser z dżemem
. W ich stronach czy moze domach biały ser jadło się wylacznie na wytrawnie. Pewnie dla nich była to taka kombinacja jak dla innych jajecznica z cukrem ![]()
O zupie owocowej slyszalam, ze niektórzy praktykują taka potrawę wigilijna. Ale to chyba rzadkość. Rządzi raczej barszcz czerwony. Gdzieniegdzie grzybowa może jeszcze.
A u Was barszcz czy grzybowa?
Kultywujecie tradycje w kwestii 12 potraw? Ja tak.
A niesmiertelny wigilijny kompot z wędzonego suszu jest?
Kiedyś go nie lubilam a potem mi się odmieniło i teraz wręcz ubostwiam. Moja córka tylko nie znosi. Moze na nią przeszło ![]()
123 2017-12-19 17:15:30 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2017-12-19 17:17:30)
Ja pochodzę z Kaszub i na Święta zawsze były 3 zupy. Rybna, barszcz z uszkami oraz grzybowa.
Na Śląsku widzę, że dużo rodzin stawia tylko na grzynową, ale ja muszę mieć uszka z barszczem. I hektolitry kompotu z suszu też muszą być. U mojej teściowej zawsze kompot ze śliwek, bo oni z wędzonych owoców nie lubią...
I oczywiście zawsze się jakoś doliczyć do tych 12 potrwa, choćby trzeba było opłatek liczyć:-D
P.S z tym śledziem, to jest tak, że: ziemniaki gotowane w mundurkach, a śledzik musi być w śmietanie z cebulką. Taki zestaw obiadowy moja matula sobie ceni
Karp będzie na 100% i będzie smakował świetnie, a to dlatego, że nie będzie ani trochę posmaku mułu. Mam nadzieję, że poprawię nieco innym wrażenia smakowe w te święta dzieląc się jedyną skuteczną metodą na pozbycie się smaku mułu: jest to dokładne oczyszczenie karpia z łusek wraz ze śluzem. Do tego wystarczy zwykły druciak. Karpia trzeba wyszorować tym druciakiem i voila: rybka gotowa. Moczenie nic nie da. Nieważne czy w wodzie, czy w cebuli, czy w czym tam jeszcze. Jeżeli łuski będą na karpiu, będzie też środowisko w jakim żył... Dlatego polecam druciaka i smacznego ![]()
Karp będzie na 100% i będzie smakował świetnie, a to dlatego, że nie będzie ani trochę posmaku mułu. Mam nadzieję, że poprawię nieco innym wrażenia smakowe w te święta dzieląc się jedyną skuteczną metodą na pozbycie się smaku mułu: jest to dokładne oczyszczenie karpia z łusek wraz ze śluzem. Do tego wystarczy zwykły druciak. Karpia trzeba wyszorować tym druciakiem i voila: rybka gotowa. Moczenie nic nie da. Nieważne czy w wodzie, czy w cebuli, czy w czym tam jeszcze. Jeżeli łuski będą na karpiu, będzie też środowisko w jakim żył... Dlatego polecam druciaka i smacznego
A widzisz, u mnie w domu absolutnie zawsze karpia oczyszcza się z łusek i może dlatego nie czuć go tym sławetnym mułem? Mama, bo u nas w domu to ona go przyrządza, ryby sparza wrzątkiem, dzięki czemu łuski znacznie łatwiej odchodzą, a na koniec ściąga je właśnie z tym śluzem. Osobiście nie lubię samego smaku mięsa karpia, bo jest dosyć specyficzny, ale zawsze zastanawiałam się skąd u ludzi to uprzedzenie z powodu posmaku mułu, jeśli tam żadnego mułu nie czuć. Dzięki za oświecenie
.
A niesmiertelny wigilijny kompot z wędzonego suszu jest?
Jest, a i owszem
. Ten kompot pełni swoje ważne zadanie - ma wspomóc obciążony wigilijnym obżarstwem układ trawienny. Ja się nie obżeram
, więc sobie i kompot daruję, bo niestety nie lubię.
Ogólnie wigilijna kuchnia jest dosyć specyficzna i jedni bardzo ją lubią, inni przeciwnie. Ja na szczęście mam kilka dań, które po prostu uwielbiam - barszcz z uszkami, śledzie na wszelkie sposoby, ryby, niestety poza tytułowym karpiem, kulebiak, pierogi. Mniam! ![]()
A widzisz, u mnie w domu absolutnie zawsze karpia oczyszcza się z łusek i może dlatego nie czuć go mułem? Mama, bo to ona się tym zajmuje, ryby sparza wrzątkiem, dzięki czemu łuski znacznie łatwiej odchodzą, a na koniec ściąga je właśnie z tym śluzem. Osobiście nie lubię samego smaku mięsa karpia, bo jest dosyć specyficzny, ale zawsze zastanawiałam się skąd u ludzi to uprzedzenie z powodu posmaku mułu, jeśli tam żadnego mułu nie czuć
. Dzięki za oświecenie
.
Proszę bardzo Olinko.
W moim domu również zawsze oczyszczano karpia z łusek, ale goszcząc u innych zauważyłam, że nie każdy zna tę metodę. Stąd stosują różne inne metody, ale nie pozbywające się mułu, tylko maskujące go. To są te cebule, mleko itp. Problem w tym, że mułu zamaskować się nie da całkowicie i w niektórych domach te karpie są właściwie niejadalne.
127 2017-12-21 12:40:48 Ostatnio edytowany przez adiafora (2017-12-21 13:15:10)
serio są tacy, co z łuskami smażą? ![]()
Ja tez dokładnie oczyszczam z łusek i sluzu, potem cala noc w mleku z odrobina czosnku mocze, następnego dnia jeszcze raz dokładnie oczyszczam ze śluzu, który przez noc wylazl. Smaze bez grubej panierki czyli bez tego taplania w mące, jajku i bułce tartej. Osuszone kawalki karpia opruszam tylko trochę mąką i smaze na klarowanym masle.
Uważam karpia za jedna ze smaczniejszych ryb. Ma swój smak, podobnie jak łosoś. Na pewno nie da się go pomylić z inna ryba. W tym roku jak zwykle nasmaze cala furę bo zawsze czesc gosci bierze na wynos, a potem przez 3 kolejne dni będę jeść karpia na śniadanie, obiad i kolacje
Jak cos zostanie, to zamroze.
A kompot wigilijny z suszu to po karpiu druga wigilijna potrawa, ktora uwielbiam. Bo u mnie kompot robi za potrawe
Oplatka jednak nie wliczam
Inaczej ciężko byłoby doliczyć się tych 12 potraw.
A co do tych ziemniaków i śledzi, u mnie - juz abstrahujac od ziemniakow - śledzie w ogole nie ida bo wszyscy glownie na gorąco jedzą barszcz z uszkami, ryby, pierogi z kapusta, kapustę z grzybami lub grochem... wiec w sumie to nie ma kiedy tych śledzi konsumowac i właściwie większość potraw na zimno, jak śledzie, ryba w galarecie i faszerowana, ryba po grecku, wedzony łosoś, jajka faszerowane... zostają na stole. Może gdybym gorące podawała później? Ale dla mnie to dziwne. Jakoś tak z domu wyniosłam, ze wszystko na stole jest od razu, nie ma etapów, ze najpierw na zimno a potem na gorąco. Po prostu dzielimy się oplatkiem i siadamy do stołu, na którym jest wszystko. Zresztą, gdybym najpierw podała na zimno to potem pewnie mialabym problem, ze nie chcą jeść gorącego ![]()
A jak jest u Was na kolacji w tym względzie? Najpierw jecie na zimno, jakaś przerwa i gorące?
serio są tacy, co z łuskami smażą?
Łatwo poznać którzy to. To są Ci wszyscy, którzy piszą i mówią, że im karp smakuje mułem...
Nie dziwne, bo jak dopytasz, to się okazuje, że oni po prostu nie potrafią ryby przygotować.
adiaphora napisał/a:serio są tacy, co z łuskami smażą?
Łatwo poznać którzy to. To są Ci wszyscy, którzy piszą i mówią, że im karp smakuje mułem...
Nie dziwne, bo jak dopytasz, to się okazuje, że oni po prostu nie potrafią ryby przygotować.
ponoć Gesslerowa twierdzi, ze większość Polakow nie umie dobrzec przyrządzić karpia i w wigilijny wieczór występuje jedna wielka narodowa profanacja tej pysznej ryby.
Dla mnie w sumie bez znaczenia, tak ubostwiam karpia, ze zjem nawet, gdy zalatuje tym mułem, aby gownem nie walił ![]()
adiaphora napisał/a:serio są tacy, co z łuskami smażą?
Nie dziwne, bo jak dopytasz, to się okazuje, że oni po prostu nie potrafią ryby przygotować.
Chyba coś w tym jest...
Karp u "obcych" rzadko mi smakuje. Bywało też, że podawano mi go niedosmażonego.
Nie ukrywam jednak, że nigdy z łuskami. Pierwszy raz o tym słyszę....