Wiem, że to co napiszę jest w tym momencie będzie i tak "obok Ciebie". Mam nadzieję, że za jakiś czas wrócisz do tego posta.
Po pierwsze - co przyniesie przyszłość? - Nie wiesz, nikt nie wie. Myślenie o tym to jak zaciągnięcie hamulca ręcznego w tym momencie. Jak to SZCZERZE sobie sama powiesz i pogodzisz się z tym - zrobisz kroczek do przodu.
Rozpatrywanie przeszłości? - To jeszcze gorsze. Bo tu na nic absolutnie nie masz wpływu. Niestety takie myślenie ma wpływ na to co tu i teraz.
Nastepny krok:
Jedyną rzecz, którą możesz teraz (powinnaś) zrobić to zająć się sobą i najbliższymi - tymi, którzy Ciebie potrzebują i nie poradza sobie bez Ciebie. Jesteś bardzo potrzebna.
Ile to potrwa? pół roku, rok, 3 lata - nie mam pojęcia
Ty też nie masz. Ale powinnaś mocno nad tym pracować, z naciskiem na PRACOWAĆ.
Gdy coś się kończy, coś w co człowiek wkładał dużo emocji (wiecej jak się okazało niż druga strona), pozostaje mega pustka i totalny spadek własnej wartości...
I o odbudowe tego wlasnie tu chodzi. Być może w zasadzie o budowę. Z czasem poznasz odpowiedź.
Uwierz. Da się to zrobić. Jest to bardzo trudne wymaga mniej lub więcej czasu.
Uwierz też, że Twoje życie będzie jeszcze piękne i będziesz się uśmiechać. Tak. Byłem pewny, że moje życie się skończyło, że wszystko co piękne i fajne zostało mi zabrane, minęło i nie poczuje nigdy tego, nie mam po co żyć... I co? I czuje
Czuje inne rzeczy, których wcześniej nie znałem. Równie fajne.
Czy jestem szczęśliwy? Nie mam pojęcia. Nie zastanawiam się nad tym. Szczęście to abstrakcja. Dla każdego to znaczy co innego. Wychodzę z założenia, że jak się nad tym nie zastanawiam - znaczy że jest OK 
Dasz radę. Musisz.