No i widzisz,Ty mówisz ze ja się nakrecam,ale teraz widzę,ze to mój problem a inni to bagatelizuja,nie widza,ze ja mam racje bo to duży problem-tak widzę z poziomu nerwicy.Jakąś tam moja bardziej realistyczna część widzi jednak,ze mogę się mylić i niepotrzebnie wyolbrzymiam
Typowy objaw nerwicowców. Powiem Ci na uspokojenie, że wyjdziesz z tego jak mówią lekarze w filmach
Głowa do góry. Moja żona miała identyczny problem tylko dotyczył "zakręcania" się na tym, że upadnie i dostanie jakiegoś ataku. Później było tak, że obwiniała siebie za nerwice, że to ona jest winna temu, że ją ma. Plus obwinianie się za wszystko i wymyślanie powodów pod tytułem "skąd wzięła się moja nerwica" oczywiście, że niby to ona do niej sama doprowadziła. Dobra terapia pomogła jej z tego wyjść. Ostatni raz tego typu objawy miała ponad 2 lata temu
Pamiętam, że jedną z rzeczy którą robiła było wypisanie na kartce co myślę o sobie, o chorobie, czego się boję a obok co mnie uspokaja, jakie są realne problemy, jak realnie (na chłodno) to wszystko wygląda.
np. "boję się ataku padaczki" a obok "nie choruję na padaczkę"
Oczywiście cała ta lista została później solidnie przepracowana z terapeutą i zajęło to spoooooooro czasu
Pracujesz nad sobą i będą efekty. To nie katar i po tygodniu nie minie ale minie
O tez kiedyś balam się,ze zemdleje w miejscu publicznym i cos mi się stanie.Ja sobie wtedy powiedziałem,co mnie to obchodzi,niech się ci dookoła martwia.I ustąpiło.
Miałam kiedyś duszności,wydawało mi się,ze umrę z tego powodu ,trochę to trwało, aż doszło do momentu,kiedy sobie powiedzialam,: no to umrę,siedze duszno mi i czekam,czekam i...nic się nie stało.Od tamtej pory mam spokój.Czasem jeszcze bardzo rzadko mnie nachodzą,ale to kompletnie nie robi na mnie wrażenia i samo przechodzi.Terapia bardzo mi pomogła,ale jeszcze czuje,ze cos zostało.Jak taki kamyk w bucie,niby mały a uwiera i uwiera przy chodzeniu.