netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Czy związalibyście się z osobą,która...

108 odpowiedzi11 116 wyświetleńzałożony przez rossanka, 30.11.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy związalibyście się z osobą,która...

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 109 z 109 ]

66

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...
Wątłusz_Pierwszy napisał/a:

No i widzisz,Ty mówisz ze ja się nakrecam,ale teraz widzę,ze to mój problem a inni to bagatelizuja,nie widza,ze ja mam racje bo to duży problem-tak widzę z poziomu nerwicy.Jakąś tam moja bardziej realistyczna część widzi jednak,ze mogę się mylić i niepotrzebnie wyolbrzymiam

Typowy objaw nerwicowców. Powiem Ci na uspokojenie, że wyjdziesz z tego jak mówią lekarze w filmach wink Głowa do góry. Moja żona miała identyczny problem tylko dotyczył "zakręcania" się na tym, że upadnie i dostanie jakiegoś ataku. Później było tak, że obwiniała siebie za nerwice, że to ona jest winna temu, że ją ma. Plus obwinianie się za wszystko i wymyślanie powodów pod tytułem "skąd wzięła się moja nerwica" oczywiście, że niby to ona do niej sama doprowadziła. Dobra terapia pomogła jej z tego wyjść. Ostatni raz tego typu objawy miała ponad 2 lata temu smile

Pamiętam, że jedną z rzeczy którą robiła było wypisanie na kartce co myślę o sobie, o chorobie, czego się boję a obok co mnie uspokaja, jakie są realne problemy, jak realnie (na chłodno) to wszystko wygląda.

np. "boję się ataku padaczki" a obok "nie choruję na padaczkę"

Oczywiście cała ta lista została później solidnie przepracowana z terapeutą i zajęło to spoooooooro czasu

Pracujesz nad sobą i będą efekty. To nie katar i po tygodniu nie minie ale minie

O tez kiedyś balam się,ze zemdleje w miejscu publicznym i cos mi się stanie.Ja sobie wtedy powiedziałem,co mnie to obchodzi,niech się ci dookoła martwia.I ustąpiło.
Miałam kiedyś duszności,wydawało mi się,ze umrę z tego powodu ,trochę to trwało, aż doszło do momentu,kiedy sobie powiedzialam,: no to umrę,siedze duszno mi i czekam,czekam i...nic się nie stało.Od tamtej pory mam spokój.Czasem jeszcze bardzo rzadko mnie nachodzą,ale to kompletnie nie robi na mnie wrażenia i samo przechodzi.Terapia bardzo mi pomogła,ale jeszcze czuje,ze cos zostało.Jak taki kamyk w bucie,niby mały a uwiera i uwiera przy chodzeniu.

67

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...
Iceni napisał/a:

Nerwica to tylko jeden z aspektów bycia takim, a nie innym. A ty zaczynasz się zafiksowywać na tym jednym aspekcie robiąc z niego zyciowy problem. I jeżeli on faktycznie urasta do rangi przeszkody, to tylko dlatego, że ty sam pozwoliłaś mu tak się rozrosnąc i przejąc dominujące miejsce.

O ,-to właśnie chodzi mi po głowie.Ze sama do niej dopuśclam,ze to moja wina,ze ja mam.Ze widocznie czegoś mi brak,czegoś nie zrobilam.Nie wiem czego.
Ale się dowiem.

68

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...

Moja ciotka wyszła za mąż za takiego mężczyznę. Na dodatek o tej chorobie dowiedziała się po ślubie. Miała żal i do niego i do jego rodziny ,że została ona zatajona. Przeżyli ze sobą kilka lat, urodziła im się zdrowa córeczka. Niestety lęki się pojawiały coraz częściej, powiem tak, że rodzina jej obawiała się o swoje życie i życie jej i dziecka. Bywało tak ,że w nocy on się budził z tymi lękami, wszyscy na nogi , obawiali się jego zachowań. Po kilku latach małżeństwo się rozpadło.
Związek z osobą z zaburzeniami jakimikolwiek jest zawsze ryzykiem.

69

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...

Rossanka, Wątłusz ma rację, że nie ma się co obwiniać za chorobę- dodatkowo tylko się nakręcasz.

Jeżeli chodzi o związek z nerwicowcem, to chciałabym jeszcze dodać, że natężenie objawów ma istotne znaczenie (chociaż to też się czasem zmienia w trakcie życia), bo inaczej jest być z kimś kogo żołądek boli i ma mdłości jak się stresuje, a inaczej z kimś, kto nie potrafi z domu wyjść, dostaje ataków paniki w sytuacjach towarzyskich czy też musi sprawdzać trzydzieści razy czy zamknął drzwi. Niestety, choroba bardzo nasilona, jest czynnikiem stresowym samym w sobie i odbija się na samopoczuciu tej drugiej osoby w związku.

I możecie mnie nazwać samolubem, ale ja takich czynników stresowych w życiu nie chcę.

70

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...
rossanka napisał/a:
Iceni napisał/a:

Nerwica to tylko jeden z aspektów bycia takim, a nie innym. A ty zaczynasz się zafiksowywać na tym jednym aspekcie robiąc z niego zyciowy problem. I jeżeli on faktycznie urasta do rangi przeszkody, to tylko dlatego, że ty sam pozwoliłaś mu tak się rozrosnąc i przejąc dominujące miejsce.

O ,-to właśnie chodzi mi po głowie.Ze sama do niej dopuśclam,ze to moja wina,ze ja mam.Ze widocznie czegoś mi brak,czegoś nie zrobilam.Nie wiem czego.
Ale się dowiem.

Nie, nie, nie, rossanko - zupełnie nie o to mi chodziło, a skoro odebrałas to właśnie tak, to znaczy, ze częsciowo przynajmniej mam rację ;P

To nie choroba, w moim przekonaniu, jest Twoim problemem, ale to, ze pozwoliłaś kompleksom na temat swojej choroby zawładnąc nad swoim zyciem.  Oczywiście SĄ osoby, które z nerwicowcem nie będą chciały wchodzić w zwiazek.  Tak samo, jak są osoby, którym będzie przeszkadzać nadwaga, za niski wzrost, kiepska praca, brak wykształcenia, pedantyzm, pracoholizm czy brak lewej stopy.

Ty dopuściłaś nie do tego, ze choroba się rozrosła, tylko dopuściłas do tego, ze strach przed odrzuceniem z powodu choroby rozrósł się do tego stopnia, że zrobiłaś z tego problem.

Czy jesteś w stanie z góry założyć, że KAŻDY garbaty facet będzie dla ciebie nieatrakcyjny?:P A KAŻDY męzczyzna 185 cm i zero nadwagi - będzie atrakcyjny?

Jeden czynnik to za mało wink Jeżeli twoja nerwica przyćmi wszystkie twoje atuty, to masz przechlapane i pora na psychiatryk, ale póki co, to wystarczy uśmiech i trochę pracy nad atutami ;P Nikt z nas nie jest idealny big_smile Nerwica przy niektórych odjazdach to małe piwo tongue
A mimo to większośc z nas znajduje druga połowę.

Niektórzy nawet po kilka na raz tongue big_smile

71

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...
Iceni napisał/a:

To nie choroba, w moim przekonaniu, jest Twoim problemem, ale to, ze pozwoliłaś kompleksom na temat swojej choroby zawładnąc nad swoim zyciem.  Oczywiście SĄ osoby, które z nerwicowcem nie będą chciały wchodzić w zwiazek.  Tak samo, jak są osoby, którym będzie przeszkadzać nadwaga, za niski wzrost, kiepska praca, brak wykształcenia, pedantyzm, pracoholizm czy brak lewej stopy.

Ty dopuściłaś nie do tego, ze choroba się rozrosła, tylko dopuściłas do tego, ze strach przed odrzuceniem z powodu choroby rozrósł się do tego stopnia, że zrobiłaś z tego problem.

Czy jesteś w stanie z góry założyć, że KAŻDY garbaty facet będzie dla ciebie nieatrakcyjny?:P A KAŻDY męzczyzna 185 cm i zero nadwagi - będzie atrakcyjny?

Jeden czynnik to za mało wink Jeżeli twoja nerwica przyćmi wszystkie twoje atuty, to masz przechlapane i pora na psychiatryk, ale póki co, to wystarczy uśmiech i trochę pracy nad atutami ;P Nikt z nas nie jest idealny big_smile Nerwica przy niektórych odjazdach to małe piwo tongue
A mimo to większośc z nas znajduje druga połowę.

Niektórzy nawet po kilka na raz tongue big_smile

Dzięki, wiem o co chodzi.Nie każda szczupła blondynka będzie podobać sie  każdemu na świecie facetowi, bo część preferuje brunetki, a i tak życie zweryfikuje.
Kurcze, wiem, że robie z problemu problem, nie wiem jeszcze jak to zatrzymać, ale w tym tygodniu terapia, wiec sobie porusze zagadnienie..
Ciekawiło mnie natomiast bardziej, jak to wygląda w małzeństwie.Tak na dłuższą metę, czy bardzo utrudnia życie, a już zwłaszcza, jakby były dzieci?

Beyondblackiei napisał/a:

Beyondblackie

Jeżeli chodzi o związek z nerwicowcem, to chciałabym jeszcze dodać, że natężenie objawów ma istotne znaczenie (chociaż to też się czasem zmienia w trakcie życia), bo inaczej jest być z kimś kogo żołądek boli i ma mdłości jak się stresuje, a inaczej z kimś, kto nie potrafi z domu wyjść, dostaje ataków paniki w sytuacjach towarzyskich czy też musi sprawdzać trzydzieści razy czy zamknął drzwi. Niestety, choroba bardzo nasilona, jest czynnikiem stresowym samym w sobie i odbija się na samopoczuciu tej drugiej osoby w związku.

Po zastanowieniu doszłam do wniosku, że mnie odstraszyłoby jeżeli ktoś byłby agresywny, bałabym się o siebie, ewentuale dziecko i z takim na pewno bym nie była.
Ale nie byłabym też z pijakiem przepijającym dobytek i nie zajmującym się domem, albo takim, który zdradza, kradnie, albo jest nieuleczalnym maminsynkiem.
Inne rzeczy-  cyt "kto nie potrafi z domu wyjść, dostaje ataków paniki w sytuacjach towarzyskich czy też musi sprawdzać trzydzieści razy czy zamknął drzwi." ja wiem, hm, jest to dziwne ale jakoś mnie nie przeraża. Ważne byłyby też inne cechy , człowiek jako całość i oczywiście leczenie,jeżeli ktoś odmawiałby chodzenia do psychologa albo brania leków - to byłby problem. Wtedy w związek bym nie weszła.

72

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...

Rossanko, a wiesz jak to jest z kimś, kto cierpi na nerwicę natręctw i jego choroba prawie uniemożliwia funkcjonowanie?

To się ciężko leczy i niektórzy dobrze reagują na leki, a niektórzy wcale, i masz w domu partnera, co np. ciągle liczy do jakiejś liczby i wcale nie potrafi się skoncentrować na rozmowie z Tobą, sprząta kuchnię pięć razy na dzień- godzinami, jest ciągle przerażony, że jak czegoś specyficznego nie zrobi, to on sam i jego rodzina umrze. Nie ma konwersacji, nie ma rodzinnego życia, nie ma seksu, jakiekolwiek wyjścia na miasto to dramat. Każda taka osoba cierpi, chce się leczyć, leczy się, ale to nie zawsze przynosi efekty, mimo najlepszych intencji. I co wtedy byś zrobiła?

Chcę tylko tu ludziom uzmysłowić, że nie trzeba być agresywnym czy uzależnionym by powodować taki stres w związku, że nawet wytrzymali partnerzy się w końcu poddają.

73

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...
Beyondblackie napisał/a:

Rossanko, a wiesz jak to jest z kimś, kto cierpi na nerwicę natręctw i jego choroba prawie uniemożliwia funkcjonowanie?

To się ciężko leczy i niektórzy dobrze reagują na leki, a niektórzy wcale, i masz w domu partnera, co np. ciągle liczy do jakiejś liczby i wcale nie potrafi się skoncentrować na rozmowie z Tobą, sprząta kuchnię pięć razy na dzień- godzinami, jest ciągle przerażony, że jak czegoś specyficznego nie zrobi, to on sam i jego rodzina umrze. Nie ma konwersacji, nie ma rodzinnego życia, nie ma seksu, jakiekolwiek wyjścia na miasto to dramat. Każda taka osoba cierpi, chce się leczyć, leczy się, ale to nie zawsze przynosi efekty, mimo najlepszych intencji. I co wtedy byś zrobiła?

Chcę tylko tu ludziom uzmysłowić, że nie trzeba być agresywnym czy uzależnionym by powodować taki stres w związku, że nawet wytrzymali partnerzy się w końcu poddają.

O tym nie pomyslalam.Nie wiem co bym zrobiła.Nie byłam w takim sytuacji.Ta moja nerwica taka nie jest,
Ale to co opisujesz to juz bardziej chyba pod jakąś psychozę podchodzi?Albo schizofrenię?Nie znam się na tym.
Jeżeli z kimś nie ma kontaktu,hmmm
Balam się,ze moja nerwica wpłynie na innych członków rodziny,ze maz/facet mnie wysmieje,zostawi,zamecze go objawami.
Mam wrażenie,ze jakieś bardzo juz skrajne stany opisujesz,pewnie sie to zdarza.Ja nie licze,hm wychodze normalnie,jeźdze samochodem,jeżdze z kimś ,albo sama,pociągiem samolotem,chodze do kina,pubu,pracuje,robię zakupy,użeram się w urzędach,..
Jak mam stres ,to nie jem(i to dla mnie jest główny problem), czasem boli mnie żołądek,miewam lęki,ale na szczęście ataki paniki już mam opanowane,z 5 lat temu ostatnio spanikowalam chyba,panicznie natomiast boje sie smierci i raka,z innych dolegliwości tzw kulka w gardle i uczucie duszności,i odrętwienia palców.Ale tez nie zawsze.Aż tak źle wiec nie jest.
Ale terapie i tak mam zamiar kontynuować.

74

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...

Rossanko, nie opisuję Ciebie.

Opisuję tylko wariant jaki może się zdarzyć. I nie jest to osoba w stanie psychozy (takiej jak schizofrenia), ale ktoś kto cierpi na nerwicę natręctw, kiedy pewne czynności muszą być wykonane, często w specjalnej kolejności albo liczbie by osoba odzyskała spokój umysłu, z ABSOLUTNYM ZROZUMIENIEM, że jest to nieracjonalne i jest dla nich samych negatywne. Nerwicowy lęk jest tak silny, że ich paraliżuje i nie pozwala na normalne życie.

75

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...

N

Beyondblackie napisał/a:

Rossanko, nie opisuję Ciebie.

Opisuję tylko wariant jaki może się zdarzyć. I nie jest to osoba w stanie psychozy (takiej jak schizofrenia), ale ktoś kto cierpi na nerwicę natręctw, kiedy pewne czynności muszą być wykonane, często w specjalnej kolejności albo liczbie by osoba odzyskała spokój umysłu, z ABSOLUTNYM ZROZUMIENIEM, że jest to nieracjonalne i jest dla nich samych negatywne. Nerwicowy lęk jest tak silny, że ich paraliżuje i nie pozwala na normalne życie.

Nie chce zakładać z gory,ze mi się nie uda ,ze mi się pogorszy,bo wtedy raz : wcalebym nie poszła na terapie bo po co,nie mówiąc juz o lekach.A dwa,całkiem juz zrezygnowałabym z bycia z kimś.Ale widzisz,oczywiście mam obawy jak to będzie,czy w jakimś stopniu nie zmarnuje komuś życia.Często jednak ostatnio myślę,ze mogłoby się udać,ale nie mam całkowitej pewności,przecież nie wiem co drugiej osobie siedzi w głowie.Może dla kogoś będzie to za dużo i ucieknie,? Ale jak napisał Wątłusz,wtedy powinna mu dac jeszcze kopa.
Nie chce być kimś gorszym,nie zaslugujacym na związek z tego powodu.I nie chce być oceniana,szuflafkowana z tego powodu,ze ktoś tam miał aż tak nasilona nerwice z natręctwami,lekami które całkowicie zdezorganizowały życie rodziny.
No mam ta nerwice,to co mam się zabic,?Zamknąć w domu?Chciałabym spróbować tylko nie wiem,czxy ta moja praca nad sobas to jeszcze za malo.
Fakt,Ty masz takie doświadczenia ,rozumiem,ze jesteś bardzo uprzedzona,bo musiało być to wykanczajace uczucie plus bezsilność,ale było tu kilka głosów osób będących w zwiazkach,którym udało się mimo wszystko.To daje mi nadzieje,a to już dużo.

76

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...

Kobieto, z tego co piszesz, to nie jesteś jakimś skrajnym przypadkiem, ot przewrażliwiona jesteś. Więc nie wyobrażaj sobie marnowania komuś życia smile

Jak najbardziej chodź na terapię, poprawiaj swój stan i w tym Ci mogę tylko sekundować!

Ja piszę tak ogólnie, bo pytanie w wątku zadałaś ogólne: czy chcemy być w związku z osobą chorą na nerwicę? nie "czy ktoś byłby w związku ze mną Rossanką"?"

77

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...

ty masz depresje dwubiegunowa ?

78

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...
Beyondblackie napisał/a:

Kobieto, z tego co piszesz, to nie jesteś jakimś skrajnym przypadkiem, ot przewrażliwiona jesteś. Więc nie wyobrażaj sobie marnowania komuś życia smile

Jak najbardziej chodź na terapię, poprawiaj swój stan i w tym Ci mogę tylko sekundować!

Ja piszę tak ogólnie, bo pytanie w wątku zadałaś ogólne: czy chcemy być w związku z osobą chorą na nerwicę? nie "czy ktoś byłby w związku ze mną Rossanką"?"

Okay.Ja też to rozumiem to znaczy,że możesz ogólnie nie chcieć być z kimś mającym ogólnie nerwice(bez konkretnego przypadku).
Tak,tek terapia pomaga,chociaż są tez przeciwnicy,twierdzący ze to nic nie da.Osobiście jestem zadowolona.
Przewrazliwiona- raczej jestem,i nad tym pracuje.

79

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...

Rossanka, to dobrze i tak trzymać smile Terapia pomaga, co wiem po swoich klientach. Nie zawsze, ale w większości.

80

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...
Beyondblackie napisał/a:

Rossanka, to dobrze i tak trzymać smile Terapia pomaga, co wiem po swoich klientach. Nie zawsze, ale w większości.

Nawet jak nie pomoże  w 100% to jak pomoże na 50 % to i tak dużo.Zawsze to cos.Jakiś tak krok do przodu.
Może jak ktoś chodzi tak "na sile" to mu nie pomoże?Mam swoje wady,ale jestem bardzo zmotywowana.

81

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...

Watlusz no tak, to prawda. Ja może nie miałam tak silnej i dlatego nie musiałam leków,  ale jakby kiedyś powiedzieli jakby był jednak nawrot że lepiej bym brała to jasne, wtedy będę.  Serio jednak aż tak musi że 10 lat czyli w sumie ciągle?  Nie niszczy to jej zanadto wątroby jak tyle czasu? W końcu 10 lat to długo. Myslalam że jak leki to może do kilku lat a potem jak są postępy coraz lepiej ti już nie trzeba albo doraźnie.  No ale pewnie może być inaczej.

82

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...
truskaweczka19 napisał/a:

Watlusz no tak, to prawda. Ja może nie miałam tak silnej i dlatego nie musiałam leków,  ale jakby kiedyś powiedzieli jakby był jednak nawrot że lepiej bym brała to jasne, wtedy będę.  Serio jednak aż tak musi że 10 lat czyli w sumie ciągle?  Nie niszczy to jej zanadto wątroby jak tyle czasu? W końcu 10 lat to długo. Myslalam że jak leki to może do kilku lat a potem jak są postępy coraz lepiej ti już nie trzeba albo doraźnie.  No ale pewnie może być inaczej.

Truskaweczko, to zależy od przypadku,jednemu może wystarczyć parę tygodni innybieze rok albo parę lat jak to jest u Watlusza.Czasem jest postęp,ale wystarczy jakieś silne przeżycie,(np śmierć kogoś bliskiego) i objawy mogą powrócić.

83

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...

Odgrzebuje dinozaura, żeby nie było, że zaśmiecam inne watki.
Pisałam tu o moim problemie. Od tamtej pory dużo, większość objawów zniknęła. Ale pozostał czasami lęk i dwa objawy, które są nasilone w różnym stopniu.
Nawraca to w sytuacjach stresowych, może już nie tak jak było jeszcze w 2013 i 2014 ale jednak nie zniknęły.

Pytanie do osób mających nerwice, korzystających z terapii ale i z leków. Czy przeszły Wam objawy ale tak całkiem, do zera? Że nic a nic już ich nie ma? Zero, null?
Nie chodzi mi o wpisy takie jak moje, że przeszły częściowo, czy są rzadziej, ale jednak są, czy w mniejszym nasileniu?.
Czy ktoś się z tego naprawdę, ale to naprawdę wyleczył?
Pytam z ciekawości, bo obecnie po prostu z tym żyje, nieraz jest lepiej nieraz jest gorzej.
Zastanawiam się, czy jest możliwe zbicie lęku i objawów do zera? Na stałe? Nie chodzi mi o to, że np rok czy dwa ktoś tego nie miał, a potem wróciło tylko o trwałe wyłącznie.
Czy to jest wykonalne?

84

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...

Wiesz, myślę o Twoim pytaniu i zastanawiam się czy w ogóle można na nie odpowiedzieć jednoznacznie.
Bo czy  człowiek jest w stanie zbić do zera lęk na stałe?
Lęki miewamy wszyscy, lęk to nieodłączny element naszej świadomości. Istotne jest jedynie to, jak sobie z nim radzimy, albo jak bardzo pozwalamy mu wpływać na nasze zachowanie i samopoczucie. Czy sprawujemy nad nim kontrolę czy on przejmuje kontrolę nad naszym zachowaniem.

Mnie się podoba ten fragment z wcześniejszej wypowiedzi:

rossanka napisał/a:

Miałam kiedyś duszności,wydawało mi się,ze umrę z tego powodu ,trochę to trwało, aż doszło do momentu,kiedy sobie powiedzialam,: no to umrę,siedze duszno mi i czekam,czekam i...nic się nie stało.Od tamtej pory mam spokój.Czasem jeszcze bardzo rzadko mnie nachodzą,ale to kompletnie nie robi na mnie wrażenia i samo przechodzi.Terapia bardzo mi pomogła,ale jeszcze czuje,ze cos zostało.Jak taki kamyk w bucie,niby mały a uwiera i uwiera przy chodzeniu.

Tu doskonale widać, że sobie radzisz, i tak moim zdaniem reagują ludzie zdrowi na  lęki jakie się pojawiają w różnych sytuacjach.

Wiec wracając do Twojego pytania - czy pojawiające się lęki z którymi sobie dobrze radzimy,( z czasem coraz lepiej) to nadal choroba czy już wyleczenie?

85

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...
Agnes76 napisał/a:

Wiesz, myślę o Twoim pytaniu i zastanawiam się czy w ogóle można na nie odpowiedzieć jednoznacznie.
Bo czy  człowiek jest w stanie zbić do zera lęk na stałe?
Lęki miewamy wszyscy, lęk to nieodłączny element naszej świadomości. Istotne jest jedynie to, jak sobie z nim radzimy, albo jak bardzo pozwalamy mu wpływać na nasze zachowanie i samopoczucie. Czy sprawujemy nad nim kontrolę czy on przejmuje kontrolę nad naszym zachowaniem.

Mnie się podoba ten fragment z wcześniejszej wypowiedzi:

rossanka napisał/a:

Miałam kiedyś duszności,wydawało mi się,ze umrę z tego powodu ,trochę to trwało, aż doszło do momentu,kiedy sobie powiedzialam,: no to umrę,siedze duszno mi i czekam,czekam i...nic się nie stało.Od tamtej pory mam spokój.Czasem jeszcze bardzo rzadko mnie nachodzą,ale to kompletnie nie robi na mnie wrażenia i samo przechodzi.Terapia bardzo mi pomogła,ale jeszcze czuje,ze cos zostało.Jak taki kamyk w bucie,niby mały a uwiera i uwiera przy chodzeniu.

Tu doskonale widać, że sobie radzisz, i tak moim zdaniem reagują ludzie zdrowi na  lęki jakie się pojawiają w różnych sytuacjach.

Wiec wracając do Twojego pytania - czy pojawiające się lęki z którymi sobie dobrze radzimy,( z czasem coraz lepiej) to nadal choroba czy już wyleczenie?

Chodziło mi o nerwicowe lęki a nie lęki o np życie bliskich czy zdrowie. Tylko psychopata się niczego nie boi.
Ale dobre masz pytanie, kiedy lęki są nerwicowe a kiedy zwykłe?

86 Ostatnio edytowany przez ulle (2022-08-07 08:10:24)

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...

Rossanko, ja tak mam. Od wielu, wielu lat borykam się z nerwica na podłożu lękowym, depresji raczej nie miałam, chociaż jakieś fazy z obniżeniem nastroju znam oczywiście, biorę leki i chyba od trzech lat, wydaje mi się, że nie mam objawów nerwicowych.
To nie znaczy, że niczego się nie boję i żyje spokojnie - ostatnio np bałam się wizyty u stomatologa ( nowej pani doktor), tak się nakręciłam, jak chyba nigdy wcześniej przed dentystą. To było aż chore.
Z mojego doświadczenia mogę powiedzieć, że zwykle lęki można dość łatwo odróżnić od tych nerwicowych.
Przy leku nerwicowym czuje się wyraźnie jakieś bardzo, ale to bardzo nieprzyjemne rozedrganie wewnętrzne, irracjonalny niepokój, który człowieka aż nosi.
Jest to tak nieprzyjemne uczucie, że naprawde nie da się tego nawet porównać do zwykłego denerwowania się z jakiegoś powodu.
Nerwicowy lęk przychodzi też znienacka, wyczuwa się go na chwilę przed atakiem i potem człowieka ogarnia niewyobrażalna panika, że na sto procent stanie się za chwilę cos bardzo złego.
Jest to tak straszny niepokój, że nie idzie pomylić czegoś takiego z porządnym wkurwem albo z chwilowym panicznym strachem przed czymś.
Po ataku nerwicowym człowiek jest też bardzo wyczerpany, smutny i przerażony, że to nie koniec.

Idzie jednak uwierzyć w to, że objawy mogą wycofać się nawet na całe miesiące czy lata.
Ja od kilku lat nie żyje w żadnym wewnętrznym konflikcie sama ze sobą, mimo że mam poważne problemy, niekoniecznie bowiem jestem w miejscu, w którym bym chciała i mam tak z własnego wyboru, jednak potrafię tak w siebie wmówić, że musi tak być, a nawet znaleźć plusy dla siebie, że z problemami, nawet trudnymi jakoś sobie psychicznie radzę, chociaż przez moment mogę poczuć się nawet znokautowania, ale ogarniam się jakoś. Czasem potrafią zapiec mnie do czerwonosci uszy i policzki ( żeby tylko to) i  szybciej oddycham, ale jest tak tylko do momentu, kiedy nie znajdę rozwiązania. Nie potrafię żyć w zawieszeniu, muszę znaleźć rozwiązanie, jako osoba bardzo pragmatyczna.
Na mnie strasznie działaja takie sprawy, gdy do czegoś się zmuszam,  robię coś wbrew sobie. Kłócę się więc sama ze sobą i potrafię być bardzo awanturnicza w tych swoich kłótniach.
Ja po prostu chcąc dobrze się czuć muszę robić tylko to, na co mam ochotę.
Muszę być po prostu w zgodzie sama ze sobą.
Dlatego ciężko byłoby mi przystosować się do kogoś, ale gdy znajdę argumenty dla siebie na tak, wtedy mogę znieść wszystko.

Nerwicy nigdy z siebie nie pogonisz, ale uwierz mi, da się z nią żyć, jednak należy nauczyć się ignorowania jej objawów.
To trudne, a nawet czasami nie do wyobrażenia niewykonalne, ale możliwe.
Należy tylko znaleźć ukryty w sobie kluczyk do samej siebie - każdy ma taki klucz.
Ja znalazłam, wierzę w to, i jak napisałam wcześniej nie potrafię żyć w syfie ani zewnętrznym, ani wewnętrznym. Nie znoszę sytuacji konfliktowych, najbardziej tych, które toczę sama ze sobą.
W moim więc przypadku kluczem do dobrego samopoczucia jest święty spokój.
Może to źle, że tak mam, ale mnie jest z tym dobrze i to jest dla mnie najważniejsze.

Życzę Ci, żeby nigdy więcej nie wróciły do Ciebie objawy nerwicowe.

87

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...

Czyli lęków, chociażby już bardzo zadkich a może i somatow w pewnych momentach nie możliwe jest zbicie do zera?
Wiem o czym piszesz, jest lęk i jest lęk. Zwykły lęk np leży Ci mąż w szpitalu i nie wiadomo czy przezyje- logiczne, że możesz mieć lęki. Lęk nerwicowy może wystąpić nie dlatego, że w tej chwili się coś dzieje się na przykład masz przez pare tygodni jakiś problem, albo sytuację, na którą nie masz wpływu, więc efektem może być właśnie lęk typowy dla nerwicy, czyli jak piszesz, ogarniający całe ciało, aż się niedobrze robi, ciemni orzeł oczami, gorąco, masz ochotę uciec, albo siedzieć w miejscu, jakbyś miała umrzeć, a po wszystkim czujesz ogromne zmęczenie. Lęki nerwicowe może też wywołać teoretycznie niezbyt jakieś straszne wydarzenie, ale organizm reaguje jakby było coś strasznego.


Leki pomagają w krytycznych sytuacjach, trzeba je brać, aby móc funkcjonować, pracować, ogarniać się na codzień. Przecież nie można sobie pozwolić na tygodnie czy miesiące wykluczenia z życia.
Też mam tak, że nerwica pojawią się momentalnie, jak robię coś wbrew sobie. Na przykład jest spotkanie, na które nie chce iść, ale się zmuszam, bo ktoś inny chce. Albo banał, chce kupić obrus, wiem dokładnie jaki  a tu ktoś z rodziny mówi, wez tamten, bo będzie bardziej pasował i tak mi wierci dziurę w brzuchu, że to dla mojego dobra, że on chce dobrze, że ja w końcu ulegam, a potem czuję się fatalnie, bo tego nie chciałam. Oczywiście obrus to przenośna sytuacji. smile

88

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...
rossanka napisał/a:

Czyli lęków, chociażby już bardzo zadkich a może i somatow w pewnych momentach nie możliwe jest zbicie do zera?
Wiem o czym piszesz, jest lęk i jest lęk. Zwykły lęk np leży Ci mąż w szpitalu i nie wiadomo czy przezyje- logiczne, że możesz mieć lęki. Lęk nerwicowy może wystąpić nie dlatego, że w tej chwili się coś dzieje się na przykład masz przez pare tygodni jakiś problem, albo sytuację, na którą nie masz wpływu, więc efektem może być właśnie lęk typowy dla nerwicy, czyli jak piszesz, ogarniający całe ciało, aż się niedobrze robi, ciemni orzeł oczami, gorąco, masz ochotę uciec, albo siedzieć w miejscu, jakbyś miała umrzeć, a po wszystkim czujesz ogromne zmęczenie. Lęki nerwicowe może też wywołać teoretycznie niezbyt jakieś straszne wydarzenie, ale organizm reaguje jakby było coś strasznego.


Leki pomagają w krytycznych sytuacjach, trzeba je brać, aby móc funkcjonować, pracować, ogarniać się na codzień. Przecież nie można sobie pozwolić na tygodnie czy miesiące wykluczenia z życia.
Też mam tak, że nerwica pojawią się momentalnie, jak robię coś wbrew sobie. Na przykład jest spotkanie, na które nie chce iść, ale się zmuszam, bo ktoś inny chce. Albo banał, chce kupić obrus, wiem dokładnie jaki  a tu ktoś z rodziny mówi, wez tamten, bo będzie bardziej pasował i tak mi wierci dziurę w brzuchu, że to dla mojego dobra, że on chce dobrze, że ja w końcu ulegam, a potem czuję się fatalnie, bo tego nie chciałam. Oczywiście obrus to przenośna sytuacji. smile

Zbicie tego do zera nie jest możliwe, bo nawet jeśli w ogóle nie myślisz, że masz nerwicę, która w każdej chwili może Cię dopaść, to ona i tak przyjdzie. Często przychodzi w takich momentach życia, gdy pozornie wydawać by się mogło, że wszystko jest ok, więc jakim cudem mogłaby przyjsc ta nerwica?
A ona przychodzi, nawet na kilka minut albo i potrzyma człowieka przez kilka dni.
Przychodzi jak wróg i dopada znienacka.
Jest niezwykle podstępna i nieprzewidywalna.
Leki lekami, ale najważniejsza sprawa jest przestać się nią przejmować i mimo objawów jednak czymś się zająć, chociaż ciężko jest nawet ruszyć palcem o palec, gdy człowiekowi nerwica rzuci się np na naczynia krwionośne i może wydawać się, że w danej chwili ma się bardzo wysokie ciśnienie ( często jest ono wysokie, akt bywa, że normalne) gdyż objawy na to wskazują, że zaraz będzie się miało wylew. Wtedy myślisz o tym, że trzeba wezwać pogotowie, nawet je wzywasz, więc jak ruszyć ciało z tego panicznego odrętwienia i zająć się np odkurzaniem?
To jest najgorsze, bo masz wrażenie, jakby ktoś zacisnął Cię w klatce i oto przyszedł najstraszniejszy moment Twojego życia, czyli zapewne śmierć.
Nie sposób nie odróżnić leku nerwicowego od normalnego strachu, bo coś tam się dzieje.
Ja nabawiłam się nerwicy przy okazji toksycznego układu, w którym tkwiłam całymi latami. Wiedziałam, że jestem w czymś nienormalnym, ale z powodu niewiedzy w tych tematach z niezrozumiałych dla siebie samej powodów nie mogłam skutecznie skończyć chorej relacji.
Przez lata żyłam więc w potwornym stresie i w nieustającym konflikcie samej że sobą. Metoda na baranka nie pomagała, nie pomagało nic.
To idealne warunki do tego, by zachorować na nerwicę.
Nigdy jej się nie pozbędę, ale jakby nauczyłam się z nią żyć.
Przytoczony przez Ciebie przykład z obrusem jest idealnym, ponieważ świetnie pokazuje, co dzieje się z człowiekiem, gdy sam ze sobą się nie zgadza i zrobi coś wbrew sobie.
To też kwestia wrażliwości.
Powiedzmy, że po większości ludzi, którzy nie mają nadszarpniętego układu nerwowego taka sytuacja z obrusem byłaby tylko krótkim epizodem, kompletnie bez znaczenia.
Dla osób z nerwica taka głupota może wywołać ustna lawinę różnych objawów somatycznych i można tłumaczyć to sobie na różne sposoby, rozumieć, że w sumie to pierdoła, ale nad nerwami nie zapanujesz. Będziesz wyglądała na spokojną, bo przecież nie będziesz latała potem po domu rzucając talerzami, jednak nerwy i tak znajdą drogę ujścia i dopadną Cię np zawrotami głowy albo bólem żołądka, jeśli Twoja nerwica opanowała np Twój żołądek.
Może rzucić się na serce i wtedy latasz i non stop mierzysz puls - istne wariactwo, ale tak jest.
Czasem więc należy śmiać się z samej siebie i wyobrazić sobie, jak komicznie wygląda się w czasie takiego ataku nerwicowego patrząc z boku. Wiem, że to mało zabawne, ale naprawdę, czasem trzeba stuknąc się w głowę i zakpić z siebie.
Ktoś, kto nie choruje na nerwicę nawet nie wyobraża sobie, jak straszna jest to choroba i do jakiego stopnia irracjonalna.

No ale ona w człowieku jest i będzie, tylko należy znaleźć na nią konkretny sposob taki typowo pod siebie.

89

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...

Sposoby mam, ale do zera jej nie zbiłam. Jest lepiej niż 10 czy 20 lat temu, ale jednak zdarza się, że objawy są, może nie tak silne jak kiedyś i nie tak długie.
Najgorzej działa na mnie, jak mam długi okres jakiejś konfliktowej sytuacji, która trwa i trwa i nic z nią nie mogę zrobić.
Jakoś się zawsze wstydziłam tych objawów  im byłam młodsza tym bardziej.
Byłam na terapii, jeśli więc objawy mają tendencje do nawrotów, to znaczy, że terapia nie zadziałała?
Co do terapii to słyszałam głosy od tych, że terapia pomaga do takich, że terapia nie działa, bo tylko człowiek sam z siebie jeśli chce może się  zmienić a do tego terapia jest niepotrzebna. Ile osób było w terapii rok i ma świetne rezultaty, a ile chodzi latami I wciąż grzebie się w problemach, a nerwica jak była tak jest. Sama uważam, że krótka terapia, powiedzmy roczna niech będzie dwuletnia może być. Ale jak słyszę, że 10 lat ktoś chodzi i nadal rozgrzebuje przeszłość, płacze, albo nadal ma problemy, ciągle i ciągle i ciągle rozmawia o nich  na terapii, to nue wiem co myśleć.
Albo terapia jest nieodpowiednią  albo zły terapeuta. Albo pacjent, bo jakby chciał, toby już dawno sam wyzdrowiał.

90 Ostatnio edytowany przez ulle (2022-08-07 12:38:09)

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...

No to wypracowałas sobie całkiem niezły efekt.
Jeśli chodzi o tę terapie, to być może wyjdę teraz na ciemnogród, bo terapie są przecież takie modne, ale ja mam dość wyrobione zdanie na ich temat. Też próbowałam z terapiami i owszem, jednak ja miałam " szczęście" trafiać na takie terapeutki, że nawet ja z tamtego okresu od razu wiedziałam, że to raczej one wymagają terapii, a nie ja, chociaż czułam się naprawdę ciężko chora na głowę.
Człowiek sam musi wypłynąć na powierzchnię, gdyż tylko tak ma największą szansę na to, by wyjść cało z kryzysu.
Przydaje się czasem czyjąś silna dłoń albo gałąź, żeby było się czego chwycić, ale pod warunkiem, że będzie to rzeczywiście silna reka, a nie terapeutka, która już na pierwszy rzut oka robi wrażenie, już nie chce pisać, jakie dokładnie.
Dla mnie taka silna ręką, która uchwycilam był konkretny człowiek, ale nie terapeutka i przede wszystkim wiedza, która przyswajalam z ogromnym zapałem i szybkością. Czego to ja wtedy nie czytałam, gdzie to ja swojego nosa wtedy nie wsciubilam, wszystko po to, żeby jak najszybciej dowiedzieć się, w czym tkwię i z czym się mierzę.
Gdybym stała bezradnie i polegała na terapiach, to dzisiaj chodziłabym po świecie w samych skarpetkach, ogolona z kasy i dalej niczego bym nie rozumiała.
Dekadę na terapii?
No cóż, niektórzy ludzie mają tak dużo kasy, że sami nie wiedzą, jak ja wydawać.
Myślenie u tych ludzi też chyba cieniutkie, bo chyba nawet dziecko pojeloby, że coś za długo trwa ta terapia.
Chodzą i rozgrzebują wszystkie swoje rany, potem w domu miedla temat na nowo i użalają się nad sobą, aż do następnej sesji u terapeuty.
W ten sposób tacy ludzie nigdy nie pozbędą się objawów somatycznych, jakie daje nerwica. We wszystkim trzeba znać umiar i nauczyć się też korzystać z szarych komórek, a nie iść po najmniejszej linii oporu i polegać na tym, że terapeuta rozwiąże problem.

91

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...
ulle napisał/a:

Chodzą i rozgrzebują wszystkie swoje rany, potem w domu miedla temat na nowo i użalają się nad sobą, aż do następnej sesji u terapeuty.
W ten sposób tacy ludzie nigdy nie pozbędą się objawów somatycznych, jakie daje nerwica. We wszystkim trzeba m.

To mi właśnie przeszkadzało to ciągle wracanie do dzieciństwa. Rozumiem poświęcić temu ilestam sesji, ale ciągle to rozdrapywać w pewnym momencie było już dla mnie bez sensu. Bo nadal się czułam źle gdy o tym mówiłam, niezależnie czy to była 5 sesja czy 15ta. Na terapii jaka miałam wolałam skupiać się na obecnych problemach i sposobie reakcji i radzenia sobie z nimi, niż kolejny miesiąc grzebanie w przeszłych rzeczach, które miały miejsce 25 lat temu.
Chociaż na plus muszę przyznać, że poznałam schematy i dowiedzialam się analizując daleką przeszłość, dlaczego reaguje tak a nie inaczej, bo już myślałam, że mam to wrodzone a wtedy nie widziałabym żadnej szansy i sensu pracy nad sobą.
Ogólnie jestem sceptycznie nastawiona do pracy nad wewnętrznym dzieckiem w moim przypadku. Teraz mam swoje problemy. Czy umiałabym teraz rozwiązać swoje problemy gdy miałam 7 czy 12 lat? Tak.
Czy jakbym się cofnęła w czasie i znowu była 7 czy 12latką bez wiedzy tej, która mam jako 45 latka, czy byłoby inaczej? Nie, byłoby dokładnie tak samo.
Noe ma więc sensu tego przepracowywać bo wtedy było tak a teraz jest inaczej.
Jak dla mnie najbardziej pomocne było zrozumienie objawów somatycznych dlaczego je mam i to w takiej formie, bo już latałam po lekarzach i nie wiedziałam co mi jest.

92 Ostatnio edytowany przez ulle (2022-08-07 14:06:59)

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...

To prawda - do pewnego momentu może i jest sens grzebać się w wydarzeniach z dalekiej przeszłości, by być może zobaczyć coś więcej ze swoim jego dzieciństwa, jednak czy trzeba robić to w nieskończoność?
Każdy człowiek niezależnie od wieku postępuje zawsze tak, jak w danej chwili uważa za najlepsze dla siebie. Mało kto mowi sobie " ok, mam teraz taka sprawę do rozgryzienia, wobec tego zrobię tak, żeby dowalić sobie jak najwięcej, żeby było było tak źle, jak to tylko jest możliwe '.
No tak raczej nikt nie myśli, nawet dzieci tak nie myślą.
Pisze o normie, bo wiadomo, że są i tacy, którzy uważają, że im więcej problemów sobie dołożą, tym lepiej dla nich.
Gdybyś więc dzisiaj cofnęła się o trzy dekady i miała rozum taki, jaki miałaś wtedy, to przecież postąpiłabys dokładnie tak samo, jak trzydzieści lat temu.
Gdybyś jednak cofnęła się aż tak daleko w czasie, ale miała rozum taki, jak dzisiaj, to na pewno postąpiłabys inaczej.
Czy trzeba chodzić do psychologa, żeby pojąć coś tak oczywistego? Takie rzeczy powinno się po prostu wiedzieć, wystarczy logicznie pomyśleć.
Tak więc zgadzam się z tym, co napisałaś.

Ja też odwiedziłam wtedy mnóstwo specjalistów i na tamtym etapie, żeby dowiedzieć się na co dokładnie jestem chora wspomagałam się też internetem.
To dopiero była jazda.
Były momenty, iż wyobrażałam sobie, że jestem chora na wszystko.
Niewiele wiedziałam wtedy na temat nerwicy, więc nie mogłam pojąć, jakim cudem ciągle żyje mając takie objawy, jakie miałam.
Czasem wystarczyło, że tylko pomyślałam o jakimś objawie nie mając go w danym momencie i nie mijała sekunda, a ja już go miałam, jak na życzenie.
Czysty obłęd.

93

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...

Ulle-nie pamiętam, Ty jesteś w związku?Maszdxieci? Męża? Czy sama jesteś?
Pytam bo jeśli nasz partnera, to jak on reaguje na nerwice?

94

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...
rossanka napisał/a:

Ulle-nie pamiętam, Ty jesteś w związku?Maszdxieci? Męża? Czy sama jesteś?
Pytam bo jeśli nasz partnera, to jak on reaguje na nerwice?

Jestem sama i że tak powiem po trosze z własnego wyboru, a troszkę dlatego, że nie mam nikogo sensownego do wyboru.
Miałam dwóch mężów i parę różnej maści mniejszych lub większych związków albo parazwiazkow, w tym jeden bardzo długi i bardzo toksyczny, zakończony z mojego wyboru i bez żadnego żalu.
Moja nerwicę znoszą raczej takie osoby jak córka czy zięć albo powinowaci lub znajomi.
Ciężko żyje się z taką osobą jak ja, ponieważ ludzie wolą otaczać się jednostkami od których bije pozytywna energia, taka płynąca prosto z ich serca, z ich natury, a nie takimi, którzy podszyci są strachem. Wyczuwamy przecież nastroje innych. Zarówno śmiech, dobry humor, jak i strach udzielają się innym.
Jak większość ludzi chorujących na nerwicę tak i ja jestem bardzo egocentryczna i to może być dla kogoś mega wkurzające.
Z jednej strony niby nie lubię robić wokół siebie dużo szumu, jednak z drugiej strony drażni mnie, jeśli w moim otoczeniu jest ktoś, kto wymaga większego zainteresowania niż ja.
Jeśli chodzi o Ciebie, to pamiętam, że jesteś sama, masz wielki problem ze znalezieniem właściwego mężczyzny dla siebie i z każdym rokiem wizja samotnego życia przeraża Cię coraz bardziej.
Mnie bardziej przeraża wizja życia z kimś niż samej.

95

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...

Ja cierpię na nerwicę lękową ale od prawie  2 lat nie mam żadnych jej symptomów. Mysle ze to kwestia zarówno dobrze dobranych leków jak o psychoterapii. Wiadomo ogolnie martwię się różnymi rzeczami albo czuję lęk ze np moje dziecko zachoruje ale to jest taki normalny zdrowy strach a nie wewnętrzna trzesawka, dusznosc i kołatanie serca.
Martwiłam się trochę o to że po adopcji dziecka objawy nerwicy się pojawią ponownie ale nic takiego nie miało póki co miejsca:)

96

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...
ulle napisał/a:
rossanka napisał/a:

Ulle-nie pamiętam, Ty jesteś w związku?Maszdxieci? Męża? Czy sama jesteś?
Pytam bo jeśli nasz partnera, to jak on reaguje na nerwice?

Jestem sama i że tak powiem po trosze z własnego wyboru, a troszkę dlatego, że nie mam nikogo sensownego do wyboru.
Miałam dwóch mężów i parę różnej maści mniejszych lub większych związków albo parazwiazkow, w tym jeden bardzo długi i bardzo toksyczny, zakończony z mojego wyboru i bez żadnego żalu.
Moja nerwicę znoszą raczej takie osoby jak córka czy zięć albo powinowaci lub znajomi.
Ciężko żyje się z taką osobą jak ja, ponieważ ludzie wolą otaczać się jednostkami od których bije pozytywna energia, taka płynąca prosto z ich serca, z ich natury, a nie takimi, którzy podszyci są strachem. Wyczuwamy przecież nastroje innych. Zarówno śmiech, dobry humor, jak i strach udzielają się innym.
Jak większość ludzi chorujących na nerwicę tak i ja jestem bardzo egocentryczna i to może być dla kogoś mega wkurzające.
Z jednej strony niby nie lubię robić wokół siebie dużo szumu, jednak z drugiej strony drażni mnie, jeśli w moim otoczeniu jest ktoś, kto wymaga większego zainteresowania niż ja.
Jeśli chodzi o Ciebie, to pamiętam, że jesteś sama, masz wielki problem ze znalezieniem właściwego mężczyzny dla siebie i z każdym rokiem wizja samotnego życia przeraża Cię coraz bardziej.
Mnie bardziej przeraża wizja życia z kimś niż samej.

Wow dwóch mężów?
I ilustam partnerów?
To ja sama jak już czytałaś i tak dobiją mnie to. Po prostu brakuje mi obecności obok. Sama ze sobą nie pogadam, nie pochodzę za rękę, nie pouprawiam seksu, wiem,że żaden facet w domu nie czeka, ani też nie poopowiadam mu jak mi minął dzień, nie wymienię się myślami, nie okaże mu czułości i dotyku. To frustrujące a po 10 latach chyba jeszcze bardziej niż na początku.

97

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...
feniks35 napisał/a:

Ja cierpię na nerwicę lękową ale od prawie  2 lat nie mam żadnych jej symptomów. Mysle ze to kwestia zarówno dobrze dobranych leków jak o psychoterapii. Wiadomo ogolnie martwię się różnymi rzeczami albo czuję lęk ze np moje dziecko zachoruje ale to jest taki normalny zdrowy strach a nie wewnętrzna trzesawka, dusznosc i kołatanie serca.
Martwiłam się trochę o to że po adopcji dziecka objawy nerwicy się pojawią ponownie ale nic takiego nie miało póki co miejsca:)

To ja lęki miałam ostatnio chyba pod koniec 2018 roku, brałam je około 3 miesięcy. Spowodowane to było stresem(w przeciągu dwóch tygodni zmarły 2 znajome osoby, jedna na raka druga nagle)jakiś mnie to dobiło. Wiem wiem, powiecie, że ludzie umierają ciągle, ale jakoś tak to przeżyłam.
Co do dzieci to dlaczegobys miała dostać nerwicy po adopcji? Chyba, że z ekscytacji i radości. Ja mam tak, że mogę dostać np silnych miłości czy zawrotów głowy, jak się bardzo ale to bardzo ciesze-cos jakby z emocji, albo jestem czymś podekscytowana. To też miałam od dziecka.
To, że się matrfisz, że Twoje dziecko zachoruje-to akurat myślę, że wielu rodziców ma takie obawy, więc nerwica nie.ma tu nic do rzeczy, chyba, żebyś wymyślała całkiem już szalone i czarne scenariusze.
Adopcji jakoś nie planowalam, ale kiedyś tam.zainteresowalam się tym tematem. Słabo wyszłam, bo partnera, męża brak, wiek 40 plus haczyk, no i w przeszłości leczenie u psychiatry(tu nie byłam pewna, czy nie byłoby to przeszkoda). O zywiscie nawet jakbym miała męża, niemowlaka już bym nie "dostala" ale jak myślę to mógłby być przedszkolak albo i 7 latek.
W każdym razie takie tylko gdybanie.

98

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...
rossanka napisał/a:
feniks35 napisał/a:

Ja cierpię na nerwicę lękową ale od prawie  2 lat nie mam żadnych jej symptomów. Mysle ze to kwestia zarówno dobrze dobranych leków jak o psychoterapii. Wiadomo ogolnie martwię się różnymi rzeczami albo czuję lęk ze np moje dziecko zachoruje ale to jest taki normalny zdrowy strach a nie wewnętrzna trzesawka, dusznosc i kołatanie serca.
Martwiłam się trochę o to że po adopcji dziecka objawy nerwicy się pojawią ponownie ale nic takiego nie miało póki co miejsca:)

To ja lęki miałam ostatnio chyba pod koniec 2018 roku, brałam je około 3 miesięcy. Spowodowane to było stresem(w przeciągu dwóch tygodni zmarły 2 znajome osoby, jedna na raka druga nagle)jakiś mnie to dobiło. Wiem wiem, powiecie, że ludzie umierają ciągle, ale jakoś tak to przeżyłam.
Co do dzieci to dlaczegobys miała dostać nerwicy po adopcji? Chyba, że z ekscytacji i radości. Ja mam tak, że mogę dostać np silnych miłości czy zawrotów głowy, jak się bardzo ale to bardzo ciesze-cos jakby z emocji, albo jestem czymś podekscytowana. To też miałam od dziecka.
To, że się matrfisz, że Twoje dziecko zachoruje-to akurat myślę, że wielu rodziców ma takie obawy, więc nerwica nie.ma tu nic do rzeczy, chyba, żebyś wymyślała całkiem już szalone i czarne scenariusze.
Adopcji jakoś nie planowalam, ale kiedyś tam.zainteresowalam się tym tematem. Słabo wyszłam, bo partnera, męża brak, wiek 40 plus haczyk, no i w przeszłości leczenie u psychiatry(tu nie byłam pewna, czy nie byłoby to przeszkoda). O zywiscie nawet jakbym miała męża, niemowlaka już bym nie "dostala" ale jak myślę to mógłby być przedszkolak albo i 7 latek.
W każdym razie takie tylko gdybanie.

Do dlugo sobie dobrze radzisz z nerwicą. Znaczy ze jest ładnie ujarzmiona.
Martwiłam się nie tyle adopcją co przewrotem życia związanym z nią. Jestem po 40stce a mam małą w sumie córeczkę ( 2latka). To jednak wyzwanie dla niemłodej już mamy wink Bałam się czy sprostam, czy jej nie zawiodę  i czy nie dostanę jakiś ataków nerwicy w związku z tym stresem. Ale mimo dużego tempa i wymagającej opieki psychicznie jest spoko. Nie że zawsze jestem usmiana ale to wiadomo jak to w życiu. Bywają wzloty i dołki. Ale to takie standardowe dołki rodzicielskie a nie nerwicowe.
Co do adopcji to jako samotna możesz adoptować. Wszystko zależy od Ośrodka Adopcyjnego. Co do wieku niemowlę to nie będzie ale wcale nie musi być mega duże dziecko. Patrz ja. Predzej na wiek zaproponowanego dziecka moze miec wplyw samotne rodzicielstwo.
No i moja nerwica nie byla problemem. Osrodek wiedzial o niej i leczeniu. Musialam oczywiscie dac zaswiadczenie od mojego lekarza ze jestem w dobrej formie i pod kontrolą jedynie profilaktyczną, na niewielkiej dawce leków.
Nie namawiam oczywiście bo to bardzo indywidualna kwestia ale tak informacyjnie piszę smile

99

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...

Sam mam nerwice natrectw i osobiscie nie przeszkadzalo by mi zwiazac sie z kims o takiej samej badz podobnej chorobie wink Nie wiem jakbym na to patrzyl gdybym byl zdrowy ale uwazam ze jesli osoba jest w miare ogarnieta i sobie radzi w zyciu zawodowo, spolecznie itp. to nie wiedze problemu zeby sie z taka osoba zwiazac wink Ludzie nie sdaja sobie sprawy ile osob ma teraz zaburzenia emocjonalne, wg statystyk 30 % osob w spoleczenstwie ma problemy psychiczne a to tylko statystyki...

100 Ostatnio edytowany przez rossanka (2022-08-08 10:38:08)

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...

Feniks-tak tylko pytam, na razie żadnych planów nie mam, ale cis mi kiedyś przemknelo przez głowę.
Pawl-mysle, że takich isob jest więcej, tylko nigdy nie były zdiagnozowane, wiec nawet nie widzą, że cos im jest. Coś jak siedzisz w domu, płaczesz, nie możesz jesc i spac, nie nasz na nic siły i tak przez parę miesięcy. Jak pójdziesz do psychiatry może okazać się, że to depresja, jak nie pójdziesz, to będziesz mieć po prostu bardzo zły okres w życiu.

101

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...
rossanka napisał/a:

Feniks-tak tylko pytam, na razie żadnych planów nie mam, ale cis mi kiedyś przemknelo przez głowę.
Pawl-mysle, że takich isob jest więcej, tylko nigdy nie były zdiagnozowane, wiec nawet nie widzą, że cos im jest. Coś jak siedzisz w domu, płaczesz, nie możesz hest i soac, nie nasz na nic siły i tak przez parę miesięcy. Jak pójdziesz do psychiatry może okazać się, że to depresja, jak nie pójdziesz, to będziesz mieć po prostu bardzo zły okres w życiu.

rossanka dokaldnie, wiele osob sie nie diagnozuje albo diagnozuje ale pozno... mieszkam kolo krakowa i jak ide czasami do lekarza to sie dziwie ze tacy zwyczajni ludzie a maja problemy psychiczne.

102

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...
Pawl1207 napisał/a:
rossanka napisał/a:

Feniks-tak tylko pytam, na razie żadnych planów nie mam, ale cis mi kiedyś przemknelo przez głowę.
Pawl-mysle, że takich isob jest więcej, tylko nigdy nie były zdiagnozowane, wiec nawet nie widzą, że cos im jest. Coś jak siedzisz w domu, płaczesz, nie możesz hest i soac, nie nasz na nic siły i tak przez parę miesięcy. Jak pójdziesz do psychiatry może okazać się, że to depresja, jak nie pójdziesz, to będziesz mieć po prostu bardzo zły okres w życiu.

rossanka dokaldnie, wiele osob sie nie diagnozuje albo diagnozuje ale pozno... mieszkam kolo krakowa i jak ide czasami do lekarza to sie dziwie ze tacy zwyczajni ludzie a maja problemy psychiczne.

Jak chodziłam do psychiatry różni ludzie się zdarzali. Ale jak mówisz, normalni, czasami się porozmawiało. Ze  dwa razy były to chyba osoby zaburzone, w mocno zaawansowanym wieku, przychodzące z opiekunami, nie wiem może miały już jakaś demencję.

103

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...
rossanka napisał/a:
Pawl1207 napisał/a:
rossanka napisał/a:

Feniks-tak tylko pytam, na razie żadnych planów nie mam, ale cis mi kiedyś przemknelo przez głowę.
Pawl-mysle, że takich isob jest więcej, tylko nigdy nie były zdiagnozowane, wiec nawet nie widzą, że cos im jest. Coś jak siedzisz w domu, płaczesz, nie możesz hest i soac, nie nasz na nic siły i tak przez parę miesięcy. Jak pójdziesz do psychiatry może okazać się, że to depresja, jak nie pójdziesz, to będziesz mieć po prostu bardzo zły okres w życiu.

rossanka dokaldnie, wiele osob sie nie diagnozuje albo diagnozuje ale pozno... mieszkam kolo krakowa i jak ide czasami do lekarza to sie dziwie ze tacy zwyczajni ludzie a maja problemy psychiczne.

Jak chodziłam do psychiatry różni ludzie się zdarzali. Ale jak mówisz, normalni, czasami się porozmawiało. Ze  dwa razy były to chyba osoby zaburzone, w mocno zaawansowanym wieku, przychodzące z opiekunami, nie wiem może miały już jakaś demencję.

A to juz nie chodzisz do lekarza? Czyli sie wyleczylas tak? Ja chodze caly czas niestety...

104

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...
Pawl1207 napisał/a:
rossanka napisał/a:
Pawl1207 napisał/a:

rossanka dokaldnie, wiele osob sie nie diagnozuje albo diagnozuje ale pozno... mieszkam kolo krakowa i jak ide czasami do lekarza to sie dziwie ze tacy zwyczajni ludzie a maja problemy psychiczne.

Jak chodziłam do psychiatry różni ludzie się zdarzali. Ale jak mówisz, normalni, czasami się porozmawiało. Ze  dwa razy były to chyba osoby zaburzone, w mocno zaawansowanym wieku, przychodzące z opiekunami, nie wiem może miały już jakaś demencję.

A to juz nie chodzisz do lekarza? Czyli sie wyleczylas tak? Ja chodze caly czas niestety...

Teraz nie, ostatnio 4 lata temu, jak miałam nawrót wynagający leczenia, ja już poznaje kiedy muszę iść, a kiedy mi przejdzie.

105

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...
rossanka napisał/a:
Pawl1207 napisał/a:
rossanka napisał/a:

Jak chodziłam do psychiatry różni ludzie się zdarzali. Ale jak mówisz, normalni, czasami się porozmawiało. Ze  dwa razy były to chyba osoby zaburzone, w mocno zaawansowanym wieku, przychodzące z opiekunami, nie wiem może miały już jakaś demencję.

A to juz nie chodzisz do lekarza? Czyli sie wyleczylas tak? Ja chodze caly czas niestety...

Teraz nie, ostatnio 4 lata temu, jak miałam nawrót wynagający leczenia, ja już poznaje kiedy muszę iść, a kiedy mi przejdzie.

A moge zapytac w jakim miescie mieszkasz? Ja kolo krakowa wiec tutaj jest duzo placowek psychiatrycznych, generalnie wsparcie w tym miescie osob z problemami psychocznymi jest nie najgorsze wink

106

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...

Ross od jakiegoś miesiąca masz ataki widoczne nawet przez internet...

107

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...
Pawl1207 napisał/a:
rossanka napisał/a:
Pawl1207 napisał/a:

A to juz nie chodzisz do lekarza? Czyli sie wyleczylas tak? Ja chodze caly czas niestety...

Teraz nie, ostatnio 4 lata temu, jak miałam nawrót wynagający leczenia, ja już poznaje kiedy muszę iść, a kiedy mi przejdzie.

A moge zapytac w jakim miescie mieszkasz? Ja kolo krakowa wiec tutaj jest duzo placowek psychiatrycznych, generalnie wsparcie w tym miescie osob z problemami psychocznymi jest nie najgorsze wink

Ja tu latami nie pisze gdzie mieszkam smile

108

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...
rossanka napisał/a:
Pawl1207 napisał/a:
rossanka napisał/a:

Teraz nie, ostatnio 4 lata temu, jak miałam nawrót wynagający leczenia, ja już poznaje kiedy muszę iść, a kiedy mi przejdzie.

A moge zapytac w jakim miescie mieszkasz? Ja kolo krakowa wiec tutaj jest duzo placowek psychiatrycznych, generalnie wsparcie w tym miescie osob z problemami psychocznymi jest nie najgorsze wink

Ja tu latami nie pisze gdzie mieszkam smile

To napisz na priv, moze udalo by sie nam zapoznac jakos? Co Ty na to?

109

Odp: Czy związalibyście się z osobą,która...

Napisz ! Napisz! Ross Co Ci szkodzi? :-)

Posty [ 66 do 109 z 109 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy związalibyście się z osobą,która...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026