netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Zniszczylam swoje zycie

3 038 odpowiedzi418 625 wyświetleńzałożony przez kroteczka, 12.11.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zniszczylam swoje zycie

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 … 47 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 196 do 260 z 3 039 ]

196

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Beben69 a jak u ciebie się skonczylo?
Ja caly czas mam z nim kontakt wiec tesknie tylko weekendami i troche wieczorami. Jednak wiem ze zwiazek z nim nie da mi szczescia. Bo nie potrafię budowac na gruzach. Po prostu za pozno się spotkalismy szkoda bo mialabym z nim idealne zycie - jestesmy tak podobni do siebie ze to az przerazajace. Poza tym on jest jak moj ojciec - silny mądry wesoły.
Piszecie ze jestem jak nastolatka - ale to trwa juz od lat i nie mija. To nie jest świeże zafascynowanie ja go swietnie znam. Znam cale jego dziecinstwo opowiadal mi o swoich studiach i szalenstwach mlodosci. Wiem co lubi czego nie. Przegadalismy wiele wiele godzin pewnie z 10 godzin tygodniowo przez tyle lat.  Wiele małżeństw tyle ze sobą nie rozmawia - mowie tu o jakosciowej rozmowie a nie kup to kup tamto. On tez wie ze to straszne co nas spotkalo nie sądzę ze swiadomie tego chcial. Wierze ze tu nie chodzi o seks ale o bliskość z drugim człowiekiem.
Chociaz po tych wszystkich postach zaczynam mieć wątpliwości - jesli chodzilo o zaliczenie to naprawdę sie zalamie. Tylko po co zalicza i zalicza od miesiecy moze powinien poszukac sobie świeżego mieska jak to wulgarnie nazywacie.

Kroteczko....

tez pracujemy razem.... w innych działach, ale przy wielu zadaniach razem
tez sie znamy wiele, wiele lat.... ok 15
wiele razy sie wspieralismy, szczegolnie zawodowo, i prywatnie
nie planowalismy tego co nas spotkalo, oboje jestemy zajeci
ja sie zakochalam na pewno (mysle, ze bylam zanim do tego doszlo)
on nie wiem, ale na pewno potrzebowal mojej bliskosci

wiem, też że zawsze mielismy sie ku sobie, przynajmniej tak nas otoczenie ocenialo, lublismy przebywac w swoim towarzystwie 
Teraz jest na urlopie
Nas do "rozstania" przymusilo życie, nie moge napisac jakie byly przyczyny, bo moglabym zostac rozpoznana

Strasznie za nim tęsknię, i naprawdę z róznych względów wolałabym, żeby nie było tego pierwsszego razu, także dlatego, że nie wiedziałąbym jak może być

Zjedzą mnie tu.... 

Współczuję Ci bo wiem, jak się męczysz

197 Ostatnio edytowany przez bullet (2014-11-20 19:26:37)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Beben69 napisał/a:

..naprawdę z róznych względów wolałabym, żeby nie było tego pierwsszego razu..

Autorka tego wątku wg. mnie sprawia wręcz odwrotne wrażenie

198 Ostatnio edytowany przez kicur (2014-11-20 20:36:41)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
znikam napisał/a:

porozmawiaj z nim bo możesz tego kiedyś żałować że nie spróbowałaś, przynajmniej może ......... będziecie na stopie przyjacielskiej. Z dużym naciskiem na MOŻE. Teraz jest okazja później może jej nie być. Mówię z własnego doświadczenia.
Pozdrawiam

Oo jesteś ta cipą mężem żony i jej kochankiem. Bullet twoje rady raczej przez nią nie zostaną wysłuchane.

199

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kicur napisał/a:

Oo jesteś ta cipą mężem żony i jej kochankiem. ...

To też do mnie ?

200

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Beben69 a ile u was trwal romans? Wydalo się?  On teskni tak jak ty? Czy nie wiesz? Jak mozesz tak zyc?

Piszecie ze pisze tylko o nim i o nim a potem o sobie a o dzieciach i mezu nic. Ale to dla meza i dzieci chce uzdrowic wszystko. Dlaczego sie z nim hajtnelam? Chyba tak z przyzwyczajenia.  W zasadzie go kochalam ale nie bylo w tym namietnosci fascynacji. Myslalam ze takie rzeczy to tylko w filmach. Az poznalam jego.
A dzieci one sa najważniejsze dla nich wszystko robie i dla nich żyję jeszcze. 
Mąż jest fajnym człowiekiem ma mnóstwo kolezanek a nawet przyjaciółek.  Jest dla mnie bardzo wazny. Bo tyle lat z nim przezylam.

Ja tez żałuję pierwszego razu od tamtej pory w zasadzie jestem nieszczęśliwa.

201

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Beben69 a jak u ciebie się skonczylo?
Ja caly czas mam z nim kontakt wiec tesknie tylko weekendami i troche wieczorami. Jednak wiem ze zwiazek z nim nie da mi szczescia. Bo nie potrafię budowac na gruzach. Po prostu za pozno się spotkalismy szkoda bo mialabym z nim idealne zycie - jestesmy tak podobni do siebie ze to az przerazajace. Poza tym on jest jak moj ojciec - silny mądry wesoły.
Piszecie ze jestem jak nastolatka - ale to trwa juz od lat i nie mija. To nie jest świeże zafascynowanie ja go swietnie znam. Znam cale jego dziecinstwo opowiadal mi o swoich studiach i szalenstwach mlodosci. Wiem co lubi czego nie. Przegadalismy wiele wiele godzin pewnie z 10 godzin tygodniowo przez tyle lat.  Wiele małżeństw tyle ze sobą nie rozmawia - mowie tu o jakosciowej rozmowie a nie kup to kup tamto. On tez wie ze to straszne co nas spotkalo nie sądzę ze swiadomie tego chcial. Wierze ze tu nie chodzi o seks ale o bliskość z drugim człowiekiem.
Chociaz po tych wszystkich postach zaczynam mieć wątpliwości - jesli chodzilo o zaliczenie to naprawdę sie zalamie. Tylko po co zalicza i zalicza od miesiecy moze powinien poszukac sobie świeżego mieska jak to wulgarnie nazywacie.

Teraz nie jest już ważne, czym się kierował dążąc ze swojej strony do przeniesienia Waszych relacji z poziomu przyjacielskich pogaduszek, na poziom klasycznego romansu z mężatką.
Nieważne również, że marzysz o codziennym życiu z nim, jak o niczym wcześniej.
Ważne jest natomiast, to, co Ty z tym wszystkim zrobisz.

Na razie widzę pobożne życzenie na użytek "nakarmienia" wyrzutów sumienia, ale natychmiast cały zestaw walorów kochanka, które wciąż Cię uskrzydlają i nie dopuszczają do głosu świadomości wielkiego prawdopodobieństwa tego, że - tak naprawdę - nie jesteś wcale wyjątkowa.
Że podzielisz los innych kochanek, gotowych poświęcić wszystko z przekonania, że "nie, on taki nie jest".
Dlatego zaproponowałem, byś poczytała wątek Gabrychy.
Ale poczytać możesz też Pinezkę i jeszcze inne.

Pozdrawiam.

202

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Wiesz dlaczego kreci cie tak kochas, bo nie jestes z nim na codzien tylko z doskoku... Wciska ci kity a ty to lykasz jak mlody pelikan... Mowisz ze robisz to dla dzieci...bawiac sie z nimi ciagle myslisz kochanku to faktycznie robisz to dla dzieci... Tylko pozazdroscic im takiej mamusi.

203

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Ale to dla meza i dzieci chce uzdrowic wszystko.

Jak chcesz uzdrowić relacje z mężem, skoro w Twoich oczach na tle kochanka wypada tak żałośnie i blado?
Zero namiętności, zero fascynacji..nuda i przyzwyczajenie- tak widzisz tego człowieka. Przykre.

No więc JAK chcesz tego dokonać?

204 Ostatnio edytowany przez spanowany (2014-11-20 21:52:55)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

negujecie ją, a ona super babka, ale pogubiona, może rzeczywiście ten jej mąż to nie wypał, a teraz ma jego, pasują do siebie? nie wiem. Może powinna rozpierdolić to wszystko bo to ułuda, a kochanek to prawda, .... oby cię kochał, tak jak kochają cię dzieci, ale wiesz co, dzieci to tylko taka przeszkadzaj-ka , daj upust swoim żądzom. Jedno pytanie co on najbardziej lubi w waszym sexsie? llizanko czy bzykanko? ale tak ostro czy raczej tak delikatnie, a może masz podczas stosunku okulary i to go kręci, daj tel do niego albo emaila to się zapytam, może jak nie ty, to on się obudzi. Ja inaczej już nie potrafię...

205

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Hehe jezeli faktycznie maz to niewypal to tym bardziej powinna go zostawic i zwiazac sie z kochasiem...a i niech mezusiowi zostawi dzieci bo pewnie kochankowi beda przeszkadzac...bo Kroteczka nie bedzie mogla mu sie oddawac tak jak do tej pory

206

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Excop dziękuje ci za twoje posty. Rozumiem ze duzo przeszedłes a jednak masz takie spokojne podejscie do sprawy. Powiedz mi dlaczego uwazasz ze zawsze czy prawie zawsze facet ma takie instrumentalne podejscie do kochanki? Czyli kazda czy prawie kazda kochanka skazana jest na niepowodzenie? Czy z tego co opisalam uwazasz ze on chcial mnie wykorzystać?  Zaciagnac do lozka? Uwierz mogl miec duzo latwiejsze zdobycze, chetne. Po co by to robil skoro jest takim niby perfidnym czlowiekiem? Po co mu taki wysilek byl skoro chodzilo tylko o zaliczenie. W tym czasie mogl zaliczyc kilka. Nie rozumiem tego , wszyscy piszą "on chcial zaliczyc" ale to do mnie nie przemawia.  Co oczywiście nie zmienia faktu ze zniszczyl mi zycie przy mojej pomocy oczywiście.
Jak to widzisz Excop ? Jakie mogly być jego motywy? Tylko napisz pls na podstawie moich opisow a nie twojego osadu nt mężczyzn.

207

Odp: Zniszczylam swoje zycie

A więc jesteś uzaleźniona  -  pierwszy raz był Twoim błędem ,za drugim moźe mówiłaś sobie "dziś seksu nie będzie ale za kaźdym razem to coś było silniejsze.

Oglądałam dziś film dokumentalny o księdzu któryvpo 27 latach bycia księdzem zakochał się w swoiej parafiance.Miał odwagę aby dokonać wyboru - wybrał miłość do kobiety.Oczywiście poniósł konsekwencje- nie jest juź księdzem.

208 Ostatnio edytowany przez bullet (2014-11-20 23:14:48)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Excop dziękuje ci za twoje posty. Rozumiem ze duzo przeszedłes a jednak masz takie spokojne podejscie do sprawy. Powiedz mi dlaczego uwazasz ze zawsze czy prawie zawsze facet ma takie instrumentalne podejscie do kochanki? Czyli kazda czy prawie kazda kochanka skazana jest na niepowodzenie? Czy z tego co opisalam uwazasz ze on chcial mnie wykorzystać?  Zaciagnac do lozka? Uwierz mogl miec duzo latwiejsze zdobycze, chetne. Po co by to robil skoro jest takim niby perfidnym czlowiekiem? Po co mu taki wysilek byl skoro chodzilo tylko o zaliczenie. W tym czasie mogl zaliczyc kilka. Nie rozumiem tego , wszyscy piszą "on chcial zaliczyc" ale to do mnie nie przemawia.  Co oczywiście nie zmienia faktu ze zniszczyl mi zycie przy mojej pomocy oczywiście.
Jak to widzisz Excop ? Jakie mogly być jego motywy? Tylko napisz pls na podstawie moich opisow a nie twojego osadu nt mężczyzn.

Tu jest problem W TOBIE !!! ZNÓW GO BRONISZ !!! Nie zastanawiasz się nad tym jak ratowac rodzinę, lecz dlaczego on akurat Ciebie bzyka. Ja Ci powiem, bo może, bo mu dajesz.
Jeden w pracy w przerwie idzie na lunch, a inny bzyka kroteczkę.

Zrób to co Ci proponujemy, zostaw męża, rozwiedź się i idź do kochanka. Na 100 %, że jak mu tak przedstawisz sprawę to odwinie się i tyle będzie z niego.
Usłyszysz "źle mnie zrozumiałaś", "nie o to chodziło" lub w wersji oszczędnej "no co Ty ?", "Ty poważnie ?".
Gdyby naprawdę wiązał z Tobą swoje plany, już dawno zostawiłby niekochaną żonę.
Napisałaś "Bo może mieć inne" ... pewnie, i jeszcze niejedną mieć będzie.
Zdradza żonę, zdradzałby Ciebie.

209

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Nie zastanawiasz się nad tym jak ratowac rodzinę tylko dlaczego on Cię bzyka.

Miałam to samo pisać smile
autorka tez pominęła moje niewygodne pytania. Strata czasu ludziska. Ona prędzej książkę o kochanku wyda niż cokolwiek z tym realnie zrobi.

210

Odp: Zniszczylam swoje zycie

kroteczka, Twoje analizowanie przyczyn zachowania eks'a skutecznie zapobiega zajęciu się własną osobą i rozwiązaniem problemów zależnych od Ciebie.

211

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Kro , czy ty potrafisz czasem o sobie myśleć>? Jeszcze raz i ostatni raz ...powtarzam On nie określa twego istnienia. Ty to robisz, nie szukaj głaskania tylko włącz myślenie, kto ci tu robi dobrze smile Mówię ci byś wyłączyła emocje z nim związane... jeśli nadal po przerwie o nim myślisz to biegnij do niego, jeśli udało się włączyć też myślenie o mężu to ratuj siebie i swoją rodzinę.
Sex to cudowna sprawa , ale nie da się bzykać 24h/d no oczywiście mówię z perspektywy mężczyzny wink

212

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Chyba nasza Kroteczka ma klapki na oczach...moim zdaniem predzej zostawi meza i dzieci niz zajeb**** kochanka

213

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Nie, wytrwam na pewno, obiecalam to sobie juz prawie tydzień za mna. Od poniedziałku jestem w tyg delegacji zagranica wiec kontaktu nie będzie.  Muszę wytrwac potem jak pisala Anastacja będzie juz latwiej. A on się zajmie synem i żoną.

214

Odp: Zniszczylam swoje zycie
bullet napisał/a:
kicur napisał/a:

Oo jesteś ta cipą mężem żony i jej kochankiem. ...

To też do mnie ?

Nie do znikam

215

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Kro powodzenia, ja wierzę w ciebie. Jesteś Wielka, bo już nie uciekasz :"D Już zrobiłaś krok do przodu/ Wreszcie jesteś Ty.

216

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Dzięki Spanowany, trzymaj za mnie kciuki. Na tę delegacje zgłosiłam się na ochotnika i dziś potwierdzili ze jadę. I wiesz co ucieszylam się bo to mi na pewno bardzo pomoże pobede wśród innych ludzi przestane myśleć o nim. Mam spora możliwość jeżdżenia więc może narazie tak będę sobie pomagać. Tylko żeby mąż się nie zdziwił dlaczego tak chętnie wyjeżdżam a kiedyś nie chciałam. Ale jak będę często do niego dzwonic i zobaczy ze tęsknię za nim za dziećmi moze mi się w końcu w głowie poukłada smile a nam w małżeństwie.
Dzięki Spanowany za dobre słowo i wiarę ze dam radę,  jest mi to potrzebne bo czuję się jak ostatnia szmata a muszę jeszcze trochę pożyć i dzieci wychować.

217

Odp: Zniszczylam swoje zycie

spanowany, nie wiem skąd taka naiwność, że rzygając na swój związek (męża) przez tak długi okres czasu, żyjąc w niesamowitej obłudzie i kłamstwach, wystarczy teraz "rzucić" kochanka - w sensie fizycznym i wszystko wróci do normy.
Szczyt naiwności. smile

Kobieta nie ogarniała siebie w momencie kiedy pojawił się w małżeństwie pierwszy kryzys i poleciała do kochanka, a teraz -z tymi samymi zerowymi umiejętnościami zarządzania kryzysem- w sposób cudowny wszystko się samo naprawi..doprawdy sądziłam, że w tym wieku w bajki nie wierzysz wink

218 Ostatnio edytowany przez Excop (2014-11-20 23:34:47)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Excop dziękuje ci za twoje posty. Rozumiem ze duzo przeszedłes a jednak masz takie spokojne podejscie do sprawy. Powiedz mi dlaczego uwazasz ze zawsze czy prawie zawsze facet ma takie instrumentalne podejscie do kochanki? Czyli kazda czy prawie kazda kochanka skazana jest na niepowodzenie? Czy z tego co opisalam uwazasz ze on chcial mnie wykorzystać?  Zaciagnac do lozka? Uwierz mogl miec duzo latwiejsze zdobycze, chetne. Po co by to robil skoro jest takim niby perfidnym czlowiekiem? Po co mu taki wysilek byl skoro chodzilo tylko o zaliczenie. W tym czasie mogl zaliczyc kilka. Nie rozumiem tego , wszyscy piszą "on chcial zaliczyc" ale to do mnie nie przemawia.  Co oczywiście nie zmienia faktu ze zniszczyl mi zycie przy mojej pomocy oczywiście.
Jak to widzisz Excop ? Jakie mogly być jego motywy? Tylko napisz pls na podstawie moich opisow a nie twojego osadu nt mężczyzn.

Z pewnością nie da się wyjaśnić wszystkich zabiegów Twojego kochanka, wyłącznie tym, że były tylko zimnym przygotowaniem pościeli do ekscytujących igraszek z niegłupią i chyba atrakcyjną mężatką.
Skoro wcześniej byliście (w Twoim rozumieniu) przyjaciółmi, łatwo było zboczyć z neutralnych (czytaj: bezpiecznych) tematów rozmów w kierunku bardziej intymnych zwierzeń, łącznie z niezadowolenia z seksu małżeńskiego w Waszych związkach.
I ten moment, według mnie, jest linią graniczną między wykorzystaniem przez niego Twojej frustracji i wzmożeniem wysiłków na rzecz "zaliczenia" Cię w poczet jego "zdobyczy", a pragnieniem poczucia tego samego, czego chciałabyś Ty sama.

Moim zadaniem, Wasz romans trwa od czasu, gdy uświadomiłaś sobie, że drażni Cię, gdy kochanek, zamiast Tobie, poświęca swój czas innym kobietom, choćby niewinnie.

Wtedy był najwyższy czas, by to przerwać.
Nie zrobiłaś tego, bo naiwnie sądziłaś, że kontrolujesz sytuację.

Jak wspomniałem wcześniej, nie twierdzę, że nie zakochał się w Tobie, a jedynie wykorzystuje Twoje uczucie.
Jednak, miłośc, a podjęcie decyzji o odejściu od żony i dzieci, to dwie różne sprawy.
U Ciebie jest taka sama sytuacja.
Tyle, że z każdym dniem rośnie ryzyko, że romans ujrzy światło dzienne.
Wtedy nie będzie już czego ratować.

Moją kochankę traktowałem wyłącznie, jako dostarczycielkę rozkoszy cielesnych.
Ona jednak o tym wiedziała, a też byliśmy dobrymi kumplami.
Ja byłem wolny.
Gdy się zakochała, zerwałem z nią natychmiast, bo uznałem, że kobiety zdradzającej męża (nie bierz tego do siebie, proszę) nie chciałbym mieć za partnerkę, gdyby nawet rozwiodła się dla mnie.
Abstrahując od moralnej oceny "bzykania" mężatki uważam, że przynajmniej postawiłem sprawę przyszłości naszego romansu uczciwie.

Ty zdradzasz, bo kochasz tego człowieka, oszukujesz męża i dzieci. Boisz się o swoje dalsze życie.

Twój kochanek zapowiedział Ci, że żony nie zostawi, ale mówi, że Ciebie kocha i chce kontynuować romans?

Porównaj, który z nas był/jest większym skur..synem?
Może to da Ci odpowiedź, jak masz postąpić.

Pozdrawiam

219

Odp: Zniszczylam swoje zycie

No bez przesady nie polecialam do niego przy pierwszym kryzysie. Nie pisalam za duzo o swoim małżeństwie ale kryzysow to my mielismy bardzo duzo. Nie chciałam o tym pisac ale moj maz zdecydowanie ma mnostwo wad i święty nie byl.
Ale masz rację Elle glupia szmata ze mnie i tak juz zostanie do śmierci.

220

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

No bez przesady nie polecialam do niego przy pierwszym kryzysie. Nie pisalam za duzo o swoim małżeństwie ale kryzysow to my mielismy bardzo duzo. Nie chciałam o tym pisac ale moj maz zdecydowanie ma mnostwo wad i święty nie byl.
Ale masz rację Elle glupia szmata ze mnie i tak juz zostanie do śmierci.

Nikt nie nazwał cię szmatą, ale sama przyznajesz, że czujesz się podle z tym co robisz, więc w porządku delikatnie mówiąc to nie jest.
Piszesz, że mieliście dużo kryzysów -OK> Ale nie powiesz mi, że rozmawiałaś o tym namiętnie z mężem. Zwłaszcza w świetle waszej z kochankiem 'przyjaźni', czy jak zwał PRZED kopulacja pisałaś , że bardzo dużo rozmawialiście..Zapewne m.in. o kryzysach, czy nie?

To jest wg Ciebie ratowanie relacji z mężem czy żalenie celem..no właśnie w jakim celu?
Już sama rozmowa z obcym facetem o sytuacji w związku -o ile nie jest to ksiądz, tata lub bliska rodzina- jest nielojalnością.
I tak po kolei łamałaś kolejne zasady lojalności.

Mąż pewnie ma wady, ale czy posunąłby się do takiego sposobu "rozwiązywania" problemów czy raczej biernie czekał jak się sytuacja rozwinie?
Z resztą nie sądzę by - z Twoją głową gdzieś daleko przy kochanku- mąż był w stanie cokolwiek Ci przemówić, nawet gdyby próbował.
Wiem z autopsji.

221

Odp: Zniszczylam swoje zycie

kro, elle miedzy wierszami tylko mówi, żebyś w co innego nie uciekała, tylko zastanowiła się czy ty sama nie powinnaś czegoś w sobie zmienić. Ona ma taki styl, ale uwierz ona bardziej w ciebie wierzy niż ja.

222 Ostatnio edytowany przez daria1968 (2014-11-21 12:41:31)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

kroteczka i wpis bzykacza alrakcyjnch ,naiwnych męźatek - mam na mysli Exopa - to świetne wiadro zimnej wręcz lodowatej wody na rozpaloną głowę napalonych  męźatek.

Co innego tajemne bzykanko a  co innego kiedy trzeba przewrócić  źycie swoje,męźa,dzieci i kochanka do góry nogami.

223 Ostatnio edytowany przez Excop (2014-11-21 12:31:37)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
daria1968 napisał/a:

kroteczka i wpis bzykacza alrakcyjnch ,naiwnych męźatek - mam na mysli Exopa - to świetne wiadro zimnej wręcz lodowatej wody na rozpaloną głowę napalonych  męźatek.

O, przepraszam. Moja kochanka nie była naiwna, wiedziała, w czym rzecz.
Kobiecy umysł potrafi jednakl robić figle, stąd te uniesienia emocjonalne, które wchodzą w szkodę "zdrowemu" romansowi.:)

Ps. A tak na marginesie, ów romans miałem niemal 20 lat temu.
Od 15 mam partnerkę i wyznaję zasadę, że będąc w związku - nie zdradzam.

Pozdrawiam

224

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Beben69 a ile u was trwal romans? Wydalo się?  On teskni tak jak ty? Czy nie wiesz? Jak mozesz tak zyc?

Piszecie ze pisze tylko o nim i o nim a potem o sobie a o dzieciach i mezu nic. Ale to dla meza i dzieci chce uzdrowic wszystko. Dlaczego sie z nim hajtnelam? Chyba tak z przyzwyczajenia.  W zasadzie go kochalam ale nie bylo w tym namietnosci fascynacji. Myslalam ze takie rzeczy to tylko w filmach. Az poznalam jego.
A dzieci one sa najważniejsze dla nich wszystko robie i dla nich żyję jeszcze. 
Mąż jest fajnym człowiekiem ma mnóstwo kolezanek a nawet przyjaciółek.  Jest dla mnie bardzo wazny. Bo tyle lat z nim przezylam.

Ja tez żałuję pierwszego razu od tamtej pory w zasadzie jestem nieszczęśliwa.

Kroteczko,

u nas trwało to 4 m-ce
wydaje mi sie, że Pan Zet też teskni, jak sadzi, ze nie widze to patrzy na mnie, tydzien temu musnal moja dloń, ale nie zareagowałam zupelnie chociaz jego dotyk czulam iles godzin... opera mydlana.... nie możemy byc razem
Jak czytam Twoj wpis, to tak jakbym io o sobie czytala, miedzy mna a mezem nigdy nie bylo namietnosci, a teraz to juz w ogole, i tez tak jak Ty sadzilam, ze to jest mozliwe tylko w filmach, aż do tego nieszczęsnego pierwszego razu

Pytasz jak żyję...?
Jestem ani żywa, ani umarła
Wiem to minie, ale na arzie jest strasznie

Nie ma chwili, żebym o nim nie myślała....

225

Odp: Zniszczylam swoje zycie

I wiem, że bezpowrotnie stracilliśmy przyjacielską nić
Nigdy w swoim towarzystwie nie będziemy się czuli swobodnie

226

Odp: Zniszczylam swoje zycie

I ta świadomość, jakie świństwo zrobiłam męzowi, jego żonie... i w sumie nam
ale naprawdę w tamtych momentach poza nami świat nie istniał

Nikomu nie życzę co przeżyłam i czuję

227

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Beben69 warto bylo to wszystko stracic (mowie o przyjazni) dla tych kilku chwil bzykania...? Dumna jestes z siebie ze mialas romans?... Tylko co ci po tym skoro teraz sie tak meczysz...

228

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Beben69 dawno temu to zakonczylas? Ja tez sie czuje jakbym umarla. Nie wiem jak ja dam radę zyc dalej?
Dowiedzial sie ze wyjeżdżam w poniedziałek pytal dlaczego,  a ja mu powiedzialam ze muszę odpocząć od wszystkiego. Pytal czy od niego tez, a ja ze też.  Prosil żebyśmy pogadali a ja stchorzylam powiedzialam ze dzis nie dam rady ze jak wrócę to pogadamy.
Wyjdę chyba dzis wcześniej bo nie mogę juz na niego patrzeć.
A maz oczywiście wściekły ze jadę w delegacje.

229

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Sama zdradziłam,męźa - rozmawiałam z nim o moich potrzebach :np potrzebie czułości,delikatności.Powiedział mi :
-Czułości to,Ty szukaj sobie gdzie indziej...
Zabolało,bardzo.Tymbardziej źe mąź był moim pierwszym męźczyzną.


Gdy pierewszy raz zobaczyłam  pana X - ( na spotkaniu  Anonimowych Alkoholików ,poszłm na takie spotkanie  bo chciałam dowiedzieć się co zrobić aby  mój mąź  ptzestał  pić)pomyślałam źe jest podobny do mojego męźa.Z natiury jestem nieśmiała,nie zaczepiam facetów ale podeszłam do niego i palnełam:
- Chciałabym z tobą porozmawiać.
O alkoholiźmie oczywiście!!!W mojej głupiej głowie była myśl - skoro przychodzi na AA to wie jak się nie dać.
Gdy mnie pierwszy raz pocałował ,pomyślałam źe całuje tak samo jak mój mąź...
Chyba wtedy jeszcze mąź był dla mnie waźny...

I totalnie mi odbiło.  Seks oczywiście odlotowy Do tego  nawet  wydawać by się mogło księźyc nam sprzyjał bo ciemno na zewnątrz a w aucie jasno jak za dnia  hi.hi... bo seks na tylnim siedzeniu był,w wysokej trawie ....Nie miał źony - źył w jakimś związku z kobietą która podobno go zdradzała.

Ale gdy zostawałam sama ze sobą zaczynał się koszmar.
- Mało masz problemów...

- Co z synem...

Walczyłam sama ze sobą .Wiem,to było głupie - ale kiedyś zadzwonił .Czułam źe sama nie dam rady mu odmówić  i wymyśliłam chyba najgorszą moźliwość.Pomyślałam:
-  Byłam przy  męzu kiedy grunt palił mu się pod nogami.
Nie wiem na co liczyłam ale przyznałam się do zdrady.Bałam się ,liczyłam się z tym źe kaźe spakować mi walizki.
Powiedział tylko :
Dziękuje źe mi powiedziałaś.
Ale po pijaku krzyczł źe jestem szmatą i źe nigdy mi tego nie wybaczy.

Zresztą szmatą i beznadziejną dupą byłam od zawsze.Natomiast od kochanka usłyszałam najpiękniejszy komplement
"Jesteś niespodzianką dla męźczyzny"

Dziś jestem po rozwodzie- sama wniosłam.pozew.Rozwód otrzymałam w pół godziny.
Nie mam kochanka chociaź zabiegał o spotkania.
Zrozumiałam źe chyba na czole mam wyryte "
Poszukuję faceta z problemem,bardzo chętnie się pogrąźe" - więc dałm sobie "siana"
Nie ma facetów to jakoś bardziej zbliźyłm się do mojego wewnęyrznego "JA".
Zaczełam się lubić, mając 40 lat słyszę więcej komplementów niź wtedy kiedy miałam 20 i jest to wspaniałe.Czasem dokucza mi samotność czy brak seksu ale chyba juź do końca źycia będę prostować.swoje źycie po małźeństwie z  człowiekiem który traktował mnie jak wycieraczkę do butów.
Czy sobie na to zasłuźułam,- tak bo nie miałam dość siły aby w porę odejść.
A zdrada  była powodem mojego ogromnego poczucia winy - poszłam do braciszka  zakonnego z prośbą o spowiedz.Chyba mnie nie mógł wtedy rozgrzeszyć   - ale mówie.Wam jak się smiał z mojej głupoty - od jednego alkoholika do drugiego.- nie mógł się nadziwić.

Ale przyjełam to z pokorą ,naleźało mi się.

230

Odp: Zniszczylam swoje zycie
kroteczka napisał/a:

Beben69 dawno temu to zakonczylas? Ja tez sie czuje jakbym umarla. Nie wiem jak ja dam radę zyc dalej?
Dowiedzial sie ze wyjeżdżam w poniedziałek pytal dlaczego,  a ja mu powiedzialam ze muszę odpocząć od wszystkiego. Pytal czy od niego tez, a ja ze też.  Prosil żebyśmy pogadali a ja stchorzylam powiedzialam ze dzis nie dam rady ze jak wrócę to pogadamy.
Wyjdę chyba dzis wcześniej bo nie mogę juz na niego patrzeć.
A maz oczywiście wściekły ze jadę w delegacje.

Kroteczko,


minal miesiąc i kilka dni odkąd skończylismy....
Nie wiem kiedy od siebie dojde, zaniedbuje obowiazki domowe, służbowe też,
Tak mi brakuje jego smiechu, zartow, wsparcia....

po prosotu brakuje mi jego calego

u nas sie nie wydalo, życzę Ci i Twojemu przyjacielowi żebyście wytrwali... bo sama wiesz, że to droga donikąd

231

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Beben69 napisał/a:

I ta świadomość, jakie świństwo zrobiłam męzowi, jego żonie... i w sumie nam
ale naprawdę w tamtych momentach poza nami świat nie istniał

Nikomu nie życzę co przeżyłam i czuję

Beben69 - atakowałaś wszystkich którzy twierdzili ze zdrada, romanse są złe - widzę ze pomalutku sama do tego dojrzewasz....   niektórzy uczą sie na błędach innych , inni muszą sami popełnić ten błąd aby to zrozumieć .

Życze wytrwałości  smile

232 Ostatnio edytowany przez Beben69 (2014-11-21 15:18:19)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
ryba81 napisał/a:
Beben69 napisał/a:

I ta świadomość, jakie świństwo zrobiłam męzowi, jego żonie... i w sumie nam
ale naprawdę w tamtych momentach poza nami świat nie istniał

Nikomu nie życzę co przeżyłam i czuję

Beben69 - atakowałaś wszystkich którzy twierdzili ze zdrada, romanse są złe - widzę ze pomalutku sama do tego dojrzewasz....   niektórzy uczą sie na błędach innych , inni muszą sami popełnić ten błąd aby to zrozumieć .

Życze wytrwałości  smile

Cześc Maga81
Przykro mi, ze mnie nadal nei rozumiesz  .)

Nigdy nie atakowałam, tych ktorzy twierdzili ze zdrada jest zła
Atakowalam sposob, umoralnianie, 

Nie godzilam, nie godze sie z tym, ze sposobem w jaki niektorzy krytykują tcyh, ktorzy z roznych względow zrobili ten bląd...

Bo ja jak wczesniej pisalam, tez nie wierzylam w jakies motyle, tesknote, namietnosc itd. ale niestety doświadczylam tego grubo ponad miare... moze za wszystkie lata 

Ale życie plata takie figle, i pisze takie scenariusze, ze nikt by tego nie wymyslił

233

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Oczywiscie brakuje mi tego mojego Pana Zet, sprzed pierwszego razu.....

Super kolegi, prawie przyjaciela


Zecie, czemu nie udalo mi się skutecznie Ciebie wygonic wtedy...........
Teraz już jest na wszytsko za późno

234

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Ale masz za to to co chcialas...wspomnienie zajeb***sexu i zjebane zycie...tylko pozazdroscic...a to wszystko przez motyle...hehe

235

Odp: Zniszczylam swoje zycie

A i Kroteczka też do tego dąży

236 Ostatnio edytowany przez Excop (2014-11-21 15:42:58)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Beben69 napisał/a:
ryba81 napisał/a:
Beben69 napisał/a:

I ta świadomość, jakie świństwo zrobiłam męzowi, jego żonie... i w sumie nam
ale naprawdę w tamtych momentach poza nami świat nie istniał

Nikomu nie życzę co przeżyłam i czuję

Beben69 - atakowałaś wszystkich którzy twierdzili ze zdrada, romanse są złe - widzę ze pomalutku sama do tego dojrzewasz....   niektórzy uczą sie na błędach innych , inni muszą sami popełnić ten błąd aby to zrozumieć .

Życze wytrwałości  smile

Cześc Maga81
Przykro mi, ze mnie nadal nei rozumiesz  .)

Nigdy nie atakowałam, tych ktorzy twierdzili ze zdrada jest zła
Atakowalam sposob, umoralnianie, 

Nie godzilam, nie godze sie z tym, ze sposobem w jaki niektorzy krytykują tcyh, ktorzy z roznych względow zrobili ten bląd...

Bo ja jak wczesniej pisalam, tez nie wierzylam w jakies motyle, tesknote, namietnosc itd. ale niestety doświadczylam tego grubo ponad miare... moze za wszystkie lata 

Ale życie plata takie figle, i pisze takie scenariusze, ze nikt by tego nie wymyslił

Zdradzeni rzadko mogą sobie pozwolić na obiektywizm wobec osoby zdradzającej. Niestety, z tym trzeba się pogodzić.
Ja nie oceniam. Może dlatego, że  od zdrady mojej żony minęło ponad 30 lat, ona nie żyje od 20 lat, a obiecałem sobie, że nigdy jej tego nie wypomnę i dotrzymałem  słowa.
Inni mają świeższe doświadczenia i póki co, miłosierdzie nie jest obecnie ich najmocniejsz,a stroną.
Chyba się nie dziwisz?

237 Ostatnio edytowany przez maga81 (2014-11-21 15:53:53)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Hehe dziwnym trafem zdradzacz zdradzacza zawsze rozumie i dziwi sie dlaczego inni tego nie robia...

238

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Excop napisał/a:
Beben69 napisał/a:
ryba81 napisał/a:

Beben69 - atakowałaś wszystkich którzy twierdzili ze zdrada, romanse są złe - widzę ze pomalutku sama do tego dojrzewasz....   niektórzy uczą sie na błędach innych , inni muszą sami popełnić ten błąd aby to zrozumieć .

Życze wytrwałości  smile

Cześc Maga81
Przykro mi, ze mnie nadal nei rozumiesz  .)

Nigdy nie atakowałam, tych ktorzy twierdzili ze zdrada jest zła
Atakowalam sposob, umoralnianie, 

Nie godzilam, nie godze sie z tym, ze sposobem w jaki niektorzy krytykują tcyh, ktorzy z roznych względow zrobili ten bląd...

Bo ja jak wczesniej pisalam, tez nie wierzylam w jakies motyle, tesknote, namietnosc itd. ale niestety doświadczylam tego grubo ponad miare... moze za wszystkie lata 

Ale życie plata takie figle, i pisze takie scenariusze, ze nikt by tego nie wymyslił

Zdradzeni rzadko mogą sobie pozwolić na obiektywizm wobec osoby zdradzającej. Niestety, z tym trzeba się pogodzić.
Ja nie oceniam. Może dlatego, że  od zdrady mojej żony minęło ponad 30 lat, ona nie żyje od 20 lat, a obiecałem sobie, że nigdy jej tego nie wypomnę i dotrzymałem  słowa.
Inni mają świeższe doświadczenia i póki co, miłosierdzie nie jest obecnie ich najmocniejsz,a stroną.
Chyba się nie dziwisz?

Witaj Excop smile

oczywiście, że się nie dziwię i nie mam za złe.
Natomiast drażni mnie, jak ktos nie byl w takiej sytaucaji (zdradzanej i zdradzającej), ale z góry wie, że nigdy tak nie zrobi.....
Wg mnie co pisałam kiedys, takie zachowanie cechuje ludzi zarozumialych... " ja wiem..., "ja  sie nigdy tak nie zachowam...." itp.
Uwirz mi, nie należe, i nie należałam do tzw szybkich majtek, wrecz nie cierpialam seksu, bylam zawsze okreslana jako zbyt zdrowo-rozsądkowa ....ale gdzies na moim zyciowym zakrecie, popelnilam blad, dalam sie poniesc emocjom, rozsadek stopnial jak w maju śnieg, zrobilam zle, zreszta nawet powiedzialm Panu Zet, ze mi sie nie udalo byc madra za nas oboje
Zycie plata takie figle, i niestety na wlasnej skorze przekonalam sie o trafnosci powiedzenia"krew nie woda"

Przykro mi, ze Ciebie `nie ominęła zdrada,ale szczerze gratuluje, że pomimo to, jesteś  wyważony w  osądach

Milego dnia

239

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Nie zgodzę się z Tobą Beben ... wcale nie trzeba być zdradzonym, albo zdradzającym, żeby móc stanowić o sobie i o swoim postępowaniu.
Czasem ludzie są na tyle wyważeni, że hołdują swoim wewnętrznym zasadom, swojemu kodeksowi moralnemu.
Nie chcą zdradzać, i wiem, że istnieją romantyczne okoliczności, albo kryzysy życiowe, zakręty - tak jak to opisałaś - życiowy zakręt, jeden błąd, zbyt późna reakcja - ale jeśli tego nie chcą, to nie zrobią tego. Nie zdradzą.
Nie dlatego, że chcą się później wymądrzać w dyskusjach, wywyższać itp. Nie dlatego, żeby kogoś później pouczać.
Z szacunku do samych siebie i do swoich zasad.
Z tego to wynika.

240

Odp: Zniszczylam swoje zycie
IsaBella77 napisał/a:

Nie zgodzę się z Tobą Beben ... wcale nie trzeba być zdradzonym, albo zdradzającym, żeby móc stanowić o sobie i o swoim postępowaniu.
Czasem ludzie są na tyle wyważeni, że hołdują swoim wewnętrznym zasadom, swojemu kodeksowi moralnemu.
Nie chcą zdradzać, i wiem, że istnieją romantyczne okoliczności, albo kryzysy życiowe, zakręty - tak jak to opisałaś - życiowy zakręt, jeden błąd, zbyt późna reakcja - ale jeśli tego nie chcą, to nie zrobią tego. Nie zdradzą.
Nie dlatego, że chcą się później wymądrzać w dyskusjach, wywyższać itp. Nie dlatego, żeby kogoś później pouczać.
Z szacunku do samych siebie i do swoich zasad.
Z tego to wynika.

Cieszę się, ze masz takie wewnętrzne przekonanie, i gratuluję pewności, że nigdy nie zdradzisz smile

241

Odp: Zniszczylam swoje zycie
IsaBella77 napisał/a:

Nie zgodzę się z Tobą Beben ... wcale nie trzeba być zdradzonym, albo zdradzającym, żeby móc stanowić o sobie i o swoim postępowaniu.
Czasem ludzie są na tyle wyważeni, że hołdują swoim wewnętrznym zasadom, swojemu kodeksowi moralnemu.
Nie chcą zdradzać, i wiem, że istnieją romantyczne okoliczności, albo kryzysy życiowe, zakręty - tak jak to opisałaś - życiowy zakręt, jeden błąd, zbyt późna reakcja - ale jeśli tego nie chcą, to nie zrobią tego. Nie zdradzą.
Nie dlatego, że chcą się później wymądrzać w dyskusjach, wywyższać itp. Nie dlatego, żeby kogoś później pouczać.
Z szacunku do samych siebie i do swoich zasad.
Z tego to wynika.

Beben69, w tym co napisała IsaBella tkwi sedno.
Kwestia perspektywy. Na pierwszy rzut oka zdrada uderza głównie w zdradzonego, a na drugi i kolejne wychodzi prawda: zdrada uderza w zdradzającego ostatecznie, bo godzi w zasady, które sam ustalił smile
To tak jakby 2 razy sobie przetrącić kolano: raz, bo wyrządza świadomie krzywdę komuś (a w praktyce - sobie, jeśli ktoś potrafi wyobrazić sobie niedualność natury świata) i drugi - z półobrotem wink w swoje wartości, zasady, zaufanie do siebie itd.

I teraz o co się rozchodzi przy dylematach typu "Zdradzić , nie zdradzić oto jest pytanie".. To nigdy nie jest kwestia okoliczności - w postaci drugiej osoby, która jest czymś w rodzaju "testu" podstawionego przez życie. To jest zawsze kwestia tego, na ile widzimy sens i wartość w priorytetach, które deklarujemy (sami przed sobą).
Jeśli moje priorytety są cały czas dla mnie ważne- nie zdradzę, nie ma takiej opcji. Sprawdziłam.

242 Ostatnio edytowany przez bullet (2014-11-21 16:40:19)

Odp: Zniszczylam swoje zycie

witam:

Beben69 napisał/a:

...drażni mnie, jak ktos nie byl w takiej sytaucaji (zdradzanej i zdradzającej), ...

tu na forum raczej wypowiadają się osoby zdradzone, czasem zdradzające, bardzo rzadko osoby które wymieniłaś nie zdradzane ani zdradzające.

Beben69 napisał/a:

z góry wie, że nigdy tak nie zrobi.....
Wg mnie co pisałam kiedys, takie zachowanie cechuje ludzi zarozumialych... " ja wiem..., "ja  sie nigdy tak nie zachowam...." itp.

Zdradzeni wiedzą jakiego bólu doświadczyli, zdają sobie sprawę jaki ból by zadali zdradzając.
Myślę, że to uprawnia takie osoby do kategorycznych stwierdzeń.

Drażni Ciebie to bo nie zdajesz sobie sprawy, że Twoje cierpienia prawdopodobnie mają się nijak do tego co czuje zdradzona zona czy zdradzony mąż. Dlaczego ? Bo to co zrobił zdradzający wynika tylko i wyłącznie z jego decyzji. Zdradzonego boli podwójnie bo nie miał na to wpływu, a mimo to (na początku zawsze) czuje się winny zdrady, szuka winy w sobie. Do tego bardzo często osoba zdradzająca winę za zdradę próbuje skierować na zdradzonego. Zdradzający stwierdza: za mało czułości/za dużo czułości, za mało zarabia/zajmuje się wyłącznie pracą, zaniedbuje dom/jest nadopiekuńczy, ciągle imprezuje/mało towarzyski, nie dba o siebie/za bardzo zwraca uwagę na swój wygląd ......  itd, itp. Problem w tym, ze nie ma pośredniej opcji, jak zdradził zawsze coś dopasuje.
Typowy efekt kija na psa.

A jaką winę widzi w sobie zdradzający ? Same to napisałyście: poprostu się stało, nie wiem kiedy i teraz cierpię.

Noż q..wa mać !!!

243

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Beben69 napisał/a:
Excop napisał/a:
Beben69 napisał/a:

Cześc Maga81
Przykro mi, ze mnie nadal nei rozumiesz  .)

Nigdy nie atakowałam, tych ktorzy twierdzili ze zdrada jest zła
Atakowalam sposob, umoralnianie, 

Nie godzilam, nie godze sie z tym, ze sposobem w jaki niektorzy krytykują tcyh, ktorzy z roznych względow zrobili ten bląd...

Bo ja jak wczesniej pisalam, tez nie wierzylam w jakies motyle, tesknote, namietnosc itd. ale niestety doświadczylam tego grubo ponad miare... moze za wszystkie lata 

Ale życie plata takie figle, i pisze takie scenariusze, ze nikt by tego nie wymyslił

Zdradzeni rzadko mogą sobie pozwolić na obiektywizm wobec osoby zdradzającej. Niestety, z tym trzeba się pogodzić.
Ja nie oceniam. Może dlatego, że  od zdrady mojej żony minęło ponad 30 lat, ona nie żyje od 20 lat, a obiecałem sobie, że nigdy jej tego nie wypomnę i dotrzymałem  słowa.
Inni mają świeższe doświadczenia i póki co, miłosierdzie nie jest obecnie ich najmocniejsz,a stroną.
Chyba się nie dziwisz?

Witaj Excop smile

oczywiście, że się nie dziwię i nie mam za złe.
Natomiast drażni mnie, jak ktos nie byl w takiej sytaucaji (zdradzanej i zdradzającej), ale z góry wie, że nigdy tak nie zrobi.....

Bęben w innym watku opisałam Ci sytuacje z ktorej mogłabym byc na pozycji kochanki ale wiedziałam ze w tym momencie Moja granica bedzie przekroczona i powiedziałam STOP. Tez byłam w kryzysie emocjonalnym po rozstaniu w 5letnim związku. Czy to jest usprawiedliwienie ??
Wysmialas moj wpis tekstem ze moj tylko rok sie starał bo Twoj xlat .
Zlekceważyłeś pozostała cześć wpisu

Moje poglady pisze jako kobieta a nie zdradzona. Nie pisze jako zdradzona bo cóż mam tłumaczyć kochankom jak sie czyje zdradzona Zona czy maz ?? Przeciez kochanków nie bardzo to interesuje.Obys nie przekonała sie na własnym mężu . 
Romans jest związkiem podwyższonego ryzyka wiec zawsze ktos bedzie cierpiał , wiec po co ?

244

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Drogie Koleżanki, Koledzy smile





nie zliczę ile razy bylam przez życie testowana na okolicznośc możliwości zdrady (nie chodzi o Pana Zet, który latami mnie "głuszył"), aż do tego pamiętnego dnia .. z panem Zet, kiedy uległam, kiedy wszystkie moje zasady, mądrosci rozsądek wzięły w łeb

Dlatego uwierzcie nie piszę tego złośliwie, ale naprawdę uważam, że nikt nie wie co go czeka za zakrętem, za X lat i czy tez nie polegnie,


I nagle okaże się, że poza czarnym i białym są jeszcze inne kolory

245

Odp: Zniszczylam swoje zycie

I nagle okaże się, że poza czarnym i białym są jeszcze inne kolory

Oczywiście, że są.
Co nie zmienia niczego w kwestii sedna, tylko być może należy doprecyzować poprzedni wpis o jedno określenie: Ilekroć pojawia się dylemat (złamać zasady czy nie), wybór sprowadza się do tego na ile dalej cenię sobie wartości, wg których żyłam do tej pory.

A to, czy pójdę w tango pod wpływem hormonów, czy czegokolwiek innego (poza pistoletem przystawionym do skroni) w żaden sposób się z powyższego nie wyłamuje.
Oznacza ni mniej ni więcej: na TAMTEN moment moje zasady/wartości wydały mi się mniej atrakcyjne/sensowne/istotne/etc. niz to, co oferował mi dany moment, okoliczności, ...

Można jeszcze wziąć pod uwagę kwestię na ile wybór był świadomy a na ile nie (tzn. osoba kompletnie poszła na "spontan"), ale i to nie zmienia niczego w zasadniczej kwestii - jeśli coś jest dla nas naprawdę ważne i ma dla nas sens (mam tu na myśli nieco szerszą perspektywę jak doraźna przyjemność w postaci orgazmu z kimś, kto wywołuje motyle) to wszystko inne z tym priorytetem zwyczajnie przegra. Nie ma innej opcji.

A rozmowa o "kolorach" poza czernią i bielą dotyczy bardziej alternatyw życiowych niż samego motywu. A zdaje się, że niektórzy to mylą.

246

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Zasady mają to do siebie, że najfajniej wyglądają spisane na kartce.W praktyce już różnie bywa,choćby dlatego, że życie oferuje pierdylion różnych opcji, a zasady nie wszystkie z tych opcji uwzględniają.
Jest jeszcze drobna kwestia czynników zewnętrznych, które należy uwzględniać.
Człowiek dwudziestoletni może sobie najczęściej stosować w praktyce swoje zasady, bo nie ma żadnych ograniczeń zewnętrznych.
Osoba mocno pazaplatana w sieci różnych zależności tego luzu już nie ma.

247

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Człowiek dwudziestoletni może sobie najczęściej stosować w praktyce swoje zasady, bo nie ma żadnych ograniczeń zewnętrznych.
Osoba mocno pazaplatana w sieci różnych zależności tego luzu już nie ma.

Ale tu nie mówimy o zależnościach o charakterze "zastanym", jak np. dziecko, które urodziło się w patologicznej i głęboko dysfunkcyjnej rodzinie, które zanim uzyska pełnoletność albo pomoc z zewnątrz 'musi' tam żyć.

A kochankiem/-ka zostaje się trochę inaczej.. A to, że się człowiek nie chce z tego odwikłać to się tylko wikła dalej i popada w kolejne zależności, z których faktycznie z czasem o wiele trudniej wyjść niż było nie wchodzić lub przerwać to w którymś momencie.
To nigdy nie jest tak, że jesteśmy pozbawieni wyboru, to jest kwestia WIARY w to, że jesteśmy tego pozbawieni, bo czasem wygodniej po prostu nie myśleć i czekać "co los" przyniesie niż podjąć decyzję.

Są takie zasady w życiu, które powinny być mniej więcej stałe. Może ich być naprawdę niewiele, ale łatwiej się żyje jeśli jakieś są..jakiekolwiek wink

248 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2014-11-21 18:08:20)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
bullet napisał/a:

witam:

Beben69 napisał/a:

...drażni mnie, jak ktos nie byl w takiej sytaucaji (zdradzanej i zdradzającej), ...

tu na forum raczej wypowiadają się osoby zdradzone, czasem zdradzające, bardzo rzadko osoby które wymieniłaś nie zdradzane ani zdradzające.

Beben69 napisał/a:

z góry wie, że nigdy tak nie zrobi.....
Wg mnie co pisałam kiedys, takie zachowanie cechuje ludzi zarozumialych... " ja wiem..., "ja  sie nigdy tak nie zachowam...." itp.

Zdradzeni wiedzą jakiego bólu doświadczyli, zdają sobie sprawę jaki ból by zadali zdradzając.
Myślę, że to uprawnia takie osoby do kategorycznych stwierdzeń.

Drażni Ciebie to bo nie zdajesz sobie sprawy, że Twoje cierpienia prawdopodobnie mają się nijak do tego co czuje zdradzona zona czy zdradzony mąż. Dlaczego ? Bo to co zrobił zdradzający wynika tylko i wyłącznie z jego decyzji. Zdradzonego boli podwójnie bo nie miał na to wpływu, a mimo to (na początku zawsze) czuje się winny zdrady, szuka winy w sobie. Do tego bardzo często osoba zdradzająca winę za zdradę próbuje skierować na zdradzonego. Zdradzający stwierdza: za mało czułości/za dużo czułości, za mało zarabia/zajmuje się wyłącznie pracą, zaniedbuje dom/jest nadopiekuńczy, ciągle imprezuje/mało towarzyski, nie dba o siebie/za bardzo zwraca uwagę na swój wygląd ......  itd, itp. Problem w tym, ze nie ma pośredniej opcji, jak zdradził zawsze coś dopasuje.
Typowy efekt kija na psa.

A jaką winę widzi w sobie zdradzający ? Same to napisałyście: poprostu się stało, nie wiem kiedy i teraz cierpię.

Noż q..wa mać !!!

No niestety, tutaj widać egoistyczne podejście wielu osób zdradzających. Najpierw moje uczucia, później cała reszta. Ja osobiście ze względu na pracę i znaczną część męskiej płci wśród znajomych też miałam nie mało okazji do zdrady. Dwuznaczne teksty, zaczepianie i wiele wiele innych sytuacji. Ale nigdy w życiu mi PRZEZ MYŚL NIE PRZESZŁO, aby zdradzić. A w małżeństwie różnie bywa to chyba każdy wie.
A motylki w brzuchu to nie miłość, a zauroczenie drogie Panie i Panowie wink. W zauroczeniu to jest charakterystyczne, że chcemy aprobaty drugiej osoby, komplementów i udowadniania, że nie ma nikogo lepszego na świecie. Czego szukają osoby zdradzające, bo albo są bardzo niedowartościowane uczuciowo lub mają słaby charakter w którym inni ludzie stanowią o ich wartości. Miłość to kompletnie inny stan umysłu, ciała i ducha. Ja co dopiero po 2 latach małżeństwa tego doświadczyłam! W miłości nie ma JA albo On tylko jesteśmy MY. My podejmujemy decyzje, my planujemy przyszłość, my szanujemy siebie nawzajem, ważne są nasze uczucia. Jak widzę, Swojego męża to jestem szczęśliwa, generalnie nie umiem do końca opisać tych uczuć. W zauroczeniu czujemy głównie pożądanie drugiej osoby i na nim budujemy "miłość".
A to jak cierpią osoby zdradzane widziałam, na przykładzie Swojej mamy i bliskiej koleżanki. Wasze piekiełko jest niczym w porównaniu co przechodzą osoby zdradzane, które kochały i ufały...
Dlatego żadne argumenty na zdradę do mnie nie przemawiają. Mam dom, męża i dzieci, ale również kochanka. Mam ciastko i jem ciastko. Jestem szczęśliwa, ale nie jestem szczęśliwa. O co tu chodzi? A o to, że chcemy na wszystkich płaszczyznach mieć jak u Pana Boga za piecem, a tak się nie da.

249

Odp: Zniszczylam swoje zycie

W przypadku związku-powiedzmy- licealistów, temat zdrady, romansu, zakochania na boku wygląda banalnie: jak znajdujesz kogoś ''fajniejszego'', to poprzednikowi mówisz bajbaj.I po sprawie.Następuje wymiana modelu i tyle, może lekko okraszona łzami i mniejszą lub większą scysją.
Ale tu mówimy o ludziach z całkiem innej bajki.Są śluby, są dzieci, są dziesiątki zależności towarzyskich, finansowych etc.Jest też znacznie szerszy wachlarz uczuć, bo dochodzi przywiązanie, przyzwyczajenie i pochodne.
Już się nie da zabrać swoich rzeczy ot tak i po sprawie.Łatwo powiedzieć rozwiedź się z mężem, z żoną.Ale taki krok rozpoczyna domino nieprzewidywalnych w życiu zmian i ludzie się tego najzwyczajniej w świecie boją.
Co do zasad...
Jakie zasady stosować w takich przypadkach, by było dobrze...?
Szczerość?
''Kochanie, poznałam faceta, nie sięgasz mu do pięt, zakochałam się jak cholera i robię się wilgotna na samą myśl o nim''.
Super.Szczerość to niby podstawa związku.
   Oczywiści złota rada ludzi, którzy nie znają takich sytuacji z autopsji- zapomnij o nim.Nie da się ot tak zapomnieć.Nie ot tak, też się nie da.Człowiek ma naturalne parcie na szczęście i widząc je na wyciągnięcie ręki, będzie dążyć ku niemu.Będzie i koniec.Nie mogąc go mieć wcałości, spróbuje uszczknąć choćby kawałek, starając się narobić jak najmniej szkód.
W mniemaniu wielu osób, niestety słusznym, takie jak-najmniejsze-szkodzeniem, to załatwianie tematu w tajemnicy.
Oczywiści to też jest rodzaj krzywdzenia drugiej połówki.Ale to krzywdzenie ma wymiar wirtualny.Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal.
A powiedzenie wprost o rozwodzie, zdradzie, o kimś nowym w ogóle- jest już krzywdzeniem realnym, z przykrymi konsekwencjami.
To się naprawę fajnie wszystko ocenia stojąc z boku.

250

Odp: Zniszczylam swoje zycie

pitagoras: Wszystko fajnie, 'na logikę' te argumenty są fajne i nawet wydaje się przez moment, że przemawia przez takie osoby troska o współmałżonka czy partnera. "Wydaje się" to dobre słowo.

To jest kwestia priorytetów, powtarzam. W większości udanych małżeństw w kilkunasto- i kilkudziesięcioletnim stażem wątki "kogoś trzeciego" na pewno na przestrzeni tylu lat się przejawiały, ale ja sama znam przynajmniej kilka (z bliższego i dalszego otoczenia), a z Forum i od znajomych znajomych kolejne naście- gdzie 2 dojrzałych emocjonalnie ludźmi potrafi sobie z ogniem w majtkach poradzić.

Są sposoby. Potrzeba chęci.
Ale z reguły w przypadkach, które opisałeś wygląda to odwrotnie: Pojawia się ta trzecia osoba i dokładnie z tym momentem zamiast 'dylematów' chociażby przed przystąpieniem do "akcji" zaczyna się autosabotaż relacji z partnerem.
A wtedy jest prosta droga do amoku, który z czasem uniemożliwia niwelowanie kosztów.

Ja rozumiem, że "miłość życia" można spotkać za każdym zakrętem. Tylko ja wychodzę z założenia, że tych pasujących do nas osób jest więcej niż jedna, w związku z tym tych pokus przez wiele lat wspólnego życia z jednej i drugiej strony będzie proporcjonalnie więcej.
Tylko gdyby tak lekko podchodzić do sprawy to ludzie wytrzymywaliby ze sobą średnio 2-3 lata, tyle ile trwa faza "klapek na oczach" pod wpływem zastrzyku z wiadomych hormonów.

251

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Ale są różne kalibry pokus, zdrad i romansów. Forumowiczka kilka postów wyżej się szczyci, że ją od czasu do czasu ktoś podrywa, ale się ani razu nie puściła.Chwalebne.
Ale są też sytuacje, gdy nagle pojawi się ktoś, kto naprawdę fascynuje a w obiektywnym porównaniu z mężem/żoną wypada przerażająco lepiej.
To już nie jest ogień w majtkach, tylko coś bardziej całościowego.I jeśli równolegle zadziała na wszystkie organy od krocza do głowy, poprzez serce, to najfajniejsze zasady tego nie zrównoważą.
Gdzieś wyżej też motyw egoizmu się pojawił.
No jasne, że ludzie są egoistami.To też jest fajnie doradzać stojąc z boku: poświęć swoje szczęście, żeby zrobić dobrze komuś.

252 Ostatnio edytowany przez Anastacjaa (2014-11-21 18:40:17)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
pitagoras napisał/a:

To się naprawę fajnie wszystko ocenia stojąc z boku.

celna puenta


Ile jest osób, tyle różnych historii, sytuacji, opinii itd.  W zależności kto jest na jakim etapie życia, jaki ma charakter, jakie doświadczenia... taki też punkt widzenia. Wiadomo, że osoby które przeżyły podobne historie, są dla siebie bardziej wyrozumiałe, mają podobne zdania w danej kwestii... nie ważne czy to ten zdradzający, czy osoba zdradzana, czy kochanka... Nie ma sensu oceniać ad hoc kto z tej trójki jest najbardziej winny, ma największe problemy z kręgosłupem moralnym, czy jest najbardziej poszkodowany...
W domyśle i tak powstaje obraz - każdy bardziej niż my sami...

253

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Nie rozumiemy się.

Egoizm jest wpisany w ludzką naturę i tego nie kwestionuję. Problem nie w egoizmie w rozumieniu -szukania swojego szczęścia w różnych miejscach, tylko ślepa wiarę w to, że szczęście "spada na nas znienacka" przybrawszy formę kasy (wygrana w lotto), sławy (kiedy spada za nic i nieoczekiwanie), osoby 3 (gdy jesteśmy już zobowiązani).
Wtłacza się nam do głowy, że o swoje szczęście trzeba walczyć, tylko zapomina się dodać, że ta "walka" powinna polegać na poukładaniu siebie 'od środka', od wewnątrz w taki sposób, żeby nie musieć za tym szczęściem całe życie wyglądać za siebie, na zewnątrz i przeglądać się w cudzych oczach, a wiadomo że w oczach kochanków przeglądamy się najlepiej (i najbardziej obiektywnie wink).

Wiem o co Ci chodzi pisząc, że to nie tylko seks, tylko coś więcej..coś niemal z pogranicza mistyki, itd.
Tylko jeśli poruszamy już te tematy, skoro jesteś nimi zainteresowany pośrednio, to miej na uwadze, że ten rodzaj Miłości między ludźmi owszem zdarza się, ale ma szansę na spełnienie tylko wtedy kiedy obie te osoby są całkowicie "wyleczone" z wszelkich traum i braków - to są tzw. Twin Flames (Bliźniacze dusze) i ich siła przyciągania jest tak silna, że niemal odczuwają siebie telepatycznie non-stop.
ALE: nie jest w stanie wznieść się na taki poziom czystych wibracji osoba, która chce "dorwać" szczęście kosztem bliskich, to są zupełnie inne częstotliwości, które ona ma "zapaskudzone" swoimi intencjami.

Bardzo bardzo często lubi się dorabiać ideologię do spotkań z kimś z poza związku, kto fascynuje, bo potrzeba racjonalizacji jest jedną z najlepiej przećwiczonych przez mózg metodą (i zarazem jednym z mechanizmów wyparcia) na zrównoważenie dysonansu jaki powstaje gdy kogoś bliskiego świadomie krzywdzimy.

254

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Ogólnie moja konkluzja jest taka:
Nazywając Autorkę i kobiety w podobnej sytuacji ku%%%ą nastawioną na seks i nic poza tym ( nazywając pośrednio, ale jakby nie było), a jej kochankowi przypisując jedynie ochotę podupczenia- macie dobre intencje, żeby niby wstrząsnąć itp.
Tyle, że to nie jest tak, a z gównianą diagnozą nie sposób wymyślić skutecznej terapii.

255 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2014-11-21 19:14:00)

Odp: Zniszczylam swoje zycie
pitagoras napisał/a:

Ale są różne kalibry pokus, zdrad i romansów. Forumowiczka kilka postów wyżej się szczyci, że ją od czasu do czasu ktoś podrywa, ale się ani razu nie puściła.Chwalebne.
Ale są też sytuacje, gdy nagle pojawi się ktoś, kto naprawdę fascynuje a w obiektywnym porównaniu z mężem/żoną wypada przerażająco lepiej.
To już nie jest ogień w majtkach, tylko coś bardziej całościowego.I jeśli równolegle zadziała na wszystkie organy od krocza do głowy, poprzez serce, to najfajniejsze zasady tego nie zrównoważą.
Gdzieś wyżej też motyw egoizmu się pojawił.
No jasne, że ludzie są egoistami.To też jest fajnie doradzać stojąc z boku: poświęć swoje szczęście, żeby zrobić dobrze komuś.

Widzisz tylko, że miłość/zauroczenie nie rodzi się pitagoras z niczego (wyczytałam, że Ci chodzi o zdradę z wątkiem miłości, a nie tylko skok w bok z nudów). To nie tak, że idziemy patrzymy na kogoś, a tu wielka miłość. Charakter, zachowania, zainteresowania, sex, czułość itp. tego wszystkiego nie wiemy od początku. Odkrywamy drugiego człowieka po czasie. Czyli sami dobrowolnie wchodzimy w tą znajomość, w momencie kiedy tej miłości jeszcze nie ma. A od nas i naszej silnej woli, zależy czy zakończymy to w momencie, gdy to "coś" zaczyna się pojawiać, ale nie jest silne. Gdy czujemy, że z tego może być coś więcej. A takie osoby strasznie szanuję i znam nawet jedną co tego dokonała. Ale jest to bardzo trudne, zgadzam się. A Swój stosunek do zdrady bazuje na tym, że najbliższa mi osoba tego doświadczyła. Życie nie jest kolorowe, a nie zamierzam zmieniać swojego podejścia do zdrady, tylko dlatego, że osobom które zdradziły jest źle. Moje życie po studiach usłane różami nie było (słowo ciężkiej pracy by tego nie odzwierciedliło), a do tego różnych mężczyzn spotykałam na swojej drodze i z tego powodu mogę sobie pozwolić na więcej? 
A egoizm ludzka rzecz, zgodzę się smile. Tylko, że moim zdaniem może wystąpić zdrowy egoizm (nie dajemy sobie wejść na głowę, gdy ktoś nas próbuje wykorzystać lub oszukać), zwykły egoizm (ja muszę wyjść na swoje) i skrajny egoizm (jak ja będę szczęśliwy to wszyscy będą).

Elle88 napisał/a:

Tylko jeśli poruszamy już te tematy, skoro jesteś nimi zainteresowany pośrednio, to miej na uwadze, że ten rodzaj Miłości między ludźmi owszem zdarza się, ale ma szansę na spełnienie tylko wtedy kiedy obie te osoby są całkowicie "wyleczone" z wszelkich traum i braków - to są tzw. Twin Flames (Bliźniacze dusze) i ich siła przyciągania jest tak silna, że niemal odczuwają siebie telepatycznie non-stop.
ALE: nie jest w stanie wznieść się na taki poziom czystych wibracji osoba, która chce "dorwać" szczęście kosztem bliskich, to są zupełnie inne częstotliwości, które ona ma "zapaskudzone" swoimi intencjami.

Bardzo bardzo często lubi się dorabiać ideologię do spotkań z kimś z poza związku, kto fascynuje, bo potrzeba racjonalizacji jest jedną z najlepiej przećwiczonych przez mózg metodą (i zarazem jednym z mechanizmów wyparcia) na zrównoważenie dysonansu jaki powstaje gdy kogoś bliskiego świadomie krzywdzimy.

Pięknie Elle88 to podsumowała. Miłość tworzy, nie niszczy. Nie można stworzyć czystej miłości na cudzym nieszczęściu.

256

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Nektarynka53 napisał/a:

Charakter, zachowania, zainteresowania, sex, czułość itp. tego wszystkiego nie wiemy od początku. Odkrywamy drugiego człowieka po czasie. Czyli sami dobrowolnie wchodzimy w tą znajomość, w momencie kiedy tej miłości jeszcze nie ma. A od nas i naszej silnej woli, zależy czy zakończymy to w momencie, gdy to "coś" zaczyna się pojawiać, ale nie jest silne. Gdy czujemy, że z tego może być coś więcej. A takie osoby strasznie szanuję i znam nawet jedną co tego dokonała. Ale jest to bardzo trudne, zgadzam się..

Możesz sprecyzować jakich ''nas'' masz na myśli?
Bo u ''nas'' uczucia nie rozwijają się linearnie, tylko eksplodują nagle.

257

Odp: Zniszczylam swoje zycie
pitagoras napisał/a:
Nektarynka53 napisał/a:

Charakter, zachowania, zainteresowania, sex, czułość itp. tego wszystkiego nie wiemy od początku. Odkrywamy drugiego człowieka po czasie. Czyli sami dobrowolnie wchodzimy w tą znajomość, w momencie kiedy tej miłości jeszcze nie ma. A od nas i naszej silnej woli, zależy czy zakończymy to w momencie, gdy to "coś" zaczyna się pojawiać, ale nie jest silne. Gdy czujemy, że z tego może być coś więcej. A takie osoby strasznie szanuję i znam nawet jedną co tego dokonała. Ale jest to bardzo trudne, zgadzam się..

Możesz sprecyzować jakich ''nas'' masz na myśli?
Bo u ''nas'' uczucia nie rozwijają się linearnie, tylko eksplodują nagle.

O to zobacz, dowiedziałam się czegoś nowego smile. No to jak widać u jednych eksplodują, a u innych mają charakter wykładniczy. Jednak nie umiem sobie wyobrazić, że jednego dnia ta druga osoba może być obca, a drugiego mogę wszystko dla niej poświęcić.

258

Odp: Zniszczylam swoje zycie
Nektarynka53 napisał/a:

, że jednego dnia ta druga osoba może być obca, a drugiego mogę wszystko dla niej poświęcić.

''wszystko poświęcić dla kogoś'' to chwyt retoryczny.Zawsze jest jakaś kalkulacja, uwzględnianie okoliczności itp.

259

Odp: Zniszczylam swoje zycie
pitagoras napisał/a:
Nektarynka53 napisał/a:

, że jednego dnia ta druga osoba może być obca, a drugiego mogę wszystko dla niej poświęcić.

''wszystko poświęcić dla kogoś'' to chwyt retoryczny.Zawsze jest jakaś kalkulacja, uwzględnianie okoliczności itp.

Problem w tym, że ja mówię o MIŁOŚCI. Jeśli stawiasz miłość=zauroczeniem. Co wielu Panów robi, to co ja bym nie powiedziała to i tak zwroty będą przeszkadzać. Zauroczyć można się od pierwszego wejrzenia np. w aktorze. Ale to nie jest miłość!!! A o tym chyba mówimy wink? Miłość to nie wykres napięcia (zasilającego zgrubnie) dla silnika krokowego. A tak wyobrażam sobie wybuch (nagły i silny wzrost).

260

Odp: Zniszczylam swoje zycie

Nie, nie mówimy tu miłości, tylko o zdradach.Tak mi się wydaje po przejrzeniu wątku.
I najróżniejszych uczuciach okołomiłościowych, gryzących się z sobą na przykład fascynacja-przyzwyczajnie.
itp.

Posty [ 196 do 260 z 3 039 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 … 47 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zniszczylam swoje zycie

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026