Witam szanowne koleżanki,
Chyba naprawdę jestem w pewnego rodzaju desperacji skoro już tu jestem. Poproszę jak zwykle o trochę cierpliwości, bo żeby być szczerym z Wami i sam ze sobą muszę się trochę rozpisać.
Już jakiś czas jestem po rozwodzie, mam 2 letnią córeczkę(bez ograniczonych praw, lecz miejsce zamieszkania przy matce-ale jestem z Nią co weekend). Po rozwodzie byłem zdruzgotany zdradą i decyzją byłej żony. przez długi czas nie mogłem dojść do ładu, olewałem swoją firmę(po prostu podejście"a niech se pracują, wpadnę na chwilę, podpisze co trzeba i wyjdę"). W tym najgorszym czasie poznałem w końcu kobietę dzięki której odzyskałem jakąkolwiek nadzieję, chęć do pracy nad sobą, chęć do stawania się lepszym. Długo nie trwało jak zaczęliśmy być razem, poznawaliśmy się z dnia na dzień. Wszystko było w najlepszym porządku, nawet lepiej. Zarówno Ona, jak i jej rodzice(co prawda po jakimś czasie) akceptowali to że jestem po rozwodzie(ślub tylko cywilny) i że mam dziecko, wręcz cieszyli się i zawsze pytali jak tam, żebym ją przyprowadził itp. Także wszystko rosło, życie budowało się na nowo, od solidnego fundamentu. Jaki byłby to związek jakby też kłótnie się nie pokazały. No i jak to u nas ludzi bywa, moment poznania przyjaciół był taką iskierką do pierwszej większej kłótni. Gdyż jak już wszyscy się poznali, rozmawiali ze sobą to oczywiście, ktoś musiał ją porównać do mojej byłej małżonki, ktoś musiał powiedzieć o tym, że jej koleżanka(tak to jest jak znajomi znajomych się znają) zaraz po rozwodzie ganiała za mną bez efektu itp. Więc się pojawiały teksty od mojej miłości "czemu mi tego i tego nie powiedziałeś, przecież wiesz że akceptuje dziecko itp a Ty mi takiej głupoty nawet nie mówisz!!?" (no cóż właśnie głupoty-o której nawet nie pamiętałem i była to "pierdoła", bo nie rzutowała na nic) bla bla bla... wszystko wyjaśnione. Już tak rok było wszystko w porządku, właściwie nie było żadnych zastrzeżeń poza drobnymi typu, "czy 3 razy mam powtarzać że na dywanie jest proszek do prania dywanu?" czy coś wiadomo. norma. Lecz pewnego pięknego dnia kiedy przy jej koleżance(tej która za mną ganiała) po prostu nie dogadaliśmy się typu: "no jutro idę z ... do baru a potem jadę do domu" ja się zdziwiłem i powiedziałem "hmm. A nie mieliśmy przypadkiem jechać jutro nad jezioro przypadkiem?" ...no i oczywiście koleżanka musiała się wtrącić i stwierdzić że próbuję ją trzymać na smyczy bla bla bla.... potem powstało wśród znajomych miliard wersji tego co prawdopodobnie się działo, kto co powiedział, dlaczego i kiedy.
Jak ludzie poprzedstawiali swoje wersje to wyszło że to ja kłamie itp. super.... bo ludziom mówiłem tylko jedno "miała iść z ... i po prostu zapomniała, dajcie spokój nie wasza sprawa, nic się nie stało" ale ich ciekawość była taka duża, że dopowiadali coś żeby ludzie mówili więcej i z pierdoły powstało 10 tys wersji..... K#$ jak dzieci w liceum...chyba im się o z 10 lat mózgi cofnęły.
Suma sumarum, jak dowiedziałem się, że płacze, od razu wsiadłem w samochód, złapałem za kwiaty i pojechałem. Nie potrafię myśleć nawet, że jest smutna. Jak mi powiedziała że to koniec bo nie potrafi mi już ufać i żebym nawet nie prosił, nie błagał, bo nie potrafi, bo to ją boli i Ona już tego nie chcę. Jak się zapytałem czy nadal mnie Kocha stwierdziła że "Tak, ale to nic tu nie zmienia" i się popłakała.
Także. Rozeszliśmy się, najpierw 2 tygodnie milczenia z Jej strony, potem zaczęliśmy się spotykać po prostu, niedługo wyszło że się przespaliśmy, ale to miał być przypadek i ostatni raz.
Teraz za każdym razem mówi że:
0. Twierdzi że to najszczęsliwszy czas jaki spędziła i najbezpieczniejszy
1. Tak, Kocha mnie
2. Nie chce mi robić nadziei, że kiedykolwiek między Nami będzie dobrze
3. Zakłada, że nigdy do siebie nie wrócimy
4. Odpowiada że nie chce wracać
5. Ultimatum, że za każdym razem jak się widzimy tak czy siak pocałujemy się jak zawsze, przytulimy, pomożemy sobie, jakby nigdy nic i albo przestaniemy to robić albo w ogóle zapomnijmy o sobie.
Stąd pytanie...co Ona tak naprawdę myśli. Zależy mi na Niej, trzymać jej nie mogę, z drugiej strony nie spotkać się jeżeli prosi żeby się spotkać pogadać, pomóc cokolwiek -nie potrafię odmówić.