Cześć. Postanowiłem po krótce opisać tutaj moją historię.
Mamy po 24 lata. Byłem juz ze swoaj eks przez jakies 4 miesiace. Zupelnie spontaniczna znajomosc z nia ktora przerodzial sie w cos fajnego. Ona nie wiele wczesniej zerwala ze swoim chlopakiem i definitywnie zakonczyla tamten etap w swoim zyciu. I tego akurat jestem pewien. Obawialem sie byc 'plasterkiem na rany' ale wszystko wskazywalo na to ze tak nie jest. Spotykalismy sie często w gronie znajomych. Wychodzilismy spontanicznie gdzies na imprezy. Nie moge powiedziec zeby w naszej relacji gościła monotonia. Zaczynalem czuc cos wiecej do tej dziewczyny i wydawalo sie ze z wzjamenoscia. Jednak bardzo obawiałem sie angażowac zupełnie, bo obawialem sie że to nie bedzie meic przyszlosci. Mialem wczesniej przejscia z innymi dziewczynami i nie chcialem sie wpieprzyc w kolejna emocjoną dziure. Nie byłem zawsze mily dla mojej już byłej dziewczyny. Czasem byłem opryskliwy i pozwalałem żeby kłótnie pozostały nie wyjasnione (chociaz nie bylo ich zbyt wiele) Nie okazywalem jej uczuc mimo że sam jestem raczej typem romatyka. Ona zaczela sie odemnie oddalac. Koniec koncow np.wybierala imprezowanie w innym towarzystwie, coraz częściej mijaliśmy się.Zaczela mnei coraz bardziej olewa. Kiedy w koncu chcialem z nia porozmawiac o tym, chcąc poprawic nasze relacje. Ona dala mi do zrozumienia ze jej na tym nei zalezy. Troche pod wplywem emocji postanowilem sie z nią rozstać. Było mi źle z tym i tak na prawde nie chcialem tego robic.
Znajomi jeszcze tego samego dnia wsparli mnie wyciagajac mnie na impreze. Nie naleze do typow ktorzy 'wyrywaja na prawo i lewo' chociaz nie narzekam na brak powodzenia. Zdobylem jeszcze tego samego wieczoru numer od nowo poznanej b.ladnej dziewczyny i to napawalo mnie troche optymizmem że może życie przysporzy okazje do poznania kogoś interesujacego tak szybko. Ale koniec koncow i tak sie z nia nie spotkałem.
Z moja byla spotkalem sie potem kilka dni po zerwaniu. Stwierdzila ze nie chce byc teraz z nikim i potrzebny jej czas bo nie poukladala sobie jeszcze w glowie po tamtym zwiazku. Uszanowalem to ale postanowilem urwac kontakt. Było przez pewien czas dobrze. Pomyslalem ze trzeba isc do przodu. Jednak 2 tyg po tym spotkaniu dowiedzialem sie ze juz sie kims spotyka czy nawet nocuje u siebie. Zdenerwowalem sie bardzo i w rozmowie telefonicznej powiedzialem jej troche nieprzyjemnych rzeczy. Jak mi tlumaczyła, to nie byl nikt procz kolegi (ktorego poznala raptem kilak dni wczesniej) Ale takie tlumaczenie wydawalo mi sie bardzo naiwne i powiedzialem jej ze nei chce jej znac i urwalem calkiem kontakt. Nie wiem do konca jak bylo z tym kolesiem ale wydawalo mi sie to tak bardzo podejrzane ze bylem przekonany ze robi zemnie idiote takim tlumaczeniem. Niestety nie przeprosiłem jej za nie dobre słowa jakei do niej powiedzialem w stylu 'szybka jestes, puszczalska' Byłem wzburzony jakkolwiek teraz jestem zly na siebie ze dalem sie poniesc emocją. Pomyslalem ze bedzie lepiej jesli damy sobie czas. I tak po okolo miesiacu odezwalem sie do niej. Ona bardzo nie chciała sie spotkac. Pisala zemna, rozmawiala ale nie bylo nic o uczuciach i tak przez prawie kolejny miesiac-myslalem zeby sie nie spieszyc, ze potrzeba jej wiecej czasu. W koncu nie wytrzymalem i wymusilem na niej spotkanie zeby w koncu porozmawiac. Wtedy z wielkimi pretensjami że jej zawracam glowe spotkaniem powiedziala mi ze jest po uszy zakochana w jakims nowym kolesiu.
Ta wiadomosc bardzo mna wstrzasnela. Po pierwsze ze kogos ma, a ani slowem mi o tym nie wspomniala. Po drugie ze nagle zakochala sie w kims z tygodnia na tydzien(. . .) Powiecie ze to gówniarskei zachowanie ale ona jest taka osoba. Dosc emocjonalna, uczuciowa. Skora do nagłych decyzji. Nie wiedzialem co jej powiedziec. Bylem w szoku. Nie prosilem, nie blagalem. Na szczescie nie zrobilem z siebie pajaca ale twierdzac ze nie mam nic do stracenia, powiedzialem jej że ja kocham. .
Zmieszała sie tym wyznaniem, koniec koncow odeszla w swoaj strone (jak sie potem okazalo do swojego nowego chlopaczka) Pisalem pozniej z nia jeszcze troche na fb, szukajac jakiegos kontaktu. Koniec koncow stwierdzilem ze skoro nie chce miec zeman nic wspolnego to ja szanuje jej decyzje i przestalem sie do niej odzywac.
Nie bylo zemna najlpiej przez pierwsze 2 tyg. Pilem prawie dzien w dzien, bo to pomagalo mi ukoic mysli i to wszystko bardziej racjonalizowac. Ogarnalem sie i zaczynam ukladac sobie wszystko na nowo (przynajmniej sie staram) Najgorsze jest to keidy przychodza mysli ze ona jest z typem, ktora 'ma ją tak jak ja' Bardzo to boli. Poza tym to była osoba do ktorej naprawde poczulem cos mocnego od długiego czasu. Czuję że pomimo ze roznimy sie to bardzo do siebie pasujemy. Wiem ze to nie zalezy tylko odemnie ale bardzo chcialbym wierzyc w to że to nie jest defintywny koniec.
Nie chce ingerowac w tej jej nowy zwiazek. . Mimo ze czasem mam ochote coś z tym zrobic. Zastanawiam sie czy bede mial jeszcze keidys szanse z nia cos zbudowac. Licze podswiadomie na to ze sie rozstaną i to bedzie moment dla mnie. .
Co myslicie o tej sytuacji? Czy jest jakas szansa na to?