netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Mamy kupować dom, a ja nie wiem, czy chcę z nim być. :-(

77 odpowiedzi11 416 wyświetleńzałożony przez Lorelaine, 22.10.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Mamy kupować dom, a ja nie wiem, czy chcę z nim być. :-(

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 78 z 78 ]

66

Odp: Mamy kupować dom, a ja nie wiem, czy chcę z nim być. :-(
in_ka napisał/a:
Lorelaine napisał/a:

Mam nadzieję , że znajdą się tu osoby mądre życiowo, i na tyle kulturalne, żeby bez mieszania z błotem i kpiny zdobyć się na trzeźwą ocene sytuacji i mi pomóc....

chyba zrobiłaś błędne założenie stąd twoje ...rozczarowanie
wchodząc na publiczne forum warto mieć świadomość, że spotkasz tutaj różne opinie - niekoniecznie takie z którymi się zgadzasz i jakie oczekujesz
to od ciebie i tylko od ciebie zależy jakie wypowiedzi weźmiesz sobie do serca i z których podpowiedzi skorzystasz

kto wg ciebie jest mądry czy kulturalny - to twój osąd
zawsze to, co tobie nie odpowiada możesz pomijać

korzystaj i nie ulegaj niepotrzebnym emocjom, bo to tylko świat ... wirtualny a życie to prawdziwe toczy się tam gdzie ty jesteś i tylko TY masz na nie wpływ nie postaci z forum wink

Nie mam nic przeciwko opiniom, z którymi się nie zgadzam, czepiam się tylko sposobu wypowiedzi.
Z opinii krytycznych także wyciagnęlam wnioski.
Zgadzam się z tym, że zawiniłam,
zgadzam się z tym, że nie stoję pewnie na własnym gruncie.

Osoby mądre życiowo to dla mnie osoby, które coś przezyły,
- jak rad udziela mi 25 latek, który ANI DNIA nie spędził w instytucji małżeństwa,
to chce mi się smiac....
25 latek, który myśli, że ma patent na mądrośc zycia, i jedyne słuszne przekonanie.

Albo ktos, kto się uczepi jednego słowa i powtarza do znudzenia rzeczy wyrwane z kontekstu, jak zdarta płyta.

Liczyłam na wyższy poziom dyskusji,
a nie jarmarczne przekrzykiwania....

67

Odp: Mamy kupować dom, a ja nie wiem, czy chcę z nim być. :-(
Lorelaine napisał/a:

Zadałam mu jednak pytanie o nasze relacje. Powiedział mi, że aby było dobrze, musiałabym duuużo w sobie zmienic.

Widzisz, tutaj jest ta kwestia granic.
Bo oprócz zadeklarowania że owszem, pewne zmiany są możliwe z Twojej strony (ale że nie zmienisz się całkowicie bo lubisz siebie = brawo!) , powinnaś też powiedzieć mu co on mógłby zmienić w sobie żeby TOBIE było dobrze.
Zapytaj go, czy pociągałaś go bardziej kiedy byłaś słaba i jeśli tak, to czy dlatego, że on wtedy mógł poczuć się bardziej silny i męski niewielkim kosztem. Następnie zapytaj czy taki obraz siebie mu odpowiada.

68

Odp: Mamy kupować dom, a ja nie wiem, czy chcę z nim być. :-(
Czarna Kotka napisał/a:
Lorelaine napisał/a:

Zadałam mu jednak pytanie o nasze relacje. Powiedział mi, że aby było dobrze, musiałabym duuużo w sobie zmienic.

Widzisz, tutaj jest ta kwestia granic.
Bo oprócz zadeklarowania że owszem, pewne zmiany są możliwe z Twojej strony (ale że nie zmienisz się całkowicie bo lubisz siebie = brawo!) , powinnaś też powiedzieć mu co on mógłby zmienić w sobie żeby TOBIE było dobrze.
Zapytaj go, czy pociągałaś go bardziej kiedy byłaś słaba i jeśli tak, to czy dlatego, że on wtedy mógł poczuć się bardziej silny i męski niewielkim kosztem. Następnie zapytaj czy taki obraz siebie mu odpowiada.

Fajnie napisane. :-)
Zadał mi pytanie, czego ja oczekiwałabym w zakresie zmian.
Powiedziałam, że pogodziłam się z tym, jaki jest, choć taka osobowośc nie jest dla mnie cudem i marzeniem,
bo z wieloma rzeczami u niego mi nie po drodze.
Z drugiej strony mówię mu-
" cokolwiek robisz, mówisz, myslisz,- dopóki mi tego nie narzucacsz, jest ok. ".

Ja prosiłam go o więcej uczucia i zainteresowania, o troskę.
Myslę, że on jest w stanie dać mi tego na odrobinę wyższym pułapie, który może byłby dla mnie wystarczający...
Ale też zastanawiam się, czy to jest faktycznie ten główny brak, który odczuwam?
Może po prostu brakuje mi w nim przyjaciela, którym nigdy nie będzie,
bo zbyt wiele nas różni?

Ja jestem osobą, która chciałaby przeć do przodu,
która potrafi zamienić idee w czyny, chce się rozwijac.
On natomiast poprzestaje na tym, co jest i jak jest.
Nie interesuje go zmiana.
Ok, ja go nie zmuszam do zmian,
po prostu patrze na niego ze smutkiem,
bo się zakotwiczył w życiu,
w którym brak mu celu i wiary w jego realizację.

Pół naszego małżeństwa namawiałam go, zachęcałm i podbudowywałam,
żeby odszedł z firmy brata, robił coś na własną rękę.
Ma kilka talentów i ma wiedzę.
Nie zdobył się na to.
Nie wiem, czy to niechęć do wyjścia ze strefy komfortu,
czy zbyt mała ambicja lub może niewiara w siebie?
Może wszystko po trochu?

Żyjąc tak koło niego, patrząc na to wszystko,
zrozumiałam, że nic w naszym zyciu się nie zmieni,
jesli to ja nie rusze spraw do przodu.
Odnalazłam w sobie tę siłę. Fakt, pomógł mi w ruszeniu z miejsca.
Tylko teraz mi to ciągle wypomina...

Myślę, że to go przerosło w jakiś sposób.
Ja się wzmocniłam, zmieniłam, on został w miejscu,
poczul się słabszy.

Nie potrafię mu pomóc.
Sądzę, że on tęskni za tymi chwilami, kiedy potrzebowałam jego pomocy,
kiedy czuł się potrzebny.

Ale to się już nie cofnie.
Nie ma tamtej mnie.
zycie się zmieniło, ja się zmieniłam,
i nie możemy się odnaleźć w tym wirze zmian.

Rozumiem go, że nie jest zadowolony.
Gdyby chciał za żonę bussiness woman, w szpilkach i czerwonych paznokciach,
to pewnie takiej by szukał...
Mówi do mnie-
" jak cię sobie brałem, byłaś prostą, zwykłą dziewczyną, niewykształconą, bez pieniędzy,
mieliśmy tylko siebie, i byliśmy szcześliwi. ".
Mówi to z takim zalem, jakbym go bardzo ta swoją zmiana pokrzywdziła.
Nie wiem, co robic.

Jest jakiś sposób, żeby takie róznice nie miały znaczenia?
Nie podkreślam ani swojego statusu, ani pieniędzy,
ani niezalezności ponad miarę.
Nie pozbawiam go męskości, nie ujmuję mu niczego jako mężczyźnie.
Ciesze się, że potrafi się zając rzeczami, o których ja mam słabsze pojęcie i na które nie mam czasu,
jak np upieczenie ciasta, czy zrobienie deseru ( jest w tym naprawdę dobry! ).

Widze jednak, że on przy mnie nie jest szczesliwy,
zyje przeszłością,
tęskni za kims, kogo już nie ma.
Mnie też unieszcześliwia jego poczucie krzywdy, braku, jego wspomnienia o tym, jak było, jego porównania- jak juz nie jest,

Naprawdę mi ciezko.
Jestem kim jestem, i taką chciałabym być kochana.
Żeby mąż był dumny ze mnie.

Kiedy byłam rok poza domem, wielu facetów mówiło mi, że mnie podziwia,
jak daje radę, jak pewne rzeczy ogarniam.
On jeden się z tego nie cieszy,
i to, co ja uważam za zaletę, którą wypracowałam,
dla niego jest wadą najwieksza.
To okropne uczucie-
wiedzieć, że moje zalety są dla niego tym czyms najgorszym,
to mi zaburza tożsamośc.

Nie wiem, jak zyc.

Jak to widzicie?
Da się to jakoś zintegrować?

Z drugiej strony- zakończyć małżeństwo, bo każdy sobie cos tam wyobraża, czegoś tam nie otrzymał, czegos mu brakuje, w czymś tam jest nieszczesliwy-
czy to nie jest za słaby powód? Może nalezy walcyć ze wszystkich sił, aby dało się to naprawić?
Tylko jak???

69

Odp: Mamy kupować dom, a ja nie wiem, czy chcę z nim być. :-(
Lorelaine napisał/a:
Czarna Kotka napisał/a:
Lorelaine napisał/a:

Zadałam mu jednak pytanie o nasze relacje. Powiedział mi, że aby było dobrze, musiałabym duuużo w sobie zmienic.

Widzisz, tutaj jest ta kwestia granic.
Bo oprócz zadeklarowania że owszem, pewne zmiany są możliwe z Twojej strony (ale że nie zmienisz się całkowicie bo lubisz siebie = brawo!) , powinnaś też powiedzieć mu co on mógłby zmienić w sobie żeby TOBIE było dobrze.
Zapytaj go, czy pociągałaś go bardziej kiedy byłaś słaba i jeśli tak, to czy dlatego, że on wtedy mógł poczuć się bardziej silny i męski niewielkim kosztem. Następnie zapytaj czy taki obraz siebie mu odpowiada.

Fajnie napisane. :-)
Zadał mi pytanie, czego ja oczekiwałabym w zakresie zmian.
Powiedziałam, że pogodziłam się z tym, jaki jest, choć taka osobowośc nie jest dla mnie cudem i marzeniem,
bo z wieloma rzeczami u niego mi nie po drodze.
Z drugiej strony mówię mu-
" cokolwiek robisz, mówisz, myslisz,- dopóki mi tego nie narzucacsz, jest ok. ".

Ja prosiłam go o więcej uczucia i zainteresowania, o troskę.
Myslę, że on jest w stanie dać mi tego na odrobinę wyższym pułapie, który może byłby dla mnie wystarczający...
Ale też zastanawiam się, czy to jest faktycznie ten główny brak, który odczuwam?
Może po prostu brakuje mi w nim przyjaciela, którym nigdy nie będzie,
bo zbyt wiele nas różni?

Ja jestem osobą, która chciałaby przeć do przodu,
która potrafi zamienić idee w czyny, chce się rozwijac.
On natomiast poprzestaje na tym, co jest i jak jest.
Nie interesuje go zmiana.
Ok, ja go nie zmuszam do zmian,
po prostu patrze na niego ze smutkiem,
bo się zakotwiczył w życiu,
w którym brak mu celu i wiary w jego realizację.

Pół naszego małżeństwa namawiałam go, zachęcałm i podbudowywałam,
żeby odszedł z firmy brata, robił coś na własną rękę.
Ma kilka talentów i ma wiedzę.
Nie zdobył się na to.
Nie wiem, czy to niechęć do wyjścia ze strefy komfortu,
czy zbyt mała ambicja lub może niewiara w siebie?
Może wszystko po trochu?

Żyjąc tak koło niego, patrząc na to wszystko,
zrozumiałam, że nic w naszym zyciu się nie zmieni,
jesli to ja nie rusze spraw do przodu.
Odnalazłam w sobie tę siłę. Fakt, pomógł mi w ruszeniu z miejsca.
Tylko teraz mi to ciągle wypomina...

Myślę, że to go przerosło w jakiś sposób.
Ja się wzmocniłam, zmieniłam, on został w miejscu,
poczul się słabszy.

Nie potrafię mu pomóc.
Sądzę, że on tęskni za tymi chwilami, kiedy potrzebowałam jego pomocy,
kiedy czuł się potrzebny.

Ale to się już nie cofnie.
Nie ma tamtej mnie.
zycie się zmieniło, ja się zmieniłam,
i nie możemy się odnaleźć w tym wirze zmian.

Rozumiem go, że nie jest zadowolony.
Gdyby chciał za żonę bussiness woman, w szpilkach i czerwonych paznokciach,
to pewnie takiej by szukał...
Mówi do mnie-
" jak cię sobie brałem, byłaś prostą, zwykłą dziewczyną, niewykształconą, bez pieniędzy,
mieliśmy tylko siebie, i byliśmy szcześliwi. ".
Mówi to z takim zalem, jakbym go bardzo ta swoją zmiana pokrzywdziła.
Nie wiem, co robic.

Jest jakiś sposób, żeby takie róznice nie miały znaczenia?
Nie podkreślam ani swojego statusu, ani pieniędzy,
ani niezalezności ponad miarę.
Nie pozbawiam go męskości, nie ujmuję mu niczego jako mężczyźnie.
Ciesze się, że potrafi się zając rzeczami, o których ja mam słabsze pojęcie i na które nie mam czasu,
jak np upieczenie ciasta, czy zrobienie deseru ( jest w tym naprawdę dobry! ).

Widze jednak, że on przy mnie nie jest szczesliwy,
zyje przeszłością,
tęskni za kims, kogo już nie ma.
Mnie też unieszcześliwia jego poczucie krzywdy, braku, jego wspomnienia o tym, jak było, jego porównania- jak juz nie jest,

Naprawdę mi ciezko.
Jestem kim jestem, i taką chciałabym być kochana.
Żeby mąż był dumny ze mnie.

Kiedy byłam rok poza domem, wielu facetów mówiło mi, że mnie podziwia,
jak daje radę, jak pewne rzeczy ogarniam.
On jeden się z tego nie cieszy,
i to, co ja uważam za zaletę, którą wypracowałam,
dla niego jest wadą najwieksza.
To okropne uczucie-
wiedzieć, że moje zalety są dla niego tym czyms najgorszym,
to mi zaburza tożsamośc.

Nie wiem, jak zyc.

Jak to widzicie?
Da się to jakoś zintegrować?

Z drugiej strony- zakończyć małżeństwo, bo każdy sobie cos tam wyobraża, czegoś tam nie otrzymał, czegos mu brakuje, w czymś tam jest nieszczesliwy-
czy to nie jest za słaby powód? Może nalezy walcyć ze wszystkich sił, aby dało się to naprawić?
Tylko jak???

Tylko ja walczyć z kimś o coś, jeśli ten ktoś nawet nie drgnie?

70

Odp: Mamy kupować dom, a ja nie wiem, czy chcę z nim być. :-(

Nie wiem, może trzeba go zapewniać bardziej o swoim uczuciu? Proponować coś? Ustalić np jakies wyjazdy wspólne z dzieckiem,
może to zblizy? I szukac razem tego domu, oglądać, zaangażowac się bardziej?
Może jak zobaczy większe zaangażowanie, i że trwam przy nim, pomimo wszystko, to zacznie mu się chcieć???

71

Odp: Mamy kupować dom, a ja nie wiem, czy chcę z nim być. :-(
Lorelaine napisał/a:

Nie wiem, może trzeba go zapewniać bardziej o swoim uczuciu? Proponować coś? Ustalić np jakies wyjazdy wspólne z dzieckiem,
może to zblizy? I szukac razem tego domu, oglądać, zaangażowac się bardziej?
Może jak zobaczy większe zaangażowanie, i że trwam przy nim, pomimo wszystko, to zacznie mu się chcieć???

To spróbuj, może mu ciężko po prostu ruszyć z miejsca, więcej niż masz do stracenia teraz chyba już nie stracisz, byle tylko to próbowanie nie trwało do końca życia
Daj sobie jeszcze jakiś czas, uda się to świetnie, a jeśli nie będzie efektów to zrobisz co powinnaś w takiej sytuacji, za nikogo życia nie przeżyjemy

72

Odp: Mamy kupować dom, a ja nie wiem, czy chcę z nim być. :-(

Nie wie co chce w Tobie zmienic a wie jaki chcecie dom? Czyja to decyzja? Nie bede goloslowny jesli powiem ze to typowy problem malzenstwa ludzi, ktorzy pobrali sie w wielu 20 lat, kiedy przeciez czlowiek dojrzewa i sie ksztaltuje np. spolecznie w wielu nawet 27-28 lat a i tak przez cale zycie sie zmienia.  Z drugiej strony powiem od razu ze gdybylibyscie na 100% dopasowania to moze Twoje malzenstwo wygladalo by tak, ze oboje dazylisyscie do celow finansowych, mijalibyscie sie i szybko by sie ta sielanka skocznyla. Moze maz ciagnie Cie w dol a Ty go w gore. Nie pomyslalas o tym ze jednak jakos sie uzupelniacie? Oczywiscie dla kobiety wazne jest okazywanie czulosci i przytulanie (musisz mu to dokladnie powiedziec co ma robic, np. przytulac i calowac jak przychodzicie do domu, to czasami trzeba sobie narzucic!) a dla mezczyzny chec decydowania (daj mu decydowac o roznych sprawach). Pojscie w kierunku pretensji nic nie da, wiec trzeba uswiadomic mezowi ze problemy wynikaja z roznic miedzy wami i ze to jest normalne. Ze zmiany sa normalne. Moze ktos powinien mu to uswiadomic? Po to zebyscie oboje sie czuli lepiej. A moze Twoje dazenia mozna zmodyfikowac, zmienic? Moim zdaniem tu nie chodzi o to zeby sie jakos diametralne zmienic ale zeby zrozumiec ze zmiany to cecha zycia, ze nic nie jest dane na zawsze i ze trzeba o to dbac, rozumiec, jak rozumiec drugiego czlowieka. Nawet dziecko nie jest caly czas slodkim bobasek robiacym kupki, z czasem staje sie opryskliwym nastolatkiem. Czy kochamy go przez to mniej? Warto sie nad tym zastanowic.

73

Odp: Mamy kupować dom, a ja nie wiem, czy chcę z nim być. :-(

kto z was jest bardziej dominujący w związku ?
kto ma silniejszą osobowość ?

pisząc o swoim małżeństwie bardzo często używałaś "ja"
ja to, ja tak, ja ... jestem

a kim jest mąż? czy on o sobie też tak jasno artykułuje "ja"

na ile czuje się pewnie przy tobie?
na ile czuje się mężczyzną przy tobie?

74 Ostatnio edytowany przez Lorelaine (2014-10-25 14:36:06)

Odp: Mamy kupować dom, a ja nie wiem, czy chcę z nim być. :-(
maniek_z_maniek napisał/a:

Nie wie co chce w Tobie zmienic a wie jaki chcecie dom? Czyja to decyzja? Nie bede goloslowny jesli powiem ze to typowy problem malzenstwa ludzi, ktorzy pobrali sie w wielu 20 lat, kiedy przeciez czlowiek dojrzewa i sie ksztaltuje np. spolecznie w wielu nawet 27-28 lat a i tak przez cale zycie sie zmienia.  Z drugiej strony powiem od razu ze gdybylibyscie na 100% dopasowania to moze Twoje malzenstwo wygladalo by tak, ze oboje dazylisyscie do celow finansowych, mijalibyscie sie i szybko by sie ta sielanka skocznyla. Moze maz ciagnie Cie w dol a Ty go w gore. Nie pomyslalas o tym ze jednak jakos sie uzupelniacie? Oczywiscie dla kobiety wazne jest okazywanie czulosci i przytulanie (musisz mu to dokladnie powiedziec co ma robic, np. przytulac i calowac jak przychodzicie do domu, to czasami trzeba sobie narzucic!) a dla mezczyzny chec decydowania (daj mu decydowac o roznych sprawach). Pojscie w kierunku pretensji nic nie da, wiec trzeba uswiadomic mezowi ze problemy wynikaja z roznic miedzy wami i ze to jest normalne. Ze zmiany sa normalne. Moze ktos powinien mu to uswiadomic? Po to zebyscie oboje sie czuli lepiej. A moze Twoje dazenia mozna zmodyfikowac, zmienic? Moim zdaniem tu nie chodzi o to zeby sie jakos diametralne zmienic ale zeby zrozumiec ze zmiany to cecha zycia, ze nic nie jest dane na zawsze i ze trzeba o to dbac, rozumiec, jak rozumiec drugiego czlowieka. Nawet dziecko nie jest caly czas slodkim bobasek robiacym kupki, z czasem staje sie opryskliwym nastolatkiem. Czy kochamy go przez to mniej? Warto sie nad tym zastanowic.

Maniek, powiem Ci, że Twój post mocno mnie zastanowił...Wiesz, taka perspektywa odwróconego myślenia o moim związku i dopasowaniu, nigdy mi nie przyszła do głowy. Zaskoczyłes mnie.
Przykład dziecka bardzo trafny, spróbuję się nim posłuzyć w rozmowie z mężem.

Dziękuję.

75

Odp: Mamy kupować dom, a ja nie wiem, czy chcę z nim być. :-(
in_ka napisał/a:

kto z was jest bardziej dominujący w związku ?
kto ma silniejszą osobowość ?

pisząc o swoim małżeństwie bardzo często używałaś "ja"
ja to, ja tak, ja ... jestem

a kim jest mąż? czy on o sobie też tak jasno artykułuje "ja"

na ile czuje się pewnie przy tobie?
na ile czuje się mężczyzną przy tobie?

in-ka,
myślę, że  jestem silną osobowością, ale z kilkoma słabymi punktami, mój maz je zna,
i  w ten sposób ujarzmia moją siłę.

Jestem silna w takim sensie, że potrafię szybko i odważnie przejśc od idei do działania,
ale jestem kobietą i można tez mnie zwyczajnie złamać emocjonalnie...
W decyzjach mój maz jest powolny, nie podłapuje różnych pomysłów tak szybko jak ja,
zamiast się do czegoś zapalić, to gasi pomysły na starcie swoim malkontenctwem,
- to ja jestem osobą, która coś wymysla, dazy do tego, realizuje,
mam ustalony plan działania, wiem w jakich etapach nalezy coś wykonac,
wiem, co chcę osiągnąć, jaki efekt uzyskac.

Natomiast w kwestii tzw stawiania na swoim chyba nie jestem dobra,
- mąż wie, że jeśli czegoś chcę mogę się wkurzyć i zrobić po swojemu,
ale rzadko z tego korzystam ,
tzn-
uważam, że mogłabym więcej, ale kobiecość i emocjonalnośc mi na to nie pozwala.
Dla mnie to jest straszne gdy widzę, że robię coś komuś na przekór.
Nie mam z tego satysfakcji.
On o tym pewnie dobrze wie,,,,

Tak było ostatnio z moim pomysłem o podyplomówce.
Kategorycznie się sprzeciwił.
On wie, że ja i tak jak bym sie uparła to bym poszła.
Jednak w tym wypadku jego skrzywiona mina, sprzeciw, i wywołanie we mnie poczucia ,
jak to krzywdzę go taką decyzją,
zrobiło swoje, i odpuściłam.

Więc ....jaki wniosek? Teoretycznie jestem silna, czynię swoją wolę jak imperator,
praktycznie- to ja jestem rządzona, ... brak mi konsekwencji czasami,
ulegam, bo nie chcę kogoś krzywdzić, ani nie chcę być tą złą robiącą po swojemu.

W innych sprawach tez mam poczucie, że wpływ na męza posiadam w teorii,
bo w praktyce, wystarczy jego zagranie nieszczesliwego, i ja mieknę....

Pytasz także o to, czy daję odczuć męzowi jego męskość, jak on się czuje przy mnie.
Przytłaczam go swoją samodzielnością. Tak mi się wydaje.
Kiedy się wyprowadziłam, kupiłam SAMA auto, i zaczęłam od razu jezdzić ( choc nie siedziałam za kółkiem 10 lat! ).
Dla niego to był pewnie szok...
Wynajęłam lokal, przeprowadziłam tam remont, woziłam cement w bagażniku,
jezdziłam po hurtowniach, .... dawałam radę.

Kiedy trzeba potrafię się w sobie zebrać i pokazać, że nie jestem sierotą,
potrafię nie dać się ubrać w takie ramki,
bo nie cierpię jak ktoś wykorzystuje czyjąs bezradnośc do sprawowania kontroli.

Mam tego swiadomośc, że jest we mnie potencjał, który może odbierać poczucie męskości.
jednak naprawdę staram się także korzystać z męża pomocy i wsparcia,
umiem prosić o pomoc,
choć wiem, że PORADZIŁABYM SOBIE BEZ TEGO.
Potrafię dziękować za tę pomoc, potrafię zapytać o zdanie, i przyznac się do błędu jak trzeba.

Wiem, że mężczyźnie potrzeba czasem takiej Sierotki Marysi Bezradnej, aby mogli się poczuć bohaterami.
Mnie to śmieszy ale i rozczula jednocześnie.
Czasami z rozmysłem pokazuję, ze czegoś nie potrafię albo nie wiem. ;-). Skoro to ma w czymś komuś pomóc, w lepszym samopoczuciu, to czemu nie?

W małżeństwie jest tak, że czasem jakieś rzeczy komuś wychodzą po prostu lepiej...
Mąż lepiej sobie radzi w sytuacjach konfliktowych i problemowych z córką. Jest bardziej cierpliwy i konsekwentny ode mnie.
W to w ogóle się nie wtrącam, uzgodniliśmy, że ustalone zasady wychowawcze są przed dzieckiem prezentowane zawsze jako wspólny rodzicielski front. Ale to on go wyznacza, a ja się dostosowuję. Nie pozwalamy dziecku z negocjacje z każdym z rodziców z osobna.
Wie, że każda decyzja, choćby padła z ust samego ojca, jest NASZA.

Mąż jest lepszy w kuchni. Lubi wypieki, upiecze sernik, szarlotkę, kruche ciasteczka. Robi to razem z córką. Ja do tego nie mam cierpliwości, jestem mu za to wdzięczna, zawsze podkreślam, że ja się na tym nie znam, zawsze chwalę go za efekty, naprawdę podziwiam jego zdolności w tym temacie.

Ostatnio psycholog zadał mi to pytanie-
jak mąż może się czuć przy mnie, czy ja czasem nie mam wpływu na to, że czuje się gorszy, mniej ważny, zapytał, czy nie robię czegoś takiego, może słowem, może gestem czy nie daję mu odczuć że jest słabszy, gorszy, etc.
Odowiedz? NIE. Kiedyś tak miałam. Obecnie pracuje nad tym, żeby relacja była partnerska- czyli nie ważne kto i ile robic, ważne, że robimy to dla nas i dziecka, - niech każdy robi tyle, ile może i potrafi, i niech robi to, co mu najlepiej wychodzi.

Nie wiem, czy wyczerpałam temat,
Twój post mnie zainspirował do rozmyślań,
dziękuję. :-)

76

Odp: Mamy kupować dom, a ja nie wiem, czy chcę z nim być. :-(

Witajcie. Tak, jestem tu nowa, chociaż podczytuję forum od dawna.

Lorelaine, Twój post skłonił mnie do założenia tu konta. Mam wrażenie, że czytam o sobie. Podobnie jak Ty jestem KKZB,w podobnym wieku,  na podobnym etapie życia, również prowadzę własną działalność i jeszcze do niedawna zrobiłabym wszystko, żeby ratować to małżeństwo z toksycznym człowiekiem, nawet kosztem własnej godności. Jak potoczyły się dalej Twoje sprawy ?

Mój mąż wyprowadza się za kilka dni - wspólnie ustaliliśmy, że tak będzie najlepiej dla nas i dziecka, które noszę w sobie ! Ja w końcu uświadomiłam sobie, ze nie da się żyć w wieloletnim upokorzeniu, mamiąc się jedynie iluzją szczęścia w przyszłości, w domku z ogródkiem i białym płotkiem. Wątpliwości oczywiście mnie nie opuszczają, ale staram się polegać na rozumnej głowie. Jeśli masz ochotę porozmawiać napisz. Jeśli którakolwiek z Was kobietki czytające, uwikłane w toksyczne relacje i uciekające do przodu, ma ochotę napisać i wesprzeć się w trudnych decyzjach i ciężkich chwilach, będzie mi niezmiernie miło. Bo jedyne co człowiek ma, to GODNOŚĆ.

----
EDIT Forum nie udostępnia mojego maila z uwagi na krótki staż. Zapewne istnieją jednak inne drogi kontaktu. Pozdrawiam.

77 Ostatnio edytowany przez kicur (2014-12-26 15:06:30)

Odp: Mamy kupować dom, a ja nie wiem, czy chcę z nim być. :-(

A jakim prawem on wtrąca się do twojej kariery. Twoja sprawa jeśli chcesz podyplomówkę. Powiedz mu że odejdziesz jak tak dalej będzie postępował. Moja odpowiedź nie kupuj domu.

Posty [ 66 do 78 z 78 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Mamy kupować dom, a ja nie wiem, czy chcę z nim być. :-(

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026