in_ka napisał/a:kto z was jest bardziej dominujący w związku ?
kto ma silniejszą osobowość ?
pisząc o swoim małżeństwie bardzo często używałaś "ja"
ja to, ja tak, ja ... jestem
a kim jest mąż? czy on o sobie też tak jasno artykułuje "ja"
na ile czuje się pewnie przy tobie?
na ile czuje się mężczyzną przy tobie?
in-ka,
myślę, że jestem silną osobowością, ale z kilkoma słabymi punktami, mój maz je zna,
i w ten sposób ujarzmia moją siłę.
Jestem silna w takim sensie, że potrafię szybko i odważnie przejśc od idei do działania,
ale jestem kobietą i można tez mnie zwyczajnie złamać emocjonalnie...
W decyzjach mój maz jest powolny, nie podłapuje różnych pomysłów tak szybko jak ja,
zamiast się do czegoś zapalić, to gasi pomysły na starcie swoim malkontenctwem,
- to ja jestem osobą, która coś wymysla, dazy do tego, realizuje,
mam ustalony plan działania, wiem w jakich etapach nalezy coś wykonac,
wiem, co chcę osiągnąć, jaki efekt uzyskac.
Natomiast w kwestii tzw stawiania na swoim chyba nie jestem dobra,
- mąż wie, że jeśli czegoś chcę mogę się wkurzyć i zrobić po swojemu,
ale rzadko z tego korzystam ,
tzn-
uważam, że mogłabym więcej, ale kobiecość i emocjonalnośc mi na to nie pozwala.
Dla mnie to jest straszne gdy widzę, że robię coś komuś na przekór.
Nie mam z tego satysfakcji.
On o tym pewnie dobrze wie,,,,
Tak było ostatnio z moim pomysłem o podyplomówce.
Kategorycznie się sprzeciwił.
On wie, że ja i tak jak bym sie uparła to bym poszła.
Jednak w tym wypadku jego skrzywiona mina, sprzeciw, i wywołanie we mnie poczucia ,
jak to krzywdzę go taką decyzją,
zrobiło swoje, i odpuściłam.
Więc ....jaki wniosek? Teoretycznie jestem silna, czynię swoją wolę jak imperator,
praktycznie- to ja jestem rządzona, ... brak mi konsekwencji czasami,
ulegam, bo nie chcę kogoś krzywdzić, ani nie chcę być tą złą robiącą po swojemu.
W innych sprawach tez mam poczucie, że wpływ na męza posiadam w teorii,
bo w praktyce, wystarczy jego zagranie nieszczesliwego, i ja mieknę....
Pytasz także o to, czy daję odczuć męzowi jego męskość, jak on się czuje przy mnie.
Przytłaczam go swoją samodzielnością. Tak mi się wydaje.
Kiedy się wyprowadziłam, kupiłam SAMA auto, i zaczęłam od razu jezdzić ( choc nie siedziałam za kółkiem 10 lat! ).
Dla niego to był pewnie szok...
Wynajęłam lokal, przeprowadziłam tam remont, woziłam cement w bagażniku,
jezdziłam po hurtowniach, .... dawałam radę.
Kiedy trzeba potrafię się w sobie zebrać i pokazać, że nie jestem sierotą,
potrafię nie dać się ubrać w takie ramki,
bo nie cierpię jak ktoś wykorzystuje czyjąs bezradnośc do sprawowania kontroli.
Mam tego swiadomośc, że jest we mnie potencjał, który może odbierać poczucie męskości.
jednak naprawdę staram się także korzystać z męża pomocy i wsparcia,
umiem prosić o pomoc,
choć wiem, że PORADZIŁABYM SOBIE BEZ TEGO.
Potrafię dziękować za tę pomoc, potrafię zapytać o zdanie, i przyznac się do błędu jak trzeba.
Wiem, że mężczyźnie potrzeba czasem takiej Sierotki Marysi Bezradnej, aby mogli się poczuć bohaterami.
Mnie to śmieszy ale i rozczula jednocześnie.
Czasami z rozmysłem pokazuję, ze czegoś nie potrafię albo nie wiem. ;-). Skoro to ma w czymś komuś pomóc, w lepszym samopoczuciu, to czemu nie?
W małżeństwie jest tak, że czasem jakieś rzeczy komuś wychodzą po prostu lepiej...
Mąż lepiej sobie radzi w sytuacjach konfliktowych i problemowych z córką. Jest bardziej cierpliwy i konsekwentny ode mnie.
W to w ogóle się nie wtrącam, uzgodniliśmy, że ustalone zasady wychowawcze są przed dzieckiem prezentowane zawsze jako wspólny rodzicielski front. Ale to on go wyznacza, a ja się dostosowuję. Nie pozwalamy dziecku z negocjacje z każdym z rodziców z osobna.
Wie, że każda decyzja, choćby padła z ust samego ojca, jest NASZA.
Mąż jest lepszy w kuchni. Lubi wypieki, upiecze sernik, szarlotkę, kruche ciasteczka. Robi to razem z córką. Ja do tego nie mam cierpliwości, jestem mu za to wdzięczna, zawsze podkreślam, że ja się na tym nie znam, zawsze chwalę go za efekty, naprawdę podziwiam jego zdolności w tym temacie.
Ostatnio psycholog zadał mi to pytanie-
jak mąż może się czuć przy mnie, czy ja czasem nie mam wpływu na to, że czuje się gorszy, mniej ważny, zapytał, czy nie robię czegoś takiego, może słowem, może gestem czy nie daję mu odczuć że jest słabszy, gorszy, etc.
Odowiedz? NIE. Kiedyś tak miałam. Obecnie pracuje nad tym, żeby relacja była partnerska- czyli nie ważne kto i ile robic, ważne, że robimy to dla nas i dziecka, - niech każdy robi tyle, ile może i potrafi, i niech robi to, co mu najlepiej wychodzi.
Nie wiem, czy wyczerpałam temat,
Twój post mnie zainspirował do rozmyślań,
dziękuję. :-)