może i tak. ale to nie jest do końca tak. nie chcę tutaj pisać forum szczegółów. po prostu odzwyczaiłam się od ciągłego bycia w tłumie. przez większość czasu jestem sama, bardziej w roli obserwatora. dobrze się z tym czuję. wspaniale. genialnie. czuję się wolna. wspaniale wolna. to uczucie jest cudowne. ale wiem, że tak nie można żyć. są momenty kiedy ta samotność uwiera. boję się, że jeśli przed kimś się otworzę, to znów dostanę kopa. bo jestem po prostu za dobra. mam oczywiście wady. miałam kilka traum w życiu, przez to nie potrafię zbytnio się zatrzymać. ciągle coś robię, ale gdy nadarza się moment zatrzymania, wtedy czuję przerażającą pustkę. czasem ta pustka jest przerażająca-straszna, czasem fascynująca-straszna (odwołam się tutaj do tego wspaniałego poczucia że jest się wolnym).
nie wiem, czy rozumiesz, to tak bardzo, bardzo ogólnie pisząc... nie ma na to rozwiązania. można tylko marudzić, życie może samo przyniesie jakieś odpowiedzi.