Małpa, było. Moja koleżanka z dawnego liceum miała ptasznika. Widzisz, u mnie trik jest taki, że póki ja wiem, że pająk jest daleko ode mnie, nie znajdzie się za blisko i nie będzie interakcji, nie ma problemu. Mam pełno pająków krzyżaków w ogrodzie, kiedyś nawet jednego miałam na oknie wewnątrz domu, ale siedział tam sobie, nie złaził do mnie, ja nie właziłam do niego, żyliśmy w zgodzie. Nawet go ochrzciłam Bąbelkiem. Zrobił się problem, jak nadeszła jesień i Bąbelek nie chciał być już na oknie. Była cała akcja łapania go do słoika, do której zatrudniłam pomoc w postaci mojej mamy (która niechcący zamiast w słoik chwyciła go w rękę i o mało co nie dostała apopleksji dosłownie ^^'), bo przecież zabić Bąbelka to już się jakoś nie godziło.
Ale nie tak dawno na ścianie koło łóżka zobaczyłam wielkiego, czarnego pająka, dosłownie wielkości wnętrza dłoni (bez palców). Wiesz może swoją drogą co to może być za gatunek? Ja je nazywam "piwniczne", są piekielnie wielkie jak na europejskie standardy i robią niesamowicie mocne pajęczyny. I tego już zabiłam, bo jakbym tego nie zrobiła, to bym nie zasnęła w ogóle w tym pokoju. MUSIAŁABYM go znaleźć, bo ciągle bym miała w głowie, że on może na mnie nocą wleźć. I dobra, wiem, że to absurdalne, że pająki mają ciekawsze rzeczy do robienia niż łazić po mnie złośliwie, ale na tym polega fobia - jest irracjonalna.
Szerszenie jeszcze zabijam zwykle, boję się po prostu łapać, chyba, że jakoś przypadkiem mi się uda.
Nina napisał/a:nie wierze, ze moj kot jest bardziej wart zycia niz kurczak
Bo ogólnie nie jest, ale DLA MNIE jest. Tak samo jak życie mojej przyjaciółki nie jest ogólnie ważniejsze niż jakiegoś Jana Kowalskiego, ale dla niej bym swoje zdrowie i życie zaryzykowała, a dla obcego Jana Kowalskiego raczej nie. Tak samo jak jej pomogę finansowo, bo jest dla mnie ważna i cenna, ale nie rozdaję pieniędzy na ulicy każdemu, kto mnie o to poprosi.
Wiesz Vian, moze to samo powiedziec moja kolezanka, ktora byla uzalezniona od kokainy 'ze jej cialo tego potrzebuje' bo mijaja lata a ochota wraca ciagle.
Nie, to zupełnie inne uczucie, mam porównanie, chociaż akurat nie z kokainą. ;-)
I wiesz, jakbym wewnętrznie, moralnie czuła blokadę przed jedzeniem tego mięsa, to bym go pewnie nie jadła, czy czułabym się dobrze czy źle, no ale... nie czuję. Nie będę się oszukiwać, wybielać na siłę czy coś, bo nie czuję potrzeby. Nawet uczyłam się własnoręcznie przygotowywać mięso do zjedzenia tak od podstaw, bo wybierałam się w podróż w takie miejsce, że być może musiałabym polować żeby jeść.
Nie podoba mi się natomiast sposób, w jaki zwierzęta są hodowane na mięso czy skóry - nadmierna hodowla, wyrzucanie mięsa, które się nie sprzedało, trzymanie zwierząt w podłych warunkach, byle taniej. Choćby tych kur.