cześć wszystkim, dzisiejsza moja sprawa jest banalna - na parkingu pod firmą znalazł się mały kotek - garnął się do ludzi, widać ,że podrzucony ale nie dziki. W kilka minut zaczęliśmy w firmie mówić o kocie i namawiać siebie na wzajem kto go może wziąć. I wiecie co ? NIKT nie mógł. Ja mam już w 2-pok.mieszkaniu psa przybłędę, choć nie mam wiele do zaoferowania ma u mnie kąt, pełną miskę i popołudniowe spacery. Tu chodziło o kota - ot kuweta, miseczka i bez większego problemu, ale NIKT się nie znalazł spośród 30os. NIKT nie chce utrudniać sobie życia, każdy musi mieć wygodę, znajomy który pierwszy garnął się do kota ma domek, duży ogród ,ale "Gdzie tam u mnie jeszcze kot!" (nie ma żadnego zwierzaka!).
Wiecie co - podłe to czasy ! Uczy się nas wygodnictwa i skupienia tylko na sobie!
Kot został na parkingu, auta wciąż krążą, myślę, że na koniec dnia będzie leżał gdzieś rozjechany. Wszyscy podziwiali kota z okna, bo jak ja podeszłam to widzieli ,że lada moment i wejdzie mi na ręce - a to już zobowiązujące !
Czemu tak jest !??? Czemu jesteśmy podli ??? Czemu nikt nie chce nic od siebie dać !????
W firmie znam co najmniej 3osoby, które mieszkają samodzielnie, jest im dobrze materialnie i naprawdę mogłyby coś zrobić, ale NIEEEEE. I wcale nie mają alergii na sierść, albo nie lubią kotów - ot po prostu są egoistami i tyle !
Ja wiem, że zwierzak to pewien kłopot, ale ile radości ! Podłe to czasy ,kiedy lepiej wydać na botoks raz w mieś. niż na przygarnięcie zwierzaka w potrzebie !