Mój partner powiedział mi kiedyś, że mam grube uda i brzuch i jeśli schudnę, to będę go bardziej podniecać. Niestety powiedział to w okresie, kiedy moja samoocena lekko mówiąc kulała, więc mnie tym dobił. Będę te słowa pamiętać pewnie do końca życia. Zwłaszcza, że dla każdego co innego jest grube. Ja przy wzroście 178 cm ważyłam ok. 71 kg i dla większości znajomych byłam normalna, ale dla mojego super wyżyłowanego faceta, biegającego na siłkę, biegającego na ściankę, wspinającego się, jeżdżącego na nartach, a do tego instruktora jakichś tam sportów byłam po prostu tłusta. Efekt był z grubsza taki, że się załamałam i zaczęłam żreć więcej ciastek niż zwykle, ale ukradkiem. Zorientowałam się, że coś jest nie tak, kiedy zaczęłam chować papierki po cukierkach tak, żeby on nie znalazł i wynosić je do śmieci, kiedy jego nie było w domu. Ciutek paranoja.
A później oglądałam z mamą moje zdjęcia i to właśnie ona powiedziała mi dwie rzeczy, po pierwsze - dla kobiety najlepszy czas w życiu to lata między 30 a 40 r.i jeśli wtedy zadbam o siebie, jak ona dbała, to nie będę miała nadwagi w późniejszych latach i będę się wolniej starzeć; a po drugie że jestem piękna i bardzo dużo tracę swoją figurą i wagą. Mogłabym błyszczeć w każdym towarzystwie, ale na moją buzię nikt nie zwraca uwagi, bo wszyscy widzą tylko wielki tyłek. Wiem, że miała rację, ale to matka podała w wątpliwość moją atrakcyjność, a nie partner. Dlatego najlepiej by było, żeby z żoną autora wątku porozmawiała starsza od niej kobieta, matka, ciotka, babcia, która z nią nie rywalizuje, bo jest już zbyt wiekowa. W żadnym razie przyjaciółka (wtedy bym pomyślała, co za zawistna, tępa rura itp.).
Po tej rozmowie z matką przejrzałam jadłospis i wyrzuciłam z niego prawie wszystkie słodycze i przetworzone produkty, jakie znalazłam. I przestałam żreć więcej niż wynosiło moje zapotrzebowanie na energię. Ruszałam się zawsze sporo, więc nie zwiększałam już aktywności. Efekt - w ciągu kilku miesięcy 10 kg mniej. Tak po prostu. Dziś trochę przybrałam, ale raptem 2,3 kg. Niestety rok temu miałam okropną kontuzję i długi stan zapalny i do teraz nie mogę obciążać nogi, a każdy wysiłek fizyczny kojarzy mi się z tym okropnym, porażającym bólem. Ale gdyby nie to, to pewnie dziś nadal ważyłabym te 61 kg.