Nie zasypuje go smsami, w sumie to nic nie pisze Poczekekam aż sam zaproponuje cokolwiek. Jak coś chce to niech się ja w tym czasie się zastanowię co chcę od życia. Czy jego czy nie
Podobne tematy
Mam podobna sytuacje.... Wątek już założyłam. Ale u mnie jest trochę odwrotnie.
http://www.netkobiety.pl/t72774.html
Oto moja historia.
Jakie rady..
Sam się odezwał, pisze cały czas do mnie, o pierdołach. Widać na facetów działa tzw "zlewka", pewnie za jakiś czas znów będę pisała do Was radę co robić bo on przestał się odzywać albo nie chce ze mną być, ale na razie jest na dobrj dobrej drodze... Właśnie dobrej drodze do czego? Do bycia znów razem. Ale nie wiem czy tego chce tak na prawdę. Boje się że znów mnie zostawi, że już nigdy nie będę miała pięknych zaręczyn...
Dziewczyny nie piszcie nic do faceta jak Was zostawi... Przemyśli to sam się odezwie. Nic na siłę
ewelina114, czekam szósty dzień aż ona odpisze i nic. Cisza. Jeszcze trochę i oszaleje do reszty.
ewelina114, czekam szósty dzień aż ona odpisze i nic. Cisza. Jeszcze trochę i oszaleje do reszty.
Jedni potrzebują więcej czasu inni mniej, 6 dni to tak naprawdę krótko, mi się wydaje, że 2 tygodnie to tak optymalnie do miesiąca. Absolutnie nic nie pisz, bo ro ona Ciebie zostawiła, nie Ty ją. W końcu się odezwie, a może do tego czasu Tobie przejdzie?
Na pocieszenie dodam, że wczoraj pisałam z moim eks do poźnego wieczora a dzisiaj znów cisza, co prawda jest wcześnie ale na dzień dobry nie napisał nic. Ja juz trochę chłodniej podchodzę do sprawy, trochę emocje opadły, ale to i tak boli....
ewelina114, czekam szósty dzień aż ona odpisze i nic. Cisza. Jeszcze trochę i oszaleje do reszty.
Przecież już mówiłeś, że sobie wszystko przemyślałeś i faktycznie to nie ma sensu. To po co czekasz?
Na pocieszenie dodam, że wczoraj pisałam z moim eks do poźnego wieczora a dzisiaj znów cisza, co prawda jest wcześnie ale na dzień dobry nie napisał nic. Ja juz trochę chłodniej podchodzę do sprawy, trochę emocje opadły, ale to i tak boli....
Ok to już wiesz, że on na 99% będzie chciał wrócić. Teraz się zastanów czego Ty chcesz.
i to jest pytanie, które towarzyszy mi właściwie od wczoraj cały czas. Czego ja chcę. W głębi duszy i serca czuję, że go kocham i chcę z nim być ale rozum mówi "uciekaj, znajdziesz kogoś lepszego, bardziej kochającego". Kwestia teraz jest taka jak on będzie się starał, czy będzie czy nie. Jeśli nie będzie na tyle, że zobaczę, że chce na prawdę powrotu, że przemyślał - to powrotu nie będzie.
Pytanie teraz takie czy pisać coś do niego pierwsza. Jakieś "dzień dobry" czy nie pokazywać, że mi zależy i czekać na jego krok
Pytanie teraz takie czy pisać coś do niego pierwsza. Jakieś "dzień dobry" czy nie pokazywać, że mi zależy i czekać na jego krok
Nie pisz na razie. Przecież chcesz zobaczyć czy będzie się starał, więc daj mu się wykazać. Moja rada. Do wyjazdu do Chorwacji pierwsza nie pisz. Niech on się wykazuje.
Potem w Chorwacji pewnie zero kontaktu z obu stron i będzie czas na przemyślenia i decyzje.
Pytanie teraz takie czy pisać coś do niego pierwsza. Jakieś "dzień dobry" czy nie pokazywać, że mi zależy i czekać na jego krok
.
absolutnie nic
pomyśl,ze taka osoba nie istnieje, jej nie ma i czekaj
77 2014-07-25 09:12:01 Ostatnio edytowany przez cachmir (2014-07-25 09:16:15)
Jeżeli chcesz ratować związek/małżeństwo, przeczytaj uważnie punkt po punkcie i zastosuj się do tego:
To zasada 34 kroków
Wiele razy stosowana na tym forum
1. Nie śledź, nie przekonuj, nie proś i nie błagaj.
2. Nie dzwoń często.
3. Nie podkreślaj pozytywnych elementów związku/małżeństwa.
4. Nie narzucaj się ze swoją obecnością.
5. Nie prowokuj rozmów o przyszłości.
6. Nie proś o pomoc członków rodziny.
7. Nie proś o wsparcie duchowe.
8. Nie kupuj prezentów.
9. Nie planuj wspólnych spotkań.
10. Nie szpieguj. To cię zniszczy. Jeżeli chcesz to zrobić dla spokoju umysłu, wynajmij profesjonalistę.
11. Nie mów ?Kocham Cię?.
12. Zachowuj się tak, jakby w twoim życiu wszystko było w porządku.
13. Bądź wesoły, silny, otwarty i atrakcyjny.
14. Nie siedź i nie czekaj ? bądź aktywny, rób coś, idź do kościoła, wyjdź z przyjaciółmi, itp.
15. Będąc w domu z żoną (jeżeli to ty zazwyczaj rozpoczynasz rozmowę) postaraj się mówić jak najmniej.
16. Jeżeli zawsze pytasz, co robiła w ciągu dnia twoja żona, PRZESTAŃ PYTAĆ.
17. Musisz sprawić, że twój partner zauważy w tobie zmianę i zda sobie sprawę, że jesteś gotowy żyć dalej, z nim lub bez niego.
18. Nie bądź opryskliwy czy oziębły ? po prostu zachowuj dystans i obserwuj, czy twój partner zauważy i, co ważniejsze, zda sobie sprawę, co traci.
19. Bez względu na to jak się DZIŚ czujesz, pokazuj żonie jedynie zadowolenie i szczęście. Niech widzi osobę, z którą chciałby być.
20. Unikaj wszelkich pytań dotyczących małżeństwa do chwili, gdy żona zechce o tym rozmawiać (co może potrwać jakiś czas).
21. Nigdy nie trać kontroli nad sobą.
22. Nie okazuj zbytniego entuzjazmu.
23. Nie rozmawiaj o uczuciach (to tylko wzmacnia te uczucia).
24. Bądź cierpliwy.
25. Słuchaj tego, co naprawdę mówi do ciebie żona.
26. Naucz się wycofać w chwili, kiedy chcesz zacząć mówić.
27. Dbaj o siebie (ćwicz, śpij, śmiej się i skoncentruj się na pozostałych elementach swojego życia).
28. Bądź silny i pewny siebie; naucz się mówić cicho i spokojnie.
29. Pamiętaj, że jeżeli zdołasz się zmienić to twoje wszystkie KONSEKWENTNE działania będą mówiły więcej, niż jakiekolwiek słowa.
30. Nie pokazuj rozpaczy i zagubienia nawet w sytuacji, gdy cierpisz najbardziej i jesteś zagubiony.
31. Rozmawiając z żoną, nie koncentruj się na sobie.
32. Nie wierz w nic, co słyszysz i w mniej niż 50% tego, co widzisz. żona będzie wszystko negowała, ponieważ jest zraniona i przestraszona.
33. Nie poddawaj się bez względu na to, jak jest ciężko i jak źle się czujesz.
34. Nie schodź z raz obranej drogi.
Tak właśnie myślałam żeby zrobić. Nic pierwsza. Właściwie to on mnie zostawił i myślę, że ma tego świadomość, że teraz ewentualnie jego ruch.
Przeanalizuj kroki,które napisałam w poście wyżej
Pomagają
Fajna lista, niby wszystko logiczne ale fajnie przeczytać sobie pare razy dziennie taką listę. Dzięki. Zastosuję się.
Na razie spokój. Kontaktu brak. Może wczoraj miał gorszy dzień a dzisiaj pomyslał ze ona jednak tęskni to dobrze, mogę olać dalej. Chociaż nie rozmawialiśmy o tym jak się czuje. Tylko on mówił, ze mu zle
marek987 Nie tak łatwo jednak odpuścić
marek987 Nie tak łatwo jednak odpuścić
Wiem. Ale to będzie najlepsze rozwiązanie. Zablokuj wszelkie formy kontaktu z tą dziewczyną i się odetnij. Uwierz mi, że wyjdzie to na dobre.
rafdab napisał/a:marek987 Nie tak łatwo jednak odpuścić
Wiem. Ale to będzie najlepsze rozwiązanie. Zablokuj wszelkie formy kontaktu z tą dziewczyną i się odetnij. Uwierz mi, że wyjdzie to na dobre.
Potwierdzam, nie wiem na ile u mnie to wyjdzie, i co z tego będzie, ale odcięłam się na tydzień. I sam się odezwał zdziwiony dlaczego sie nie odzywałam
marek987 napisał/a:rafdab napisał/a:marek987 Nie tak łatwo jednak odpuścić
Wiem. Ale to będzie najlepsze rozwiązanie. Zablokuj wszelkie formy kontaktu z tą dziewczyną i się odetnij. Uwierz mi, że wyjdzie to na dobre.
Potwierdzam, nie wiem na ile u mnie to wyjdzie, i co z tego będzie, ale odcięłam się na tydzień. I sam się odezwał zdziwiony dlaczego sie nie odzywałam
Ale on nie po to ma się odciąć, aby liczyć, że ona się odezwie. On ma się odciąć, aby o niej zapomnieć!
Usuń ją z FB, zablokuj nr telefonu, aby automatycznie odrzucał.
85 2014-07-25 10:00:42 Ostatnio edytowany przez cachmir (2014-07-25 10:16:48)
marek987 Nie tak łatwo jednak odpuścić
.
Cholera Panowie i Panie jak nie będzie łatwo ?
Dosyć tego biadolenia i rozpaczania nad sobą.
Kobiety kochają silnych mężczyzn i nie chodzi mi o siłę fizyczną.
Takich przy których będą bezpieczne.
A nie takich, którzy chcą na siłę zrobić z siebie wycieraczkę po której
szanowna pani się na koniec przejdzie.
Proszę się pozbierać bo zostanie po was brud sladów z pod butów
i nie smak własnej osoby.
Ale szybko proszę wstać i brać się za siebie
Cachmir ma racje. Ja juz walcze 2 miesiace sam ze soba. Na poczatku troche naw
Powiem Wam, że zaczynam się zastanawiać po co wczoraj się odezwał skoro dzisiaj znowu cisza? Bez sensu to trochę. Myślałam, że skoro już zaczał pisać, pytać to będzie to miało ciąg dalszy a tu nic, cisza.....
Powiem Wam, że zaczynam się zastanawiać po co wczoraj się odezwał skoro dzisiaj znowu cisza? Bez sensu to trochę. Myślałam, że skoro już zaczał pisać, pytać to będzie to miało ciąg dalszy a tu nic, cisza.....
Ale Ty się nad tym nie zastanawiaj bo to bez sensu. Ty musisz się zastanowić co chcesz. Przecież nie będzie tak, że od razu zacznie się odzywać jak kiedyś.
Ja np ze swoją Ex mam z reguły kontakt dopiero po pracy lub wieczorem.
elewina114 napisał/a:Powiem Wam, że zaczynam się zastanawiać po co wczoraj się odezwał skoro dzisiaj znowu cisza? Bez sensu to trochę. Myślałam, że skoro już zaczał pisać, pytać to będzie to miało ciąg dalszy a tu nic, cisza.....
Ale Ty się nad tym nie zastanawiaj bo to bez sensu. Ty musisz się zastanowić co chcesz. Przecież nie będzie tak, że od razu zacznie się odzywać jak kiedyś.
Ja np ze swoją Ex mam z reguły kontakt dopiero po pracy lub wieczorem.
Może faktycznie... Myślę, że się odezwie wieczorem, ale wolałabym jakby napisał "dzień dobry, miłego dnia" czy coś takiego.
Zobaczymy. Czas pokaże. Na razie czekam ![]()
marek987 napisał/a:elewina114 napisał/a:Powiem Wam, że zaczynam się zastanawiać po co wczoraj się odezwał skoro dzisiaj znowu cisza? Bez sensu to trochę. Myślałam, że skoro już zaczał pisać, pytać to będzie to miało ciąg dalszy a tu nic, cisza.....
Ale Ty się nad tym nie zastanawiaj bo to bez sensu. Ty musisz się zastanowić co chcesz. Przecież nie będzie tak, że od razu zacznie się odzywać jak kiedyś.
Ja np ze swoją Ex mam z reguły kontakt dopiero po pracy lub wieczorem.
Może faktycznie... Myślę, że się odezwie wieczorem, ale wolałabym jakby napisał "dzień dobry, miłego dnia" czy coś takiego.
Zobaczymy. Czas pokaże. Na razie czekam
Najlepiej to by było jakby się w ogóle nie odzywał a Ty w tym czasie podjęła decyzje. Zobacz raz się odezwał i od razu widzisz go w kolorowych barwach i czekasz na kolejny kontakt. Idąc tą drogą niedługo wrócicie do siebie. Tylko, że to będzie nie przemyślane i znowu się rozwali.
Marek ma racje. Powrot po krotkim czasie na 99 procent nie bedzie trwaly, najpierw musicie zrozumiec i zniszczyc przyczyny rozstania (o ile to mozliwe). No i byc pewnym, ze nie wroca.
"Spróbujcie zamienić wyobraźnię na rzeczywistość,to pozwoli odnaleźć siebie"
Znalazłam w innym wątku spis książek podany przez bardzo mądrego użytkownika : Wielokropek
jak i przez nią wyżej podane zdanie.
Może Wam pomogą
Spis mądrych książek - kolejność przypadkowa
1. Beattie Melody, Koniec współuzależnienia
2. Janet Woititz, Lęk przed bliskością
3. Janet Wojtitz, Dorosłe dzieci alkoholików
4. Anna Dodziuk, Pokochać siebie
5. Wojciech Eichelberger, Zdradzony przez ojca
6. Sondra Ray, Zasługuję na miłość
7. Susan Forward, Toksyczni rodzice
8. Susan Forward, Craig Buch, Toksyczne namiętności
9. Eugenia Herzyk, Uzależnienie od miłości
10. Arnold Mindell, Praca nad samym sobą
11. Alice Miller, Gdy runą mury milczenia
12. Alice Miller, Bunt ciała
13. Alice Miller, Dramat udanego dziecka
14. Susan Forward, Donna Frazier, Gdy Twój partner łże jak pies
15. Colin Tipping, Radykalne wybaczanie
16. Pia Melody, Toksyczna miłość
17. John Bradshaw, Toksyczny wstyd
18. Eric Berne, W co grają ludzie
19. Wojciech Eichelberger, Ciało i dusza
20. Argov Sherry, Dlaczego mężczyźni kochają zołzy
21. J.C. Dobson, Miłość potrzebuje stanowczości
22. Susan Forward, Szantaż emocjonalny
23. Ewa Woydyłło, Sekrety kobiet
24. Katarzyna Grochola, Andrzej Wiśniewski, Związki i rozwiązki małżeńskie
25. M. James, D. Jongeward, Narodzić się, by wygrać
26. T. Packer, Wolność od autorytetu
Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.
Po co on się wczoraj odezwał?!
Teraz czekam jak głupia aż się odezwie.
Pierwsza nie napiszę bo to byłoby głupie. Sama nie wiem....
Po co on się wczoraj odezwał?!
Teraz czekam jak głupia aż się odezwie.
Pierwsza nie napiszę bo to byłoby głupie. Sama nie wiem....
Głupie to jest takie zastanawianie i gierki. Masz ochotę to się odezwij.
Ale jak napiszę to będzie mnie miał w garści. Pomyśli ze się rozstał a mnie to w ogóle nie ruszłyło skoro piszę.... Ale to ciężkie
Ale jak napiszę to będzie mnie miał w garści. Pomyśli ze się rozstał a mnie to w ogóle nie ruszłyło skoro piszę.... Ale to ciężkie
Już ma Cię w garści. Jakby teraz powiedział, żebyś przyjechała to od razu byś poleciała. Wygrał wczorajszym odezwaniem się. Zobacz jak się zachowujesz.
dlatego nie chcę żeby tak myślał, wczoraj było miło ale chciałabym żeby też się zastanawiał czy ja chcę z nim być czy nie. A nie mieć pewność, że chcę. Skomplikowane to ale jakoś trzeba to rozegrać odpowienio. To, że się nie odzywałam tydzień też było grą, tylko po to żeby to on się odezwał, poczuł brak. A w takiej sytuacji to nie wiem co robić
dlatego nie chcę żeby tak myślał, wczoraj było miło ale chciałabym żeby też się zastanawiał czy ja chcę z nim być czy nie. A nie mieć pewność, że chcę. Skomplikowane to ale jakoś trzeba to rozegrać odpowienio. To, że się nie odzywałam tydzień też było grą, tylko po to żeby to on się odezwał, poczuł brak. A w takiej sytuacji to nie wiem co robić
Właśnie po co w to grać? Przecież to Cię tylko zadręcza. Chcesz z nim być to mu to powiedz i zobacz co on z tym zrobi. Po co się bawić w podchody?
Może tak trzeba... grać? udawać? Gdzieś na forum jest taki wątek o podchodach i gierkach w związku, ze kierując się tylko sercem nic się nie uda.
Może tak trzeba... grać? udawać? Gdzieś na forum jest taki wątek o podchodach i gierkach w związku, ze kierując się tylko sercem nic się nie uda.
Trzeba być sobą, a nie udawać. Chyba, że się jest twardym, a niestety Ty jesteś za miękka na gierki.
dlatego nie chcę żeby tak myślał, wczoraj było miło ale chciałabym żeby też się zastanawiał czy ja chcę z nim być czy nie. A nie mieć pewność, że chcę. Skomplikowane to ale jakoś trzeba to rozegrać odpowienio. To, że się nie odzywałam tydzień też było grą, tylko po to żeby to on się odezwał, poczuł brak. A w takiej sytuacji to nie wiem co robić
az musialam po tym poscie wrocic do pierwszego i sprawdzic ile Ty masz lat. Bo odnioslam wrazenie, ze to jakas podstawowka musi byc.
Jak ja nie cierpie takich konskich zalotow, manipulacji, gierek, brania na przeczekanie i calej tej dziecinady.
Po to Bozia dala ludziom jezyk i mowe (i czasem rozum tez) zeby sie nimi sprawnie poslugiwali i ulatwiali sobie zycie. Umawiasz sie z nim na rozmowe, wyjasniacie sobie co i jak i czy jest sens jeszcze cos wspolnie planowac i przeczekac kryzys czy to juz danie nie do odgrzania. I wtedy wlasciwie postepujesz - jest szansa, to czekaj ale jak normalna znajoma, bez owijania sie jak bluszcz. Spotkajcie sie czasem, pogadajcie i moze da sie cos z tego odzyskac (choc watpie, bo facet jakis tez pogrywajacy raz w prawo raz w lewo). A jak powie, ze sorki, konczymy, to wez to na klate i przyjmij to do wiadomosci. Bez trzymania warty przy telefonie i wrozenia z fusow "co on mial na mysli wtedy to a wtedy".
Jakby mi ktoś powiedział, że lepiej będzie dla ewentualnego powrotu nie odzywać się pierwsza, zwłaszcza, że to on mnie zostawił, zabrał pierścionek to bym się nie odezwała.
Ale teraz nie wiem, czy on zrobił pierwszy krok i teraz czeka czy ja też zrobię? Czy po prostu wczoraj miał gorszy dzień i dlatego się odezwał
Jakby mi ktoś powiedział, że lepiej będzie dla ewentualnego powrotu nie odzywać się pierwsza, zwłaszcza, że to on mnie zostawił, zabrał pierścionek to bym się nie odezwała.
Ale teraz nie wiem, czy on zrobił pierwszy krok i teraz czeka czy ja też zrobię? Czy po prostu wczoraj miał gorszy dzień i dlatego się odezwał
Wiesz co przestań już rozkminiać, weź telefon zadzwoń i się z nim umów, albo odpuść go sobie i zablokuj bo to męczące jest.
Jakby mi ktoś powiedział, że lepiej będzie dla ewentualnego powrotu nie odzywać się pierwsza, zwłaszcza, że to on mnie zostawił, zabrał pierścionek to bym się nie odezwała.
Ale teraz nie wiem, czy on zrobił pierwszy krok i teraz czeka czy ja też zrobię? Czy po prostu wczoraj miał gorszy dzień i dlatego się odezwał
No i w kolo Macieju to samo.
JESLI on ma ochote na powrot do Ciebie, to jest to BEZ znaczenia, czy Ty sie pierwsza odezwiesz czy nie. Gdyby mu zalezalo na was, to wiedzialabys o tym, czula i nie balabys sie zadzwonic pierwsza.
105 2014-07-25 14:05:58 Ostatnio edytowany przez SM78 (2014-07-25 19:53:24)
Jeżeli chcesz ratować związek/małżeństwo, przeczytaj uważnie punkt po punkcie i zastosuj się do tego:
To zasada 34 kroków
Wiele razy stosowana na tym forum1. Nie śledź, nie przekonuj, nie proś i nie błagaj.
2. Nie dzwoń często.
3. Nie podkreślaj pozytywnych elementów związku/małżeństwa.
4. Nie narzucaj się ze swoją obecnością.
5. Nie prowokuj rozmów o przyszłości.
6. Nie proś o pomoc członków rodziny.
7. Nie proś o wsparcie duchowe.
8. Nie kupuj prezentów.
9. Nie planuj wspólnych spotkań.
10. Nie szpieguj. To cię zniszczy. Jeżeli chcesz to zrobić dla spokoju umysłu, wynajmij profesjonalistę.
11. Nie mów ?Kocham Cię?.
12. Zachowuj się tak, jakby w twoim życiu wszystko było w porządku.
13. Bądź wesoły, silny, otwarty i atrakcyjny.
14. Nie siedź i nie czekaj ? bądź aktywny, rób coś, idź do kościoła, wyjdź z przyjaciółmi, itp.
15. Będąc w domu z żoną (jeżeli to ty zazwyczaj rozpoczynasz rozmowę) postaraj się mówić jak najmniej.
16. Jeżeli zawsze pytasz, co robiła w ciągu dnia twoja żona, PRZESTAŃ PYTAĆ.
17. Musisz sprawić, że twój partner zauważy w tobie zmianę i zda sobie sprawę, że jesteś gotowy żyć dalej, z nim lub bez niego.
18. Nie bądź opryskliwy czy oziębły ? po prostu zachowuj dystans i obserwuj, czy twój partner zauważy i, co ważniejsze, zda sobie sprawę, co traci.
19. Bez względu na to jak się DZIŚ czujesz, pokazuj żonie jedynie zadowolenie i szczęście. Niech widzi osobę, z którą chciałby być.
20. Unikaj wszelkich pytań dotyczących małżeństwa do chwili, gdy żona zechce o tym rozmawiać (co może potrwać jakiś czas).
21. Nigdy nie trać kontroli nad sobą.
22. Nie okazuj zbytniego entuzjazmu.
23. Nie rozmawiaj o uczuciach (to tylko wzmacnia te uczucia).
24. Bądź cierpliwy.
25. Słuchaj tego, co naprawdę mówi do ciebie żona.
26. Naucz się wycofać w chwili, kiedy chcesz zacząć mówić.
27. Dbaj o siebie (ćwicz, śpij, śmiej się i skoncentruj się na pozostałych elementach swojego życia).
28. Bądź silny i pewny siebie; naucz się mówić cicho i spokojnie.
29. Pamiętaj, że jeżeli zdołasz się zmienić to twoje wszystkie KONSEKWENTNE działania będą mówiły więcej, niż jakiekolwiek słowa.
30. Nie pokazuj rozpaczy i zagubienia nawet w sytuacji, gdy cierpisz najbardziej i jesteś zagubiony.
31. Rozmawiając z żoną, nie koncentruj się na sobie.
32. Nie wierz w nic, co słyszysz i w mniej niż 50% tego, co widzisz. żona będzie wszystko negowała, ponieważ jest zraniona i przestraszona.
33. Nie poddawaj się bez względu na to, jak jest ciężko i jak źle się czujesz.
34. Nie schodź z raz obranej drogi.
Przeczytałem wszystkie wpisy, przeanalizowałem je na swój sposób i nie do końca poznałem odpowiedź, co w takiej sytuacji robić, no i wreszcie pojawiło się coś, na czym można się skupić.
U mnie wygląda sytuacja podobnie, ale jednak inaczej. Od ponad 40 dni mieszkamy z żoną osobno. Po kolejnej kłótni wyprowadziła się z naszym 9 letnim synem do rodziców. Przez pierwsze kilka dni nie mieliśmy kontaktu, po kilku spotkaliśmy się raz i później ponad tydzień znowu bez widzenia (spotykałem się oczywiście z młodym). Oczywiście miałem dużo czasu na przemyślenia i ponieważ bardzo kocham żonę i naprawdę dopiero teraz przemyślałem nasze beznadziejne ostatnie kilka lat małżeństwa, postanowiłem, że zrobię wszystko, żeby zacząć od nowa (jesteśmy małżeństwem 13 lat, a razem od 16). Miałem urlop, więc przez ostatnie ponad 10 dni spotykaliśmy się praktycznie codziennie, ona ze względu na młodego, ja na nią. Wyjazdy nad wodę, do kina, kawa w domu. Zaczęło się robić "lepiej", ale nadal to nie było to ze strony żony, która ciągle powtarza, że nie umie zapomnieć złych momentów, ma pustkę w głowie i obecnie jest na nie itp. Ja ciągle się starałem, żeby okazać jej, że pracuję nad sobą i zależy mi kurewsko bardzo, żeby znowu było wszystko ok. Staram się ją przytulać za każdym razem, gdy tylko mogę i gdy w środę po raz kolejny usłyszałem, że troszkę zaczynam "przesadzać" z tymi czułościami, coś we mnie pękło. I powiedziałem sobie, człowieku obudź się, bo wylądujesz w wariatkowie albo padniesz na zawał. Naprawdę mam taki typ "głowy", że często rozmyślam, za dużo interpretuję i analizuję. I od środy nie zrobiłem żadnego ruchu (a uwierzcie mi, że dla mnie to wieczność) w kierunku spotkania, telefonu itd. (największym problemem jest syn, z którym i tak muszę się spotkać, więc na 99% muszę chociaż na chwilę zobaczyć się z żoną). Powiedziałem sobie dość takich zachowań, bo tylko pogarszałem swoje wewnętrzne samopoczucie. Dzięki temu znalazłem się na tym forum, szukam po prostu każdej możliwości, żeby przestać rozmyślać. I teraz przeczytałem te kilkanaście punktów i szczerze, coś w tym jest. Tylko powiedzcie mi, doradźcie czy naprawdę w moim przypadku całkowite odizolowanie pomoże, czy bardziej zaszkodzi? Dzięki z góry za pomoc.
Edit:
no i zaczęło się na nowo, ehhh 2 dni tylko wewnętrznego spokoju. Żona przyprowadziła mi syna, bo idzie z koleżanką na piwko. Na przywitanie chciała mi dać buziaka, ale ja tylko ją musnąłem w policzek i poleciało: "Jak nie chcesz mi dać buziaka, to powiedz" i foch. No i teraz znowu mam doła :\ Qrna co ja mam robić, jak się zachowywać, jak to rozegrać? Bo mnie normalnie trafi zaraz ![]()
106 2014-07-25 20:03:46 Ostatnio edytowany przez SM78 (2014-07-25 20:04:50)
cachmir napisał/a:Jeżeli chcesz ratować związek/małżeństwo, przeczytaj uważnie punkt po punkcie i zastosuj się do tego:
To zasada 34 kroków
Wiele razy stosowana na tym forum1. Nie śledź, nie przekonuj, nie proś i nie błagaj.
2. Nie dzwoń często.
3. Nie podkreślaj pozytywnych elementów związku/małżeństwa.
4. Nie narzucaj się ze swoją obecnością.
5. Nie prowokuj rozmów o przyszłości.
6. Nie proś o pomoc członków rodziny.
7. Nie proś o wsparcie duchowe.
8. Nie kupuj prezentów.
9. Nie planuj wspólnych spotkań.
10. Nie szpieguj. To cię zniszczy. Jeżeli chcesz to zrobić dla spokoju umysłu, wynajmij profesjonalistę.
11. Nie mów ?Kocham Cię?.
12. Zachowuj się tak, jakby w twoim życiu wszystko było w porządku.
13. Bądź wesoły, silny, otwarty i atrakcyjny.
14. Nie siedź i nie czekaj ? bądź aktywny, rób coś, idź do kościoła, wyjdź z przyjaciółmi, itp.
15. Będąc w domu z żoną (jeżeli to ty zazwyczaj rozpoczynasz rozmowę) postaraj się mówić jak najmniej.
16. Jeżeli zawsze pytasz, co robiła w ciągu dnia twoja żona, PRZESTAŃ PYTAĆ.
17. Musisz sprawić, że twój partner zauważy w tobie zmianę i zda sobie sprawę, że jesteś gotowy żyć dalej, z nim lub bez niego.
18. Nie bądź opryskliwy czy oziębły ? po prostu zachowuj dystans i obserwuj, czy twój partner zauważy i, co ważniejsze, zda sobie sprawę, co traci.
19. Bez względu na to jak się DZIŚ czujesz, pokazuj żonie jedynie zadowolenie i szczęście. Niech widzi osobę, z którą chciałby być.
20. Unikaj wszelkich pytań dotyczących małżeństwa do chwili, gdy żona zechce o tym rozmawiać (co może potrwać jakiś czas).
21. Nigdy nie trać kontroli nad sobą.
22. Nie okazuj zbytniego entuzjazmu.
23. Nie rozmawiaj o uczuciach (to tylko wzmacnia te uczucia).
24. Bądź cierpliwy.
25. Słuchaj tego, co naprawdę mówi do ciebie żona.
26. Naucz się wycofać w chwili, kiedy chcesz zacząć mówić.
27. Dbaj o siebie (ćwicz, śpij, śmiej się i skoncentruj się na pozostałych elementach swojego życia).
28. Bądź silny i pewny siebie; naucz się mówić cicho i spokojnie.
29. Pamiętaj, że jeżeli zdołasz się zmienić to twoje wszystkie KONSEKWENTNE działania będą mówiły więcej, niż jakiekolwiek słowa.
30. Nie pokazuj rozpaczy i zagubienia nawet w sytuacji, gdy cierpisz najbardziej i jesteś zagubiony.
31. Rozmawiając z żoną, nie koncentruj się na sobie.
32. Nie wierz w nic, co słyszysz i w mniej niż 50% tego, co widzisz. żona będzie wszystko negowała, ponieważ jest zraniona i przestraszona.
33. Nie poddawaj się bez względu na to, jak jest ciężko i jak źle się czujesz.
34. Nie schodź z raz obranej drogi.Przeczytałem wszystkie wpisy, przeanalizowałem je na swój sposób i nie do końca poznałem odpowiedź, co w takiej sytuacji robić, no i wreszcie pojawiło się coś, na czym można się skupić.
U mnie wygląda sytuacja podobnie, ale jednak inaczej. Od ponad 40 dni mieszkamy z żoną osobno. Po kolejnej kłótni wyprowadziła się z naszym 9 letnim synem do rodziców. Przez pierwsze kilka dni nie mieliśmy kontaktu, po kilku spotkaliśmy się raz i później ponad tydzień znowu bez widzenia (spotykałem się oczywiście z młodym). Oczywiście miałem dużo czasu na przemyślenia i ponieważ bardzo kocham żonę i naprawdę dopiero teraz przemyślałem nasze beznadziejne ostatnie kilka lat małżeństwa, postanowiłem, że zrobię wszystko, żeby zacząć od nowa (jesteśmy małżeństwem 13 lat, a razem od 16). Miałem urlop, więc przez ostatnie ponad 10 dni spotykaliśmy się praktycznie codziennie, ona ze względu na młodego, ja na nią. Wyjazdy nad wodę, do kina, kawa w domu. Zaczęło się robić "lepiej", ale nadal to nie było to ze strony żony, która ciągle powtarza, że nie umie zapomnieć złych momentów, ma pustkę w głowie i obecnie jest na nie itp. Ja ciągle się starałem, żeby okazać jej, że pracuję nad sobą i zależy mi kurewsko bardzo, żeby znowu było wszystko ok. Staram się ją przytulać za każdym razem, gdy tylko mogę i gdy w środę po raz kolejny usłyszałem, że troszkę zaczynam "przesadzać" z tymi czułościami, coś we mnie pękło. I powiedziałem sobie, człowieku obudź się, bo wylądujesz w wariatkowie albo padniesz na zawał. Naprawdę mam taki typ "głowy", że często rozmyślam, za dużo interpretuję i analizuję. I od środy nie zrobiłem żadnego ruchu (a uwierzcie mi, że dla mnie to wieczność) w kierunku spotkania, telefonu itd. (największym problemem jest syn, z którym i tak muszę się spotkać, więc na 99% muszę chociaż na chwilę zobaczyć się z żoną). Powiedziałem sobie dość takich zachowań, bo tylko pogarszałem swoje wewnętrzne samopoczucie. Dzięki temu znalazłem się na tym forum, szukam po prostu każdej możliwości, żeby przestać rozmyślać. I teraz przeczytałem te kilkanaście punktów i szczerze, coś w tym jest. Tylko powiedzcie mi, doradźcie czy naprawdę w moim przypadku całkowite odizolowanie pomoże, czy bardziej zaszkodzi? Dzięki z góry za pomoc.Edit:
no i zaczęło się na nowo, ehhh 2 dni tylko wewnętrznego spokoju. Żona przyprowadziła mi syna, bo idzie z koleżanką na piwko. Na przywitanie chciała mi dać buziaka, ale ja tylko ją musnąłem w policzek i poleciało: "Jak nie chcesz mi dać buziaka, to powiedz" i foch. No i teraz znowu mam doła :\ Qrna co ja mam robić, jak się zachowywać, jak to rozegrać? Bo mnie normalnie trafi zaraz
Edit2: przepraszam za powielenie
a więc po co odzyskiwać?
a więc po co odzyskiwać?
a bardziej rozwinąć możesz?
OJ zastanow sie dobrze.. jeden sms, proba odzewu.. ahh
Powinnas sie z nim umowic wtedy i porozmawiac. Rozwiazac ta sytuacje.
110 2014-07-27 10:04:54 Ostatnio edytowany przez elewina114 (2014-07-27 10:06:53)
Słychajcie jestem totalnie załamana. Wczoraj w nocy wóciłam z delegacji, jeden dzień ale jechałam autem 700 km, on oczywiście nie zainteresował się czy totarłam czy nie. Dopiero jak byłam w domu ok 3 w nocy, leżałam w łóżku zadzwonił
M:hej dorarłaś?
Ja: tak już jestem w domu
M: to dobrze, mogłabyś przyjechać po mnie bo jestem strasznie pijany na dyskotece
Ja: Spoko przyjadę, będę za 10 minut (licząc na to, że skoro jest tak napity to powie co mu leży na sercu odnośnie nas)
Gdy przyjechałam nie odbierał, po chwili odebrał i słysze w tle jakieś laski Marcinku, Marcinku ściągaj koszulkę, coś tam pochichrał się do nich i się rozłączył.
Weszłam na dyskotekę, i zobaczyłam..... Jego i trzy laski, obmacywanki. Zobaczył mnie, zrobił głupią minę, ja się odwróciłam i poszłam. Myslalam, że pojdzie za mną, ale nie poszedł.
Wrócilam i poprosiłam go na zewnątrz. Powiedziałam, że dzwonił po mnie a on że nie, (ledwo stał na nogach), powiedział, że jest tu ze znajmymi, więc ja na to czy wraca do koleżanek czy jedzie do domu, a on mi, że zostaje.
Powiedziałam mu, że jak teraz tam wróci to już nigdy ma do mnie nie pisać, nie dzwonić i że więcej mnie nie zobaczy na co on stwierdził, wzruszając ramionami - ok!
Ostatecznie czekając na niego pod domem ale mnie nie widział, że jestem (bo chciałam zabrać swoje rzeczy), po 40 minutach zobaczyłam, że mamusia po niego jedzie (on ma 27 lat), poczekałam, aż wrócą i zadzwoniłam do niego i poprosiłam, że jak mama pojdzie na górę, żeby poczekał to wezmę swoje rzeczy, a nie chce robić scen, i że nigdy więcej nie chce go widzieć. To odpowiedział mi, że on nawet nie pamięta, żeby po mnie dzwonił, że to tylko koleżanki, że jutro pogadamy jak wytrzeźwieje.
Mam dzisiaj poechać po rzeczy. Czy uwarzacie, że jest jeszcze cień nadzieji dla nas??? Że był pijany i mógł nie myśleć co robi??
A i jeszcze dodam, że on pierwszy się odezwał po rozstaniu, pisał co chwile smsy i dzwonił
Proszę napiszcie mi coś bo nie daj rady...
Tak go kocham a on tak mnie traktuje ![]()
Czy uwarzacie, że jest jeszcze cień nadzieji dla nas??? Że był pijany i mógł nie myśleć co robi??
Sorry za brutalność, ale nie mogę się powstrzymać. Jesteś głupia czy udajesz? Wiesz, myślę że na 99,9% wrócicie do siebie. Potem jemu się znudzi i znowu pójdzie się bawić, a ty potulnie bdziesz czekała w domu.
Dziewczyno szanuj się, bo jak sama się nie szanujesz to kto ma to robić? Powiedziałaś, że widzi Cię ostatni raz to po co do niego jeździsz? Odpuść te rzeczy no chyba że to jakieś mega wartościowe. Ogarnij się, bo aż żal.
Człowiek jak kocha to nie myśli logicznie
niestety.
Dzisiaj pojade po rzeczy i będę musiała chyba odpuścić. Tak mi strasznie ciężko
Myśli logicznie, tylko nie przekłada logiki w czyny. Ty chcesz ból ukoić, ale robisz to na odwrót niz trzeba. Nie wracając do swojego oprawcy, a urywając z nim całkowity kontakt aż do zaprzestania "kochania".
I jeszcze ta fajna myśl, że jak pijany to na pewno Ci całą prawde powie. No to powiedział i pokazał, tak jakbyś ani nie znała ludzi pijanych, ani nie znała jego zachowań gdy pił. Nie ma innego ratunku niż skreślenie tego całkiem, a płaszczeniem się tylko doprowadzisz do tego, że siebie jeszcze bardziej będziesz nienawidzić i mówić "nie umiem, nie umiem przestać go kochać, jestem taka głupia i sie nie nadaje do niczego".
Pojade - jak raczy wstać po wczorajszej imprezie - po swoje rzeczy i powiem mu, że to koniec, że odchodzę na zawsze bo nie ogarnę tego. Albo wyląduje w psychiatryku albo nie wiem jak to się skończy.
Tak się wczoraj poświęciłam, pierwszy raz w życiu zrobiłam trasę 700 km autem i za 30 minut jak się polożyłam spać pojechałam po niego... a on tak mnie potraktował.
Żal mi siebie, że dopuściłam do takiej sytuacji. On od zawsze miał opinię podrywacza i zdrajcy (jeśli chodzi o związki). Trzy lata temu jak zaczynaliśmy coś tworzyć, co w moim mniemaniu było już związkiem, a w jego niestety nie, też kogoś poznał i urwaliśmy kontakt. Wtedy powidział mi, że nie jest gotwy. Dopiero w tym roku się przyznał jak drugi raz podeszliśmy do "tematu", wydawało mi się, że na poważnie bo zaręczyny itd - przyznał się, że kogoś wtedy poznał, ale już się zmienił i jest wierny
Boooooożeeeeee kiedy to się skończy??!! Jak urwę kontakt. Ale kiedy przestanę go kochać i o nim mysleć?
No to ładnie. Nie dość, że tu nie było subtelnych lampek ostrzegawczych, to bardzo poważne i świecące na krwisto czerwono. A Ty i tak w to zabrnęłaś, mimo opinii jakiej miał. Teraz nagle sie zmienił i na pewno dla Ciebie...
Ah ten kobiecy umysł. Zdrajca i podrywacz zmienił się dla mnie, tej wyjątkowej mnie, której nikt inny nie kocha. Jak taki cham sie zmienia dla mnie, to musi cos to znaczyć. Tak widze te romantyczne wizje. I jeszcze tłumaczenia, bo pijany. Czyli ma przyzwolenie na to, by pijanym mógł robić co chce. Na trzezwo pewnie zupa była za słona i też się jakoś go wytlumaczy. Sama sie zastanow. Lecisz do pijanego po męczącej podróży. W głowie masz historyjke, że powie Ci prawde jak Cie kocha, a on nawet nie pamięta, że dzwonił i nic nie dostałaś. Nie dostałaś to Cie boli i wzmacnia sie uczucie przez tą niedostępność. Kiedy przestaniesz kochać? Kiedy sobie poukładasz w głowie, że go nie kochasz, siebie nie kochasz i kiedy zaczniesz żyć szczęśliwie. Bez takich ludzi jak on, którzy Ci to nieszczęście przynoszą (ale inna sprawa, że takich chcesz?).
Możesz w ogóle nie wyjść z tego jak nie ruszysz życia do przodu i będziesz wracała tylko do jego dobrych czynów/słów, a złe tłumaczyła.
Dzięki Thepass za słowa otuchy, bardzo mi potrzebne jest teraz takie chłodne spojrzenie na ten temat. Na prawdę uwierzyłam mu, że się zmienił, bardzo ważnym dla mnie tego potwierdzeniem były zaręczyny - dla niego niestety nie.
Nie umiem sobie poradzić z tym wszystkim, już myślałam, że wszystko mi się w końcu ułoży. Że będę szczęśliwa narzeczona a potem żona. W ogóle nie dociera do mnie co on wczoraj zrobił, jakby odrzucam to, tłumaczę go. Ale to jest bez sensu.
No bez sensu, bo musisz mieć podstawy ku temu by sądzić, że będzie dobrze i będziesz szczęśliwa. Oceniaj logicznie po tym jak jest, jak sie czujesz przez niego. To powinno byc najważniejsze. Przecież nie ma i nigdy nie było podstaw do tego, że miałabyś mieć z nim dobrze. Być może on ma jakiś potencjał, że może któraś z nim być szczęśliwa, ale to musiałaby go dobrze sobie ustawić a jest to wg mnie niemożliwe. On by i tak uciekł do innej i do innej i tak w kółko, bo nikogo nie szanuje i spotyka kobiety które nie szanują samych siebie...
On szanuje ale tylko swoją matkę i siostrę, to są dla niego ideały.
Co mam mu powiedzieć jak pojadę? Zagłębiać się w temat czy tylko powiedzieć, że za to co wczoraj widziałam i jak mnie potraktowałeś nigdy już nie będziemy razem.
Od rana nic nie jem, tylko palę fajkę za fajką, wziełam tabletkę na uspkojenie, żeby trochę logiczniej myśleć.... Ale co z tego?
120 2014-07-27 13:59:38 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-07-27 13:59:59)
Rzuć to bo sie niszczysz, nie dosc ze swoim mysleniem, to jeszcze nałogami!!! Dobra, nie jestem Twoim ojcem (jeszcze).
Nic nie mów, bierz co masz wziąć i idź, nie wracaj. On to wszystko wie. Nie traktuj go lepiej niż on Ciebie, a jeśli nie jesteś 'złą osobą' (jakkolwiek to brzmi i co o tym uważasz) to bądź neutralna, jakbyś go dopiero dziś poznała i był brzydkim listonoszem, który tylko daje Ci listy - bierzesz i odchodzisz. Emocje sobie zostaw na moment kiedy wrocisz do domu.
Może matka i siostra sobie nie pozwalają na złe traktowanie to je szanuje.
właśnie wróciłam, powiedział, że to, że pisał to nic takiego nie znaczy, że po prostu chciał się dowiedzieć co u mnie. Coś tam przeprosił za wczoraj, ale powiem Wam, że zbytnio skruchy nie okazał.
Powiedziałam, że albo jesteśmy razem albo zrywam z nim całkowicie kontakt - to się uśmiechnął i powiedział "przecież wiesz, że my żyć bez siebie nie możemy". Na razie leczy kaca, ma przyjechać wieczorem by ostatecznie coś ustalić.
Zobaczymy. Chodzę na terapię do psychologa, na podniesienie własnej wartości i może jak ją skończę będę miała na tyle siły by od niego z dumą i podniesioną głową odejść.
Na razie nie umiem
((( i jest mi z tym strasznie zle. Bo na pewno gdzies na swiecie czeka osoba, która będzie mnie kochała bezgranicznie
właśnie wróciłam, powiedział, że to, że pisał to nic takiego nie znaczy, że po prostu chciał się dowiedzieć co u mnie. Coś tam przeprosił za wczoraj, ale powiem Wam, że zbytnio skruchy nie okazał.
Powiedziałam, że albo jesteśmy razem albo zrywam z nim całkowicie kontakt - to się uśmiechnął i powiedział "przecież wiesz, że my żyć bez siebie nie możemy". Na razie leczy kaca, ma przyjechać wieczorem by ostatecznie coś ustalić.
Zobaczymy. Chodzę na terapię do psychologa, na podniesienie własnej wartości i może jak ją skończę będę miała na tyle siły by od niego z dumą i podniesioną głową odejść.
Na razie nie umiem((( i jest mi z tym strasznie zle. Bo na pewno gdzies na swiecie czeka osoba, która będzie mnie kochała bezgranicznie
Kompletnie nie rozumiem Twojego postępowania. Ile razy on ma Ci powiedziec ze to koniec? 10? 20?
Nie zachowuj sie jak desperatka. Ciesz sie ze nie macie dzieci i ślubu. Nie moge zrozumieć czemu nie potrafisz od niego odejść. I nie mów mi ze dlatego ze kochasz bo on ma to w dupie
Powiedziałam, że albo jesteśmy razem albo zrywam z nim całkowicie kontakt - to się uśmiechnął i powiedział "przecież wiesz, że my żyć bez siebie nie możemy".
On się nigdy nie zmieni. Taki już typ. Przyzwyczaił się, że nie musi nikogo szanować a i tak dostanie czego chce. Robi co chce, nie szanuje Ciebie ani Twoich uczuć, a Ty za nim biegasz jak piesek na smyczy. Przepraszam za dosadność, ale tak to wygląda. Sama napisałaś w tytule wątku, że Cię zostawił. Skoro tak jest, to nie ma czego odzyskiwać. On powiedział "przecież wiesz, że my bez siebie żyć nie możemy", mając zapewne na myśli że to Ty nie możesz i nie potrafisz żyć bez niego. Dzięki temu on ma gdzieś na boku, na szarym końcu "koło zapasowe". Tak jak on Ciebie traktuje, nie traktuje się bowiem ukochanej osoby a tym bardziej takiej z którą zamierza się spędzić resztę życia (a niby chciał się zaręczać).
O Tobą pomiata, bo pozwalasz na to, już do tego przywykłaś i uznałaś to za normę. Na szczęście normą to nie jest i wiele dziewczyn samych dochodzi do tego wniosku. Mam nadzieję, że i Ty dojdziesz, po postach które przeczytasz na forum.
Na razie leczy kaca, ma przyjechać wieczorem by ostatecznie coś ustalić.
Zobaczymy. Chodzę na terapię do psychologa, na podniesienie własnej wartości i może jak ją skończę będę miała na tyle siły by od niego z dumą i podniesioną głową odejść.
Ja kompletnie nie rozumiem co tu jest do ustalenia. Facet robi z Tobą co chce, rządzi się jak pan i władca a Ty jeszcze masz zamiar z nim cokolwiek próbować ustalać. Z takim człowiekiem nie ma co ustalać. Nie da się. On i tak zawsze Cię zmanipuluje tak, że Ty w swoich kompleksach i zaniżonej własnej wartości, uznasz że wszystko było Twoją winą i na dodatek jeszcze przeprosisz "misiaczka".
Odetnij się od tego dupka i zawalcz o normalne życie.
właśnie dostałam smsa. "Nie przyjadę dzisiaj bo siedzę ze szwagrem, chyba już sie nie zobaczymy bo nie jestem na 100% być pewny, że wszystko się zmieni. Czuje do ciebie coś ale mieliśmy swój czas żeby się zmienić i nic z tego nie wyszło. Cierpie bo na prawdę zależy mi na tobie ale nie wyobrażam sobie wspólnego życia" - to napisał człowiek, który 5 miesięcy temu mi się oświadczył i z którym jeszcze rano gadalam w miarę normalnie, przeraszał za wczorajszą dyskotekę, przytulał i całował.....
Żenada. Nic na to nie odpisałam bo niby co? Coś we mnie pękło właśnie
Ewelino, wiesz co Ci powiem...?
Dziwię się, że "pękło" w Tobie coś dopiero teraz. Ja "pękła" bym już o wiele wcześniej. Serio...
Facet jest chamem, miał zerowy szacunek do własnej kobiety, zachowywał się skandalicznie, manipulował Tobą, zaniżał Twoją samoocenę, grał na Twoich uczuciach...
Na prawdę nie ma nad czym płakać. Twoje życie od tej chwili, może być tylko LEPSZE i SZCZĘŚLIWSZE...
Nie wiem co mam myśleć o tym teraz. Uważa się za takiego dorosłego a takie rzeczy robi. Chciałabym się jakoś zemścić na nim. Nie chce mu oczywiście robić krzywdy czy wybijać szyb w aucie, ale jakoś pokazać, że stracił dużo. Bo w moim odczuciu stracił. Byłam w stanie wiele dla niego poświęcić i wiele rzeczy zrobić
127 2014-07-27 19:30:29 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2014-07-27 19:35:58)
Nie wiem co mam myśleć o tym teraz. Uważa się za takiego dorosłego a takie rzeczy robi. Chciałabym się jakoś zemścić na nim. Nie chce mu oczywiście robić krzywdy czy wybijać szyb w aucie, ale jakoś pokazać, że stracił dużo. Bo w moim odczuciu stracił. Byłam w stanie wiele dla niego poświęcić i wiele rzeczy zrobić
Ewelina, "zemsta" to dowód na to że samemu jest się dzieckiem. Dorośli nie "mszczą" się na kimś kto odchodzi, a tym bardziej na kimś za odejściem kogo nie warto płakać. Po co mścić się na durniu, którego odejście jest najlepszą rzeczą jaka mogła Ci się w obecnej chwili przytrafić? Chcesz mu pokazać że miał rację? Że jesteś tak przyzwyczajona do jego upokorzeń, że chciałabyś jeszcze i żałujesz że odszedł?
Tutaj najlepszą zemstą będzie bycie szczęśliwą bez niego. Pokazanie, że jesteś silną kobietą która zna swoją wartość i potrafi sobie ułożyć życie po swojemu. Tak jak tego zapragniesz...
128 2014-07-27 19:47:10 Ostatnio edytowany przez elewina114 (2014-07-27 19:52:50)
A myślicie, żeby coś mu odpisać? Czy olać to?
W końcu mam podstawy żeby go na prawdę znienawidzić.
No i tak kończy się moja chora, męcząca, wyniszczająca historia. Miał być slub a zakończyło się sms.
Dzięki wszystkim za wsparcie
Może uda mi się o nim zapomnieć i zacząć szukać szczęścia u kogoś innego
zacząć szukać szczęścia u kogoś innego
Zapomnij.
A myślicie, żeby coś mu odpisać? Czy olać to?
W końcu mam podstawy żeby go na prawdę znienawidzić.No i tak kończy się moja chora, męcząca, wyniszczająca historia. Miał być slub a zakończyło się sms.
Dzięki wszystkim za wsparcie
Może uda mi się o nim zapomnieć i zacząć szukać szczęścia u kogoś innego
Ja bym niczego nie pisała. Nie warto. Nienawidzić też nie masz go za co. Uwolnił Cię od siebie samego i wątpliwego szczęścia bycia u jego boku, możesz mu w duchu tylko podziękować. Zastanów się, co by było gdyby to wszystko co teraz się działo, zadziało się po ślubie... A tak... ominęła Cię jedynie "szansa" na życiową pomyłkę i zmarnowanie większej ilości czasu.
Teraz nie szukaj nikogo innego. Zajmij się sobą. Oceń swoje dotychczasowe postępowanie, wyciągnij wnioski. Znajdź coś co zacznie sprawiać Ci przyjemność, jakieś hobby. Zrób coś dla siebie, zmień fryzurę, kolor włosów, zawartość szafy, cokolwiek przyjdzie ci do głowy. Zacznij wychodzić ze znajomymi, pociesz się wolnością. Gdybyś zaczęła teraz szukać "klina", istnieje ryzyko że trafiłabyś szybciutko na kolejnego "misiaczka". Najpierw się pozbieraj, zapomnij o nienawiści do kogokolwiek, odzyskaj poczucie własnej wartości, szacunek do siebie samej a potem żądej szacunku od każdego potencjalnego partnera. Inaczej trafisz za jakiś czas w podobny punkt w którym niedawno byłaś.