netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

W piekle...

161 odpowiedzi35 448 wyświetleńzałożony przez Betsy80, 26.06.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 162 z 162 ]

131

Odp: W piekle...
Darkness napisał/a:
adamajkis napisał/a:

Ja powiem tylko jedno, nie możesz karmić się nienawiścią. To zrujnuje wszystko co masz i wykończy Ciebie - będziesz wrakiem człowieka niezdolnym do pozytywnego działania. Twój mąż jest człowiekiem i mimo tego co zrobił, należy mu się godne traktowanie. Trzeba dążyć do pokoju ducha i podjęcia racjonalnych decyzji, odrzucić nienawiść.

Jakoś nie piszesz tak gdy zdradzają kobiety, kolejny hipokryta....

Darkness szukasz kolejnego obiektu do rzucania oszczerstw.
Chłopaku ty się ogarnij.
Idź do psychologa bo on jest tobie potrzebny.
Nie obrażaj nikogo

132 Ostatnio edytowany przez Betsy80 (2014-10-16 13:30:12)

Odp: W piekle...

Witajcie.
Czas tak szybko płynie a ja, już mądrzejsza, spokojniejsza i chyba inna, udzielam się w wątkach wielu osób i tak bardzo je rozumiem, współczuję i chciałabym aby każdy znalazł swoją szczęśliwą drogę.

Jest dobrze. Zmieniło się bardzo dużo.
Nasza relacja przeszła totalny lifting, to inny rodzaj bycia razem.
Jesteśmy jak sprawnie działająca machina, logistyka bez zarzutu, dogadujemy się i wszystkim jest znacznie lżej.
Myślę, że taka zwykła codzienność, radzenie sobie z brakiem czasu, z nadmiarem różnych spraw do załatwienia, z domem i rzeczami tak przyziemnymi jak funkcjonowanie w nim - to daje dobrą płaszczyznę do budowania pozytywnych relacji w sferze bardziej duchowej.
My tak naprawdę od tego właśnie zaczęliśmy, świadomi, że od bardzo dawna wszystkie te wyżej wymienione elementy szwankowały, były przyczyną konfliktów, awantur, złego samopoczucia i ogromnej wzajemnej niechęci.

A najpierw po prostu przestałam notorycznie i nachalnie przywoływać tamte obrazy, uczucia, ból, strach, przestałam się karać, katować i znęcać sama nad sobą.
Niczego już nie zmienię, wszystko się już stało ( jak to śpiewa mój ukochany Artur Rojek w Beksie).

Możecie mi nie wierzyć ale .. jestem teraz niesamowita big_smile
jestem rzeczowa, konkretna, nie rozwodzę się długo nad błahostkami, doceniam drobne radości, zauważam je i dziękuję, ze mogę doświadczać tego w swoim życiu.
Nie boję się już tylu rzeczy, jestem dzielna, zorganizowana, działam sprawnie i kończę wszystko to, co zaczynam.
Zmiany, które zaszły we mnie widać gołym okiem, znajomi i rodzina mówią mi, że tak naglę zaczęłam twardo stąpać po ziemi, nie narzekam, nie płaczę z byle powodu.
Całe życie na to czekałam, marzyłam aby być taka. Żeby mieć taką świadomość własnych potrzeb i mocy sprawczej.
Polecam też książkę " Dlaczego mężczyźni kochają zołzy".
Ile ja się z niej nauczyłam. Do tej pory sama czułam się ofiarą losu, to przykre, zawsze byłam zbyt miękka, zbyt uczuciowa, zbyt wylewna i zlękniona. I sama siebie takiej nienawidziłam.

Ja i mój " nowy mąż" jesteśmy ludźmi po przejściach. Nie mamy wobec siebie mało realnych oczekiwań, nie oczekujemy obietnic, każdy wie, co do niego należy a jeśli robi coś ponad stan to tylko z własnego wyboru czy też pragnienia aby dać drugiej osobie coś więcej ( tak to nazwę).
Ja nie pytam po tysiąc razy czy on mnie kocha. Wcale nie pytam a on często mówi.
Kupuję bilety do kina, on robi kolację z pysznym winem, przychodzę z treningu a tu tak pięknie nakryty stół.. siedzimy, rozmawiamy, śmiejemy się.
Im mniej o tym mówimy tym więcej dobrego nas spotyka.

To wymaga pracy OBOJGA zainteresowanych. Przy braku zaangażowania którejkolwiek ze stron nic się nie uda. Nie ma najmniejszych na to szans.

Czy wspomnienia wracają? Tak. jednak w zupełnie innym wymiarze i z zupełnie innych powodów.
Takiej lekcji życia się nie zapomina. Można zmienić sposób w jaki patrzy się ( przez pryzmat tamtych zdarzeń) na siebie i na partnera, zrozumieć, że nas osobiście to nie definiuje i zaakceptować to, jaka naprawdę jest ta druga osoba.

Jest mi dobrze.
Nie zmarnuję tego. Sama czy z nim - czuję się fantastyczną kobietą.

133

Odp: W piekle...
Betsy80 napisał/a:

To wymaga pracy OBOJGA zainteresowanych. Przy braku zaangażowania którejkolwiek ze stron nic się nie uda. Nie ma najmniejszych na to szans.

właśnie tak, to jest cały sekret ...
powodzenia

134

Odp: W piekle...

Betsy - cztalam Twoj watek wczesniej, sama jestem na forum dosc dlugo.

gratuluje ogromnie - i bynajmniej nie tego ze jestes z mezem (choc oczywiscie tez) ale wlasnie tych zmian w podejsciu do zycia,.

Czytajac Twoj ostatni wpis - jakbym mogla czytac sama siebie - tzn  przynajmniej w kestiach jakiej siebie nie lubilam ,a w sumie zawsze bylam, jaka byc bym chciala i o zmianach.

Ja jeszcze wciaz do tego daze - zeby osiagnac wszystkie te wymienione przez Ciebie rzeczy - zeby byc jeszcze mniej marudna - bo czasem jestem, zeby sie cieszyc pierdolami i po prostu nie komplikowac sobie samej zycia negatywnymi emocjami.

W kazdym razie - jeszcze raz gratuluje, moja historia zdrady nie zakonczyla sie pozytywnie jesli chodzi o moje malzenstwo, ale coz, nic na to nei moglam poradzic. A zmiany jakie sie przechodzi przy zdradzie i rozstaniu - moze moga byc czyms bardzo pozytywnym w naszym zyciu - taka mam nadzieje.

135

Odp: W piekle...
Betsy80 napisał/a:

Jest mi dobrze.
Nie zmarnuję tego. Sama czy z nim - czuję się fantastyczną kobietą.

no się podpisuję
uważam tak samo

136

Odp: W piekle...

zazdroszczę, gratuluję.

137

Odp: W piekle...
Rozbita34 napisał/a:

zazdroszczę, gratuluję.

Ja też smile
Wszystkiego dobrego.

138

Odp: W piekle...
Betsy80 napisał/a:

Jest mi dobrze.
Nie zmarnuję tego. Sama czy z nim - czuję się fantastyczną kobietą.

Bo jesteś fantastyczną kobietą !
Mądrą i świadomą własnej siły bez potrzeby jej demonstrowania,
Wiedzącą czego chce od życia i partnera i nie obawiającą się po to sięgać,
Pełną pasji i radości oraz doceniającą to, co wartościowe.
Pozdrawiam Betsy smile

139

Odp: W piekle...

W tym całym nieszczęsnym splocie wydarzeń jesteście szczęściarzami jak mało kto. Z całego wątku wynika, że mąż wart jest wybaczenia i doskonale dajecie sobie radę w naprawianiu błędów i całej tej "tragedii". Oboje jesteście wartościowymi ludźmi. Każdy ma prawo zbłądzić. Każdy. Nawet jakby był święty. Ważne jakim jest człowiekiem i co przyświeca jego życiu.

140 Ostatnio edytowany przez Betsy80 (2014-10-17 08:50:00)

Odp: W piekle...

Dzięki Wam za dobre słowo.

Chcę dodać, że wszystko o czym napisałam nie jest wcale takie oczywiste.
To jest chyba najcięższa praca, jaką kiedykolwiek w życiu podjęłam, takie naprawianie siebie.
Mój mąż zapewne nie skupia się tak na tym jak ja ale widzę, że także ma włączony tryb maksymalnie naprawczy.
To samo nigdy się nie zrobi, nawet nie ma się co łudzić.
czekanie na lepsze dni to strata czasu, utrata tych chwil, które są teraz i wiadomo, że nigdy nie powrócą.
Każdego dnia można zrobić coś konstruktywnego, choćby była to najmniejsza rzecz, ponieważ potem z tych małych rzeczy składa się codzienność.

I nie, nie jestem jakaś uduchowiona, nic z tych rzeczy. Wszystko o czym piszę to czysta psychologia.
Życzę Wam wszystkim miłości do siebie.
Moim największym sukcesem jest zrozumienie, że jeśli człowiek sam siebie nie kocha w całości, z wadami, zaletami, słabościami i zrozumieniem, nie może pokochać w taki sam sposób drugiego człowieka.

141

Odp: W piekle...

Ja również zazdroszczę wink
I niezmiernie gratuluję smile i cieszę się z Tobą smile

142

Odp: W piekle...

fajnie Betsy, że kryzys za wami.
życzę wam pomyślności

Betsy80 napisał/a:

po prostu przestałam notorycznie i nachalnie przywoływać tamte obrazy, uczucia, ból, strach, przestałam się karać, katować i znęcać sama nad sobą.
Niczego już nie zmienię, wszystko się już stało

zazdroszczą tobie inne dziewczyny, zamiast wyciągnąć z twojej historii to, co ważne

143

Odp: W piekle...

W życiu nic nie jest takie, na jakie wygląda.
Pewnie Was zaskoczę.

Mój mąż odchodzi.
W zasadzie z dnia na dzień.
W zeszłym tygodniu powiedział, że nic nas nie łączy, że nas nie ma i że niebawem się wyprowadzi.
Dał zlecenie do biura nieruchomości, żeby znaleźli mu mieszkanie, w innym mieście.
Ja zostaję z niepełnosprawnym synkiem.
Powiedział mi wiele przykrych słów " zazdroszczę facetowi, który z Tobą będzie jak już naprawisz sobie głowę, ponieważ jesteś tak ładna" , " mam nadzieję, że nie chcesz, żebym został z Tobą z litości"..
W tej chwili zabrał synka do swoich rodziców, odpocząć i oznajmić im swoją decyzję.
Oczywiście deklaruje, że nikogo nie ma, że jest zmęczony, że zamierza być cudownym ojcem i robić dobry biznes, natomiast mężem nie przewiduje być.
Nie wiem jakim zamierza być ojcem, skoro przenosi się do innego miasta, będzie tyrał od rana do nocy. Cóż, obietnice będę egzekwować należycie, ze względu na dobro syna, który go kocha. Boję się tylko, że nie poradzę sobie z tęsknotą dziecka za ojcem. Że to mnie zabije.
Jestem pod opieką psychologa, praca, którą wykonywałam nad sobą bardzo mi pomaga w tej trudnej chwili.
Czy jestem rozczarowana? Niezmiernie.
Czy daję radę? Jakoś, chociaż nie powiem, podcięło mi nogi.
Cóż, jego decyzja, jego życie, jego egoizm.
Boli.

Jeszcze będę szczęśliwa, proszę, trzymajcie kciuki.

144

Odp: W piekle...

Będę brutalnie szczera - rozumiem go.
Pałałaś nienawiścią do niego przez bardzo długi okres czasu, nie dawałaś mu żyć. Na jego miejscu też bym odeszła.
Ilez można płakać, błagać, przepraszać, kupować kwiaty, płaszczyć się? Do końca życia? Na pewno nie.
Po zdradzie pracować nad odbudową związku powinni OBOJE, a nie tylko jedno z nich. Uważam że nie postarałaś się wcale. Lub za mało.

145

Odp: W piekle...

Widzę, że specjalistka się znalazła:)
Doprawdy uważasz, że tak było w MOIM małżeństwie przez ostatni rok?
Tak, jak Ty teraz napisałaś?
Że ja się nie postarałam?

146

Odp: W piekle...

wybacz Betsy ale tez uwazam, ze to bylo do przewidzenia, z twoich postow wylanial sie obraz osoby bardzo dominujacej. to oczywiscie nie znaczy, ze twoj maz jest bez winy!!!!
wam zabraklo glebszego wejscia w temat tej zdrady. przewinela sie tez informacja, ze o zdradzie dowiedzialas sie z rozmowy twojego meza z kolezanka, z czatu- jesli dobrze pamietam. tutaj jeszcze bardziej zapalila mi sie czerwona lampka, bo twoj maz poszukiwal bliskosci emocjonalnej poza domem.

147

Odp: W piekle...

Było zupełnie inaczej.
Nie będę się już wgłębiać w temat.
W ostatnim czasie działo się w moim małżeństwie dużo dobrego, a jeżeli działo się coś złego w moim mężu i on mi po tym wszystkim nie powiedział nic na ten temat - to był jego wybór. Jego decyzja.
Nic ale to nic nie byłam w stanie z tym zrobić.

148

Odp: W piekle...

Betsy nie znam dobrze tematu czy tym bardziej problemu waszego syna. Wiem tylko, że czasem niestety facetów przerasta życie. 
Wiele tu różnych historii. Rzadko po zdradzie jest happy end i żyli razem długo i szczęśliwie. 
Cóż w każdym przypadku życie po zdradzie do łatwych nie należy. Czy się rozstajemy, czy jesteśmy wciąż razem.
Czy będziesz jeszcze szczęśliwa...? Myślę, że co ma być to będzie. Nic na siłę.

149

Odp: W piekle...

Betsy80, przeczytałam Twoją historię i bardzo Ci współczuję z powodu takiego finału. Daleka jestem od obarczania Cię winą z powodu odejścia męża, wręcz przeciwnie.
Każdy człowiek inaczej reaguje i dochodzi do równowagi po wykryciu zdrady partnera. Miałaś prawo do złości, żalu i pretensji. Czy przeholowałaś, czy za długo cierpiałaś? Trudno powiedzieć, bo czy są jakieś normy w tej kwestii?
Około 4 miesięcy w Twoim przypadku, zanim uspokoiłaś się nieco, to raczej nie wieczność.
Obawiam się, że zdrada Twojego męża była uwerturą do drastycznych zmian w Waszym życiu, i zastanawiam się, czy tak na prawdę był szczery w swoim żalu. Może przede wszystkim żałował, że się wydało, może już wtedy nie był pewien swoich uczuć do Ciebie, tylko przeraziło go nagłe rozstanie, a teraz dojrzał.
Moim zdaniem, to podłe, gdy facet odchodzi pozostawiając żonę z niepełnosprawnym dzieckiem, jakie to wygodne.
Nie zdziwiłabym się, gdyby za jego odejściem kryło się jakieś drugie dno, zwłaszcza, że odszedł nagle, z dnia na dzień, zaskakując Cię całkowicie.
Oby nie sprawdziło się powiedzenie, że jak raz zdradził to...
Zresztą, jakie to ma teraz znaczenie.
"Jeszcze będę szczęśliwa, proszę, trzymajcie kciuki." i tego Ci życzę, trzymam kciuki.

150

Odp: W piekle...

Nie mogę spać ani jeść. Czuję się wykorzystana, dostałam po plecach straszliwe cięgi.
Teraz tak leżę i przypominam sobie te nasze ostatnie tygodnie.
Miesiąc temu na urodziny dostałam kartkę, która zawieruszyła się wśród innych prezentów, innych kartek, tylko zerknęłam na jej treść, podziękowałam, bez projektowania, bez refleksji.
A brzmiało to tak : " Bądź taka jak teraz.. a będzie extra - kochający mąż".
Dziś to dla mnie policzek.
W ciągu kilku ostatnich dni usłyszałam, że on żałuje, iż dałam mu wtedy szansę, że łatwiej jest się rozstać po zdradzie.
Teraz powtarza, że ja nie jestem taka, jak on by chciał.
Czyli jaka...
Ciągle widziałam i nadal widzę pole do pracy nad sobą, nie zamierzam przestać.
Ale co takiego robi on?
W tym momencie zostawia mnie z ręką w nocniku, ze wszystkim, czego w domu nie zrobił i co bardzo utrudnia codzienne funkcjonowanie.
Zostawia mnie, kiedy okazuje się, że mam problemy ze zdrowiem, dosyć poważne, niestety.
Z całym bagażem emocji dziecka, ze łzami zszokowanej rodziny, dla której był mężem idealnym, przecież ochroniłam go od oceniania po zdradzie, nikt nie wie, poza może 3,4 osobami z naprawdę najbliższej rodziny.
Kwiaty? No były. Prezenty? Owszem.
A miłość to gdy jedno spada w dół, drugie ciągnie je ku górze.
Tak powiedział, musi ratować siebie, potrzebuje przestrzeni.I że wszystkie cudowne wspomnienia zachowa w sercu jako najcenniejszy skarb na resztę swoich dni.
Wiecie, kiedy usłyszała to moja psycholog,powiedziała :" to są nic nie znaczące słowa, frazesy, które mają nadać głębię i wartość temu, co on teraz robi, ze mają nadać temu sens i usprawiedliwić to, że ucieka".
Słowa Aiszy i Kejt zabolały mnie.
To zupełnie nie było tak, to niesprawiedliwa ocena.
Chcę mieć to za sobą, zbudować z synem bezpieczny i pełen miłości i szacunku świat.
W którym nie będzie miejsca na ohydę czynioną drugiemu człowiekowi, ubraną w papierki z najdroższych czekoladek i tak sprzedawaną innym. By uniknąć oceny i konfrontacji, co naprawdę się dzieje i czemu ma to służyć.

151

Odp: W piekle...

Betsy bardzo mi przykro, niestety przepraszam za dosadne stwierdzenie gnój pozostanie gnojem. Bądź konsekwentna w dochodzeniu swoich praw, dobry prawnik pomoże Ci to załatwić, nie daj się omamić jego obietnicami. Mam nadziej że dowody zdrady jeszcze masz?

152

Odp: W piekle...

Betsy,

Bardzo mi przykro, że tak się wszystko potoczyło.
Dałaś Wam szansę, postąpiłaś tak jak czułaś.
Może to marne pocieszenie ale wiesz, że pozostałaś w zgodzie ze sobą.
To, że Twój mąż teraz 'wolałby' żeby tej szansy wtedy nie było to tylko przerzucanie odpowiedzialności na Ciebie.
Myślę, że jest mu ciężko bo to nie Ty będziesz 'ta zła', która wyrzuca go z domu i rozdziela z synem.

Jeśli decyzja jest ostateczna to pozostaje mi chyba życzyć żebyście się dobrze porozumiewali jako rodzice.
Mam nadzieję, ze chociaż na tym polu Twój mąż podoła.

Tobie życzę dużo siły.

153 Ostatnio edytowany przez smallangel (2015-06-29 09:58:45)

Odp: W piekle...
Betsy80 napisał/a:

W życiu nic nie jest takie, na jakie wygląda.
Pewnie Was zaskoczę.

Mój mąż odchodzi.
W zasadzie z dnia na dzień.
W zeszłym tygodniu powiedział, że nic nas nie łączy, że nas nie ma i że niebawem się wyprowadzi.
Dał zlecenie do biura nieruchomości, żeby znaleźli mu mieszkanie, w innym mieście.
Ja zostaję z niepełnosprawnym synkiem.
Powiedział mi wiele przykrych słów " zazdroszczę facetowi, który z Tobą będzie jak już naprawisz sobie głowę, ponieważ jesteś tak ładna" , " mam nadzieję, że nie chcesz, żebym został z Tobą z litości"..
W tej chwili zabrał synka do swoich rodziców, odpocząć i oznajmić im swoją decyzję.
Oczywiście deklaruje, że nikogo nie ma, że jest zmęczony, że zamierza być cudownym ojcem i robić dobry biznes, natomiast mężem nie przewiduje być.
Nie wiem jakim zamierza być ojcem, skoro przenosi się do innego miasta, będzie tyrał od rana do nocy. Cóż, obietnice będę egzekwować należycie, ze względu na dobro syna, który go kocha. Boję się tylko, że nie poradzę sobie z tęsknotą dziecka za ojcem. Że to mnie zabije.
Jestem pod opieką psychologa, praca, którą wykonywałam nad sobą bardzo mi pomaga w tej trudnej chwili.
Czy jestem rozczarowana? Niezmiernie.
Czy daję radę? Jakoś, chociaż nie powiem, podcięło mi nogi.
Cóż, jego decyzja, jego życie, jego egoizm.
Boli.

Jeszcze będę szczęśliwa, proszę, trzymajcie kciuki.

Betsy80 - nie udzielałam się w Twoim wątku, ale czytałam go i Ciebie w innych tematach.
Jest dla mnie ogromnie intrygujące to co pogrubiłam. Czy zostało Ci to wyjaśnione?
Przykro jest mi także, że nie udało się zbudować na nowo małżeństwa, bo wiem jaką pracę wykonałaś.

154

Odp: W piekle...

Betsy
Za 10 lat obejrzysz sie wstecz i podziekujesz opatrznosci ze odszedl.
Teraz bardzo boli ale przejdziesz przez to. On jest slabym mizernym czlowieczkiem i powoli to zauwazysz.
Wierze ze gdzies tam oczekuje na ciebie mezczyzna, ktory bedzie warty twoich uczuc...
Bedzie lepiej, zaufaj zyciu.

155

Odp: W piekle...

smallangel - wyjaśnienia są mdłe i pokrętne.
Że nie robię rzeczy tak jak on by sobie wyobrażał, że nie stawiam talerzy na suszarce jak reszta świata, tylko inaczej, że wymagałam aby jak jeździ do pracy ( kierowca) informował mnie, w jakim kierunku. te pytania go irytowały, w każdym widział problem, chciał być bardzo niezależny, żeby każde z nas miało dużo wolnej przestrzeni a łączyło nas troszkę, że ludzie tak funkcjonują i jest super.
Tak, ludzie tak funkcjonują w przypadku pełnego zaufania. I my z małą korektą też za jakiś czas byśmy dokładnie już tak funkcjonowali. Nie chce  mu się czekać, jest zmęczony, chce żyć... w innym mieście w wynajętym mieszkaniu.
Nie jestem " taka jak on", nie " myślę tak jak on", mam inne wyobrażenie związku, dlatego mam zepsutą głowę.

156

Odp: W piekle...

Betsy przeżyłaś zdrade męża, przeżyjesz tez jego odejście od ciebie.
Spróbowalaś ratować małżeństwo, ale chyba nie do końca twój mąż tego chciał. Tak, on nie akceptuje twojej
'kontroli", i ciebie jako człowieka i zapewne on uważa że go osaczyłaś. Z ufnością myślałaś że jest już dobrze między wami a on trwał przy tobie ze względu na...wygodę
Twój mąż stchórzył, chciał żebyś to ty się zmieniła, a on co dobrego zrobił dla was? Chce wolności tak nagle- dlaczego?
Nie chce sam siebie zmienić, bo chce być beztroski i wolny. Pewnie nawet nie próbował zrozumieć ciebie, twojego lęku i życia w strachu po tym co tobie zrobił. On nie chce ciągle czuć się winny, nie chce ponosić odpowiedzialności za ciebie i twój stan.
Nie zadręczaj się, ponieważ to już nic nie da. On się niezmienni, jest taki nieprzewidywalny jak Piotruś pan. Prawdziwy powód dla którego odchodzi od ciebie odkryjesz za jakiś czas i zwykle kryje się za tym jakaś inna kobieta.

Betsy wygrałaś, bo jesteś dobra, uczciwa i szczera, bo z oddaniem poświęcasz się dla swojej rodziny, bo jesteś dobrą mamą i to jest najważniejsze. Twój maż niestety jest bardzo slaby i to on zasługuje na litość.
Życzę tobie dużo siły i wytrwałości, powodzenia. :-)

157 Ostatnio edytowany przez Betsy80 (2015-06-29 18:17:09)

Odp: W piekle...

Załatwia wszystko w białych rękawiczkach. Czuję, że jest bardzo zmanipulowany, a obiecaliśmy sobie szczerość.
Wini mnie za każde niepowodzenie w swoim życiu.
Bardzo mi jest przykro. tak zwyczajnie, przykro, smutno i źle.

Wykorzystał sprzeczki, jakieś nieporozumienia, od dawna pewnie szukał bodźca.
Odsunął się fizycznie, mówił, że ma problem, nie chciał powiedzieć jaki, uszanowałam to.
Czyżbym kolejny raz dała się wpuścić w maliny....
ehhh

158

Odp: W piekle...

Nosz kurde Betsy czytam co piszesz i nie dowierzam. To ten sam facet, którego opisałaś w pierwszym poście, który o mało zawału nie dostał na widok spakowanych rzeczy? Wprost niewiarygodne, żeby była taka zmiana. I zgadzam się z tym co powiedział psycholog: ta jego gadka to jest taka głupia i beznadziejna, że chyba nikt inaczej tego nie może nazwać jak ucieczką. Tylko co go wygnało, albo do czego go ciągnie?
No w szoku jestem. Przez kogo on czuje się zmanipulowany? Czyżby na horyzoncie pojawiła się kolejna nic nie znacząca przygoda na jeden raz?

159

Odp: W piekle...

Betsy, sa rozne mozliwosci, dlaczego, moze inna kobieta, moze on nie potrafi jednak dostosowac sie do nowego ukladu, moze nie radzi sobie do dzis ze swoja zdrada....ale za tym wszystkim stoi byc moze tylko jedna przyczyna - moze jest po prostu tak, ze przez Twoja prace nad soba zaczeliscie sie rozwijac w roznych kierunkach. Dynamika, ktora byla klejem Waszego zwiazku, zmienila sie i przestala to kleic.
Z rozpedu jakis czas jeszcze funkcjonowalo, ale Ty juz nie jestes typem kobiety, na jaki on leci, bo on moze zostal, gdzie byl, ale Ty sie rozwinelas w innym kierunku. Popatrz dokladnie, czy moze tak byc i tylko tego nie zauwazylas, lub nie chcialas widziec, ze on nie nadaza?
No i byc moze juz sie nauczylas tego, czego sie w tym zwiazku moglas nauczyc, i wystarczy....czas na zmiane.
Pewnie, ze boli.
Ale to, ze on teraz Cie za wszystko obwinia, jest w zasadzie dobra pomoca dla Ciebie, zeby rozpuscily sie te resztki kleju....bo to przeciez oczywiste, ze on w ten sposob chce sobie sprawe ulatwic i nie chcec znow walczyc z wlasnymi wyrzutami sumienia. Tym razem jeszcze wiekszymi, bo opuszczenie rodziny to inny kaliber, niz jednorazowa zdrada. A jesli tak jest, to nie jest to partner dla Ciebie. On nie potrafi przejac odpowiedzialnosci za wlasna decyzje.
Wyjdziesz z tego zmieniona - bo nie mam watpliwosci, ze wyjdziesz - i znow kawalek madrzejsza zyciowo i silniejsza.
Powodzenia smile

160

Odp: W piekle...

Z uwagi na fakt, że osoba postronna, niestety znajoma zidentyfikowała mnie tutaj i natychmiast wykorzystała w negatywny i oszczerczy sposób moją historię i przemyślenia - muszę usunąć wpisy. Przepraszam. jestem zaskoczona i tym bardziej zdegustowana, ze to jest w ogóle możliwe.

161

Odp: W piekle...

Nie da się, niestety. Bardzo proszę moderację o zamknięcie tego wątku najszybciej, jak tylko to możliwe. Bardzo proszę.

162 Ostatnio edytowany przez Paweło (2015-11-06 22:10:41)

Odp: W piekle...

Small Angel ciągle usprawiedliwia facetów którzy zdradzają ciekawe czemu ?
Betsy jak ktoś już raz zdradzi to będzie to robił dalej. U kobiet jest tak że jak uwolni się od swojego fagasa to do drugiego już nie pójdzie u nas z tym średnio jest niestety gorzej oceniam tylko po ludziach których znam. Jak facet zdradza to najczęściej  ma taki charakter i taki zostanie. Domyślam się ze small angel to ta baba.

Posty [ 131 do 162 z 162 ]

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026