netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

W piekle...

161 odpowiedzi35 446 wyświetleńzałożony przez Betsy80, 26.06.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 162 ]

1

Temat: W piekle...

Najpierw napisałam w wątku innej osoby... opisałam strzępy swojego bolesnego doświadczenia.. Ale zdecydowałam się skopiować i wkleić jako swój osobny wątek. Trochę się boję, czy robię dobrze. Jednak pomogło mi to . Napisanie tego spowodowało, że jest mi dzisiaj ciut lżej, choć na chwilę.

"Przeczytałam już wiele wątków na tym forum. Podczytuję od jakiegoś czasu, jeszcze bez odwagi aby opowiedzieć swoją historię.
Cały czas myślę, że tamta jędza może to przeczytać i będzie miała satysfakcję.. że ja tak cierpię.
Mąż zdradził mnie, jeden wyskok. Ale cała otoczka i sytuacja w jakiej się wtedy znajdowaliśmy, środek ciągnącego się remontu, ja upierniczona robotą, z majstrami od siedmiu boleści na głowie, chory dzieciak ( po prostu niepełnosprawny).
Mąż mówi, że jedzie w delegację.. podczas tej delegacji jakoś dziwnie rozmawia mi się przez telefon.. szukam, znajduję maila z firmy, że owe spotkanie przeniesione na inny termin..
I cisza w słuchawce...
Potem wrócił, kłamał, że musiał odpocząć, że ja bym mu nie dała pojechać... takie tam..
Codzienne awantury, on potrzebuje czasu.. ja się staram.
Potem nagła zmiana - on wychodzi z siebie i staje obok, zaczynami rozmawiać jak nigdy przedtem, śmiejemy się, coś się rodzi.. coś nowego i pięknego..
A potem ciemność.
Zanim mi powiedział odkryłam jego rozmowy na czasie z koleżanką, taką prawdziwą koleżanką, zwierzał jej się z tego co zrobił, pytał, jak ma mi to powiedzieć, że mnie to zabije, zrujnuje. Że zrobił to raz, nie wie dlaczego, nie wie po co.. i że było to wielkie rozczarowanie, że nic nie było jak powinno, że się bał i myślał, że powyrywa włosy z głowy, powiedział tamtej, że to błąd, że więcej to się nie powtórzy, że zależy mu na mnie... i takie tam. Zerwał wszelki kontakt a jak pisała mu smsy to pojechał i jeszcze raz powiedział, że nto był błąd, nie powinno się wydarzyć i że czuje się jak ostatnia szuja. Dała spokój.
To przeczytałam w tych rozmowach, prosił o rady, mówił, że zabije się, że walnie autem w drzewo, że gnije od środka i nie potrafi tak żyć.
Wpadłam w szał, nie kryłam, że poczytałam jego korespondencję w poszukiwaniu jakiegoś wyjaśnienia tego, co mnie niepokoiło.
Boże, co działo się w naszym domu, jeden płacz.
nie jadłam, nie mogłam spać, brałam jakieś zioła na uspokojenie a po niego po 3 dniach jego ryku przyjechało pogotowie bo stracił przytomność w łazience, miał bóle za mostkiem, okazało się, że na tle nerwowym.
Spakowałam mu wszystko i te torby leżały w korytarzu tydzień.. Nie wyniósł się.
Nie wiedziałam, gdzie mam dawać kwiaty od niego, klęczał, błagał, prosił, chciał rozmawiać..
Ja tylko wypytywałam, non stop, płakałam, myślałam, że umrę.
Małżeństwem jesteśmy od 10 lat, parą od 15.
Nie był to łatwy związek ale łączyła nas wielka miłość, namiętność.. Tylko problemy życia codziennego nas przygniotły, wielka odpowiedzialność za dziecko, które wymaga szczególnej opieki non stop w zasadzie, jego praca w 2 firmach, moja praca..
A wcześniej widział się z nią 4 razy, w mieście, szli na kawę, obiad... tak to się wszystko zaczyna... cóż dodać. Sex zdarzył się raz..aż raz.. i nas zrujnował.

Jestem świeżo po tym, wiem wszystko około 1,5 miesiąca, to stało się 3 miesiące temu.
Boże, jaki to ból niesamowity, nikomu nie życzę.
Ciągle pytam, ciągle, o szczegóły, które mnie zabijają, o każdy drobiazg.
Przecież zawsze o siebie dbałam, jestem wysportowana, mężczyźni oglądają się za mną, myślę, że mój mąż wie, że mogłabym mieć spokojnie innego faceta bardzo szybko.
Ale on był i jest miłością mojego życia, tyle razem przeszliśmy, tyle pokonaliśmy. Jak mógł podetrzeć tym sobie tyłek..

On błaga mnie abyśmy spróbowali, abyśmy zaczęli od przyjaźni, przysięga, że nigdy więcej mnie nie skrzywdzi ani naszego synka, błaga o drugie dziecko..
Jak mam mu ufać, jak mam z tym żyć."

Nie wiem, czy nasza wspólna droga nie kończy się właśnie tutaj, właśnie teraz. Zawsze byłam romantyczką, na widok staruszków idących za rękę miałam mokre oczy.
Wiem, życie to nie bajka, każdy popełnia błędy.
Ale takie?
Kocham - nie zdradzam. Nigdy.
Czy może jest coś, o czym nie wiem..

2

Odp: W piekle...
Betsy80 napisał/a:

Nie wiem, co zamierzam. Nie mam bladego pojęcia.
To takie świeże, nowe.
Jedyne co czuję to upokorzenie, strach, ból, rozczarowanie. Nie potrafię myśleć o nas razem.
patrzę w jego twarz, którą tak znałam i kochałam i nie mogę uwierzyć, że był do tego zdolny..
Nie wiem. Czekam. Zobaczę.

Bessy,
Wymienione przez Ciebie emocje to niestety, ale normalny stan po odkryciu zdrady.
Bardzo dobrze robisz nie podejmując życiowych decyzji pod ich wpływem.
Wiem dokładnie jak to jest, gdy się okazuje, że facet, któremu oddało się wszystko tak lbezrefleksyjnie postanawia to zaryzykować.
Świetnie rozumiem też to, że go nie poznajesz.
On już nigdy nie będzie tą samą osobą, za którą wychodziłaś za mąż.
Ale Ty też się zmieniasz.
Chcesz poznać tego nowego, innego M ?

3 Ostatnio edytowany przez Betsy80 (2014-06-26 22:20:07)

Odp: W piekle...

Nie wiem. Jest mi tak bliski i tak daleki. Naprawdę przeszliśmy razem przez wiele.. tyle lat.
Nigdy mi się nie znudził, z każdym rokiem kochałam go bardziej, dojrzewaliśmy razem, był dla mnie uosobieniem męskości.
Ale też prawda jest taka, choć go to w żadnej mierze ani nie tłumaczy ani nie usprawiedliwia, każde z nas pochłonięte było własnymi obowiązkami, uwiązane do nich , bez sił i ochoty na budowanie pozytywnych naszych relacji. Straciliśmy nić porozumienia, po prostu byliśmy..i to od wielu lat.
Nie, nie tak rozwiązuje się problemy, nie idzie się w tango z pierwszą lepszą chętną.. Taki był jego wybór, ja nigdy bym tak nie postąpiła.

Sama miłość nie wystarczy, do niczego....

4

Odp: W piekle...

Dodam tylko, że do tamtej nie czuł nic, nie obiecywał .. nosił na palcu obrączkę ale nie opowiadał o nas zupełnie, wiem, że nie podniósłby na mnie do obcej osoby złego słowa. Mówi, że nie chodziło wcale o nią.. ( nawet nie jest w jego typie, znam go trochę) , chodziło o niego samego.Nie wie, dlaczego to zrobił. Nie wie i tak to powtarza. tak samo pisał w tej korespondencji do koleżanki, którą przeczytałam. Sprawdzałam po datach, kiedy pisane..
Nie szukał nikogo, był na imprezie z kolegami i sama się przyczepiła.. i dalej poszło.
Czy to w ogóle ma jakiekolwiek znaczenie.. jak i co?
Pokus na każdym kroku są tysiące, od nas samych zależy, co zadecydujemy i jak chcemy żyć.

5

Odp: W piekle...

Beaty,
Czuję, że chciałabyś dać mu szansę, ale nie potrafisz sobie poradzić z negatywnymi emocjami.
Czy jest obok Ciebie ktoś, z kim możesz porozmawiać o tym co się stało?
Szukałaś gdzieś pomocy? U przyjaciół? Może psychoterapia?

6

Odp: W piekle...

To, że teraz jest w domu i że pomimo spakowania mu walizek nie wyniósł się a ja nie pakowałam ich po fraz kolejny to tylko oznaka tego, że odcina kupony od tego, że dbał o mnie i o dziecko przez tyle lat. Był super tatą, takim do zadań specjalnych. O mnie dbał jak o księżniczkę, każda rocznica, urodziny, walentynki.. no nie wiem, dzień pocałunku - zawsze kwiaty a w tygodniu bez okazji. Panie w osiedlowej kwiaciarni go wręcz uwielbiają. Przez te lata wszystkie moje kolezanki zazdrościły mi tego, jak kocha mnie mąż i jak o mnie dba.
Boże, jak mi teraz wstyd..

Nie wiem nic o kolejnej szansie. ja nie wiem co robić bo zdaję sobie świetnie sprawę z tego, że nas zamęczę. Wypominaniem, wypytywaniem, wyobrażaniem sobie ich tam.. jest to dla mnie na dzień dzisiejszy nie do przejścia.

7

Odp: W piekle...

Tak, wybieram się do psychoterapeuty, Nie ukrywam, że potrzebuję . Jestem w rozsypce.

8

Odp: W piekle...

Przeżyłam podobną mękę albo inaczej...przeżywam...trwa to już rok a ja nadal nie mogę zapomnieć... Nie wybaczyłam, nie potrafię. Codziennie przypominają mi się tamte sms i słowa do "nicnieznaczącej" dziewczyny. Szansę drugą dałam, ale szybko ją zmarnował. Obecnie przeistoczył się w potwora i nie daje mi o sobie zapomnieć. Przeżywam piekło! Zastanawiam się czy nie pójść z tym na policję.

9

Odp: W piekle...

Nie wiem, czy jesteś świadoma tego, jak bardzo podkreślasz "zasługi" swojego męża.
Mój mąż też nie zapominał o rocznicach itp, też kupował mi kwiaty bez okazji i moje koleżanki też były nim zachwycone. Ale w niczym mu to nie przeszkadzało całymi latami mnie zdradzać.
Czy to, że był dobrym mężem i ojcem go tłumaczy?
No nie.
Ale to oznacza, że wcześniej Wasze małżeństwo było całkiem w dobrej kondycji a wtedy szanse na "wyleczenie" rosną.

Tylko czy potrafisz wybaczyć?
Potrafisz być ponad tym, co się wydarzyło?
Pełne zaufanie już pewnie nigdy nie wróci, ale na pewnym poziomie można je odbudować.
Chcesz spróbować? Dasz radę?

10 Ostatnio edytowany przez Betsy80 (2014-06-27 06:07:05)

Odp: W piekle...

Nie w tym rzecz, że podkreślam zasługi męża. To są fakty, tak było. Pamiętał o mnie i dbał o dziecko, co wcale nie oznacza, że była
sielanka.. bo nigdy jej nie było tak naprawdę, nie u nas.
Jak jechał na ten cholerny wyjazd to urabiał mnie 2 tygodnie wcześniej, że szef dzwonił, że coś tam.. Nie miałam powodu nie wierzyć ( wtedy).
Mało tego, patrzył mi w oczy i trzymał za ramiona ( jezu, jak ja wszystko pamiętam).
Ale kobieca intuicja, czy może podświadomość jest na wagę złota chyba.
W dniu wyjazdu nawet poczekał aż zabiorę syna ze szkoły, żeby dać nam buziaka na pożegnanie, pomagałam mu się pakować a jak wychodził to pocałował mnie tak długo.. JUDASZ.

Przyszłość - nie wiem jak będzie z ..przyszłością.
Czy wybaczę - nie wiem.
Nie zapomnę tego nigdy , takiego bólu, cierpienia i rozczarowania się nie zapomina.
Na pewno zmieniam się bardzo, obawiam się jednak, że nie na lepsze. Kalkuluję ile mogę, choć mój stan nie pozwala mi jeszcze w pełni ogarniać wielu spraw.

Zrobił to raz. Z premedytacją.Chyba nie ma znaczenia ile razy ktos zdradza, to boli tak samo.

11

Odp: W piekle...

Nie wiem, czy chcę dać mu szansę i czy będę potrafiła z nim być po tym, co nam zrobił. Nic nie wiem.

12

Odp: W piekle...

Dreamjump - wcześniej nie był potworem? Co sprawiło, że taki się stał?? Poluzował sobie po tym, jak dałaś szansę?Jeśli Cię dręczy psychicznie czy znęca się fizycznie to załóż mu kartę na policji, nie masz wyboru.

13

Odp: W piekle...

Betsy,
A co ustaliliście?
Piszesz, że walizki spakowane, ale się nie wyprowadza. To co on zamierza? I przede wszystkim, co Ty na TO?

14

Odp: W piekle...

od od początku zamierza walczyć o nasze małżeństwo, czuje się winny i okazuje skruchę, chce rozmawiać, chce próbować.
Powiedział, co chce zmienić i mówi, że dostał nauczkę na całe życie, że nigdy więcej mnie nie skrzywdzi i takie tam..
Nie, nie wyprowadził się i mieszka z nami. Ale to mieszkanie razem to męczarnia dla mnie. On irytuje mnie na każdym kroku, wkurza mnie nawet ta jego okazywana dobroć. Nawet bym wolała aby poszedł gdzieś na jakiś czas i poczuł, jak to jest .. Ale on nie pójdzie, boi się, że całkiem mnie straci.
Więc lata z kwiatami, przeprasza i tak w kółko.

Ja nie jestem gotowa na rozmowę z nim, taką spokojną.
Widzę tylko jak nasz syn go potrzebuje, jak razem im dobrze... Najgorzej ucierpiałoby dziecko, mam tego świadomość.
Szkoda, że mój mąż nie zastanowił się nad konsekwencjami..

15

Odp: W piekle...

Wiem, że muszę wyjść z tej zapłakanej piwnicy i stanąć z nim twarzą w twarz. Może w ciągu kilku dni uda mi się. Nie można odwlekać tego w nieskończoność.

Nie potrafię sobie dzisiaj odpowiedzieć na pytanie, czy lepiej będzie mi z nim ( pomimo tego co zrobił) , czy lepiej bez niego.

16

Odp: W piekle...

Byłam w podobnej sytuacji.
Powiem Tobie, co ja zrobiłam.
Pozwoliłam mu zostać. Ustaliliśmy, że do czasu aż nie będę pewna, co dalej z nami nie będziemy przewracać naszego życia do góry nogami głównie ze względu na dzieci.
To była jego szansa na pokazanie, jak bardzo mu na mnie zależy, a dla mnie czas na podjęcie jakiejkolwiek decyzji.
Oczywiście warunek konieczny to żadnych kontaktów z kochanką.
I tak żyliśmy obok siebie, ale wspólnie.
I to nie kwiaty, nie powtarzane setki razy słowa skruchy mnie "zmiękczyły", ale nasze rozmowy, jego uważność na mnie, znoszenie moich wybuchów gniewu.
I nam bardzo pomagała terapia par. Polecam.

Swoją drogą to dla mnie takie inne, że nie chcesz z nim rozmawiać. Ja chciałam wiedzieć wszystko. Ma to ten feler, że teraz wiem dużo więcej niż bym chciała wiedzieć.

17

Odp: W piekle...

Przyszłość - ja wypytuję, dociekam... ale nie ma to nic wspólnego z rozmową, to są pytania pełne żalu rzucane w najmniej oczekiwanych sytuacjach.
Odpowiada na nie, nie ma wyjścia.

Z tamtą kobietą kontaktu nie ma od dawna, sam zerwał kontakt natychmiast po tej zdradzie, powiedział jej od razu, że to nie powinno się wydarzyć, że żałuje i nigdy więcej nic takiego się nie stanie.
Próbowała pisać smsy ale wtedy raz jeszcze powtórzył jej to. Więcej się nie odzywała.
Sama też napisałam jej smsa, chyba była w szoku, że mam jej numer telefonu, numer gg. Nie odpisała.

Nie używałam wulgaryzmów, to nie w moim stylu, nie chciałam tego robić. Po prostu napisałam co myślę o tego typu ludziach. na tej zasadzie.

Wiem, że muszę coś ustalić. Na spokojnie. Dla swojego dobra. I zrobię to, już czas.

Na kwiatach mi nie zależy, na prezentach - na niczym, to są zbędne rzeczy, nawet wolałabym aby tego nie robił, czuję się niezręcznie i nie wiem jak się zachowywać. Nie wspomnę, że śmietnik tego nie wytrzyma.

Pewnie kupuje tak bo wydaje mu się, że może tym cokolwiek zacząć, skoro ja nie dopuszczam rozmowy o nas.

18

Odp: W piekle...

No więc.. będzie trudniej niż myślałam.
Wczoraj robiłam mu niezłe jazdy, wypytywałam o kolejne szczegóły, wyzywałam a on na koniec powiedział, że mam się ZAMKNĄĆ.
I nie, nie w pokoju na klucz ( ;P)

Jak śmiał.. jak po tym , co zrobił ma czelność odzywać się do mnie w taki sposób.
I nie jest to pierwszy raz w tej sytuacji.
Tłumaczy się, że nie daje rady słuchać jak mówię rzeczy, które są totalnym nonsensem i wmawiam mu coś, czego nie było i się nakręcam do nieprzytomności.
Cóż, nie wiedział, że tak będzie???
Już mu ciężko a to przecież dopiero POCZĄTEK.

Rozkładam wszystko na czynniki pierwsze, każdy dzień, przypominam sobie wszystkie sytuacje, w których mogłam zwyczajnie zaufać mojej intuicji zamiast spychać gdzieś w czarną dziurę i niebyt, żeby nie zawadzała w " szczęśliwym pożyciu małżeńskim".

Mąż powtarza " musimy iść do przodu"...
dobre sobie:(

19

Odp: W piekle...

Ja powiem tylko jedno, nie możesz karmić się nienawiścią. To zrujnuje wszystko co masz i wykończy Ciebie - będziesz wrakiem człowieka niezdolnym do pozytywnego działania. Twój mąż jest człowiekiem i mimo tego co zrobił, należy mu się godne traktowanie. Trzeba dążyć do pokoju ducha i podjęcia racjonalnych decyzji, odrzucić nienawiść.

20

Odp: W piekle...

Wiem to..
Tylko jestem jak złapane w sidła dzikie zwierzę.
Chciałabym uwolnić się sama od siebie.

21

Odp: W piekle...
Betsy80 napisał/a:

No więc.. będzie trudniej niż myślałam.
Wczoraj robiłam mu niezłe jazdy, wypytywałam o kolejne szczegóły, wyzywałam a on na koniec powiedział, że mam się ZAMKNĄĆ.
I nie, nie w pokoju na klucz ( ;P)

Jak śmiał.. jak po tym , co zrobił ma czelność odzywać się do mnie w taki sposób.
I nie jest to pierwszy raz w tej sytuacji.
Tłumaczy się, że nie daje rady słuchać jak mówię rzeczy, które są totalnym nonsensem i wmawiam mu coś, czego nie było i się nakręcam do nieprzytomności.
Cóż, nie wiedział, że tak będzie???
Już mu ciężko a to przecież dopiero POCZĄTEK.

Rozkładam wszystko na czynniki pierwsze, każdy dzień, przypominam sobie wszystkie sytuacje, w których mogłam zwyczajnie zaufać mojej intuicji zamiast spychać gdzieś w czarną dziurę i niebyt, żeby nie zawadzała w " szczęśliwym pożyciu małżeńskim".

Mąż powtarza " musimy iść do przodu"...
dobre sobie:(

Hmmm...
Mamy tu właściwie dwie różne kwestie.
Po pierwsze, Twoje rozgoryczenie, gniew i ból, czyli te wszystkie negatywne emocje towarzyszące zdradzonym, którym dajesz upust w postaci jazd.
Po drugie,  jego zachowanie i postawa.
W kwestii pierwszej, to zgadzam się z adamajkisem, że to Cię wykończy. Pogadaj z kimś o tym, siostrą, przyjaciółką, idź do psychoterapeuty, zajmij się czymś innym, co zaprzątnie Twoje myśli, uprawiaj sport. Rób cokolwiek, aby oderwać się od negatywnych emocji, które są czymś normalnym w tej sytuacji, ale które niszczą Ciebie najbardziej.
W drugim temacie. No, nie podoba mi się to ZAMKNIJ. Nie przypominam sobie, żeby mój M kiedykolwiek tak się do mnie zwrócił, ale to może oznaczać, że dla Twojego męża ta sytuacja też jest trudna do zniesienia. Zakładam, że być może poczucie winy, wyrzuty sumienia już są dla niego męczące a Twoje jazdy go dobijają i pogłębiają frustrację.
Ja spróbowałabym porozmawiać NA SPOKOJNIE. Powiedziałabym, co czuję, jak trudno mi poradzić sobie z negatywnymi emocjami i..., że potrzebujesz jego pomocy, aby sobie z tym poradzić. Ale ta rozmowa może się odbyć pod warunkiem, że będziesz w stanie rozmawiać spokojnie.

22

Odp: W piekle...

To " zamknij" było na koniec całego dnia..a miałam wczoraj wyjątkowo trudny dzień, więc wszystko jest jasne. No i jeszcze PMS sad(( Złożyło się.. Owszem, błagał długo abym przestała ale i tak nie powinien się w ten sposób odnosić.

Sport uprawiam czynnie..a od czasu jak zaczęłam czuć, że coś się wydarzyło tak potrzebowałam wysiłku fizycznego, że dzisiaj mam na brzuchu sześciopaczek, to mi bardzo pomaga, bez tego chyba bym wyskoczyła z balkonu.

Dzisiaj poprosiłam męża aby mnie... przycisnął. Dosłownie, aby mnie tak ścisnął, żebym nie miała siły oddychać, całe ciało.
i on tak zrobił, a że jest wielkim chłopem a ja mała to przyniosło to odpowiedni skutek, poczułam ulgę.

Wiem, wiem jak to brzmi.

Postanowiłam, że dzisiaj będzie dzień bez jazd. Dla dobra mojego i dziecka, wcale nie biorę pod uwagę, że jemu będzie lżej , choć to oczywiste.
Nie, ja i moje dziecko będziemy dzisiaj mieć fajny dzień. Po obiedzie jadę z synkiem na konie.
A jutro porozmawiam z mężem, wcześniej pod język validol.
Nienawiść mnie wykańcza, nie chcę tak funkcjonować.

23

Odp: W piekle...

Betsy,
Tak trzymaj
Mam nadzieję, że dzień upłynął Tobie tak jak zaplanowałaś - miło i sympatycznie smile
Dbaj o siebie.
Pozdrawiam smile

24

Odp: W piekle...
adamajkis napisał/a:

Ja powiem tylko jedno, nie możesz karmić się nienawiścią. To zrujnuje wszystko co masz i wykończy Ciebie - będziesz wrakiem człowieka niezdolnym do pozytywnego działania. Twój mąż jest człowiekiem i mimo tego co zrobił, należy mu się godne traktowanie. Trzeba dążyć do pokoju ducha i podjęcia racjonalnych decyzji, odrzucić nienawiść.

Jakoś nie piszesz tak gdy zdradzają kobiety, kolejny hipokryta....

25 Ostatnio edytowany przez Betsy80 (2014-06-29 12:15:59)

Odp: W piekle...

Nie było wczoraj awantur, tak jak sobie postanowiłam.
Spędziliśmy wspólnie czas ze względu na syna, który pomimo, że niewiele rozumie z całej sytuacji ( ze względu na niepełnosprawność) to jednak odbiera wszystkie emocje bardzo silnie, płacze, denerwuje się, krzyczy, żeby być cicho.

Wieczorem mąż zrobił kolację,wcześniej robił to często. Po prostu chciał, żebyśmy razem usiedli do stołu.
Było ciężko ale potem włączył komedię, atmosfera trochę się rozluźniła.

Na dzień dzisiejszy mam takie przemyślenia i wnioski.

- tak, zdradził mnie , taki był jego wybór, chciał i zrobił to z premedytacją
- zrobił to raz
- skończył to natychmiast po tym, żałował i zanim mi powiedział szukał pomocy dla mnie i dla siebie, dowiedziałam się całej prawdy 1,5 miesiąca po wszystkim
- nie wyprowadził się, choć miał drogę wolną, spakowane rzeczy
- codziennie błaga o rozmowę

oraz
- zrobił to w jednym z najtrudniejszych momentów naszego życia, byliśmy wyczerpani
- po wszystkim - nie wpadł mi w ramiona, wręcz przeciwnie, mówił mi, że wszystko się między nami posypało, że on tak dłużej nie może, że jestem tylko matką jego dziecka a nie zachowuję się jak żona, że uważam, że on jest głupszy, że w niczym mi nie imponuje, że nie widzę w nim mężczyzny i że on dla mnie nic nie znaczy ( tak, mówił to też dużo wcześniej, zanim w cokolwiek się wplątał, nie reagowałam)

a także
- wkrótce ( zanim się jeszcze dowiedziałam) postanowiliśmy naprawić relacje
- zaczęliśmy rozmawiać i się zaprzyjaźniać
- miałam w domu faceta zakochanego, przyjaciela, męża, kochanka, moją miłość i nadzieję na lepsze lata

I WTEDY PRZECZYTAŁAM CO PISAŁ DO PRZYJACIÓŁKI, JAK I KIEDY CHCIAŁ MI POWIEDZIEĆ, bał się, czy wytrzymam tę informację
i powiedział mi kilka dni wcześniej niż zamierzał, w sumie ja się dowiedziałam a on powiedział wszystko

I PRZEPAŚĆ.

Tak sobie pisze w tym wątku, niewiele osób tu zagląda, tytuł mało chwytliwy, może i lepiej..
Traktuję to jak taki element terapii, synchronizuję , układam, myślę

dochodzę do wniosków

Dzisiaj też nie będzie awantury, dzisiaj porozmawiam.

26

Odp: W piekle...

Betsy, pogubiliście się. Źle zrobił, nic go nie tłumaczy... ale...
No właśnie może to właśnie ten moment, byliście wyczerpani, szukał jakiegoś oddechu, zapomnienia od ciężkich chwil.


Ja myślę, że każdy zasługuje na 1 szansę.
Pod warunkiem, że:

- wcześniej jego postępowanie było bez zarzutu, dbał o Ciebie i dziecko
- że naprawdę szczerze prosi o tę szansę, że chce jej, że nie ma wątpliwości co do swoich uczuć.

Te momenty, Twoja złość, jego i Twoja niepewność co dalej też są ważne i potrzebne. Ty musisz przeboleć, wykrzyczeć, w jakiś sposób ukarać go za to, co zrobił. On musi wiedzieć, że to po Tobie nie spłynęło, że jego postępowanie nawet jeśli nie zniszczy Waszego małżeństwa, to porządnie nim wstrząśnie. Tak by miał świadomość, że kolejny taki numer nie przejdzie. Uważam, że zbyt łatwe, szybkie wybaczanie pokazuje mężczyźnie, że nic się nie stanie, gdy znów zbłądzi.

Porozmawiajcie, daj sobie czas na decyzje, a jemu na staranie się o Was.

Ja bym dała mu szansę. smile Potrzebujesz jednak czasu. Powiedz mu o tym smile

27 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2014-06-29 19:10:26)

Odp: W piekle...

Betsy,
Świetnie sobie radzisz. Naprawdę szacun smile
Układasz sobie wszystko w głowie i nie dajesz się nazbyt ponieść emocjom.
Ale zdziwiłabym się, gdyby tak było cały czas, dlatego bądź przygotowana na ataki złości.
A ponieważ złości nie można w sobie tłumić, bo prędzej czy później zwróci się to przeciwko Tobie, to znajdź sobie sposób na kontrolowany upust gniewu.
Ja np zwiększyłam ilość treningów z 2 do 6 ! w tygodniu.
Albo jak czułam, że za chwilę eksploduję to wsiadałam do samochodu, jechałam i krzyczałam smile
Dzisiaj piszę to i śmieję się sama z siebie, ale wówczas to było dla mnie tak oczyszczające i chociaż gardło pozdzierałam to przynajmniej nic głupiego, czy agresywnego nie wywinęłam.

Zgadzam się z KajaKa.
Myślę, że Twój mąż zasługuje na szansę.
Przecież sam zrozumiał błąd, męczyła go zaistniała sytuacja.
I chociaż nic nie tłumaczy, tego, co zrobił, to jednak warto wziąć pod uwagę wszystkie "okoliczności łagodzące", które sama wymieniłaś smile

Jesteś bardzo przytomną dziewczyną i jak na kogoś, kto cierpi katusze po zdradzie zachowujesz dużą rozwagę.
Tak łatwo jest unieść się dumą i odrzucić wszystko, co było i może jeszcze byč wspaniałego między Wami.
Jednak podobnie jak KajaKa przestrzegam przed zbyt szybkim wybaczaniem.
Poczekaj, poprzyglądaj się i na spokojnie podejmij decyzję.
3 mam kciuki smile

28

Odp: W piekle...

Czy radzę sobie dobrze ... nie sądzę.
Przeginam, wiem o tym.. a już na pewno ze wszystkimi wulgaryzmami w kierunku męża, nie będę tego więcej robić, czułam się podle, to nie w moim stylu, nie będę się w ten sposób poniżać. Bo tak, uważam, że takim zachowaniem najbardziej uwłaczam sobie samej. Już to zrozumiałam.

Treningi 4 razy w tygodniu ale chyba właśnie teraz potrzebuję 6.. i tak się zajechać, żeby nie mieć siły myśleć.
Mogę polecić każdemu , pod warunkiem, że potrafi w czasie ćwiczeń skupiać się na tym, co robi jego ciało, liczyć sekundy, koncentrować się na odczuwaniu mięśniowym, że tak powiem. Mózg się resetuje, zapomina się na trochę. Gdyby nie taka ucieczka to chyba byłabym już pacjentką psychiatryka.

Trudno powiedzieć, czy mąż był bez zarzutu, pewnie nie, tak jak i ja. jak się kłóciliśmy to leciały talerze. Ale naprawdę robił dla nas wszystko, co mógł. I byłabym niesprawiedliwa, gdybym teraz, w obliczu tego co się stało mówiła, że było inaczej.

Zrobiłam sobie plan działania, wszelkie odłożone sprawy , odwiedziny, porządki w dokumentach, fryzjer, kosmetyczka..a przede wszystkim czas dla synka - wszystko mam zapisane i dzisiaj odhaczyłam już 2 pozycje. Lista jest długa.
Chcę coś robić, inaczej leżę, płaczę, bądź bluzgam w smsach.
Na szczęście weekend się kończy.

A jak synek pójdzie spać to chcę spróbować chwilę porozmawiać, tak jak sobie to zaplanowałam.
denerwuję się bardzo.

A najczęściej to mam ochotę kopnąć go w jaja, tak mocno, najmocniej jak potrafię.. i jeszcze na nogach miałabym takie glany z blachą.

29

Odp: W piekle...

Bardzo serdecznie dziękuję za wsparcie . To dla mnie bardzo wiele znaczy.
Mam nadzieję, że jak ogarnę się sama ze sobą i ze swoim życiem po zdradzie to także będę w tak wspaniały sposób potrafiła podać komuś rękę i obdarować dobrym słowem.

30

Odp: W piekle...

Biczuję się cały dzień.
Pisałam smsy pełne żalu.. już nie nasycone jadem ale właśnie pełne goryczy, wręcz rozpaczy.
Wchodziłam na stronę hotelu w którym byli, oglądałam zdjęcia...
Wciąż nie mogę pojąć dlaczego chciał mi to zrobić, dlaczego chciał to zrobić nam.

Myślę, że nigdy nie będzie w stanie wynagrodzić mi tego.
Nigdy, choćby nie wiem co robił to zawsze będzie to czas, który nie należał do mnie.

Ciężar zdrady jest przygniatający.

31 Ostatnio edytowany przez Darkness (2014-07-01 22:33:40)

Odp: W piekle...
dreamjump napisał/a:

Przeżyłam podobną mękę albo inaczej...przeżywam...trwa to już rok a ja nadal nie mogę zapomnieć... Nie wybaczyłam, nie potrafię. Codziennie przypominają mi się tamte sms i słowa do "nicnieznaczącej" dziewczyny. Szansę drugą dałam, ale szybko ją zmarnował. Obecnie przeistoczył się w potwora i nie daje mi o sobie zapomnieć. Przeżywam piekło! Zastanawiam się czy nie pójść z tym na policję.

To już jest sprawa poważna.

Betsy80 napisał/a:

Biczuję się cały dzień.
Pisałam smsy pełne żalu.. już nie nasycone jadem ale właśnie pełne goryczy, wręcz rozpaczy.
Wchodziłam na stronę hotelu w którym byli, oglądałam zdjęcia...
Wciąż nie mogę pojąć dlaczego chciał mi to zrobić, dlaczego chciał to zrobić nam.

Myślę, że nigdy nie będzie w stanie wynagrodzić mi tego.
Nigdy, choćby nie wiem co robił to zawsze będzie to czas, który nie należał do mnie.

Ciężar zdrady jest przygniatający.

Dla mnie już podjęłaś decyzje i nie ma sensu już tego ciągnąć.

32

Odp: W piekle...

Nie ma sensu ciągnąć ...czego?
Mam pełne prawo pisać w moim wątku o moich uczuciach, bolączkach i cierpieniu.
Jestem w najtrudniejszym momencie życia.
I skoro zdecydowałam się o tym napisać publicznie, a uwierz mi, zajęło mi to trochę czasu , to będę kontynuować.
Może moje doświadczenie przyda się komuś, codziennie jakaś osoba dowiaduje się o zdradzie.

Dla mnie ma to sens.

33

Odp: W piekle...

Myślę, że Darkness chodziło o to, że nie ma już sensu ciagnąć tego zwiazku, bo Ty decyzję już podjęłaś.

Fakt, jestem osobą o dośc liberalnych poglądach, skłonną do wybaczania. I pewnie dlatego to, co mam zamiar napisać wielu się nie spodoba. Mianowicie uważam, że masz oczywiście prawo do bólu i uczucia zawodu. Ale cholernie mocno karzesz tego faceta, siebie i Waszego syna. Jesli prawdą jest to, co piszesz Twój mąż bardzo Cię kocha. Faceci czasem tak mają, że czując sie niedocenieni i niezadbani  wystarczająco przez swoje kobiety szukają tego na inny sposób... Tak nie ma prawa być, ale się zdarza. On Cię kocha i czuje się fatalnie z tym co zrobił. Nie ucieka od tematu, nie umniejsza go. A Ty z upodobaniem jątrzysz, grzebiesz i posypujesz solą ranę swoją i jego. Nie wiem jaki to ma sens, ale wybaczeniu nie sprzyja.
Piszesz, że podtarł sobie tyłek tym, co razem przeżyliście i co dla siebie znaczycie. Wybacz mi, ale mysle, że Ty poniekąd też go podcierasz tym jak bardzo drążysz to i drążysz stawiając na szali wszystko co ważne. Jego serce ciągle pozostaje Twoje i nigdy nie przestało Twoje być. Ciało pobłądziło. Ale to jest chyba kwestia priorytetów...

34

Odp: W piekle...

Betsy...
"Biczuję się cały dzień.
Pisałam smsy pełne żalu.. już nie nasycone jadem ale właśnie pełne goryczy, wręcz rozpaczy.

Wciąż nie mogę pojąć dlaczego chciał mi to zrobić, dlaczego chciał to zrobić nam."

Ja robiłam to samo.
Mówiłam jeszcze: Dlaczego nas zabił, dlaczego nas zniszczył, dlaczego się nie bał, że straci moją miłość, dlaczego było mu to obojętne....

Jesteśmy razem.Boli cały czas.

Były wieczory, że rozmawialiśmy, a ja go tłukłam po gębie raz za razem  i znosił to.
Musisz rozmawiać. Wywalać z siebie wszystko. On ma to wszystko znosić. Ma rozmawiać. Musicie wszystko ukrywać przed dzieckiem. Płakać w ukryciu.

My odbudowujemy.
Jest bliskość.
co z zaufaniem? Nie wiem.

Jeśli czujesz, że go kochasz, jeśli czujesz jego szczerość w tym co się teraz dzieje-  próbujcie.

35

Odp: W piekle...

Betsy, poczytaj sobie wątki End_aluzji. Mi pomogła przetrwać i nadal pomaga.

36

Odp: W piekle...

A ja Cię, Betsy, rozumiem. Sam doświadczyłem zdrady, ale choć nie była fizyczna (chcę w to wierzyć i wierzę), to i tak bardzo bolała. Tak sobie myślę, że gdybym był na Twoim miejscu, zachowywałbym się podobnie, jeśli nie tak samo. Ból, wyrzuty, a przy tym miłość i przywiązanie. To cholernie trudne, bo sprzeczne ze sobą. Myślę, że na Twoim miejscu, mimo ogromnego poczucia krzywdy, dążyłbym do ratowania związku, jeśli tylko bym widział szczerą chęć ratowania z drugiej strony. A Ty chyba tę chęć widzisz. Zbłądził, dał ciała po całości, niewiarygodnie Cię skrzywdził. Ale żałuje. I jeśli czujesz, że ten żal jest szczery, daj Wam szansę. Jeszcze może być pięknie...

37

Odp: W piekle...
Betsy80 napisał/a:

Biczuję się cały dzień.
Pisałam smsy pełne żalu.. już nie nasycone jadem ale właśnie pełne goryczy, wręcz rozpaczy.
Wchodziłam na stronę hotelu w którym byli, oglądałam zdjęcia...
Wciąż nie mogę pojąć dlaczego chciał mi to zrobić, dlaczego chciał to zrobić nam.

Myślę, że nigdy nie będzie w stanie wynagrodzić mi tego.
Nigdy, choćby nie wiem co robił to zawsze będzie to czas, który nie należał do mnie.

Ciężar zdrady jest przygniatający.

Tak Betsy, ciężar zdrady jest przygniatający.
Dlatego nie pozwól żeby Ciebie przygniótł
Ja wiem, że chcesz żeby jego też bolało, żeby cierpiał tak jak Ty, żeby poniósł karę za to, co zrobił.
Ale choćby on teraz wychodził z siebie, kajał się i karał, wciąż przepraszał i odpokutowywał to i tak teraz nie zmniejszy to Twojego bólu, żalu i złości.
Ale z czasem będziesz odczuwała coraz mniej te wszystkie negatywne emocje.
Czas rzeczywiście leczy rany. Teraz jeszcze są zbyt świeże, niezabliźnione.
Ale uwierz mi to się będzie zmieniało na lepsze.

Proponuję żebyście rozmawiali, rozmawiali i rozmawiali.
O tym, co między Wami było, o tym, co jest teraz i o tym, co z Wami będzie.
Sobie pozwól na złość, a jemu pozwól na zawalczenie o Ciebie.
Przytulam smile

38

Odp: W piekle...
kivikivi napisał/a:

Mianowicie uważam, że masz oczywiście prawo do bólu i uczucia zawodu. Ale cholernie mocno karzesz tego faceta, siebie i Waszego syna. Jesli prawdą jest to, co piszesz Twój mąż bardzo Cię kocha. Faceci czasem tak mają, że czując sie niedocenieni i niezadbani  wystarczająco przez swoje kobiety szukają tego na inny sposób... Tak nie ma prawa być, ale się zdarza. On Cię kocha i czuje się fatalnie z tym co zrobił. Nie ucieka od tematu, nie umniejsza go. A Ty z upodobaniem jątrzysz, grzebiesz i posypujesz solą ranę swoją i jego. Nie wiem jaki to ma sens, ale wybaczeniu nie sprzyja.
Piszesz, że podtarł sobie tyłek tym, co razem przeżyliście i co dla siebie znaczycie. Wybacz mi, ale mysle, że Ty poniekąd też go podcierasz tym jak bardzo drążysz to i drążysz stawiając na szali wszystko co ważne. Jego serce ciągle pozostaje Twoje i nigdy nie przestało Twoje być. Ciało pobłądziło. Ale to jest chyba kwestia priorytetów...

Zapewne tak jest, niestety i masz dużo racji. Dziękuje, że to napisałaś.

Matizwrocka - czytałam Twój wątek, nawet się wypowiadałam w nim.
Życzę dużo siły, wiesz w czym hehe.
Dzięki za zrozumienie, takie ludzkie, zwyczajne.

Przyszłość napisał/a:

Proponuję żebyście rozmawiali, rozmawiali i rozmawiali.
O tym, co między Wami było, o tym, co jest teraz i o tym, co z Wami będzie.
Sobie pozwól na złość, a jemu pozwól na zawalczenie o Ciebie.

Rozmowy są krótkie ale dążę do nich, żeby codziennie porozmawiać choć chwilę. To chyba daje mu nadzieję, jest wdzięczny, że się staram w taki sposób.

veri74 - czytałam wątki End_Aluzji .. Bardzo pomocne , szacunek za postawę dla autorki przeżyć...

39 Ostatnio edytowany przez Darkness (2014-07-02 22:43:24)

Odp: W piekle...
Betsy80 napisał/a:

Nie ma sensu ciągnąć ...czego?
Mam pełne prawo pisać w moim wątku o moich uczuciach, bolączkach i cierpieniu.
Jestem w najtrudniejszym momencie życia.
I skoro zdecydowałam się o tym napisać publicznie, a uwierz mi, zajęło mi to trochę czasu , to będę kontynuować.
Może moje doświadczenie przyda się komuś, codziennie jakaś osoba dowiaduje się o zdradzie.

Dla mnie ma to sens.

Nie ma sensu ciągnąć tego związku powinnaś się z nim rozwieść dla dobra przede wszystkim siebie także jego. Najważniejsze myśl teraz o sobie i bądź bardzo silna.

40

Odp: W piekle...

Jest stanowczo za wcześnie na myślenie o rozwodzie. Jesteśmy razem od 15 lat a o zdradzie wiem od niespełna 2 miesięcy.
Tak, myślę o sobie.. a na pewno bardzo się staram to robić.

41

Odp: W piekle...

To spokojnie musisz się wpierw uspokoić tu pomoże ci medytacja uwierz to bardzo pomaga. Mi pomogła w ciężkich chwilach podobne z resztą pomogła medytacja aktorce Małgorzacie Braunek w ciężkich chwilach, niestety przegrała z czymś innym mianowicie z nowotworem sad

42

Odp: W piekle...

tak jak już ktoś wcześniej wspomniał ja miałam takie samo wrażenie po przeczytaniu Twojego pierwszego postu - Twój mąż Cie kocha. Ile tu wątków o zdradzie, rozmyślań -powiedzieć, nie powiedzieć, kombinowania, podchodów, prób zatarcia jakiś śladów. Wiem, że głupio to zabrzmi ale plus dla Twojego męża za to, że ogarnął się zaraz po fakcie (fakt, szkoda, że nie o krok wcześniej), że chciał powiedzieć, że bał się o Ciebie, nie swój tyłek. I wiesz to z wiarygodnego źródła, to nie bajki wymyślone przez niego na swoje potrzeby ale szczera prawda. Musisz mieć to na uwadze.

Nie byłam nigdy w podobnej sytuacji więc nic konkretnego nie mam prawa Ci doradzać, jedynie to to abyś sama się jakoś powstrzymywała przed katowaniem się tymi pytaniami o szczegóły, oglądaniem zdjęć hotelu itd. Wyobraźnia Cię zabije, w końcu nie będziesz wiedziała czy mężowi dostaje się za to co zrobił, czy za to co Ty sobie wymyśliłaś, zobrazowałaś. Nie pytaj, najważniejszą kwestię znasz, zdradził, tyle -reszta jak, gdzie, w jakiej scenerii itd. to tylko dodatkowe razy dla Ciebie, te informacje nie zmienią nic...

Życzę Ci dużo siły do przetrwania tego czasu i mądrych decyzji.

43

Odp: W piekle...

Wybacz mu .. jesteś teraz inną osobą i on też  - niedługo będziesz wiedziała czy dobrze zrobiłaś zobaczysz to w jego oczach , w waszych rozmowach, w waszych wspólnych zajęciach , myslę że będziecie mieli inne lepsze życie .

44

Odp: W piekle...

Dziękuję Wam za słowa otuchy.

Proszę, trzymajcie na mnie kciuki, za chwilę wyjeżdżamy na kilkudniowy urlop.
Zrobię co w mojej mocy aby powstrzymać się od nękania go, dla naszego wspólnego dobra.
Mam nadzieję, że wyjazd pozwoli mi odpocząć, jedziemy w taką górską dzicz, że będziemy zdani na siebie .
Na wszelki wypadek zapakowałam do torebki VALIDOL smile

45

Odp: W piekle...

Wyjazd nie należał do łatwych. Wahania nastroju , przypominanie i płacz.
Ale.. uważam, że na tym etapie watro zaliczyć go do udanych.
Mąż był cierpliwy, opiekuńczy i wyrozumiały. Stawał na przysłowiowych rzęsach abym czuła się lepiej.

Postanowiłam zrobić mu prezent.
Kupiłam mu coś, czego potrzebował i po prostu dałam.
Chyba w życiu nie był tak zdziwiony , dziękował po stokroć.
Nie pamiętam, kiedy ostatnio zrobiłam mu niespodziankę.. sad

Ustalamy zasady " współżycia małżeńskiego" na innych zasadach.
Zakupiliśmy trochę sprzętu sportowego aby całą rodziną spędzać aktywne weekendy, tego nam brakowało, wkradła się monotonia, teraz jest dobry czas na realizację tych planów.

Bardzo dużo rozmawiamy o tym, co się stało, w jakich okolicznościach, w jakim momencie naszego życia.
Sukcesem dla mnie jest to, że nie pękam codziennie, nie płaczę w każdej wolnej chwili.
Nadal też wypominam, boję się, zastanawiam czy to jest dobra decyzja.

Ta lekcja życia jest dla mnie ważna. ja też się będę starać i gdyby sytuacja się kiedyś powtórzyła chcę mieć pewność, że nie przyłożyłam ręki do wyborów mojego męża.
Co by się nie stało - dam radę. Przecież trzeba żyć, nawet jak jest trudno.
Daję mu szansę bo go bardzo kocham, po prostu, bez żadnej filozofii.

Jest trudno, ciężko. Zapewne potrwa to jeszcze długi czas. jestem bardzo emocjonalną osobą, rozpamiętuję, piszę nowe scenariusze, to mój podstawowy problem.

Bycie razem po zdradzie jest piekielnie trudne, to droga krzyżowa:(
Mój mąż dostaje ode mnie jedną szansę aby naprawić swój potworny błąd, ma tego świadomość. To i tak wbrew moim wszelkim zasadom.
Ja daję szansę na poprawę naszych relacji, komunikacji, rozumienia siebie i poznawania.

Życzę sobie aby były to dobrze wykorzystane szanse.
Gdybym teraz odpuściła bez walki to wiem, że moje serce płakałoby za nim do końca życia.

46

Odp: W piekle...

Trzymam za Was kciuki! Oby do przodu, chociaż pewnie nie raz będzie ciężko:(
Ale tak jak przedmówczynie mówiły, wierzę, że akurat Twój mąż zasługuje na drugą szansę:))
Powodzenia! I jak najwięcej spokojnych, słonecznych dni:))

47

Odp: W piekle...

Serce i rozum - dziękuję Ci.

To forum bardzo mi pomaga.

48

Odp: W piekle...
Betsy80 napisał/a:

Boże, jak mi teraz wstyd...

Jezu dziewczyno, oj daleka droga przed tobą. Jaki wstyd, babo głupia, przecież to nie ty zdradzałaś a on.

Wkur2w, żal, wściekłość, wstyd, smutek, zrozumienie, akceptacja i dopiero spokój.
Dlaczego będąc takim super facetem to zrobił, kocha nosi na rękach a?
Dlaczego nie porozmawiał, masa tego dlaczego...
Pozwól wypłynąć łzom, kiedy potrzebujesz, oczyszczają, do jasnej ch*** nie musisz być dzielna, zostałaś zdradzona, zraniona... pozwól sobie na żal, wiem ze zaraz minie. Po co to przechowywać na przyszłość.

Wiesz czytałam kiedyś tekst że w kobiety zdrada to uwaga poświęcona innej kobiecie a wg mężczyzny zdrada to jak żona się prześpi z innym.
Czy byłą to zdrada fizyczna - szybki sex, ulżenie lędźwiom.
Czy emocjonalna, rozmowy, czułości, przyszłość wspólna.
Dziecko niepełnosprawne, dwie prace, jak się ogarnialiście, mało mu było adrenaliny życiowej ze poszukał nowej...


Nie mam jednego wątku, chociaż go może zrobię, poczytaj moje odpowiedzi, są takie jak twoje, wara, nadzieja, rozpacz, smutek na koniec akceptacja nieuniknionego. Nie da się doradzić nic, każda z nas to przezywa inaczej, dla każdej to najgorsza porażka świata.

?
Bardzo chce żeby wam się udało, bardzo. Potrzebuje takiego dobrego końca.
Pamiętaj tylko, wala trwa, z emocjami z pamięcią, z przyszłością, z przeszłością.
?
Ale w walce obydwoje musicie stać po tej samej stronie barykady.
Wozu zwanego życiem sama nie udźwigniesz.
Rozumiem twoją potrzebę żeby wiedzieć, co, dlaczego, kiedy.
Ale
wiem z własnego doświadczenia że może się zdarzyć ze nie był to jeden raz, u mnie jak zaczęła "iść" lawinowo prawda okazało się że mój super mąż ideał wręcz już 5 lat temu miał pierwszą kochankę, w czasie gdy ja z synem w ciąży chodziłam.
Oby u ciebie tak nie było, że znasz tylko część prawdy.


Przyszłość napisał/a:

Ciężar zdrady jest przygniatający.

Tak Betsy, ciężar zdrady jest przygniatający.
Dlatego nie pozwól żeby Ciebie przygniótł

to jest ważne, bardzo ważne i prawdziwe sformułowanie, oj bardzo

Przyszłość napisał/a:

Ja wiem, że chcesz żeby jego też bolało, żeby cierpiał tak jak Ty, żeby poniósł karę za to, co zrobił.
Ale choćby on teraz wychodził z siebie, kajał się i karał, wciąż przepraszał i odpokutowywał to i tak teraz nie zmniejszy to Twojego bólu, żalu i złości.
Ale z czasem będziesz odczuwała coraz mniej te wszystkie negatywne emocje.
Czas rzeczywiście leczy rany. Teraz jeszcze są zbyt świeże, niezabliźnione.
Ale uwierz mi to się będzie zmieniało na lepsze.....

Potwierdzam, czas wyleczy rany, dystans i akceptacje.

Przyszłość napisał/a:

Proponuję żebyście rozmawiali, rozmawiali i rozmawiali.
O tym, co między Wami było, o tym, co jest teraz i o tym, co z Wami będzie.
Sobie pozwól na złość, a jemu pozwól na zawalczenie o Ciebie....

Wg mnie tu u ciebie za dużo jest ...dam rade... jak byś tylko ty sama w tym była, to jakieś chore jest.
Wiele osób tu tak ma, ja udźwignę, j jajajajajajaajaja
i niezłe z tego potem jaja wychodzą.

Przemyśl to, u mnie po roku a nawet wcześniej wyszło ze nie mogę z M życ, kocham go do szaleństwa, co dzień oglądam zdjęcia i płacze.
Ale nie mogę żyć.
On zresztą też.

piszesz

Betsy napisał/a:

Ta lekcja życia jest dla mnie ważna. ja też się będę starać i gdyby sytuacja się kiedyś powtórzyła chcę mieć pewność, że nie przyłożyłam ręki do wyborów mojego męża.
Co by się nie stało - dam radę. Przecież trzeba żyć, nawet jak jest trudno.
Daję mu szansę bo go bardzo kocham, po prostu, bez żadnej filozofii.

Jest trudno, ciężko. Zapewne potrwa to jeszcze długi czas. jestem bardzo emocjonalną osobą, rozpamiętuję, piszę nowe scenariusze, to mój podstawowy problem.

Bycie razem po zdradzie jest piekielnie trudne, to droga krzyżowa:(
Mój mąż dostaje ode mnie jedną szansę aby naprawić swój potworny błąd, ma tego świadomość. To i tak wbrew moim wszelkim zasadom.
Ja daję szansę na poprawę naszych relacji, komunikacji, rozumienia siebie i poznawania.

Życzę sobie aby były to dobrze wykorzystane szanse.
Gdybym teraz odpuściła bez walki to wiem, że moje serce płakałoby za nim do końca życia.

Życzę WAM, wytrwałości, bądźcie tutaj światełkiem w tunelu dla wszystkich nas co walczą.

49

Odp: W piekle...

Solinka , Twoje słowa trafiają w sedno, są bardzo prawdziwe a spostrzeżenia trafne.

Codziennie modlę się aby nigdy nie okazało się, że prawda jest " troszkę inna". Myślę, że boję się tak samo jak każda zdradzona i kazdy zdradzony. Bo nie ma zaufania. Jego słowa naprawdę niewiele znaczą.

Myślę, że adrenaliny mu nie brakowało. Raczej hmmm, poczucia własnej zajebistości. Serio mówię.
Ona po prostu ciągle mu powtarzała, że jest zajebisty, że jej imponuje ( czym - nie wiem , wcale go nie znała), że jest po prostu najfantastyczniejszym gościem wszechświata.
I dobrze pamiętam, że w tym czasie podpytywał mnie często, czy ja uważam, że on jest fajny, mądry.. I z tego zawsze wynikała awantura, że przecież wie, co ja myślę, o co mu chodzi.. lepiej niech się zajmie czymś istotnym a nie użalaniem się jak baba.

Odkąd o tym rozmawiamy to on milion pięćset razy powiedział mi, że jemu wcale nie chodziło o nią.
I naprawdę mówię serio - nie mogła mu się nawet jakoś bardzo podobać. Znam go, znam jego gust i swój. Po prostu kompletnie nie ten typ kobiety.
Ale tu chodziło o całość, sytuację, otoczkę.. że wooow, uświadamiam sobie, ze jestem samym Bogiem.

Będę powtarzać i powtarzać, że NIE JESTEM WINNA TEGO, ŻE MĄŻ NA ROZWIĄZANIE PROBLEMÓW WYBRAŁ ZDRADĘ.
A winna jestem GRZECHU ZANIEDBANIA. Tak jak i on. On ma 2 winy, ja jedną.

Nie dźwigam tego sama, on nie unika rozmów, ani moich razów nawet ( no, zdarzyło się, co mam powiedzieć).
Prosi tylko abym jak jest w pracy ( a ma bardzo wymagającą) powstrzymywała się od nękania go, żebym zachowała to, co chcę powiedzieć jak już będzie w domu. Wtedy porozmawiamy.
Wiem, że nie może znieść ciężaru mojego bólu i żalu.
Kilka dni temu zastałam go w salonie o 2 w nocy, sam się upił i płakał po cichu.
Byłam w totalnym szoku. Coś tam bełkotał , że go to przygniata, ta wina i mój ból.

I nie wiem, co mam odpowiedzieć Solinka na to pytanie.
Tak kocha i nosi na rękach a zdradził..
Dasz wiarę?
Zrobił to.

Nie zaufam mu już nigdy.
i nigdy nie będzie kolejnej szansy. Nie jestem już tą samą osobą, on też nie.

Liczę na jego zdolność do refleksji, na skruchę wyrażoną czynami bo słowa mnie już żadne nie interesują.
A jeśli dowiem się , że istniała " dodatkowa prawda" to tez jest tak, jakby tę szansę stracił. Nic już z nas nie zostanie.

Chciałabym kiedyś napisać, że jestem szczęśliwa pomimo tej zdrady.
I dać innym nadzieję, ze można.
Na chwilę obecną uruchomiliśmy tryb naprawczy.
Czas pokaże...

50

Odp: W piekle...

Powtórzę - jak wam uda się przez to przejść nic już was nie zniszczy, będziecie się kochać i mieć szczęśliwe życie.  Spróbujcie. Są silne podstawy żeby twierdzić że wam się uda.

51

Odp: W piekle...
Betsy80 napisał/a:

Myślę, że adrenaliny mu nie brakowało. Raczej hmmm, poczucia własnej zajebistości. Serio mówię.
Ona po prostu ciągle mu powtarzała, że jest zajebisty, że jej imponuje ( czym - nie wiem , wcale go nie znała), że jest po prostu najfantastyczniejszym gościem wszechświata.
I dobrze pamiętam, że w tym czasie podpytywał mnie często, czy ja uważam, że on jest fajny, mądry.. I z tego zawsze wynikała awantura, że przecież wie, co ja myślę, o co mu chodzi.. lepiej niech się zajmie czymś istotnym a nie użalaniem się jak baba....

Et standard, zabrakł mu uwagi, a laseczka świata poza nim nie widzi. Tylko dlaczego idiota nie poszukał tej uwagi w domu.
Et męska logika...


Betsy80 napisał/a:

Ale tu chodziło o całość, sytuację, otoczkę.. że wooow, uświadamiam sobie, ze jestem samym Bogiem.

Tak


Betsy80 napisał/a:

Będę powtarzać i powtarzać, że NIE JESTEM WINNA TEGO, ŻE MĄŻ NA ROZWIĄZANIE PROBLEMÓW WYBRAŁ ZDRADĘ.
A winna jestem GRZECHU ZANIEDBANIA. Tak jak i on. On ma 2 winy, ja jedną.
Nie dźwigam tego sama, on nie unika rozmów, ani moich razów nawet ( no, zdarzyło się, co mam powiedzieć).
Prosi tylko abym jak jest w pracy ( a ma bardzo wymagającą) powstrzymywała się od nękania go, żebym zachowała to, co chcę powiedzieć jak już będzie w domu. Wtedy porozmawiamy.
Wiem, że nie może znieść ciężaru mojego bólu i żalu.
Kilka dni temu zastałam go w salonie o 2 w nocy, sam się upił i płakał po cichu.
Byłam w totalnym szoku. Coś tam bełkotał , że go to przygniata, ta wina i mój ból.

I nie wiem, co mam odpowiedzieć Solinka na to pytanie.
Tak kocha i nosi na rękach a zdradził..
Dasz wiarę?
Zrobił to..

Dam wiarę, kochana dam. Smutne ale prawdziwe.

Betsy80 napisał/a:

Nie zaufam mu już nigdy.
i nigdy nie będzie kolejnej szansy. Nie jestem już tą samą osobą, on też nie.

Liczę na jego zdolność do refleksji, na skruchę wyrażoną czynami bo słowa mnie już żadne nie interesują.
A jeśli dowiem się , że istniała " dodatkowa prawda" to tez jest tak, jakby tę szansę stracił. Nic już z nas nie zostanie.

Chciałabym kiedyś napisać, że jestem szczęśliwa pomimo tej zdrady.
I dać innym nadzieję, ze można.
Na chwilę obecną uruchomiliśmy tryb naprawczy.
Czas pokaże...

Co tam u ciebie maleńka, żyjesz jakoś.

Piotr ci dobrze napisał.
Jak przez to przebrniecie to nic was w życiu nie złamie.
Ale długa droga przed wami.
Udaje się ludziom. Udaje.

52 Ostatnio edytowany przez Betsy80 (2014-07-28 09:51:52)

Odp: W piekle...

Co tam u mnie...
Ano - ciężko jak ch.. , że tak się delikatnie wyrażę.

Właśnie jesteśmy na kolejnym wyjeździe, zwiedzamy piękne miejsca, jeździmy rowerami, pływamy w błękitnej wodzie.. a wszystko to jest takie brudne i skażone od zdrady. Nic nie jest piękne tak, jak na to zasługuje, żadne miejsce, żadna chwila, emocja, uczucie sad
Codziennie modlę się abym choć na chwilę mogła zapomnieć o tym i poczuć się naturalnie, zaznać jakiegoś uwolnienia.

Do niedawna potrafiłam zachwycić się czymś jak dziecko, zobaczyć coś fantastycznego i w piersiach zapierało mi dech, takie dojmujące poczucie niesamowitego piękna.
A teraz żelazna obręcz w środku i obojętność.

Cały czas mam poczucie, że coś jeszcze znajdę, czegoś się dowiem, ciągle się boję, czekam na sygnały, znaki.
Czy to normalne? Szukam dowodów, czekam na nie.
Może to oznaczać, że jest coś jeszcze? Czy takie reakcje są w tej sytuacji do przewidzenia?

Mąż wynajduje rozrywki, żeby nie było monotonii, czasem rozmawiamy, odpowiada na pytania ale jakoś już.. mniej chętnie.
Widać, że jest zmęczony i zrezygnowany, może dlatego, że absolutnie nic nie jest w stanie mnie uszczęśliwić i na twarzy mam wypisane cierpienie.
A może z innego powodu, sama nie wiem.

Jest bardzo ciężko.
Boże, jakie to wszystko popieprzone:(

Jestem z natury bardzo emocjonalna, uczuciowa. jest mi podwójnie ciężko z uwagi na charakter.
Ile czasu musi minąć do chwili wytchnienia..

Mam problemy z intymnością. Pojawiły się nagle. Nie potrafię, chociaż jest taki piękny - nie umiem.
Do niedawna było wspaniale, nawet lepiej niż wcześniej, znacznie lepiej ( zupełnie irracjonalne jak dla mnie, powinno byc tragicznie lub wcale).
A teraz nie mogę się zmusić do czegoś więcej.
Chyba tracę swoją wartość sexualną, tak bym to ujęła.
Masakra.

53 Ostatnio edytowany przez veri74 (2014-07-28 10:22:19)

Odp: W piekle...

Hej smile

Myślałam co u Ciebie...

Widzę, że rowery łącza ludzi po zdradzie smile

My też dużo jeździmy. jest fajnie.

Też się boję, czy nie wyjdzie coś jeszcze, czy M nie rozmyśla  o niej, czy nie tęskni za tą suką...

A czasem myślę.
Przecież to nie rak. Nie ciężka choroba. Zdrada.

Kiedy zasypiam przytulona do swojego zdrajcy, dziękuję Bogu że jest.

Potem znowu mnie nachodzą dołujące myśli, jak mógł. Wyrzucam, wypominam, wypytuję. JAK MÓGŁ?

Trzymaj się.


piszesz: "wszystko to jest takie brudne i skażone od zdrady"- czuję tak samo, nasze wspólne miejsca, wakacje, rodzinne wydarzenia, wyjazdy - skażone

54 Ostatnio edytowany przez rumpel (2014-07-28 12:40:14)

Odp: W piekle...

Witam

Widzę że tu kobieca dyskusja ale pozwolę sobie jako facet (w tym samym co wy miejscu)dołożyć swoje trzy grosze.
Niestety tych myśli nie pozbędziecie się z dnia na dzień możecie je jedynie jak bardzo możecie odganiać od siebie i to za wszelką cenę. Spróbujcie też dać odetchnąć drugiej stronie ,przecież same piszecie że staje na rzęsach aby było fajnie ,doceń to i po miomo swoich myśli pokaż że to doceniasz. Zrobił źle -fakt, ale on też potrzebuje akceptacji swych poczynań aby mieć siłę dalej ciągnąć ten wózek (coś mi się widzi że zdradzający jeżeli widzi miłość i wybaczenie zdradzonej osoby cierpi też bardzo mocno)
Trzeba wszystko na początku wyjaśnić a potem za wszelką cenę nie wracać do tego (choć myśli na pewno będą wracały, mam nadzieje że z biegiem czasu coraz rzadziej)
Powodzenia życzę rumpel

55

Odp: W piekle...

Jest o 1% lżej.

Kilka dni temu postanowiłam dać nam odpocząć i nie zadałam ani jednego pytania dotyczącego całej tej sytuacji.
Dlatego, ,że nie chciałam pytać , po prostu, głównie z uwagi na samą siebie i moje reakcje, zmęczenie.

Mąż bardzo się stara, jest czuły, opiekuńczy i wyrozumiały.
Choć mieliśmy jedną ostrą awanturę z innego powodu. Ale przecież nie żyjemy w szklanej kuli, życie toczy się dalej i jest kilka spornych kwestii, normalna sprawa, nie robię z tego dramatu.
Dużo rozmawiamy o nas, naszych planach i o zmianach , jakie następują w codziennym funkcjonowaniu. Kilka aspektów uległo zmianie na plus, żeby po prostu i zwyczajnie łatwiej było sobie codziennie żyć, sprawy domowe, finansowe.

Wczoraj mąż pojechał na szkolenie firmowe, wróci dzisiaj w nocy.
Wiadomo, jakie miałam myśli i uczucia.
On jednak aby zapobiec mojemu cichemu zadręczaniu się wysłał mi zdjęcie - siebie i kolegów z pracy z hotelowego pokoju - niby z pozdrowieniami.. ale wiadomo, tak to zorganizował, żebym mogła spokojnie spać. Pewnie sporo go ta sweet focia kosztowała zachodu hehehe.

A ja potrzebowałam tych 2 dni bez niego, żeby sobie pobyć z synem, coś zrobić razem, odetchnąć od jego obecności.

Dzień po dniu układam sobie w głowie różne sprawy.
Skłamałabym mówiąc, że jest łatwo. Nie jest i nie będzie jeszcze długo.
Tylko, że jestem tak zmęczona życiem w tym cierpieniu, że postanowiłam uchylić kotarę bólu i odetchnąć powietrzem. Dać szansę czystemu powietrzu by mogło wypełnić moje płuca.
I dlatego idę do przodu. Idziemy. razem.

56

Odp: W piekle...
Betsy80 napisał/a:

Dzień po dniu układam sobie w głowie różne sprawy.
Skłamałabym mówiąc, że jest łatwo. Nie jest i nie będzie jeszcze długo.
Tylko, że jestem tak zmęczona życiem w tym cierpieniu, że postanowiłam uchylić kotarę bólu i odetchnąć powietrzem. Dać szansę czystemu powietrzu by mogło wypełnić moje płuca.
I dlatego idę do przodu. Idziemy. razem.

smile
Betsy
Właśnie puściłaś wolno złe myśli i emocje,
Przestałaś je zasilać
Uwalniasz się od nich
Ale bądź czujna, bo one przyczajone za rogiem czyhają na Twoją chwilę słabości.
Przytulasy smile

57

Odp: W piekle...

Betsy śledzę Twój wątek i trzymam kciuki, ciesze się że przeszłaś na "dobrą stronę".
Z mojej perspektywy nie miała bym wątpliwości będąc na twoim miejscu.

58

Odp: W piekle...

Rumpel napisał w tym wątku coś takiego, że osoby zdradzające ( pewnie te, które żałują swojego czynu) jeśli widzą miłość i staranie się drugiej strony ( celowo nie piszę o wybaczeniu - o tym długo mowy nie będzie) cierpią bardziej .
Coś w tym jest.
Mój mąż mówi, że gdy widzi jak wyciągam sama do niego rękę to czuje się jak ostatni śmieć. Oczywiście nie to jest moim zamiarem, moje intencje są szczere i dobre , dla niego to jest coś niebywałego. Wręcz mi powiedział, że to akt odwagi i że kocha mnie po stokroć mocniej za te gesty, wie, jak wiele one kosztują.
Świetnie, że zdaje sobie z tego sprawę.

Dobrze, że zdecydowałam się nie drążyć tematu w takiej formie i ilości jak wcześniej. Trzymam się tego i jest mi lżej. Nie karmię się tym.
Owszem, myśli wracają, zrozumiałam, że za jakiś czas przestaną mnie dręczyć tak bardzo.
Wszystko jest bardzo świeże, wciąż to otwarta rana. Powiedzmy, że na chwile obecną udało się opanować obfite krwawienie.

A ja?
Zapisałam się na ciekawe studia podyplomowe i będę zdawać certyfikat z angielskiego:)
Uprawiam więcej sportu niż do tej pory, pięknie się opaliłam i czuję się dobrze we własnej skórze.
Robię dla siebie dużo.
Polecam!!!!

59

Odp: W piekle...

Wybacz mu. On tego żałuje. Już sam fakt popełnienia tego czynu przygniata go do szpiku kości. Im dłuzej bedziesz to rozpamietyywac , tym gorzej dla Was... Postaraj się. Przynejmniej nie ciągnie tego , i nie mami innej kobiety czułymi słówkami. Popełnia się błedy. Każdy je popełnia....Chyba czasami lepiej nie wiedziec....serce by tak nie bolało....

60

Odp: W piekle...

Do wybaczenia daleka droga sad
Nawet nie myślę w tych kategoriach. I nie chcę się też bawić w rzucanie słów na wiatr, mówić, że wybaczam a nie czuć tego wcale.
To za wielkie słowo, za duża odpowiedzialność. Nie jestem gotowa.
Daję miłość, rozmowę, czasem zrozumienie. Jest wdzięczny.
Nie spieszymy się, tak się nie da.
Nie zamieciemy pod dywan, na pewno. To nie jest żadne rozwiązanie.

Chciałabym kiedyś napisać szczerze, że mu to przebaczyłam.
Czas pokaże..

61 Ostatnio edytowany przez Animus (2014-08-23 06:42:47)

Odp: W piekle...
Betsy80 napisał/a:

Chciałabym kiedyś napisać szczerze, że mu to przebaczyłam.

Betsy, tu tkwi najczęstszy błąd w rozumieniu przebaczenia. PRZEBACZA SIĘ DLA SIEBIE. To Ty nosisz cały czas ciężar, a przebaczenie jest zrzuceniem balastu przeszłości.

Przebaczenie jest uwolnieniem siebie od przeszłości.

Proponuję Ci wizualizację: wyobraź sobie, że jesteś balonem, który może polecieć wysoko nad tymi trudnościami życia, ale masz do siebie przywiązane worki z ciężkim piaskiem trudnych dni. Wewnątrz Ciebie są dobre wspomnienia i szczęśliwy czas, one chcą Cię oderwać od ziemi i unieść, ale tamten ciężar trzyma Cię ciągle w tym samym miejscu. To miejsce w którym jesteś nie podoba Ci się i chcesz się stamtąd wydostać.  Co zrobisz?

62

Odp: W piekle...
Animus napisał/a:

Przebaczenie jest uwolnieniem siebie od przeszłości.

Proponuję Ci wizualizację: wyobraź sobie, że jesteś balonem, który może polecieć wysoko nad tymi trudnościami życia, ale masz do siebie przywiązane worki z ciężkim piaskiem trudnych dni. Wewnątrz Ciebie są dobre wspomnienia i szczęśliwy czas, one chcą Cię oderwać od ziemi i unieść, ale tamten ciężar trzyma Cię ciągle w tym samym miejscu. To miejsce w którym jesteś nie podoba Ci się i chcesz się stamtąd wydostać.  Co zrobisz?

Przyjdzie na to czas. Wszystko ku temu zmierza.

63

Odp: W piekle...

Mój komentarz właściwie nie dotyczy całości , a tylko jakiegoś skrawka Twojej wypowiedzi....To, że mąż Cię pytał czy jest mądry, atrakcyjny itp. itd. wskazuje na to, że mógł się czuć niedowartościowany w relacjach z Tobą. Nie usprawiedliwia to oczywiście jego zachowania ale.......Tak często kobiety użalają się na forach, "że mąż nie mówi, że kocha, nie docenia starań, nie widzi już atrakcyjności żony itp. itd.". Ja też należę do takich osób, które lubią słyszeć dobre rzeczy o sobie od własnego męża i nie żałuję tych dobrych słów mojej drugiej połówce. Ba, nawet jeśli się z nim kłócę to najpierw mówię np. że jest taki inteligentny, itp. itd. i nie mogę uwierzyć, że zrobił cos tak głupiego......... I dalej kłótnia...:-( Takie zachowania powodują, że druga strona nie jest przez nas "rozjechana" za całokształt, bo wiemy , że słowa naprawdę ranią.! Aby to zrozumieć wystarczy sobie siebie wyobrazić w takiej sytuacji. I wybacz mi ale gdybym ja usłyszała od swojego męża w sytuacji dopytywania się czy jestem atrakcyjna- , to co ty powiedziałaś swojemu mężowi- podcięłoby mi to skrzydła...Doceniajmy swoje drugie połówki:-))

64

Odp: W piekle...

Z całą pewnością masz rację Wiejska Baba, wiele rzeczy zrozumiałam i zauważyłam po fakcie, część dociera do mnie teraz.. a zapewne jest masa nauki także na przyszłość.
Jedną z wielu " mądrości" do jakich doszłam po tym wydarzeniu jest fakt, że można zupełnie nie mówić o miłości a kochać prawdziwie w czynach, tak też być kochaną przez drugą osobę.
Ja uwielbiałam słowa, wręcz taplałam się w nich. Jestem ( byłam???) typem misia przytulaka, wymuszałam wyznania, komplementy...codziennie. Zamęczałam sobą.
Wiem, to strasznie żenujące, kompletny brak wyczucia ale też jakaś niepewność, może za niska samoocena? Sama nie wiem. Pewnie wszystkie te elementy na raz.

Sytuacja na dzień dzisiejszy : jest lepiej.
Jednak ostatnie 2 dni przyniosły mi pogorszenie samopoczucia, łzy, strach.
Powiedziałam, że potrzebuję być sama, spałam w drugim pokoju, chciałam aby nikt nic do mnie nie mówił.. zwyczajnie, taka ucieczka.
Dzisiaj dochodzę do siebie.
Mam obawy, że takie " nawroty złego" będą pojawiać się co jakiś czas. Zapewne do momentu aż całkiem nie uporam się z własną, pogruchotaną psychiką.
Na wszystko potrzeba czasu.

Wstyd się przyznać ale nie patrzę już na męża tak, jak kiedyś.
Czasem jak mnie dotyka czuję takie " coś".. że chcę uciekać jak najdalej, wykąpać się, przebrać i iść przed siebie.
Powrót do normalności to ciężka, mozolna praca.

Mąż cudownie zajmuje się synem, w te wakacje wiele go nauczył, takich męskich rzeczy, podziwiam go za cierpliwość i oddanie, jest wspaniałym tatą, mówię mu o tym chociaż on teraz z trudem przyjmuje jakieś komplementy z moich ust.

A ja.. staram się głównie nie cierpieć i zajmować sobą, co zaczęło przybierać nieco niepokojącą formę.
Ale już sama to zauważyłam, oddaliłam się od bliskich i za długo przesiadywałam w kokonie.
Cierpieć pewnie długo nie przestanę ale nie chcę aby płaciło za to moje dziecko. Otwieram się. Bardzo powoli ale raczej skutecznie.

65

Odp: W piekle...

Czas płynie bardzo powoli..
Wolałabym aby minęły już lata.
A to tylko dni i miesiące .

Tęsknię za mężem, który mnie nie zdradził. Bardzo.

Ten jest kochający, troskliwy, współczujący, opiekuńczy, pracowity, zaangażowany..
A ja chcę tamtego, który mnie nie zdradził. Który nie mógłby tego zrobić mimo wszystko.

Posty [ 1 do 65 z 162 ]

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026