Witam
Jestem 26 letnim facetem od 3,5 roku spotykałem się z niesamowitą kobietą (młodszą od siebie o 4 lata) od 2 lat byliśmy zaręczeni, a w walentynki czyli kilka dni temu ona stwierdziła że już nie jest tak jak dawniej i nie widzi wspólnej przyszłości
byłem załamany powiedziała że potrzebuje kilku dni na zastanowienie się nad swoim życiem. Wczoraj przyszła do mnie i oświadczyła że to koniec. Powiedziała między innymi że nie kocha mnie już od jakiegoś roku ale nie potrafiła wcześniej mi o tym powiedzieć aby mnie nie krzywdzić. Najgorsze jest to że ja przez ten cały czas nic nie zauważyłem
ona chodziła uśmiechnięta wyglądała na szczęśliwą nawet jak dostała przygotowany obiad w te feralne walentynki widziałem uśmiech na jej twarzy, widziałem że się cieszy. Fakt faktem w sprawach sexu nie układało nam się najlepiej ale to tak na dobrą sprawę jedyny minus tego związku. Ja zawsze byłem z nią szczery, zawsze wierny, dbałem o nią jak mogłem może troszkę byłem za bardzo zazdrosny ale gdy wczoraj rozmawialiśmy błagałem ją przez dobre 3 godz by jednak to przemyślała. Gwarantowałem że zrobię wszystko by była szczęśliwa, gwarantowałem że się zmienię. Moje gwarancje i obietnice nic nie dały wyszła z płaczem twierdząc że tak dla nas obojga będzie lepiej
twierdzi że nie ma nikogo innego więc o co w tym wszystkim chodzi?????? Będąc z nią czułem się jak w niebie teraz jestem w piekle!!!! błagam ratujcie i pomóżcie mi się z niego wydostać!