A ja bardzo właśnie czekałam i miałam nadzieję, że Przyszłość mi coś podpowie w tej sprawie:))
Nie wyobrażam sobie powrotu do poprzedniego stanu rzeczy. Już nawet w momencie, kiedy pisałam, że " kiedyś tak było" czułam się nieswojo.
Bo ..co było kiedyś teraz nie ma racji bytu. Taka jest prawda.
Właściwie moje rozterki w tej sprawie polegają na tym czy ja " powinnam chcieć" znać te hasła i w ogóle.
Bo kiedy zdarzyło mi się kilka razy szpiegować i szukać w telefonie czy na zalogowanym gg - czułam się podle. Było to dla mnie źródłem ogromnego stresu, walki ze sobą, poniżaniem się i totalnym zbezczeszczeniem wszystkiego, w co chciałabym wierzyć.
No ale zdradził.. więc czy powinnam chcieć.
Chcąc być w zgodzie z samą sobą - nie.
I tak naprawdę nie chcę.
Tylko na tym etapie siedzę jeszcze troszkę w pewnego rodzaju schronie. Ale zdecydowanie więcej czasu spędzam na świeżym powietrzu i tam czuję się bardzo, bardzo dobrze.
Rozbita34, mimo wszystko nie chcę obdzierać mojego męża z podstawowych praw.Nie chcę już nigdy traktować go jako przestępcę, chama, człowieka bez sumienia. To nie jest w zgodzie ze mną. I nigdy nie będzie. Czułam się zapewne gorzej niż on sam, kiedy bluzgałam, obrażałam i poniżałam za to, co zrobił. Ja także byłam wtedy zerem, czułam się jak nikt.
Nawet, jeśli kiedykolwiek sytuacja powtórzyłaby się ( choć wiadomo, że nie czekam na to) - ja postąpię w zgodzie ze sobą i rozstanę się z klasą, kulturą, godnością. To już jest więcej niż pewne bo proces zmian, jakie następują we mnie jest nieodwracalny.
To nie jest prawda, że zdradzający nie ma żadnych praw. Nawet zwierzęta mają swoje prawa.
Co z tego, że będę znała wszelkie hasła i kody dostępu?
Zechce szukać wrażeń - poszuka, zechce pojechać na weekend z kimś - zrobi wszystko aby pojechać.
To nie tędy droga.
A znaków ostrzegawczych nigdy już nie przegapię. Nie będę mówić, że pada deszcz, kiedy ktoś napluje mi w twarz.