Zgodnie z moją ulubioną zasadą życiową, o której czasami zapominam - ba no w końcu człowiekiem jestem więc niedoskonałość jest wpisana w moją naturę
- efektem Pollyanny szukam dobrych stron mojego obecnego stanu. Ale nie takich prostych tłumaczeń - o pozbyłaś się mika_ika tego drania to już Cię tak nie wpieniają gary w zlewie bo na kogo masz się niby wpieniać? No wiadomo, że nie na siebie, bo tylko Ty i Twoje dziecię co jeszcze nie potrafi zmywać to naprodukowaliście no więc mika_ika Twoje brudne talerze tylko i wyłącznie Twoje to je zmywasz sama ;P
Raczej takich może bardziej egzystencjalnych trochę bardziej. Cierpię. Nie śpię. Smutno mi, tak po prostu. Została mi taka czarna dziura w sercu.
No więc skoro tak sama siebie tak bardzo opuściłam, tak zupełnie sama siebie się wyrzekłam to może samą siebie, tą dawną trochę odnaleźć zdołam. Wygrzebałam zeszyt, taki stary, starusieńki (mój Boże kiedy to było!) gdzie zapisywałam sobie różne fajne cytaty lub wiersze lub jakieś super mądre sentencje ze staroświecko brzmiącej łaciny lub też innego bardziej żywego języka 
I tak wertując kartki trafiam na jakieś kilka stron o cierpieniu. Wybrałam te, które najbardziej pasują do mojego obecnego stanu i w jakiś sposób się z nimi utożsamiam:
Cierpienie uczy prawdy o życiu. Budzi człowieka z marzycielstwa. (F. Nietzsche)
Cierpienie oczyszcza dusze, ułatwia oderwanie od przywiązań, niszczy zło moralne. (P. Teilhard de Chradin)
Cierpienie pozwala człowiekowi zdobyć świadomość siebie samego i doświadczyć własnej odrębności. Uczy bowiem poznawania własnych granic. Cierpienie uczy nas o naszym własnym istnieniu. (M. de Unamuno)
Cierpienie kruszy w człowieku zarozumiałość i pychę. (H. Elzenberg)
Cierpienie wychodzi ludziom na dobre, albowiem szybciej prowadzi ich do doskonałości. (G. W. Leibniz)
Każdy człowiek ma swoją określoną pojemność na cierpienie. Kiedy zostanie przekroczony w nim "strop" cierpienia, nie reaguje on już na dalsze ciosy. (a to nie wiem skąd)