Lód albo mineta to całkiem odpada bo przede wszystkim ja bym tego bardzo nie chciała. I pod tym względem się rozumiemy. A on to ma kompletnego hopla na punkcie seksu. W basenie chcieliśmy być tylko sami, wiadomo jak są ludzie to się nic nie..... ale no były chwile że byliśmy sami to on ciągle przez cały czas łapał mnie w wodzie za cycki albo podnosił, ale sam się nie dał podłapywać. Czy to bardziej przejaw dominacji czy zwyczajnie on tego nie lubi...
Podobne tematy
No to jesteś dla niego seksi babka! To miło jak w małżeńśtwie tak jest
To wręcz cudownie. Szkoda, że macie te bariery, zasady, wymagania. Chyba coś tracicie.
Ja sobie tak teraz czytam te niektóre wątki, np te w dziale ,,trudne związki'' i jestem zdumiona. Ile kobiet ma anielską cierpliwość i stalowe nerwy. Oj u mnie to tak dobrze nie ma. Zastanawiam się dlaczego te kobiety są takimi facetami. Ja np uwielbiam księżniczkować, robię to bo lubię, bo chcę i nie zamierzam przestać. lubię dbać o sobie o swoje uczucia o swój wygląd. Ale jakby mi ktoś zarzucił, ze zachowuje ise jak jakaś głupia księżniczka po pierwsze miałby limo po drugie to bym się dopiero rozkręciła i zaczęła strzelać fochy. Mnie się nie da poskromić ja nie jestem w stanie się podporządkować. Mój mąż o tym doskonale wie i mówi ty moja kochana złośnico, księżniczką też mnie nazywa, ale tylko jako komplement. Ja jestem bardzo emocjonalna, czasem nerwowa i potrafię bardzo ostrą akcję reakcję zrobić. Np. ja w seksie nie lubię żartów, albo niespodzianek. Jak mi coś nie odpowiada to potrafię sie zezłościć głośno krzyczeć, albo się pobeczeć. W sumie to rzadko się zdarza, ale zdarzyło się, zę ze dwa razy coś mi nie odpowiadało, wpadłam w histerie zaczęłam wrzeszczeć, beczeć i on się trochę przestraszył, co mi się stało. ALe generalnie go to wcale nie zniechęciło, no może jest barodzj ostrożny. Jak najbardziej podpisuję się pod tym: że wojskowi to wzorowi mężowie, bo potrafią sprzątać, nie bałaganią, nie sprawiają problemów, i sa przyzwyczajanie do rozkazów. Bo np jeżeli mnie coś zdenerwuje to od razu głośno, mówię: PRZESTAŃ!!! O co kolwiek nie chodzi przestaje w tym momencie. Mnie sie żarty nie trzymają, wręcz z czasem coś potrafi mnie doprowadzić do furii. On musi czasem na mnie uważać. bo wie, zę ja delikatna jestem. Np kiedyś n grilu jego psychiczny znajomy nie wiem z jak głupiego powodu oblał mnie wodą. Ja go uznałam za kompletnie głupiego, to co zrobił, było tak głupie i chore, myliśmy ręce w przygotowanej misce z wodą a on mnie cała garścią oblał, jak jakiś głupi. Spojrzałam jak na psychola zrobiłam poważną minę, atmosfera zrobiła się napięta ale podleciały inne kobiety i zaczeły go lać, resztą wody, normalnie jak w psychiatryku. Mój maz wiedział, że moge się zdenerwować jak mnie jeszcze raz obleją więc wkroczył do akcji zabrał miskę, i wylał wodę. Al ja już się obraziłam na tych ludzi, nie wypadało krzyczeć, coś odstawiać ale zaraz się pożegnałam I to mnie właśnie wkurza, ja nie lubię żartów i mam takie prawo. I ciągle słyszę, ze są faceci którzy mnie obmawiają do męża, że co on we mnie widzi oprócz tego, ze ładna i przy kasie. ŻE niby jestem ,,trudnym cłzwoeikem'', że wywieram presję na nich. A co ja takieog złego robię. To co prawda ich tak kole cyz to, że potrafię ich obsztorcować postawić do pionu i nie ukrywam, ze glupie żarty mi się nie podobają. Kto powiedzenia, zę kobieta powinna być wyrozumiała. Jestem zołzą i dobrze mi z tym. Ale to właśnie przez kobiety jestem tak postrzegana. Dlaczego niektóre kobiety, są mało wymagające, skromne, z byle czego się cieszą i śmieją? I dlaczego inność jest tak źle postrzegana?
Nadawałabyś się na jakąś stację kosmiczną albo platformę wiertniczą, gdzie nie można zapalić światła bez wcześniejszego sprawdzenia wytycznych jak to zrobić i późniejszego spisania protokołu...
Jesteś pewna, że mąż nie ma kochanicy? A może wiesz i to akceptujesz?
70 2014-07-25 11:02:14 Ostatnio edytowany przez Insurmountable_Woman (2014-07-25 11:04:16)
Pewnie, że ma, jego największą miłością jest wojsko:) Dla wojska i służby wojskowej jest w stanie zrobić wszystko i wszystko poświęcić. Wojsko to dla niego świętość.
Ale uwielbiam w nim to, ze on w ogóle nie obchodzą go sprawy domowe itd. np zakupy, jakiś remont, firanki, urządzanie imprez. Mamy konto na domowe wydatki i ja zawsze wszystko sama wybieram, sama kupuje, sama urządzam. Dla niego to w większości ,,może być''. Nie interesują go zakupy, nie poprawia mnie, nie sprawdza. Nie wyobrażam sobie żeby kiedykolwiek mi zrobił jakąś awanturę o pieniądze. Zresztą ja nigdy nie ukrywałam, że dla mnie facet powinien być dżentelmenem: zapewnić kobiecie życie na wysokim poziomie, zabierać do restauracji, na wakacje itd i zaprosić i zapłacić. Bo ja owszem pracuję i nigdy nie zgodzę się być czyjaś utrzymanką. Ale no, kultura wymaga tego, ze jak w kawiarni jest kobieta i mężczyzna to mężczyzna płaci. To samo jest z zachowaniem ja jak już powiedziałam lubię księzniczkować. On się tym w ogóle nie przejmuje, nie komentuje. Ja wymagam, i tego uczę córki, żeby nie iść na łatwiznę. Moim zdaniem mężczyzna powinien o kobietę sie strać, zabiegać. Wiadomo, nie przesadzać. Ale kwiaty, komplementy, szarmanckość. Mój mąż tym mnie właśnie urzekł, ze był bardzo szarmancki ale nigdy się nie narzucał, nigdy nie słyszałam od niego prostackiego ,,zachowujesz się jak księżniczka'' najbardziej właśnie wkurza mnie to, że skoro facet widzi, ze kobieta się tak zachowuje, nie podoba mu się to, wie że nie sprosta wymaganiom i oczekiwaniom to niech da sobie spokój i zamilczy. A są tacy głupcy którzy sami to ,,cienkie bolki'' a jeszcze innych zniechęcają. Bo ja wymagam ale naprawdę od siebie najwięcej.
ZaubererDE no ale widzisz, na stacji kosmicznej albo na platformie wiertniczej pracują eksperci, fachowcy, ktoś kto się nie zna się za to nie bierze. Bo to praca niezwykle odpowiedzialna ale jaka satysfakcjonująca.
Nie no teraz to posłodziłeś, komplement mi powiedziałeś, dziękuje!
Nadawałabyś się na jakąś stację kosmiczną albo platformę wiertniczą, gdzie nie można zapalić światła bez wcześniejszego sprawdzenia wytycznych jak to zrobić i późniejszego spisania protokołu...
Jesteś pewna, że mąż nie ma kochanicy? A może wiesz i to akceptujesz?
dobre, samo sedno, uśmiałam sie
a co do kochanki to może nie, ale skoro chodzi do klubu go-go mąż, sadza koleżanki na kolanach i każe się za to przepraszać, to jakieś małe skoki w bok pewnie tak
ZaubererDE napisał/a:Nadawałabyś się na jakąś stację kosmiczną albo platformę wiertniczą, gdzie nie można zapalić światła bez wcześniejszego sprawdzenia wytycznych jak to zrobić i późniejszego spisania protokołu...
Jesteś pewna, że mąż nie ma kochanicy? A może wiesz i to akceptujesz?
dobre, samo sedno, uśmiałam sie
a co do kochanki to może nie, ale skoro chodzi do klubu go-go mąż, sadza koleżanki na kolanach i każe się za to przepraszać, to jakieś małe skoki w bok pewnie tak
ja podobnie się uśmiałam ![]()
a po za tym mam wrażenie, że autorka jest ciut niezrównoważona emocjonalnie.
No do tego się mogę przyznać, ze jestem emocjonalna. Ja tam nigdy niczego nie przemilczę i jestem pamiętliwa. Mój mąż to czasem mówi o mnie ,,chłop żywemu nie popuści''. Ale on nie jest lepszy. To jest typ macho, już samym wyglądem budzi respekt, kiedyś ktoś taka rymowankę o nim ułożył: ,,as który jest postrachem dla osiedlowych Was'' Bo naprawdę on nie jest żadnym słodkim miśkiem. Nie nadskakuje. Od niektórych kobiet słyszę pytanie czy się nie boję. Ale ja z uśmiechem odpowiadam: ,,każda potwora znajdzie amatora!''. No bo my jesteśmy zgrani dlatego, że ja jetsem emocjonalna, nie dam sobie w kaszę dmuchać, na jedno słowo oddam 1000. I przyznaję, ze dla kogoś o słabych nerwach i psychice mogłabym być wykańczalnią. A jego to wcale nie rusza. ale przy tym wie, że ja sobie nie pozwolę. ON też kogoś słabszego to by zdominował, ba mnie czasem dominuje ale w rzeczach takich na które mogę przymknąć oko ta koleżanka czy go go. Co ja na to poradzę?! W końcu nic się nie stało. To mi sprawiło przykrość dużą przykrość. Ale nic poza tym. Są rzeczy na które nie mam wpływu. Bo ja mu nic zabronić nie mogę. Bo to, ze on był w go-go to fajne nie było dla mnie. Ale to też nie było nic nienormalnego, krzywdzącego. J aise czasem dziwię jak czytam, jakie kobiety śa wyrozumiałe po innymi względami, jeżeli chodzi o obowiązki domowe, o finanse, o przemoc.
Wczoraj ten watek o tym jak facet odniósł sie do obrączek, i do studiów żony to po prostu przeszedł sam siebie, kobieta anioł u mnie taki osiołek miałaby małe szanse na przeżycie, i żadnych na wyjście w całości ze związku. Naprawdę ja mam czasem kompleksy w łóżku, nie zgadzamy sie w czymś, ale jak czytam dział ,,trudna miłość'' to naprawdę mam super faceta i utwierdzam sie w tym, że ,,platforma wiertnicza vs stacja kosmiczna'' wcale nie jest zła. Wręcz przeciwnie to jedyny dobry sposób na facetów.
Podobasz mi sie Insurmountable_Woman. Chociaz nie umiem sprecyzowac dlaczego. Nie jestem pewna czy bysmy sie dogadaly, ale czuje sympatie do Ciebie.
75 2014-07-26 11:37:54 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2014-07-26 11:39:22)
Ja na szczęście jestem jedynaczką(...)
Ojciec oczywiście całe dnie pomagał za pół darmo (...)zginął przy pracach rolnych. Nie uważał na siebie, miał nas w d... nie załatwił należycie spraw majątkowych córki i żony nie zabezpieczył. Typowy luzak co tam! jakoś będzie! Cwaniak. Gdzie gówniarzom dziecko. Ciotka zabrała tyle majątku i co co najmniej połowa należała do BRATA (SIC) i do mnie
(...)Tylko, że ja należę do tych ludzi które mają cele wyższe i jakieś głupie miłosne przepychanki ich nie nurtują.
Wiecie...a mnie zapaliła się czerwona lampka.
Czuje że autorka to troll. Była już taka, zdaje się Malina jakaś tam...
I też podkreślała przywiązanie do statusu społecznego, że mąż bardzo atrakcyjny, ze kasa, że pozycja społeczna.
No i identyczna sprawa...podejście męża do tzw, loda...że jak loda to tylko z prostytutką...bo szanująca się żona tego nie robi.
Czyżby Monia miała rację?
Czy ktoś się dobrze bawi? Bo jakoś DEKLAROWANY wiek autorki ni cholery nie jest adekwatny do jej zapatrywań na różne dziedziny... raczej taki bardziej niedowarzony się wydaje... Jakby więcej "pobożnych życzeń" niż realiów.
Już prędzej patrzy na te wiek tych dwóch(?) 19 letnich córek ![]()
moze nie chodzilo o jej brata.
Ja znam kobiety co maja takie poglady i maja lat 50
ale piszesz ze jesteś jedynaczka, wiec jaki brat????
Do brata ciotki czyli do mojego ojca.
Poza tym moje drogie panie widać bardzo, bardzo rożnie się od Was wszystkim, sposobem myślenia priorytetami. To nie znaczy, że tu kłamię. To wg Was jeżeli każdy myśli w miarę podobnie, ma podobne zdanie i wartości a znajdzie się ktoś kto ma o 100% inne zdanie to co to ten ktoś jest zmyślony? Bo nie myśli jak wy, bo jest zupełnie inny?! Uwierzcie moje drogie, ze naprawdę sa kobiety bardzo rożne od Was. Ja tu czytam niektóre wątki i oczom nie dowierzam, jakie są kobiety, jakie są związki dla mnie to niemożliwe by było. Ale nigdy nikomu nie napisałam: nie kłam, ty nieprawdziwy jesteś. Bo nie wiem, nie ma prawa tak powiedzieć. Bo każdy jest inny, ma inne życie i podejście. A wy tu mi ciągle wypominacie, tylko czyhacie żebym się w czymś pomyliła, zrobiła jakiś błąd. Tylko żeby się czegoś czepić. I nie wiem dlaczego, dlatego, że różnie się od Was. Ale właśnie feministki już tak mają, największą nagonkę na nas stwarzają nie mężczyźni lecz same kobiety.
NinaLafairy bardzo Ci dziękuje, za dobre słowa. Jedynaczki zawsze się zrozumieją. Zresztą w tym wątku o jedynkach jak napisałaś, że cieszysz się, ze nie masz rodzeństwa to pomyślałam o tym samym:):)
Pomyśleć, że rodzeństwo to dramat i koszmar.
Na szczęście są inne zdania w tym temacie.
,,Uwierzcie moje drogie, ze naprawdę sa kobiety bardzo rożne od Was.,,
ja to wiem, ale ty IW piszesz w ten sposób ze tylko twój sposób życia i myślenia jest sensowny i najlepszy, a wlasnie każdy się rozni, mi np. nie odpowiadałby twój styl życia, a tobie mój zapewne,
skądinąd daje trochę do myślenia, w niektórych kwestiach zgadzam się z toba, aczkolwiek sa wypowiadane przez ciebie w sposób kategoryczny, może to mnie odstrasza, bo ja nie lubię gdy ktoś mi cos narzuca,
ale ,,prania mózgu,, mi nie zrobilas, nie zmienie swojego zycia bo cos tam napisalas:)
nie uważam zebys była feministka, bo strasznie dajesz sobą rzadzic w związku, zajmujesz się mężem jak dzieckiem, a ta opieka twoja w czasie popijaw jego to mnie śmieszy, nie pozwoliłabym sobie na bycie nianka faceta,
a i nie robie jako kobieta nagonki na ciebie, daleka jestem od tego,
pisałam tylko ze koloryzujesz za bardzo i nie wierze w niektóre rzeczy które piszesz, ze sa przerysowane, ze za bardzo duzy nacisk kładziesz na cielesność, majątek, ubrania, wygląd i status społeczny, a to mnie odstrasza,
pozdrawiam cie, skądinąd musisz być silna kobieta, mieć silne poczucie własnej wartości, no i dobrze
Mariola dlatego przywiązuje do tego wagę, że w gruncie rzeczy to uratowało mi życie. Tak jak ja się ,,przewiozłam'' na takich dobrodziejstwach jak przyjaźń, ojciec, bezinteresowność, miłość, znajomi, ,,czasy szkolne'' to chyba mało kto się tak zawiódł. jak już wcześniej opisywałam moje życie towarzyskie to była totalna klapa i porażka. Teraz mam bardzo zamknięte grono znajomych gdzie, których lubię. Ale był czas w liceum, ze nie miałam nawet jednej koleżanki, nawet jednego miłego wspomnienia z tamtych czasów. Jak mi teraz ktoś mówi, że chciałby mieć 18 lat to mówię a weź mnie nie denerwuj to był najgorszy czas w moim życiu. Wtedy zawiodło wszystko. I właśnie gdy pojawiły się pieniądze one wszytko zrekompensowały. Moim najwspanialszym wspomnie jest to jak sobie kupiłam pierwszy samochód, mieszkanie, na koncie coś było. Nikt nie ma wszystkiego zawsze coś jest za coś, u mnie nie było żadnego szaleństwa młodych lat, zero wspomnień typu imprezy, 18nastki, studniówka, pierwsza miłość. U mnie takie zjawiska nie występowały. Ale z czasem sobie myślę, duża cena to była ale w sumie nic nie straciłam, że to wcale takie fajne nie jest już lepsze mieszkanie i samochód. Ale ja o czym innym, mam zamiar napisać
Opowiem Wam pewną sytuację która wywołała u mnie straszną traumę, jak miałam około 2-3lata, byłam z rodzicami i babcią nad morzem. Siedzieliśmy na plaży, w którymś momencie ojciec wrzucił matkę do wody. Niby to było w ramach żartu, potem się pluskali, a babcia sorry że tak powiem cieszyła japę z tej niezwykle żałosnej sytuacji. Nie płakałam siedziałam bardzo cicho ale ta sytuacji mnie jako dziecko musiałam bardzo przerazić. Czy wy wiecie, że ja do dziś mam straszny uraz do tego typu sytuacji. Ostatnio jesteśmy z mężem nad morzem i jak widzę coś podobnego że ktoś kogoś popycha do wody to mam ochotę nieźle przy... tej osobie, po prostu trafia mnie szlak jak widzę coś podobnego dostaję furii. Oczywiście się pilnuję jeżeli mnie to nie dotyczy, się nie odzywam ale nadal wzbudza to we mnie tak silną złość. Ostatnio mi się to przypomniało bo zdarzył się na plaży podobna sytuacja znów jakiś niezrównoważony psychicznie zwierzak wepchnął dziewczynę do wody. Mnie nigdy nic podobnego się nie przytrafiło zresztą ja jestem uczulona na tego typu żarty i reaguję straszną agresją. Nie no mnie jakby ktoś wrzuciła to chyba bym kretyna utopiła ze złości. Tak mi się ta sytuacja po tylu latach przypomniała, ale zaczęłam analizować, właściwie to mój ojciec był taki chyba skory to takich głupot, trudno mi wymienić inne sytuacje, ale coś sobie przypominam, nawet słowne żarty mogą być niestosowne. I to najprawdopodobniej przez niego ja taka jestem nieufna.
Ta sytuacja przypomniała mi się teraz ale tak naprawdę ona gdzieś w podświadomości była zawsze.
Ja żartów nie znoszę, Mnie nigdy podobne poniżenie nie spotkało ze strony eks albo obecnego. Zresztą ja w tych sprawach to jestem bardzo ostra pewnie każdy by się bał, mnie ruszyć. I dobrze, bo ja tego nie znoszę.
No ale mój mąż jest bardzo kochany, nigdy nic podobnego nie zrobił, zresztą on tez nie lubi żartów. Mogę się czuć bezpieczna.
Nic z jego strony mi nie zagraża. Bo ja tak odbieram tego typu żarty jako zagrożenie. Tylko najbardziej w całej sytuacji przeszkadza mi to, że ktoś kogoś wrzuca to ich problem ja siedzę na kocu obok niby mnie nie dotyczy ale mnie to bardzo denerwuje, nie wiem dlaczego. Ostatnio strasznie mnie wzburzyła ta sytuacja, na szczęście mój mąż wrócił się do pokoju po coś i nie widział mojego zdenerwowania, zanim wrócił to się ogarnęłam. Nie rozumiem swojej reakcji, ale wiem już czyja to wina, ze ja tak reaguję ale nawet się nie spodziewałam , że aż tak mocno
Tak jak opisałam powyżej, mój maż nigdy nie zachował się jak jak debil. Nawet ostatnio nad morzem szaleliśmy cały czas w wodzie oczywiście obowiązkowo ,,spadliśmy do wody z banana'', pływaliśmy szybką motorówką, przytulaliśmy się w wodzie. Było bardo dobrze. Ale zauważyłam taką rzecz, i nie wiem czy to jest z jego strony zazdrość czy coś innego. Jak leżymy obydwoje na kocu. Nikt się nie zbliża nikt nie sypie piachem i nie chlapie woda. Jak ktoś tylko coś to mój maż zaraz się denerwuje, zresztą on samym wyglądem daje do zrozumienia, że nie wolno. Ja jestem ładna zadbana i mam dobrą figurę więc w stroju kąpielowym prezentuje się bardzo elegancko. Mój mąż to wie, i jest z tego bardzo dumny, że ma taką żonę. I mi to okazuje. Dla niego wygląd to podstawa. Ale np bardzo nie lubi jak ktoś do mnie na plaży zagaduje obcy. Zaraz jakoś zniechęca albo komentuję tę osobę.
Ale ostatnio była inna tego typu sytuacja. Byliśmy na weselu. Mój mąż nie lubi tańczyć a już na pewno się wygłupiać i nie lubi jak inni to robią. Ja tańczyć tak wygłupiać się nie. Jemu się to właśnie we mnie spodobało, ze nie jestem ,,zabawowa'' tylko poważna. Ja na weselach tańczę ale tylko z wybranymi osobami, to z znaczy z takimi z którymi wiem, ze że zrobią nic głupiego, ze tańczą a nie się wygłupiają. Ale odkąd chodzę na wesela z własnym mężem to o tańcu mowy nie ma. Chyba, ze z kimś z jego rodziny, albo w kółku. Znaczy nie jest tak że on mi zabrania, ale jemu się to nie podoba i to okazuje. Ja mimo, ze lubię tańczyć jaką wielką fanka tańca nie jestem. Wytrzymam, zresztą na weselach i tak mało tańczyłam bo tam czasem są jakieś dziwne zabawy, w których nie umiałabym się odnaleźć. I tak ostatnio jesteśmy na weselu siedzimy przy stołach, a tu jakiś pan, którego znam tylko z widzenia, przychodzi i pyta o taniec. Reakcja mojego męża, była błyskawiczna i pewnie kłopotliwa dla owego pana. ,,Jakby pan nie zauważył to moja żona'' a tamten zdziwiony ,,no wiem no i co'' ,,moja żona nie będzie z nikim tańczyć!'' I tamten poszedł. Ja i tak raczej bym odmówiła. Ale on zrobił to za mnie. I potem cały czas przy stole trzymał mnie za rękę co jemu się nie zdarza taka uczuciowość. Mój mąż nigdy nie robi żadnych scen zazdrości, żadnych awantur z tego powodu, zresztą dla mnie to niedopuszczalne. Sam nie pozwala mi na okazywanie zazdrości.
Zresztą on ciągle i przypomina jaka jestem atrakcyjna, ja lubię długie sukienki, a on ciągle mi przypomina, ze powinnam nosić krótkie, że powinnam dużo odsłaniać bo mam ładne ciało, jest co pokazać. On dla mnie jest najbardziej przystojnym facetem jakiego znam, okazuję mu to za każdym razem jak bardzo go kocham, naprawdę nie daje mu żadnych powodów do zazdrości. Przecież on mnie zna, wiedział, ze na pewno nie będę szaleć na parkiecie. Jak byliśmy ami nawiązałam do tamtej sytuacji, powiedział, że tu nie, ze zachwal się tak bo tamten facet go zlekceważył, bo jak widział, ze jestem z nim to nawet nie powinien dochodzić. Czy Wy też tak uważacie?
No cóż, ja bym była niezadowolona, gdyby partner za mnie mówił co mam robić, a czego nie. Nawet jeśli nie jest zazdrosny, to myślę, że u Twojego męża to chyba takie na pokaz w sensie "To moja żona, inny nie będzie z nią tańczył, bo jak to będzie wyglądało, że jej nie upilnowałem". No dla mnie to takie stereotypowe myślenie i w cytacie choć trochę chciałam je oddać. No i widzisz, Ty kobieta, która wie niby czego chce, mądra, a jednak pozwalasz na to facetowi, dajesz na to względy. W związku naprawdę w siebie chyba nie wierzysz, co już chyba Ci pisałam. A przecież Ty jesteś oddzielną osobą i masz prawo stanowić o sobie. Ja bym powiedziała jasno, że mam prawo tańczyć z kim chce. Wesele rządzi się swoimi prawami. A zakazami to mąż nic przecież nie wskóra. Mógłby porozmawiać, już lepiej, ale tak zakazywać i mówić dla Ciebie? Dla mnie to by było niedopuszczalne. Oczywiście Ty możesz robić jak chcesz, ale widać, że Ci to nie odpowiada i nie dziwne, więc może pora zacząć samej o sobie też decydować, nie bać się tak reakcji męża?
No bo teraz jak opisujesz to wygląda na to jakbyś była jego wizytówką, a nie oddzielnym człowiekiem, który ma prawo do swoich decyzji. Zwłaszcza, że zatańczenie na weselu to nic takiego przecież. W jakimś klubie to może bardziej bym zrozumiała Twojego męża, że by pomyślał, że to może podryw czy coś, ale na weselu po prostu wielu ludzi ze sobą tańczy, wielu ich się nie zna i nie ma w tym większych podtekstów, których tak on się doszukuje. Dla mnie ten facet nie zrobił nic złego i raczej nie sądzę, by miał takie intencje o jakie podejrzewa go Twój mąż. A nawet jakby miał, to przecież Ty jako żona raczej znasz granice, zresztą przecież na parkiecie gdzie jest masa ludzi nic by Ci nie zrobił ![]()
84 2014-08-17 06:16:43 Ostatnio edytowany przez Ola_la (2014-08-17 06:25:52)
IW czytam twoje wypowiedzi, ale mogłabyś już po raz setny nie pisać ze jesteś ładna elegancka i ładnie wyglądasz w kostiumie kąpielowym?
a dlaczego mężowi pozwalasz sobą rządzić? no chyba ze to ci pasuje, ale nie nazywaj się feministka, bo feministki walczyły i walczą o zupełnie co innego,
co do wspomnień to ja nie pamiętam nic jak miałam 2-3 lata, tylko z opowiadań wiem mamy, dopiero jak miałam 4-5 lat mam pare wspomnień, wydaje mi się ze takie male dzieci nie maja takich dobrze zachowanych wspomnień żeby opowiadac, moja corka ma 6 lat i jak cos opowiada to panięta to jak miała właśnie te 4 latka, jak jej siostra się urodziła, a wcześniej to wie ale to co my jej mowilismy jakie ma zdjęcia i filmiki
nie wiem może pamięta się dobrze gdy jest się takim malutkim takie rzeczy gdy przeżyciu temu towarzyszyły duże emocje, strach, ból?
W związku naprawdę w siebie chyba nie wierzysz, co już chyba Ci pisałam
To chyba prawda. Tu odpowiadając na pytanie Marioli piszę jak to ładnie wyglądam bo to jest moja jedna z najmocniejszych stron. Bo relacje między ludzkie bardzo u mnie kuleją. Mam duży problem z odnalezieniem się w grupie. Np w mojej pracy jesteśmy tak dobrani wszyscy i to jest grono zamknięte, niechętnie przyjmowane są nowe osoby. Ja zresztą nie lubię ,,nowych''. Nawiązywanie kontaktów nie jest moją mocną stroną. Towarzyską osobą też zdecydowanie nie jestem. U mnie na imprezach jest bardzo przewidywalne kto będzie, nie ma imprez otwartych. Zresztą ja mam bardzo mało przyjaciół. Bo jestem osobą nieufną. Lubię duże imprezy okolicznościowe typu, wesela, imieniny. Ale raczej tam zawsze wyglądam zjawiskowo i tym zachwycam, bo dusza towarzystwa to na bank nie jestem i tym staram się nadrobić. Zresztą to mi daje największą pewność siebie.
Nawet nie lubię wypadów grupowych, np wakacji we dwie pary. Mój maż to np jedzie pod namiot i jadą cała bandą, ja nigdy z nimi nie jadę bo nie lubię po pierwsze spać w namiocie po drugie być z duża grupą. Nie wiem dlaczego to dla mnie stresujące. Lubię relację my we dwoje, ja moje córki, rodzice, ewentualnie jakaś jedna osoba i ja. Ale taka całą rodziną naraz to też nie za bardzo.
Co do tego wesele ja jestem feminista wtedy kiedy jest mi wygodnie. Wtedy i tak bym raczej odmówiła, bo jak dla mnie to byłoby lekceważenie mojego męża, on nie tańczy w ogóle nie lubi ale nie wiem jak bardzo bym była zirytowana gdyby jakaś baba z nim tańczyła. Tyle, że on jest śmiały i powie głośno a ja pewnie tłumiłabym złość i wyżyła się na takiej ,,tancerce'' w kiblu czy jakimś innym kąciku. Ale potem całe wesele siedzieliśmy obok siebie, trzymaliśmy się za ręce, opierałam głowę o jego ramię i to wcale nie było na pokaz z naszej strony to było naturalne.
Co do seksu i innych zabaw na tym tle. Mnie nigdy nic upokarzającego czy przykrego nie spotkało w łóżku. Jak sobie przypomnę w pierwszym małżeństwie na początku to w ogóle bardzo unikałam seksu. Uwielbiałam to, ze jego nie ma, nie chciał w ogóle uczyć się żyć razem, dzielić życiem, obowiązkami łóżkiem dla mnie to było super też nie chciałam. Jemu to było bardzo na rękę, ja ostatnio poznałam jego już następną, znów inna partnerkę zdałam sobie sprawę ile razy musiał mnie zdradzić. AL ja kiedyś była pod tym względem ,,potworkiem'' nie umiałam tworzyć żadnej relacji byłam kłębem nerwów, dzikusem, nie lubiłam się ani przytulać ani nic. W ogóle żyliśmy razem a osobno. Kiedyś seksu dla mnie mogło w ogóle nie być. Albo seks w pojedynkę- też się liczy, przyznaje się do niego. W ogóle to zawsze ciągnęło mnie do dużo starszych rówieśników odrzucałam za sam wiek. I to zostało. Ja kolwiek nie było mój były nigdy nic złego mi nie zrobił w łóżku, żebym miała jakiś uraz. Np mnie nigdy nikt do wody nie wrzucił, a ja ciągle się boję, że to może się stać niby to głupota zabawa dziecinna ale aż mną trzepie na samą myśl. Także chyba muszę mieć nie zły uraz. I czy pamiętam ostatnio nad morzem też byli moim rodzice, i się spotkalilismy i moja mam znów mi przypomina, jak to byłam mała, jak byliśmy z ojcem nad morzem, nie i wiem dlaczego bardzo ze nie lubię jak mi o nim opowiada, nic nie pamiętam z tego jak byliśmy wtedy tylko tę jedna sytuację. Tak samo jest z łóżkiem, nie ma mowy, żeby była jakaś zabawa typu ,,berek'' chowany'' czy żeby mnie porwał na seks. Dla mnie to od razu byłby gwałt. Mój mąż zawsze, no w większości to on wychodzi z inicjatywną ale zawsze mnie pyta o zgodę. Nigdy nie podniósł mnie upokarzająca jak worek z kartoflami tylko zawsze tak na na ręce jak się powinno nosić kobiety z szacunkiem. Także mowie mnie nic głupiego przykrego w seksie nigdy nie spotkało. To dlaczego jestem taka ostrożna i zachowawcza?! Macie na to jakąś teorie?!
Nawet nie wiem, jak to wszystko skomentować. Autorka tematu wydaje mi się być bardzo zakompleksiona, interesuje się głównie swoim wyglądem, ponieważ swoim wnętrzem niewiele ma do zaoferowania. Nie lubi imprez w szerszym gronie obcych osób? Bo wtedy nie jest w centrum uwagi. Nie lubi jeździć pod namioty? Bo w takich warunkach ciężko spędzać godziny nad makijażem i strojeniem się. Mój znajomy miał taką 'koleżankę' przez internet kilka lat- mężatka, 2 dzieci, bogata, z mężem niby jej się układa, niby nie. I tak kręciła jak Pinokio, wystalkował, że nawet mu swojego prawdziwego imienia nie podała, miała dwie córki a nie dwóch synów, generalnie podejrzana była, maila miała jeszcze z innym imieniem, jak się dowiedziała, że kolega ma dziewczynę, to chciała jej zdjęcia, sama też wysyłała swoje zdjęcia i filmiki i nie, nie tylko twarzy. Najlepsze, że podobno jej mąż o wszystkim wiedział i przy nim wysyłała te pliki.
truskaweczka19 napisał/a:W związku naprawdę w siebie chyba nie wierzysz, co już chyba Ci pisałam
To chyba prawda. Tu odpowiadając na pytanie Marioli piszę jak to ładnie wyglądam bo to jest moja jedna z najmocniejszych stron. Bo relacje między ludzkie bardzo u mnie kuleją. Mam duży problem z odnalezieniem się w grupie. Np w mojej pracy jesteśmy tak dobrani wszyscy i to jest grono zamknięte, niechętnie przyjmowane są nowe osoby. Ja zresztą nie lubię ,,nowych''. Nawiązywanie kontaktów nie jest moją mocną stroną. Towarzyską osobą też zdecydowanie nie jestem. U mnie na imprezach jest bardzo przewidywalne kto będzie, nie ma imprez otwartych. Zresztą ja mam bardzo mało przyjaciół. Bo jestem osobą nieufną. Lubię duże imprezy okolicznościowe typu, wesela, imieniny. Ale raczej tam zawsze wyglądam zjawiskowo i tym zachwycam, bo dusza towarzystwa to na bank nie jestem i tym staram się nadrobić. Zresztą to mi daje największą pewność siebie.
Nawet nie lubię wypadów grupowych, np wakacji we dwie pary. Mój maż to np jedzie pod namiot i jadą cała bandą, ja nigdy z nimi nie jadę bo nie lubię po pierwsze spać w namiocie po drugie być z duża grupą. Nie wiem dlaczego to dla mnie stresujące. Lubię relację my we dwoje, ja moje córki, rodzice, ewentualnie jakaś jedna osoba i ja. Ale taka całą rodziną naraz to też nie za bardzo.
Co do tego wesele ja jestem feminista wtedy kiedy jest mi wygodnie. Wtedy i tak bym raczej odmówiła, bo jak dla mnie to byłoby lekceważenie mojego męża, on nie tańczy w ogóle nie lubi ale nie wiem jak bardzo bym była zirytowana gdyby jakaś baba z nim tańczyła. Tyle, że on jest śmiały i powie głośno a ja pewnie tłumiłabym złość i wyżyła się na takiej ,,tancerce'' w kiblu czy jakimś innym kąciku. Ale potem całe wesele siedzieliśmy obok siebie, trzymaliśmy się za ręce, opierałam głowę o jego ramię i to wcale nie było na pokaz z naszej strony to było naturalne.Co do seksu i innych zabaw na tym tle. Mnie nigdy nic upokarzającego czy przykrego nie spotkało w łóżku. Jak sobie przypomnę w pierwszym małżeństwie na początku to w ogóle bardzo unikałam seksu. Uwielbiałam to, ze jego nie ma, nie chciał w ogóle uczyć się żyć razem, dzielić życiem, obowiązkami łóżkiem dla mnie to było super też nie chciałam. Jemu to było bardzo na rękę, ja ostatnio poznałam jego już następną, znów inna partnerkę zdałam sobie sprawę ile razy musiał mnie zdradzić. AL ja kiedyś była pod tym względem ,,potworkiem'' nie umiałam tworzyć żadnej relacji byłam kłębem nerwów, dzikusem, nie lubiłam się ani przytulać ani nic. W ogóle żyliśmy razem a osobno. Kiedyś seksu dla mnie mogło w ogóle nie być. Albo seks w pojedynkę- też się liczy, przyznaje się do niego. W ogóle to zawsze ciągnęło mnie do dużo starszych rówieśników odrzucałam za sam wiek. I to zostało. Ja kolwiek nie było mój były nigdy nic złego mi nie zrobił w łóżku, żebym miała jakiś uraz. Np mnie nigdy nikt do wody nie wrzucił, a ja ciągle się boję, że to może się stać niby to głupota zabawa dziecinna ale aż mną trzepie na samą myśl. Także chyba muszę mieć nie zły uraz. I czy pamiętam ostatnio nad morzem też byli moim rodzice, i się spotkalilismy i moja mam znów mi przypomina, jak to byłam mała, jak byliśmy z ojcem nad morzem, nie i wiem dlaczego bardzo ze nie lubię jak mi o nim opowiada, nic nie pamiętam z tego jak byliśmy wtedy tylko tę jedna sytuację. Tak samo jest z łóżkiem, nie ma mowy, żeby była jakaś zabawa typu ,,berek'' chowany'' czy żeby mnie porwał na seks. Dla mnie to od razu byłby gwałt. Mój mąż zawsze, no w większości to on wychodzi z inicjatywną ale zawsze mnie pyta o zgodę. Nigdy nie podniósł mnie upokarzająca jak worek z kartoflami tylko zawsze tak na na ręce jak się powinno nosić kobiety z szacunkiem. Także mowie mnie nic głupiego przykrego w seksie nigdy nie spotkało. To dlaczego jestem taka ostrożna i zachowawcza?! Macie na to jakąś teorie?!
Autorko,
czytam Twoje posty na przeróżnych tematach i ciągle mnie bije po oczach ogrom Twoich zahamowań. Bardzo trudno powiedzieć z czego się bierze Twój chłód emocjonalny, ale większość takich problemów ma źródło w domu rodzinnym - plus, oczywiście, temperament i wpływ doświadczeń życiowych. Tak naprawdę najważniejsze jest jednak mimo wszystko to,że radzisz sobie z tym w życiu i dobrałaś partnera, któremu to także odpowiada. I to jest najważniejsze, bo pozwala Ci się to czuć dobrze w swoim ciele z taką osobowością a nie inną.
i chociaż właściwie skontrowałabym każdą Twoją opinię, bo jestem skrajnie różną osobą - masz prawo żyć jak lubisz ![]()
Co do szerszego grona ludzi. To nie jest tak, że ja chcę być ciągle w centrum uwagi. Tylko np ja to indywidualistka. Nigdy nie byłam solidarna z grupą. Nie potrafię się w tej grupie odnaleźć. Stanowczo wole jak ta grupa zaczyna się dzielić, na układy i paczki zamknięte. Np dużo osób w grupie nie lubiłam a jak ich na osobności zapoznałam tak w cztery oczy to te osoby wydały mi się dużo fajniejsze. I dużo osób mi tez to przyznało, że wydawałam im się straszna, zimna, jak kot tajemnicza a tak naprawdę jak mnie lepiej poznały, przyznały, że jestem spoko. Ja np jak gdzieś idę to tylko z jedną koleżanką, tylko z jedną góra dwiema osobami. bardzo nie lubię chodzić całą bandą. I też najbardziej lubię imprezy w starszym gronie od siebie. Np imprezy na które mój maż jest zapraszany ze mną miedzy nami jest różnicy wieku ok 15 lat, jego wielu kumpli są jeszcze starsi, ich żony również i w takim towarzystwie czuję się najlepiej. I zawsze tak było jako nastolatka też o wiele bardziej lubiłam imieniny ciotki niż dyskotekę szkolną. Na imieninach nigdy nie byłam głośna przy stole raczej jako obserwatorka, ale o wiele szybciej nawiązywałam kontakt ze starszymi mężczyznami niż z kolegami z klasy.