Witam!
Ojojo cóż to za fajne miejsce w którym można anonimowo się pożalić, złożyć skargi, wnioski, zażalenia. Wymienić zdanie z innymi. Doradzić innym i samemu otrzymać jakieś rady.
Opowiem o sobie, najpierw: jestem perfekcjonistką (co mnie czasem bywa uciążliwą cechą). Nie jestem od nikogo niezależna w każdym tego słowa znaczeniu ( najważniejsza rzecz jaką cenię to WOLNOŚĆ, NIEZALEŻNOŚĆ, SAMOREALIZACJA). Co nie oznacza, że nie mam rodziny. Wręcz przeciwnie mam i dość udaną. Znaczy no taką gdzie panują zdrowe relacje. To by było na tyle wstępu.
Otóż rok temu po raz drugi zostałam mężatką, cóż pierwsze małżeństwo nie wypaliło, trafiony zatopiony. Za to drugie to inna sprawa. Mam dwie dorosłe córki (19lat). Które są już samodzielne i mieszkają same. Mój drugi mąż ma 2 dorosłych synów. Także dzieci odchowane. I więcej nam ich nie potrzeba. Mieszkamy sami, robimy to co chcemy. Ja jestem niedużo po 40 a on jest 15 lat starszy. Ale świetnie się rozumiemy. Nikt nikogo nie kontroluje nie ogranicza. Każdy robi to co uważa za dobre dla siebie, nie krzywdząc drugiego. Nasze małżeństwo jest oparte na miłości, szacunku, tolerancji i wolności. Nikt nie rezygnuje z siebie. Nawet wiele osób się dziwi jakie to nasze małżeństwo jest liberalne. Na pewno dużo dlatego, że obydwoje mamy silne, nieprzezwyciężone charaktery i nikt nie da sobie nic narzucić. To jest partnerstwo gdzie nikt nie dominuje. Jako dorośli poważnie myślący ludzie zrobiliśmy intercyzę, on ma swoje mieszkanie a swoje każdy zameldowany jest u siebie. On ma swoje konto ja swoje i jedno wspólne na wspólne wydatki. Bo miłość miłością ale sprawy formalne muszą być dopięte na ostatni guzik tak na wszelki wypadek. Żeby jedno drugiemu potem do oczy nie skakało. Mówcie na mnie materialistka ale rzeczy materialne i pieniądze mają dla mnie naprawdę ogromną wartość i znacznie i na tyle je szanuję, że są zabezpieczone. No a, że obydwoje się trochę dorobiliśmy żeby nie było że ktoś komuś na kasę leci. Łączy nas miłość, tylko miłość i aż miłość! No a skoro o tym mowa ostatnio miałam w pracy takie stresy, że prawie rano wymiotowałam, mdlałam i lekarz po zrobieniu badań stwierdził anemię i bardzo duży stres który mi towarzyszył osłabił organizm. I teraz mam go zregenerować. I ostatni mam więcej czasu na obserwację i przemyślenia i zauważyłam, że mój mąż jest podrywany przez dziewczyny, kobiety, babcie i jest z tego bardzo dumny. No normalnie cały fanklub. Przystojniak jest nie powiem. Ale aż mnie to przejmuje. Bo powiem szczerze szlak mnie trafia jak widzę jak sąsiadce przy zakupach pomaga, nie lubię w ogóle jak jakimś baba pomaga. Nic nie mówię bo nie tak się umawialiśmy. Poza tym nie poniżę się żeby do scen zazdrości. Ale tym bardziej teraz kiedy w łóżku, musimy uważać, ze względu na mnie. A przecież jego potrzeby się nie zmieniły i jak na razie to on się musi dostosować. Ja na punkcie wyglądu i atrakcyjności jestem przewrażliwiona i to wszystko powoduje, że wcale stres się u mnie nie pomniejsza. Wręcz czuję się nieatrakcyjna i moje przewrażliwienia tylko się pogłębiają!
1 2014-06-12 23:21:27 Ostatnio edytowany przez Insurmountable_Woman (2014-06-12 23:25:36)
Podobne tematy
On oczywiście niczego na mnie nie wymusza. Wręcz traktuje mnie jak księżniczkę. Ale tu chodzi o mnie to ja mam z tym problem. Bo nie chcę odstawać. Jestem nauczona tego, ze jestem naj pod każdym względem.
Walczę ze słabościami. Wygląd, ciuchy, są dla mnie pierwszorzędne. Ja nie mam do niego pretensji, wręcz przeciwnie to, że jest przystojny wysportowany, szarmancki za to go kocham. Tylko, ze w tych babach widzę potencjalne rywalki. Nawet do sąsiadki przestałam się odzywać ona wie dlaczego. Tylko, że ja mam taki problem, że nie umiem odpuścić, wyluzować. I tu mam pytanie czy da się w ogóle mieć wszystko pod kontrolą a jednocześnie być spojonym i wyluzowanym?!
Może czas wyluzować...
4 2014-06-13 00:31:02 Ostatnio edytowany przez Insurmountable_Woman (2014-06-13 00:50:53)
No tak tylko jak to zrobić
Bo jestem dość radykalną osobą. I z wyglądu na pewno nie zrezygnuję. A życie mnie nauczyło, ze trzeba być silnym, mieć cele i dążyć do nich.
U mnie nie ma ,, jakoś się ułoży'' lubię jasne sytuacje, kawę na ławę. Konkretny plan działanie, kalkulacja.
Dla mnie to jak w filmie: pełna mechanizację założyć, krawat naszyje, konto w banku, wódka w lodówce. I tylko wtedy mogę wyluzować i się dobrze czuć. Jestem perfekcjonistką. A jeżeli chodzi o najbliższych to w ogóle perfecto razy 3. Kiedyś nawet mój mąż z tego powodu się na mnie obraził. Bo mieli stłuczkę samochodową on i koledzy i trafili do szpitala, a ja od razu chciałam dla niego prywatną salę, żeby leżał sam z łazienka tylko dla jednego pokoju, pokój ekstra klasa łóżko na pilota, telewizor plazma, okna przyciemniane i z pielęgniarką wynajętą. A on się zdenerwował, że co to on jest jakiś inny, żeby jak on to nazwał w izolatce leżeć, w sumie to miał rękę złamaną, ale był na obserwacji 3dni. Ale postawił na swoim i leżał w sali z innymi. chciałam jak najlepiej, a on to potraktował, że mam go za kalekę. Jedyne co to wszystkie badania były na cito natychmiast! Bo nie lubię narażać bliskich. No i właśnie ja czasem się tak staram, ze przeginam ale nie potrafię inaczej.
5 2014-06-13 00:53:14 Ostatnio edytowany przez ZaubererDE (2014-06-13 01:33:05)
No tak tylko jak to zrobić
Bo jestem dość radykalną osobą. I z wyglądu na pewno nie zrezygnuję. A życie mnie nauczyło, ze trzeba być silnym, mieć cele i dążyć do nich.
U mnie nie ma ,, jakoś się ułoży'' lubię jasne sytuacje, kawę na ławę. Konkretny plan działanie, kalkulacja.
Miałaś kiedyś kontakt ze sztuką? Malowanie obrazów, granie (swojej) muzyki?
6 2014-06-13 01:32:25 Ostatnio edytowany przez Insurmountable_Woman (2014-06-13 01:34:11)
No jeżeli chodzi o to często chodzę na koncerty różnorodne, do kina teatru, na wystawy. Ale żebym ja coś to nie. Mój mąż gra na gitarze, i przyznaję, że kiedyś kiedy go nie było to próbowałam sama, ale i nie wyszło a nie będę się wygłupiać. Szczerze kiedyś marzyłam o karierze aktorskiej ale to nie tym życiu, ze tak powiem. Nie dałabym rady żyć z myślą niestabilnych zarobków i pracy. Wolę mieć pod kontrolą. Dlatego mam wysoką pozycję w w urzędzie państwowym i konferencje, spotkania, negocjancie to jest moje życie, mój żywioł. To jest moja praca, moja pasja, moje poświęcenie!!!!! Życie statecznej kobiety, matki, żony, gospodyni nigdy nie było dla mnie. Nie potrafię się odnaleźć w takiej nudnej codzienności. Dla mnie to wyzwanie, emocje, negocjancie, obmyślanie strategii to ja to moje życie. Zarabianie pieniędzy, pięcie się na szczyty, te emocje. Nic mi tego nie zastąpi. Rodzinę kocham z małżeństwa jestem prze szczęśliwa. Jednak są dla mnie takie wartości i priorytety których dla nikogo i niczego nigdy bym nie zmieniła! Jestem kobieta bardzo wymagającą dużo wymagam od siebie i od innych! Mojego męża to duma rozpiera, że ma taką ambitną żonę, córki mnie naśladują i idzie im całkiem dobrze, muszę pochwalić. Jednak bardzo mi zależy na zdrowiu dlatego tez wzięłam to tygodniowe zwolnienie. Co do seksu to też staram się żeby wychodził jak najlepiej bo mnie i jemu jakiś szybki numerek byle gdzie nie załatwi sprawy. Ma być długo, romantycznie, namiętnie, nastrojowo.
7 2014-06-13 02:00:35 Ostatnio edytowany przez ZaubererDE (2014-06-13 02:08:57)
Zapytałem o sztukę, bo artyści rozumieją, że aby stworzyć coś nowego, świeżego, żywego i ekscytującego trzeba wydrzeć to z otchłani chaosu.
Jeżeli wszystko co komponujesz (twoje życie?) jest przemyślane w każdym detalu, zaplanowane, oparte wyłącznie na tym co już wiesz, wyjdzie z tego odgrzewany kotlet, coś stęchłego. Nie będzie w tym nic zaskakującego.
Zauważ, często nowe zespoły wydają pierwszą, przebojową płytę. Przebojową, bo powstała w wyniku spontanicznych eksperymentów, improwizacji, swobodnego zderzenia wizji różnych muzyków.
Płyta odnosi sukces, zespół wchodzi ponownie do studia nagrać drugą płytę... która okazuje się słaba.
Dlaczego?
Gdy nagrywali pierwszą płytę, nie było kierunku, nie było celu poza nagraniem płyty. Szukali brzmienia, inspiracji. Próbowali wykrzesać coś z niczego, wyłowić coś wartościowego z chaosu.
Gdy nagrywali drugą, chcieli nagrać płytę podobną do pierwszej. Był określony cel. Przestali szukać, zastygli w sferze komfortu.
Ma być długo, romantycznie, namiętnie, nastrojowo.
Ma być tak a tak, perfekcyjnie, jak w romantycznym filmie, zero spontaniczności...
Z mentalności urzędnika planisty nie rezygnujesz nawet w łóżku?
Pozwól sobie na improwizację, brak celu, brak sensu, samotną(?) podróż w nieznane.
8 2014-06-13 11:24:57 Ostatnio edytowany przez Insurmountable_Woman (2014-06-13 11:34:15)
Co by nie mówić mój mąż jako wojskowy też hołduje żelaznym zasadą. I dla wg niego kobieta powinna się szanować i nie robić z siebie dz**ubiór i wygląd są dla niego bardzo ważne. Zachowanie i osobowość nie mniej. Tak ja jak i on wymagamy dużo od siebie i nie mniej od innych. W łóżku jest dobrze tylko wtedy kiedy jest wygodnie, komfortowo i romantycznie. W przeciwnym razie to żadna przyjemność.
Widać nie mam duszy artystycznej bo dla mnie liczą się konkrety, fakty. Niepewność finansowa by mnie po prostu zabiła.
Kiedyś we wczesnej młodości improwizowałam i szukałam sensu i traciłam czas, dopiero kiedy sobie to uświadomiłam i mocno wzięłam się za siebie i sprawy w swoje ręce to odnalazłam sens życia. Powiem krótko dzieciństwo mnie prawie ominęło bo w wieku 18lat to ja już myślałam bardzo poważnie o pieniądzach i karierze. Tak się złożyło, że gdy nie miałam jeszcze 18lat rodzina zaczęła dzielić duży majątek. I by mnie ominęło. A na to to sobie nie mogła pozwolić. Chociaż moja mama mówiła dziecko odpuść sobie, po co się tak zakłócać. Ale nie należę do osób które ustępują nigdy nie należałam. To ja mam ostatnie słowo. Na szczęście pojawiała się moja ciotka która też lubi ,,robić biznes''. I działałyśmy w takiej konspiracji. Wyszłam szybko za mąż za przyjaciela rodziny starszego o 10 lat. Bo małżeństwo dawało mi wcześniejszy dowód i w świetle prawa stałam się osobą dorosłą i sama w swoim imieniu mogła się pełnoprawnie ubiegać o majątek. I nikt mi nie mógł przeszkodzić i zabronić. To małżeństwo to była raczej sucha kalkulacja oparta na umowach notarialnych. Ale osoba była pewna dobrze mi znana. I co najważniejsze nie była to jakaś wielka miłość ale małżeństwo oparte na szacunku i przyjaźni. On mnie podziwiał za to jaką mam silną niezwyciężoną osobowość ja jego za podejście i odpowiedzialność. Z ciotką i rodziną stoczyliśmy batalię o majątek w sądach. Ale ostatecznie WYGRALIŚMY!!!! Dla ścisłości walczyliśmy o pole i w grę wchodziło duża hektarów, którymi miała lecieć autostrada. Wg kalkulacji zarobek był duży i było warto. Wtedy za to kupiłam mieszkanie, samochód, skończyłam, studia i się ustawiłam w życiu. Co prawda tamta rodzina się obraziła na amen, ale ja im nic nie zabrałam mnie się to NALEŻAŁO po ojcu. Jeżeli chodzi o moją mamę ona by tak nie walczyła o należne, bo ma dziwnie pojęty honor, dlatego wtedy nauczyłam się że trzeba pilnować swoich pieniędzy i liczyć na siebie. Wierzcie mi ile mnie to wtedy nerwów kosztowało, ten sąd, te rozprawy, te kłótnie i wykłócanie, zębami wyszarpaliśmy to co nam się należy. Mało który młody człowiek mnie rozumie, bo mało kto tak szybko dorósł i tak szybko musiał wyostrzyć charakter. Ja w przeciwieństwie do niektórych mało się bawiłam z młodzieżą. Chociaż wyszłam za marynarza dlatego, że nie miałam ochoty być stateczną żoną i lubiłam to, że go często nie ma a na studiach szpanowałam tym, że mój mąż jest marynarzem. On na początku traktował mnie jak siostrę czy córkę. Nie oszukujmy się sam ożenił się dla zysku. Bo on też miał swoje należne. Ale ten luźny układ był bardzo udany. Ze względu na jakieś badania lekarz powiedział, ze powinnam się z dziećmi pospieszyć bo może być za późno. Było nas na nie stać a obydwoje chcieliśmy zostać rodzicami. Tym bardziej, stać nas było na nianię, mieszkania mieliśmy osobne ale duże. Mało osób mogło sobie pozwolić na taki standard. Nigdy nie zmieniły mi się priorytety i się nie poświęcałam. Ale ucieszyłam się kiedy dowiedziałam się, ze to będą bliźniczki, dwa w jednym za jednym zamachem ekstra! No i wtedy już wiedziałam, ze więcej dzieci nam nie potrzeba. Nie myślcie, ze byłam rozkapryszoną egoistyczną małolatą dzieci były przemyślane i dokładnie zaplanowane. Miały wszystko. I było dobrze, tylko, że ja jako rodzice się sprawdzaliśmy, ale jako małżeństwo no cóż każdy miał swoje życie. W końcu on przypłynął z rejsu poszliśmy na kolację do jakiejś restauracji i w cztery oczy mi powiedizął: sprawa wygląda tak, że jest zakochany w jakieś starej babie w swoim wieku i mają mieć syna, w tej sytuacji rozwód. Wszyscy mi świadkiem, ze powieka mi nie zadrżała jak to powiedział. Wykrztusiłam suche: jak gdzie i kiedy co proponujesz? Okazało się, ze wszystko dokładnie zaplanował i odbyło się w trybie ekspresowym. Bez żadnej kłótni walki, intercyza była, żadnej wspólnoty, co do dzieci miały 15 lat więc zrozumiały, obydwoje mamy z nimi świetne kontakty. Zachowałam kamienną twarz chociaż w duchu czułam się jakbym dostała siarczysty policzek. Chociaż dla grzeczności powiedziałam: życzę Ci jak najlepiej, wcale tak nie jest! Mam do niego ogromny żal. I boleśnie to odczuł ostatnio. Ale nigdy się nie poniżę i nie przyznam, że się wtedy tak poczułam, że to mnie tak zabolało. Tu o tym piszę bo wiem, że jestem anonimowa i mogę być szczera z Wami i sama ze sobą. Mam nadzieję, że teraz jak Wam to przybliżyłam to rozumiecie mnie bardziej.
Może i nie byłam tradycyjnym dzieckiem i nastolatką i moje życie bardzo odbiega od standardu. Ale nie uważam, że coś mnie ominęło i nie potrafię inaczej. Jestem z siebie dumna, że jestem jeszcze młoda a już tyle osiągnęłam. I to jest mój sukces, i mogę powiedzieć w lustrze, ze wszystko zawdzięczam sobie!!!!!!
No a teraz mam czas żeby dopilnować sobie męża i małżeństwa. Bo mój obecny mąż nawet nie wie jak wielki żal mam do byłego. Bo ja wszystkich zapewniam, że to było pokojowe rozstanie. Ale tak nie było z moje strony. I teraz w sprawach małżeńskich jestem nader zapobiegliwa i bardzo zachowawcza, bo nie chcę drugiego rozczarowania. Nie jestem nauczona nikogo obarczać nikomu się narzucać, nie lubię zawracania d...
Dlatego stawiam na liberalizm ale w środku często czuję niepokój
9 2014-06-13 11:30:56 Ostatnio edytowany przez Gary (2014-06-13 11:38:53)
Mieszkamy sami, robimy to co chcemy. ... Nikt nikogo nie kontroluje nie ogranicza. Każdy robi to co uważa za dobre dla siebie, nie krzywdząc drugiego. Nasze małżeństwo jest oparte na miłości, szacunku, tolerancji i wolności. Nikt nie rezygnuje z siebie. Nawet wiele osób się dziwi jakie to nasze małżeństwo jest liberalne. Na pewno dużo dlatego, że obydwoje mamy silne, nieprzezwyciężone charaktery i nikt nie da sobie nic narzucić. To jest partnerstwo gdzie nikt nie dominuje. Jako dorośli poważnie myślący ludzie zrobiliśmy intercyzę, on ma swoje mieszkanie a swoje każdy zameldowany jest u siebie. On ma swoje konto ja swoje i jedno wspólne na wspólne wydatki. Bo miłość miłością ale sprawy formalne muszą być dopięte na ostatni guzik tak na wszelki wypadek. Żeby jedno drugiemu potem do oczy nie skakało.
Mmmmm... jak super. Powinnaś robić wykłady na "przystosowaniu do życia w rodzinie". Szkoda, że moja żona tak otwarcie o tych sprawach nie myśli, bo żyłoby się nam łatwiej.
I ostatni mam więcej czasu na obserwację i przemyślenia i zauważyłam, że mój mąż jest podrywany przez dziewczyny, kobiety, babcie i jest z tego bardzo dumny. No normalnie cały fanklub. Przystojniak jest nie powiem. Ale aż mnie to przejmuje. Bo powiem szczerze szlak mnie trafia jak widzę jak sąsiadce przy zakupach pomaga, nie lubię w ogóle jak jakimś baba pomaga. Nic nie mówię bo nie tak się umawialiśmy. Poza tym nie poniżę się żeby do scen zazdrości. Ale tym bardziej teraz kiedy w łóżku, musimy uważać, ze względu na mnie. A przecież jego potrzeby się nie zmieniły i jak na razie to on się musi dostosować. Ja na punkcie wyglądu i atrakcyjności jestem przewrażliwiona i to wszystko powoduje, że wcale stres się u mnie nie pomniejsza. Wręcz czuję się nieatrakcyjna i moje przewrażliwienia tylko się pogłębiają!
Masz 100% racji -- nie zniżaj się do zazdrości. Nawet jeśli się nie najlepiej czujesz, to bardzo, bardzo dbaj o siebie. Flirty obcych facetów przyjmuj i odpowiadaj, bo to komplementy dla Ciebie. Jeśli chodzi o seks, to naucz się perfekcyjnie robić loda -- nie napracujesz się wiele, a on będzie wiedział, że ma najlepszy seks na świecie. Pewien klasyk zdradzania pisał -- "Jak kobiety mogą zagwarantować sobie, że on nie zdradzi? Wystarczy być pewną, że on miał orgazm kilka godzin wcześniej...".
Dlaczego szlag Cię trafia jak on pomaga sąsiadce? Niech robi facet co chce... Nawet niech idzie do niej na herbatę, albo "herbatę". Nie przejmuj się. Wiesz... lepiej mieć kanarka, który lata wolno i do Ciebie wraca śpiewać, niż trzymać go w klatce i bać się, że ucieknie, gdy nie domkniesz drzwiczek.
"Musi dostosować" -- well, well -- na pewno musi? Nie może Ci krzywdy, ale jak go "męska chuć" przyciśnie, to coooo? Masturbacja? Może i masturbacja jest ok...
a ja od razu chciałam dla niego prywatną salę, żeby leżał sam z łazienka tylko dla jednego pokoju, pokój ekstra klasa łóżko na pilota, telewizor plazma, okna przyciemniane i z pielęgniarką wynajętą. A on się zdenerwował, że co to on jest jakiś inny,
Jesteś niemoralna. Chciałaś, aby on miał osobną salę od kolegów? Aby on lepiej się czuł? A koledzy gdzie indziej? W gorszej sali? A może chciałaś, abyś Ty była dobrą żoną, czyli aby on zrobił to co Ty chcesz? Czyli chciałaś zadbać o siebie nie patrząc na jego uczucia?
Nie potrafię się odnaleźć w takiej nudnej codzienności.
Cóż... krzywdzące i stereotypowe postrzeganie kobiet, które spędzają lata czasu ze swoimi dziećmi opiekując się domem. Znowu kogoś dołujesz. Mam nadzieję, że w swojej pracy przyczyniasz się do tego, aby innym ludziom żyło się lepiej...
Co do seksu to też staram się żeby wychodził jak najlepiej bo mnie i jemu jakiś szybki numerek byle gdzie nie załatwi sprawy. Ma być długo, romantycznie, namiętnie, nastrojowo.
Hmmm... ja i żona jesteśmy zadowoleni z naszego seksu... Ale nie jest romantycznie, nie jest nastrojowo -- seks to seks... dwa ciała, dwie dusze. Tyle nam wystarcza. Dlatego piszę, że na słabe dni trzeba być mistrzem minetki albo loda.
10 2014-06-13 12:08:14 Ostatnio edytowany przez Insurmountable_Woman (2014-06-13 12:26:29)
Fakt, że z tą salą to było nader stan. Ale mi naprawdę bardzo zależy i jako żona mam obowiązek o niego zadbać. Czy w zdrowiu czy w chorobie. Ja bym się lepiej czuła gdybym wiedziała, że sprawa jest perfekt. No ale on nie jest typem co lubi ustąpić i zrobić coś bo ktoś tak chce. Ma swoje zdanie i go pilnuje. A salę odstąpił jakiejś starszej pani. No ale jak by nie było ja nie mam sobie nic do zarzucenia. Bo chciałam jak najlepiej i jestem w porządku.
A z tą sąsiadką to jest raczej kobieca zazdrość. Bo dlaczego on ma jej niby pomagać, i dźwigać jej siaty co??????!!!!! Co to polowanie na jelenia?!
Chociaż w tym się zgodzę, ze faceci nie nawiedzą zazdrości i ograniczania i psuje związek. Ja jestem zazdrosna ale mam to pod kontrola i niedorzeczne mi się wydaje urządzać jakieś głupie sceny. Z tą zazdrością próbuje sobie sama jakoś poradzić.
Loda powiadasz nie on tego nie lubi, i uważa, ze kobieta nie powinna co innego k... za pieniądze. Ale jeżeli pozwala się żeby to robiła partnerka to brak szacunku dla niej i dla samego siebie. Poza tym wg mnie szanująca kobieta nie pozwala sobie na taką ohydną rzecz. My zanim zaczęliśmy współżyć dokładnie omówiliśmy temat jakie są oczekiwania, co można co nie. Żeby rozczarowań nie było. Spraw była jasna.
Ale masz rację kobieta powinna bez względu na wszystko dbać o siebie. I ja to wiem najlepiej. Zresztą moje samopoczucie w dużej mierze zależy od tego jak wyglądam. A seks w niektórych sytuacjach można zastąpić pieszczotami, przytulaniem, pocałunkami. dotykaniem. Oglądaniem filmów erotycznych.
Chociaż w jego przypadku to byłoby mało, więc zwiększa dawkę sportu basen, treningi, siłownia, strzelnica, bieganie. Oczywiście koledzy i od czasu do czasu porządnie się sponiewierać. I tak dla równowagi czasem żona czasem sport. Tylko czasem właściwie to on mógłby jedno i drugie, a ja jak niedomagam to traktuję to jak osobista porażkę. Bo on chociaż nie naciska nie chce żeby się męczył i co on sobie o mnie myśli.
Co do tego, że dołuje kogoś kto zajmuje się domem. Tu nie chodzi o to żeby komuś dokopać. Ale prawda jest taka, że życie gospodyni domowej musi być nudne, prozaiczne, i bezsensowne. Bo jak dla mnie to w domu o swoje pranie, prasowanie to każdy powinien sam zadbać. Jak dla mnie praca w domu to żadna praca bo można się tylko dorobić garba i nic poza tym. Nikt tego nie doceni. Kobieta powinna się rozwijać pracować, być niezależna i sama się utrzymywać. Tylko wtedy można być w pełni szczęśliwym. Kiedy jest się wolnym i spełnia marzenia!!!! Dla mnie pod tym względem nie ma stereotypów i tabu. Ja w domu się nudzę. Posprzątać to jeszcze owszem ale ugotować to dla mnie czarna magia. I jest mi z tym dobrze, bo nie jestem niczyją służącą, Co innego prowadzić komuś dom za pieniądze i mieć za to stałe wynagrodzenie. Np mężczyźni doceniają mnie za to, że jaką pozycję zajmuję, co robię, jak ostro walczę w swoje pracy o to co w domu robię nikt nie pyta bo to nie jest interesujące. Dlatego dziwie się jak ktoś kto się poświęca w takiej sprawie jak prowadzenie domu może być szczęśliwy. Jak w ogóle kobieta może wytrzymać w domu z małymi dziećmi , jednocześnie piorąc gotując. To musi być trauma. Ja dla takich kobiet i tak mam duży respekt bo to niewyobrażanie wielkie poświecenie całkowite zrezygnowanie z siebie. Dla mnie zupełnie niezrozumiałe ale skoro są ludzie którym to odpowiada, ja nie oceniam.
Ja jak miesiąc nie jestem u fryzjera i kosmetyczki to dla mnie wieki. Ciuchy kosmetyki to dla mnie coś podstawowego. Coś bez czego nie potrafiłabym żyć!
11 2014-06-13 12:25:08 Ostatnio edytowany przez Gary (2014-06-13 12:27:00)
Doczytałem twoją historię o marynarzu, walce o majątek, rozstaniu... Wiesz cooo... chyba jesteś bardzo wartościową kobietą, ale w duszy masz jakąś ranę wielkości wulkana, który może wybuchnąć, gdy tylko pozwolisz sobie na luz...
Opowiem Ci historyjkę... mały dzieciak był zaatakowany przez kilka innych dzieci na placu zabaw... bawili się sami, rodzice byli trochę dalej przy stolikach. Musiał się bronić, walczyć, był sam. Ale bił się, bronił, był twardy, dzielny, poradził sobie. Gdy zobaczył tatę uciekł do niego z placu zabaw, wpadł w jego ramiona i się rozpłakał.
I twoja historia przypomina mi to dziecko... które musi walczyć, musi być twarde, bo tak trzeba. Ale nie ma komu rzucić się w ramiona, nie ma komu się wypłakać.
Wasz seks jest poukładany... nie według tego co natura i dusza mówią, ale wg standardów społecznych "z wyższych sfer". Wasze relacje sa prawidłowe, szlacheckie -- czekoladki, wino, kolacja, kino, seks, spanie, rano kawa, śniadanie, spacer po parku. Ale rano nie ma szelmowskiego uśmiechu, że zabawa była dzika...
Jesteś perfekt, jesteś niezależna, w pracy brylujesz... Wracasz do domu, jesteś perfekt, dumna kobieta, która żyje w partnerstwie, obok wojskowego, karateki, perfekcjonisty. A gdzie luz? Gdzie natura? Gdzie jesteś sobą?
Jesteś mądra i twarda... a on dźwiga jej siaty... no i co z tego? Uprawiają seks, czy jak? A niech dźwiga siaty... Niech flirtuje, niech żartuje -- chrzanić to. O siebie dbaj.
Naprawdę nie miałaś ochoty mu zrobić loda? A on robi Ci minetkę? Mi by tego w seksie jednak brakowało...
Sport, filmy erotyczne -- seksu nie zastąpią. Ewentualnie pornole + masturbacja. Orgazm jest ważny.
on tego nie lubi, i uważa, ze kobieta nie powinna co innego k... za pieniądze. Ale jeżeli pozwala się żeby to robiła partnerka to brak szacunku dla niej i dla samego siebie. Poza tym wg mnie szanująca kobieta nie pozwala sobie na taką ohydną rzecz
Hehehee... no cóż... zapytaj go o komentarz w sprawie ludowego powiedzenia -- "w dzień kobieta, w nocy dziwka". Co on na to? Bo choć nie trawię tego powiedzenia, to ono opisuje jaką żonę faceci chiceliby mieć.
12 2014-06-13 12:39:15 Ostatnio edytowany przez Insurmountable_Woman (2014-06-13 12:45:26)
Masz rację z ta raną wielkości wulkanu. Ja zawsze się bałam że będę mieć nudne codzienne życie, tak jak wszyscy. Wzbraniałam się od tego bardzo. Rękami i nogami. Ja muszę mieć wyzwania adrenalinę. Spokojne życie to dla mnie żadne życie! Dlatego nie rozumiem kobiet które się poświęcają. Jak jak tylko miałam okazję walczyć o kasę,o moją przyszłość to z niej skorzystałam nic się nie liczyło żadna młodzież żadne dzieciństwo, kawalerka tylko ta walka ta bitwa. Mam ogromny żal do mojego ojca bo nas nie zabezpieczył nie pomyślał o mojej mamie O MNIE. Zachował się nieodpowiedzialnie, zginął w wypadku przez własną głupotę zostawił mamę mnie z kłopotami, kłócąca się rodzina i 0 zło na koncie przyszłości i to ja ja sama musiałam jak lew walczyć o siebie!!!!!!!!!!! I to ja od zawsze ,,noszę spodnie'' bo tylko ja myślę przyszłości bo każdy to uważa że to była zachłanność podłość ale np. mama uważa że jestem zachłanna ale co by nie mówić to ja z wyszarpanego majątku trochę należnego za męża jej oddałam. Kto by zabezpieczył nasza przyszłość?!!! Gdybym wtedy nie walczyła. Ojcu to mam ochotę strasznie wygarnąć za to dzieciństwo, za nieodpowiedzialność za gówniarstwo ale on nie żyje a na cmentarzu nie będę się wydzierać bo powiedzą że mi odbiło. Wręcz przeciwnie od oka muszę porządne kwiaty zanieść i dbać o grób. Ale to ja ja sama walczyłam o przyszłość. Mnie taka codzienność nie odpowiadała. To że teraz mnie stać zawdzięczam sobie tylko sobie a facetów traktuje z dystansem.
Nigdy się do tego otwarcie nie przyznałam, oprócz na psychoterapii. Ale za większości rzeczy obwiniam ojca. Tyle lat minęło a mi ta złość nigdy nie minęła.
Chociaż w jego przypadku to byłoby mało, więc zwiększa dawkę sportu basen, treningi, siłownia, strzelnica, bieganie. Oczywiście koledzy i od czasu do czasu porządnie się sponiewierać.
Znaczy się klient Garsoniery.
Moi rodzice ożenili się jak byli gówniarstwem, zamiast zarabiać, uczyć się to ojciec poszedł na łatwiznę i przyszedł mieszkać do teściów. Młodzi z teściami gdzie głowa. Do tego moi dziadkowie to toksyczne małżeństwo. Bez pracy. Ja na szczęście jestem jedynaczką. Ojciec oczywiście całe dnie pomagał za pół darmo jakiemuś wujkowi i tak zginął przy pracach rolnych. Nie uważał na siebie, miał nas w d... nie załatwił należycie spraw majątkowych córki i żony nie zabezpieczył. Typowy luzak co tam! jakoś będzie! Cwaniak. Gdzie gówniarzom dziecko. Ciotka zabrała tyle majątku i co co najmniej połowa należała do brata i do mnie. A ten nie zadbał o własną d.. i o rodzinę. Tylko to ja potem za lat ileś wyrwałam to wielkim wysiłkiem.
Bo mnie takie skromne życie spokojne zupełnie nie odpowiadało! Co prawda moja mama skończyła potem studia i wyszła po raz drugi za mąż dziadkowie kupili jej mieszkanie i się ułożyło. Ale ja to inna sprawa, ja miałam i mam pomoc ale ja nie chciałam nigdy żeby mnie ktoś utrzymywał, dawał pieniądze. Wywalczyłam należne usamodzielniłam się i mam wszystkich na dystans.
Dlatego ja w swoich małżeństwach jestem wymagająca, zachowawcza. Bo ja mogę sobie spojrzeć w lustro i powiedzieć do wszystko zawdzięczam sobie, jestem młoda a już tyle osiągnęłam. Tylko, że ja należę do tych ludzi które mają cele wyższe i jakieś głupie miłosne przepychanki ich nie nurtują.
15 2014-06-13 14:52:27 Ostatnio edytowany przez Gary (2014-06-13 14:54:15)
Jesteś szczęśliwa? Dzień w dzień szczęśliwa...? Lubię historie z życia wzięte, podoba mi się to, co piszesz...
Skoro taka twarda jesteś to dlaczego rozklejasz się nad tym, że mąż niesie zakupy? I żego laski podrywają? Eeeee... chyba się tym tak bardzo nie przejmujesz.
Gratuluję Ci samozaparcia i odwagi tam gdzie walczyłaś w słusznej sprawie. Mam nadzieję, że krzywdy nikomu nie zrobiłaś.
sponiewierać... Garsoniery
Hihii... no kurczę jakie skojarzenia... Abstrahując Kathon -- polecam bloga "szlakiem kurtyzan" -- mogli by z "poniewierki", bo tak autor to nazywa, zrobić serial.
Dla jasności ja go gdy ciężkimi siatami nie obciążam. Ja duże zakupy zamawiam z dostawa do domu. Bo przecież rzeczy typu chemia można trzymać na zapasie. A my nie mamy czasu żeby biegać po supermarketach co dwa dni. Zresztą mój maż jest bardzo ciężki żeby śmieci wynieść albo zakupy zrobić. On woli za te zakupy nawet przepłacić byle nie latał po sklepach z siatami.
a ta baba to po prostu bezczelnie zapytała czy on by jej wniósł zakupy na 2 piętro bo winda się zepsuła. Dodam, ze owa kobieta mieszka z 18 letnim wnukiem i to co nie mogła zadzwonić żeby wniósł te siatki bo był w domu wiem na 100%. No ale zresztą każdy szuka jelenia. Nie ma o czym mówić.
No a ja staram się być twarda ale jak mam za dużo czasu na myślenie to sobie takie różne przypominam.
Sponiewierać znaczy się porządnie schlać, tak żeby po prostu się na nogach nie utrzymywać. Nie robią tego często ale czasem przy różnych okazjach to się zdarza. Ja o to nie mam pretensji wręcz przeciwnie takie wypady uważam za bardzo stosowne.
Wiecie...a mnie zapaliła się czerwona lampka.
Czuje że autorka to troll. Była już taka, zdaje się Malina jakaś tam...
I też podkreślała przywiązanie do statusu społecznego, że mąż bardzo atrakcyjny, ze kasa, że pozycja społeczna.
No i identyczna sprawa...podejście męża do tzw, loda...że jak loda to tylko z prostytutką...bo szanująca się żona tego nie robi.
18 2014-06-13 15:39:47 Ostatnio edytowany przez Insurmountable_Woman (2014-06-13 15:49:32)
Nie wiem o co co tu chodzi. Nie ściemniam. Takie jest moje zdanie i moje podejście. Ale przepraszam jeżeli panią uraziłam. Nie było to moim celem żeby tu panią czy kogoś innego obrazić czy dokopać. Absolutnie. Ja jestem całkowita indywidualistką i pewnie się wyłamałam z poza norm i myśli większości. Ale jak podkreślam nie chodzi mi o obrażanie kogoś. Z jednym się zgadzam z czym innym nie. Ale przecież to Wasze życie i wy decydujecie.
Pani Moniko jeszcze raz przepraszam jeżeli moje słowa panią zabolały. W ogóle może za ostro na Was naskoczyłam, i za ostro obsztorcowałam. Mieliście prawo się zdenerwować i nie zgodzić. W końcu każdy z nas ma inne wartości i priorytety.
Nie wiem o co co tu chodzi. Nie ściemniam. Takie jest moje zdanie i moje podejście. Ale przepraszam jeżeli panią uraziłam. Nie było to moim celem żeby tu panią czy kogoś innego obrazić czy dokopać. Absolutnie. Ja jestem całkowita indywidualistką i pewnie się wyłamałam z poza norm i myśli większości. Ale jak podkreślam nie chodzi mi o obrażanie kogoś. Z jednym się zgadzam z czym innym nie. Ale przecież to Wasze życie i wy decydujecie.
Pani Moniko jeszcze raz przepraszam jeżeli moje słowa panią zabolały.
No cóż...zbyt wiele analogii zauważyłam do tamtej autorki i jej historii...ale jeśli nie mam racji, to zwracam honor.
Nie, nie zabolały mnie Twoje słowa, także spokojnie.
Aha...tu wszyscy piszemy do siebie "na Ty" ![]()
Pozdrawiam
20 2014-06-13 16:16:20 Ostatnio edytowany przez Insurmountable_Woman (2014-06-13 16:27:16)
Monia zwróciła uwagę na coś istotnego. Co zapominałam opisać. Jestem osobą bardzo emocjonalną która czasem reaguje nader stan. Po prostu mam swój wewnętrzny mur obronny. I jeżeli coś jest niezgodne z moimi przekonaniami to po prostu z tym walczę z tym. A, że jestem dość skuteczna i radykalna. To często jadę po całości że tak powiem. Czasem niepotrzebnie tak wyostrzam pazury, rzucam się do ataku. Ale zwyczajnie nie potrafię stanąć z boku i machnąć ręką. Czy to normalne?
Nie, ze ja jakąś agresorką jestem po prostu mam swoje reguły gry i zasady we wszystkim i wszyscy którzy mnie znają o tym wiedza i wiedza czego oczkuję a co mnie zirytuje. Niektórzy nazywają to presją z mojej strony. Bo ja zawsze stawiam sprawy jasno nie lubię niedomówień, zgadywanek. Wiec kawę na ławę. Nazywam rzeczy po imieniu. Nie wiem jak bardzo to istotne ale jestem feministką. I walczę z każdymi oznakami szowinizmu. Uważam, że jestem świetną negocjatorką bo często nawołuję do swoich racji i skutecznie. Staram się zawsze zachować pozory i każdy ma u mnie najpierw ostrzeżenie i dokładnie tłumacze co kto źle zrobił i czego siebie nie życzę bez krzyku i histerii. Ale jak się sytuacja powtarza i ktoś dalej sobie u mnie jest pod kreską no to sorry bardzo. Obojętnie czy to w pracy czy w domu,reguły zawsze są podobne. Dlatego tak się zaangażowałam w tamten temat o obmacywaniu bo dla mnie jako dla kobiety i feministki to jest rzecz niedopuszczalna. Ale dla równowagi muszę uznać zdanie innych i chociaż się z tym nigdy nie zgodzę to mogę to po prostu muszę zaakceptować.
przeczytałam oba watki gdzie piszesz bo mnie zaintrygowałaś i choć podziwiam cie ze jesteś taka twarda taka niezależna, to mogłabyś troszkę wyluzować, odetchnąć, bo naprawdę trochę spontaniczności w życiu się przydaje, twój poukładany swiat się nie zawali
mysle ze boisz się być dokładnie taka jak twoja mama, a brakuje ci pewnie tego ciepła tej ufności do ludzi do swiata, dobroci
bo to nie jest słabość wręcz przeciwnie
jednak dalas mi sporo do przemyślenia choć nie zgdadzam się z toba w wielu kwestiach, szczególnie z tym walczeniem o majatek az takim kosztem
no i za surowo potraktowalas Angele w drugim watku, raczej jej postawa jest mi blizsza
co do twojego meza to ,,spuść go z tej smyczy,,
to zart nie obrazaj się za to
pozdrawiam cie
Kiedy ja bym powiedziała, że taka sztywna poważana, zorganizowana to właśnie cała ja, naturalna i dobrze się z tym czuje. Luzaczka i wyluzowana, w dresach adidasach czy ciapkach, mówiąca ,,swojskim'' głosem, swoja dziewucha która wszystkich rozumie, jest otwarta, śmieszna. To zupełnie nie ja. I jakbym była tak na zupełnym luzie to wtedy musiałabym się napracować, żeby ten luz wymusić i udać. Piękną, ambitną, opanowaną kobietą jestem naturalnie. Nie, że sobie słodzę ale tak myślę, ja i inni. A taką luzaczke musiałbym grać i zgrywać i nawet nie bardzo wiem jak. Wierzcie mi, że ja jak jestem sobą taką prawdziwą sobą nie czuję się w masce, czy zestresowana. Wręcz przeciwnie dowartościowana, mająca stabilny grunt pod nogami i wtedy jestem spokojna, zadowolona. A jak tak luzacko, spontan. To zupełnie się gubię i nie mogę odnaleźć. W adidasach to zupełnie czuję się jak w płetwach, a w szpilkach jak boso. Mój mąż jest fanem spania pod namiotem, to zupełnie nie dla mnie. Jest mi tam ciasno, duszno, niewygodnie i nie ma porządnej toalety, że wannie nie wspomnę. Zamiast jedwabnych koszuli nocnych to dresy. Coś zupełnie nie dla mnie. Spanie pod namiotem może jest i fajne, fascynujące ale ze względów technicznych jak dla mnie to koszmar. Także mój mąż jak ma ochotę jechać pod namiot to musi zabrać kolegów nie ma innej rady. Zresztą on mnie zna i nawet nie pyta czy bym z nim pojechała. Bo on mówi, ze nie chciałby całą noc i dzień wysłuchiwać moich żalów jak mi niewygodnie, że to nie takie i tamto. Bo mi jak coś jest źle to panikuję i strasznie marudzę. A on się potrafi się dostosować czy spartańskie warunki czy All inclusive. Mówi, ze mu bez różnicy.
Nie wiedziałam, że lód jest dla niektórych taki ważny. Szczególnie zdziwiło mnie zdanie kobiet. Bo ja jestem osobą nader brzydliwą. I ze względów higienicznych bym nie dała rady. Po drugie to jakby to miało wyglądać, nie wiem miałabym klęknąć, usiąść. Tak czy inaczej czułabym się poniżona. I tę kwestię od razu sobie wyjaśniliśmy. Szczęście, że on miał podobne zdanie. Zresztą nie znoszę takich jakiś dziwnych gier łóżkowych, przebieranek, zabawy w berka, chowanego czy coś inne. Zdecydowanie wolę jak traktuje mnie jak księżniczkę albo bynajmniej jako kobietę. On zresztą woli sam wychodzić z inicjatywą. Ja ma zawsze leżeć w jedwabnej bieliźnie i pachnieć. A resztą on będzie zarządzać. Jednym z jego ulubionych jest całowanie po sutkach i trzeba przyznać, że czasem aż za bardzo i za mocno. No ale ja też to lubię:) I wiele jeszcze jest takich rzeczy jest. Ale on się tylko pozwala całować po buzi i ewentualnie po szyi, jak mu coś nie odpowiada to mnie za włosy ciągnie. Ale jedwabna bielizna, wspólne kąpiele tak. Ale iść na całość i szybki numerek jakiejś przymierzalni, albo na basenie to odpada.
23 2014-06-20 14:49:50 Ostatnio edytowany przez Ola_la (2014-06-20 15:04:49)
zle mnie zrozumilas widać
ja nie mowie zebys nie była sobą, w dresach jak ty mówisz, tylko troszkę wyluzować, nie mowie o stylu ubierania, raczej chodziło mi o podejście do zycia, do ludzi,
właśnie o to ,,ksiezniczkowanie,,
w sumie to trochę się obraziłam:) bo jak mowie o luzie to tak jakbys okreslila mnie od razu jak ,,swojska dziewczyne w ciapkach,, ale w sumie nia jestem i nie wstydzę się tego, choć dresów nie cierpie ale już adidasy nosze i pojechałabym gdzieś gdzie nie ma super warunków, może nie pod namiot, ale na jakas wycieczke, ot zwykly wypad w góry czy nad morze i bylabym bardzo zadowolona
no i nie zmuszaj się do niczego w łózku nie tedy droga
a tak wogole to jaki masz kompleks łóżkowy w końcu, bo wszystko macie ustalone, poukładane, dobraliście się pod każdym względem,
nie wiem może boisz się ze maz pojdzie do tej swojskiej sąsiadki, co loda mu zrobi i zakupy da sobie zanieść do domu, czy tak?
,,Tylko, że ja należę do tych ludzi które mają cele wyższe i jakieś głupie miłosne przepychanki ich nie nurtują.,, wiec w czym problem?
moim zdaniem sama sobie przeczysz, może grasz trochę na taka dame, a tak naprawdę chcialbys trochę inaczej zyc? spróbuj...
a i dlaczego uważasz ze zrobienie mezowi sceny zazdrości jest ponad ciebie? ze to upokarzające, a może jemu brakuje tego zebys była o niego zazdrosna?
ale pewnie powiesz mi ze jestem swojska taka i nudna, siedze w domu z dziecmi akurat w tym momencie to co ja mogę wiedzieć o zyciu?:)
a z ciekawości? co to za cele wyższe?
24 2014-06-20 16:08:51 Ostatnio edytowany przez Insurmountable_Woman (2014-06-20 17:34:40)
Ja nie wyniosłam najlepszych relacji z domu jeżeli chodzi o relacje miedzy ludzkie. Wręcz przeciwnie. O ojcu już pisałam. o mamie mniej więcej. Po prostu jej luzactwo, i podejście do niektórych spaw mnie przeraża. Ona zawsze mi wypominała, że ja to tylko oo majątku myślę, że jestem taka jak ciotka. No ale jej styl za i podejście od zawsze mi się nie podobały. I nigdy z tego wzoru nie brałam. Mama jej nowy mąż to moi rodzice. Są fajni, chętni do pomocy, dobrze mi życzą. Ale ich styl życia i podejście takie luźne. Nie dla mnie. Kocham ich i szanuję ale się dystansuje!
Moi dziadkowie mamy rodzice) z którymi się wychowywałam to, że tak powiem małżeńska patologia. Osoby te nigdy nie powinny być w związku małżeńskim! Nie miały do siebie miłości szacunku. Wyzwiska były na porządku dziennym. Zero zahamowań, że ktoś patrzy. Zawsze robili obciach. Obciachowi ludzie. Strach z nimi było gdzieś iść jak się zachowają. I jakoś wtedy musiałam ich wszystkich znosić. Ale wiedziałam, ze tylko ta kasa da mi niezależność od nich wszystkich. Tylko wtedy mogę być szczęśliwa. Sama budując własne życie, z daleka. Gdzie niczyje zdanie nie będzie się liczyło! Tylko, ja życie modelu własnego. Poświęciłam na to wszystko znajomych, dzieciństwo, żeby tylko być zdystansowana i niezależna. To się udało. I zrobiłam tak jak chciałam. Żaden model znanego mi małżeństwa mi się nie podobał. Nie było nawet jednej osoby z mojego otocznia którą bym podziwiała. To ja sama stworzyłam swój model. I swoje wartości. Moja babcia była dla mnie kontra przykładem, czyli żoną jaką żadna kobieta nie powinna być. Dlatego w pierwszym małżeństwie i do tej pory jako żona jestem bardzo delikatna i kontroluje się czy nie robię czegoś źle czy nie sprawiam mu przykrości Czy nie daję mu powodów do płaczu i rozczarowania. Ciągle się nad tym zastanawiam. Poświecić się nie potrafię. Ale też nie chcę być żona tyranką. Nie zmuszam do niczego. Wszyscy zgodnie mogą poświadczyć, że mój mąż za kołnierz nie wylewa na różnych imprezach. Na co dzień nie, ale od święta lubi się porządnie sponiewierać. Nigdy nie zdarzyło mi się żebym na niego o to krzyczała czy na imprezie czy w domu. Wręcz przeciwnie bez słowa, pomagam mu się ogarnąć. Umiem poszanować cudza własność nie wyobrażam sobie jak niektórzy mężowie mogą wypłaty oddawać ja bym nigdy nie przyjęła jego wypłaty,reszta on by mi nigdy nie oddał. To samo jest z tym, ze on nigdy by nie zrezygnował ze swoich kolegów ani hobby ani pracy i ja tak samo, nie ma rzeczy dla której bym się poświęciła. Ale ja się nie poświecę i szanuję, że on też.
Mój problem w łóżku jest tego typu, że mimo, iż bardzo dbam o wygląd jestem szczupła zadbana. Używam płynów do kąpieli o bardzo zdecydowanym zapachu. Mam same jedwabne, ponętne koszule nocne i bieliznę nocną. Ciągle wydaje mi się, że to mało, że źle wyglądam. Tym bardziej, że mojemu mężowi jak się coś nie spodoba to czasem potrafi się obrazić nocować u kolegów, albo zwyczajnie jak mu powiem, nie, dlatego, że nie mam ochoty, albo, że jestem zmęczona to mu się wydaje, że przestałam go kochać, odwróci się bez słowa, albo idzie spać na sofie w gościnnym. I mi jest przykro. Zastanawiam się wtedy czy on przypadkiem nie rozmyśla o tych babach które mu tak słodzą. Ale nigdy o to nie zapytam bo nie chcę być posądzona o zazdrość, zresztą to by go dopiero rozgniewało, nie tak się umawialiśmy.
mariola856 wcale tak nie powiem, że jesteś taka czy taka. Bo moim zdaniem każdy powinien sobie układać życie tak żeby był szczęśliwy i zadowolony z tego co robi. Na przykład ja w domu siebie nie widzę mnie by to nie dało żadnej radości. Ale rozumiem, że tobie prowadzenie domu odpowiada i skoro to Cię cieszy to super.
I błędne rozumienie typu: ,,co ty wiesz o życiu?'' to najbardziej głupie pytanie. Każdy ma inne życie i każdy zna swoje życie. Biedny powie bogatemu co ty wiesz o życiu i bogaty biednemu co ty wiesz o życiu. A prawda jest taka, ze wszystko to jest życie tylko każde inne. Lepiej zawsze takie pytania zadawać: co ty wiesz o moim życiu? A nie generalizować. Bo każde życie to życie. Wyszło masło maślane ale tak jest.
Cele wyższe to praca, wyścig, niekiedy wyścig szczurów, zajmowanie coraz to nowszych stanowisk. Pięcie się na szczyty. Walka o władzę i pozycje, wzbogacanie się wewnętrzne i materialne. Ciekawe hobby, otocznie ludzi z pasją.
Sceny zazdrości na pewno by zgniewały. Zawsze mi zapowiada bez głupich numerów. Zresztą jakby to miało wyglądać co ja bym miała powiedzieć. Zresztą z mojego punktu widzenia nie wyobrażam sobie swojego wielkiego gniewu gdyby mi ktoś zrobił scenę zazdrości. Nie mylić scen zazdrości z zazdrością. Bo zazdrość jest w każdym z nas ona czasem rozbrzmiewa w nas jak wulkan. Trzeba ją mieć na wodzy. Bo co innego wiedzieć, ze ktoś jest zazdrosny i okazuje to w sposób nie werbalny to wtedy jest mistrzem. Ale jak to są sceny to wychodzi na kretyna. Ale co do tej zazdrości to fakt, że ja bym mu trochę mogła to uświadomić, myślicie, że poczułby się wtedy bardziej doceniony, a mi by to pomogło. A może on specjalnie sąsiadce pomógł żebym zwróciła uwagę? No nic głośno myślę. Ale gdybym mu miała jakoś tę zazdrość okazać to jak by to zrobić żeby go nie zgniewać nie wyjść na kretynkę. Jakieś pomysły...
A jak tak luzacko, spontan. To zupełnie się gubię i nie mogę odnaleźć. W adidasach to zupełnie czuję się jak w płetwach, a w szpilkach jak boso.
Jak czytam twoje posty to czuję ból... ból polegający na tym, że ktoś, czyli Ty autorko, masz wmontowane głowie jakieś dramatyczne poglądy. Z jednej strony jesteś twarda (bo tak uważasz), a z drugiej strony twoje posty to krzyk rozpaczy. I nie jestem w stanie Ci wytłumaczyć, że jesteś w błędzie... bo Ty uważasz, że nie jesteś.
Zachowujesz się jak osoba w obozie pracy, która mi tłumaczy "Oooo... popatrz -- tutaj mam takie solidne drewniane łóżko, które zupełnie nie skrzypi. Do tego mam materac twardy, aby mnie kręgosłup rano nie bolał. Zamiast poduszek możemy mieć tylko klocek drewniany, i ja uwazam, że to dobre, bo zdrowowtne. Rano biorą nas do pracy, dzięki temu mam szczupłą figurę. Dobrze, że nie możemy wychodzić za bramę, bo świat jest taki okrutny, że nie warto go oglądać."
Mówię do tej osoby "Dziewczyno! Ty jesteś w obozie pracy... chodź -- rozejrzyj się jak żyjemy na wolności." A Ty na to "Nie, nie -- nie potrafiłabym się tak paść jak krowa. To nie dla mnie. Zobacz jak tutaj mamy wszystko zorganizowane... "
Nie wiedziałam, że lód jest dla niektórych taki ważny. Szczególnie zdziwiło mnie zdanie kobiet.
No bo jak laska doprowadza swojego faceta, który się rzuca w spazmach, a ona ma w buzi jego penisa, to jest piękne, prawda? Jemu jest dobrze, i jej też jest dobrze... Tak samo jak facetowi jest dobrze, gdy jego usta opływają w soczkach z cipki a ona przeżywa orgazm.
Bo ja jestem osobą nader brzydliwą. I ze względów higienicznych bym nie dała rady.
Wagina jest ciągle opłukiwana śluzami, więc jest znacznie bardziej czysta niż przeciętna jama gębowa...
Do ust daje się jedzenie, które wchodzi między zęby i tam się psuje. Rozwijają się bakterie. Od mikrourazów są drobne ranki. Fuj! Całujecie się???
Przypuszczam, że wymyty penis też jest idealnie czysty -- prawie sterylny.
Po drugie to jakby to miało wyglądać, nie wiem miałabym klęknąć, usiąść. Tak czy inaczej czułabym się poniżona.
A handjob mu robisz? Masujesz go rączką do orgazmu? A nie kusiło Cię, że jeśli już trzymasz tego penisa w dłoni, to ustami wjechać na jego główkę? Tak po prostu -- on leży na plecach, Ty go "tam u dołu głąskasz", a potem się pochylasz na dół i robisz co lubisz?
I mi jest przykro. Zastanawiam się wtedy czy on przypadkiem nie rozmyśla o tych babach które mu tak słodzą.
Eeeee... bez chec... a nawet jak myśli o nich to co z tego? Niech sobie myśli... Ważne że jest z Tobą i chce się z Tobą kochać. Ważne, że Cię pożąda. Nie ważne są inne baby. Ważne, że Cię pożąda.
26 2014-06-20 21:16:16 Ostatnio edytowany przez Insurmountable_Woman (2014-06-20 21:49:36)
Eno Gary trochę przegiąłeś, Ubieram się tak jak lubię i wyglądam tak jak czuję się dobrze. A dzięki temu, że bardzo pracuje nad wyglądem. Dobrze mi i w małej czarnej i sukni do ziemi. Staram się ubierać adekwatnie do sytuacji. Np na plażę w wakacje włożyłam szorty i efekt był. Czułam się dobrze dzięki temu, że dbam o całe ciało. I szykowałam się do wyjazdu wiedząc, że będę nosić takie krótkie rzeczy. Nigdy nie łapię rzeczy ni z gruszki ni z pietruszki. Ale mam kilka fajnych luźnych ciuchów. Nie chwaląc się jak szłam przez plażę dużo osób spojrzało z podziwem. No ale ja na ten wygląd zapracowałam. Fitness, siłownia, dieta. No i było luźno ale z klasą.
W łóżku mam to samo uwielbiam dobrze wyglądać. Nawet jak ma nie być seksu lubię te jedwabną bieliznę nocną. Czasem delikatnie dotknę go rączka. Ale on tego nie lubi bo mi blokuje ręce i ciągnie za włosy. Jak mówię w łóżku to jest dominator. Za każdym razem pokazuje mi swoją siłę. Oczywiście w ramach tego na co się umówiliśmy. Te kompleksy to mam z różnych powodów np. o czym jeszcze nie wspominałam. Jak już mówiłam on czasem poczytuje playboya i inne tego typu. Kiedyś doczytał, że masaż erotyczny powiększa kobietą piersi. Szczerze nie wierzę w to. No ale on najwyraźniej wierzy. I zapytał czy chciałabym spróbować. Zgodziłam się. Ale nie sądziłam, że on do tego tak poważnie podejdzie. Dla mnie to była raczej forma zabawy. A on bardzo się zaangażował. Odczułam ten masaż:) No ale najwyraźniej on był rozczarowany bo nie widział wystarczających efektów. I jemu najwyraźniej się wydaje, że nie wiem skoro będziemy to częściej robić, to piersi urosną mi o rozmiar?! Bo ja może za dużych nie mam ale jestem szczupła więc to logiczne, że mam proporcjonalnie do wyglądu. Oczywiście nosze zazwyczaj push up. I zastanawiam się może ja się jemu pod tym względem nie podobam. I na swój sposób chciałby to zmienić. Nie chciałabym tu wyjść na lalkę barbie, bo jaka kolwiek operacja plastyczna zupełnie nie wchodzi w grę. Ja jestem zadowolona z wyglądu. Tylko on jest fanem dużych biustów. Kiedyś widziałam, że mu się mój strój kąpielowy zupełnie nie podobał. Nawet wiem dlaczego bo był bez efektu push up. Następnym razem zaciągnęłam go do sklepu i miał mi doradzić. Oczywiście tak jak myślałam wybrał ten z największym efektem push up kolor bardzo śmiały w dodatku ze dwa rozmiary za duży. Nie, że ja jestem jakąś rozhisteryzowaną nastolatką z dużymi kompleksami. Ale to jest mój duży kompleks o którym nikomu jeszcze nie mówiłam, bo nawet jak, niby to głupia błahostka, ale z doświadczenia wiem, że czasem z małej chmury duży deszcz.
Bo o ile ubranie makijaż można dopracować o tyle biust nie jest na zamówienie. Jak na początku to mi się wydawał żaden problem, nawet problem o którym nie wypada pisać. Ale to jednak jak dla kobiety jest pewien kompleks.
Tym bardziej, że on jest fanem gazet erotycznych, programów, filmów. A dobrze wiem o tym, że kiedyś raz czy dwa po rozwodzie wstąpił do domu publicznego. Wiem od niego. Ale się zarzekał, że był z kolegami, ze to była głupota, że nigdy więcej. W sumie nigdy mnie w tej kwestii nie okłamał. W klubach go-go to bywał naprawdę często. Teraz to raczej nie no może niedawno na wieczorze kawalerskim ojca, jak kolwiek to nie zabrzmiało u nich to rodzinne. Niby w tych klubach panie tylko tańczą i nic więcej. Nie jestem zwolenniczką żeby bywał w takich miejscach ale on mi się nie tłumaczy i o zgodę nie pyta, ja też nie. Nie lubi jak się mu coś zarzuca, narzuca. Wiec to, że był jeszcze o niczym nie świadczy. Miał ochotę i poszedł. Nie mam z tym problemu. Tylko z tym, że te wszystkie gazety i filmiki są zmontowane, a te panienki tańczące sztucznie zrobione. Nawet słyszałam, ze niektóre to mają piersi wypchane jakimiś gąbkami. I jak tańczą to jest starannie ukryte. A tak naprawdę są przeciętne. No jest mi przykro, że on mnie tak porównuje i jest zawiedziony.
27 2014-06-21 01:20:11 Ostatnio edytowany przez Gary (2014-06-21 01:23:13)
No to fajna z Ciebie laska. Chciałbym Cię zobaczyć.
Naprawde nie możesz go rączką do orgazmu doprowadzic? I uwazasz, ze to jest ok?
Trollujesz? Hustoria taka dziwna, że hej!
Twój facet jest dziwny... Pewnie chodzi na dziwki z roksa. Chociaz gdyby chodził, to nie bylby taki zafascynowany playboyem albo klubem gogo.
O małych piersiach nie dyskutuje, bo każde są do seksu dobre i ponetne.
28 2014-06-21 10:14:12 Ostatnio edytowany przez Insurmountable_Woman (2014-06-21 12:09:59)
No może i wszystko takie trochę dziwne. Ale pewnie dlatego, że to ja jestem dziwna. Nie lubię normalności. Dlatego mam takich dziwnych znajomych, męża, i w ogóle wszystko. No ale mnie się ta dziwność podoba.
Mnie codzienność nudzi. Już wolę żeby on był samcem alfa i macho niż pantoflarzem. Mnie zawsze do takich facetów ciągnęło. Jakiś spokojny poukładany, romantyk zupełnie nie dla mnie, jak dla mnie to stary nudziarz. A mój obecny mąż to człowiek z pasją ma ciekawa pracę zarabia dużo, a jak to się mówi za mundurem panny sznurem. I mistrz sztuk walki, ma bardzo ciekawe hobby. On zawsze stawia na swoim, żadnej babie się nie podporządkuje. I za to go kocham.
Gdzieś tu czytałam, że panowie chcą odwiedzić go go ale boją się o tym powiedzieć partnerką. No ludzie co za pantofle. Nie ubliżając panom. Mój to miał ochotę i poszedł z to są osoby dorosłe, niech same decydują, nie będą o zdanie nikogo prosić. Zresztą moim zdaniem to jak kobieta stara się ,,trzymać krótko'' to jest głupia. Bo zakazany owoc najlepiej smakuje''. I bardziej na smyczy tym gorszy chuligan na wolności. Nawet dam Wam przykład pamiętacie to palenie papierosów w szkole żeby nauczyciel nie zauważył, żeby rodzice się nie dowiedzieli. Cóż za radość jak się udało, cóż za emocje a opowiadanie ile jaki to ze mnie hardcore. Ale potem już jako dorośli ludzie którzy sami mogli kupić i wypalić nawet 10 paczek i nikt słowa nie powiedział to już nie tak smakowało. To samo jest z facetami. Zresztą ja szanuję tylko tych którzy mają swoje niezachwiane zdanie.
Mój mąż nigdy by sobie nie pozwolił na to żeby ktoś za niego decydował. Ale mnie też nigdy nic nie zabrania ani nie każe. Mówi rób jak uważasz. I to i się podoba. Bo skoro ma się do kogoś zaufanie i szacunek to po prostu traktuje się go jak wolnego, niezależnego człowieka.
Ale rozumiem, że kobiety które myślą podobnie jak ja są odbierane za dziwne. Kiedyś moja babcia jak go poznała, może niezbyt się złożyło bo poznał moją rodzinę na weselu u mojego kuzyna a że ten kuzyn też wojskowy to mieli wspólnych znajomych i muszę powiedzieć, że pod koniec się popili. Najpierw tylko sami sobie towarzyszyli. Moja rodzina oczekiwała, że nie wiem on będzie się z nami wszystkimi bawił tańczył. A on się tylko przywitał, i to bardziej przywitanie w stylu ,,część wszystkim'' niż całowanie w ręce. I zajął kolegami. Popili się, bawili kto wypije więcej. Nie podoba mi się ta zabawa ale co ja niby mogłam powiedzieć. Nie zareagowałam bo nie wypadało. No a wracając do babci to obserwując powiedziała mi coś takiego ,,on Ci jeszcze nie raz wp...'' i to powiedziała osoba która z własnego męża zrobiła zupełnego pantofla, dziadek jej oddaje pieniądze, słucha się. Sam lubi wypić ale dla niej to jest normalne, ze jak wypije to go zwyzywa i albo w ogóle wyzywają się bez szacunku, kiedyś to nawet się bijali. Nie wiem jak można było coś takiego powiedzieć na podstawie tego, że ja zachowuję się normalnie nie robię scen. A nawet powstrzymuję babcię bo w końcu dziadek tę z z nimi zaczął pić a jest starszy i ona chciała ich rozgonić. Ale ja ją znam i wiem, ze narobiłaby tylko wstydu. I zatrzymałam. Bo to nie była nasza impreza i nikt nie miał prawa nikomu nic zabraniać i na siłę stawać się gwiazdą wieczoru. A tak to co się takiego stało wypili, rozeszli się do domów. Bez hałasu i zbędnego zamieszania. Ale niektórzy uważają, że to że, ja mam takie wyczucie to znaczy, ze jestem dziwna. Czy jakby ktoś tam się wydarł zrobił szum to niby był by normalny?????????????!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Żeby nie było mój mąż nie ma problemu z alkoholem. Na imprezach lubi wypić, bardziej dlatego żeby za cwaniakować, że może wypić, że ma głowę do picia, i że nikt mu nic nie może zabronić to taka demonstracja męskości w jego wydaniu. Ale wobec mnie zawsze jest w porządku. Nawet jak jest napity ma do mnie taki sam szacunek i nawet powiedziałabym jest bardziej wylewny bo tak to mi nie cukruje bo się wstydzi, z trudem mu przychodzi a jak jest napity jesteśmy sami to mi mówi jak bardzo mnie kocha itd. Ale mówiąc o sobie pewnie dlatego taki jest, ze ja staram się być wyrozumiała. Nie krzyczę, nie zachowuje się głupio.
Co do małych piersi Gary masz rację, ze o tym się nie dyskutuje. Dyskutuje może nie, ale mam na tym punkcie kompleks. Szczególnie dlatego co opisałam wyżej.
Przeczytałaś wątek o małych piersiach?
Co z prostytutkami i twiim mężem? Może on w domu taki grzeczny, bo się wyszaleje gdzue indziej?
Nie odpowiedziałaś nt robienia mu dobrze rączką?
Do klubu go puszczasz a o sąsiadkę zazdrosna?
30 2014-06-21 15:25:09 Ostatnio edytowany przez ZaubererDE (2014-06-21 15:28:51)
Insurmountable_Woman...
Nikt Cię tutaj do niczego nie przekona, w Twojej ocenie jesteśmy "zwykłymi zjadaczami chleba".
Nie trać na nas czasu, w końcu czas to tak ważny dla ciebie pieniądz.
Niezależnie od tego co piszemy, Twoją odpowiedzią jest zawsze długi elaborat przedstawiający jaka jesteś twarda, zdyscyplinowana i wyrafinowana. W kółko porównujesz się do "normalnych" ludzi.
Oczekujesz naszego zachwytu, zazdrości? To co piszesz jest przerażające.
Spróbuj napisać kolejnego posta bez porównań, bez ciągłego pisania o sobie, bez "ja, ja, ja".
Przestań gwałcić ludzi swoją wizją tego jak ma być poukładany świat, a zacznij SŁUCHAĆ ludzi którzy Cię otaczają. Nie potrafisz, bo "zawsze musisz mieć ostatnie słowo".
Zresztą tak jak napisałaś, poświęciłaś wszystkich dla swojej niezależności, więc może już nikt wartościowy się nie ostał, nie ma kogo słuchać.
"Tylko głupiec robi to samo, oczekując za każdym razem innych rezultatów."
Czegoś Ci brakuje, bo niestety(!) jesteś kobietą z ludzkimi potrzebami, a nie demonem.
Nigdy tego nie dostaniesz, zastygłaś w tej swojej obsesyjnej mentalności na amen.
31 2014-06-21 16:11:58 Ostatnio edytowany przez Insurmountable_Woman (2014-06-21 17:45:57)
No więc czasem robię mu to rączką. I jest całkiem całkiem. Szczególnie wtedy gdy nie możemy się kochać z przyczyn naturalnych. Tylko, że ja jestem osobą w tych tematach dość nieśmiałą i skrytą. Staram się robić to delikatnie. Jemu to czasem odpowiada, a czasem nie chce. To jest raczej fan ostrego seksu najbardziej lubi kiedy mnie namiętnie ale bardzo ostro w**cha. Wtedy jak to się mówi może spuścić z krzyża. Nawet się zastanawiam, ale czasem to wygląda tak, że on nie lubi jak dotykam za często, w te miejsca. A on cały czas w łóżku mnie obmacuje jak to robimy, przed po i w trakcie, cały czas łapie mnie podczas seksu za piersi, obojętnie w jakiej postawie to robimy trzyma mnie za piersi. A na ulicy wstydzi się przed kolegami trzymać za ręce:) W sumie to ja też za wyrywna nie jestem żeby go gdzieś publicznie obściskiwać. Raczej sztywno pod rękę się trzymam. Ale w łóżku czasem się naprawdę dobrze bawimy:) Tylko musi być jeden warunek, musi być nastrojowo i musimy być konieczni sami. Nie dałabym rady tego zrobić z myślą, że zaraz ktoś wejdzie, że trzeba być cicho bo usłyszą. Całe szczęście, że mieszkamy sami:)
Wątek o małych piersiach czytałam i faktycznie, że istnieje całkiem spore grono panów którzy preferują małe biusty, mój z pewnością do tego grona nie należy, skoro próbuje mi na własną rękę powiększyć poprzez te masaże:)
Jeżeli chodzi o prostytutki. To nic z tych rzeczy. Po prostu wtedy był po rozwodzie, taki samotny, załamany. Ale teraz nie ma o tym mowy. Poza tym jak sam mówi, że teraz ma żonę i nie będzie latał po obcych babach.
Co innego klub go go. Zresztą mnie wcale nie jest na rękę, że on do tych klubów chodzi, nawet, że rzadko bo rzadko ale, że w ogóle bywa. No ale co sobie obiecaliśmy. Miłość Wierność, i Uczciwość Małżeńską i tego się trzymam:) Chociaż nie powiem, ze nie jestem zazdrosna, bo trudno mi nawet czasem sobie z ta zazdrością poradzić. Do tej sąsiadki jestem bardzo źle nastawiona i często stosuje wobec niej cięta ripostę. Ona na pewno wie dlaczego. A co do mojego męża nie chcę żeby się mną rozczarował poprzez zazdrość.
ZaubererDE wcale tak negatywnie nie oceniam ludzi jak ty to napisałeś. Bo mam do nich szacunek. I nawet jak kompletnie się z nimi nie zgadzam to nie mam prawa mówić o nich ,,zwykli zjadacze chleba'' to jest bardzo niemoralne i nieprzyzwoite. Nie powinno się używać takich określeń! Bo są krzywdzące. Skoro jestem profesjonalistką jeżeli chodzi o sprawy zawodowe, to te uczuciowe nie są mi dobrze znanym tematem. I właśnie dlatego napisałam na forum, bo tu widzę jest wiele osób które znają się na rzeczy. I temat uczuć nie jest im obcy, że tak powiem to zawodowcy i mogą coś mi ciekawego podpowiedzieć. Właśnie, dlatego zwracam się na forum do osób które rozumieją temat uczuć i relacji między ludźmi. Bo w moim otoczeniu mało nie sądzę, ze byłabym dobrze zrozumiana. I nawet to jest fajne, że przebywam z ludźmi którzy myślą podobnie jak ja, a tu piszę z takimi którzy mają inne myślenie to jest nawet ciekawe, ciekawa różnica zdań i poglądów. To zawsze coś cennego. Pod warunkiem, ze się nikogo nie obraża. Doskonale to rozumiem.
I wiem, ze nie jestem doskonała. To, że mam słabe strony świadczy choćby to, że tu napisałam o swoich słabościach. Bo jako kobieta je mam.
32 2014-06-21 20:56:38 Ostatnio edytowany przez Gary (2014-06-21 20:57:50)
No więc czasem robię mu to rączką. I jest całkiem całkiem. Szczególnie wtedy gdy nie możemy się kochać z przyczyn naturalnych. Tylko, że ja jestem osobą w tych tematach dość nieśmiałą i skrytą. Staram się robić to delikatnie. Jemu to czasem odpowiada, a czasem nie chce. To jest raczej fan ostrego seksu najbardziej lubi kiedy mnie namiętnie ale bardzo ostro w**cha. Wtedy jak to się mówi może spuścić z krzyża. Nawet się zastanawiam, ale czasem to wygląda tak, że on nie lubi jak dotykam za często, w te miejsca. A on cały czas w łóżku mnie obmacuje jak to robimy, przed po i w trakcie, cały czas łapie mnie podczas seksu za piersi, obojętnie w jakiej postawie to robimy trzyma mnie za piersi.
Spoko. Taki seks jest super. Ale dlaczego tyle blokad? Tego nie wolno, tamtego nie wolno. Takie to dziwne... Naprawdę nie chcesz mu zorbić loda? A robi Ci minetkę? Cieszę się, że macie taką namiętność. Ja też tak mam i jest to bardzo ważne w związku. Tylko my nie mamy żadnych zasad... nigdy nie ustalaliśmy, robimy co chcemy. Swoboda jest ważna... mam nadzieję, że oboje czujecie się swobodnie, nieograniczeni, że żadna granica Was nie uwiera.
A na ulicy wstydzi się przed kolegami trzymać za ręce:) W sumie to ja też za wyrywna nie jestem żeby go gdzieś publicznie obściskiwać.
Niektórzy tak mają. No problem. To nawet jest dobre, bo nie krępujecie wtedy innych -- np. małżeństw, które się pokłóciły i są razem z Wami na tej samej imprezie.
Wątek o małych piersiach czytałam i faktycznie, że istnieje całkiem spore grono panów którzy preferują małe biusty, mój z pewnością do tego grona nie należy, skoro próbuje mi na własną rękę powiększyć poprzez te masaże:)
Nie czaisz bazy... Nie ważne jaki masz biust. Jak będziesz miała duży, to on będzie chciał przelecieć młodą siksę bez biustu. Jak będziesz miała mały biust, to on będzie chciał smerfetkę 30+. W ogóle się tym nie przejmuj. Jesteś jaka jesteś, jesteś wartościowa, ładna, zadbana, seksowna, macie udany seks. To w ogóle nie jest problem... Zresztą sama wiesz ile facetów się na Ciebie gapi i w myślach Cię pożądają... To jest ważny wyznacznik atrakcyjności kobiety -- ważne czy innym się podobasz.
A masować żonę aby miała większe piersi -- wg mnie to bardzo dziecinne. Tak samo mnie nudzą pornole, playboya już nie kupuję wiele lat, nie oglądam gołych bab na obrazkach, a do klubu gogo nie poszedłbym -- po co????
Chociaż nie powiem, ze nie jestem zazdrosna, bo trudno mi nawet czasem sobie z ta zazdrością poradzić. Do tej sąsiadki jestem bardzo źle nastawiona i często stosuje wobec niej cięta ripostę. Ona na pewno wie dlaczego. A co do mojego męża nie chcę żeby się mną rozczarował poprzez zazdrość.
Zazdrość to słabość. Zazdrość to trucizna. I sączysz ją do Waszego związku. Jest jeszcze gorzej... trujesz środowisko -- sąsiadka jednak nie powinna wysłuchiwać ciętej riposty. Neutralność jest siłą. Relacje dobre lub złe, riposty -- to problem.
33 2014-06-21 22:54:47 Ostatnio edytowany przez Insurmountable_Woman (2014-06-21 23:30:21)
Wracając do postu ZaubererDE. To jest tak, że zawsze kiedy mówię negatywnie o innych to często przypominam sobie siebie, kiedyś. Wychowałam się w domu pod miastem. Teraz to się nazywa osiedle i się rozbudowało. Ale kiedyś to była już wieś. Wszyscy się znali. W szkole nigdy nie należałam do osób lubianych, chociaż na początku się starałam. Koleżanki mnie nie za bardzo lubiły. Sądzę, ze to była zazdrość bo ja byłam jedynaczką, miałam dziadków w Stanach którzy przysyłali mi rzeczy jakich wtedy u nas w sklepach nie było. Nigdy się z tym nie obnosiłam ale to chyba za to mnie tak nie lubiły. W-F był moim koszmarem. Byłam słaba, gry zespołowe to byłam mój koszmar. Miałam fatalnego nauczyciela wf. Ten wf to była moja trauma. Dziewczyny były pyskate, to były takie wręcz babo chłopy. A ja gdzieś tam zawsze z tyłu. I wtedy już jako dziecko kiedy nie umiałam im wszystkim się solidnie postawić rodził się we mnie ogromny bunt i myślałam ja Wam jeszcze pokażę, kiedyś Wam dam za to wszystko!!! Odwdzięczę się z nawiązką. Za to jacy jesteście dla mnie. Miałam tylko jedną koleżankę rudą, wiadomo rudy zawsze miał prze... więc klasą za nią też nie przepadała i byłyśmy na siebie zdane. Były z nas dobre koleżanki. Ale po latach stałyśmy się wręcz wrogami. Ale w szkole średniej taka poszłam w konflikt z nową klasą, że nie wytrzymałam presji i skończyłam liceum zaoczne. Ja naprawdę chciałam jakoś żyć z klasą ale to się nie udawało, było tylko gorzej. Studia też zaoczne. Także życie towarzyskie nigdy nie było moją mocną stroną. Chociaż później klasa mnie często wybierała na lidera dlatego, że nauczyciele mnie lubili, ja umiałam z nimi świetnie rozmawiać i negocjować. Byłam i jestem świetnym strategiem i organizatorem, sumiennym. I jak to się mówi umieli tylko pyskować, a jak przyszło co do czego to ja się nadstawiałam. Do dziś bokiem mi wychodzą te przedstawienia które były pod moją organizacją, i te role na akademiach które dostawałam w ostatniej chwili bo wszyscy wiedzieli że ja się na pewno nauczę. Ale nauczyciele tez docenić nie umieli bo tylko raz udało mi się mieć czerwony pasek. A tak to mi zawsze brakowało. Chociaż si starałam. Wszystko przez matematykę i wf to one zawsze mi do paska psuły. No a w mojej rodzinie wszyscy rówieśnicy uczyli się dobrze kuzynka co roku świeciła w Danuty i Jana na imieninach czerwonym paskiem, wszyscy skończyli dzienne. Kuzyn lekarz, drugi prawnik i wszyscy z mgr. Wiecie jak ja się bałam, ze będę odstawać, ze nie dorównam, że będę gorsza. A widziałam, że choćbym się roztroiła własnymi siłami nie dam rady. Potrzebowałam wtedy tych pieniędzy. Nie na próżne rozrywki a na walkę o siebie. Bo czułam się wtedy strasznie samotna, odrzucona, i beznadziejna. Starłam się to ukryć ale ja odkąd skończyłam chyba 12 lat to myślałam czy ja im dorównam czy ja zasłużyłam na coś lepszego, jak to mogę zdobyć. Dlatego tak o to wszystko walczyłam, że strachu, wstydu. Nigdy bym nie chciał wrócić do tamtego czasu bo byłam nawet brzydsza niż teraz zakompleksiona i mało warta. Teraz jestem zadowolona z tego co osiągnęłam i spełniam marzenia. Z których nigdy nie zrezygnowałam. Ale czasem ta przeszłość wraca dlatego tak się bronię i staram się być twarda, żeby nigdy nie wrócić do punktu wyjścia. Ale nie myślcie sobie mnie też zdarza się popłakać, okazać słabość. Czasem budzi się we mnie ta smutna dziewczynka, z mnóstwem kompleksów, zalękniona o przyszłość. Ale nawet gdy tak jest pomaga mi fakt, że wyrwałam się z niej tak jakby zwierzak zrzuca furto i nakłada nowe tak ja się wyrwałam.
Gdy tylko mogłam i się uniezależniłam kategorycznie zerwałam z przeszłością. Wyniosłam się na drugi koniec Polski. Tylko, że ze względów majątkowych musiałam szybo wyjść za mąż. wybrałam takiego męża który też nie był zainteresowany tradycyjnym modelem małżeństwa. Także mogłam cieszyć się wolnością i pracować nad sobą i osiągać cele. O dzieciach tez myślałam ,że będą po 30 ale skoro lekarz powiedział, ze teraz albo nigdy w sumie 21lat miałam. Jaką ja wtedy traumę przeżyłam przyszłam do domu i pisałam na kartce za i przeciw. Nie wyobrażałam sobie siebie jako tradycyjnej mamuśki, nie miałam zamiaru się ustabilizować. Z drugiej strony nie wyobrażam sobie w ogóle nigdy nie mieć dzieci. I wtedy znów uratowała mnie finansowa niezależność bo z moich obliczeń wynikało, ze stać mnie będzie nająć nianie. I zafundować dzieciom fajne życie. Wtedy zadzwoniłam do ich ojca i postawiłam kawę na ławę był ode mnie starszy miał dobra prace i w sumie tez był czas żeby został ojcem. Lekarz nas poprowadził i zostaliśmy rodzicami dość szybko. Ale ja się nic nie zmieniłam dziewczynki urodziłam w wigilię a na sylwestrze już byłam na balu. Chętnie zajmowałam się dziećmi po warunkiem, ze to nie była codzienna rutyna. Uważam, ze byliśmy dobrymi rodzicami. Byłam zapracowana ale zawsze starałam się znajdywać dla nich czas. Od małego chodziły na prywatne lekcje angielskiego, niemieckiego, pływania, na sztuki walki grę na instrumentach chciałam aby dużo umiały. I nie nudziły się w domu tak jak ja kiedyś. Chciałam żeby były najlepsze i takie były i są. Szybko się usamodzielniły mieszkaniowo ich zabezpieczyliśmy, studiują, pracują. I są moim odbiciem lustrzanym. W wielu kwestiach się zgadzamy. No ale wracając do tematu. Byłam osobą która nadal musiała pracować nad sobą i niestabilna emocjonalnie. To przyszło mi z czasem. Naprawdę jako żona i matka trudno mi się było odnaleźć. Nawet tego nie chciałam. Chociaż starałam się, żeby być sobą a zarazem zoną i matką to jemu nie zależało. Nigdy go nie było. A kiedy już byłam taką niezależną stabilna kobieta to on mi numer wykręcił. No szkoda gadać
W każdym razie teraz bardziej nadaję się do małżeństwa. Więcej wiem i już nie muszę walczyć sama ze sobą. Ale niektóre kompleksy mi pozostały. A i chciałam tu wszystkim podziękować za dotychczasowe rady.
Gary jak ty się uparłeś przy tym lodzie no ja nie mogę hahhaa. Dla twoje wiadomości nie on mi nie robi minety. I wręcz widzę, ze go to nie pociąga bo kiedyś oglądał przy mnie w łóżku na tablecie jakiś film i moment minety przewinął dalej xd Zresztą widzę co lubi nawet po tym co ogląda. A u niego zawsze to są albo duże cycki, albo ostry seks.
Wiesz... nie uparłem się do loda i minety -- chciałem tylko wiedzieć konkretnie. Wychowano nas tak, że seks jest nieważny, nie ma wpływu na jakość związku, że jest to tylko dodatek. Prawda jest zupełnie inna -- tam gdzie pada seks, pada za jakiś czas związek. Pytam również, bo upodobania twojego męża są zupełnie inne niż model faceta w mojej głowie...
Wracając do tematu wątku... problem łóżkowy to małe cycki, a mąż lubi duże cycki. Wniosek? Nie przejmować się o ile jesteś atrakcyjna... czyli czujesz się atrakcyjna... i wiesz o tym np. przez spojrzenia lub komplementy lub flirty obcych facetów.
Czasem budzi się we mnie ta smutna dziewczynka, z mnóstwem kompleksów, zalękniona o przyszłość. Ale nawet gdy tak jest pomaga mi fakt, że wyrwałam się z niej tak jakby zwierzak zrzuca furto i nakłada nowe tak ja się wyrwałam.
No wiem, wiem... już na początku to Ci napisałem. I problem polega na tym, że Ty się boisz wyluzować, bo możesz wrócić do przeszłości, a wg mnie jak wyluzujesz to wcale do przeszłości nie wrócisz. Teraz nie muisz być perfekt ani nie musisz mieć dużych cycków. Jest dobrze, tak jak jest teraz.
Jak Twoje córki mają na imię?
Ps. Ja Ci życzę dobrze w życiu, bo sądzę, iż na początku miałaś pod górkę i bardzo źle nawet w szkole! Rób to co kochasz i nie daj sobie w kaszď dmuchać!
dla wielu mogłabyś byc autorytetem!
Muszę przyznać, że już dawno nie ubawiło mnie nic tak bardzo jak twórczość autorki. Przyjemność jest tym większa, że niemal na co dzień z racji swojej profesji spotykam się z przeróżnej maści fantastami i mitomanami ale ich twórczość jest bardziej przyziemna, że tak powiem.
Co zarzucasz autorce? Napisz to konkretnie, a nie owijasz w bawełne!
38 2014-06-22 11:28:13 Ostatnio edytowany przez Insurmountable_Woman (2014-06-22 11:33:42)
Pre Vizsla no super, że dla Ciebie to jest radosna twórczość. Jak dla mnie to takie radosne nie jest. Jako nastolatka w ogóle nie potrafiłam się cieszyć z niczego. Ominęły mnie domówki, prywatki i inne. Nic nie było takie jakbym chciała. Bardzo się wtedy zawiodłam na wszystkich. Nikt mnie nie rozumiał. Każdy miał inne wartości i priorytety. W ogóle wszędzie mi było źle wszędzie źle się czułam. Musiałam udawać osobę jako w ogóle nie byłam. źle to wszystko pamiętam. Do tego stopnia się zawiedli mnie znajomi ludzie, życie i wartości towarzysko-rodzinne, że tylko pieniądzach i karierze widziałam lepszą przyszłość. W tym była cała nadzieja, że wyjdę na prostą. Musiałam być naprawdę zdesperowana i nieufna bo po osiągnięciu pełnoletności, jak burza ruszyłam po to co chciałam. Nikomu się nie zwierzałam, nikomu nie tłumaczyłam tego co robię. Chciałam być sama ja niezależna. Dzięki temu kategorycznie zerwałam z przeszłością wyprowadziłam się do innego miasta. I nawet w pierwszych latach nikt z rodziny nie wiedział, skąd i jakie mam pieniądze i gdzie mieszkam. Z okolicy zniknęłam bez słowa. Ci co mnie znali lubili i nie lubili pytali o mnie, podobno często była o mnie mowa rano w autobusie. Po prostu o tym co robię i gdzie jestem powstały już legendy. To ciekawe bo jak byłam to mnie nie lubili, i się nie interesowali mną wcale. Nigdy zapraszali na imprezy ani nie pytali co u mnie, mieli mnie za stara nudziarę. Miałam ich wszystkich serdecznie dość. Ulżyło mi jak weszłam w grono obcych ludzi. Z moją rodzina mam toksyczny związek jednocześnie ich bardzo kocham i nienawidzę. Nie pozwalam im nigdy ingerować w moje życie, nie chciałam żeby omawiali moje życie. Z drugiej sama w innym mieście za nimi tęskniłam i przyjeżdżałam na imieniny, wesela i inne imprezy. Tylko przyjęłam postawę nie tłumacz i nie narzekaj. Szkoła podstawowa i życie do 18nastki solidnie dały mi popalić Psychicznie. Do dziś mnie dreszcze biorą na myśl, ze mogłabym do tamtych czasów wrócić. Kiedy odwiedzam dziadków i dom rodzinny i te miejsca te wspomnienia wracają. Kiedyś wybrałam się z dziadkami, do moje starej szkoły jak mieli głosowanie na sołtysa. Stałam pod ta sala gimnastyczną pod którą straciłam tyle zdrowia i nerwów. Tyle tam płakałam. Nie mam jakiś wesołych ,z tamtej szkoły jest ich może tylko kilka. Szczególnie ten cholerny wf mi tyle przykrości zrobił. Moja klasa to były takie specyficzne dziewuchy takie wieśniary które ciągle darły ryj i obmawiały. Tak mi było z nimi ciężko. Zawsze marzyłam żeby się odegrać. Teraz to dziecinne i głupie. Ale tyle lat minęło a ja te przykrości pamiętam. Na szczęście bardzo mało tam jestem i mało tych wszystkich widuję. A jak już to bardzo krotko jestem, bo potem odchorowuję. Ale jak już byłam i szlam na spacer i do dawnego sklepu wstąpiłam spotkałam dwie takie które jedna z klasy która tylko zawsze darła japę a nic sobą nie reprezentowała jej rodzina to patologia ale jakie to było głupie rozdarte i jaki kabel, na wf toto grało w piłkę, kopało i darło się na słabszych jak na mnie. Teraz role się odwróciły. Widzimy się w sklepie ja zadbana, wysportowana pewna siebie. Ona wiochmenka w starych łachach nieśmiała, niezadbana. Spojrzałam na nią z pogarda. Za to jaka kiedyś dla mnie była jak mnie obmawiała ma za swoje. Wątpię, ze teraz w sporcie w biegu czy w grze by mi dorównała. Ja z nimi nie gadam o ile coś to jesteśmy na pan pani.
Bo za dużo złych wspomnień.
Mało osób zna mnie taką i taką moją prawdę. Nawet córki nie wiedzą, jak mama kiedyś była beznadziejna. Mąż też nie wie. Czasem jak te wspomnienia wracają muszę się wyżalić ale wolę to robić anonimowo bo wstydzę się własnej przeszłości. Dlatego jestem taka twarda sztuka. Bo kiedyś taka nie była i było mi z tym bardzo źle:(Może dlatego teraz jestem szczęśliwa, bo kiedyś cierpiałam. A te wspomnienia przypominają mi o tym, że o szczęście trzeba walczyć i jest to droga przez łzy.
Jestem krytyczna wobec innych i wymagajaca ale wobec siebie chyba najbardziej
Dla mnie to tylko maska. Wciąż pamiętasz o przeszłości, więc na siłę próbujesz sie od niej oderwać grając twardą i poukładaną. Nie zmieniłaś się, tylko życie się zmieniło, okoliczności. Gdzieś w środku i tak cierpisz jak wtedy, a może i bardziej bo to podchodzi pod sztuczność.
Na szczęście sytuacja się zupełnie zmieniła. Ja na pewno też. Zresztą już nie mam tych problemów i zmartwień co kiedyś. Co dalej ze mną będzie, czy spełnię marzenia. Więc mam głowę spokojną. To, ze czasem wrócę do przeszłości, żeby się trochę poużalać robię to mało.
Wracając do kompleksów w łóżku. Nie wiem jak wy ale ja żeby mieć ochotę na seks. Muszę mieć pełną swobodę. Czyli nie wyobrażam sobie mieszkać z kimś teściami, rodzicami, babcią czy dorosłymi dziećmi pod jednym dachem. Bo to by mnie krępowało i nie pozwało się wyluzować. Nie dałabym rady tego robić z myślą, ze w pokoju obok ktoś jest i może coś słyszeć albo wejść. W ogóle lubię chodzić po domu w staniku. Co prawda na klatkę po listy często wychodzę w koszuli nocnej albo w szlafroku ale to co innego. Nie dałabym rady tak paradować przy domownikach i dobrze się czuć. Potrzebuję dużo przestrzeni do intymność i dobrego samopoczucia. To samo jest z wyjazdami nie lubię jak ktoś chce na doczepkę jechać z nami na wczasy, np w 2, 3 pary. Ja i mój misiek i tylko my! Kiedyś znajomi nam proponowali żeby jechać z nimi nad morze i wynająć taki mały góralski domek. Nie chciałam jechać bo zwyczajnie bym się tam źle czuła. Na pewno o seksie nie byłoby mowy. Bo co to za seks. Taki po kryjomu. Dla mnie to raczej koszmar niż przyjemność.
Nie myśleć sobie, ze ja tak sztywno do seksu podchodzę. Bo jak jesteśmy sami to naprawdę jest ciekawie i fascynująco. Często jak jesteśmy sami oglądami coś w tv to on mi rękę bo bluzkę wkłada albo gdzie indziej. Czasem robimy razem kąpiel. Czasem ja go całuję i robię mu masaż po całym ciele. W ogóle jest namiętność i czasem dość ostro uprawiamy seks i jest przy tym nieco głośno. Ale mamy ten komfort, ze jak on mnie zanosi do sypialni to nie musismy się pilnowac zamykać drzwi sypialni na klucz, być cicho, udawać, że niby śpimy. Możemy to robić w salonie, na dywanie, w gabinecie, na sofie. Możemy oglądac filmy i progamy erotyczne na kinie domowym. Nie wyobrażam sobie, że ktoś mógłby z nami mieszkać. Bo jak jesteśmy sami to ja jestem bardzo otwarta i chętna, szczęsliwa. ale musze mieć zapewnione odpowiednie warunki i odpowiedni komfort psychiczny. Jemu to bardzo odpowiada. Chcociaż trzeba go uczyć pewnych zachowań. Kiedys byliśmy na basenie dość pozno wieczorem w jacuzzi, chcial mnie za piersi dotykać i w ogóle zaproponował, żebyśmy się kochami ,,bo nikogo już nie ma i nikt nie patrzy''. Taka mu reprymende sprawiłam. Tydzien spał na kanapie. Co ja jajkaś małolata jestem napalona, żeby z mna na łatwiznę. Tłumaczył się, ze ma ochotę zrobić w jaacuzzi. W sumienie nic przeciwko nie mam sama może i bym miała ale w odpowiednich warunkach. Przemyślał jak byliśmy na weekendzie w górach. Zamówił specjalny pokój odnowy w spa z jacuzzi. Wszysko było przygotowane, bardzo romantycznie. Pochwaliłam go, i oczywiście bardzo chętnie wtedy zgodziłam sie na zabawę w bąbelkach. Nie było żadnych barier, żadnych. Bo generalnie ja chętna jestem i uczuciowa. W seksie otwarta. Ale potrzebuję dużo dużo prywatności i zachęcenia. Czy wy też tak macie?
Musisz te kary stosować? I to za takie błahostki?
42 2014-06-22 23:05:34 Ostatnio edytowany przez Insurmountable_Woman (2014-06-22 23:12:08)
Ale, że jakie kary?
Zołzą nie jestem. Wywnioskowałam to po imprezie u sąsiadów gdzie była również sąsiadka za która nie przepadam. Było dużo alkoholu i panowie wręcz dostali głupawki i pokazywali sobie muskuły który więcej ćwiczy, który ma lepsze, przechwalali się który więcej bywa na siłowni, basenie. Typu ja mam czarny pas szacun a ja to skakałem ze spadochronem, o też szacun itd. Ale przynajmniej nie ubliżały kobietą i nie opowiadały który ma lepszy seks. Do czasu do damska cześć przyjęcia zaczęła ten temat. Ale w tak chamski sposób opowiadały o tym, że same sobie ubliżały. Zacytuję cytat który powiedziała kobieta ,,baba to musi być porządnie w...., żeby jest p... nie wysłucha''. Bardzo chamska i nieprzyzwoita gadka której nie powinnam nawet cytować. No ale I tak dalej gadały chamskie dowcipy i takie seksistowsko szowinistyczne żarty i przyśpiewki. Baby zaczęły, chłopom nie trzeba dwa razy mówić, przyłączyły. Te panie nie były ani miss Polonia ani zadbane. Wręcz bym powiedziała nie dbające o siebie, tłuste. I chyba w ich wykonaniu na gadce się kończy. A jedna najgrubsza powiedziała coś takiego, baba powinna ino ładować żarcie chłopu d.. nadstawiać. Panowie wtórowali, bo większość z nich myślała podobnie a ci którzy nie nie chcieli się wyłamać. Kilka razy zostałam nazwana gówniarą przez panów bo, niby komplement. Ale solenizant miał 70 lat ja 40 więc miał prawo tak powiedzieć. Ale i tak panowie byli bardziej taktowni. Zauważyłam, nie, że się chwale ale byłam najmłodsza i najładniejsza z damskiego grona a te panie najwyraźniej były zazdrosne. Chociaż ja nie lubię być w gwiazda wieczoru. I nie chcę koniecznie zwrócić na siebie uwagę. Uważałam, ze wtedy gwiazda wieczoru był solenizant bo to było jego przyjęcie. Owszem jak zawsze, ładnie się ubrałam, makijaż, fryzura. Wszystko dopracowane. Ale zrobiłam to dlatego, żeby czuć się dobrze a nie żeby wszyscy mnie chwalili. Jedna z nich na siłę chciała zwrócić na siebie uwagę, robiła szum opowiadała kompletne głupoty. Byle była w zainteresowaniu. Naprawdę te kobiety były takie dziarskie, postawne, pyskate. To jak za bary wyprowadzały mężów z przyjęcia nie mieści mi się w głowie, jakich wobec nich epitetów używały. Nie wyobrażam sobie tak potraktować męża, czy kogokolwiek. Mój owszem był napity trzeba było mu pomóc wyjść. Nie hołduje takim sytuacją, ale skoro już taka się zdarzyło to trzeba działać pomóc facetowi się ogarnąć , a nie jeszcze stwarzać dodatkowy problem wokół siebie drąc japę. Owszem mi żadna z tych bab by nie podskoczyła bo to ich zachowanie i chęć zwrócenia uwagi to słabość w prawdziwym starciu rozniosłabym je w pył. Ale to nie był czas żebym się nimi zajmowała, zresztą nie było powodu. Ale porównując zachowanie ja wyszłam skromnie jak kruszynka, delikatna. Wcale nie jestem taką ,,mocną babą''. One przy mnie to jak to się mówi ,,baba jak piorun''. Owszem ja sobie nie dam w kasze dmuchać, ale z drugiej strony jestem delikatna osobą, wrażliwą. Owszem jestem bardzo stanowcza, ale do agresywności mi daleko. Nie jestem tyranem.
I to nie jest tak, że ja jakaś byłam tam sztywniara, w stylu ,,co to nie ja''. Bo ja się umiem pośmiać z żartów i rozmowy o seksie nie są dla mnie problem pod warunkiem, że mają one jakiś poziom i nie są przesadnie wulgarne. No wiec chyba taką zołzą nie jestem, co?!
Nie lubię takich próżnych, wulgarnych gadek o seksie i dowcipów szczególnie przy facetach to jakieś krępujące dla kobiety nie sądzicie? Mnie to na przykład krępują takie opowiadania, przy ludziach i nie lubię jak ludzie opowiadają o swoim współżyciu szczególnie w taki sposób.
Ale na całej imprezie byłam sobą taką jaką jestem nic nie udawałam. Elegancka, z klasa ale też skromna, delikatna, uśmiechnięta, wyluzowana. Wiem, ze nie jestem jakąś tam dusza towarzystwa i nie staram się nie nią być na siłę. Nie wygłupiam się.
Podoba mi się jak o sobie piszesz... że jesteś ładna i zadbana. BArdzo fajnie. Tak trzymać. Moja żona też o siebie dba i bardzo mi się to podoba.
Natomiast zachowanie facetów i reszty kobiet w twoim opowiadaniu mnie razi niestety.
Bo moim zdaniem żeby być fajnym, zauważonym, docenionym trzeba mieć w sobie trochę skromności i powściągliwości. Ja rozumiem, ze niektórzy maja ogromną potrzebę być w centrum zainteresowania, ale bez przesady. Zresztą jak kobiety się tak zachowują to jak ich faceci potem mają szanować.
W łóżku ja też jakaś znowu wyrywna nie jestem. Raczej zaskoczyło mnie, że te panie opowiadały jak to się do siebie odnoszą w łóżku i jak traktują. Nie wyobrażam sobie, że one zwyzywają swoich mężów od najgorszych jak ci wypiją nie przeproszą a na drugi dzień wieczorem wystawią im się i Ci ich w... bez słowa. Zero przytulania, czułości. My o nas nikomu nie opowiadamy, i w tym jesteśmy zgodni. Ale tamci byli bardzo otwarci. Zaskoczyło mnie, ze się nie szanują, to widać po wyzwiskach, a potem r... bez słowa wstępu. Jak zwierzęta tylko dla zaspokojenia. I dla opowiadania, żeby mieć co powiedzieć. Jak dla mnie seks między dwojgiem ludzi to sprawa między nimi a nie żeby opowiadać na imieninach przy wódce. Co innego rozmawiać o seksie ogólnie a co innego opowiadać o swoich przygodach i to w taki sposób. Oczywiście mój mąż to prowodyr takich sytuacji on o nas by nigdy nie opowiedział. Ale jak wyczaił bazę. On się lubi pośmiać i specjalnie nakręcił te baby żeby głupoty plotły. No jak to chłop. On się naśmiewał, ale jak opowiadały to podjudzał i od razu gumowe uszy. Nie uważam, ze zrobił dobrze, no ale to one zaczęły. Zresztą to wstydu trzeba nie mieć żeby takie rzeczy wygadywać jak ta baba. Bo jedna szczególnie przesadzała.
No ale wracając do samego seksu dowiedziałam się, że niektórzy ludzie w ogóle nie stosują gier wstępnych, nie okazują sobie miłości. Masakra od kobiety usłyszeć wy..mu d.. niech w...i idzie spać. Dla mnie to patologia. Najpierw się wyzywają, potem wykochają i jest git?!
My o małżeństwo dbamy. Owszem, że się kłócimy czasem, ale dla mnie nie do wyobrażenia by było, żeby dochodziło miedzy nami do rękoczynu, żebyśmy się wyzywali na k, ch,s nigdy w kłótni z każdym mnie te słowa nawet na myśl nie przychodzą bo ich nie używam. Dla mnie to nie do pomyślenia.
Ja o męża dbam, jak wtedy był pijany to bardziej martwiłam się o to jak zejdzie po schodach, niż o to jak niektóre panie, ze zniszczy marynarkę od kompletu.
W ogóle pomogłam mu dojść do domu. Ale atmosfera między nami była bardzo dobra. Położyłam go na łóżku w sypialni, i zaczęłam rozbierać do spania, wiadomo marynarka, koszula, krawat, pas spodnie. On niby był pijany, ale jak go rozbierałam, zapytał czy nie dostanie w pysk, jak mnie za cycki złapie. On wie, że nie lubię jak to robi w nietypowej sytuacji, bez pytania. Kiedy się nachylam więc woli zapytać. I za to go szanuję. Oczywiście ze nie zrobił nic na chama, mu pozwoliłam, zresztą, jak go tak rozbierał to mi naszła ochota. W końcu obydwoje byliśmy po alkoholu. Nie mogę powiedzieć, że był to jakiś ostry seks bo on był za bardzo wstawiony i na nogach nie nie trzymał a co mówiąc. Ale jak już ja się rozebrałam to mnie wszędzie dotykał, prawił komplementy. Ostatecznie ja mu zrobiłam erotyczny masaż. Było bosko. Taka chwila i taka okazja. Nie wyobrażam sobie, że są pary które po imprezach się biją, awanturują. Także czasem rolę się odwracają to ja przy tych paniach wyszłam na delikatną żonkę która dała się wykorzystać pijanemu mężowi:) Ale Ci tracą czas na jakieś awantury po alkoholu nie wiedzącą ile tracą:)
Fajny seks. Podoba mi się. U nas jest podobnie, ale nie muszę żony pytać czy mogę ją dotknąć... I nie uważam, że ona się przez to nie szanuje. Ale każda para ma swoje zwyczaje.
46 2014-06-23 16:08:07 Ostatnio edytowany przez Insurmountable_Woman (2014-06-23 22:10:56)
Wiesz to tu już nawet nie chodzi o szacunek. Tylko o zaufanie. Bo na przykład nie zaufałabym komuś takiemu jak ten z gość z wątku ,,mój facet mnie ciągle obmacuje''. Jak dla mnie to szczyt chamstwa i patologii. Jak dla mnie to już jest molestowanie. My w domu ciągle się całujemy, mój mąż lubi stawać za mną jak np myje gary i wtedy zaczyna mnie obmacywać. I to nie koniecznie jest tak, że on zawsze musi pytać ,,czy mogę Cię dotknąć?'' nie o to chodzi. Ale lubię jasne sprawy jak się ktoś nie czai, nie robi z siebie kretyna. Tylko zwyczajnie podchodzi. Ale nie nienawidzę czegoś takiego z nienacka, niespodziewanie. Np jak się przychylę po coś, albo klepania po dupie gdzieś przy kimś. No jak mowie wtedy to nic tylko lewy sierpowy. On też nie lubi jak się go tak niespodziewanie łapie i sam nigdy tego nie robi, na szczęście. Ale jak to jest normalne przytulenie, spodziewane, jest okazja bo nikt nie patrzy, jesteśmy sami, to bardzo lubię.
Gary a ile lat wy jesteście po ślubie? Bo widzę, ze chyba macie większy staż i jesteś już trochę bardziej doświadczony niż ja:) Pogratulować. Ja się dopiero niektórych czynności małżeńskich uczę:) Bo my dopiero rok i pewnie jeszcze niektóre rzeczy nie są dopracowane. Dopiero się zgrywamy.
Zdecydowanie nie jestem zołzą! Czytałam teraz wątek o klubie go go. W głowie mi się nie mieści, że niektórzy faceci są tak pod pantoflem kobiet. Ja na pewno nie mam takiej siły i charyzmy żeby trzymać kogoś krótko. Może Bardziej jestem profesjonalistką niż dyktatorką. Przypominało mi się jak kiedyś po meczu w jakiejś knajpie zastałam na kolanach u mojego męża jego koleżankę. Wiedziałam , że nie będzie dobrze jak zareaguję. Zresztą nie wiedziałam jak. Udałam więc, ze nic nie wieże. Ale napisałam do niej sms, tak na tam naskoczyłam na nią i jej zagroziłam, że to ma być ostatni raz. a ta p.. mu przekazała, bo oni niby razem współpracują zawodowo. A ich fach jest taki bezlitosny dla miłosnych przepychanek i tam nie ma czasu na takie pierdoły jak miłosne zawirowania, zazdrości itd... i wszyscy tam to wyśmiali, ona, jego koledzy. I on się na mnie bardzo zdenerwował, wyprowadził się tak się uniósł honorem. Powiedział, ze zachowałam się jak gówniara a on ma ważne sprawy nie będzie się za babą jak w podstawówce uganiał. W jego mniemaniu to było tak ,,nie bylo miejsca więc co miała na podłodze siedzieć''. Powiedziałam, ze ewentualnie mogę przeprosić i wytłumaczyć ale on, ze nie będę tam cyrków odstawiać, bo ona już nawet nie pamięta bo się bzdurami nie zajmuje, a kolega nie ma co przypominać bo by się śmiali. Potem jeszcze raz go przeprosiłam i się pogodziliśmy. Wtedy dał mi solidnie do zrozumienia, że nie ma miejsca na zazdrość.
47 2014-06-23 23:46:23 Ostatnio edytowany przez Ola_la (2014-06-23 23:50:42)
,, Przypominało mi się jak kiedyś po meczu w jakiejś knajpie zastałam na kolanach u mojego męża jego koleżankę. Wiedziałam , że nie będzie dobrze jak zareaguję. Zresztą nie wiedziałam jak. Udałam więc, ze nic nie wieże. Ale napisałam do niej sms, tak na tam naskoczyłam na nią i jej zagroziłam, że to ma być ostatni raz. a ta p.. mu przekazała, (...). I on się na mnie bardzo zdenerwował, wyprowadził się tak się uniósł honorem. (..) Powiedziałam, ze ewentualnie mogę przeprosić i wytłumaczyć ale on, ze nie będę tam cyrków odstawiać, bo ona już nawet nie pamięta (...) Potem jeszcze raz go przeprosiłam i się pogodziliśmy. Wtedy dał mi solidnie do zrozumienia, że nie ma miejsca na zazdrość.,,
przykro mi naprawdę, te wszystkie górnolotne słowa, a tu proszę babiarz i on rzadzi toba i w związku, może i sznuje ciebie i jest dżentelmenem, ale i wizyta w klubie go-go nie pogardzi ba nawet nie przejmuje się co ty o tym myślisz, może zdrady
to ja już wole swoje piekiełko:) a i ten facet co zone obmacuje to fakt ze co za dużo to niezdrowo i itd. ale zobacz podstawowa roznice on adoruje TYLKO swoja zone, może w glupi sposób ale widać ze się kochają i sa za sobą i to na pewno nie jest szczyt chamstwa czy jakas patologia
naprawdę mi przykro ale już wcześniej nie wierzyłam we wszytsko co piszesz bo to było za piękne i za idealne
ciekawe czy to nie wymyślone, może ktoś ma bujna fantazje
Wiecie...a mnie zapaliła się czerwona lampka.
Czuje że autorka to troll. (...) przywiązanie do statusu społecznego, że mąż bardzo atrakcyjny, ze kasa, że pozycja społeczna.
No i identyczna sprawa...podejście męża do tzw, loda...że jak loda to tylko z prostytutką...bo szanująca się żona tego nie robi.
no wlasnie:)
49 2014-06-24 09:29:56 Ostatnio edytowany przez Insurmountable_Woman (2014-06-24 10:07:41)
No może na początku wydawało się to tak ,,że jakaś głupia baba, ma super, życie i jeszcze czegoś wymaga''. A tak naprawdę na forum nie jestem po to żeby się przechwalać i ubarwiać bo przecież to jest forum dla ludzi którzy mają problemy i chcą się doradzić innych. Mimo wszystko, że uważam, że nie mam zbyt dużych powodów do zmartwień bo dostałam od losu naprawdę dużo: dzieci, pracę, małżeństwo, życie takie jak zawsze chciałam i w modlitwach dziękuję Bogu za to wszystko. Bo ja umiem docenić to co mam. Niestety nikt nie ma wszystkiego i nie da się żeby było idealnie. I ja też ma swoje niedoskonałości i jako żona duże rozterki.
Trochę na około przeszłam do sedna sprawy, bo jakoś nie mam w zwyczaju żalić się na osoby z rodziny. Nigdy na pogaduchach do mamy, przyjaciółki, ciotki nie opowiadam nic na nasze małżeństwo bo uważam, ze to sprawy między nami i nikt nie ma prawa się wtrącać. To by nawet źle o mnie świadczyło. Ale ten problemy bywają, nie są one może jakieś dramatyczne. Ale tu na forum jak jestem anonimowa i nikt mnie nie zna, nie zna nas i naszej sytuacji może ocenić obiektywnie, tak jak Wy to robicie. Rozpisałam się tu po zawsze to wyżalić się to ulży. Każdy musi mieć swojego powiernika:) Nie myślcie sobie, ze ja mam znowu tak idealnie, mnie tez jest czasem ciężko.
Właściwie to na forum zaczęłam tak jak zawsze ja: ,,wszystko u nas w porządku''. Tak jak zawsze mówię wszystkim. Zdecydowanie wolę taka wersję, bo tak czasem jest prościej i wygodniej, opowiadać o plusach niż o minusach. A, że ja jestem osobą skrytą i wyznaję zasadę o tym co w domu nie mówisz nikomu. To musiałam mieć trochę czasu żeby się przekonać do tego żeby opowiedzieć o tym w czym naprawdę mam problem.
Zauważam, ze ja mam skłonność do idealizowania rzeczywistości. Najpierw wyciągam plusy a potem minusy i przez to czasem wychodzi. Np. na męża nigdy nic złego nie powiedziałam, zawsze go chwalę do innych. Zresztą jakbym komuś opowiadizala o sytuacji z tym meczem i koleżanką to osobiście bym się ze wstydu spaliła, co by ten ktoś pomyślał, o mnie i o nim. Już nawet wiem co pomyślałyby i powiedziałyby poszczególne osoby z rodziny i otocznia. I nie chce żeby to myśleli mówili. Zdecydowanie wolę jak o nas wiedzą tyle ile im powiem. Tym bardziej, że wiele osób mi go odradzało. Nie, ze ja żałuje, bron Boże ja jestem bardzo szczęśliwa, że jesteśmy małżeństwem. I on nie jest złym mężem, bo jak czytam i widzę jak się niektóre małżeństwa kłócą jak wyzywają i biją to sobie nie wyobrażam. Tylko, że zazwyczaj wszyscy mówią żeby wziąć dobrego, spokojnego, statecznego faceta. Ale mnie by to nudziło. Ale coś w tym jest, że on mną rządzi:) w takim sensie, że sam powiedział, że polował na spokojną żonę a nie na babochłopa który by nad nim dominował. W takim układzie to by się chyba pozabijali. A wie, ze ja nigdy nie krzyczę jakoś strasznie, ze nie wymagam za dużo, nie gderam, zresztą ja jestem młodsza dużo i mi nawet by nie wypadało. Ale nie, że on jest jakimś tyranem. Bo ja też robię co uważam, w domu nie gotuje, każdy sam sobie kupuje albo pierze skarpetki. Jest pełna demokracja. Ja tez jak mam ochotę gdzieś wyjść to się nie spowiadam. Także w tym jesteśmy zgodni.
Może nie mam takich problemów jak: brak kasy, czy przemoc. Moje problemy to głównie problemy emocjonalne. Ale wierzcie mi, że problemy emocjonalne potrafią też dać nieźle popalić. Zdecydowanie mało kiedy mogę powiedzieć ,że mam głowę spokojną
50 2014-06-24 09:40:24 Ostatnio edytowany przez Gary (2014-06-24 09:48:28)
Z żoną jestem kilkanaście lat.
jak ten z gość z wątku ,,mój facet mnie ciągle obmacuje''. Jak dla mnie to szczyt chamstwa i patologii. Jak dla mnie to już jest molestowanie.
Uwielbiam obmacywać żonę, a ona uwielbia być obmacywana. Oczywiście z kulturą (w całej karierze może dwa razy "nie wyszło", bo była zła, że ja ją dotknąłem nie wtedy i nie tam gdzie można było), nie z zaskoczenia i przyjemnie (strzał w tyłek z zaskoczenia raczej dla nikogo nie jest prZyjemny, albo spinanie się, bo zaraz ktoś będzie gilgotał). Ma być erotycznie... Gra z dnia kończy się seksem w nocy -- czasem. A czasem nie ma erotyki w ogóle, tylko nerwowa atmosfera.
Co do koleżanki na kolanach u twojego faceta... Zachowałaś się jak gówniara, ale dlatego, że zamiast załatwiać sprawę ze swoim facetem, to wyciągasz brudy poza związek. Powinnaś była zignorować jego zachowanie (o ile to siedzenie na kolanach nie wyglądało na flirt), a potem mu w domu wytłumaczyć, że czułaś się conajmniej niezręcznie... Czyli twój facet spowodował, że Ty się źle czułaś.
Ja na przykład nie chciałbym, aby moja żona siedziała na kolanach u innego faceta i abym przy tym był. Może siedzieć, ale pod warunkiem, że tego nie widzę i nie mam negatywnych uczuć i emocji z tym związanych. Nie chcę na to patrzeć, bo wtedy wydaje mi się, że muszę o żonę walczyć. My jak jesteśmy razem gdzieś, to jak sikorki nierozłączki... i nawet nie rozmawiam za długo z kolegami, aby ona nie miała pretensji, że samą ją na imprezie zostawiłem. Czasami jest to chore... wiem... taka obstrukcja zazdrości... Ale każdy związek ma swoje ciemne strony.
Twój mąż ma dostęp do kobiet, otaczają go kobiety... Ty jesteś zazdrosna... ale z drugiej strony z seksu jesteście zadowoleni. Ciekawe czy on zdradza... Ciekawe, czy facet, który ma dostęp do wielu kobiet w normalnym życiu, i nie ma presji zazdrości ze strony żony, jest mniej podatny na zdradę. Czasem myślę, że tak własnie jest... A gość, który jest zamknięty w klatce, nawet nie może porozmawiać swobodnie z koleżanką żony, bo zaraz będzie draka, to pewnie leci na każdą laskę, mężatkę lub nie, która wpadnie mu w oko.
PS. mi też nie odpowiedziałaś na pytanie czy jesteś trollem...
Gary masz rację, że powinnam mu w domu wygarnąć. Ale wątpię, ze on by chciał słuchać. Zresztą to była chwila, on wrócił był napity i poszedł od razu spać i nie słuchał żalów skarg i zażaleń. Zachowałam się jak gówniara bo zadziałałam schematycznie, gwałtownie bez zastanowienia. Ale właśnie tak uważam, ze facet szanuje kobietę i jest jej wierny kiedy robi to z własnej woli a nie z przymusu, czy ze strachu.
Nie pisze tu głupot i nie ściemniam. I nawet się dziwię sobie, że tak się otworzyłam. Bo zazwyczaj to w sprawach uczuciowych i erotycznych to mam mało do powiedzenia. W sumie to dopiero tu jak poczytałam jacy ludzi są otwarci i jak otwarcie rozmawiają o tych sprawach to się przełamałam. I dziękuje Wam za to forumowicze. Może ja trochę dziwnie piszę ale naprawdę mam jeszcze w sobie jakąś blokadę co do takich rozmów.
Gary masz rację, że powinnam mu w domu wygarnąć. Ale wątpię, ze on by chciał słuchać. Zresztą to była chwila, on wrócił był napity i poszedł od razu spać i nie słuchał żalów skarg i zażaleń.
No i znowu błąd... trzeba było poczekać aż wytrzeźwieje. Na następny dzień. I wtedy spokojnie rozwalić całą sprawę...
"Wiesz kochanie... wczoraj ta laska siedziała u Ciebie na kolanach. Ja siedziałam dwa krzesła dalej. To było twoje towarzystwo, twoi koledzy, koleżanki. Jak myślisz, jak ja się czułam siedząc sama wśród tych ludzi, a Ty z nią na kolanach dalej? CZułam, że wolałabym tam nie być. Nie chcę być królową balu, ale jeśli już razem gdzieś idziemy, zwłaszcza, że to twoje środowisko, a mnie jako partnerkę tam bierzesz, to jednak zadbałbyś o mnie bardziej, a nie powodował, że jestem widzem, jak Ty się świetnie bawisz. Bo jeśli tak ma być, to ja sobie wolę inaczej czas zorganizować. Ja tam poszłam dla Ciebie, a co otrzymałam? Mecz mnie nie interesuje... Ty mnie intreesowałeś. Ale ja Ciebie w ogóle. Co Ty o tym myślisz? Pomyśl -- gdybyś poszedł ze mną na imprezę do moich znajomych i byśmy się świetnie bawili, a ja siedziałabym na kolanach u dobrego kolegi, a Ty tam gdzieś z boku, to jakbyś się czuł? Mam dość wysokie poczucie własnej wartości, a Ty mnie tam wbiłeś w ziemię i czułam się niekomfortowo, więc raczej powinnam unikać takich nieprzyjemności... "
Zachowałam się jak gówniara bo zadziałałam schematycznie, gwałtownie bez zastanowienia. Ale właśnie tak uważam, ze facet szanuje kobietę i jest jej wierny kiedy robi to z własnej woli a nie z przymusu, czy ze strachu.
E tam! Walczysz i walczysz o ten szacunek. A szacunek pojawiać się powinien sam, a nie wywalczony. Czytałaś książkę "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy"?
I dziękuje Wam za to forumowicze. Może ja trochę dziwnie piszę ale naprawdę mam jeszcze w sobie jakąś blokadę co do takich rozmów.
Nooo... uważaj, bo jeszcze w jakiś flirt internetowy wpadniesz.
Ostatnio miałam taki kocioł w pracy, normalnie ale jazda!!! Ale na szczęście ,,wyrobiliśmy na zakrętach'' pochwala od góru i może nawet premia:) Ach jak cudownie robi coś i widać tego pozytywne efekty. To dodaje niesamowitego kopa. Ale jak byłam u córki to wpadła mi w ręce książka dlaczego faceci kochają zołzy. Przyznaję, że jej nie przeczytałam, bo jak dotąd nie miałam czasu ale córka mi krótko streściła: im kobieta ambitniejsza im wyższa poprzeczka i wyższe wymagania tym facet bardziej się stara. A no i faceci nie nawiedza: zazdrości, nadopiekuńczość , i uległości. Im kobieta bardziej charakterna tym lepiej. No teraz ma mi tą książkę przynieść do poczytania. Ale zrozumiałam, że z tym meczem i koleżanką to przegięłam. Bo to było tak, że mnie tam nie było na tym spotkaniu. Ale jak zauważyłam, że on nie wziął komórki i kluczy to mu zawiozłam wchodzę a oni siedzą. W sumie to nic nie było na rzeczy siedzi jak normalnie, wszyscy zapatrzani w ekrany, kibice popijający piwo. Zero czułości. Nawet nie drgnęli jak weszłam. Nie mieli nic do ukrycia. No ale to było głupie z moje strony. Bo jakby na to nie patrzeć to teraz jest cały mundial i mój sobie meczu wieczorem nigdy nie odpuści, bo jest wielkim fanem, poza tym obstawia zakłady bukmacherskie. Piłka nożna to jedno z jego wielu zainteresowań. Oczywiście jak grają nasi ja też meczu nie odpuszczę, wtedy idziemy razem. I jest super. No ale teraz jak on taki jest przejęty tym mundialem to piłka, koledzy, piwo, knajpa kibica jak amen w pacierzu muszą być. I w sumie ja teraz nie miałam czasu się interesować. Ale jak wraca wieczorami to pytam jaki poszło jaki był wynik, kto wygrał, jak jego zakłady idą. Nie robię tego z grzeczności ale mnie to interesuje. Przychodzi taki przemęczony, bo od rana praca a wieczorami siły na mecze.
Bo jak pomyśle o sobie to muszę przyznać, że ja za wylewna nie jestem w uczuciach. Jeju jak mnie wk... jak stoję gdzieś w sklepie, w kinie czy w kawiarni a przede mną jakaś para się cmoka obściskuje. Masakra ostatnio np stoimy w kolejce spóźnieni na imieniny u znajomych, w sumie mamy do zapłacenia tylko za jeden konkretny prezent- alkohol. Mój mąż nie toleruje jak ktoś mówi, ze ma być o 17 a przychodzi po 18. Zawsze punktualny, więc byliśmy już spóźnieni. Więc stoi mlaska przy tej kasie przed nami ludzie obkupić nie mogą i stoi para. I właśnie tak się obściskuje zamiast z koszyka zakupy kłaść na taśmę. On taki już wkurzony bo ich kolei a oni przedłużają. I mówi głośno: to się pie... czy kupujecie, bo ja nie mam czasu to może się kochajcie a ja pierwszy zapłacę oni tacy się czerwoni zrobili ludzie w śmiech. I od razu nas przepuścili. Nie rozumiem skąd w ludziach taki dziwny zwyczaj obściskiwania się. Mnie to wnerwia takie przesadne cmokanie, przytulanie, lizanie. Łoj nie lubię się tka cackać!
A co do nas my jak wspominałam nigdy się nie wygłupiamy i nie zachowujemy jak jacyś napaleni desperaci. Przy innych nie zasypujemy się jakimiś czułymi słówkami i geścikami. Wręcz głupio się czuje jak jestem w towarzystwie jakiś ludzi którzy tak się zachowują. Miedzy nami nie ma podchodów jest kawa na ławę. Ale mój mąż czasem jest aż za krytyczny i daje naprawdę ciętą ripostę. Np kiedyś przyszliśmy do moje rodziny na imieniny i tam byli już moi rodzice generalnie impreza się dopiero przygotowywała. No a tamci mają małych wnuków i oni robią masakryczny bałagan. I tak wchodzimy mój mąż najpierw owadził o jakiś samochodzik, potem dziecko o mało by nas rowerkiem po domu rozjechało i na dodatek siadł na jakimś misiu. Rozglądamy się po pokoju a tu jeszcze nic nie gotowe a sterta zabawek się poniewiera. Ja sobie pomyślałam jeju co za burdel mają w domu jak się nie wstydzą gości przyjmować. Kto to widizął żeby dizeci taki bałagan robiły. Ale się powstrzymałam od jakiego kolwiek komentarza cóż nie wypadało mi coś mówić to w końcu ich dom i ich bałagan. A mój mąż od razu to co myślał to powiedział: o k... ale nap... zabawek ale bajzer, ja by zwariował. Wszyscy go znają z takiego ciętego języka więc potraktowali to jako żart. A mój czasem w pracy ma ciężko i po prostu czasem takich słów używa i on hołduje zasadą porządek musi być! Więc był mocno zadziwiony, ze dom może ,,stać na głowie'' a tu zaraz goście. No ale mój mąż ma zwyczaj komentowania czegoś w taki sposób.
I tak samo jest ze mną ja jestem kobieta bardzo zadbaną, mało, ze ja mam taki kompleks, na tle ciała zazwyczaj przed seksem spędzam w łazience co najmniej 30min na kąpiel, pielęgnacje ciała i przed lustrem on dodatkowo naciska żeby dobrze wyglądała. Kiedyś w gościach on mówił coś takiego, ze kobieta jak kładzie się spać nie pachnąca nie zachęcająca i nie zadbana to facet w ogóle powinien się obrazić i wyjść. Dla niego już sam wygląd się liczy. Zanim dojdzie do samego seksu musi być zachęcony i zmotywowany. I ja jestem przewrażliwiona na tle intymnym. Muszę się prefekt przygotować zanim mam się rozebrać. Bo w przeciwnym razie skupiona bym była na niedoskonałościach nie na seksie. W ogóle na tym tle jest trochę za delikatna i mało wylewna. A może robię to źle, bo on mówi, że nie lubi jak ja pierwsza wychodzę ja wychodzę z inicjatywną, nie lubi delikatnych pocałunków po szyi, brzuchu. Mówi, że go takie coś to żaden seks i żadna przyjemność,w ogóle nie odczuwa tego. Dla niego dobry seks to ostry seks, kiedy to on dominuje. On kiedy mnie łapie za piersi robi to tak mocno i zdecydowanie, ja dużo delikatniej. Kiedyś posłuchałam jego rozmowę z kolegą kiedy byli wstawieni i on mu mówił, że z jaką z rówieśniczką mu nie wypaliło bo była za ostra. I go na siłę w łóżku chciał zadowolić ustami a on tego nie lubi. Takich pieszczot. I raz drugi nie zrozumiała i stwierdził, ze jest głupim babo chłopem. Dlatego powiedział, ze stawia na młodsze i kruche i można jest ostro...a one na siłę nie próbują robić tego facetom. Bo woli księżniczki niż batmana w spódnicy. Zastanawiam się dlaczego on tak bardzo chce dominować w łóżku, a mnie nie daje się za bardzo dotykać czy to kompleks czy problem czy po prostu Kocha i Uwielbia ostry seks i tylko to daje mu spełnienie.
Kiedyś w gościach on mówił coś takiego, ze kobieta jak kładzie się spać nie pachnąca nie zachęcająca i nie zadbana to facet w ogóle powinien się obrazić i wyjść.
I kobieta i mężczyzna powinni być zadbani. Ale wg mnie półgodzinna kąpiel przed seksem to jest trochę przerost formy nad treścią. Z perfekcją też przesadzasz. Jesteś jaka jesteś i kręcisz swojego męża i macie seks... powinien być wg mnie bardziej spontaniczny.
że z jaką z rówieśniczką mu nie wypaliło bo była za ostra. I go na siłę w łóżku chciał zadowolić ustami a on tego nie lubi. Takich pieszczot.
Pewnie za mocno, za szybko... Trudno mi sobie wyobrazić, że faceta nie kręci odpowiedni dotyk kobiety.
Dlatego powiedział, ze stawia na młodsze i kruche i można jest ostro...a one na siłę nie próbują robić tego facetom. Bo woli księżniczki niż batmana w spódnicy.
Eeee... jakieś bzdury. Brzmi to tak, jakby ktoś nie wiedział co to seks. Można raz ostro, raz delikatnie.
Zastanawiam się dlaczego on tak bardzo chce dominować w łóżku, a mnie nie daje się za bardzo dotykać czy to kompleks czy problem czy po prostu Kocha i Uwielbia ostry seks i tylko to daje mu spełnienie.
To jest ograniczenie w seksie. Jesteście wg mnie ograniczeni. Ty nie możesz go dotykać, siebie dotykać. Trochę tracicie tej bliskości. Jest u Was dużo barier.
Mój mąż to jest taki trochę zazdrośnik, w sensie, że to on musi być najważniejszy w centrum zainteresowania. Np kiedyś wchodzimy w goście a tam ciotka poprosiła mnie żebym babcię wprowadziła po schodach bo ona ma telefon z pracy. Wiec wchodze ja pierwsza babcia pod rękę. Tu już na górze wszyscy wołają o babcia babica, babciu ostrożnie, babciu kawy herbaty, babciu chusteczkę zdejm, palto. A on Idze z tyłu i mówi pod nosem: ,,ja..pie.. teraz ino babcia najważniejsza''. No bo tak to on by był w centrum uwagi. A tak to mu babcia szyki popsuła. Zainspirował mnie ten wątek o dziecku które bije kopie i sprawia ciągłe zmartwienia rodzicom. Szczerze nie wyobrażam sobie ja żebyśmy my mieli dziecko. My sami czasem zachowujemy się jak dzieci. Szczęście, że mamy dorosłe dzieci. Mnie ten fakt dodatkowo stresuje, że niby, ze się zabezpieczmy. A ja niby lekarz mi mówił, żebym się szybko na dziecko zdecydowała bo potem mogę mieć problemy z zajściem w ciąże. I mam dwie dorosłe córki badam się regularnie miesiączki mam bardzo regularne. I niby lekarz mówi, ze ryzyko ciąży jest małe to ono jest mimo, że współżyjemy tylko w te dni kiedy można, i jestem pewna, ze w ciąże nie zajdę dla asekuracji robię 3 testy na dni płodne. Żeby się upewnić. Taka jestem zachowawcza. On też wpadki nie chce więc pyta czy aby dzisiaj nie wpadniemy i czy aby na pewno. Bo on to raczej był weekendowym tatuśkiem co to na wszystko pozwala i wynagradza prezentami wszystko. Obydwoje nie lubimy dzieci. I jesteśmy raczej wygodniccy. Dla mnie to problem jak ktoś tydzień chce u nas nocować. A co mówić na co dzień. Ja jak mówię jak jesteśmy sami to jestem bardzo wyluzowana, chodzę w szortach oglądamy filmiki erotyczne wspólnie, pijemy wino czasem nawet z gwinta pociągam. Np idziemy się kąpać, nie musimy się zamykać w łazience w sypialni pełen luz. Liczymy się tylko my. Możemy się kochać obojętnie kiedy nawet w ciągu dnia czasem to robimy. Kiedyś mieliśmy wyjść na imprezę do znajomych. Ale przedpołudnie mieliśmy wolne ja wróciłam od fryzjera on z basenu. W sumie mieliśmy jeszcze ze 3 godziny. I tak myślimy co by tu pośmieliśmy o tym samym. Więc już za kilka minut byliśmy w sypialni. W sumie to ja byłabym na nie, bo obawiałam się o fryzurę, ale w sumie po imprezie wiedziałam, ze Będzie pijany więc na pewno nic z tego. A sama miałam chęć.
Tylko szczerze to on delikatnie nie potrafi. Jest strasznie narwany. Tak jakby mi pokazywał ile on może. Bo może naprawdę dużo i długo. I widzę, ze on nie potrafi się powstrzymać jak już to robimy. Jego była kiedyś jak była napita, i spotkałyśmy się na weselu wspólnych znajomych to zapytała czy dotrzymuje mu tępa, czy na boku się nie wspomaga innymi paniami. Bo on taki trochę jest, że nie to nie nadskakiwał nie będzie jak mu nie odpowiada to się obraża odwraca. Ja żeby on mnie pożądał muszę być cały czas atrakcyjna, uatrakcyjniać, ubiór, całe szczęście że ja taka jestem. Bo on mówi, ze kobiety bez makijażu i w dresie i ciapkach to nawet by się palcem nie tknął. Mnie też gani jak mu się coś nie podoba. Np kiedyś włożyłam jakieś luźne spodnie a on mówi w tym na pewno nie pójdziesz! ja się za cb wstydził nie będę!. Jego, żona ma być zawsze elegancka. Jak coś mu isę nie podoba to otwarcie o tym mówi. Niby mój gust mu się podoba, ale jak coś jest nie tak to bardzo szczerze mi o tym przypomina. Kiedyś był z kolegami w sanatorium właściwie na wypoczynku z wojska. No ale tam mieli tydzień tylko na zabawę. Odwiedziłam go. Cieszył się, że mnie widzi ale zaraz zaprowadził mnie do pokoju. Tam koledzy jak tylko mnie zobaczyli zaraz się podnieśli że niby na idą na pływalnie i nie będzie ich co najmniej 3 h. I on właściwe w tym momencie zaczął mnie rozbierać. Mówię mu, ze nie , ze przecież oni mogą się wrócić, ale on, ze nie bo tu jest taka umowa, ze jak któregoś żona przyjedzie to reszta wychodzi, żeby mieli czas na seks. Właściwie przewidywałam, że właśnie najbardziej dlatego chce mnie zobaczyć, bo juz przez telefon rozkazywał że mam się ładnie ubrać w jakąś sukienkę. Zrobiliśmy to, był to tak ostry seks, że naprawdę omega seks. On mi móił, ze tak sie za mną stęsknił, ze nie może wytrzymać jak się nie kochamy. W sumie to on ma sprawnośc seksulaną na celujący. Myślę, zę to dlatego, że w sumie prace nma dobrą, teraz to w sumie najwięcej w biurze, czasem nadzorują ćwiczenia, albo sami mają jakieś. ALe teraz to bardozj jest praca umysłowa, niż fizyczna. Także w pracy same sukcesy, praca nie obciąża go fizycznie, kasę ma alimentów już nie płaci. Nie ma zmartwień typu od 1 do pierwszego. Dlatego ma tyle energii ja jestem z tego przedumana, ze mam takiego faceta. Ale on ma normalnie hopla na punkcie seksu. A nie wspomaga się niczym bo sprawdzałam jego rzeczy, poza tym obiecaliśmy sobie być w tych sprawach lojalni wobec siebie. Martwię sie jednym, skoro on jest taki na punkcie seksu. To czy gdybym np nie odwiedziła go w tym sanatorium to by mnie z inną zdradził? Bo by nie wytrzymał. I co on o mnie myśli kiedy on mógłby jeszcze a ja już czasem nie ma siły niby bo bo np zrobimy to dwa razy ja już czasem nie mam siły na trzeci, to mu mówię żeby przestał zaraz przestaje i niby mówi, ze skoro nie chce to już nie musimy i ja czasem wtedy chcę go ręką wziąć to czasem pozwoli a czasem kategorycznie odmawia. Jestem jego żoną bo on wiedział, ze ja poza praca nie mam innych obowiązków i jak bardzo dbam o siebie. Jego najbardziej interesuje wygląd i to czym się zajmuję zawodowo. Tu nie zawodzę obawiam się jednak jak to jest w łóżku bo on mi tego szczerze nie powie.
57 2014-07-05 00:09:44 Ostatnio edytowany przez Gary (2014-07-05 00:14:34)
Mój mąż to jest taki trochę zazdrośnik, w sensie, że to on musi być najważniejszy w centrum zainteresowania. Np kiedyś wchodzimy w goście a tam ciotka poprosiła mnie żebym babcię wprowadziła po schodach bo ona ma telefon z pracy. Wiec wchodze ja pierwsza babcia pod rękę. Tu już na górze wszyscy wołają o babcia babica, babciu ostrożnie, babciu kawy herbaty, babciu chusteczkę zdejm, palto. A on Idze z tyłu i mówi pod nosem: ,,ja..pie.. teraz ino babcia najważniejsza''. No bo tak to on by był w centrum uwagi. A tak to mu babcia szyki popsuła.
Hehehe... fajne są te twoje historie. Widziane kobiecym okiem. Nie gniewaj się na mnie, ale ten twój chłop to ma czasem takie proste zagrywki... cóż mu przeszkadzało, że babcia jest nr 1 na imprezie...
Mnie ten fakt dodatkowo stresuje, że niby, ze się zabezpieczmy. A ja niby lekarz mi mówił, żebym się szybko na dziecko zdecydowała bo potem mogę mieć problemy z zajściem w ciąże. I mam dwie dorosłe córki badam się regularnie miesiączki mam bardzo regularne. I niby lekarz mówi, ze ryzyko ciąży jest małe to ono jest mimo, że współżyjemy tylko w te dni kiedy można, i jestem pewna, ze w ciąże nie zajdę dla asekuracji robię 3 testy na dni płodne. Żeby się upewnić. Taka jestem zachowawcza.
Dla mnie bez sensu. Wtedy kiedy jesteś płodna nie można się kochać... Dramat. Ja lubię gumy i się kochamy kiedy chcemy. Przez kilkanaście lat pękła tylko raz -- jak potarła o nieogolone włoski na sucho.
... chodzę w szortach oglądamy filmiki erotyczne wspólnie, pijemy wino czasem nawet z gwinta pociągam. Np idziemy się kąpać, nie musimy się zamykać w łazience w sypialni pełen luz. Liczymy się tylko my. Możemy się kochać obojętnie kiedy nawet w ciągu dnia czasem to robimy.
NIe lubię jak żona chodzi w szortach... Wolę obcisłe ciuszki, albo mini... coś seksi.
Z gwinta pociągasz? Eeeee... ale dajesz... nieładnie, oj nieładnie! Taka zorganizowna laska, a tak nisko upada...
Tylko szczerze to on delikatnie nie potrafi. Jest strasznie narwany. Tak jakby mi pokazywał ile on może. Bo może naprawdę dużo i długo. I widzę, ze on nie potrafi się powstrzymać jak już to robimy. Jego była kiedyś jak była napita, i spotkałyśmy się na weselu wspólnych znajomych to zapytała czy dotrzymuje mu tępa, czy na boku się nie wspomaga innymi paniami.
Może chodzi do prostytutek. A Ty masz przy nim orgazmy?
Martwię sie jednym, skoro on jest taki na punkcie seksu. To czy gdybym np nie odwiedziła go w tym sanatorium to by mnie z inną zdradził? Bo by nie wytrzymał. I co on o mnie myśli kiedy on mógłby jeszcze a ja już czasem nie ma siły niby bo bo np zrobimy to dwa razy ja już czasem nie mam siły na trzeci, to mu mówię żeby przestał zaraz przestaje i niby mówi, ze skoro nie chce to już nie musimy i ja czasem wtedy chcę go ręką wziąć to czasem pozwoli a czasem kategorycznie odmawia. Jestem jego żoną bo on wiedział, ze ja poza praca nie mam innych obowiązków i jak bardzo dbam o siebie. Jego najbardziej interesuje wygląd i to czym się zajmuję zawodowo. Tu nie zawodzę obawiam się jednak jak to jest w łóżku bo on mi tego szczerze nie powie.
No i nigdy się tego nie dowiesz. Jak na Ciebie leci, jak dla niego ejst dobry seks, to znaczy że jest dobrze. Ale jak ma z Tobą dobry seks, to nie znaczy, że nie zdradza. Przeczytaj bloga "moje kochanki czyli jak zdradzam".
Wiem, jestem małolata względem Ciebie autorko, ale cóż, w życiu bym sobie nie wybrała takiego faceta. Widzisz, Ty niby silna i zorganizowana, a w związku nie obraź się, ale totalnie dałaś się prowadzić. Sądzę, że dlatego z Tobą jest, pasujesz mu, bo może dyrygować jak w wojsku. Nie znam bliżej wojskowego, ale ok, pewnie niektórzy wojskowi tak mają. Dlatego ja bym z takim nie mogłam, gdyby miał takie zachowania. Wiadomo, mimo wszystko to praca stresująca i czasem to przenoszą na partnerkę, czasem nie potrafią oddzielić pracy od życia prywatnego. Dla mnie do tego jest egoista, że on chce być zawsze w centrum zainteresowania, na świeczniku, dla mnie to jest słabe i bezczelne, bo przecież wiadomo, że w takiej sytuacji schorowana babcia powinna być na 1 miejscu. A on ma dzieci ogólnie? No bo nie pamiętam czy pisałaś.
W seksie jak widać też musi być po jego myśli, dlatego widać to, że cały czas stresuje Cię to i wcale się nie dziwię... Zero spontaniczności, tylko pod jakiś schemat tak naprawdę i tak jak on chce. Nie chce za bardzo, byś Ty go dotykała, bo on chce totalnie dominować, taka jest moim zdaniem odpowiedź. Dlatego woli uległą, że Ty masz leżeć, a on robi, bierze ostro.
A panikujesz na wieść o ewentualnej ciąży, bo po prostu widzisz, że wychowywanie z nim dziecka nie byłoby dobre. Ja nie mogłabym być z facetem, przy którym bałabym się chociażby, że np w ciąży mnie zostawi albo że będzie złym ojcem, egoistycznym. Nie, dla mnie rodzina jest zbyt ważna po prostu. Jak bym miała dorosłe dzieci, to myślę, że też bym patrzyła podobnie. Rozumiem, że mając dorosłe dzieci nie chce się wpadki, ale chciałabym mieć faceta, który nawet w wieku 40 lat przy ewentualnej ciąży mówi nam "Poradzimy sobie", a nie np "O nie, usuń to dziecko" czy coś podobnego. Ryzyko ciąży jest nikłe, ale wolałabym czuć się bezpiecznie i wiedzieć, że razie co weźmie odpowiedzialność i będzie dobrym ojcem też. Na usunięcie naciskać by nie mógł, bo sama jestem przeciwko usuwaniu, więc wiadomo chciałam partnera z podobnym poglądem i takiego, który po prostu nie zostawi w takiej sytuacji, no i mam
A Twój facet koło 50stki, ale dla mnie niedojrzały, bo w końcu to nie zależy tylko od wieku.
No bo miłość to dla mnie bycie razem też w trudnych sytuacjach, więc dla mnie facet, który np jeśli bym wpadła chciałby usunąć albo by ode mnie odszedł, bo bym nie usunęła byłby dla mnie osobą, która mnie nie kocha raczej, osobą lekkomyślną, taką, która jest obok tylko wtedy, gdy jest dobrze i nie potrafi dać wsparcia, to dla mnie nie jest miłość. A skoro jest inny, np dałby wsparcie, przetrwalibyśmy to oboje, wzięlibyśmy odpowiedzialność za to dziecko czy z wpadki czy nie, to wtedy moim zdaniem jest to prędzej miłość, nie uciekanie gdy jest gorzej, coś się wydarzyło. Życie nie zawsze układa się jak chcieliśmy, ja po prostu wzięłabym za to odpowiedzialność, a on razem ze mną. Z odpowiedzialnym partnerem nie obawiałabyś się tak bardzo ciąży. Owszem, mogłabyś jej nie chcieć, zabezpieczać się, ale nie myślałabyś panicznie czy może ciąża, bo byś wiedziała, że w razie czego możesz na nim polegać. Dla mnie tacy panowie są niedojrzali, wygodni, seks tak, ale jeśli byłoby dziecko, to egoista, więc pewnie zwieje. Nie chciałabym po prostu z kimś takim być, wolę z takim, który egoistą nie jest, myśli dojrzalej i seks tak, ale też odpowiedzialność, więc w razie czego, to nie byłoby tylko na moich barkach, nie zwiałby. Taki przykład.
No i jeszcze jedno, po co być z kimś komu się nie ufa. Może ktoś mieć duży temperament i nie zdradzać. No, ale jeśli masz obawy, to jest coś nie tak. Pewnie daje Ci jakieś podstawy i nie jest on osobą o twardym kręgosłupie moralnym. Dlatego ten wątek hmm może jest takim Twoim zastanawianiem się nad Twoim małżeństwem. Pomyśl o tym.
A co do tego, że masz być idealnie wypachniona i inne p[rzed seksem to dla mnie to co pisałam wcześniej, taka totalna dominacja Twojego męża i dyktatura jak w wojsku. Rozumiem, że ludzie chcą być dla siebie atrakcyjni (chociaż osobiście ja mam styl mniej elegancki, tak wolę i mojemu facetowi odpowiada, nic na siłę nie robi, a seks i tak jest super), ale tutaj wtedy brak miejsca na spontaniczność. No bo sama nie powiedz nie fajnie byłoby być dla niego sexy też w zwykłych szortach? Jasne, może lubić kobiety eleganckie, ale w łóżku powinnaś go chyba pociągać też w zwykłym stroju, a nie dopiero po wielu zabiegach w łazience. Wtedy właśnie brak tego miejsca na spontaniczność. Jeszcze powiedz, że ustalacie o której godzinie będziecie się kochać
Jakby Ci to pasowało, to ok, ale z tego co piszesz, to widać, że Ci to raczej nie pasuje i cóż, nie dziwię się. A to, że Tobie mówi, że np w tym nie pójdziesz to dla mnie też duża przesada. Nie pozwoliłabym facetowi na coś takiego, wybacz. Masz prawo ubrać się jak chcesz, a nie że będzie Ci garderobę wybierał. Rozumiem jak tak czasem powie, że może jednak coś innego, ale Twój chyba tak często i jeszcze ostro, że w tym z Tobą nie pójdzie jak tak będziesz ubrana. Dla mnie to jest chamskie. Przecież jasne, że czasem partner założy co nam się może nie podoba, ale to nie znaczy, że mamy mu mówić, żeby to zmienił i żeby zawsze był ubrany tak jak nam się podoba. Naprawdę, ja tego nie rozumiem.
Przeczytałam cały wątek i w zasadzie w czym jest problem?niby wam sie dobrze uklada w seksie i poza...no moze dziwne jest, że maz chce dyrygowac.Ty jestes troche przewrazliwiona na punkcie wyglądu, higieny ale ok, ja to rozumiem, sama bardzo o siebie dbam..w towarzystwie umiecie sie zachowac wiec na czym ten kompleks lozkowy polega?moze cos przegapilam?? tez uwazam, ze brakuje wam spontanicznosci, energii, za bardzo sie przejmujesz analizujesz a to powinno byc naturalne..tak jakbys sie bala jego opinii...wrzuc na luz troche,nie musisz byc zawsze taka na tip top.Ja nie zauwazylam ogromnej roznicy w zainteresowaniu meza mną czy to spedzam w lazience godzine czy 15 min albo czy mam spodnie takie a nie wyzywającą kieckę( choc to akurat na niego dziala)
Szczerze mówiąc ja siebie też nie chcę wybielać. Bo święta nie jestem. Nawet mówią na mnie czasem: żyleta, harpia, zimna ryba. Bo szczerze to ja taka raczej chłodna osoba jestem. Nie za wylewna nie z uczuciowa. Już od dziecka tak miałam. Na przedstawieniu raz byłam tak poważna chyba w 4klasie. Mama koleżanki powiedziała coś takiego do mojej mamy ,,TWOJA CÓRKA Z BYLE CZEGO SIĘ NIE OŚMIEJE'' Ja byłam dzieckiem nadopiekuńczej matki i w pewnym wieku zaczęło mi to bardzo przeszkadzać i bardzo uwierać, dusiłam się tym. Dlatego potem się tak bardzo zdystansowałam. Dlatego jacyś opiekuńczy uczuciowi faceci nie są dla mnie bo ja bym takiego kogoś w puch rozniosła w pierwszym starciu. Nie lubię opiekuńczości i nadmiernych czułości. Nie potrafię tego dać ani przyjąć. Dlatego są faceci którzy sie mnei boją. Zresztą jestem bardzo wymagająca i patrze pod każdym względem. Oprócz na to jaki ma charakter, to czym się zajmuje, jakim samochodem jeździ czy ma mieszkanie. I nie ukrywam, ze wartość materialna jest dla mnie tak samo ważna. I mnie trudno zbajerować, bo kwiaty, czekoladki, randki w plenerze to dla mnie nic zachwycającego. Dla mnie jakieś publiczne oświadczyny, demonstracja miłości, to kompletny obciach. Mnie właśnie tacy faceci pociągają jak on. Wiadomo praca to dla niego świętość, rzecz najważniejsza, dla pracy może poświęcić wolny czas urlop, wszystko. Bo jego praca to bardzo powołanie a nie zwykła praca którą można zmienić albo rzucić. Naprawdę pracy jest bardzo oddany. Wystarczy jedne telefon, ze ma być na służbie, rzuca wszystko i leci. I nie robi tego z przymusu tylko mówi, że to jego życiowe powołanie. I to mnie w nim zachwyciło. Specjalnie rodzinny to on nie jest, Ma dwóch dorosłych synów. Ale jak mowie on się tam za bardzo nie angażuje. Ich relacje są powiedziałabym, ze bardzo dobre. Ale nie jakoś takie żeby się sobie zwierzali płakali w rękaw, nie raczej takie sztywne. tak jak z tą babcia on stale coś komentuje. Czasem aż za bardzo ale on sobie nie da nic powiedzieć.
Co do dziecka tak właściwie, to moje pierwsze małżeństwo rozpadło się z tego powodu. Mieliśmy już dwie duże córki a on mi powiedział, zę w naszej dobrej sytuacji materialnej i zawodowej moglibyśmy, mieć jeszcze syna. Odpowiedziałam, mu niczym siara w kilerze ,,czy tobie się sufit na łeb nie spadł?!''. To ja chciałam żeby one jak najszybciej urosły i się usamodzielniły. Robię karierę i naprawdę nie moglam sobie pozwolić na kolejna ciąże zresztą dla mnei dwoje dizeci to już wystarczy. Ja wygodnicka trochę jestem nie miałam ochoty kolejny raz nianię wynajmować, wstawać w nocy, i opiekować się małym dzieckiem. Odpowiedziałam, że absolutnie mowy nie ma. I wręcz się obraziłam, jak w ogóle mógł tak pomyśleć. Ja się dla nikogo nie poświecę dla niczyjego kaprysu. Myślałam, ze temat przerobiony a on sobie dziecko na boku zmajstrował. No i dobra, nigdy nie dałam mu satysfakcji, że niby mi szkoda naszego małżeństwa. Byłam i jestem dla niego bardzo zimna. Powiem tka ja dla żadnego chłopa poświęcać się nie będę ani żałować. Jak chce nich ma nawet 15 dzieci byle mnie było dobrze. Zresztą mnie wkurzają takie małe rozdarte dzieci. Podam przykład na plaży. My jesteśmy sami, rozkładamy się. A tu ciągle słyszę tych wyjców za uszami. Sypia piaskiem drą się rodzice się uganiają, jak mnie to denerwuje. Taki hałas. Ja to muszę się wyspać wypocząć. Nie lubię ograniczeń i obowiązków.
Mój problem też jest w tym, że ja jestem taką trochę panikarą. Czasem wpadam w furię. O ja to czasem zachowuję się tak jak Klaudia z Rancza mimo, ze jestem od niej starsza. To coś podobnego. Pamiętam kilka takich swoich akcji gdzie zachowałam się coś podobnego jak ona wtedy kiedy goniła Wargacza i Myćkę a oni się za posterunkowym chowali. O ta scena na komisariacie to czasem mnie odzwierciedla. Mną bardzo żądzą emocje. Dlatego tak czasem długo stoję przed lustrem czy dobrze wyglądam czy czy wszystko jet dobrze. Mój mąż wie o tym ale on potrafi nade mną zapanować. Kiedyś zdenerwowała mnie tak na dziewczynę w pracy ale sobie tyle przykrości powiedziałyśmy oczywiście to ja ją ostateczni zwyciężyłam, ALe byłam tak zła, jak tylko weszłam do domu to się zaraz pobeczałam i wykrzyczałam mężowi za co tej głupiej dziewuchy nie nienawidzę i co on powiedziała. Ale to byłyśmy po tak ostrej wymianie zdań byłam aż tak zla, ze się ledwo na nogach trzymałam. Jak już się wykrzyczałam i mu wyżaliłam. Na nim to żadnego wrażenia nie zrobiło w ogóle. Przeniósł mnie na łózko bo naprawdę ledwo się trzymałam, i zaraz mi przyniósł melisy i mówi no to się ogarnij bo wieczorem mamy wyjście. W sumie to mi pomaga jak on się nie użala, bo jakby mnie ktoś tulił współczuł to bym się tylko bardzo rozkleiła a tak to wiem że muszę się wziąć w garść, bo mam ważniejsze sprawy niż beczenie.
I tu tez leży mój problem, że jestem emocjonalna i bardzo emocjonalna. Staram się to ukrywać ale czasem to mi się wymyka z pod kontroli. Ja zawsze mam tysiąc myśli, szybka reakcję. Np kiedyś się poklucilisy spotkaliśmy się w knajpie żeby wyjaśnić. On byl spokojny zrównowazony a ja zaraz się zdenerwoałałm zwów podniosłam głos juz w rezultacie wstałam i zaraz się porycząłam wybiegłam do łazienki. On spokojnie przyszedł po 15minutach. Siedziałam na podłodze pomógł mi wstać i mówi no i co pomogło, choc uspokuj isę wychodzimy. tak mam jestm egoistą, bezkomrpomisą, nieustepliwą nie umiem się poswięcić ale on odemnie teog nie oczekuje. Nawet powedziałabym, ze te cechy mu odpowiadają. Ae myśle, zę oże ta moja emocjonalność sparwia, że on swoim opanowaniem przejmuje kontrolę. Choćby ten jak wtedy kiedy kazał mi zalożyc coś innego nie toleruję krytyki wolałam ząlożyc coś innego niż cały czas słuchac, że zle wygladam. i potem mu mówie, ze nie miał prawa mi coś kazac a on mi, że jestm jego żoną i on mi na zle nie chce. A mam tyle ładnych rzeczy i stać mnie na ładne, markowe że nigdy nie powinnam jakoś zle wyglądac. To nie jest tak, że on mi zawsze ocś wybiera i każe coś włożyc bo w wiekszości razy to mu się podoba i mówi kochanie bardoz ładnie wyglądasz. Ale jk czasem coś nie to po prostu jest szczery. tylko czasem z jego strony to już jest totalna dominacja a ja niby taka silna a nie umiem sobie z emocjami poradzić.
Jesteś jak królowa śniegu, zimna i wyniosła, liczy się u ciebie tylko złoto, co masz na sobie i jak pachniesz.
Spoglądasz ze swojej wspaniałej złotej klatki na wszystkich maluczkich ,
patrzysz na nich z pogardą z domieszką litości.
Wszystko masz poukładane , tu leży złoto, tu są markowe ciuchy, tam pachnidła,
Kaju gdzie jesteś? .... aaa tutaj ... i wysadź tą laseczkę z kolan i chodź do mnie.
Królowa śniegu.
62 2014-07-06 12:26:26 Ostatnio edytowany przez Insurmountable_Woman (2014-07-06 16:21:03)
Królowa śniegu to duża przesada. Bo ja bardzo surowo sama siebie oceniam. Ale oprócz tych wszystkich cech jest we mnie dużo wrażliwości, te emocje świadczą o tym. Ja się potrafię popłakać z bezsilności. Nie mam serca z kamienia, jestem wrażliwa na krzywdę innych. Na pewno nie jest tak, ze ja kimś pogardzam. Ja po prostu czasem jak mi ktoś mówi swój problem czy widzę jego zmartwienia. To mi takiej osoby bardzo szkoda. Dla mnie pewne problemy są nie do przeskoczenia. Dlatego ja jako deklarowana feministka bardzo propaguję wolność i niezależność i wszystkich do tego namawiam. I przede wszystkim ja jestem szczera. I naprawdę moje rady są z serca. Nie myślę nigdy tak że np jak przeczytam o jakiejś dziewczynie ,,oj głupiutka biedula'' i pisze puste, powodzenia mam nadziej, ze się wszystko ułoży'' bo guzik prada nic samo się nie ułozy. To bylby puste słowa. Ja zawsze myśle w ten sposób ,,kurcze dziewczyno wez się ogarnij, zostaw wszystko w diabły, nie przejmuj się pomyśl o sobie!'' I zawsze jak kolwiek to brzmi ja to mówię szczerze z serca. To bardziej takie pranie mózgu, skłonienie do refleksji. Na pewno nie ubliżanie. Tylko, ze w społeczeństwie utarły się takie stereotypy, na temat kobiet, związków, dzieci, małżeństw, że po prostu szok! I jak ja tak radykalnie mówię jak jest. To wtedy większość, mówi, że jestem tą złą, że no jak tak można. Jak już mówiłam, ze jstm feministką i jakbym tu niektórym słodziła i głaskała, ze będzie dobrze, że potrzeba czasu cierpliwości, i takie inne tego typu wtedy byłabym obłudna i mówiła wbrew sobie. Nie byłabym z Wami szczera. A staram się być.
To nie jest tak, że ja jestem bez serca. Bo umiem przytulić, pocieszyć i ogólnie umiem kochać. Nie jestem dla nikogo jakąś tyranką. Naprawdę można mi się wyżalić, zwierzyć i wszyscy wiedza, ze nikogo nie wyśmieję, ani nie obgadam dalej. Ale zawsze szczerze wyrażę swoje zdanie. Bo uważam, że tylko prawda i obiektywny szczery obraz rzeczywistości może pomóc.
Co do mnie to, ze lubię porządki być w miarę zorganizowana. To co ty Jesion uważasz, że dla kogoś mam wywrócić swoje życie do góry nogami?!!! Właśnie sa tacy faceci co by tak chcieli żeby kobieta sie dla nich zmieniła, zmieniła swoje nawyki i przyzwyczajenia. Właśnie dlatego dużo facetów unika takich kobiet jak ja. Bo wola takie które za nimi szaleją i dla nich sa zdolne porzucić wszystko. Bo wiadomo z taką kobieta która nie pozwoli porozrzucać skarpetek brudnych po pokoju, albo zrobić w kuchni syfu to jest trudniej. Lepiej na waleta. To samo jest z ubiorem i praca dla niektórych najlepsza taka kobieta co nic nie wymaga. Zresztą co wy macie przeciwko porządkowi i organizacji?! Przecież każdy może mieć swoje przyzwyczajenia i upodobania których na sile nie będzie zmieniał na czyjeś widzi mi się.
Chociaż tak sobie myślę mój mąż to naprawdę urodzony dyktator. Typowy macho. U niego to dopiero musi by wszędzie porządek i wszystko na swoim miejscu. I ja niby walczę z jego dyktatorstwem ale z drugiej strony właśnie taki mężczyzna jet mi potrzebny. Oczywiście ja się mu jestem wstanie postawić. Ale czasem to on mógłby trochę odpuścić. Bo naprawdę przy takim facecie jak on to ja jestem małe miki.
Ostatnio na imieninach ciotki, poprosiła mnie abym została po przyjęciu i pomogła posprzątać. Niechętnie ale się zgodziłam, bo nalegała. No ale już wole pozmywać. Podawać i siedizęc w kuchni na pewno bym kategorycznie odmówiła!!! a pozmywać trochę w zmywarce trochę ręcznie no niech będzie. Tym bardziej, ze mam za pewną sprawę u ciotki dług wdzięczności. Więc nie tak z grzeczności ale byłam zobowiązana pomóc. Mój mąż nie lubi jak ja w kuchni pomagam. A tu wyszło tak, ze ciotka nas wyrolowała i sama położyła się spać zostawiła klucze i mówi: no to obydwoje posprzątajcie i zamknijcie dom. Nie taka była umowa gdyby to kto inny to bym powiedziała sam se zrób. Ale biorąc pod uwagę ten dług wdzięczności przemilczałam. No ale on był na maksa w... bo musiał pomagać. Właście to nie chciał pomagać. Cały czas stał za mną i dogadywał, że po co się zgodziłam, że nie powinnam się dać wykorzystywać, z on na pewno nie będzie pomagał w kuchni, itd. Nie mogłam mu powiedzieć głośno, ze robię to tylko dlatego, że mam dług wdzięczności bo ciotka mogla usłyszeć. Ale jak wyszliśmy to się popłakałam, tak mnie tym gadaniem doprowadził. Jak się już w domu uspokoiłam, to było mu głupio, bo na pewno nie chciał żebym płakała, przez taką głupotę. On po prostu nie chce żeby mnie ktoś wykorzystywał albo przemęczał. Ale jak mu wytłumaczyłam dlaczego myłam te naczynia to mówi a jak tak to zawracam honor. No i mnie przeprosił. Kupił kwiaty. Ale był zdziwiony, ze ja z takiego powodu się popłakałam. W sumie to nic się takiego nie stało. I nie rozumiem czasem siebie w pracy mam stres i opie... dość często walka, wyścig szczurów, i taki stres, wręcz czasem to adrenalina i nie czuję się bezradna zmęczona wręcz przeciwnie nieugięta. A w domu w jakiś prostych czynnościach domowych nie mogę się ogarnąć czasem z jakiś błahostek robię problem. Może dlatego, że ja taka jestem w pracy nieugięta tak to trudno ze mną wygrać. I niektórzy błędnie myślą, ze ja taka nie do zdarcia jestem, Ale prywatnie w sprawach uczuciowych które mnie dotyczą to ja dość emocjonalna jestem, nawet delikatna, bardzo wrażliwa Tylko może to trudno zauważyć.
63 2014-07-08 17:24:45 Ostatnio edytowany przez Insurmountable_Woman (2014-07-08 20:24:57)
Wiece, że usłyszałam, ze jestem żoną na celujący z plusem. I to nie od męża a o panów sąsiadów. Mój mąż ostatnio w pracy miał ostatni w pracy bardzo ciężki dzień. A on jak mu coś w pracy nie idzie. To idą z kolegami się napić. Tak odreagować to nie zdarza się za często więc nie widzę w tym nic złego. No i ostatnio tak wrócił. Szedł zataczał się, w tym koszula rękawy podwinięte, spodnie moro, prawdziwy macho. No trochę w takim stroju nie wiem dlaczego niektórzy się boją. No nie wiem dlaczego niektórzy myślą, że jak ktoś wraca pijany to zaraz ma być awantura. Więc już gumowe uszy. Ale mnie nic nie jest w stanie zaskoczyć. Wrócił więc mu pomogłam się rozebrać i zaraz i na łózko dotrzeć. Po drodze mi powiedział co to się stało nie bardzo zrozumiałam. Ale bez różnicy. Położył się spać. Zero jakiegoś chamstwa, wulgaryzmów. Bo wg mnie po alkoholu najczęściej dochodzi do awantur przez kobiety, które się dra. Ja znam mojego męża, i wiem, ze jakby miał ciężko w pracy, wypił i jeszcze ktoś robił mu wyrzutu to by ten ktoś miał duży problem. I słusznie. Tak więc po pierwsze nie przeszkadzać. Ja wiem dlaczego tak w pierwszym małżeństwie dochodziło miedzy nimi do kłótni. Przez ową panią. Bo on jak wraca na rauszu i chce iść spać nie ma ochoty z nikim gadać to trzeba to zrozumieć i być cicho nie zawracać d... A jak ona mu truła, ze to trzeba że tamto nie zrobione, ze wypił a miał coś tam zrobić. No to wiadomo szalu można dostać. Ja nie mam takiego zwyczaju. Sama wróciłam z pracy cóż sama poszłam na pizze dla niego wzięłam druga połowę na wynos. I jedna gratis mała, to dałam sąsiadom pod blokiem. I oni wtedy jaki zachwyt. Bo nie dość, ze się nie drze, to jeszcze po jedzenie lata. I zero problemu. Jak dla mnie to normalność.
Ale dla niektórych to odmienność. Więc trochę mnie ot podbudowało, nie jestem taką złą zoną:)
Ale wiecie mi właściwie to te wszystkie jego wybryki nie przeszkadzają. Ja lubię jego charakter. Za to nie nawidzę dowcipnisiów. Słabo mi się robi jak widzę np na plaży cyz na basenie czy obojętnie na kąpielisku facet wrzuca kobietę do wody i uważa to za żart. Dla mnie ot chamstwo i prostactwo bez granic. Ja za taki kawał to wpadam w taką furię bo dla mnie o jet atak nie kawał. To samo z nacieraniem śniegiem, lejkiem itp. Mojemu mężowi nawet jak się zatacza podobna beznadziejna głupota do głowy by nie przyszła. Zresztą on wie jakich żartów ja nie znoszę i za jakie można porządnie oberwać. My jak jesteśmy na plaży to ona zawsze mnie namawia żebym z nim popływała, żebyśmy isę pościągali ale nigdy nic na siłę. Kieydś weszliśmy do wody były kamienie no to on mowi że dalej ich nie ma i może mnie przenieść ok super. Uwielbiam jak mnie w wodzie podnosi pod warunkiem że ot nie jest takie chamskie. Bo wrzucić kogoś do zimnego Bałtyku nawet w upale to zwykła bezczelność. Ni on mnie nigdy zresztą widział jak kilka razy zaatakował innych za podobne żarty no może nie za wrzucanie do wody ale za taki podobne głupoty i mówi ło ale ostra, żyleta i takie lubię.
No ale zawsze tak miałam już od dzieciństwa, ze wszycy uważali mnie za mądra poukładana i tez czasem mam wrażenie, ze mnie ja musze świecić przykładem bo np potem wszyscy mi mówią ty taka mądra, ładna, kochanie ty, tobie nie wypada. Pani ojej pani taki wzór. Tak jakbym ja nie mogła się pomylić. Nie iwem dlaczego ale często est tak, ze ludzie porozmawiają ze mną spotkamy sie raz a pytają o mnie i już jakby iwedizlei, że taką mądra i na pewno wzór do naśladowania. Przez to czasem si czuję tak, że mnie coś nie wypada, bo ja bym zawiodła tych wszystkich moj maże tęz często mowi kochana no ty? No wiesz co nie spodziewałem sę. to czasem jest utrudniające, bo nie chcę żeby nagle się zawiedli. A często sama sie zastanawiam co we mnei takiego jest. Nawet czasem ludzie ,,od psikusów'' których solidnie op** się mówią o mnie mądra kobieta. Mnie to bardzo imponuje. Dlatego mam tez kompleks w łóżku, ze mój mąz uważał mnie za ideał i pewnie tak samao w łóżku. A tu nie chcę żeby aż tak jakkowiek rozczarowany. Pewnie nie jest tylko ja wyolbrzymiam. Ale ja właśnie taka emocjonalna jestem.
Truskaweczka19 bardzo trafnie oceniła, że mój maż kompletnie dominuje mnie w łóżku. Jemu ta moja uległość pod tym względem bardzo odpowiada. I to się da zauważyć. Tylko, że to jest moja wina i mój kompleks. Ostatnio pobyliśmy trochę obydwoje. Zrobiliśmy wypad za miast. Krótki bo krótki ale zawsze. Zatrzymaliśmy się w takim się w takim Hotel z Aquaparkiem i większość czasu spędziliśmy w tym Aquaparku. I zauważyłam, do czego bardzo trudno i trochę wstyd mi się przyznać, że mimo wieku seks nie jest moją mocną stroną. I na pewno nie jest tematem na który wiem wszystko i nie mam żadnych ograniczeń. Choć ja się staram. Przecież mam męża i my bardzo regularnie się kochamy. No ale teraz na tym ,,wypadzie'' mieliśmy dużo więcej czasu dla siebie niż zazwyczaj. I on ciągle chciał się kochać. I np, mówi choć tu do mnie, nie ubieraj się jak wyjdziesz z prysznica. Nie no sorry ja tak nie potrafię. To dla mnie by było bardzo krepujące gdybym miała tak całkiem nago paradować. I np pytać no i jak wyglądam? czy ci się podobam?. Nie. Jak już mnie rozbiera na łóżku to jest ok, kochamy się leżymy bez ubrań, czy kąpiel nago jak najbardziej ale jakieś paradowanie czy wygłupianie zdecydowanie odpada. I on sam zaczął temat: dlaczego nie: przecież chyba się mnie nie wstydzisz?! Tym bardziej swojego ciała, no ty się nie masz czego wstydzić, wręcz przeciwnie. I sam sobie odpowiadał: no chyba nie wstydzisz się tego, że masz małe cycki? No w sumie do paradowania toples to one nie są ale ja to Cie 1000 razy wiedziałem. Wygląd to mój czuły punk więc się popłakałam bo nie lubię jak on czy ktokolwiek tak analizuje i takie riposty daje. On mnie zaraz przytulił i mówi, że nie chciał żebym płakała czy żeby mi zrobić przykrość. No więc ok mówi: że w nocy mi okaże jak się mu podobam. I właśnie większość czasu się kochaliśmy, albo to były masaże erotyczne. Nie no ja to lubię, ale czasem tego naraz jest za dużo. No a na deser był Aquapark. Chodziliśmy tam wieczorem i to późnym bo nie chcieliśmy żeby byli ludzie. I udawało nam się, że zazwyczaj było tylko kilka par i każda w innym basenie. I on mnie ciągle podnosił, całował, dotykał pod wodą. Oczywiście gdyby były ludzie w basenie i dzieci nigdy byśmy się tak nie zachowywali ale byliśmy sami, ratownik przysypiał, tamte pary tez zajmowały się sobą. Ale ja mimo wszystko, ze przecież się na to zgodziłam to miałam takie wewnętrzne obawy, ze ktoś na nas patrzy, ze obserwuje to co robimy w basenie, no tak się trochę krepowałam. Może niepotrzebnie no ale jednak. I tu moje pytanie czy wy też macie takie odczucia, że nie potraficie w seksie iść na całość, czy macie jakieś tam kompleksy na punkcie seksu nawet nie uzasadnione?!
65 2014-07-16 23:13:42 Ostatnio edytowany przez Gary (2014-07-16 23:15:37)
Nie przesadzaj. Małe cycki to nie problem. Liczy się całokształt, pewnie jesteś zgrabna, ładna. Czy tak jest możesz się przekonać po spojrzeniach obcych facetów. W seksie nie możesz iść na całość, bo twój facet Cię ogranicza. Dobry kochanek powoduje, że kobieta przy nim czuje się swobodnie. Dobry kochanek wie na przykład, że jak robi jej minetkę, to trzeba powiedzieć, albo powinno to być widać, że mu się tam na dole przy cipce podoba, że ładnie pachnie, smakuje i że jest szczęśliwy. A twój facet nie chce minetki ani loda... Taki on jest i pozostaje Ci to zaakceptować i cieszyć się takim seksem jaki macie. Jesteście jednak na siebie dość otwarci, więc krok po kroku mogłabyś go zmieniać...