netkobietyWszystkie działy
Relacje z przyjaciółmi, relacje w rodzinie

Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?

153 odpowiedzi15 384 wyświetleniazałożony przez Joga, 26.02.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 154 ]

66

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?

Uczciwosc - tu jest pies pogrzebany. Gdyby kobieta w ciąży pracowała skoro może i nie kombinowała, nie byłoby tych problemów. Jednak my jako naród uwielbiamy cos miec, ale nic nie robic. A to cieżarna zakłada fikcyjną działalnosc, deklaruje spore dochody, później zaniemoże i płacą jej przez ileś tam miesięcy niezłą kasę. Na koniec zlikwiduje działalnosc, a opinia o cwanych babach rozleje się na wszystkie. To znów moda na fikcyjne rozwody i bycie samotną matką, bo miejsce w żłobku, przedszkolu załapie. Milion innych kombinacji alpejskich.

Dawno temu ( przynajmniej u mnie) był ginekolog firmowy. Źle się czułam, wymiotowałam jak cholera (normalne u ciężarnych), ale nie było mowy o zwolnieniu. Uznał, że ciąża niezagrożona - do roboty. Mogłam skorzystac z urlopu bezpłatnego i to uczyniłam. Dziś lekarz boi się konsekwencji, bo a nuż.... Nikt nie podważy takiego zwolnienia. To dobrze, ale zarazem źle. Nie mnie to oceniac, piszę jedynie jak było. Wyobrażacie sobie, co to byłby za jęk, gdyby dziś kobieta w ciąży wzięła bezpłatny? Telewizja, prasa - lekarz i pracodawca do odstrzału.

Ktoś musi rodzic, nie zrobi tego mężczyzna (choc postęp nauki i to może kiedyś zagwarantuje), ale nie przesadzajmy z tym pasożytowaniem kobiet. Wystarczy elementarna uczciwosc i świadomosc, ze okradasz w majestacie prawa resztę.

Pracodawca u nas, to taki byt, który coś tam o ekonomii wie, ale generalnie nie ogarnia mechanizmów rządzących rynkiem. Chce wygenerowac jak największy zysk, jak najmniejszym kosztem. Niskie płace, niski popyt wewnętrzny. Nic odkrywczego. Niemiecki robotnik ma godziwą pensję, stac go na więcej, bo tam wiedzą, że jak nr 1 zapłaci godziwie, to kupią u numeru 2-go, i tak dalej. A nasi pracodawcy sami sobie wilkiem.  No i wsparcie rodzimego rynku się kłania. My lubimy wszystko co zagraniczne, uwielbiamy wspomagac cudzą gospodarkę. Proszę popatrzec na siebie: gdzie kupujecie (polski sklep?), co nosicie ( nasze?), gdzie spędzacie wczasy ( Polska, Unia, a może gorzej - poza nią).

Trochę patriotyzmu ekonomicznego oraz uczciwości i nie będzie źle. Prawdziwym utrapieniem bedą dla nas ci, którzy nigdy nie pracowali, bądź robili to na czarno. Owszem zysku pracodawcy przysporzyli ( w danym momencie), ale w razie choroby, starości - kto ich utrzyma? Będą renty, emerytury socjalne, coś w ten deseń. Przecież nie pozwolimy takim ludziom umierac na ulicy, bo sobie nie wypracowali minimalnego świadczenia. Pomysł z płaceniem kobietom tych 500 zł uważam za chybiony. Nie chcę urazic wielodzietnych, ale naprawdę bezmyślne klepanie dzieci jest jakąś kosmiczną pomyłką . Możliwosc pracy dla kobiet, a nie jakieś dzikie umowy. Uczciwosc po stronie pracodawcy, pracownika, urzędnika. Marzenia mam, ale jak się nie ockniemy, będzie tylko biedniej. Bogaty lubi luksus i bynajmniej w kraju pieniędzy nie wydaje, i nie zostawia. Najbogatsza setka - gdzie płaci podatki?

67

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
Joga napisał/a:

marioosh666 z ciążą to nie jest tak jak z katarem, że można się zarazić od koleżanki albo kolegi big_smile

Przyznam, że nie rozumiem tego fenomenu, ale tam gdzie pracowałem ciąża wyglądała na zaraźliwą. Najpierw jedna zachodziła, a później kilka innych kobiet. Wyglądało na falę wink

Joga napisał/a:

Tyle, że urodzenie dziecka to nie koniec problemów, bo dzieci często chorują i jeśli nie ma szans na zostawienie ich z babcią lub opiekunką to zaczyna się korzystanie z opieki na dziecko i wtedy pracodawca również traci cierpliwość, bo przecież choroby nie da się zaplanować.

Niestety, ale to również przerabiałem. Połowa zespołu miała małe dzieci i przynosiła zwolnienie w najgorszym możliwym momencie, a przy tym w większej grupie. Tym sposobem reszta nie mogła dostać urlopu, bo nigdy nie wiadomo ile nas będzie.

pitagoras napisał/a:

Niestety gdy pracownik siedzi w domu, to dochodu nie wytwarza, jednak wciąż oczekuje kasy.Pytanie zasadnicze- kto ma płacić.I nie piszmy ''państwo, społeczeństwo''.Konkretnie- Kto?

Na pewno nie pracodawca. Płacić powinno Państwo, czyli w efekcie my wszyscy. Inną sprawą jest takie ustawienie systemu, żeby bardziej opłaciło się pracować niż brać zasiłki, bo na razie jest inaczej. Jeżeli rząd nie wprowadzi realnej polityki prorodzinnej to niedługo będzie to skansen z emerytami. Na tym nikt nie skorzysta.

Mussuka napisał/a:

A wracajac do kwesti traktowania kobiet w ciazy itp.  - zgadzam sie, wyjatkowo!, ze Snakiem. Same kobiety sobie nabruzdzily wykorzystujac system tak, ze teraz cierpia inne, powiedzmy "uczciwsze" kolezanki. Takich wypadkow losowych jak zagrozona ciaza, czy bardzo chorowite dziecko, nie ma az tak wielu i pracodawcy nie mieliby pewnie az tak wiele przeciw zatrudnianiu kobiet "ciezarnych wkrotce", gdyby te kobiety normalnie dalej pracowaly. Bo ciaza, to nie choroba. Oczywiscie w pewnych zawodach ta praca odpada ale mozna pania przesunac na inny odcinek a ja zastapic nieciezarnym pracownikiem.

Kobiety są niewolnicami mitu Matki Polki. Ich rodzice, którzy często przepracowali całe życie w jednej firmie trochę nie rozumieją sytuacji i naciskają na określone zachowania. Uważają, że rodzina, a w szczególności dziecko są najważniejsze i kobieta ma wszystko podporządkować im. Pracę można zmienić, a rodzina będzie zawsze. Tym sposobem kobieta, która będzie chciała wrócić wcześniej do pracy zostanie zaatakowana, bo jak można to trzeba korzystać. Tak samo ze zwolnieniami w ciąży i opieką. Kobiety w większości są w tym wszystkim najmniej winne. Nawet partner często oczekuje, żeby zajęła się domem, ale pensje musi mieć, żeby budżet się spinał.

68 Ostatnio edytowany przez nokiaaa (2014-02-28 12:45:38)

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?

witajcie!
jak juz mowilam byla u nas w miescie oferta pracy, mam podyplomówkę z tego kierunku, od razu zaznaczam że to kierunek rzadki i niepopularny.
nie mowie, ze chcialam dostac sie juz od razu, ale urzedniczka UP zbyła mnie, ze szukaja osoby z 6miesiecznym doświadczeniem.
OK. oficjalnie nie da rady, wiec ruszamy  po "znajomosciach". w koncu Polska Powiatowa tym stoi.
dzwonie do jednej kumpeli, dzwonie do drugiej, do cioci, ciocia każe zaczekać dzwoni do szefowej, która przyjmuje do pracy. a raczej jakieś pociotki, a naszej kuzynki przez wujka Heńka.
już zatrudnili w poniedzialek, osobę po wyksztalceniu technicznym srednim, ale z dobrymi plecami,nigdy tam nie pracowala,ma doświadczenie w stylu sklepowa w GS-ie, to jej pierwsza praca. ma wtyki i tyle. zatrudnili w poniedzialek, w poniedzialek o 15 wywiesili ogloszenie o miejscu pracy.
nie dano mi nawet szansy, po co oglosenie wywieszac? po co mam z dzieciakiem na plecach leciec na 2 pietro zeby mi sie ktoś usmiechął, że szans nie mam. po co takie ogloszenie????????????????????????????????????????????
to placówka kulturalna, juz wiecej szczegółów nie podam, bo i tak za duzo napisalam

69 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2014-02-28 13:18:57)

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?

Nokiaaa, niestety zatrudnianie po znajomości jest plagą. Dziewczyna prawdopodobnie będzie studiować i jest szansa, że stanowisko utrzyma. A może Ty zrób krok w stronę przyszłości i postaraj się o wykształcenie techniczne. Nawet rzadko spotykane wykształcenie humanistyczne, jest tylko humanistycznym.
Kobiety drogie, a o pracy w sektorze produkcyjno-usługowym nie chcecie słyszeć? Ja wiem, że animatorka w domu kultury ma lepiej, ale jak nie ma pracy o jakiej marzymy, bierzmy tę, która się nadarza.

Ja też chcę spokojny etat w budżetówce. Większość chce. Jednak na to jest lekarstwo. Pamiętacie kryzys w USA? Tam pieniędzy na wypłaty nie było dla sfery nieprodukcyjnej. Wstrzymano albo wypłacano częściowo. Nikt nie myślał zarzynać kury znoszącej jaja, czyli firm. A u nas pensję w razie kryzysu otrzyma budżetówka, a firmę produkcyjną prędzej zlicytują bądź w skarpetkach puszczą.

Czeka nas wizja wychylającego się emeryta zza każdego węgła. Niestety tak, ale z drugiej strony miejsc pracy nie przybędzie, a ubędzie. Wiek emerytalny przesunięto, duży przyrost naturalny = ogromne bezrobocie i znów potrzeba będzie kasy na zasiłki.

Uważam, że masę pieniędzy pożarły bzdurne szkolenia nt jak wiązac krawat i prezentować się pracodawcy. To jest mój numer jeden na liście idiotyzmów.

70 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2014-02-28 14:26:22)

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
marioosh666 napisał/a:

Kobiety są niewolnicami mitu Matki Polki. Ich rodzice, którzy często przepracowali całe życie w jednej firmie trochę nie rozumieją sytuacji i naciskają na określone zachowania. Uważają, że rodzina, a w szczególności dziecko są najważniejsze i kobieta ma wszystko podporządkować im. Pracę można zmienić, a rodzina będzie zawsze. Tym sposobem kobieta, która będzie chciała wrócić wcześniej do pracy zostanie zaatakowana, bo jak można to trzeba korzystać. Tak samo ze zwolnieniami w ciąży i opieką. Kobiety w większości są w tym wszystkim najmniej winne. Nawet partner często oczekuje, żeby zajęła się domem, ale pensje musi mieć, żeby budżet się spinał.

Ty mi nic o Matce Polce nawet nie wspominaj, bo drgawek natychmiastowych na dzwiek tego hasla dostaje:))  podobnie reaguje na Pania Domu vel Kure Domowa.

Ale wracajac do kwestii pienieznych - z ciekawosci dopytam - ile lat trwa zasilek na wychowawczym? O ile pamietam to bylo kiedys maks. 3 lata, a potem dzieciak fru do przedszkola. Niestety, jak w poblizu nie bylo to sie jezdzilo dalej (sama z mama podrozowalam co rano tramwajem do przedszkola i zyje). Ja to jednego nie rozumiem - mama urodzila nas dwoje i wlasciwie prawie zaraz jak z pieluch wyskoczylismy wracala do pracy -czasy socjalizmu, kiedy socjal nalezal sie i tak. I nie z braku kasy, bo kasa to byla, tylko nie bylo co za nia kupic. I ja i brat bylismy od srajta w przedszkolu, on nawet w zlobku (mnie na rok babci na wies oddali, lepiej mialam:). Nikt jakos krzywo na moja mame nie patrzyl, ze rwie sie z powrotem do pracy.

Ja syna urodzilam bedac samotna mama (wtedy jeszcze mieszkalam u rodzicow i skladalam na swoje mieszkanie), cala ciaze do ostatniego dnia po 8h przepracowalam, po 4 miesiacach wrocilam do pracy na 3/4 etatu, potem juz caly i tez nikt mnie palcami nie wytykal. Jak syn chorowal, to na poczatkuja z dzien zostalam, potem moja mama. I pracodawca przez 7 lat mojej kariery oraz bycia mama (zatrudnilam sie juz bedac w ciazy) nie narzekal ani na moje sporadyczne i krotkie nieobecnosci, ani spoznienia ani obijanie sie w pracy. Malo tego, to jeszcze awans i podwyzki sie trafily.

w tej samej instytucji duzo moich kolezanek zachodzilo, rodzilo, wracalo i rzetelnie nadal pracowalo.

To co ja z innej Polski wyjechalam?

71

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
Mussuka napisał/a:

Ty mi nic o Matce Polce nawet nie wspominaj, bo drgawek natychmiastowych na dzwiek tego hasla dostaje:))  podobnie reaguje na Pania Domu vel Kure Domowa.

(...)

To co ja z innej Polski wyjechalam?

Miałaś trochę inne doświadczenia, ale zjawisko, które opisałem występuje i to na dużą skalę głównie poza dużymi miastami. Zapewniam, że sobie tego nie wymyśliłem smile Jak wychowywałaś się np.: w Warszawie to mogłaś tego nie odczuć, bo tam zawsze życie toczyło się trochę szybciej.

72

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
marioosh666 napisał/a:
Mussuka napisał/a:

Ty mi nic o Matce Polce nawet nie wspominaj, bo drgawek natychmiastowych na dzwiek tego hasla dostaje:))  podobnie reaguje na Pania Domu vel Kure Domowa.

(...)

To co ja z innej Polski wyjechalam?

Miałaś trochę inne doświadczenia, ale zjawisko, które opisałem występuje i to na dużą skalę głównie poza dużymi miastami. Zapewniam, że sobie tego nie wymyśliłem smile Jak wychowywałaś się np.: w Warszawie to mogłaś tego nie odczuć, bo tam zawsze życie toczyło się trochę szybciej.

no fakt, jestem ze stolycy, ale mam tez rodzine rozsiana po innych miastach i miasteczkach. Mam ciotki, kuzynki, bratowa - kobiety starsze, w srednim wieku i calkiem jeszcze mlode. One tez pracowaly/pracuja i co ciekawsze ciesza sie z tego:)

Ale wierze Ci, ze takie zabobony jak "siedz na tylku i chowaj dzieci" jeszcze sa mocno zakorzenione w niektorych srodowiskach. Nie wiem czy to akurat rodzina mlodej matki jednak najwiecej naciska czy bardziej Pan Maz, ktory lubi wrocic do cieplego obiadu i czystego domu. No ale wtedy, skoro taki przedpotopowy, to niech sam utrzymuje swoja trzodke, jak tu pitagoras sugerowal, drzewiej bywalo. A nie wysyla zone po kolejna wyplate z kasy panstwowej.

73

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
Joga napisał/a:

Ale jeszcze coś na koniec:

Urlop macierzyński jest opłacany przez ZUS jeśli pracodawca zatrudnia mniej niż 20 osób. Urlop wychowawczy jest bezpłatny, możesz dostać zasiłek wychowawczy ale kryterium dochodowe na jedną osobę jest śmiesznie niskie. Więc dla małego przedsiębiorcy kobieta w ciąży kosztem nie jest, płaci państwo czyli my smile Może zatrudnic kogoś na czas zastępstwa.

Jest obciążeniem. Zrób sobie mały test i poszukaj w guglu o co pytają świeże ciężarne. Jeden z bardziej popularnych wątków to "hej, zaczęłam pracę od kilkunastu dni i właśnie się dowiedziałam, że jestem w ciąży, a lekarz każe mi iść na zwolnienie". Czyli pracodawca często poniósł jakiś wysiłek aby znaleźć pracownika albo wdrożyć go w wykonywanie obowiązków po czym taki nowy pracownik ucieka mu na zwolnienie chorobowe z tytułu ciąży. Pracodawca musi mu za miesiąc nieobecności zapłacić, zatrudnić kolejnego pracownika, wdrożyć go, a jak zadowolona już matka wróci po kilkunastu miesiącach musi ją znów przyjąć do pracy. Jak myślisz ilu pracodawców po przejściu tego raz czy dwa przy kolejnym wakacie przyjmie kobietę w wieku rozrodczym?

Joga napisał/a:

Generalnie bycie matką jest przereklamowane, ciągle kopane w tyłek, traktowane jak oszustki...........dlatego chcę pracować na własny rachunek.

Jak wyżej, przejrzyj gugla o co pytają młode Polki w ciąży, a potem się dziw, że ktoś traktuje każdą ciężarną jak potencjalną oszustkę.

74

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
Snake napisał/a:
Joga napisał/a:

Ale jeszcze coś na koniec:

Urlop macierzyński jest opłacany przez ZUS jeśli pracodawca zatrudnia mniej niż 20 osób. Urlop wychowawczy jest bezpłatny, możesz dostać zasiłek wychowawczy ale kryterium dochodowe na jedną osobę jest śmiesznie niskie. Więc dla małego przedsiębiorcy kobieta w ciąży kosztem nie jest, płaci państwo czyli my smile Może zatrudnic kogoś na czas zastępstwa.

Jest obciążeniem. Zrób sobie mały test i poszukaj w guglu o co pytają świeże ciężarne. Jeden z bardziej popularnych wątków to "hej, zaczęłam pracę od kilkunastu dni i właśnie się dowiedziałam, że jestem w ciąży, a lekarz każe mi iść na zwolnienie". Czyli pracodawca często poniósł jakiś wysiłek aby znaleźć pracownika albo wdrożyć go w wykonywanie obowiązków po czym taki nowy pracownik ucieka mu na zwolnienie chorobowe z tytułu ciąży. Pracodawca musi mu za miesiąc nieobecności zapłacić, zatrudnić kolejnego pracownika, wdrożyć go, a jak zadowolona już matka wróci po kilkunastu miesiącach musi ją znów przyjąć do pracy. Jak myślisz ilu pracodawców po przejściu tego raz czy dwa przy kolejnym wakacie przyjmie kobietę w wieku rozrodczym?

Joga napisał/a:

Generalnie bycie matką jest przereklamowane, ciągle kopane w tyłek, traktowane jak oszustki...........dlatego chcę pracować na własny rachunek.

Jak wyżej, przejrzyj gugla o co pytają młode Polki w ciąży, a potem się dziw, że ktoś traktuje każdą ciężarną jak potencjalną oszustkę.

I przyznam Snake, ze mnie tez noz by sie w kieszeni otworzyl na takie jawne i bezczelne wykorzystywanie sytuacji i wrecz naciaganie na darmowa kase. OK, zdarza sie, ze kobieta zatrudni sie i prawie zaraz niechcacy (domniemam) zaciazy. Pech, szczescie - zwal jak zwal, stanie sie od czasu do czasu. Ale jak pisalam, ciaza to nie choroba - da sie pracowac, mozna poprosic o przesuniecie na lzejsze stanowisko. Malo tego, mozna pod koniec swojej pracy zaczac wdrazac nowa kolezanke, ktora na jakis czas zastapi. Ale jesli juz na starcie idzie sie na zwolnienie i to dlugoterminowe, najuczciwiej byloby pozegnac sie z ta praca. W innym wypadku uwazam to za bezczynne siedzenie na etacie, blokowanie go i ciagniecie niezasluzonych pieniedzy z fimy.

75

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?

Ale ty Musuka pięknie piszesz wink Szkoda, ze nie u każdej wygląda to tak idealnie jak u Ciebie  smile Najpierw babcia, pózniej przedszkole,ok A jak nie ma babci a do przedszkola nie przyjmą? No chyba  wiesz jak to w Polsce wygląda wink ?
Można pracować w ciąży ba nawet można prosto z pracy na porodówkę jechać ale nie każda ciężarna czuje się na siłach! Ale co tam-lepiej generalizować wink Brzmisz trochę arogancko  smile Ja dwa tygodnie po porodzie na uczelnie wróciłam bo miałam taką możliwość!! Ale nie śmiem twierdzić, ze skoro ja mogłam to inne też mogą !

76 Ostatnio edytowany przez nokiaaa (2014-02-28 15:06:53)

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
chaber05 napisał/a:

Nokiaaa, niestety zatrudnianie po znajomości jest plagą. Dziewczyna prawdopodobnie będzie studiować i jest szansa, że stanowisko utrzyma. A może Ty zrób krok w stronę przyszłości i postaraj się o wykształcenie techniczne. Nawet rzadko spotykane wykształcenie humanistyczne, jest tylko humanistycznym.
Kobiety drogie, a o pracy w sektorze produkcyjno-usługowym nie chcecie słyszeć? Ja wiem, że animatorka w domu kultury ma lepiej, ale jak nie ma pracy o jakiej marzymy, bierzmy tę, która się nadarza.

Ja też chcę spokojny etat w budżetówce. Większość chce. Jednak na to jest lekarstwo. Pamiętacie kryzys w USA? Tam pieniędzy na wypłaty nie było dla sfery nieprodukcyjnej. Wstrzymano albo wypłacano częściowo. Nikt nie myślał zarzynać kury znoszącej jaja, czyli firm. A u nas pensję w razie kryzysu otrzyma budżetówka, a firmę produkcyjną prędzej zlicytują bądź w skarpetkach puszczą.

Czeka nas wizja wychylającego się emeryta zza każdego węgła. Niestety tak, ale z drugiej strony miejsc pracy nie przybędzie, a ubędzie. Wiek emerytalny przesunięto, duży przyrost naturalny = ogromne bezrobocie i znów potrzeba będzie kasy na zasiłki.

Uważam, że masę pieniędzy pożarły bzdurne szkolenia nt jak wiązac krawat i prezentować się pracodawcy. To jest mój numer jeden na liście idiotyzmów.

ta praca była na zastępstwo, to robota na rok i nie może pracować tam osoba bez kwalifikacji, nie może być ani osoba ze średnim ani  wyzszym politechnicznym, musi miec pedagogiczne kwalifikacje.
być może moja babcia z 8klasami mogła byc kierowniczką szkoły powojennej, ale czasy się zmieniły i chocby ta pani była najlepszym animatorem kultury, lubila dzieci, to papierek jest tak samo potrzebny jak księdzu święcenia zeby mógł byc w kościele.

77

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
Julia UK napisał/a:

Ale ty Musuka pięknie piszesz wink Szkoda, ze nie u każdej wygląda to tak idealnie jak u Ciebie  smile Najpierw babcia, pózniej przedszkole,ok A jak nie ma babci a do przedszkola nie przyjmą? No chyba  wiesz jak to w Polsce wygląda wink ?
Można pracować w ciąży ba nawet można prosto z pracy na porodówkę jechać ale nie każda ciężarna czuje się na siłach! Ale co tam-lepiej generalizować wink Brzmisz trochę arogancko  smile Ja dwa tygodnie po porodzie na uczelnie wróciłam bo miałam taką możliwość!! Ale nie śmiem twierdzić, ze skoro ja mogłam to inne też mogą !

Nastepna drazliwa. Nagle w Polsce babcie wymieraja, przedszkola zamykaja, kobiety slabna w pierwszym tygodniu ciazy itp. Ale mi tu kity chcesz wcisnac. Ach, przepraszam, ja oczywiscie znam tylko Warszawe, za oplotki wyjedziesz a tam juz Kazachstan.

Takie wypadki, jak zagrozona ciaza czy ciezki stan poporodowy, dluzsza opieka nad chorym dzieckiem to sa WYJATKI i one nie sprawiaja, ze nagle pracodawcy boja sie podpisac jakakolwiek umowe z mloda "rokujaca" kobieta. Chyba jednak Snake ma racje, ze troszke innych powodoow kryje sie za tym.

Poza tym pisalam, ze w naszej firmie w Polsce pracowalo wiele kobiet i takich tragicznych przykladow z powiklaniami moze bylo 1 czy 2.

A jak i to i to nie pasuje, to zawsze mozna tak jak Joga znalezc inne rozwiazanie i pracowac dla siebie. Tylko trzeba chciec a nie siedziec i zadac.

78 Ostatnio edytowany przez Joga (2014-02-28 15:32:23)

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
Snake napisał/a:

Jest obciążeniem. Zrób sobie mały test i poszukaj w guglu o co pytają świeże ciężarne. Jeden z bardziej popularnych wątków to "hej, zaczęłam pracę od kilkunastu dni i właśnie się dowiedziałam, że jestem w ciąży, a lekarz każe mi iść na zwolnienie". Czyli pracodawca często poniósł jakiś wysiłek aby znaleźć pracownika albo wdrożyć go w wykonywanie obowiązków po czym taki nowy pracownik ucieka mu na zwolnienie chorobowe z tytułu ciąży. Pracodawca musi mu za miesiąc nieobecności zapłacić, zatrudnić kolejnego pracownika, wdrożyć go, a jak zadowolona już matka wróci po kilkunastu miesiącach musi ją znów przyjąć do pracy. Jak myślisz ilu pracodawców po przejściu tego raz czy dwa przy kolejnym wakacie przyjmie kobietę w wieku rozrodczym?

Snake napisał/a:

Jak wyżej, przejrzyj gugla o co pytają młode Polki w ciąży, a potem się dziw, że ktoś traktuje każdą ciężarną jak potencjalną oszustkę.

No widzisz Snake ja mam inaczej, nigdy mi nie przyszło do głowy, żeby iść na zwolnienie "bo jestem w ciąży" - akurat tak się stało, że ciąże miałam zagrożone więc musiałam.
Wkurza mnie, bo przez takie puste baby, każda z nas jest traktowana jak pasożyt. Ale pewnie masz rację, że to dość popularne. Ja jak pisałam, starałam sie pracować zdalnie ile się dało. O tym, że mnie zwolnią wiedziałam już na końcówce macierzyńskiego. Wychowawczy to poniekąd konieczność. Nie mam babci, która zajmie się dziećmi, nie stać nas na opiekunkę. Owszem nie narzekam na finanse ale nie znaczy to, że stać mnie na wszystko, zadowalam się tym co mam, choć nie są to fajerwerki smile

Rozmawiałam z kilkoma dziewczynami w podobnej sytuacji, bo nareszcie poznałam kilka mam z przedszkola i faktem jest, że one czekają na gotowe. Nudna praca w urzędzie załatwiona przez ciocię mile widziana - nie wiem, może dlatego, że zawsze musiałam sobie radzić sama, nigdy nie oczekiwałam, że ktoś mnie gdzieś "włoży" po znajomości.
Szukam pracy, w której się rozwinę, nauczę czegoś nowego, wykonywanie tych samych czynności przez 8 godzin dziennie, przez kilka lat, mnie nie interesuje. Zawsze kiedy zmieniałam pracę, to była ona lepsza/ciekawsza od poprzedniej. W myśl zasady "jeśli stoisz w miejscu to się cofasz". To jest moja mocna strona, sama potrafię organizować sobie pracę - ostatnio miałam szefa 300km od biura i nigdy nawet nie musiał sprawdzać, czy pracuję czy się lenię.

Dlatego jak podkreśliłam, że wiem, że nie byłabym dobrym pracownikiem - ze względu na fakt, że syn często choruje, dlatego szukam pomysłu na siebie. Jestem odpowiedzialna, niestety nie oszukuję i dlatego czuję się w "doopę kopana" przez co poniektórych.

ja chyba jestem z innej bajki zupełnie..........

79

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?

Nie no pewnie najlepiej oddelegować dzieciaka babci niech wychowuje hmm A pozniej obrażać inne mamy i twierdzić, że  sobie SAMA poradziłam tongue z "małą" pomocą babci big_smile
Więcej nie skomentuje bo brak słów normalnie yikes

p.s. babcie nie wymarły ale większość najnormalniej w świecie nie ma już sił witalnych na opiekę(czyt.wychowywanie) wnuków smile

80

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
Joga napisał/a:
Snake napisał/a:

Jest obciążeniem. Zrób sobie mały test i poszukaj w guglu o co pytają świeże ciężarne. Jeden z bardziej popularnych wątków to "hej, zaczęłam pracę od kilkunastu dni i właśnie się dowiedziałam, że jestem w ciąży, a lekarz każe mi iść na zwolnienie". Czyli pracodawca często poniósł jakiś wysiłek aby znaleźć pracownika albo wdrożyć go w wykonywanie obowiązków po czym taki nowy pracownik ucieka mu na zwolnienie chorobowe z tytułu ciąży. Pracodawca musi mu za miesiąc nieobecności zapłacić, zatrudnić kolejnego pracownika, wdrożyć go, a jak zadowolona już matka wróci po kilkunastu miesiącach musi ją znów przyjąć do pracy. Jak myślisz ilu pracodawców po przejściu tego raz czy dwa przy kolejnym wakacie przyjmie kobietę w wieku rozrodczym?

Snake napisał/a:

Jak wyżej, przejrzyj gugla o co pytają młode Polki w ciąży, a potem się dziw, że ktoś traktuje każdą ciężarną jak potencjalną oszustkę.

No widzisz Snake ja mam inaczej, nigdy mi nie przyszło do głowy, żeby iść na zwolnienie "bo jestem w ciąży" - akurat tak się stało, że ciąże miałam zagrożone więc musiałam.
Wkurza mnie, bo przez takie puste baby, każda z nas jest traktowana jak pasożyt. Ale pewnie masz rację, że to dość popularne. Ja jak pisałam, starałam sie pracować zdalnie ile się dało. O tym, że mnie zwolnią wiedziałam już na końcówce macierzyńskiego. Wychowawczy to poniekąd konieczność. Nie mam babci, która zajmie się dziećmi, nie stać nas na opiekunkę. Owszem nie narzekam na finanse ale nie znaczy to, że stać mnie na wszystko, zadowalam się tym co mam, choć nie są to fajerwerki smile

Rozmawiałam z kilkoma dziewczynami w podobnej sytuacji, bo nareszcie poznałam kilka mam z przedszkola i faktem jest, że one czekają na gotowe. Nudna praca w urzędzie załatwiona przez ciocię mile widziana - nie wiem, może dlatego, że zawsze musiałam sobie radzić sama, nigdy nie oczekiwałam, że ktoś mnie gdzieś "włoży" po znajomości.
Szukam pracy, w której się rozwinę, nauczę czegoś nowego, wykonywanie tych samych czynności przez 8 godzin dziennie, przez kilka lat, mnie nie interesuje. Zawsze kiedy zmieniałam pracę, to była ona lepsza/ciekawsza od poprzedniej. W myśl zasady "jeśli stoisz w miejscu to się cofasz". To jest moja mocna strona, sama potrafię organizować sobie pracę - ostatnio miałam szefa 300km od biura i nigdy nawet nie musiał sprawdzać, czy pracuję czy się lenię.

Dlatego jak podkreśliłam, że wiem, że nie byłabym dobrym pracownikiem - ze względu na fakt, że syn często choruje, dlatego szukam pomysłu na siebie. Jestem odpowiedzialna, niestety nie oszukuję i dlatego czuję się w "doopę kopana" przez co poniektórych.

ja chyba jestem z innej bajki zupełnie..........

to wloz mnie do tej samej bajki, bo wreszcie post, ktory moglabym oklaskami nagrodzic. Wirtulanie przybijam piatke. Przy takich osobach i postawach nasza szara rzeczywistosc wygladalaby znacznie lepiej.

81

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
Mussuka napisał/a:

Ale wierze Ci, ze takie zabobony jak "siedz na tylku i chowaj dzieci"

Jakie zabobony.Prawda jest taka, że gdyby jakimś cudem, nagle dziś, z mężowskiej pensji dało się ''spokojnie'' utrzymać rodzinę, to jutro 3/4 młodych matek nie przyszłoby już do pracy.
Dlaczego wszędzie lansuje się tezę, że ''siedzenie w domu'' to przywara menelstwa, zaścianku i popegeerowskich wsi?!
Forbes własnie opublikował listę 100 najbogatszych Polaków.Zainteresujcie się co robią żony rzeczonych...
3/4 z nich właśnie 'siedzi na tyłku i chowa dzieci', nie z musu raczej, tylko z wyboru.
I po znienawidzonych prywaciarzach wokół siebie też popatrzcie- to samo.

82 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2014-02-28 15:49:43)

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
Julia UK napisał/a:

Nie no pewnie najlepiej oddelegować dzieciaka babci niech wychowuje hmm A pozniej obrażać inne mamy i twierdzić, że  sobie SAMA poradziłam tongue z "małą" pomocą babci big_smile
Więcej nie skomentuje bo brak słów normalnie yikes

p.s. babcie nie wymarły ale większość najnormalniej w świecie nie ma już sił witalnych na opiekę(czyt.wychowywanie) wnuków smile

Babcia mnie chowala na wsi, bo rodzice mieli jeden wynajety wowczas pokoj. Po roku wrocilam do nich. Wies byla jakies 200km oddalona i rodzice widywali mnie wtedy dosc rzadko. Nie sadze, ze byli szczesliwi oddajac male dziecko na rok tak daleko.

A ja mialam szczescie w nieszczesciu, ze wlasnie wrocilam do Polski, zatrzymalam sie u rodzicow i okazalo sie, ze jestem w ciazy zanim zdolalam swoje wlasne lokum kupic.
Co wcale nie przeszkadzaloby mi, jako matce samotnej, siedziec u rodzicow, zasilek i to spory (z alimentami od panstwa) brac a nie szwendac sie szukajac jakiejs pracy, siedziec po 8h z brzuchem w pracy, pozniej po nieprzespanych nocach z niemowlakiem jechac na drugi koniec miasta do roboty, wracac po pracy i do konca dnia, czasem az do polnocy zajmowac sie dzieckiem - normalnie raj. Po co caly ten kierat, skoro nalezaly mi sie pieniadze od Panstwa???

Szybko te babcie w Polsce sily traca, bo chyba nie mowimy o babciach matek tylko niemowlat. Chociaz ja sama tez jestem przeciwna wykorzystywaniu na sile pomocy babc. Jak pisalam wczesniej - od tego sa przedszkola i rodzice. Przy corce juz nie musialam na nikogo liczyc, zreszta tu zadnej rodziny nie mam.  Ale grosza, sorry, centa dodatkowej zapomogi niz przepisowe minimum tez nie dostalam, maz na nas zarabial.

83

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
Mussuka napisał/a:

Ale wierze Ci, ze takie zabobony jak "siedz na tylku i chowaj dzieci" jeszcze sa mocno zakorzenione w niektorych srodowiskach.

Kiedyś było tak, że facet miał zarobić kasę na utrzymanie rodziny, a kobieta zajmować się domem. Dzisiaj okoliczności się zmieniły, więc te środowiska się dostosowały. Od kobiety nadal oczekują zajęcia się domem, a dodatkowo DOROBIENIA do pensji męża. Czasem mąż pomoże w codziennych obowiązkach, ale z tym różnie bywa.

Podsumowując, ewolucja poglądów, a nie od razu rewolucja smile

84 Ostatnio edytowany przez Joga (2014-02-28 18:01:48)

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
marioosh666 napisał/a:
Mussuka napisał/a:

Ale wierze Ci, ze takie zabobony jak "siedz na tylku i chowaj dzieci" jeszcze sa mocno zakorzenione w niektorych srodowiskach.

Kiedyś było tak, że facet miał zarobić kasę na utrzymanie rodziny, a kobieta zajmować się domem. Dzisiaj okoliczności się zmieniły, więc te środowiska się dostosowały. Od kobiety nadal oczekują zajęcia się domem, a dodatkowo DOROBIENIA do pensji męża. Czasem mąż pomoże w codziennych obowiązkach, ale z tym różnie bywa.

Podsumowując, ewolucja poglądów, a nie od razu rewolucja smile

No to teraz zasłużę na większe baty big_smile
Ja fakt, że "siedzę" w domu i zajmuje się dziećmi uważam za mój przywilej, cieszę się, że możemy sobie na to pozwolić. Założenie było inne, bo planowałam pracować przez całą ciążę jedną i drugą a później wrócić do pracy zaraz po macierzyńskim, wyszło inaczej ale nie jest to jakaś straszna kara.
Staram się korzystać na maksa z czasu jaki spędzam z dzieciakami i wiem, że dzięki temu budujemy fajne relacje. Tego czasu "w domu" nie zastąpi nic, angażuję się i pomagam mężowi. Teraz nadszedł czas, że chciałabym wrócić na rynek pracy, mam świetny pomysł, działam, myślę i ....trzymajcie kciuki, żeby mi się udało. Po raz pierwszy w życiu tak dokładnie wiem czego chcę zawodowo smile
Co prawda czułam pewien niedosyt, brakowało mi bardziej "twórczych" zajęć ale opieka nad dziećmi to nie jest "nicnierobienie" a jak się do tego dołoży zajmowanie domem i pracę zawodową to każda z kobiet, która sobie z tym radzi jest jak dla mnie WIEEEELKA, pełen szacun smile

85

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
Mussuka napisał/a:

Nastepna drazliwa. Nagle w Polsce babcie wymieraja, przedszkola zamykaja, kobiety slabna w pierwszym tygodniu ciazy itp. Ale mi tu kity chcesz wcisnac. Ach, przepraszam, ja oczywiscie znam tylko Warszawe, za oplotki wyjedziesz a tam juz Kazachstan.

Jak wiesz ja z ciemnej prowincji jestem big_smile ale nawet na tej ciemnej prowincji jest duże miasto i w tym mieście przedszkola i żłobki pojawiały się jak dżdżownice po deszczu. Fakt, prywatne więc i płatne więcej niż publiczne. Jednak są. Przy pierwszym dziecku żona nie pracowała więc problemu nie było. W drugiej ciąży pracowała już 3 lata u tego samego pracodawcy. Dużego, korporacyjnego. Chciała pracować tak długo jak się da i tu się kłania:

Mussuka napisał/a:

Takie wypadki, jak zagrozona ciaza czy ciezki stan poporodowy, dluzsza opieka nad chorym dzieckiem to sa WYJATKI i one nie sprawiaja, ze nagle pracodawcy boja sie podpisac jakakolwiek umowe z mloda "rokujaca" kobieta.

Właśnie teraz jest jakaś ciążowa psychoza i to nie tylko u matek ale u lekarzy. Pierwsze co żona dostała od lekarza to zwolnienie. Żona mówi, że po co, przecież to 3 miesiąc, dobrze się czuje, praca nie jest ciężka fizycznie - to niech się pani zdecyduje, czy pani chce rodzić dziecko czy pracować - brzmiała odpowiedź lekarza. To nie był lekarz głąb tylko wysoko usytuowany w hierarchii lekarskiej. Cóż miała robić skołowana, w końcu poszła na to zwolnienie, szczególnie że przecież z pierwszej ciąży wynikł nam problem w postaci upośledzenia dziecka.
I taka jest teraz lekarsko - ciężarna norma. Każda ciąża jest zagrożona, w każdej trzeba iść na zwolnienie. Ciąża to choroba. Dodajmy do tego, że taką ciężarną można na parę dni co jakiś czas położyć u siebie na oddział patologii ciąży. Dużo szpital nie będzie kosztować, a kasa z NFZ płynie...
Dlatego nie wmawiajmy sobie, że za zwolnienie lekarskie takiej ciężarnej nikt nie płaci. Płacimy my wszyscy. ZUS, NFZ nie ma swoich pieniędzy tylko nasze, które tam wpłacamy.
Praktyka zakładania przez kobiety działalności gospodarczej tylko po to żeby za pożyczone pieniądze płacić sobie przez 3 miesiące pensję 9 tys. zł i adekwatną do tego składkę do ZUS stała się już tak popularna, że ZUS zaczął ogólnopolską akcję kontrolowania takich przypadków. Przecież to czysty zysk, pożyczamy pieniądze, 3 miesiące wpłacamy do ZUS składki od pensji 9 tys. zł, idziemy na zwolnienie i urlop macierzyński i potem wszyscy takiej mamusi wypłacamy przez paręnaście miesięcy zasiłek w wysokości 9 tys. zł. Wróć! Jacy my wszyscy? To przecież płaci ZUS, nie my!

86

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?

Kij ma dwa końce...
Miałam małe dziecko,cięzko było z pracą,tata dał mi parę zł,otworzyłam działalność.Zatrudniłam 4 osoby.         
Przyszła dziewczyna,po próbnym miesiącu dałam umowę na czas nie określony.Okazało się,ze była w ciąży,poszła na zwolnienie...
wypłaciłam za 35 dni zwolnienia,potem płacił ZUS,w styczniu(nowy rok) znowu ja za 35 dni. 
Urodziła... macierzyński (ZUS),urlop (ja),wychowawczy (ZUS) - wypłacone.
Kilka dni przed końcem wychowawczego,przyszło zwolnienie...ciąża.
I płacimy 35 dni ( ja) ,potem ZUS...macierzyński (ZUS),potem urlop wypoczynkowy (ja),wychowawczy (ZUS)


Wypłaciłam ja osobiście(pracodawca) za więcej dni świadczeń niż biedna samotna mama była w pracy i dostała należną pensje.
W czasie trwania drugiego wychowawczego wypowiedziałam umowę o pracę i zamknęłam działalność.
Sprawa w Sądzie Pracy ciągnęła się ze trzy lata...
Kto wie jaki był wyrok?

87

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
Snake napisał/a:

Praktyka zakładania przez kobiety działalności gospodarczej tylko po to żeby za pożyczone pieniądze płacić sobie przez 3 miesiące pensję 9 tys. zł i adekwatną do tego składkę do ZUS stała się już tak popularna, że ZUS zaczął ogólnopolską akcję kontrolowania takich przypadków. Przecież to czysty zysk, pożyczamy pieniądze, 3 miesiące wpłacamy do ZUS składki od pensji 9 tys. zł, idziemy na zwolnienie i urlop macierzyński i potem wszyscy takiej mamusi wypłacamy przez paręnaście miesięcy zasiłek w wysokości 9 tys. zł. Wróć! Jacy my wszyscy? To przecież płaci ZUS, nie my!

Kiedyś można było zarobić na takiej akcji 30 000 PLN na czysto. ZUS deklaruje, że się za to wziął, ale udowodnienie fikcyjności działalności gospodarczej jest bardzo trudne. Nie potępiam tej praktyki, bo ZUS okrada każdego z nas wielokrotnie bardziej. Dobrze, że część tej kasy można odzyskać. Jak będę miał żonę i zdecydujemy się na dziecko to na pewno skorzystamy wink

88 Ostatnio edytowany przez nokiaaa (2014-02-28 20:51:41)

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
draceenka napisał/a:

Kij ma dwa końce...
Miałam małe dziecko,cięzko było z pracą,tata dał mi parę zł,otworzyłam działalność.Zatrudniłam 4 osoby.         
Przyszła dziewczyna,po próbnym miesiącu dałam umowę na czas nie określony.Okazało się,ze była w ciąży,poszła na zwolnienie...
wypłaciłam za 35 dni zwolnienia,potem płacił ZUS,w styczniu(nowy rok) znowu ja za 35 dni. 
Urodziła... macierzyński (ZUS),urlop (ja),wychowawczy (ZUS) - wypłacone.
Kilka dni przed końcem wychowawczego,przyszło zwolnienie...ciąża.
I płacimy 35 dni ( ja) ,potem ZUS...macierzyński (ZUS),potem urlop wypoczynkowy (ja),wychowawczy (ZUS)


Wypłaciłam ja osobiście(pracodawca) za więcej dni świadczeń niż biedna samotna mama była w pracy i dostała należną pensje.
W czasie trwania drugiego wychowawczego wypowiedziałam umowę o pracę i zamknęłam działalność.
Sprawa w Sądzie Pracy ciągnęła się ze trzy lata...
Kto wie jaki był wyrok?

a wiecie jak bylo ze mna?
pracowalam na zastepstwo w szkole do 32-33tyg,nie nalezaly mi sie zadne macierzynskie, nie bylam na zwolnieniu, po zakonczeniu pracy w czerwcu poszlam do drugiego pracodawcy, ktory mnie znal!odbieralam telefony i siedzialam w sekretariacie do 40tyg ciazy, w nastepnej pracy. dostalam macierzynskie.
legalnie.
kontrola i tak byla.

89

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?

i żadnej godziny nie opuścilam, nawet do lekarzy szlam na 17, po pracy:)
dziecko duże, przytylam 33kilo,kregoslup wysiadał.

90

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
draceenka napisał/a:

Kto wie jaki był wyrok?

Dostałaś nakaz przywrócenia jej do nieistniejącej pracy lub zapłacić jej za 3 miesiące z odsetkami big_smile

91

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
pitagoras napisał/a:
Joga napisał/a:

kiedy kobieta powinna rodzić dzieci, i jak pogodzić rolę matki i pracownika????

Z czysto ekonomicznego punktu widzenia te role są nie do pogodzenia.Zjedzcie mnie za konserwatyzm, ale taka jest prawda- kobieta chcąca być jako-tako dobrą matką dla choćby dwójki dzieci, nie jest w stanie zarobić na swoje utrzymanie.Kiedyś rzecz była klarowna i od ojca dzieci oczekiwano że zapewni byt kobiecie i dzieciom.Dzisiaj takie twierdzenie jest niepolityczne, więc ciężarem utrzymywania kobiet i dzieci obarcza się przypadkowych ludzi z zewnątrz- najlepiej kapitalistycznych krwiopijców, ew. Tuska albo dobrą Ciocię Unię.

Ja Tuska nie wybierałam, sumienie mam czyste wink Mam nadzieję, że teraz ludzie obudzili się i więcej na niego nie zagłosują hmm  Rozumiem, że są to ciężkie czasy i dla pracodawców, i dla pracowników. No, ale krzywdzące jest dla kobiety jeśli np nie dostanie pracy tylko dlatego, bo jest w wieku rozrodczym. Jak sam piszesz teraz nie są czasy, gdy facet utrzyma rodzinę, teraz zawsze się to zdarza. Faceci często już nie zarabiają tak dużo, zarobki w Polsce są pożal się losie nawet i dla nich w większości. A jak mają dziecko/dzieci i kobieta np dodatkowo ma problem z pracą, to już zazwyczaj nieciekawie. Biedy w Polsce teraz jest sporo sad W PRL podobno (wtedy jeszcze mnie nie było, ale podobno), kto chciał pracować, miał chęć, to pracował, nie słyszano o bezrobociu aż tak, teraz to o pracę trzeba się bić, a i tak nie wiadomo czy Cię przyjmą hmm

Mussuka, wiadomo, że są kobiety co po ciąży prawie od razu wracają do pracy. Wróciłaś do pracy po 4 miesiącach, więc mniej więcej tak jak macierzyński. Ja będę miała dziecko, to bym chciała wrócić podobnie, chociaż ja bym wolała tak do 1 roku dziecka zajmować się nim w domu, a po roku wrócić do pracy. Tak bym chciała, ale tak po 4 miesiącach też bym mogła wrócić, już bym w tym czasie zajęła się trochę dzieckiem, nabrała sił, więc ok.

draceenka, w takiej sytuacji to Cię rozumiem oczywiście. To po prostu wtedy nieuczciwość ze strony tej dziewczyny, że cały czas rodzi dzieci, a do pracy wcale nie przychodzi. Tak jak pisaliśmy takie osoby nieuczciwe psują opinię tym dziewczynom, które są w ciąży, ale naprawdę chcą pracować i póki mogą przychodzą do pracy itp. A potem jak już mogą, to do pracy wracają i nie kombinują smile

92

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?

Mussuka, tak mówisz o tych babciach, że mogą zająć się dzieckiem, kiedy matka w pracy będzie. To było możliwe za czasów naszego dzieciństwa. Ale teraz nie ma tak łatwo! Nie zapominaj, że mieszkamy w Polsce i dzięki podniesieniu wieku emerytalnego dzisiejsze babcie zamiast siedzieć w domu na spokojnej emeryturce same będą jeszcze tyrać na etacie. A kiedy już dotrwają tej upragnionej emerytury, to będą już faktycznie w wieku podeszłym. I tu niestety jest pies pogrzebany.

93

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
truskaweczka19 napisał/a:

Biedy w Polsce teraz jest sporo sad W PRL podobno (wtedy jeszcze mnie nie było, ale podobno), kto chciał pracować, miał chęć, to pracował, nie słyszano o bezrobociu aż tak, teraz to o pracę trzeba się bić, a i tak nie wiadomo czy Cię przyjmą hmm

O tak było. Wszyscy mieli pracę, co prawda gó.....ną, nieefektywną dla gospodarki, dostawali za nią jakieś papierki za które niewiele można było kupić, bo niewiele było do kupienia. No ale wszyscy mieli pracę, no czad. Ha, to jeszcze wiedz, że były nakazy pracy. No i zobacz, że jakoś ten raj nie wypalił...
Co jednak ciekawe, moja mama w tym raju, gdzie praca leżała za progiem urodziła trójkę dzieci chodząc w ciąży do pracy do ostatnich dni przed rozwiązaniem. To była ówczesna norma. Dziś kiedy o pracę trudno, wydawałoby się, że trzeba ją szanować, to taka praktyka jest ewenementem, bo większość kobiet kombinuje jak tu pójść na zwolnienie kiedy tylko dowiaduje się, że jest w ciąży. Typowo polski paradoks.

94

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
rachelgreen napisał/a:

Nie daj Boze takiego pracodawcy jak pitu pitu goras. Jego pseudo-firma (bo co to za pracodawca który cały dzień siedzi na forum dla KOBIET!) zatrudnia samych samców albo emerytki. Gratulować!
Pamiętaj zło raz dane wraca!

Bardzo merytorycznie i na temat  wink
Po takim wpisie, to już na pewno każdemu pracodawcy zachce się zatrudniać młode damy w wieku rozrodczym...

Snake napisał/a:

Co jednak ciekawe, moja mama w tym raju, gdzie praca leżała za progiem urodziła trójkę dzieci chodząc w ciąży do pracy do ostatnich dni przed rozwiązaniem. To była ówczesna norma. Dziś kiedy o pracę trudno, wydawałoby się, że trzeba ją szanować, to taka praktyka jest ewenementem, bo większość kobiet kombinuje jak tu pójść na zwolnienie kiedy tylko dowiaduje się, że jest w ciąży. Typowo polski paradoks.

Potwierdzam - urodziłam 4 dzieci i do głowy mi nie przyszło, że można na "nie-chorobę" brać zwolnienie. Na dziś "wysługi" lat pracy mam 28.
A dziś? Ręce opadają... Sama wieść o ciąży skutkuje radosnym rzucaniem się na zwolnienie lekarskie. Trochę to budzi niesmak. Więc MOŻE młode damy same sobie (i INNYM!) szkodzą?
Dracenka dowodem na brak seksitowskich podtekstów w problemie... bo to problem chyba?

95

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
truskaweczka19 napisał/a:

Biedy w Polsce teraz jest sporo sad

Bez demagogii.Obiektywnie, nigdy w Polsce nie było tak dobrze jak teraz.Wiele rzeczy mogłoby byc lepiej i to wkurza, ale źle nie jest.
Kto chce pracować- ten pracuje.
Proszę też pomyśleć chwilę zanim się bezkompromisowo skrytykuje PRL.
Zauważcie z jakiego pułapu startowła Polska Ludowa.W 45 roku nie było dróg, mostów, przemysłu, linii elektrycznych, nie było Warszawy, Wrocławia, nie było nic.A PRL-owi udało się zbudować Polskę na nowo.Dzisiaj postawienie głupiego stadionu i 10 km autostrady jawi się problemem nie do przeskoczenia.

96 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2014-03-01 10:14:47)

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?

Kobieta dzisiejsza musi pracowac. Nawet jak pracodawca może sobie pozwolic na lepsze opłacanie pracownika - NIE ZROBI TEGO.Wybuduje następną fabryczkę, otworzy następny biznes. Albo będzie inwestował, albo skarbówka go wydoi.

Na pracodawcę przerzucono większosc obciążeń. Akurat co do kobiet zakładano, że sam pracodawca sobie z tym najlepiej poradzi. Prawa rynku są nieubłagane, nie ma sentymentów i wyszło jak wyszło. Kobieta coraz bardziej dba o siebie i dzieci,bywa że przesadza i tak tym razem jest. Częsc przegieła, oberwały wszystkie, było do przewidzenia - stąd ZUS, czy jak kto woli państwo umył ręce.

Jeśli rządzący nie dają sobie z jakimś zjawiskiem rady, przerzucają odpowiedzialnosc na podmioty, które ich zdaniem bedą musiały dany problem rozwiazac. Tak się dzieje w gminach. Już nie tylko zasiłki i opieka społeczna oraz diabli wiedza ile zadań. Następnym będzie przykręcenie kranika ze subsydiami, tak by gmina musiała coś zrobic z przerostem zatrudnienia w szkolnictwie.

97

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
chaber05 napisał/a:

Przymierzają się po cichu do wlepienia szkół na stan gmin. .

koleżnce się kartki w kalendarzu posklejali:p
Już od dawna szkoły podlegają samorządom:D

98 Ostatnio edytowany przez czasymira (2014-03-01 10:14:17)

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?

Cześć. Wydaje mi się że to zależy czym dla danej jednostki jest społeczeństwo. Dla jednych to państwo, dla drugich własne podwórko...to aspekt socjologiczny, można się tutaj rozwodzić..Po drugie wybory decydują co jest społecznie poprawne, przyjęte przez ogół.
Mi się ten temat kojarzy z czymś takim, że ktoś np. pracował ciężko wg siebie i tak się w tej pracy, zajęciu wyeksploatował, że nie umie, uważa że nie chce, przejść do innej rzeczywistości pracy.

Tak w skrócie to opisałam, bo nie chce być obojętna na tak ciekawy temat, moim zdaniem.

99 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2014-03-01 10:56:36)

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?

Pitagoras już to sprostowałam. Dziękuję za czujnosc.

Uważam, że dobro ogółu mało nas obchodzi. Niestety.

Pitagoras oraz Snake sądzą podłóg siebie. Oni dobrze zarabiają, są lub byliby mężami, którzy dzielą się zarobionymi pieniędzmi z drugą połową, deklarują uczciwosc. Niestety tak dobrze nie ma. Gro facetów może sobie pomarzyc o dobrej płacy. Reszta to zwykłe chamy, którzy za pomocą kasy kontrolują rodzinę, stosują przemoc ekonomiczną. Dlatego kobieta chce lub musi pracowac. O ciężkim bycie samotnych matek ( z prawdziwego zdarzenia), wdów oraz tych, które zostały kopnięte w zadek przez misia, to już nie wspomnę.

Wy zakładacie błędnie, że wszystkie przyszłe matki mają troskliwego, porządnego i dobrze zarabiającego męża. A jak kobieta takowego nie ma, a jest w wieku rozrodczym? Pracodawca też źle patrzy, bo sobie opinię wyrobił na podstawie iluś tam cwaniar.

100

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
truskaweczka19 napisał/a:

Ja Tuska nie wybierałam, sumienie mam czyste wink Mam nadzieję, że teraz ludzie obudzili się i więcej na niego nie zagłosują hmm

Obudzili się? Pewnie nie zagłosują w efekcie czego wygra PiS i będzie wojna z Rosją wink Niestety, taki wybór w głowach ludzi to również robota Tuska.

truskaweczka19 napisał/a:

No, ale krzywdzące jest dla kobiety jeśli np nie dostanie pracy tylko dlatego, bo jest w wieku rozrodczym.

Aktualnie mamy rynek pracodawcy, bo przy kilkunastoprocentowym bezrobociu to on dyktuje warunki. Nie dziwi mnie, że w tej sytuacji woli zatrudniać osoby, które będą pracować, a nie siedzieć na zwolnieniach i urlopach. Zgadzam się z tym, że kobiety kiedyś muszą te dzieci urodzić, ale w obecnym systemie pracodawca traci na tym za dużo, a to zazwyczaj nie są jego dzieci wink

truskaweczka19 napisał/a:

Faceci często już nie zarabiają tak dużo, zarobki w Polsce są pożal się losie nawet i dla nich w większości.

Problem w tym, że nam wszystkim zabiera się zbyt dużo pieniędzy. Zarobki to jedno, a obciążenia drugie. Przy działalności ZUS już dawno przekroczył 1 000 PLN co jest jakimś totalnym nieporozumieniem.

101

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
chaber05 napisał/a:

Gro facetów może sobie pomarzyc o dobrej płacy. Reszta to zwykłe chamy, którzy za pomocą kasy kontrolują rodzinę, stosują przemoc ekonomiczną..

To jest prawda.Do tego dochodzi społeczne przyzwolenie na nieinteresowanie się dziećmi ze strony mężczyzn.
Ja za dawnymi czasami nie tęsknię, ale to że facet, który zostawił babę z dziećmi był spalony i napiętnowany, bardzo mi się podoba.
Druga strona medalu jest taka, że kobiety zbyt pochopnie wiążą się z niesprawdzonymi typami.Znów odniosę się do dawnego niepisanego zwyczaju dwuletniego narzeczeństwa-też nie był głupi...

102 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2014-03-01 11:57:15)

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?

Masz sporo racji Pitagoras. Niestety takie czasy nastały. Sporo kobiet z przyjemnością zostałoby w domu ileś tam lat po urodzeniu dziecka. Jednak nie da się. Nie tutaj, nie w tym kraju.

Mam męską załogę wokół siebie. Wiesz o czym marzy przeciętny młody facet? O iluś tam latach życia na luzie, realizowania swoich pasji, zanim wpadnie w kierat zarabiania na rodzinę. Parę lat wytchnienia po kształceniu i dania sobie czasu na znalezienie odpowiedniej żony. A nasze kobiety? No cóż. Byleby był, byleby zostac już teraz matką i ten strach, że zostanie sama. Później chocby potop i niech państwo pomoże. Ona wtopiła, my wszyscy mamy ratowac.

Rodzice dziewcząt też odgrywają niebagatelną rolę. Odda ten tatuś córkę każdemu, kto się nawinie, byleby jej nie utrzymywac. W końcu bezrobocie wśród młodych kobiet jest zastraszające. Jak najszybciej pozbyc sie trefnego towaru, niech mąż ma na stanie i utrzymaniu.

O ile ileś tam lat temu nie było takiej świadomości, psychologów, forów oraz innych bajerów, tak teraz nie wiem co sądzic o mądrości i rozsądku kobiet. Misiu za kratami, misiu pije, cpa, bije, uprawia hazard, ale na pewno jak zobaczy dziecko cudownie mu się poprawi. I będziemy długo i szczęśliwie życ z zasiłków.

103 Ostatnio edytowany przez Joga (2014-03-01 13:14:52)

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
chaber05 napisał/a:

Masz sporo racji Pitagoras. Niestety takie czasy nastały. Sporo kobiet z przyjemnością zostałoby w domu ileś tam lat po urodzeniu dziecka. Jednak nie da się. Nie tutaj, nie w tym kraju.

Mam męską załogę wokół siebie. Wiesz o czym marzy przeciętny młody facet? O iluś tam latach życia na luzie, realizowania swoich pasji, zanim wpadnie w kierat zarabiania na rodzinę. Parę lat wytchnienia po kształceniu i dania sobie czasu na znalezienie odpowiedniej żony. A nasze kobiety? No cóż. Byleby był, byleby zostac już teraz matką i ten strach, że zostanie sama. Później chocby potop i niech państwo pomoże. Ona wtopiła, my wszyscy mamy ratowac.

Rodzice dziewcząt też odgrywają niebagatelną rolę. Odda ten tatuś córkę każdemu, kto się nawinie, byleby jej nie utrzymywac. W końcu bezrobocie wśród młodych kobiet jest zastraszające. Jak najszybciej pozbyc sie trefnego towaru, niech mąż ma na stanie i utrzymaniu.

O ile ileś tam lat temu nie było takiej świadomości, psychologów, forów oraz innych bajerów, tak teraz nie wiem co sądzic o mądrości i rozsądku kobiet. Misiu za kratami, misiu pije, cpa, bije, uprawia hazard, ale na pewno jak zobaczy dziecko cudownie mu się poprawi. I będziemy długo i szczęśliwie życ z zasiłków.

No właśnie "świadomość niby większa" a tak naprawdę świadomość taka jak za PRLu albo gorsza. Taka zona misia, czuje się bardzo pokrzywdzona i oczekuje, że jej wszyscy pomogą. Powinna dostać mieszkanie socjalne - bo przecież nie ma gdzie mieszkać. Oczywiście kwestia utrzymania tego mieszkania jej nie dotyczy, może MOPS coś rzuci i "jakoś będzie". Takich postaw jest dużo, ja osobiście mam alergię na ludzi, którzy chcą dużo mieć ale się przy tym nie napracować. Pisałam już w innym wątku o dziewczynie, którą spotkałam w szpitalu. Bieda, dwoje dzieci, mąż jeśli pracuje to na czarno, oczywiście wódeczka musi być, papierosy też, dzieci chorują a oni tkwią w tym swoim świecie i nie widzą powodu do zmian, bo przecież po co się wysilać. MOPS da, ludzie coś pomogą i jakoś się kręci. Facet był budowlańcem więc teoretycznie powinien mieć w sezonie pracy tyle jak stąd na Marsa i co? Dochód na PIT - sama widziałam 5000PLN aż mi szczęka opadła, bo wydawało mi się, że to pomyłka.
Tak się żyje na prowincji. Dlatego zamiast klepać zdrowaśki, trzeba poszerzać horyzonty, kształcić dzieci, inwestować w ich przyszłość, żeby im się chciało chcieć i żeby miały większe ambicje niż ich rodzice.

Dobrze a teraz innej beczki Nokia czepię się Ciebie bo sama się zgłosiłaś jako bezrobotna smile, gdzie i jak szukasz pracy? Co chciałabyś robić? Jaki masz pomysł na siebie?

104

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
chaber05 napisał/a:

Wiesz o czym marzy przeciętny młody facet? O iluś tam latach życia na luzie, realizowania swoich pasji, zanim wpadnie w kierat zarabiania na rodzinę. Parę lat wytchnienia po kształceniu i dania sobie czasu na znalezienie odpowiedniej żony..

Miałem to (nie)szczęście, że dokładnie w ten sposób postąpiłem.I to był skrajny debilizm.Teraz wiem, że w pierwszej kolejności trzeba się wziąć za robotę.Ostro.Zacisnąć zęby, zakasać rękawy.Póki człowiek młody, nieobarczony gderającą żoną i trójką dzieciaków- to i odważniejszy i skłonny do ryzyka.Jak praca nie pasuje, to zmieniam, jak firma nie wypali- zakładam drugą.A jakie pole manewru ma gość zaszachowany kredytem hipotecznym, ratami za lodówkę i trzynastoletnim autem u mechanika? NAJPIERW drodzy Państwo się ustawiamy, potem wrzucamy na luz i realizujemy pasje.Odwrotnie to nie zadziała- sprawdziłem na sobie.

105 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2014-03-01 13:53:49)

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?

Pitagoras, ale nie każdy będzie miał biznes. Ktoś musi byc pracownikiem. Nie każdy ma talent do robienia pieniędzy. Musimy zbudowac taki system, gdzie pracodawcy będzie się opylało dobrze wynagradzac. Teraz woli inwestowac, bo ma odpisy. Nie chce starego, bo ma stażystę za friko. Nie chce kobiety, bo jak wyżej.

Pitagoras prowadzisz firmę w Polsce? Płacisz tutaj podatki?

Inną bajką są biznesmeni siedzący przy korycie. Już sama informacja bywa niezwykle cenna, a kontrakty rządowe...ho, ho. Ta elita spija śmietankę, wyciska pracowników do ostatniej kropli potu i podatków u nas nie płaci.

Wstrętni są mężczyźni mający w d... swoje rodziny i dzieci, lecz co powiecie o takim pasożytowaniu?

106 Ostatnio edytowany przez marioosh666 (2014-03-01 14:07:40)

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
pitagoras napisał/a:

Znów odniosę się do dawnego niepisanego zwyczaju dwuletniego narzeczeństwa-też nie był głupi...

Co z tego, że narzeczeństwo trwa 2 lata albo dłużej skoro dzisiaj pary nawet tego nie potrzebują, żeby zrobić sobie dziecko? Dzisiaj jest przyzwolenie, a nawet moda na taki luźny styl życia. Dzisiaj jest dobrze, więc mieszkamy razem, dziecko się przydarzy, a może planowane, a jak się nudzi to się rozstajemy, bo nawet ślubu nie ma, wystarczy się spakować, więc specjalnie zastanawiać się nad tym nie trzeba.

chaber05 napisał/a:

Pitagoras, ale nie każdy będzie miał biznes. Ktoś musi byc pracownikiem..

Istnieje coś po środku co się nazywa samozatrudnieniem. Dlaczego celem tylu młodych ludzi jest zabunkrowanie się na pewnym etacie, a później oczekiwanie, że będzie on trwał wiecznie? Przecież można pracować dla kilku firm zmniejszając ryzyko i rozwijając się.

chaber05 napisał/a:

Nie każdy ma talent do robienia pieniędzy.

Nie każdy ma talent do pracy. Idąc tym tokiem myślenia można zaakceptować, że pewna część społeczeństwa będzie zawsze żyła na socjalu. Nie powinniśmy narzekać, bo przecież nie każdy ma talent.

chaber05 napisał/a:

Musimy zbudowac taki system, gdzie pracodawcy będzie się opylało dobrze wynagradzac. Teraz woli inwestowac, bo ma odpisy. Nie chce starego, bo ma stażystę za friko. Nie chce kobiety, bo jak wyżej.

W Polsce naprawdę ciężko prowadzi się jakąkolwiek firmę. Koszty pracy i biurokracja co raz bardziej przytłaczają. Polscy przedsiębiorcy co raz liczniej uciekają do UK...

107 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2014-03-01 14:42:58)

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?

Koszty pracy mamy niby wysokie, niższe są tylko w Bułgarii i Rumunii, ale pozostałe kraje Unii mają o wiele wyższe, ale jakimś cudem pracownik ma wysoką pensję. Kurde co jest?! Zasiłki też tam są, nie trzeba samozatrudnienia. Gdzie u nas popełniamy błąd?

Im wyższe podatki, obciążenia, tym szara strefa większa. Czyli nasi rządzący źle się do tego zabierają. Zakładają, że wpływy mają tyle i tyle wynosic, a czy ściągną kasę z jednego, czy z dziesięciu, to ich ani ziębi ani grzeje.

Kowalski się wywinął, ma jakąś firmę, ale sprytny jest, nic mu nie udowodnimy, Kulczyk ze Solorzem zapłacili za granicą. Brakuje nam tyle a tyle, co robimy? Dowalimy reszcie. Są patriotami, jeszcze nie zwiali, nie stac ich na dobrego prawnika i księgowego - niech płacą. Jak obrosną w pióra i nawieją, dorwiemy kolejnych.

108

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
chaber05 napisał/a:

Koszty pracy mamy niby wysokie, niższe są tylko w Bułgarii i Rumunii, ale pozostałe kraje Unii mają o wiele wyższe, ale jakimś cudem pracownik ma wysoką pensję.

Koszty pracy to koszty pracodawcy minus pensja netto pracownika. I te koszty mamy wysokie nawet jak na Europę. Do tego dochodzą ceny zbliżone do Zachodu, a pensje są niższe ze względu na niższą wydajność całej gospodarki spowodowane niską technologią.

chaber05 napisał/a:

Gdzie u nas popełniamy błąd?

Brak gruntownych reform i nadmiar uprzywilejowanych grup. Tym sposobem obciążenia rozkładają się na małą ilość osób, więc jednostkowo są wysokie. Politycy wolą się zajmować przeszłością i bieżącymi problemami.

chaber05 napisał/a:

Im wyższe podatki, obciążenia, tym szara strefa większa. Czyli nasi rządzący źle się do tego zabierają. Zakładają, że wpływy mają tyle i tyle wynosic, a czy ściągną kasę z jednego, czy z dziesięciu, to ich ani ziębi ani grzeje.

Wszystko się zgadza, a jedyną partią, która ma w tym temacie konkretny program gospodarczy jest Twój Ruch.

chaber05 napisał/a:

Kowalski się wywinął, ma jakąś firmę, ale sprytny jest, nic mu nie udowodnimy, Kulczyk ze Solorzem zapłacili za granicą. Brakuje nam tyle a tyle, co robimy? Dowalimy reszcie. Są patriotami, jeszcze nie zwiali, nie stac ich na dobrego prawnika i księgowego - niech płacą. Jak obrosną w pióra i nawieją, dorwiemy kolejnych.

Niedługo ten system padnie, bo ludzie są sfrustrowani. Sam na pewno nie zarejestruje działalności gospodarczej w Polsce chociaż miałem. Zarejestruję się najprawdopodobniej w UK.

109

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?

Do tego co napisałeś marioosh666, dodałabym jeszcze zachłannosc oraz maksymalizację zysków. Poprzez zwrost wydajności powinniśmy coraz mniej pracowac, a więcej zarabiac. Nierealne! Zapomnijmy o zrównoważonym wzroście. Z roku na rok moja firma osiąga większe zyski, ale nie ma mowy o podwyżkach. Firma była zwolniona z podatku od nieruchomości przez ileś lat, pozyskuje dotacje, jak najtańszych pracowników ( słynni stażyści), inwestuje w to co jest bardziej opłacalne i nie da, powtarzam nie da zarobic za cholerę! Szef otworzy filię, szef założy następną firmę, sam żyje więcej niż godnie. Nie ma mowy o wzroście płac, o większej sile nabywczej naszego pieniądza. On uważa, że inni powinni płacic na tyle dobrze swoim pracownikom, żeby było ludzi stac na kupno jego produktu.

Rozumiecie teraz? INNI POWINNI KUPOWAC JEGO PRODUKT, ale nam pracownikom poskąpi. My nie możemy miec za dużo i kupic u pozostałych. System padnie, ale ten co się nachapał znajdzie następne źródło do wyssania. Jeszcze grupa uprzywilejowana ma siłę nabywczą. Dlatego pisałam o zarzynaniu przez idiotów kury znoszącej jaja i o popycie wewnętrznym, KTÓRY NIE MA SZANSY WZROSNAC.

110

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
chaber05 napisał/a:

Pitagoras, ale nie każdy będzie miał biznes. Ktoś musi być pracownikiem.

I bardzo dobrze!
Gdy tylko ''zaczęła się Irlandia'' pojechałem z pierwszą falą.Oprócz nas było też mnóstwo Ruskich (czy też Litwinów, Łotyszy- nie odróżniam..).Oni patrzyli na nas z niedowierzaniem i śmiali się, że jak Polak dorwie jakąś robotę, to się jej trzyma kurczowo aż do śmierci.Tymczasem Rosjanie ciągle szukali czegoś nowego, ryzykowali.Praktycznie co kilka tygodni zaczepiali się w nowym miejscu, nawet jeśli stare było ok.Czasem się udało, czasem umoczyli, ale ostateczny bilans wychodził na plus.
Suma summarum- po roku, dwóch- znajomi Polacy przechodzili na zasiłek ''bo się należał'' i byli dumni z siebie, jak to wydymali system; tymczasem Ruscy po tym samym okresie otwierali własne biznesy albo zostawali menagerami.
***
Jeżeli chodzi o płacenie podatków od działalności gospodarczej w PL.Nie znam przedsiębiorcy, którego firma nie przynosiłaby strat...

111

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
chaber05 napisał/a:

ale nam pracownikom poskąpi.

Chaber, masz strasznie idealistyczne podejście do obiektywnych kwestii ekonomicznych.Ogólnie, to temat na niejeden doktorat, ale posłużę się przykładem: wchodzisz do piekarni, na jednym regale masz chleb po 2.50, na drugim, IDENTYCZNY chleb po 3.50.
Bo właściciel postanowił zobaczyć, który klient piekarzowi poskąpi.Czy ludzi kupujących chleb po 3.50 nazwałabyś przyzwoitszymi, uczciwszymi albo ekonomicznymi patriotami.NIE, człowiek kupujący coś powyżej obiektywnej wartości jest zwyczajnym idiotą.Po prostu.
Praca też jest >towarem<, też ma wartość i to nie szef, prezes czy ktokolwiek inny tę wartość ustala- ona się ustala sama.Wszelkie sztuczne gmeranie przy tym jedynie szkodzi.

112 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2014-03-01 16:26:45)

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?

To ja inaczej zapytam: osiągałeś przez ostatnie lata przyzwoity zysk, dajesz zarobic swoim pracownikom czy zagarniasz dla siebie?

Nie mam idealistycznego podejścia. Patrzę na firmę męża. Inna filozofia zarządzania. Mniejsza z tym.

Szok! Jakich ty Pitagoras znasz biznesmenów z PL? Firma, w której pracuję osiąga zyski ( średniej wielkości) na naprawdę przyzwoitym poziomie. U męża wprowadzono szereg reform ( bzdurnych), nastał nowy szef, oczywiście po zagranicznej uczelni i zaczyna się huśtawka. Stary wyjadacz był lepszy. Nie znosił dupowłazów, liczyła się wydajnosc danego pracownika, ile przysporzył firmie zysku. Nowy wprowadza szczujnię. mąż będzie pracował w atmosferze, jaką ja mam od lat.

113

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
chaber05 napisał/a:

Szok! Jakich ty Pitagoras znasz biznesmenów z PL?

Ja sie wśród biznesmenów nie obracam.Znam drobnych przedsiębiorców.I ci w papierach mają straty.Polski system podatkowy poza tym, że obiektywnie kretyński, jest też łatwy do obejścia.Przynajmniej w kwestii podatku dochodowego.
Cóż to za retoryka ''dajesz zarobić...zagarniasz...''?Jessu..
Już napisałem- praca ma obiektywną wartość która nie zależy od mojego widzimisię.Normalnie jakbym gadał z moją Mamą: ''powinieneś podnieść ceny!''Jassne, bo ja sobie ceny ustalam, podług tego ile chcę zarobić, co tam rzeczywistość, realia itp. bzdury...

114 Ostatnio edytowany przez marioosh666 (2014-03-01 17:06:33)

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
chaber05 napisał/a:

Do tego co napisałeś marioosh666, dodałabym jeszcze zachłannosc oraz maksymalizację zysków.

Maksymalizacja zysku powinna być celem każdego przedsiębiorcy i trudno mieć do niego o to pretensje. Tak samo jak do ludzi, którzy wyjeżdżają z ojczyzny do kraju, który oferuje lepsze warunki życia. Zauważ, że przedsiębiorcy ponoszą ogromne ryzyko i należy im się za to premia od systemu. Bez nich nie mielibyśmy pracy. Problem naprawdę nie tkwi w przedsiębiorcach i ich zachłanności.

chaber05 napisał/a:

Poprzez zwrost wydajności powinniśmy coraz mniej pracowac, a więcej zarabiac.

Teoretycznie tak, ale w Polsce mamy nadwyżkę podaży na rynku pracy. W tej sytuacji wynagrodzenia muszę spadać, a osoby, których praca jest wyceniania poniżej płacy minimalnej są bezrobotne, a wszystko jest zgodne z zasadami ekonomii. Zauważ, że firmy, które przychodzą do nas z Niemiec ze swoją wysoką technologią płacą dobrze, sporo ponad stawki rynkowe, ale kilkukrotnie mniej niż u siebie.

chaber05 napisał/a:

Nierealne!

Realne, ale trzeba zrobić tak, żeby pracy było więcej, czyli pozwolić przedsiębiorcom się rozwijać i jednocześnie wymusić na nich inwestycje, żeby zwiększyła się wydajność całej gospodarki. Polska musi wyjść z pułapki średnich cen. Musimy mieć wyższą technologię i oferować mocniej przetworzone produkty.

pitagoras napisał/a:

Jeżeli chodzi o płacenie podatków od działalności gospodarczej w PL.Nie znam przedsiębiorcy, którego firma nie przynosiłaby strat...

Podatki w Polsce nie są specjalnie wysokie, a poza tym płacone od zysku. Największym problemem jest ich rozliczanie. Tym co hamuje przedsiębiorczość jest ZUS, bo to stały i wysoki koszt.

pitagoras napisał/a:

Teraz wiem, że w pierwszej kolejności trzeba się wziąć za robotę.Ostro.Zacisnąć zęby, zakasać rękawy.Póki człowiek młody, nieobarczony gderającą żoną i trójką dzieciaków- to i odważniejszy i skłonny do ryzyka.Jak praca nie pasuje, to zmieniam, jak firma nie wypali- zakładam drugą.A jakie pole manewru ma gość zaszachowany kredytem hipotecznym, ratami za lodówkę i trzynastoletnim autem u mechanika? NAJPIERW drodzy Państwo się ustawiamy, potem wrzucamy na luz i realizujemy pasje.Odwrotnie to nie zadziała- sprawdziłem na sobie.

Być może tak na to patrzysz, bo już masz rodzinę. W okolicach trzydziestki na rynku matrymonialnym jest mocno przebrane, ustawiona kobieta niekoniecznie jest pożądana przez odpowiednich mężczyzn, a do tego dochodzą problemy, których młodzi nie mają np.: silne przywiązanie do swojego miejsca zamieszkania. Jak się oddzieli prywatne pieniądze, którymi dysponuje człowiek od firmowych to życie jest prostsze i można sobie ryzykować. Mając drugą osobę, której ufamy to łatwiejsze. Naprawdę zazwyczaj wystarcza prosta zmiana myślenia.

pitagoras napisał/a:

Już napisałem- praca ma obiektywną wartość która nie zależy od mojego widzimisię.

Niezupełnie... Praca zależy od wartości wnoszonej przez pracownika do firmy. Na to masz wpływ w pewnym zakresie.

pitagoras napisał/a:

Normalnie jakbym gadał z moją Mamą: ''powinieneś podnieść ceny!''Jassne, bo ja sobie ceny ustalam, podług tego ile chcę zarobić, co tam rzeczywistość, realia itp. bzdury...

Rzeczywistość jest negocjowalna. Podnosząc ceny trafisz na innych klientów, którzy nie zainteresują się zbyt tanią usługą lub produktem. Podsumowując, Twoja mama ma rację smile

115

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?

Wiecie co sobie myślę po tej całej dyskusji? Że większość ma moralność Kalego.

Kali może oszukiwać, Kali być dobry biznesmen, bo daje praca za najniższa krajowa. Kalego nie wolno okradać ( te nieznośne ciężarne baby). Kalemu pomnik postawić, on być nasz wybawiciel.

Najlepiej robi rząd, ja też idę haratać w gałę.

116

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
chaber05 napisał/a:

Najlepiej robi rząd, ja też idę haratać w gałę.

Rząd robi źle, a przedsiębiorcy z tego korzystają. Zresztą wielu z nich zasiada w Sejmie... Nie dziwi, że im nie zależy na zmianach w prawie.

117

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
marioosh666 napisał/a:

Rzeczywistość jest negocjowalna. Podnosząc ceny trafisz na innych klientów, którzy nie zainteresują się zbyt tanią usługą lub produktem. Podsumowując, Twoja mama ma rację smile

Rzeczywistość nie jest negocjowalna.Położenie metra kostki kosztuje 50 PLN.To jest tyle WARTE.Możesz powiedzieć klientowi 100- Twoje prawo, tyle że on weźmie kogoś innego za 50.Logiczne.Sporadycznie trafi się niezorientowany kretyn, ale sporadycznie.Poza tym kretyni przeważnie nie mają pieniędzy.
Możesz powiedzieć 30 - Twoje prawo.Będziesz pracował tylko na dojazdy i amortyzację sprzętu.Ciekawe jak długo.Powodzenia.

118

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
pitagoras napisał/a:

Rzeczywistość nie jest negocjowalna.

Twoje podejście, Twój wybór, Twój świat...

pitagoras napisał/a:

Położenie metra kostki kosztuje 50 PLN. To jest tyle WARTE.

Świetnie! A co ponad to? Czy położenie metra kostki przez ekipę, która jest pewna, zostawia po sobie porządek, pracuje terminowo, właściciel pilnuje interesu i wiadomo, że gdyby coś było nie tak to natychmiast się tym zajmie nie może kosztować odrobinę więcej?

pitagoras napisał/a:

Możesz powiedzieć klientowi 100- Twoje prawo, tyle że on weźmie kogoś innego za 50.Logiczne.

Logicznie przy Twojej strategii niskich cen. Nie każdy tak myśli. Ja z zasady odrzucam najtańsze oferty oferty, bo wiem, że coś może być nie tak. Wolę zapłacić więcej i mieć pewność. Wystarczy, że ktoś uzasadni mi różnicę.

pitagoras napisał/a:

Sporadycznie trafi się niezorientowany kretyn, ale sporadycznie.Poza tym kretyni przeważnie nie mają pieniędzy.

Dlaczego od razu kretyn? A może ktoś jest gotowy zapłacić trochę więcej za to, że Pan brukowiec (?) będzie schludnie ubrany, ogolony i będzie mówił bez przecinków, bo klient ma małe dzieci i mieszka w prestiżowej okolicy? Zorientować się w dzisiejszych czasach nie jest trudno. Kiedy moi rodzice stawiali dom to widziałem różne ekipy i sam nigdy nie wezmę takiej za 50 PLN, bo za bardzo cenię swój czas i energię. Nie mam ochoty nad kimś stać, poganiać go i pilnować, żeby się z kimś nie pobił po pijanemu.

119

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?

Jeśli jeszcze pamiętacie moją historię...
Chciałam wykazać,że są różne sytuacje i trzeba podchodzić do nich indywidualnie.
Pracodawca nie zawsze jest wyzyskiwaczem,a pracownik,no cóż też różnie.

Problem pewnie jest w przepisach.             
25 lat wolnego państwa to i mało i dużo...cóż uczymy się dopiero.
Nie porównujmy się do państw zachodnich,nie mieli 50 lat komuny.Przed nami jeszcze daleka droga.

Gdzieś czytałam o tak zwanym dochodzie gwarantowanym dla każdego obywatela.
Z wyliczeń wynika ze,każdy z nas mógłby dostawać 1000zł /mies.gdyby zlikwidować cały socjal,i państwo kosztowało by to mniej

Moja sprawa w Sądzie ciągnęła się długo,sytuacja badana była dość wnikliwie,udowodniłam,że nie zlikwidowałam firmy celowo(stawiano taki zarzut) a z przyczyn ekonomicznych,gdybym inną założyła,byłoby przywrócenie do pracy.
Gdy zapadł wyrok pracowałam w PZU,z pensją wyższą niż z działalności i Sąd nie zasądził odszkodowania tylko dlatego,że Pani pozywająca nie potrafiła wykazać gotowości do podjęcia pracy.
W uzasadnieniu usłyszałam kilka przykrych słów(byłam silniejszą stroną z większymi możliwościami zarobkowymi,i miałam jedno dziecko,nie dwoje)

Aha...firmę założyłam po macierzyńskim,które wypłacił mi ZUS.

120

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?

@draceenka, pewnie dlatego co raz więcej umów śmieciowych...

121

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
Snake napisał/a:
truskaweczka19 napisał/a:

Biedy w Polsce teraz jest sporo sad W PRL podobno (wtedy jeszcze mnie nie było, ale podobno), kto chciał pracować, miał chęć, to pracował, nie słyszano o bezrobociu aż tak, teraz to o pracę trzeba się bić, a i tak nie wiadomo czy Cię przyjmą hmm

O tak było. Wszyscy mieli pracę, co prawda gó.....ną, nieefektywną dla gospodarki, dostawali za nią jakieś papierki za które niewiele można było kupić, bo niewiele było do kupienia. No ale wszyscy mieli pracę, no czad. Ha, to jeszcze wiedz, że były nakazy pracy. No i zobacz, że jakoś ten raj nie wypalił...
Co jednak ciekawe, moja mama w tym raju, gdzie praca leżała za progiem urodziła trójkę dzieci chodząc w ciąży do pracy do ostatnich dni przed rozwiązaniem. To była ówczesna norma. Dziś kiedy o pracę trudno, wydawałoby się, że trzeba ją szanować, to taka praktyka jest ewenementem, bo większość kobiet kombinuje jak tu pójść na zwolnienie kiedy tylko dowiaduje się, że jest w ciąży. Typowo polski paradoks.

Wiesz, na pewno nie było idealnie, ale chociaż łatwiej z pracą, o to mi chodzi. Oczywiście żaden raj. Jak mówię wtedy mnie jeszcze nie było na świecie, więc z doświadczenia nie powiem, urodziłam się w 1991, więc siłą rzeczy takich czasów nie znam wink To jak tak mówisz, to powiedźmy tak, wtedy nie było dobrze, teraz też nie, a rządzący nie robią nic, aby to zmienić. Szczerze? Nie znam się dobrze na polityce, ale lepiej było już chociażby za czasów PIS-u, nie było aż takich podwyżek, żyło się mojej rodzinie lepiej i sporo osób, które znam też to potwierdza. Nie było też jakoś super, ale lepiej. Z pracą też było ogólnie lepiej, Ci, których znam zazwyczaj mieli pracę, nie było takiego problemu, a teraz, ktokolwiek kogo nie znam czy z rodziny czy znajomych w jakiejkolwiek branży- każdy ma problem z pracą, ciężko jest. Do tego wszystko: paliwo, produkty idą z każdym rokiem w górę, czynsze tak samo, no przynajmniej u nas dużo poszedł w górę. Za czasów PIS-u z tego co wiem nie było z tym aż tak źle.

pitagoras, serio, a nie słyszysz chociażby o tym, że bezrobocie coraz większe? Nie widzisz wśród znajomych, że z pracą ciężko? Ja widzę i po sobie i po znajomych. Wiele z nich to ambitne osoby, ale mimo tego ciężko z pracą. A jak mają pracę, to zazwyczaj na słuchawkach czy inną, bo gdzie indziej nie odzywają się albo wręcz twierdzą, że za wysokie wykształcenie albo po prostu nie mają pracy, bo miejsc pracy nie jest dużo, a ludzi bardzo dużo itp. A na słuchawkach nie dość, że bardzo trudna robota, często podobno niezgodna z prawem, bo tak traktują pracowników, to pensje też nieduże, a ceny coraz wyższe. No i weź się utrzymaj za to. Odkąd żyję i obserwuję to moim zdaniem teraz jest jeden z najgorszych okresów, właśnie za czasów Tuska, teraz to najbardziej odczuwam z rodziną i moi znajomi tak samo. Naprawdę, moim zdaniem parę lat temu było lepiej, nie wiem czy większość się ze mną zgodzi, ale sądzę, że tak. Nie jestem zachłanna, patrzę na to co widzę. A teraz? Z roku na rok coraz gorzej, podwyżki wszędzie, bezrobocie coraz większe, a pensje nie idą w górę.

Wiem, że nie znam się dobrze na polityce itp, dlatego to jest takie moje subiektywne odczucie i wielu ludzi, których znam do tego moje obserwacje i też ludzi, których znam. Wiadomo, że są ludzie, którzy zarabiają dużo, a w Polsce raczej nie jest to większość. Duża część żyje poniżej średniej lub biedzie, niekoniecznie dlatego, że jest leniwa, tylko dlatego, że niefajnie u  nas po prostu się zrobiło.

122

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
truskaweczka19 napisał/a:

pitagoras, serio, a nie słyszysz chociażby o tym, że bezrobocie coraz większe?

Serio, to nie znam nikogo, kto chciałby pracować, a nie może znaleźć pracy.Owszem, znam ludzi, którzy szukają pracy w swoim zawodzie i nie znajdują.Ale to pokłosie kretyńskiego podejścia, żeby robić co się chce/lubi, a nie to na co jest zapotrzebowanie.Piszesz o ''zbyt wysokim'' wykształceniu.Naprawdę nie wyłapujesz sarkazmu tego określenia..?
Zwyczajnie, gros ludzi mimo całej kolekcji dyplomów NIC nie umie.

123

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
truskaweczka19 napisał/a:

Wiesz, na pewno nie było idealnie, ale chociaż łatwiej z pracą, o to mi chodzi. Oczywiście żaden raj. Jak mówię wtedy mnie jeszcze nie było na świecie, więc z doświadczenia nie powiem, urodziłam się w 1991, więc siłą rzeczy takich czasów nie znam wink To jak tak mówisz, to powiedźmy tak, wtedy nie było dobrze, teraz też nie, a rządzący nie robią nic, aby to zmienić. Szczerze? Nie znam się dobrze na polityce, ale lepiej było już chociażby za czasów PIS-u, nie było aż takich podwyżek, żyło się mojej rodzinie lepiej i sporo osób, które znam też to potwierdza. Nie było też jakoś super, ale lepiej. Z pracą też było ogólnie lepiej, Ci, których znam zazwyczaj mieli pracę, nie było takiego problemu, a teraz, ktokolwiek kogo nie znam czy z rodziny czy znajomych w jakiejkolwiek branży- każdy ma problem z pracą, ciężko jest. Do tego wszystko: paliwo, produkty idą z każdym rokiem w górę, czynsze tak samo, no przynajmniej u nas dużo poszedł w górę. Za czasów PIS-u z tego co wiem nie było z tym aż tak źle.

Truskaweczko, za czasów PRL nie było Cię na świecie, za czasów PiS, to Ty byłaś dzieckiem i niestety piszesz o tym jak dziecko. Te Twoje złote czasy PiS, to były dwa lata przejadania resztek dobrej koniunktury światowej. Przejadania, które zapoczątkowały rządy SLD i udało się jeszcze PiS-owi. Kiedy PiS sam się obalił i wygrała PO pojawił światowy krach bankowy, a z nim gospodarczy. Ja wiem, że byłaś w wieku, w którym jest wiele ciekawszych rzeczy niż śledzenie co się dzieje na świecie. Ja wiem, że PO można bardzo, bardzo dużo zarzucić ale ja jestem gotów na kolanach pójść z pielgrzymką dziękować, że światowy krach przyszedł kiedy w Polsce rządziła już PO. Ja wiem, że wszędzie na świecie jest ponoć raj tylko Polska Platformy jest obrazem nędzy i rozpaczy big_smile Pokazać Ci podania o pracę na polskiej prowincji pisane przez młodych, wykształconych Hiszpanów? Powiedz mi dlaczego młody, wykształcony Hiszpan szuka jakiejkolwiek pracy w swoim zawodzie w Polsce, za polskie pieniądze? Bo uwiódł go czar Tuska?

124

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
Snake napisał/a:

Ja wiem, że PO można bardzo, bardzo dużo zarzucić ale ja jestem gotów na kolanach pójść z pielgrzymką dziękować, że światowy krach przyszedł kiedy w Polsce rządziła już PO.

Kaczyńskiemu też można bardzo dużo zarzucić, ale potrafił sięgnąć po ekspertów, kiedy było trzeba. Wiem, że mieli dobre kontakty z ludźmi ALK. Myślę, że gdyby trzeba było to szybciej zrobiliby porządek z gospodarką niż PO, bo u nich było mniej partyjniactwa, ale nie będę polemizował, bo to póki co teoria.

125

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
pitagoras napisał/a:
truskaweczka19 napisał/a:

pitagoras, serio, a nie słyszysz chociażby o tym, że bezrobocie coraz większe?

Serio, to nie znam nikogo, kto chciałby pracować, a nie może znaleźć pracy.Owszem, znam ludzi, którzy szukają pracy w swoim zawodzie i nie znajdują.Ale to pokłosie kretyńskiego podejścia, żeby robić co się chce/lubi, a nie to na co jest zapotrzebowanie.Piszesz o ''zbyt wysokim'' wykształceniu.Naprawdę nie wyłapujesz sarkazmu tego określenia..?
Zwyczajnie, gros ludzi mimo całej kolekcji dyplomów NIC nie umie.

A ja znam sporo takich ludzi. No albo sporo takich, którzy nie mogą znaleźć nic innego niż praca w Biedronce czy Mc Donaldzie, mimo że nie są wcale głupimi, umieją coś i są bardzo chętni do pracy. Owszem, są ludzie po studiach, którzy nic nie umieją i nie chcą się nauczyć, ale pitagoras, wielu naprawdę ma umiejętności, a problem z pracą. Tak że tu nie chodzi do końca o to co piszesz.

Snake, możliwe, że tak jest, nie przeczę, to prawda, byłam dzieckiem, oceniam kiedy się lepiej żyło po prostu. Pewnie miało na to wpływ jak piszesz koniunktura światowa. Wiem, że w innych państwach też nie ma krainy mlekiem i miodem płynącej, ale jednak jest lepiej- chociażby zarobki. Mój tata był w Norwegii i tam zarobił tyle, ile tu by nie zarobił przez długi czas. Artykuły wiadomo, że droższe, ale bardziej adekwatne do zarobków niż u nas. Na kogo byś stawiał w obecnych wyborach?

126

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
truskaweczka19 napisał/a:

Snake, możliwe, że tak jest, nie przeczę, to prawda, byłam dzieckiem, oceniam kiedy się lepiej żyło po prostu. Pewnie miało na to wpływ jak piszesz koniunktura światowa. Wiem, że w innych państwach też nie ma krainy mlekiem i miodem płynącej, ale jednak jest lepiej- chociażby zarobki. Mój tata był w Norwegii i tam zarobił tyle, ile tu by nie zarobił przez długi czas. Artykuły wiadomo, że droższe, ale bardziej adekwatne do zarobków niż u nas. Na kogo byś stawiał w obecnych wyborach?

Aaa, w Norwegii lepiej płacą.... To zapytaj taty jak wyglądała sytuacja gospodarczo-finansowa Polski 25 lat temu. Wtedy kiedy ci co zapewniali pracę każdemu postanowili rzucić w cholerę tonący okręt. Podpowiem. 25 lat temu Polska była, co oficjalnie potwierdziła nawet parę lat wcześniej - bankrutem. "Komuniści" ogłosili światu, że nie są w stanie spłacać polskich długów. W kraju miałaś dystrybucję większości dóbr konsumpcyjnych poprzez system kartkowy. Mogłaś mieć pracę, mogłaś zarobić pieniądze ale kupić mogłaś tylko to na co miałaś kartkę lub talon. Poczynając od cukru, mięsa, wódki, a kończąc na samochodzie. Zapytaj się taty co to hiperinflacja, bo urodziłaś się chyba po tym jak udało się ją zdusić.
I jakże to racjonalne powiedzieć, że w kraju który jest dwie dekady od krachu zarabia się mniej niż w kraju, który 7 dekad żyje sobie pączek w maśle m.in. z ropy.

127 Ostatnio edytowany przez Joga (2014-03-03 10:04:19)

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
Snake napisał/a:
truskaweczka19 napisał/a:

Snake, możliwe, że tak jest, nie przeczę, to prawda, byłam dzieckiem, oceniam kiedy się lepiej żyło po prostu. Pewnie miało na to wpływ jak piszesz koniunktura światowa. Wiem, że w innych państwach też nie ma krainy mlekiem i miodem płynącej, ale jednak jest lepiej- chociażby zarobki. Mój tata był w Norwegii i tam zarobił tyle, ile tu by nie zarobił przez długi czas. Artykuły wiadomo, że droższe, ale bardziej adekwatne do zarobków niż u nas. Na kogo byś stawiał w obecnych wyborach?

Aaa, w Norwegii lepiej płacą.... To zapytaj taty jak wyglądała sytuacja gospodarczo-finansowa Polski 25 lat temu. Wtedy kiedy ci co zapewniali pracę każdemu postanowili rzucić w cholerę tonący okręt. Podpowiem. 25 lat temu Polska była, co oficjalnie potwierdziła nawet parę lat wcześniej - bankrutem. "Komuniści" ogłosili światu, że nie są w stanie spłacać polskich długów. W kraju miałaś dystrybucję większości dóbr konsumpcyjnych poprzez system kartkowy. Mogłaś mieć pracę, mogłaś zarobić pieniądze ale kupić mogłaś tylko to na co miałaś kartkę lub talon. Poczynając od cukru, mięsa, wódki, a kończąc na samochodzie. Zapytaj się taty co to hiperinflacja, bo urodziłaś się chyba po tym jak udało się ją zdusić.
I jakże to racjonalne powiedzieć, że w kraju który jest dwie dekady od krachu zarabia się mniej niż w kraju, który 7 dekad żyje sobie pączek w maśle m.in. z ropy.

truskaweczka19 pewnie chodzi o to, że w czasach PRLu żyło się "bezpieczniej", owszem były kartki na wszystko, kolejki po cukier i kawę, pomarańcze na święta. Ludzie mieli mniej więcej po równo, nie było takich przepaści, pomiędzy poszczególnymi grupami. Każdy miał pracę, może nie zarabiał kokosów, może była mało produktywna ale była. Dzieci jeździły na kolonie, nawet dwa razy w ciągu wakacji. Żyło się bardziej równo. Abstrahuję teraz od wszystkiego co było złe, mówię o taki poczuciu "bezpieczeństwa". Był obowiązek pracy i jeśli ktoś się uchylał miał problemy. Moja mama wychowywała mnie sama i pamiętam, że ZAWSZE były w domu pieniądze - zaraz ktoś powie, że pewnie dlatego, że nie miała ich gdzie wydać ale ja nie pamiętam, żeby mi czegoś brakowało, nie miałam lalek Barbie, klocków Lego też nie ale rower już tak, książki i ubrania bez problemu, fakt, że wtedy funkcjonowała instytucja krawcowej. Ja nie narzekałam smile
Teraz masz rollercaster, nic nie jest pewne, jesteś świetnym pracownikiem, możesz stracić pracę bo znajdzie się jakiś pociotek, który nie ma Twoich umiejętności ale ma "plecy". Jest duża przepaść, najlepiej żyje się chyba na zachodzie Polski (min.Wrocław, Poznań), Warszawa, Trójmiasto, to są duże miasta gdzie ludziom łatwiej o pracę. Pojedź sobie na południowy-wschód. Tutaj jest bieda, ograniczony odstęp do nauki, mało możesz zrobić, żeby podnieść kwalifikacje albo zmienić. Dostaniesz pracę ale za najniższą krajową a ta z kolei ma się nijak do realnych kosztów utrzymania.
Na zachodzie Europy, Ci najmniej zarabiający, mogą za swoja pensję normalnie przeżyć, w Polsce najniższa pensja to pensja głodowa. Zapłać za mieszkanie, kup jedzenie o ubraniu nie wspominam bo to już ekstrawagancja, za cholerę Ci nie wystarczy na książkę, kino, czy jakieś inne atrakcje.
Więc nie chwal przesadnie teraźniejszych czasów to nie jest "eldorado" a przynajmniej nie dla wszystkich.

Co z tego, że teoretycznie mogę wyjechać za granicę, skoro realnie taki wyjazd to zabójstwo dla mojego budżetu, co do chwalenia swego to dla Chaber Porównywałam sobie ceny wyjazdu nad morze polskie i do Grecji czy Turcji i wiesz, jeśli chodzi o wyjazd, koszty są zbliżone, tylko nasze morze zaskoczy nas deszczem a za granicą mam gwarancje pogody. To w temacie promowania tego co z Polski. Na co dzień staram się kupować produkty naszej produkcji ale nie zawsze się da no i ich jakość czasem jest kiepska. Kupuję w przeklętej Biedronce i Lidlu, bo tam zaopatrzenie jest dobre jakość też a ceny niższe niż w sklepie na osiedlu. Dlatego takie sklepiki upadają - wiem, tyle, że ja z moim portfelem nie zamierzam ich ratować i koło się zamyka.

Nie każdy musi kończyć studia, nie każdy musi robić doktorat ale nawet ktoś kto zamiata ulice, powinien zarobić tyle, żeby móc GODNIE przeżyć. Ciężkie jest życie na prowincji, tutaj ludzie nie maja wyboru, oczywiście, że niektórzy mogą wyjechać do większych miast albo za granicę ale przecież nie wszyscy. Zresztą państwo, powinno stwarzać godne warunki do życia dla wszystkich, tych przebojowych, wykształconych i tych, którzy nie skończyli studiów, niepełnosprawnych, starszych.
Mnie się ta obecna Polska nie do końca podoba, PO mnie rozczarowało - nie zrobili niczego z Kościołem, rolnikami, górnikami, nauczycielami. PiS to koszmar, który mam nadzieję, się nie ziści, bo to czym się zajmują, i co mówią mnie przeraża. Reszta nie jest lepsza, nie wierzę, że politycy zrobią coś dla ludzi - no chyba że swoich big_smile
Ja swoje obecne życie lubię ale zabija mnie niepewność jutra, czy mąż nadal będzie mógł robić to co robi, czy nie straci pracy, czy przyjmą mi dziecko do przedszkola, czy mój pomysł na pracę "wypali" to mnie psychicznie rozwala. Nie mogę dostać się do zwykłego pediatry i każda taka wizyta jest poprzedzona nerwami i walką z wiatrakami. Takie sytuacje mnie rozbijają.

128

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?

było fajnie.
były porzeczki, truskawki i jabłka, dzieciństwo i pomarańcze raz do roku.
niewolnica isaura i dynastia.
taki bajkowy świat.
PRL to świat dziecinstwa.

129

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
Snake napisał/a:

25 lat temu Polska była, co oficjalnie potwierdziła nawet parę lat wcześniej - bankrutem. "Komuniści" ogłosili światu, że nie są w stanie spłacać polskich długów. .

Nieznośnie upraszczasz Przyjacielu.Wartość samego KGHM przekraczała kwotę zadłużenia PRL.Tyle że tę firmę ''wzięły sobie'' związki zawodowe.Każdy, powtarzam KAŻDY pracownik KGHM dostał pakiet akcji o wartości ponad 100 000.To było paręnaście lat temu; dzisiejsza wartość tych pieniędzy byłaby dwukrotnie wyższa.Tych pracowników było kilkaset tysięcy- bo dostali również byli zatrudnieni.
To samo miało miejsce w TP.Też kilkadziesiąt tys. ludzi; też równowartość mieszkania dla każdego za friko.Policzcie sobie.
PRL nie zbankrutował, PRL wykończono sztucznie, żeby rozkraść niewyobrażalny majątek.

130

Odp: Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?
Joga napisał/a:

Na zachodzie Europy, Ci najmniej zarabiający, mogą za swoja pensję normalnie przeżyć, w Polsce najniższa pensja to pensja głodowa. Zapłać za mieszkanie, kup jedzenie o ubraniu nie wspominam bo to już ekstrawagancja, za cholerę Ci nie wystarczy na książkę, kino, czy jakieś inne atrakcje.

No nie do konca tak to jest. Ci najmniej zarabiajacy tez cienko przeda.Owszem przezyja, ale np. maja mieszkania socjalne (czyli placa czynsz ale duzo nizszy niz np. wynajem) i duzo pomocy otrzymuje sie tez przy wychowywaniu dzieci - np. oplaty za przedszkole sa stosunkowo nizsze wtedy, szkola jest i tak darmowa, wlacznie z posilkami. To spore ulatwienie dla rodzicow malo zarabiajacych.
Ale takie osoby zyja bardzo skromnie, nie stac ich na coroczne wakacje zagraniczne czy nawet krajowe, na jadanie w restauracjach, na wlasne auto., czesto odziez czy inne sprzety kupuja w second handach itp. Znam sporo takich osob i to nie imigrantow a rdzennych tubylcow. Natomiast prawda jest, ze glodujacych nie spotkalam, moze poza tymi, co lubia bardziej uplynnic niz skonsumowac swoje zarobki, ale to juz ich wybor.

Tak naprawde, to obserwujac styl zycia czy moze priorytety wydatkowe, to zauwazam taka tendencje na Zachodzie: duzo kasy idzie we wlasny dom czyli kredyt, edukacje dzieci (mam na mysli te wyzsza) i rzeczy tzw. praktyczne: urzadzenie domu, auto, fundusze emerytalne.
Natomiast bardzo oszczednie a czasem wrecz skromnie wydaje sie na zywnosc, na odziez, na rozrywki. Ogolnie wydaje mi sie, ze ludzie Zachodu zyja mniej wystawnie na codzien i moze dzieki temu moga cos oszczedzic na naprawde istotne wydatki niz suto zastawiony stol czy dziesiata para butow w tym sezonie.
Ci najbiedniejsi natomiast z pomoca panstwa (czytaj innych podatnikow) moga normalnie (bez przymierania glodem) przezyc.

Apropos tego bajkowego zycia na Zachodzie - zdaje sie, ze skonczylo sie zasilkowe podrozowanie do UK. I wcale sie nie dziwie. Zreszta Niemcy sa podobnego zdania.

Posty [ 66 do 130 z 154 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Co to znaczy żyć na koszt społeczeństwa?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026