No Dorotko, rzeczywiście podobnie. Choć ja już jestem na etapie mieszkania oddzielnie jakieś pół roku. Ponieważ nie mam zdrowego podejścia, nie poradzę Tobie. No i jeszcze nerwica lękowa, której oczywiście współczuję, wiem co to za łajza z niej. Jak mieszkałam z tym moim jeszcze to on non stop siedział niezadowolony i żyłam w rytmie jego humorów. Fakt, że gotował sam, prał też sam, wiem że we wcześniejszym związku miał wszystko pod nos. Ja swego czasu jasno określiłam, że pranie, sprzątanie nie jest moim obowiązkiem i to chyba jedna z rzezy które mi się udały, ale w tym związku o wszystko trzeba było walczyć.
Standardem w moim związku były:
wkndowe życie imprezowe, alkohol i inni ludzie (rzadko siedzieliśmy w swoim własnym towarzystwie),
seks-nie wiem czemu, ale czułam się zmuszana
wszelkie czułości z jego strony to ściśnięcie mnie mocno w ramionach (wcale nie czułe, tylko siłowe) i do tego komentarz "jak ty mnie denerwujesz, ale cię kocham".
pieniądze- ja sobie on sobie, chyba że potrzebował samochodu, no i mieszkaliśmy w moim domu 6lat. Wszelkie próby wspólnego gospodarowania kończyły się tekstem za jakiś czas "oddawaj mi wszystkie moje pieniądze"
wizyty w jego rodzinie- nikt o niczym nie rozmawia, tylko konkrety "kiedy ślub, kiedy dziecko", byłeś w kościele?"
wsparcie- A co to jest? Jak partner stoi po Twojej stronie? Niemożliwe- ZAWSZE opozycja od polityki po wiarę.
deprecjonowanie mojej wartości- wybrałaś takie studia to się nie dziw, to największa głupota. Hymm ja wybierałam studia pod kątem moich zainteresowań, a on bo większość z LO szła. (dodam, że to jest prestiżowy zawód ten jego)
ja bym to nazwała małymi szpileczkami i nie umiesz ich wychwytywać bo nie są ewidentne, cholera.
Pewnie, jest sporo kobiet, które nie zauważyłyby jego toksyczności. Wiem, że są ludzie mniej wrażliwi niż ja i SZALENIE IM ZAZDROSZCZĘ. Żyłam w tym związku tyle lat dlatego że zdaję sobie sprawę z mojej neurotycznej osobowości. Choć moje zachowania zawsze były przemyślane i nie dawałam upustu emocjom, starałam się zawsze być 'dobra" , "wzorowa". Dziwne, bo efekt był taki że ciągle byłam nadal do niczego.
Ja domyślam się że problem jest w tym że niepotrzebnie patrzę w innych jak w lustro. No, ale terapia terapia, jeszcze raz terapia.