Z moim chłopakiem jesteśmy od 8miesięcy, zaczęłam ten związek tak o, na spróbowanie, bo co zależy (dodam, że poprzedniego chłopaka przezywałam 9 miesięcy po 16 miesiącach bycia razem).
Pare małych kłamstewek się przewinęło, nic się nie stało, w moje urodziny był naćpany - ja generalnie nie poznałabym tego (jak dla mnie za dużo wypił i dziwnie się zachowywał) , kolezanka mi to uswiadomiła, mydlił oczy, bo to potrafi robić - w końcu się przyznał gdy zagroziłam, że kupię mu test na obecność narkotyków. Ponoć nie było to z własnej woli. Od tamtego czasu był spokój, pokazywał, że się stara, kocha itp itd. Zaczęło się znowu, przed świętami jechaliśmy na imprezę umawialiśmy się inaczej, on zalał się w trupa oczywiście mi wmawiając, że jest trzeźwy. Zebrałam się pojechałam do domu, telefon wyłączony, przyjechał o 6 rano twierdząc , że był cały czas na imprezie, podpytałam znajomych, niby wszystko okej... Sylwester... Powtórka z wakacyjnej rozrywki - ćpał. W tę niedzielę okłamał mnie, mówił, że jedzie do domu, pojechał do kolegi, pili. Nie rozumiem czemu skłamał, pewnie bym trochę nafukała na niego, ale by mi przeszło. Oczywiście telefon wyłączony, w poniedziałek wieczorem napisał mi, że był na komendzie, znowu telefon wyłączony. Wczoraj rano doszliśmy do ładu i składu wyjaśnił o co chodziło z komisariatem, mandaty, stare sprawy ... Wieczorem powiedział o swoim kłamstwie z tym piciem z kolegą..
Rówieśnicy nie potrafią mi pomóc.. Ja mimo wszystko go kocham, nie chcę go tracić, ale nie wiem , w którym momencie jest on zagubiony. Jak mu pomóc. Ciągle twierdzi, że się zmieni itp itd. Niby coś tam rusza, a potem pieprzy się w chwilę..
Czytając ten wątek obawiam się , że będzie gorzej.. Co powinnam zrobić? Dodam, że jestem dość emocjonalną osobą i naprawdę takie sytuacje mnie bolą...
(Ten post był pod jednym z wątków na tym forum, postanowiłam założyć nowy z nadzieją na więcej odp.)