witam czy ma ktoś może taki problem jak ja toksyczna miłość 16 latka? Bardzo proszę o pomoc,dziewczyna mojego syna choruje na fobie społeczną,syn z wesołego nastolatka stał sie gburem zamknietym w sobie z dala od świata ,przyjaciół ,rodziny.Swoim zachowaniem próbuje naprawić całe zło jakie spotkało własne ją.Dziewczyna syna jest po psychotropach,sama odizolowała sie od świata zamknięta w swoim pokoju i to samo próbuje zrobić z moim synem,nie chcemy Go stracic pozwalamy czasami mu pojechąć do niej,próbowałam rozmawiać z psychologiem ale on wysmiał mnie i potraktował jak nadopiekuńczą matke.Widzę jak on ładuje sie w ten związek,zawala szkołe nie docieraja żadne argumenty do niego....proszę niech ktoś mi pomoże....w sylwestra syn chciał jechac do niej ,ale nie pozwoliliśmy mu,ona wymysliła że ktoś ja molestował i gnebiła syna telefonami ze musi jej pomóc bo nie wie co sobie zrobi....prosiłam syna zeby powiedziała rodzicom ale niby nie chcieli ich martwic.Boję się że Ona szantażuje Go emocjonalnie a syn jest bardzo uczuciowy...nie wiem z kim mam porozmawiac,dokąd sie udać nie umiem wybrać złotego środka żeby nie stracić syna ....
1 2014-01-16 14:35:38 Ostatnio edytowany przez matka38 (2014-01-16 15:20:07)
Podobne tematy
OOoboszzze na psychotropach. Jesteś niesprawiedliwa i tyle. Fobia społeczna to lekkie zaburzenie, a nie psychopatia. Więcej złego robisz TY bo nie pozwalasz mu kierować się w życiu uczzuciami.
Sluuu, jesteś matką? ...
Matka38, zasięgnęłabym pomocy u innego psychologa. Skąd wiesz, że dziewczyna jest na psychotropach?
Wydaje mi się, że zabranianiem synowi kontaktów z nią, nic nie wskórasz a jeszcze bardziej wzbudzisz negatywne emocje do siebie. Spróbuj zyskać jego zaufanie i oferuj pomóc (wspólna wizyta u psychologa, chęć poznania/pomocy dziewczynie).
Witam!
Tak jak Iziaaaaak napisała "zabranianiem kontaktów z nią, nic nie wskórasz a jeszcze bardziej wzbudzisz negatywne emocje do siebie". Pamiętam jak to jest, jak się ma 16 lat, a rodzice zabraniają czegoś. Moim zdaniem u nastolatka budzi się bunt, a wtedy nastolatek chce się przeciwstawić rodzicom, nawet gdy wiedzą, że rodzice jakąś rację mają.
Uważam, że kluczową sprawę odgrywa lub też odegrało towarzystwo w jakim się znajdował. Jeśli spotkał taką dziewczynę w swojej szkole, lub w klasie to może warto było by naświetlić sprawę w szkole ale tak, żeby ta sprawa została między pedagogami.
Ale do jasnej Anielki! Gdzie są rodzice bądź opiekunowie tej ów dziewczyny?! Molestowana?!
Jak nic uważam, że trzeba porozmawiać z psychologiem. Gdy już byłaś u psychologa, który ma według mnie dziwne mniemanie o "nadopiekuńczych matkach" to radziłabym porozmawiać z innym psychologiem.
Pozdrawiam!
5 2014-01-16 21:29:53 Ostatnio edytowany przez sluuu (2014-01-16 21:33:34)
iziaaaaak- nie, jestem dziewczyną na psychotropach...
Rozmowa o tym, że życie z osobą która ma zaburzenia emocjonalne może być ciężkie, rozumiem. No ale wieszanie psów na niej i traktowanie jej jako zło to już nie świadczy dobrze o człowieku. Dodam jeszcze, że psychotropy to leki jak każde inne, a nie tabletki dla świrów i moja reakcja była próbą przełamania tego typu myślenia,
Ale z tego postu wynika, że chłopak ma do dziewczyny bardziej dojrzały stosunek niż jego matka, która histeryzuje, że dziewczyna syna nie jest idealną księżniczką z bajki.
Nawet jeżeli jest na psychotropach, to co?? A jakby była na insulinie to też byłaby zła??
Zamiast się cieszyć, że chłopak się nie poddaje, że jest po prostu mężczyzną - dramat nie łapię.
A jak chłopak zawala szkołę to trzeba mu wyjaśnić, że jeżeli chce pomóc swojej dziewczynie to sam nie może sobie zawalić życia, w sensie ma się porządnie wziąć za szkołę i tyle.
Ja nikogo nie oceniam,nie bronimy mu kontaktow,nawet puszczaliśmy Go na całe weekendy....łatwe nie jest nie chce przezyc zycia za niego i nie chce niczego mu narzucać....dziewczyny ktore do niego napiszą to odrazu dostaja od niej kontre ze jak sie nie odczepi to zniszczy ich własna moca...nie jest tak ze ja jestem nadopiekuncza...ona notorycznie się upijała,cieła się i kto wie czy nie zazywała norkotyków....jej rodzice są szczęśliwi ze poznała mojego syna ,bo zaczeła sie zmieniać,ale kosztem mojego syna...
Czekaj czekaj bo to co piszesz to już dość dziwnie brzmi:
1. co znaczy zniszczy ich swoją mocą??
2. skąd info o upijaniu się, narkotykach??
Nie chciałabym na siłe tego niszczyć,bo miłości się nie oszuka...ale jak widzę ze syn zmienia sie z dnia na dzien robi i lubi rzeczy tylko te ktore ona lubi ....stał sie dla niej wegetarianinem gdzie trenował piłkę nozną i szło mu bardzo dobrze ....teraz nie chodzi na treningi ,nie ma przyjaciół a miał ich wielu liczy sie ona i jej świat....Boże ja też byłam młoda ,też robiłam rzeczy ktorych moi rodzice nie chcieli zebym robiła ale czasami nie idzie patrzec na to wszystko przez różowe okulary....nie chce zeby ktoś mnie tu potępiał ale porozmawiał może podsunął pomysł...
A napisz coś więcej o synu i o niej.
11 2014-01-16 21:48:33 Ostatnio edytowany przez matka38 (2014-01-16 21:52:16)
Napisała książke i dała synowi do przeczytania a syn podsunął ja mnie i stąd wiem jak przebiegało jej życie,ona jest starsza od syna nie chodzi do szkoły ,robi technikum zaocznie (przez Fobie) ma duzo czasu wolnego bo chodzi dwa razy w miesiacu w weekendy do szkoły
Nie wszystko co napisała musi być prawdą. Ile ona ma lat??
Jak przyjechała do syna ,nie bronilismy tego nie odzywała sie do nas,korytarzem unikała kontaktu z nami ,siedzieli tylko w pokoju i zero swiata i ludzi.....jak zaprosilismy ja na rodzinna impreze to siedziała nie tanczyła do nikogo sie nie odzywała mimo że zgodziła sie sama zeby przyjechać....nie rozumiem jej ale probuje dlatego przeczytałam tę ksiązke....
wiem ze czytając to myslicie ze ze mna jest cos nie tak ....ale cóż...ona w tym roku bedzie miała 18 lat ,a wiekszość co jest w ksiażce to prawda bo opisywała swoją chorobę ....
Wiem, że martwisz się o niego, ale sama napisałaś że nie pozwoliłaś mu spędzić z nią sylwestra. Ona zaczęła panikować przy tej dolegliwości o to nie łatwo. Cieła się naprawdę? Ma ślady na dłoniach?
Ciągle pije i zachęca Twojego syna? On wraca do domu pod wpływem od niej?
No podejrzenia narkotyków, są tylko podejrzeniami tak?
Hymm ja skończyłam studia na panstwowej uczelni, pracuje w m-wej firmie i ciągle podróżuje po świecie. To nie jest tak, że osoba cierpiąca (uwierz mi że bardzo) na depresję, lęki, fobie to margines spoleczny.
Oj, ja to bym w ogóle nie przyjechała do takiej teściowej (bez obrazy), a ona zjawiła się mimo że ma fobie, a Ty zła że nie tańczy.
czasami mnie to przeraża....tak ma ślady na dłoniach,uwierz mi że chciałabym jej pomoc bo widze ze syn ja kocha ,duzo rozmawiam z synem ale on czasami reaguje odrazu nerwowo...czasami mu sie nie dziwie bo jak sie ciagle słyszy kazania to rozumiem...
Sluuu...poczytałam na blogu co mi przesłałas ....fajne i mądre rzeczy tam wypisałas ....dzięki że jestes może przez to co tam wyczytam będę umiała się odnależć chociaz troche w tym wszystkim...
matka38- dzięki i w sumie przepraszam że tak trochę emocjonalnie do tego podeszłam, ale próbuje zmienić te stareotypowe myślenie o ludziach korzystających z pomocy leków antydepresyjnych.
Będzie dobrze, zobaczysz. Ja bym postawiła na zaprzyjaźnienie się z synem,
sluuu ma rację. Chłopak zachowuje się w sumie dojrzale, jak na swój wiek. I jedyne co to go wspierać i pokazać mu mądrą drogę, tzn. chcesz pomóc fajnie, ale nie pomożesz jak zaniedbasz siebie, jak zwalisz szkołę itd.
I na prawdę ludzie korzystający z pomocy psychiatry to nie jakieś typy spod ciemnej gwiazdy. Czasami nawet sobie nie zdajemy sprawy ilu wysoko postawionych ludzi z sukcesami ma taką a nie inną przypadłość i wymaga takiego a nie innego leczenia.
Jak ktoś ma problem z tym, że ktoś leczy się psychiatrycznie, niech sobie postawi proste pytanie, czy tak samo reagowałbym/reagowałabym, gdyby chłopak/dziewczyna mojego dziecka była chora na cukrzycę czy jakąkolwiek inną chorobę przewlekłą.
Wszystko pieknie brzmi faktycznie jak nas nie dotyczy,wiecie nie problem w tym tkwi ze my ją potepiamy za to ze jest chora inna,ale przeraza mnie to że ona przerwała terapie....a lekarstwem jest moj syn...fajnie że mam takiego mądrego syna ,że chce pomagac ale boje się że nie da rady cały czas tylko ja wspierać...sam też dojrzewa jest w trudnym wieku i boje sie tego .....cały czas nachodzi mnie myśl żeby porozmawiac z jej mamą ...
matka38 a może trzeba najpierw samemu do psychologa i trochę to zobiektywizować.
23 2014-01-17 00:51:51 Ostatnio edytowany przez matka38 (2014-01-17 00:54:00)
Adam 12 a powiedz mi czy Ty masz dzieci dlaczego tak odrazu mnie osądzasz? Chce powiedzieć ze nie potrzebnie przerwała terapie,sama zrezygnowała z lekarstw stwierdziła ze najlepszym lekarstwem jest On czy tak trudno zrozumiec moje obawy?
A ja Cię nie osądzam. To, że proponuję Ci psychologa to nie osąd tylko poddanie pod rozwagę pewnej możliwości. Kochasz syna, wiec widząc jakieś tam zagrożenie możesz trochę przesadzać. A tu potrzebne jest mądre i wyważone działanie. Stąd propozycja. Równie dobrze może to być ksiądz, przyjaciel czy Twoja mama. Najważniejsze, żeby to był ktoś doświadczony i z pewnym dystansem do sytuacji, tak żebyś mogła się sama sobie przyjrzeć, swoim reakcjom. Tym bardziej, że to co piszesz wskazuje na to, że sytuacja jest dla Ciebie po prostu trudna.
I żeby nie było - ona jest trudna i masz prawo mieć takie odczucia a nie inne.
matka38- Nie powinna była przerywać terapii choć nie wątpliwie znalezienie drugiej połówki pomaga. Tak samo z odstawianiem leków bez konsultacji. Rozumiem Twoje obawy i powinnaś przetłumaczyć synowi, by zachęcał ją do kontynuacji. Jeśli chodzi o rozmowę z jej mamą, to co jej powiesz? Nie wyobrażam sobie za bardzo, że pójdziesz do niej i powiesz, że Ci się ten związek nie podoba i niech ona nastawi ją, by dała mu spokój?
1. Nie zabraniać synowi kontaktów z dziewczyną. Niech spędza z nią jak najwięcej czasu.
2. W problemach pomagać synowi.
3. Wymagać, aby nie zaniedbywał szkoły. Jak zaniedba swoje obowiązki, swoje życie, to przycisnąć mu śrubę bardzo ostro.
Innymi słowy: dziewczyna okej, niech będzie, ale szkoła najważniejsza na świecie.
Kazdy z Was spojrzał na to wszystko z dystansem bez emocji i powiem szczerze ,że czasami fajnie usłyszeć od kogoś kogo się nie zna prawdę ....że człowiek robi źle...nikt z nas nie jest doskonały i każdy ma prawo pobłądzić.....nie powiem że się uspokoiłam ale może spojrzę na to wszystko inaczej bez emocji....muszę dodać że wczoraj rozmawiałam z synem,mamy kontakt i to powinno mnie cieszyć....nie chciałabym Go stracić a także układać mu po swojemu życia(tym bardziej że jest jedynakiem)...może poprostu taki jego cel w tym życiu żeby pomagać...dobrze że nie jest egoista i samolubem,co w wiekszości jedynaków się zdarza....bedę stała i obserwowała ...będę trzymała rękę na pulsie ale nie w centrum tylko gdzieś z boku żeby syn poczuł że jest ważny dla nas i że może na nas liczyć.....
matka38- to jest naprawdę mądra decyzja.
Matka38 może spróbuj poznać tą dziewczynę, może zaproś ich wspólnie na obiad, albo podaruj coś dla niej...
Z drugiej strony, też nie możesz pokazać że jesteś taką dziwną matką, która kontroluje syna itd....no jeśli On rzeczywiście cierpi w tym układzie, to spróbuj zrozumieć co tam jest grane, o co tam chodzi w tej rodzinie.
Ja znam tą dziewczynę....ona bywała u nas w domu,ale ona nie daje nam szans na poznanie siebie....jest zamknieta w sobie...smiech Jej słychać tylko wtedy kiedy jest z moim synem...czas pokaże co bedzie dalej...to syn musi zrozumieć pewne rzeczy....ja mu moge pomóc,ale nie wiem jak....On musi wiedzieć czy chce żyć i być z nia jak bedzie szczęśliwy to będzie super....
Ja się wcale nie dziwie matce ,ze zaniepokojona jest diametralną zmianą zachowania syna. Zawalanie szkoły, całkowite odizolowywanie się od reszty społeczeństwa ,zamkniecie w sobie nie jest zdrowym objawem dotychczas zdrowego nastolatka u którego nigdy wcześniej takich zachowan nie było. Mysle ,ze KAZDY zdrowo myślący rodzic najzwyczajniej w świecie nie byłby zadowolony z ignorowania szkoły i zachowywania się jak gbur, socjofob uciekając od ludzi. Pomyślcie zanim naskoczycie na autorkę, bo nie podoba jej się zachowanie syna (ma prawo, tak jest to toksyczny związek)i MA prawo tego nie akceptować ani nie tolerować, zwłaszcza olewanie szkoły i jego stosunek do reszty świata ,który nie jest w pozytywnym świetle widziany
Mortisha dzieki za zrozumienie....potrzeba mi takich słow chociaż nie wiem jaki wybrać złoty środek żeby było dobrze....
Ja się wcale nie dziwie matce ,ze zaniepokojona jest diametralną zmianą zachowania syna. Zawalanie szkoły, całkowite odizolowywanie się od reszty społeczeństwa ,zamkniecie w sobie nie jest zdrowym objawem dotychczas zdrowego nastolatka u którego nigdy wcześniej takich zachowan nie było. (...)
Tak samo uważam. To jest jeszcze dziecko, powinien się uczyć, brykać, śmiać się i mieć szczęśliwą młodość...ale wziął się i zakochał w dziewczynie z zaburzeniami, w wyniku czego jego młodość jest smutna, pełna problemów i nikt mi nie wmówi, ze nie będzie to rzutowało na jego psychikę i przyszłe życie. Polecacie autorce, aby była tolerancyjna...ale ciekawi mnie gdzie widzicie granicę, co musiałoby się stać, bądź jakie zachowania tej dziewczyny byłyby dla Was odpowiednim momentem, aby zareagować. Ja rozumiem, że wtrącanie się rodziców w życie swoich dorosłych dzieci jest niedopuszczalne, ale to jest 16letni dzieciak! Jestem wzburzona wytwarzaniem w autorce poczucia winy, czy odsyłaniem jej do psychologa.
Matko38- obserwuj, wiadomo - bez zakazów bo stałabyś się dla swojego syna wrogiem numer jeden, trzymaj rękę na pulsie.
uffff....a już myślałam że ze mna coś nie tak....trzymam cały czas rękę na pulsie,cały czas obserwuje kontroluje i nie wiem czasami skąd te siły mam na to wszystko....
Własnie ja w jego wieku uciekałam do przyjaciół do znajomych ....bawiłam się ....śmiałam a nie tak jak mój syn przychodzi ze szkoły je obiad i czeka kiedy napisze...jak juz sie wybierze gdzies to tłumaczy się z każdego kroku co robił gdzie był...nie macie pojęcia jak to boli...nie pamiętam kiedy przespałam całą noc nie myśląc o tym...jak nie na komputerze pisze z nią to rozmawia przez telefon i tak wkólko...w weekendy mu odpuszczam ale w tygodniu wkraczam do akcji bo szkoła czeka.....przecież nastoletnie lata to najpiękniejszy wiek ...dlaczego On tak zawiązuje sobie ręcę....za dużą odpowiedzialność bierze na siebie...jest za młody....
matka 38 - jaką madrą i życiową mamą Pani jest,
mi nasuwaja się dwa pytania:
* skąd w Pani synu potrzeba pomagania aż na taką skalę, tzn zatracenia siebie, swojego stylu życia?
* dlaczego jego dziewczyna jest aż tak dla niego ważna? -
AnnaKa2014 nie wiem skąd....może to jest miłość ....może mój syn jest aż tak dobrym człowiekiem żeby ratować cały świat...nie masz pojęcia jak wiele mi to daje żeby napisać do kogoś wyrzucić to z siebie....może ktos mnie zrozumie....
Hej...hej spokojnie...bo z Twoich wszystkich postów bije taka energia,taka rozpacz...że ja już mam ochotę stąd uciec...a co dopiero Twój syn.
Sama piszesz ze Ty tez popełniałas błedy i robiłas na opak...widzisz? Twój syn robi inaczej,bo to płec męska i inne czasy mamy:)
Nie rozumiem...psycholog Cie wysmial?
Ale jak to?
To TY bylas u psychologa?
A Twoj syn był?
Zmien psychologa radze ci dobrze.
Kazdy ZAKAZ wywola u niego bunt...idz inna droga,usiadz i porozmawiaj... Nie na sile...mile beda dla niego pytania - co u niej,jak sie czuje, czy dzisz jedziesz do niej/ Tak o to masz tu kawalek ciastka,daj jej pewnie bedzie jej smakowac i pozdrow ja...
Druga sprawa...kiedykolwiek pojechalas razem z synem do niej?
Pogadalas z nia?
Nie jak matka z dziewczyna swojego syna,tylko jak matka z corka?
Jak ma sie syn odnosic do Ciebie? Ty moze i masz swoja racje,ale on ja kocha i bedzie ja bronic,ty zamiast polubic ja,poznac,starasz sie na sile odciac syna od niej...predzej chlopak zwieje ci z domu niz pojdzie za Twoja rada,jesli tak bedziesz postepowac.
Kyntia....tak rozmawiam z synem,kiedy dowiedziałam sie ze Jego dziewczyna jest chora rozmawiałam z nim...postanowilismy wspolnie zeby jej pomóc pójdziemy wspólnie do psychologa ....on nakieruje nas jak postepować z taką osobą...co robić żeby bardziej nie zaszkodzić....wizyta przebiegła sprawnie ale jak byłam sam na sam z nim to stwierdził ze jestem nadopiekuńcza....nie zabraniam mu do niej pojechac...jedyny raz kiedy to zrobiłm było teraz w sylwestra....myslę że robię wszystko co mogłoby utwierdzić syna ze jest ważny dla nas i jego związek...ale jak patrzysz jak to wszystko idzie w nie tą stronę to nad zwyczajnie martwisz sie....nie umiem inaczej
AnnaKa2014 nie wiem skąd....może to jest miłość ....może mój syn jest aż tak dobrym człowiekiem żeby ratować cały świat...nie masz pojęcia jak wiele mi to daje żeby napisać do kogoś wyrzucić to z siebie....może ktos mnie zrozumie....
Ja rozumiem Pani obawy.
Ja też wygadywałam się na różnych forach, ale to jest chyba najlepsze:)
Myślę, że trzeba podchodzić delikatnie, z poszanowaniem emocji i uczuć dla tych młodych ludzi, bo są pewnie teraz dla siebie najważniejsi na świecie. Łagodnie na ile się da. Że nie mozna zatracać siebie dla drugiego człowieka, pomagac ale tez życ własnym życiem.
Po rozmowie wczorajszej z synem...jego dziewczyna zgodziła się porozmawiać ze mna...byłysmy umowione...chciałam Ją lepiej poznać ...pogadać ,doradzić...chciałam pokazac że zalezy mi na tym żeby czuła się ważna...ale nie pojawiła się ewidentnie mnie olała....jak mam ich zrozumieć jak im pomóc jak oni tego nie chcą...
Ja na Pani miejscu bym próbowała jakoś poznać tą dziewczynę, polubić i dać jej do zrozumienia, że jeśli na rodziców nie może liczyć to na Panią może. I jeśli by zaufała to wtedy mogłaby Pani z nią o tym porozmawiać- nakłonić do dalszej terapi. Widocznie nie jest taka zła ta dziewczyna skoro syn akurat się w niej zakochał i jest przy niej pomimo tego wszystkiego.
A, że bierze antydepresanty no to co z tego? ja jestem o niewiele starsza od tej dziewczyny a też na tabletkach lece. Nie każdy ma kolorowe życie, a jakoś trzeba sobie radzić. Chyba da sie zrozumieć prawda?
A co do alkoholu to tak jak to mawia moja mama "każdy ucieka w to co mu dobrze" i takiej osobie trzeba pomóc a nie odrazu minusować.
Czyli moja rada najlpierw ją poznać i ocenić czy ona ma na niego zły wpływ- jak ma to coś z tym zrobić. Ale wątpie żeby Pani coś z tym zrobiła bo z nastolatkiem może być trudno.
Oj, powtórzyłam się, przepraszam niedoczytałam.
Rozumiem tą dziewczynę, mnie też teście chcieli poznać, cały czas odkładałam, tylko dlatego, że się wstydzę i boję się, że mnie nie zaakceptują bo z normalnej rodziny nie pochodze. Może Ona ma podobnie? Niech pani nie zakłada, że olewa ![]()
To może niech syn powie tej dziewczynie, że Pani chce ją poznać i sie poprostu zaprzyjaźnić i nie ma czym się stresować.
(...) Widocznie nie jest taka zła ta dziewczyna skoro syn akurat się w niej zakochał i jest przy niej pomimo tego wszystkiego.
Naprawdę uważasz, ze nie można się zakochać w złym człowieku?
A co do alkoholu to tak jak to mawia moja mama "każdy ucieka w to co mu dobrze" i takiej osobie trzeba pomóc a nie odrazu minusować.
Oczywiście, trzeba pomóc, tylko jest pytanie czyja to rola. Czy drugiego, niedojrzałego dzieciaka, czy osób dorosłych - rodziców.
Czyli moja rada najlpierw ją poznać i ocenić czy ona ma na niego zły wpływ- jak ma to coś z tym zrobić.
Przecież w pierwszym poście napisała, że : "syn z wesołego nastolatka stał sie gburem zamknietym w sobie z dala od świata ,przyjaciół ,rodziny","sama odizolowała sie od świata zamknięta w swoim pokoju i to samo próbuje zrobić z moim synem,zawala szkołe nie docieraja żadne argumenty do niego.... szantażuje Go emocjonalnie "
Mało? Jak dla mnie wystarczająco dużo by się niepokoić.
Gdyby ta jego pomoc skutkowała tym, że dziewczyna się zmienia, wychodzi na prostą, a on wciąż pozostaje sobą - jest radosny, pogodny, utrzymuje kontakt z przyjaciółmi - to ok. Ale tu tak nie jest - ona wywiera na niego silny wpływ i chłopak zmienia się na niekorzyść. Może z nią jest lepiej, ale dlaczego kosztem drugiego dziecka?
Ta dziewczyna jest jak dementor. Wysysa całą pozytywną energie z autorki syna i pogrąża , wciąga chłopaka w jej chorobę. Egoistyczne z jej strony, roszczeniowe, myślę ze strategiczne, nie myśli o dobry chłopaka tylko o swoim. Ona chce mieć do pary kogoś takiego samego, sprowadza go na złą drogę, manipuluje nim, syn zawala szkolę ,zachowuje się podejzliwie i niepokojąco. Taka zmiana zachowania na gorsze pod wpływem drugiej osoby nie jest żadna bagatelą ,aby do porządku dziennego przejść widząc przez autorkę jak dziecko 16 letnie nabiera zachowan osoby chorej/zaburzonej i staje się kopią. Tutaj ja w życiu bym oka nie przymykała w takiej sytuacji .Na pewno nie powinna dawać prawa synowi do zawalania szkoły, obowiązków, do zachowan takich jakie kiedyś u syna nie były na porządku dziennym, a teraz sa widoczne golym okiem a to wszystko pod wpływem dziewczyny, która sama potrzebuje pomocy specjalisty i wciąga w swój swiat zdrowego chłopaka
Jak dla mnie autorka twardo i nie ugięcie powinna obstawać przy swoim
46 2014-01-18 14:03:33 Ostatnio edytowany przez Adam12 (2014-01-18 14:09:02)
Matuszka i to najlepsza strategia - ufać i kontrolować. Do tego zacznij uświadamiać syna, że jak chce pomóc dziewczynie NIE WOLNO MU ZAWALIĆ SWOICH OBOWIĄZKÓW.
I na prawdę porównanie do dementora wydaje się być uzasadnione. Wiec Twoje obawy również. Problem w tym, że bardzo często postrzegamy rzeczywistość właśnie przez pryzmat naszych obaw. Z tego właśnie względu często postrzegamy rzeczywistość inaczej niż ona jest na prawdę. Stąd może właśnie uwaga o nadopiekuńczości. Dlatego warto się trochę sobie przyjrzeć.
Staram się przystawać przy swoim,ale uwierzcie mi nie jest łatwo...trzymam rękę na pulsie i nie zamierzam z tego rezygnować....obserwuje,kontroluję w miarę możliwości ...rozmawiam z synem...on kiwa głową przy mnie że tak a jak Ona zadzwoni to jest wręcz odwrotnie...dobrze że chociaż chce z nami jeszcze rozmawiac....
matka38 kobieto, twój syn wpadł w sidła bardzo powazne. Ta dziewczyna jest wampirem energetycznym , wysysa z was energię. Twój syn powinien automatycznie zakończyć znajomość. Bo prędzej czy poźniej i tak poniesie klęskę. W tej chwili jest zauroczony, on nie widzi tego co powinien zobaczyć. Musisz mu zadać kilka pytań.
Jak on widzi przyszlość z taką osobą.
Jak on chce sie realizować w życiu jak ona ona będzie tylko jego kulą u nogi.
Jak on widzi relacje między swoimi znajomymi, którzy się w końcu odsuną. Pewnie z czsem znajomych zmieniamy ale tutaj ewidentnie straci poczucie rzeczywistości.
Przypadkiem znalazłem takie stowarzyszenie POMOST, oni zajmują sie właśnie osobami z zaburzeniem psychicznym , może ci jakoś pomogą w tej sytuacji. Wystarczy wpisać Stowarzyszenie POMOSt Łódź.
Paulo71 pytań to ja mu juz tyle zadałam że sama już nie wiem ile....napewno i zadałam odnośnie przyszłości...skoro Oni tak powaznie już podchodzą do zycie wiec rozmawiam z synem na różne tematy...pytałam jak wyobraża sobie jak założą rodzinę...czy będą chciei mieć dzieci...syn niby chce a ona woli mieć schronisko...woli zwierzeta niż ludzi...czasami się nie dziwię bo zwirzęta nie mówią i nie dadzą jej znać ze robi coś źle....ona nie ma ochoty na naukę...o pracy też nie myśli ....więc pytam ich jak chcą żyć...z czego...nie mam sił przekonywać juz samą siebie że robię ok ....
A ojciec twojego syna co mówi.
Jest tego samego zdania co ja....to ja czasami prędzej przymykałam oczy na to wszystko ,że bedzie lepiej że sie zmieni,ale nie widać poprawy....
To ciężki orzech do zgryzienia. Jedynie potrzebny egzorcysta. Bo go omamiła.
A jej rodzice to jacy są, może też mają źle pod kopułką. Może to twardo nazwałem, ale nie wiem co wam tak doradzić. Jedynie zmiana zamieszkania na wielką odległość. To też nie jest wyjście.
WIecie co , może zadziałajcie tak:
Pani i mąż niech mówią w duchu do niego a jak ona się pokaże to tymbardziej. Może to zabrzmi głupio ale to działa.
"Wybacz mi, proszę", "Przepraszam", "Dziękuję" i "Kocham Cię"
Oprócz tego rano i wieczorem przed snem.
matka doskonale Cię rozumiem,masz syna który jest jeszcze dzieckiem,a każda matka chce jak najlepiej dla swojego dziecka.Wiek 16 lat jest bardzo trudnym wiekiem,dzieci przechodzą okres buntu i ciężko jest się z nimi porozumieć jeśli ma się inne zdanie niż Oni.Od razu stajemy się ich wrogami.Jednak z wiekiem to mija.Koleżanka Twojego syna potrzebuje pomocy specjalisty a nie młodego chłopaka.Dobrze dla niej jeśli On jest przy niej ,ale On jej nie wyleczy.Sama miałam problemy ze zdrowiem podobne do tych które ma koleżanka Twojego syna i wiem jak jest ciężko z tym żyć.Tego nie zrozumie ktoś, kto przez to nie przechodził.Też mi było ciężko, kiedy przez to wszystko przechodziłam,liczyłam na wsparcie kogoś bliskiego,ale mąż mnie nie rozumiał,nie mógł pojąć,że ciągle źle się czuję,że nie chcę wychodzić z domu itd.nie powiem,że nie miałam do niego o to pretensji i bardzo mnie bolało jego zachowanie w stosunku do mnie.Jestem jednak dojrzałą osobą tak samo jak i mój mąż,mamy też 20 lat stażu małżeńskiego więc do kogo miałam się zwrócić jak nie do niego?Jednak jeśli chodzi o Twojego syna i Twoje obawy ,to są słuszne.Ja też mam córkę 18-to letnią i nigdy bym nie chciała,żeby związała się z kimś takim jak ja kiedy przez to wszystko przechodziłam.Chciała bym dla niej normalności,żeby była szczęśliwą nastolatką.Jak widzisz ja się tu wypowiadam z dwóch stron jako matka,która chce dla Swojego dziecka jak najlepiej i jako osoba która przez to wszystko przechodziła i też potrzebowała pomocy i zrozumienia innych,Wiem też,że osobie chorej nie da się pomóc jeśli sama tego nie będzie chciała.
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
Jako 17-latka weszłam w toksyczną relację z chłopakiem z zaburzeniami DDA. Związek ten zaburzył poważnie mój sposób widzenia świata i ludzi. Z tego okresu pamiętam siebie jako smutną, bardzo zamkniętą osobę, pełną nienawiści, żalu i gniewu.
Dzisiaj sama jestem matką 16-latka. Nie wyobrażam sobie, żeby mój syn przechodził przez podobny związek. Dziwię się wszystkim głosom, które posądzają Cię o nadopiekuńczość. Związek twojego syna może wpłynąć negatywnie na jego psychikę na długie lata. Tego typu relacje są bardzo intensywne emocjonalnie, niebezpieczne dla młodej psychiki. Ja nawet po zerwaniu długo nie mogłam wejść w kontakt z kimś "normalnym", wszyscy byli nijacy i nudni.
Nie lekceważ pytania które padło już na forum: dlaczego twój syn ma tak wielką potrzebę uzależnienia się od zaburzonej osoby? Dlaczego chce się tak poświęcić? Odpowiedź, "bo kocha" jest zbyt prosta. Pamiętam, że jako nastolatka miałam bardzo niskie poczucie własnej wartość. Chciałam być tą jedyną, która przez miłość uratuje swojego chłopaka, przez co sama podniesie swoją samoocenę. Mi się tylko wydawało, że jestem dobra i chce pomóc. Tak naprawdę potrzebowałam tej relacji, żeby czuć się kimś wyjątkowym. Niezależnie od szkód psychicznych jakie ponosiłam, kurczowo się jej trzymałam.
Myślę, że dobrze postępujesz dając mu do zrozumienia, że zawsze może na Ciebie liczyć. Pomóż mu zrozumieć istotę tej relacji, w której się znajduje. Na początek musi zobaczyć, że nie żyje tak jak do tej pory. Że jest smutny i odizolowany, przez co słaby i dający sobą manipulować. Przykro mi to pisać, ale to może potrwać i będzie boleć. Być może będziesz musiała patrzyć na to jak dziewczyna, może nawet nieświadomie, go niszczy. Napiszę więcej BĘDZIESZ MUSIAŁA NA TO POZWOLIĆ. On sam musi poczuć, że go boli i coś jest nie tak. Wtedy dopiero możecie coś wspólnie zrobić, albo skończyć relacje, ale naprawić ją wspólnie ze specjalistami. Na tym polega dojrzewanie.
jak każda matka a nawet rodzic chce jak najlepiej do swojego dziecka...nie dręczyłoby mnie to gdyby była to zwyczajna nastoletnia miłość ....wręcz byłabym szczęsliwa...teraz tez się cieszę że wychowaliśmy człowieka który potrafi kochać...obdarzyć innego uczuciem...potrafi zaakceptować chorą osobę....ale świadomość tego ,że ten związek Go wypala jest nie do opisania...świadomość tego że swoje marzenia swoich przyjaciół zostawia z tyłu bardzo boli....cieszy mnie tylko jedno ,że Ona nie mieszka tam gdzie my,że codzienne spotkania nie wchodzą w grę...ale za to oni swój związek celebrują....są ze sobą 1,5 roku ale tak naprawdę się nie znają...na odległość idealizują siebie nawzajem....ale nawet przez telefon ,przez tak zadkie spotkania potrafiła tak namieszać w Jego życiu że czasami ja własnego syna nie poznaję...wiem żę to okres buntu...wiem że w tym wieku nie słucha się rodziców...nie my jestesmy ich autorytetami...ale nie taki On był...nie tak przechodzi się najwspanialszy okres w zyciu jakim jest okres nastoletni....
mags - - - - świetnie napisane !
- też trak miałam, tez tak postepowałam, z tymże moja relacja z takim zaburzonym chłopakiem była w wieku 23lat, wydawało mi się że go kocham, robił mi krzywdę swoim zachowaniem a ja jak matka Teresa niezłomnie twierdziłam że będę z nim, bo jestem silniejsza i dam mu miłość i będę wspaniała. a luidzie mówili mi , że on jest dziwny i jego zachowanie jest chore. Prowadzałam go do psychologa, taka byłam niby dzielna i wytrwała. A potem jego agresywne zachowania, ból, załamanie, porzucenie, okłamywanie mnie, zwodzenie - piekło na ziemi !!!
Dziękuje że chociaż ktoś wysłuchał mojego problemu....wiem że nie dla wszystkich jest to własnie problem...fajnie było spojrzeć na to wszystko z innej perspektywy....czy lepiej ?.....chyba nie problem nie znikł ale umiem o tym rozmawiać....