netkobietyWszystkie działy
Nieśmiałość, niska samoocena, kompleksy

Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

282 odpowiedzi50 811 wyświetleńzałożony przez bjo, 20.12.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY » Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 196 do 260 z 283 ]

196

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?
Krejzolka82 napisał/a:

Bjo jestem tego zdania, że jeżeli komuś się coś nie podoba w sobie (a może to zmienić) to albo zmienia to, albo nie, ale akceptuje i nie narzeka.
Łatwo jest narzekać, wiem coś o tym bo sama przez to przechodziłam, aż wreszcie postanowiłam zmienić to co mogłam a to czego nie mogłam to po prostu zaakceptowałam.

U mnie jest ten problem, że zmienić cokolwiek mogę jedynie za pośrednictwem operacji plastycznej smile

Miałam gigantyczną wadę zgryzu, którą porównać można do progenii. Nosiłam aparat ortodontyczny 5 lat big_smile. Zdjęłam latem w 2009 roku. Wyrwano mi 4 zęby (zdrowe). W tym samym czasie przez 2 lata nosiłam też hyraxa, który rozszerzał mi górną szczękę. Do teraz mam dosłownie ROWY w języku, który był bardzo pocięty przez hyraxa. Na początku, dopóki nie przeszło, musiałam robić dosłownie przez cały czas okłady z siemienia lnianego. Zazdroszczę, że schudłaś. Ja na początku nie zleciałam ani kg w dół, mimo, że jadłam tylko zmiksowane produkty. Dopiero jak wpadłam w anoreksję (lub anoreksję bulimiczną) udało mi się ważyć nawet 40 kg.
Niestety korekta twarzy, czy wydłużanie nóg Ilizarovem (tylko o 7cm, to i tak nie da mi "sredniej" długości dla mojego wzrostu xD), kosztuje nieco więcej niż aparat ortodontyczny.

Co to za wada wymowy? Nie wymawiasz litery "r"? Też czasami mam z tym problem, ale nie jakoś nagminnie. Przeważnie jak długo się nie odzywam, to mój mózg doznaje jakiejś pomroczności. Fajnie, że sobie z tym poradziłaś smile. Może dzięki temu łatwiej Ci mowić z akcentem w innych językach, a to jest zajebiste!

A może na samym początku, zrób sobie takie "małe kroczki":
- depilacja ciała;
- wyregulowaniem brwi (uwierz dobra regulacja potrafi zdziałać cuda);
- pomalowanie paznokci;
- makijaż;
- "powalcz" z łupieżem, może ten temat Ci pomoże http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?id=742) a jak nie,  to przecież możesz zapytać dermatologa czy też pracownika apteki.

Do depilacji ciała zbieram się całymi latami. Nigdy nie jest mi po drodze. Generalnie mam gdzieś te kudły, mimo, ze mnie to obrzydza. Bardzo rzadko golę nogi. Przeważnie są tak gęste i dlugie jak u wyjątkowo owłosionego faceta. Mój chłopak to zaakceptował, głównie dlatego, że i tak nie oddajemy się przyjemnostkom kopulacyjnym, ale tez rozumie, że czuje sie zbyt obrzydzona, by golić te nogi. Robię to tyko jak już NAPRAWDĘ muszę. Może kiedyś uda mi się dotrzeć gdzies, na woskowe depilowanie ścierwa.

Wyregulowanie brwi to priorytet. Ale tak jak wyzej, nigdy nie jest mi po drodze do kosmetyczki. Pracuję codziennie od 8-17, a w mojej wsi po 17 wszystko już zamknięte. W soboty (o ile nie jestem akurat w Polsce, bo latam co jakies 2 tygodnie) leżę w łózku, niedziela to samo. Wstaje dopiero w poniedziałek rano. Nie mam sił. Albo jestem patologicznie leniwa smile. Pozdro z łóżka.

Malowanie paznokci... Mam nadzieję, że nikt tego nie skomentuje, bo się boję, że ludzie zauważą, że nagle je pomalowałam i pomyślą, że chce się komuś podobać. Paznokcie są zawsze bardzo krótkie, a ludzie mnie na podstawie ich wyglądu osądzają o to, że je obgryzam. Pomalowany paznokieć wygląda jak ekskrementy chomika (taka faktura mniej więcej, mały obrzydliwy kwadracik).

Nie mam się gdzie malować. Albo siedzę w domu, albo w pracy, albo na uczelni, albo w samolocie. Nie ma miejsc w które mogłabym się malować. Praca do głównie kontakt z klientem przez telefon, albo siedzenie w jakichś tabletach czy telefonach czy laptopach, więc nie potrzebuje dla tego towarzystwa się malować. Chociaż 100% kobiet tam pracujących, używa więcej mejkapu, niż ustawa przewiduje. Firmowych facetów to jara. Dla mnie to głupota.

Z tym łupieżem trochę przesadziłam. To raczej tendencja do pojawiania się kilku białych kropek na łbie, jak np. mam stan depresyjny i nie myje łba przez tydzień. Do tego wyspiarska woda trochę mi zaszkodziła, ale nawet demratolog i fryzjerka mnie poinformowaly, ze takie coś, to nawet nie jest łupież. Przezornie jednak stosuje szampony na suchą skórę głowy. Staram się te naturalne lub z najmniejszą zawartościa chemii.


Postaram się (lecz nie obiecuję smile ) wdrożyć te pomysły, które tu wypunktowałaś. A nóż, tak jak piszesz, ten maly krok, wywoła dużo większy. Muszę znaleźć siły. Sądzę jednak, że stan swojej psychy, porównać mogę momentami do stanu paliatywnego. No hope.

Naprawdę czuję się wyrożniona, że napisałaś tak osobistego posta. Miło mi.

Bjo proszę przeczytaj to zdanie i napisz co pomyślałaś podczas czytania tego zdania:
"Po prostu ścierwo. Owłosione, zdeformowane, ohydne ścierwo, które wywołuje obrzydzenie nawet w mijanych na ulicy wiewiórkach."

Pomyślałam sobie: "O, to o mnie.". To zdanie mnie bardzo dobrze opisuje.


Wielokropek napisał/a:

Pamiętasz jeszcze takie uczucia? Pamiętasz, co lubisz robić? Wiesz, co sprawia Ci radość? Przypomnij sobie i zrób to, może dalej to samo Cię cieszy.

Głównie to myślenie o śmierci, spanie i narzekanie wink. Ponad tym wszystkim, pierwsze miejsce na podium zajmuje jedzenie. Jestem bowiem uzależniona. AŻ (anonimowy żarłok, teraz już w sumie średnio, bo przytyłam i widać).
Poza tym, to podróżować, czytać, oglądać ciekawe materiały, uczyć się nowych rzeczy, lubię dobre kino, fotografię, politykę, tematy gospodarczo-ekonomiczne, social media. Typowe i mało się wyróżniające.

Za czym tak gonisz? Przed czym uciekasz?

Nie mam pojęcia. Myślę, że nawet nie potrafię określić dlaczego przez 100% swojego czasu odczuwam napięcie i stres. Przechodzi jedynie pod wpływem używek. Może to po prostu część charakteru?

Może to objaw zbyt wysokiego poziomu cukru (łatwo to, za pomocą badań laboratoryjnych, sprawdzić: podstawowe badania krwi + test obciążenia glukozą), może permanentnego zmęczenia, możliwym jest też inne rozwiązanie – kolejna ucieczka przed rzeczywistością.

W lutym (czyli już niebawem) będę się badała pod tym kątek. Testy z obciązeniem, które robiłam we wrześniu (były męczarnią, bo usypiałam w tej poczekalni, a caly proceder trwał 2 godziny) wykazały, że mam podwyższoną insulinę i glukozę, ale mój lekarz powiedział, ze najpierw skupimy się na tarczycy, a potem pójdziemy dalej. Wszystko się trochę przesunęło, bo ja w Polsce najczęściej mogę być tylko w weekendy i mam tendencje do olewania/zapominania itp. Bylam u niego w styczniu tylko po recepte na hormony.


Wygodnie Ci w tej klatce? Wygodą nazywasz życie w znanym, choć mocno nieprzyjaznym (i to delikatne określenie) środowisku. Wychylając się z owej klatki dostajesz po głowie? Nie twierdzę, że świat jest wyłącznie piękny, a życie po wyjściu z klatki usłane płatkami róż. Życie, wbrew pięknej, ale zwodniczej, książce „Ania z Zielonego Wzgórza”, bajką nie jest i idealnym nigdy (przynajmniej w najbliższym czasie) nie będzie. Ale, jak napisała to jedna mądra osoba:

Pema Cziedryn napisał/a:

    (…) Dziewczynko, nie pozwól, by życie sprawiło, że twoje serce stwardnieje. (…)


Najchętniej posadziłabym Cię obok dużego gorącego pieca i co kilka minut ścierała potoki wody powstałe podczas Twego rozmrażania.

Chyba już na to trochę za późno. A jak jest szansa, to pewnie jak moja mama. Zrzucę z tonu w okolicach 60, na podstawie doświadczeń życiowych.
Jeżeli nie, to nie wiem, wiele lat ciężkiej pracy z jakimś genialnym terapeutą, który mnie nie wkur...


Co miałoby Cię przekupić, dzięki czemu miałabyś wyjść ze swej klatki? Nie zamierzam Cię niczym przekupywać. Pomyśl tylko, czy resztę (dość potężną) życia chcesz w niej spędzić? Wiem, że warto z niej wyjść, mimo że żyjąc poza nią narażonym jest się na różne (też) negatywne zjawiska oraz przeżywanie (też) mocno nieprzyjemnych uczuć. Gdybym tak o sobie myślała jak Ty, gdybym tak kiepsko myślała o ludziach, gdybym tak uzależniała swoje samopoczucie od wyobrażenia sobie tego, co niektórzy źli (w gruncie rzeczy nieszczęśliwi) ludzie o mnie myślą, to pewnie też nie cierpiałabym swego życia. Tymczasem, po wyjściu (a nie wychyleniu czubka nosa) z owej klatki, po rozejrzeniu się wokół okazuje się, że znakomita większość naszych koszmarów była/jest tworem naszej wyobraźni, że to my sami jesteśmy swoim największym wrogiem, że ludzie wokół są życzliwi (a przynajmniej obojętni) i do głowy im nie przychodzi (pomijam osoby zdegenerowane), by kogoś deprecjonować, poniżać i czyimś kosztem udowadniać swoją, wątpliwą, wyższość.
Po raz kolejny napisałaś o swej progenii, pewnie wiesz, że można ją leczyć (ortodonta + chirurg szczękowy). Pisząc o konsultacji chirurgicznej myślałaś o tych właśnie specjalistach?

Przekupić można by mnie było przekonaniem, że wcale nie jestem gorsza niż inni. Wiem, to żałosne. Różnimy się w końcu. Ja się natomiast wyróżniam tym, że jestem na serio bardzo brzydka.
U mnie okazało się, że koszmary wcale nie są tworami wyobraźni. Okazało się, że znakomita ilość ludzi, wręcz potwierdza to, co ja myślę.

Co do mojej szczęki/zgryzu. Odpowiedź zamieściłam w poście wyżej (odpowiedź do Krejzolki). Aparat nosiłam bite 5 lat smile. Wciąż jednak uważam, że moja uroda jest powiedzmy... małpia. Tak też mnie zresztą w szkole przezywano.

To prawda, żadne słowa nie zmienią fizyczności. Dzięki słowom nikt nie stanie się wyższy/niższy, szczuplejszy/grubszy, od żadnych słów nie zwiększy/zmniejszy się biust, nie zmienią się włosy, oczy, skóra. I wiesz dobrze, że to nie o takiej zmianie napisałam.
Stwierdziłaś, że jesteś upartą osobą. To świetnie, daje to nadzieję. Rzecz w tym, byś zmieniła tylko kierunek: z udowadniania sobie, jak negatywną osobą jesteś, na walkę z sobą samą o siebie. Twoja upartość (ja nazywam ją determinacją) sprzyjać będzie wyjściu z klatki i życiu na wolności.

Nie potrafię się jednak wkręcić. Głównie chyba dlatego, że ta fizyczność sie nigdy nie zmieni, zmienić się może jedynie moje podejście. A to mnie bardzo zniechęca. Wmawiam sobie, że obecnie zachowuje świadomość i nie oszukuję samej siebie .

Taaaak. Życie pod kontrolą. Do czego jej używasz i dlaczego boisz się ją stracić? Dlaczego nie akceptujesz rzeczywistości i faktu, że jesteś przeciętnym człowiekiem? Dlaczego określenie ‘przeciętne’ jest dla Ciebie pejoratywne?

Nigdy nie nazwałam tego kontrolą. Być może to jest dobre określenie. A dlaczego boje się "to" utracić? Chyba dlatego, bo boje się porażki i jeszcze większego zawodu, niż ten, który spotkał mnie dotychczas. Wiesz, w końcu kosztować mnie to będzie spory wysiłek. Fizyczny jak i emocjonalny.
Chciałabym być chociaż przeciętnym człowiekiem. Zabrzmiało to pejoratywnie? Czy a priori jestem przeciętna i nie mogę tego zaakceptować? Przepraszam, że odpowiadam pytaniem na pytanie. To chuligaństwo big_smile.

No dobrze, przyślij zdjęcie.

Znajdę jakieś swoje zdjęcie i wyślę Ci je na forumowego e-maila.

Zacznij (i nie przestawaj) zauważać i zapisywać swoje zalety.

Dawno temu, jeszcze gdy podwaliny kładzione były pod sukces Idola, Wojewódzki powiedział do jednego z uczestników "Masz jedną wadę: brak Ci zalet." Bardzo zapamiętałam te zdanie, wszak od razu zrozumiałam, że wspaniale mnie opisuje. Rozmawiałam nawet z jedną mi bliską osobą, aby wymieniła moje zalety. Pytałam się nawet obecnego partnera. To co wymienili, było żałosne. Zrazili się moimi komentarzami zwrotnymi i już nie poruszam tematu mych potencjanych "zalet".
Jestem sroga, bo inaczej nie potrafię. I żeby nie było, podłość moja jest taka, że w ten sam sposób traktuje innych ludzi. Trudno mi dostrzec ich zalety, dopóki mnie przeżyje crash testu z nimi wink. Pomijam osoby, których zalety są oczywiste i widoczne dla tzw. wszystkich.

In_ka napisał/a:

Zostać, w miejscu, w którym jesteś? Kiepskim miejscu. Czy jednak, nie zgadzać się. Podejmować działania, próbować zmienić to miejsce, na inne lepsze ?

Jeżeli chce żyć, nie mam innego wyboru. No chyba, ze zadowole się tą masochistyczną i żałosną jego jakością. Cały czas czekam na impuls, ale przez ostatnią dekadę ani razu do mnie nie dotarł. To chyba jakaś wada mózgu.

197 Ostatnio edytowany przez in_ka (2016-02-06 22:59:11)

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

Tym razem czytając, co napisałaś uśmiałam się trochę, bo:

(...)Do depilacji ciała zbieram się całymi latami. Nigdy nie jest mi po drodze. Generalnie mam gdzieś te kudły, mimo, ze mnie to obrzydza. Bardzo rzadko golę nogi.(...)
(...)Wyregulowanie brwi to priorytet. Ale tak jak wyzej, nigdy nie jest mi po drodze do kosmetyczki.(...)
(...) Malowanie paznokci... Mam nadzieję, że nikt tego nie skomentuje, bo się boję, że ludzie zauważą, że nagle je pomalowałam i pomyślą, że chce się komuś podobać.(...)
(...)Nie mam się gdzie malować.(...)
(...)i nie myje łba przez tydzień.(...)

To wszystko, o czym napisałaś robię już od tylu lat, że nawet nie zauważam. Stanowi zwykłą "codzienność". Regulacja brwi, depilacja, manikiur, pedikiur, makijaż, czyste zadbane włosy.
Z jednej strony jestem taka nieatrakcyjna, tylko operacja plastyczna może mi pomóc (tak napisałaś), a z drugiej kompletnie nie chcesz zadbać, o swoje ciało, o siebie.
Ja bardzo lubię dbać, o siebie, dopieszczać moje ciało (różnymi kosmetycznymi zabiegami, to mnie relaksuje), oprawiać je jak drogocenny brylant wink Lubię swoje ciało (bo jest ono moje), lubię siebie, lubię zadbać, o siebie.
Spróbuj, może, w innej kolejności: zacznij dbać, o swoje ciało, polub siebie, polub swoje ciało. Pokochaj siebie smile To nie jest takie trudne wbrew pozorom ...
Spróbuj koniecznie smile
I wiesz napisz nam, o tym. Co zrobiłaś? Jaki efekt?
Napisz plan. Co zrobisz i kiedy. I realizuj punkt, po punkcie.

198 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-02-06 23:01:08)

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?
bjo napisał/a:

(...) Głównie to myślenie o śmierci, spanie i narzekanie wink. (...)


Jesteś przekorna i lubisz prowokować. smile


(...) Poza tym, to podróżować, czytać, oglądać ciekawe materiały, uczyć się nowych rzeczy, lubię dobre kino, fotografię, politykę, tematy gospodarczo-ekonomiczne, social media. Typowe i mało się wyróżniające. (...)

To są właśnie sposoby na naładowanie akumulatorów. smile
A że typowe i mało się wyróżniające? Jakoś nie oczekiwałam tego, że wymienisz skoki ze spadochronem i pływanie pod lodem. tongue


(...) Myślę, że nawet nie potrafię określić dlaczego przez 100% swojego czasu odczuwam napięcie i stres. Przechodzi jedynie pod wpływem używek. Może to po prostu część charakteru? (...)

Gdybym chciała być perfekcyjną, to byłabym zestresowana i spięta z obawy przed rozczarowaniem. Perfekcja, kontrola. Dojście do przyczyn i poradzenie sobie z uczuciami z nimi związanymi to praca przed Tobą.


(...) Zrzucę z tonu w okolicach 60, na podstawie doświadczeń życiowych.
Jeżeli nie, to nie wiem, wiele lat ciężkiej pracy z jakimś genialnym terapeutą, który mnie nie wkur... (...)

Czasem, by nie rzec, że najczęściej, owa złość jest typowym objawem pojawiającym się w trakcie terapii. Ważnym, by o niej powiedzieć terapeucie, nie zaś wyjść z sesji i już nie wrócić. Podstawienie pod nos prawdy, przed którą się ucieka i o której chce się zapomnieć wkurza, a osoba to czyniąca jest traktowana jak wróg nr 1. Jeszcze pamiętam, jak wkurzały mnie osoby mówiące mi trudną prawdę o mnie samej, pamiętam, że  wówczas robiłam dużo, by udać, że rzeczywistość jest inna.
Jakakolwiek terapia to praca klienta nad sobą samym, praca klienta pod okiem i przy wsparciu terapeuty. Nie nastąpią żadne zmiany w Twym funkcjonowaniu, w Twym myśleniu o sobie samej, od samego spotykania się z najlepszym nawet terapeutą. WIEM, bo jestem żywym dowodem, że praca nad sobą jest możliwa. Że przynosi efekty. Że efekty są proporcjonalne do włożonego wysiłku, wylanych łez, i potu. WIEM, że pracę można rozpocząć jedynie wówczas, gdy przestaje się nad sobą użalać, gdy przestaje się usprawiedliwiać, gdy przestaje się zaprzeczać, gdy przestaje się jęczeć nad sobą.

Nie, przekonanie, że jest się gorszym, nie jest żałosne. To niestety często, bardzo często, spotykane myślenie u wielu osób. To efekt traumatycznych doświadczeń. Nie jesteś gorsza od innych. Masz wiele zalet, a Twe próby odrzucenia opinii innych są charakterystycznym zachowaniem. Póki co przyjmij do wiadomości, że są osoby widzące Twe zalety. Tymi osobami są owi znajomi, którzy pod wpływem Twej walki, dali sobie spokój z opowiadaniem o tym, co w Tobie cenią i lubią, to są też niektóre osoby tutaj na forum.


(...) Dawno temu, jeszcze gdy podwaliny kładzione były pod sukces Idola, Wojewódzki powiedział do jednego z uczestników "Masz jedną wadę: brak Ci zalet." Bardzo zapamiętałam te zdanie, wszak od razu zrozumiałam, że wspaniale mnie opisuje. (...)

Wojewódzki... Cóż, on wie dokładnie, w jaki sposób zgnoić rozmówcę. Powtórzę: masz wiele zalet.

199

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

Ysz.. Taka fajna dziewczyna, umysł - żyleta, ale tak zafiksowana na swojej fizyczności sad Normalnie wyję jak to czytam (oczywiście po cichutku wink)

Również nie wierzę, żeby było tak źle jak opisuje autorka - sama wiem po sobie, że dla siebie bywamy największym katem. Ale dla osoby o normalnym poczuciu wartości ten etap mija, a jeżeli nie mija -wtedy jest problem i sam się nie rozwiąże. Innymi słowy dobrze, że tu trafiłaś.

I tak jak napisała Ci Inka, te wszystkie 'rutynowe' zabiegi higieniczno-kosmetyczne powinny być czymś normalnym, o czym praktycznie się nie myśli, tylko automatycznie robi.
Krok po kroku, dodając jeden po drugim, jesteś w stanie wiele zmienić. Zawsze powtarzam, że kobieta zadbana działa na mężczyzn bardziej niż najładniejsza laska, która nie ma pojęcia jak o siebie zadbać - po prostu nie będzie tego widać.

200 Ostatnio edytowany przez bjo (2016-02-06 23:13:17)

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?
in_ka napisał/a:

(...)i nie myje łba przez tydzień.(...)

Ja się uśmialam po przeczytaniu tego urywka. Kisnę ;s. Co za obrzydlistwo.

Ja bardzo lubię dbać, o siebie, dopieszczać moje ciało (różnymi kosmetycznymi zabiegami, to mnie relaksuje), oprawiać je jak drogocenny brylant wink Lubię swoje ciało (bo jest ono moje), lubię siebie, lubię zadbać, o siebie.
Spróbuj, może, w innej kolejności: zacznij dbać, o swoje ciało, polub siebie, polub swoje ciało. Pokochaj siebie smile To nie jest takie trudne wbrew pozorom ...

Marzę o tym, że mogę zadbać o swoje cielsko. Jestem zazdrosna smile. Prawda jest jednak taka, że nienawidzę nawet na nie patrzyć. Codziennie czynności minimalizuje. Szybki prysznic --> balsam (bo tu twarda woda jest) --> krem na ryj --> ewentualnie suszenie i prostowanie kudłów --> szybkie narzucenie ciuchów. Dokładnie tyle robię. Okazjonalnie, wszak sytuacja tego wymaga - obcinam paznokcie. Prócz tego mniej więcej codziennie w ramach rutyny wyrywam nadprogramowe włosy z brwi. Raz na pół roku idę na oczyszczanie ryja, raz na pół roku przerzedzam włosy i je podcinam. Nie w celach estetycznych, a dla własnej wygody, bo jak miałam długie kudły, to nie miałam czasu by je suszyć rano i zniechęcało mnie nadmiar rzeczy do zrobienia z nimi (typu - suszenie ponad 20 minut, prostowanie 40). Porażka. 

Próby dbania o siebie kończą się myślami samobójczymi xD. To powinnam napisać dziewczynom u góry. Przytłacza mnie jego brzydota. To, że to jestem ja. To nie ja, ja jestem tylko więźniem tej padliny.

I wiesz napisz nam, o tym. Co zrobiłaś? Jaki efekt?

Nie omieszkam wink. O ile znowu nie dostanę jakiejs blokady na włączanie kompa w innych celach, niż pisanie pracy. Oczywiście wynika to z lenistwa i depresji. A pisanie pracy jest przymusem.

Napisz plan. Co zrobisz i kiedy. I realizuj punkt, po punkcie.

Kiedyś miałam plan, ale potem go wywaliłam, bo stwierdziłam, że i tak mi to nic nie da xD. To było bodaj latem 2015. Zryw, chęć naprawienia. Ale przeszło równie szybko jak się pojawiło. Wystarczyło kilka fotek na fejsie (koleżanek), przypadkowe trafienie na "motywatora" typu Chodakowska (mnie to wpędza zawsze w szaleńczego doła, bo nie wiadomo co zrobie i tak nie będę atrakcyjna jak owe modywatorki - zna ktoś brzydką motywatorkę z krótkimi nogami?!). Wszyskto to mi udowadnia, ze jestem zdeformowana i muszę lezeć w łózku. Czynię to zresztą bardzo obficie.

201 Ostatnio edytowany przez in_ka (2016-02-06 23:20:45)

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

Zaczynasz i nie kończysz ...
Co zrobić, żeby zacząć i kontynuować?
Mam jeszcze jedną propozycję nie do odrzucenia. Komunikując się tutaj, z nami na forum nazywaj swoje części ciała zwyczajnie, standardowo. Twarz, ręce, nogi, włosy, ciało. Pozbądź się tej niepotrzebnej, wręcz rażącej terminologii, Dasz radę? Możemy tak się umówić ?

202

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?
bjo napisał/a:

Marzę o tym, że mogę zadbać o swoje cielsko. Jestem zazdrosna smile. Prawda jest jednak taka, że nienawidzę nawet na nie patrzyć. Codziennie czynności minimalizuje. Szybki prysznic --> balsam (bo tu twarda woda jest) --> krem na ryj --> ewentualnie suszenie i prostowanie kudłów --> szybkie narzucenie ciuchów. Dokładnie tyle robię. Okazjonalnie, wszak sytuacja tego wymaga - obcinam paznokcie. Prócz tego mniej więcej codziennie w ramach rutyny wyrywam nadprogramowe włosy z brwi. Raz na pół roku idę na oczyszczanie ryja, raz na pół roku przerzedzam włosy i je podcinam. Nie w celach estetycznych, a dla własnej wygody, bo jak miałam długie kudły, to nie miałam czasu by je suszyć rano i zniechęcało mnie nadmiar rzeczy do zrobienia z nimi (typu - suszenie ponad 20 minut, prostowanie 40). Porażka. 

Próby dbania o siebie kończą się myślami samobójczymi xD. To powinnam napisać dziewczynom u góry. Przytłacza mnie jego brzydota. To, że to jestem ja. To nie ja, ja jestem tylko więźniem tej padliny.
.

Bjo to Ty dbasz o swoje ciało smile na pewno więcej niż ja tongue
Kobito nie jest z Tobą tak źle, uwierz, to już gorzej jest ze mną, w porównaniu do Was co Wy robicie ze swoim ciałem.

203

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?
Krejzolka82 napisał/a:

(...) co Wy robicie ze swoim ciałem.

Cenimy je, doceniamy tak jak na to zasługuje wink
Dbamy o nie, bo jest nam, w życiu niezmiernie potrzebne big_smile

204 Ostatnio edytowany przez Krejzolka82 (2016-02-07 00:16:22)

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?
bjo napisał/a:

Bjo proszę przeczytaj to zdanie i napisz co pomyślałaś podczas czytania tego zdania:
"Po prostu ścierwo. Owłosione, zdeformowane, ohydne ścierwo, które wywołuje obrzydzenie nawet w mijanych na ulicy wiewiórkach."

Pomyślałam sobie: "O, to o mnie.". To zdanie mnie bardzo dobrze opisuje.

Widzisz po tym zdaniu jestem pewna, że to nie chodzi  o wygląd, to przede wszystkich chodzi o Twoją psychikę. Ty jesteś tak psychicznie wyczulona na ten swój zniekształcony wygląd (żeby nie było, sama sobie zniekształcasz, sama sobie wmawiasz tą brzydotę), że świadomie wmawiasz sobie, że każdy nota bene wiewiórka też patrzy tylko i wyłącznie na Ciebie i myśli sobie, jaka brzydota. Ty po prostu żyjesz tą nienawiścią do swojego ciała. Ciągle sobie wkręcasz, że ludzie tylko patrzą na Ciebie i widzą Twoja brzydotę. Jak dla mnie Ty po prostu jarasz się tą swoją niby brzydotą. Znalazłaś sobie jakiś pretekst do nienawiści siebie samej i tak się wkręcasz.
Patrz jak Twoje myślenie ewoluowało na przestrzeni tych bodajże dwóch lat, jak napisałaś pierwszego posta, najpierw był wzrost, potem rzekoma Twoja brzydota, aż  do  nienawiści  samej siebie.
Więc ok. nie wiem, jak wyglądasz i może faktycznie operacja by Ci coś pomogła, ale wiem jedno najpierw musisz iść do bardzo dobrego psychiatry.
Najpierw wyleczenie duszy, a potem wyleczenie ciała.
W życiu nie spotkałam się z tak strasznym nazewnictwem samego siebie.

Jeżeli chodzi o to, że pytałaś o swoje zalety i od razu kontratakowałaś to nie dziw się, że ludzie nie lubią o tym gadać już.
Jak się pyta ciągle i ciągle się nie wierzy ludziom, że według ich ma się jakieś zalety to po jakimś czasie ludzi to wkurza.
Kolejny przykład, jak ja pytałam czasem o tą moją nieszczęsną wymowę i nie wierzyłam w to co  słyszałam tylko kontraatakowałam to np. moja Siostra momentami taki komentarz mi mówiła, że mi "w pięty poszło", bo dość miała tego mojego jęczenia o wadę, którą Ona nie słyszy, bo zna mnie już prawie 34 lata (jaka jestem stara już tongue)
Moja Bratowa też tej wady już nie słyszy bo zna mnie jakieś 10 lat i tak dalej mogłabym wymieniać.

A to nie chwaliłaś się, że masz Faceta, fajnie:)

205

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?
in_ka napisał/a:
Krejzolka82 napisał/a:

(...) co Wy robicie ze swoim ciałem.

Cenimy je, doceniamy tak jak na to zasługuje wink
Dbamy o nie, bo jest nam, w życiu niezmiernie potrzebne big_smile

Mi też jest potrzebne, żeby nie było tongue

206 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-02-07 00:48:06)

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

bjo, bardzo dziękuję za zaufanie. I mam dla Ciebie złą wiadomość; spać będę smacznie. Smacznie tym bardziej, że zobaczyłam sympatycznie wyglądającą osobę. Przetarłam oczy raz, przetarłam drugi, bo sporządzony przez Ciebie opis swej osoby diametralnie odbiega od tego, co zobaczyłam na zdjęciu. To tylko potwierdziło moje przypuszczenia i proponowany przeze mnie jedyny sposób rozwiązania Twego problemu.

Poszukaj psychoterapeuty, umów się na spotkanie, ustalcie kontrakt i podejmij swą terapię. Szkoda Twojego życia na katowanie się tym, co wmówili Ci niektórzy, a w co, będąc ufną, łatwo uwierzyłaś.
Druga sprawa jest to, co zaproponowała in_ka: przestań od teraz używać tak negatywnych określeń swego ciała. Przestań i to nie tylko tutaj na forum ale także w realu, w swych myślach. STOP.
I kolejna: rozejrzyj się przytomnym okiem wokół. Naprawdę wokół siebie masz tylko dziewczyny/kobiety spędzające czas na stałym poprawianiu swej urody i zastanawianiu się nad tym, z jakich zabiegów skorzystać? Bo wiesz... moje zabiegi wokół ciała, które lubię i cenie, są niezbyt wielkie. To podstawowe czynności: mycie, kremu używam tylko dlatego, że mam bardzo suchą skórę, włosy myję i pozwalam im wyschnąć bez stosowania suszarki i używania wymyślnych urządzeń. Jedyny luksus to odżywka (taka zmywalna podczas kąpieli), bo inaczej każdy włos stałby na baczność i każdy w inna stronę (stąd od lat mam krótkie włosy, a gdy miałam je długie, to zawsze musiałam mieć je spięte - mam ich mnóstwo, są grube i sztywne). Paznokci nie maluję od bardzo dawna, a dzisiaj po zobaczeniu u sąsiadki jej starannie wypielęgnowanych, wzięłam się i po raz pierwszy od bodaj roku opiłowałam je.
Na zdjęciu Twój ubiór jest... normalnym. Ba, podoba mi się Twój styl. smile


Padam na twarz, a jeszcze jednym okiem oglądam półfinał sooker'a. Odezwę się jutro.

Serdeczności. smile

207

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?
bjo napisał/a:

U mnie jest ten problem, że zmienić cokolwiek mogę jedynie za pośrednictwem operacji plastycznej smile

A co chciałabyś sobie zoperować?

bjo napisał/a:

Miałam gigantyczną wadę zgryzu, którą porównać można do progenii. Nosiłam aparat ortodontyczny 5 lat big_smile. Zdjęłam latem w 2009 roku. Wyrwano mi 4 zęby (zdrowe). W tym samym czasie przez 2 lata nosiłam też hyraxa, który rozszerzał mi górną szczękę. Do teraz mam dosłownie ROWY w języku, który był bardzo pocięty przez hyraxa. Na początku, dopóki nie przeszło, musiałam robić dosłownie przez cały czas okłady z siemienia lnianego. Zazdroszczę, że schudłaś. Ja na początku nie zleciałam ani kg w dół, mimo, że jadłam tylko zmiksowane produkty. Dopiero jak wpadłam w anoreksję (lub anoreksję bulimiczną) udało mi się ważyć nawet 40 kg.
Niestety korekta twarzy, czy wydłużanie nóg Ilizarovem (tylko o 7cm, to i tak nie da mi "sredniej" długości dla mojego wzrostu xD), kosztuje nieco więcej niż aparat ortodontyczny.

A ja mam tyłozgryz.
Nie mam pojęcia ile kosztują takie operację, wiem za to ile mnie wyniosło leczenie ortodontyczne tongue


bjo napisał/a:

Co to za wada wymowy? Nie wymawiasz litery "r"? Też czasami mam z tym problem, ale nie jakoś nagminnie. Przeważnie jak długo się nie odzywam, to mój mózg doznaje jakiejś pomroczności. Fajnie, że sobie z tym poradziłaś smile. Może dzięki temu łatwiej Ci mowić z akcentem w innych językach, a to jest zajebiste!

Dziwna wada wymowy tongue, nie mam pojęcia jak Ci to opisać, musiałabyś mnie słyszeć tongue
Na pewno nie jest to taki kompleks jak jeszcze parę lat temu.
Nie sądzę, żeby mi to pomogło mówić lepiej w zagranicznym akcencie.

bjo napisał/a:

Do depilacji ciała zbieram się całymi latami. Nigdy nie jest mi po drodze. Generalnie mam gdzieś te kudły, mimo, ze mnie to obrzydza. Bardzo rzadko golę nogi. Przeważnie są tak gęste i dlugie jak u wyjątkowo owłosionego faceta. Mój chłopak to zaakceptował, głównie dlatego, że i tak nie oddajemy się przyjemnostkom kopulacyjnym, ale tez rozumie, że czuje sie zbyt obrzydzona, by golić te nogi. Robię to tyko jak już NAPRAWDĘ muszę. Może kiedyś uda mi się dotrzeć gdzies, na woskowe depilowanie ścierwa.

Nie są Ci obojętne, bo gdyby były to byś nie nazywała je per ścierwa.
A można wiedzieć czemu nie współżyjecie?
Długo jesteście razem?

bjo napisał/a:

Wyregulowanie brwi to priorytet. Ale tak jak wyzej, nigdy nie jest mi po drodze do kosmetyczki. Pracuję codziennie od 8-17, a w mojej wsi po 17 wszystko już zamknięte. W soboty (o ile nie jestem akurat w Polsce, bo latam co jakies 2 tygodnie) leżę w łózku, niedziela to samo. Wstaje dopiero w poniedziałek rano. Nie mam sił. Albo jestem patologicznie leniwa smile. Pozdro z łóżka.

Sorki w Polsce też są kosmetyczki i też przyjmują w soboty.
Przestań mieć takie głupie wymówki.
Po prostu rusz tyłek.
Samym pisaniem tutaj nic nie zmienisz, naprawdę.
Trochę zaparcia w sobie musisz mieć!
Patologiczni lenie też czasami coś robią, żeby się sobie podobać tongue

bjo napisał/a:

Malowanie paznokci... Mam nadzieję, że nikt tego nie skomentuje, bo się boję, że ludzie zauważą, że nagle je pomalowałam i pomyślą, że chce się komuś podobać. Paznokcie są zawsze bardzo krótkie, a ludzie mnie na podstawie ich wyglądu osądzają o to, że je obgryzam. Pomalowany paznokieć wygląda jak ekskrementy chomika (taka faktura mniej więcej, mały obrzydliwy kwadracik).

Nie mam się gdzie malować. Albo siedzę w domu, albo w pracy, albo na uczelni, albo w samolocie. Nie ma miejsc w które mogłabym się malować. Praca do głównie kontakt z klientem przez telefon, albo siedzenie w jakichś tabletach czy telefonach czy laptopach, więc nie potrzebuje dla tego towarzystwa się malować. Chociaż 100% kobiet tam pracujących, używa więcej mejkapu, niż ustawa przewiduje. Firmowych facetów to jara. Dla mnie to głupota.

Przestań sobie wkręcać co ludzie o Tobie pomyślą.
A może ktoś skomentuje pozytywnie Twoje paznokcie, tak jak Twoje włosy.

Ja się też nie maluję, ale nie uważam siebie za brzydotę.
Więc może makijaż Ci pomoże w nie myśleniu, żeś brzydka.

bjo napisał/a:

Z tym łupieżem trochę przesadziłam. To raczej tendencja do pojawiania się kilku białych kropek na łbie, jak np. mam stan depresyjny i nie myje łba przez tydzień. Do tego wyspiarska woda trochę mi zaszkodziła, ale nawet demratolog i fryzjerka mnie poinformowaly, ze takie coś, to nawet nie jest łupież. Przezornie jednak stosuje szampony na suchą skórę głowy. Staram się te naturalne lub z najmniejszą zawartościa chemii.

Czyli jednak dbasz o siebie, kłamczuszku tongue


bjo napisał/a:

Postaram się (lecz nie obiecuję smile ) wdrożyć te pomysły, które tu wypunktowałaś. A nóż, tak jak piszesz, ten maly krok, wywoła dużo większy. Muszę znaleźć siły. Sądzę jednak, że stan swojej psychy, porównać mogę momentami do stanu paliatywnego. No hope.

Nie postaram, tylko zacznę robić - tak miałaś napisać!
Naprawdę co Ci szkodzi poświęcić jednej soboty na kosmetyczkę?
Przecież tak naprawdę wystarczy, żebyś poszła raz a potem w domu sobie regulowała brwi.
Pomaluj te paznokcie chociaż raz.

Jakie Ty porównania swojej Osoby i swojego stanu robisz, to, aż zadziwiające jest.

bjo napisał/a:

Naprawdę czuję się wyrożniona, że napisałaś tak osobistego posta. Miło mi.

Żebyś wiedziała, że dla Ciebie zrobiłam wyjątek i postanowiłam coś o sobie napisać. A uwierz nie było to łatwe.
Mam nadzieję, że chodź trochę zmienisz myślenie i zrobisz coś ze sobą.

Kurde Dziewczyno, Ty nawet nie wiesz, jak ja Ci kibicuję!!!

208

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

W trakcie edycji posta minęła północ, pamiętając o tym, że po północy nie jest możliwa edycja, przezornie skopiowałam to, co usiłowałam dopisać. Oto treść:


Wróciłam, bo zapomniałam napisać o jednej bardzo ważnej rzeczy.
Nie bagatelizuję Twego problemu, nie przeczę Twemu widzeniu siebie samej, nie uważam, że Twój opisany problem jest błahy: nielubienie czy wręcz nienawiść do siebie samej to spore wyzwanie (ale może jest ona przykryciem innego problemu). Można, tak jak napisałam to wyżej, zmienić to myślenie w trakcie terapii.


Wiem, że uwierzenie w to, że jesteś ładną, sympatyczną dziewczyną może być (teraz) dla Ciebie niemożliwe. Uwierz zatem w jedno: to jest moja opinia na Twój temat. Uwierz też w to, ze nie mam żadnego powodu, by Cię oszukiwać.

209

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?
bjo napisał/a:

Ale to bardzo drobny krok. Reszta tygodnia mnie tak wyżyłowała, że w stanie założyć mogłam ino czapkę. Moje nastroje są jak sinusoida. Są momenty, w których myślę bardziej pozytywnie na temat przyszłości. W większości takie dni mogłabym policzyć na palcach jednej ręki. Potem bowiem przychodzi nieprzyjemne zderzenie z rzeczywistością wink.

Nieważne, że to drobny krok, ważne, że miał miejsce. Teraz pora na kolejne. 

Opierając się na opinii Wielokropka, a jestem pewna, że nie sili się na grzecznościowe uprzejmości, teraz wiem, że Ty, Bjo, musisz przede wszystkim popracować nad nastawieniem i postrzeganiem siebie samej. Nakręciłaś się strasznie w budowaniu tego zafałszowanego obrazu własnej powierzchowności i teraz trudno Ci to zmienić, co jednak nie znaczy, że nie jest możliwe. Jasne, że to nie stanie się z dnia na dzień, ale jeśli będziesz chcieć wystarczająco mocno, to Twoja determinacja i każdy kolejny dzień będą przybliżały Cię do nowej Bjo. Ty nadal będziesz mieć tę samą twarz, skórę, włosy i te same nogi, ale będziesz je w końcu lubić, a jeśli nie lubić, to przynajmniej akceptować. 

Zmusiłaś mnie do zastanowienia się nad sobą i po przemyśleniu stwierdzam, że nie wiem jak to jest się nie lubić, a zapewniam, że wad trochę mam. To i owo całkiem chętnie przy pomocy jakiejś magicznej różdżki zamieniłabym na inne, ale jestem jaka jestem, akceptuję siebie razem ze swoimi niedoskonałościami. Mało tego, traktuję je jak kolejne elementy, które składają się na całość. Bez nich nie byłabym sobą i to one w pewien sposób czynią mnie wyjątkową. Ty też jesteś wyjątkowa.

bjo napisał/a:

Wystarczyło kilka fotek na fejsie (koleżanek), przypadkowe trafienie na "motywatora" typu Chodakowska (mnie to wpędza zawsze w szaleńczego doła, bo nie wiadomo co zrobie i tak nie będę atrakcyjna jak owe modywatorki - zna ktoś brzydką motywatorkę z krótkimi nogami?!). Wszyskto to mi udowadnia, ze jestem zdeformowana i muszę lezeć w łózku. Czynię to zresztą bardzo obficie.

To jest Twój podstawowy błąd - Ty się stale porównujesz do innych. Po co? Odpowiedz sobie na to pytanie pamiętając, że nie ma ludzi doskonałych, a sieć, owszem, pełna jest pięknych kobiet, ale ile w nich fotoszopa i obróbek, to już wiedzą tylko właścicielki owych lic i/lub ciał albo fałszujący rzeczywistość graficy. Jak sądzisz - dlaczego to robią? <pytanie retoryczne>

Mało jest osób, które nie mają żadnych kompleksów, zresztą kompleksy najczęściej są mocno subiektywnym odczuciem. Otoczenie zwraca uwagę na sygnały, jakie wysyłasz, nie na drobne niedoskonałości. Tak, wiem, Twoje wcale nie są drobne, ale muszę Cię zmartwić - to jest przede wszystkim Twoja opinia i kiedy przestaniesz na nie zwracać tak wielką uwagę, nadawać im niemal mistyczny wymiar, to zapewne mocno zmaleją.
Znam mnóstwo nieurodziwych kobiet z nieproporcjalnymi ciałami, ale one z tego powodu nie odbierają sobie prawa do szczęścia. Ty też tego nie rób.

bjo napisał/a:

Kiedyś miałam plan, ale potem go wywaliłam, bo stwierdziłam, że i tak mi to nic nie da xD. To było bodaj latem 2015. Zryw, chęć naprawienia. Ale przeszło równie szybko jak się pojawiło.

Jak to nie da? Pisałyśmy jak wiele można zmienić w całkiem prosty i niewymagający wielu nakładów sposób. Jeśli z troską i uwagą zaczniesz traktować własne ciało, to jestem przekonana, że w końcu spojrzysz na nie łaskawszym okiem.
Ja również mam dla Ciebie propozycję - kiedy kolejnym razem będziesz brała prysznic, spróbuj nie spieszyć się. Oswajaj się z tym, co widzisz. Wcześniej stwórz odpowiedni nastrój, zrelaksuj się, wycisz, zapal świece, otul się pachnącą pianą, głęboko wdychaj ten zapach, a na koniec popatrz na swoje ciało jak na opakowanie pięknego wnętrza. Przecież każdy jego element, nawet jeśli niedoskonały, tworzy Ciebie - kobietę mądrą, inteligentną, choć mocno zagubioną. Pomyśl o sobie w ten sposób.

210 Ostatnio edytowany przez bjo (2016-02-07 18:27:46)

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?
Wielokropek napisał/a:

Perfekcja, kontrola. Dojście do przyczyn i poradzenie sobie z uczuciami z nimi związanymi to praca przed Tobą.

Znam przyczyny. Sytuacja w domu, brak akceptacji w szkole. Kiedyś był taki portal społecznościowy epuls. Kiedyś wstawili mi na niego moją fotkę
i się nabijali, że małpa w szkole ;>. Bardzo mnie to bolało. To było w 3 gim., 3 rok naśmiewania się ze mnie. Po prostu przestałam chodzić do szkoły. Łaziłam po lesie, miescie. Pamiętam jak moja kretyńska wychowawczyni powiedziała mamie, że "szczególnie to sobie środy upatrzyłam". Ta sama idiotka powiedziała mi też, że jestem "taką klasową maskotką". W zasadzie to przestalam się bronić, bo czy się bronilam i nie, tak czy siak cisneli ze mnie bekę. Do tego w zasadzie wiedziałam, że mają rację. Widziałam jak wyglądają nastolatki w moim wieku. Ja strasznie wstydziłam się tzw. kobiecych aspektów mojego CIAŁA. Nosiłam gigantyczne bluzy i bojówki, bo nie chciałam by ktokolwiek oceniał mnie jako dziewczynę. Nie miałam też odwagi tego zmienić. Potem rodzice posłali mnie do prywatnego liceum i moje życie zmieniło sie o 180 stopni. Na początku w pierwszej klasie trochę się ze mnie śmiali, ale potem wpadłam w zabużenia odzywiania, schudłam z 20 kg (do niemal 40), a wszyscy wrogowie stali się przyjaciółmi. Szkolna pedagog mnie wzięła na dyskusje i cynicznie zauważyła, że "widze, że jestes bardziej pewna siebie jak schudłaś". Fakt, na początku dodało mi to pewności siebie. Potem choroba postępowała, przeistoczyła się w bulimie. Na chwile obecną wymiotuje ledwo kilka razy w tygodniu bądź raz na 2 tygodnie. Bardziej cierpię na binge eating, chociaż też bez jakiegoś szaleństwa. Pewnie dlatego przytyłam 20 kg smile.
Nikt nie potrafił mi pomóc, albo ja oceniałam pomoc jako wadliwą i rezygnowałam. Wszystko mogłam wyczytać w necie. Zabrakło jednego bodźca - mojej chęci by cokolwiek zmienić. Głównie dlatego, że jak mantrę, powtarzam - nic się nie da zrobić. Mogę tylko załatać dziury. Jak w zdezelowanej i starej ulicy. Łatanie dziur tylko pogarsza sprawę, bo łaty też zaczynają niszczeć. Jedynie położenie nowej nawierzchni naprawia sytuację. Takie mam też podejście. Sama sobie nie poradzę. Bardzo bym chciała spotkać kogoś, kto mi po prostu powie: zrób to, to i to i wtedy będzie lepiej. Ok, tu spotkałam. Ale to chyba rady dostosowane do juz i tak w miare estetycznych ludzi.


Jakakolwiek terapia to praca klienta nad sobą samym, praca klienta pod okiem i przy wsparciu terapeuty. Nie nastąpią żadne zmiany w Twym funkcjonowaniu, w Twym myśleniu o sobie samej, od samego spotykania się z najlepszym nawet terapeutą. WIEM, bo jestem żywym dowodem, że praca nad sobą jest możliwa. Że przynosi efekty. Że efekty są proporcjonalne do włożonego wysiłku, wylanych łez, i potu. WIEM, że pracę można rozpocząć jedynie wówczas, gdy przestaje się nad sobą użalać, gdy przestaje się usprawiedliwiać, gdy przestaje się zaprzeczać, gdy przestaje się jęczeć nad sobą.

Miałaś może problemy podobne do moich? Dzisiaj siostra do mnie napisała na temat binge eating. Kupuje jakąś książkę przez Amazon, bo jej terapeutka bodaj nie potrafi sobie z tym poradzić, bo jeszcze nigdy nie miala pacjenta z tym problemem. To już kolejny raz.
Dla mnie najlepsza terapia, byłaby terapią u chirurga plastycznego. Potem współpraca z couchem. Co prawda potępiam te kapitalistyczne hieny (sorry, mam nadzieję, że nie urażam żadnego coucha wlaśnie ;>), ale chyba mi to potrzebne. Oni i te ich wszystkie żałosne teksty ala Paulo Coelho.
Może to wciąż coś na podobieństwo buntu, a może po prostu nie dorosłam jeszcze, żeby dojść do takich wniosków jak Ty. Czy w ogóle do pracy nad sobą. A może po prostu rozumiem, że sytuacja jest beznadziejna.

Nie, przekonanie, że jest się gorszym, nie jest żałosne. To niestety często, bardzo często, spotykane myślenie u wielu osób. To efekt traumatycznych doświadczeń. Nie jesteś gorsza od innych. Masz wiele zalet (...)

Dzięki, że we mnie wierzysz.
Czasami sobie myślę, że to przekonanie o byciu gorszym, to jakaś wypadkowa PTSD. Nie mówię, że mam PTSD, ale może jakaś delikatną jego formę. W koncu bardzo mi siadlo na bani to co się wydarzyło w szkole (teksty typu: a twoi starzy też wygladaja jak goryle? w zoo cie robili?) czy bicie butelką (szklaną sic!) po łbie. Teraz mam taką paranoję, ze nie moge mieć nikogo za plecami. Ja muszę być ostatnia. Czy to gdzies w ławkach, czy to w tłumie. Może jestem, może nie. To leży w zasadzie w ocenie ludzi. Przeważnie wychodzi na to, że mam rację.

Poszukaj psychoterapeuty, umów się na spotkanie, ustalcie kontrakt i podejmij swą terapię. Szkoda Twojego życia na katowanie się tym, co wmówili Ci niektórzy, a w co, będąc ufną, łatwo uwierzyłaś.
Druga sprawa jest to, co zaproponowała in_ka: przestań od teraz używać tak negatywnych określeń swego ciała

Ok, jak przełamię jakoś wewnętrzna blokadę przed psychoterapeutami. W moim przypadku dochodzi jeszcze to, że znam prywatnie wielu studentów i absolewemtów psychologii. To są ludzie u których nie chciałam bym się "leczyć". Ci z którymi próbowałam terapie czy coś nawet przed terapią, wiesz, takie jakby spotkania organizacyjne, wywiad - zniechęcali mnie. Muszę im znowu uwierzyć :>. No i mam też kryteria. Potrzebuje mężczyznę, bądź nieatrakcyjną kobietę, która rozumie mój problem.
Wiem, że sposób w jaki się wypowiadam o sobie i ciele budzi jakieś negatywne konotacje. Ale mi to wcale nie przeszkadza i nie potrafię się nawet inaczej wypowiadać. Lecz próbuję. Oto jest świadectwo w poście tym ;s.

(...) rozejrzyj się przytomnym okiem wokół. Naprawdę wokół siebie masz tylko dziewczyny/kobiety spędzające czas na stałym poprawianiu swej urody i zastanawianiu się nad tym, z jakich zabiegów skorzystać?

TAK w szczególności jak wylądowałam za granicą. Autochtoni są raczej normalni bądź zaniedbani, chociaż też nie rozumiem skąd taka teoria na ich temat, bo jest mnóstwo dziewczyn i kobiet, do których twarzy można się dokopać jedynie łomem (tyle mejkapu). Głównie przybyszki starają się kreować na boginie. Ot i me spostrzeżenie.
Nie mam zbyt wielu koleżanek, ale jak patrze na laski to wyciągam takie wnioski. Dostrzegam tylko to, co mnie zainteresuje. Kobiet pozbawionych obsesji prawdopodobnie nie dostrzegam.

Nie bagatelizuję Twego problemu, nie przeczę Twemu widzeniu siebie samej, nie uważam, że Twój opisany problem jest błahy: nielubienie czy wręcz nienawiść do siebie samej to spore wyzwanie (ale może jest ona przykryciem innego problemu). Można, tak jak napisałam to wyżej, zmienić to myślenie w trakcie terapii.

Nie odebrałam Twojego posta, jako bagatelizowanie mojego problemu.
Być może jest to przykrycie czegoś. Ale wątpię. Ja prosty człowiek jestem. Jak mówię, że chodzi o cielsko, to znaczy że chodzi o cielsko. Nie widzę w tym ani drugiego, ani setnego dna.

211 Ostatnio edytowany przez in_ka (2016-02-07 17:52:07)

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

bjo, czytam z uwagą co napisałaś i odnoszę wrażenie, że Ty już wszystko wiesz ! Mało tego, wiesz najlepiej !
Hmm, a gdybyś spróbowała słuchać, posłuchać, a może trochę powątpiewać, w tą swoją wiedzę wink
Forum, to nie jest miejsce na terapie. To jest miejsce na rozmowę, tylko. Pod wpływem tej rozmowy mam nadzieje trafisz wreszcie na terapie (poszukaj psychoterapeuty) i świadomie, w niej będziesz uczestniczyć do samego końca. Tego Ci życzę smile

ps

No i mam też kryteria. Potrzebuje mężczyznę, bądź nieatrakcyjną kobietę, która rozumie mój problem.

błędne kryteria, nic nie wnoszące do kwestii profesjonalizmu czy skuteczności psychoterapeutów

212

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

Bjo, bądżmy poważni.

Te przytyki, docinki, gnębienie ze strony rodziców jak i otoczenia wydarzyły się w przeszłości, kiedy byłaś dzieckiem. Zrozumiałe, że wtedy wierzyłaś w to co Ci mówiono, bo nie miałaś możliwości obiektywnej oceny sytuacji, jak i byłaś zależna od rodziców. Teraz jednak jesteś już dobrze dorosła i potrafisz widzieć, że matka i ojciec traktowali Cię nie fer, spychając na Ciebie własne frustracje i problemy i że ich słowa nie były wyrazem prawdy, ale własnej nieumiejętności radzenia sobie z rzeczywistością. Dlaczego więc tak kurczowo trzymasz się ich opinii na własny temat? Dlatego, że łatwiej jest przykleić sobie łatkę brzyduli i nieudacznika niż przyznać, że rodzice odwalili kawał brudnej roboty, nie wspierali tak jak powinni, byli egoistami, stawiającymi na pierwszym miejscu swoje samopoczucie, a nie dobro dzieci?

Zacznij myśleć o sobie, za siebie, a nie bądź mentalnym dzieckiem. Nie masz pięciu lat. Podnieś tyłek i zawalcz o swoje życie.

213

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?
Elle88 napisał/a:

Również nie wierzę, żeby było tak źle jak opisuje autorka - sama wiem po sobie, że dla siebie bywamy największym katem. Ale dla osoby o normalnym poczuciu wartości ten etap mija, a jeżeli nie mija -wtedy jest problem i sam się nie rozwiąże. Innymi słowy dobrze, że tu trafiłaś.
(...)Krok po kroku, dodając jeden po drugim, jesteś w stanie wiele zmienić. Zawsze powtarzam, że kobieta zadbana działa na mężczyzn bardziej niż najładniejsza laska, która nie ma pojęcia jak o siebie zadbać - po prostu nie będzie tego widać.

W normalnej rzeczywistości tak - bywamy dla siebie największym katem. U mnie jest tak, że normalna rzeczywistość mnie katuje, bo jestem wadliwym puzzlem w tej całości.
A czy brzydkie acz zadbane kręcą facetów? Nie zauważyłam. Przed chwilą nawet zapytałam mojego chłopaka o to. Zgadza się ze mną. Chociaż na początku przyznał, że zadbana acz brzydka jest na pierwszym miejscu. Mam genialną argumentację xD. Przecież ładna laska może o siebie zadbać, a i tak powali brzydką na łopaty.


in_ka napisał/a:

Zaczynasz i nie kończysz ...
Co zrobić, żeby zacząć i kontynuować? (...)Komunikując się tutaj, z nami na forum nazywaj swoje części ciała zwyczajnie(...)

Mam problem, by kontynuować cokolwiek. Moje życie to szereg rozpoczętych, acz niezakończonych procesów. Nic nie potrafię zakończyć.
Staram się, staram się stosować bardziej ludzką nomenklaturę. Przynajmniej w dzisiejszych postach.

Krejzolka82 napisał/a:

Bjo to Ty dbasz o swoje ciało smile na pewno więcej niż ja tongue
Kobito nie jest z Tobą tak źle, uwierz, to już gorzej jest ze mną, w porównaniu do Was co Wy robicie ze swoim ciałem.

Bo chodzę do fryzjera (sama nie ogarnę tak gęstych włosów, poza tym mam dwie lewe do wszelkich zabiegów wymagających obsługi nożyczek w parze z włosami) i do kosmetyczki (bo syfów nie potrafię wyciskać i mam kosmetyczkę za darmo), bo balsam, wszak inaczej skóra się wysusza, że brwi wyrywam wszak jak nie to, to włosy są na całym ryju (twarzy :>>>)?

No wiesz, to raczej takie must do by w ogóle wyjść z domu. Inaczej jestem jeszcze  większym potworem.

Widzisz po tym zdaniu jestem pewna, że to nie chodzi  o wygląd, to przede wszystkich chodzi o Twoją psychikę.

To oznacza, że ci wszyscy ludzie, którzy potwierdzają mi "no wiesz, ładna to nie jesteś, ale zalamywać tez sie nie mozna" również mają problemy psychiczne? ;> Dodam, ze to głównie faceci. Bo laski mnie przeważnie oszukują i mówią "ale przeciez jesteś ładna".

Jak dla mnie Ty po prostu jarasz się tą swoją niby brzydotą. Znalazłaś sobie jakiś pretekst do nienawiści siebie samej i tak się wkręcasz.

Podejrzewam, ze to moja jedyna opcja na życie. Wiesz tzw. comfort zone. Być może to co napisałaś wcale nie jest takie głupie. Mam podobne wnioski. Normalna osoba po prostu by w końcu olała i skupiła się np. na jakimś doktoracie, gdzieś gdzie uroda odgrywa drugorzędną rolę. Z dala od społeczeństwa. I w ten sposób można byc szczęśliwym, chociaż jest to tez opcja życia na uboczu.

Patrz jak Twoje myślenie ewoluowało na przestrzeni tych bodajże dwóch lat, jak napisałaś pierwszego posta, najpierw był wzrost, potem rzekoma Twoja brzydota, aż  do  nienawiści  samej siebie.

Zawsze było to samo. Po prostu na samym początku skupiłam się w poście na nogach/wzroście, bo chyba akurat miałam wówczas większą obsesję na ten temat. To myślenie jest od zawsze. Pamiętam juz jak jako dziecko mówiłam wszystkim, ze nie będe mieć męża (jak sobie żałośnie zartowali, wiesz ciotki, wujaszkowie), bo wiedziałam, że jestem zbyt brzydka, by ktoś mnie zaakceptował. Także to uczucie tli się we mnie całe życie. Eksplodowało pod koniec podstawówki i tak impreza się kręci do teraz.

Więc ok. nie wiem, jak wyglądasz i może faktycznie operacja by Ci coś pomogła, ale wiem jedno najpierw musisz iść do bardzo dobrego psychiatry.

Kiedyś jak i obecnie opisywałam swoje perypetie z psychiatrami. Hit pobił ostatni. Przepisywał mi leki które sobie życzyłam, namawiał mnie na jakąś terapie b-p, jednocześnie argumentując, ze od pacjentów usłyszał, ze takiej w PL nie ma. Z braku mojego czasu i z racji tego, ze to miała być państwowa terapia - godziny mojej pracy 8-16 uniemożliwiały mi uczęszczanie na nią. Wszystko kur.. przystosowane dla bezrobotnych i emerytów. Zasugerował mi więc, bym porozmawiała z moim szefostwem (a juz i tak przeginam, kończę bowiem studia w PL, czasami potrzebuje dodatkowego wolnego dnia w tygodniu) lub zmieniła pracę :DDD. Wyszlam i już nie wróciłam. Powiedziałam też GP że to największy idiota jakiego w życiu spotkałam i radzę mu nie posyłać tam pacjentów. Szkoda tylko, że tak długo marnowałam swój czas i pieniądze by do niego dojeżdżać.
Aha, ten złamas brał też uroczo wyglądające praktykantki na nasze mityngi. Mogłam odmówić, ale on mnie stawiał przed faktem dokonanym. Typu wchodzę już do gabinetu, tam siedzi jakaś cizia, a on na to: czy możemy miec dzisiaj gościa na naszym spotkaniu?! Boy u serious ;___;. W efekcie doszło raz do sprzeczki, bowiem powiedziałam im, ze wątpie by ta cizia mnie rozumiała. I że sobie nie życzę jej obecności. Na kolejnym spotkaniu dowiedziałam się, że muszę pracować nad uczuciem zazdrości xD.



Masz rację, ludzie przyzwyczajają się do wad. Podejrzewam, że wszyscy bliscy ludzie mnie akceptują i nie mają problemu z moją szpetotą. Raz mi już eks przyjaciel powiedział, że zdarzyło mu się kilka razy w trakcie naszej kłótni pomyśleć, że nie dość że jestem brzydka, to jeszcze "zimna suka" smile.

A to nie chwaliłaś się, że masz Faceta, fajnie:)

Tak, to już trzeci chłopak w karierze. Jeszcze 8 miesięcy i będą 2 lata naszego wspaniałego związku <3. Facet którego opisywałam w pierwszych postach rzucił mnie niewiele dni po ich produkcji. Nie dziwie się. To był sensowny człowiek sukcesu.

A co chciałabyś sobie zoperować?

Styknie mi korekta twarzy, bioder, piersi (pomniejszenie), liposukcja. Będę happy. Nóg niestety już nie poprawię. Ale jak mi poprawią resztę cielska, to nie będę się musiała wstydzić nosić butów na obcasie lub koturnie.

A ja mam tyłozgryz.

To też ciężka wada. Życzę powodzenia i wytrwałości.

A można wiedzieć czemu nie współżyjecie?
Długo jesteście razem?

Nie współżyjemy, bo ja nie mam ochoty. Nie mam potrzeb seksualnych. Nigdy nie miałam jakichś wyrafinowanych. Uprzedzając - mu to przeszkadza, ale akceptuje. Każdemu z moich obu poprzednich chłopaków przeszkadzał ten fakt.
Wynika to z obrzydzenia do ciała. Przeistoczyło się to w grubą patolę smile. Wolę oddać całą swoją wypłatę, aniżeli mieć bliskość inną niż całus lub tulas. Z racji tego, że odczuwam pożądania i mam tyłozgięcie. Zbliżenie wiąże się z dużym bólem. Stąd zrezygnowałam i powiedziałam wprost, że nie mam ochoty już nigdy więcej tego robić.
Poza tym się boję, myślę o rodzicach, czuje się jak dziwka i obrzydzają mnie płyny ustrojowe.
Często odczuwam ból jak używam duże tampony.
Moi rodzice też nie mieli nigdy pożycia seksualnego. A mama mówiła otwarcie, że to obrzydliwe. Tata cierpiał.

Sorki w Polsce też są kosmetyczki i też przyjmują w soboty.

Przylatuje na uczelnie. Nie do kosmetyczki. Czas wolny spędzam z rodzicami, kotami i przyjaciółmi. Nie kosmetyczką.
Moi rodzice mają znajomą kosmetyczkę, więc korzystam z jej usług jak muszę, bo zanieczyści się ryj. 2 razy do roku i tylko wtedy, jak jestem na dłużej. Ostatnio mi nie wyregulowała brwi, bo stwierdziła, ze są zbyt podziobane. Tak, przeze mnie :x.

Przestań sobie wkręcać co ludzie o Tobie pomyślą.

Nie potrafię. Jak słyszę co mówią o innych, to nie potrafię zablokować myślenia, że podobne słowa wypowiają na mój temat. Amen.

Czyli jednak dbasz o siebie, kłamczuszku tongue

Albo łupiez czy suchy naskórek, albo naturalne produkty. Woda w tym kraju bardzo mi szkodzi. Zaraz po przyjeździe na twarzy zrobiła mi się poteżna sucha skorupa. Trzeba było bardzo mozno ją nawilżyć. Kranówy nie wzięłabym do ust. Tutejsi spożywają ją na potęgę, twierdząc, ze jest najlepsza w kraju.

Kurde Dziewczyno, Ty nawet nie wiesz, jak ja Ci kibicuję!!!

Dzięki.

214 Ostatnio edytowany przez bjo (2016-02-07 19:03:01)

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?
Olinka napisał/a:

Nakręciłaś się strasznie w budowaniu tego zafałszowanego obrazu własnej powierzchowności i teraz trudno Ci to zmienić, co jednak nie znaczy, że nie jest możliwe. Jasne, że to nie stanie się z dnia na dzień, ale jeśli będziesz chcieć wystarczająco mocno, to Twoja determinacja i każdy kolejny dzień będą przybliżały Cię do nowej Bjo. Ty nadal będziesz mieć tę samą twarz, skórę, włosy i te same nogi, ale będziesz je w końcu lubić, a jeśli nie lubić, to przynajmniej akceptować.

To jest właśnie najtrudniejsza część.
I sądzę, ze to co napisałeś potem:
 

Zmusiłaś mnie do zastanowienia się nad sobą i po przemyśleniu stwierdzam, że nie wiem jak to jest się nie lubić, a zapewniam, że wad trochę mam. To i owo całkiem chętnie przy pomocy jakiejś magicznej różdżki zamieniłabym na inne, ale jestem jaka jestem, akceptuję siebie razem ze swoimi niedoskonałościami. Mało tego, traktuję je jak kolejne elementy, które składają się na całość. Bez nich nie byłabym sobą i to one w pewien sposób czynią mnie wyjątkową. Ty też jesteś wyjątkowa.

Świadczy o tym, że się nauczyłaś akceptować samą siebie, bądź jest to umiejętność którą masz od zawsze. Podziwiam i zazdroszczę. Dla mnie to wiedza ultra tajemna. Sądzę też, że w moim przypadku muszę wpuścić do swojego życia światlo jakiejś naiwności, która pozwoli mi uwierzyć, ze tragedii nie ma, a mogę coś poprawić. Wiem, że nie mogę xD. I to nie dla mnie. Więc może racjonalne myślenie? Olać to, mam tylko jedno życie. Wygląd jest ważny, ale wszystko przemija. Nie być zazdrosnym, skupiać się na rozwoju i przyjemnościach. Hedonistycznie. No i olać ludzi w 100%. Tylko jak czegoś potrzebuję, to się zgłaszam. Druga opcja zdaje się być znacznie atrakcyjniejsza.

To jest Twój podstawowy błąd - Ty się stale porównujesz do innych. Po co?

Wszak, jeżeli ja tego nie zrobię, zrobi to ktoś za mnie.

Mało jest osób, które nie mają żadnych kompleksów, zresztą kompleksy najczęściej są mocno subiektywnym odczuciem. Otoczenie zwraca uwagę na sygnały, jakie wysyłasz, nie na drobne niedoskonałości. Tak, wiem, Twoje wcale nie są drobne, ale muszę Cię zmartwić - to jest przede wszystkim Twoja opinia (...)

Uważam, że większość ludzi ma nonsensowne kompleksy. Co nie oznacza, że oceniam ich równie krytycznie jak siebie.
To NIE jest tylko moja opinia :>. 

Znam mnóstwo nieurodziwych kobiet z nieproporcjalnymi ciałami, ale one z tego powodu nie odbierają sobie prawa do szczęścia.

Wiedzą, że są nieurodziwe? Ja osobiście sądzę, że nieurodziwi ludzie nie powinni się rozmnażać. Tworzą tylko kolejnych nieszczęśliwców.
Zakładam jednak, że wiedzą, że są nieurodziwe. Ciekawe jak wyglądają ich sposoby, by odgonić negatywne myśli na swój temat.
Dla mnie to też kojarzyło się zawsze z lekka naiwnością. Rzucanie uroku na rzeczywistość. Wmawianie sobie, że jest się ładnym i atrakcyjnym. Albo, że wcale nie jest się gorszym... Wiele kobiet ma też o wiele wyższe mniemanie o sobie, niż miec powinny. Wielu ludzi to bawi. W tym i mnie.
Z drugiej strony to naprawdę żałosne zajmować sobie tym myśli. Ktoś nam wmówił, że to puste, martwić się swoim wyglądem. Ten sam ktoś natomiast wie, że w obecnej rzeczywistości wygląd to podstawa i nawet sprzedajac szynke czy piec, z billboardu uśmiecha się do nas atrakcyjna kobieta.

Ja również mam dla Ciebie propozycję - kiedy kolejnym razem będziesz brała prysznic, spróbuj nie spieszyć się.

Okay.



in_ka napisał/a:

bjo, czytam z uwagą co napisałaś i odnoszę wrażenie, że Ty już wszystko wiesz ! Mało tego, wiesz najlepiej !

Fakt, to moja wada.

in_ka napisał/a:

   

bjo napisał/a:

No i mam też kryteria. Potrzebuje mężczyznę, bądź nieatrakcyjną kobietę, która rozumie mój problem.

błędne kryteria, nic nie wnoszące do kwestii profesjonalizmu czy skuteczności psychoterapeutów

Dlaczego błędne? Źle się czuje w towarzystwie atrakcyjnych kobiet, szczegolnie w wersji "terapeutka" od sprawy brzydoty. Moje zaburzenia odżywiania pogłębiły by się. Miałabym wątpliwości co do poczucia empatii.
Dla osoby z innymi problemami - masz rację, bo absolutnie nic to nie wnosi.

Beyondblackie napisał/a:

Bjo, bądżmy poważni.

Te przytyki, docinki, gnębienie ze strony rodziców jak i otoczenia wydarzyły się w przeszłości, kiedy byłaś dzieckiem. Zrozumiałe, że wtedy wierzyłaś w to co Ci mówiono, bo nie miałaś możliwości obiektywnej oceny sytuacji, jak i byłaś zależna od rodziców. Teraz jednak jesteś już dobrze dorosła i potrafisz widzieć, że matka i ojciec traktowali Cię nie fer, spychając na Ciebie własne frustracje i problemy i że ich słowa nie były wyrazem prawdy, ale własnej nieumiejętności radzenia sobie z rzeczywistością. Dlaczego więc tak kurczowo trzymasz się ich opinii na własny temat? Dlatego, że łatwiej jest przykleić sobie łatkę brzyduli i nieudacznika niż przyznać, że rodzice odwalili kawał brudnej roboty, nie wspierali tak jak powinni, byli egoistami, stawiającymi na pierwszym miejscu swoje samopoczucie, a nie dobro dzieci?

Zacznij myśleć o sobie, za siebie, a nie bądź mentalnym dzieckiem. Nie masz pięciu lat. Podnieś tyłek i zawalcz o swoje życie.

Być może nie dorosłam. Może jestem niedorozwinięta. Wiem też, że być może moje podejście jest niedojrzałe i dziecinne. W ogole mi się zdaje, że ja się nie zimeniłam pod względem psychicznych (z tym problemem sensu stricte) od wczesnego okresu nastoletniego.

Rodziców o nic nie obwiniam. Oni też mieli duże problemy. Zrozumiałam, że oboje są nieszczęśliwymi osobami. Nie powinni mieć dzieci. Tata sam mi przyznał, że popełnił miliard błedów wychowawczych i chcialby cofnąć czas. Wiem, ze ich błędy mają na mnie wpływ.
No i kocham ich ponad życie. To moi jedyni prawdziwi przyjaciele obecnie. Tacy na złe i na dobre. Chociaż wciaż jest duża presja z ich strony (szczególnie pod względem wykształcenia i przyszłosci). To akurat w pełni zrozumiałe.

215

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?
bjo napisał/a:

(...) Moi rodzice też nie mieli nigdy pożycia seksualnego.(...)

A ty z siostrą to zasługa bociana- rozumiem wink
Momentami zastanawiam się czy sobie, z nas trochę nie żartujesz?

216 Ostatnio edytowany przez Krejzolka82 (2016-02-07 19:24:38)

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?
bjo napisał/a:

To oznacza, że ci wszyscy ludzie, którzy potwierdzają mi "no wiesz, ładna to nie jesteś, ale zalamywać tez sie nie mozna" również mają problemy psychiczne? ;> Dodam, ze to głównie faceci. Bo laski mnie przeważnie oszukują i mówią "ale przeciez jesteś ładna".

Ok. ja nie twierdzę, że niektórym się Ludziom nie podobasz, bo kurde nie ma takiego człowieka na świecie, żeby się wszystkim podobał.
Co Ty myślisz, że ja się wszystkim podobam, albo, że mi się wszyscy podobają?

bjo napisał/a:

Podejrzewam, ze to moja jedyna opcja na życie. Wiesz tzw. comfort zone. Być może to co napisałaś wcale nie jest takie głupie. Mam podobne wnioski. Normalna osoba po prostu by w końcu olała i skupiła się np. na jakimś doktoracie, gdzieś gdzie uroda odgrywa drugorzędną rolę. Z dala od społeczeństwa. I w ten sposób można byc szczęśliwym, chociaż jest to tez opcja życia na uboczu.

Ale dlaczego z dala od społeczeństwa?
Ej, dużo ludzi jest nieurodziwych i co widać ich, nie pochowali się.
Dla każdego z nas jest miejsce w społeczeństwie.

bjo napisał/a:

Kiedyś jak i obecnie opisywałam swoje perypetie z psychiatrami. Hit pobił ostatni. Przepisywał mi leki które sobie życzyłam, namawiał mnie na jakąś terapie b-p, jednocześnie argumentując, ze od pacjentów usłyszał, ze takiej w PL nie ma. Z braku mojego czasu i z racji tego, ze to miała być państwowa terapia - godziny mojej pracy 8-16 uniemożliwiały mi uczęszczanie na nią. Wszystko kur.. przystosowane dla bezrobotnych i emerytów. Zasugerował mi więc, bym porozmawiała z moim szefostwem (a juz i tak przeginam, kończę bowiem studia w PL, czasami potrzebuje dodatkowego wolnego dnia w tygodniu) lub zmieniła pracę :DDD. Wyszlam i już nie wróciłam. Powiedziałam też GP że to największy idiota jakiego w życiu spotkałam i radzę mu nie posyłać tam pacjentów. Szkoda tylko, że tak długo marnowałam swój czas i pieniądze by do niego dojeżdżać.
Aha, ten złamas brał też uroczo wyglądające praktykantki na nasze mityngi. Mogłam odmówić, ale on mnie stawiał przed faktem dokonanym. Typu wchodzę już do gabinetu, tam siedzi jakaś cizia, a on na to: czy możemy miec dzisiaj gościa na naszym spotkaniu?! Boy u serious ;___;. W efekcie doszło raz do sprzeczki, bowiem powiedziałam im, ze wątpie by ta cizia mnie rozumiała. I że sobie nie życzę jej obecności. Na kolejnym spotkaniu dowiedziałam się, że muszę pracować nad uczuciem zazdrości xD.

Tego bez inwektyw nie da się skomentować, więc nie będę komentować.


bjo napisał/a:

Tak, to już trzeci chłopak w karierze. Jeszcze 8 miesięcy i będą 2 lata naszego wspaniałego związku <3.

Super i widzisz ja nie uważam się za brzydulę a nie mam faceta tongue

bjo napisał/a:

Styknie mi korekta twarzy, bioder, piersi (pomniejszenie), liposukcja. Będę happy. Nóg niestety już nie poprawię. Ale jak mi poprawią resztę cielska, to nie będę się musiała wstydzić nosić butów na obcasie lub koturnie.

A ta korekta twarzy na czym by polegała?
Biodra?
Liposukcję rozumiem, ale podobno są też bardzo poważne powikłania po tym (chociaż wiem, że każda operacja niesie ze sobą ryzyko powikłań).


bjo napisał/a:

To też ciężka wada. Życzę powodzenia i wytrwałości.

Szczerze, nie mam pojęcia jaka to jest wada, bo po pierwsze nie wiedziałam o jej istnieniu długi czas a po drugie nie przeszkadza mi ona w ogóle (chodzi o to, że nie ma widocznych śladów na twarzy, albo przynajmniej ja nie widzę).
Byłam na konsultacji u chirurga stomatologicznego, żeby zoperować tą wadę, ale powiedział, że jedynie rysy twarzy mi się zmienią, na co ja odpowiedziałam, że mi się moje rysy twarzy podobają i ogólnie moja twarz mi się podoba i jednak dziękuję smile
Chirurg stomatolog to była ostatnia Osoba u której byłam się pytać o likwidację mojej wady wymowy, nie zagwarantował zmiany, to już dałam sobie spokój.
Jestem zadowolona, że próbowałam już wszystkiego, żeby zlikwidować tą wadę, nie da się trudno, ludzie jakoś muszą przywyknąć do mojego gadania, przede wszystkim ja muszę (chociaż ja siebie słyszę normalnie big_smile).
Ale dzięki smile

bjo napisał/a:

Nie współżyjemy, bo ja nie mam ochoty. Nie mam potrzeb seksualnych. Nigdy nie miałam jakichś wyrafinowanych. Uprzedzając - mu to przeszkadza, ale akceptuje. Każdemu z moich obu poprzednich chłopaków przeszkadzał ten fakt.
Wynika to z obrzydzenia do ciała. Przeistoczyło się to w grubą patolę smile. Wolę oddać całą swoją wypłatę, aniżeli mieć bliskość inną niż całus lub tulas. Z racji tego, że odczuwam pożądania i mam tyłozgięcie. Zbliżenie wiąże się z dużym bólem. Stąd zrezygnowałam i powiedziałam wprost, że nie mam ochoty już nigdy więcej tego robić.
Poza tym się boję, myślę o rodzicach, czuje się jak dziwka i obrzydzają mnie płyny ustrojowe.
Często odczuwam ból jak używam duże tampony.
Moi rodzice też nie mieli nigdy pożycia seksualnego. A mama mówiła otwarcie, że to obrzydliwe. Tata cierpiał.

Czyli rozumiem, że są trzy powodu niewspółżycia:
1. Wygląd Twój.
2. Ból fizyczny podczas stosunku.
3. Wychowanie przez Twoją Mamę.
Nie rozumiem czego się boisz, to, że współżyjąc Twoim Rodzice mogliby Cię wziąć za dziwkę?

Jak jeszcze rozumiem te dwa pierwsze punkty napisane przeze mnie, tak nie pojmuję co wpoiła Ci Twoja Mama (przecież to trzeba leczyć, takie myślenie).

bjo napisał/a:

Dzięki.

Nie musisz dziękować, wystarczy jak pomalujesz dzisiaj paznokcie, proszę big_smile

217

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?
in_ka napisał/a:
bjo napisał/a:

(...) Moi rodzice też nie mieli nigdy pożycia seksualnego.(...)

A ty z siostrą to zasługa bociana- rozumiem wink
Momentami zastanawiam się czy sobie, z nas trochę nie żartujesz?

Odnoszę wrażenie, że sądzisz, że jak ktoś ma już dzieci, to znaczy, ze stuka się dzień w dzień przez nawet i 40 lat małżeństwa. NA SERIO?
To że zrobili dzieci (o które zresztą długo się starali) nie oznacza, że coś potem rypło i przestali się stukać.
Lotne komentarze zawsze w cenie.

Krejzolka82 napisał/a:

Ok. ja nie twierdzę, że niektórym się Ludziom nie podobasz, bo kurde nie ma takiego człowieka na świecie, żeby się wszystkim podobał.
Co Ty myślisz, że ja się wszystkim podobam, albo, że mi się wszyscy podobają?

Nope.
Warto jednak mieścić się w tym tzw. kanonie chociaż odrobinę. Plusuje przy próbie budowy samooceny.

Ale dlaczego z dala od społeczeństwa?
Ej, dużo ludzi jest nieurodziwych i co widać ich, nie pochowali się.
Dla każdego z nas jest miejsce w społeczeństwie.

Z dala od społeczeństwa jest bezpieczniej. W sensie, możesz mieszkać nawet na 6th avenue na Manhattanie, ale nie musisz przecież być częścią społeczności (jakiejkolwiek).
Ludzi nieurodziwych jest dużo. Wydaje mi się, że wielu tych co widziałam, lub poznalam osobiście to ludzie smutni. Czasami walczą i wmawiają sobie jakies cuda wianki. No ale może tak łatwiej....

Tego bez inwektyw nie da się skomentować, więc nie będę komentować.

Dlaczego? Sądzisz, że doktorek był wporzo?
Bardzo chciałabym usłyszęć/przeczytać tę opinie. Postaraj się to zrobić w wersji soft.

Super i widzisz ja nie uważam się za brzydulę a nie mam faceta tongue

Może nie chcesz? Może nie trafiłaś na nikogo wartego uwagi? My się na początku zaprzyjaźniliśmy. Jak tu przyjechałam to czulam się samotnie. Więc spędzaliśmy razem czas. Do tego razem też pracowaliśmy. Wyszło jakoś naturalnie.

A ta korekta twarzy na czym by polegała?
Biodra?
Liposukcję rozumiem, ale podobno są też bardzo poważne powikłania po tym (chociaż wiem, że każda operacja niesie ze sobą ryzyko powikłań).

Trzeba bylo by rozbić czachę i jeszcze raz ją odtworzyć.
Zdaje mi się, że mam za dużo skóry na twarzy. Nadanie twarzy bardziej kobiecych rys. Zmniejszenie nosa, zrobienei czegoś z łukami brwiowymi, poprawienie ust, brody, zmniejszenie szczeki.
Biodra trzeba zmniejszyć. Są bardzo szerokie, ale to ja ogólnie jestem szeroka. Mój obecny chłopak twierdzi, że wygladam jak prostokąt xD. Ale to oczywiście tylko takie żarty i w sumie racja.

Jestem zadowolona, że próbowałam już wszystkiego, żeby zlikwidować tą wadę, nie da się trudno, ludzie jakoś muszą przywyknąć do mojego gadania, przede wszystkim ja muszę (chociaż ja siebie słyszę normalnie big_smile).

No i bardzo ładnie. Jeżeli jest się zdeterminowanym zawsze trzeba wyczerpać wszystkie dostępne środki. Podziwiam za samozaparcie!

Czyli rozumiem, że są trzy powodu niewspółżycia:
1. Wygląd Twój.
2. Ból fizyczny podczas stosunku.
3. Wychowanie przez Twoją Mamę.
Nie rozumiem czego się boisz, to, że współżyjąc Twoim Rodzice mogliby Cię wziąć za dziwkę?

Jak jeszcze rozumiem te dwa pierwsze punkty napisane przeze mnie, tak nie pojmuję co wpoiła Ci Twoja Mama (przecież to trzeba leczyć, takie myślenie).

Tak.
Nie boje się tego, co rodzice mogą pomyśleć. Nie umiem tego jakoś racjonalnie wytłumaczyć. Nie rozumiem tego. Wydaje mi się, że największym winowajcą jest wygląd.
A może po prostu jestem aseksualna. Czytam posty dziewczyn (a i nawet facetów) i nigdy nie czułam tego, co oni tam opisują.
Myślenie mojej mamy nigdy nie było dla nas normalne. Ale widać w jakiś sposób na nas wpłynęło.
Na szczęście ON jest tolerancyjny. Chociaż bardzo go to drażni. Jest mega dobrą osobą, tak samo jak i empatyczną. Ponad to wybitnie cierpliwą. Szkoda by było stracić taki skarb, ale nie wydaje mi się, że to ma jakąś przyszłość. W końcu jest trochę zboczuchem i chciałby mieć normalna dziewczynę/kobietę smile.

218 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-02-07 20:22:26)

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

Bjo, jesteś, co już wcześniej napisałam osobą inteligentną, dowcipną, sympatyczną, ładną, z  ciętym językiem, teraz zaś udowadniasz, że jesteś osobą waleczną. Walczysz ze wszystkimi, którzy mają odmienne zdanie. Wszystkim chcesz udowodnić, że nic ze swym życiem, a dokładniej z myśleniem o sobie i innych ludziach, nie możesz zrobić, nie możesz go zmienić. Walczysz ze znajomymi, z kolejnymi psychoterapeutami, z nami tutaj na forum. Myślę, że Twoja chęć walki jest olbrzymia. Rzecz w tym, że zostaje ona (oczywiście moim zdaniem) marnowana, bo zamiast walczyć z sobą samą o siebie walczysz z życzliwymi Tobie. Mam też wrażenie, że coś tą walką chcesz udowodnić. Komu i co?
Wiem już jak wyglądasz, wiem, że Twój wygląd jest sprzeczny z Twoją opinią na jego temat. Co musiałabyś zrobić, aby przyjąć do wiadomości, że dla innych Twój wygląd jest normalnym, że zdaniem innych jesteś ładną osobą, że jesteś lubianą taką, jaką jesteś? Bo nieprawdą jest to, że oni przystosowali się do Twej szpetoty. Nie jesteś szpetna.

Kończąc wątek urody. Napisałaś:

(…) Uważam, że większość ludzi ma nonsensowne kompleksy. (…)

Kompleksy innych najczęściej wydają się nonsensowne. I zawsze swoje, jedyne słuszne i prawdziwe.



Pytałaś o moje doświadczenia. Nie, nie byłam/jestem osobą z zaburzeniami odżywiania, nie jestem DDA, ale Twoje zachowanie wobec siebie samej i innych wydaje mi się znajome. Moją terapię zaczęłam od uświadomienia sobie przyczyn takiego mego funkcjonowania. Temu zaś towarzyszyły różne mało przyjemne uczucia: rozpacz, strach, złość, wściekłość. Odpłakałam, odzłościłam się, odsmarkałam. Było to możliwe, gdy "rozpięłam się", gdy przestałam wyrabiać się, gdy przestałam brać się w garść, gdy przestałam odcinać się od niechcianych uczuć. Pogodziłam się z tym, że czasu nie cofnę, że przeszłości nie uczynię inną. Uświadomiłam sobie, że będąc dorosłą osobą jestem odpowiedzialna za siebie, że to ja dokonuję wyborów. Wyszłam ze skorupy, pozbyłam się kolców (a były one potężne), pokazałam miękki brzuszek (mimo, że bałam się bardzo). I nie żałuję.   Teraz nie zadaję sobie pytania "Czy sobie poradzę?" i nie odpowiadam „Nie. Wiem, że nie poradzę sobie”; teraz pytam się "Co mam zrobić, by sobie poradzić?" Kiedyś byłam bardzo srogą dla siebie. Bardzo krytyczną. Złagodniałam. I nie żałuję. 




Smutne było to Twoje dzieciństwo i wiek nastoletni. Myślę, że wiem, jak trudno Ci było i jak bardzo różnych rzeczy Ci brakowało, jak za wieloma ciepłymi uczuciami i zachowaniami tęskniłaś. Dzieciństwo/wiek nastoletni miało na Ciebie, podobnie jak na każdego innego człowieka,  duży wpływ. Teraz jednak jesteś dorosłą i masz do podjęcia decyzję. Pozwolisz, by dalej te traumatyczne przeżycia rządziły Tobą i Twoim życiem czy też swoje życie będziesz kształtowała mimo nich, tak jak chcesz?

Napisałaś też

(…) Bardzo bym chciała spotkać kogoś, kto mi po prostu powie: zrób to, to i to i wtedy będzie lepiej. Ok, tu spotkałam. (…)

„Słowo się rzekło, kobyłka u płota.” Dostałaś szczegółową instrukcję obsługi, pora na zastosowanie. wink

219 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2016-02-07 20:35:21)

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

Bjo, nie twierdzę, że jesteś niedojrzała, ale, że podświadomie WOLISZ wierzyć w te wszystkie bzdury, którymi karmili/ karmią Cie rodzice, bo opcja zobaczenia rzeczywistości, tj. oni się w pewien sposób Tobą wysługują emocjonalnie co ma mały związek z miłością, jest dla Ciebie nie do przyjęcia. Szczególnie Twoja matka brzmi jak wulkan toksycznej lawy, która na swoje córki przelewa wszystkie zahamowania, lęki i patologie. Nie jestem pewna czy bliskie kontakty z nią są w ogóle zdrowe hmm (coś na ten temat wiem, bo mam taki egzemplarz we własnej rodzinie). Pielęgnowanie tak negatywnych układów pomiedzy Wami przyczynia się do tego, że widzisz siebie w paskudnym świetle.

Nie wszystko co znajome, choć przyzwyczaiłaś się do tego, jest dla Ciebie dobre. Wyobraź sobie kogoś z rodziny alkoholowej- zna tylko awantury, niepewność, ciągłe krycie pijaka, ratowanie go z tarapatów. Czy ma on dla "przyzwyczajenia"  poddać się i wejść w związek małżeński z kimś uzależnionym, by zrypać sobie życie?

Im bardziej przyglądam sią temu co piszesz, tym bardziej jestem przekonana, że nie jesteś żadnym maszkaronem, a masz po prostu niesamowicie zatrute i skrzywione poczucie siebie i własnej cielesności.

220

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?
bjo napisał/a:
in_ka napisał/a:
bjo napisał/a:

(...) Moi rodzice też nie mieli nigdy pożycia seksualnego.(...)

A ty z siostrą to zasługa bociana- rozumiem wink
Momentami zastanawiam się czy sobie, z nas trochę nie żartujesz?

Odnoszę wrażenie, że sądzisz, że jak ktoś ma już dzieci, to znaczy, ze stuka się dzień w dzień przez nawet i 40 lat małżeństwa. NA SERIO?
To że zrobili dzieci (o które zresztą długo się starali) nie oznacza, że coś potem rypło i przestali się stukać.
Lotne komentarze zawsze w cenie.

No dobrze zareagowałaś, a taki był cel. Chciałam zwrócić Tobie uwagę na Twój sposób argumentacji. Na przesadę. Na przerysowania. Na nieadekwatne postrzeganie rzeczywistości.

Bardzo możliwe, że twoi rodzice nie mieli satysfakcjonującego pożycia sexualnego, ale to nie oznacza, że nie mieli go NIGDY, a tak napisałaś.
U ciebie bjo nie ma po/w środku - zauważyłaś? Dominują skrajności. A życie to cała paleta szarości.
Nie jestem piękna tzn. jestem brzydka. Nie dbam, o nic swoim wyglądzie, to nie ma sensu zadbać, o kilka szczegółów, itp.
Ograniczyłaś się tymi skrajnościami. Osaczyłaś, a to Ciebie blokuje.

221 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2016-02-07 22:09:25)

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

In_ka, też to zauważyłam.

Oczywiście, że poza totalną pięknością i jakimś Quasimodo jest milion opcji...normy. Nie trzeba wyglądać jak modelka by być atrakcyjną. Jest mnóstwo kobiet, z mniejszymi czy większymi defektami urody, które są niesamowicie seksowne i pociągające. Na atrakcyjność, jak zawsze tłukę na forum, składa się o wiele więcej niż ładna facjata czy piękna figura. Właściwie głównym komponentem atrakcyjności jest pozytywne podejście do siebie, luz, lubienie się, a wcale nie nienaganne gabaryty.

Zresztą, co się komu podoba jest względne. Spotkałam w życiu facetów, którzy uważali mnie za ucieleśnienie ich marzeń, jak i takich co pół spojrzenia mi nie poświęcili. Jakoś z tego nie wywnioskowałam, że jeżeli iluś tam mężczyznom się nie podobałam, to jestem brzydka. Po prostu nie wszystko wszystkim się musi podobać big_smile

Zastanawiam się czy przypadkiem ta nienawiść do siebie, samobiczowanie, zaburzenia łaknienia nie są prostą pochodną wielkiego gniewu w stosunku do rodziców, którego Bjo nie potrafi wyrazić ani wyrzucić z siebie, czując wieczne wyrzuty sumienia.

222

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

Kobiety zawsze na swój sposób są atrakcyjne, nie zawsze są takie, jakie pragną być, biorą leki, tyją, a faceci twierdza, że są zaniedbane. Denerwuje mnie coś tkiego.

223

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

bjo, co się nie odzywasz, co u ciebie?
jaki etap?

224 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-02-09 22:30:48)

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

Bjo,
wpadasz nocą, przemykasz jak meteor i równie szybko znikasz. Skrobnij słów kilka. Proszę. smile




Edycja:
Sprawdziłam. Leżysz mi na sercu. wink

225

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

Bjo pewnie do nas zawita, jak upora się z chorobą.

226 Ostatnio edytowany przez lilly25 (2016-02-10 17:06:21)

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

Wrazenie ze jest sie brzydka/brzydkim moze powstac na skutek wielokrotnych kojarzen przykrych bodzcow ze swoim odbiciem w lustrze np. lezac w szpitalu masz przed lozkiem zwierciadlo, a poniewaz chorobie jaka posiadasz towarzyszy ogromne cierpienie cielesne, i mdlosci to Twoj obraz-odbicie zostaje spojone z wlasnymi odczuciami (w tym przypadku - bolem fizycznym, i mdlosciami) przez co potem nie potrafisz popatrzec na siebie inaczej niz z obrzydzeniem. Lekarstwem w takim przypadku bylyby po prostu celowe, wielokrotne proby kojarzenia swojego odbicia z przyjemnymi odczuciami np. patrzenie na siebie tylko i wylacznie wtedy gdy odczuwasz w ciele cos milego, jestes zrelaksowana, spogladanie w lustro wachajac pieknych zapachow itd.

Bardzo ciekawi mnie co autorka pomyslalaby o swoim wygladzie gdyby udalo sie wprowadzic ja w stan BRAKU identyfikacji ze soba. Gdyby odciac jej polaczenie obrazu z mysla - "to ja". Gdy czlowiek na skutek odpowiednik technik zapomina czym jest dany obiekt zazwyczaj calkowicie inaczej go ocenia.

227 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2016-02-10 18:00:38)

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

Z całym szacunkiem Lilly, Twoje amatorskie "techniki" i teorie raczej nie przekladaja się na realna pomoc nikomu, a już w szczególności Bjo. Rownie dobrze moglabys zasugerować, ze potrzebuje egzorcyzmu i zaczniemy machac nad dnia krucyfiksami- skuteczność podobna.

228

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

Nie no, ale co jest z tym nie tak? Jak cos Ci sie kojarzy z przyjemnymi odczuciami, to zaczyna Ci sie to zazwyczaj podobac, nieprawdaz?

A co do drugiego to tez nie rozumiem co jest z tym nie tak - ja mysle ze ona moze oceniac swoje cialo jako brzydkie bo ma zapisane w mozgu ja = brzydka, dlatego rozerwanie polaczenia : obraz swojego ciala - ja, mogloby sprawic ze ocenilaby siebie lagodniej, bo myslalaby ze to inna osoba.

229

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

Hej!

Postaram się odpisać jutro!

Przepraszam za zdawkową odpowiedź. Daję ino znać, że żyję!

Tymczasem padam na t w a r z.

Dobranoc smile

230

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

Hurra! smile
Jak dobrze. smile
Padałaś na twarz. big_smile
Jak dobrze. smile
Hurra! smile

231

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?
Wielokropek napisał/a:

(...)Myślę, że Twoja chęć walki jest olbrzymia. Rzecz w tym, że zostaje ona (oczywiście moim zdaniem) marnowana, bo zamiast walczyć z sobą samą o siebie walczysz z życzliwymi Tobie. Mam też wrażenie, że coś tą walką chcesz udowodnić. Komu i co?

Wiele osób mi powiedziało, że mam sporo tej energii (toksyczne i negatywne, prawda?). Kiedyś sporo myślałam nad tym, co ja właściwie chce udowodnić. Do teraz nie mam pojęcia co. Moje przemyślenia krążą gdzieś w okolicach chorego przeświadczenia, że ludzie normalni lub atrakcyjni POWINNI (a przecież wcale nie muszą, każdy ma inne poglądy oraz prawo do nich) ZROZUMIEĆ cierpienie ludzi oszpeconych. Traktować nas na równi. Bo w czym jestem gorsza? To ciało jest tylko powłoką. Narzędziem. Jestem w stanie to sobie nawet wmówić. Potem następuje zderzenie z rzeczywistością vide reklama lidla, gdzie lejtmotiwem jest atrakcyjna pani domu. Jeżeli bodźce nie dochodzą ze świata medialnego, to dochodzą gdzieś od moich znajomych. Gdzie w pracy spotykam się z sytuacją w której kolega (cierpiący na syndrom braku dziewczyny - niestety jest bardzo otyły) ustawicznie podnieca się naszymi koleżankami z pracy (wspominałam, nie ma ich wiele, ale jak juz są, to jakieś odstawione). Ostatnio słuchałam poematu na temat pupy jakiejś laski z którą nawet nigdy nie rozmawiałam. I tu dochodzi do czegoś dziwnego - bo ja w zasadzie nie chciałabym być oceniana jeno przez pryzmat opakowania... z drugiej strony jestem zazdrosna? Nie umiem nazwać tego uczucia. Zdaje sobie jednak sprawę z tego, że to dość żałosne, a kolega też lubi sobie pożartować (seksistowsko).

Wiem już jak wyglądasz, wiem, że Twój wygląd jest sprzeczny z Twoją opinią na jego temat. Co musiałabyś zrobić, aby przyjąć do wiadomości, że dla innych Twój wygląd jest normalnym, że zdaniem innych jesteś ładną osobą, że jesteś lubianą taką, jaką jesteś? Bo nieprawdą jest to, że oni przystosowali się do Twej szpetoty. Nie jesteś szpetna.

Nie mam zielonego po. Może w jakiś chory sposób również chciałabym być traktowana jak inne babki? Albo nie wiem, być jak one? Nie mam pojęcia dlaczego. Dobrze mi z moimi całkiem męskimi zainteresowaniami, nie podobają mi się babskie ciuchy, nie podobają mi się gigantyczne tapety, wkurza mnie nawet kobiecy chichot. Jestem trochę mizoginem. Kobiety generalnie mnie obrzydzają, żenują. Wkurza mnie ich słabość, delikatność i to, że bywają śmiertelnie nudne (pomijajac kilka przypadków, w zasadzie na takie ino trafiałam). Wkurza mnie, że robią wszystko by być atrakcyjnym (oczywiście nie wszystkie). Z jakiegoś powodu stawiam się wyżej od przeciętnych kobiet. To chore, co? wink A może to reakcja obronna na zazdrość.
Pisząc to, uświadomiłam sobie, że moje środowisko w Polsce co prawda było pełne ludzi atrakcyjnych, to chyba nigdy nie słyszałam aż TAKICH komentarzy na temat kobiet jak tutaj.

Kończąc wątek urody. Napisałaś:

(…) Uważam, że większość ludzi ma nonsensowne kompleksy. (…)

Kompleksy innych najczęściej wydają się nonsensowne. I zawsze swoje, jedyne słuszne i prawdziwe.

Wartość swoich słów potwierdzam w oczach oraz słowach tzw. innych :>.

Uświadomiłam sobie, że będąc dorosłą osobą jestem odpowiedzialna za siebie, że to ja dokonuję wyborów. Wyszłam ze skorupy, pozbyłam się kolców (a były one potężne), pokazałam miękki brzuszek (mimo, że bałam się bardzo). I nie żałuję.   Teraz nie zadaję sobie pytania "Czy sobie poradzę?" i nie odpowiadam „Nie. Wiem, że nie poradzę sobie”; teraz pytam się "Co mam zrobić, by sobie poradzić?" Kiedyś byłam bardzo srogą dla siebie. Bardzo krytyczną. Złagodniałam. I nie żałuję.

Podziwiam i gratuluję. Jestem ciekawa czy kiedykolwiek osiągnę taki poziom dojrzałości. Bardzo lubię Twój chłodny i analityczny umysł.

Smutne było to Twoje dzieciństwo i wiek nastoletni. Myślę, że wiem, jak trudno Ci było i jak bardzo różnych rzeczy Ci brakowało, jak za wieloma ciepłymi uczuciami i zachowaniami tęskniłaś. Dzieciństwo/wiek nastoletni miało na Ciebie, podobnie jak na każdego innego człowieka,  duży wpływ. Teraz jednak jesteś dorosłą i masz do podjęcia decyzję. Pozwolisz, by dalej te traumatyczne przeżycia rządziły Tobą i Twoim życiem czy też swoje życie będziesz kształtowała mimo nich, tak jak chcesz?

W zasadzie pomimo wszystko, to wspominam dzieciństwo mega pozytywnie. To był świetny okres. Myślę, ze tak do 9 roku życia zdawało mi się, że mam niezłe życie. Ale w sumie - to dawno temu było. Ważne, ze pozytywne wspomnienia są. Niektórzy w ogóle ich nie mają.
A z tym co się potem wydarzyło - nie pogodziłam się nigdy. Mimo, że w zasadzie zawsze o tym otwarcie mówiłam. Co zabawne, na samym początku moi rodzice mi nie wierzyli w to co się dzieje. I co więcej - nauczyciele też ich nie informowali. Teraz sądzę, że to jakaś patologiczna sytuacja. Spirala milczenia. Ja sama tylko raz się poskarżyłam nauczycielce, raz chyba też pedagog szkolnej. Nie dlatego, że taka odważna byłam co by walczyć z w rogami mego cielska. Po prostu strasznie się wstydziłam, tego, że muszę iść się komuś skarżyć z powodu swojej brzydoty.
Myślę sobie, że to chyba już nie tak czy ja pozwolę tym uczuciom czy nie. Być in charge w mojej głowie. Te uczucia (jak to określiłaś: traumatyczne przeżycia) po prostu są mną. To ja. Chyba nie wyobrażam sobie siebie i swojego życia bez nich. Straciłabym swój dorobek :>. Z drugiej strony to jakieś cholerny masochizm.


Dziękuję Ci bardzo, że się zaangażowałaś. Mam wrażenie, że katuje Twój intelekt tymi wypocinami. Przepraszam!

232 Ostatnio edytowany przez Krejzolka82 (2016-02-12 02:02:19)

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

...

233

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?
in_ka napisał/a:

U ciebie bjo nie ma po/w środku - zauważyłaś? Dominują skrajności. A życie to cała paleta szarości.
Nie jestem piękna tzn. jestem brzydka. Nie dbam, o nic swoim wyglądzie, to nie ma sensu zadbać, o kilka szczegółów, itp.
Ograniczyłaś się tymi skrajnościami. Osaczyłaś, a to Ciebie blokuje.

Zabawne, bo słowa które tu napisałaś... usłyszałam od swojej eks przyjaciółki w LO. W zasadzie to pod koniec naszej przyjaźni.
Staram się nie opisywać świata w systemie zero-jedynkowym, ale w tej kwestii jestem zabetonowana. Nie potrafię zmienić myślenia. Brzydka osoba - przekichane życie. Mieszcząca się w ramach kanonu - jak hasło Virgin Atlantic - let it fly ;>. Możesz bowiem wszystko.

Beyondblackie napisał/a:

Bjo, nie twierdzę, że jesteś niedojrzała, ale, że podświadomie WOLISZ wierzyć w te wszystkie bzdury, którymi karmili/ karmią Cie rodzice, bo opcja zobaczenia rzeczywistości, tj. oni się w pewien sposób Tobą wysługują emocjonalnie co ma mały związek z miłością, jest dla Ciebie nie do przyjęcia. Szczególnie Twoja matka brzmi jak wulkan toksycznej lawy, która na swoje córki przelewa wszystkie zahamowania, lęki i patologie. Nie jestem pewna czy bliskie kontakty z nią są w ogóle zdrowe hmm (coś na ten temat wiem, bo mam taki egzemplarz we własnej rodzinie). Pielęgnowanie tak negatywnych układów pomiedzy Wami przyczynia się do tego, że widzisz siebie w paskudnym świetle.
Nie wszystko co znajome, choć przyzwyczaiłaś się do tego, jest dla Ciebie dobre. Wyobraź sobie kogoś z rodziny alkoholowej- zna tylko awantury, niepewność, ciągłe krycie pijaka, ratowanie go z tarapatów. Czy ma on dla "przyzwyczajenia"  poddać się i wejść w związek małżeński z kimś uzależnionym, by zrypać sobie życie?
Im bardziej przyglądam sią temu co piszesz, tym bardziej jestem przekonana, że nie jesteś żadnym maszkaronem, a masz po prostu niesamowicie zatrute i skrzywione poczucie siebie i własnej cielesności.

Wolę w to wierzyć, bo to chyba dla mnie bezpieczne. Wiesz, przyzwyczaiłam się. Tak to interpretuje.
Mama była wulkanem toksycznej lawy. Teraz jest kochana (dopóki nie nadepnie się jej na odcisk). W zasadzie to rodzice mieli i mają bardzo stresujące życie. Nie obwiniam ich za nic. Sądzę też, że raczej nie powinni mieć dzieci, bo się do rodzicielstwa nie nadają. Do tego są obecnie nadopiekuńczy. Trochę jak sinusoida, wszak mieliśmy okresy wielomiesięcznego milczenia. Rodzice to ambitni ludzie, przelali też swoje niespełnione targety na mnie i na siostrę. W związku z tym, ze albo ich nie zrealizowałam, albo nie mam siły by pójść drogą ich pomysłów (które wcale nie są głupie lub złe, są racjonalne), to czuje niesamowite wyrzuty sumienia. Dodatkowo, ale myślę, że to dość standardowe, wyrzucanie kwestii ile to pieniedzy zostało zmarnowne smile. To też dla mnie oczywiście w pełni zrozumiałe. Naprawdę chciałabym uniknąć jakiegoś dramatycznego obwiniania ich. Kto z rodziców nie popełnia błędów rodzicielskich? Takich lub innych.
Oczywiście nie umiejszam tego co piszesz, bo wydaje mi się, że masz rację.

Zresztą, co się komu podoba jest względne. Spotkałam w życiu facetów, którzy uważali mnie za ucieleśnienie ich marzeń (...)

To tylko świadczy o tym, żeś atrakcyjna ;>. Ja nikogo takiego nie spotkałam, poza kilkoma nawalonymi lub naćpanymi typami ofkorz :>.

agataptasz napisał/a:

Kobiety zawsze na swój sposób są atrakcyjne, nie zawsze są takie, jakie pragną być, biorą leki, tyją, a faceci twierdza, że są zaniedbane. Denerwuje mnie coś tkiego.

Mnie też bardzo drażni to w jaki sposób zbesztana została kobieta w tym patriarchacie ;>. Mimo, że jak sądzę jestem mizoginem. Kobietom zostało wtłoczone do głów wiele negatywnych schematów. Podziwiam osoby, które potrafią stanąć ponad nimi.

lilly25 napisał/a:

Bardzo ciekawi mnie co autorka pomyslalaby o swoim wygladzie gdyby udalo sie wprowadzic ja w stan BRAKU identyfikacji ze soba. Gdyby odciac jej polaczenie obrazu z mysla - "to ja". Gdy czlowiek na skutek odpowiednik technik zapomina czym jest dany obiekt zazwyczaj calkowicie inaczej go ocenia.

Mega mnie zainteresowała ta opcja.
Chociaż podobnie jak Ty, jestem dość surowa i mam wyśrubowane opinie. Wątpię, by to cokolwiek zmieniło.
Omg, gdyby była opcja ocenić samego siebie będąc odciętym od poczucia "ja" oraz od wzorców medialnych, czy kulturowych a propos kobiecości, urody itp.
Musze obczaić te klimaty.


--------------------

Rozważam zakończenie tego wątku. Nie wiem czy jest sens jeszcze coś dodawać. Ktoś z Was napisał, że forum nie zastąpi terapii. Osoba ta niestety ma rację. Pewnie będę sobie raz na jakis czas coś skrobała... Nie mniej, przykro mi, że wielu z Was podjeło wysiłek, by napisać coś konstruktywnego... A ja będę w kółko pisała to samo. Stuck in BJO bootloop. Parafrazując popularny problem wielu kiepskich urządzeń postawionych na androidzie. To chyba po prostu nieuleczalne.

I żeby nie było! Nie piszę tego, co by usłyszeć "nie, nie bjo, zostań - pisz!". Chodzi o to, że nie ma to chyba większego sensu. Z szacunku nawet dla tych, którzy to czytają i komentują.

234

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?
bjo napisał/a:

Nope.
Warto jednak mieścić się w tym tzw. kanonie chociaż odrobinę. Plusuje przy próbie budowy samooceny.

Kanon, kanon, ludzie trzymajcie mnie.
A czymże jest ten cały kanon?
Jak dla mnie większość modelek jest delikatnie pisząc nieładne i co mieszczą się w kanonie modelingu, ale jaki to kanon?

bjo napisał/a:

Z dala od społeczeństwa jest bezpieczniej. W sensie, możesz mieszkać nawet na 6th avenue na Manhattanie, ale nie musisz przecież być częścią społeczności (jakiejkolwiek).
Ludzi nieurodziwych jest dużo. Wydaje mi się, że wielu tych co widziałam, lub poznalam osobiście to ludzie smutni. Czasami walczą i wmawiają sobie jakies cuda wianki. No ale może tak łatwiej....

Z dala od społeczeństwa można nabawić się choroby psychicznej.
Oczywiście, że jest dużo ludzi nieurodziwych według Ciebie, mnie i innych.
Ale nawet ładne osoby są smutne.
Dużo ludzi jest smutnych i to nie jest zależne od wyglądu, to jest zależne od tego, że ludzie nie potrafią docenić to co mają, nie potrafią cieszyć się z pierdół.
Olśniło mnie, a może to ja tak sobie wmawiam jakieś cuda wianki na temat mojej urody, mojej osoby, ale nawet jeżeli tak jest, to mi to nie przeszkadza, wole sobie wmawiać i być szczęśliwa pomimo wad.


bjo napisał/a:

Dlaczego? Sądzisz, że doktorek był wporzo?
Bardzo chciałabym usłyszęć/przeczytać tę opinie. Postaraj się to zrobić w wersji soft.

Jak dla mnie Facet jest chodzącą porażką psychologii.

bjo napisał/a:

Może nie chcesz? Może nie trafiłaś na nikogo wartego uwagi? My się na początku zaprzyjaźniliśmy. Jak tu przyjechałam to czulam się samotnie. Więc spędzaliśmy razem czas. Do tego razem też pracowaliśmy. Wyszło jakoś naturalnie.

A wierzysz, że naprawdę są ludzie, którzy nie chcą być w związku, bo ja nie.
Super, że masz Facet, naprawdę bardzo się cieszę! smile

bjo napisał/a:

Trzeba bylo by rozbić czachę i jeszcze raz ją odtworzyć.
Zdaje mi się, że mam za dużo skóry na twarzy. Nadanie twarzy bardziej kobiecych rys. Zmniejszenie nosa, zrobienei czegoś z łukami brwiowymi, poprawienie ust, brody, zmniejszenie szczeki.
Biodra trzeba zmniejszyć. Są bardzo szerokie, ale to ja ogólnie jestem szeroka. Mój obecny chłopak twierdzi, że wygladam jak prostokąt xD. Ale to oczywiście tylko takie żarty i w sumie racja.

Aż takiej wyobraźni nie mam, żeby sobie taką zdeformowaną Ciebie wyobrazić.

bjo napisał/a:

No i bardzo ładnie. Jeżeli jest się zdeterminowanym zawsze trzeba wyczerpać wszystkie dostępne środki. Podziwiam za samozaparcie!

Tutaj bardzo ważne słowa napisałaś "zawsze trzeba wyczerpać wszystkie dostępne środki, tylko szkoda, że to są "puste" słowa, bo niestety, ale Ty nawet nie chcesz spróbować wyjść z tej swojej skorupy.
Cholera pomaluj, że te paznokcie przynajmniej!!!


bjo napisał/a:

Tak.
Nie boje się tego, co rodzice mogą pomyśleć. Nie umiem tego jakoś racjonalnie wytłumaczyć. Nie rozumiem tego. Wydaje mi się, że największym winowajcą jest wygląd.
A może po prostu jestem aseksualna. Czytam posty dziewczyn (a i nawet facetów) i nigdy nie czułam tego, co oni tam opisują.
Myślenie mojej mamy nigdy nie było dla nas normalne. Ale widać w jakiś sposób na nas wpłynęło.
Na szczęście ON jest tolerancyjny. Chociaż bardzo go to drażni. Jest mega dobrą osobą, tak samo jak i empatyczną. Ponad to wybitnie cierpliwą. Szkoda by było stracić taki skarb, ale nie wydaje mi się, że to ma jakąś przyszłość. W końcu jest trochę zboczuchem i chciałby mieć normalna dziewczynę/kobietę smile.

Ciągle zwalasz wszystko na wygląd.
Przepraszam, ale jeżeli chodzi o Twoją seksualność to wydaje mi się, że duży wpływ miała Twoja Mama.
Szczerze podziwiam Twojego Faceta, musi Cię strasznie kochać, więc jeżeli nie chcesz, nie potrafisz zmienić swojego myślenia dla siebie to spróbuj dla Niego, bo naprawdę jest wartościowym Człowiekiem.


bjo napisał/a:

Rozważam zakończenie tego wątku. Nie wiem czy jest sens jeszcze coś dodawać. Ktoś z Was napisał, że forum nie zastąpi terapii. Osoba ta niestety ma rację. Pewnie będę sobie raz na jakis czas coś skrobała... Nie mniej, przykro mi, że wielu z Was podjeło wysiłek, by napisać coś konstruktywnego... A ja będę w kółko pisała to samo. Stuck in BJO bootloop. Parafrazując popularny problem wielu kiepskich urządzeń postawionych na androidzie. To chyba po prostu nieuleczalne.
I żeby nie było! Nie piszę tego, co by usłyszeć "nie, nie bjo, zostań - pisz!". Chodzi o to, że nie ma to chyba większego sensu. Z szacunku nawet dla tych, którzy to czytają i komentują.

Niestety, ale jak widać miałam rację pisząc, że forum Ci nie pomoże, ponieważ jak dla mnie Ty po prostu nie chcesz nic zmieniać, Tobie dobrze z tym marudzeniem, obrażaniem siebie, Ty po prostu nie potrafisz o sobie inaczej myśleć a nawet pomyśleć na chwilę niż obrażanie swojej Osoby. Boisz się wyjść z tej przeklętej skorupy, bo wtedy swoje niepowodzenia, chwilowe problemy nie będziesz mogła zwalić na swój wygląd, a tak przecież najłatwiej, nieprawdaż?

Jak dla mnie to są dwa wyjścia dla Ciebie:
- bierzesz się ostro do roboty i szukasz bardzo dobrego psychiatrę. Niestety, ale próba małych kroków u Ciebie odpada, bo Tobie się nie chcę ruszyć tyłka, żeby pomalować paznokcie bo zaraz dopowiadasz sobie, że ludzie zwrócą uwagę, że chcesz się komuś podobać, takie głupie wymówki sobie i nam wciskasz;
- pozostajesz dalej nienawidzącą się Osobą.

Bjo wybór należy do Ciebie. Pamiętaj, że masz tylko jedno życie i to od Ciebie zależy jak je przeżyjesz. Pamiętaj też, że masz super Faceta obok siebie, po prostu nie schrzań tego.
Iskierką nadziei dla mnie jest to, że postanowiłaś opisać swój problem na forum oczekując pomocy, więc może kiedyś będziesz gotowa na profesjonalną pomoc.
Sorki, że tak patetycznie, ale inaczej się nie dało big_smile

Fajnie by było, jakbyś co jakiś czas pisała co tam u Ciebie.
Powodzenia Dziewczyno!!!

235 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2016-02-12 10:55:58)

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

Bjo, nie chodzi o to, ze masz paluch wystawić na rodzicow i powiedzieć: "Co za potwory, spapraliście mi zycie i to wszystko wasza wina", bo prawda jest taka, ze jako dorosla osoba zycie sobie sama utrudniasz.

Chodzi jednak o to by zobaczyć prawde i nie koloryzować ani nie wybielac swojego dzieciństwa i rodzicow. Masz tendencje do ciągłego usprawiedliwiania ich, do takiej permanentnej taryfy ulgowej, jakby oni tylko takie biedne zuczki byli i nie mogli inaczej. Goofno prawda. Byli dorośli i wszystko co wyrządzili Tobie i siostrze było ich WYBOREM. Wkurz się wreszcie na nich, skieruj gniew w faktyczne zrodlo Twoich cierpień, zamiast budowac im ołtarzyki i biczować siebie sama. Można wybaczyć i uleczyć stosunki w rodzinie, ale po to by to zrobić, trzeba NAJPIERW zmierzyć się z prawda.

I wiesz co, watpie, ze Cie inne dziewczyny traktują jakos "inaczej" bo jesteś brzydka. One stronia od Ciebie bo się najeżasz i boczysz. Bylyby pewnie mega zdziwione Twoja interpretacja wydarzen. A kolega z pracy uracza Cie takimi a nie innymi historyjkami, bo mu na to pozwalasz- wystarczylo by mu dosadnie powiedzieć, ze jego seksualne fantazje Cie nie interesują. Zreszta pewnie, podobnie jak o paniach z biura, myśli o Tobie, tylko wstyd mu Ci to wprost powiedzieć.

236

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?
Krejzolka82 napisał/a:

(...) Bjo wybór należy do Ciebie. Pamiętaj, że masz tylko jedno życie i to od Ciebie zależy jak je przeżyjesz. (...)

podpisuję się pod słowami Krejzolki, a od siebie dodam i nic nie wydarzy się w nim bez Ciebie smile

237 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-02-12 11:01:41)

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

Bjo, bardzo dziękuję za wiele serdecznych słów pod moim adresem, znając Cię wiem, że nie są one zdawkowe.  Dzięki. smile

Proszę, nie przepraszaj za to, czemu nie jesteś winną. Nie katujesz mnie, chętnie czytam Twe posty. Jestem tu, w Twym wątku, bo tak zdecydowałam, bo zainteresował a raczej zaintrygował mnie i Twój problem, i Ty sama. Spodobał mi się Twój styl pisania, Twój (jednak) dystans, Twoja mądrość (również na swój temat), a przede wszystkim Ty. Stałaś się mi bliska; zauważyłam, a co dobitnie udowodniłaś swym dzisiejszym postem, nasze podobieństwo. I nie piszę tego, by stworzyć kółko wzajemnej adoracji, lecz by wyjaśnić motywy swego postępowania. Napisałam poprzednio o sobie, nie dla uzyskania podziwu i gratulacji (niemniej za dobre słowa, kolejny raz, bardzo dziękuję), ale po to, byś zobaczyła, że praca nad sobą daje efekty. Czy osiągniesz taki, albo wyższy, poziom dojrzałości? Nie ma przeciwwskazań. wink tongue


Wkurza mnie, podobnie jak Ciebie, używanie w mediach/reklamach kobiecego ciała, wkurza seksizm, wkurza ukazywanie kobiet jako ‘słodkich idiotek’. Kobiety, dla których wiodącym tematem jest własny wygląd, które godziny poświęcają nakładaniu kolejnych warstw tapety i zastanawianiu się nad założeniem tej czy innej części garderoby, omijam szerokim łukiem. To nie moja grupa odniesienia. Czy jestem mizoginem? Nie. Jak sądzę, Ty też nim nie jesteś, bo przecież nie jest prawdą, twierdzenie, że nie lubisz kobiet. Nie lubisz określonego, bardzo specyficznego, typu kobiet. A musisz lubić? tongue
Gdybyś przeczytała me posty (tak, wiem, napisałam ich multum), to zobaczyłabyś, że niemal identycznych słów użyłam pisząc na temat opakowania i wnętrza. smile Zresztą… i w Twoim wątku o tym napisałam.

Przyrzekam, że mój post, w którym poprosiłam Cię o napisanie kilku słów był pierwszym i ostatnim tego typu. Nie będę Cię zmuszała (a to jest w ogóle możliwe, zmusić Cię do czegokolwiek?) do pisania, bo też wiem, że wielokrotnie roztrząsanie intymnych spraw na forum danej osobie nie służy. Forum to miejsce, tak ja to rozumiem, wsparcia (życzliwych kuksańców, przytulenia, ale też i wylania kubła zimnej wody – dla otrzeźwienia), ale często jest wykorzystywane do tego, by nic z wyzwaniami stojącymi przed sobą nie robić.


Jesteś mądrą osobą, wiesz na swój temat bardzo dużo, sama zdecydujesz, kiedy następne zmiany wprowadzisz w życie. Bo w to, że je wprowadzisz, nie wątpię. smile

238

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

no mnóstwo kobiet jest niskich i są bardzo atrakcyjne, w ogóle nie rozumiem tego pytania tongue to już bardziej mężczyźni powinni mieć z tego tyłu jakieś kompleksy, a nie my kobitki. Z reguły jesteśmy niższe, a niektóre mają nawet mniej niż 160cm. Nie oznacza to jednak, że nie mogą być ładne i pociągające

239 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-02-12 13:13:56)

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

Beverly90210, to, że nie rozumiesz pytania autorki, nie oznacza, że jej kompleksy są wydumane i nierzeczywiste. Jeśli chcesz zrozumieć, przeczytaj cały wątek. Tu chodzi tylko o myślenie o sobie, wielokrotnie (co też bjio napisała) poparte reakcjami osób ją otaczających.

Życzę Ci, byś w swoim otoczeniu nie znalazła osób udowadniających Ci, że wydziwiasz mówiąc o swych problemach.

240

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?
Wielokropek napisał/a:

Nie lubisz określonego, bardzo specyficznego, typu kobiet. A musisz lubić? tongue
Gdybyś przeczytała me posty (tak, wiem, napisałam ich multum), to zobaczyłabyś, że niemal identycznych słów użyłam pisząc na temat opakowania i wnętrza. smile Zresztą… i w Twoim wątku o tym napisałam.

Wszystko dobrze, ale mnie się wydaje, ze Bjo ma zupełnie inne kryterium "nie lubienia". W jej swiecie bowiem wystarcza tylko być subiektywnie przez nia odebrana jako atrakcyjna i już dostaje się latke pustej lali. I jaka tu slepota hmm Osoba, która twierdzi, ze ludzie powinni być oceniani za wnętrze, za osobowość, sama GLOWNIE ocenia inne kobiety przez pryzmat ich powierzchowności.

241

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?
Beverly90210 napisał/a:

no mnóstwo kobiet jest niskich i są bardzo atrakcyjne, w ogóle nie rozumiem tego pytania tongue to już bardziej mężczyźni powinni mieć z tego tyłu jakieś kompleksy, a nie my kobitki. Z reguły jesteśmy niższe, a niektóre mają nawet mniej niż 160cm. Nie oznacza to jednak, że nie mogą być ładne i pociągające

Widzę, że jesteś tutaj nowa, więc taka moja rada (chociaż ja rad nie udzielam tongue) nie sugeruj się tytułem, bo czasami ma się nijak do wątku, a po za tym zanim jakiś wątek chcesz skomentować, to przeczytaj przynajmniej posty autora/autorki.

242

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

Tak na marginesie, chciałam dodac ten klip. Uwazam go za bardzo dobrego księdza psychologa.
https://www.youtube.com/watch?v=TreVLaZ … mp;index=7

243 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-02-13 01:03:54)

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

Zaintrygowana, zobaczyłam i posłuchałam owego księdza.
Mnie by nie przekonał. Clou tego wykładu (?) stanowi twierdzenie, że dla mężczyzny kobieta jest najbardziej atrakcyjną (to mieszanka wdzięku, gracji, klasy, etc.), gdy przekroczy pięćdziesiąt lat.

244 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2016-02-13 09:57:18)

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

Wielokropek, myśmy chyba nie ogladaly tego samego filmiku hmm

Clou tego wykładu, poza oczywistym religijnym faktem unikatowości każdego człowieka stworzonego przez Boga (tu rozumiem, można się nie zgadzać, bo nie każdy w Boga wierzy), jest, ze atrakcyjność kobiety wcale nie lezy w wyglądzie zewnętrznym, ale w jej atrybutach wewnętrznych: niezaleznosci, pewności siebie, przyjazności, otwartości na drugiego człowieka.

I ja się absolutnie z tym zgadzam, bo atrakcyjna kobieta to wcale nie ta co ma nogi do sufitu, biust DD, nos lalki Barbie i talie osy, ale ta która się ZE SOBA DOBRZE czuje i w związku z tym szczodrze innym okazuje szacunek.

245 Ostatnio edytowany przez wilq (2016-02-13 10:09:35)

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

Niska kobieta może być jak najbardziej atrakcyjna. Sam preferuję dziewczyny o wzroście do 165 centymetrów. Oczywiście nie twierdzę że wysokie panie są nieatrakcyjne, również są ładne, lecz mi osobiście bardziej podobają się niższe. Rozmiar piersi jest dla mnie bez znaczenia. Autorko, skończ z kompleksami.

246 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-02-13 10:29:19)

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

Beyondblackie, oglądałyśmy ten sam. smile

Rozumiałam, że będąc księdzem często przywołuje Boga i Księgę Rodzaju, słyszałam to, co mówił o składnikach atrakcyjności kobiety. Słyszałam i zgadzałam się z tym, ale sposób, w jaki mówił nie pasował mi (bo dla mnie nie jest istotnym sam tekst, równie ważny, czasem ważniejszym jest melodia); pamiętając jednak o powiedzeniu "De gustibus non est disputandum.", powiedziałam sobie 'ok., można go polecać'. Pod sam koniec tego filmiku powiedział jednak słowa o tym, że najbardziej atrakcyjnymi kobietami są te po przekroczeniu pięćdziesiątki. Moje zaskoczenie pogłębiło się, gdy kolejne swe zdanie zaadresował do kobiet młodszych prosząc o wybaczenie i stwierdzając, że nie mają szans w porównaniu z tymi pierwszymi.

Na szczęście mam tyle lat, ile mam, całkiem dobrze myślę o sobie i swoich cechach, wiem, że nie dla każdego jestem atrakcyjna (i to w tym szerokim, nie tylko seksualnym, podejściu), ale też nie zależy mi na tym, by wszyscy mnie lubili, mam swą, wielokrotnie zweryfikowaną, hierarchię wartości, ale gdybym była nastolatką/bardzo młodą kobietą z kompleksami dotyczącymi własnej atrakcyjności, to zdania wypowiedziane przez niego na końcu przekreśliłyby wszystko to, co powiedział do tej pory. Z tej przyczyny obejrzenia tego filmu polecać nie będę.


wilq, przeczytałeś cały wątek czy też swój post napisałeś w oparciu o jego tytuł?

247

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

W ogole tak tego wykładu nie odebrałam, Wielokropek.

On pokazuje atrakcyjność jako proces, a nie dany fakt i dlatego zwraca uwagę na to, ze można być bardzo atrakcyjna kobieta około 50tki, bo doswiadcznie zyciowe pozwolilo wszystkim wewnętrznym atrybutom się rozwinąć. I mowi to z niejakim przymrozeniem oka, bo wie, ze kultura masowa glownie gloryfikuje powierzchowne powaby młodych dziewczyn. On do tych młodych dziewczyn wysyla bardzo istotny przekaz: piękniejesz każdego dnia, którego sama się wewnętrznie wzbogacasz, każdego dnia kiedy wzrasta Twoja wewnetrzna sila- jesteś piekna jako CZLOWIEK. Niewazne czy masz lat 20 czy 45, to prawdziwe piękno, prawdziwa atrakcyjność, która wynika z tego, ze się akceptujesz, będzie w Tobie.

I tu wcale nie chodzi o to, ze Cie wszyscy maja lubic. Nie chodzi o zabieganie o uwagę innych- to raczej jest desperactwo i ono maly ma związek z wewnetrzna samoakceptacja. Taka osoba nie ma potrzeby, żeby każdy utwierdzal ja w jej atrakcyjności. Ona się lubi i tyle, a w związku z tym, ze sama się lubi i szanuje, promieniuje tym na innych. Dlatego wlasnie jest atrakcyjna.

248

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

Tak pięknie się od siebie różnimy. smile

249

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?
Wielokropek napisał/a:

Tak pięknie się od siebie różnimy. smile

A jakze smile

Moze ten krotki kilp zainspiruje jakas inna kobiete, jak zainspirowal mnie.

250

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?
Krejzolka82 napisał/a:

A czymże jest ten cały kanon?
Jak dla mnie większość modelek jest delikatnie pisząc nieładne i co mieszczą się w kanonie modelingu, ale jaki to kanon?

Kanonem piękna jest to, co obecnie masy uznają za atrakcyjne.
Mam odwrotne zdanie na temat modelek. Wiele z nich wpisuje się w mojej kanony (które uznać możemy za zindoktrynowane mass mediami).

Olśniło mnie, a może to ja tak sobie wmawiam jakieś cuda wianki na temat mojej urody, mojej osoby, ale nawet jeżeli tak jest, to mi to nie przeszkadza, wole sobie wmawiać i być szczęśliwa pomimo wad.

Tego lepiej byśmy się nie dowiadywali. Trzymaj jak jest. A jest dobrze, tak? Nie ma sensu zmieniać tego co dobre, jeżeli juz to ino na lepsze.


Jak dla mnie Facet jest chodzącą porażką psychologii.

Jest. Chociaż mam też koleżankę, która miała okazję go odwiedzić (teraz uczęszcza na terapie b-p - dzięki niemu) i twierdzi, że koleś jest zjawiskowy. Ale ona ma inny sort problemów (nie mówię oczywiscie, że lepszy :>) i jest angielką. Oni chyba mają inne wymagania wobec lekarzy z nhs. Pomijając już fakt, że w ogóle mają inne wymagania. Jej np. kompletnie nie przeszkadzali stażyści na sesji, a do tego jest elastyczna, bo nie pracuję (gdyż ma małego dzieciaka).

A wierzysz, że naprawdę są ludzie, którzy nie chcą być w związku, bo ja nie.

Wierzę, że i tacy się znajdują. Ja jestem np. pewniejsza siebie jak nie jestem w związku smile.

Aż takiej wyobraźni nie mam, żeby sobie taką zdeformowaną Ciebie wyobrazić.

Biedni ci, którzy obcować ze mną muszą na codzień smile.

Cholera pomaluj, że te paznokcie przynajmniej!!!

Wiem, że mówię to codziennie już od kilku miesięcy (albo i roku), ale może zrobię to dzisiaj.


Ciągle zwalasz wszystko na wygląd.
Przepraszam, ale jeżeli chodzi o Twoją seksualność to wydaje mi się, że duży wpływ miała Twoja Mama.
Szczerze podziwiam Twojego Faceta, musi Cię strasznie kochać, więc jeżeli nie chcesz, nie potrafisz zmienić swojego myślenia dla siebie to spróbuj dla Niego, bo naprawdę jest wartościowym Człowiekiem.

Myślę, że mama miała duży wpływ na to jak ja odbieram siebie i swoją seksualnosć. Czy w ogóle seksualność. A może nawet i kobiecość.
Brzydota to jednak mój największy argument. Nienawidzę nagości, brzydzę się jej (swojej nagości), brzydzą mnie też płyny ustrojowe (swoje). To co prawda nie jest wątek na takie wyznania, ale czasami też z zaskoczeniem odkrywam, że mam pochwę. A jak już to odkrywam, to tylko dlatego, ze mam okres bądź odczuwam potworny ból związany ze stosunkiem (a ostatni raz do takiego doszło chyba w styczniu 2015, czyli notabene niemal na początku naszego związku).
Jest wartościowy, bo jest cierpliwy? Bo też uważa, że seks co prawda ważny w związku, ale nie może być jego kamieniem węgielnym?
Do tego jak leżę całymi weekendami w łóżku, to mi donosi jedzenie i napoje smile. Akceptuje to, że czasami lubię się nawalić czy w ogóle ciągnie mnie do używek.
Szkoda tylko, że to głównie ja noszę spodnie w związku, a on jest po prostu uległy. Kocham go, ale ja potrzebuję chyba silnego partnera. Chociaż to też kwestia interpretacji i być może różnica kultur w tym przypadku. On ma raczej we wszystko wylane i robi to co musi.


Niestety, ale jak widać miałam rację pisząc, że forum Ci nie pomoże, ponieważ jak dla mnie Ty po prostu nie chcesz nic zmieniać, Tobie dobrze z tym marudzeniem, obrażaniem siebie, Ty po prostu nie potrafisz o sobie inaczej myśleć a nawet pomyśleć na chwilę niż obrażanie swojej Osoby. Boisz się wyjść z tej przeklętej skorupy, bo wtedy swoje niepowodzenia, chwilowe problemy nie będziesz mogła zwalić na swój wygląd, a tak przecież najłatwiej, nieprawdaż?

To jest właściwie to co czuję. Lepiej bym tego nie opisała. Żałosne, co?


Jak dla mnie to są dwa wyjścia dla Ciebie:
- bierzesz się ostro do roboty i szukasz bardzo dobrego psychiatrę. Niestety, ale próba małych kroków u Ciebie odpada, bo Tobie się nie chcę ruszyć tyłka, żeby pomalować paznokcie bo zaraz dopowiadasz sobie, że ludzie zwrócą uwagę, że chcesz się komuś podobać, takie głupie wymówki sobie i nam wciskasz;
- pozostajesz dalej nienawidzącą się Osobą.

Sęk w tym, że nie potrafię się zabrać ostro do roboty. Nawet teraz nie mam siły wyjść z łóżka.
A ludzie mimo wszystko dostrzegają drobne zmiany. Wiem z autopsji :>. Nie chcę być po prostu jeszcze bardziej żałosna. Lecz... Czy to w ogóle możliwe? :>

Iskierką nadziei dla mnie jest to, że postanowiłaś opisać swój problem na forum oczekując pomocy, więc może kiedyś będziesz gotowa na profesjonalną pomoc.

To nie jest pierwsze forum na którym napisałam. Pierwszy raz napisałam na ten temat na pewnym forum w 2003 roku. Miałam 13 lat, a google było świeżnką. Szukałam informacji na temat samobójstwa smile. Oto co dzieci robiły wówczas ze stałymi łączami. Gdyby nie fakt, że wcześniej modem ograniczał mnie czasowo, to pewnie o wiele wcześniej szukałabym jakichś info na ten temat big_smile.
Opisywanie tego problemu od dzieciństwa nie pomogło mi w poprawie jakości życia. Sądzę, ze moja psycha po prostu się w taki sposób ukształtowała, a zniszczenia są już trwałe :>. Moja mama twierdzi, że jako dziecko często uderzałam się w głowę, a ona nie zawsze mogła mnie upilnować (w sensie, byłam chodzącym wypadkiem). Twierdzi, że na bank mam przez to jakieś uszkodzenia :v.

Dzięki Ci bardzo Krejzolko za odpowiedź. Sorry, ze odpisuję z poślizgiem.

251

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?
Beyondblackie napisał/a:

Bjo, nie chodzi o to, ze masz paluch wystawić na rodzicow i powiedzieć: "Co za potwory, spapraliście mi zycie i to wszystko wasza wina", bo prawda jest taka, ze jako dorosla osoba zycie sobie sama utrudniasz.

Myślę, że jako nastolatka wiele razy im to już wykrzyczałam.
Moi rodzice nie są najmłodsi. Tata ma 62, mama 59 lat. Mam obsesję (całe życie), że ich stracę. Eh. Popełnili mnóstwo błędów, ale to nie są potwory. Do tego odnoszę wrażenie, ze to ich sposób wyrażania uczuć. Ja mam całkiem podobny :].

I wiesz co, watpie, ze Cie inne dziewczyny traktują jakos "inaczej" bo jesteś brzydka. One stronia od Ciebie bo się najeżasz i boczysz. Bylyby pewnie mega zdziwione Twoja interpretacja wydarzen. A kolega z pracy uracza Cie takimi a nie innymi historyjkami, bo mu na to pozwalasz- wystarczylo by mu dosadnie powiedzieć, ze jego seksualne fantazje Cie nie interesują. Zreszta pewnie, podobnie jak o paniach z biura, myśli o Tobie, tylko wstyd mu Ci to wprost powiedzieć.

Koleżanki raczej mnie nie unikają. Na początku była faza "POMOŻEMY CI", a teraz juz na ten temat nie gadamy, bo ja się wkur. Ale jak się spotykamy, to zawsze chcą coś robić z moimi włosami, jedna chce mnie nauczyć konturowania itp. Ja się z nimi spotykam raczej na ploty i wspólne konsumowanie używek, aniżeli na zabawę w salon piękności. Dlatego wolę mężczyzn.
A kolega miliard razy usłyszał, że mnie to nie interesuje. Prawdopodobnie jestem średnio asertywna w tych kwestiach, albo sądzi, że się wpisuje w moje poczucie humoru. Które gdzieś zahacza o tego typu klimaty, ale to raczej czarna szydera, aniżeli kwestie do omawiania przez 8 godzin dziennie w pracy :>. Jesteśmy w tym samym kraju, nie wiem w jakiejś jesteś grupie społecznej. Ja pracuje pośród ludzi z klasy robotniczej. To zwierzaki, które z trudem zgadują tytuł hymnu Europy i nie wiedzą gdzie jest Syria. Że o Polsce nie wspomnę. Ostatnio koleżka zapyta się mnie, czy mamy taką samą architekturę jak w Kazachstanie oraz czy mamy niższe PKB niż Bangladesz :s.Mam chyba więc pecha z towarzystwem.

Co o tego ojca Szostaka... Nie trafia do mnie to co mówi, chociaż miałam już wcześniej z nim styczność. Jest niezłym oratorem, potrafi się wpisać w obecne trendy. Siostra mi kiedyś pokazała, wszak jej chłopak był nawet na jakiejś oazie czy tam rekolekcjach z tym człowiekiem.
Drażni mnie trochę retoryka pokroju "jeżeli stworzył Cię pan Bóg na swoje podobieństwo, to znaczy, że jesteś idealna/y", co prawda powiedział, że pewnie spotka się z komentarzami "to jeszcze mnie nie widziałeś". No ale tego, taka jest prawda. Jeszcze mnie nie widziałeś. Do tego jestem niewierząca, więc argument boski jest w tym przypadku inwalidą.
Próbuję zrozumieć czym jest owa "gracja". Chyba chodzi mu o seksapil, nie sądzisz? :> Nagość nie równa się seksapilowi. Myślę, że to miał na myśli.
Kwestia z byciem "królową" powaliła mnie na łopaty. Chociaż to w pewnym sensie to banały. Nie można się poniżać, (otherwise) jak już otrzeźwiejesz, będzie ci ciężko. Moja siostra również jako osoba niewierząca, kupuje tego kolesia. Tak jak napisała Wielokropek - każdy jest inny.
Dzięki za tego linka w każdym razie. Przypomniałaś mi o tym przemądrzałym dominikaninie ;>.

I tu wcale nie chodzi o to, ze Cie wszyscy maja lubic. Nie chodzi o zabieganie o uwagę innych- to raczej jest desperactwo i ono maly ma związek z wewnetrzna samoakceptacja. Taka osoba nie ma potrzeby, żeby każdy utwierdzal ja w jej atrakcyjności. Ona się lubi i tyle, a w związku z tym, ze sama się lubi i szanuje, promieniuje tym na innych. Dlatego wlasnie jest atrakcyjna.

Ok, teraz tylko najtrudniejsze - jak się polubić i zacząć promieniować na ludzi? Nałożenie na siebie maski tapety i pomalowane paznokcie pomagają chyba kobietom, które nie cierpią na jakąś patologiczną autonienawiść. Oczywiście nie umiejszam w tym przypadku wartości niczyich rad. Każdy jest inny, a mi się zdaje, ze mój przypadek jest jakoś wyjątkowo CHORY.

252

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?
bjo napisał/a:

Kanonem piękna jest to, co obecnie masy uznają za atrakcyjne.
Mam odwrotne zdanie na temat modelek. Wiele z nich wpisuje się w mojej kanony (które uznać możemy za zindoktrynowane mass mediami).

Wiem co to jest kanon, ale po prostu się z tym nie zgadzam tongue
Napisz proszę, która modelka Ci się podoba, ja sobie potem z czaję.

bjo napisał/a:

Tego lepiej byśmy się nie dowiadywali. Trzymaj jak jest. A jest dobrze, tak? Nie ma sensu zmieniać tego co dobre, jeżeli juz to ino na lepsze.

Tak szczerze to napisałam to z przekąsem tongue
Nie narzekam, jest ok smile


bjo napisał/a:

Wierzę, że i tacy się znajdują. Ja jestem np. pewniejsza siebie jak nie jestem w związku smile.

A wiesz dlaczego, ponieważ Ty siebie nie akceptujesz nawet w 0,5 % i dlatego lepiej Ci jest samej, ponieważ:
1. Nie musisz uprawiać seksu;
2. Nie musisz pokazywać się nago.
3. Nie musisz pokazywać prawdziwego "ja", bo człowiek nie potrafi udawać cały czas.
Moim zdaniem, Ty jesteś tak zafiksowana na punkcie swojej urody, że prawdopodobnie:
- jesteś nieszczera wobec ludzi, a ludzie to prędzej czy później wyczują;
- jesteś czasami niemiła dla ładniejszych;

bjo napisał/a:

Biedni ci, którzy obcować ze mną muszą na codzień smile.

No biedni, biedni big_smile

bjo napisał/a:

Wiem, że mówię to codziennie już od kilku miesięcy (albo i roku), ale może zrobię to dzisiaj.

Zamiast forum, paznokcie, proste!


bjo napisał/a:

Myślę, że mama miała duży wpływ na to jak ja odbieram siebie i swoją seksualnosć. Czy w ogóle seksualność. A może nawet i kobiecość.
Brzydota to jednak mój największy argument. Nienawidzę nagości, brzydzę się jej (swojej nagości), brzydzą mnie też płyny ustrojowe (swoje). To co prawda nie jest wątek na takie wyznania, ale czasami też z zaskoczeniem odkrywam, że mam pochwę. A jak już to odkrywam, to tylko dlatego, ze mam okres bądź odczuwam potworny ból związany ze stosunkiem (a ostatni raz do takiego doszło chyba w styczniu 2015, czyli notabene niemal na początku naszego związku).
Jest wartościowy, bo jest cierpliwy? Bo też uważa, że seks co prawda ważny w związku, ale nie może być jego kamieniem węgielnym?
Do tego jak leżę całymi weekendami w łóżku, to mi donosi jedzenie i napoje smile. Akceptuje to, że czasami lubię się nawalić czy w ogóle ciągnie mnie do używek.
Szkoda tylko, że to głównie ja noszę spodnie w związku, a on jest po prostu uległy. Kocham go, ale ja potrzebuję chyba silnego partnera. Chociaż to też kwestia interpretacji i być może różnica kultur w tym przypadku. On ma raczej we wszystko wylane i robi to co musi.

Jest wartościowy, ponieważ:
- pomaga Ci, opiekuje się Tobą,
- nie nalega na seks, ba nie rzucił Cię, bo nie otrzymuje seksu;
- akceptuję Cię taką jaką jesteś, a przyznaj, że nie jest to łatwe.

Ty ogólnie potrzebujesz, kogoś kto by Tobą tak porządnie potrząsnął i nakazał Ci, że masz się wziąć w końcu za siebie, ale nie wiem czy silny facet by był dla Ciebie odpowiedni, no chyba, że byłby tą osobą, która by Ci pomogła o której piszę na początku tego akapitu.

Aha, sorki za pytanie, ale dużo używasz używek?

bjo napisał/a:

To jest właściwie to co czuję. Lepiej bym tego nie opisała. Żałosne, co?

Szczerze żałosne!!!
Potrzebujesz kogoś, kto by Tobą potrząsnął i już!


bjo napisał/a:

Sęk w tym, że nie potrafię się zabrać ostro do roboty. Nawet teraz nie mam siły wyjść z łóżka.
A ludzie mimo wszystko dostrzegają drobne zmiany. Wiem z autopsji :>. Nie chcę być po prostu jeszcze bardziej żałosna. Lecz... Czy to w ogóle możliwe? :>

No sorki za daleko mam, żeby Cię z tego wyra wyrzucić! big_smile
A możesz napisać, jakie zmiany widzą?
Ty już wyczerpałaś limit żałosności, więc trudno, nie masz innego wyjścia, musisz zacząć działać big_smile
A tak szczerze nie jesteś żałosna, Ty po prostu potrzebujesz pomocy.

bjo napisał/a:

To nie jest pierwsze forum na którym napisałam. Pierwszy raz napisałam na ten temat na pewnym forum w 2003 roku. Miałam 13 lat, a google było świeżnką. Szukałam informacji na temat samobójstwa smile. Oto co dzieci robiły wówczas ze stałymi łączami. Gdyby nie fakt, że wcześniej modem ograniczał mnie czasowo, to pewnie o wiele wcześniej szukałabym jakichś info na ten temat big_smile.
Opisywanie tego problemu od dzieciństwa nie pomogło mi w poprawie jakości życia. Sądzę, ze moja psycha po prostu się w taki sposób ukształtowała, a zniszczenia są już trwałe :>. Moja mama twierdzi, że jako dziecko często uderzałam się w głowę, a ona nie zawsze mogła mnie upilnować (w sensie, byłam chodzącym wypadkiem). Twierdzi, że na bank mam przez to jakieś uszkodzenia :v.

Pierwszy Twoich zdań, nie skomentuję.
Bo to nie chodzi o opisywanie, to chodzi o działanie, dlatego już na początku pisałam, że forum Ci nie pomoże tak naprawdę, pomóc jedynie może Ci bardzo fachowa opieka medyczna.
Nie jestem lekarzem, więc nie znam się, przy czym trzeba pamiętać, że nie upilnuje się dziecka zawsze i te guzy na głowie, jak grzyby po deszczu mogą się pojawiać więc nie sądzę, żeby to serio miało jakiś wpływ na Twoją psychikę, no chyba, że był jakiś na serio niebezpieczny upadek na głowę.

bjo napisał/a:

Dzięki Ci bardzo Krejzolko za odpowiedź. Sorry, ze odpisuję z poślizgiem.

Jeszcze raz napiszę, tu trzeba pomalować paznokcie, nie dziękować! smile
Co mi z Twoich podziękowań, jak ja potrzebuję Twoich pomalowanych paznokci big_smile

Widzisz potrafisz zaskakiwać, byłam pewna, że odpiszesz za jakiś dłuższy czas.
To ja dziękuję, że się zmotywowałaś i odpisałaś! smile

253

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?
Wielokropek napisał/a:

Napisałam poprzednio o sobie, nie dla uzyskania podziwu i gratulacji (niemniej za dobre słowa, kolejny raz, bardzo dziękuję), ale po to, byś zobaczyła, że praca nad sobą daje efekty. Czy osiągniesz taki, albo wyższy, poziom dojrzałości? Nie ma przeciwwskazań. wink tongue

Tu dopiero jest potrzeba ciężka praca nad sobą. Przejście na Twój poziom wtajemniczenia, to ciężka praca okraszona siniakami, krwią i bliznami. Jestem o tym przekonana.
W gruncie to nawet i proste w moim przypadku. Chodzi po prostu o to, by się ze sobą pogodzić. Skorzystać z tego co się ma, może coś ulepszyć i pójść do przodu. Po mojej stronie jest stupor przez połowę już życia xD.


Wkurza mnie, podobnie jak Ciebie, używanie w mediach/reklamach kobiecego ciała, wkurza seksizm, wkurza ukazywanie kobiet jako ‘słodkich idiotek’. Kobiety, dla których wiodącym tematem jest własny wygląd, które godziny poświęcają nakładaniu kolejnych warstw tapety i zastanawianiu się nad założeniem tej czy innej części garderoby, omijam szerokim łukiem. To nie moja grupa odniesienia. Czy jestem mizoginem? Nie. Jak sądzę, Ty też nim nie jesteś, bo przecież nie jest prawdą, twierdzenie, że nie lubisz kobiet. Nie lubisz określonego, bardzo specyficznego, typu kobiet. A musisz lubić? tongue
Gdybyś przeczytała me posty (tak, wiem, napisałam ich multum), to zobaczyłabyś, że niemal identycznych słów użyłam pisząc na temat opakowania i wnętrza. smile Zresztą… i w Twoim wątku o tym napisałam.

Uważam, że ten problem trwa od wieków, a kobietom jakoś genetycznie brakuje asertywności, by powiedzieć wszem i wobec: "przecież nie jesteśmy zabawkami". Kobiety po prostu poddają się indoktrynacji i twierdzą nawet, że to normalne i super. Czytałam ostatnio wpis znanego i starego polskiego blogera na temat nowych trendów bycia FIT. Kolega JH stwierdził tam, że liczy na to, że ta sytuacja się nie odwróci, a kobiety niewysportowane już zawsze pozostaną passe. Chm. Szkoda, że tylko nieestetycznych mężczyzn daje sobie prawo do takich ocen. Mnie to nie dotyczy bezpośrednio, ale pośrednio utwierdza pewne wzorce w głowie. Jestem przecież gorsza, nie jestem fit, nie wstaje o 5 rano po to, by biegać naokoło dzielnicy. I tak w wielu kwestiach, włącznie z tymi bardziej cielesnymi. Nie mam długich nóg, ładnej buzi, więc też jestem gorsza. Mogę co najwyżej stawać na palcach i udawać, że jestem wyższa. Nałożyc tonę tapety i udawać, że jestem ładniejsza. Ale to nie jestem ja, to mi zupełnie obce. Z drugiej strony źle się czuje w tym opakowaniu, które dostałam w pakiecie od rodziców smile.
Kobiety mnie wkurzają, bo często zachowują się jakby były pozbawione przemyśleń. Mimo, że  w c a l e  tak nie jest.

Przyrzekam, że mój post, w którym poprosiłam Cię o napisanie kilku słów był pierwszym i ostatnim tego typu. Nie będę Cię zmuszała (a to jest w ogóle możliwe, zmusić Cię do czegokolwiek?) do pisania, bo też wiem, że wielokrotnie roztrząsanie intymnych spraw na forum danej osobie nie służy. Forum to miejsce, tak ja to rozumiem, wsparcia (życzliwych kuksańców, przytulenia, ale też i wylania kubła zimnej wody – dla otrzeźwienia), ale często jest wykorzystywane do tego, by nic z wyzwaniami stojącymi przed sobą nie robić.

Nie ma sprawy smile. Twoje pytania świetnie prowokują do nostalgii nad samym sobą. Bardzo mi to odpowiada.


Jesteś mądrą osobą, wiesz na swój temat no mnóstwo kobiet jest niskich i są bardzo atrakcyjne, w ogóle nie rozumiem tego pytania tongue to już bardziej mężczyźni powinni mieć z tego tyłu jakieś kompleksy, a nie my kobitki. Z reguły jesteśmy niższe, a niektóre mają nawet mniej niż 160cm. Nie oznacza to jednak, że nie mogą być ładne i pociągające dużo, sama zdecydujesz, kiedy następne zmiany wprowadzisz w życie. Bo w to, że je wprowadzisz, nie wątpię. smile

Dzięki. Oczywiście dodam, że i vice versa smile.


--------

Beverly90210 napisał/a:

no mnóstwo kobiet jest niskich i są bardzo atrakcyjne, w ogóle nie rozumiem tego pytania tongue to już bardziej mężczyźni powinni mieć z tego tyłu jakieś kompleksy, a nie my kobitki. Z reguły jesteśmy niższe, a niektóre mają nawet mniej niż 160cm. Nie oznacza to jednak, że nie mogą być ładne i pociągające

&

wilq napisał/a:

Niska kobieta może być jak najbardziej atrakcyjna. Sam preferuję dziewczyny o wzroście do 165 centymetrów. Oczywiście nie twierdzę że wysokie panie są nieatrakcyjne, również są ładne, lecz mi osobiście bardziej podobają się niższe. Rozmiar piersi jest dla mnie bez znaczenia. Autorko, skończ z kompleksami.

Owszem, zgadzam się z Waszymi wypowiedziami. Widziałam wiele atrakcyjnych aczkolwiek niskich kobiet. Mój problem polega na nieproporcjonalnej budowie ciała i brzydkiej twarzy. Stąd wzrost jest ino dodatkowym minusem.

I jeszcze słówko do Beyondblackie :>

Beyondblackie napisał/a:

W jej swiecie bowiem wystarcza tylko być subiektywnie przez nia odebrana jako atrakcyjna i już dostaje się latke pustej lali. I jaka tu slepota hmm Osoba, która twierdzi, ze ludzie powinni być oceniani za wnętrze, za osobowość, sama GLOWNIE ocenia inne kobiety przez pryzmat ich powierzchowności.

Lubię większość atrakcyjnych kobiet/dziewczyn. Jest po prostu jakiś procent niechęci, który sprawia iż mi bardzo przykro, żem taka szpetna, a one takie ładne.

------------

dodatkowo polecam wszystkim rzucenie okiem na ten tekst http://strajk.eu/jestes-brzydka-zgwalce-cie/. Sporo mówi.


Sorry, ze wszystko rozbiłam na 3 posty, ale drażni mnie ta korekta "quotów" potem. Wpadam w ataki złości :>.

254 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-02-13 16:25:20)

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

Jak się polubić?
Na chwilę odsunąć swą wiedzę i racjonalizowanie i pozwolić sobie na ujawnienie i przeżycie uczuć (czyli odpłakać, odsmarkać się, odzłościć się i in.), które schowałaś głęboko po tych wszystkich trudnych sytuacjach związanych z postrzeganiem ciała, seksualności, atrakcyjności, it.p.. Najbezpieczniej jest zrobić to pod okiem i przy wsparciu kompetentnej osoby, stąd moja propozycja terapii. Nakładanie jakichkolwiek masek nie pomaga, bo problem jest coraz bardziej ukrywany. Ty przecież taką maskę przywdziałaś, różnica polega tylko na tym, że nie dla wszystkich jest tak widoczna jak grubo nałożony make up.

Proponuję też, byś uwierzyła osobom, które twierdzą, że im się podobasz, że lubią Cie taką, jaką jesteś, że jesteś dla nich atrakcyjną; to jest ich opinia na Twój temat i, jak sądzę, znają siebie i wiedzą co mówią. tongue

Pomocnym jest też zauważanie i docenienie (to przeciwny biegun deprecjonowania tongue) swych zalet, dlatego często radzę sporządzenie uczciwej listy swych walorów i systematyczne uzupełnianie oraz codzienne (bo pamięć jest zawodna wink) jej czytanie bez zupełnie niepotrzebnego krytycyzmu, a w chwilach zwątpienia czytanie jej niemal bezustannie. Z czasem efektem tych zabiegów będzie złagodnienie (:P) wobec własnej osoby.



Edycja:
W międzyczasie napisałaś kolejny post. smile

bjo napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

Napisałam poprzednio o sobie, nie dla uzyskania podziwu i gratulacji (niemniej za dobre słowa, kolejny raz, bardzo dziękuję), ale po to, byś zobaczyła, że praca nad sobą daje efekty. Czy osiągniesz taki, albo wyższy, poziom dojrzałości? Nie ma przeciwwskazań. wink tongue

Tu dopiero jest potrzeba ciężka praca nad sobą. Przejście na Twój poziom wtajemniczenia, to ciężka praca okraszona siniakami, krwią i bliznami. Jestem o tym przekonana.
W gruncie to nawet i proste w moim przypadku. Chodzi po prostu o to, by się ze sobą pogodzić. Skorzystać z tego co się ma, może coś ulepszyć i pójść do przodu. Po mojej stronie jest stupor przez połowę już życia xD. (...)

To może najwyższy czas, by ten stupor zlikwidować? Wchodź do rozmrażarki. tongue

Faktycznie, przekaz kulturowy to jedno, domowe (i nie tylko) wychowanie, to drugie, ale będąc dorosłymi możemy (daje słowo!) podjąć decyzję, by kierować się swoim, wcale niemałym, rozumem, wziąć z tych przekazanych nauk, to co wartościowe i pomocne, odrzucić to, co toksyczne, głupie, zbędne.
Źle Ci w opakowaniu (mentalnym), które dostałaś od rodziców? Zmień je. Możesz!

(...) Dzięki. Oczywiście dodam, że i vice versa smile. (...)

Nie ma to jak rozmowa mądrych osób. big_smile Obcowanie i rozmowa z Tobą jest przyjemnością.

255 Ostatnio edytowany przez Paweło (2016-02-13 18:08:23)

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

Szczerze dla mnie taka osoba jest 100000 mniej atrakcyjna niż Kazimiera Szczuka. Wolę takie które są silne psychicznie niż takie które takie udają szczególnie wobec obcych odreagowując to na porządnych dobrych nie rzadko słabszych psychicznie mężczyznach którzy często nawet dają z siebie zrobić śmiecia bo nie chcą czegoś złego powiedzieć o takiej kobiecie. Od 3 miesięcy gdy awansowałem mam takich podwładnych. Jest to grupa 20 osób z czego 15 jest płci męskiej a  z tych 15 osób 7 ma słabszą psychikę i wszyscy ci padają ofiarą 4 kobiet o niskim poczuciu wartości. Z czego co gorsze te kobiety próbują wpłynąć na tą jedną normalniejszą by była taka jak one.

256

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

Polska mowa nie być trudna. hmm

257

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

Napisałem to w przypływie emocji. Wszystko jest OK dopóki taka dziewczyna czy chłopak (też się zdarza) nie będzie wyładowywał swojej frustracji na drugiej osobie. Wygląda to paskudnie jeśli widzi się ofiary takich osób.

258

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

Wszem i wobec oglaszam, ze Bjo to super ladna dziewczyna big_smile

Zobaczylam i nie mogłam się nadziwić swiezej, przyjemnej, seksownej twarzy z pięknymi oczami, zgrabnym nosem i pelnymi ustami. Bardzo atrakcyjna fizycznie kobieta.

Bjo, nie, nalozenie tapety nie działa na niskie poczucie wartości. Rozwiazanie konfliktow rodzinnych, uniezależnienie się od toksycznych wplywow, to dopiero uwalnia i pozwala na budowanie zdrowego "Ja". Wiem, ze bronisz się rekami i nogami przed konfrontacja z rodzicami i gniewem jaki wobec nich masz, ale wierz mi, ze NIC się nie zmieni dopóki nie zrobisz z tym porządku. Gniew ma to do siebie, ze nie znika, ino się przemieszcza w inne kanaly, w Twoim wypadku w ataku na sama siebie. Chcesz się zniszczyć?

Co do Szustaka, to jedni lubia, inni nie. Zdaje sobie sprawę, ze dla osoby niewierzącej jego kazania mogą być bezcelowe- takie zycie. Jednak warto sprobowac wszelkimi dostępnymi srodkami smile

259 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-02-13 19:36:32)

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?
Paweło napisał/a:

(...) Wszystko jest OK dopóki taka dziewczyna czy chłopak (też się zdarza) nie będzie wyładowywał swojej frustracji na drugiej osobie. Wygląda to paskudnie jeśli widzi się ofiary takich osób.

Pozwolę sobie mieć inne zdanie. Nie jest ok., gdy osoba mało, że nie dostrzega swych zalet, to źle się czuje sama ze sobą, nie lubi siebie i uważa za niegodną innych. Nie jest ok., gdy osoba z powodu swego negatywnego myślenia o sobie, ucieka od innych, krzywdzi siebie, it.d..

Sprowadzenie problemu do troski o to, by owa osoba nie raniła innych, jest... chyba pierwszy raz zabrakło mi słów.
Paweło, z Twych słów wynika, że nieistotne jest to, co osoba mająca kompleksy przeżywa, co się z nią dzieje, wynika, że jest nieważną. Proszę, przed napisaniem jakiegoś komentarza, zwłaszcza w takim jak ten wątku, zastanów się trzy razy zanim zatwierdzisz swój post. Późniejsze tłumaczenie się nie pomoże, mleko się wylało.


Edycja:
Beyondblackie, moja reakcja na słowa wypowiedziane przez księdza Szustaka nie jest zależna od tego czy jestem wierzącą, czy niewierzącą. Ba, jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Po prostu nie przekonają mnie osoby i 'nie kupię' ich tekstów/sposobu myślenia, gdy jedne jej słowa przeczą drugim. Podobnie jest, gdy zachowanie danej osoby 'nie gra' z jej słowami.

260

Odp: Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

Wielokropku, może inaczej go po prostu rozumiemy.

Dla mnie to co on mowi ma sens, chociaż wcale nie jestem kims bardzo religijnym (biblijnie i teologicznie wykształcona na uniwersyteckim poziomie, ale nie praktykująca katoliczka). Lubie jego sposób przekazu, wolne asocjacje, nacisk na wewnętrzny rozwój i poczucie humoru smile

Nie musimy się zgadzać. Swiat jest wielki i różnorodny. Na szczęście big_smile

Posty [ 196 do 260 z 283 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY » Czy niska kobieta może być atrakcyjna? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026