Nawet nie będę komentować treści Twojej wypowiedzi, bo to co napisałeś jest po prostu nielogiczne.
Nawet nie komentuj - wystarczy, że uświadomisz sobie dlaczego mam rację ![]()
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » Jak cieszyć się byciem singlem i nie szukać związku na siłę
Strony Poprzednia 1 2 3
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Nawet nie będę komentować treści Twojej wypowiedzi, bo to co napisałeś jest po prostu nielogiczne.
Nawet nie komentuj - wystarczy, że uświadomisz sobie dlaczego mam rację ![]()
Podobne tematy
porzucona85 napisał/a:Nawet nie będę komentować treści Twojej wypowiedzi, bo to co napisałeś jest po prostu nielogiczne.
Nawet nie komentuj - wystarczy, że uświadomisz sobie dlaczego mam rację
Eee... tzn. mam zrozumieć, że "mój problem jest mi na obecnym etapie potrzebny?". Przykro mi, mój mały rozumek tego nie ogarnia
A tak szczerze mówiąc - to żałuję, że weszłam na to forum bo nie otrzymałam żadnej mądrej/dobrej rady a tylko napsułam sobie nerwów ścierając się z takimi osobnikami jak Ty, którym wydaje się, że pozjadali wszystkie rozumy świata. No cóż... następnym razem będę mądrzejsza i nie będę więcej wchodzić na ten wątek ![]()
Bajo ![]()
I wiesz co? Ja też mogę Ci zrobić psychoanalizę - jak dla mnie jesteś zakompleksionym chłopaczkiem, który spędza tu całe dnie i się dowartościowuje głosząc swoje mądrości na forum. Czyż nie?
Eee... tzn. mam zrozumieć, że "mój problem jest mi na obecnym etapie potrzebny?". Przykro mi, mój mały rozumek tego nie ogarnia
Tak
Łatwiej Ci tutaj siedzieć, marudzić i użalać się nad sobą niż wziąć odpowiedzialność za swoje życie. Współczuję temu biednemu facetowi co się na nim uwiesiłaś i nie chcesz puścić ![]()
A tak szczerze mówiąc - to żałuję, że weszłam na to forum bo nie otrzymałam żadnej mądrej/dobrej rady
Trzeba było zadać mądre i dobre pytanie!
a tylko napsułam sobie nerwów ścierając się z takimi osobnikami jak Ty, którym wydaje się, że pozjadali wszystkie rozumy świata.
Twój wybór... Ciekawe dlaczego akurat na mnie trafiłaś ![]()
No cóż... następnym razem będę mądrzejsza i nie będę więcej wchodzić na ten wątek
Jasne! Odwaga nie jest Twoją mocną stroną ![]()
jak dla mnie jesteś zakompleksionym chłopaczkiem, który spędza tu całe dnie i się dowartościowuje głosząc swoje mądrości na forum.
O nie... Tylko nie chłopaczkiem! A Ty jesteś stara dupa i stara panna w jednym ![]()
Zgłaszam Cię do administratora. Pozdrawiam.
Zgłaszam Cię do administratora. Pozdrawiam.
Przepraszam za szczerość, ale ktoś musiał to powiedzieć głośno. Pozdrawiam.
Proszę o zaprzestanie słownych przepychanek. Proszę o powrót do tematu wątku bez wzajemnego obrażania się. Pozdrawiam, moderatorka truskaweczka19.
marioosh666
A mi się Ciebie i Twoje rady bardzo dobrze czyta. W moim przypadku czas na wyciągnięcie wniosków już był. Teraz jeszcze chwil kilka na ogarnięcie się samej i jakoś to będzie. Na razie staram się nauczyć cieszyć z dnia codziennego.
PRZYŁĄCZAM SIĘ ![]()
Wolę z mądrym podyskutować niż być głaskanym po główce przez niemądrego...
Z dyskusji można wyciągnąć jakieś wnioski a z głaskania... najwyżej gil do pasa ![]()
Wracając do meritum:
Jak by tak odwrócić pytanie zawarte w temacie wątku i wyjść od śląskiego (ponoć): "niechby pił, niechby bił - BYLE BYŁ!"?
To wtedy prosta wydaje się odpowiedź do TEGO wątku: dopóki nie zdobędziesz się człowieku na to by UMIEĆ żyć jako spełniona całość (bez konieczności podpierania się drugą osobą) TO będziesz wyć... Bo za KIM wyjesz? nasuwa się kolejne pytanie - przecież nie realną osobą a za SWOIM WYOBRAŻENIEM... Lepszy "bylekto" aby tylko towarzyszył, niż życie w pojedynkę? NA prawdę?
A tylko taka osoba, która na bylejakość się nie godzi, może cieszyć się Życiem BEZ WZGLĘDU na to czy razem z kimś, czy osobno.
Chwała Bogu, że mamy prawo być: "każdy inny", bo od tego wycia, to ja bym kręćka dostała
a tak sobie żyję powolutku i w SPOKOJU DUCHA, choć, jak to mówią :"SZAŁU NIE MA" ...
A zadowolenie z życia? Owszem JEST ![]()
Czytam wątek oraz dyskusję między porzuconą85 a mariooshem.
Obie strony się chyba nie zrozumiały.
Mariooshowi chyba chodziło o to że porzucona85 ciągle myśli o byłym i nie otwiera się na nowe znajomości, rozpamiętuje.
To nie jest takie proste się otworzyć. Ja też przeżywam bardzo swoją sytuację a otwieranie się na inne osoby nie przynosi rezultatów a wręcz zniechęca.
Poszłam na Sylwestra z kolegą kolegi, pierwszy raz faceta widziałam na oczy. I co? Oczywiście w połowie imprezy zaczął mnie namawiać na seks, odmówiłam i nawet się po tym Sylwestrze nie odezwał (na czym mi w sumie nie zależy).
Ludzie są beznadziejni.
Marzy mi się połączenie dusz i ciał z kimś, wzajemne porozumienie, niektórzy to dostają od losu a ja trafiam na jakieś g...o mimo że próbuję.
dopóki nie zdobędziesz się człowieku na to by UMIEĆ żyć jako spełniona całość (bez konieczności podpierania się drugą osobą) TO będziesz wyć... Bo za KIM wyjesz?
Spełniona całość pod kątem emocjonalnym
Dlatego każdej osobie, która tutaj szuka pomocy punktuje właśnie tę kwestię. Pokazuje czego szuka w drugiej osobie czego jeszcze nie znajduje w sobie np.: miłości, akceptacji, bezpieczeństwa itp.
P. S. Byłbym daleki od stwierdzenia, że masturbacja jest lepsza niż seks z drugą osobą ![]()
Lepszy "bylekto" aby tylko towarzyszył, niż życie w pojedynkę? NA prawdę?
Lepszy i nie lepszy. Lepszy, bo przykrywa to co boli np.: brak akceptacji. Nie lepszy, bo człowiek się nie rozwija, a demony od czasu do czasu wychodzą.
A tylko taka osoba, która na bylejakość się nie godzi, może cieszyć się Życiem BEZ WZGLĘDU na to czy razem z kimś, czy osobno.
Taka osoba długo nie wytrwa osobno ![]()
Chwała Bogu, że mamy prawo być: "każdy inny", bo od tego wycia, to ja bym kręćka dostała
a tak sobie żyję powolutku i w SPOKOJU DUCHA, choć, jak to mówią :"SZAŁU NIE MA" ...
A zadowolenie z życia? Owszem JEST
Niektórym ten stan jest pisany przynajmniej przejściowo. Gorzej jak ktoś ma zdrowe podejście + problemy i zamiast je rozwiązać próbuje popsuć zdrowe podejście. Wtedy muszę pojechać ![]()
Mariooshowi chyba chodziło o to że porzucona85 ciągle myśli o byłym i nie otwiera się na nowe znajomości, rozpamiętuje.
Fajnie, że wiesz lepiej o co mi chodziło ![]()
To nie jest takie proste się otworzyć.
Zbudować dom, emigrować za granicę, pokonać raka też nie jest takie proste, a jednak ludzie to robię. Zrób pierwszy krok, a dalej pójdzie. Z dreptania w miejscu nic nie będzie ![]()
Ja też przeżywam bardzo swoją sytuację a otwieranie się na inne osoby nie przynosi rezultatów a wręcz zniechęca.
Pytanie czy otwierasz się we właściwy sposób. Jeżeli nadal masz w sobie trudne emocje i urazy po poprzednim to nie zaangażujesz się w nic nowego, bo... Ty masz partnera. Nie wpuścisz nikogo do swojego życia dopóki nie wypuścisz tamtego.
Oczywiście w połowie imprezy zaczął mnie namawiać na seks, odmówiłam i nawet się po tym Sylwestrze nie odezwał (na czym mi w sumie nie zależy).
Zepsułaś mi zabawę i jeszcze miałby się odzywać?! ![]()
Ludzie są beznadziejni.
Taki świat sobie tworzysz tzn. spośród wszystkich ludzi, którzy są różni wybierasz tych beznadziejnych. Skoro oni są beznadziejni to Ty jesteś... Jak sobie odpowiesz na to pytanie to znajdziesz powód dla którego tworzysz taki świat.
Marzy mi się połączenie dusz i ciał z kimś, wzajemne porozumienie, niektórzy to dostają od losu a ja trafiam na jakieś g...o mimo że próbuję.
Bardzo mało osób dostaje to od losu. Większość wybiera byle kogo. Ty masz szansę na coś lepszego o ile zwalisz z siebie to g...o ![]()
Ja też staram się w miarę funkcjonować, robić sobie małe przyjemności, dużo daje mi sport, jakieś zakupy, świadomość że fajnie wyglądam w nowej kiecce na przykład ale to krótkotrwałe efekty i smutek ogólny jest.
Jak przeczytasz uważnie ten wątek to znajdziesz odpowiedź dlaczego tak się dzieje.
dopóki nie zdobędziesz się człowieku na to by UMIEĆ żyć jako spełniona całość (bez konieczności podpierania się drugą osobą) TO będziesz wyć... Bo za KIM wyjesz? nasuwa się kolejne pytanie - przecież nie realną osobą a za SWOIM WYOBRAŻENIEM...
jakbym czytała o sobie
a tak sobie żyję powolutku i w SPOKOJU DUCHA, choć, jak to mówią :"SZAŁU NIE MA" ...
A zadowolenie z życia? Owszem JEST
Ja też staram się w miarę funkcjonować, robić sobie małe przyjemności, dużo daje mi sport, jakieś zakupy, świadomość że fajnie wyglądam w nowej kiecce na przykład ale to krótkotrwałe efekty i smutek ogólny jest.
Miałam się tu nie odzywać, ale wątek śledzę i w końcu postanowiłam napisać parę słów
Kobietki, obie strony mają rację. Tylko Pan Marioosh próbuje namówić na zrobiebie 100-milowego kroku, który aktualnie nie jest możliwy w moim, a jak myślę i w waszych, przypadkach.Po prostu. Nie wiem ile czasu upłynęło u Was od rozstania, ale u mnie pół roku.. I jest podobnie jak u Was, ogólnie w porządku, żyję, marzę, kupuję ciuszki, chodzę na imprezy, a ogólnie jest smutno i eks kurczowo trzyma się moich myśli.. ;( Ale TAK TERAZ WIDOCZNIE MA BYĆ. To jest czas na żałobę po związku, potrzebną, by ruszyć dalej. Gorączkowe odcinanie się od smutku skutkuje tym,że później wróci on ze zdwojoną siłą.
Ja od Pani psycholog usłyszałam, że nie mam niczego przyspieszać, stawiać sobie granic czasowych, pozwolić, by ten proces upłynął. Więc nie wściekam się, nie chodzę po ścianach, zaakceptowałam, że teraz jest byle jak i że kiedyś się to zmieni. Oczywiście, nie jestem masochistką i kiedy złe myśli zaczynają nade mną panować staram się je ucinać i nie analizować zbyt wiele.
Oczywiście wiem że proces ten u mnie chyba zbyt wolno płynie.. Niestety pozwoliłam, by ten człowiek był moim centrum wszechświata, to i teraz płacę słono za zerwanie tej więzi. Ale wiem co było nie tak, wiem czemu mnie zostawił, (choć się z tym wciąż nie godzę) i mam ogromną nadzieję, że kiedyś o nim zapomnę i będę ię cieszyła z bycia z samą sobą ![]()
Poczytałam jeszcze raz wypowiedzi Marioosha ale chyba nie do końca rozumiem. To co rozumiem to:
- niektóre osoby nie są stworzone żeby żyć w samotności i nie ma sensu tych potrzeb zagłuszać
- poszukać powodów niepowodzeń w sobie, zrobić psychoanalizę (?), doszukać się problemowych sytuacji na przykład z dzieciństwa
- zrozumieć czego tak naprawdę szukamy w miłości, uznać że nam się należy prawdziwa, bezwarunkowa miłość i przestać o nią walczyć na siłę.
Czy mam rację??
Ja dzieciństwo miałam chyba w miarę normalne, pełna rodzina itp. Natomiast o miłość często walczyłam, naginałam swoje zasady żeby ją zdobyć, tego się chcę pozbyć. Jak ktoś ma mnie pokochać to mnie pokocha, jak nie to nic mi nie da staranie się.
Tylko Pan Marioosh próbuje namówić na zrobiebie 100-milowego kroku, który aktualnie nie jest możliwy w moim, a jak myślę i w waszych, przypadkach.
Ja tylko pokazuje możliwości. Do niczego nie namawiam. Każdy ma wolną wolę i nie zamierzam jej nikomu odbierać.
Gorączkowe odcinanie się od smutku skutkuje tym,że później wróci on ze zdwojoną siłą.
Hmhm... Emocje to tylko stłumiona energia. Traktując ją odpowiednio można ją uwolnić szybciej bez szkody, a wręcz z korzyścią dla organizmu, bo długotrwały smutek jest szkodliwy dla zdrowia, a czasem życia jak się zamieni w depresję ![]()
Ja od Pani psycholog usłyszałam, że nie mam niczego przyspieszać, stawiać sobie granic czasowych, pozwolić, by ten proces upłynął.
Pani psycholog ma trochę racji...
Oczywiście wiem że proces ten u mnie chyba zbyt wolno płynie.. Niestety pozwoliłam, by ten człowiek był moim centrum wszechświata, to i teraz płacę słono za zerwanie tej więzi. Ale wiem co było nie tak, wiem czemu mnie zostawił, (choć się z tym wciąż nie godzę) i mam ogromną nadzieję, że kiedyś o nim zapomnę i będę ię cieszyła z bycia z samą sobą
Właśnie dlatego płynie zbyt wolno, że się z tym wciąż nie godzić. Zapominanie i upływ czasu nie rozwiążą Twojego problemu. Zrobić to może wybaczenie i świadomość.
Jak wypełnisz kilka razy arkusz Radykalnego Wybaczania to Ci się od razu zrobi lżej na duszy ![]()
Poczytałam jeszcze raz wypowiedzi Marioosha ale chyba nie do końca rozumiem. To co rozumiem to:
- niektóre osoby nie są stworzone żeby żyć w samotności i nie ma sensu tych potrzeb zagłuszać
- poszukać powodów niepowodzeń w sobie, zrobić psychoanalizę (?), doszukać się problemowych sytuacji na przykład z dzieciństwa
- zrozumieć czego tak naprawdę szukamy w miłości, uznać że nam się należy prawdziwa, bezwarunkowa miłość i przestać o nią walczyć na siłę.Czy mam rację??
Chcesz napisać dekalog?
Odpisywałem konkretnym osobom w konkretnych sprawach. Na razie nie będę prostował każdego stwierdzenia, ale byłaś blisko ![]()
Ja dzieciństwo miałam chyba w miarę normalne, pełna rodzina itp. Natomiast o miłość często walczyłam, naginałam swoje zasady żeby ją zdobyć, tego się chcę pozbyć. Jak ktoś ma mnie pokochać to mnie pokocha, jak nie to nic mi nie da staranie się.
Pierwsza sprawa to zakończyć stare związki. Tam gdzie jest dużo emocji, żalu, poczucia krzywdy itp. Jak było kilka związków z podobnym problemem to wtedy trzeba poszukać przyczyny w sobie.
A do porzuconej niedawno sama chciałam znać odpowiedź na pytanie "Jak nie pragnąć drugiej osoby i własnej rodziny" nie znalazłam odpowiedzi, bo dla mnie to jednak rzecz nierealna, pracuje na razie tylko nad tym by nie było to chorobliwe pragnienie:) Poza tym wróciła wiara, że mogę ją kiedyś mieć, więc dlaczego by nie pragnąć?
Jak to się stało? Skąd taka ewolucja? Może ktoś skorzysta ![]()
CHoć przyznam, że znam osobę, która twierdzi, że nie potrzebuje partnera, ani rodziny, że dawno wszystkich tych pragnień się wyzbyła, ale recepty nie potrafiła mi ta osoba wskazać... Zastanawiam się czy to jest możliwe, by tak całkiem nic nie chcieć i nie oczekiwać
Na 99% facet albo kobieta z problemami
Jak ktoś lubi to robić w każdej wolnej chwili to pragnienie, którego można się wyzbyć, ale potrzebę bliskości można tylko stłumić lub wyprzeć.
Pewne problemy i blokady chcemy utrzymywać bo z nimi nam łatwiej, przynajmniej ja zawsze dokładnie to czuje i wiem jak długo ten stan (nawet czasem specjalnie) podtrzymuje, pozwalam sobie na trzymanie się przeszłości i nie zapominanie do czasu aż nie uznam, że jestem gotowa pójść dalej, ale to taki naturalny odruch obronny dla mnie np. po rozstaniu, właśnie po to by nie wchodzić w byle jakie relacje, by nikt na siłę z nikim mnie nie umawiał, by nikt kto nie jest w moim guście nie zniechęcał mnie na nowo do płci przeciwnej.. To jest całkiem dobry sposób o ile mamy jego świadomość chyba, tak myślę, choć nie wiem czy wystarczająco jasno to napisałam. Pewnie sporo osób tak robi po części nieświadomie.
A do porzuconej niedawno sama chciałam znać odpowiedź na pytanie "Jak nie pragnąć drugiej osoby i własnej rodziny" nie znalazłam odpowiedzi, bo dla mnie to jednak rzecz nierealna, pracuje na razie tylko nad tym by nie było to chorobliwe pragnienie:) Poza tym wróciła wiara, że mogę ją kiedyś mieć, więc dlaczego by nie pragnąć?
CHoć przyznam, że znam osobę, która twierdzi, że nie potrzebuje partnera, ani rodziny, że dawno wszystkich tych pragnień się wyzbyła, ale recepty nie potrafiła mi ta osoba wskazać... Zastanawiam się czy to jest możliwe, by tak całkiem nic nie chcieć i nie oczekiwać
...
- niektóre osoby nie są stworzone żeby żyć w samotności i nie ma sensu tych potrzeb zagłuszać
- poszukać powodów niepowodzeń w sobie, zrobić psychoanalizę (?), doszukać się problemowych sytuacji na przykład z dzieciństwa
- zrozumieć czego tak naprawdę szukamy w miłości, uznać że nam się należy prawdziwa, bezwarunkowa miłość i przestać o nią walczyć na siłę.
Człowiek ma podobno WIELKIE możliwości adaptacyjne... więc NIE JEST niezmiennym monolitem (przysłowiową "krową na łące") zatem twierdzenie, że ktoś w sposób SKOŃCZONY JEST "nie stworzony" jest troszeczkę (dla mnie) na wyrost.
No chyba, że założy się, iż TAK osoba się NIE ZMIENIA i nie rozwija... ZAWSZE już będzie JEDNAKA ![]()
A gdy człowiek się rozwija, to zaczyna widzieć problem z wielu stron. Również i z TEJ, która mówi iż odpowiedzialność za własne wybory spoczywa na nas samych. Oraz JAKA jest zależność między NIM a jego wyborami... Dlaczego w innych sprawach radzi sobie lepiej a w związkowych działa wbrew sobie lub bez końca przesuwa granice.
Ja tak rozumiem te słowa, które wyszczególniłaś "pod dyskusję"...
Chyba na pytanie "jak nie pragnąć drugiej osoby i własnej rodziny" należy zapytać tych, którzy TAK wybrali CELOWO.
Są takie osoby przecież. Może jakąś "światłą" zakonnicę jak Małgorzatę Chmielewską?
Chyba na pytanie "jak nie pragnąć drugiej osoby i własnej rodziny" należy zapytać tych, którzy TAK wybrali CELOWO.
Są takie osoby przecież. Może jakąś "światłą" zakonnicę jak Małgorzatę Chmielewską?
Tej zakonnicy nie znam, ale spotkałem inne. Długotrwała samotność ewidentnie im nie służy. Jedna wpadła w furie, bo zobaczyła jak chłopak i dziewczyna (nastolatkowie) się pocałowali odważniej...
I jaki widzisz związek z wyborem "ścieżki życiowej?
Komuś nie będącemu zakonnicą TEŻ takie zachowanie mogłoby się nie spodobać...
WYBÓR życia w pojedynkę ludziom się zdarza. Również "cywilom"(mój dziekan np.), więc chyba oni JEDNAK wiedzą JAK?
Tej zakonnicy nie znam, ale spotkałem inne. Długotrwała samotność ewidentnie im nie służy. Jedna wpadła w furie, bo zobaczyła jak chłopak i dziewczyna (nastolatkowie) się pocałowali odważniej...
Nie dziwne, do tego prowadzi zaprzeczenie swoim potrzebom.
Ale ale zakładamy że ktoś wybrał celowo że będzie sam, z drugiej strony, że wszyscy się zmieniamy bo taka już natura, ze człowiek się rozwija i może zmieniać poglądy, tak więc nawet zakonnice w chwili kiedy wybierały może były pewne i wiedziały jak, ale teraz mogą już uważać ze to był błąd.. Czyż nie?
Ja usłyszałam jedną recepte humorystyczną:) a mianowicie: "trzeba zepchnąć te potrzeby i wszelkie podejścia idealistyczne do najgłębszych lochów swojej duszy, pozamykać na miliony kłódek i pilnować by nic i nikt nie próbował ich wydostać" czyli tak jakby poddać się rezygnacji?
A czym się różni REZYGNACJA od AKCEPTACJI ?
Jest jakaś różnica, czy nie ma?
I drugie: skąd wniosek, że wszyscy (według jakiejś sztancy) mają JEDNAKOWE potrzeby
?
Wszak tytuł brzmi: "Jak CIESZYĆ SIĘ z bycia singlem..."?
hmmm akceptuje sie chyba coś czego w żaden sposób nie jesteśmy w stanie zmienić, na co MY sami nie mamy wpływu, a rezygnuje chyba z czegoćś czego chcemy, ale uważamy, że nie damy rady osiągnąć... Tak mi się wydaje.
I... no ja myślę, ze jednak wszyscy ludzie potrzebują innych ludzi i jeśli nawet chwilami czują że nie to przyjdzie taki dzień kiedy zdanie zmienią. I tej wiary będę się trzymać;)
Pewne potrzeby jednak chcąc nie chcąc wszyscy mamy jednakowe ![]()
hmmm akceptuje sie chyba coś czego w żaden sposób nie jesteśmy w stanie zmienić, na co MY sami nie mamy wpływu, a rezygnuje chyba z czegoćś czego chcemy, ale uważamy, że nie damy rady osiągnąć... Tak mi się wydaje.
Więc FAKT, że ludzie potrafią poznawać się i nawet pobierać w wieku "okropnie zaawansowanym" (po 60, 70 a nawet 80 - i w telewizorze o tym się słyszy) NALEŻY zaakceptować? a KTO nie działa, NICZEGO NIE zmieni, to widocznie nie dołożył wystarczających starań?
Zatem - akceptuję FAKT< że jak nie wychodzę z domu/unikam towarzystwa/nie korzystam z możliwości (danych przez XXI w.) to nikogo nie poznam raczej?
I... no ja myślę, ze jednak wszyscy ludzie potrzebują innych ludzi i jeśli nawet chwilami czują że nie to przyjdzie taki dzień kiedy zdanie zmienią. I tej wiary będę się trzymać;)
Pewne potrzeby jednak chcąc nie chcąc wszyscy mamy jednakowe
Trzymaj się czego chcesz ![]()
Ja WIERZĘ, że autystycy TEŻ SĄ ludźmi. Mało tego mają potrzeby. TYLKO inne niż wszyscy
Można to uważać za ułomność, można uważać za wyjątkowość. Ja będę się trzymać tej drugiej opcji. ![]()
Dla mnie różnorodność ludzi jest tak ogromna, że nie śmiałabym twierdzić, że wszyscy COKOLWIEK...
DLATEGO i PONADTO, dla mnie, możliwy jest wybór, by nie robić TAK jak wszyscy
Raczej ową konieczność uważałabym za presję...
Niektórzy single twierdzą, że są szczęśliwi. Ale większość nie daje temu wiary. Ciekawe CZEMU wiedzą lepiej od autorów tych słów CO ONI czują
... ? a gdy dostają odpowiedzi na pytanie JAK, to się strasznie sierdzą ![]()
Więc FAKT, że ludzie potrafią poznawać się i nawet pobierać w wieku "okropnie zaawansowanym" (po 60, 70 a nawet 80 - i w telewizorze o tym się słyszy) NALEŻY zaakceptować?
to jest oznaką raczej, że się nie poddał i nie zrezygnował.. i raczej należy się cieszyć, że się udało, jak i w każdym innym wieku. Nie rozumiem użycia tu słowa "Zaakceptować".
a KTO nie działa, NICZEGO NIE zmieni, to widocznie nie dołożył wystarczających starań?
no jeśli nie działa to chyba nie dołożył wystarczających starań..
Zatem - akceptuję FAKT< że jak nie wychodzę z domu/unikam towarzystwa/nie korzystam z możliwości (danych przez XXI w.) to nikogo nie poznam raczej?
no tak to jest zaakceptowanie faktu, ze się zrezygnowało, ale czasem jednak i do naszego domu ktoś mimo woli zapuka, więc jakaś minimalna szansa na poznanie kogoś zawsze jest
MagdaK25 napisał/a:I... no ja myślę, ze jednak wszyscy ludzie potrzebują innych ludzi i jeśli nawet chwilami czują że nie to przyjdzie taki dzień kiedy zdanie zmienią. I tej wiary będę się trzymać;)
Pewne potrzeby jednak chcąc nie chcąc wszyscy mamy jednakowe
Trzymaj się czego chcesz
Ja WIERZĘ, że autystycy TEŻ SĄ ludźmi. Mało tego mają potrzeby. TYLKO inne niż wszyscy
Można to uważać za ułomność, można uważać za wyjątkowość. Ja będę się trzymać tej drugiej opcji.
Dla mnie różnorodność ludzi jest tak ogromna, że nie śmiałabym twierdzić, że wszyscy COKOLWIEK...
DLATEGO i PONADTO, dla mnie, możliwy jest wybór, by nie robić TAK jak wszyscyRaczej ową konieczność uważałabym za presję...
Niektórzy single twierdzą, że są szczęśliwi. Ale większość nie daje temu wiary. Ciekawe CZEMU wiedzą lepiej od autorów tych słów CO ONI czują... ? a gdy dostają odpowiedzi na pytanie JAK, to się strasznie sierdzą
Nigdzie w tej wypowiedzi nie napisałam, że uważam, by ktoś nie był człowiekiem bo ma inne potrzeby niż ja, jednakże nawet osoba z autyzmem gdy jest chora potrzebuje czyjejś pomocy, a pisząc "Pewne potrzeby jednak chcąc nie chcąc wszyscy mamy jednakowe" miałam na myśli tak oczywiste rzeczy, jak np to, że wszyscy odczuwamy głód i pragnienie i chcąc nie chcąc każdy z nas musi jeść i pić
i nic ponadto, nie mam wystarczającej wiedzy by twierdzić na 100% że nie ma ludzi, którzy przez całe swoje życie ani razu nie zapragnęli by ktoś ich przytulił...
A singlom być może większość nie chce wierzyć, stąd choćby, ze na samym tym forum mamy masę nieszczęśliwych samotnych
, którzy zapewne w obronie przed tymi ciągłymi pytaniami "Czemu jesteś wciąż sam/sama" odpowiadają "bo tak jest mi lepiej". Sama tak ściemniałam
(taka odpowiedź chroni przed drążeniem dalej tego tematu) i znam wielu mi podobnych ![]()
Choć to nie sprzecza się wcale z faktem że niektórzy naprawde mogą czuć się z tym dobrze
.
Na forum zadajemy tu raczej pytania czy możliwym jest być w pełni szczęśliwym w samotności, raczej odbieram to jako takie filozofowanie, mówić i pisać można wszystko, ale co naprawdę siedzi w sercu danej osoby.. tego się nigdy prawdopodobnie nie dowiemy.
i to tylko takie tam moje głośne rozmyślania, nie żadne sądy czy oceny
Niektórzy single twierdzą, że są szczęśliwi. Ale większość nie daje temu wiary. Ciekawe CZEMU wiedzą lepiej od autorów tych słów CO ONI czują
... ? a gdy dostają odpowiedzi na pytanie JAK, to się strasznie sierdzą
Sama mam właśnie taki problem... Sądzę, że jakoś ostentacyjnie nie zachwalam swojego życia w pojedynkę, a jednak bywa iż sparowane osobniki z mojego bliskiego otoczenia, czują nieodpartą potrzebę wyrażenia swojego współczucia dla mojego aktualnego stanu matrymonialnego
Oni uważają, iż oszukuję samą siebie twierdząc,że jestem szczęśliwa, bo to przecież niemożliwe żeby... mnie się natomiast wydaje, że oni przenoszą na mnie swoje lęki... ![]()
Ja sama po sobie wiem, że pakowanie się w związki nie jest dobre... tak robiłam jeszcze ponad rok temu, ale nie przyniosło to żadnego skutku. Spotykałam się z wieloma, byleby w domu nie siedzieć, bez sensu. Teraz myślę, że będę czekać na strzałę amora, bo nigdy nie wiadomo, co kogo spotka ![]()
...nie mam wystarczającej wiedzy by twierdzić na 100% że nie ma ludzi, którzy przez całe swoje życie ani razu nie zapragnęli by ktoś ich przytulił...
A singlom być może większość nie chce wierzyć, stąd choćby, ze na samym tym forum mamy masę nieszczęśliwych samotnych
, którzy zapewne w obronie przed tymi ciągłymi pytaniami "Czemu jesteś wciąż sam/sama" odpowiadają "bo tak jest mi lepiej". Sama tak ściemniałam
(taka odpowiedź chroni przed drążeniem dalej tego tematu) i znam wielu mi podobnych
Choć to nie sprzecza się wcale z faktem że niektórzy naprawde mogą czuć się z tym dobrze.
Na forum zadajemy tu raczej pytania czy możliwym jest być w pełni szczęśliwym w samotności, raczej odbieram to jako takie filozofowanie, mówić i pisać można wszystko, ale co naprawdę siedzi w sercu danej osoby.. tego się nigdy prawdopodobnie nie dowiemy.i to tylko takie tam moje głośne rozmyślania, nie żadne sądy czy oceny
Magdo - bardzo fajnie prowadzi się z Tobą dialog, bo WŁAŚNIE nie ferrujesz jednoznacznych wyroków (mimo, może nadużywania zwrotu wszyscy)...
INNY punkt widzenia - jak piszesz rozmyślania - są cenne dla wymiany zdań. Tyś ciekawa tych INNYCH i jam ciekawa... Stoimy jakby po 2 stronach bariery.
Co do samego forum, ma ono taka właśnie konstrukcję, że gromadzą się tu osoby "pokaleczone" raczej niż szczęśliwe jak szczygiełki
stąd może TAKA jednostronność spojrzenia. Z jednej strony mnie to irytuje, z drugiej lekko śmieszy ("a łyżka na to: NIEMOŻLIWE" - cytując reklamę
)
Bo ja mam sporo doświadczenia w byciu w związkach. Zatem próbowałam. Nie sprawdziło mi się, ale chyba wolno na tej bazie powiedzieć THANK YOU - wystarczy!?
OTÓŻ wg. niektórych - NIE!
Pytam się siebie prawie co dzień czy tak jest lepiej jak jest, czy było lepiej w okresach "sparowania"?
Wciąż TAK. Lepiej mi samej. Chociaż ja stara jestem - więc może nie mam zwyczajnie JUŻ takiej potrzeby?
Może właśnie dlatego, że mam te cechy autystyczne. Nie lubię ścisku i tłoku. Nie lubię domyślać się cudzych intencji. Nie lubię gierek związkowych i społecznych (intryg) bo się w nich zwyczajnie gubię i łatwo mnie nabrać. Czy czuję się zraniona? NIE.
A przytulanie się...? Da się załatwić nie będąc w związku ![]()
Więc, kontynuując dialog:
kiedy pragnienie bycia z kimś (przeważnie niekonkretnym, a wyobrażonym) zmienia się w OBSESJĘ?
Do tego stopnia, że uznaje się, iż inna opcja jest NIEMOŻLIWA?
Może właśnie dlatego, że mam te cechy autystyczne. Nie lubię ścisku i tłoku. Nie lubię domyślać się cudzych intencji. Nie lubię gierek związkowych i społecznych (intryg) bo się w nich zwyczajnie gubię i łatwo mnie nabrać. Czy czuję się zraniona? NIE.
A przytulanie się...? Da się załatwić nie będąc w związkuWięc, kontynuując dialog:
kiedy pragnienie bycia z kimś (przeważnie niekonkretnym, a wyobrażonym) zmienia się w OBSESJĘ?
Do tego stopnia, że uznaje się, iż inna opcja jest NIEMOŻLIWA?
Ja sama też nie lubię ścisku i tłoku, nie jestem na tyle przebojową osobą by się w nim przebić, a i nie odczuwam takiej potrzeby:) i też się gubię w tych wszystkich gierkach ![]()
Pozwolcie, ze i ja wtrace swoje trzy grosze w wasza dyskusje, jako ze jestem singielka od dwoch lat, i coraz lepiej mi w tym statusie.
Jestem singielka, czyli osoba, swiadomie i z wlasnej woli pozostajaca w " wolnym stanie".
Zastrzegam jednak w tym momencie, ze nie mowie " nigdy", jakby zostawiajac sobie bramke dla kogos, kto zaakceptuje mnie taka, jaka jestem, kto pokocha bezinteresownie, i wytrwa rowniez w tych zlych czasach razem ze mna.
Czy istnieje ktos taki ? Ktos, kogo w takiej samej mierze i ja bede umiala zaakceptowac?
Wybaczcie, nie potrafie odpowiedziec na te pytania...
Pewnie dlatego jestem singielka, bowiem wykluczam kazdy byle jaki zwiazek.
Przyznaje rowniez, ze z pomocy psychoterapeuty nie korzystalam, pracowalam jednak sama nad soba.
Dzisiaj wielce pomocne sa mi trzy umiejetnosci.
1. Nie myslec o tym, co minelo, nie myslec o przeszlosci.
Nie mamy bowiem wplywu na to, nie mozemy tego zmienic...mozemy jedynie zapomniec, zwlaszcza jesli przynosi to nam bol i smutek.
2. Pracowac nad wlasna samoocena.
Uswiadomic sobie, jak wiele walorow posiadamy, ktore czesto stlamszone sa w nas i zepchniete do najciemniejszych zakamarkow naszej podswiadomosci.
Niestety, zwlaszcza w polskiej mentalnosci ciagle pokutuje poglad, ze skoro samotna, bez meza czy kochanka, to znaczy, ze ma jakies " braki".
3. Nie porownywac sie i nie scigac z innymi ludzmi.
Robic to, co dla nas jest wazne i nie traktowac tego, co o nas mowia, bo mowic beda zawsze.
Przyznaje, trudne do opanowania sa te umiejetnosci, ale pozwalaja mi na odnalezienie sie w obecnym swiecie, na zycie bez strachu i szukanie szczesliwych " chwil". Bowiem wiadomo, ze szczescie to wcale nie "bylekto" u boku...
Niestety, na wszystko potrzeba nam czasu, jednym mniej, jednym wiecej, ale cierpliwosc jest cecha przynoszaca tylko pozytywne rezultaty.
Uwazam, ze lepiej i latwiej jest byc singlem i tylko od czasu do czasu tesknic...niz trwac w zimnym zwiazku, ktory zabija twoja osobowosc, i pozbawia szansy na bycie szczesliwym.
Skoncze swojego posta slowami Oskara Wilde. " Kochac samego/sama siebie - to poczatek romansu na cale zycie."
1. Nie myslec o tym, co minelo, nie myslec o przeszlosci.
Nie mamy bowiem wplywu na to, nie mozemy tego zmienic...mozemy jedynie zapomniec, zwlaszcza jesli przynosi to nam bol i smutek.
Akurat to nie prawda. Przyszłości zmienić nie można, ale już sposób myślenia o niej tak. Zresztą te wspomnienia, emocje, decyzje wpływają na naszą teraźniejszość, a w teraźniejszości kreujemy przyszłość, czyli nasze życie. Zapominanie nie działa. Przeszłość trzeba oczyścić korzystając z terapii lub autoterapii. Dopiero wtedy teraźniejszość ma szansę się zmienić.
Na haslo " obsesja" z braku partnera odpowiem krotko.
Jest to dzialanie wbrew wlasnej naturze i na wlasna szkode.
Osobiscie bedac targana tak silnymi i zlymi emocjami, skorzystalabym juz z pomocy psychoanalityka.
Marioosh666,
mow sobie, co chcesz i pisz rowniez, a ja pozostane przy swoich wyprobowanych metodach.
Roztrzasanie przeszlosci uwazam za strate czasu, a skutek tego zawsze jest taki sam...chandra albo i depresja.
Ten czas wole poswiecic na zmiane podejscia do swojego zycia, na zapisywanie w swojej podswiadomosci slusznych i korzystnych mysli, ktore maja wplyw na moja terazniejszosc i przyszlosc.
Przeszlosc juz zostala zapisana w naszej podswiadomosci i najczesciej skutkuje tym, ze nadal robimy w zyciu te same bledy...
Roztrzasanie przeszlosci uwazam za strate czasu, a skutek tego zawsze jest taki sam...chandra albo i depresja.
Rzecz w tym, żeby nie roztrząsać przeszłości, ale zająć się jej skutkami w teraźniejszości, a to różnica.
Ten czas wole poswiecic na zmiane podejscia do swojego zycia, na zapisywanie w swojej podswiadomosci slusznych i korzystnych mysli, ktore maja wplyw na moja terazniejszosc i przyszlosc.
I to ma sens! Ładowanie energią pozytywnych wzorców powoduje, że negatywne same odpadają. O ile nie są zbyt silne...
Przeszlosc juz zostala zapisana w naszej podswiadomosci i najczesciej skutkuje tym, ze nadal robimy w zyciu te same bledy...
Właśnie dlatego warto nad nią pracować wyciągając wnioski i uświadamiając sobie pewne rzeczy, bo wtedy przeszłość traci nad nami moc.
Ten czas wole poswiecic na zmiane podejscia do swojego zycia, na zapisywanie w swojej podswiadomosci slusznych i korzystnych mysli, ktore maja wplyw na moja terazniejszosc i przyszlosc.
Limetko, bardzo trafne myśli. Ja też zaczynam wszystko na nowo, jednocześnie pamiętając o tym co było. Skupiam się obecnie na teraźniejszości z jednoczesnym spojrzeniem w przyszłość. Stawiam sobie pytania: co chcę osiągnąć? Jak chcę by wyglądało moje życie? Ważne jest to jak się czujemy we własnej skórze, sami ze sobą. Bycie samemu "singlowanie" to może być najbardziej budujący czas w naszym życiu, lub najbardziej niszczący, gdy tylko żyjemy zamknięci w sobie otoczeni murem na świat.
marioosh666,
mam dziwne wrazenie, ze myslimy podobnie...
Jedynie samo wyrazanie tego, co czujemy i jak myslimy znaczaco sie rozni.
Maj32,
zgadzam sie z toba.
Singlowanie jest wspaniala metoda na to, by poczuc prawdziwa siebie, wiedziec, czego sie oczekuje od zycia i miec odwage do tego dazyc.
Powodzenia.
Bycie singlem często jest lepsze niż ryzykowanie i budowanie następnego związku. Po rozstaniu potrzebujemy czasu i wysiłku żeby się ogarnąć i często boimy się, że to co z takim trudem osiągnęliśmy możemy zburzyć na własne życzenie. Każdy musi zadać sobie pytanie czy lepiej ryzykować i szukać tej drugiej połówki czy lepiej cieszyć się tym co mamy.
Miałam podobnie. Też się bałam /nie chciałam być sama.
Próbowałam za wszelką cenę nawiązać jakieś znajomości, zbudować coś z niczego. I byłam nieszczęśliwa przez to wszystko, zdołowana, czułam się gorsza.
I , w zasadzie nie wiem czemu, ale w listopadzie postanowiła ,że schudnę( nie jestem jakaś gruba, ale mam brzuszek, co zawsze wpędzało mnie w niezadowolenie i kompleksy). Że zacznę dbać o siebie i swoje ciało. Kupiłam hula hop, zaczęłam codziennie ćwiczyć, a to przysiady, a to coś. Zaabsorbowało mnie to na tyle,że faceci stali mi się obojętni. A szeroki uśmiech wywoływało to ,że szorty z wakacji robią się za duże a nie fakt,że jakiś pan do mnie napisał czy coś tam.
Zupełnie przypadkiem poznałam faceta, teraz układa nam się dobrze,jestem zadowolona. I już się nie boję, nie boję się ,że mnie zostawi, będę sama. Bo wiem,że sama też potrafię być szczęśliwa. Chcę z nim być, ale nie za wszelką cenę. I to jest naprawdę ogromny komfort psychiczny przede wszystkim.
Najważniejsze to zaakceptować swoją sytuację i nie czuć się kimś gorszym. Mamy możliwość zajrzeć w głąb siebie, może coś zmienić ale nie po to żeby na siłę podobać się innym.
...już się nie boję, nie boję się ,że mnie zostawi, będę sama. Bo wiem,że sama też potrafię być szczęśliwa. Chcę z nim być, ale nie za wszelką cenę. I to jest naprawdę ogromny komfort psychiczny przede wszystkim.
I o to "żeśmy tę wojnę prowadzili" ![]()
Na haslo " obsesja" z braku partnera odpowiem krotko.
Jest to dzialanie wbrew wlasnej naturze i na wlasna szkode...
NIKT obsesyjnie chcący, za wszelka cenę i z determinacją, posiadać ową osławioną "drugą połówkę" (bo bez niej całością BYĆ NIE POTRAFI) nie robi tego wbrew własnej naturze czy dla poniesienia szkody... To jest chcenie aż do bólu, tak mocno że WSZYSTKIE inne wartości nikną z oczu.
A przyczyna leży chyba(?) w okropnym lęku przed samotnością... albo presją otoczenia ![]()
Ananasowa przestała się bać i ... wszystko się odmieniło ![]()
Strach jest strasznie destrukcyjny.
Dla mnie przeszłość jest wskazówką - dlatego, uważam, że nie należy jej zapominać a z niej czerpać... nauczkę.
Na przyszłość
By ewentualnych błędów nie powielać ![]()
Ja również nie mówię NIGDY/ZAWSZE co do obecnego stanu. Teraz mi dobrze, nie przeczę. Ale czy pozostanę samotna aż do śmierci nie wiedzą najstarsi indianie/górale ani ja sama
Nikt, nie wie, co się kryje za kolejnym zakrętem ![]()
Mam pytanie bo często była tu mowa o pogodzeniu się z przeszłością.
Nie potrafię zapomnieć o tym facecie który mnie olał, śni mi się co noc, mam jakieś lęki - budzę się w środku nocy przerażona itp, rozpamiętuję, analizuję co, dlaczego i z jakiego powodu wybrał kogoś innego, co jest ze mną nie tak).
Dzisiaj miałam sen że z nim mieszkałam a on przyszedł z tą kobietą i zrobiłam awanturę. Później wyszłam pobiegać czy się przejść i że na mnie zawalił się most. Obudziłam się w chwili jak na mnie spadał, spanikowana.
Z jednej strony wiem że jestem w porządku osobą, dbam o siebie i wszystko jakoś się kręci, z drugiej jest to zastanawianie się i lęk. Codziennie są momenty że mam łzy w oczach. Mam żal do niego że nie mówił nic że kogoś ma, pozwolił na to żebym się w nim zakochała a na koniec się przyznał ale nawet nie chciał ze mną rozmawiać. To sprawiło że poczułam się jak śmieć. Może nawet wykorzystał moją osobę żeby tamta była zazdrosna i się zdecydowała z nim znowu być.
Jak z tym sobie poradzić???
Przede wszystkim musisz sobie uświadomić ,że tamten facet to nic wartościowego. Nie umiał się zachować jak PRAWDZIWY MĘŻCZYZNA więc po co Ci ktoś taki?
Sama musisz wziąć sprawy w swoje ręce. Tamten epizod zamknięty. Nowy rozdział przed Tobą.
I to Ty wybierzesz czy zmarnujesz życie na zasmucanie się i przejmowanie , czy na bycie szczęśliwą.
Głowa do góry! Rób co kochasz i co sprawia Ci przyjemność!
Przede wszystkim musisz sobie uświadomić ,że tamten facet to nic wartościowego. Nie umiał się zachować jak PRAWDZIWY MĘŻCZYZNA więc po co Ci ktoś taki?
Sama musisz wziąć sprawy w swoje ręce. Tamten epizod zamknięty. Nowy rozdział przed Tobą.
I to Ty wybierzesz czy zmarnujesz życie na zasmucanie się i przejmowanie , czy na bycie szczęśliwą.
Głowa do góry! Rób co kochasz i co sprawia Ci przyjemność!
Dzięki za odpowiedź
Najgorsze jest to że pozornie nic złego nie zrobił. Wymówił się tym że znamy się zawodowo a on chciał chronić prywatność i dlatego nie mówił że kogoś ma (celebryta się znalazł od 7-u boleści, nie rozumiem po co tak chroni tę prywatność).
Jego przewinienia według mnie to:
- brak jakiejkolwiek informacji że kogoś ma przy ponad 3-letniej znajomości ze mną
- wprawdzie powiedział że kogoś ma jak go pierwszy raz pocałowałam ale później mówił że już się rozstali i zachęcał żebym znowu coś zadziałała dziwnymi tekstami typu że lubi odważne kobiety i że ten pocałunek był baardzo miły
- zapraszanie mnie, potem odwoływanie, przekładanie- robienie mi przykrości
- przy kolejnym pocałunku, pełna współpraca i zapewnianie że jest sam, że tamto dawno zakończone - co potem sprostował że kłamał
3 lata mi się podobał to się teraz męczę.
No ale spotykaliście się /byliście razem? Czy tylko go całowałaś?
Nie byliśmy parą, znałam go przez pracę. Dlatego niby może nie powinnam mieć pretensji że mi nie powiedział o swoim związku ale jakoś mam pretensję bo widział że mi zależy a udawał głupa...
Bycie singlem często jest lepsze niż ryzykowanie i budowanie następnego związku. Po rozstaniu potrzebujemy czasu i wysiłku żeby się ogarnąć i często boimy się, że to co z takim trudem osiągnęliśmy możemy zburzyć na własne życzenie. Każdy musi zadać sobie pytanie czy lepiej ryzykować i szukać tej drugiej połówki czy lepiej cieszyć się tym co mamy.
Singiel nie zakłada budowania czegokolwiek z kimś innym. Gdy zakłada to, przestaje być singlem.
Uważam, że zawsze lepiej ryzykować niż cieszyć się tym, co się ma, bo to jednak człowiek drugi najbardziej jest potrzebny. Czasem psychika musi odpocząć, ale to nie jest singielstwo lecz potrzeba bycia na jakiś czas samemu.
Skoro nie byliście parą a wcześniej zasugerował ,że kogoś ma, to na własną odpowiedzialność się wpakowałaś i dałaś sobie skopać tyłek. Przykro mi
Skoro nie byliście parą a wcześniej zasugerował ,że kogoś ma, to na własną odpowiedzialność się wpakowałaś i dałaś sobie skopać tyłek. Przykro mi
To trochę bardziej skomplikowane bo jak pierwszy raz mu napomknęłam ze chciałabym się spotkać poza pracą- nic na ten temat nie mówił że ma kogoś a powinien to zrobić już wtedy.
Przy pierwszym pocałunku powiedział, ale nazwał to nieoficjalnym związkiem, który raz jest raz go nie ma. Po czym jak go kolejnym razem widziałam powiedział że zakończył tamto, co uznałam za zachętę.
I po jakimś czasie pocałowałam go znowu, na co on się rozkręcił i chętnie na to przystał podtrzymując że tamto dawno zakończył. Było całowaniem, dotykanie. Mówił że mu się podobam i wiele komplementów.
..po czym..
Jak się kolejnym razem zobaczyliśmy to mówił że jednak jest, był i będzie w tym związku i nawet mają kupić razem dom.
Muszę to podkreślić: nie jestem osobą która pcha się w cudze związki, byłam nieświadoma tego!
Przeczytała resztę Twoich wątków. Bardzo desperacko chcesz z kimś być,stworzyć związek. A nie tędy droga
Przeczytała resztę Twoich wątków. Bardzo desperacko chcesz z kimś być,stworzyć związek. A nie tędy droga
Akurat z tą osobą to chciałam być za wszelką cenę bo mi się strasznie podobał i dużo o nim myślałam. Jeśli dla kogoś to desperacja, to niech tak będzie. Teraz mało komu chce się starać mimo przeciwności, wykazywać cierpliwość. Mi zależało więc to robiłam.
A czy ogólnie desperacko? Na pewno nie na zasadzie żeby być z kimkolwiek bo nie jestem w stanie być z kimś bez uczucia dla samego bycia. Nawet więc o takich kandydatach nie wypisuję na forum bo piszę tylko o rzeczach najistotniejszych dla mnie.
Anjess83 - jak MA CI SIĘ nie śnić i nie "przypominać" maniacko, jeżeli Ty obsesyjnie TYLKO o nim myślisz, i tylko TEN temat masz w głowie?
Czy Ty zauważasz w ogóle jakiś świat koło siebie, prócz TEGO jednego tematu?
Ps.
Singiel nie zakłada budowania czegokolwiek z kimś innym. Gdy zakłada to, przestaje być singlem.
Sorry - SINGIEL nie zakłada? Znaczy NIE DOPUSZCZA takiej myśli?
BO co? jest ograniczony i dlatego NIE PRZEWIDUJE, że "na świecie są rzeczy o których filozofom się nie śniło"?
WYBACZ, ale chyba mamy różne definicje "singlostwa"
Dla mnie w życiu WSZYSTKO jest możliwe. W tym rezygnacja księdza ze stanu kapłańskiego czy zrzucenie habitu przez zakonnicę. Ale to nie znaczy, że podejmowano poprzednie decyzje bezmyślnie i bez zastanowienia.
ŻYCIE = proces. Różne etapy życia = różna świadomość, dojrzałość, równowaga duchowa, potrzeby i pragnienia.
No chyba, że się chce komuś coś udowodnić swoją postawą, wtedy można upierać się do "us... śmierci" - BEZ opcji, że życie może jeszcze czymś zaskoczyć
KAŻDEGO. Uparcie "zaślepionego" też ![]()
ananaasowa_ napisał/a:Przeczytała resztę Twoich wątków. Bardzo desperacko chcesz z kimś być,stworzyć związek. A nie tędy droga
Akurat z tą osobą to chciałam być za wszelką cenę bo mi się strasznie podobał i dużo o nim myślałam. Jeśli dla kogoś to desperacja, to niech tak będzie. Teraz mało komu chce się starać mimo przeciwności, wykazywać cierpliwość. Mi zależało więc to robiłam.
A czy ogólnie desperacko? Na pewno nie na zasadzie żeby być z kimkolwiek bo nie jestem w stanie być z kimś bez uczucia dla samego bycia. Nawet więc o takich kandydatach nie wypisuję na forum bo piszę tylko o rzeczach najistotniejszych dla mnie.
Hej.
Dla Twojego zdrowia psychicznego czym prędzej musisz go sobie wybić z głowy. Wydaje mi się że za bardzo go sobie "wkręcasz ", idealizujesz go, sama podsycasz to swoje zauroczenie nim, no a on się wycofał, a ponadto nic znaczącego nie zaszło między Wami. Wiem, że każdy jego gest, każde dobre słowo jest dla Ciebie ważne. Wiem, bo ja reaguje podobnie w sytuacji gdy ktoś mi się naprawdę podoba. Ale potem też to rozpamietuje i przeżywam jak nic nie wychodzi. Taką mam naturę, ale z tym walczę bo to nie jest zdrowe. Skupiam myśli na czymś innym, próbuje myśleć realnie.
Poboli, przemyślisz, zrozumiesz, w końcu musi Ci się znudzić temat lub zwyczajnie się wkurzysz na siebie, czy na nie niego- nieważne. Ważne, że zapomnisz i się uspokoisz. I postawisz na siebie samą :)
No ok, Ty BARDZO CHCIAŁAŚ, on nie chcę - bo MA KOGOŚ, JEST W ZWIĄZKU.
Nie ma nad czym się zastanawiać , nie będziecie razem, sprawa zamknięta.
No ok, Ty BARDZO CHCIAŁAŚ, on nie chcę - bo MA KOGOŚ, JEST W ZWIĄZKU.
Nie ma nad czym się zastanawiać , nie będziecie razem, sprawa zamknięta.
Może kiedyś tam zapomnę. Nie mamy obecnie kontaktu. Mieszka na przeciwko mnie więc nie jest tak że go całkiem nie będę widywać z okna czy coś. Na razie go nie ma na szczęście bo gdzieś wyjechał.
Było ustalone że w styczniu wznowimy kontakt i dalej będziemy mieć lekcje (udzielałam mu korepetycji) ale chyba nic z tego.
Znając mnie, z rok się pomęczę.
Taa no to męcz sama siebie skoro nie umiesz inaczej.
Strony Poprzednia 1 2 3
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » Jak cieszyć się byciem singlem i nie szukać związku na siłę
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026