To teraz i ja Ci coś moja droga powiem.
Twój tekst to faktycznie żenada...jeśli starałaś się być dowcipna, to Ci po prostu nie wyszło.
Oboje zachowujecie się jak para głupich, niedojrzałych gówniarzy. Może i chcielibyśmy, ale albo się boimy, albo jesteśmy zbyt butni i uparci, by pierwszemu/-szej wyciągnąć rękę do zgody.
Co do Ciebie,niby zrozumiałaś błędy, a już na starcie czegoś nowego zaczynasz toczyć boje, kto bardziej skrzywdzony i kto o kogo powinien zabiegać, walczyć, itd.
Czyli, na chłopski rozum, nie zmieniło się nic z tzw. fundamentów.
Rozumiesz, ale nie będziesz głaskać...rozumiesz, ale też cierpisz, chcesz naprawić, ale nie umiesz się dogadać....ciągle jakieś "ALE'.
Phi, to takie proste, czemu i ja wcześniej nie wpadłam na pomysł z "ale"? Ale byłoby fajnie 
Wiesz, coś Ci powiem. Jestem, a raczej jesteśmy na etapie naprawiania naszego małżeństwa...ja i mój mąż.
Miałam podobny etap...może nie "ale", choć blisko. I co ? I gów.o!
Nic z tej naprawy nie wychodziło, dopóki nie poszłam po rozum do głowy, dopóki nie zaczęłam słuchać ludzi, czytać książek i ROZUMIEĆ swoich błędów...do dziś wiele ich robię i pewnie jeszcze długo robić będę, bo nie ma bata, w jeden dzień, tydzień nie zmienisz swoich dotychczasowych zachowań, nie przewartościujesz tego, co przez lat naście popełniałaś.
Wiem tylko, że mocno nad sobą pracuję, a praca nie kończy się na powiedzeniu mężowi: "tak, rozumiem swoje błędy" 
Oczywiście, żeby nie było, oboje musicie tego chcieć, bo w pojedynkę ni wulgaryzm nie dasz rady. Ani Ty, ani on.
Nie mówię, że facet bez winy...mówię że przyszłaś tu prosić o pomoc Ty, nie on, zatem zacznij słuchać i wcielać w życie...
Co do niemożności dogadania: zacznijcie ROZMAWIAĆ. Niestety jestem sobie w stanie wyobrazić jak te Wasze "rozmowy" wyglądają i nie dziwę się, że kompletnie nic z nich nie wynika.
Przewertuj forum, cokolwiek. Dowiedz się, jak faktycznie powinien wyglądać dialog.
Pokory życzę.