witam
jestem niedawno na tym forum,przeczytałam twoją historię blady i faktycznie jest mocno wszystko to pozakręcane,nie da się ukryć.Niemniej jednak co mnie uderza w tym wszystkim-kochasz żonę,dzieci a i takie odnoszę wrażenie,że ty dla niej tez nie pozostałeś obojętny.Pytałeś wcześniej czy miłość potrafi wygasnąć ot tak,nie wg mnie nie wygaśnie nagle.Są czynniki,które powodują w życiu przytłumienie jej.Moim zdaniem to jej zbyt dużo ludzi doradza co powinna zrobić a czego nie.A uwierz mi-nie ma nic gorszego niż zły doradca,który trafi się w odpowiednim momencie.Czytając twoje wpisy jest fakt-zawaliłeś kłamstwami,podważyłeś jej zaufanie do ciebie,poczuła,że całe życie to pasmo oszustw,krętactw i ciężko jej zaufać tobie ponownie.Jednak nic straconego,tak uważam.Śmiem tak mówić,ponieważ sama od ponad roku borykam się z decyzją odejść/ nie odejść po blisko 20 latach małżeństwa.Wiem,co przeżywała i przezywa twoja zona z ta różnicą,że mi zabrakło tzw. jaj,żeby wyjść z domu.Dzięki temu jednak,nasz związek zaczyna ewoluować.Po co ci to piszę?Po to,żebyś nie tracił nadziei i ducha walki.Jak pisałeś o żonie,że na rozprawie nie jest pewna swego,nie trzyma się już tak mocno swoich tez,to znaczy,że się waha czy dobrze robi.I to jest dobra wiadomość, bo jeśli się waha,to możesz zmienić jej nastawienie.Nie mówię,że to jest proste,bo nadużyłeś jej zaufania,ona też nie była fair zawierzając obcemu facetowi swoje problemy.Jednak warto skupić się nad przyszłością,natomiast z przeszłości powinniście wyciągnąć wnioski,poprawne wnioski dla waszego życia,dla was i dla dzieci.
Nie jest dobre to,że żona mieszka z rodzicami,jestem przekonana,że cokolwiek żona sobie nieraz przemyśli,chce zmienić na plus ciebie,rodzina nie pozwoli jej zapomnieć,nie pozwoli podjąć ''głupiej decyzji''np powrotu do ciebie.Wiesz tak naprawdę zdrowy rozsądek gdzieś tam jej podsuwa,nie bądź głupia,nie ufaj mu,bo znowu się sparzysz.Jednak sytuacja nie jest beznadziejna,ale wymaga zdecydowania i wysiłku,kolejnego wysiłku z twojej strony.Uważam,że dobrze byłoby,gdybyście mogli spędzić tydzień,nawet dwa sami,bez dzieci,bez pracy,bez rodziny,bez żadnych bodźców przeszkadzających wam w rozmowie o was,o waszym życiu przed i po rozłące.
Jako kobieta mogę podpowiedzieć,że my chcemy takiego zabiegania o nas,chcemy widzieć,że komuś naprawdę zależy na nas i nie kłamie nas.Myślę,że zona tez zauważyła twoje starania,że się uczysz,że mniej palisz,że chcesz ich widzieć.To nie jest tak,że jest na to obojętna,ale boi się ,zwyczajnie boi się,że znowu się zacznie to samo co wcześniej.
Rada dla was,tak celowo pisze dla was,bo nadal jesteście małżeństwem,które się pogubiło w życiu.Nie zawsze sobie umiemy poradzić z problemami co może odbić się na życiu emocjonalnym.
Potrzebujecie rozmowy,we dwójkę,szczerej,oczyszczającej,bez doradców,bez złości,bez gniewu i wzajemnych pretensji.
Może jest to dla ciebie niewyobrażalne,ale poproś żonę o taką rozmowę.
Czy jest możliwe,że wyjechalibyście na tydzień,tak jak świeżo upieczeni poślubieni i tam próbować wyjaśnić sobie,powiedzieć tak jak dzieci w przedszkolu o waszych odczuciach?Uwierz mi-taka rozmowa/rozmowy mogą zdziałać cuda,ale szczera naturalnie,wiem co mówię!Sama to przerobiłam na swojej skórze,po takim otwarciu się patrzysz na druga osobę innymi oczami.
Musisz tylko wierzyć,że się uda,nie poddawać się myśli,że to nic nie da.Nieprawda,mam prawie 40 lat,byłam przekonana,że już po moim małżeństwie,tylko rozmowy,szczere, nieustanne i chęć walki może coś zmienić.
napisz jak to widzisz 