No tak, zmylił mnie tytuł postu i sądziłam, że masz dylematy przed małżeństwem
Już nie ;/.Ale myślałam, ze jestem jakas dziwna ;/
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » religia a związek - problemy??
Strony Poprzednia 1 2
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
No tak, zmylił mnie tytuł postu i sądziłam, że masz dylematy przed małżeństwem
Już nie ;/.Ale myślałam, ze jestem jakas dziwna ;/
Podobne tematy
KaraBoska napisał/a:No tak, zmylił mnie tytuł postu i sądziłam, że masz dylematy przed małżeństwem
Już nie ;/.Ale myślałam, ze jestem jakas dziwna ;/
To też jest relatywne. Dla mnie dziwne są kobiety, które chodzą do ko
kończę... Do kościoła, jednocześnie stosują antykoncepcję, albo starają się o potomka metodą in vitro. Dziwne są katoliczki, które idą na egzorcyzmy na stadion piłkarski, albo te, które chodzą na zabawę halloweenową ze swoimi dziećmi, mimo że nie powinny, bo religia katolicka tego zabrania tak samo jak czytania Harry Pottera. Albo które uprawiają seks nie tak jak nakazują księża (wytrysk poza wykluczony) Hipokryzja czy głupota?
Dla mnie czy ktoś jest "dobry"czy "zły"nie ma zadnego zwiazku z religią.Wartości duchowe,sposób odnoszenia się do ludzi, postrzegania świata, bycie"dobrym" nie zalezy od tego,czy ktoś wierzy czy nie, a już na pewno, czy ktoś chodzi co tydzień do kościoła czy nie. Wzorce czerpie się z róznych źródeł, a nie tylko w czasie kazania (bo ksiądz powiedział i tak mam być, bez zadnych refleksji).Tylko przykre, że są osoby, dla niektórych gdy nie jesteś praktykujący (tj nie chodzisz do kościoła)albo ozgrozo jestes ateistą, to jest rówonzanczne z tym, ze nie masz zasad moralnych i nie kierujesz się w życiu zadnymi wartościami.Co za tym idzie, nie będziesz umiał wychowac dzieci , pokazać im, co jest złe a co dobre. A na pytanie, czu możemy porozmawiac o religii słyszy się:tu nie ma o czym rozmawiać, tu trzeba chodzic do kościoła, bo ksiądz daje wytyczne jak żyć. ;/
Posadzenie ateistow o brak zasad moralnych to jeszcze nic.
Kiedys podczas wydawaloby sie normalnej rozmowy z osoba wierzaca uslyszalam pytanie "a czy to oznacza ze wy czcicie Szatana?"
Szczeka mi opadla ale powiedzialam ze nie no co za podejrzenie....Na co uslyszalam "a czy wy jecie koty?".....
<szeka w dol po schodach z 10 pietra zlata>
Albo "po co wam teatry czy muzea? Wy i tak do nich nie chodzicie." ![]()
kończę... Do kościoła, jednocześnie stosują antykoncepcję, albo starają się o potomka metodą in vitro. Dziwne są katoliczki, które idą na egzorcyzmy na stadion piłkarski, albo te, które chodzą na zabawę halloweenową ze swoimi dziećmi, mimo że nie powinny, bo religia katolicka tego zabrania tak samo jak czytania Harry Pottera. Albo które uprawiają seks nie tak jak nakazują księża (wytrysk poza wykluczony) Hipokryzja czy głupota?
Nie wiem .Nie rozumiem tego. Dlaczego nie można wyznawać religii dla samej religii a nie "Bo ksiądz powiedział"?Przecież nie można być tak bezmyślnym.A może można?
Jest tez procent tych, co faktycznie czują wiarę i to jest dobre.
Posadzenie ateistow o brak zasad moralnych to jeszcze nic.
Kiedys podczas wydawaloby sie normalnej rozmowy z osoba wierzaca uslyszalam pytanie "a czy to oznacza ze wy czcicie Szatana?"
Szczeka mi opadla ale powiedzialam ze nie no co za podejrzenie....Na co uslyszalam "a czy wy jecie koty?".....<szeka w dol po schodach z 10 pietra zlata>
A w jakim wieku była ta osoba?
Jest tez procent tych, co faktycznie czują wiarę i to jest dobre.
Co konkretnie, jest dobre?
Jest tez procent tych, co faktycznie czują wiarę i to jest dobre.
Co konkretnie, jest dobre?
Chodziło mi o to, że jeśli ktos jest powiedzmy katolikiem, stosuje sie do przykazań i te de, chodzi na msze co niedziela i faktycznie się modli, ma jakieś przeżycia duchowe, a nie tylko "odbębnia"żeby sąsiedzi widzieli, dba o siebie , innych, jest tolerancyjny wobec innych wierzeń, słowem religia pomaga być mu lepszym dla siebie, rodziny, obcych, daje pewnego rodzaju optymizm , ukojenie-no to wtedy jest to dobre. Znam takich . ale to jednostki.
Co konkretnie, jest dobre?
Chodziło mi o to, że jeśli ktos jest powiedzmy katolikiem, stosuje sie do przykazań i te de, chodzi na msze co niedziela i faktycznie się modli, ma jakieś przeżycia duchowe, a nie tylko "odbębnia"żeby sąsiedzi widzieli, dba o siebie , innych, jest tolerancyjny wobec innych wierzeń, słowem religia pomaga być mu lepszym dla siebie, rodziny, obcych, daje pewnego rodzaju optymizm , ukojenie-no to wtedy jest to dobre. Znam takich . ale to jednostki."
Ja też stosuję się do przykazań, dbam o innych, jestem tolerancyjna wobec innych wierzeń ale to brak religii pomaga mi być lepszym dla siebie, rodziny, obcych i daje pewnego rodzaju optymizm i ukojenie. Jak widzisz to co wymieniłaś (oprócz mszy co niedziela, modlitwy) ma niewiele wspólnego z religią.
Ja też stosuję się do przykazań, dbam o innych, jestem tolerancyjna wobec innych wierzeń ale to brak religii pomaga mi być lepszym dla siebie, rodziny, obcych i daje pewnego rodzaju optymizm i ukojenie. Jak widzisz to co wymieniłaś (oprócz mszy co niedziela, modlitwy) ma niewiele wspólnego z religią.
No i widzisz dla Ciebie brak religii, a dla innego będzie to religia. W tym wypadku obydwie strony mają racje.
Jaguar napisał/a:Posadzenie ateistow o brak zasad moralnych to jeszcze nic.
Kiedys podczas wydawaloby sie normalnej rozmowy z osoba wierzaca uslyszalam pytanie "a czy to oznacza ze wy czcicie Szatana?"
Szczeka mi opadla ale powiedzialam ze nie no co za podejrzenie....Na co uslyszalam "a czy wy jecie koty?".....<szeka w dol po schodach z 10 pietra zlata>
A w jakim wieku była ta osoba?
28 wiosen ![]()
rossanka napisał/a:Jaguar napisał/a:Posadzenie ateistow o brak zasad moralnych to jeszcze nic.
Kiedys podczas wydawaloby sie normalnej rozmowy z osoba wierzaca uslyszalam pytanie "a czy to oznacza ze wy czcicie Szatana?"
Szczeka mi opadla ale powiedzialam ze nie no co za podejrzenie....Na co uslyszalam "a czy wy jecie koty?".....<szeka w dol po schodach z 10 pietra zlata>
A w jakim wieku była ta osoba?
28 wiosen
Zabrzmialo jakby miała ich 82.
Takie jest czasem ludzkie pojecie o ateizmie i ateistach ![]()
Ale takie antagonistyczne myślenie, jak nie bóg to szatan jest często obecne, nawet u dobrze wykształconych ludzi.
Jak słyszę coś takiego to przypomina mi się wizyta jakiejś dalekiej rodziny mojego partnera, małżeństwo lekarzy, z dobrze funkcjonującą własną praktyką, przy obiedzie były toczone rozmowy "na poziomie" i w pewnym momencie temat zboczył na leki homeopatyczne. I w tym momencie kobieta wygłosiła ognistą mowę, że to nie ma prawa działać z naukowego punktu widzenia, wymieniła ileś tam argumentów, które to potwierdzały. Całość skwitowała tym, że jeśli to nie ma prawa działać a działa,a moc tego działania nie pochodzi od boga to jest to moc szatana.
Jestem w związku w którym to ja chodzę do kościoła w każdą niedziele a moja druga połowa była na święta Bożego Narodzenia i Wielkanocy oraz w dzień moich urodzin kiedy to była zamówiona msza w mojej intencji.Mam 25 lat,on 28.Jesteśmy ze sobą półtora roku,długo czekałam na taką osobę jak on,osobę która będzie o mnie walczyć,będzie mnie kochała.Jedynym,jak na dzień dzisiejszy,nieporozumieniem między nami jest właśnie kwestia religii.Pomiędzy świętami o których wcześniej pisałam był ze mną parę razy i pojechał ze mną do Czestochowy w intencji mojej obrony (był to jego pomysł).Kiedyś nie wyobrażałam sobie byc z kimś kto nie jest praktykującym katolikiem ale teraz nie wyobrażam sobie być z kimś innym.Jest zaradny,pracowity,potrafi zrobić wiele rzeczy,nigdy nie odmówi mi pomocy,nie odmówi pomocy nikomu z mojej rodziny,nikomu z moich przyjaciół i tu często zadaje sobie pytanie co zrobić.Czy odpuścić i przystać na uczęszczanie do kościoła w święta.Dodam że nie jest przeciwny sakramentom.Powiedziałam mu otwarcie że nie zamierzam żyć z nim bez ślubu i że chce żeby moje dzieci były ochrzczone,przyjęły komunie świętą.On to rozumie.Kocham go i wierze że uda nam się przezwyciężyć tą różnice zdań.Dodam jeszcze że nie podoba się to moim rodzicom.Uważają że skoro mnie kocha i mu zależy to powinien ze mną chodzić.Nie wiem czy dobrze myślą....??Co sądzicie o tym wszystkim?
Aga303 - myślę, że to co rodzice myślą o tej sprawie ro rzecz drugorzędna, to rzecz mało ważna w sumie, bo to wasze życie.
Jakie jest nastawienie tego mężczyzny, co on myśli?
Widzisz, jak czasem chodzę, czasem nie. Od pewnego czasu chodzę, a czemu? Z prozaicznego powodu, bo moja połówka chodzi i lubi, a ja chodzę z nią, bo czemu nie? Bo to przecież godzina a znaczy wiele! I z czasem polubiłem to chodzenie, teraz chodzę nie dla kogoś a dla siebie. To niepowtarzalny klimat, to chwila rozmyślań nad życiem, to podziękowanie za to co jest lub prośba o coś co ma być. To coś niezmiernie ważnego.
Poza tym u mnie w kościele śpiewa pewna dziewczyna, przepięknie, bajkowo. To też ważne.
Myślę że On robi to dla ciebie, i to jest fajne, bo z czasem to będzie rutyną, spodoba się, o ile już nie i nie ma w tym nic złego.
Ja zawsze zarzekałam się, że jestem niewierząca. Tzn te "zawsze" to okres, w którym byłam z chłopakiem, który był "metalem" i tak mnie zaraził tą niewiarą. Gdy się z nim rozstałam - religia dalej wydawała mi się śmieszna, ale jak musiałam iść do kościoła (jakaś rocznica, święto - z babcią) to szłam, w duchu się śmiałam z tych ludzi wierzących, ale udawałam, że jest ok. Wiadomo, nie modliłam się jakoś specjalnie i przesadnie, po prostu stałam na mszy i czasem tylko coś pomrukiwałam pod nosem.
Związałam się potem z chłopakiem (moim obecnym). Jego rodzina jest silnie związana z religią. Ja mam rozbitą rodzinę, przez to chyba nie jest tak jak powinno być w kwestii mojej wiary. Oni siebie nawzajem szanują, rodzice są razem, są religijni, mój chłopak służy w kościele, od 6 lat chodzi na pielgrzymki... Bałam się w to angażować, w ten związek, bo wiedziałam, że to nas różni... Były rozmowy na ten temat, ale uczucie sprawiło, że chodzimy na pewnego rodzaju kompromisy...
On pokazał mi całą wiarę i kościół z innej strony. Ma wiele kolegów księży - niektórych znał zanim nimi się stali, a innych poznał już jako księży. Przerażała mnie jego "świętość". Ale on pokazał mi to z innej strony, mówił, że chodzi z nimi na imprezy, czasem idą na piwo, że to normalni ludzie. Zabrał mnie na spotkanie pielgrzymkowe i zauważyłam, że faktycznie oni nie siedzą i się modlą, ale gadają o wszystkim. Byłam w szoku jak wikary poczęstował mnie wódką. ![]()
Teraz jest tak, że on wciąż wierzy jak wierzył i chodzi do kościoła. Ja nie, ale jak już idę to jest ok. Już nie mam tych prześmiewczych myśli, że "ludzie są żałośni skoro wierzą". Po prostu jestem, ani mnie to nie rajcuje, ani nie przeszkadza. U niego w rodzinie jest ta tradycja, że w niedzielę do kościoła i się na to piszę. Tak samo jak jestem u moich ciotek i wiem, że w niedzielę idziemy do kościoła to podchodzę do tego już naturalnie.
Tylko problemem jest aspekty... ślubu. Zarzekałam się, że nigdy, przenigdy nie wezmę ślubu kościelnego. Ale teraz uważam, że wezmę, bo... bo tak się robi, bo to normalne, bo tak mnie wychowano. Nie spłonę, będę się cieszyć, ale jego boli to, że nie będę tego przeżywała aż tak jak on, że to w końcu przed Bogiem, w którego raczej nie wierzę, który mi wisi, że tak powiem...
Trochę się rozpisałam, ale chcę zaznaczyć, że naprawdę różnice w podejściu do wiary nie są aż tak istotne. Wszystko da się przejść. Chociaż wiem, że jestem dopiero na początku tej drogi, ale trzeba się otworzyć i iść na kompromisy. Wypośrodkować to. Nie chodzić codziennie do kościoła wspólnie, ale też powinnam uszanować to, że on czasem chce iść ze mną.
Dodam jeszcze, że mimo wszystko mój chłopak nie jest "święty", jest głęboko wierzący, ale wierzy po swojemu. Mimo służenia - (raczej) nie chodzi do komunii, nie zawsze w niedzielę jest w kościele, grzeszy (:D), nie wyznaje czegoś takiego jak "seks dopiero po ślubie", spotyka się z księżmi jak z normalnymi kolegami, na pogaduszki, na piwo. W sumie nawet mnie to cieszy, bo wiem, że jak idzie z nimi to nie zrobi nic złego. ![]()
A co do rodziny - moje babcie, ciotki itd. bardzo się cieszą, że taki jest, wiadomo.
A jego rodzice... raczej nie mają nic przeciw temu, mówią, że to nasza sprawa, a i tak jego mama cieszy się, że w ogóle z nimi idę do kościoła bez zbędnego gadania i marudzenia. ![]()
Ma on mylne zdanie na ten temat, źle to rozumie.Wydaje mi się, że nie potrafi rozróżnić "dewoctwa" od uczęszczania na mszę w niedziele.Chyba się tego boi,nikt z jego dawnego środowiska nie chodził do kościoła i on nie wie na czym to polega.Nie wie, nie chce się dowiedzieć, że to nic złego.Od jakiegoś czasu przymierzam się żeby pokazać mu rekolekcje dla osób niewierzących.Wiem, że nie będzie łatwo ale nie chce poświęcać nas z tego powodu.Nie chce też kogoś do czegoś zmuszać,czy stawiać ultimatum.
Ma on mylne zdanie na ten temat, źle to rozumie.Wydaje mi się, że nie potrafi rozróżnić "dewoctwa" od uczęszczania na mszę w niedziele.Chyba się tego boi,nikt z jego dawnego środowiska nie chodził do kościoła i on nie wie na czym to polega.Nie wie, nie chce się dowiedzieć, że to nic złego.Od jakiegoś czasu przymierzam się żeby pokazać mu rekolekcje dla osób niewierzących.Wiem, że nie będzie łatwo ale nie chce poświęcać nas z tego powodu.Nie chce też kogoś do czegoś zmuszać,czy stawiać ultimatum.
W tej sytuacji, to raczej namawiać na 1 raz na tydzień, to idzie przełknąć nawet jak się ziewa, jak się facet wkurza, bo żaden prócz idioty nie zostawi dziewczyny bo ciągnie go na mszę...
To raptem 50 minut, ładnie się ubierz, bo to ważna rzecz i ma iść, jak nie chce to ty też nie musisz co on by chciał. To jest szacunek i równouprawnienie.
Tak czytam ten wątek i co chwile radzi mnie zwrot "wierzący niepraktykujący", otóż czegoś takiego nie ma ktoś to kiedyś wymyślił ( z chęci samousprawiedliwienia się? ) i tak teraz każdy bezmyślnie powtarza.
Możesz być:
-wierzącym
-deistą
-ateistą.
Kazdy kto piszę, ze jest ?wierzący niepraktykujący? jest deistą bądź ateistą. Z tym, że ateista jest bardziej świadomy w kwestii wiary.
Wiara i moralność się nie wykluczają miałem w szkole średniej kolegę, który otwarcie twierdził, że jest ateistą a zasady moralne miał lepsze od tych którzy byli ?wierzący niepraktykujący? ...
Odświeżę wątek - może ktoś będzie szukał. Widzę, ze wiele młodych osób się wypowiada - pełnych nadziei. Ja mam za sobą kilkanaście lat związku małżeńskiego z ekstremalnym katolikiem. Jest coraz gorzej. To z wiekiem sie pogłębia - zakaz stosowania antykoncepcji, nieplanowane wobec tego dzieci, w kwestiach wychowania nie wspomnę - pełna tyrania. Narzucanie wszystkim religijności, nienawiść do innych narodów, zmuszanie do modlitwy, chodzenia do kościoła, zakazy oglądania w TV wszystkiego co uzna za niewłaściwe. W samochodzie możemy słuchać tylko Radio Maryja. Zastanówcie się kobiety zanim w taki związek wdepniecie...
ja jestem katoliczką, nie jakąś bardzo gorliwą ale praktykującą, wierzącą. czy wyszłabym za kogoś innego wyznania? jeśli to by był chrześcijanin to może ale za innowiercę np.hindusa, muzłumanina lub ateistę zdecydowanie nie. zbyt duże różnice kulturowe i poglądowe. w kwestii wychowania dzieci też. nie dałabym rady.
Ja jestem ateistką.
Czy związałabym się z kimś innego wyznania?
Tak.
Problem pojawiłby się gdyby były dzieci....
Jak je wychować?
Chyba w obydwu światopoglądach...
To teoria.Nie wiem jakby to wyglądało,gdyby faktycznie się wydarzyło.
Ja nie związałabym sie z osobą religijną. Sama nie podążam za żadną religią, ale też nie odrzucam duchowości i istnienia jakiegoś wyższego wymiaru, ale odrzuca mnie tzw zorganizowana religia. Moje doświadczenia z religijnymi ludźmi są takie, że w większości to albo fanatycy, z którymi nie da się rozmawiać, albo najgorsi hipokryci.
no właśnie w teorii da się wszystko zrobić a praktyka to weryfikuje. z dziećmi w tych kwestiach jest duży 'problem'. w przypadku ateizmu i wiary np. czy dać im wybór czy wpływać póki są małe. ciężki temat.
Mergi kolejny plus zbierasz. ![]()
Formalnie nie wypisałem się z kościoła, ale praktycznie nie wierzę w to co oni mówią i jestem ateistą,
Owszem mogę zgodzić się na ślub kościelny, ale jak chcę go jak niewierny.
A, że wtedy wymaga się podpisania papierka o wychowaniu dzieci w wierze katolickiej to zgodziłbym się jedynie pod warunkiem, że nie będzie dzieci...
Szczerze to jak nie ma dzieci to moim zdaniem problemu nie ma.
Ja tam mogę świętować Boże Narodzenie czy Wielkanoc.
Nawet mogę iść do kościoła z koszykiem na Wielkanoc, ale wychowywać dzieci w religii i ideologi, które uważam za szkodliwe to chyba jednak nie dla mnie, wg mnie to krzywdzenie dzieci, z drugiej strony dzieci takie czują się gorsze, bo nie dostaną nic na komunię, mikołaja (a kto powiedział, że ateiści nie mogą uznawać Mikołaja
).
Chociaż to wszystko tylko teoria, bo ostatnio byłem w stanie zgodzić się nawet na katolicki ślub i wychowanie dzieci w katolickiej wierze.
Oczywiście nie znaczy, że bym swoich poglądów też nie przemycał.
Także taka teoria, a praktyka już ostatnio mi pokazała, że to dwie różne sprawy. ![]()
Ja nie związałabym sie z osobą religijną. Sama nie podążam za żadną religią, ale też nie odrzucam duchowości i istnienia jakiegoś wyższego wymiaru, ale odrzuca mnie tzw zorganizowana religia. Moje doświadczenia z religijnymi ludźmi są takie, że w większości to albo fanatycy, z którymi nie da się rozmawiać, albo najgorsi hipokryci.
mam podobnie
a hipokryzja odrzuca mnie bardziej niż cokolwiek innego ![]()
Ja nie związałabym sie z osobą religijną. Sama nie podążam za żadną religią, ale też nie odrzucam duchowości i istnienia jakiegoś wyższego wymiaru, ale odrzuca mnie tzw zorganizowana religia. Moje doświadczenia z religijnymi ludźmi są takie, że w większości to albo fanatycy, z którymi nie da się rozmawiać, albo najgorsi hipokryci.
myślę, że nie ma co generalizować. ja znam osobę, która deklaruje się od jakiegoś czasu [ok 4 lata] jako ateista i obraża siedzące z nim przy stole osoby wierzące albo wyśmiewa obrzędy religijne. także to działa w obie strony. ale ateistów z prawdziwego zdarzenia, takich od dziecka,bardzo szanuje i uważam za osoby bardzo silne i mocne charakterem. nie wytłumaczą się tym, że Bóg tak chciał...
CatLady napisał/a:Ja nie związałabym sie z osobą religijną. Sama nie podążam za żadną religią, ale też nie odrzucam duchowości i istnienia jakiegoś wyższego wymiaru, ale odrzuca mnie tzw zorganizowana religia. Moje doświadczenia z religijnymi ludźmi są takie, że w większości to albo fanatycy, z którymi nie da się rozmawiać, albo najgorsi hipokryci.
mam podobnie
a hipokryzja odrzuca mnie bardziej niż cokolwiek innego
Też nie lubię hipokryzji, bo jak można szanować religię drugiej strony, kiedy ona nie szanuję sama swojej religii, bo wierzy np. wybiórczo?
Mergi kolejny plus zbierasz.
Formalnie nie wypisałem się z kościoła, ale praktycznie nie wierzę w to co oni mówią i jestem ateistą,
Owszem mogę zgodzić się na ślub kościelny, ale jak chcę go jak niewierny.
![]()
Ja tam mogę świętować Boże Narodzenie czy Wielkanoc.
Nawet mogę iść do kościoła z koszykiem na Wielkanoc, ale wychowywać dzieci w religii i ideologi, które uważam za szkodliwe to chyba jednak nie dla mnie
Też nie lubię hipokryzji, bo jak można szanować religię drugiej strony, kiedy ona nie szanuję sama swojej religii, bo wierzy np. wybiórczo?
hmmmm wybiórczo i wygodnie mówisz...
Mergi kolejny plus zbierasz.
Wilczek, a kiedy były pierwsze? ![]()
AloneWolf90 napisał/a:Mergi kolejny plus zbierasz.
Wilczek, a kiedy były pierwsze?
Pierwsze nie pamiętam, ale przedostatni na pewno był za stary typ telefonu. ![]()
Hahaha!
O mój stary wątek!
Zupełnie zapomniałam.
AloneWolf90 napisał/a:Mergi kolejny plus zbierasz.
Formalnie nie wypisałem się z kościoła, ale praktycznie nie wierzę w to co oni mówią i jestem ateistą,
Owszem mogę zgodzić się na ślub kościelny, ale jak chcę go jak niewierny.
![]()
Ja tam mogę świętować Boże Narodzenie czy Wielkanoc.
Nawet mogę iść do kościoła z koszykiem na Wielkanoc, ale wychowywać dzieci w religii i ideologi, które uważam za szkodliwe to chyba jednak nie dla mnie
AloneWolf90 napisał/a:Też nie lubię hipokryzji, bo jak można szanować religię drugiej strony, kiedy ona nie szanuję sama swojej religii, bo wierzy np. wybiórczo?
hmmmm wybiórczo i wygodnie mówisz...
Czyżbyś próbowała mi zarzucić hipokryzję?
Wiesz ja się sam nie zapisywałem do kościoła to nie będę się teraz wypisywał, zresztą jak wyjadę do Niemiec to problem sam się rozwiążę... To co napisałem to to co mogę zrobić dla drugiej (katolickiej) strony by żyła w zgodzie ze swoją religią, zresztą to co napisałem wystarczy by taka potencjalna partnerka była osobą wierzącą i nie była hipokrytką, wycięłaś mój fragment gdzie napisałem, że albo katolicki ślub albo bez dzieci...
filezila napisał/a:AloneWolf90 napisał/a:Mergi kolejny plus zbierasz.
Formalnie nie wypisałem się z kościoła, ale praktycznie nie wierzę w to co oni mówią i jestem ateistą,
Owszem mogę zgodzić się na ślub kościelny, ale jak chcę go jak niewierny.
![]()
Ja tam mogę świętować Boże Narodzenie czy Wielkanoc.
Nawet mogę iść do kościoła z koszykiem na Wielkanoc, ale wychowywać dzieci w religii i ideologi, które uważam za szkodliwe to chyba jednak nie dla mnie
AloneWolf90 napisał/a:Też nie lubię hipokryzji, bo jak można szanować religię drugiej strony, kiedy ona nie szanuję sama swojej religii, bo wierzy np. wybiórczo?
hmmmm wybiórczo i wygodnie mówisz...
Czyżbyś próbowała mi zarzucić hipokryzję?
Wiesz ja się sam nie zapisywałem do kościoła to nie będę się teraz wypisywał, zresztą jak wyjadę do Niemiec to problem sam się rozwiążę... To co napisałem to to co mogę zrobić dla drugiej (katolickiej) strony by żyła w zgodzie ze swoją religią, zresztą to co napisałem wystarczy by taka potencjalna partnerka była osobą wierzącą i nie była hipokrytką, wycięłaś mój fragment gdzie napisałem, że albo katolicki ślub albo bez dzieci...
czyli zgodzisz się na ślub katolicki lub w innej wierze [ja nie mam na mysli tylko katolików tylko wszystkich wierzacych w obojętnie Co i Kogo] jeśli nie będzie chciała dzieci? dobrze rozumiem?
p.s. wypisanie się z kościoła jest możliwe i jeśli komuś ciąży i przeszkadza to myślę, że warto to wziąć po uwagę. ![]()
AloneWolf90 napisał/a:filezila napisał/a:hmmmm wybiórczo i wygodnie mówisz...
Czyżbyś próbowała mi zarzucić hipokryzję?
Wiesz ja się sam nie zapisywałem do kościoła to nie będę się teraz wypisywał, zresztą jak wyjadę do Niemiec to problem sam się rozwiążę... To co napisałem to to co mogę zrobić dla drugiej (katolickiej) strony by żyła w zgodzie ze swoją religią, zresztą to co napisałem wystarczy by taka potencjalna partnerka była osobą wierzącą i nie była hipokrytką, wycięłaś mój fragment gdzie napisałem, że albo katolicki ślub albo bez dzieci...
czyli zgodzisz się na ślub katolicki lub w innej wierze [ja nie mam na mysli tylko katolików tylko wszystkich wierzacych w obojętnie Co i Kogo] jeśli nie będzie chciała dzieci? dobrze rozumiem?
p.s. wypisanie się z kościoła jest możliwe i jeśli komuś ciąży i przeszkadza to myślę, że warto to wziąć po uwagę.
Wiesz, nie wiem jak to jest w innych religiach, ale w kościele katolickim osoba niewierząca biorąc katolicki ślub musi podpisać deklarację, że w tej religii wychowa swoje dzieci, jak nie chcę być hipokrytą, dlatego tak stawiam sprawę, nie wiem jak to jest w protestantyzmie czy judaizmie, ale mnie po prostu chodzi oto, żebym uszczęśliwiając kogoś innego nie musiał być hipokrytą i łamać swoje własne zasady.
Poza tym na chwilę obecną raczej nie chcę dzieci, czy to się zmieni nie wiem...
Szkoda, że nikt mnie nie pytał czy chcę się tam zapisać... A tak apropo to czy się wypiszę czy nie, nie ma znaczenia jak w Niemczech, bo i tak dostanę tyle samo pieniędzy z konkordatu...
A i nie będę taszczył ze sobą dwóch świadków bo mają taki kaprys, a jak w Niemczech nie dostaną Kirchensteuera to jakoś nie potrzebują świadków i od razu wykreślają hipokryci....
filezila napisał/a:AloneWolf90 napisał/a:Czyżbyś próbowała mi zarzucić hipokryzję?
Wiesz ja się sam nie zapisywałem do kościoła to nie będę się teraz wypisywał, zresztą jak wyjadę do Niemiec to problem sam się rozwiążę... To co napisałem to to co mogę zrobić dla drugiej (katolickiej) strony by żyła w zgodzie ze swoją religią, zresztą to co napisałem wystarczy by taka potencjalna partnerka była osobą wierzącą i nie była hipokrytką, wycięłaś mój fragment gdzie napisałem, że albo katolicki ślub albo bez dzieci...
czyli zgodzisz się na ślub katolicki lub w innej wierze [ja nie mam na mysli tylko katolików tylko wszystkich wierzacych w obojętnie Co i Kogo] jeśli nie będzie chciała dzieci? dobrze rozumiem?
p.s. wypisanie się z kościoła jest możliwe i jeśli komuś ciąży i przeszkadza to myślę, że warto to wziąć po uwagę.
Wiesz, nie wiem jak to jest w innych religiach, ale w kościele katolickim osoba niewierząca biorąc katolicki ślub musi podpisać deklarację, że w tej religii wychowa swoje dzieci, jak nie chcę być hipokrytą, dlatego tak stawiam sprawę, nie wiem jak to jest w protestantyzmie czy judaizmie, ale mnie po prostu chodzi oto, żebym uszczęśliwiając kogoś innego nie musiał być hipokrytą i łamać swoje własne zasady.
Poza tym na chwilę obecną raczej nie chcę dzieci, czy to się zmieni nie wiem...
Szkoda, że nikt mnie nie pytał czy chcę się tam zapisać... A tak apropo to czy się wypiszę czy nie, nie ma znaczenia jak w Niemczech, bo i tak dostanę tyle samo pieniędzy z konkordatu...
A i nie będę taszczył ze sobą dwóch świadków bo mają taki kaprys, a jak w Niemczech nie dostaną Kirchensteuera to jakoś nie potrzebują świadków i od razu wykreślają hipokryci....
no i tu właśnie widać, że ateista z katoliczką może sobie podyskutować na poziomie, bez obrażanie się wzajemnie. ale na dłuższą metę poglądy są tak inne, że podtrzymuję swoje zdanie na temat związku z ateistą czy innowiercą. w moim przypadku jednak ewentualnie chrześciajanin a najlepiej katolik ![]()
Ja jestem ateistką.
Czy związałabym się z kimś innego wyznania?
Tak.
Problem pojawiłby się gdyby były dzieci....
Jak je wychować?
Chyba w obydwu światopoglądach...To teoria.Nie wiem jakby to wyglądało,gdyby faktycznie się wydarzyło.
Bardzo ciekawy wątek. Też jestem ateistą.
Czy związałbym się długoterminowo z kimś innego wyznania?
I tak i nie. tak - jeśli religia stanowiłaby dla tej osoby dodatkowy element życia. Nie- jeśli ustalałaby ona życie przez pryzmat nielogicznych prawideł prawa moralnego występującego w każdej możliwej religii. Wolę opierać się na współczesnych filozofach i ludziach nauki.
Natomiast nie stanowiłoby dla mnie problemu wzięcie ślubu w obrządku religijnym, ponieważ uważam, że to tradycja - element kultury, tak samo jak co roku zasiadam z rodziną do wigilii ![]()
Jak wychowywać dzieci? Absolutnie nie w nurcie religijnym. Wychowywałbym na rozsądnych i krytycznie myślących ludzi, którzy sami zweryfikowaliby czy chcą należeć do jakiejś religii.
Moje doświadczenia wskazują, że "najgorszy sort" to typowi religijni hipokryci. Wiem, ostro, ale trafiłem na co najmniej na dwie takie osoby i przejawiały identyczne zachowania. Z jednej strony obnoszą się z faktem wyznawania wiary, jeżdżą na spotkania religijne, biorą udział w jakichś wydarzeniach, same pierwsze zadają pytanie o twoje podejście do spraw wiary (oczywiście odpowiedź odmienna niż "jestem bardzo wierzący" sprawia, że pojawia się dystans, bo ad hoc czują się lepsi), opowiadają o jakichś religijnych dogmatach... A potem okazuje się, że seks przed ślubem to nie problem, okłamywanie bliźniego również, czy traktowanie innych bardzo nie po chrześcijańsku jest OK. Nie mogę znaleźć innego określenia jak hipokryzja - a jej w szczególności nie znoszę.
Strony Poprzednia 1 2
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » religia a związek - problemy??
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026