Witam! Od pewnego czasu dręczy mnie dziwna sytuacja i nie mialam z kim o tym porozmawiać(bo gdy rozmawiam z przyjaciółkami-to mówią jedno-zostaw to za sobą!). Może nie chcę ich posłuchac dlatego, że coś czuję do tego faceta.
Sytuacja wygląda następująco. W lipcu poznałam chłopaka-Dawida. Poznaliśmy się w dość dziwny sposób, na wakacyjnej imprezie.
On z Warszawy, ja z Poznania. Poznaliśmy się nad morzem, podczas mojego miesiecznego pobytu, a jego tygodniowego wypadu(uwaga!) z rodzicami. Dodam, że ma 23 lata. Pewnej imprezy dostrzegłam, go z kolegami, ktorych tam poznał. I o dziwo! Nie oglądał sie za kobietami, ani z nimi sie nie bawil. Pomyslalam, ze z kims byl, ale gdy go zaczepilam okazało sie inaczej. Wszystko super, imprezy, spacery itd. Wrócił do warszawy, myslalam, ze to koniec wakacyjnej znajomosci, a tutaj niespodzianka! cały czas utrzymywalismy kontakt, nawet po powrocie do Wawy, wrocil do mnie po kilku dniach. I tak spotykalismy sie co weekend. Kazdy piatek, sobota, niedziela, czasami tez poniedziałek razem. W tygodniu mimo, że oboje pracujemy, telefony nie przestawały swiecic...
Aż do niedawna.
NIe wiem czym spowodowane, nie widujemy sie tak czesto. rozumiem dojazdy moga byc problemem i nawet nie wymagam co tygodniowego spotkania.
Moge przystać na co drugi weekend.
Ale dreczy mnie to o czym teraz napisze.
Nie piszemy ze sobą już tak czesto-on tłumaczy, ze ma duzo zajec w pracy. Rozmawiamy przez telefon codziennie wieczorem,a le to juz nie sa takie same rozmowy. Coś sie zmieniło i ja nie potrafie okreslic co...
Do niedawna(ten stan trwa od dwoch tygodni) mowil, pisal, ze za mna teskni, jak bardzo mu zalezy itd. ja nie pozostawalam mu dłużna, bo też szczerze mu o tym mowila.
Poczatkowo, moze po miesiacu znajomosci, sam on mial do mnie probelm, ze nie uzywam w stosunku do niego czulych słow... Teraz robie to ja, a on nie. Nie wiem co sie stalo ?
Jestem załamana. Od kilku dni chodze jak struta, bo on nie chce ze mna o tym rozmawiac, twierdzac, ze zrobimy to jak sie spotkamy. A mi bardzo na nim zalezy i chce miec jasna sprawe. Bo przeciez nikt nie lubi byc oszukiwany! Gdy juz dochodzi do spotkania to nie ma ochoty o tym rozmawiac, bo:"widzimy sie tak krotko, a Ty poruszasz takie glupie tematy". Nie wiem, moze nie potrafi ze mna o tym porozmawiac. Dodam, że rozmawia(rozmawiało) mi sie z nim jak z nikim innym. Od poczatku znalezlismy wspolne tematy i nigdy sie nie nudzilismy ze soba.
Przecież gdyby nie chcial ciagnac tej znajomosc, to chyba nie fatygowałby sie przyjezdzajac tak daleko, prawda?
Kurcze, jestem bezsilna w tej sprawie. Sama sobie wszystko tłumacze, tak jakbym chciala, zeby bylo. Czyli caly czas tłumacze go.
Może wiecie co powinnam zrobić, albo powiedziec? Bo ja już sie powoli poddaje, chociaz, on jest osoba, na ktorej powaznie mi zalezy. I dla mnie te kilometry nie stanowia problemu.
Ahh zapomniała, wczoraj, gdy chciałam z nim rozmawiać zbył mnie tym, ze jego kolezanka wyjezdza na rok za granice i chce sie z nia spotkac i pozegnac... Wiem, ze kazdy ma znajomych i nie powinnam robic problemu, ale on zrobil to w taki sposob, ze zrobilo mi sie bardzo przykro. Kurcze, znam juz jego (połowe) znajmoych i rodzine, bo to jest niewykluczone, gdy spotykamy sie np. u niego w domu, podczas gdymieszka z rodzicami.
Czy ja moze wyolbrzymiam sprawe? Czy faktycznie cos jest nie tak? Jak myslicie, co powinnam teraz zrobic? Ale zrobic, aby bylo dobrze? Bo cholernie chce z nim nadal być... I ostatnie pytania: jak mam z nim rozmaiwac? Skoro przez telefon nie, osobiscie tez nie, bo szkoda czasu ? Wiem, ze zwiazek na odleglosc jest trudny, ale nie wiedzialam, że aż tak...
Podobne tematy
Związek na odległość to trudna sprawa,sama ją przerabiałam.Wytrzymałam w takim stanie prawie 2 lata.
Może kogoś poznał ?Może faktycznie ma dużo zajęć w pracy ?A może sprawdza Cię ?
Wytrzymalam? Rozumiem, ze związek się skonczył?
Faktycznie, moze kogoś poznal. Ale w takim razie po co fatyguje się z przyjazdami?
Każdy dzien w tygodniu jest do dupy...a gdy tylko przyjedzie, jest tak, jakby idealnie bylo cały czas... tak jakby to co dzialo sie w tygodniu, nie mialo miejsca. Z tym,ze ja nie potrafie tak puscić tego w niepamieć, bo siedze, gdy go nie ma i mysle co jest nie tak. Mimo pracy znajduje czas zeby myslec, co on teraz robi.
Zawsze znalazl 5 minut na rozmowe, chocy podczas glupiego lunchu. Lub przed praca.
Jesli wystawia mnie na jakies proby, to jaki jest ich cel?
Tak,związek się zakończył,ponieważ mój facet nie był w stanie wytrzymać i znieść tego,że oprócz niego mam również znajomych.Przez te dwa lata prawie w ogóle nie wychodziłam z domu do znajomych,ciągle byliśmy razem tylko we dwoje.Na początku mi to pasowało,później irytowało.Do tego był okropnie zazdrosny.Głupia rozmowa telefoniczna przy nim z wieloletnim (i zajętym do tego !) przyjacielem potrafiła wywołać awanturę na pół dnia.W końcu nie wytrzymałam i zostawiłam go.Później dopiero zdałam sobie sprawę,że już od kilku miesięcy nie czułam do niego nic : ani miłości ani nienawiści.
Pytasz jaki jest cel jego ewentualnego wystawiania Cię na próbę.Myślę,że może chce się przekonać czy naprawdę aż tak mocno Ci na nim zależy,że widzenie się co drugi weekend czy krótkie rozmowy telefoniczne nie wystarczają Ci.Może się mylę,ale z Twojego opisu Dawida wychodzi na to,że to naprawdę w porządku facet,więc nie sądzę,by zdrada wchodziła w grę.
Chcialabym, żeby było tak jak piszesz.
Zastanawia mnie jedna sprawa. Mianowicie, zdałam sobie sprawę, że to ja go pytam zazwyczaj(ostatnimi czasy) kiedy przyjedzie. Może za bardzo naciskam? Ale z drugiej strony to, pamiętam, jak powiedzial, ze gdyby mu nie zależalo, to nie przyjezdzałby tak daleko.
Z tym, ze teraz już tego od niego nie słyszę.
Uff... już sama nie wiem, co o tym wszystkim mam myśleć
Ale jednego jestem pewna: napewno nie jest ok.
6 2011-09-21 14:27:03 Ostatnio edytowany przez Bullinka (2011-09-21 14:30:00)
Byc moze minal u Was pierwszy moment motylkow.
Nie moze byc jednak tak, ze na wazne rozmowy nie macie czasu.
Jestescie daleko od siebie i skoro nie potraficie dogadac sie przez telefon to musicie robic to osobiscie. Musicie miec czas na omowienie roznych spraw a on zachowuje sie jakby Wasze spotkania nadal byly wakacyjnym wypadem i wszystko mialo byc wlasnie takie super.
Mialam kiedys podobna sytuacje, ale nauczylam mojego Misia, ze na wszystko musi byc czas, na przykre rozmowy tez. I tak w lipcu minelo 3,5 roku jak jestem w zwiazku na odleglosc. Dzieli nas 540 km...
edit: co do pytan o przyjazd: nieraz on sie dopytuje kiedy przyjade, nieraz ja-roznie bywa. Zapytaj go czy mozecie ustalic jakis weekend na spotkanie i nie bedziesz musiala sie dopytywac, bo wszystko bedzie zaplanowane. Mozecie tez wstepnie ( nieraz pozniej nie wyjdzie i trzeba przelozyc) podczas spotkania ustalic sobie nastepna date.
Post przeniesiony:
Od dokładnie 2 tyg. mój facet przestał(nie całkowicie), ale przestał się do mnie odzywać.
Nie mieszkamy od siebie 20km., abyśmy mogli porozmawiać w cztery oczy, dlatego staram się do niego dzwonić.Sprawa wygląda następująco, odkąd pojechal do domu( w weekend, ktory był-było idealnie), odzywał się do mnie zaledwie kilka razy w ciągu dnia, nie wspomnę, że w ogóle nie rozmawialiśmy, bo wiecznie zapracowany i zmeczony...
Skoro, nie mogłam z nim porozmawiać napisalam do niego, co by może się wysilił na jakiekolwiek wytłumaczenie.
Po czym odpisał, że nie mam tak pisać, bo wszystko jest ok. I znów przestał sie odzywać...
Rozmawiając z nim w sobote, stwierdził, że wszystko jest jak bylo, tylko ma wiecej pracy i ze bardzo mnie przeprasza, za to, że się nie odzywa do mnie tak często.Ale problem wrócil z początkiem tego tygodnia. Już nie mogłam wytrzymać, bo niestety należę, do osób, które potrzebują rozmów i (nie mogąc się z nim wczoraj skontaktować telefonicznie) napisałam, ze mam już dość, że z kazdym dniem przez niego cierpie(choć on o tym doskonale wie) i, że On-zawsze mimo, iż uważał się za doroslą osobę, zachowuje sie jak dziecko. I chciałabym, aby znalazł choć odrobinę odwagi, żeby powiedzieć, co się stało.
Bo dla mnie jest to niewytłumaczalne. Jest wszystko idealnie, a jednak coś się zmienilo... sadze, że nie bez przyczyny.Rozumiem, że to z pewnością, jest koniec tego zwiazku, ale mi na nim strasznie zależy i niestety zakochalam sie w nim...
I nie jest to strach, przed tym, że bede sama, bo wiem, że predzej czy pozneij znajdzie sie inny.
Ale to jego zachowanie mnie tak boli, że nie moge spać w nocy, nie moge sie na niczym innym skupic, jak mysleniu o nim i o tym co sie dzieje, nie moge nic zjesc, bo stracilam apetyt. W pracy siedze przy biurku i potrafię cały czas wpatrywac sie w jeden punkt...I niestety to nie mija...
Co mam w takiej sytuacji zrobić ?
Porozmawiać z nim? Tylko w jaki sposob, skoro on ciagle jest zajety?
A gdy juz napisze, co mi lezy na sercu, to wiadomość zwrotna od niego wyglada tak:Czy nie moglibysmy porozmawiać, wydaje mi sie, że bedzie łatwiej niż pisac... ale skoro Ty wolisz pisac to Twoj problem. -problem jest taki, że on nie ma czasu rozmawiac.
Prosze doradzcie co mam zrobić, bo kompltnie przez niego zwariuje.
A gdy juz napisze, co mi lezy na sercu, to wiadomość zwrotna od niego wyglada tak:
Czy nie moglibysmy porozmawiać, wydaje mi sie, że bedzie łatwiej niż pisac... ale skoro Ty wolisz pisac to Twoj problem. -problem jest taki, że on nie ma czasu rozmawiac.
Czy nie możesz w takim razie do niego zadzwonić od razu po takiej wiadomości? Lub napisać mu "zadzwoń do mnie teraz"? Jeśli ma czas odpisać, to i ma czas porozmawiać. A zresztą - co to za tłumaczenie, że "nie ma czasu rozmawiać". To jeść i chodzić do toalety także nie ma czasu? Rozmowa przez telefon to nie jest coś, na co trzeba sobie rezerwować połowę dnia.
czasem takie naciskanie nie ma sensu...
Podczas mojego związku, to ja zawsze się pytałam kiedy się spotkamy, czemu już tak często nie dzwoni... to do niczego go nie zmobilizuje (chyba, że na kilka dni)
Później wszystko wracało do poprzedniego stanu... faceta nie zmusisz
będzie pamiętał żeby do Ciebie zadzwonić dopiero w tedy kiedy za Tobą zatęskni...
Nie masz już czasem dość ciągłego pytania kiedy, dlaczego itd? Czasem trzeba zaryzykować... nie odzywać się tak jak i on... jeśli zrozumie to będzie ok, jeśli nie... tzn że przestaje się starać...coś czuć...chociażby tęsknotę
Miałaś rację - Odpuściłam sobie tak jak on... I sam zaczął się odzywać.
W tym czasie(ponad tydzień milczenia) zdalam sobie sprawę, że potrafię obyć się bez niego. Gdy już zdałam sobię sprawę, że nie bedzie wiecej "nas" i oswoiłam się z tą myślą-On się odezwał, że tęskni, że nie potrafi tak dłużej się nie odzywać itd.
Postanowiłam dac nam jeszcze jedna szanse. Szczerze, gdy się odezwał to mialam metlik w głowie i nie wiedziałam czy nadal, ale juz wiem, że byłam w nim zakochana i to w ogóle nie minęło. Było jak zawsze idealnie... Aż pewnego dnia, znów zamilkł i tak milczał kilka dni. Nie mogłam tego znieśc i odezwalam się do niego. On totalnie mnie "olał", bo gdy pisałam- nie odpisywał. Wieczorem po pracy zadzwoniłam do niego, a on nie odbierał, więc postanowiłam, ze nie chce przezywac tego drugi raz. I napisałam do niego co myślę, że to był błąd, że znowu zaczęliśmy się spotykać bo mi na nim bardzo zalezy i boli mnie jego zachowanie... On odpisał do mnie, że ma czas (np.) miedzy 14, a 15 i jak chce pogadac to mam zadzwonić.
Podczas rozmowy powiedział mi, ze taka odległość to dla niego problem, ale (uwaga!) chciałby się spotykać! -byłam tak załamana, bo wiem, że ten zwiazek byl idealny, z mojej jak i z jego strony. Dogadywaliśmy się "bez słów", cały czas wisielismy na tel. widywaliśmy się prawie co weekend... a on po jakiś 4 dniach od ostatniej wizyty tak mi mowi
Powiedzialam, mu, że musze to zaakceptować i nie bede do niczego zmuszac, bo chce, żeby on był szczęśliwy. On jak na złość nastepnego dnia zaczal ze mna rozmawiać jakby nigdy, nic sie nie stalo, jakby nie było tej rozmowy.
Wiecie co jest najgorsze? Że niby odległość mu zaczeła przeszkadzac, kiedy to on na poczatku mnie przekonywal, ze to sa tylko 3h jazdy i jestesmy razem, że przez prace (nawet gdybysmy mieszkali w jednym miescie) nie moglibysmy sie widywac codziennie. Po tym wszystkim, gdy chce o nim zapomnieć, on dzwoni do mnie, rozmawia jak zawsze, mówi, jak to bardzo za mna teskni itd. Postanowiliśmy spotkać się, co by wszystko wyjaśnić i pogadac jak dorośli ludzie...
Teraz mija trzeci tydzień odkąd się nie widzimy, bo on ciągle jest zajęty. Nie pracą, bo w weekendy nie pracuje. Gdy mieliśmy się spotkać to zachorował i nie chciał się widzieć, bo woli w takich chwilach być sam
Zrozumiałam to, teraz mamy się spotkać to nagle zachorowała jego mama... Ciągle przeklada nasze spotkanie
Tylko, co ma mama do spotkania? ;/
Kurde, dziewczyny! Zależy mi na nim... cholernie.
Ale nie chce być tak traktowana. Bo przez te 3 tyg. On raz się odzywa, a raz nie. Ja nie wiem już o co mu chodzi. Bo gdy już rozmawiamy, to on niby nie chce, abym ja się teraz jeszcze bardziej angazowala ( bo wczesniej on chce pogadac i ze mna wszystko ustalic
), ale mówi mi, że chcialby być teraz przy mnie itp.
Jedno przeczy drugiemu
Co mam zrobić w tej sytuacji?
Witaj Alice_21,
Sama jestem w związku na odległość ponad 3 lata, i dopiero po dłuższym czasie wszystko stało się stabilne i takie jak być powinno,choć nadal żyjemy na odległość, jest pewnie jak nigdy wcześniej.
Po pierwsze powiem Ci,że musisz grubo przemyśleć, czy chcesz się w to wszystko bawić.
Związek na odległość jest dużo trudniejszy. Więcej łez,samotności, trudniej się dogadać na odległość, mogłabym tak wymieniać bardzo długo. Ale plus jest taki, że jeśli podocieracie się w takim związku, potem na pewno wytrzymacie wszystko.
Nie ma recepty ani prostego wytłumaczenia- kochasz go i to porządny facet,to nie rezygnuj z tego, takie jest moje zdanie. Wyluzuj i daj związkowi po prostu istnieć. Faceci tak mają, że po pierwszym "WOW" nagle przestają okazywać tyle uczuć, przestają tak tęsknić i zabiegać o kobietę. Szczególnie, jeśli Ty odwalasz całą robotę okazując mu te uczucia i zabiegając o Niego,pytając kiedy przyjedzie itd. Żyj własnym życiem, naucz się być szczęśliwą bez niego, znajdź sobie pasję, spędzaj przyjemnie i miło czas bez niego. Niech on o tym wie i niech wie, że nie jest całym Twoim życiem i możesz być szczęśliwa również bez Niego, to go z pewnością przyciągnie do Ciebie. Nie łatwo nauczyc się być samej szczęśliwą, jeśli serce ciągnie gdzieś daleko, coś o tym wiem.. ale jak już się tego nauczysz i przestaniesz tak tęsknić, dołować się i zamartwiać, będzie tylko lepiej dla Was obojga. Problem zwykle polega na tym, ze kiedy przechodzi to "wow" to w normalnym związku ludzie się widują jednak i to zaspokaja w kobiecie chociaż to minimum bliskości i uczuć jakich potrzebuje od partnera, chociaż chłopak nic nie robi tylko "jest". W związku na odległość facet który przestaje już tak latać dookoła jak na początku i nagle trochę odpuszcza, zabiera wszystko, dziewczyna nagle nic nie dostaje, i tego cholernie brak, a żeby poczuć jakąkolwiek bliskość chłopak musi sam coś zrobić. To go z pewnością męczy i zdał sobie sprawę w co się wpakował, może się boi, że temu nie podoła bo tego nie rozumie.
Nie wiem, może sam doszedł do wniosku, że lepiej będzie jeśli znajdziesz sobie kogoś blisko, kto będzie mógł spotykać się tyle ile Ty byś chciała. Jeżeli chcesz przywrócić w nim wiarę w związek, jeśli sama takową masz, daj mu do zrozumienia, że nie wymagasz niczego, smsków, deklaracji kiedy przyjedzie itd. i że akceptujesz związek jakim jest i wszystkie trudności jakie za nim idą.