"Mój chłopak jest Ateistą, ja jestem zastanawiająca się. Wierzę w jakąś siłę wyższą, ale nie wiem co nią jest i czy w ogóle ona jest, nigdy też się tego nie dowiem, no chyba, ze po śmierci mi sie objawi. Mimo wszystko chcę ślub kościelny, bo dla mnie ślub wiąże się z przezyciem duchowym, od wieków przeżycia duchowe kojarzą się z religią." - no takie podejście mnie zawsze rozkłada na łopatki, Twój facet jest nie wierzący, ty sama nie wiesz w co wierzysz, no ale nie w Boga, a przynajmniej nie wiesz w co i może się nie dowiesz za życia, ale zamierzasz wziąć ślub kościelny dla duchowego przezycia ;-) O matko, to nie prościej wziąć ślub w jakimś "uduchowionym miejscu", ale bez księdza? Albo w kościele innej wiary, no bo w końcu i kościół np. u prawosławnych można nazwać takim miejscem, ba nawet z wyglądu są dużo ciekawsze niż te zwykłe katolickie. Zresztą, aby duchowo przezywać tą chwilę wcale nie potrzebujesz księdza pałętającego się w pobliżu. W końcu jak Ty nie poczujesz tego "uduchowienia" chwili to ksiądz za Ciebie tego nie zrobi
A poza tym które z Was będzie składało przysięgę przed Bogiem? No bo, że żadne, to raczej nie przejdzie. Widzisz, Ty mi się wydaję chcesz ten ślub w kościele dla sukienki, pewnie wymagań rodziny, oczekiwań znajomych, a nie dla siebie samej. Może trochę odwagi w życiu z głoszeniem swoich poglądów, skoro wierzysz w coś, nie wiadomo co, to po co Ci ślub kościelny? No serio pytam. Dla wszelkich zobowiązań w naszym kraju wystarczy przecież cywilny, bo chociaż niektórzy o tym zdaje się nie pamiętają, to jednak nasz kraj wg Konstytucji jest świecki.
Mój post nie jest w żadnym razie jakimś atakiem na Ciebie, ale może chociaż zastanowisz się nad tym co piszesz.
I nie odnosząc tego już konkretnie do Ciebie, jest to właśnie o czym pisałam, jest dużo ludzi, którzy nadużywają dzisiaj określenia "ateista" w stosunku do siebie. A łatwiej jest gadać niż mieć odwagę i rzeczywiście postępować tak jak się głosi, a nie robić tego "co wszyscy robią". Bo wszyscy biorą ślub w kościele, to ja też, ale żeby nie było, jakby co to jestem ateistą, więc nie będę słuchał głupot, o których tam gadają. (wyłączam sytuacje ślubów kościelnych dla drugiej, wierzącej strony)