Nie qanti. Jest bezsilny. Zły. Pełen nienawiści i żalu. Przez
To jest agresywny i nieobliczalny.
Ty go próbujesz prostować. Robić z niego takiego syna jakiego ci potrzeba.
A obok masz męża.. Który jest źródłem problemów.
Przeciez twój syn.. Biorąc pod uwagę twojego męża.. To anioł...
Podobne tematy
To całym źródłem problemów jest mąż i jego picie alkoholu tak . Chyba masz racje. Co ją mam robić. Dziś znowu leży i od 8 rano pije piwo. Pije tak od piątku. Tylko we dziś kontaktuje. Syn pojechał do kolegi. Ją jadę do koleżanki . Mąż nie rozmawia ze mną mówi ze mogę zostawi. Nie chce słuchać już go i jadę autobusem. Będę ok. 19 spowrotem i niewiem co będzie dalej. On dopiero w środę idzie de pracy ma 3 dni . To 3 dni nie będzie pił.
qanti
tkwisz w takim zyciu od lat.. nie zmienisz go czarodziejską różdżką
ale po prostu wspieraj syna
a jak kiedyś dorośniecie, dojrzejecie, on założy rodzinę - powiesz mu - przepraszam, że nie miałam odwagi zmienić naszego życia, że naraziłam cię na takie dzieciństwo, przepraszam bo byłam słaba
zawsze cię kochałam i chciałam dla ciebie jak najlepiej
qanti - co możesz zrobić? kochaj swojego syna, kiedyś, jak będziesz mieć okazję- powiedz mu - NIE MUSISZ być taki jak ojciec
masz wybór
nie musisz byc agresywny jak on -= masz wybór
jesli będziesz taki jak on, kiedyś ktoś będzie czuł do ciebie to, co ty teraz czujesz do swojego ojca
chcesz tak żyć? nie musisz. masz wybór
zawsze będe cię wspierać.
Aż sie popłakałam jak czytałam Twoja odpowiedź. Nieraz mu mówię żeby nie był taki nerwowy jak jego ojciec. Ciężko mi tylko zrozumieć ze syn traktuje mnie jak koleżankę nieraz. Wszystko ma gdzieś. Jak pytam to nie odpowie nieraz. Albo każe mi wyjść z pokoju. Zrobiłam wczoraj zupę ma obiad . On mówi ze nie będzie jadł zupy. I szuka niewiadomo co . Nic nie mówiłam . Dopiero wieczorem gdy znowu przyszedł i pyta co może zjeść to mówię ze zupa została. A on ze ma ją w du....
265 2014-03-04 14:25:44 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2014-03-04 16:02:14)
no i wiesz.
ja bym powiedziała - nie chcesz, to nie jedz. twoja sprawa, twój żołądek
to, że przy tobie klnie, to inna sprawa - ale nie wiem, jak się do siebie odnosicie
może okreslenie - w dupie jest normą..
i tyle...
i nie mów mu, żeby nie był taki nerwowy jak ojciec
mów mu, NIE MUSISZ BYC TAKI JAK TWÓJ OJCIEC, MASZ WYBÓR
czujesz róznice?
nie mów - jestes taki jak ojciec, nie bąrdz taki jak ojciec - bo to sugeruje - że uważasz, że taki jak ojciec jest..
mów - pamiętaj, możesz być sobą, nie musisz... masz wybór
Qanti nigdy nie jest za pozno zeby cos zmienic . Coś o tym wiem. Już 4 miesiąc jak zmieniam siebie a wraz tym zmienia się wszystko wokół.
Wiem jak trudno Ci zebrać siły ale da się.
Trzeba się tylko zastanowić na czym nam zależy i na tym się skupić.
Macie racje. A jeśli chodzi jak sie odnosimy do siebie to syn do mnie różnie. Dziś na przykład jak pytałam gdy zszedł na dól to bez nerwów odpowiadał. A często odnosi sie nerwowo. Albo nic nie mówi tylko każe mi wyjść gdy wejdę do jego pokoju. Albo że mnie to nie obchodzi. Często ma różne oddzywki. Niektóre to jak do koleżanki. Teraz będę bardziej stanowcza w tym co robię czy mówię. Przychodzi do syna koleżanka i przy niej jest inny, da sie to zauważyć.
Jesteś zazdrosna o jego podejście do koleżanek??
))
Nie co Ty ![]()
Mój ostatnio zbuntowany... Głupi rodzice codziennie zwracaja uwagę na to samo.. I nie rozumieją ze sprzątanie biurka jest np. Bez sensu.
Jestem na etapie "umowy" - konfrontacji Uzgodnienia na czym zależy dwóm stronom i dojścia do porozumienia...
sie okaże czy młopdy zrozumiał naszą postawę
ppowiedziałam mu, że sa dwie opcje
albo będziemy go traktować tak, jak on chce być traktowany - jako człowieka "prawie dorosłego", odpowiedzialnego
albo będziemy go traktować jak niedorosłego gówniarza
chcemy go traktować szanując jego dojrzałośc - ale ona oznacza, że nie możemy mu codziennie przypominac o porządku w pokoju, ani o tym, że jak jest sam, to ma zadbać o porządną kolację dla siebie itp..musi pamiętać, że dzisiaj to on zadecyduje o swojej przyszłości i jakości zycia. więc nie będziemy mu powtarzać, że nauka jest wazna
ale jesli nie zobaczymy, że tak go faktycznie mozna traktować, to będziemy stosowac gówniarskie szlabany i inne dziwne metody wychowawcze
zrozumie?
sie okaże czy młopdy zrozumiał naszą postawę
ppowiedziałam mu, że sa dwie opcje
albo będziemy go traktować tak, jak on chce być traktowany - jako człowieka "prawie dorosłego", odpowiedzialnego
albo będziemy go traktować jak niedorosłego gówniarzachcemy go traktować szanując jego dojrzałośc - ale ona oznacza, że nie możemy mu codziennie przypominac o porządku w pokoju, ani o tym, że jak jest sam, to ma zadbać o porządną kolację dla siebie itp..musi pamiętać, że dzisiaj to on zadecyduje o swojej przyszłości i jakości zycia. więc nie będziemy mu powtarzać, że nauka jest wazna
ale jesli nie zobaczymy, że tak go faktycznie mozna traktować, to będziemy stosowac gówniarskie szlabany i inne dziwne metody wychowawcze
zrozumie?
Tez taki przekaz dajemy i to jest sprawiedliwe wg. mnie
U młodej (młodszej od twojego.) to zależy od dnia , nastroju i jaką nogą wstanie
Co dzień inaczej , każdy tydzień tez paranoiczny skrajnie różniący się od poprzedniego.
W jednym dniu ,czy tygodniu jest tak jak to na ogół powinno wyglądać regularnie, a na zajutrz ,czy zaczynając nowy tydzień już zaczynają się jakie strajki ,ale i fochy się pojawiają
Czyli jeden wielki MIX
mox
a ja tez mówię męzowi
jak młody fuka pod nosem, prycha i robi miny -TO NIE REAGUJ
bo to tylko woda na jego młyn
gierki emocjonalne
ja komunikuję - czego oczekuję
i nie wdaje się w rozważania typu - znowu mam to robic, to bez sensu,. czy mruczenie pod noem
lekceważę, omijam szerokim łukiem, nie zauważam...
młody osttanio znalazł sposób
jak mój mąz cos od niego chce -zwraca mu uwagę- to młody zawsze mówi - OK!
czyli - "masz syf w pokoju? a młody OK?
wynieś smieci - a młody OK
znowu zostawiłeś ręcznik na podłodze
a młody OK
żeby nie było wątpliwości -nie idzie za tym zwykle ( a na pewno nie od razu) - działanie..
mąz mówi - nie ok tylko zrób to
młody - OK
heheheheh;))
a jak stary się wpienia na młodego i mówi - czemu tego nie robisz.. to młody odpowiada - alez przecież już to robię, powiedziałem OK...
nieźle co??![]()
Witajcie. U mnie nadal nic się nie zmieniło. Byłam na zebraniu w szkole. I pani mówiła że do czerwca ma syn robić zadania domowe i brać udział w lekcji bo inaczej nie będzie mógł chodzić trzeci rok. Wtedy żadna szkoła tu już go nie przyjmnie tylko do pracy już. Mówię to jemu a chyba ma gdzieś. Jest pewny siebie i myśli że gadam mu głupoty. Tak chciał się uczyć a wszystko olewa. Cały rok nie robi zadań domowych. Ma przez te 2 miesiące się poprawić. Niewiem co będzie.
275 2014-04-08 08:30:18 Ostatnio edytowany przez qanti (2014-04-08 08:34:54)
Witajcie. U mnie nadal nic się nie zmieniło. Byłam na zebraniu w szkole. I pani mówiła że do czerwca ma syn robić zadania domowe i brać udział w lekcji bo inaczej nie będzie mógł chodzić trzeci rok. Wtedy żadna szkoła tu już go nie przyjmnie tylko do pracy już. Mówię to jemu a chyba ma gdzieś. Jest pewny siebie i myśli że gadam mu głupoty. Tak chciał się uczyć a wszystko olewa. Cały rok nie robi zadań domowych. Ma przez te 2 miesiące się poprawić. Niewiem co będzie. W domu nic się nie zmieniło. Siedzi w swoim pokoju i wygląda to tak że ma wszystko gdzieś. Po szkole przyjeżdża z koleżanką i siedzą. Na tyle dobrze że ma koleżankę i jest spokokny. Niewiem jak będzie dalej. Jak go wołam że coś potrzebuje czy coś to ma gdzieś. Straszne to. A jeszcze ta szkoła niewiadomo .
Cześć dawno nie zaglądałam cieszę się że jesteście, szkoda że problemy też pozostały.
Co mogę powiedzieć co dzisiaj mi się nasunęło to może to że zbyt mocno się przejmujesz... Wiem że to trudne nie myśleć ale czy musisz? Czy nie warto wyluzować? Nie odpuścić ale zająć się sobą w sensie pomyślenia o sobie i swoich potrzebach które sama sobie jesteś w stanie ofiarować?
Idą święta, przyszla wiosna może fryzjer, wymiana garderoby cokolwiek co odciągnie Cię od problemów.
Taki wypoczynek może dobrze wpłynąć również na Twoje relacje z innymi. Życzę samych miłych doznań i przyrostu sił. Taka odbudowa pomoże dźwigać wieksze ciezary przy mniejszym wysiłku.
Quanti. Ja sadze ze nie wychowass nagle syna który czuje sie prawie dorosły.. Trochę za późno. Możesz mu tylko swoją postawa i wyborami pokazać wzór. Więc może faktycznie pora skupić sie na sobie... Zadbać o siebie. A jakie jest twoje życie qanti? Czy ty czasem tez nie siedzisz biernie całe dnie w swoim pokoju i nie robisz nic żeby zadbać o swoje życie i swoją przyslosc?
Ja rozumiem.
Ty po prostu chciałas żeby on miał inaczej niż ty. Postanowilas ze ty jesteś nieważna ze sie poświęcisz dla niego ale on będzie inny i bbedzie żył inaczej. A on?? A on nie chce.
Twojego poświęcenia. Nie docenia tego. Nie odplaca ci dobrem i perspektywami dla siebie.
Więc może warto- zacząć w końcu żyć dla siebie?
278 2014-04-12 18:51:25 Ostatnio edytowany przez qanti (2014-04-12 21:16:47)
Masz racje. Ja siedzę w domu żadko idę do koleżanki, bo póżniej mam awanture jak mąż pijany , a pije często (3- 4 dni w tydodniu pijany jak bąk ). Zależ ile dni pracujemy. Bo robimy po 3, 4 dni w tygodniu , resztę wolne i pije . Nie myślę o sobie zostawiam siebie na pożniej. Martwię się o syna. Niewiem czy będzie mógł chodzić jeszcze rok, mówię żeby robił zadania domowe. Jak pytam to nic nie odpowiada. Przypominam mu zeby robil to wtedy pani zauważy zmianę. On nic nie mówi mi. Niewiem. Denerwuje się tym że jak nie będzie mógł już uczyć się tylko do pracy to też nie będzie chciał szukać i iść. Może się myle , niewiem tego się boję.
Masz racje. Ja siedzę w domu żadko idę do koleżanki, bo póżniej mam awanture jak mąż pijany , a pije często (3- 4 dni w tydodniu pijany jak bąk ). Zależ ile dni pracujemy. Bo robimy po 3, 4 dni w tygodniu , resztę wolne i pije . Nie myślę o sobie zostawiam siebie na pożniej. Martwię się o syna. Niewiem czy będzie mógł chodzić jeszcze rok, mówię żeby robił zadania domowe. Jak pytam to nic nie odpowiada. Przypominam mu zeby robil to wtedy pani zauważy zmianę. On nic nie mówi mi. Niewiem. Denerwuje się tym że jak nie będzie mógł już uczyć się tylko do pracy to też nie będzie chciał szukać i iść. Może się myle , niewiem tego się boję.
I co zrobisz nie pójdziesz za niego przecież. . .
To już jego wybór .
Piszesz że siebie na później a co będzie poźniej?
Czy zdążysz jeszcze? A po co czekasz co Ci to da?
Czy nie jest tak że Ty tylko czekasz?
Nie martw się tak. Dokończy szkołę jak zmądrzeje.
Tak wiem. Ale niewiem czy dobrze napisałam czy mnie dobrze zrozumieliście. Chodzi o to , że syn jest taki pewny siebie wszystkiego. Teraz do czerwca ma pokazać w szkole że mu zależy i ma robić zadania domowe. Jak pytam czy robi to nie odpowiada tylko daje muzykę głośniej lub słuchawki do uszu. Jak nie będzie robił i nic z siebie nie pokaże to nie będzie chodził trzeci rok. Bo pani jego mówila że jak ma chodzić tylko po to aby chodzić to nie będzie. On nic mi nie mówi. Jak nie będzie mógł chodzić to wtedy juz tylko do pracy. A boję się że jak będzie miał szukać pracy to bedzie miał to gdzieś. Że nie będzie chcial. A mąż nie pozwoli siedzieć przy kompie nic nie robić ani szkoły ani pracy. To już dorosly czlowiek w lipcu skończy 18 lat. Więc nie może nic nie robić, ani szkoły ani pracy.
Witajcie, też mnie tu dłuższy czas nie było i jak stwierdziła któraś z dziewczyn, problemy pozostały, niestety. U mnie także, chyba juz się robi podobnie jak w domu qanti, czyli zero porozumienia z synem, burczenie pod nosem, nieodpowiadanie na pytania, totalna olewka wszystkiego i wszystkich. To jest nie do zniesienia. Na szczęście szkoła i praktyki zawodowe jeszcze się liczą, ale ja, ojciec i siostra - nie. Dom - hotel, tu się jedynie śpi i je. Probuję to olewać ale nie zawsze mi sie udaje, wiem, że syn dorasta i ma swoje życie, ale czemu calkiem nas ignoruje?
Hmmm... radzić nie mogę, recepty nie posiadam .
Powiem tylko tyle, że zmieniłam swój stosunek do problemów. Zdjęłam z siebie ciężar odpowiedzialności za wybory moich dzieci i żyje mi się lżej. Mogę rozmawiać przedstawiać swój punkt widzenia jednak wybór pozostawiam im. Opowiadam oczywiście jakie mogą być negatywne skutki złego wyboru ale najlepiej człowiek uczy się na własnych błędach. Ta życiowa prawda przemawia często najskuteczniej.
Co jeszcze? Czekać cierpliwie aż głupi wiek minie? Nie oceniać, trzymać się własnego zdania i czekać na efekty bo nie ma nic gorszego jak wyręczać kogoś z życia. Nie ma co przyzwyczajać pociech do niekończącej się opieki, skończyły się czasy socjalizmu-pora na kapitalizm.
Może i efektu wielkiego nie będzie ale im mniejszy stres z naszej(matek) strony tym i potrzeba przeciwstawiania się wydaje się być mniejsza. Takie przynajmniej mam odczucia. Nie martwię się też na zapas bo jak to mówią jak sobie pościelą tak też się wyśpią. Im wcześniej poczują niewygodę tym szybciej będą chcieli to zmienić.
To znów tylko moja opinia w której oczywiście mogę się mylić jednak mnie ta zmiana póki co zadowala a młodzież cóż niech kombinuje co z tym fantem zrobić.
Chyba masz racje. Tylko ja nie umie żeby nie myśleć o synu. Niewiem jak się tego nauczyć. Zawsze wszystko robiłam z myślą o nim. Niewiem.
Czy jestem! masz rację w tym co piszesz ale to wcale nie jest proste w wykonaniu. Ja też nie umiem mysleć o synu, o tym co robi, wiem i on wie, że jak sobie pościele to tak sie wyspi, ale mi się wydaje, że niestety on nie dokońca wie, że może sie właśnie niewyspać i tu jest problem, bo przecież jestem matką i moją rolą jest pokazywać mu dobrą drogą, nie narzucać ale pkazywać. Wiem, że on ją odrzuca, że ma swój punkt widzenia, we wszytkim inny od mojego i mysli, że wszystko wie najlepiej. I sama nie wiem, czy uczy się na własnych błedach, a sporo ich popełnia. Smutne.
Mimo wszystko życzę Wam wszystkim pogodnych i miłych świąt z Waszymi dziećmi i rodzinami ![]()
Dziewczyny ja też myślę tak jak jak Wy, martwię się lecz nie biorę na siebie całej odpowiedzialności. W tym wieku już tylko rozmawiam. Też myślę,że oni uważają,że wiedzą najlepiej a my wiemy że jednak mogą się mylić. Trudno, i nam się to zdarza.
Tak czy inaczej nie wiem że przez te naście lat zrobiłam wszystko jak umiałam najlepiej żeby dobrze ich wychować i wszystkiego nauczyć. Teraz mam już niewielki wpływ na plon. Pora przejść do partnerstwa, współpracy współistnienia, to już praktycznie odrębne istoty ludzkie tyle że na naszym utrzymaniu. ![]()
Rodzinnej atmosfery przy stole, mało zgrzytów, wiele ciepła i radości. Niech przyjdzie nowe, wykiełkuje zielonymi kolorami nadziei i niech dojrzewa aż do wydania owoców.
Będzie dobrze, przecież kochamy nasze dzieci ( może aż za bardzo?).
Właśnie. My się staram myślimy o dzieciach a one mają wszystko gdzieś. Ciężko tak żyć.
U mnie źle się dzieje. Wczoraj syn wrocił do domu o 21.11, mial być na 21. Na przywitanie awantura, wyzwiska i skonczyło się wyrzuceniem syna z domu. Jak powiedział ojciec, dostał za calokształt, za te wszystkie spóźnienia, za nieposłuszeństwo, za korzystanie z domu jak z hotelu.
Dzwoniłam do syna, nie odbierał tel, nie odpisywał na smsy.
Jest południe drugiego dnia. Nie wiem, gdzie jest, co się z nim dzieje, nie mam z synem kontaktu.
Ojcies syna zadowolony, uważa, że dobrze zrobił, obwinił mnie za takie postepowanie syna, obmówił do rodziny, przedstawił się jako ofiara domowa a ja, syn, ci najgorsi.
Nie wiem, co mam robić, syn nie wiem gdzie jest, z mężem nie da sie rozmawiać, wyżywa się na mnie.
spóżnił się 11 minut?
ile ma lat?
system nakazowo rozdzielczy nie działał, to ojciec wyrzucił go z domu?
okropne...
a kwestia dogadania się
ustalenia reguł
kompromisu
pytania, spóźiłes się trzeci raz. uwazam, że jak coś ustalamy to się tego trzymamy..
ale jak podejrzewac, to Wy ustalacie, a on ma się dostosowac
qanti - tekst o tym, że zyjesz dla dziecka troszczysz się, a dziecko tego nie docenia -= jest nie w porządku
bo nie po to to robisz, żeby ci się dzieciak odwdzięczał
i fakt, że tak sie poświecacie, myslicie tylko o nich i dla nich -= wcale o was dobrze jako matkach nie świadczy..
rozumiecie?
to nie na tym polega bycie matką - nie na ciągłym "MATKOWANIU"
polega na uczestniczeniu w tym, jak dziecko zaczyna być dorosłe i dawanie mu coraz większej przestrzeni na samodzielnośc i konsekwencje....
a wy kurczowo trzymacie się tych swoich nastolatkó - bo nic innego nie macie - mąż do dupy, praca nieinteresująca, brak czasu na wolny cxzas i brak pasji bo nie ma czasu..
pustka
zgadza się?
samotnośc, pustka i jedno wielkie usprawiedliwienie które wystarczało przez kilkanaście lat -ROBIĘ TO DLA DZIECI
a te dzieci juz więcej nie chcą...
i jest problem
piesek. a co ty robisz w tej sytuacji??
czy twój synb zawiódł się tylko na ojcu, czy także na matce, która go nie bronbiła, nie staneła po jego stronie, nie powiedziałą, że reakcja ojca jest przesadzona?
czy twój syn uciekł z domu i jest wściekły, rozżalony i samotny, bo nawet TY - nawet ty - jego matka, nie zrobiłas nic, by go "uratować?
czy zdradziłaś swoje dziecko?
ze strachu przed mężem?
czy uważasz, że mąż zrobił dobrze?
czy akceptujesz jego decyzje?
czy poświęciłas syna dla świętego spokoju??
U mnie źle się dzieje. Wczoraj syn wrocił do domu o 21.11, mial być na 21. Na przywitanie awantura, wyzwiska i skonczyło się wyrzuceniem syna z domu. Jak powiedział ojciec, dostał za calokształt, za te wszystkie spóźnienia, za nieposłuszeństwo, za korzystanie z domu jak z hotelu.
Dzwoniłam do syna, nie odbierał tel, nie odpisywał na smsy.
Jest południe drugiego dnia. Nie wiem, gdzie jest, co się z nim dzieje, nie mam z synem kontaktu.
Ojcies syna zadowolony, uważa, że dobrze zrobił, obwinił mnie za takie postepowanie syna, obmówił do rodziny, przedstawił się jako ofiara domowa a ja, syn, ci najgorsi.
Nie wiem, co mam robić, syn nie wiem gdzie jest, z mężem nie da sie rozmawiać, wyżywa się na mnie.
Rodzice ?!
Kiedy mąz wyrzucił syna z domu, byłam w łazience, bałam się z niej wyjść, nie obroniłam syna, rzuciłby się także na mnie. Potem pobiegłam za synem i złapałam go w autobusie. Prosiłam, by wrócił ze mną do domu. Nie zgodził się. Wróciłam sama.
W domu była awantura, teraz ze mną, że tak wychowałam i teraz mam, wyzwiska na syna na te k..., ch..., itp. I że ja głupia go bronię.
Nienawidzę męża, nienawidzę go za to, że nigdy nie potrafił rozmawiać z wlasnym dzieckiem, że każdy problem nie rozwiazywała rozmowa tylko kończyła się awanturą.
Nigdy się nie dogadamy.
Syn ma ojca charakter, jest nieustępliwy, mam w domu dwie bomby, zawsze robiłąm za tą gaśnicę, czyli tłumiłam konflikty w zarodku. Teraz to wybuchło i dostało się synowi i mnie, bo cierpię strasznie....
Syna wciąż nie ma.... jest godzina 20.
Parę godzin temu wysłał mi smsa: wrócę dziś, nie dzwoń, nie pisz....
Trzymam kciuki piesku.
292 2014-04-24 22:31:44 Ostatnio edytowany przez qanti (2014-04-24 22:41:49)
Jak czytam to co pisze Piesek to widzę to samo co t mnie jest. Maż z synem prawie wcale nie rozmawiają. Mają takie ramę charaktery i ciągle krzyczą. Maż o wszystko się czepia syna a ten odpyskowtje mu. Wczoraj rozmawiałam chwilę z synem. I mówił ni że nie kocha ojca. Mówił że pamięta jak pił i nadal pije i tylko krzyczy na mnie i na niego. Kiedy rozmawiam z mężem o synu to mąż mówi że on jest pojebany , idiotą. Oni nie mają tematu do rozmowy ani nic. I tylko słyszę że jak go zdenerwuje syn to wyrzuci go z domu. Że w lipcu kończy 18 lat i niech robię sam radzi myślę że może to vat głupie gadanie męża. Ale wiem że oni się nie lubią. A na mnie to się odbija bo tylko słyszę że jak go wychowalam i jest takim samym idiotą jak ja. Dlatego jestem za synem tak bardzo na męża liczyć nie mogę on ma wszystko gdzieś. A syn jest jaki jest . Pyskuje a to mnie boli . Są dni że coś tam rozmawiają razem ale to rzadko.
293 2014-04-25 00:23:48 Ostatnio edytowany przez qanti (2014-04-25 00:53:39)
A bardzo mnie boli też to że syn tak pyskuje też do mnie. I wszystko ma gdzieś . Ja się o niego martwię a on ma to gdzieś. Niewiem jak mam już żyć. Mąż nieraz mówi że gdyby rozmawiaj z nami normalnie to byłoby inaczej. Sana już niewiem czy byłoby inaczej. Bo mąż nie umie go spokojnie wysłuchać. Często go krytykuje. Sama już niewiem. Nie umieją rozmawiać ze sobą. . Nieraz widzę ze mąż chciałby pogadać z nim a syn unika. Mają te ramę charaktery i jest ciężko.
294 2014-04-25 00:58:45 Ostatnio edytowany przez Marietta54 (2014-04-25 00:59:32)
A bardzo mnie boli też to że syn tak pyskuje też do mnie. I wszystko ma gdzieś . Ja się o niego martwię a on ma to gdzieś. Niewiem jak mam już żyć. Mąż nieraz mówi że gdyby rozmawiaj z nami normalnie to byłoby inaczej. Sana już niewiem czy byłoby inaczej. Bo mąż nie umie go spokojnie wysłuchać. Często go krytykuje. Sama już niewiem. Nie umieją rozmawiać ze sobą. . Nieraz widzę ze mąż chciałby pogadać z nim a syn unika. Mają te ramę charaktery i jest ciężko.
Jak można normalnie rozmawiać z pijanym ojcem ????????? Może ktoś wie ? bo Ja nie wiem .Wspołczuje Ci bardzo .
No tak ja rozumiem. Tylko że mąż nie zawsze pijany nie pije cały tydzień. A syn wogóle nie chce rozmawiać. Ze mną też. Dziś mąż ma imieniny mówiłam mu rano synowi żeby po szkole złożył mu życzenia. Niewiem czy złoży bo powzdrygał ramionami.
chciałyście dobrze.. tyle lat, gasząc pożary, a raczej przytłumiając
w konsekwencji siedzicie na wulkanie
w rodzinie brak relacji, komunikacji
ponieważ dałyście się mezom przestawiać "dla świętego spokoju" wasze dzieci nie ufają, że moga na was liczyć
tyle razy widzieli jak rezygnujecie, poddajecie się, że nie ufają, że moga na was liczyć
rozumiecie?
są w wiecznej wojnie z ojcami - połączonej z obawami, że są "tacy sami jak oni"
to dorastające, trudne chłopaki, które mają w naturalny sposób problem z akceptacją własnych ojców
a do tego u was nakłąda się alkoholizm, krzyki, przemoc i uległa matka, która zamyka oczy...
jaka jest granica - za którą uznałybyście, że wasza interwencja, by chronić własne dziecko, jestv potrzebna?
piesku - ty pozwoliłaś, żeby mąż wyrzucił syna z domu...
qanti - ty słyszysz krzyki, wyzwiska, słowa nienawiści, wyzywanie syna, jako idioty...
dziewczyny - kiedy 'zasłonicie" wasze dziecko przed przemocą?
i wiecie co?
musicie zacząc od siebie
ustalić swoje granice i potrzeby
i taki przykłąd dac dzieciom
nie rezygnacji, strachu
przez tyle lat nauczyłyście waszych synów, że jedyną akcpetowalną postawą wobec zachowań ojca jest bezradnośc...
rozumiecie?
zmiana musi wyjśc od was
odwaga od was
bo relacje waszych synów z ojcami - to jest ROZPACZ I BUNT
U mnie nie ma alkoholu, dlatego uważam, że mój mąz jest gorszy od tego qanti, tam agresje mozna wytłumaczyc alkoholem. A u mnie? Chyba tym, że ojciec męża był alkoholikiem i awantury były na porzadku dziennym i teraz to samo tworzy we własnym domu. Do tego jeszcze dołozyła się praca w policji, gdzie miały miejsce naprawdę rózne sceny przemocy fizycznej i pschicznej. I ja to wszystko mam we własnym domu ![]()
Syn wrócił wczoraj zaraz po 20. Rozmawiałam z nim, chociaz nie chciał, powiedziałam, że go bardzo kocham i jest dla mnie najważniejszy, że ma ojca idiotę i że nie powinien byc honorowy w związku z jego zachowaniem. Jeśli go wyrzuca z domu, mieć to głeboko w d...
End_aluzja, piszesz bardzo mądrze ale to jest dla mnie za trudne, by cos z tym zrobić, najchętniej to ja wyrzucialbym tego oprawcę z domu... ale to tylko moje marzenia.
Mój syn, tak jak qanti, tez nie docenia tego, ze jestem po jego stronie, wiem, wiem, w koncu to moj obowiązek bronic wlasne dziecko, ale fajnie byłoby czuć to, że syn trzyma ze mna szlaban, bylibyśmy razem duzo silniejsi.
298 2014-04-25 23:38:28 Ostatnio edytowany przez qanti (2014-04-25 23:41:51)
End_aluzja jesteś wspaniała i dobrze ze tu jesteś. Ale ja nie mam odwagi aby zmienić życie. Niewiem jak. Dziś syn nie chciał złożyć nawet mężowi życzen ale jakoś złożył po namowie. Niewiem jak to dalej będzie. Czy syn aż tak bardzo może go nienawidzieć za to że pije. Ja już nic niewiem. Tak naprawdę to czuję się jak pomiędzy młotem a kowadłem. Piesek ma racje gdyby synowie nas matki szanowali i byli z nami było by nam lżej. Dlaczego oni do nas tacy są. Ja kocham syna i ciężko mi zrozumieć że on niema szacunku dla mnie. Syn się denerwuje jak coś mu tłumaczę czy pytam. Często odnoszę wrażenie że jestem mu niepotrzebna.
qanti też mam takie wrażenie, że jestem swojemu synowi niepotrzebna. Ale tak myśle, że dlatego, bo on wlaśnie ma wszystko ode mnie, to ja mu piorę, daję jeść, pytam, interesuję się, wspieram, daję kieszonkowe i on nie wie, jak to jest tego nie mieć. Dla niego to oczywiste, bo to ma na co dzień. Czasem myślę, że dzieci zaniedbane przez rodziców czują z nimi większą więź, bardziej ich kochają...
A może tak jak napisała kiedyś End_aluzja, nasi synowi wrodzili się do naszych mężów i mają po nich taki sam wstrętny charakter, do tego jeszcze od urodzenia żyją w rodzinie, gdzie tak naprawdę nie ma miłości i szacunku, tylko krzyki, awantury, alkohol. W takim domu nie można wyrosnąc na normalnego człowieka...
300 2014-04-27 17:47:39 Ostatnio edytowany przez qanti (2014-04-27 17:49:14)
Mój syn jest tak samo nerwowy jak mąż. I wydaje mi się że jest w nich cząstka naszych mężów. Mój nigdy nie umiał rozmawiać z synem normalnie. Syn pamięta że często był pijany i krzyczał i tak do dziś. Ale nie mam odwagi i siły aby odejść. Boje się. Dlatego nasze dzieci chyba takie są bo wychowane w stresie.
Dziewczyny poczytajcie o współuzależnieniu ...idźcie na terapię.
Przykładowy link
http://www.komudzwonia.pl/printview.php?t=1992&start=15
nie musisz odchodzić...
możesz tylko zmienić swój punkt widzenia, to trudne na początku ale potem daje wiele satysfakcji ![]()
trzymam kciuki
quanti, Twój mąż jest alkoholikiem, co niszczy relacje w rodzinie. Syn to widzi i nienawidzi ojca. Nie dziwię mu się.
Chcesz, żeby syn lepiej się zachowywał, rozumiem. Ale jak, skoro ma w domu wzór tatusia pijaka? Nie ważne, czy pije codziennie, czy raz w tygodniu - alkoholik pozostaje alkoholikiem.
Chcesz zmienić syna? Zacznij od wyeliminowania z Waszego życia tego, co złe. Czyli mężuś pijak idzie na leczenie, albo won pod most.
Swoją drogą (nie gniewaj się, quanti), nigdy nie zrozumiem kobiet, które żyją z alkoholikami, a potem są zdziwione, że ich dzieci mają ze sobą problemy.
Tak , tylko dlaczego syn jest taki niedobry dla mnie. Dziś trzaska drzwiami, wygania mnie z pokoju, pyskuje. Jestem wykończona. Nawet nic nie można mu powiedziec.
305 2014-04-27 22:06:52 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2014-04-27 22:12:38)
Tak , tylko dlaczego syn jest taki niedobry dla mnie. Dziś trzaska drzwiami, wygania mnie z pokoju, pyskuje. Jestem wykończona. Nawet nic nie można mu powiedziec.
Naśladuje ojca.
A do tego jest wściekły na Ciebie, bo tkwisz w tym związku.
Nie ma prostych odpowiedzi, każdy przypadek jest inny tylko schemat działa podobnie, nie pytaj tylko czytaj a sama sobie odpowiesz niebawem.
I nie martw się dość już tych stresów, ![]()
qanti też mam takie wrażenie, że jestem swojemu synowi niepotrzebna. Ale tak myśle, że dlatego, bo on wlaśnie ma wszystko ode mnie, to ja mu piorę, daję jeść, pytam, interesuję się, wspieram, daję kieszonkowe i on nie wie, jak to jest tego nie mieć. Dla niego to oczywiste, bo to ma na co dzień. Czasem myślę, że dzieci zaniedbane przez rodziców czują z nimi większą więź, bardziej ich kochają...
A może tak jak napisała kiedyś End_aluzja, nasi synowi wrodzili się do naszych mężów i mają po nich taki sam wstrętny charakter, do tego jeszcze od urodzenia żyją w rodzinie, gdzie tak naprawdę nie ma miłości i szacunku, tylko krzyki, awantury, alkohol. W takim domu nie można wyrosnąc na normalnego człowieka...
Nigdy nigdzie bym nie napisała ze synowie wdali sie w ojców i maja wstretne charaktery.
Nie szanują was. Bo nie umieją. Nikt ich nie nauczył szacunku dla
Drugiego człowieka
Nie szanują was bo same siebie nie szanujecie.
To
Niestety proste...
308 2014-05-05 21:47:50 Ostatnio edytowany przez qanti (2014-05-05 23:48:23)
Caly tydzien nie rozmawialam z synem Bo prawie go nie widzialam. Dzisiaj weszlam do niego zeby cos mu powiedziec a on do mnie - wyjdz.I taka o rozmowa. Nie oddzywa sie Nic nie mozna mu powiedziec. A to tak boli,ze traktuje has jak tredowatych.
Caly tydzien nie rozmawialam z synem Bo prawie go nie widzialam. Dzisiaj weszlam do niego zeby cos mu powiedziec a on do mnie - wyjdz.I taka o rozmowa. Nie oddzywa sie Nic nie mozna mu powiedziec. A to tak boli,ze traktuje has jak tredowatych.
czemu nie powiesz?
boli mnie, gdy słysze takie słowa. jest mi po [prostu przykro. nie zamieniłam z tobą słowa przez tydzień. chciałam zapytać, co u ciebie słychać. nie podoba mi się jak mnie traktujesz
Dzisiaj była podobna sytuacja. Powiedziałam mu tak - Jarek jestem twoją mamą i serce mnie boli jak tak się do mnie odnosisz. Inie podoba mi się takie traktowanie. Mówiłam to spokojnie. A on odpowiedział - Trudno. I koniec rozmowy.
ujsłyszał qanti
usłyszał
nie dostaniesz zmiany natychmiast
ale słyszy co mówisz
gdy nie atakujesz, mówisz o uczuciach - dociera, uwierz
No tak.Chyba masz racje. A powiedz mam żyć swoim życiem. To znaczy nie przejmować się nim ? Jak robię obiad to zależy jaki ma humor. Jak dobry to zje. No i że nie rozmawia a jak nieraz coś powie to ja aż w pięcie poczuje. Jednym słowem nie można mu zwrócić uwagi, robi co chce. I często słysze że mam go zostawić w spokoju. Od pewnego czasu to jak robi kawe w kuchni czy coś sobie to zamyka drzwi abym nie patrzyła. I zero relacji z nim zero rozmowy. Nawet z rana nic nie powie. Omija nas jak trędowatych.
313 2014-05-10 10:43:48 Ostatnio edytowany przez qanti (2014-05-10 10:50:32)
Też taka sytuacja. Zostanie z obiadu. Są w domu pomidory do chleba, ser wędlina, jajka. Syn nie je bo chodzi wieczorem i szuka co zjeść. Mówię że to jest. On nie chce bo tego nie lubi. Ser i pomidory to wiem że nie je. W zamrażarce zawsze jest picca i kiełbasa. On nic nie chce i twierdzi że będzie głodny. Jak pytam co kupić to mówi że nie wie i że nic. Ja później się denerwuje że on może głodny. Ale przecież jest jedzenie. Nie wiem co robić. Wydaje mi się że szuka a sam niewie co. Że jakby chcial jeść to by zjadl czy picce czy wędline czy jajecznice. Zawsze coś można zrobić . Dobrze mu§le no ja już nie wiem. A później ja się denerwuje.On zachowuje się tak jak obcy do nas. Jakby pokuj wynajmował tylko. Zero rozmowy.
Jak nie je znaczy nie jest głodny. Nie przejmuj sie. Duży chłop jest.
Jego wybor.
A to " wynajmowanie pokoju" to taka postawa... Tylko tyle.
Jakoś ten czas leci. I bez zmian. Syn nadal traktuje nas jak powietrze. Ciężkie to jest.mNic nie można powiedzieć czy zwrócić uwagę bo zaraz nerwy pokazuje.
Ciężko, ale nikt nie mówił że będzie łatwo, zwłaszcza kiedy Ci którzy powinni nas wspierać wyprowadzają nas na manowce.
Nie martw się tyle quanti, to nic nie da, rób swoje, syn dopóki się nie potknie nie będzie wiedział jak boli upadek. Nie można nic za nikogo zrobić, chyba że za nasze dzieci pójdziemy do szkoły:/
No i się pochwalę, że ja tak zrobię właśnie. Tak sobie pomyślałam, że czas wrócić do szkolnej ławy
. A Ty co będziesz robić quanti kiedy syn odejdzie z domu masz jakiś pomysł?
317 2014-06-01 21:04:01 Ostatnio edytowany przez qanti (2014-06-01 21:07:48)
Masz racje jak się potkną sami to zrozumieją. Myślałam też już o tym co będe robić gdy syn odejdzie. Powiem ci że niewiem. Mam 42 lata na zimę skończę i niewiem. Przeciez nie mogę zachowywać się jak bym miała z 70 lat . Siedzieć i czekać niewiadomo na co. A Ty chcesz iść do szkoły ? Moja koleżanka troszke starsza odemnie i też chodzi . Uczy się za kosmetyczkę.
Przeciez nie mogę zachowywać się jak bym miała z 70 lat . Siedzieć i czekać niewiadomo na co. A Ty chcesz iść do szkoły ?
No właśnie ale w wieku 70 lat też można iść do szkoły, ale można też robić wiele innych rzeczy jakie nie wiem:) wystarczy się zastanowić co lubisz? Wiesz? Powiem Ci że ja długo nie wiedziałam. Byłam tak zajęta rodziną, że zapomniałam o sobie. Na jednym ze szkoleń padło takie pytanie i zaczęłam się zastanawiać... Wszystko odkładałam na później.
To później okazało się wcześniej... no i chwała. Chcę się uczyć bo to ciekawe zajęcie heheh, a do tego pozwoli mi na jeszcze większą samodzielność, sprawi że poczuję się dowartościowana.
Nie warto rozmyślać ciągle nad jednym i tym samym i raz jeszcze. Ciągły brak rozwiązań zawiązuje ręce, splątuje nogi , czujemy się bezsilni.
Zmiana punktu widzenia może doprowadzić do "samoistnego" rozwiązania lub znalezienia innych sposobów na szukanie.
Nie wiem czy mnie rozumiesz, bo chaotycznie piszę a do tego słabo potrafię nazywać uczucia, przelewać myśli na papier.
Syn to jedno a Ty to drugie. Już pomału czas rozdzielić Wasze światy (ale nie odciąć czasem bez pozostawienia choćby cienkiej kładki).
Inna sprawa czy to co się działo w domu nie zniekształciło psychicznie syna, może potrzeba mu specjalisty jednak Ty już niczego mu nie wytłumaczysz.
Pozdrawiam Cię qunti i myśl o swojej przyszłości a nie dużego już chłopaka:)
no ja czytam i tak sobie wnioskuje - chłopcy duzi, nie potrzebują mam. a mama głównie czuje się mamą
i to trudne pytanie zadane p[rzez czyjestem - co zrobisz ze swoim zyciem? i energią? której nie będziesz już potrzebowała na opiekę nad dzieckiem?42 lata qanti?? lekko licząc czeka cię jeszcze jakieś 40 lat zycia
chcesz je przezyć tak jak teraz?
End_aluzja ja naprawde niewiem jak przeźyję reszte życia. Ale nie tak jak teraz. Czy ja jestem a jak sytuacja u Ciebie jak Twoje dzieci ? Czy dajesz swoim dzieciom kieszonkowe ? Ja tak daje. Ale ostatnio na wszystko mu brakuje . Dostaje kieszonkowe i oprócz tego chce to na ciuch jskis to telefon załadować zawsze coś bo niby zbiers kieszonkowe na laptopa. Niewiem . Jak mówie źeby dorobił sobiecw weekendy to mu sie nie chce.Niewiem jak mam z tym postępować.A mnie denerwuje to źe kupi spodnie i za 2 miesiące juź mu sie nudzą czy bluzkę która pob2 miesiącach jest znudzona dla niego.
321 2014-06-03 20:15:11 Ostatnio edytowany przez Katariina (2014-06-03 20:15:53)
Qanti, wydaje mi się, że popełniasz błąd dając synowi dodatkowe pieniądze "kiedy potrzebuje". Nastolatek powinien chyba potrafi wydatki tak, żeby mu wystarczyło, a przynajmniej powinien. To, że mu się "nie chce" dorobić w weekendy to chyba ego problem? Niech się uczy, że jak się "nie chce" to nie ma.
Ja od rodziców prawie na nic nie dostawałam, bo byliśmy biedni, pracowałam odkąd skończyłam 15 lat, nie było mowy o wyciąganiu pieniędzy na ciuchy. I akurat to wyszło mi na dobre.
A chłopak, który pyka całymi dniami na komputerze powinien chyba poznać trochę prawdziwego życia. Żebyś potem go nie musiała utrzymywać do 30. albo dłużej.
322 2014-06-03 22:23:55 Ostatnio edytowany przez qanti (2014-06-03 22:26:39)
Masz racje. Dałam mu na te spodnie i mówiłam źe ostatni raz. Dostanie tylko kieszonkowe bo się uczy . Jakieś 6 lat temu teź nie dostawal bo źyliśmy biednie. Teraz lepiej jest bo jesteśmy za granicą. Nigdy nie miał to co chciał . Niewiem jak die tego nauczył. Ale powiedziałam mu źe kieszonkowe tylko dostanie i niech robi tak źeby mu starczyło a jak nie to niech idzie dorobić tu w weekendy lub wakacje. I trzymam się tego.
quanti, to tez kwestia ustalenia tego, ile dajesz kieszonkowego
jeśli ja mojemu synowi dawałam 15 zł tygodniowo - to nie mogę oczekiwać, że odłoży sobie i kupi ciuchy...
ale jesli daję mu 50 zł tygodniowo - no to mówię - ale synu - ja robię zakupy strategiczne. moge ci w sezonie kupić buty, moge kupić spodnie i kurtke
ale koszulki kupujesz sam
no i ustalam - synek, masz mieć dwie pary spodni na sezon - chcesz więcej-to już twoja sprawa
'
Rozumiem. Ja daje mu 30 euro na tydzień. Przeliczając na polskie to dużo, ale mieszkamy tu i nie mogę przeliczać. Myślę że to jest wystarczająco. Takie spodnie kosztuja ok. 25 euro. Zobaczymy. Muszę zająć się sobą. Syn juz dorosłyi nie mogę mu nic narzucać.
325 2014-06-07 10:51:54 Ostatnio edytowany przez czy jestem? (2014-06-07 10:54:38)
End_aluzja ja naprawde niewiem jak przeźyję reszte życia. Ale nie tak jak teraz. Czy ja jestem a jak sytuacja u Ciebie jak Twoje dzieci ? Czy dajesz swoim dzieciom kieszonkowe ? Ja tak daje. Ale ostatnio na wszystko mu brakuje . Dostaje kieszonkowe i oprócz tego chce to na ciuch jskis to telefon załadować zawsze coś bo niby zbiers kieszonkowe na laptopa. Niewiem . Jak mówie źeby dorobił sobiecw weekendy to mu sie nie chce.Niewiem jak mam z tym postępować.A mnie denerwuje to źe kupi spodnie i za 2 miesiące juź mu sie nudzą czy bluzkę która pob2 miesiącach jest znudzona dla niego.
Qanti nie napiszę Ci o swoich dzieciach na forum bo sobie tego nie życzą. Napiszę o sobie, może nie dużo....
Czytam,pytam, obserwuję, otwarłam się na świat zewnętrzny, wyszłam poza ramy swego dotychczasowego życia. Myślę o sobie i swoich potrzebach Pewnie, że nie zawsze jest różowo, pokutują przyzwyczajenia i nawyki- nie daję się
. Czasem wracam pamięcią do tego co było, żeby sprawdzić co się zmienia.
Dziś nie pytam "czy jestem" tylko "dokąd zmierzam". Jak widzę dziś swój świat? Odzyskuje kolor, jest jakby szerszy czy przyjazny? Tego jeszcze nie wiem ... rozgądam się wokół i zauważam innych ludzi. Nie żebym ich wcześniej nie widziała, tylko teraz nie zastanawiam się co mogę od nich przyjąć. Nie krępuję się już przyjmowaniem tego co dobre , ciepłe i dla mnie przyjemne.
Najważniejsze dla mnie odkrycie to- to, że to czego pragniemy jest często na wyciągnięcie ręki, wystarczy się tylko przemóc aby po to sięgnąć.
Nie powiem, że to nic nie kosztuje, że bez wysiłku bez wyrzeczeń i wyborów.
Dziś wiem, że mam wpływ tylko na swój wybór i choćbym stanęła na głowie nie skłonię nikogo aby świadomie wybrał tak jak ja chcę. Czy to dziecko, czy osobnik dorosły. (Nie ważne co ja na ten temat myślę i czy to co myślę jest mądre, rozsądne i ważne). To jest takie tylko dla mnie i to ja wybieram to co zrobię kiedy napotkam konflikt interesu.
Co do kieszonkowego, jakiś czas ono było jednak na dzień dzisiejszy zniknęło.Próbuję jakoś ustawić sobie swój budżet (jestem na własnym rozrachunku). Do jesieni muszę rozwikłać swoją sytuację finansową.
Dla mnie to będzie kwestia usamodzielnienia się dzieci a do tego potrzebna jest przygotowana wcześniej szczera rozmowa.