A dziś miałam takie coś. Dostałam list krótki z ubezpieczalni bo zmieniałam tydzień temu ubezpieczalni . Nie znam języka na tyle aby przeczytać te kilka zdań. Poszła do syna do pokoju i mówie aby mi przeczytał a on rzucił tą kartkę i powiedział . Sama sobie przetłumacz . Masz google to sobie pisz. I super co ?
Podobne tematy
Oj Ci buntownicy, ale może lepiej że się buntuje niż przejmuje.
Ojciec się złości, Ty jesteś zdołowana a syn wściekły bo nic nie może zrobić żeby było lepiej.
A dziś miałam takie coś. Dostałam list krótki z ubezpieczalni bo zmieniałam tydzień temu ubezpieczalni . Nie znam języka na tyle aby przeczytać te kilka zdań. Poszła do syna do pokoju i mówie aby mi przeczytał a on rzucił tą kartkę i powiedział . Sama sobie przetłumacz . Masz google to sobie pisz. I super co ?
Pytanie nie co on powiedział. Ale jak ty zareagowalas.
OdpowiadasZ przeciez tylko za siebie i swoje reakcje.
Ja bym pewnie powiedziała....
Przyszłam poprosić cie o pomoc i poczułam sie jak intruz. Przykro mi. Nie uważam ze zasługuje na takie traktowanie.
I wyjść. I tyle.
Ja nic nie powiedziałam. Wzięłam ten list i wyszłam po prostu. Poczułam się bardzo źle i głupio. Ja już niewiem czy dobrze robię nieraz. Mężowi nie mówie bo jego odpowiedź zawsze to - a co mnie to obchodzi. nieraz pytałam syna żeby porozmawiał ze mną żeby powiedział co go tak naprawdę boli czy też męczy. On nie chce rozmawiać na ten temat wogole.
co myśli?
pewnie myśli że nawet jak Ci powie to i tak nic się nie zmieni, nic z tym nie zrobisz tak jak do tej pory bywało...
Myślałam że skoro syn mój taki odważny do pyskowania to że jest samodzielny. Dziś nawet krokietów nie umiał upiec we Frytkownicy. A mówiłam mu jak się ja włączą a on tak mogę słuchał że nic nie umie. Zero samodzielności.
Quanti. I co? Spalił krokiety? Sie nauczy następnym razem...:)
203 2013-12-17 15:42:42 Ostatnio edytowany przez qanti (2013-12-17 15:44:03)
No nie spalił. Tylko zaraz się strasznie denerwuje jak nie wie co i jak. Ostatnio prubowałam rozmawiać z nim ale on nie chce. On do mnie że ma nas dość i że mam go zostawić. Powiedz co ja mam robić. Czy przestać pytać i mówić do niego. On nic nie mówi do nas już. A jak zapytam o szkole to milczy albo powie po co ci to wiedzieć i mówi wyjdż z mojego pokoju. To jest straszne. Najlepiej o nic nie pytać i nic nie mówić do niego wcale. Czy tak mam robić .
204 2013-12-18 00:18:52 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2013-12-18 00:24:54)
Qanti. Bo ja mam wrażenie ze ty nie ufasz sobie. Ze sie miotasz. Ze probujesz. Przeciez ja ci nie powiem co masz zrobic. Przeciez nieba recepty.pomysl czego chcesz.
Jaki jest twój własny cel.
Np chce wychować samodzielnego silnego mężczyznę który bedzie umiał być szczęśliwy i bedzie miał udana rodzine
Chce go wspierać.
Szanuje jego "dorosłość" i potrzebę udowodnienia ze jest samodzielny.
Jestem gdy mnie potrzebuje. Ale nie naprawiam jego błędów. Nie podejmuje decyzji za niego nie robię za bufor który go chroni.
Kocham go i ufam ze w tym wieku potrafi podejmować decyzje i rozumie co to są konsekwencje...
Jakie są twoje przemyślenia qanti? Jak ty widzisz swojego syna?
Bo ja mam troche wrażenie ze nie Przyjmujesz do wiadomości ze to duży chłopak. Ty byś chciała małego synka który cie potrzebuje. Tak bardzo chcesz być mu potrzebna. Niezbędna.
Tak bardzo chcesz uczestniczyć w jego życiu-- tak jakby jego zycie to było wszystko co masz....
Pytasz jak ja widzę swojego syna. Wydaje mi się że sobie nie poradzi. Jest leniwy nic nie ruszy się. Mało co umie jak chce wytłumaczy to wychodzi i nie chce słuchać. Niewiem. Ciągle tylko mówi że ja go denerwuje.
quanti
czyli leniwy, głupi, nic nie umie
chcesz byc jego mentorką -on nie chce
chcesz go uczyć - on nie chce
chcesz mu tłumaczyć - on nie chce..
a ty bys chciała??
mój syn napełnia mnie radością, czułością
to wielki chłop, ale mam dla niego taka iskierkę opiekuńczości, która mi już zawsze zosTAnie
jestem dumna, gdy coś opowiada
cieszy mnie, gdy się smiejei coś opowiada
uwazam, że to przystojny, mądry, fajny chłopak
wiem, żenie przezyje .zycia za niego
chce, żeby sam ponosił konsekwencje
kocham go qanti
jak nikogo w zyciu
qanti - może problem jest w tym, jak widzisz swojego syna?
dlaczego się martwisz?
czemu się nie cieszysz?
czemu wolisz mu matkować, zanmiast patrzec jak dorasta??
Ja też się cieszę gdy coś opowiada tylko że już nic nie mówi i to mnie boli. Zawsze się cieszyłam razem z nim. Ale mam takie wrażenie że on jest taka sierotka nic nie umie. I bardzo szybko się denerwuje. Nawet jak ma zejść z piętra ma parter to ciągle słyszę że mu się nie chce. Niewiem już. Po szkole siedzi w swoim pokoju i gra. I tyle go widzę. Nic nie mówi tylko gdy coś potrzebuje lub chce zapytać. I cieszę się wtedy że wogle się odezwał. Nie jest odważny gdzieś między ludźmi jest taki małomówmy. Pani mówiła mi że w szkole ma lekcjach też siedzi cicho. Umie ale nie jest aktywny.
ale czy to źle qanti??
taki jest
ma prawo być małomówny
ma prawo byc introwertykiem
ty się tak o niego martwisz...
może niepotrzebnnie?
End_aluzja masz calkwitą rację.
qanti posłuchaj End_aluzji. A wiesz dlaczego? Bo ja zaczęłam i zmieniło się moje podejście do wlasnego syna. Wciąż mu chciałam matkować, decydować za niego, martwić się na zapas, chciałam go trzymać pod kloszem, bo się o niego boję, bo go traktuję jak dziecko, bo beze mnie zginie itp.
Przestałam juz po części, wiesz?
Po troszeczku
I cieszę się z tego, obojgu nam lepiej.
I widze swojego syna jako innego chłopaka. Jest fajnym, zaradnym 17-to latkiem, jest towarzyski, taka jego natura, ale do tej pory tego nie moglam zrozumieć i go zaakceptować takim jaki jest, bo jest zupelnym przeciwieństwem moim i mojego męża, a dzieci nie bedą takie jakie chcemy by były, nie będą takie jak my.
I kocham go i akceptuję takiego jakim jest.
Oczywiście to tylko 1 strona medalu, bo do tego jest leniem, nie chce się uczyć, nie chce z nami rozmawiać, jak mówi ma swoje życie. I ma do niego prawo. A za swoje lenistwo po prostu zaplaci, on wie, że jak sobie pościele tak się wyśpi.
Ja też kocham mojego syna taki jaki jest. Przykro mi gdy pyskuje do mnie ale kocham go. Teraz tak od świąt nie matkuje już mu tak. Nie pytam co po co i dlaczego. Jak coś chce to zapyta po szkole siedzi przy kompie w swoim pokoju. I tyle go widzę. Nie idę już do niego i nie pytano o byle co. Tylko to co muszę. Czyli rzadko. Nic nie zrobię , taki już jest. Mój syn jest mało towarzyski i nie zawiera przyjaźni szybko . Przychodzi mu to z trudem.
Syn ma na pólrocze 5 jedynek. Zaległości z gimnazjum (angielski, fizyka, chemia). Z matmy był niezły, natomiast w technikum jej nie ogarnia (matematyka i fizyka rozszerzone). Nie przykładał sie zbyt do nauki, ale teraz już calkiem sobie odpuścił. Powiedził, że uczyć mu się nie chce, tego nie da rady nadrobić i ta szkoła calkiem mu nie odpowiada (technikum elektroniczne, które to ja mu wybrałam). Zastanawiam sie, czy jest mozliwość na tym etapie, czyli koniec I semestru, zmienić szkołę, dokładnie na zawodówkę samochodową. Czy któraś z Was zetknęła się z tym problemem i mogłabym coś doradzic?
A te samochody go interesują?
zawsze można coś nadrobić choćby zostając w I klasie, tylko czy on chce być elektronikiem?
Macie samochód? Czy on przy nim coś robił? a może dyskutuje z ojcem lub innymi na takie tematy? Dlaczego właśnie samochodówka i to zawodowa?
Ja też kocham mojego syna taki jaki jest. Przykro mi gdy pyskuje do mnie ale kocham go. Teraz tak od świąt nie matkuje już mu tak. Nie pytam co po co i dlaczego. Jak coś chce to zapyta po szkole siedzi przy kompie w swoim pokoju. I tyle go widzę. Nie idę już do niego i nie pytano o byle co. Tylko to co muszę. Czyli rzadko. Nic nie zrobię , taki już jest. Mój syn jest mało towarzyski i nie zawiera przyjaźni szybko . Przychodzi mu to z trudem.
Ja odkąd rzadko widuję syna mam z nim lepszy kontakt w moim mniemaniu oczywiście i to mnie b.cieszy.
Elektronika syna w ogole nie interesuje. W samochodzie nie grzebie nie próbował nawet z ojcem jeździć. Jedynie gra w gry samochodowe, dokładnie tiry. W domu ma modele tirów, koparek, betoniarek. Rozkłada je, cos przerabia, grzebie w jakis drucikach, dokłada silniczki, coś mu tam chodzi. Od zawsze to lubił, dlatego popchnęłam go do elektronika, ale niestety... Tam jak na razie sama teoria, fizyka której nie pojmuje i matematyka, zero dłubaniny i praktyki. Na 100% zawali pierwszą klasę. Ja już nie mam sił mu tłumaczyć.
Czasem jest taki fajny, i pogada i coś konkretnie zrobi, i posłucha i mam wrażnie, że rozumie, co do niego mówię, a czasem to zero porozumienia.
Teraz się strasznie pogniewał, bo ojciec pogonił z domu jego dziewczynę. Przyszedł z nią i jej koleżanką po imprezie, na co nie dostał pozwolenia, we troje spali, odsypiali balange. Juz sama nie wiem, co robić, jak zrozmieć syna i jak mu tłumaczyć... ![]()
215 2014-01-22 22:25:52 Ostatnio edytowany przez qanti (2014-01-22 22:28:30)
Witajcie. Ja mojego syna też nie umie zrozumieć. Na wszystko ma głupią odpowiedź. Wydaje mu się że jest mądrzejszy od wszystkich. Chce iść dalej do szkoły na kucharza. Mówię żeby szukał praktyki a on że ma czas. Tu w holandi nie jest tak łatwo znaleźć. Niewiem. Nic nie dociera do niego. Jak grochem o ścianę.
qanti, może my trafiłysmy na nastolatków wyjątkowo zbuntowanych, popsują nam nerwy, nie dadzą spać, ale mimo wszystko wyrosna z tego paskudnego wieku, ja sie tak pocieszam, bo co innego mi zostało?
Twój syn przynajmniej siedzi w domu, wiesz co robi, bo masz go stale na oku, inna sprawa ze jest zamknięty w swoim pokoju oraz ze jest zamknięty na Ciebie. Taki ma charakter. Ale masz go w domu.
A ja? Mojego wciąz nie ma w domu, wciąz zalatany, znajomych tyle ze nie zliczę, towarzyski aż do przesady, wciąz tylko dziewczyny i dziewczyny, i imprezy, wieczorne długie rozmowy przez telefon, nauka na szarym końcu. Martwię się o niego, bo jak go nie ma, to nie wiem gdzie przebywa i z kim, znajomych znam jedynie z opowieści i nie są to ludzie zbyt ambitni, z wartościami ![]()
nie dorosniecie za nich... jesli popełniają błedy.. musza sie sami na nich sparzyć
dla mnie to fakt
dlatego wiem, że miłośc to nie tylko chronienie, trzymanie za rączkę, opiekowanie się, podejmowanie decyzji za dziecko
to także zgoda na jego "dorosłość" bunt, błędy
to świadome "wypuszczanie" niedorostka w dorosły świat
mój syn to rozumie
tak sądzę
i wie, że jak bedzie chciał "dorosnąć" - to ja mu pozwolę
dlatego się tak "nie buntuje" jak wasi
wie, że obowiązują okreslone zasady
i je.sli je łamie.. to ja się swoich tez nie trzymam
End_aluzja jesteś mądrą kobietą ale widzisz, Tobie łatwiej, bo Twój syn to taki wyjątkowo ugodowy egzemplarz (nie obraź się za porównanie). Nie każde dziecko takie jest i żebyś stawała na głowie, gadała, wprowadzała zasady, mało wskórasz. Będzie chciało dorastać po swojemu, będzie dorastało. Ja swojemu synowi nie przeszkadzam w tym procesie ale widzę jak sobie marnuje zycie, kiedy olewa szkołe i tylko imprezuje. Dla niego przyszłośc to dzień jutrzejszy, zabawa a nie obowiązki. Jego podejście do zycia spędza mi sen z powiek, bo nic nie moge zrobić, więc obwiniam siebie, że nie potrafię wychowywać, przekonywać i że to wszystko moja wina...
Piesek.
Historia quanti ma w tle alkohol przemoc i bezradność.
Moja ma tylko moje podejście. Meza podejście i normalne dziecko.
Normalne czyli takie które sie buntowalo nie chciało słuchać nie chciało sie podporządkować.
Ale moje dziecko nigdy nie widziało jak jego matkę ktoś poniewiera. I mogło zaufać ze matka- rodzice- ochronia go zawsze wtedy gdy bedzie tego potrzebował. Konsekwentnie i odważnie. Dziecko które widziało cieZko pracujących i szanujących sie rodziców. Odpowiedzialnych. Na wlasnym rozrachunku.
Nie przyszło mu do głowy ze moze wyzywać matkę-- bo nigdy nie słyszał by ktokolwiek w tym domu wyzywal drugiego.
Gdzie problemy rozwiązuje sie rozmawiając i wspierając sie nawzajem.
Czy moje dziecko jest ugodowe? Nie sadze.
Jest osrtozne. To fakt. Ma zdrowy instynkt samozachowawczy. Unika sytuacji ryzykownych dla niego samego. To fakt.
Nie umiem powiedzieć czy inne dziecko wychowalabym inaczej. Ale jak kilka miesięcy mieszkaliśmy u znajomych to ich zbuntowana córkę naprostowalam. Dobrym przykładem syna i konsekwencja.
Nie wiem jak jest. Ale uważam ze własny fundament który mamy i konsekwcja powinny przynieść rezultat. Przy czym ja nie uważam ze moim zadaniem jest chronić dziecko przed popelnianiem błędów bo wiem lepiej... Daje mu duża przestrzeń. Daje mu testować.
Piesek. On wie ze ja nie przeżyje życia za niego. Jak da dupy w szkole to bedzie jego dupa a nie moj problem. On wie ze ja nie bede go dofinansowywac jak dorośnie i oczekuje jego samodzielności. Wie ze nie wyobrażam sobie ze po studiach bedzie mieszkał ze mna. Wie ze ja uważam ze jak założy rodzine powinien żyć sam. Bez mamuni i tatunia... On to wie.
I wie ze ja nie żartuje. Ze mówię poważnie. I bede konsekwentna.
End_aluzja przydałabyś się w moim domu. Naprostowałabyś mi syna, wskazała, co robię źle, że jest taki a nie inny. Czytam Twoje odpowiedzi i niby wiem, niby to wszystko rozumiem a w praktyce wszystko takie trudne, w dodatku ma korzenie, trzeba byłoby cofnąć się do początku a to niemożliwe.
Syn był przeze mnie rozpieszczany od dziecka, wskazywałam mu drogę po której miał iść, jak cos się działo, zawsze byłam w pobliżu, jak coś spsocił, robiłam tak, by spadł na 4 łapy, nigdy w zasadzie nie ponosił konsekwencji swoich czynów. Bo mamusia wybroniła, podała rękę.
Teraz sobie odpuścił I klasę technikum, nie chce mu się uczyc, bo nigy nie ten profil. Myśli o tej zawodówce samochodowej, ale tak naprawdę mało jest zainteresowany by się tam przenieść, by pochodzic przy tej sprawie. I co, znowu ja mam się pytać, chodzić, umawiać rozmowę z dyrektorem, przenosić papiery???????? W końcu za rok syn będzie już pełnoletni!
Druga sprawa, to my rodzice robimy synowi wodę z mózgu. Mąż chce by syn dalej chodził do elektronika, chociaz wie, ze nic z tego nie będzie, ja bym odpuściła i pozwoliła mu iść do zawodówki. Mąż powiedział, że skoro sam sie męćzył w technikum 5 lat, brał korepetycje, dostawał dwóje z przedmiotów ścisłych a mimo to zdal maturę, to syn też da radę.
Nie wiem, nie wiem juz głupieję...
piesek
nie zastepuj syna i nie podejmuj decyzji za niego
uważam, że powiinniście z mężem przygotowac się do rozmowy, usiąśc i powiedzieć:
synu, w tym roku masz średnią tyle i tyle. nie wiemy, czy to wynika z twojego braku pracy czy szkoła, do której chodzisz nie jest dla ciebie odpowiednia
masz dwie opcje- zmienić szkołę
lub w niej zostać
jesli będziesz chciał ją zmienić - musisz wziąć ze szkoły papiery, zanieśc do nowej złozyć podanie i tak dalej
jesli chcesz zostać -musisz popracować, żeby odrobić zaległości. jesli wiesz, jakie masz braki, możemy rozwazyć kwestie korepetycji - ale tylko wtedy, gdy ustalimy, jaki efekt mają przynieść.
synu, nie podejmiemy decyzji za ciebie
ale tez nie my poniesiemy jej konsekwencje
za rok będziesz dorosły
nie przeżyjemy zycia za ciebie
ale tez nie licz na to, że bedziemy łagodzić twoje błędy i porazki i finansowac twoje zycie bez pracy.
poinformuj nas po feriach, jaką decyzje podjąłeś i co zamierzasz zrobić
i tyle piesek
dac mu do zrozumienia, że mecenat rodziców się skończył...
222 2014-01-28 11:09:23 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2014-01-28 11:09:38)
poranek (6.00)
syn idzie do łązienki
ja mówię, to poranne wstawanie jest trudne
a syn, to prawda i najgorsze jest to, że nie ma innej opcji..
i sobie pomyslałam - to fajnie, że młody czuje, co jest OBOWIĄZKIEM...
i to jego obowiązkiem
nie muszę się o to troszczyć - bo szkoła, wstawanie, wybory - to jego obowiązki i jego decyzje
i tego wam zycżę dziewczyny matki nastolatków czyli nasto-matki;)))
labo matkolatki;)
Najgorzej jak coś nie zadziała albo pojawi się błąd,
Strasznie trudno potem wybrnąć z takiej sytuacji... Musimy jednak próbować...
Witajcie. U mnie nadal jest jak było. Syn odezwie się gdy coś musi zapytać. A tak to nawet go nie widzę. Z mężem razem nie mogę porozmawiać i z synem bo maż jest jakiś dziwny. Ma wszystko gdzieś i tylko gdy syn odpyskuje to wtedy mąż się odezwie. Zero wsparcia. A syn siedzi przy kompie a w domu nic nie pomoże. Nic nie zrobię już. Staram się myśleć o sobie. Niewiem.
225 2014-02-01 01:55:33 Ostatnio edytowany przez qanti (2014-02-01 01:57:27)
Witajcie. U mnie nadal jest jak było. Syn odezwie się gdy coś musi zapytać. A tak to nawet go nie widzę. Z mężem razem nie mogę porozmawiać i z synem bo maż jest jakiś dziwny. Ma wszystko gdzieś i tylko gdy syn odpyskuje to wtedy mąż się odezwie ale krzykiem. Zero wsparcia. A syn siedzi przy kompie a w domu nic nie pomoże. Nic nie zrobię już. Staram się myśleć o sobie. Niewiem.
qanti w sumie to mam podobnie do Ciebie. Mój syn też siedzi w swoim pokoju i jak my się do niego nie odezwiemy to też milczy do nas. Z innymi potrafi rozmawiać, jak dzwoni jego dziewczyna to gadają godzinami. Nam odburkuje. To wkurza, kiedy o wszystkim opowiada kolegom a nam nic. A jak nie siedzi przy kompie, to go nie ma w domu, bo wsiąz lata a dom to hotel. Uwierz, to gorsze niżby siedział godzinami w pokoju jak Twój.
Co do szkoły. Już ją zmienił. Wybrał tę zawodówkę samochodową. Po kilku dniach tam spędzonych podsumował, że decyzji nie żałuje i że wreszcie odżył. Po weekendzie idzie pierwszy raz do warsztatu. Jestem ciekawa jego wrażeń i boję się jednocześnie. No ale zobaczymy co będzie.
A dziś ma urodziny. 17. I już go nie ma w domu. Kolega udostępnił na imprezę swoje mieszkanie. Boję się, co tam będzie, wiem, że na pewno alkohol, na 100% .......
qanti, Ty dziewczyno jeszcze nie narzekaj. Trzymaj się cieplutko mimo wszystko ![]()
227 2014-02-14 22:27:11 Ostatnio edytowany przez qanti (2014-02-14 22:44:50)
Ja już naprawdę niewiem. Teraz od kilku dni je obiad w swoim pokoju. Zabiera talerz i wychodzi. Powiedziałam że je się na dole a on że nie będzie i wychodzi. A druga sprawa to zapisałam przez internet go do zawodówki tu na kucharza bo chciał. Po jakimś czasie dostał wezwanie na rozmowę. Pytają go tam coś i widza jak umie jezyk. I chyba dobrze bo przyjmą go i teraz musi poszukać praktyki. I on teraz mówi że nie chce iść że chce trzeci rok chodzić do tej szkoły językowej. Fakt że nie zdał testów bo nie uczy się w domu nic. Ale w tej zawodowej poszło mu i wezmą go a on nie chce. Chce za rok. Mówi że koledzy zostają i poduczy się lepiej języka. Dziwne chyba nie chce mu się. Mowie że zaplacą za praktyki i będzie miał swoje pieniądze bo tak chciał. A on że chce chodzić jeszcze rok bo koledzy będą chodzić. Kazałam mu przemyśleć do jutra. I co teraz. Dziś chciał kartę do telefonu pytał czy mam. Powiedziałam że nie. Mam dość. Siedzi przy kompie nie rozmawia z nami. Jak coś pytam to mówi co cie to obchodzi. Nie kupie mu już karty. Dostaje kieszonkowe to niech kupi. Dobrze robię ? Bo już niewiem. Nic nie dociera do niego. Przyjeżdża koleżanka do niego siedzą w pokoju. To rozumiem. A pozatym to on zachowuje się jak by nie było nas. Nie rozmawia nic nie powie. Tylko idź coś chce kartę do telefonu czy coś innego.
qanti nie wesoło masz. Myslę jednak, że raczej nic nie zrobisz w sprawie syna. Jeśli chce kontynuować nauke w szkole językowej, niech kontynuuje. Niby chciał na tego kucharza, a może teraz jednak przemyslał i chce sie wycofać, trudno, jego wybór. Dobrze, że calkiem nie ma zamiaru porzucić szkoły, to jego wielki plus.
Wiem, że jest Ci bardzo przykro, kiedy syn ma taki oschły stosunek do Ciebie, bo widzę, że jesteś dobrą matką dla niego. Miejmy nadzieję, że mu ten stan przejdzie i przekona się do Ciebie, ważne, byś teraz się nie wycofała i nie odwróciła od syna i mimo wszystko było zawsze dla niego podporą, by wiedział, że może na Ciebie liczyć, takie jest moje zdanie.
Mój syn, jak wiecie, poszedł do zawodówki. Był już nawet w warsztacie samochodowym na praktykach. Jest bardzo zadowolony i powiedział, że nie żałuje swojej decyzji i jest tu o wiele lepiej niż poprzednio. Oby tak pozostało ![]()
Witajcie. U mnie nadal jest jak było. Syn odezwie się gdy coś musi zapytać. A tak to nawet go nie widzę. Z mężem razem nie mogę porozmawiać i z synem bo maż jest jakiś dziwny. Ma wszystko gdzieś i tylko gdy syn odpyskuje to wtedy mąż się odezwie ale krzykiem. Zero wsparcia. A syn siedzi przy kompie a w domu nic nie pomoże. Nic nie zrobię już. Staram się myśleć o sobie. Niewiem.
Wydaje Mi się , źe gdyby Twój mąż Cię wspierał i Syna , to by wszystko inaczej wyglądało . A skoro Syn słyszy od własnego Ojca , źe to go nie obchodzi i krzyki . To jest przykre dla nie go , a kogo ma obchodzić ? To jest MŁODY człowiek , on powinien wiedzieć , że ma oparcie w obojgu rodzicach . Przypuszczam , że Syn nie mówi o tym , bo to już za daleko zaszło i za długo to trwa, ale na Swój sposób przeżywa . Teź jest w trudnym wieku , to kiedyś minie . Moim zdaniem za długo tez , siedzi sam w czterech w ścianach i komputer , a gdzie : rower , koledzy , kino , basen . Mózg musi też odpocząć .
Teraz to trochę późno na wychowanie. najskuteczniejsza metoda wychowawcza to konsekwencja w twoim postępowaniu.
231 2014-02-16 21:27:11 Ostatnio edytowany przez qanti (2014-02-16 21:31:04)
Tak wiem. On ma gdzieś to co mówię. Ostatnio tak pyskował i wypchał mnie z pokoju trzaskając drzwiami. Powiedziałam że za to nie dostanie w tym tygodniu kieszonkowe . A on że ma to w du.... I że nic nie potrzebuje od nas. On na wszystko ma odpowiedź . Robi co chce bo niemam wpływu . Jak wyłączyłam komputer mu. To krzyczał ma całą gębę aż ludzie patrzyli do góry. Rzucał w pokoju czym popadło i mnie wyrzucił ma korytarz a drzwi zastawił łóżkiem.
Rozumiem Cię qanti, wiem jak się czujesz, sama przechodziłam podobne sceny. Nie dam Ci rad bo niestety sama musisz podejmować decyzje ale do tego potrzebne Ci wsparcie. Nie wiem jak to wszystko daleko u Ciebie zaszło. Dobrze by było gdyby syn zauważył w Tobie przemianę, może wówczas powiedziałby Ci coś więcej.
Nie wiem co możesz zrobić aby zauważył jak dużą i ważną rolę odgrywasz w jego życiu. I na co on się tak złości? Może nie potrafi sobie poradzić z tym uczuciem, a szkoła jakiś psycholog, pedagog Ci nie pomoże?
dobrze robisz qanti
jesli on uważa, że ma swoje zycie i jest dorosły
to tak go traktuj
wydawało mi się, że pisałaś, że on cię wyganiał i wypychał z pokoju jak mu zabraliście komputer?
może coś przeinaczy łam
ale zastanawiam się.. ZA CO zabraliście mu ten komputer?
bo może tu jest problem
Ty qanti w zasadzie uważasz, że twój syn popełnia bład na błędzie, sp-ędza czas w sposób w jaki nie powinien, ciągle siedzi przy kompie
jest niekomuniaktywny
ale JAKI JEST PROBLEM?/
że oczekujesz, że bedzie towarzyski, będzie inaczej spędzał czas?
pisałas kiedyś, że radzi sobie w szkole, nie masz z nim problemów wychowawczych
ale UWAŻASZ, że powinien by,ć inny, zyć inaczej
tylko pytanie- czy masz rację?
zabraliście mu komputer, bo za dużo przy nim siedzi?/
a jakie to ma konsekwencje?
jesli się uczy i sobie radzi.. to czemu KARZECIE go za styl zycia?
nawet, jak go nie aprobujeicie
pamietaj qanti, że my i nasze dzieci, to inna galaktyka i inny świat
ich normy towarzyskie są zupełnie inne niż nasze...
Zgadzam się z End-Aluzją, zabranianie komptera bo tak jest złym pomysłem, szczególnie gdy chłopak jest przyzwyczajony że wolny czas spędza przed komputerem. Tak pewnie robi większość jego rówieśników.
Jeśli go chcesz odciągnąć od komputera zaproponuj w zamian jakąś atrakcyjną formę spędzania czasu.
Dzieciaki często się wściekają (i słusznie) na hipokryzję rodziców, którzy im wytykają że godzinami siedzą przed komputerem, podczas gdy sami spędzają czas równie nieciekawie, zwykle przed telewizorem.
Dzieciaki, których rodzice aktywnie spędzają czas, są przyzwyczajone do takiej wizji. Te, którym od dzieciństwa pozwalano siedzieć przed komputerem odciągnięcia od niego nie przyjmą na spokojnie.
To jest jakaś forma uzależnienia, ale każdy ma jakieś przyzwyczajenia, wykształcone latami, dotyczące tego co robić w wolnym czasie.
Nastolatek to już nie dziecko, więc nie pójdzie się pobawić klockami, bo rodzice mu tak powiedzieli. Ma obowiązki, z których musi się wywiązywać, ale czas wolny chyba należy do niego.
235 2014-02-17 13:51:41 Ostatnio edytowany przez czy jestem? (2014-02-17 13:54:39)
Muszę tu wesprzeć Qanti,
Problem pewnie nie tkwi w komputerze, moim zdaniem bardziej jest to ucieczka dziecka w wirtualny świat bo na realny nie ma większego wpływu.
Qanti pewnie oczekiwałaby współpracy i pomocy od syna a on odcina się od rodzinnego życia wybierając komputer. Pytanie dlaczego?
Myślę też że on nie chce rozmawiać z matką, że musiałby najpierw usłyszeć co nieco od innych.
Qanti postaram się coś wysłać na PV.
czy jestem
nalezy także uwzględnić, że np. wszystkie 17 latki jakie ja znam, a co0 najmniej część z nich nie ucieka przed rzeczywistością
zyją z komputerem na co dzień...
Rozmawiać bez emocji, żeby nie stracić panowania nad sobą! Skoro jest dorosły, to niech zachowuję się jak dorosły i przedstawi swoje argumenty, może wspólnie dojdziecie do jakiegoś porozumienia.
Pozdrawiam
czy jestem
nalezy także uwzględnić, że np. wszystkie 17 latki jakie ja znam, a co0 najmniej część z nich nie ucieka przed rzeczywistością
zyją z komputerem na co dzień...
Zgadzam się Endi , chciałam tylko zwrócić uwagę na to że niekoniecznie qanti przeszkadza komputer w życiu syna tylko jego podejście i stosunek do matki i rodziny ogólnie. Odnioslam wrażenie że tu chodzi o szacunek.
Jestem pewna ze o to chodzi. A także o zaufanie i bliskość. Której quanti Wogole brakuje.
Ale nie da sie na to zapracować karzac siedemnastolatka karami dla sześciolatków...
End_aluzja masz calkowitą rację. 17-to latek to juz duzy człowiek, w dodatku jest odrębną istotą. Nie będzie żył i nie będzie taki, jak chcielibysmy, jak sobie wyobraziliśmy, że powinien. Ja też to dopiero niedawno zrozumiałam.
W dodatku agresja rodzi agresję. qanti, za co zabrałaś mu komputer? Nie dziwię się, że syn się wściekł. Widzisz, nie tędy droga.
Mój syn jest znowu bardzo towarzyski, jego prawie nie ma w domu, kiedyś mąż się wkurzył i kazał zostać w domu, doszło do szarpaniny, niepotrzebnej zresztą. Syn i tak wyszedł. U mnie jest taki problem w domu, że ja z mężem jesteśmy raczej odludkami a syn nie może żyć bez kolegów i koleżanek. Mąż do tej pory tego nie przyjął do wiadomości, ja już tak. To nasze dziecko ale czy musi być takie samo?
Szacunek to inna sprawa. End_aluzja mądrze napisała, że jesli tego szacunku nie ma w domu między domownikami, małżonkami, to nowe pokolenie rośnie takie samo... Smutne ale u mnie jest podobnie... U mojego syna też z tym różnie... Niestety, my wszyscy ,,cierpimy" na brak szacunku w stosunku do siebie... Czy jeszcze da sie z tym coś zrobić? Nie wiem...
Bardzo sobie cenię zdanie Endaluzji. Jest silną kobietą i potrafiła zawalczyć o szacunek dla samej siebie a w konsekwencji także od innych.
Qanti czuje bezradność ? Bo "wszystko" sprzysięgło się przeciw niej. Pewnie nawet sama Ona. To jak walka z wiatrakami.
Może Qanti możesz dowiedzieć się od syna czego On oczekuje żeby Wasza "współpraca" przebiegała w miarę poprawnie?.
Broń Boże nie namawiam, żebyś dostosowała się do zachcianek syna ale może uda Ci się powiedzieć jak co czujesz w tej sytuacji i jakie są Twoje oczekiwania, co dzięki temu może się zmienić w Waszym życiu a jednocześnie może usłyszysz co jego tak bardzo "denerwuje".
Przygotuj się że mogą to być pretensje w stosunku do Ciebie i to takie które wydawać by się mogły nieuzasadnione a jednak.
Może zaczniecie na nowo?
ja to widze trochę inaczej
jak na to nie patrzeć, syn qanti jesy już "prawie dorosły"
możemy dyskutować, co to znaczy dorosłośc, ale ja uważam, że osiemnastolatek podejmuje już świadomie decyzje, za które odpowiada w pełni.
zatem, w mysl tego, jest dorosły
zalezny od rodziców może być finansowo, ale nie powinien być zalezny emocjonalnie, nie oni powinni za niego podejmowac decyzje
powinien być przygotowany do dorosłości, samodzielności i samostanowienia
i powinien rozumieć, JAKIE są tego konsekwencje
syn qanti w szkole sobie radzi - tak pisała
spędza czas w sposób, którego oni z mężem nie akceptują
nie stwarza innych problemów oprócz tych, które wynikają z takich a nie innych relacji w jej rodzinie i ich konsekwencji:
agresja i krzyk - patrz mąż i qanti
przemoc - patrz mąż qanti
bierność i wycofanie w obliczu problemów -patrz qanti i jej relacje z mężem alkoholikiem
qanti POTRZEBUJE syna
bardzo bardzo
to on był jedynym sensem i powodem, dla którego wytrzymywała przemoc, alkohol, okreslone relacje
robiła to dla niego- a teraz NAGRODY NIE MA
qanti chce mieć syna powiernika, uczuciowo z nią związanego, dbającego o jej potrzeby i emocje, troszczącego się o nią
qanti potrzebuje sensu codziennej harówki, zycia z mężem, którego nie kocha
ma całą mase niezaspokojonych potrzeb emocjonalnych
a syn NIE CHCE być taki, jak sobie quanti wymarzyła
syn qanti nie jest jej wymarzeniem, własnością, scenariuszem
jest odrębnym człowiekiem
co wie,my o nim? nie jest towarzyski, jest zamknięty w sobie
\uwielbia spędzac czas w swoim pokoju, jest graczem wygrywaczem
nie chce rozmawiać z matką, nie chce do niej przyjsć do kuchni i pogadac, zwierzyć się, wysłuchać jej
czy syn qanti naprawde musi zaspokajać potrzeby qanti?
dla mnie qanti przezywa syndrom pustego gniazda.. syna już tak naprawde w jej zyciu NIE MA.. on już jej nie potrzebuje - tak deklaruje..
więc dla kogo qanti ma zyć?? jak żyła dla niego??
qanti - pora zacząć zyć dla siebie
243 2014-02-22 22:22:55 Ostatnio edytowany przez qanti (2014-02-22 22:34:04)
Tak. Zgadzam się z Wami. Ale ja nie zabrałam mu komputera tylko zgasiłam. Bo poszłam do niego do pokoju żeby zapytać coś. A on do mnie że mam wyjść bo niema teraz bazaru żeby rozmawiać ze mną bo pisze z kolegą. I zgasiłam mu komputer. A on włączył i wyprowadził mnie z pokoju . Posłuchajcie. Sama już nic nie wiem. Już nic nie mówię do syna ze siedzi po szkole pyzy kompie. Denerwuje się tym ze nie rozmawia z nami. Odmorze wrażenie że ma nas gdzieś. Ze strony męża nie mam żadnego oparacia. On ma wszystko ma odpowiedź że ma to gdzieś. A jak wypije to jest najodważniejszy wtedy. Nie mam żadnego słowa pocieszenia. On tylko umie krzyczeć. I jak syn zapyskuje to wtedy mu grozi i wyzywa. Wiem że syn jest bardziej po mojej stronie. Ale też często jak mąż mówi że ma wszystko gdzieś. Tak naprawdę to jestem zdana sama ma siebie. I ciężko mi samej. Bo mąż o wszystko obwinia mnie. Ostatnio też syn mówił mi że ma nas dość. Bo tata tylko krzyczy i wyzywa go od idiotów i wariatów. Bo mąż jak wypije to tak mówi że syn to wariat. I ciągle go krytykuje.
qanti
ja rozumiem ciebie i twoją samotność i żal
rozumiem tez twojego syna - i rozumiem, że on marzy o tym, by być dorosły, odicąć się od was i zaczac zyć samodzielnie
a jego agresywne zachowania świadczą o tym, że niestety - kto wie, czy nie bedzie taki jak ojciec...
Też tak myślę bo jest tak samo mocno nerwowy jak mąż. Często jak wejdę do niego pytać coś albo mówić to po chwili mówi ze mam wyjść i go nie denerwować. Co ja mam robić jak syn tak mówi ?
Też tak myślę bo jest tak samo mocno nerwowy jak mąż. Często jak wejdę do niego pytać coś albo mówić to po chwili mówi ze mam wyjść i go nie denerwować. Co ja mam robić jak syn tak mówi ?
A Syn czasem usłyszy dobre słowo od ojca , czy tylko wrzaski i krzyki zna ? A do pokoju , Syna może za często wchodzisz i sie denerwuje .
Quanti, od kiedy ja odsunęłam się od syna czuję jakby on bardziej "przysunął się do mnie".
Jednocześnie staram się poukładać SOBIE ( nie rodzinie) na nowo życie. Trochę egoistycznie ale czas najwyższy stać się samodzielną. To krótki czas i nie wiem jakie będą ostateczne efekty.
Liczę że jeśli nie "zbawię " rodziny to uratuję się sama. Przy okazji może dorobię się własnego koła ratunkowego aby potem móc je komuś rzucić?
Najgorsze kiedy człowiek czuje że się topi a grunt usuwa się spod nóg.
Ile mogłam to zrobiłam, czas zwolnić miejsce trosk na drobne radości i nadzieje wszak idzie wiosna?
Czy ktoś podniesie zrzucony ze mnie balans i będzie kroczył ze mną czas pokaże. Chcę się wynurzyć ze smutku i iść w stronę światła a Ty?
248 2014-02-26 01:35:39 Ostatnio edytowany przez qanti (2014-02-26 01:38:39)
Marietta - Jak wchodzę to tak co drugi dzień. Nieraz kilka dni nie wchodzę jak mam drugie zmiany. Jak wracam to on śpi a rano ja śpię jak idzie do szkoły. Niewiem. To chyba taki charakter jak męża.
Czy jestem masz racje czas zwolnić już. Nic sama nie zrobię ma siłę. Ciężko mi że syn taki jest. Musze myśleć o robię jak pisała wcześniej End_ aluzja.
qanti
mój syn ma siedemnaście lat
dzisiaj rano, wstając do szkoły i pracy mijaliśmy się w łazience, w kuchni i rozmawialiśmy. Juz nawet nie pamiętam o czym, aaa
pamiętam, o aktywności mężczyzn i kobiet
że powyżej 60 kobiety uczestniczą w wielu aktywnościach, zakłądają organizacje, działają społecznie, uczestniczą w kulturze..a facetów nie ma...
i z czego ta bierność wynika
taka sobie rozmówka
ale czasami (np. zeszły tydzień - praktycznie od czwartku do niedzieli zamieniliśmy 5 słów
on cały weekend grał
ja miałam inne rzeczy na głowie
on mnie nie potrzebuje codziennie, "nie jestem ważna" - nie w znaczeniu - potrzebuję matki i kontaktu z nią..
ja to akcfeptuje
wiem, że czasami przyjdzie, pogada
czasami usiądzie ze mną
ale qanti - to duzy chłopak
dorosły prawie
samodzielny
Nie próbuj czasem Mu wmawiać i porównywać do czyiś charakterów głośno , a zwłaszcza z których przykładów nie powinno sie brać . Naprawdę jest to zła metoda . Bo to jest ciche przyzwolenie , jak On taki , to Ja tez taki bede , albo juz jestem i usprawiedliwony . Broń Boże nie zrozum Mnie źle , ale znam z obserwacji z mojego otoczenia .Np. Pewna młoda dama bardzo pyskowała , a jak Jej zwróciłam uwagę , to odrazu Mi powiedziała , przecież musiałam sie podać na kogoś tam , bo tak miała wmawiane , przez mądrą mamusie . Teraz ta młoda dama została sama z dzieckiem , bo nikt z nią nie mógł wytrzymać . To taki przykład .
251 2014-02-27 01:25:32 Ostatnio edytowany przez qanti (2014-02-27 01:42:57)
Nie robię tego nie porównuje go do innych. Wiem że jest prawie dorosły . Musze jakoś dać sobie z tym radę. End-aluzja coś napiszę bo niewiem czy mam coś mówić czy nie. On chodzi drugi rok do szkoły językowej tu i uczy się języka . Oceny ma dobre. Miał w styczniu prubny test językowy i mógł zrobić tylko 1 błąd a zrobił 3 wiedz nie zaliczył. Ale mimo to dowiedziałam się że jeśli nie zda testów a szkoła zawodowa go przyjmie to może iść. Testy będą w maju. Zapisałam go do zawodowej jako kucharz i miał tam krótką rozmowe i przeszedł ją. Chciał kucharza ją nic nie wybierałam mu. Teraz musiał koniecznie szukać praktyki bo inaczej go nie przyjmą bez praktyki. A on że nie będzie szukać bo on wie że tych testów nie zda. Mówię że miałeś rozmowę w zawodowej i przyjmą cie bo przeszłeś ją. Nawet jak tu nie zdasz testów. A on że jak nie zda to będzie chodził 3 rok. A tak bardzo mówił mi w styczniu że zda i skończy w tym roku. I mówił że jak nie zda to też skończy bo się dogada. No i nie szuka praktyki. Mówi że jak zda w maju to wtedy poszuka. Tłumaczyłam że będzie za późno. Żeby teraz poszukał a jak nie zda to można od
nowic . A on swoje. Cały czas mówił że jak nie zda to nie będzie chodził że idzie do zawodowej jak go przyjmą. A teraz odwrotnie. No i nie szuka nic. I niewiem jak to będzie jak zda te testy to tą szkole skończy i nie będzie miał praktyki . Nie będzie mógł do tej zawodówki iść. I co wtedy ? Do pracy bo nie będzie siedział w domu. Co ją mam robić ?
Quanti.
Powiedz mu spokojnie. Ze uważa ze jest dorosły i tak chce być traktowany.
I ty tak masz zamiar go traktować. Jako osobę odpowiedzialna za swoje życie i wybory.
I dla ciebie dopuszczalne są dwie opcje. Uczy sie. Albo pracuje.
Jeśli chce sie uczyć musi załatwić sobie praktykę. Jeśli chce pracować musi zacząć jej szukać bo za moment Szkola sie skończy i nie będzie miał z czego żyć.
Jesteś prawie dorosły. Chcesz być tak traktowany. Szanuje to. Ze nie jesteś już dzieckiem. I dlatego nie będę robić nic za ciebie i nie będę ci matkowac jak malolatowi.
To twoje życie i twoje konsekwencje.
Nie zaakceptuje siedzenia w domu bez szkoly czy pracy.
Qanti. Broń Boże nie strasz go konsekwencjami. W postaci np ze go z domu wyrzucisz. Albo będziesz kazała dopłacać do rachunków.
Nie strasz. Daj mu myśleć samemu. Jest przecież dorosły.
A jak zapyta a co niby zrobisz? Z domu mnie wyrzucisz?
Zapytaj spokojnie! A ty co byś zrobił na moim miejscu? Jak sądzisz? I wyjdz. Nie czekając na odpowiedz.
Bez krzykow. Bez awantur. Zdarta płyta. Jak zacznie dyskutować. Rzucać sie. Wyzywać. Krzyczeć. Przerwij.
Powiedz spokojnie. Miałam ci tylko to do powiedzenia. I wyjdz.
Jak będzie do tego wracał. Będę za tobą chodził. Powtarzaj. Powiedziałam ci wszystko co chciałam.
Jeśli to zlekceważy. Jeśli nie będzie cię słuchał. Zapytaj go spokojnie za kilka dni albo lepiej powiedz ze prosisz żeby poinformował cię o swojej decyzji. Twoje zdanie i zasady zna.
I znowu koniec dyskusji.
I już do tego nie wracaj.
A jak nic nie zrobi. Do szkóły nie pójdzie. To przygotuj sie ze będziesz musiała być konsekwentna. Inaczej dupa.
W sobotę lub niedzielę pójdę do niego chwilę porozmawiać i powiem jak napisałaś. Teraz mam drugie zmiany kończę o 23 zanim wrócę jest prawie godzina 24 i on śpi. Więc w weekend. Ale wydaje mi się że on wie że szkoła albo praca. Bo w grodniu mówiłam mu że jak będzie chciał się uczyć to do pracy. Mówił że chce się uczyć. Zobaczmy co powie teraz.
Jeśli on o tym wie. To tylko mu przypomnij. Albo nic nie mow.
Nie musisz.
Fajnie qanti ze wie. To dobrze o nim świadczy.
Byłam u syna w pokoju. On powiedział mi że nie chce rozmawiać bo już mi mówił że nie umie tak dobrze języka żeby zdać te testy i że wie że nie zda i będzie chodził 3 rok. A nie myśli o tym czy uda mu się je zdać. I że mam wyjść i go nie denerwować. Powiedziałam mu żeby pamiętał że albo szkoła albo praca. On mówił że mam wyjść . Wyszłam i co do niego nie dociera on ma wszystko gdzieś. Powiedział że wyrowadzi się bo ma nas obojga dość zwłaszcza męża i że nawet gdyby miał być ma ulicy to z nami nie będzie.
256 2014-03-02 18:09:39 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2014-03-02 18:10:38)
Qanti. Pamiętaj ze on ma prawo decydować o swoim życiu. Jak sie wyprowadzi. To sie wyprowadzi...
I Szczerze mówiąc nie rozumiem Twojej frustracji. Chłopak sobie coś tam w głowie poukładal i do tego dąży... Skąd twoja frustracja?
257 2014-03-02 18:23:36 Ostatnio edytowany przez qanti (2014-03-02 18:25:06)
Ja już sama niewiem. Mąż pije od piątku. Wczoraj syn stanoł w mojej obronie. Same awantury. Syn powiedział mi we jest taki dzięki ojcu i we go nienawidzi. Nie daje rady. Może syn nie jest taki zły. Tylko to mąż. Jak tylko wolne to pije i krzyczy i wyzywa. Niewiem co robić.
258 2014-03-02 18:37:48 Ostatnio edytowany przez Damiann (2014-03-02 18:38:29)
Ja proponuję rozwód i alimenty może syn wtedy zobaczy w tobie jakiś autorytet o ile oczywiście tobie to odpowiada.
Chyba masz własny rozum i wiesz co dla ciebie jest dobre.
Wiem. Alimenty odpadają niedlugo skończy 18 lat a tu tylko do tego wieku są niewazne czy uczy się dalej. Tak się boję.
Niewiem już nic. Przed chwila pogasiłam wszystko i po cichu chciałam iść do sypialni spać żeby mąż się nie obudził. A syn leci po schodach. W chodzi do salonu i mówię żeby był cicho a on we ma to w dupie. I idąc popycha mnie. Ja naprawdę niewiem jak mam reagować co robić. Czy syn to specyjalnie robi czy co.