Pewnie, że realne. Nas od razu ciągnęło do siebie i po prostu dłużej nie chcieliśmy czekać, jeśli bardzo chcieliśmy być ze sobą. Mamy za sobą spore doświadczenia i wiemy, że może być różnie, ale chcemy dać sobie szanse i cieszyć się sobą. Chcemy ze sobą być i to jest piękne. To co nas łączy jest naprawdę wspaniałe. I nawet moi przyjaciele, gdy go pierwszy raz zobaczyli powiedzieli mu, że ja przy nim jestem bardzo naturalna i szczęśliwa. Jest po prostu nam bardzo dobrze ze sobą. ![]()
66 2013-06-27 23:28:34 Ostatnio edytowany przez Myszeczka23 (2013-06-27 23:33:43)
Podobne tematy
No dobrze dobrze, wierzę ...
Mamy za sobą spore doświadczenia i wiemy, że może być różnie, ale chcemy dać sobie szanse i cieszyć się sobą.
Myślę, że może to właśnie te doświadczenia potrafią sprawić, że to co między Wami dzieje się obecnie, doceniacie bardziej.
A czas? On nie ma znaczenia, żadnej gwarancji nie otrzymujemy wraz z długością trwania związku. Mój mąż po raz pierwszy wspomniał, że chciałby się ze mną zestarzeć gdzieś po dwóch miesiącach intensywnej znajomości, po kolejnych czterech chodziłam już z pierścionkiem na palcu
. To, że chce się z kimś być - po prostu się wie
, zwleka się z podejmowaniem decyzji, gdy chce się jeszcze nabrać pewności.
Olinko dziękuję Ci bardzo! :*
Dokładnie: czas nie daje żadnej gwarancji, że związek będzie trwalszy. My po prostu nie chcieliśmy dłużej czekać i żyć bez bliskości.:)
Mój mąż po raz pierwszy wspomniał, że chciałby się ze mną zestarzeć gdzieś po dwóch miesiącach intensywnej znajomości, po kolejnych czterech chodziłam już z pierścionkiem na palcu.
My też zaręczyliśmy się po 4 miesiącach. Dodam, że po 4 miesiącach znajomości internetowej ze spotkaniami co tydzień, dwa (odległość 320 km) ![]()
A ja myślałem, że mam za szybkie tempo
heh
Olinka - tak, dokładnie jest tak jak mówisz. Za sobą mam wiele doświadczeń, tych lepszych i tych gorszych. Kiedy poznałem Myszeczkę, z miejsca dostrzegłem w niej wyjątkową osobę o ciepłym sercu, wyjątkowym humorze i szacunku do ludzi. Tego wszystkiego brakowało mi w przeszłości. Nikt nie da nam gwarancji na to, że rzeczywiście wszystko poukłada się po naszej myśli, ale trzeba pamiętać o tym, że to tak na prawdę od nas samych wszystko zależy. Niepotrzebna zwłoka, tworzenie sobie pozorów, "gry wstępnej" nic nie da, jeśli mielibyśmy i tak się kiedyś rozstać bo byśmy sobie nie odpowiadali. Nie wiążę się dla korzyści finansowych, czy z desperacji, a przez te niesamowite uczucie, które nam towarzyszy już od pierwszych chwil. To własnie to sprawia, że człowiekowi chce się żyć i odnajduje po części swój cel w życiu
Tak, wiem... jestem niepoprawnym romantykiem, ale byłem już w związku w którym brakowało tych "cukierkowych" uczuć i muszę przyznać, że to nie dawało mi szczęścia. Miłość to nie wszystko, ale też bez miłości nie ma pełni szczęścia ![]()
Myszeczko, napisałem do Ciebie maila w pewnej sprawie. Czy on doszedł?
No cóż... Nie wiem czy jest sens pisać tu ponownie, ale ten temat jest już niestety nieaktualny...
Nie mam co zrobić z nadmiarem wolnego czasu, więc chciałbym wrócić do was... Niestety po 3 miesiącach okazało się, że Myszeczka nie jest gotowa na poważny związek, a mi tylko na takim zależy. To na pewno był wspaniały czas spędzony z równie dobrą, lecz nieco zagubioną w swoim życiu dziewczyną. Swoją drogą muszę pogratulować jednemu z tu obecnych na tym forum, za niewątpliwy wkład w nasze rozstanie... Gratuluje. Osoba wtajemniczona na pewno będzie wiedziała, że o nią chodzi.
Ehh... ile razy jeszcze będę "zapisywał nowy pamiętnik..." ![]()
74 2013-09-23 15:46:30 Ostatnio edytowany przez Metyl (2013-09-23 15:46:51)
Heh ... a jednak.
Gallu ... ale to była zmiana na 'lepszy' model czy po prostu taka zagrywka z dnia na dzień 'a weź spier...niczaj z mojego życia' tylko delikatniejsza?
Ja za Myszeczką bardzo byłem, mimo jej małego nierozgarnięcia, ale z jej strony chyba uczucie nie rozkwitło do końca. Początkowo było dobrze, ale potem ciągle nachodziły ją myśli o tym, że pragnie tej "wyjątkowej miłości" (chyba jak z wenezuelskich seriali wyidealizowanej miłości). Sporo krwi mi napsuł jej "przyjaciel", z którym miała chyba nawet lepszy kontakt niż ze mną ( mimo iż, tylko wirtualny/telefoniczny ). To w zasadzie przez niego się rozstaliśmy, bo ona chciała sprawdzić, czy "to ten"... Do tego dochodzi fakt, że jako dziewczyna atrakcyjna fizycznie, ma spore zainteresowanie ze strony innych facetów, w tym swoich byłych, których było trochę... Mnie to w końcu przerosło. Brakowało mi jej zaangażowania, przez co ja sam powoli się też odsuwałem ( nie będąc pewnym tego co będzie jutro ). W końcu postawiłem sprawę jasno i dałem jej do wyboru: 1. Zaangażuj się w nas bardziej i poświęć nam więcej czasu niż swoim wirtualnym znajomościom 2. Zmieniamy zasadę na wolny związek ( czego w zasadzie nie chciałem, ale pomyślałem, że może potrzebuje "trochę czasu" ), 3. Rozchodzimy się. Nie pasowały jej 2 pierwsze opcje i po całym miłym weekendzie jaki spędziłem u niej, na sam koniec prawie bez słów... uznała, że lepiej jak się rozstaniemy.
Przeczuwałem już od jakiegoś czasu, że to się stanie. Myszka nie jest złą dziewczyna, ale za szybko się wiąże i za szybko odpuszcza. Sama do końca nie wie czego chce...cóż... taki charakter.
Cóż ... smutna historia mimo wszystko. Ale ... nie ma co spinać dupy, będzie bolało jakiś czas i trzeba próbować dalej. Ja z nią rozmawiałem na gadu raz tylko i owszem. Nie jest zła za to przewrażliwiona ... Ech. I bądź tu człowieku mądry i dogadzaj dziewczynie. ![]()
Czasem po prostu się nie da. Nie jestem bez wad, ale też nie uważam, żeby Myszka miała ze mną źle. Po prostu jej serducho jeszcze nie znalazło swojego właściciela
Na siłę jej nie zmuszę do miłości... choć bardzo chciałem by tak się stało.
Pomyśl o tym w ten sposób że nie była Ciebie warta. Mimo tego że to boli i to pewnie świeża sprawa.
Staram się nie dołować, choć nie zawsze dobrze sobie z tym radzę. Przeraża mnie za to ta obojętność, którą powoli łapię. Jestem typem faceta, który nie odpuszcza sobie łatwo i chce stałego związku, a to już kolejne rozstanie. Nie chce mi się znowu poznawać kogoś... zaczynać od początku wszystko z nową osobą. Wiadome, że nie mam wyboru... no ale... ehh...
Staram się nie dołować, choć nie zawsze dobrze sobie z tym radzę. Przeraża mnie za to ta obojętność, którą powoli łapię. Jestem typem faceta, który nie odpuszcza sobie łatwo i chce stałego związku, a to już kolejne rozstanie. Nie chce mi się znowu poznawać kogoś... zaczynać od początku wszystko z nową osobą. Wiadome, że nie mam wyboru... no ale... ehh...
Nic nie musisz, szczególnie nic na teraz już. Nie dręcz się takimi myślami. Jesteś młodym chłopakiem. Może właśnie zgubiło Was to, że tak szybko się związaliście ze sobą. Widziałam w innym temacie i faktycznie Myszeczka to bardzo atrakcyjna dziewczyna, ale to jedno, a drugie to jak Ciebie potraktowała. Teraz najlepiej skupić się na sobie i może wyciągnąć jakieś wnioski. Coś pewnie następnym razem można zmienić, nie wiązać się szybko na hura, być ostrożniejszym.
Dziękuje za odrobinę ciepłego słowa truskaweczko ![]()
A ja stanę po stronie Myszeczki. Pomyśleliście jak Ona musi się czuć czytając to wszystko???
Gall_Anonim, jasne, że to boli, masz prawo czuć się zawiedziony, może rozczarowany, ale przecież sami zauważyliście, że do miłości nie można nikogo zmusić, więc jak można mieć do Myszeczki pretensje?
I co to znaczy ,,nie zasługuje na Ciebie"? Bo nie była w stanie się bez reszty zakochać i związać? No cóż, nie wszyscy do siebie pasujemy. Najważniejsze, to mieć tego świadomość, przeżyć swoją żałobę po niespełnionym związku (może nie dziś, nie jutro, nawet nie za tydzień, ale za jakiś czas przecież będzie lepiej) i iść dalej, do przodu, szukając szczęścia gdzieś indziej...
83 2013-09-23 23:56:36 Ostatnio edytowany przez Gall_Anonim (2013-09-23 23:58:23)
Ja nie mam pretensji do niej. Ciągle powtarzam, ze to wspaniała dziewczyna. Po prostu nie kochała mnie... Dałem jej wybór, bo bardziej mi zależało na jej szczęściu niż moim. Gdybym nic nie mówił, pewnie byłbym z nią nadal. Jak długo... nie wiem, ale jej myśli były przy innym, wiec raczej to i tak by się rozleciało. ????
Zaintrygował mnie ten temat.
Weszłam...przeczytałam całośc...i bardzo Ci współczuję Gall.
Co do Myszeczki..sporo osób na forum prowadziło z nią dysputy....była bardzo kategoryczna w osądach.
W teorii była mocna...jak widac gorzej z praktyką.
Może zastanowi sie następnym razem, dając nadzieję facetowi.
Ja myślę, że nie nam osądzać, oceniać i opiniować kto i jak bardzo zawinił, że nie wyszło. To nie jest temat na publiczne debaty. Czasem tak jest, że pomimo, że obie osoby to fajni, wartościowi ludzie, to nie wychodzi. Po prostu. To nie działa tak, że każdy do każdego pasuje. I zupełnie nie na miejscu, moim zdaniem, są tu stwierdzenia "nie była warta Ciebie".
Gallu, no cóż. Kolejne Twoje doświadczenie w drodze do spotkania Tej Jedynej. Nie poddawaj się, ona na pewno gdzieś czeka na takiego właśnie faceta jak Ty. Może właśnie czasem dlatego nie wychodzi nam z innymi, abyśmy mogli związać się z tą właściwą osobą?
86 2013-09-24 11:14:38 Ostatnio edytowany przez Gall_Anonim (2013-09-24 13:36:08)
.
Przedziwne podejście.
Jeśli nie chciałbyś użalać się i wylewać brudów (przeczytaj swe zdania na temat Myszeczki - nie są one ani pochlebnymi, ani życzliwymi), to nie napisałbyś tego, co napisałeś w takiej formie. Sporo w tych Twoich ostatnich postach jadu, lekceważenia, protekcjonalizmu.
Jestem, delikatnie rzecz nazywając, rozczarowaną.
88 2013-09-24 11:48:52 Ostatnio edytowany przez Gall_Anonim (2013-09-24 13:35:56)
.
89 2013-09-24 12:02:54 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2013-09-24 12:11:12)
hmmm...
musze przyznac, ze jestem zniesmaczona.
Gallu Anonimie,
wstaw sie w polozenie tej Twojej /Nietwojej Myszeczki...
co czuje czytajac to.
I nie wspolczuje Tobie Gall.
Powiedz tak szczerze, czego oczekiwales? po co to napisales?
cos o dojrzalosci Myszki wspominales...
:-)
w kontekscie Twojego zachowania brzmi to cokolwiek jak ironia
90 2013-09-24 12:16:51 Ostatnio edytowany przez Gall_Anonim (2013-09-24 13:35:47)
.
Ale ona doskonale zna moje zdanie. Mimo rozstania mamy ze sobą całkiem dobry kontakt. Wielokrotnie rozmawialiśmy o tym i wie co myślę, a nawet sama wielokrotnie przyznaje mi rację.
Tak czy inaczej macie racje, że niepotrzebnie ten temat ciągnę. Tak jak mówię... chętnie bym go usunął, ale to już musi zrobić moderator.
co innego rozmawiac z kims o czyms, a co innego widziec, jak ten ktos rozwiesza to, o czym rozmawialismy na plakatach , na przystankach i stacjach benzynowych
:-)
Olinko a ja akurat jestem w stanie zrozumieć Galla i jego pisanie tutaj o całej sytuacji ( bo bądź co bądź - wątek założyła ona ale po pierwsze - mogła się z tym liczyć a po drugie - dotyczy on pewnego związku więc on ma imho prawo by coś niecoś tu na ten temat napisać. Nie ujawnia ani szczegółów ani korespondencji. A jeśli autorka będzie chciała coś wyjaśnić to z pewnością sama się o to postara. Nie wydaje mi się, żeby to było jakieś wielkie naruszenie prywatności ...
Tym bardziej jestem w stanie go zrozumieć bo przynajmniej częściowo wiem jak to jest być 'tym drugim', ewentualnie tym który idzie w odstawkę jak pojawi się ktoś rzekomo 'lepszy'. No i u mnie też wszystko niemalże posypało się dosłownie z dnia na dzień. Więc przynajmniej częściowo wiem jaki to może być dla faceta zawód i rozgoryczenie. Nie twierdzę że tylko Myszeczka jest w tej sytuacji winna ale jakoś niespecjalnie mnie dziwi, że cała akcja potoczyła się w ten właśnie sposób - choć z początku wyglądała imponująco. Może właśnie zbyt imponująco?
Gall ... więc co się właściwie stało? Ona odeszła do kogoś innego czy po prostu się rozstaliście? Bo chyba nie chcesz mi powiedzieć że wróciła do któregoś ze swoich 'ex'. ![]()
Aby uniknąć zgłaszania raportów, zaznaczam, że co prawda wszystkie usunięte przez Galla_Anonima posty powinnam usunąć, ale aby być konsekwentną musiałabym skasować również odpowiedzi na nie, czego uczynić nie chcę. Dlatego całość pozostanie w takiej formie, jak widzicie to obecnie.
Zaczęłam czytać ten post z takim bananem na ustach: jej, wow, ale miło
a tu bach!
eh, samo życie.
Powodzenia!
Metylu, ja nie neguję, że Gall_Anonim nie poczuł się z tą sytuacją źle, bo wiem, że tak było, co zresztą jestem w stanie zrozumieć, ale nie podoba mi się, że naruszył zasadę lojalności w stosunku do Myszeczki. Cokolwiek się między nimi wydarzyło, powinien pozostawić to już dla siebie, choćby z szacunku dla Jej uczuć i przewidując, że czytanie tego wszystkiego, co zostało publicznie napisane, nie będzie dla niej przyjemnym odczuciem. Tak się po prostu nie robi, bez względu na przyczynę ich rozstania.
Edit: Autorem wątku jest Gall, nie Myszeczka.
Jakie to wszystko przewrotne.
Gdyby to Ona napisała, że On ją porzucił, to wylewalibyśmy na Niego wiadro pełne brudnej wody.
Tak czy inaczej przeżyli wielką, gorącą przygodę i mają o jedno doświadczenie więcej.
Ani na Nim, ani też na Niej świat przecież nie kończy się.
Oboje młodzi znajdą swoje połówki, które będą pasować.... przynajmniej na jakiś czas ![]()
Lepiej, że teraz /niż po ślubie/ oczy zobaczyły jak wygląda wielkie zauroczenie, bez różowych okularów.
Pozdrawiam oboje
![]()
Jakie to wszystko przewrotne.
Gdyby to Ona napisała, że On ją porzucił, to wylewalibyśmy na Niego wiadro pełne brudnej wody.(...)
Gdyby Myszeczka napisała o Gallu_Anonimie to, co on ostatnimi dniami o niej (także to, o czym już nie można przeczytać, bo usunął ich treść), moje posty byłyby identyczne.
Cisza to ja, w większości wątków na tym forum jedna strona ma o coś pretensje do drugiej strony i nikt z tego problemu nie robi. Od tego jest przecież forum. Ale tu sytuacja jest nieco inna. Oboje są użytkownikami naszego forum. Oboje mają tu bliższych i dalszych wirtualnych znajomych. Kiedy więc jedna strona zaczyna wyciągać na forum to co było między nimi to druga osoba może się poczuć co najmniej niezręcznie. Gall nie pisze o nikomu nie znanej Krysi tylko o dziewczynie, o której wiadomo, że to przeczyta!
Wielokropku i vinngo ![]()
nie Wasze wypowiedzi /z którymi zgadzam się/ miałam na myśli.
Tak jednak już jest jak napisałam.
Nie powinno się tu na forum gdzie właśnie byli oboje w ogóle o nich dyskutować.
Nie chcę oceniać postawy Galla, ani wypowiedzi innych, więc rzuciłam taką luźną swoją myśl.
Pozdrawiam ![]()
100 2013-10-07 17:22:09 Ostatnio edytowany przez Myszeczka23 (2013-10-07 17:54:57)
cisza to ja napisał/a:Jakie to wszystko przewrotne.
Gdyby to Ona napisała, że On ją porzucił, to wylewalibyśmy na Niego wiadro pełne brudnej wody.(...)Gdyby Myszeczka napisała o Gallu_Anonimie to, co on ostatnimi dniami o niej (także to, o czym już nie można przeczytać, bo usunął ich treść), moje posty byłyby identyczne.
Jak ja żałuję, że tego nie przeczytałam wcześniej, zanim zdecydowałam się na powrót do związku... ![]()
Macie wszyscy rację. Zachowałem się jak ostatni gówniarz. Niepotrzebnie wylałem tu swój smutek. To było egoistyczne i po prostu głupie. Byłem zły wtedy na Myszeczkę, że chciała rozstania, a tak na prawdę muszę przyznać, że ja sam przyczyniłem się do tego przez swoją zazdrość o jej kolegów i po prostu egoizm... Chciałem, by zwracała więcej uwagi na mnie, a tak na prawdę tylko odpychałem ją od siebie.
Jeszcze raz przepraszam Cię Myszeczko...
Moderatorzy mi świadkami, że już po pierwszym poście od naszego rozstania, poprosiłem o usunięcie tematu. Nie wiedziałem ( przyznaje, nie przeczytałem regulaminu ), że nie można. To była chwila słabości, którą później chciałem naprawić... ale zrobiłem jeszcze gorzej, bo po prostu usunąłem swoje wypowiedzi. Tak czy inaczej nawet przez chwilę nie pisałem, że jesteś złą dziewczyną. Uznałem po prostu, że nie byłaś gotowa na "nas". Przepraszam...
Ten temat z każdą kolejną stroną robi się coraz to dziwniejszy.
Robi się dziwniejszy, bo tak się dzieje, gdy sprawy prywatne miesza się na forum. Bo wiele rzeczy jest tu nie napisane, wiele rzeczy napisać się nie da i wychodzi z tego ogromny bajzel...
Dlatego chciałem zamknąć/usunąć ten temat... a wyszło jak wyszło. ![]()
Ło matko, już się tutaj nie angażujcie, ja w sumie rozumiem po części obie osoby ale im dalej to ciągniecie tym bardziej wam to chyba wychodzi na gorsze. Tak mi się wydaje. Jak dla mnie nie ma sensu sobie enty raz czegoś wypominać albo enty raz przepraszać. Spróbujcie żyć dalej, tyle wam pozostało.
Metylu my od dłuższego czasu jesteśmy ze sobą, ale jak byś się czuł gdybyś nagle wszedł na forum i coś takiego przeczytał jak ja przeczytałam tu? Ja nie mam żalu, że Gal pisał tu co mu na sercu leżało. Mam żal, że wiele rzeczy usunął i o to że mi do tej pory o tym nie powiedział co tu napisał. A ja pytałam czy zaglądał na forum. Gdyby mi powiedział od razu, to bym się nie czuła tak jak czuję się teraz. Po prostu mam żal do Gala o to, że chciał ukryć to przede mną...
No ale to może wyjaśnijcie to sobie prywatnie bo jeszcze większe wywalanie brudów na forum dobrze wam nie robi. Obojgu ...
Wyjaśniamy to sobie prywatnie. Nie martw się. ![]()
No właśnie, wyjaśnijcie to sobie poza forum, bo na forum to chyba my nic nie zdziałamy. Rozumiem, że Ci przykro Myszeczko, mam nadzieję, że to sobie wyjaśnicie. Pamiętaj, że to Ty byłaś podobno tą niezdecydowaną i chciałaś być z innym..albo to Gall jest zbyt zazdrosny. No nic, między sobą to obgadajcie.