End_aluzja napisał/a:kiedysbyłąm. ja nie rozumiem, czego ty się spodziewałaś
to jest tak, że facet mówi nie chę z tobą być, nie kocham, chce się rozstać, nie jestesmy razem, to nie ma szans... i tak dalej
a ty słuchasz a nie słyszysz
oglądasz, a nie widzisz
i teraz nagle wielce oburzona dajesz mu w twarz?? bo przyprowadził kogoś do waszego domu??
to przecież TY się zgadzasz, żeby mieszkał z tobą mimo, że on już dawno zadeklarował, że z tobą nie jest
zgodziłaś się "na lokatorstwpo" a odbierasz mu prawo do jego gości, jego relacji, jego zycia?/
bo ty mimo wszystko spodziewałaś się, że:
nie ma żadnej niuni na boku
kocha tylko ciebie
jak poczekasz to on się opamięta i do ciebie wróci
w efekcie straciłaś całą mase czasu i energiii
w efekcie zachowujesz się wobec niego histerycznie i jak dla mnie -poniżej godności włąsnej- dałaś mu w twarz??
za to, że - PPOTWIERDZIŁO SIĘ TO, za to powinnas dac mu w pysk na samym początku i wypieprzyć z domu??
czekałas tyle czasu na "dowód"??
pisałam kiedyś, że zyjesz nadzieją i naiwną wiara
i to prawda kiedyśbyłam...
pora się obudzic
was już nie ma, jego już nie ma
teraz masz do wyboru - iśc z nim na wojne - która już się zaczeła - ty w twarz, on groźby..
albo odpuścić
zrealizowac swój plan, który miałaś na początku i wypieprzyć dziada z chaty
End_aluzja - no oczywiscie ze mowil od dawna ze nie chce ze mna byc, ze nie kocha (w to mialam mu wierzyc tak?), ale mowil tez ze z nia nie jest (a w to juz nie?). to, ze chcialam w to wierzyc, (w to ze nie chce ze mna byc, ale nie z jej powodu) to ze od razu nie uznalam go za gnojka tylko w niego wierzylam to taki wielki blad? blad pewnie i tak, ale nie uwazam ze nadaje sie to na potepienie a Twoja wypowiedz w tym miejscu bardzo we mnie uderza.
piszesz 'dajesz mu w twarz bo przyprowadzil KOGOS do domu' ??!! nie kogos, a swoja kochanke chyba tak??! kobiete z ktora spal, do czego sie sam przyznal w kwietniu. czy robisz ze mnie jakas wariatke teraz? bo tak sie czuje. oczywiscie ze ma prawo do swojego zycia i uwierz mi ze uslyszalam (nie slyszalam a uslyszalam) i zrozumialam to juz dawno temu, ze ma swoje zycie czy mi sie to podoba czy nie. i nie zrobilabym nic, jesli bylby tam ktokolwiek inny, jacys faktycznie znajomi, ale no nie ona bo do cholery ale mimo ze mieszka ze mna nie ma do tego prawa zeby ja do mojego rowniez domu przyprowadzac. nie jestem wariatka, mogl sobie tam zaprosic kogo tylko chce, ALE NIE JA.
tak, zgadzalam sie zeby ze mna mieszkal bo RAZ: mialam nadzieje przez jakis czas i wierzylam ze z nia nie jest (tak wiem, godne potepienia);
DWA: nie moglam w tydzien ani miesiac wziasc kredytu na sama siebie i oddac mu 8 tys funtow bo o takich kwotach mowimy. do tego czekalam do konkretnej ustalonej daty - polowy lipca - kiedy bede miec pewnosc ze od wrzesnia po wakacjach mam prace. a Ty oceniasz mnie jakbym nadal, do tej soboty ludzila sie i nagle sie zdziwila.
tak ludzilam sie ze sie opamieta - ale przez pierwsze 2 miesiace. od prawie miesiaca, odkad to powiedzial mi ze mnie nie kocha i o tym byciu nieszczesliwym - o czym pisalam tutaj, nie ludzialm sie juz zupelnie. i nie robilam nic. i nie spodziewalam sie ze z nia nie jest. ale to nie jest do cholerci rownoznaczne z tym ze spodziewalam sie ze jest zdolny do tego zeby ja przyrpowadzic do mojego mieszkania i akurat u nas sie z nia spotykac, nawet jesli z nia jest!! no przeciez jak mozesz obwiniac mnie za jego decyzje? tak, ja zgodzilam sie na mieszkanie jeszcze razem, bo tak naprawde nie mialam wielkiego wyjscia. ale to go chyba nie upowaznie do lamania juz jakis wszelkich norm spolecznych?
dalej: 'trzeba bylo go wywalic'. a nie probowalam??? sila mam go wyrzucic??? pisalam juz o tym wielokrotnie, nie bede sie powtarzac. on powiedzial 13 kwietnia kiedy sie wyprowadzi i czy mi sie to podoba czy nie, to tak wlasnie bedzie. postawil warunek i wtedy wlasnie sie wyprowadzi - jak zniknie z kredytu i go splace. nawet teraz w sobote kazalam mu sie wynosic. nawet do jego mamy zadzwonilam i powiedzialam ze ja nic od niego nie chce, ze ja go splace, ze oddam mu co do funta co jego, ale niech on sie wyniesie bo ja go nie zniose juz. zrozumiala mnie, ale ona jego tez nie zmusi, ale dzwonila do niego. ale on tego nie zrobi. zamkow zmieniac nie zamierzam bo w sadzie obroci sie to przeciwko mnie - prawnie tego robic nie mam prawa, bo to tez jego mieszkanie i bez wzgledu na moje wlasnie uczucia czy jak to nazywasz histerie - nie mam prawa nie wpuscic go do jego mieszkania. wiec mysle ze wlasnie mysle dosc logicznie mimo wszystko. latwo sie mowi, gorzej zrobic. szczerze? znacie jakas kobiete ktora tak naprawde w 1 dniu wywalila faceta za drzwi (na zawsze juz) bo nie mowie na 1 noc?? bo ja nie .... albo facet sam sie wyprowadza z dnia na dzien BO chce, a jesli nie chce, to latwo powiedziec, ale jakby nie bylo to sa istoty zywe o wolnej woli i na sile ich wywalic nie mozemy. a ja probowalam, a piszesz jakbym tego nie robila.
w twarz - tak, dalam mu 2 raz w zyciu. nie jestem dumna z tego, ale nie zaluje. i znowu - zrobilam to o czym piszesz, 1 raz w zyciu dalam mu w twarz po tym, jak 1 raz nie wrocil na noc do domu w lutym (czyli zrobil cos, czego nigdy wczesniej w naszym zyciu, domu nie bylo) czyli od razu zareagowalam uznajac jego zachowanie za naganne, a nie dopiero teraz. potem nigdy juz tego nie zrobilam. nawet jak zdrada wyszla na jaw, nawet jak znajdywalam dowody. ale tutaj sytuacja byla inna. to nie chodzilo o to, ze ja nie wytrzymalam bo sie dowiedzialam ze on jednak z nia jest (przeciez ja o tym wiedzialam, to byl tylko dowod, moje wlasne potweirdzenie), ale chodzi o to ze byl zdolny ja przyprowadzic do naszego mieszkania. dla mnie to 2 rozne rzeczy. nie dostal typowo za to ze klamie i ze z nia jest tylko wlansie za to ze naruszyl juz cos co najcenniejsze, najprywatniejsze dla mnie.
a co do grozb - dopisalam przeciez, wyjasnilam jak obecnie sytuacja wyglada. wczoraj zadnych grozb nie bylo. spokojna rozmowa. ja zostaje w mieszkaniu - tak jak sie umawialismy i tak ja ksie umawialismy za bardzo niedlugo ide do banku zeby zaczac t ozalatwiac i potem kwestia do 4 tygodni mysle i go nei bedzie. i powiedzialam mu ze ma zniknac dokladnie w tym dniu w ktorym zniknie z hipoteki. dostajemy telefon/ papiery i nie ma go. nei ze jeszcze z tydzien czy dwa.