Ja coraz bardziej utwierdzam sie w przekonaniu, ze choc jest to najtrudniejsze - ta TOTALNA obojetnosci i ZERO kontaktu, mieszkajac jeszcze razem, to jest to dobra droga. Wierzac w to, ze nic w zyciu nie jest pewne i ze jest choc 1% szans na to, zeby pojawily sie z jego strony jakiekolwiek watpliwosci co do slusznosci jego decyzji (nie mowie nawet o zadnym wracaniu do mnie) ale TYLKO o jakichkolwiek watpliwosciach, to uwazam ze tak jak jest teraz, najabrdziej maksymalizuje te 1% szanse:) On motal sie przez kilka miesiecy - fakt, ale wtedy jeszcze mnie mial, wiec nie trudno w takiej sytuacji myslec o tym ze niby nie chce sie z kims juz byc. Ale te ostateczna decyzje podjal tak naprawde dosc szybko, po tym ja kzdrada wyszla na jak i sprobowalismy przez kilka dni i bylo ciezko (nic dziwnego... ) i on stwierdzil ze to nie ma sensu.
Mianowicie - myslac logicznie, tak jakby z jego strony. To jest chyba naturalne, taki instynkt - ze jesli on przez ten ostatni czas, odkad podjal decyzje ze koniec, tak bardzo tego nie chcial - byc ze mna dluzej, a tak naprawde bylo i jest, a wszyscy dookola mimo wszystko naciskali, czul ta presje, ze wszyscy jakby uwazaja ze zle robi, ze powinien byc ze mna, ze powinnismy sprobowac, ze popelnia blad, do tego JA - mimo ze fizycznie moze az tak duzo mnie nie bylo, bo nie plaszczylam sie przed nic, ale on czul te moje emocje, to jak bardzo ja chcialam - to wydaje mi sie ze instynktownie, samozachowawczo on sie totalnie zblokowal, po prostu chcial udowdnic wszystkim i samemu ze przeciez to jego wybor i moze zrobic co chce. I nie chcial nawet myslec o zmianie decyzji dla samej zasady chocby - ze przeciez on wie co czuje, jak inni moga go przekonywac w tak waznych kwestiach. Dlatego uwazam, ze teraz tylko totalnie odwrotne dzialanie - czyli juz totalny spokoj z mojej i inych osob strony, moglby spowodowac zeby zaczal w ogole o tym jakkolwiek myslec, o tym wszystkim co sie przez ostatnie 3 miesiace wydarzylo. Mysle, ze on tak naprawde nie zna zmaku TEGO czego tak bardzo chcial, tej WOLNOSCI, SPOKOJU, tego NIE BYCIA ZE MNA, poniewaz mimo ze fizycznie to juz prawie 3 miesiace zyjemy jak obcy ludzie, ale emocjonalnie to wlasnie dlugo czul ta presje na sobie, a z mojej strony to nie wiem czy w ogole juz uwierzyl ze ja odpuscilam i ten spokoj mu dalam. Mysle ze dopoki tak naprawde tego nie dostanie, nie poczuje w pelni co wlasciwie w praktyce oznacza, to nie bycie ze mna, nie bedzie w stanie jakby tej decyzji w zaden sposob zweryfikowac, chocby ocenic sam przed soba. Wiec tym sie kieruje jak jest mi ciezko i nachodza mnie mysli, zeby mu jeszcze cos powiedziec, cos zrobic. Chcac - a tego chcialabym bez watpienia - zeby mimo wszystko on kiedys pozalowal tego, wierze ze jak naprawde dostanie to co chcial, tak w pelni to wtedy bedzie mogl ocenic i poczuc jakie to wlasciwie jest.
A d otego, ma to w moim przekonaniu inne plusy. W odwrotnej sytuacji (w tej jaka jest naprawde i ktora jest bardziej prawdopodobna), ze on nigdy nie pozaluje tego, ze bedzie zadowolony ze to zakonczyl - no to tez lepiej bede sie czula za jakis czas, ze odpuscilam, ze zachowalam swoja godnosc, ze dalam mu to czego chcial, ze nie zatrzymywalam go na sile. I jesli nigdy tego nei pozaluje - t oznaczy ze nie zmieni swojego obecnego myslenia - ze nie ma nic zlego w tym co zrobil, no to tymbardziej utwierdze sie ze dobrze sie stalo, bo z takim czlowiekiem jakim jest obecnie nie chcialabym byc.
to takie moje przemyslenia Wam tutaj napisalam
mysle o tym, bo analizuje swoje psotepowanie - czyli ta totalna obojetnosc, nie robienie niczego. i wiecie, z czasem mysle sobie, ze cos co dla nas wydaje sie zielone np, wcale zielone nie musi byc. Tak samo jak jego pozytywne zachowania w pewnym okresie - t oze zgasil mi lampke, nalal kawe albo pogadal normalnie - odebralam juz jak cos mega pozytywnego i nawet dowod ze ma watpliwosci - a bylo totalnie na owdrot - tak samo jego negatywne zachowanie - to ze nie mowi nawet tego czesc, ze teoretycznie NIC go nie interesuje - to ze wydaje sie to na 1 rzut oka no straszne- ze to znaczy ze NA PEWNO jestem dla niego juz nikim, moze wcale tak do konca tego nie oznaczac. mysle, ze teraz to juz jest tak dlugo cisza ze oboje nie chcemy jako pierwsi jej przerywac. i az glupio by bylo gdyby nagle o cos zapytal . zreszta, niewazne. staram sie wlasnie juz jego tych zachowan negatywnych nawet nie analizowac. nie jestesmy razem i to jest fakt.
dzisiaj np spalam u brata bo wiozlam go rano na lotnisko. nigdy w srodku tygodnia nie bylo tak zebym nie wracala na noc. w weekendy owszem - wiec on gdzies tam pewnie wiedzial ze jesten u brata. oczywiscie to nie zmienia niczego, nigdy nie napisal gdzie jestem - no i ja rowniez nigdy nie pisalam przez te 3 miesiace gdzie jest jak np nie wracal dlugo. no i tak sobie zyjemy... niedlugo pojde do banku wiec powinien zaczac szukac mieszkania do wynajecia.
ale sie znowu rozpisalam 