M. - NIE, NIE i jeszcze raz NIE
pierwsze 'NIE' - nic w nim nie drgnelo gwarantuje Ci to, a zreszta co mi po jego drgnieciu czy pojawieniu sie jakis watpliwosci? z taka motywacja - bo cos tam drnelo albo bo nie byl pewny rozstania - to jednak zostal - nic sie nie zbuduje, naprawde. Tu by potrzeba bylo duzego drgniecia, PIERDYKNIECIA konkretnego
z jego strony, zmiany, totalnej zmiany postawy, przyznania sie do kolejnych bledow, zeby mialo to szanse na odbudowe. i tego raczej nie daloby sie nie zauwazyc - jesli by sie wydarzylo takie pierdykniecie w jego glowie. A tak? no naprawde - co mi po tym, ze on by sie z jakis tam powodow, moze zgodzil laskawie zostac jednak? przeciez to nie o to chodzi, zeby 'byl' tylko zeby kochal, pragnal, tesknil itp itd.
drugie 'nie' - nie, nie boje sie jego powrotu, tak chcialabym tego. tzn zeby przyznal ze znow robil zle teraz i ze chcialby to naprawiac. tego bym chciala. a czy w dalszej perspektywie chcialabym z nim byc, a raczej czy bym potrafila? to by sie okazalo.
trzecie - 'NIE' - no wlasnie probuje caly czas spojrzec z drugiej strony. co ja bym zrobila w odwdrotnej sytuacji. gdybym wiedziala ze jutro ma mega wazny 'sprawdzian' w pracy to naprawde bedac ciekawa i zainteresowana - wyslalabym do niego 1 smsa z prostym pytaniem: 'jak ci poszlo'. potem jak bym juz go spotkala, zapytalabym tak jak on to zrobi, ale jesli odpowiedzialby tak jak ja, ze mu nie poszlo i widzialabym ze najzwyczajniej w swiecie bylby smutny i wiedzialabym dlaczego - ze cos tam mu nie poszlo w pracy, poraz kolejny juz - to na pewno nie zostawilabym go od tak. NA PEWNO ZAPYTALABYM GO JESZCZE NIE WIEM DRUGI, TRZECI RAZ. poszla za nim do pokoju i na spokojnie zapytala: 'ale to co sie stalo'? , 'az tak zle'? nie wiem, cokolwiek. wlasnie dlatego bo naprawde bym sie tym martwila, interesowala, a nie pytala dla zasady. i naprawde nie chodzi o granie ksiezniczki. nie zamierzam. chce mu pokazac ze go potrzebuje, no ale jego przeciez nie ma dla mnie - z jego wyboru, odszedl, tak? chodzi o to zeby nie byc hipokryta - skoro go nie ma , to nei ma, musze radzic sobie sama - ze wszystkim. A nie ze odszedl, ale ze fizycznie czasem jeszcze jest to mam na niego liczyc, a jak juz sie wyprowadzi, to nie bedzie widzial ze cos jest nietak, to juz bedzie ok.
nie, moje zachowanie jasno pokazuje mu to jak jest a przede wszystkim slowa - ktore powiedzialam wielokrotnie, ostatni raz w niedziele - ty nie musisz sie wyprowadzac, tylko chcesz, pamietaj o tym. ja nei uwazam ze skreslanie tego to jest odpowiedzialne wyjscie z tej sytuacji. byles dla mnie najwazniejszy, ciezko mi jest bez ciebie. itp itd. jasne komunikaty.
chce zeby czul sie potrzebny, ale zeby wlasnie sam ewentualnie znalazl w sobie takie poklady nie wiem, odpowiedzialnosci za mnie, troski, zeby chcial np sie mna 'zajac', zaopiekowac czy pomoc. a nie zebym ja byla zaplakana albo zalamana z powodu pracy - n oto wiadomo, chocby z litosci mnie bedzie pocieszal. o to mi chodzi. ze, oczywiscie ze bym tego chciala i na pewno nei zgrywalabym ksiazniczki, tylko zebym wiedziala ze cokolwiek robi to nei wynik przypadku albo 'bo wypada', tylko jego szczerych checi....