netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

940 odpowiedzi170 305 wyświetleńzałożony przez kiedysbylam, 01.05.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 … 15 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 196 do 260 z 941 ]

196 Ostatnio edytowany przez kiedysbylam (2013-05-28 22:19:11)

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

No ten etap juz za mna. Cud sie nie wydarzyl i spotkanie u notariusza odbylo sie. Trwalo to wszystko dosc slugo i przez ok poltorej godziny w sumie siedzielismy w jednym pomieszczeniu - on,ja i moi rodzice, milczac i czekajac na te umowy itd. Bylo mu glupio, to bylo widac. Jak moj tata wyjal gruba kupke pieniedzy dla niego, jeszcze przed podpisaniem umow-czyli znow pokazal mu, ze mimo tego wszystkiego nie uwaza go za oszusta czy zlodzieja, dajac mu w sumie pieniadze 'przed', no to widac bylo ze sie speszyl. Przeliczyl te peiniadze i z wyslkiem widac spojrzal na sekunde na mojego tate kiwajac, dajac jakby znak, ze kasa sie zgadza....

nie wydarzylo sie nic nadzwyczajnego, nikt zlego slowa mu nie powiedzial, po prostu siedzielismy w ciszy z podniesionymi gloami (ja i moi rodzice). Jedynie co mnie zdziwilo, to to, ze wiekszosc czasu na mnie patrzyl. Zauwalyla to rowniez moja mama, prawie caly czas, siedzac na przeciwko siebie patrzyl na mnie, czasem ja rowniez spojrzalam i wtedy on nie uciekal wzrokiem tylko patrzelismy tak na siebie... nie mam pojecia co sobie myslal, ale bylo to dziwne, no bo ostatnie 2 miesiace odkad 'nie jestesmy razem' nie bylo miedzy nami zadnej interakcji, jakbbym w ogole juz dla niego nie istaniala. Wczoraj mowiac nieskromnie wygldalam bardzo dobrze. Mialam na sobie nowe ciuchy co chyba zauwazyl, wysokie buty na obcasie, czego nie widzial u mnie chyba miesiacami, a jednak inaczej sie wyglada... nie wiem co myslal, ale wlasnie czulam ogromna satysfakcje tak ogolnie, dostal to co chcial - rozdzielnosc i pienaidze za jego czesc mieszkania w polsce.... Lezaly te pieniadze tak na stole i tak patrzylam na nie, na niego, na nie, na niego dajac mu do zrozumienia: "tego wlasnie chciales? tyle dla ciebie to wszystko warte'? No nic, myslalam tez o tym meilu ktorego mu wyslalam tydzien temu, o tym ze to wszystko zrozumialam, wzielam tez duzo winy na siebie, za problemy w zwiazku do czasu jego zdrady. Ten meil narazie zostal bez odpowiedzi, ale myslalam wczoraj czy moze o tym mysli...? po ludzku dokonalismy ogromnej formalnosci ktora wiedzie do rozkladu malzenstwa, po ludzku nie zmienia na lepsze sie nic. on podjal decyzje i za wszelka cene chce udowodnic wszystkim a przede wszystkim sobie, ze to bardz dobra decyzja i chce byc konsekwenty... ale moze cos w nim jeszcze pracuje? jakies mysli? watpliwosci?

Jedyne o co zapytal moj ojciec, jak z mama wyszlam do lazienki, to zapytal go jak facet faceta o powod tego ze nie chce ze mna byc,. powiedzial mu ze sie nie dogadywalismy i ze tak bedzie lepiej dla mnie i dla niego. No smieszne prawda, ale taka w sumie jest prawda. NIE DOGADYWALISMY sie w jakis tam aspektach - to jest fakt, bo innych jakis powaznych problemow, powodow nie ma bo ich nie bylo. No wiec jesli dla niego to, ze sie nie dogadywalismy jest wystarczajacym powodem to rozstania, rozwalenia malzenstwa, no to ok. W sensie nie jest ok, ale wlasnie tak jest. Dobrze ze to powiedzial - mogl sam uslyszec jak to nawet brzmi - nie dogadywalismy sie... i dlatego koniec malzenstwa...

no nic, ja wracam do anglii dopiero w sobote, on polecial chyba juz dzis. Zobaczymy jak bedzie jak wroce... jesli nie zmieni sie nic, jesli nie zobacze choc cienia tego, ze ma jakies watpliwosci, no to nie pozostaje mi nic innego jak kontynuowac to co poustalalismy i zlozyc aplikacje do banku, o to zeby kredyt byl tylko na mnie no i wtedy on ma sie wyporwadzic... wiem ze sila go nie zatrzymam i pokazujac mu ze ja wciaz zgodze sie na wszystko, byle tylko byl nic w jego decyzji nei zmieni... albo zrozumie to sam, albo nie... sam musial by poczuc, zapragnac tego zeby znow ze mna byc... ale to raczej nierealne...

Bog tylko wie jaki los nas czeka, tak jak mowie - po ludzku wszystko idzie niestety w ta najgorsza strone, ciesze sie tylko, ze nie walczymy, ze juz nie wypominamy sobie. oboje przyznalismysie do wielu bledow, oboje uwazamy ze bylismy dobra zona/mezem dla siebie i ze bylo mnostwo wspanialych chwil. a ze to nic dla niego nie zmienia, coz na to moge? Tylko sie modlic i robic swoje....

pisalam do tesciowej na dzien matki - odpisala dopiero teraz dziekujac za zyczenia i ze zgadza sie w pelni ze mna, ze najwiekszym szczesciem dla niej byloby zebysmy byli razem ale ze jest bezsilna. Zapytalam teraz jeszcze czy cos mowil jeszcze (majac nadzieje, ze teraz jak byl te kilka dni w polsce, po tym meilu ktory mu wyslalam i wyjasnilam tez powody swojego glupiego zachowania, nadmiernej kontroli, to ze teraz juz zachowuje sie inaczej itd) mialam nadzieje ze moze jednak ma jakies watpliwosci. Ale niestety napisala mi wlasnie ze ciagle tylko slyszala od niego ze nam sie nie ukladalo, ze on tez nie jest bez winy, ale ze nikt nie bedzie mu mowil co ma robic, myslec i ze wszystko bylo zle (to po co sie oswiadczal, zenil i kupowal mieszkanie?) no i najwazniejsze : ze PDOJAL JUZ DECYZJE I JEJ NIE ZMIENI sad czyli to, o czym pisalysmy.... ehhh smutno sad

197

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Kiedysbylam - <przytul>.... trzymaj sie... mam nadzieję, że wypoczniesz i nie będziesz miała czasu na myślenie...

Mój R. , chociaż powiedział że możemy się spotkać nadal nie odpowiedział kiedy i gdzie... Ja też milczę.... bo co mogę innego zrobić??? sad

198

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Boze juz tyle czasu o tym mysle, juz myslalam ze sie jakos pogodzlam, nie chce sie buntowac, zawierzam Bogu wszystko, ale to takie trudne sad( ciagle zylam jeszcze nadzieja, a wiem ze nie powinnam, bo on zdania nie zmieni, chyba nigdy... po prostu nie chce i koniec. podjal decyzje i chocby sie walilo, palilo - on jej nie zmieni...

mam taki ogromny zal do niego i nie wiem jak sie go wyzbyc, modlitwa pomaga oczywiscie, ale ciagle jeszcze jest ciezko. Zal, ze tak - mial powody do niezadowolenia, ze nie czul sie szczesliwy od jakiegos momentu, ale dlaczego tak latwo sie poddal, dlaczego zachowal sie tak nieodpowiedzialnie sad - jak sie teraz okazuje mialam sama ze soba problemy zwiazane z przesloscia, ktore odbijaly sie na nas, ale dlaczego nie porozmawial nigdy, dlaczego nie chcial mi, nam pomoc. Ja tez po tym jak mnie zdraadzil mialam prawo go przeklnac, znienawidzic, odrzucic, a mimo to chcialam pdojac probe... no bo go kocham, no bo jestesmy malzenstwem, no bo to co nas laczylo bylo dla mnie najwazniejsze w zyciu.... A on poszedl na latwizne, stwierdzil ze nie ma sesnu, bo nikt nie bedzie mu mowil co ma robic i skreslil to raz na zawsze. i teraz jeszcze twierdzi wszm i wobec, ze TAK bedzie dla nas obojga lepiej:(( lepieij to by bylo gdybysmy odpowiedzialnie sprobowali stawic czola zyciu i temu co sobie oboje nawarzylismy... moja niedoskonalosc, jego brak komunikacji i potem zdrada. Jak on tak moze sad( ja naprawde wierze w to ze on raczej z nia juz w tej chwili nic nie ma... a przede wszystkim, no ze ona wlasnie nie byla tak naprawde powodem tego ze on nie chcial, tylko my sami. to, co potem z nia zaczal robic to jakby dodatek do tego wszystkiego i skutek...

Wiem, ze grzesze, wiem ze zamiast cieszyc sie z tego co mam, z kazdego dnia, to mysle o tej jednej 'rzeczy' ktorej nie mam sad( czyli o nim i naszym malzenstwie sad przynajmniej dzisiaj mam taki dzien. Jestem na wyjezdzie z mama w sanatorium, ladna pogoda, czas ktory spedze z mama, moge odpoczac, pomyslec, ale jest mi tak cholernie zle sad ciagle o tym mysle, mimo wszystko. Mam juz tego dosc!!! nie chce juz o tym myslec, chce jakos sie z tym pogodzic, cieszyc sie zyciem bez niego. on juz o tym nie mysli, on od 2 miesiecy zyje juz normalnie, podjal decyzje i koniec. a ja ?:(( jak nagle funkcjonowac jakby sie nie mialo meza, jakby bylo sie samemu, jak po prostu przejsc nad tym do porzadku dziennego, ze tak jest i tak musi byc w tej chwili i juz chyba na zawsze sad(( Boze ale mam dzisiaj dzien sad( ale to wszystko jest wynikiem tego, ze wydaje mi sie ze jest lepieij, bo tak naprawde ciagle sie jakos ludze, ze on moglby to jeszcze przemyslec, miec watpliwosci i wtedy funkcjonuje w maire dobrze jakis czas.... a potem znowu przychodzi jakby kolejne rozczarowanie - sama stwierdxam, lub przez cos co sie wydarzy, ze jednak nic sie nie zmienia na lepsze, a raczej na gorsze, ze przed nami ostatni etap-jego wyprowadzka i ze przeciez wiem juz o tym od dawna... wiec po co sie ludze?? sad(( nie wiem jak mam to wszystko ogarnac w swojej glowie przede wszystkim...

jestem z mama w sanatorium do piatku, jest tu bardzo ladnie, ladny park, pogoda, jacuzzi do uzytku w cenie. a ja wlasnie nie wytrzymalam i sie rozryczalam jak glupia jak mama wychodzila na swoj zabieg, nie moge, nie potrafie, niby sobie dobrze dzialam, tak radzilam sobie bo ciagle karmilam sie nadzieja, ale teraz jaj uz jej nie chce miec!! nie chce bo ona w tym wypadku jest zla, zle ze ja mam, bo nie ide tak anprawde na przod, nie przechodze tej 'zaloby' po stracie marzen i planow zwiazanych z zyciem zn im, tylko ciagle zyje w zawieszeniu. niby nie siedze i nie placze w poduszke, tylko robie mnostw orzeczy - nawet ten moj wyjazd tutaj z mama, ale tak w glebi duszy ciagle o tym mysle, ciagle sie ludzilam. ale wiem ze nie moge, nie chce juz i dlatego to tak bardzo boli znowu teraz, poraz 100 juz chyba przechodze uswiadomienie sobie faktu ze mamy nei byc razem, od nowa.... mama poszla na zabiegi a ja sieddze w pokoju hotelowym i rycze. wiem ze on nie jest pepkiem swiata, wiem ze jest czlowiekeim po prostu nieodpowiedzialnym, ze przy 1 okazji tak naprawde, jakis problemach, bo sie nie dogadywalismy on wzial nogi za pas i sie poddal, skreslil wszystko. jak moglabym liczyc na takiego czlowieka w dalszym zyciu? wiem to, ale to nei zmienia faktu ze myslalam ze nim bede do konca zycia, a szczegolnie ze nie widzialam ze cos jest nei tak i nigdy nei zakladalam ze moglibysmy sie rozstac, nie przygotowywalm sie na to psychicznie. nie wiem juz czego chce, nie wiem czy che byc w anglii w naszym mieszkaniu sama, nie wiem co mam robic ze swoim zyciem w ogole....

te 'dolki' sa jakby coraz zadrze... ostatni raz ryczalam jakis tydzien temu i to 10 razy mniej niz dzis.... ale czy tak to wlasnie wyglada...? ze jest lepiej, potem gorzej, potem znow lepiej...? Nie wiem, mam dosc wszystkiego w tej chwili. on jest nieodpowiedzialny!!!niewazne co bylo przez 5.5 roku i ze zawsze moglam na niego liczyc, ze myslalam ze jest bardzo odpowiedzialny i powazny jako czlowiek. NIE. NIE ZNALAM go jednak pod tym wzgledem, pomylilam sie co do najblizego czlowieka dla mnie. ja naprawde mysle ze on z nia nie bedzie, ze ona byla tylko wisenka na torcie w tym wszystkim, ale nie ona byla glownym powodem naszego rozstsania. On po prostu olal sobie to wszystko. Jest tchorzem, slabeuszem, bo sie nie dogadywalismy, nikt nie bedzie mu mowil co ma robic to on ucieka!!! mowiac ze tak bedzie lepiej!! No to jest totalny brak odpowiedzialnosci ludzkiej, ze on nawet nie sprobowal tego posklejac, po prostu nie i koniec!!! nie chcialabym byc z takim czlowiekiem juz... zyjaz w ciaglym strachu ze przyjda jakies problemy w zyciu i on znow sie podda albo nagle stwierdzi ze to nie ma sesnu... pomijajac juz fakt zycia w strachu co do kolejnej zdrady - o tym juz nawet nie mowie, tylko tak ogolnie o nas, o jego charakterze... tak, wiem to ze nie chcialabym, TYLKO ZE to jest znowu nowosc jakas dla mnie i musze sie z tym pogodzic, ze tak, on jest nieodpowiedzialny - a to jest dla mnie 'nowe' odkrycie, bo caly czas tak jak pisalam, uwazalam ze jest ofpowiedzialny, z takim przekonaniem zylam przez tyle lat...

199

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

i co wiecej mam zrobic?? naprawde nie siedze w domu i nie placze. probuje, walcze, funkcjonuje... jestem na urlopie z mama. zapisalam sie na te jacuzzi i jeszcze na jakies masaze i zabiegi - dla siebie... tak, wszystko robie dla siebei, dla siebie.... ale to nic nie daje!!! ciagle o nim mysle, ze on juz nie mysli... probuje sie nastawiac do niego negatywnie, ze tak kuzwa przez niego cierpie i inni dookola, ze nie jest wart, ze jest slabeuszem i tyle.... ale to i tak jest ciezkie...... nie wiem co jeszcze moglabym robic.... sad(

200

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Nic nie mozesz zrobic.
Prawda jest taka ze nie mamy wplywu na ten bol.
Ja od niedawna tez juz wiem ze nie oszukam samej siebie.
Rady typu wychodz do ludzi, zajmij sie soba, nie mysl ( !!!!!!!!!!!!!! ) o tym, to wszystko srodki dorazne, taka prawda.
Pomagaja czasem na troche zagluszyc to co w srodku nas siedzi ale nie wylecza.

Ja kiedysbylam juz zaakceptowalam ten stan w ktorym teraz jestem.
Nie staram sie na sile nic polepszac.
Po prostu wiem ze teraz ten bol jest moim towarzyszem tak jak kiedys poczucie szczescia i bezpieczenstwa.
Teraz jest BOL...
Postanowilam ze pozwole mu przejsc przeze mnie i nie wiem ile to bedzie trwalo ale przypuszczam i nastawilam sie ze beeeeedzie...

201

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

trzy lata

202

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Wciaz jestem na etapie podejmowania decyzji, lub jej nie podejmowania - jak tam sobie kto woli.
Mowisz Enda 3 lata... ale chyba kazdy ma swoj czas.
Ja jeszcze nie wiem w ktora strone sobie pojsc.
Na razie trzymam sie tego co mowia "madre glowy" obeznane w psychologii,
a mianowicie zeby nie podejmowac decyzji w emocjach.
Czy bol jest emocja ???

Enda, Ty od razu wiedzialas ze chcesz zostac i dac szanse ?

Moze zeby nie zasmiecac watku kiedysbylam, bo on jest jednak w innym temacie,
zapraszam do mojego

203

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post
kiedysbylam napisał/a:

i co wiecej mam zrobic?? naprawde nie siedze w domu i nie placze. probuje, walcze, funkcjonuje... jestem na urlopie z mama. zapisalam sie na te jacuzzi i jeszcze na jakies masaze i zabiegi - dla siebie... tak, wszystko robie dla siebei, dla siebie.... ale to nic nie daje!!! ciagle o nim mysle, ze on juz nie mysli... probuje sie nastawiac do niego negatywnie, ze tak kuzwa przez niego cierpie i inni dookola, ze nie jest wart, ze jest slabeuszem i tyle.... ale to i tak jest ciezkie...... nie wiem co jeszcze moglabym robic.... sad(

Kiedysbylam
Wiesz co mi pomoglo napisalam sobie to wszystko na kartce i gdy przeczytalam czarno na bialym to wszystko to jakos do mnie dotarlo. Napisalam ze jemu na mnie nie zalezy ze ma inna ze mnie nie kocha itd. Napisalam to w punktach jak liste zakupow. Zawsze wierzylam slowu pisanemu i jakos ta lista tez do mnie dotarla. Moze to glupie i dziecinne ale coz .....wazne ze dla mnie bylo sputeczne. Co nie znaczy ze lista pomogla mi pozbyc sie bolu. Nieee... tylko czas leczy rany...

204

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Leczy, a może przyzwyczaja do bólu??? Ja już prawie 6 miesięcy i jakoś czas mi nie pomaga...

Kiedysbylam... badz dzielna! niestety to dopiero początek, ale dasz radę.... musisz, bo jeśli nie Ty to i ja na 100% nie... a tego mi nie możesz zrobić wink ech..

205

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

M.
chodzisz na terapię? Jak się po tym czujesz, lepiej? Moim zdaniem za długo to coś trwa u Ciebie...

kiedysbylam
boli jak cholera, wiem coś o tym. Dzisiaj też miałam jazdy, wyłam w samochodzie jak jechałam. Jeszcze mnie zirytował wieczorem jak przyszedł, ja niestety musze go oglądać raz na parę dni i gadać, a to dodatkowo ciężkie...ehh... Zobaczysz, ułożysz sobie życie, nie ma obciążeń, dzieci, będzie dobrze, tylko w to uwierz.

206 Ostatnio edytowany przez M. (2013-05-29 23:36:20)

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

stokrotka1978 - wiem sad i bardzo chce to zmienic, czasami nawet udaje mi sie na chwile... (myslenie i podejscie Kiedysbylam bardzo przypomina mi moje... ) jednak sytuacje takie jak ta, że mieliśmy sie spotkać w tym tygodniu (sam zaproponował) a nie odpisał na pytanie w który konkretnie dzień i nadal milczy.... albo ta, że dzisiaj spotkałam jego obecna w sklepie z synkiem - dobijają mnie... sad chodzę do psychologa, ale on chce leczyć raczej mój zespół DDA niż to co się teraz ze mną dzieje (podobno jak z tamtym sobie poradzę to i z tym... sad

ech...

glupie to, ale powiem że szczerze zazdroszczę Ci że możesz się z nim od czasu do czasu spotkać ... (wiem, że okoliczności i sytuacja powodują, że dla Ciebie nie jest to wogóle przyjemne i wolałabyś aby tych spotkań nie było, jednak... )


strasznie pokręcone jest to nasze życie...

207

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

dzieki dziewczyny... tak naprawde jak tylko napisalam na forum, wyryczalam z 10 minut (to i tak dlugio)  i juz reszta dnia byla duzo lepsza. tak jak pisalam, te dolki sa coraz zadrze i nei sa na szczescie jakies dlugie... M. no Ty to naprawde dlugo biedna sie meczysz... ja po 5-6 miesiacach che zyc pelnia zycia, wiedzac po prostu ze byl ktos kiedys taki jak on, kto byl moim spelnieniem marzen i mezem, do pewnego momenttu. pozniej niestety okazal sie czlowiekiem po prostu nieodpowiedzialnym - nie to ze zlym pod kazdym wzgledem, nie to ze potworem - nie. ale nieodpowiedzialnym i tchorzliwym. i tyle. taki jest moj plan, oczywiscie nei wiem jak bedzie za te kilka miesiecy, ale chce lato wykorzystac jak najlepiej, zeby byc naladowana na dlugie zimne samotne wieczory....

nawiasem mowiac, mam kontakt z facetem z kotrym bylam przez chwile, zanim wyjechalam do anglii, w ktorym sie mega zadluzylam przez chwile, ale szybko tez stwierdzialam ze tak samo jak magiczne to bbylo, tak samo zalosne smile) i nigdy nie chcialam z z nim pozniej byc. on kilka razy w roku gdzies tam sie odzywal, a to na fb cos napisal, a to na jakis stary meil, ale nigdy nie odpisywalam. no do teraz.... on ciagle mnie kocha hehe smile) smieszny jest bardzo, dla mnie przynajmniej, minelo 6 lat, a on wciaz mnie kocha smile) heh, ale teraz, dla pocieszenia, mozecie mnie krytykowac -zrozumiem - tak samo myslalabym patrzac na kogos z boku, ale zamierzam sie z nim spotkac w piatek na kawe, jak wroce z sanataroium od mamy. o ile oczywiscie dojedzie - bo mieszka w innym miescie a ja nigdzie sie nie wybieram. mam ochote sie z nim spotkac, o tak z ciekawosci po prostu, nigdy w zyciu nie chcialabym znim nic, zreszta pewnie sie tylko zdoluje po tym spotkaniu stwierdzajac jaki to moj maz byl/jest zajebisty w porownaniu do innych, no ale co mi tam...

208

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

M.
no widzisz, prawda jest taka, ze zupełnie inaczej myślimy. Ja nie chcę się z moim spotykać bo nie chcę go w moim życiu, a Ty na odwrót, chcesz swojego w swoim życiu. I naprawdę chętnie zamieniłabym się z Tobą. A teraz tak naprawdę czekasz z utęsknieniem na tego sms-a po co...pytam po co? Może już nigdy nie napisze i co wtedy? Żyj swoim życiem. Myślę, że psycholog ma rację, masz problemy DDA i musisz to przede wszystkim rozwiązać.

209

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

M. Kochana Ty naprawde musisz sie wziasc konkretnie za siebie.... ja to ze tu napisze tak jak dzis np ze tak mi zle, ze gdzies tam sie ludze, to jedno. ale z 2 strony, wiem juz ze mieszkanie ciagle razem jest bardzo zle dla mnie i wiem ze jak najszybciej musi sie wyniesc. trudno - ne wiem jak to przezyje ale jakos bede musiala. a Ty Kochana piszesz ze zazdroscisz Stokrotce ze czasem moze go widziec... nie mysl tak, nie ma czego zazdroscic, naprawde... skoro nas nie chca - to nei do cholery!!! jestesmy duzo wiecej warte. wiem ze sie latwo mowi, wiem jak boli... ale tak samo wiem ze do kurki jednej skoro nie, to nie!! i wiem ze jak nei chce to niech sie wyprowadza i im szybciej tym lepiej. bedzie mi ciezko, o tak.. ale teraz tez juz nie jestesmy razem, ani ciut ciut,!!! a to ze widze go czasem i wysluchuje kiedy wroci do domu tylko jest dla mnie negatywne i to trzeba sobie uswiadomic....

210

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

kiedysbylam
bardzo dobrze, idź na kawę z nim, nawet po to żeby się dowartościować. Ja się ostatnio też dowartościowuję i uważam, że lachon mojego jm do pięt mi nie dosięga, zarówno wizualnie, jak i intelektualnie. Miałam też branie ostatnio na stacji benzynowej, to też fajne. Grunt to się uśmiechać do siebie, do innych, być miłym, otwartym itd.

wiesz co, tak sobie pomyślałam, czy Twój jm nie jest przypadkiem niedojrzały emocjonalnie bo tak jak piszesz to zachowuje się mój mąż, a ja mam 100% pewność, że u niego jest wybitna niedojrzałość

211

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Kiedysbylam... spotkaj się z nim i baw się dobrze smile nie rób tylko klina (bo sama pewnie też byś nim nie chciała być, a jednocześnie myślę że takie odreagowanie - klin - jest rozwiązaniem tylko tymczasowym które później tylko się mści...)

i owszem, pewnie będziesz porównywać, ale to chyba jest nieodzowną częścią tego wszystkiego...

6 lat kocha... hmmm napisz później jak było... smile

stokrotka1978 - będę walczyć...


Dziękuję, że mogę tutaj (Wam) napisać co mnie gryzie...

212

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post
kiedysbylam napisał/a:

M. Kochana Ty naprawde musisz sie wziasc konkretnie za siebie.... ja to ze tu napisze tak jak dzis np ze tak mi zle, ze gdzies tam sie ludze, to jedno. ale z 2 strony, wiem juz ze mieszkanie ciagle razem jest bardzo zle dla mnie i wiem ze jak najszybciej musi sie wyniesc. trudno - ne wiem jak to przezyje ale jakos bede musiala. a Ty Kochana piszesz ze zazdroscisz Stokrotce ze czasem moze go widziec... nie mysl tak, nie ma czego zazdroscic, naprawde... skoro nas nie chca - to nei do cholery!!! jestesmy duzo wiecej warte. wiem ze sie latwo mowi, wiem jak boli... ale tak samo wiem ze do kurki jednej skoro nie, to nie!! i wiem ze jak nei chce to niech sie wyprowadza i im szybciej tym lepiej. bedzie mi ciezko, o tak.. ale teraz tez juz nie jestesmy razem, ani ciut ciut,!!! a to ze widze go czasem i wysluchuje kiedy wroci do domu tylko jest dla mnie negatywne i to trzeba sobie uswiadomic....

Silna babka z Ciebie! smile dasz sobie radę ze wszystkim...

Ja... tak jak już napisałam - będę walczyć...

213

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

nie wiem, ja przez 5.5 roku zawsze uwazalam mojego meza za odpowiedzialnego i dojrzalego faceta. zawsze moglam na niego liczyc, zawsze byl, sluzyl rada i nigdzie nie uciekal. to tez tak myslalam.... ale w sumie tak jak teraz mysle - my, miedzy soba nie mielismy nigdy jakis powaznych problemow... wszystko szlo dobrze... teraz - pierwszy kryzys, poczul sie nieszczesliwy - ok, mial prawo w jakims sensie, no  ico? i  zawinal manatki i 'skonczyl'. nie che i koniec.... poddal sie, skreslil, przestal wierzyc,. potem na dodatek zdradzil - a co tam, przeciez i tak nie chcial.... no bardzo odpowiedzialne zachowanie. no i co zrobie? nic. trudno, nie chcialabym zyc w strachu - raz o kolejna zdrade i zaufanie do niego, a dwa, ze kiedys, za ile lat, znow, gdy pojawia sie prawdziwe problemy, bedzie juz np dziecko, on nagle mi powie ze to juz nie ma sensu i ze 'lepiej bedzie nam osobno'.... nie chcialabym tak zyc. a niestety musze sobie uswiadomic, ze nawet gdyby stal sie cud i on nagle by zechial, to tak by to wlasnie wygldalo. nic juz nigdy nie bylo by takie samo - to trzeba sobie suwiadomic, bo ja to ciagle zyje gdzies tym co bylo, tym dorym i mysle ze Ty M. rowniez..... cokolwiek by nie bylo, nawet gdyby wrocili, tak juz nigdy by niebylo, to juz etapy zamkniete, czy to nam sie podoba czy nie. takich nas jak bylismy, juz nigdy by nie bylo. i wlasnie wtedy ja sobie uswiadamiam ze nie chcialabym tak zyc....

214 Ostatnio edytowany przez M. (2013-05-29 23:55:54)

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post
kiedysbylam napisał/a:

nie wiem, ja przez 5.5 roku zawsze uwazalam mojego meza za odpowiedzialnego i dojrzalego faceta. zawsze moglam na niego liczyc, zawsze byl, sluzyl rada i nigdzie nie uciekal. to tez tak myslalam.... ale w sumie tak jak teraz mysle - my, miedzy soba nie mielismy nigdy jakis powaznych problemow... wszystko szlo dobrze... teraz - pierwszy kryzys, poczul sie nieszczesliwy - ok, mial prawo w jakims sensie, no  ico? i  zawinal manatki i 'skonczyl'. nie che i koniec.... poddal sie, skreslil, przestal wierzyc,. potem na dodatek zdradzil - a co tam, przeciez i tak nie chcial.... no bardzo odpowiedzialne zachowanie. no i co zrobie? nic. trudno, nie chcialabym zyc w strachu - raz o kolejna zdrade i zaufanie do niego, a dwa, ze kiedys, za ile lat, znow, gdy pojawia sie prawdziwe problemy, bedzie juz np dziecko, on nagle mi powie ze to juz nie ma sensu i ze 'lepiej bedzie nam osobno'.... nie chcialabym tak zyc. a niestety musze sobie uswiadomic, ze nawet gdyby stal sie cud i on nagle by zechial, to tak by to wlasnie wygldalo. nic juz nigdy nie bylo by takie samo - to trzeba sobie suwiadomic, bo ja to ciagle zyje gdzies tym co bylo, tym dorym i mysle ze Ty M. rowniez..... cokolwiek by nie bylo, nawet gdyby wrocili, tak juz nigdy by niebylo, to juz etapy zamkniete, czy to nam sie podoba czy nie. takich nas jak bylismy, juz nigdy by nie bylo. i wlasnie wtedy ja sobie uswiadamiam ze nie chcialabym tak zyc....

Już w połowie Twojego posta stwierdziła, że ja też tak mam... tyle, że u mnie jest jeszcze ten problem (i wiem że muszę to zmienić), że ja nie chce powrotu do tego co było - bo dobrze nie było - chce szczerej rozmowy (takiej jak mieliśmy po rozstaniu , takiej po której mi powiedział że gdyby była wcześniej nie byłoby tego wszystkiego...) chce nas odbudować na nowych zasadach, bo wiem że moje zachowanie nie było ok... jednak wiem też, że "do tanga trzeba dwojga"...
Teorię znam doskonale... mam tylko problem z jej wprowadzeniem w życie...

215

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Dziewczyny, trzymajcie się. WY naprawdę macie o niebo lepiej niż ja, a ja nie tracę nadziei. Nawet dzisiaj w nocy śnił mi się ktoś, nie wiem kto, kto przytulał do mnie i moich dzieci, ale to na pewno nie był jm. Jestem dobrej myśli, może podziękuję kiedyś jm i jego lachonowi bo będzie mi i moim dzieciom o niebo lepiej smile. A mój jm pewnie będzie nieszczęśliwy, zresztą już twierdzi, że nie jest, a lachon też nie będzie, bo to do niej wróci, zresztą kurwiszon kurwiszonem zawsze zostanie wink

216

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

tak, 6 lat go nie widzialam i wcale nie tesknilam smile to on mnie odwozil na lotnisko jak wylatywalam 6 lat temu do anglii na miesiac... ale tez mnie oklamywal przez chwile i mialam go juz gdzies... potem nagle on niby tak strasznie chcial ze mna byc, ale ja juz wyjezdzajac wiedzialam ze nie chce miec z nim za wiele wspolnego, a potem poznalam sowjego przyszlego meza wiec juz tymbardziej. no wiec czul sie bardzo pokrzywdzony, ale to nie jest 'chlopak', to jest stary kon ze tak powiem, facet z przeszloscia, a niestety poza pieknymi slowkami bardzo malo soba reprezentuje... no ale bylo mi z nim, przez chwilie magicznie, specyficzne chwile z nim przezylam. Teraz tak jak mowie - z ciekawosci - o nie, klina zadnego nei chce, a fuuuu absolutnie smile)) ani pod wzgledem psychicznym ani emocjonalnym, zabiloby mnie to chyba gdyby cos mieszy nami zaszlo. choc wiem ze on moze na to liczyc, no ale to sie zdziwi... mam zamiar po prostu isc pogadac, dzisiaj wlasnie do mnie dzwonil wiec troche pogadalismy no i ewentualnie sie dobrze pobawic. zobaczymy czy to w ogole dojdzie do skutku. dzisiaj zmusilam sie na to jacuzzii - heh jak to brzmi, jakbym ksiezniczka byla i na jacuzzi sie zmuszlaa smile) ale wy wiecie o co chodzi.... poszlam, fajanie bylo, potem na chwile do sauny weszlam. wieczorkiem z mama whiskey zesmy troszke sie napily i teraz odprowadzilam mame do jej pokoju no i smiesznie bo kurcze ona jest w sanataroium z ZUSU i o 22 powinna byc w pokoju. na korytarzy spotkalysmy pielegniarki, my w dobrych jumorach smile a one pytaja skad to panie wracaja smile heh, mama mowi: u corki bylam, a one: "numery pokojw' smile no to mama spiewa im 430, wracam ze 111 smile)  no i spoko, luzik, ale smiesznie bylo.

jutro rano mam zabieg na twarz jakis nawilzajacy, parfine na raczki i potem godzinny masaz relaksujacy. dzisiaj byl taki fajny masazysta ktory mame masowal, moglby w sumie i sie jutro trwafic smile) nie no zartuje, odwala mi obecnie delkatnie smile) smieje sie oczywiscie smile

217

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post
stokrotka1978 napisał/a:

Dziewczyny, trzymajcie się. WY naprawdę macie o niebo lepiej niż ja, a ja nie tracę nadziei. Nawet dzisiaj w nocy śnił mi się ktoś, nie wiem kto, kto przytulał do mnie i moich dzieci, ale to na pewno nie był jm. Jestem dobrej myśli, może podziękuję kiedyś jm i jego lachonowi bo będzie mi i moim dzieciom o niebo lepiej smile. A mój jm pewnie będzie nieszczęśliwy, zresztą już twierdzi, że nie jest, a lachon też nie będzie, bo to do niej wróci, zresztą kurwiszon kurwiszonem zawsze zostanie wink

hehe smile też tak myślę o jego obecnej wink

nie mogę pojąć tego, że kobieta która ma małe (4letnie) dziecko i męża męża (dobry, dbający o dom i dziecko) szuka wrażeń u innego (rozwala życie sobie i innym) bo tamten jest nudny...

218 Ostatnio edytowany przez M. (2013-05-30 00:08:06)

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post
kiedysbylam napisał/a:

tak, 6 lat go nie widzialam i wcale nie tesknilam smile to on mnie odwozil na lotnisko jak wylatywalam 6 lat temu do anglii na miesiac... ale tez mnie oklamywal przez chwile i mialam go juz gdzies... potem nagle on niby tak strasznie chcial ze mna byc, ale ja juz wyjezdzajac wiedzialam ze nie chce miec z nim za wiele wspolnego, a potem poznalam sowjego przyszlego meza wiec juz tymbardziej. no wiec czul sie bardzo pokrzywdzony, ale to nie jest 'chlopak', to jest stary kon ze tak powiem, facet z przeszloscia, a niestety poza pieknymi slowkami bardzo malo soba reprezentuje... no ale bylo mi z nim, przez chwilie magicznie, specyficzne chwile z nim przezylam. Teraz tak jak mowie - z ciekawosci - o nie, klina zadnego nei chce, a fuuuu absolutnie smile)) ani pod wzgledem psychicznym ani emocjonalnym, zabiloby mnie to chyba gdyby cos mieszy nami zaszlo. choc wiem ze on moze na to liczyc, no ale to sie zdziwi... mam zamiar po prostu isc pogadac, dzisiaj wlasnie do mnie dzwonil wiec troche pogadalismy no i ewentualnie sie dobrze pobawic. zobaczymy czy to w ogole dojdzie do skutku. dzisiaj zmusilam sie na to jacuzzii - heh jak to brzmi, jakbym ksiezniczka byla i na jacuzzi sie zmuszlaa smile) ale wy wiecie o co chodzi.... poszlam, fajanie bylo, potem na chwile do sauny weszlam. wieczorkiem z mama whiskey zesmy troszke sie napily i teraz odprowadzilam mame do jej pokoju no i smiesznie bo kurcze ona jest w sanataroium z ZUSU i o 22 powinna byc w pokoju. na korytarzy spotkalysmy pielegniarki, my w dobrych jumorach smile a one pytaja skad to panie wracaja smile heh, mama mowi: u corki bylam, a one: "numery pokojw' smile no to mama spiewa im 430, wracam ze 111 smile)  no i spoko, luzik, ale smiesznie bylo.

jutro rano mam zabieg na twarz jakis nawilzajacy, parfine na raczki i potem godzinny masaz relaksujacy. dzisiaj byl taki fajny masazysta ktory mame masowal, moglby w sumie i sie jutro trwafic smile) nie no zartuje, odwala mi obecnie delkatnie smile) smieje sie oczywiscie smile

korzystaj, piękniej i baw się dobrze smile))


stokrotka1978 - chciałabym coś napisać aby poprawić Twoją sytuację, Twój humor, jednak mam pustkę w głowie... I to właśnie dlatego nie komentuję Twojej sytuacji... Przykro mi że jest Ci tak źle...

219

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

kiedysbylam - pewnie tak bedziesz miala, ze jak sie z nim spotkasz to dojdziesz do wniosku, ze nie dorasta twojemu to pięt. Ja po rozstaniu ze swoim mialam kilka randek i naprawde kazdy jeden chlopak byl beznadziejny i tlyko utwierdizlam sie w przekonaniu, ze moj byl naprawde fajnym chlopakiem i zaluje, ze nam nie wyszlo. Nawet jesli traktujesz to jako spotkanie towarzyskie to może byc tak , ze w pewnym momencie zacznie cie on drażnic. ja tak własnie mialam. niby czasem z kims wyskoczylam tak pogadac nawet pod blokiem ale po chwili mialam ich dosyc. Wiem, ze jest ci ciezko ale na razie korzystaj z urokow tego sanatorium.


M. - jesli on milczy i ci nie odpisal kiedy chcial by sie spotkac to pod zadnych pozorem nie pisz mu nic pierwsza. Ja tez mam podbnie jak ty, ze zazdroszcze innym, ze moga go zobaczyc choc na chwile bo ja wem, ze swojego juz nie spotkam i to takie dobijajace jest. taki kompletny brak kontakt, zerwane więzi.

220

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

vilya = dokładnie... taka obojętność po tylu latach... sad

nadal milczy...

dlaczego nikt z jego strony nie stanie po mojej stronie? Czy byłam aż tak zła???
Przecież przez 10 lat jego rodzina była moją rodziną... a teraz wszyscy mają mnie w d.... i nikt nawet nie zapyta jak sobie radzę, nie powie mu złego słowa, nie powie by się zastanowił, nie otworzy mu oczu na to że mnie skrzywdził... boli...:(

221

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Kat 29 - w ogole to dziekuje zs Twoj wczesniejszy wpis, przeczytalam, ale jakos mi umknelo. Widzisz, kazdy ma jakas historie. nie chce sie rozczulac, no ale jednal ma to dla mnie ogromne zanczenie ze my cholera juz po slubie jestesmy, ze to malzenstwo.... mysle ze inaczej by bylo gdybysmy po prostu byli ze soba przez 5-6 lat. a tak - to byl i wciaz jest moj maz... maz - slowo - ktore znaczylo dla mnie tyle samo co najwazniejszy czlowiek na swiecie. no nic. z tym spisaniem sobie na kartke to chyba tez dobry pomysl.. bo tak to niby sie wie, a umysl ciagle odrzuca te zle chwile i powraca do sentymentow i ttych dobrych... a tu trzeba miec janos, czarne na bialym kilka faktow, podstawowych dlaczego ten czlowiek nie jest juz odpowiedni dla mnie i co mi zrobil...

222

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Cześć Dziewczyny,
no i d..., a mnie dzisiaj się śniło, że między nami się ułożyło, że się starał, że żałował i list napisał. Wiem, że to nierealne, więc czemu mózg płata takie figle, nie podoba mi się to.

M.-Ty po prostu nie rozumiesz, że on Cię po prostu nie kocha, jemu nie ma kto czego uświadamiać. Można komuś uświadomić, że zachował się podle, że zranił, ale przecież nie da się przekonać do miłości bo ją trzeba czuć. Mój jm ma świadomość, ze mnie skrzywdził i co z tego, przychodzi tu smutny, płacze, ale pytam się co z tego.

223

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post
M. napisał/a:

dlaczego nikt z jego strony nie stanie po mojej stronie? Czy byłam aż tak zła???
Przecież przez 10 lat jego rodzina była moją rodziną... a teraz wszyscy mają mnie w d.... i nikt nawet nie zapyta jak sobie radzę, nie powie mu złego słowa, nie powie by się zastanowił, nie otworzy mu oczu na to że mnie skrzywdził... boli...:(

Przeciez nikt z jego rodziny czy tam znajomych nie bedzie wydzwanial do ciebie i pytal jak sie czujesz i ze jest im bardzo przykro z tego powodu.Nie beda go naklaniac zeby sie zastanowil nad tym co robi bo to jego wybor.Mogą go spytać o powody i czy to przemyślal i na tym sie kończy rola osób trzecich. Do miłości nikogo nie zmusisz.Nikt nie bedzie mu gadał, ze cie skrzywdził. On może wie, że cie zranił ale po nim to spływa bo to on zerwał to on cie nie kocha i nie chce z toba być.

224

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

M. - dokladnie tak jak pisza dziewczyny. czego oczekiwalabys? Pewnie pytali go raz, moze dwa o powody i czy jest tego pewien. nic wiecej nikt zrobic nie moze. to jest po prostu znowu jakby szukanie winnych za nasza krzywde wszedzie, ale nie typowo w nich... przeciez to ich wybory. Ja np mialam podobnie jak Ty w swoim mysleniu. No ale co? Jego rodzice wiem ze sa nadal za mna, pisalam nawet do jego mamy na dzien matki - odpisala ze najwiekszym szczesciem dla niej byloby zebysmy byli razem, ale ze jest bezsilna - no bo taka prawda. Probowala, rozmawiala, nawet teraz w Polsce jak byl kilka dni temu no i nic... Jego bratowa wczoraj do mnie po raz pierwszy napisala bo wyslalam jej zyczenia na urodziny - podziekowala i napisala zebym sie trzymala i ze jej przykro ze A. wszystko schrzanil. Takich slow uzyla. konkretnie, na temat, cieszy mnie to, no ale tez nic zrobic nie moga... a co do niego samego, on pewnie w jakims stopniu wie ze mnie skrzywdzil, ze cierpie, no ale nie chce i juz. Nie wiem, w moim przypadku to nawet nie jest chyba do konca bo mnie nie kocha i tyle. moze i tak, ale wydaje mi sie ze tutaj bardziej chodzi o jego upor, zaparl sie, podjal decyzje i to jest dla niego priorytet zeby teraz byc konsekwentnym i udowodnic wszystkim ze wie co robic. chyba tego mu brakowalo w zwiazku - tego pocsucia niezaleznosci, tego ze robi co chce. no to teraz to robi i dobrze mu z tym. sam kiedys powiedzial ze moze i kiedys tego pozaluje... ale na ta chwile to nei ma dla niego znaczenia czy pozaluje czy nie - najwazniejsze zeby bylo tak jak sobie postanowil...

u Ciebei jest jeszcze inaczej - bo minelo juz tyle czasu no i jest ot oficjalne ze on jest z kims innym, wiec tymbardziej - no nie chce byc z Toba i juz, musimy sie z tym pogodzic. U mnie roznica jest taka ze jest to duzo swiezsze i ze jeszcze mieszka ze mna, a nia teoretycznie nie chce byc i dowodow nie mam czy jest czy nie. Ale najwazniejszy fakt jest ten sam- nie chce byc ze mna. Przykre, bolesne, dzis znowu o tym mysle, ale naprawde mam powoli dosc, czuej ze mi sie zbiera i ulewa mi sie juz od tego wszystkigo... mam nadzieje ze jeszcze troche i naprawde stane na nogi, bo do cholery to ze trace kolejny dzien, nic tutaj nie zmieni. Mam w sobie coraz wieksza zlosc na niego po prostu, ze to tego wszystkiego doprowadzil, ze tak mnie potraktowal. Ale to jest wlasnie zlosc, coraz wiecej jej, a nie uzalanie sie ze mnie nie chce. Czuje sie oszukana bo nie wiedzialam ze cos jest nietak, nikt z boku rowneiz tego nie widzial, ze on jest taki nieszczesliwy, wiec dlatego jestem na niego wsciekla za to wszystko. Ale musze zyc bez niego, zyc dalej najlepiej jak potrafie, wierzac ze jesli naprawde sama bede tego chciala, to wszystko sie jakos pouklada, Ale wiem ze to ode mnie przede wszystkim samej zalezy, musze chciec i musze o to walczyc. i Ty rowniez... a ciagle myslenie iuzalaanie sie nie jest wystarczajaca walka...

225

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Cześć... wszystkie macie rację... sad strasznie brzmi to jak piszecie, że nie kocha... ale tak jest, wiem o tym... wiem również, że nikt nic nie zrobi bo :
a) każdy ma swoje życie
b) nikt zrobić nic nie może...

To tylko moje myśli, mój smutek, moja złość...

Walczę by było lepiej i pewnie tak będzie... już jest przełom - nie ryczę... właśnie zdałam sobie dzisiaj z tego sprawę, że od jakiegoś czasu już nie płakałam... (może wczoraj tylko parę kropelek.. i tyle...)


stokrotka1978 - a mi jakis czas temu snili sie jego rodzice, ale niestety we śnie byłam tą złą która skrzywdziła ich syna...

kiedysbylam - jakieś nowe wieści z Anglii?

vilya - u Ciebie już lepiej?


Jeden pozytywny aspekt tego wszystkiego: chyba wszystkie schudłyśmy i wyglądamy lepiej, prawda? wink

226

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

M. Wiesci zadnych, ale przeciez to już prawie 2miesiace bez zadnwgo smsa,tel-no chyba że w konkretnej sprawie,jakies formalnosci,rachunki itd..

Więc w sumie nic nowego. Wracam wlasnie pociagiem do domu...nie wiem czy się z tym kolesiem widziec dzisiaj,mammieszane uczucia... Nie ma to sensu chyba zadnego...

227

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Kiedysbyalam - spotkanie z nim w niczym ci nie pomoze. Moze sie spotkac jedynie dla zabicia czasu, zwykłego pogadania. Ale i tak ci lepiej nie bedzie. Ja juz to przerabiałam. Jak sie nudzisz i chcesz sie na chwile wyrwać to możesz sie spotkac.

M. - u mnie w połowie maja minął dokładnie rok jak mamy zerowy kontakt. Do tej pory mam tak, że raz jest wszystko w porządu a raz rycze w domu do poduszki i tesknie za tym wszysktim co było. I to tak jest w kółko. Porycze sobie, poużalam sie i mi przechodzi ale pozniej znow to wraca. Nie wiem ile to sie bedzie ciągneło.Chyba tak naprawde to tego momentu aż poznam kogoś innego i sie zakocham.

228

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Vilya - wiem ze lepiej nie bedzie, nie licze na to. nie licze na nic. jest beznadziejny, wiem to od dawna i w sumie pewnie bede zalowac strconego czasu, no ale zobaczymy. Zaraz jade sie z nim spotkac - dopiero niedawno wrocilam od mamy z sanataorium. Ale jak tylko mi podziala z czyms na nerwy, niech zroi, powie cos raz, po prostu spadam do domku. A tak w ogole to znow czuje w sobie jakas sile... mam nadzieje ze powoli, ale sukcesywnie staje na nogi.... bede jeszcze upadac, pewnie co chwile... ale mysle ze to juz ten proces, ze to tak wlasnie wyglada. opowiem Wam jutro wiecej jesli chodzi o moje przemyslenia znowu, co mi pomaga zeby juz sie nie buntowac, nie dramatyzowac.... zycie ucieka.... kolejny dzien za nami? czy zrobilysmy wszystko zeby wykorzystac go jak najlepiej?? wiem, wiem ze brakuje sil i checi... ale musimy, po prostu musimy walczyc.....

M. jak tam sie czujesz?

229

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

vilya - sad mam nadzieję, że jeśli nie mamy być razem to przejdzie mi szybciej ... sad(


Kiedysbylam i jak spotkanie?

u mnie dzisiaj tak jak pogoda... deszczowo, pochmurnie, zle... Na szczescie jest u mnie kolezanka z dziecinstwa i odrywa mnie troche od tego wszystkiego...

tesknie za nim straszliwie....

230

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

spotkanie - tak jak myslalam - po 40 minutach sie pozegnalam bo byla to jakas porazka.

u mnie tez do kitu i deszczowo... dzisiaj wylatuje spowrotem do anglii no i co zastane: puste mieszkanie? moze tak byc. informacje ze zlozyl pozew - moze tak byc. jego spiacego w mieszkaniu (bedzie juz pozno jak wroce) - moze tak byc. wszystko jest mozliwe. wszystko poza tym, zeby cokolwiek mialo sie na lepsze zmienic  sad wiem o tym. nie widzialam go prawie 2 tygodnie - za wyjatkiem u notariusza - i mysle jak to bedzie jak wroce, czy cokolwiek sie zmieni? pewnie nie, chyba ze wlasnie na gorsze, ale wiem przeciez o tym, na co licze?

dostalam dzisiaj smsa na dzien dziecka - od tesciow, podpisanego 'mama i tata'. milo. podziekowalam. Tak, bo dla ludzi dookola jego kilka slow ze koniec, nie jest wstanie zmienic z dnai na dzien calego swiata - mialam meza i wciaz jakos go mam, mialam tesciow - i nadal ich mam, oni synowa no i tez wciaz ja maja... tylko dla niego to takie proste wszystko.

wlasnie z babcia rozmawialam - 1 raz, ona wiedziala wczesniej od mojej mamy tak mniejwiecej. Babcia przezyla z dziadkiem 52.5 roku jako malzenstwo.... mowie babci widzisz babcia a ja tylko 2.5 roku... tez mowi ze dla niej noz w serce sad ale mowie jej: babciu nie ma chyba rzeczy ktorej bym juz nie probowala, ktorej bym nie zrobila zeby tego nie ratowac, ale on nie chce....

no i co? zaraz na lotnisko. z 1 strony sie ciesze, bo tu bez mamy w domu tez pusto jak cholera i nieswojo, a z kolei tam 'u siebie' tak bbardzo samotnie... SAMA znowu. brat i kuzynka, kazdy zajety swoim zyciem. tutaj ciocia, mama, babcia wszyscy dbaja i troszcza sie. dziekuje ze mam rodzine....

231 Ostatnio edytowany przez kiedysbylam (2013-06-02 08:57:24)

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

jest do bani, a wszystko przez to ze o tym mysle.... powinnam nie myslec, co jest to jest, z nia czy nie...

relacja z dzisiejszej nocy:
godz 1:00
no ale wlasnie to jest to o czym pisalam wczesniej i o co mi chodzi. wlasnie wrocilam z polski. godzina 1 w nocy no a jego nie ma... gdzie jest? nie wiem. moze byc z nia, moze nie. ale ciagle o tym mysle. i dopoki tu bedzie mieszkal - tak bedzie, ja nie pojde dalej, nie zaczne nic sad bo to silniejsze ode mnie ze fizycznie widze ze go nie ma i mysle ze moze jest z nia. fizycznie widze ze zniknela jego 1 szczoteczka do zebow - wzial ja do polski - moze ja tam zostawil? moze wyrzucil? a moze nocowal gdzies miedzy czasie i ja tam zostawil? to chore po prostu... nie wiem, najblizsze dni pokaza.

to jest tak, ze mysle w tej sytuacji - no gdzie indziej moglby byc ? sobota, ta godzina, na pewno jest z nia... no a moze nie jest, moze jest z jakims kumplem, no tylko Bog to wie.... gdybym miala pewnosc ze on a nia naprawde nie jest i nie chce byc, to mysle ze bez wahania poczekalabym, zdalabym sie na czas i modlitwe, ze moze cos w nim wdrgnie, moze tego nam potrzeba. Ale poniewaz tego nie wiem, a prawdopodobienstwo ze nadal z nia utrzymuje kontakt jest duze no to robi sie problem. bo jesli tak - to teraz, w takim amoku, jesli nadal jest 'zakochany' to na pewno z dnia na dzien nic sie nie zmeni. Jesli taka jest prawda- ze to jednak ona pozbawia go watpliwosci co do jego decyzji, to wtedy naprawde potrzeba tu bedzie czasu i teo zeby byc moze cos zlego mu sie przytrafilo, noga podwinela, ona okazala sie nie taka wspaniala zeby w ogole mogl cos zrozumiec... Ale tego wlasnie nie wiem, jak to do konca jest... i tez dlatego nie wiem co robic...

godzina 8:00
Jak to jest sluchajcie, ze wracam z tej polski - jego nie ma w nocy, no i nie ma go do tej pory sad( sluchajcie to jest pierwszy raz, kiedy on defakto nie wrocil na noc. nigdy - ani wczesniej, ani teraz przez te 2 miesiace od rozstania sie tak nei zdarzylo. wracal roznie nie raz popoludniu, nieraz o 23,24 najpozniej. A dzis? No gdzie jest? probuje nie myslec, spalam po poltporej godziny 2 razy od 2giej z pobudkami i uswiadamieniaem sobie ze nadal go nie ma. wiem, ze moze zle zrobilam, ale poniewaz tak naprawde sie nie nigdy nie zdarzylo, zeby nie wrocil na noc po prostu, to ok 4 rano sie o niego po prostu martwilam - on jezdzi na motorze, mowie a moze cos mu sie stalo... ? Zadzwonilam do niego raz. Nie odebral, nic wiecej nie robilam. Teraz, czyli po 3.5 godzinie on oddzwonil, ale teraz juz nie odebralam, bo i po co.... po prostu sie martwilam ze cos mu sie stalo, ale skoro byl normalny sygnal no i teraz on oddzwanial to znaczy ze ma sie dobrze.... Wiec tak jak pisalam wczoraj - niewiadomo co mnie czeka po powrocie, a tu od razu tak i szok - nie ma go na noc w domu. Ale generalnie mieszkac mieszka, widac pranie poroboione, posciel sobie przebral, okna pootwierane byly itd.

Tak czy i naczej powiem Wam ze to jest po prostu jakis obled... naprawde mozna popasc w obled. Odkad wrocilam w nocy, wszystko sie krecilo i kreci wokol tego - gdzie on jest, ze go nie ma itd.  i tak moze mina caly dzisiejszy dzien... przeciez moze gdzies wyjechal sobie, moze wrocic wieczorem albo za iles dni....W ogole nie potrafie myslec co dzisiaj bede robic, ze ladna pogoda, nie umiem sobie nawet kawy zrobic itd. no w polsce widzicie jak bylam to bylo calkiem inaczej - oczywiscie nie bylo lekko, tez myslalam, ale nie bylo tej paranoii - no bo po prostu fizycznie bylismy daleko od siebie i nie mialam pojecia gdzie jest i co robi, czy jest domu czy nie. A teraz juz milion scenariuszy w glowie sad( Kilkakrotnie bilam sie z myslami w nocy zeby wsiasc w samochod i pojechac w kilka miejsc gdzie moglby byc zobaczyc czy stoi jego motor zeby do cholery przekonac sie czy jest z nia czy nie sad.... ale powstrzymalam sie a raczej stchorzylam, bo nie usmiecha mi sie samej po nocy po londynie jezdzic.... nie wiem, to bedzie chyba nieuniknione zeby jednak nie odkladac tego za dlugo, tego zlozenia aplikacji w banku no i konsekwentnie jego wyprowadzki....

Czy powinnam zapytac gdzie byl, jak wroci? Tak jak mowie, nigdy sie to nie zdarzylo no wiec do cholery po prostu najzwyczajniej w swiecie jestem ciekawa i chce wiedziec...jestem czlowiekiem! wciaz tu jestem, nie chodzi o to zeby robic mu wyrzuty, powie itak co bedzie chcial, ale chyba kuzwa moge jeszcze o cokolwiek zapytac???

232

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Nawet jeśli go zapytasz gdzie był to przecież ci nie powie, że był z nią! W ogóle nie potrzebnie do niego dzwoniłaś no ale dobrze, że nie odebrałaś jak on oddzwonił. W sumie można się było tego spodziewać, że nie będzie wracał na noc i tak dziwne, że dopiero po takim czasie. Wiem, że nie daje ci spokoju gdzie on jest i co robi wcale sie nie dziwie tez bym o tym myslała. Złóż czym predzej to do banku i uwolnij sie od niego bo będziesz się tlyko wykańczać przy nim. Im szybciej sie on wyprowadzi tym lepiej dla ciebie bo i tak nic z tego nie będzie. podjął świadomą decyzję a czy będzie kiedys tego żałował to niewiadomo.

233

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

tutaj chodzi o podstawowy fakt: czy zakladam ze jest to mozliwe ze rozstal sie ze mna, nie chcial byc juz w grudniu tylko i wylacznie z naszych wewnetrznych problemow, niezwiazanych z nia? Bo taka jest jego wersja, to co sie stalo potem bylo juz tylko konsekwencja tego, ze sobie wszystko olal. Czy naprawde jest to nieralane? Ze nie chce byc ze mna z mojego, naszego powodu??!! bo wydaje sie to oczywiscie malo realne, ale czy jest to niemozliwe? Ze z nia nie zaczal na nowo, po tym jak to skonczyl? Dla mnie ma to zasadnicze znaczenie, bo jesli mialabym pewnosc ze z nia nie, to ja jeszcze bym chyba jakos walczyla, w sensie probowala to jeszcze ratowac. tak naprawde rozmawialismy milion razy wczesniej -przez pol roku gdzie bylo klamstwo jego i teraz wiem juz ze nie rozumielismy sie totalnie. Potem bylo tak naprawde moje odejscie, a potem jego potwierdzenie i wtedy rozmwialismy - a no ze on w to juz nie wierzy, ze ma dosc itd. Od tamtej pory, tj od prawie 2 meisiecy juz nie bylo nic. poza kilkoma awanturami kiedy nie wytrzymalam - cisza. nie pytalam, nie prosilam. A wiem ze duzo sie zmienilo przez ten czas, naprawde mysle ze oboje duzo zrozumielismy i mysle, ze taka jeszcze szczera rozmowa nam obojgu sie nalezy. po prostu. bez emocji, bez wplywania na zmianej ego decyzji, tylko rozmowa, z perspektywy czasu. Ja ciagle widze w nim dobrego czlowieka, ktory po prostu te 2 miesiace temu mial dosc - i ja rowneiz. oboje mielismy i na dzis nawet rozumiem ze juz nic nie chcial. A teraz? podjal decyzje i jej nie zmieni - to wydaje sie byc jego motto, ale tutaj wlasnie chodzi o to czy jest z nia czy nie. bo jesli tak - to nie ma o czym dyskutowac. w takiej sytuacji jest omotany, zakochany i wiem ze NIC sie nie zmieni. Ale jesli z nia nie jest, to ja wierze ze wszystko da sie zrobic, nie potrafie tego tak skreslic. nie wiem czy cokolwiek mialoby wogole szanse se udac po tym wszystkim, nie wiem, ale po prostu uwazam ze powinnismy wziasc odpowiedzialnosc oboje za nasze wspolne winy ktore doprowadzily do kryzysu. No tylko wlasnie ze nie wiem tej podstawowej rzeczy - jak z nia sprawa wyglada. No a on mi tego nei powie. Tzn powie ze nic ich nie laczy i tyle. a wiadomo ze w to wierzyc nie moge....

nie zaluje ze zadzwonilam. jestem czlowiekiem do cholerci i tak czulam - o tej 4 to juz po prostu sie o niego martwilam czy sie nierozwalil np gdzies na tym motorze... i nie zamierzam wstydzic sie tego, ze wciaz jako czlowiek jest dla mnie wazny. napisal pozniej smsa czy cos sie stalo. Odpisalam mu ze nie, tylko ze sie martwilam czy wszystko ok. odpisal wiec ze ok i czemu mialoby nie byca  ok i czy juz wrocilam. Napisalam 'no bo nie bylo cie i nie wiedzialam gdzie jestes. tak, wrocilam'. odpisal 'wszysto ok ze mna, jestem w pracy'. no i juz nie odpisalam i nie mam zamiaru. Czyli co? tak jak mowie - mogl spedzic noc z nia - pewnei ze mogl. Ale mogl rowniez zapic z kumplem z pracy co tez sie zdarzalo - tez mogl. Niewazne, nie dowiem sie juz takich rzeczy i nie chce sie zadreczac...

Ale moja wola utrzymania tego malzenstwa jest tak silna... ja wiem, ze na 99,9% nic sie nie zmieni. Ale teraz, po tych 2 miesiacach, po zalatwieniu tych formalnosci w polsce chce z nim porozmawiac. mam przede wszystkim jeszcze pare pytan, uwazam ze nalezy mi sie to po prostu, zeby spokjnie porozmawiac, nawet jesli to nic nie zmieni. a ze jemu to bedzie niewygodne, ze pewnie wolalby nie? No coz, wiadoma sprawa.

nie wiem, ciezkie to wszystko....

234

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

mi się wydaje, że ona coś dla niego znaczy jednak bo tak to by próbował cos naprawić. W końcu ślubował ci, że bedzie z tobą na dobre i na złe. W niej odnajduje pewnie to czego brakowału mu w tobie. Wiadomo, że on sie nie przyzna do tego, że cos go łączy z ta dziewczyną. Poza tym oczywiste jets to, że zasługujesz na wyjaśnienia. na szczerą normalna rozmowę jak człowiek z człowiekiem. Ja nie dostałam szczerych wyjaśnień, nie powiedział mi prawdy, nie spojrzał mi w oczy i nie powiedział dlaczego tak zrobił. Ci co odchodza to zazwyczaj sa tchorzami, i nie mowi,ą nic tylko mają to wszystko gdzies albo kłamią. Smutne, że twoj zrezygnował z tego wszystkiego co razem stworzyliście. Wiem, że ty był chciała wlaczyć o to no ale do tanga trzeba dwojga.....No ale jak sama mówisz nie wiaodmo co robił w nocy, mogł być z nią albo z jakims kolegą.

235 Ostatnio edytowany przez M. (2013-06-02 17:43:29)

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Kiedysbylam - bardzo mi przykro bo wlasnie teraz zaczyna się u Ciebie to co u mnie trwa już tyle czasu... a wiem że to straszne i cięzkie do zniesienia... Powtarzanie sobie, że to koniec, że jest z nią (albo może być), że nic się nie zmieni, że na nas nie zasługują.... to na nic sad(nic nie jest w stanie ukoić bólu, sprawić by bolało mniej...

Jeżeli potrzebujesz rozmowy, rozmawiaj...może dzięki temu będzie łatwiej...

Widzę że zarówno przed Tobą jak i przede mną ogromne wyzwanie... Ja też nie wytrzymałam i napisałam (mieliśmy się spotkać, ale nie napisał - milczałam, jednak po tym jak dostałam smsa od operatora że mnie wyłączył z sieci rodzinnej -nie wytrzymałam. napisałam tylko :"nieistotne, ale zabolało..." wiedział o co chodzi , odpisał że wyłączył tą funkcję całkowicie i jego mama też dostała taką wiadomość - chce wierzyć, że to prawda, chociaż wiem że powinno się wszystko dzielić przez 50 a później wierzyć tylko w połowę...) popisaliśmy chwilę... poprosiłam o spotkanie, abyśmy mogli porozmawiać.... mamy się zobaczyć w niedzielę za tydzień...

Mam nadziej, że dzięki temu będzie mi łatwiej (gdy będę wiedziała, że on wie dlaczego tak postępowałam...:( dlaczego czasami byłam nieznośna...)

Kiedysbylam - musimy się dobrze przygotować do rozmowy... wiedzieć co chcemy powiedzieć... tylko JAK? sad

ech...

236

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

M. Ja jednak nie będę rozmawiac, zmienilam zdanie. To bez sensu, dostal meila-bez odzewu, więc po co? Napisze pozniej trpszke bo teraz nie ma mnie w domu a z telefonu zajmuje to wielki.  Bylam w kosciele a teraz z bratem jedziemy do parku iv n obiad. I od razu lepiej, najgorzej tylko znalezc sile i wyjsc z domu...

237

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

U mnie była przez 3 dni koleżanka z dzieciństwa... pojechałyśmy do Częstochowy, wypiłyśmy 3 butelki wina, parę butelek piwa, puszczałyśmy YouTube i darłyśmy sie na całe gardło (czytaj -pięknie śpiewałyśmy wink ) ech ale nadal myślę... tym spotkaniem chce ostatecznie zamknąć ten rozdział i proszę tego na górze by mi się to udało... Bo skoro nie może być inaczej to ja już nie mam siły na takie dalsze życie...

Wszyscy mówią,że to nienormalne że tyle mnie trzyma i ja wiem że jest to prawdą... tyle że nie potrafię z tym nic zrobić... tęsknię, a nie powinnam... myślę o nim - a nie chce...  sad

Do spotkania 7 dni...

238

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Kiedysbylam: jak czytam Twoje wpisy, to tak jakbys przerysowala przez kalke moja sytuacje .... zachowywalem sie podobnie do Ciebie  i bardzo dobrze rozumiem to co czujesz. Trzymaj sie i badz dzielna!

239

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

woytek  - dzieki. tak wlasnie sie miotam i mota. bardziej na szczescie tylko w swojej glowie ale fizycznie to nei wariuje i nic nie odstawiam, dalam mu spokuj.

wlejam tutaj moj wpis z innego forum - bardzo madrzy ludzie tam sa, tylko ze jest to forum typowo katolickie, wiec nie dla kazdego. tak to obecnie wyglada: M. poczytaj tez Kochana ...

S napisał/a:   

Kochana. Przede wszystkim przecież musiałaś wiedzieć, że sformalizowanie Waszych spraw majątkowych miało przyczynić się do całkowitego rozkładu Waszych więzi. No czego się spowiedziałaś - tak naprawdę? Że podzielicie się, załatwicie papierki, a potem będziecie budować razem od nowa? Dlatego Ciebie wcześniej pytałam - czy na pewno tego chcesz i czy to wszystko jest dla Ciebie korzystne. Upierałas się, że tak, że lepiej dla Ciebie, ale przecież musiałaś wiedzieć, że ktoś, kto chce z kimś być nie zrywa nitek łączących go z tą osobą.   


- tak, pewnie ze wiedzialam. przemyslalam wszystko i wiem ze decyzje ktore podjelam sa dla mnie korzystne, pomijajac oczywiscie sam fakt tego, ze wolalabym zeby to wszystko sie nie dzialo. dociera to do mnie ze on wlasnie nie chce naprawde i dlatego nie chcialam sila go zatrzymywac przeciagajac wszystko. wiem i wiedzialam o tym, co oczywiscie nie zmienilo mojej nadziei na to ze moze jednak ... dlatego pisalam o tej rozmowie znow dzisiaj. Wiem ze moje wpisy sa dosc chaotyczne i moga wygladac na desperackie, ale wlasnie to po prostu moje mysli, dzieki temu ze sie wypisuje tutaj i rozmwaiam z ludzmi, w czyny nie wchodzi prawie nic z tych mysli. Wiec tak naprawde mysle ze od tych 2 miesiecy nie dzialam desperacko
.
S napisał/a:   

A zatem - jedyne wyjście dla Ciebie - odstawić gdybanie, upewnianie się, myślenie, kombinowanie.


- zgadza sie, caly czas o tym juz wiem i probuje... tylko ze srednio wychodzi... ciagle dlatego prosze o rady, Wasze wskazowki sa naprawde cenne....

Cytat:   
Odłóż to. NIC Ci nie da gdybanie, roztrząsanie. W tej chwili męża przecież nie interesuje, czy dajesz mu szansę, czy nie, czy czekasz na niego, czy nie. Myślisz, że go interesują Twoje dylematy, czy ma kochankę, czy nie? Więc nie ma sensu nic robić POD NIEGO.


znowu trafiasz w sedno! dokladnie tak jest! nie ma sensu robic nic pod niego bo on tego i tak nie zauwaza i nie ma to dla niego najmniejszego znaczenia! Zgadzam sie, tylko Wy wiecie najlepeij ze glupie serce czasem robi swoje po prostu....

S napisał/a:   
Chwileczkę. Ale ja teraz NIE CHCE powrotu męża, skoro jest on niezdecydowany, w głowie ma kogoś innego, naraża mnie na smutek i cierpienie i nie widzi w tym nic złego, nie chcę w tej chwili takiego męża, który nie rozumie tego, czym jest małżeństwo   
Cytat:   
Zaakceptuj fakty, bo jedynie akceptacja tych faktów (nie czynów męża, ale faktów, wydarzeń, że się one zadziały i mają swój skutek) pomoże Ci zrobić kolejny krok - mianowicie praca nad wzmacnianiem swojego ducha.


- mysle ze to sa 2 najwazniejsze jak dla mnie sprawy w tej chwili. Raz - to zrozumiec ze ja go naprawde teraz tez bym nie chciala! Tak jak pisalas wczesniej - to ze by nawet jakims cudem nagle laskawie zostal? To co? Szczescie bym miala ogromne? Moze na 1 dzien.... przeciez to chodzi o radykalna przemiane, o zrozumienie co zrobil i checi i wole naprawy, wspolnej, ale z jego inicjatywy..... a to w tej chwili jest niemozliwe, moze kiedys, ale teraz jest juz innym czlowiekiem. to jest moj klucz. musze przestac go idealizowac - bo ja wciaz opieram sie na tym, jaki byl wczesniej, ze dobry, odpowiedzialny i ze na pewno nadal taki jest. nie jest. i naprawde w tej chwili na mnie nei zasluguje absolutnie. to musze sobie tlumaczyc.

a druga kluczowa sprawa - wlasnie zaakceptowanie tych cholernych faktow. nie mam sil juz z nimi w sumie walczyc, ale czlowiek sie jeszcze szarpie, zaprzecza im....

S napisał/a:   
Gdybyś się kochała odpowiednio mocno, powiedziałabyś sobie, że jedyne co Ci się należy, to mąż, który SAM będzie starał się naprawić wszystkie krzywdy i który będzie się starał SAM o kontakt z Tobą. P   


zgadza sie... zasluguje na to, zeby to on SAM sie postaral, jesli kiedyk0olwiek chcial by to naprawic...

S napisał/a:   
A zostaw go samego ze swoimi myślami, z wątpliwościami - które pewnie przyjdą. A daj mu zatęsknić, daj mu ciszę i tajemnicę. Usilna potrzeba rozmowy i ustalania czegoś, co już przecież jest ustalone, pod płaszczykiem "odpowiedzi na parę pytań, do których masz prawo" jest tylko kolejnym murem, które Was będzie oddzielało.   


tego typu rady wzielam sobie zforum naprawde do serca jak tylko zaczelam czytac forum. Tak jak pisalam - to mzoe tak wyglada - bo z tego co pisze to jakbym co chwile cos robila, rozmawiala, pytala, ale tak nie jest... to tylko moje mysli. Fizycznie, jestem dumna bo zastosowalamsie w sumie bardzo do tego typu rad. od 13 kwietnia nie zapytalam ani razu czy jest pewien, czy na pewno, czy na pewno mnie nie kocha-dziek itemu nie narazalam sie wlasnie na kolejne cieprienei i nie dawalam mu szansy zeby on mi to powtarzal. Nie dzwonilam, nie pisalam smsow, nic. W domu tylko - czesc - czesc. Bylo kilka awantur, kiedy nie wytrzymalam i musialam odreagowac swoja zlosc, juz mnie zzeralo od srodka, ale to bylo na poczatku samym,. Jedyne co zrobilam to przeprosilam go wtedy za 3 konkretne rzeczy - czym tutaj pisalam, potem on nastepnego dnia po awanturze przeprosil mnie. Raz porozmawialam z nim o swojej pracy bo akurat tak sie zlozylo ze bylismy razem w kuchni przez jakies 10 minut i teraz na koniec napisalam tego meila, ale wlasnie to bylo 2 tygodnie temu i o nic go w tym meilu tez nie prosilam, o nic nie pytalam, od tamtej pory slowa nie powiedzialam. zrobilam to poczesci dla samej siebie bo to byl meil do psycholog mojej a chcialam zeby on o tym po prostu wiedzial, to bylo jakby czescia mojej terapii. Takze trzymam sie dzielnie jesli chodzi o czyny w stosunku do niego. Wiem ze macie racje, ze to wszystko przynosi odwrotny skutek, jeszcze bardziej go blokuje na mnie. Ale dobrze ze jestescie ze w pore zawsze wlasnie uswiadomicie czlowieka kiedy przychodza te chwile gdzie znowu cos do glowy przychodzi....

d napisał/a:   
Zresztą, czy będziesz mieć ten kredyt na siebie czy na Was - to tylko formalność.
Jeżeli On będzie chciał wrócić i zacząć naprawiać, to będzie przecież bez znaczenia.
Uśmiechnij się i pomyśl o sobie.   


Tez tak mysle - teraz - jak naprawde chcial sie rozstac to tak latwo przyszlo mu wszystko, co naprawde jest duzo bardziej na pewno stresujace - rozwiazywanie tak jakby malzenstwa, niz sytuacja gdybysmy kiedykolwiek zechcieli znow razem byc -to takie papeirki naprawde nie sa wtedy przeszkoda... ze mieszkanie tylko na mnie czy ze pieniadze mamy osoba prawnie.... wiem ze to jeszcze o niczym nie przesadza. przesadza tak naprawde tylko to ze on po prostu nie chce. i tyle.

K2009 napisał/a:   
Chciaam Ci jednak powiedziec jeszcze, ze tak czy inaczej trzeba dbac o formalnosci smile
Z tego co piszesz teraz`Wasze relacje sa poprawne. I oby tak dalej smile tego Ci zyczę:), ale pamietaj proszę, ze to też moze sie zmienic   


tak, teraz sa poprawne, ale wlasnie jeszcze niewiadomo co z rozwodem. w sensie - wszystkie inne formalnosci ustalalismy razem tak? - jak to robimy itd. Tego tematu on nie poruszyl, ale mam takie przeczucie ze jak byl w tej polsce teraz to mogl zlozyc pozew - z 1 strony nie wydaje mi sie, chce wierzyc ze powiedzialby mi wczesniej i ze nie robilby tego tak szybko - no ale z 2giej - oj wszystko jest mozliwe. Wrocil wlasnie do domu - powiedzial czesc i poszedl do pokoju. nie zapytal juz czy wszystko ok, a nie widzielismy sie ze 2 tyg.... to juz nie ten A. z wizyty u notariusza, to juz spowrotem ten 'nowy'

K2009 napisał/a:   
Teraz trzeba się wyciszyć, wyzbyc się tego wewenętrznego lęku i paniki , która zjada Cię pewnie od wewnątrz. Na tę chwile Twój mąż podjął decyzję i w sumie niewiele od nas (jak piszę to mysle tez o tym co jak przezywalam na poczatku i co mi tutaj super radzono ) zalezy.
Ja pamiętam , że wizualizowałam ten swój lęk (ale to juz jak bylam bardziej swiadoma co robilam jak glupio sie zachowywalam jak tak ciage dzwonilam i wymyslalam jakies bzdurne sytuacje- jak z obraczka:)) jak wchodzenie na cienki lód.i Tak w którą stronę pojsc, by się nie pogrążyć ...w prawo...O nie!!! bo to źle bedzie , w lewo..hm..iśc czy nie ...?;) dobra, pojde prosto, oj,,,ale to też chyba bedzie źle smile. Moze cofnę się do tyłu, bo tak bedzie dobrze...a moze zle. W ogole iśc czy nie iśc , co tutaj robić?:) a może pojsc,nie pojsc, w prawo, w lewo, w lewo...a może, a może , a moze smile i takie analizowanie, które jest dręczeniem się tylko samego siebie smile
Po prostu zawierz Bogu, oddaje się sytuacji , oczyść mysli, wyrzuc lęk na śmietnik smile a bedzie dobrze:) Bóg lubi wewnętrzny spokoj, a zły kocha niepokoj, leki i nerwy.


bardzo dobrze opisuje to moja sytuacje w glowie smile no mozna sie doprowadzic wlasnie do obledu.... a nic to nasze myslenie nie zmienia. Tylko ciagle probuje, ciagle staram sie zawierzyc wszystko Bogu, ale jeszcze po prostu nie potrafie tak do konca. Ten lek jest najgorszy, strach, niewiadomo juz w sumie o co....

A tak ogolnie - tak jak pisalam wczesniej. wiem ze da sie zyc bez niego. Ale ja narazie nie potrafie. Ucze sie tego kazdego dnia. Naprawde staram sie. moze dla kogos z boku to nic... ale Wy wiecie, Wy rozumiecie jak jest ciezko. Wiem ze niektore dziewczyny nie daja rady od razu i nie ida do pracy, nie wychodza z domu itd... Ja walcze. Dzsiaiaj np rano ogarnal mnie totalny lek, paraliz, totalny bezsens. Zrobienie kawy zajelo mi godzine - a bo nie widzialam do konca sensu w tym zeby samej sobie robic kawe, chcoiaz mialam na nia ochote, rozumiecie? Wiedzialam ze powinnam sie wykapac, ubrac, pojsc do kosciola i zaplanowac reszte dnia, ale to wszystko wydaje sie takie bez sensu... ale po co... No ale zrobilam te rzeczy dzisiaj, potem spedzilam popoludnie z bratem i jego dziewczyna.

Bylo mi troche przykro bo jesli chodzi o dziewczyne mojego brata to jest taka sytuacja: sa teraz dla mnie w sumie najblizszymi osobami - brat - logiczne i ona. To brat mnie 'zbieral' z mieszkania ode mnie dwa razy - najpierw jak ja powiedzialam dosc,a potem jak on to potwierdzil i nie bylam ws tanie jechac sama samochodem do brata. To u nich bylam 1 tydzien, bardzo mnie wspierali i nadal tak jest. TYLKO ZE: brat to w ogole juz o tym nie mowi, nie pyta - dla niego to tak po mesku - temat zamkniety. on mi od razu powidzial: "to jest rozdzial zamkniety w twoim zyciu; -taaaaa, jasne smile) ale wiecie o co mi chodzi. on, jak to facet, znienawidzil mojego meza pewnie za to co mi zrobil, powiedzial ze on dla niego juz nie istnieje, ale nie czuje potrzeby na ten temat gadac - ani ze mna, ani np jemu cos mowic. No a jego dziewczyna - bardzo fajna i dobra osoba. Tyle ze raz ze jest jeszcze mlodsza niz ja, ma troszke inne podejscie do zycia, do tego jest osoba niewierzaca. Bardzo dobrze na mnie dziala tak ogolnie - bo jest 'ostra' i bardzo relanie okresla sprawy, daje mi pozytywne kopy. Ogolnie mowi mi prawde w oczy - no ze on ma mnie w tej chwili gdzies i ze nie jest mnie wart, ze dam sobie rade, ze oni mi pomoga itd. I to jest dobre, ale z 2 strony no jakby zupelnie nie rozumie ze to nie jest dla mnei takie latwe. Ona ma podejscie takie ze jakby moj brat jej cos takiego zrobil to by nigdy w zyciu z nim juz nie byla i nie wie 'jak ja w ogole moge zakaldac, chciec byz nim'. Wiecie - raz, ze mlodsza, nie jest w malzenstwie, dwa ze nie przeszla tego - i nie zycze jej!! Ale latwo sie mowi prawda.... I tez ogolnie ona mnie sama np jak sie widzimy o to nie pyta za wiele. jak sie czuje czy cos. Zakalda jakby no ze jest i bedzie coraz lepieij, ze nie powinnam juz o tym myslec. no ba, nie powinnam ale mysle... Kilka razy w tym okresie np jak zadzwonila do mnie albo cos a ja np mialam mega dol i mowie jej - 'masakra, nie daje rady, bez sensu itp' - n oto ona potrafila byc zdzwiona i pytac: ' ale co sie stalo?'... na co mi rece opadaly i mowie jej 'nosz kuzwa nic, poza tym ze maz mnie zdradzil i rzucil to nic sie nie stalo' smile i wiecie ona wtedy zdziwona - no to znowu tak ci zle, po czym zawsze od nowa mnie wspiera. Takze to nie jest jej jakas zla wola tylko nie do konca potrafi mnie zrozumiec ona akurat. I tez dzisiaj np - zajechalam - no i ja mowie jej: " nie wrocil na noc dzisiaj' - a ona; "no i co z tego? co cie to obchodzi? 2 tyg sie nie widzieliscie a co ci nagle ze on wrocil czy nie wrocil' smile no i ja nerwy i tlumacze jej - no wiesz do choery ale to po raz 1 sie zdarzylo i jednak zabolalo. Ona tez ostro do mnie ogolnie, ze sie slimacze za dlugo, ze 2 miesiace a ja nadal swoje, ze jakby nie chce wystarczajaco z tego wyjsc. Czy ma racje ? Ja jej probowalam wytlumaczyc to co wyzej pisalam, ze zwyklerzeczy jak ubranie sie, zrobienei kawy i przyjechanie do nich sa moja walka i bardzo duzo mnie kosztuja. a robie to. wiec walcze.... nie wiem ciesze sie ze ich mam, brata i ja, bo jestem ich takim 5 kolem u wozu teraz i wszystkie weekendy z nimi spedzam...

ehh ale sie znowu rozpisalam. Zapytalam wlasnie o pozew. nie zlozyl. zapytal "a ty'? Boze jak on nic nie rozumie... powiedzialam 'nie' powiedzialam mu rowniez ze nie bede miala wszystkich pieniedzy na raz zeby go splacic. myslalam ze bede miala, ale nie bede. powiedzial w tym sensie ze ok, ze i tak ja kz bankiem bedzie zalatwione to sie wyprowadzi no a ze jakos sie umowimy i oddam mu reszte pozniej. powiedzial z jego poczuciem humoru 'chyba mnie nie wyrolujesz' i ten glupi usmiech jego... ;czy chcesz mnie wyrolowac'? i znowu usmiech glupi. ja mowie 'nie, nie chce, chyba juz o tym wiesz'. Powiedzialam mu - nie pisalam Wam nawet o tym jeszcze, ze nie oddam mu wszystkiego naraz bo mam jeszcze inne 'dlugi'. Zdziwil sie i drazyl o co chodzi. no to mu powiedzialam, ze 'musze' oddac ojcu pieniadze jeszcze. a on zdziwiony ze za co. a ja mowie mu 'za to, na co dal, a czego juz nie ma'... Zdzwil sie. wyszlam. on za mna. 'za wesele ci kazal oddac'? na co powiedzialam mu jak bylo - kazac nie kazal, ale dal odczuc ze 'stracil pieniadze'. wiem ze ojciec nie chcial zle, wiem ze jego tez to truje, bylam jego duma i cieszyl sie ze corke za maz wydal. a tu taki psikus... wiem ze nie wpadl by na to ojciec ze ja to potraktowalam serio i w sumie na pewno zadnych pieniedzy nie bedzie chcial. Ale mnie to zabolalo i tak sobie powiedzialam ze mu to oddam, choc na pewno tak sie nie skonczy, no ale powiedzialm to tez jemu, niech wie... Z weselem bylo tak ze polowe zaplacil sam moj maz, a dokladnie druga polowe wlasnie ta moja czesc, moi rodzice. pytal jeszcze jak daleko stoi sprawa tutaj z tym bankiem (Wy i ja wiemy ze sprawa jest jasna i jutro moglabym isc i to zlozyc) ale on wie, ze czekam jeszcze na cos ze spoldzielni. no i pytal sie dokladnie jak to wyglada. Patrzcie jaki 'pomocny', pytal czy chce zeby tam podzwonil pogonic ich troche. ja mowie:' jesli ci sie pali' - on: 'nie pali mi sie, nie pali'. no to mowie mu ze juz dzwonilam i ze wszystko jest w toku.... Zadnej innej rozmowy nie poruszalam. i dobrze.

240

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Witaj kiedysbylam

Sledze Twoj watek caly czas. Jest mi bardzo przykro, ze musisz przez to przechodzic. Wspomnialas kiedys, ze mozesz identyfikowac sie z DDA. Chcialabym tylko zasugerowac abys sprobowala spotkan DDA/DDD w Londynie. Chcialam Ci wyslac wiadomosc na priva ale nie mam pojecia jak sie to robi :-)

Pozdrawiam!

241

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

kiedysbylam - strasznie się pogubiłam i nie wiem co będzie dla mnie dobre... a nie jestem tak silna jak Ty... cieszę się, że dobrze sobie radzisz... jeśli chodzi o Twojego brata i jego dziewczynę, to nigdy kto nie przeżył podobnej sytuacji nie będzie w stanie tego zrozumieć... nie miej do nich żalu, tak już jest... sama też kiedyś myślałam jak dziewczyna Twojego brata (gdyby mnie zdradził nigdy nie chciałabym powrotu...) jednak jak widać wszystko zależy od sytuacji...

242

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Dopóki ktoś nie dostanie ciosu w plecy to nie zrozumie położenia osoby, która została zraniona. Nie dziwie się twojej "bratowej", że tak ci gada albo ze zdziwiniem pyta 'co sie stało?'. Nie byłą w takiej sytuacji więc tego nigdy nie zrozumie. Ja pamiętam jak mowiłam mojej przyjaciołce, z ktora zerwał kiedys chłopak zeby sie nie przejmowała i zeby nie płakała po nim po nie warto itp. W sumie to teraz mi sie smiać z tego chce, bo mowilam jej ze znajdzie sobie lepszego itp itd. A ja sama ryczałam tyle za swoim i nie raz odechciewało mi się żyć i w ogóle miałam chore myśli. Ale z racji tego, że nie lubie pokazywać, że jestem słąba to oczywiscie wersja oficjalna jest taka, ze moj były mi wisi i nie obchodzi mnie co u niego. Prawda jednak jest inna , tęsknie za nim jak nie wiem co i ciągle mam co jakis czas napady płaczu.

A twój teksty z wyrolowaniem nawet w żartach mógł sobie darować. Przypomnialo mi sie od razu jak rozstalam sie z moim i mu mowie, że teraz wszystko bedzie mi go przypominać w pokoju bo tam miałam miśka od niego i cos tam jeszce. Nawet laptopa dostalam od niego w prezencie. Sporo rozniej bizuterii  w pudełkach ze sklepu jubilerskiego itp i inne rzeczy , tlyko, że nie wyliczlam mu konkretnie jakie rzeczy beda mi go przypominac a on do mnie "zawsze możesz oddać" i po chwili mówi że żartował oczywiście. rzeczywiscie strasznie smieszne to było.

243

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

ech... do bani to wszystko sad

244

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

M. - jak tam sie czujemy? u mnie w miare dobrze. mam nadzieje ze naprawde bedzie coraz lepiej. wrocilam wlasnie od psychologa i klade sie zaraz. dobrej nocki

245

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Ja wizytę mam jutro... czujemy się tak jak pogoda dzisiaj (fatalnie)....

Jak u Ciebie? załatwiasz sprawy?

może damy radę jakoś na skype pogadać?

246

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

M.  - pewnie ze mozemy pogadac. mam nadzieje ze masz juz sluchaweczki ?:) ja dzisiaj po pracy mam jeszcze korepetycje wiec bede pozno, tak na polski czas to pewni po 21 jakos.

247

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Nie miałam głowy do tego (a właściwie czasu żeby chodzić po sklepach... - gdy poszłam spotkałam JĄ więc humor mi się popsuł i wyszłam ze sklepu)...

Jadę teraz ze znajmoym po paczkę (w ramach oderwania myśli i wyjścia z domu) i nie wiem kiedy wrócę (tzn. o której)...
Jutro psycholog, ale później powinnam już być na skype...

napisz jak u Ciebie sprawy z bankiem i wogóle...

248

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

kiedysbylam
napisałam email.

249

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Jak tam sie dzisiaj czujemy? u mnie pozytywnie. dojrzewam do decyzji - nowej decyzji. nie ide narazie do zadnego banku, po to zeby wziasc kredyt na siebie i zeby ON MOGL SIE WYPROWADZIC. nie bede mu pomagac w jego decyzjach z ktorymi sie nie zgadzam. i nie robie tego 'po cos' tylko w imie czegos. wiem ze moze to tylko pogorszyc sytuacje mieszy nami - relacje itd. Ale co mnie to interseuje ze on bedzie niezadowolony? Nie jestesmy juz razem - to jest fakt i ten fakt akceptuje. Ale nie musze akceptowac jego decyzji - o skresleniu malzenstwa - z ktora sie nie zgadzam. nie moge go do niczego zmusic, niczego zabronic. ma wolna wole. 'mogl' isc do lozka z nia majac dom i zone. teraz tez moze zrobic wszystko. chce niech sie wyprwadza do cholerki - ale wtedy odpowiedzialnosc emocjonalna i konsekwencje ponosi tylko on. tak - porzucilem zone i ja zostawilem. takie sa fakty, ale najlepiej jak sie skonczy wszystko tym ze no ' rozstalismy sie' - no bo przeciez poszlam do notariusza, poszlam do banku, wiec tez nie chciala mz nim byc.


ja nie chce go takiego jakim jest teraz - nie jest dobrym czlowiekiem, mezem, poniewaz nie chce nim byc.

ALE to nie zmienia faktu, jakie ja mam poglady i przekonania. Nie zamierzam sie ich ani wstydzic ani wypierac, bo on by sbie tego zyczyl. Ja slubowalam, na dobre i na zle - teraz dla mnie jest 1 kryzys i nie uwazam ze powinnismy sie rozstawac, nie uwazam ze 'tak bedzie lepiej', nie uwazam ze skrelesnie malzenstwa bo poltorej tygodnia od tego jak zdrada wychodzi na jaw jest odpowiedzialnym zachowaniem. takie sa moje wartosci i poglady. nie moge wplynac na jego, ale nie musze wyzbywac sie swoich, z jego powodu. chce - niech sie wyprowadza - ja jestem zabezpieczona notarialnie smile mieszkanie mam w\iasc na siebie a on ma sie wyporwadzic. ale kiedy? nie ma tam zadnych dat. wyproawdzi sie, wtedy pojde do banki i sobie wszystko na siebie zalatwie. Ale nie bede pomagac mu w rozstaniu, przykladac reki, do czegos z czym sie nie zgadzam. i daleka jestem od blagania, proszenia lub ponizania sie. zeby nie mylic jednego z drugim. tez go teraz nie chce. bo zasluguje na meza ktory sam bedzie chcial mnie widziec, rozmawiac i spedzac czas. a on taki nie jest. ale dla mnie nie oznacza to ze tu i teraz moze wypisac mnie ze swojeg ozycia jak kredyt. tzn - tak, moze to zrobic - ale niech robi to sam. ja nie bede mu pomagac w tym zeby sama siebie z jego zycia wypisywac, wyrzucac jak rzecz. mowie Wam, wszystko zalezy od tego jak na to spojrzymy.

wkleje tutaj moj post z innego forum, zeby lepeij pokazac mam co mam na mysli:

teraz, po Waszy radach zaczelam sie tylko zastanawiac po prostu czy faktycznie chce tego juz teraz. zeby skladac do banku to podanie i zeby sie wyprowadzal. Przyznaje - uswiadomiliscie mi to dzisiaj, ze wczesniej znow myslalam no ze 'musze' to zrobic, no bo jak inaczej? a nie wiem jak inaczej, no bo on nie chce tu mieszkac, ale nie chce sie tez wyporwadzac majac kredyt ciagle. ale czy to jest moj problem? to sa problemy ktore on sobie stworzyl, zrywajac umoowy - i z bankiem i te mna, zawarta przed Bogiem, no to teraz musi myslec jak to rozwiazac. bo czy chce czy nie - kredyt i zone ciagle ma. Nie no, uswiadomilam to sobie ze z tym bankiem i jego wyprowadzka to po prostu musze to zrobic jesli naprawde bede pewna ze chce tego teraz - ze tak bedzie lepiej dla mnie, zeby on sie wyprowadzil. No a tego nie wiem jeszcze. Wiem jedno, ze jaka decyzje nie podejme, to na pewno powiem mu jeszcze - uswiadomie to, co przez ostatnie 2 miesiace bardzo chcialam ukryc - ze jest mi zle do cholery! nie, to nie znaczy ze nie moge bez niego zyc, to nie znaczy ze chce znim byc za wszelka cene - ale znaczy to tyle, ze bardzo boli mnie to wszystko i jeszcze dlugo bedzie. bo milosc to nie ze wlasnie musze z toba byc chocby niewiadomo co i umre bez ciebie - nie - ale milosc to wola dazenia ku lepszemu razem, wola naprawy, odpowiedzialnosc za swoje i czyjes uczucia, wola tego zeby byc z kims, pod warunkiem oczywiscie ze zrozumialby wszystko i pragnal tego tak samo mocno. to mu jeszcze przy okazji powiem. nawiaze moze do tego - ze pytales czy wzystko ok - no wlasnie nie jest ok, bo zawiodlam sie na tobie strasznie.

musze to przemyslec wszystko, nie wiem sama wlasnie co robic, bo mysle jakie to bedzie mialo konswekwencje dla mnie. czy lepiej powiedziec mu to wszystko - ze takie sa moje warotsci i nie wstydze sie ich, ze musze szanowac wlasne slowa (na dobre i na zle bede z toba), a teraz jest wlasnie to zle, zeby inni mogli mnie szanowac. Wczesniej, naprawde moglismy tylko Bogu dziekowac za to wszystko co mielismy. to nasze 1 prawdziwe problemy - takie typowo miedzy nami, niezwiazane z innymi rzeczami, ludzmi - i co? mam to od razu skreslac? bo trudno jest? to co to za milosc by byla, ze jak bylo dobrze to byla a teraz jej nie ma. Ty, rob co uwazasz za sluszne, kazdy zn as bedzie odpowiadal za swoje czyny i decyzje przed Bogiem. Nie zmuszam do niczego ani nie zabraniam. Ale tak samo ty musisz uszanowac moje poglady. w zasadzie nasze - bo razem swiadomie wzielismy slub, tylko ze ty zmieniles zdanie.

Bylam u psycholog wczoraj. oczywiscie powiedziala ze zalezy to ode mnie, jaka decyzje podejme - czy jednak bede wolala zeby sie maz wyprwoadzil, zeby nie musiec patrzec jak jest niewiadomo gdzie, czy zdecyduje nie isc do banku narazie i zakomunikowac mu to oczym wczoraj pisalismy tutaj na forum....

psycholog zgadza sie z tym, ze moje nie pojsce od razu do banku mialoby wplyw wlasnie na to, zebym ja nie ponosila, nie brala odpowiedzialnosci za to wszystko. oczywiscie celem tutaj nie ma byc absolutnie to zeby on zmienal zdanie. Musze tylko wiedziec w jakim celu tak zrobie (jesli zrobie), w sensie w imie czego? A no w imie swoich zasad i przekonan wlasnie. Wyprowadzi sie? no to sie wyprowadzi, wtedy wlasnie pojde do banku i pozalatwiam sobie sprawy, ale nie to ze wlasnie tak jak pisaliscie ja sie na to zgodzilam sama czy chcialam zeby sie wyprowadzal.... wczesniej, za wszelka cene nie chcialam dopuscic do sytuacji zeby faktycznie on mnie 'rzucil' i np sie wyprowadzil - chcialam zachowac 'godnosc' i wolalam tak jakbby to ja jego wyrzucic. Ale to sa emocje, to jest rozpacz. teraz patrze na to odwrotnei w zasadzie smile swoja godnosc mam i to bardzo duza, zachowalam ja naprawde w bardzo duzym stopniu i ona nie zalezy od tego czy on mnie porzuci czy nie. A fakt jest taki ze i tak juz to zrobil - porzucil mnie - ale oficjalnie ma wyjsc na to, ze sie 'rozstalismy'. Nie, niech mnie juz rzuci do konca, skoro tego chce i nic nie zrozumie. Niech mnie rzuci i odejdzie - wyprwoadzi sie, a ja wtedy nie bede czula sie porzucona tylko spokojna ze jest to tak - jak bylo naprawde - on mnie porzucil i to jego decyzja, a nie nasza wspolna.

psycholog mi powiedziala ze w sumie nie mam nic do stracenia, w sensie jestem zabezpieczona tak naprawde - bo na papierze u notariusza podpisalismy wlasnie ze mieszkanie bedzie dla mnie, ze ja bede przejmowac kredyt a on sie wyprowadzac, ale nie jest tam napisane kiedy smile nie ma zadnych dat. wiec ja z tego sie nei wycofuje - tak chce tam mieszkac - czy z nim czy sama. najpierw zrobie wszystko zeby ratowac, nie pomagac mu w odchodzeniu - wiec powiedzialabym mu to wszystko - ze tu jest twoj dom, mamy oboje prawo tutaj byc, mamy tez obowiazki jakie wynikaja z malzensrwa - w moim rozumieniu - zrobienei wszystkiwgo zeby naprawic, ale przede wszystkim zeby brac odopowiedzialnosc i nie skreslac od razu tego. Takie sa moje wartosci i religia - nie zmuszam cie do niczego, niczego nie zabraniam. Rob co uwazasz za sluszne. ale jesli juz sie wyporawdzi - czyli zrobi to, ale bez mojego poparcia i zgody - wtedy nadal zostaje u siebie w mieszkaniu, ide do banku i zalatwiam an siebie, tak zeby bylo ok. Czyli znow pogodze sie z faktami - jesli sie juz wyporawdzi i zalatwie formalnosci dla samej siebie, ale nie bdzie tak ze sie na to zgodzilam,.

Jesli bym zdecydowala nie isc narazie do banku, to musialabym zakomunikowac mu t owszystko, w sumie totalna zmiane planow. W sumie pewnie mysli ze ja chce zeby on sie wyporwadzil - tak jak mowie ja mu dalam to odczuc na poczatku po rozstaniu - i macie racje ze on tak pewnie po prostu mysli, bo tez mu tak latwiej i dalam mu ten komort, ukrywajac prawdziwe uczucia z obawy przed zranieniem, Ale teraz tego zranienia juz sie nie boje - wiec chce zeby znal prawde - nie jest mi obojetne to co robisz - co nie zmienia faktu ze nie chcialabym cie takiego ja kteraz. Wiec zeby dobrze mnie zrozumial - nie nadajesz sie teraz na dobrego meza, bo nie chcesz nim byc. Ale to nie zmienia faktu jakie mam poglady na temat naszego malzenstwa - ze to co napisalam wyzej - nie oznacza dla mnie ze mamy i musimy sie rozstac tu i teraz, zapomniec o sobie i ukaldac sobie nowe zycia. i nie mozesz mnie zmusic to zmiany moich pogladow. uszanuj je po prostu - pamietaj - zrobisz co ze chcesz, pod kazdym wzgledem. tak jak mogles pojsc do lozka z inna - mogles - sam dales sobie zezwolenie i to zrobiles. Mozliwe jest wszystko - to sa twoje wybory, bedziemy z nich kiedys rozliczeni, ale mozesz wszystko - wiec nie oczekuj ze ja ci powiem co masz robic - bo nei wiem. ja nie wiem, ja nigdy nie myslalam o zdradzie, rozstaniu - to jest twoj swiat w ktory mnie wmieszales, sam decyduj po sam bedzies ponosil konsekwencje - beze mnie.

Poradzila mi tez, ze jesli zdecydowalabym sie zakomunikowac mu to wszystko - to powinnam odetchnac i wyznaczyc sobie jakis czas - obojnetnie - 2 tyg, miesiac, poltora z do tej i do tej daty JUZ O TYM NIE MYSLE I NIE ZMIENIAM NIC, bez wzgledu na to co bedzie sie dzialo. po prostu oddycham gleboko i zyje swoim zyciem, skupiajac sie na odcieciu emocjonalnym od niego. Po tym czasie - siadam sobie i mysle czy cos sie zmienilo, czy chce cos zmienic - np pojsc do tego banku jednak czy jest mi tak dobrze i podejmuje kolejne decyzje albo i nie. Ale zeby ustalic sobie ten czas, ze jakbym taka decyzje podjela, to chocby sie palilo walilo - biorac pod uwage ze moze byc ostro jak mu to powiem ,ze bedzie frustracja jego, bunt, ze cuduje, ze jestem nienormalna ,ze mowilam co innego, ze podpisalam papier itp itd. ze nie bede sie tym przejmowac i nic zmieniac. wiedzac, trwajac w przekonaniu swoim, majac tak icel - zeby byc wiernym swoim przekonaniom i nie pomagac mu mnie rzucac. nie chodzi o to zeby tego nei zrobi - bo pewnie zrobi tymbardziej, ale zeby mu nie dawac tego komfortu rzucenia. nie wiem, boje sie tego strasznie, jakbym zdecydowala sie na taki krok. Zeby jednak nie isc do banku narazie, powiedziec mu to wszystko i potem mieszkac z nim nadal, gdzie pewnie zaczal by tak naprawde pokazywac swoje najgorsze i najciemniejsze oblicza....

250

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post
kiedysbylam napisał/a:

(...)wkleje tutaj moj post z innego forum, zeby lepeij pokazac mam co mam na mysli:(...)

może zamiast wklejać, to podaj namiary na to inne forum - ja chętnie poczytam...
Pozdrawiam .:)

251

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Zyworodka - zanim podam adres - chcialam tylko powiedziec ze jest to forum typowo dla malzenstw w kryzysie i typowo katolickie.  nie jest dla kazdego, uprzedzam smile  sa tam ludzie z dosc radykalnymi przekonaniami - jesli chodzi o malzenstwo, religie ,wiare i przysiege malzenska smile ale jednoczesnie nie ma dla mnie taka postawa nic w spolnego z usmiercaniem sie, krzywdzeniem samego siebie. wrecz przeciwnie. tam Bog jest najwazniejszy, a zaraz potem - nalezy dbac o siebie i nei pozwalac sie krzywdzic - co nie jest rownoznaczne ze zgoda na rozwod, czy pomaganie w jakikolwiek sposob 'krzywdzicielowi'. Jesli nadal jestes zainteresowana, wysle Ci adres na priv.

252

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Kiedysbylam, ja tez poprosze o ten adres.
Z gory dzieki smile

253

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Ja tez chce. Pogladowo:)

254

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

wyslane smile

255

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Dostalam. Dziekuje smile

256 Ostatnio edytowany przez kiedysbylam (2013-06-08 11:30:21)

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

powiedzialam ze nie pojde do banku bo nie chce, bo jest to sprzeczne z moimi przekonaniami, bo nie zgadzam sie z decyzja o skreslaniu tego malzenstwa tu i teraz. On jest w stanie dac mi czas - ale przeciez mi nie o to chodzilo tak naprawde. znowu bym go oszukiwala -tzn mijala sie z prawda - mowiac ze potrzebuje czasu na przemyslenie czy cos w tym stylu. to by bylo typowe przeciaganie, to by bylo wlasnie manipulowanie calej sytuacji. mialam byc szczera tak? nie chce sie rozstawac i jestem pewna ze za miesiac sie to nie zmieni.... dlatego tu nie chodzi o manipulacje. Bez przesady. Tak, mysle co on pomysli, mimo wszystko, bo po prostu chyba normalne to jest ze nie chcialabym zeby mnie nienawidzil i zeby rozstawac sie na noze!

jak sie poczulam po tym jak mu powiedzialam? i dobrze i bardzo zle. dobrze - bo powiedzialam prawde, bo tak czulam, bo tak uwazam. zle - bo on totalnie nie zrozumial i widzialam ze przez chwile naprawde uwierzyl ze ja go nienawidze i chce oszukac na kase, zemscic sie jednym slowem, zniszczyc, utrudnic, ze taki jest moj cel. a przeciez chodzilo mi o to, zeby znal prawde- ze jestem otwarta na dialog, ze wierze ze gdybysmy oboje chcieli - nie musielibysmy sie rozstawac i dlatego sie nie zgadzam na to. o to chodzilo tak ? zeby o tym wiedzial. no nic, chyba juz wie...

byl dalszy ciag rozmowy. tym razem rozmowy. POROZMAWIALISMY. 1 raz od rozstania on ROZMAWIAL. i nie chodzi o to, co mowil, tylko ze w ogole mowil. wypil te 2 piwa miedzy czasie i pozniej jezyk mu sie rozwiazal. NIE BYL PIJANY, ale rozluznilo go to, 'puscilo go'.... byl szczery. i nikt mi pewnych rzeczy z glowy juz nie wybije. to byla szczera rozmowa. byl szczery i on nadal jest dobrym czlowiekiem. chyba nadal mnie kocha. tak wiem ze zalosnie to brzmi, on tego oczywiscie nie powiedzial, ja tez caly czas myslalm ze nic dla niego nie znacze -tez latwiej w sumie mi bylo, bo moglam sie nad soba uzalac. jaki to on niedobry. on jest po prostu czlowiekiem slabaej wiary. zerowej wiary w tej chwili. nie wie, nie zna jeszcze mocy Boga. a chyba kazdy sie zgodzi - ze czlowiek sam, czegos takiego nie odbuduje,prawda? i dlatego on w to nie wierzy i koniec. nazwal to co Wy nazywacie budowaniem na skale - z jego perspektywy -czlowieka niewiedzacego o tym, co potrafi Boh i jak bardzo nas kocha - budowaniem na bagnie. 'to byloby budowanie czegos na bagnie'.

Dalszy ciag rozmowy polegal na tym ze mowil: o naszym malznestwie - ze nei uwqaza tego za pomylke, ze to byl piekny czas, ze bardzo duzo mi zawdziecza, ze WSZYSTKO co ROBIL, ROBIL DLA NAS - i ja wiem ze tak bylo. zacytuje go ogolnie: 'przeciez to ja chcialem tego slubu, ja chcialem kupic mieszkanie, chcialem dziecka, ja tego naprawde wszystkiego chcialem! ale wypalilem sie. zaciskalem zeby przez dlugi czas - to byl moj blad, teraz wiem, byc moze to byl najwiekszy blad mojego zycia, ze nie rozmawialem z toba, ale tak jest jak jest. nie potrafie, nie widze tego, nie, nie, nie... ja sam nie potrafilbym cie przytulic, pocalowac po tym co zrobilem. mnie tez jest ciezko. tu jest moj dom. co ty sobie myslisz? dlaczego mnie nie ma po calych dniach? chce ci zejsc z oczu, zebys nie musiala mnie ogladac, chce zebys zostala w a naszym mieszkaniu, czuje sie winny dlatego nie chce o nie walczyc, bo zaslugujesz na to zeby moc tu zostac. ale ja ci powiedzialem od poczatku - nie wyprwadze sie dopoki bede na hipotece - tez mysle o sobie, nie chce isc pod most, no nie chce, tez musze sobie jakos poukladac wszystko. nie, nie wije sobie gniazdka! czy ty oszalalas? myslisz ze ja bylbym w stanie teraz z kimkolwiek ukladac jakis nowy zwiazek? poki jestem jeszcze 'zwiazany' z toba (tak,1raz jakby przyznal ze jeszcze cos go ze mna laczy....)sam nie wiem co robic, myslalem zeby stad wyjechac (????) Ty sobie 10 razy lepiej poradzisz niz ja, jestes mloda, piekna - tak, tak, smiej sie teraz, tak bedzie zobaczysz. I wiem co zrobilem, nie masz wszystkich pieniedzy teraz zeby mnie splacic - nie ma problemu, poczekam, chce zebys tutaj zostala, masz umeblowane mieszkanie, prace, ale tez mi jest ciezko. kazdego ranka wstaje i patrze na to wszystko i zly mi leca (???? tu juz nie wiem czy ubarwil czy nie) jak patrze na te kwiaty... codziennie chodze tu wkolo i patrze jak rosna (on te kwaity wszystkie sadzil, kocha to) i wiem ze bede musial sie wyprowadzic (tutaj probowalam uswiadomic mu ze on nie musi, ze to zalezy tylko od jego meskiej decyzji o tym, czy chce sprobowac czy nie). szkoda mi tego wszystkiego. szkoda mi naszego zycia, bo to co osiagnelismy w tak krotkim czasie. to niektorzy ludzie przez cale zycie nie maja, ale my juz nie mozemy byc razem, nigdy nie bedziemy'. Generalnie to ostatnie to byl motyw przewodni jego tym razem monologu, ze podjal decyzje i chocby sie palilo i walilo on jej nie zmieni, chocby mial tego pozalowac, za rok, za miesiac to trudno, ale z drugiej strony mowi - pierwszy raz cos takiego padlo - 'nie wiem, nie wiem co bedzie za pol roku, moze.... moze...... nie, nie wiem, tego sie nie da Justyna...'; '' moim celem bylo zeby sie rozstac normalnie, bo zaslugujemy na to, zebysmy za pol roku mogli siespotkac na kawe, pogadac, jak tam leci (??tu tez moje zdziwienie) marze o tym zeby tak bylo, a nie zebysmy byli dla siebie najwiekszymi wrogami. Jestes i zawsze bedziesz dla mnie wazna, to nie jest tak, co ty sobie myslisz ze bylo i nie ma? to jest szmat czasu, ktory ze soba przezylismy. jestem tu gdzie jestem, mam to co mam, dzieki Tobie. Ale nic nie zmieni mojej decyzji, nic, ona jest nieodwolana.' pytalam o meila ktorego mu wyslalam - o tym ze zrozumialam swoje postepowanie, ze jest zwiazane z moim ojcem i przeszloscia. powiedzial:'celowo tego nie skomentowalem, przeczytalem, no oczywiscie ze przeczytalem, chociaz bardzo trudbe to bylo dla mnie zeby to w ogole do konca przeczytac, przykro mi ze musialas przez takie zycie przechodzic, ale zobacz to swiadczy o tym jak tak naprawde bylismy od siebie daleko, bo ja sobie z tego nei zdawalem sprawy'. ja mowie mu - to nie jest tak, ja ci o tym wszystkim mowilam, tylko ja sama to bagatelizowalam, nie myslalm ze to jest az taka trauma z dziecistwa, sama o tym nie wiedzialam'. on nie jest zlym czlowiekiem, jest nieodpowiedzialny, jest bardzo slabej wiary jak widac, bardzo.... zapytalam go: ' co, karac sie chcesz sam za to wszystko? - cisza..... 'to nie tedy droga, nie w taki sposob'. powiedzial tez: 'ja nie wierze ze ty bys wogole chciala ze mna byc po tym wszyskim, przeciez to jest bagno'. stanelo na tym ze powiedzial: 'nie wiem, przemysl sobie to wszystko co z tym bankiem, zastanow sie, naprawde nie ma sensu sie szarpac - mozemy - mozemy isc do sadiu, mozemy zmieniac zamki, pluc na siebie, ale po co justyna? po co? widzisz, wiesz ze mnie latwo sprowokowac, dzisiaj znowu zaczalem sie zle zachowywac, obrazac cie (1sza czesc wieczoru), nie powinnismy, z szacunku chocby to tego co nas laczylo. chcesz - to ja pojde do tego banku, jesli ty nie chcesz, chce to zalatwic, rozstac sie i jakos isc dalej'. nie wiem co o tym pomyslicie, ale ja nie zaluje niczego w tej chwili. to jest moja nagroda od Boga - ta rozmowa z nim. na koniec przytulilam sie do niego - a on to odwzajemnil. Boze..... tak mocno mnie przytulil, to bylo takie dziwne, tak dawno nie bylo juz zadnego kontaktu fizycznego, chycil mnie za reke, pocalowal w glowe - tak szczerze - a chwile wczesniej mowil ze on nie moglby mnie juz przytulic, pocalowac.... wiadomo ze mial co innego na mysli, ale nie odrzucil mnie, nie odepchnal. Rano robil sobie kawe w ekpresie - ja robilam swoja - wystawilam kubek i kawe na blat. poszlam do lazienki. jak wrocilam mialam nalana kawe do kubka - z ekspresu.

ta rozmowa to moja nagroda, ze tak naprawde on mysli wszystko to samo co ja na temat naszego zwiazku - roznimy sie 'tylko' tym, ze on juz w to nei wierzy, nei wierzy ze daloby sie to odbydowac, a ja wierze ze tak. co dalej - nie wiem. Ciesze sie ze zna prawde teraz - ze nie jest mi dobrze z tym, ze ja nadal wierze w sakrament, ale wiem juz ze naprawde nie ma sensu komplikowac mu po to zeby poniosl odpowiedialnosc - on ja tez ponosi, tez po nim to nie splywa. ale im bardziej bedzie czul sie zablokowany, tym gorzej bedzie. narazie dam sobie czas. moze poprosze go wlasnie tylko o ten czas jeszcze. nie brzydze sie nim, pomieszkajmy tak jeszcze, przez wakacje, ja sie bardziej przygotuje psychicznie na wszystkie wysjcia, ze wszystko moze sie zdarzyc - rowniez to ze w tej chwili nic sie nie zmieni. chcialabym zeby on sam dal sobie czas po prostu. na udystansowanie sie do tego wszystkiego. nie zeby: 'pomysl jeszcze, moze zmieniesz zdanie'. ale to co Wy mi mowicie: 'daj czasowi czas'. Ja nie mowie o byciu razem - w tej chwili naprawde to nie jest tak ze pstryk i sprobujmy. ja mowie o nie rozstawaniu sie. on ma sam ze soba mega problem, nie umie sobie poradzic z tym co zrobil i dla niego to jest jedyne wyjscie, jedyne. gdyby dal sobie czas, poszedl do spowiedzi (powiedzialam mu - zrob to dla siebie, pomzoe ci to, naprawde poczujesz sie lepiej), gdyby poszedl do psychologa, cokolwiek, na wszystko spojrzal by inaczej. ale nie zmusze go.

257

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post
kiedysbylam napisał/a:

Zyworodka - zanim podam adres - chcialam tylko powiedziec ze jest to forum typowo dla malzenstw w kryzysie i typowo katolickie.  nie jest dla kazdego, uprzedzam smile  sa tam ludzie z dosc radykalnymi przekonaniami - jesli chodzi o malzenstwo, religie ,wiare i przysiege malzenska smile ale jednoczesnie nie ma dla mnie taka postawa nic w spolnego z usmiercaniem sie, krzywdzeniem samego siebie. wrecz przeciwnie. tam Bog jest najwazniejszy, a zaraz potem - nalezy dbac o siebie i nei pozwalac sie krzywdzic - co nie jest rownoznaczne ze zgoda na rozwod, czy pomaganie w jakikolwiek sposob 'krzywdzicielowi'. Jesli nadal jestes zainteresowana, wysle Ci adres na priv.

Dziękuję za odzew.
Nie podaję adresu e-mailowego na forum.
Myślę, że chodzi o forum 'Nowenna Pompejańska', bo kiedyś trafiłam na takie w necie.
Jak rozmówca powołuje się na jakieś forum, to chętnie tam zaglądam, zamiast szukać sama tematów do poczytania.

258

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post
kiedysbylam napisał/a:

powiedzialam ze nie pojde do banku bo nie chce, bo jest to sprzeczne z moimi przekonaniami, bo nie zgadzam sie z decyzja o skreslaniu tego malzenstwa tu i teraz. On jest w stanie dac mi czas - ale przeciez mi nie o to chodzilo tak naprawde. znowu bym go oszukiwala -tzn mijala sie z prawda - mowiac ze potrzebuje czasu na przemyslenie czy cos w tym stylu. to by bylo typowe przeciaganie, to by bylo wlasnie manipulowanie calej sytuacji. mialam byc szczera tak? nie chce sie rozstawac i jestem pewna ze za miesiac sie to nie zmieni.... dlatego tu nie chodzi o manipulacje. Bez przesady. Tak, mysle co on pomysli, mimo wszystko, bo po prostu chyba normalne to jest ze nie chcialabym zeby mnie nienawidzil i zeby rozstawac sie na noze!

jak sie poczulam po tym jak mu powiedzialam? i dobrze i bardzo zle. dobrze - bo powiedzialam prawde, bo tak czulam, bo tak uwazam. zle - bo on totalnie nie zrozumial i widzialam ze przez chwile naprawde uwierzyl ze ja go nienawidze i chce oszukac na kase, zemscic sie jednym slowem, zniszczyc, utrudnic, ze taki jest moj cel. a przeciez chodzilo mi o to, zeby znal prawde- ze jestem otwarta na dialog, ze wierze ze gdybysmy oboje chcieli - nie musielibysmy sie rozstawac i dlatego sie nie zgadzam na to. o to chodzilo tak ? zeby o tym wiedzial. no nic, chyba juz wie...

byl dalszy ciag rozmowy. tym razem rozmowy. POROZMAWIALISMY. 1 raz od rozstania on ROZMAWIAL. i nie chodzi o to, co mowil, tylko ze w ogole mowil. wypil te 2 piwa miedzy czasie i pozniej jezyk mu sie rozwiazal. NIE BYL PIJANY, ale rozluznilo go to, 'puscilo go'.... byl szczery. i nikt mi pewnych rzeczy z glowy juz nie wybije. to byla szczera rozmowa. byl szczery i on nadal jest dobrym czlowiekiem. chyba nadal mnie kocha. tak wiem ze zalosnie to brzmi, on tego oczywiscie nie powiedzial, ja tez caly czas myslalm ze nic dla niego nie znacze -tez latwiej w sumie mi bylo, bo moglam sie nad soba uzalac. jaki to on niedobry. on jest po prostu czlowiekiem slabaej wiary. zerowej wiary w tej chwili. nie wie, nie zna jeszcze mocy Boga. a chyba kazdy sie zgodzi - ze czlowiek sam, czegos takiego nie odbuduje,prawda? i dlatego on w to nie wierzy i koniec. nazwal to co Wy nazywacie budowaniem na skale - z jego perspektywy -czlowieka niewiedzacego o tym, co potrafi Boh i jak bardzo nas kocha - budowaniem na bagnie. 'to byloby budowanie czegos na bagnie'.

Dalszy ciag rozmowy polegal na tym ze mowil: o naszym malznestwie - ze nei uwqaza tego za pomylke, ze to byl piekny czas, ze bardzo duzo mi zawdziecza, ze WSZYSTKO co ROBIL, ROBIL DLA NAS - i ja wiem ze tak bylo. zacytuje go ogolnie: 'przeciez to ja chcialem tego slubu, ja chcialem kupic mieszkanie, chcialem dziecka, ja tego naprawde wszystkiego chcialem! ale wypalilem sie. zaciskalem zeby przez dlugi czas - to byl moj blad, teraz wiem, byc moze to byl najwiekszy blad mojego zycia, ze nie rozmawialem z toba, ale tak jest jak jest. nie potrafie, nie widze tego, nie, nie, nie... ja sam nie potrafilbym cie przytulic, pocalowac po tym co zrobilem. mnie tez jest ciezko. tu jest moj dom. co ty sobie myslisz? dlaczego mnie nie ma po calych dniach? chce ci zejsc z oczu, zebys nie musiala mnie ogladac, chce zebys zostala w a naszym mieszkaniu, czuje sie winny dlatego nie chce o nie walczyc, bo zaslugujesz na to zeby moc tu zostac. ale ja ci powiedzialem od poczatku - nie wyprwadze sie dopoki bede na hipotece - tez mysle o sobie, nie chce isc pod most, no nie chce, tez musze sobie jakos poukladac wszystko. nie, nie wije sobie gniazdka! czy ty oszalalas? myslisz ze ja bylbym w stanie teraz z kimkolwiek ukladac jakis nowy zwiazek? poki jestem jeszcze 'zwiazany' z toba (tak,1raz jakby przyznal ze jeszcze cos go ze mna laczy....)sam nie wiem co robic, myslalem zeby stad wyjechac (????) Ty sobie 10 razy lepiej poradzisz niz ja, jestes mloda, piekna - tak, tak, smiej sie teraz, tak bedzie zobaczysz. I wiem co zrobilem, nie masz wszystkich pieniedzy teraz zeby mnie splacic - nie ma problemu, poczekam, chce zebys tutaj zostala, masz umeblowane mieszkanie, prace, ale tez mi jest ciezko. kazdego ranka wstaje i patrze na to wszystko i zly mi leca (???? tu juz nie wiem czy ubarwil czy nie) jak patrze na te kwiaty... codziennie chodze tu wkolo i patrze jak rosna (on te kwaity wszystkie sadzil, kocha to) i wiem ze bede musial sie wyprowadzic (tutaj probowalam uswiadomic mu ze on nie musi, ze to zalezy tylko od jego meskiej decyzji o tym, czy chce sprobowac czy nie). szkoda mi tego wszystkiego. szkoda mi naszego zycia, bo to co osiagnelismy w tak krotkim czasie. to niektorzy ludzie przez cale zycie nie maja, ale my juz nie mozemy byc razem, nigdy nie bedziemy'. Generalnie to ostatnie to byl motyw przewodni jego tym razem monologu, ze podjal decyzje i chocby sie palilo i walilo on jej nie zmieni, chocby mial tego pozalowac, za rok, za miesiac to trudno, ale z drugiej strony mowi - pierwszy raz cos takiego padlo - 'nie wiem, nie wiem co bedzie za pol roku, moze.... moze...... nie, nie wiem, tego sie nie da Justyna...'; '' moim celem bylo zeby sie rozstac normalnie, bo zaslugujemy na to, zebysmy za pol roku mogli siespotkac na kawe, pogadac, jak tam leci (??tu tez moje zdziwienie) marze o tym zeby tak bylo, a nie zebysmy byli dla siebie najwiekszymi wrogami. Jestes i zawsze bedziesz dla mnie wazna, to nie jest tak, co ty sobie myslisz ze bylo i nie ma? to jest szmat czasu, ktory ze soba przezylismy. jestem tu gdzie jestem, mam to co mam, dzieki Tobie. Ale nic nie zmieni mojej decyzji, nic, ona jest nieodwolana.' pytalam o meila ktorego mu wyslalam - o tym ze zrozumialam swoje postepowanie, ze jest zwiazane z moim ojcem i przeszloscia. powiedzial:'celowo tego nie skomentowalem, przeczytalem, no oczywiscie ze przeczytalem, chociaz bardzo trudbe to bylo dla mnie zeby to w ogole do konca przeczytac, przykro mi ze musialas przez takie zycie przechodzic, ale zobacz to swiadczy o tym jak tak naprawde bylismy od siebie daleko, bo ja sobie z tego nei zdawalem sprawy'. ja mowie mu - to nie jest tak, ja ci o tym wszystkim mowilam, tylko ja sama to bagatelizowalam, nie myslalm ze to jest az taka trauma z dziecistwa, sama o tym nie wiedzialam'. on nie jest zlym czlowiekiem, jest nieodpowiedzialny, jest bardzo slabej wiary jak widac, bardzo.... zapytalam go: ' co, karac sie chcesz sam za to wszystko? - cisza..... 'to nie tedy droga, nie w taki sposob'. powiedzial tez: 'ja nie wierze ze ty bys wogole chciala ze mna byc po tym wszyskim, przeciez to jest bagno'. stanelo na tym ze powiedzial: 'nie wiem, przemysl sobie to wszystko co z tym bankiem, zastanow sie, naprawde nie ma sensu sie szarpac - mozemy - mozemy isc do sadiu, mozemy zmieniac zamki, pluc na siebie, ale po co justyna? po co? widzisz, wiesz ze mnie latwo sprowokowac, dzisiaj znowu zaczalem sie zle zachowywac, obrazac cie (1sza czesc wieczoru), nie powinnismy, z szacunku chocby to tego co nas laczylo. chcesz - to ja pojde do tego banku, jesli ty nie chcesz, chce to zalatwic, rozstac sie i jakos isc dalej'. nie wiem co o tym pomyslicie, ale ja nie zaluje niczego w tej chwili. to jest moja nagroda od Boga - ta rozmowa z nim. na koniec przytulilam sie do niego - a on to odwzajemnil. Boze..... tak mocno mnie przytulil, to bylo takie dziwne, tak dawno nie bylo juz zadnego kontaktu fizycznego, chycil mnie za reke, pocalowal w glowe - tak szczerze - a chwile wczesniej mowil ze on nie moglby mnie juz przytulic, pocalowac.... wiadomo ze mial co innego na mysli, ale nie odrzucil mnie, nie odepchnal. Rano robil sobie kawe w ekpresie - ja robilam swoja - wystawilam kubek i kawe na blat. poszlam do lazienki. jak wrocilam mialam nalana kawe do kubka - z ekspresu.

ta rozmowa to moja nagroda, ze tak naprawde on mysli wszystko to samo co ja na temat naszego zwiazku - roznimy sie 'tylko' tym, ze on juz w to nei wierzy, nei wierzy ze daloby sie to odbydowac, a ja wierze ze tak. co dalej - nie wiem. Ciesze sie ze zna prawde teraz - ze nie jest mi dobrze z tym, ze ja nadal wierze w sakrament, ale wiem juz ze naprawde nie ma sensu komplikowac mu po to zeby poniosl odpowiedialnosc - on ja tez ponosi, tez po nim to nie splywa. ale im bardziej bedzie czul sie zablokowany, tym gorzej bedzie. narazie dam sobie czas. moze poprosze go wlasnie tylko o ten czas jeszcze. nie brzydze sie nim, pomieszkajmy tak jeszcze, przez wakacje, ja sie bardziej przygotuje psychicznie na wszystkie wysjcia, ze wszystko moze sie zdarzyc - rowniez to ze w tej chwili nic sie nie zmieni. chcialabym zeby on sam dal sobie czas po prostu. na udystansowanie sie do tego wszystkiego. nie zeby: 'pomysl jeszcze, moze zmieniesz zdanie'. ale to co Wy mi mowicie: 'daj czasowi czas'. Ja nie mowie o byciu razem - w tej chwili naprawde to nie jest tak ze pstryk i sprobujmy. ja mowie o nie rozstawaniu sie. on ma sam ze soba mega problem, nie umie sobie poradzic z tym co zrobil i dla niego to jest jedyne wyjscie, jedyne. gdyby dal sobie czas, poszedl do spowiedzi (powiedzialam mu - zrob to dla siebie, pomzoe ci to, naprawde poczujesz sie lepiej), gdyby poszedl do psychologa, cokolwiek, na wszystko spojrzal by inaczej. ale nie zmusze go.

czytam i czuje w tym taki ogromny ból i smutek... sad badz dzielna i faktycznie daj czas....
czy mieszkanie razem w dalszym ciągu jest dobrym pomysłem, czy to Cie przygotuje na ewentualny koniec??? Myślę, że nic nie jest w stanie przygotować człowieka do bólu... można go złagodzić, stłumić... Jednak rób tak jak Ty uwarzasz... Postępuj tak byś Ty niczego nie żałowałą... By w Twych myślach nie pojawiała się myśl : "co by było, gdyby..."

dasz radę...

259

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Zyworodka - nie, nie chodzi akurat o to. jesli chcesz, podaj jakis namiar na siebie, wyslij Ty do mnie meila, albo cos, to napisze Ci jakie to forum.

M. jak tam u Ciebie? widzieliscie sie? odezwij sie jakos bo mysle o Tobie i mam nadzieje ze wszystko dobrze.

260

Odp: mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Cześć... U mnie kicha...
tzn przynajmniej teraz zadzwonił, że nie da rady się spotkać... przełożył na wtorek lub środę.... ech... cały tydzień czekania po to tylko żeby usłyszeć "nie dam rady"... tęsknię za nim okropnie, ale po rozmowie praktycznie nie płakałam (właściwie to nastawiałam się na to że do spotkania raczej nie dojdzie) a teraz po prostu jest mi przykro i jakoś tak nijako...
ale trzymam się "jakoś" ...

Pogoda u mnie fatalna, ciągłe deszcze i burze (tzn wczoraj do wieczora w miarę ok- nawet na rolkach byłam), ale później znowu burza i brak neta...

Kiedysbyłam, jak Ty się dzisiaj czujesz? coś nowego? jak impreza?

Posty [ 196 do 260 z 941 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 … 15 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » mlode,dobre malzenstwo z milosci -zdrada meza i rozstanie. dlugi post

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026