Gocha - dzieki za Twoje spostrzezenia. Moze odnalazl milosc zycia w niej? Moze. Dlaczego mi tego wiec nie powiedzial? Szczerze to watpie zeby cos owiane takim klamstwem przez tak dlugi czas, moglo okazac sie prawdziwa miloscia. Ale zaduzyl sie w niej na pewno. Chodzi o to, ze caly czas twierdzil i twierdzi nadal ze z nia nie planowal bycia razem i ze z nia byc nie chce. Dlatego dopoki w to wierzylam, juz po rozstaniu, ciagle ludzilam sie ze chodzilo TYLKO o nas i nasze problemy i ze moze jak popracujemy nad tym razem, sprobujemy sie zrozumiec, albo jak damy sobie troche czasu, to ze dlaczego mamy od razu to skreslac wszystko tu I teraz. Takie mialam myslenie. Ale prawda byla taka ze on sie w niej zakochal, nie wiem czy planowal przyszlosc czy nie, ale nie chcial ze mna I koniec. Ona miala I chyba nadal ma narzeczonego, o czym on oficjalnie wiedzial, ona wiedziala o tym ze on ma zone. Nie przeszkadzalo im to. Jego oficjalnym powodem tego ze nie chce ze mna byc bylo to, ze po prostu mnie juz nie kocha, nie moze dac mi tego czego ja oczekuje, nie pasujemy do siebie I tak bedzie dla nas obojga lepiej. a potem ze uwaza ze podjal sluszna decyzje i dlateo jej nie zmieni.
Nie, JUZ nie czekam, naprawde. To, ze wciaz by serce czegos chcialo ? tak, przyznaje. Ale uwazam ze na tyle ile to mozliwe, powoli, stopniowo zyje dalej, powoli ide do przodu. Niestety nie stanie sie nic z dnia na dzien. Nie uwazam ze gdybym teraz dajmy na to wyjechala w swiat, nie wiem, zaczela robic rzeczy ktorych nigdy nie robilam to ze to byloby prawdziwe NOWE ZYCIE. To byloby sztuczne, na sile. Nie robilam pewnych rzeczy nigdy, BO ICH NIE CHCIALAM, NIE POTRZEBOWALAM. Przy nim moglam robic to, co chcialam, nie ograniczal mnie w zaden sposob. Oczywiscie, ze sa sprawy ktore chcialabym zmienic w sobie I swoim zyciu, cos nwoego sprobowac, ale chce pozostac soba?.
Dlaczego nie wyjade? Kolejnym powodem jest to, ze to nie moj styl : ) Tak, teoretycznie moge wszystko, nei mam zadnych zobowiazan jako tako, ale mam prace na ktora ciezko pracowalam I dlugo czekalam, mam mieszkanie ktore mimo wszystko kocham I jestem z niego dumna, mam rodzine tutaj ,znajomych I to wszystko jest dla mnie bardzo wazne I daje mi poczucie bezpieczenstwa. Ja zawsze mysle do przodu. Co? Pojade sobie w swiat ? super, ale kiedys w koncu bedzie trzeba wrocic. I Co? GDzie bede mieszkac? Gdzie pracowac? Zaczynac mam wszystko od zera? Nie, to nie dla mnie : ) TEraz, nie ma juz jego ,ale tak naprawde cala reszta jest, to na co pracowalam cale zycie.
Co do smsow ? moze zle to ujelam, To nie jest tak ze on sam z siebie pisze jakies ?mile? smsy. Nie mamy ogolnie na codzien ZADNNEGO kontaktu. No ale jak wiesz, wciaz jestesmy malzenstwem, mamy sprawy formalne do zalatwienia ktore niestety trwaja troche I tylko w ich kwestiach sie kontaktujemy. No a tak jak pisalam wczoraj ? to ze jestesmy przy tym kulturlani dla siebie I napisze on dziekuje, prosze czy milego dnia, to chyba normalne tak naprawde?. on niczego nei sprawdza. Tak, na pewno cieszy sie ze u mnie ?lepiej? bo wiem ze zle mi nigdy nie zyczyl. Wiec, pewnie odetchnal z ulga ze jakos daje rade I ze poki co sie nie pozabijalismy, tez w sumie nic dziwnego ze go to cieszy.
A co do mieszkania jeszcze ? no wlasnie. Sprzedac bede mogla w kazdej chwili. Pisalam I myslalam o tym duzo. TEgo akurat nie zaluje. Mysle wrecz ze to bardzo dobra decyzja. Nieruchomsoci w Londynei ciagle ida w gore, raczej na tym nie strace, a wrecz moge cos zarobic za iles lat. Do tego wlozylam kupe pracy w to mieszkanie, dlaczego mialabym zaczynac od nowa. Wiadomo, ze przypomina troche, ale coraz mniej. Mozna zrobic jakis remont jak cos, pozmieniac wiele, ale nie od razu zmieniac mieszkanie. Wszystko jest tak naprawde w sercu najbardziej. Tak, bylo by latwiej w innym mieszkaniu z 1 strony na pewno, ale ja nawet nie mialam gdzie pojsc I mieszkac. JEstem w obcym kraju, brat wynajmuje tez dom, nie ma warunkow na to zebym u niego mieszkala, zreszta bym tego po prostu nei chciala. Nie, w ogole nie ma oczym gadac, to mieszkanie to w sumie jedyne pozytywne co mi po tym malzenswie zostanie, mozna powiedziec, bo mimo ze splacam go w calosci, ale sama nigdy bym sie nie odwazyla na taki krok, zeby kupic mieszkanie samej w londynie, a teraz bede miec. a z kolei dla niego - to mieszkanie to wlasnie chyba najwieksza strata. On bardzo chcia ltez zostac, ale tutaj musze mu przyznac to - ja ktylko ja powiedzialam ze ja chce je wziasc, to bez dyskusji sie zgodzil i do tej pory tak trwa. Za kilka dni, on podpisze ostateczne papiery ze zgadza sie zeby byc zdjetym z hipoteki i reszty. Powiedzial na poczatku ze zgadza sie bo zasluguje na to zeby zostac w tym mieszkaniu. I tak jest prawda.
O zesz, ja sie musze nauczyc streszczac swoje mysli bo to jest porazka jakas 